Newton’s Balls – 93 – Powrót do normalności?

Chase już był w samych spodniach, kiedy Courtney wszedł do łazienki. Woda płynęła z kranu, napełniając wannę. Chłopak nic do niej nie dodał, więc poza tym, że była gorąca, niczym nie pachniała i nie pieniła się.
Courtney zamknął za sobą drzwi i przez głowę zdjął bezrękawnik.
— Przyniosę ci potem jakieś bokserki. Mam jakieś luźniejsze, nie powinny być ciasne — powiedział, zbierając z podłogi jeszcze koszulkę nastolatka, by wrzucić wszystko do prania.
— No spoko. Co tam? — spytał Chase i skinął głową na wejście do łazienki.
— Marshall jest chyba zadowolony z siebie. Na pewno woli ciebie na tym miejscu niż Dustina — mruknął Courtney wymownie i odwrócił się do niego, przy okazji zsuwając spodnie dresowe.
Nie mógł napatrzeć się na chłopaka. Swojego chłopaka. Znowu. Pragnął się już przytulić, więc nie krępował się z szybkim rozbieraniem.
— No jakoś nie był mega na nie, jak mu Tanka przyprowadzi… Ej, co to? — Chase urwał, bo, mimo że sam się rozbierał, patrzył na kuratora i zobaczył coś, czego wcześniej nie było. Bardzo dobrze znał jego ciało i był tego pewien.
— Hm? — Courtney spojrzał w dół i zobaczył swój nowy tatuaż, na który właśnie patrzył nastolatek. Na lewym boku, tuż nad linią slipek, miał wytatuowaną… czarną, psią łapkę. Uśmiechnął się blado i dotknął jej. — Motyw kojarzący mi się z tobą…
— To psia łapa? — Chase podszedł do niego, chcąc się przyjrzeć. Spodnie zostawił za sobą na podłodze, tak jak i bieliznę. — Ale… no, nie miałeś tego… no… wcześniej.
— Mhm… Zrobiłem krótko po naszym rozstaniu — przyznał Courtney, nie unosząc spojrzenia. Tatuaż był wielkości piłki tenisowej, więc rzucał się w oczy. Jemu zaś było poniekąd głupio, ale w tamtym momencie czuł, że go potrzebuje. — Chciałem mieć coś po tobie…
Chase się skrzywił. Poczuł się dziwnie zawstydzony.
— Po mnie… — powtórzył i spojrzał na twarz mężczyzny. — Sorry.
Courtney jednak uśmiechnął się do niego i wyciągnąwszy się, cmoknął go w usta.
— Podoba ci się?
Chase nie wyglądał na bardzo pocieszonego.
— No — przytaknął. — Ale tak głupio, że po mnie.
Mężczyzna przytaknął, bo nie było się co kłócić. Przesłanie początkowo było ponure, jednak nie żałował, że go ma. Tak samo jak teraz, że ma i jego, i Chase’a.
— Po żadnym innym facecie sobie nie robiłem — odpowiedział ze specyficznym pocieszeniem i sam również zdjął bieliznę. — Chodź do wanny. Już prawie pełna.
Chase obejrzał się na nią i poszedł zakręcić kurek. Jak mieli obaj do niej wejść, to nie chciał, aby woda się przelała.
— Niby no… ale i tak, kurna. Fajny tatuaż, mega mi się podoba, ale wolałbym, jakbyś se go teraz zrobił, a nie na rozstanie.
— Byłem trochę w rozsypce, a nie umiałem po prostu o tobie zapomnieć. Nie chciałem nawet — mówił Courtney, wchodząc za chłopakiem do wanny. Powoli, bo woda była naprawdę ciepła. — Potrzebowałem chyba po prostu mieć coś… coś, co mi ciebie przypominało. Dotąd było to jakimś zastępstwem, a teraz będzie tylko dodatkiem — skończył z lekkim uśmiechem, siadając na dnie. Wody było tak dużo, że sięgała mu aż sutków.
