Fire Dragon Tattoo Studio II – 15 – Spacery po kolorowej stolicy

Kolejny dzień w Portoryko był tak samo ciepły i słoneczny jak poprzedni. Znad oceanu wiał orzeźwiający wiatr, dzięki któremu wysokie temperatury nie uprzykrzały życia grupie przyjaciół. Mieli zaplanowaną wycieczkę po stolicy Portoryko – San Juan. Najbardziej chcieli zobaczyć urokliwe stare miasto, zlokalizowane na półwyspie nad zatoką. I na razie tyle o nim wiedzieli.
Po pysznym, obfitym śniadaniu, zapakowani w piątkę do samochodu już jechali do celu. Nastroje dopisywały, po wczorajszym dziwnym napięciu między Ryanem a Lennym nie było śladu, a Charlie był w siódmym niebie, bo jeszcze udało mu się popisać z Rushem przed snem.
— Spotkanie wczoraj się udało? — zagadał Mike Finna, który siedział z tyłu, obok jedynej, obecnej tu pary.
Powoli dojeżdżali do mostu wiodącego na stare miasto. Mieli przejechać nim obok przystani i już na półwyspie szukać miejsca parkingowego.
— Tak, załatwiłem wszystko, co miałem załatwić. Ojciec jakiś czas temu rozmawiał z jednym kontrahentem stąd, ale skoro tu jestem i widziałem się z nim bezpośrednio, to chyba przejmę w całości kontrakty z nim — wyjaśnił Finn swobodnie.
Opierał się łokciem o otwarte okno. Wyglądał na spokojnego, zadowolonego z wczorajszego spotkania, ale niespecjalnie tym przejętego. Jakby praca nie była dla niego najważniejsza. Kiedy miało się w swoim otoczeniu takie osoby jak Alexander Grey, nietrudno było odetchnąć z ulgą, widząc takie zachowanie. Mike też miał swoje na sumieniu, jeśli chodziło o zbytnie zatracanie się w pracy.
— To dobrze. Będziesz pewnie tutaj częściej wpadał?
— Co jakiś czas. Na pewno muszę przylecieć jeszcze raz, kiedy zatwierdzę z ojcem jego warunki i będę mógł już omówić ostateczną sytuację z tym facetem.
Ryan, siedzący na środku, jako że obiecał Lenny’emu być grzeczny, zagadał uprzejmie:
— Rozumiem, że w takim razie to głównie rodzinna firma, bez zarządu, z którym musicie to wszystko uzgadniać? Pracujecie gdzieś w centrum Miami, czy może to jakaś wyższa półka i masz z biura widoki na ocean?
Finn przesunął dłonią po swoich krótko ściętych włosach i zerknął ukradkiem na Lenny’ego.
— Właściwie widoki na ocean mam ze swojego mieszkania… Siedzibę firmy mamy w biurze w Downtown. I mamy zarząd, ale oni działają bardziej jak doradcy.
— Czyli większość nadal jest na was. To wygodne. — Mike podzielił się swoimi myślami, ale już nie o tym, że skoro Finn siedział za przestępstwa podatkowe, to te zapewne były jakoś związane z firmą.
— To mieszkasz sam? — Charlie za to był zainteresowany czymś zgoła innym.
— Tak, tak, sam. A wy? — zapytał od razu Finn. Chciał o to zapytać już jakiś czas temu Lenny’ego, ale wreszcie pojawiła się możliwość, żeby nie zabrzmiało to dziwnie.
— Ja z Rushem. Mike się niedawno przeprowadził z żoną do nowego mieszkania.
— My razem. — Lenny także się zadeklarował, stawiając sprawę jasno. Nie było co kręcić. — Z kotem Ryana — dodał jako luźniejszą informację, żeby nie zabrzmiało to zbyt oschle.
Na twarzy Finna zagościł lekki uśmiech.
— Brzmi spoko.
— I jest też bardzo spoko, ale o tym może przy okazji, bo teraz przydałoby się, żeby Mikey nam powiedział, jaki jest plan wycieczki — dodał Ryan.
Kierowca, który prowadził ich już za mostem, na półwyspie, czegoś wypatrywał.
— Na razie podjedziemy pod Kapitol, bo mamy po drodze. A potem możemy się kierować prosto na starówkę.
— Z tego co się orientuję, nie powinniśmy go przeoczyć. Jest dość widoczny — dodał Finn swoje trzy grosze odnośnie tego, co wiedział.
Był ciekaw reakcji reszty, bo słyszał, jak znajomo wyglądał Kapitol w Portoryko. Zresztą, gdy jechali, już widzieli sporo ciekawych powiązań między hiszpańską stroną wyspy a jej amerykańskimi, obecnymi, posiadaczami.
Droga na miejsce zajęła im dosłownie kilka minut. Budynek, który ukazał im się po lewej stronie, był cały biały, zwieńczony kopułą, z licznymi kolumnami z przodu. Przypominał bardzo znaną siedzącym w samochodzie mężczyznom budowlę z Waszyngtonu.
— O ja, serio?! — Charlie zaśmiał się na ten widok, zanim Mike dobrze zaparkował. — Ale dziwnie, że pierwszy raz widzę to, a nie nasz Kapitol — dodał ze śmiechem.
— To my jedziemy na wycieczkę w tropiki, a ty w Waszyngtonie nie byłeś? — Mike aż na niego spojrzał.
Zaparkował i wreszcie mogli wyjść oraz obejrzeć budowlę z bliska.
Budynek był jak miniaturka Kapitolu z Waszyngtonu. Nie był tak wysoki i miał mniej schodów, ale podobieństwo było wyraźne. Wielkością bardziej przypominał Biały Dom, jednak nawiązanie do Kapitolu było zauważalne.
