Never Be The Same

Idealna praca, ładny dom, piękna żona i dwójka uroczych dzieciaków. Czy od życia trzeba czegoś więcej? Nie… pomijając kochanka z czasów liceum, który w swoich wielkich buciorach pakuje się w życie i przewraca je o 180 stopni.
Ach, tylko pozazdrościć kolejnej dawki kłopotów i starych kawałków. Żyć nie umierać, nieprawdaż?

UWAGA: Opowiadanie jest przeznaczone dla osób pełnoletnich. Zawiera ono szczegółowe sceny męsko-męskiego seksu (w tym opisy seksu, który część czytelników może uznać za perwersyjny lub zboczony), przemocy, a także wulgarne słownictwo.

SPIS TREŚCI

Rozdział 1 – Pamiątka sprzed lat

Rozdział 2 – Ptaki

Rozdział 3 – Dobra muzyka nigdy się nie nudzi

Rozdział 4 – Lecisz na mnie

Rozdział 5 – Jakby nic się nie zmieniło

Rozdział 6 – Rodzinnie

Rozdział 7 – Stęskniłeś się, co?

Rozdział 8 – W zaułku…

Rozdział 9 – Wyglądam jak kretyn!

Rozdział 10 – Givin’ the dog a bone

Rozdział 11 – Wspomnienie

Rozdział 12 – Deszczowy dzień

Rozdział 13 – Filmy, muzyka i seks

Rozdział 14 – Niespodziewane odwiedziny

Rozdział 15 – Znikające koszule

Rozdział 16 – Podejrzenia

Rozdział 17 – Podróż w czasie

Rozdział 18 – Mały podły rudzielec

Rozdział 19 – Co o mnie myślisz? 

Rozdział 20 – Nienawidzę za to tej dziury! 

Rozdział 21 – Wspólna tajemnica

Rozdział 22 – Striptiz, rudzielcu

Rozdział 23 – Ciastowy podliz

Rozdział 24 – Powrót do rzeczywistości

Rozdział 25 – Chciałabyś mieć dzieci?

Rozdział 26 – Rozwód…?

* Bonus – Młodzieńcze czasy beztroski

Rozdział 27 – I nie przestawaj. Nigdy…

Rozdział 28 – Mój mały

Rozdział 29 – Żabcia

Rozdział 30 – Ultimatum?

Rozdział 31 – Tak mnie przyjemnie wypełniasz

Rozdział 32 – Przez chwilę nie myśleć

Rozdział 33 – Niedzielny poranek

Rozdział 34 – Koncert, autografy i wielkie dildo

* Bonus – Poważne rozterki Walta

Rozdział 35 – Głuchy telefon

Rozdział 36 – Małżeńskie łoże

Rozdział 37 – Zrobię dla ciebie wszystko

Rozdział 38 – Misterny plan

Rozdział 39 – Jak poprawić humor? 

Rozdział 40 – Sprzeczne sygnały

Rozdział 41 – Byś wiedział, jak dużo dla mnie znaczysz

Rozdział 42 – Będziesz łatwiejszy

Rozdział 43 – Krok do przodu

Rozdział 44 – I tak jesteś najlepszy

Rozdział 45 – Facet z pochwą

Rozdział 46 – Wolny

Rozdział 47 – Carpe diem

Rozdział 48 – Jak to nie umiem kłamać

Rozdział 49 – Trochę do zapomnienia

Rozdział 50 – Zaliczki, przelewy i transakcje

Rozdział 51 – Przeprowadzka

Rozdział 52 – Jakbyście dopiero zaczynali

Rozdział 53 – Podróż

* Bonus – Last Christmas

KONIEC

* Bonus – Dobry koniec złego wieczoru

* Bonus – Dzieci śpią!

* Bonus Halloweenowy – Myszka w drodze do piekła

*****

POSTACIE – podstawowe informacje i rysunki przedstawiające bohaterów

52 thoughts on “Never Be The Same

  1. Shivunia pisze:

    Selvettrin >> To… woow, że po takim czasie od przeczytania do nas piszesz. Jesteśmy pod wrażeniem. Do tego bardzo miło się czytało twój komentarz, bo widać że jest taki z dystansu, nie ma gorąco. I widać po tym co piszesz, że tekst faktycznie wywarł na tobie wrażenie. Czujemy się dzięki temu docenione. Bo jednak jak mówisz, niesamowicie jest kiedy tekst nie tylko w trakcie czytania wywołuje emocje, ale jeszcze długo się go pamięta.
    Co do samego tekstu. Jeśli chodzi o logikę niektórych zachowań chłopaków, to ja nie dziwię się, że czasami chciało się ich udusić. Są mega czasami nie logiczni, ale na swoje usprawiedliwienie mamy tylko to, że był to jeden z naszych pierwszych tekstów. Co nie znaczy, że teraz zawsze da się ustrzec dziwnych rzeczy. W końcu najlepszym przykładem brakiem logiki są wszystkie horrory, gdzie mówi się postaci „uciekaj” a ta lezie na pożarcie do czarnej dziury, albo piwnicy ;p Więc czasami może to i dobrze, że postacie zachowują się nie logicznie albo dziwnie, bo można na nie się powkurzać :P Trochę smutku, trochę radości i szczypta złości, czemu oni robią tak a nie inaczej. Fajnie ze dałaś się w to wkręcić. Czujemy się dumne z naszych chłopców. I fajnie czytać też że byłaś za Żabcią. Ja w sumie też, chociaż pisałam Davida. Oh, to źle brzmi XD Ogólnie uważam ją za najbardziej pokrzywdzoną tutaj, ale też zawsze sobie przypominam, że to małżeństwo nie było idealne. Oni nie dogadywali się aż tak dobrze jakby oboje chcieli. W sumie katastrofa musiała przyjść. Pytanie tylko właśnie kiedy miała. A co do samych katastrof… zakończenie to wina tej piosenki która leciała im w radiu. Jakoś nas natchnęło, bo w całym tekście jest dużo muzyki, więc…. zakończenie też musiało być muzyczne.
    OH, jeszcze raz dziękujemy za taki fajny komentarz, i oczywiście zapraszamy do kolejnych opowiadań. Bo po takim fajnym komentarzu jesteśmy jeszcze bardziej ciekawe co pomyślisz o reszcie. Niektóre są lżejsze, chyba niektóre inne problemy poruszają, ale na pewno mniej traum serwujemy czytelnikom niż po NBTS :P
    Jeszcze raz ściskamy i pozdrawiamy (bez gorąco, jest dość już gorąco ;p)

  2. Selvettrin pisze:

    O matko nie wiem od czego zacząć… Nie wierze, że udało mi się znaleźć Waszego bloga po takim czasie… Tak, to opowiadanie czytałam już jakiś czas temu (dawny czas temu). Dużo rzeczy już mi się rozmazało, jednak opisana tu historia zrobiła na mnie takie wrażenie, że niektórych rzeczy nie da się zapomnieć.
    Sam początek trochę mi nie podszedł, bo jakoś nie mogłam zrozumieć jakim cudem David wybaczył mu ten gwałt tak szybko? Czytając pierwsze rozdziały czułam, że zdecydowanie za szybko się pogodzili. Choć nie wiem czy można nazwać to pogodzeniem. Raczej jakby jakiś pierwotny instynkt (gejowski? xD) obudził się w Davidzie. Ale jakoś szczególnie nie chciałam zastanawiać się nad logiką tego ich układu. Różnie ludzie mają poukładane we łbie. Miałam naprawdę mieszane uczucia. Tekst napisany niesamowicie. Płynny, zgrabny, wciągający (i wiele innych przychylnych epitetów dalej…). Obie piszecie niesamowicie. Nic do czego można się przyczepić.
    Jednak trochę gorzej z tematyką. Nie wiem może jestem jakoś wyjątkowo delikatną osóbką, ale chyba przez całe opowiadanie jak mantrę powtarzałam sobie „to tylko fikcja, to nie dzieje się na prawdę”. Przerażał mnie fakt, że facet z tak poukładanym życiem znalazł sobie TAKIEGO kochanka. Ok, że w ogóle kochanka/ę. Nie lubię zdrady… nienawidzę. Czułam się, że część mojej duszy umierała za każdym razem kiedy David oszukiwał żonę. A co gdybym to ja była tą kobietą?! Q_Q Kurcze nie wiem czemu podeszłam do tego tak emocjonalnie, ale udało wam się mnie poruszyć w każdym stopniu. Niesamowita paleta uczuć przechodziła przeze mnie kiedy czytałam NBTS. Od podekscytowania, do smutku i nienawiści do samej siebie. Widząc zmiany jakie następowały w ich relacjach i uczuciach, to jak David zranił Shane, później ten gwałt, ale i miłość… Może i oklepane, może i przewidywalne, nie wiem, ale mnie poruszyło do głębi. Shane faktycznie trochę irytował. Na siłę próbował zmusić Davida, by wpuścił go do swojego życia. Choć David tez nie był aniołkiem. Został zgwałcony, ale miał wybór. Nie musiał wracać do Shane. Mógł załatwić to inaczej i żyć (choć z traumą) dalej przy żonie. Jednak mimo tego i tak pokochałam tą dwójkę. Shane z wielkimi, brązowymi jak u pluszowego miśka oczami ciągle siedzi mi w głowie xD Im dalej w las tym bardziej było uroczo i zatrważająco jednocześnie. Za każdym razem bałam się, że ich nakryje żona Davida, a jednocześnie chciałam, żeby się dowiedziała i miała biedna to z głowy. Żeby wszyscy mieli to z głowy i żyli bez kłamstwa. Kiedy w końcu kłamstwo wyszło na jaw, w pięknym stylu, myślałam, że będzie już kolorowo. Muszę zaznaczyć, że nie spodziewałam się takiego obrotu sprawy. Praktycznie czułam jak wylałyście na mnie wiadro zimnej wody, kiedy David powiedział żonie o swojej zdradzie. Tyle na to czekałam, a to BACH! uderzyło mnie z zaskoczenia. Pięknie rozegrane :D
    Ten nieszczęsny koniec… Nie mogłam się po nim pozbierać parę dni… Do tej pory mnie telepie jak sobie przypomnę o nim… Zawsze płaczę jak umiera ktoś ważny w książce czy opowiadaniu. Jestem płaczliwa Q_Q. Ale tutaj nie dość, że wylałam morze łez, to jeszcze moje serducho zostało rozerwane na kawałki. Było to tak niespodziewane, że chyba właśnie z tego powodu tak mnie to poruszyło. Poruszyło to mało powiedziane. Do tej pory przeżywam NBTS. Nie naliczę już ile ludziom mówiłam, jak poruszające opowiadanie przeczytałam. Wiem, że Wasze NBTS będę wspominać do samego końca.
    Heh… może jakiś znawca literatury by mnie wyśmiał, że tak się rozemocjonowałam przy tym opku… ale na prawdę mnie to poruszyło. Już nawet nie za bardzo pamiętam jego treść, ale emocje, które towarzyszyły mi przy nim pamiętam bardzo dobrze :)
    Dla mnie to opowiadanie jest sztuką. Może komuś wydawać się to przegięcie, ale kiedyś jakiś profesor na studiach kazał nam wyjaśnić czym jest sztuka. Po chwil pięknie powiedział nam, że sztuka, to nie to co uważa się za piękne, ale to co wywołuje silne emocje :) Dodatkowo dodał, że sztuka może być dla każdego indywidualna.
    Dziękuję Wam za pisanie <3