Chase w końcu szczerzej się uśmiechnął. Wyglądał na zmęczonego wszystkim, co się wydarzyło, dlatego kąpiel powitał z ulgą.
— Trochę marnym zastępstwem — mruknął i oparł się dłońmi o wannę. — Mogę za tobą?
Courtney poczuł kolejną falę specyficznego ciepła. Dustin nie chciał się tak dotykać, chyba że dotyk był wstępem do seksu. Z Chasem było zupełnie inaczej.
Bez słowa się podsunął i gdy Chase zajął miejsce, usiadł pomiędzy jego nogami, wpasowując się plecami w jego klatkę piersiową. Oparł się o nią wygodnie i przymknął oczy.
— Nawet nie wiesz, jak bardzo mi tego brakowało… — szepnął.
— Kąpieli? — spytał chłopak z rozbawieniem w głosie.
Sam poprawiał sobie humor takimi głupimi komentarzami. Wrócił do Courtneya, musiał jakoś wszystko z nim ugadać i… jakoś zerwać z Ally. Trochę to na nim ciążyło, więc na razie tylko objął mężczyznę w pasie i oparł brodę na jego głowie, starając się nie myśleć.
— Ciebie i tego, jak to między nami funkcjonuje — wyjaśnił mężczyzna, kładąc mu dłonie na przedramionach i delikatnie je masując. — Dogadujesz się z nową kurator…?
Poczuł wzruszenie ramiona zza plecami.
— No jakoś. Jedno spotkanie mieliśmy. W ogóle, nie wiem, czy wiesz, kto to?
— Tak, Gwen Raven. Przekazywałem jej twoje akta, mówiłem, że najtrudniejszy okres masz za sobą i wychodzisz na prostą. Zapewniłem, że spróbuję zrobić wszystko, by za miesiąc wrócić do twojej sprawy i przez ten czas ma jedynie kontrolować, czy wszystko jest okej u ciebie. Mówiła, że nie będzie wdrażać nowych programów — dodał, żeby Chase wiedział, na czym stoi. — Jest miłą kobietą. Młoda, chyba w moim wieku lub młodsza.
— Taa, widziałem. Ma też niezłą figurę. Nie molestują jej? — spytał chłopak poważnie, a mężczyzna poczuł, jak to on go „molestuje”, masując mu podbrzusze palcami, nisko pod pępkiem. To było bardzo, bardzo przyjemne. Zamruczał nawet, chcąc to okazać i wykręciwszy głowę, cmoknął chłopaka w szyję.
— Bywa u niej ciężko, dlatego czasem chodzi z mężem na spotkania. Nie powinna, ale on woli jej pilnować. Nie zdziw się, jak ktoś będzie stał gdzieś dalej. To jednak niebezpieczna praca.
Chłopak zaśmiał się krótko, nie zaprzestając masowania twardego i, co znaczące, owłosionego brzucha. Lubił to tak samo jak ciężar Courtneya, kiedy ten się na nim opierał.
— Jej to możesz powiedzieć, że nie będę jej molestował raczej. Nie teraz — prychnął, bo nadal myślał o tym, że kiedyś żartował sobie, jak to dobrze byłoby mieć właśnie taką seksowną Gwen za kurator.
Courtney uśmiechnął się lekko i sam pomasował zewnętrzną część ud Chase’a, którymi ten go obejmował. Były silne i dobrze zbudowane przez rower.
— Mnie będziesz mógł molestować, kiedy będziesz chciał. W tym miesiącu szczególnie nie będę specjalnie zajęty…
— Nie będziesz zajęty? A nie znajdziesz se zajęcia, jak to zwykle robisz? — spytał Chase z rozbawieniem, bo Courtney kojarzył mu się jednak z kimś, kto zawsze znajdzie sobie coś do roboty.
— Będę biegać z Lilem. Musi się wyszaleć, by nie niszczyć. Może podszkolę mój hiszpański… — Courtney zamyślił się, po czym prychnął cicho i splótł palce z palcami nastolatka. — Ale pewnie zacznę od porządnego posprzątania mieszkania.