Po wyjściu z samochodu przeszli przez ulicę, żeby następnie podejść bliżej budynku.
— No nie byłem, ale to jest kawałek od nas… A mówiłeś Jasonowi, gdzie w końcu jesteśmy? — zapytał Charlie z zaciekawieniem, już wyciągając telefon, żeby zrobić zdjęcia. — Bo ciekawe, czy by zgadł, gdzie jesteśmy, jakbym mu wysłał fotę.
— Już wczoraj pisałem do Katy i Jasona. Przecież ona by mnie zabiła, jakbym nie zdradził jej tajemnicy. — Mike niestety zgasił Charliego. Ale taka była prawda. Kate nie dałaby mu spokoju.
— A ty, Mike, byłeś w Waszyngtonie? — spytał Lenny, bo sam też nie był nigdzie poza Florydą.
— Tak, na jakiejś krótkiej wycieczce na studiach — wyjaśnił młodszy mężczyzna, przystając obok jednej z palm, stojąc już bardzo blisko budynku. Charlie został kawałek z tyłu, żeby objąć obiektywem cały Kapitol. — Czasem mi brakuje takich wypadów do miast, żeby pozwiedzać zabytki. Tak to jeździmy na plaże, wyspy i tak dalej.
— Och, Mikey, bo sama przyjemność płynie ze słońca i świeżego powietrza — odpowiedział Ryan, zatrzymując się przy stojącym obok Lennym i zarzucając mu rękę na szyję. Luźno, kumpelsko. — A przyznam, że takie są uroki naszego pięknego kraju, że tutaj więcej pięknej natury niż historycznych uliczek i budynków, niż w Europie, gdzie byś się przejadł zabytkami.
— Od razu przejadł. — Mike prychnął pod nosem. — W końcu czasami trzeba coś zobaczyć, poza telewizją. A ty, Finn? Byłeś w jakimś ciekawym miejscu? — dopytywał, co by ten nie czuł się wykluczony.
Lenny w tym czasie wyjął telefon z kieszeni, chcąc również zrobić zdjęcie. A że Ryan stał, wisząc na nim, z ukrycia zrobił im jeszcze od dołu selfie.
Ryan uśmiechnął się pod nosem, a Finn oparł się plecami o palmę i zamyślił.
— Hmmm… Z ciekawszych miejsc, to chyba Peru. Ale tam urzekła mnie też natura. Tak jak Ryan, chyba bardziej ją doceniam niż wytwory ludzkie — dodał z lekkim uśmiechem.
— Prawie się z wami zgadzam, ale i tak zobaczyłbym jakieś duże, wysokie miasto. Miami jest dość płaskie, poza centrum. — Lenny wtrącił się w dyskusję i podobnie jak Charlie porobił kilka zdjęć. Sporo zrobił też reszcie, bo jakoś nikt nie zwracał uwagi na to, że trzymał telefon. Jedynie Ryan, który cały czas przy nim był. Bawiło go, że dzięki temu będą mieli sporo naturalnych zdjęć z zaskoczenia.
— Jak byliśmy w Hiszpanii, to było zupełnie inaczej. Londyn pewnie też jest super — dodał Charlie.
— No, warto byłoby trochę się ruszyć z Florydy… — Mike westchnął. — To co? Lecimy dalej? Dużo jeszcze mamy w planie.
Wszyscy się zgodzili i po chwili jechali w stronę starego miasta. Był to dość ściśle wydzielony teren, który wyróżniał się szczególnie ciasną zabudową, a przez to też wąskimi drogami. Kiedy zbliżali się do niego najbardziej północną drogą, widzieli na wzniesieniu jeden z fortów, jakie tu się znajdowały. Mike już szukał miejsca parkingowego, aby piechotą przejść do kolejnego, oglądając zabytkowe miasto.
Dzisiaj postawili na zwiedzanie miasta niż naturę. Skoro mieli tylko weekend na Portoryko, Chris zasugerował, że najlepszym było spędzenie jednego dnia w jakimś środowisku naturalnym, zaś drugiego obejrzenie miasta, by mieć więcej styczności z kulturą miejscowych. A gdy już pieszo zaczęli oglądać starówkę, doszli do wniosku, że warto było tu przyjść. Miami było bardzo słonecznym i kolorowym miejscem, ale San Juan również urzekało swoją kolorystyką. Właściwie każda kamieniczka miała inny kolor, a to, co różniło stolicę od Miami, to fakt, że drogi nie były wyłącznie płaskie. Wąskie podejścia brukowaną uliczką między kilkupiętrowymi kamienicami z ozdobnymi balkonami robiły wrażenie. Charlie robił wiele zdjęć. Chciał później wszystko pokazać Rushowi.
— Zrobimy sobie tu wspólne zdjęcie? — spytał, kiedy dotarli do małego, ale ładnego placu. Na krzesełkach przed jednym z domów siedziała dwójka mężczyzn i przy papierosie rozmawiali. Po mieście zresztą, poza turystami, faktycznie chodziło wielu Latynosów.
— Poproszę tamtych ludzi, żeby nam zrobili — zaproponował Finn i podszedł z telefonem do mężczyzn przy papierosie.
Pozostała czwórka słyszała, jak ten zwraca się do nich po hiszpańsku. Wskazał na swoich towarzyszy, a mężczyźni zgodzili się bez wahania. Już chwilę później stali całą piątką na tle miasta, uśmiechając się do aparatu.
Finn czuł się dzisiaj luźniej niż wczoraj. Ryan nie zachowywał się podejrzanie, Lenny też był jakby bardziej wyluzowany. A do tego… pilot widział na szyi swojego dawnego opiekuna dwie malinki. Sprawnie połączył fakty.