    PS: Nie zabrałam się później za Wasze inne opowiadania, bo po NBTS czułam się tak wymemłana emocjonalnie, że potrzebowałam przerwy, albo jakiejś terapii odmóżdżającej D:
    Ale może teraz po paru latach znajdę tu jeszcze coś dla siebie :D

    PS2: Za wszelakie błędy przepraszam… lekko mi się ręce trzęsą D: I przepraszam jeśli tekst jest chaotyczny… lekko się rozemocjonowałam D:

  3. Katka pisze:

    Roland, hm moglbys pociągnąć „universum” NBTS i poczytać In Out In, gdzie są bohaterowie z tego świata chociaż pamiętam że nie pasował Ci wątek Walta i Jamesa. Ale początek jest bez Jamesa i nie M ostrych zabaw a i pojawia od czasu do czasu Shane. Potem chronologicznie by było właśnie Newton’s Balls. Ale jeśli bardzo zniechęca Cię ten wątek to z takich bardziej obyczajowych współczesnych opowiadań mamy FDTS bądź szkolne PD ale to drugie nie jest skończone. Cokolwiek wybierzesz, daj znać bo jesteśmy ciekawe! :)

  4. Roland pisze:

    Oj podobało się, podobalo… powiem jednym słowem, było zaje…fajne :-) Było to pierwsze Wasze opowiadanie, które przeczytałem ( nie licząc zaczętego NB) i naprawdę jestem cały czas pod wrażeniem.
    Zastanawiam się teraz nad następnym, ale zupełnie nie wiem, które wybrać…tyle tego jest :-) Chociaż na pewno najbardziej odpowiadają mi takie rozgrywające się we współczesnych realiach i w realnym świecie. A może coś mi podpowiecie? ;-) Pozdrawiam.

  5. Katka pisze:

    Kasia, mogłoby być jeszcze bardzie płynne, jakbyśmy pisały tak samo, ale myślę, że więcej plusów płynie właśnie z tej różnorodności :D Ważne, że styl mamy wyrobiony wspólny, więc poza tym każda dodaje jakieś smaczki od siebie ;) Mmm, no i super, że muzyczka Ci odpowiadała i że takiej słuchasz! Shane popiera, hehe :D

  6. Kasia pisze:

    Jak byście pisały tak samo to byloby nudne :p Teraz sobie pomyslalam ze rzeczywiście to można zinterpretować inaczej a ponieważ ciągle mnie ściska w gardle gdy myślę o mojej interpretacji to przekonam swoj mozg do innej wersji :D Tak to bardzo dobry pomysł. Jeszcze raz podkresle ze bardzo mi sie podobala oprawa muzyczna i w ogóle to ze duzo bylo o niej mowa – jakos tak bardziej polubiłam chłopaków jak zobaczylam ze słuchają podobnej muzyki jak ja :) pozdrawiam

  7. Shivunia pisze:

    Kasia, dzięki bardzo, tak na wstępie za podsumowanie opowiadania. Tym bardziej fajnie, że je przeczytałaś, skoro zabierałaś się do niego dwa razu. To super, że mimo takiej prozy życia miło się to czytało. W ogóle lubimy pisać takie obyczajówki. Takie z dnia na dzień, zwykłe wypady i to co dzieje się miedzy postaciami w międzyczasie. W ogóle NBTS jest jednym z naszych pierwszych opowiadań, ale dużo osób ma chyba do niego sentyment, niczym Shane do czasów szkolnych. My zresztą też podobnie do tego podchodzimy. Takie nasze w końcu dziecko jakby. W ogóle co do retrospekcji, zawsze śmiesznie mi się w nich Shane własnie jawił. Taki nie jak on ;p Pełen entuzjazmu i takiej chłopięcej radości. David mniej się zmienił… chyba.
    Co do scen z Grace czy np z rozprawy sadowej, nie chciałyśmy za bardzo namącić i cóż strategicznie poszło to w narrację, albo zwyczajnie zamysł podczas pisania był, żeby jednak tego mniej zawrzeć. Tak samo jak zamysł ogólnie do naszych opowiadań jest aby je troszkę łączyć. Fajnie, że ci to pasuje ;)
    Zakończenie i muzyka. Co do pierwszego, to tak jak zawsze powtarzamy, wszystko jest specjalnie tak napisane abyście we własny sposób mogli to zinterpretować. W IOI zresztą też trzymamy się tej wersji. Co do muzyki- wielkie brawa dla Katki, bo to ona zadbała tu o podkład muzyczny. Jeszcze co do samych postaci i tego jak sa ich uczucia opisane. W większości, wygląda to tak, że te które są mniej przedstawione, jest mniej ich myśli sa moje XD I częściej pisze ekstrawaganckie postacie ;p Walczę z tym, ale nie mnie oceniać efekty ;p
    Dzięki wielkie za komentarz, cudnie je czytać i widzieć, że starsze teksty nadal sa czytane :* Pozdrawiamy cieplutko

  8. Kasia pisze:

    Zakończenie okropnie smutne. Prawdopodobnie pasuje, ale ja zawsze okropnie przeżywam takie książkowe nieszczęścia. Pewnie dlatego czytam głównie romanse bo tam na ogół wszystko kończy się happy endem :)
    Do tego opowiadania podchodziłem dwa razy, za pierwszym razem mnie nie wciągnęło wiec je porzuciłam. Dopiero kiedy przeczytałam inne Wasze pozycje wróciłam do tej. I wiedziałam że nie będzie dobrego zakończenia bo czytałam In Out In a mimo to łudziłam się ze jakoś to się da wytłumaczyć i będzie dobrze. To naprawdę dziwne uczucie czytać coś co ma się kiepsko skończyć. No ale to wcale nie znaczy ze mi się nie podobało. Dosyć suchy początek co chyba jest u Was charakterystyczne a potem rozwijające się uczucie. Te wszystkie retrospekcje – naprawdę super. Ostatnia szczególnie – taka ściskając za gardło. Chyba dopiero w tym momencie widać było uczucia Davida, to że Shane wiele dla niego znaczy. Shane’a przedstawiłyście bardzo dokładnie, to prosty chłopak ale bardzo uczuciowy. To jego zbieranie pamiątek…słodkie choć czasem nieco przerażające. Trochę brakowało mi spojrzenia ze strony Davida, długo nie wiedziałam jak się do niego ustosunkować. Brakowało mi również sceny wyjaśniającej jak właściwie doszło do tego ze David powiedział Grace o swoim kochanku. Przedstawiłyście takie niby zwyczajne życie, niby nudne a jednak czytałam z przyjemnością. Wyprawa na wieś, wyjścia do zwykłego centrum handlowego czy klubu gejowskiego. Nie było może tak wciągające jak inne opowiadania ale i tak ciekawe. Poza tym bardzo lubię „spotykać ” bohaterów z innych opowiadań – nawet samo wspomnienie tatuażu wykonanego przez Jasona wywołało u mnie uśmiech na twarzy. No i James i Walt. Takie uzupełnienie In Out In i chociaż nigdy nie gustowałam w takiego rodzaju seksie jak między nimi to opisałyście to w taki sposób że i mnie się gorąco robiło :) No i wspaniały dodatek w postaci piosenek. Część znałam, części nie – co od razu nadrabiałam. Tytułowa piosenka przepiękna i niesamowicie pasuje do opowiadania. Teraz kiedy już trochę ochłonęłam po zakończeniu tak sobie myślę że to chyba naprawdę pasowało – opowiadanie rozpoczyna się i kończy takim mocnym akcentem, choć ja i tak jestem za szczęśliwymi zakończeniami :) Dzięki bardzo za świetne opowiadanie :)

  9. Katka pisze:

    Omega, spoilery to zło. Amen. A i dodam, że Grace jakkolwiek by cudowną osobą nie była, to pewnie sporo osób tak czy tak widziałoby ją jako czarny charakter właśnie z racji tego, że stoi na drodze związku głównych bohaterów… Ale może nie będzie samotną matką, może znajdzie sobie kogoś. W końcu młoda z niej laska. A co do muzyki, to ona w ogóle działa mocno na emocje, a jak jest to jeszcze powiązane z jakąś sytuacją, to już w ogóle. Mnie się też smutno robi, kiedy słucham tych kawałków… Co do dalszej historii pobocznych bohaterów, to może się kiedyś dowiesz, co się z nimi stało. Staramy się nie mówić kategorycznie „nie”, bo nigdy nie wiemy, na co nas natchnie XD Czasami wena wraca do starych opowiadań i historii (dowodem są chociażby bonusy). Haha, no i widzę, że bardzo produktywnie pożytkujesz czas, kiedy trzeba się uczyć XD Ale ogólnie słodko, fajnie, że nadrabiasz :) Liczymy więc na więcej komentarzyków :D