— A co? W szafie było brudno?
— Tak — odparł z rozbawieniem. — I… jeśli chciałbyś bywać tu częściej, mógłbym zrobić trochę miejsca na twoje rzeczy.
— Myślisz, że to byłoby okej? I w ogóle… no… tak myślałem, że nie będę nikomu mówił, że do ciebie wróciłem. Co myślisz? — spytał Chase i słychać było po jego głosie, że się tym przejmował. Przy tym jego palce mocniej ścisnęły dłoń mężczyzny. Ten więc odpowiedział na uścisk, by również dotykiem okazać mu wsparcie. Nie tylko słowami.
— Myślę, że to może być dobry pomysł, choć to zależy, czy kumple odwiedzają cię czasem w domu. Jeśli nie, to nie ma problemu, jak to ukryjesz, ale jeśli tak, to zawsze dobrą wymówką, że cię nie było, jest to, że nocowałeś u dziewczyny.
— Mam popierdolonych dziadków. Nikt do mnie nie przychodzi. Ostatnio jedynie ty byłeś, a to było w chuj czasu temu.
— Więc możesz trzymać to w sekrecie — przyznał Courtney i przekręciwszy się, pocałował go w kącik ust. — I naprawdę możesz do mnie znieść większość swoich rzeczy. Obaj wiemy, że tu będą bardziej bezpieczne. Kiedy miałbyś czas, żebyśmy po nie podjechali?
— No pewnie w sobotę najbardziej, bo mam wtedy ogólnie wolne, albo jakoś w tygodniu po szkole. Teraz mam wtorek i czwartek.
— To może być czwartek. Do tego czasu zrobię porządki. Podjadę gdzieś w okolice twojej szkoły i podjedziemy do dziadków.
— Tank też, no, już może tu na stałe zostać? Tęskniłeś za nim w ogóle? — spytał jeszcze Chase. Od gorącej wody było mu trochę duszno, ale przyjemnie. Do tego bliskość tego faceta… Aż zastanawiał się, czy ten czuł, że jest lekko podniecony.
— Tank… — Courtney uśmiechnął się do siebie i lepiej wpasował się plecami w Chase’a. Nie był zaskoczony lekką twardością nad tyłkiem. — Kocham tego potwora. Dobrze go tu znowu mieć. Lil też się cieszy.
— Właśnie, potrzebuje kogoś, żeby go pilnował. Bo wiesz… martwiłem się, że ci coś zniszczy w sumie. — Chłopak wtulił swój mały nos w jego szyję, tuż za uchem.
— Ma takie zapędy… Dlatego spróbuję się z nim więcej ruszać. I coś czuję, że teraz sam będę miał więcej ruchu i będę mniej niszczył… — odpowiedział Courtney z lekkim rozbawieniem, bo wiedział, że nie będzie miał takich ataków agresji, a do tego Chase zawsze pokazywał, że… ma ochotę często.
— Na przykład takie stoliki? I, kurna no, Courtney, weź mi powiedz, jak ty to w ogóle widzisz. Bo no ja chyba jednak jestem trochę z innej bajki. Nie jak ten koleś, ten twój jakiś znajomy z przychodni. Ja no… wolę dożyć starości.
Mężczyzna spoważniał trochę, spojrzał na ich splecione dłonie i pomasował opuszkami skórę chłopaka.
— Jak to widzę na przyszłość? Nasz związek?
— Mhm. Tak na przyszłość i teraz.
— Ja też nie jestem out, Chase. Też nie chwalę się na prawo i lewo, że jestem gejem, ani nie dążę do tego, by wziąć ślub ze swoim facetem. Zależy mi na tym, by móc spać z kimś, kogo kocham, w jednym łóżku, by mieć w nim wsparcie i dawać wsparcie. By móc spędzać razem wieczory, jadać wspólnie posiłki i wrzucać oszczędności do wspólnej skarbonki. Chodzi mi właśnie o to. Jeśli czegoś się boisz, coś chciałbyś… wprowadzić. Nie wiem, Chase. Ale mogę się dostosować w wielu rzeczach, byle byśmy mogli być parą dzielącą ważne i te zwyczajne chwile razem.