— Hej, Lenny… — postanowił go zagadać, kiedy ruszyli za Mikiem do, podobno, jakiegoś kościoła. — Mogę zapytać, czy to… ja byłem problemem? — zapytał nie wprost, ale licząc, że Lenny zrozumie.
Ten, na jego szczęście, nie kazał tłumaczyć, co miał na myśli. Musiał przyznać, że ucieszyło go to, bo myślenie o pewnych rzeczach, a mówienie o ich na głos zawsze nie miało idealnego pokrycia.
— Pośrednio, ale nie do końca. Kilka rzeczy się złożyło — odparł Mulat szczerze, a Finn widział, że patrzył na plecy Ryana, który akurat wymieniał z Charliem uwagi o jednej z wysokich bram. Wąskie budynki kryły bogate wnętrza. — Czemu pytasz?
— Bo jeśli to moja wina, to mógłbym znaleźć kilka wymówek, żeby się zmyć i nie wchodzić wam w paradę — odpowiedział. Trzymał ręce w kieszeniach, wyglądał na wyluzowanego, ale równocześnie popatrywał na Lenny’ego, jakby oceniał, co ten myśli i starał się to przewidzieć.
— Nie. Już jest okej — uspokoił go Lenny. Kiedy szli, zerkał co raz na niego, to przed siebie. Uśmiechnął się pod nosem. — Jak pewnie już zauważyłeś — dodał, bo widział, jak Finn patrzył na jego szyję.
I teraz znowu mimowolnie to zrobił. Od razu się speszył.
— Mhm… Nie wiem, czy to będzie przesadą, jak coś to przepraszam. Ale… to mit czy fakt, że geje się więcej pieprzą niż hetero?
Lenny momentalnie się zaśmiał. Dla rozmówcy musiała być to całkiem duża nowość, bo mężczyzna w więzieniu się nie śmiał. A na pewno nie tak.
— A jak myślisz? A raczej, jak często o tym myślisz?
Ryan, Mike i Charlie wciąż szli kilka kroków z przodu i śmiali się z jakiegoś napisu nad knajpką znajdującą się na parterze jednej z kolorowych kamieniczek. Dlatego Finn i Lenny mogli chwilę pogadać na osobności. Pilot ucieszył się, że nie byli podsłuchiwani, bo rozmowa znów była specyficzna.
— O seksie, czy o tym, jak faceci mogą to robić? — zapytał z lekkim, jeszcze niezbyt swobodnym uśmiechem. Wzruszył ramionami, nie wyciągając dłoni z kieszeni. — Chyba jak każdy, chciałbym to robić jak najczęściej.
Lenny wskazał go palcem.
— No to masz odpowiedź, czemu jest taka plota. Dwóch facetów, zero ciąży ani innych kobiecych spraw. Nie zawsze jednak tylko na tym się kończy, więc to taka bzdura, co ludzie se wymyślają — odparł w swoim mniemaniu zgodnie z prawdą.
Najwyraźniej myśl, że Lenny wczoraj się pieprzył, a do tego pieprzył się z innym facetem, mocno poruszyła Finnem. Tym bardziej po takiej odpowiedzi, kiedy ten przyznał, że robił to często.
— Niezły atut bycia homo — podsumował z krótkim śmiechem. — Dobrze, że już się między wami okej. Ryan jest trochę bardziej przystępny. Już w więzieniu wydawał mi się trudnym rozmówcą.
— Bo jest — Lenny mocno to podkreślił — trudnym rozmówcą. — Prychnął i skinął brodą na swojego faceta. Był ciekaw. — Co o nim w ogóle myślisz?
Piwne oczy Finna zlustrowały plecy, tyłek i nogi Ryana, bo właśnie to widziały, kiedy ten szedł przodem z dwójką kumpli i podziwiał uroki starówki.
— Kurwa… Pierwszy raz mam tak na serio ocenić innego faceta. — Zaśmiał się. — Jest przystojny. Naprawdę przystojny. Jako facet, mogę mu pozazdrościć.
Lenny zdecydowanie zgadzał się z nim pod tym względem. Ryan był taki, że gdyby było to możliwe, rzuciłby się na niego teraz i dobrał do tego seksownego ciała. Totalnie w jego guście.
— Ale to nie twój typ? O jakich facetach fantazjujesz? — spytał, zamiast zdradzać mu swoje myśli.
Finn powoli wciągnął powietrze i odwrócił wzrok, niby zapatrzony na kościół, który właśnie pojawił się przed ich oczami. Był kremowo-biały i niezbyt wysoki. Do tego posągi świętych po obu stronach wejścia, szerokie schody wiodące do drzwi i mały plac przed nim, otoczony, tak jak każde ulice, kamieniczkami.
— O… Sam nie wiem. Źle to zabrzmi, kiedy powiem, że dużo myślałem o tobie? — zapytał, a gdy zerknął na Mulata, zaśmiał się ze skrępowaniem. — Tak, źle. Po prostu… od ciebie się zaczęło.
Lenny krótko prychnął pod nosem i także dla zasady rozejrzał się po okolicy. Było ładnie, ale od jakiegoś czasu, jak szli, cały czas tak samo.
— Schlebia mi to, ale nie przyznawaj się do tego głośno. I w ogóle… Ktoś z twoich znajomych wie?
Finn od razu pokręcił głową.
— Nie. Wciąż… trudno mi powiedzieć, czy jest do czego się przyznawać. Jeszcze nic z żadnym facetem nie robiłem. Poza tobą — dodał ciszej.
