Jules Fox

Imię: JulesJules-gotowy

Nazwisko: Fox

Data urodzenia: 24 lipca 1996 r.

Miejsce urodzenia: Sacramento, Kalifornia

Wzrost: 178 cm

Kolor włosów: brązowe

Kolor oczu: niebieskie

Klasa: 4

Cel: Mieć swój program w TV

Liczba wykonanych zadań: 2

02.09

Zaczęła się wielka przygoda. Mam nadzieję, że nie tylko ja do tego tak podchodzę, bo będę srogo rozczarowany. W końcu to jak nadzieja na płomienny romans, a co jeśli druga strona nie liczy na to samo, to co to za romans?
Występy na rozpoczęcie szkoły były tak szaleńczo pasjonujące jak wyścigi żółwi. Czy też ślimaków. Dla jednych to pasjonujące, dla mnie już mniej. Jeśli jesteście ciekawi mojej głębszej opinii i bardziej publicznej na ten temat, to zapraszam na swój kanał na youtube (dla przypomnienia go podam: www.youtube.com/user/ProjectDozenFoxy). Oczywiście nie chcę nikomu skąpić talentu, czy też zarzucać, że go nie ma, jednak występy w szkolnym chórku to wbrew opiniom jego członków straszna strata czasu. Jude powinien inaczej się spełniać. Ma to coś, ale wolałbym, aby nie stawał się bardziej popularny. W końcu po co? Ta szkoła już ma jedną gwiazdę… dobrze ma ich więcej, ale i tak jestem najjaśniejszą z tych gwiazd. Kto w końcu ma swój własny kanał, który ogląda tyle osób. Ciekawe, ile dodatkowo szukało mnie nie tylko na youtube, ale także redtube. To idealnie świadczy o poziomie całej tej zbieraniny. Którą z rozkoszą nakręcam.
Ale na razie będę obserwować i czekać na dogodną okazję. Dziś się żadna specjalna nie przytrafiła. Może jutro.
PS. Ach i nie wiem, czy tak ma to wyglądać. Zakładam jednak, że nadając nazwę „dzienniczek” tej stronie, wiedzieliście, co robicie.
Pozdrawiam, Foxy.

03.09

Miałem pisać rano. Jak bardzo się cieszę, że tego nie zrobiłem. Nie byłoby w końcu co pisać. Teraz jest. Och, jest. Tomas jest już mój. Nie ma opcji, aby stanowił zagrożenie. Jak w ogóle mogłem zapomnieć, że taki poczciwy chłopak z niego? Nie jestem tylko pewien, czy powinienem rozmawiać z nim aż tak szczerze, ale co tam. On i tak tego nie wykorzysta. Tym bardziej po tym, co mu zaserwowałem ;)
Zaczynając jednak od początku: Zamówiłem książkę i miałem już jechać do miasteczka, aby ją odebrać i zajrzeć do sex-shopu, kiedy natknąłem się na Tomasa Enga. Swego czasu mieliśmy pewien wspólny epizod, więc nasza rozmowa szybko zeszła na bardziej prywatne tematy niż początek roku. Przyjemnie się rozmawiało, ale chłopak nie jest jak ja, nie umie sobie tak radzić, więc umililiśmy sobie czas. Co też gwarantuje mi jego przychylność na przyszłość. Ufa mi, a to na pewno mi kiedyś pomoże. Zresztą, nawet go lubię, więc na razie nie idzie na moją listę pierwszych osób do wyeliminowania.
Niemniej, dzień był przez to spotkanie ciekawszy.
Ach i czekam na zadanie, bo szybciej zaliczyłem coś innego niż je ;)

10.09

Nie wierzę jak do tego doszło, zwyczajnie nie wierzę. To w ogóle jakaś chora akacja jest. Tym bardziej, że ona nie celuje we mnie, a w bliskie mi osoby. I to Erika. Tego się nie spodziewałem. Nie wiem jeszcze, jaki szaleniec to zrobił, ale wiem, że mu nie odpuszczę i że muszę jakoś pomóc Erikowi. Ale od początku. Dzień zaczął sie spokojnie, a potem… potem rozpętało się piekło. Po wuefie wpadł do szatni Eric, a za nim tłum. Dosłownie tłum uczniów, prawie jakby mój drogi współlokator był co najmniej Lady Gagą. Był cały roztrzęsiony, zdenerwowany i co najstraszniejsze twierdził, że jestem sprawcą tego całego zamieszania. A słowo daję, nie byłem! Eric jest moim współlokatorem, jest inteligentny, przystojny i miły, ale myślę o nim jak o przyjacielu, a nie chłopaku. A tak pomyślała o nim cała szkoła. Że jesteśmy razem. Nie powinien się tego wstydzić, nie o to mi chodzi, ale… nikt nie powinien wpakowywać kogoś w coś takiego wbrew swojej woli. Strasznie szkoda mi się go zrobiło. Naprawdę. Chciałem go przytulić, jakoś pocieszyć, ale to by tylko zaogniło sytuację. Bardzo mi na nim zależy. Jest moim drogim przyjacielem i słowo daję, zemszczę się, jeśli tylko odkryję, kto sprowadził na niego takie kłopoty. Wpierw jednak muszę coś wymyślić, aby odciągnąć od niego tych wszystkich szkolnych łowców sensacji. Eric nie zasłużył na to…
;(