Chase odpowiedział najpierw na tę krótką przemowę jeszcze mocniejszym przytuleniem Courtneya.
— Mmm… — zamruczał i przytulił twarz do jego twarzy. — Ja właśnie głównie, kurcze no, nie chcę, żeby to wyszło. Nie, że coś jest z tobą nie tak, czy coś, ale jednak… Cały czas jakoś myślę o tym nauczycielu. I w ogóle.
— Wiem… Różnie może być. Myślę, że po jakimś czasie bycie z facetem będzie dla ciebie czymś normalnym, niewzbudzającym takiego strachu jak teraz. Ale spokojnie, skarbie. Będziemy uważać. Sam nie chcę, żeby to wyszło, więc uwierz mi, nie będę naciskał. — Courtney odsunął się, żeby następnie odwrócić się w miejscu i uklęknąć nad nogami chłopaka. Podsunął się, objął go i pocałował w czubek drobnego nosa. — Będziesz przy mnie bezpieczny. Wszystko będzie dobrze.
Chase zaśmiał się cicho przez jego zachowanie. Mężczyzna był bardzo troskliwy. I jak chciał, żeby taki był, bo teraz bardzo tego potrzebował, tak miał wrażenie, że i jemu to pomagało. Ta możliwość pomartwienia się za niego.
— Jesteś za dobry — powiedział i znowu objąwszy go w pasie, przyciągnął do siebie. Pocałował go u szczytu mostka, między obojczykami, a następnie oparł tam czoło. — Nie wiem co z Ally… — Westchnął. — Ale nie, nie słuchaj mnie. Minęło pięć minut i już ci gadam o tym, co mi leży w życiu i kwiczy.
— Spoko. To dla mnie nie problem. — Courtney pogłaskał go po krótkich włosach. Już widział, że będzie musiał użyć maszynki, by mu je poprawić. — Może dziś o tym nie myśl, hm? Jutro się pomartwisz.
— Mmmm — zgodził się Chase, potwierdzając to mruknięciem i skinieniem głową. — Jesteś tu taki fajny… O tym wolę myśleć — dodał, kiedy jego dłonie przesunęły się po szerokich plecach mężczyzny, przez jego bok, aż na pośladki.
A Courtney przymknął powieki i nieznacznie bardziej się do niego przytulił.
— Kochałeś się z nią…? — zapytał cicho.
Chase znowu odpowiedział ruchem głowy. Tym razem nią pokręcił.
— Nnn… Głupio mi ci to mówić. No myślałem o tym, ale jakoś było zawsze nie po drodze, a potem Roy wpadł i jakaś laska jest teraz z nim w ciąży, to jeszcze bardziej mi to jakoś tak. Nie chciałem z nią ślubu, bo kondom pękł.
Courtney przez to uśmiechnął się z lekkim rozbawieniem.
— Jaka zapobiegawczość. Mój mądry chłopak — zamruczał nisko i pocałował go w płatek ucha, a przez ciaśniejsze objęcie poczuł na swoim penisie członek Chase’a. Duży i apetyczny. Stęsknił się za nim i nawet jeśli nie dążyli do seksu, to miał ochotę… po prostu go potrzymać.
— Nie śmiej się. To głupio by było, kurna, czekać kilka miesięcy, żeby kogoś poznać, żeby się z nim pieprzyć, bo niechcący będzie chciał ten ktoś się hajtać. A potem się seks okaże do dupy — odburknął, nadal masując to boki mężczyzny, to jego plecy czy uda.
— Ja nie zajdę w ciążę. Możemy się pieprzyć, kiedy tylko będziemy chcieli i… nie wiem, jak dla ciebie, ale dla mnie nasz seks jest zajebisty — odpowiedział Courtney nisko, dążąc do tego, żeby chłopak naprawdę nie myślał dziś o „Ally”, jak domyślił się, że nazywa się jego dziewczyna.