Lenny zamruczał pod nosem, że rozumie, po czym skinął na niego, żeby przyspieszyli. Zastanawiał się, czy dobrym pomysłem było, aby kiedyś zaciągnąć Finna do gejowskiego klubu. Nie miał tam zbytnio czego szukać, ale lubił jedną rzecz – kompletny brak hamulców. Możliwość tańczenia czy dotykania się z Ryanem w miejscu, w którym byli inni ludzie. Obcy ludzie. Nie proponował tego wyjścia jeszcze teraz. Chciał znać opinię reszty, czy w ogóle by im to pasowało. A przy tym przekonałby się, czy Finn leci na facetów… czy tylko na niego. Wolał, żeby była to pierwsza opcja dla dobra ich znajomości.
W trakcie swojej przebieżki przez miasto wstąpili na lunch do jednej z urokliwych restauracji. Odpoczęli, najedli się i ruszyli dalej. Tym razem Mike zaciągnął ich do jednego z fortów, Castillo del Morro. Znajdował się na cyplu półwyspu. Niegdyś służył do obrony stolicy od strony morskiego ataku. Obecnie stanowił po prostu miejsce zwiedzania. Podchodziło się do niego prostą, szeroką ścieżką na zielonych polach. Nie rosły na nich żadne drzewa, dlatego widać było po obu stronach cyplu wodę. Po tym długim spacerze dotarli pod mury.
Były potężne, całkiem wysokie i bez żadnych okien. Brama znajdująca się na wprost ścieżki, także była maleńka i ozdobiona na szczycie godłem. Na pierwszy rzut oka było widać, że budowla miała swoje lata, ale była zadbana, sądząc po trawnikach i po tym, że już wewnątrz znajdowały się całkiem nowe i ładne plakaty informacyjne. Mury jednak zostały otoczone porostami i możliwe, że też jakimś grzybem. Nikt się na tym nie znał, ale brał za coś naturalnego w tak starym i bliskim wody miejscu. Było tu w końcu mokro, szczególnie od bryzy.
— Fajne miejsce. Nie byłem w czymś takim jeszcze. — Charlie podziwiał wnętrze, kiedy Mike kupował im bilety, żeby zwiedzić wnętrze.
— Właśnie dlatego tu jesteśmy. Żeby zobaczyć coś nowego — odpowiedział, wymieniając pieniądze na bilety.
Ryan, Lenny i Finn także rozglądali się z zaciekawieniem. Słychać było dźwięki oceanu, ale też niestety innych turystów, bo dźwięk mocno się tu roznosił.
Już z miejsca, w którym stali, widzieli jajeczno żółte ściany dziedzińca fortu. Kolejne wejścia i nawy były ozdobione białymi, ale prostymi łukami. A cały plac, na który po chwili wyszli, był ściętym na końcach trójkątem. Wokół stało wiele tablic informacyjnych, a na masztach po prawej stronnie powiewały flagi.
— W Hiszpanii nie widzieliście niczego podobnego? — zagadał Lenny Charliego, bo wydawało mu się, że tam było więcej takich miejsc.
— Takiego fortu nie było. Byliśmy w miastach i na plaży. Wiesz, bardziej festiwale, knajpki i takie tam — wyjaśnił Charlie, kiedy szli za innymi turystami do nieodnowionej części.
— Och tak, Charlie lubi się bawić. Jestem w stanie sobie wyobrazić, jak obwieszony kolorowymi kwiatkami tańczysz z tłumem na rynku — rzucił Ryan, zarzucając mu rękę na szyję. — Finn tu bardziej pasuje ze swoim wojskowym imagem.
— Właśnie — podchwycił Charlie i pozwolił sobie na obejrzenie ich nowego znajomego. — Lubisz takie klimaty? Militaria i te sprawy? — zagadał, a Mike tym razem przejął od niego aparat, aby porobić zdjęcia.
Mieli niezłe widoki, kiedy podeszli do murów i mogli wyjrzeć na ocean, a przy okazji zrobić zdjęcia na tle fortyfikacji oraz, jakby niepasującej do nich, odnowionej wieży.
— Tak, w sumie mnie to kręci — przyznał Finn z krótkim śmiechem. Nawet teraz miał krótkie spodenki w moro, choć podkoszulek już zwyczajny, biały. — A tu jest całkiem klimatycznie.
— Mhmm, a do tego piękny ocean — podchwycił Ryan, wspinając się na murek, żeby następnie spojrzeć w dół, na zbocze.
— Ryan, czekaj chwilę — zatrzymał go Lenny, ale podszedł do Finna. Pamiętał, co obiecał. — Zrobisz nam zdjęcie? — spytał, podając mu swój telefon. Był to akurat dobry moment, bo Charlie wykupił sobie oglądanie widoków przez lunetę, a Mike robił zdjęcia pamiątkowe.
Pilot spojrzał na komórkę, a potem na dwójkę mężczyzn. Uśmiechnął się oszczędnie i przytaknął.
— Jasne. To stańcie obok siebie.
Ryan, usłyszawszy to, nie potrafił się nie uśmiechnąć. Kucnął i wyciągnął rękę do Lenny’ego.
— Wskakuj.
Kiedy Ryan go pociągnął, mężczyzna spojrzał mu w oczy i bardzo cicho, ale tak, aby tylko on to usłyszał, rzucił:
— Zazdrośnik.
Następnie stanął na murku obok swojego faceta. Był rozbawiony jego prośbą, ale było to chyba niską ceną za to, że ten naprawdę dziś starał się nie być oziębłym do Finna.
Objęli się na murku, a Finn cofnął się o kilka kroków, żeby zrobić im ładne zdjęcie. Ryan miał uśmiech na twarzy, który bawił Lenny’ego, ale też w jakiś sposób uszczęśliwiał. A dłoń na jego boku, którą ten go trzymał, dodatkowo go nakręcała. Zaborczość Ryana potrafiła być naprawdę urocza