  10. Omega pisze:

    wolałam wyżej zaznaczyć, że są spojlery, bo jak już od początku wiesz jak coś się skończy to się odechciewa czytać, a tego na pewno bym nie chciała, bo opowiadanie było rewelacyjne :)
    Co do Grace, to nie uważam aby była złą postacią, ale jakby nie patrzeć stała na drodze ich związku choć… o tym nie wiedziała. Cóż, z pewnością nie powinna zostać samotną matką, głównie ze względu na dzieci.
    Podczas czytania poryczałam się dwa razy… przy pierwszym rozdziale i po skończeniu wszystkich, gdy słuchałam właśnie tej piosenki. Oczywiście słuchałam „never be the same” nie tylko dwa razy, ale tylko przy tych dwóch tak się wzruszyłam. Teraz to tak bardzo mi się kojarzy z tą historią… w sumie nie ma się co dziwić, skoro to inspiracja. (choć nawet sam tytuł to mówi ;) )
    Rozumiem, że chciałyście aby zakończenie można było rozumieć na wiele sposobów, ale jednak chciałabym wiedzieć co dalej z np. Lucy. Bo biorąc pod uwagę ich rozmowę w nowym mieszkanku Davida i Shane’a to raczej już z tą dziewczyną z wcześniej nie była.,, Może by się spiknęła z Grace? (fanką yuri nie jestem, ale nie miałabym nic przeciwko takiemu rozwiązaniu) :D
    Tak z innej beczki, to korzystając z tego, że powinnam uczyć się i poprawiać różne rzeczy… nadrobiłam No Exit i teraz jestem na bieżąco z tymi aktualnie wychodzącymi opowiadaniami xD +po raz drugi czytam SV <3

  11. Shivunia pisze:

    Omega >> Dzięki za notkę o możliwych spoilerach. Moze ktoś niechcący się na nie nie natknie ;)
    W ogóle to co się miedzy nimi wydarzyło było unikalne, jak sama na swój sposób zauwazyłaś. Ich drugie poczatki, cóż, nie były za szcześliwe, ale dziękujemy za docenienie, i że się podobał ;) Był w końcu dość hm, kontrowersyjny ;p Romans z facetem z żona i dziećmi nie musi podchodzić. A tu jeszcze nie przedstawiłyśmy Grace jako takiego 100% złego charakteru. A przynajmniej taką mam nadzieje, skoro jej współczujesz ;)
    Lucy, taaa, jest urocza. Zawsze w swoich wyobrażeniachz azdrościłam jej wyglądu ;p I ta „idzie zbyt pięknie” to dobre słowa, chociaż z drugiej strony te pięknie długo nie trwało. Co by nie mówić trzochę przeszkód musieli pokonać aby dotrzeć do tego czasu kiedy jest tak pieknie. A sam wypadek… to winna muzyki. Zawsze będę ją obwiniać w tym przypadku. Była ona motywem przewodnim tego opowiadania i ona też nas natchneła do takiego a nie innego zakończenia. A sam utwór z radia, zawsze będzie mi się już z nimi kojarzyć.
    Co do tego że w żadnym bonusie nie dodajemy nic, to dlatego abyście sami też przyjeli swoją wersje. To takie otwarte zakończenie, tak jak zcasami w filmach czy grach jest, ze się coś zapętla ;)
    Dziękujemy za podsumuwującego komentarza :D To miłe do tego wracać :D

  12. Omega pisze:

    *UWAGA! Jeśli jeszcze nie przeczytałaś/łeś opowiadania pomiń ten komentarz, bo zawiera spojlery*
    Od kilku dni zabieram się za skomenyowanie tego i jakoś nadal nie może dotrzeć że to wszystko się stało… Na pierwszym spotkaniu po latach David został zgwałcony przez swojego chłopka z liceum… Ciekawy pomysł i cieszyłam się, że wybaczył mu to… i zaczęli się spotykać. Facet z żoną i dwójką dzieci miał kochanka i choć nie przepadam za Grace, to jest mi jej trochę szkoda, bo jakby nie patrzeć nie była niczemu winna i zasługuje na zdrowy i szczęśliwy związek z facetem, który ją kocha… Lucy – urocza kuzyneczka Shane’a, która szuka szczęścia wśród miejskich dziewczyn… Rozwód był, wspólne mieszkanie i życie… Lucy dostała mieszkanie kuzyna a oni przeprowadzili się do nowego domu… Wszystko układa się pięknie i ładnie… Miał być koncert a tu… Wypadek samochodowy, którego raczej nie przeżyli… Nosz kurde o.o czułam, że idzie zbyt pięknie… Chciałam abyście pokazały takie „co dalej” czy może jednak przeżyli (albo chociaż jeden z nich), czy Lucy znalazła sobie dziewczynę i ułożyła sobie jakoś życie i jak Grace to wszystko zniosła… Co do Walta i Petersona, to uważam, że był to uroczy przerywnik i przyjemnie się o nich czytało… Pomimo niezbyt szczęśliwego zakończenia opowiadanie mi się podobało, ale końcówka musiała do mnie dotrzeć i właśnie dlatego odczekałam trochę zanim napisałam komentarz. Już jestem też po bonusach, które przeczytałam niemal od razu po skończeniu ostatniego rozdziału, aby sprawdzić czy coś wyjaśniłyście xD Bonusy były całkiem przyjemne, choć jak już wspominałam, chciałabym, aby wyjaśnić pare rzeczy po wypadku… Gdy czytałam ostatni rozdział w szkole i czytam o tym jak ten samochód jedzie i nieprzytomnym Shanie to tylko takie „o kurwa” i przez na jednym tchu przeczytałam retrospekcję z ich pierwszego spotkania… Mam mieszane uczucia i choć nie mam wam za złe uśmiercenia chłopaków, to jednak wolałabym, aby żyli i pieprzy… Kochali się po wsze czasy… Cóż, ponieważ bardzo ich polubiłam, to wolałabym dla nich jednak szczęśliwy koniec. :) i się rozpisałam xD

  13. Katka pisze:

    Linellin, 4 miesiące to chyba dobry okres, żeby przetrawić wszystko, uspokoić się i skomentować XD Jednak przykro nam, że akurat w ciężkim dla siebie okresie to czytałaś, bo to chyba nawet nie tylko o końcówkę opowiadania chodzi, ale całość jest raczej przybijająca i ciężka. Spośród wszystkich naszych opowiadań właśnie NBTS jest takim typowym dramatem. Mmm, no i utożsamianie się z postacią zawsze działa na plus. Personalnie odbierane dzieje w książce zawsze dają jakieś silniejsze emocje i inaczej się to przeżywa. Dzięki wielkie za komentarz :)

  14. linellin pisze:

    Cóż… składała bym, gdybym powiedziała, że mi się nie podobało. Co prawda, komentarz spóźniony cztery miesiące, ale dzięki temu miałam czas i chęci przeanalizować tę i inne Wasze prace. Poza tym, musiałam wyjść z depresji. Koniec tego opowiadania trafił mi się o złym czasie i w złym miejscu. Rozstrzygnie mnie psychicznie ;-; Nigdy się tak z żadną postacią u was nie utożsamiałam, jak z Shanem. Zakochałam się w nim, autentycznie. I oni tak do siebie pasowało ;-; nosz kurde blacha. I propsy za słuchanie Muse. Wielbię ten zespół ponad wszelką muzykę, no chyba, że Depeche Mode. I oni byli tacy równi w miarę. Wolę, gdy faceci w opku są switchami. Takie łan handred percent uke mnie trochę odpycha :/ no bywa. Nienawidzę was i kocham jednocześnie.

  15. Katka pisze:

    Porebula, o matko, takie analizowanie, jak bardzo uszkodzeni by chłopcy mogli być po takim wypadku, jakby przeżyli, też jest traumatyczne XD Ale oczywiście zgadzam się, ze lepszy martwy David niż warzywko… :(

  16. porebula pisze:

    Katka, takie to zajebiste, że nie ma czego żałować… Tylko szkoda tych 2 miesięcy przerwy w czytaniu po spoilerze… A David nie mógł sie ruszać czyli kręgosłup… Jak nie zdechł to nic nie będzie… to nie wiem czy lepiej. + Dachowali z tego co rozumiem + po zderzeniu jest dość zmiażdżone auto = ciężej się dostać + Krwawią wszyscy + pasy… nieszczęsne pasy mogą ich poddusić troche… To byłby cud jakby przeżyli… A od Davida roślinki to wole martwego Davida… to złe?

  17. Katka pisze:

    Porebula, oj tak, spoilery to zło, ale w takim razie podziw, że przeczytałaś opowiadanie, mimo że wiedziałaś, jak się skończy. Bo to musiało być trochę demotywujące. Mam nadzieję, że nie żałujesz. A zgojone bałwanki są słodkie XD W ogóle też fajnie, ze zrobiło Ci się w tym wszystkim żal Żabci, bo ona jednak na współczucie zasługuje. David był wobec niej strasznym dupkiem. A gościu który poszedł naprawić wieżę i nic nie zauważył – haha, no nie wszyscy od razu podejrzewają, w ogóle mógł nie dopuszczać myśli do tego, ze takie bydle jak Shane lubi facetów XD Och, ale zakończenie jest niejednoznaczne, więc kto wie, czy faktycznie nie żyją… ;) Zawsze jest jakaś nadzieja.