Chase zaśmiał się znowu i wyciągnął głowę do ust Courtneya. Pocałował go krótko.
— Jest najlepszy. Chociaż wiele go nie miałem z kim porównać! — Zarechotał i o dziwo trzymał go przy tym, obejmując w pasie, a nie miętosząc za pośladki.
Dla Courtneya było to bardzo przyjemne, bo właśnie tego mu brakowało przez ostatnie dwa miesiące. Wcześniej Chase przyzwyczaił go do takich szczerych, ciepłych czułości, a od czasu zerwania łaknął ich jak narkoman na głodzie.
— Mam nadzieję, że ten ze mną ci wystarczy — odparł i sięgnął na prawo po gąbkę i żel do ciała. — To co? Mogę umyć ci plecy?
— Chyba tak. Ale w ogóle będziemy coś dziś ten tego, czy po prostu chcesz trochę tak? — spytał chłopak i cmoknął go w kącik ust, a zaraz też w jego bródkę. Był z facetem. Znowu. Był albo szalony, albo zakochany.
Courtney za to nie umiał odpowiedzieć na zadane pytanie. Miał ochotę na dużo dotykania się, choć nie potrzebował seksu jako takiego. Z drugiej strony uwielbiał kochać się z Chasem.
— Zobaczymy, hm? Zjemy kolację, odpoczniemy trochę przy telewizji i… jak nam nastrój dopisze. Jakby co, chciałbym to zrobić w łóżku, bez udziwnień — odpowiedział, przy tym wyciskając żel na gąbkę.
Nie precyzował dokładnie, dlaczego tak właśnie chciał. Co prawda wątpił, by Chase dziś wyskoczył z jakimiś „udziwnieniami”, ale przez ostatnie akcje z Dustinem, przez trójkąt czy udawany gwałt, chciał to zaznaczyć.
Chłopak trochę rozluźnił uścisk, żeby mężczyzna mógł się odsunąć i najpierw zacząć od jego klatki piersiowej. Jeszcze nie chciał tracić go z oczu.
— Ale no tak normalnie, nie że jakoś pod kołderką? — pytał, głaszcząc go pod wodą po udach. Je też lubił. Dużo lubił rzeczy w tym facecie. Jego facecie.
— Nie — odpowiedział od razu kurator, już przytykając gąbkę do jego torsu i powoli go namydlając. — Nie mógłbym sobie zabrać widoku twojego ciała — dodał z lekkim uniesieniem kącików ust. Zerknął w dół, gdzie pod wodą unosił się gruby i długi członek nastolatka.
— Czyli po prostu chcesz długo, długo i głęboko? Żebyś po tym już tylko zasnął i nie mógł się ruszyć? — Kciuki chłopaka, przesunęły się bardziej na wnętrza ud mężczyzny. Kręciło go samo to, że ten siedział między jego nogami.
— Mm… Dokładnie tak — zgodził się Courtney.
Pocałował go krótko, nim przesunął gąbką po ciele nastolatka w dół, chcąc umyć go całego, włącznie z brzuchem i genitaliami.
— A do tego teraz będziesz mógł to odsypiać. Tylko ja będę zapierdalał do budy albo pracy — odpowiedział Chase i westchnął, kiedy dłoń zsunęła się niżej. — Mmm…
— Mam nadzieję, że dobre pieprzenie bardziej cię naładuje energią na cały dzień, niż z niej wypierze… — Courtney za to złączył uda, przy tym ściskając między nimi jego palce i wrócił do namydlania ciała, tym razem ramion.
— A do tego może będę miał szanse na jakieś śniadanie? — spytał Chase.
I nagle nie wytrzymał, bo przez to, że kciuki miał zakleszczone między udami mężczyzny, palcami wskazującymi mógł trącić jego jądra, co właśnie zrobił.
Courtney stęknął cicho i zmrużył na sekundę oczy.
— Prosto do łóżka…
— Jakbym nie pamiętał, o czym mówimy, to pomyślałbym, że chcesz teraz.