— Zrobione! — zawołał Finn.
— Super. — Lenny pierwszy zeskoczył, żeby odebrać swoją własność. — Dzięki. Jakbyś ty chciał jakieś zdjęcia, to mów — przypomniał mu. Nie zamierzał jednak się z nim cackać. Uważał, że całą ekipą mieli u niego dług za pomoc w dostaniu się tu, lecz poza tym nie było już żadnych zależności między nimi, do których byliby jakoś zmuszani. Nie byli w więzieniu i było to cudowne. Tak samo widok, jaki rozpościerał się na ocean, kiedy wyszli na górę twierdzy, obok jednej z wieżyczek.
— Spoko — odparł krótko Finn, oddając mu telefon. Następnie podszedł do krańca fortu, żeby również wyjrzeć na ocean. Chłonął bardziej to, co widział obecnie, niż zastanawiał się, jakie będzie miał z tego pamiątki.
Tymczasem Mike i Charlie dołączyli do nich, a ten drugi nawet… z rozmachem klepnął Lenny’ego w plecy.
— Idziemy dalej!
Ten aż z zaskoczeniem się na niego obejrzał. Czasami jeszcze nie mógł się przyzwyczaić do tego, że poza Ryanem i Jasonem ktoś traktował go tu całkiem swobodnie. Tym bardziej, kiedy chodziło o Charliego. Reszta w miarę się do niego przyzwyczaiła, ale nadal nie był to poziom jego faceta czy najstarszego tatuażysty z ekipy.
— Idziemy, idziemy — rzucił za Charliem, który niemalże pobiegł, żeby zobaczyć widok z drugiej strony.
A Lenny poszukał wzrokiem Ryana, chcąc upewnić się, czy też to widział. I spostrzegł, że ten też nie mógł w to uwierzyć, bo miał wciętą, ale i mocno rozbawioną minę. Na koniec zaśmiał się i zbliżył do swojego faceta.
— Zaczynam być coraz pewniejszy tego, że ten wyjazd dobrze robi Charliemu — rzucił, klepiąc go w to samo miejsce, co chwilę temu jego przyjaciel. — To chyba ruszamy dalej.
Finn nie bardzo wiedział, co takiego niezwykłego się stało, ale także był pozytywnie naładowany emocjami, dlatego z uśmiechem podążył za resztą ekipy. Nie jego ekipy, ale… całkiem dobrze się tu czuł. Choć chyba największym zadowoleniem promieniał właśnie Charlie, który robił zdjęcia, gdzie popadło i teraz to on, zamiast Mike’a, wyszedł na prowadzenie. Drugi z jego przyjaciół z dzieciństwa zastanawiał się, kiedy ten padnie i będzie marudził, że jest zmęczony, ale miał nadzieję, że nieprędko. Mieli w planach trochę pozwiedzać i udać się na plażę. A czekał ich jeszcze powrót do domu, dlatego liczyło się oszczędne gospodarowanie energią. Z drugiej strony entuzjazm Charliego porywał i po chwili całą piątką komentowali widoki, ludzi i siebie, robiąc sobie zabawne sesje zdjęciowe z namalowanymi na murach żołnierzami, którzy tu kiedyś służyli.
Żaden z nich nie narzekał, kiedy na sam koniec tej wycieczki po prostu mogli poleżeć na plaży. Byli chyba bardziej padnięci niż po wczorajszym chodzeniu po lesie, co wydawało się abstrakcyjne, ale jednak doszli do wniosku, że zwiedzanie miasta było bardziej męczące. Przyroda wyciszała, a miasto męczyło.
Mike znowu siedział na telefonie, kiedy leżeli plackiem na plaży. Ryan podziwiał ocean, Charlie nie ruszał żadną z kończyn, odpoczywając, a Finn przysypiał z błogim, zrelaksowanym wyrazem twarzy. Tylko Lenny poszedł pomoczyć stopy w oceanie. Plaża była długa i bardzo czysta. Najprzyjemniejszy jednak był wiatr, który niósł przyjemną, świeżą wilgoć. Gdyby było go stać, mógłby bez większych wyrzeczeń zamieszkać gdzieś pod miastem, nad oceanem i budzić się, aby widzieć tropikalną zieleń oraz czuć ocean. Jedynym problemem był fakt, że nie miał pojęcia, jak by na to zarabiał. Na szczęście, mieszkając w Miami, mieli blisko do plaży, choć czuł, że miło będzie w przyszłości poszukać więcej takich dzikich i mniej zaludnionych niż plaże na Miami Beach.
Tymczasem mógł korzystać z tego, że byli tutaj i na chwilę oderwać się od życia w mieście i pracy. Zrelaksować się, czując, jak powoli stopy zapadają mu się w ciepłym piasku, kiedy fale obmywały mu nogi.
Odwrócił się nieznacznie, żeby zobaczyć resztę. Mike’a bawiącego się telefonem, Charliego i Ryana gadających leniwie, nawet bez patrzenia na siebie oraz Finna, który zbierał siły, żeby dostarczyć ich bezpiecznie do domu. Trójka przyjaciół z dzieciństwa i facet, z którym spędził w więzieniu kilka lat. Na swój sposób podobała mu się ta kombinacja. A najbardziej to, że w tej chwili wszyscy byli na tej plaży spokojni, bezpieczni i nic by się nie stało, nie spotkałyby ich żadne przykre konsekwencje, jakby zostali tu jeszcze godzinę dłużej. Byli wolni, młodzi i całkiem nieźle im się żyło. Lenny nie miał na co narzekać w tej chwili…
Ale nie przypuszczał, żeby jego matka była z niego dumna.