18.09

Mmm, jestem najlepszy. Och, taaak, nie żebym się chwalił, ale jest słooodziutko. Fuck yeah, hehehe. Jakiś frajer z projektu wrobił Erika w kłopoty, a teraz moja konkurencja ma kłopoty. Czy nie o to w tym chodzi, czy nie to jest w tym piękne? Och, Jude, moja ty gwiazdeczko, teraz musisz przejąć brzemię Erika… Właśnie… Erika. W życiu nie myślałem, że będę tak myślał o swoim współlokatorze. Tak. Bo po tym jak wszyscy zaczęli myśleć, że mam z nim romans, teraz sam zacząłem jak pierwszy naiwny inaczej na niego patrzeć. Co za porażka! Ale, nie, Eric nie ma się czego obawiać z mojej strony. Jest najlepszym współlokatorem, jakiego miałem. I mówię to szczerze. Może właśnie dlatego zrobiłem, co zrobiłem względem Jude’a. Ale przecież z Judem muszę prowadzić wojnę. To jest jasne jak słoneczko. I nie działa to na zasadzie kto się lubi ten się czubi. Ten farbowany gwiazdorzyna nie jest w moim typie. Chociaż rozkoszną przyjemność sprawiało mi oglądanie jego wściekłości na twarzy. Nawet byłem w stanie przyjąć na klatę jego buńczuczne zachowanie i pchanie mnie jak pierwszego frajera. Jego czerwona twarz dawała satysfakcję. Chociaż… nie. Największą satysfakcję z tego, co zrobiłem, dawała mi mina Erika. Po tym wszystkim, co dziś się wydarzyło, wrócił do pokoju już… taki inny. Boże, nawet nie wiem, co się ze mną dzieje! Czuję się, jakbym go oszukiwał, a jedyne czego chcę, to aby miał spokój. Chcę dla niego dobrze, czy to źle? Ale pewnie by za to „dobrze” nie uznał tego, co o nim teraz myślę. Cholera. Ale nie wyprowadza się, to też daje mi spokój ducha. Jak to mawiają, można iść na wojnę, nawet ze spokojem ducha, jak wie się, że w domu jest wszystko poukładane. Och, a nawet jeśli tak nie mówią, to ja tak mówię ;-) Wagner nie ma ze mną szans.

03.10

Dziś króciutko. Ale jest ku temu powód. Wyjeżdżam na weekend. Mam nadzieję, że nie zaszczycicie mnie kolejnym zadaniem akurat, kiedy mamy wolne. Tym bardziej, kiedy jestem tak podekscytowany i jednocześnie zdenerwowany tym wyjazdem. Jadę do rodziców z Erikiem. Już o nim pisałem, więc nietrudno domyślić się powodów mojego zdenerwowania.
Ach i zadanie Colina z rolkami było zabawne. Jednak niesamowicie widoczne. Aż zastanawiam się, czy kiedyś ktoś będzie musiał iść na lekcje w przebraniu klauna. Albo w jakiś gorszym ;)