  18. porebula pisze:

    Ten komentarz będziebez żadnego ładu i składu…

    Dobra… Ale jakim prawem ;-;
    Takie zakończenie… Mam przez was uraz do ciężarówek… No bo… I gdzieś przedtem David sie wydarł na Shane’a że mogli mieć wypadek… Już nawet pomine, że wiedziałam jak to sie skończy… spoilery… zło, które jest wszędzie i zniechęca do czytania. Ale przeczytałam, otrząsnęłam sie na tyle, by przeczytać bonusy nawet i stwierdzić, że narysuje zgejone bałwanki. Tak, zgejone bałwanki są najważniejszą rzeczą w całym opowiadaniu i bonusach…
    Ale tak od początku.
    Spotkanie po latach wyszło bardzo miło. Gwałt na placu zabaw, na zjeżdżalni na której dzieci Davida sie bawiły, a na widok krótej David sie porzygał. Lubie gwałty. I jeszcze potem go do domu zawiózł i sie martwił o jego tyłek i psychike :3 I David żabci kłamał żabci, jak to dzielnie bronił Davida :) Żabcia czyli zło absolutne… uuuu powinni sie za nią na halloween przebierać. Zły potwór chcący zabrać dzieci i zmuszający męża żeby z nią sypiał. Tyle pmiętam, a początek czytałam we wrześniu… łoł
    A potem był układ. I układ był zły i dobry jednocześnie. Był zły bo to takie smutne było… David wpadał, okłamując wszystkich i aż mi żabci szkoda… A był dobry bo wyszło coś więcej, rozwiódł się z żabcią i byli szczęśliwy. Może krótko… ale byli razem. I gdyby nie ukłąd nie pojechali by do dziadków Shane’a i nie przywieźliby Lu. I co się stało… wytłumaczcie mi, bo nie ogarniam, jakim cudem, jak gościu poszedł naprawić wieże Shane’a, nie skapnął się że jest homo, kiedy tyle tam zdjęć Davida i chyba nawet ich razem… Męczy mnie to…
    A potem David sie rozwiódł i było tak zajebiście, tylko Peterson wkurzał… I kupili domek! I dzieci wpadały! I tak miło było! A potem… JEB NIE ŻYJĄ … No… ale…ale… czemu…? Jak… po co? Cemu? i to na koniec… to jak sie poznali… :c
    Ale czemu to sie skończyło… i czemu nie ma happy endu? I…i… no ja rozumiem… ale po tym wsystkim mieli prawo być szczęśliwi i kupić se psa czy coś… :( I teraz chciało mi sie ryczeć jak w FDTS wspominiali Shane’a ;_;

  19. Shivunia pisze:

    Liv >> Dziękujemy za komentarz. Miło, ze chciało ci się go pisać. Do następnego.



    Oj, sama chciałaś niby tylko tak, ale nie maaaa, musi być „kara” za taki długi komentarz. Super się go czytało. Ta cała rozkmina o każdym bohaterze. Miodek. Tylko jedyne co mi trudno, to też tak fajnie nawiązać po kolei do każdej twojej uwagi. Z natury lubię to robić, więc może i tym razem zacznę od końca ;)
    Shane jest strasznym słodziakiem zapatrzonym tylko w Davida. Osobiście, jako osoba która pisała Davida, czasami aż nie rozumiałam jego zapatrzenia. On był wpatrzony jak w obrazek. Począwszy od tego jednego zauroczenia, skończywszy na tej małej obsesji. Bo mi się wydaje, że ten cały gwałt to była taka obsesja właśnie, a nie czysta złość. Zresztą, jak to mówią od nienawiści do miłości jest krótka droga. Shane jest tego niezłym przykładem. I dobrze też mówisz, że jego image złego byczka to taka maska trochę, a raczej tarcza. Zresztą to widać jaki jest naprawdę, właśnie po oczach i jego… naiwnym zachowaniu czasami. Nadal widzę go czasami jako takiego słodziaka strasznego. Chociaż bez loczków. Tu się zgadzam z Davidem, że te były lepsze tylko od tribali wygolonych. Na szczęście je zgolił. Uf. Co do samego Davida, to też mam takie wrażenie, że cała ta zmiana Shane’a na dobre wyszła postrzeganiu go. Jak pisałaś, nie tego faceci oczekują aby ktoś za nimi psychofanił. A cóż, zachowanie Shane’a czasami było trochę jak psychofanizm. Takie totalnie ubóstwianie, zgadzanie się na wszystko i w ogóle 100% uległości. A jak widać, czasami nawet jego żona umiała go postawić do pionu, więc bycie z kimś kto jest w 100% od niego zależny nijak go nie kręciło. Co nie usprawiedliwia jego zachowania. Zresztą, co usprawiedliwia zachowanie Shane’a. Też nic. Plus za rzucenie kogoś raczej nie można iść do wiezienia, a za gwałt już tak. Noooo ale… Właśnie, co do gwałtu. Tez jestem pod wrażeniem, że David tak szybko się pozbierał. W sumie z perspektywy czasu, za szybko, ale cóż, błędy młodości. A do tego zanudzilibyśmy was taką przeciągającą się dramą pogwałtową. A może nie. Nieważne, Facet się pozbierał i mieszka sobie ze swoim oprawcą. Normalna patologia hahahahaha.
    Uroooocze, że polubiłaś Jimma :D yeeey. Moją małą pipkowatą myszkę ;p jestem dla niego okrutna, niemalże jak los aż nie spotkał Waltera.
    W ogóle mega mi się podobało takie kolejne opisywanie postaci. Co do Lucy chyba mogę się z tobą spokojnie zgodzić, że pewnie taka bliska osoba by mnie przytłamsiła. Z drugiej strony, może by ożywiła moją szarą egzystencje. A sugestia aby była z kimś takim jak pisałaś, jest słodka. Czekam na fika ;)
    Cieszy mnie też, że zwróciłaś uwagę na Żabcie. To miłe ;) tym bardziej, że same ją lubiłyśmy jakoś, mimo że byłą „złą niedobrą przeszkodą do homomiłości”. Ale też była ofiarą. Trochę bardzo niemiło ze strony Davida że nie dość, że ja zdradzał, to jeszcze ją potem zostawił. Ooooj, nieładnie. Ale liczę, że znajdzie se lepszego męża, który będzie miał znaczącą awersje do penisów XD
    Co do samego zakończenia. Oh, jest chyba tak samo dużo jego zwolenników jak i przeciwników, chociaż myślę czasami, że więcej osób by chciało nas za nie powiesić ;p W ogóle, jak samo opowiadanie zostało zainspirowane piosenką Never Be The Same, tak w sumie zakończenie też zostało zainspirowane jednym utworem. A że opowiadanie jest bardzo muzyczne… cóż, nie mogłyśmy się oprzeć. I wyszło jak wyszło.
    Niemniej, pewnie nie odpowiedziałam i nie wyjaśniłam wszystkich kwestii ale chociaż podziękuje za taki ładny komentarzyk ;) Super, że chce się ludziom stukać swoje opinie ;D
    Pozdrawiamy serdecznie i do usłyszonka.