***

Po drugim starcie mogli powiedzieć, że dało się do tego przyzwyczaić. Nadal było inaczej, niż kiedy wznosiło się razem z dużym, pasażerskim samolotem, ale niewątpliwie małe samoloty miały w sobie coś takiego, że wrażenie było bardzo unikalne. Bardziej czuło się, jak samolot najpierw jedzie po pasie startowym, a potem się od niego odrywa. A i okna w samolocie były większe, lepiej było widać wszystko, co rozpościerało się przed nimi, kiedy maszyna pochylała się podczas skrętu.
— I jak, Charlie? Zadowolony? — spytał Mike, kiedy już Finn wyrównał lot i kierowali się wprost na Miami.
Byli zmęczeni, ale równocześnie zrelaksowani. Wyjazd był krótki, lecz bardzo intensywny. Ryan niemalże przysypiał na swoim siedzeniu, a Charlie wciąż wyglądał przez okno, jakby chciał utrwalić w głowie ten widok. Wciąż było jasno, dlatego miał co podziwiać.
— No, było genialnie. Dzięki, Mike, że w ogóle pomyśleliście o takim wypadzie. To serio super z waszej strony.
— Spoko. — Ścisnął jego ramię i uśmiechnął się szeroko. — Czego się nie robi dla kumpli — dodał, mając nadzieję, że Charliemu naprawdę dobrze ten wyjazd zrobił, że nie będzie zamartwiał się, że jeszcze tyle czasu nie ma z nim jego faceta. W końcu miał ich. Nie samym związkiem człowiek żył.
— Poza tym twoja buźka, kochanie, wygląda najładniej, kiedy jest wyszczerzona. Chociaż… jak się tak mocniej zastanawiam, to kiedy się wkurzasz, też jesteś rozkoszny — dodał Ryan z udawanym zadumaniem.
Charlie prychnął i trącił kumpla nogą.
— To zabrzmiało jak Jason. On mnie lubi wkurwiać.
— Pewnie coś w tym jest — mruknął Lenny, samemu nie rozumiejąc Ryana, ale mógł uwierzyć w to, że Charlie w ogóle mógł być uroczy. Jeżeli ktoś lubił taką delikatną urodę, to na pewno mógłby lecieć na Charliego. Ten nie dość, że miał ładną twarz, to do tego noszeniem długich włosów wzmacniał ten efekt.
— A teraz wracamy do domu i do codziennego zapierniczu… — podsumował młody tatuażysta, choć nie wyglądał na zniechęconego.
— Jakbyś tej roboty nie lubił, to jeszcze bym ci uwierzył. — Mike przypomniał Charliemu, że był jego zdaniem uosobieniem człowieka spełnionego zawodowo. Lubił to, co robił, a do tego pracował z ludźmi, z którymi chętnie spotykał się nawet po pracy. Było czego zazdrościć.
On nie miał tak dobrze w swojej pracy, ale z drugiej strony też ją lubił. Gorzej było z dwójką, która siedziała przed nim. Wiedział, że ci nie mieli swoich wymarzonych zajęć, ale i tak nieźle sobie radzili jak na osoby, które siedziały w więzieniu. Chociaż jeśli o to chodziło, to Finn najbardziej wzbudzał podziw.
— Właśnie, Lenny, dzięki za skontaktowanie nas z Finnem — rzucił do Mulata, kiedy o tym pomyślał. — Masz jeszcze jakichś innych starych kumpli z przydatnymi umiejętnościami? Jakiś położny? — zażartował.
— Nikt mi się do tego nie przyznawał. — Mulat odniósł się najpierw do ostatniego pytania, po czym spojrzał głównie po Mike’u i Charliem, upewniając się, czy się nie mylił. — Ale poza lotem to chyba też się spoko dogadywaliście? Nie?
— No, Finn jest naprawdę spoko — przyznał Charlie, chyba sam zaskoczony faktem, że ktoś, kto siedział, mógł być tak miłym człowiekiem. — Nie miał jakieś spiny, że jestem z Rushem i wydaje się, no, pomocny. A ile on ma w ogóle lat?
Lenny chwilę się zastanowił.
— Jest ode mnie starszy… Chyba ma z trzydzieści dwa lata, ale głowy nie dam.
— Łał, nie widać po nim. — Mike naprawdę był zaskoczony, bo nie przypuszczał, że to będzie aż taka różnica wieku. W końcu sam Lenny już był od nich mniej więcej pięć lat starszy.
— No, myślałem, że jest młodszy — podchwycił Charlie. — Fajny facet.
Ryan westchnął ciężko.
— Wszyscy go tak chwalicie, że i ja poczuwam się do obowiązku również powiedzieć, że twój znajomy pilot spisał się podczas tej wycieczki. Ale, żebyśmy nie powiedzieli tego zawczasu, bo jeszcze mamy trochę trasy do przelecenia.
— Jak się rozbijemy, to chociaż będzie o nas głośno w wiadomościach. — Lenny wysilił się na mały żart. Dość wisielczy, ale jego bawił.
— Wolałbym nie… — mruknął mniej przekonany do tego Charlie.
I na szczęście mógł odetchnąć z ulgą, kiedy po jakimś czasie wylądowali. Słońce już powoli zachodziło, barwiąc niebo pomarańczowymi smugami, ale jeszcze było widno. Patrzyli, jak samolot zwalniał na pasie, by ostatecznie się zatrzymać. Odpięli pasy i poczekali, aż Finn otworzy drzwi z ich strony. Kiedy to zrobił, od razu zapytał:
— Wszystko okej?
Lenny pokiwał głową i jako pierwszy wysiadł z samolotu.
— Tak, wszystko w porządku. Wszyscy trzymali kciuki, żebyś nas nie rozbił — podkablował, a Mike aż prychnął z rozbawieniem.
— Bo Ryan nawet cię pochwalił, ale nie chciał zapeszać, aż nie wylądujemy — wyjaśnił w bardzo dużym skrócie.
A Finn aż zerknął na Ryana i uśmiechnął się lekko.
— Dzięki. To bierzemy torby. Jesteście samochodem, prawda?
— Mhm, moim przyjechaliśmy. A ty potrzebujesz podwózki? — zapytał Mike od razu, kiedy Finn podawał im ich plecaki i torby.
— Nnn… Nie. Mam swój. Dzięki.
— Spoko. W ogóle, jakbyś czegoś potrzebował, to jesteśmy ci dłużni. Za całe zaangażowanie i za to, że ci się chciało. — Mike jako pierwszy uścisnął mu dłoń.
Finn oddał uścisk, ale jeszcze podszedł do kokpitu. Wyjął skądś małą, prostą wizytówkę i podał mu.
— Na przyszłość. Lenny ma do mnie numer, ale tak będzie chyba wygodniej.
— O, dzięki. Przyda się.
Kilka minut później, kiedy już przeszli na parking i odnaleźli swoje samochody, mogli się pożegnać. Charlie również podziękował Finnowi za pomoc, Ryan dorzucił jakiś całkiem miły komentarz, aż na koniec pilot mógł uścisnąć dłoń Lenny’ego, kiedy reszta pakowała się do pomarańczowego Mustanga.
— To znowu do następnej przysługi…? — Zawahał się przez sekundę, ale ostatecznie rzucił: — Czy też bez powodu czasem chciałbyś się spotkać?
Lenny uśmiechnął się lekko i jeszcze trzymając jego dłoń, drugą klepnął go w ramię.
— Jak już poznałeś moich kumpli, to czemu nie? Jesteśmy w kontakcie. Może coś uda się ogarnąć za jakiś czas.
I zobaczył na twarzy pilota nie tylko ulgę spowodowaną tym, że się nie wydurnił, ale również lekki uśmiech.
— Super. Dzięki za wyjazd. To do zobaczenia — dodał i odsunął się, żeby jeszcze popatrzyć za nimi, nim sam ruszy do domu po tym trzydniowym wyjeździe.
Pomachali mu, aż w końcu wszyscy byli gotowi do drogi. Mike za kółkiem swojego auta z Charliem po prawej stronie oraz parą ich „słoneczek” z tyłu.
— Fajnie było. Aż jestem zaskoczony, jak dobrze to wyszło. — Mike chciał jeszcze to dopowiedzieć na koniec, nim wszystkich rozwiezie do domów.
— Jestem skłonny uznać, że bez pomocy twojego kochanego teścia i kontaktów Lenny’ego wcale tak sprawnie i łatwo by nie poszło — wtrącił Ryan z tyłu. — Ale zgadzam się. Jason, Katy i braciszkowie wiele stracili.
— Mam nadzieję, że Juan wymyślił dobrą niespodziankę, bo inaczej Katy będzie mu suszyć głowę — dodał Lenny, który, jak wszyscy, wiedział, dlaczego ich nadworna piercerka nie mogła pojechać.
Wypad był naprawdę świetny, a Charlie wiedział, że w pracy pochwali się reszcie zdjęciami. Dzięki temu mógł żyć tym wyjazdem dłużej i zbyt wiele nie myśleć o tym, że został sam. Bo wcale tak nie było. Co prawda wracał teraz do pustego domu, ale po bardzo przyjemnie spędzonym z przyjaciółmi weekendzie.