01.11

Muszę z bólem serca przyznać, że nie spodziewałem się tak dużej trudności w tym zadaniu. Pobicie się z kimś nie jest już czymś, na co miałbym ochotę, ale pobicie się na dachu szkoły? Podłe. I byłem poważnie zaskoczony, że Kevin mimo całej swojej nienawiści do mojej osoby wcale aż tak się nie kwapił, aby mi przywalić. Chłopak powinien za to dostać jakiś medal. Najlepiej tęczowy, hehehe. Bo jest zdecydowanie wyczulony w kwestii homo, co jest dla mnie, w sposób osobisty, bardzo przykre. Ale trochę go rozumiem, też nie lubię, kiedy jakaś kobieta za bardzo chce czegoś, czego ja nie chcę. On został postawiony chyba w odmiennej sytuacji, jeśli się oczywiście nie mylę. I nie wiem, czy czyta to dyrektor, czy nikomu z kadry nie pokazujecie, ani nie dajecie raportów z naszych dzienniczków, ale polecam zainteresowanie się panem Knopperem. Dla chłopaka może być to jakaś rekompensata za to, że tak szybko odpadł. Chociaż jakiś ciężar z głowy. W ogóle, powinienem może trochę wcześniej napisać ten wpis, ale jednak Kevin mocno bije, a ja, jak mówiłem, nie jestem wielkim fanem starć fizycznych. Do tego byłem lekko zajęty swoimi sprawami związanymi z prowadzonym przeze mnie kanałem. A też nie wiem, czy mam się co aż tak bardzo spieszyć, skoro jeszcze nie jest pewne, czy zaliczoną mam tę bójkę. Mam szczerą nadzieję, że tak. I będę mógł po niej porozmawiać z Kevinem na temat tego, że poinformuje kadrę o jego „prześladowcy”. Jakoś czuje potrzebę, aby nie być lisem aż tak bardzo jak na Halloween.

09.11

To było… chujowe. Ktoś mnie wrobił. Zostałem pobity przez futbolistów. Mam nadzieję, że panujecie nad tym, bo jeśli nie, współczuję Waszym adwokatom.

07.01

Coraz bardziej mam wrażenie, że szanownym Panom Profesorom wymyka sie to spod kontroli albo chcecie, aby Wam się wymknęło spod kontroli. Chwilę temu był u mnie Patrick. Ten sam, który jakimś cudem ma w szkole swoich ludzi jako sługusów. Co już jest mocno niesprawiedliwe. Ale nie o tym. Był u mnie prosić o jakiś sekret na kogoś. I nie dość tego, jeszcze uznał, że zadowoli się sekretem na kogokolwiek. Moją pierwszą myślą było, że znowu jakiś nieszczęśnik, tak jak Eric, znowu byłby wplątany w nasze gry. Nic fajnego, ale cóż, nie mogę narzekać, w końcu sam się w to wplątałem. Ciekawi mnie tylko, czy ktoś popiera moje zdanie.
Tak czy inaczej, Patrick wziął ode mnie materiał na Jude’a. Przyznam szczerze, że mam nadzieję, że nie zorientuje się, że wiem, że to żaden romans, a tylko działanie innego Waszego zadania. Nie pogniewam, jak odpadnie przez to. Z drugiej strony mam dziwne wrażenie, że coś jeszcze trzyma w rękawie. Jego straż jest chora. A Kevin jest najbardziej chory z nich wszystkich. Ale teraz chociaż dzięki tej transakcji mam dowód, że jest homofobicznym draniem, któremu coś odwaliło na mózg. Nie wiem jeszcze, kiedy to wykorzystam, ale na pewno jeszcze coś na niego znajdę i zostanie zawieszony. Zasłużył na to tym, jak się zachowuje.

2.02

Zastanawialiście się czasami, co pcha człowieka do przodu? Pewnie w Waszym przypadku chęć pogłębiania wiedzy. Aby pozjadać wszystkie rozumy, aby wiedzieć, co jest co i aby móc kontrolować ludzi. Ogólnie nieźle to ostatnie Wam wyszło. Kontrolujecie grupę nastolatków takich jak ja. I mnie do pewnego momentu też kontrolowaliście. Bo jak inaczej to nazwać? Wpoiliście do naszych głów, że bez podstępu, bez Waszej pomocy nie dokonamy niczego. Że potrzebujemy tego projektu, całego tego przedsięwzięcia, aby zdobyć to, o czym marzymy. I może niektóre marzenia są tylko w zasięgu Waszych rąk, ale czy to naprawdę jest najważniejsze? Czy zdradzając, czy ośmieszając, oczekiwaliście, że dzięki temu staniemy się lepsi, a może wręcz odwrotnie? Zaczynam myśleć, że to drugie. Bo tak, po tym, jak zrezygnowałem, myślę, że to był taki wyścig szczurów. Kto jak daleko porazi kogoś prądem, aby samemu nie poczuć bólu. A to takie śmieszne myślenie. Jak homofoba, któremu nie układa się z żoną, więc zamiast radzić się i próbować to rozwiązać, próbuje zniszczyć szczęście wszystkich innych. Powiem wprost – to żałosne i małostkowe. A to, co czuje do Erika i to, co osiągnę sam, bez Waszej pomocy, będzie wielkie.
W imię tego, kogo kosztowało to najwięcej – „kończę i bez odbioru”.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s