  20. Liv pisze:

    A dobry :)
    Uznałam, że pomalutku warto komentować każde przeczytane przeze mnie opowiadanie, więc zacznę może od tego… Najpierw coś o postaciach?
    – Shane. Po pierwsze, uwielbiam to imię ^^, więc za nie chłopak ma już parę punktów. Poza tym – gust muzyczny :). Nie mogłam tego nie napisać, świetnie dobrałyście utwory do rozdziałów, a nieśmiertelny rock tak bardzo pasuje do Shane’a (przyjmę, że tak się odmienia, ale mogę się mylić). A jeśli chodzi o charakter, pisałam już zdaje się przy Jeffersonie, że nie przepadam za takimi prostymi, nietaktownymi ludźmi. Pod wieloma względami Shane się do nich zalicza, ale zdecydowanie bardziej na jego korzyść w moich oczach przemawiają te lata, kiedy był młodszym gówniarzem zakochanym po uszka w Davidzie. No i rozumiem, że po niezbyt miłym zakończeniu związku, chłopak, może podświadomie, chciał pokazać się ludziom z tej twardszej strony. Może myślał, że to go uchroni przed kolejnym podobnym zawodem? No ale sznyty zostaną. Pewnie nie powinnam tak myśleć, ale lubię często wyobrażać sobie reakcję Davida na nie, nawet już po pierwszym ochłonięciu. To w sumie przez niego, ale Shane jest też chyba lekko nadwrażliwy (nie „przewrażliwiony”, to słowo mi nie pasuje). No chyba, że ludzie po prostu tak postępują pod wpływem nieszczęśliwej miłości, nie wiem, nigdy nikogo nie pokochałam spoza rodziny, pozostają mi więc Wasze romantyczne opowiadania ^^. Wydaje mi się, że Shane po prostu grał twardziela, bo się bał i wielkiej wiedzy z zakresu psychologii nie potrzeba, żeby to stwierdzić. :)
    A teraz wygląd. Tu chyba też nie jest zaskoczeniem, że wolałam wersję z lat szkolnych. Uroczy, z jakże pasującym imieniem i loczkami… Po transformacji w górę mięśni ze ślicznymi oczami loczki już mu tak nie pasują, niestety :(. Czymś, co świetnie wkomponowuje się w jego osobowość są dla mnie tatuaże. Pomijając to, że pajączki zrobił Jason ^^. Po prostu tatuaże są stworzone dla wrażliwych ludzi z ciężką przeszłością i ciężkimi butami ;). Szkoda trochę, że nie ma ich więcej, albo może takich bardziej kreatywnych niż tribal… Na przykład jeden duży projekt na plecach, może z jakimś oklepanym cytatem AC/DC, który dzięki Shane’owi nabrałby nowego znaczenia? No cóż, po zakończeniu mogę o tym co najwyżej pomarzyć. :)
    Nawiasem mówiąc, nie chciałabym być na miejscu jego sąsiadów… Co prawda słuchają dobrej muzyki (czy tego chcą, czy nie), ale taki hałas na co dzień to nie jest coś, co lubię najbardziej. Tym bardziej podziwiam anioła w postaci pani, która nawet czasem przynosiła mu obiady, bo Shane nie jest chyba kimś przyciągającym dobre dusze jak zgniłe mięso muchy.
    – David. No dobra, trochę rozpisałam się o pierwszym, ale to Davida lubię bardziej. Chociaż może nie, nie lubię, ale wydaje mi się lepszym bohaterem. Jest bardziej zwyczajny. Owszem, niezwykle przystojny, ale poza tym niczym się specjalnie nie wyróżnia. Ma więcej słabości, na początku był trochę tchórzem. Zostawiając Shane’a w przeszłości bez słowa zachował się jak chuj, ale rozumiem jego punkt widzenia. Zwłaszcza, że będąc z nim nie musiał zupełnie niego walczyć! Młody leciał na niego (tu pasuje porównanie, które wstawiłam na zakończenie Shane’a), więc jedyne co on musiał robić, to od czasu do czasu odpisywać na smsy. Chyba nie tego szukają faceci. Ale nie próbuję go usprawiedliwiać, zranił swojego chłopaka. Obydwoje się zranili, bo po latach Shane zachował się według mnie jeszcze gorzej. Nie gwałci się ludzi.
    Nie do końca podoba mi się sposób bycia Davida i często czytając to opowiadanie zastanawiałam się, co Shane w nim widział oprócz wyglądu. Ciekawa jestem, czy zakochałby się w nim, gdyby szczenięce lata nie miały dla niego aż tak dużego znaczenia. Ale chyba to na zawsze pozostanie dla mnie tajemnicą, co ktoś widzi w kimś. :) Zaraz, to o tym mówi się „miłość”, prawda? ^^
    – Lucy. Przeurocza postać, otwarta amerykańska dziewczyna, o której świetnie się czyta, a której nie polubiłabym w realu… Ogniste włosy świetnie oddają jej osobowość, podobnie jak koszulka z nadrukiem punkowego zespołu i kowbojski kapelusz. Ale jako najbardziej przeciętna osoba jaką znam, unikam z reguły zbyt żywych ludzi. …To nie brzmi dobrze :/. Po prostu Lucy ściąga na siebie uwagę. W sumie byłaby może fajna historia, gdyby związać ją z jakąś szarą myszką. Chciałabym mieć taką kuzynkę, gdybym tylko nie musiała za często jej widywać. Chociaż nie, wpędziłaby mnie w kompleksy.
    Tak bardzo stworzona do bycia kuzynką Shane’a :3
    – Żabcia. Nie chciałam jej pomijać, bo była ważna, co nie? Chociaż przez długi czas oddzielała, nieświadomie, Davida od Shane’a, polubiłam ją. Przypomina mi odrobinkę Margaret Whisper, taka żona idealna. Oczywiście pod warunkiem, że mąż nie jest gejem. Ale mimo, że (zupełnie słusznie) nie wybaczyła Davidowi zdrady, wydaje mi się osobą tolerancyjną. Choć po całej telenoweli, w której brała udział, nie zdziwię się, jeżeli na słowo „gej” zacznie czuć się niekomfortowo.
    I jest dobrą matką. Chyba nie starała się utrudniać dzieciom spotkań z ojcem. Krótko mówiąc, rozumiem, Davida, że to z nią chciał spędzić życie. Na szczęście (albo nie?) mu się nie udało.
    Tyle, jeśli chodzi o głównych bohaterów. Wiem, że trochę mi to zajęło, nie obrażę się, jeżeli nie doczytacie do końca, a tylko podziękujecie mi milutko za komentarz c:. Bo teraz zaczynam moje wrażenia odnoście całej historii.
    NBTS jest cudowne. Nie jest moim ulubionym Waszym opowiadaniem (zaszczytne pierwsze miejsce zajmuje Savage Virus, kiedyś je skomentuję), ale ma coś w sobie. Świetnie wykreowani… wszyscy! :) I klimat! Red – Never be the same… Nie istnieje utwór (to ujma, nazwać to „piosenką”) lepiej oddający uczucia bohaterów. Bardzo podobało mi się, że David wyznał miłość do Shane’a nie Shane’owi. Jego reakcja przeurocza, brakuje tylko widowiskowego upadku z konia.
    A teraz od początku. Najpierw nie rozumiałam, jak tak szybko David pozbierał się po gwałcie. Nie zdziwiłabym się, gdyby już nigdy nie przestał bać się Shane’a, a tym bardziej nie spodziewałam się, że to on z własnej woli zdecyduje się dać szansę temu romansowi. No ale stało się, a potem nie potrafił albo nie chciał już uciekać od miłości. Ale to zdanie patetycznie brzmi ^///^.
    Tak czy siak, romans pełną gębą trwa, przerywany jedynie gwałtownymi, ale bez większego znaczenia, spięciami. A później razem wyjeżdżają na działkę Shane’a. Sielanka, słońce, Lucy i pyszne ciacho… David chyba niemal zapomniał, że w domu czeka na niego żona z wymówkami, że poświęca jej za mało czasu. No ale między mężczyznami nie wiadomo kiedy zrobiło się poważnie, choć głownie ze strony Davida. Ze strony Shane’a zawsze tak było. ^^
    No, powinnam się streszczać.
    Jakoś wszystko idzie, są kłótnie, są seksy, jest rozwód i jest wypadek samochodowy. Nie powiem, ze się tego spodziewałam, bo tak nie było, ale też nie sądziłam, że zakończenie będzie szczęśliwe. Może dlatego, że już się układało za dobrze? Nie ma!!
    To super, że zostawiłyście na końcu niedopowiedzenie, choć nie wyobrażam sobie, by któryś z nich mógł przeżyć. A taka śmierć dopiero dodaje dramatyzmu :). Nie rozpaczałam, bo cała opowieść jest świetna i szczerze mówiąc lubię wzruszające zakończenia. A to z pewnością takie było, do tego cała reszta przepełniona emocjami i fantastyczną muzyką – perełka.
    Pokochałam wątek nauczyciela Jamesa, więc po NBTS natychmiast poleciałam czytać In Out In. Dlatego może przemyślenia o nim i Walterze zostawię już tam, bo ktoś tu przeraziłby się ilością tekstu… ^^
    A teraz co najbardziej podobało mi się w Never be the same – te powroty do przeszłości. Zwłaszcza bonus, w którym Shane i David pluskali się w jeziorze, a potem to samo robili lata później. I to co zrobiłyście w tamtym rozdziale… Ta rozmowa, dokładnie taka sama, jak przed tym wszystkim… Rozpłynęłam się. Może to głupio romantyczne, ale przepiękne. Nawet nie pamiętali, że już to kiedyś mówili :)
    A wypowiedź Shane’a, którą najbardziej mnie poruszył, nie pochodzi nawet z NBTS. „Pytanie: Ile miałeś lat, gdy pierwszy raz się zakochałeś?
    Shane: Piętnaście. I nie pierwszy, bo to, kurwa, brzmi, jakby miały być kolejne. Raz się zakochałem no.” Tak, tak, wiem, wybory Mistera to tylko zabawa, w dodatku niemożliwa z uwagi na… może śmierć Shane’a, ale „Raz się zakochałem no.” mnie urzekło. To zdanie jest kwintesencją całego NBTS. :)
    Dobrze, no DOBRZE, już kończę! Ostatnia rzecz, za którą cenię Shane’a – umie przeklinać :). Na dłuższą metę rażące, ale jednak urocze.
    Całość – coś pięknego (tak, kadzę Wam srogo, ale zasłużenie).
    DZIĘKUJĘ ZA NBTS :3

    PS: Mmm, takie rumieńce jak widzę fb Jasona :3 Ale zostanę anonimowa, nie obrazi się…

  21. Katka pisze:

    Miku Nao, wydaje mi się, czy widzimy Cię tu po raz pierwszy? :) Jeśli tak, to bardzo serdecznie witamy i od razu dziękujemy za komentarz! Bardzo nam miło, że napisałaś te kilka słów. Ogólnie Ci powiem, że ostatnio zawsze jak widzę nowy nick, to moja pierwsza myśl – „od czego zaczął?”. Bo mam wrażenie, że wybór pierwszego opowiadania do czytania ma duże znaczenie. A u Ciebie zaczęło się od NBTS, w sumie chyba najcięższego opowiadania, pod względem ciężkości atmosfery w fabule. Dobrze, że przetrwałaś i na drugi ogień wzięłaś lekkie FDTS. Co do Shane’a – hehe, zawsze jakoś człowiekowi lepiej się czyta, jak się utożsamia z bohaterem i bardziej go rozumie. A spotkanie Jasona i Shane’a… hehehhe… cóż, czytaj FDTS dalej, to może się przekonasz, jakby to między nimi było ;) Pozdrawiamy serdecznie i życzymy przyjemnego eksplorowania dalszych treści!

  22. Miku Nao pisze:

    Całe opowiadanie jest cudowne. Uwielbiam Shane ♥ Jest strasznie podobny do mnie, przez co strasznie się z nim zżyłam. Ale ta końcówka… Zagięłyście mnie. Taki miałam szok, że z pewnością wyglądałam jak jakieś ufo. Takie wielkie „WTF?! Że co?! To chyba jakieś jaja..”. W każdym razie całe opowiadanie było bardzo wciągające. Już jestem w połowie „Fire Dragon Tattoo Studio” i zakochałam się w tym opowiadaniu tak samo jak w NBTS. Shane i Jason są pod jakimś względem bardzo do siebie podobni, dlatego tak bardzo uwielbiam tę dwójkę. Z pewnością by się dogadali, gdyby w jakiś magiczny sposób się poznali czy nawet znali. Jak zakończycie FDTS sad endem, to was znajdę i uduszę. Przysięgam!
    Weny kochane ~

  23. Katka pisze:

    Gonia, witaj! Uwielbiamy widzieć nowych czytelników :D I zawsze, jak ten nowy czytelnik wpierw bierze się za NBTS to się boimy, czy nie zrazi się przez to – wiesz, strach, że każde opko się kończy takim sad endem XD Ale, fajnie, że jednak uważasz je za odpowiednie. Głosy na ten temat są podzielone, ale same jesteśmy z niego zadowolone. Miło więc, że doceniasz :) Ooooby reszta opowiadań też się tak spodobała i żebyś została z nami na dłużej! :D Zatem zostaje mi życzenie Ci miłego czytania, oby czas z nimi nie był zmarnowany :) Pozdrawiamy serdecznie! :)

  24. Gonia pisze:

    Brak, brak happy endu, czuje się pusta, jak tak można ? napisać naprawdę genialny kawałek czytadła i popsuć końcówkę ??? tak myślałam zaraz po przeczytaniu ostatniego rozdziału. Po nieprzespanej nocy stwierdziłam, że jednak to było właściwe zakończenie, dające dużo możliwości czytającemu żeby sobie sam dopowiedział co było dalej a to tylko dodaje uroku tej opowieści .