7 myśli w temacie “Fire Dragon Tattoo Studio II – 15 – Spacery po kolorowej stolicy

  1. Katka pisze:

    O., mama Lenny’ego na pewno się jeszcze pojawi, bo jest stałym elementem życia Lenniaka. Więc na pewno ją uświadczymy. I mamy nadzieję, ze jej rola w 2 części się spodoba :) Haha, a co do klubu to masz rację – niech tylko będzie jakaś gorzka czekolada, to może być ciężko… Ryan niech się pilnuje swojej mlecznej XD

    Inertia, urooooczo podsumowałaś Finna. Bardzo mi się podoba, szczególnie że te kilka określeń ładnie go podkreśla. Finn na pewno na dłużej pozostanie w opowiadaniu, wiec o to się martwić nie trzeba :)
    Tak, Charlie bardzo zadowolony z wyjazdu :) Reszta się pewnie tez czuje przyjemnie rozerwana :)

    Wicia, ciekawa jestem tych podejrzeń o matkę Lenny’ego, ale bardziej, czy się faktycznie pokrywają z tym co wymyśliłyśmy :) Po drodze mamy sporo innych wątków, ale zapewniam, ze matka Lenniaka się pojawi! O Finna też nie ma się co martwić :) Chociaż czy się w ekipę wkręci czy nie to zobaczymy.

    Miku Nao, Alex w klubie to tak bardzo NIE XD Tzn może nawet by poszedł, ale raczej nie bawiłby się tak dobrze. Jason na pewno nie będzie go zmuszał. Cieszy nas, że rozdział się podobał :D

    Omega, hahaha, tak, ta zagrywka Charliego wobec Lenniaka była zaskakująca, ale na pewno całkiem urocza XD Lenniak nieźle się zdziwił. A co do Finna, to się zgadzam, że łatwo go polubić. Jest bardzo spoko facetem i to najlepiej go określa XD Dziękujemy za wenę :D zawsze się przydaje!

    Malina, och tak, same jak pisałyśmy te rozdzialy w Portoryko, to się zamarzyły podróże. Oglądanie tych wszystkich zdjęc, żeby dobrze oddać klimat, czytanie o bajerach na miejscu… Trudne XD Ale miło nam, że nie przesadziłyśmy z opisami itd., że wyszło całkiem spoko i naturalnie. To się liczy, więc dzięki!
    Ryan faktycznie jest uroczy, kiedy jest zazdrosny, choć Lenniak pewnie by powiedział ze również jest to uporczywe XD No ale trudno, oni obaj zazdrośnicy :) No i może nawet trochę jest o co być zazdrosnym, bo jakby nie patrzeć, Finn leci na Lenniaka.
    Fajnie, że lubisz postać Lenny’ego. Jest na pewno ciekawy i tajemniczy. I nam również nie ma co oceniać jego autentyczności, bo to totalna fikcja, a resocjalizacja jest ciężka… szczególnie że siedział dłuuugo. Ale na potrzeby opowiadania może nie ma co wnikać :)
    Co do mamy Lena to fajna kmina, czy by to zaakceptowała. Bo masz rację, już wiele akceptuje. Ale… może przyjdzie nam za jakiś czas dowiedzieć się, czy się uda, czy jednak ich to poróżni :) Dziękujemy bardzo za komentarz!

  2. Malina pisze:

    Ale mi narobiłyście ochoty na podróże! A teraz nijak mogę gdziekolwiek wyjechać, a znajomych pilotów też brak… No cóż, mogę się nacieszyć chociaż nowym rozdziałem, ale muszę przyznać, że podobał mi się cały opis ich podróży. Nie było go za dużo, a i tak czułam się jakbym wraz z chłopcami odbywała całą wycieczkę.
    Zazdrosny Ryan to uroczy Ryan. Naprawdę, taki dużo chłopiec z niego – musi pilnować swojego i już! Chociaż w głębi serca żałuję, że nie było żadnej bójki ani grubszej afery, tak przyjemny jest fakt, że chociaż raz wszystko poszło całkiem ładnie. Chociaż to dość podejrzane, że Finn tak podkreślał to, że Lenny mu się podoba… Niby szczera odpowiedź na pytanie, ale i tak – chłopak coś za często o tym wspominał. Ale teraz zniknie chyba z opowiadania, więc moje gdybania są bez sensu.
    Natomiast Charlie! Kolejny dowód na to, że faceci to dzieciaki, a przynajmniej ci faceci z waszego opowiadania. To było przesłodkie i jejku, cieszę się, że chociaż na chwilę tak totalnie zaakceptował Lenny’ego. To uderzenie w plecy było zaskakujące.
    W sumie w tej wycieczce dużo kręci się wokół Lenny’ego i cieszę się z tego, bo to jedna z ciekawszych postaci. Nie wiem czy jest ona do końca dobrze wykreowana, ale psychologiem nie jestem, aby stwierdzić, że morderca nie może się tak zresocjalizować. Jednak w całej jego historii ważne jest to, że ma on dobre kontakty z matką i aż zakuło mnie w serduchu, gdy przeczytałam to jedno zdanie o niej. Bo mimo wszystko jest ono całkiem prawdziwe i w sumie jestem ciekawa jak rozegracie tę historię – Lenny przecież nie może ciągle udawać, że ma kogoś, ale jej nie przyprowadzić albo udawać, że nie ma nikogo, bo matka będzie mu o to suszyła głowę. Byłabym przeszczęśliwa, jeśli z tej sytuacji wyszłoby, że jego mama go zaakceptuje (morderstwo zaakceptowała, narkotyki też… Mam spore nadzieje). Tylko pytanie, czy ten temat zostanie poruszony, hm… Na pewno jest to ciekawy wątek.
    No nic, pozostaje życzyć weny!
    Pozdrawiam!

  3. Omega pisze:

    Jak dobrze, że całe napięcie odeszło w zapomnienie. To, że Ryan pogodzi się z obecnością Finna, czyli byłej księżniczki jego pantery było do przewidzenia, ale to, że Charlie podejdzie bardziej przyjaźnie do Lennego… Szok! xD To zbiło mnie nieco z tropu, ale jestem dobrej myśli?
    W ogóle miło by było, gdyby Finn dołączył do ekipy, bo myślę, że by się tam odnalazł :3 Ogólnie łatwo było go polubić, choć mam nadzieję podobne do tych Leniaka, że pilot leci ogólnie na facetów, a nie na naszą słodką, mleczną czekoladę (choć Ryan musi przyznać, że chłopak ma dobry gust xD)
    Tradycyjnie weny życzę i serio liczę na ten wypad do gejowskiego klubu ♥

  4. Miku Nao pisze:

    Rozbawiła mnie niebywale wizja Alexa w gejowskim klubie… Już mniej irracjonalnie w tym otoczeniu wyglądałby Jason, aczkolwiek i on by pewnie zabawnie wyglądał. O ściąganiu na siebie uwagi już nie wspomne xD
    Bardzo miły rozdział, chociaż liczyłam trochę na królewską parkę. Jestem ciekawa dalszego rozwoju zdarzeń.
    Pizdrawiam dziewczyny ❤

  5. wicia1357 pisze:

    Rozdział naprawdę super taki spokojny i relaksujący .
    naprawdę fajnie że Ryan dał spokój Finnowi .
    mam letkię podejrzenia co do tej wspominki o matce Lennego i mam nadzieje ze moje przypuszczenie jest prawda .
    i zgadzam sie co do tego ze fajnie by było jagby finn miał więcej wkładu co do 2 tom tego opowiadania
    naprawdę uwielbiam FDTS i czekam na dalsze losy bohaterów .

  6. Inertia pisze:

    Ale dzisiaj przyjemnie było. Nawet Ryan wrzucił na luz i zostawił biednego Finna w spokoju.
    Apropos Finna właśnie, to coraz bardziej skurczybyka lubię. Mam nadzieję, że zagości tu na dłużej i być może dostanie własny wątek, a nie tylko w rolę starego kumpla Lennego.
    Nie dosyć że w sumie kryminalista z niego taki, to jak ze mnie baletnica, jest pilotem, gada po hiszpańsku, ma styl na komandosa… no ideał wręcz xD
    Fajnie, że Charliemu podobała się wycieczka i trzymam kciuki, żeby jego książę szybko wrócił (ale pewnie matka Greyów im troche pokrzyżuje planu)
    Mike mnie zabił tekstem o tym położnym :D
    Dobra, trzymajcie się, weny i pozdrawiam! :)

  7. O. pisze:

    Lenny był uroczy robiąc zdjecia z ukrycia, nie tylko sobie i Ryanowi ale i reszcie xD
    Czyżby wzmianka o mamie zwiastowała jej pojawienie się? :)
    Haha nie tylko Lenny lubi tą zabroczość Ryana, ja też, taki jest ich urok w końcu xD
    A wypad do klubu gejowskiego.. jak znów tam będzie jakaś gorzka czekolada, to może być ciężko xD ale śmiesznie by było, jakby Finn na takiego poleciał, byliby kwita z Ryanem na lecenjr na swoich facetów xD

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.