    Trafiłam na Waszą stronę całkowicie przypadkiem i totalnie się zachwyciłam Waszymi pracami ( co prawda dopiero NBTS doczytałam do końca, inne wyrywkowo ) alej dalej chcę jeszcze więc nie przytruwam i biorę się za następne.

    Pozdrawiam i życzę mnóstwo weny do następnych opowiadań :P

  25. Katka pisze:

    Simi, witaj! :D Bardzo miło widzieć kolejną czytelniczkę i to przybywającą z tak konstruktywnym komentarzem! :) Bardzo nam miło, że poświęciłaś chwilę, aby to wszystko napisać i przekazać swoje odczucia. Pozwól, że odniosę się do kilku rzeczy. Po pierwsze – oczywiście masz sto procent racji, że w rzeczywistości spotkanie po latach Shane’a i Davida skończyłoby się zgoła inaczej… Ogólnie rzecz ujmując, jest to w sumie jedno z naszych najstarszych opowiadań i od tego czasu jednak nauczyłyśmy się, aby… unikać gwałtów XD A raczej unikać ich w takim sensie, że potem wyrasta z nich coś dobrego. Bo niestety to nie są realia, tak być nie może, ale co już jest napisane, niech zostanie :) Bardzo fajnie, że mimo to nie poległaś i czytałaś dalej. Bardzo fajnie też, że wybranie trudnego tematu w Twojej opinii wyszło dobrze. Same uzmysłowiłyśmy sobie, jak faktycznie trudny był podczas pisania, bo gorycz lała się litrami, a to jednak utrudnia czasem pisanie XD Zakończenie – tak, jedni uważają za dobre, inni za złe, to jest chyba norma przy takich… hm, mocnych ciosach, gwałtownych zmianach czy wielkich wydarzeniach. Spierać się zdecydowanie nie zamierzam, bo wiem, że akurat przy takim zakończeniu można mieć takie odczucia. Mimo to mamy nadzieję, że jednak dobrze zapamiętasz to opowiadanie. Och, a Walter i James – w ogóle mam wrażenie, że ta dwójka jest tak wykreowana, że dla niektórych osób może stanowić combo cech, które wybitnie irytują. Jako autorka uwielbiam ich, ale obiektywnie patrząc, wiem, że mają koszmarne wady XD Cóż, może kiedyś dasz szansę In Out In chociażby ze względu na pozostałe postacie, ale nic na siłę :) Dziękujemy za miłe słowo odnośnie stylu, a co do korekty, akurat przy Never Be The Same i 1 części ATCL korekty nie było, radziłyśmy sobie same, ale już druga część ATCL i częściowo FDTS jest betowane :) Błędy się zdarzają, ale fajnie, że jednak jest ich na tyle mało, że nie rzucają się w oczy :) Pozdrawiamy również, dziękujemy za komentarz i mamy nadzieję, ze do następnego :)

  26. Simi (@Simonucha) pisze:

    Mój pierwszy komentarz na stronie będzie ogólną oceną „Never be the same”. Właściwie to przygodę z Waszymi tekstami zaczęłam od ATCL (pomimo że nie tykam niezakończonych tekstów, a jak to się stało teraz, to nie wiem…), ale w końcu czekając niecierpliwie na kolejny rozdział sięgnęłam po coś innego.

    Zacznę od tego, że na początku byłam baaardzo sceptycznie nastawiona. Spotkanie po latach i to, co się później wydarzyło w rzeczywistości przekreśliłoby dalszą znajomość chłopaków i skończyłoby się może kryminałem (chociaż wątpię, czy facet poleciałby na policję, żeby zgłosić gwałt, ale uznajmy, że jednak by poszedł). Natomiast tu mamy zwrot o 180 stopni… Nie spodziewałam się takiego obrotu akcji. Jednak z każdym kolejnym rozdziałem coraz bardziej zaczynało mnie „wciągać”.

    Trzeba przyznać, że to naprawdę nietypowe połączenie charakterów – a jak to się mówi, przeciwieństwa się przyciągają. Tu zadziałało to doskonale. Pomimo że wybrałyście trudny temat – żonaty i dzieciaty facet ma romans… z facetem – to poradziłyście sobie doskonale. Wspaniale oddałyście charaktery poszczególnych postaci. Fakt, że było mi szkoda Grace i dzieciaków, ale mimo to kibicowałam Shane’owi i Davidowi, żeby ich miłość – pomimo wielu przeszkód – zwyciężyła. Tak się stało,

    Ale tu zaraz dochodzimy do końca, które, jak wielu innych tutaj, bardzo mnie rozczarowało. Powiem więcej – byłam w stu procentach przekonana, że chyba źle ściągnęłam plik i nie pobrałam końcowych rozdziałów. : F Naprawdę myślałam, że to zakończenie nie było wcale zakończeniem. Opowiadanie ma praktycznie same zalety, ale zakończenie stało się jego wadą. Pewnie, że nie wszystkie muszą kończyć się happy endem; czasem ma się takie odczucie, że wręcz powinno skończyć się źle, ale tutaj… sama nie wiem. Brakuje mi w nim czegoś istotnego. Czego? Nie mam pojęcia. Może nie lubię niedopowiedzeń? Albo to, że jak zaczęło się źle to powinno skończyć się dobrze? Trudno powiedzieć. No i ta retrospekcja. Według mnie była zupełnie nie na miejscu i nie pasowała do zakończenia. Miałam wrażenie, że została upchnięta na siłę – byle żeby gdzieś ją dać. Uważam, że pasowałaby jako wprowadzenie do opowiadania, coś w stylu prologu.

    Ale mamy tu jeszcze inną parę: Waltera i Jamesa. Kiedy gruboskórny Shane i „porządny” David do mnie przemówili, tak ci dwaj w ogóle. James mnie irytował swoją uległością, a Walter… całą swoją osobą. Przyznam się nawet, że omijałam fragmenty z ich historią, a zaczynałam czytać, kiedy widziałam wzmianki już o głównej parze. : F Ich relacja wydała mi się sztuczna i chyba bardziej nieprawdopodobna niż to spotkanie po latach Shane’a i Davida. I tu dochodzę do wniosku, że raczej szybko nie sięgnę po „In Out In”, pomimo że Walter jest tu z kimś innym.

    Na koniec napiszę jeszcze, że podoba mi się Wasz styl. Podziwiam również Wasze pomysły, chociaż ciężko mi stwierdzić, czy są oryginalne czy też nie (zupełnie inaczej ma się sprawa z ATCL~). No i brawa dla korektorki (?), ponieważ nie zauważyłam żadnych błędów, a treść czyta się szybko i bardzo płynnie. Zdobyłyście tym we mnie wierną czytelniczkę. : ) A co za tym idzie, waszą stronę odwiedzam często i z niecierpliwością wyczekuję kolejnych rozdziałów, jak na razie, „Across the Cursed Land”. Opowiadanie jest genialne, ale o tym rozpiszę się kiedyś już pod właściwym opowiadaniem.

    Pozdrawiam serdecznie,
    Simi

  27. Katka pisze:

    O., kiedyś umrę, przygnieciona ciężarem Twoich serduszek XD Kołysanka od Jaya jako kara… brzmi jak niezły środek wychowawczy XD chociaż ja bym nie pogardziła czymś takim na miejscu dziecka, chętnie bym poleżała w objęciach Jaya i pogapiła się na jego wysiłki XD hehe, a jakby Rush widział swojego ptaszka z Ryanem… nooo, faktycznie by był zazdrosny i już byłoby ich dwóch XD Charlie zazdrosny, Rush zazdrosny… ciekawe, kto pierwszy kogo by zabił. Przy czym biorę pod uwagę jeszcze ludzi z otoczenia, bo pewnie by nie znieśli tego napięcia i lamentów z dwóch stron XD „ To mnie już skręcało co tam może być napisane a co dopiero Leniaka!” – hahaha, no cóż, trochę taki był plan Ryana XD Ale, ale, im więcej się teraz namęczy Lenniak i będzie wyczekiwał, tym przyjemniejsze ukojenie. A co jest na karteczce… no ja nie wiem, nie wiem, hehe, jak Lenniak jest trzymany w niepewności, to Wy też musicie być XD I ej, pomysł na wspólny salon Ryana i Lena jest całkiem niezły! Nadają się do tego, jak widać XD

  28. Katka pisze:

    Renata, witaj! ;) I żegnaj, jak rozumiem po tym, że nie będziesz jednak dalej czytać XD Choć oczywiście byłoby nam miło, gdybyś sięgnęła i po inne opowiadania, ale jak to się mówi, nie ma się co zmuszać, bo wtedy przyjemność jest mniejsza. Bardzo nas cieszy, że fabuła wciągnęła, że przeżywałaś chwile wraz z bohaterami, że potrafili Cię rozbawić i tak dalej. Odczytuję to jako komplement, bo chyba nie ma nic gorszego niż brak umiejętności wzbudzania w czytelniku emocji przy czytaniu. Ale zastanawia mnie, czy odbierasz zakończenie w taki a nie inny sposób dlatego, że przeczytałaś po wszystkim nasze odpowiedzi, czy samo zakończenie tak Ci się ukazało. Bo faktycznie, tłumaczymy je w taki sposób, że czytelnik może sam rozważyć, jak to się zakończyło, ale sam tekst to zwyczajnie otwarte zakończenie jakich od groma we wszelkiej literaturze i filmach, zatem pierwsze na pewno nie jesteśmy ;) W pewien sposób rozumiem Twoją frustrację, bo trochę się odnoszę w swoim porównaniu do „Incepcji”, gdzie po ostatniej scenie myślałam, że wyłupię twórcom oczy XD No ale, ale, jeśli uważasz je za słabe, nic na to nie poradzimy ;) Ale bynajmniej wypięciem się na czytelnika to nie było, przynajmniej nie była to nasza intencja. Dzięki za komentarz ogólnie, bardzo nam miło, że po przeczytaniu dałaś o sobie znać :)

  29. Renata P. pisze:

    Znalazłam link do tej strony, wchodzę i widzę dużą ilość czytania co mi się bardzo podoba, czytam parę opinii czy warto. Piszą, że jeżeli szukam czegoś dłuższego to
    z pewnością dobrze trafiłam. Wybieram Never Be The Same. Czytam dzień i noc bo naprawdę dobre. W końcu znalazłam coś, co odrywa mnie od rzeczywistości, od problemów życia codziennego, Fakt, poruszane są tu poważne problemy, ale jest sporo scen/dialogów, które potrafią rozśmieszyć. W pewnym momencie
    (przynajmniej ja) „jednoczę”się z tymi bohaterami, przeżywam poniekąd to co oni itp.(liczę, że rozumiecie o co mi chodzi). Nawet nie wiem kiedy, ale jestem już przy ostatnim rozdziale- czytam bo czekam na naprawdę dobry happy end, bo skoro prawdziwe życie daje ludziom nieźle w kość to chociaż dobrze by było żeby w takim opowiadaniu zakończenie poprawiło humor. Czytam ostatnią scenę i…. WIELKIE ROZCZAROWANIE. Według mnie końcówka zniszczyła całość tej historii. Zostało wielkie niedopowiedzenie i jeżeli taki był zamiar to uważam, że jest ogromną porażką. Poza tym dla mnie takie zakończenie tłumaczę jako: myśl sobie co chcesz jak to się skończyło, mamy to gdzieś. Kompletnie nie rozumiem takiego podejścia do czytelnika. Czekam niecierpliwie na szczęśliwe zakończenie, bo tak się zapowiadało, a tu wielkie NIC. Naprawdę, niepotrzebnie zniszczona wizja jednego
    z lepszych opowiadań.
    Napisałam ten komentarz tylko z jednego powodu: czytam= komentuję. Niestety(bo jednak miałam nadzieję, że tak będzie), ale wiernym czytelnikiem nie zostanę- „boję się”, że jeszcze jakaś historia została tak „zniszczona”. Mimo wszystko życzę weny. Pozdrawiam
    Renata

  30. Shivunia pisze:

    Beata >> Zakończenie właśnie jest takie z bólem serca, aleee, bardzo podoba mi się twoje romantyczne podejście do tematu. Dopisywanie zakończenia jest właśnie w tym przypadku bardzo możliwe. Nie chciałyśmy dać zbyt wyraźnej kreski kończącej to opowiadanie, co by można było sobie jeszcze trochę pofantazjować o chłopakach ;) Cieszymy się też, że się zabrałaś za NBTS i że hahaha, nie przeczytałaś komentarzy przed czytaniem. Jednak te mogą sporo zdradzić ;)
    Także pozdrawiamy ;)

  31. Beata pisze:

    Przez przypadek trafiłam na Wasze forum i ściągnęłam opowiadania. Właśnie skończyłam czytać opowiść i zakończyłam ją bólem serca.Było cudowne chociaz koniec mnie zaskoczył i zdołował,ale moja romantyczna natura do sobie radę i dopiszę sobie happy end (w końcu,jak przestanę przeżywać, tak sobie radzę ze wszystkimi zakończeniami nie po mojej myśli).Jestem starą romantyczką , to wina mojego charakteru i tej opowieści ze tak mną tompnęło.Dziękuję za możliwość zapoznania się znią.Dobrze że nie przeczytałam dokładnie komentarzy i nie dowiedzilam się o smutnym końcu bo bym ją sobie odpuściła .Było warto i jeszcze raz dziękuję. Pozdrawiam Beata

  32. Katka pisze:

    Shirogace Kamui, no widzisz, znowu się ujawnia to, że jak się nie lubi postaci, to samo czytanie przychodzi trudniej. Dobrze, że się do Shane’a jednak przekonałaś i chwała za to Davidowi – skoro jego przekonanie się wpłynęło na Twoje XD Żony rzeczywiście trochę szkoda, no ale niestety nie dało się tego obejść tak, by nikt nie został skrzywdzony :( Oooch i miło że Lucy tak przypadła Ci do gustu. W ogóle ciekawy dobór postaci w Twojej piwnicy XD Pewnie każdy zamknąłby w swojej innych panów (i panie). Moja piwnica też różniłaby się trochę od Twojej. Boże, co za rozważania XD Takie creepy. Ogólnie dzięki za długi komentarz :D Miło nam, że się do niego zmusiłaś :)

  33. SHIROGACE KAMUI pisze:

    Nioch, nioch. Tak, proszę państwa,dorwałam się do tego opowiadania, czas skomentować xD. (Już się trzy dni do tego komentarza zabieram i zebrać sie nie mogę xD.)
    JEZU, JAK MNIE PRZEZ POŁOWĘ PIERWSZYCH ROZDZIAŁÓW SHANE WKUR***Ł. BOŻE, JAK JA CHCIAŁAM, ŻEBY ZNIKNĄŁ.
    Okay, to teraz wszyscy wiedzą, jaką niechęcią darzę gwałcicieli ^^”.
    Shane jest dobrze wykreowaną postacią, zabawną (że tak powiem). Sytuacja w sądzie mnie powaliła xD. Nawet jeżeli kompletnie nie zgadzam się z teorią Shane’a, że strój ważny nie jest w sądzie xD.
    Też chcę obrożę *q* Kupi mi ktoś? xD
    Potem, na szczęście się do niego przyzwyczaiłam – ale to tylko i wyłącznie zasługa tego, że David się do niego przekonał. Inaczej, uwierzcie, nie sympatyzowałabym z Shanem do dziś.
    (Podziwiam Davida. Wybaczyć i zakochać się w swoim gwałcicielu byłoby chociaż mi trudno.)
    Tak w ogóle David jest sukinsynem (mowa o licealnych latach), ale i tak nie zasłużył na gwałt. Chociaż, szkoda mi jego żony. Nie odpowiedniego faceta pokochała, cóż.
    Kocham kuzynkę Shane’a xD. Chcę taką dziewczynę *q*. (Czaicie, że mam już harem liczący coś z dwadzieścia osób? xD I nadal się ni mogę zdecydować, kogo wolę xD *przetrzymuje w piwnicy Constantina, Jasona, Alexa, Layne’a, Lucy czy jak jej było (pamięć na medal xD), Sebastiana Michaelisa, Vincenta Nightraya… *wylicza na palcach**.)
    NO A POZA TYM TO JAK TU NIE KOCHAĆ NBTS, JAK JEST TUTAJ WALTER I JIMMY, HMM? xD ZA BARDZO KOCHAM TEN PAIRING (nawet jeżeli w żadnym stopniu nie przepadam za seksem sado-maso), ŻEBY WYBRZYDZAĆ xD.
    Okay, teraz co do fabuły – no, nie powaliła mnie. Ale to wina tego, że Shane’a przez długi czas bardzo nie lubiłam i ciężko się mi po prostu czytało. Potem było lepiej, więc zwalam to na brak empatii dotyczącej postaci. Co prawda, nadal tekst nie uważam za idealny, ale to nie dlatego, że czegoś ważnego mu brakuje: macie po prostu lepsze opowiadania i ta świadomość trochę zaniża ocenę NBTS.
    KOCHAM, JAK SHANE SZCZEKA xD <– Czyżby nowy fetysz? xD Mam ich już tyle, że w nich po prostu tonę xD.

  34. Shivunia pisze:

    惺子 高島, oooch, fajnie, że przeczytałaś i przetrwałaś to! Jestem trochę w szoku, że wszyscy wykonawcy byli Ci obcy, ale cóż, hehe, to musi być kwestia wychowania albo coś. Według nas ogólnie to tutaj muzyka głównie tworzy klimat opowiadania, więc mam nadzieję, że chociaż parę piosenek sobie puściłaś, nawet mimo że tego nie znasz/nie jest w Twoim guście. Widzę, że ogólnie opowiadanie wywołało w Tobie dość ambiwalentne odczucia. To chyba dobrze, bo mimo wszystko starałyśmy się nie wybielać bohaterów, więc takie myślenie na zasadzie „życie niewinnej kobiety legło w gruzach” jest na swój sposób odpowiednie. Bo cała ta sytuacja miała dwie strony medalu. Z jednej strony faktycznie kibicujemy przecież głównym bohaterom, bo widać, że naprawdę siebie kochają, chcą być razem szczęśliwi i że kryje się za tym jakaś wzruszająca historia. Z drugiej strony jednak zawsze są te postacie poboczne, które cierpią przez to, że ci główni bohaterowie mają dobrze. Chyba też dlatego ogólnie NBTS jest takim gorzkim opowiadaniem. Nie tylko dlatego, że Shane miał ciężko, David miał ciężko, ale też zawsze było to tło takie ponure. Zaś co do Walta i Jima, hehe, tak, domyślam się, że w obliczu głównego wątku mogli być dla niektórych…. nieprzystępni. W każdym razie mam nadzieję, że jeśli kiedyś sięgnesz po IOI, gdzie ich wątek jest wyciągnięty na pierwszy plan, to jednak będzie przyjemniej. Och, a co do zabija, to spoko, same mamy dość mocną traumę po zakończeniu NBTS, więc na razie nie ciągnie nas do mordowania własnych postaci XD

  35. 惺子 高島 (@gyaruhoshii) pisze:

    nie znam ani jednego wykonawcy, których piosenek użyłyście. podejrzewam, że jakbym wymieniła wam zespoły, których słucham, też byście nie znały… rock/metal to jednak szeroko pojęty dział…
    co do samego opowiadania mam bardzo mieszane uczucia – aż sama nie wiem od czego zacząć. podobno w takich sytuacjach psychologowie zalecają „od początku”, więc spróbujmy.
    już od pierwszego rozdziału Shane strasznie mnie drażnił. to już chyba taka moja przypadłość, że zawsze mam jakąś postać, na którą się uwezmę i której nie lubię od początku. baaardzo zraził mnie tym, co najpierw zrobił Davidowi, a później już wkurzało mnie, że ładował się z buciorami w jego poukładane życie. aż miałam ochotę zdzielić go czymś ciężkim i krzyknąć: „hej, kolego! to było DAWNO TEMU i nieprawda, to, że nie umiesz sobie z tym poradzić, to TWÓJ problem”. później, kiedy z Shane’a wychodził taki misiek, sama się rozmaślałam, bo to naprawdę ‚wow’ kochać faceta przez tyle czasu, mimo, że zostawił Cię bez słowa. swoją drogą nie wyjaśniłyście do końca czemu David go zostawił. przez te wszystkie przeboje – chory układ jako kochankowie, „żabcia”, ukrywanie zdrady i inne, bardzo się z nimi zżyłam. dlatego też wstawki z Waltem i Jamesem mi się nie podobały, jakby wciśnięte na siłę. cieszę się, że Walt pomógł Davidowi z rozwodem, chociaż współczuję Grace. z której strony by na to nie patrzeć – Shane całkowicie rozpieprzył zupełnie niewinnej kobiecie życie, bo ta ośmieliła się być z jego dawną miłością. z całą sympatią dla pana byznesmena, ale zdradzanie żony ze swoim byłym, którego sam zostawił, było słabe. może patrzę na to trochę przez pryzmat samej siebie – jakby, nie daj Boże, coś takiego spotkało mnie – nie byłabym w stanie przejść potem do porządku dziennego.
    kiedy już kupili swoje gniazdko, wprowadzili się i wszystko było super i pięknie, następuje zakończenie… wspominałyście, że historia jest gorzka, ale myślałam, że chodziło o to, że David zostawił swoje sielankowe życie, piekną żonę i dzieci dla swojego byłego. cóż, zakończenie nie było sztampowe, ale TAKIEGO się nie spodziewałam. i w sumie pozostał mi po nim straszny niesmak. sama końcówka z retrospekcja strasznie dziwna. opowiadanie genialne, ale naprawdę, mogło się inaczej skończyć.
    teraz boję się zabrać za NM i czytać dalej resztę, bo może znowu kogoś uśmiercicie?…

  36. Shivunia pisze:

    Mistrzucha >> jak miło widzieć nowy nick ;) Witamy witamy ;) Tym bardziej, że trafiłaś tu przypadkiem. To zawsze takie pokrzepiające kiedy ktoś się nie rozczaruje tym co znalazł ;) A i nam milusio czytać takie pochlebne słowa ;) Tym bardziej, że początek faktycznie mógł się wydawać oklepany. Jednak ponoć jest powiedzenie, że nieważne jak się zaczyna, ważne jak się kończy. Chociaż w przypadku tego opowiadania nie jest to najlepsze powiedzenie XD ups

  37. mistrzuchna pisze:

    To opowiadanie jest po prostu zajebiste… Jak zaczęłam czytać to tak sobie myślałam, że trochę przewidywalne, ale w trakcie chyba się uzależniłam. Zakończenie genialne i wątpię,żeby ktoś to przewidział. W sumie trafiłam tu przez przypadek, ale naprawdę nie żałuję, bo ten blog jest genialny.
    Naprawdę wyciągnęło i tylko pozazdrościć talentu pisarskiego i pomysłów.

  38. Katka pisze:

    Yuu, witaj! :D Właśnie w takich sytuacjach odkrywa się prawdziwe i wielkie Zło spoilerów. Nieźle potrafią zepsuć zabawę, co nie? Cieszę się w każdym razie, że wróciłaś, przemogłaś się i wyszło na dobre. Dziękujemy za Twoje spostrzeżenia a propos postaci :) Shane widzę, że zdobył serce, wielki słodziak, hehe. A Jimmy… och, czuję, że ma tylu zwolenników co antagonistów. No taka z niego niestety zakompleksiona osóbka, że spełnianie pragnień innych (szczególnie tych, których kocha, tutaj w domniemaniu Walt) sprawia, że czuje się bardziej wartościowy. „I wyobrażałam ich sobie jako już… Starszą parę, więc nauczyciel wyglądał… Jakby… Starzej, co też mnie zniechęcało… Nie wiem czemu. Może przez siwe włosy.” – haha, no nastolatkami nie są, ale 34 to też nie jakiś stary wiek; ja bym rzekła, że są dojrzałą parą :D Ale spoko, rozumiem spostrzeżenia, zresztą Walt i Jim akurat tutaj mniej istotną rolę grali, więc dobrze, że główna parka Ci się spodobała. Miło nam też, że muzyczka pasowała do czytania. Wciąż pamiętam, jak czasem trudno było znaleźć odpowiedni do rozdziału kawałek, hehe. Ale też muszę sprostować – autorki są dwie :) Shiv i ja, obie napisałyśmy wszystkie znajdujące się tutaj opowiadania. Mmmm, ogólnie dzięki za komentarz i serdecznie zachęcamy do pozostałych opowiadań! Pozdrawiamy i życzymy miłego buszowania po stronie ;)

  39. Yuu pisze:

    Hej :3
    Tak na początku powiem, ze w tym komentarzu mogą być SPOILERY, więc jeśli ktos nie czytał NBTS niech nie czyta. Mówię to dlatego, że jak czytałam to opko i byłam no nwm koło 20 rozdziału to z nudów przejrzałam sobie komentarze i najbardziej moją uwagę zwrócił ten na dole i akurat bez żadnych ostrzeżeń jest wieeeelki spoiler. Potem przez ponad 2/3 mies nie chciało mi się tego czytać.
    A więc wracam po paru miesiącach i doczytałam :3
    Jest to pierwsze opko, które przeczytałam na tej stronie. Jak tu weszłam było już kilka, ale… Ten tytuł mnie przyciągnął. Tak po prostu ^ ^
    Ach kocham to. Naprawdę świetne opowiadanie i wrócę do niego na pewno.
    Postacie są świetne. Zakochałam isę w Shanie. Naprawdę świetna postać. Pod koniec denerwowała mnie troche Lucy, bo zachowywała się, jakby wszystko było jej wolno.
    Aw sceny erotyczne są boskie. Świetnie opisane. Mogę sobie wyobrazić to tak, jakbym naprawdę tam była i obserwowała to z boku [nie tylko seks].
    Och no tak… Mamy w tym opowiadaniu jeszcze jedną parkę… James i Walter… Eh… Oni jakoś mniej mnie przekonali do siebie. Jimmy chcący zrobić wszystko dla Waltera, bo ktoś go w końcu pokochał. Rozumiem, że może być jakieś poświęcenie w związku, ale… No bez przesady. Gdyby prawnik powiedział nauczycielowi :Zabij się dla mnie. James oczywiście by to zrobił… Bez przesady. Poza tym lubię, gdy uległy jest słodki itp, ale tutaj też Jimmy mi nie pasował. I wyobrażałam ich sobie jako już… Starszą parę, więc nauczyciel wyglądał… Jakby… Starzej, co też mnie zniechęcało… Nie wiem czemu. Może przez siwe włosy.
    Z bonusów najbardziej podobał mi się: ”Młodzieńcze czasy beztroski”.
    Ogólnie pod koniec naprawdę płakałam. Po około roku, przy takim odnowieniu tej znajomości. Po tylu kłótniach. W końcu byli razem. Tyle wspaniałych chwil… Skończyło isę w jednej, krótkiej chwili…
    Filmik też świetny.
    O i jeszcze muzyka. Ach świetnie pasowała do każdego rozdziału. Niekiedy aż miło posłuchać starej, dobrej muzyki.
    Nie lubię ludzi, którzy mówią, że im dłuższy rozdział, tym nudniejszy, gorszy… Naprawdę okropne. Hah bardzo szybko się czytało i nawet nie wiem kiedy zleciało mi te ponad 50 rozdziałów. Czytałam je raz z łzami w oczach, a raz z uśmiechem na twarzy śmiejąc się do monitora.
    ”Never Be The Same” będzie na pewno jednym z moich ulubionych opowiadań.
    Serdecznie pozdrawiam autorkę i dziękuję za napisanie tego opka. Gratuluję cierpliwości i zapału. Życzę weny i na pewno przeczytam też twoje inne prace. Jeszcze raz pozdrawiam.

  40. Yaoistka^^ pisze:

    O to fajnie! ^^ Przed chwilą czytałam z kilkanaście rozdziałów, żeby sobie pamięć odświeżyć i znów zajrzałam do Savage Virus…zgadnij co się stało? xD Wołają, że mam wyłączyć komputer, kurcze same problemy! xD
    weny! ^^

  41. Katka pisze:

    Yaoistka, hm… no zależy jaką alternatywę zakończenia przyjąć. W każdym razie jeszcze ze dwa bonusy będą na pewno, bo jeden jest napisany i czeka na swój moment, a na drugi mamy pomysł :)

  42. Yaoistka^^ pisze:

    …Hym Mogły byście napisać taki jeden rozdział „Kilka lat później” ? ;) Jestem bardzo ciekawa, jakby się im wiodło! ^^ Oczywiście nie mówię, że ma być dużo stron, może być nawet 5 stron :) Ciekawe czy dzieci Davida utrzymują z nim kontakt, po tym jak wybrał mężczyznę. ^^

  43. Shivunia pisze:

    Jeśli ktoś czyta komentarze? Może. Pisanie jednak od razu że będzie smutne zakończenie jakoś nam nie pasuje, chociaż może powinno być. Ciężko mi obiektywnie ocenić.

  44. Katka pisze:

    Yuriko, jakiekolwiek ostrzeżenie byłoby wg. mnie niczym spoiler, niszczące odbiór podczas czytania, więc raczej wolimy sobie darować :) A art, zgadzam się, cudny :D

  45. Yuriko-chan pisze:

    proponuje ostrzeżenie o zakonczeniu, ze nie jest happy, dark czy cos ;P

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s