Mężczyzna westchnął i pocałował go, nim rozluźnił uścisk ud.
— Zapominam się przy tobie. Odwróć się już, bo jeszcze chwila i bez pytania nasunę się na ciebie — odparł z rozbawieniem. Odsunął się, żeby Chase mógł zmienić pozycję.
Ten także śmiał się pod nosem, kiedy odwracał się w wannie, chlapiąc niechcący na podłogę. Zaskakiwało go, jak luźno potrafił się czuć przy tym mężczyźnie. Jak potrafił być… sobą. Robił wszystko niewymuszenie, nie uważał na słowa, czy na to, co ktoś inny pomyśli. Ta swoboda była tak uskrzydlająca, że zastanawiał się… dlaczego to sobie zrobił. Dlaczego to sobie odebrał.
— W ogóle, możesz tak trochę pomasować — zachęcił, tęskniąc za dotykiem.
— To może umyję cię dłońmi — uznał mężczyzna.
Zostawiwszy gąbkę w wodzie, wycisnął sobie na ręce żel. Położył je na ramionach nastolatka i równocześnie namydlając go, masował jego ciało powoli, trochę leniwie i bardzo przyjemnie.
Chase był młody, ale jego ciało wyglądało genialnie. Miał szerokie ramiona, widoczne apetycznie zarysowane mięśnie. Aż chciało się go dotykać i sprawdzać, jak był twardy.
— Szkoda, że jutro jest niedziela. Nie wypuściłbym cię z łóżka, by chociaż trochę nadrobić moje bycie tępą pałą.
— Nie jedź tak po sobie — skarcił go mężczyzna, masujący jego plecy. — Nadrobimy w całości w przyszłą sobotę. Jutro masz na którą?
— Na dziesiątą. Więc nie tak źle, ale cały dzień — odparł Chase i przemył twarz wodą.
— Ale lubisz tę pracę, hm? Jakieś nowe sztuki w schronisku macie?
— Mhm, niestety. Na szczęście kilka psów też znalazło fajnych ludzi, co jest pocieszeniem. Ale niedawno odłowili taką zachudzoną sukę. Widać było po cyckach, że miała wiele młodych. Ludzie to chuje. Najpierw na niej zarobili, a potem wyjebali.
Courtney skrzywił się. Opłukał plecy Chase’a i pocałował go w kark.
— Dostajecie jakiś cynk, że gdzieś jest taki pies? Czy jak je znajdujecie? — zaciekawił się i sam sięgnął po żel, aby siebie też umyć.
Chase, czując, że jego plecy zostały zostawione w spokoju, przekręcił się trochę w bok.
— Czasami ktoś dzwoni, czasami znajdują je funkcjonariusze, co jeżdżą na patrole. Ale zwykle ktoś mówi, że jest taki pies gdzieś — odpowiedział i skinął na niego. — Ciebie nie umyć?
— Chcesz? — Mężczyzna uśmiechnął się do niego lekko. Chyba się trochę odzwyczaił.
— No, czemu nie?
— Ja chętnie. Zapomniałem, że z tobą można dotykalsko — prychnął i podał mu żel, odsuwając się trochę, by Chase mógł się do niego odwrócić.
Woda znowu zachlupotała w wannie.
— Zapomniałeś? — spytał Chase, kiedy już wylał żel wprost na plecy mężczyzny i dopiero zaczął go rozmasowywać.
— Mhm. Dustin średnio chciał się dotykać. Ale nie bardzo mam ochotę teraz o nim mówić. — Courtney starał się brzmieć na spokojnego i nie pokazywać po sobie, że od czasu trójkąta czuł się niekomfortowo, myśląc o Dustinie. Bolało go to gdzieś w środku. Wiedział, że popełnił błąd. Ale nie chciał w tym momencie zrzucać tego na Chase’a.
— Wiesz, jak tam wolisz. Ja jakoś typa też nie lubiłem, więc nie naciskam. Ważne, że nie masz wątpliwości, żeby z nim zerwać — odpowiedział Chase, a jego dłonie przesunęły się po ramionach, aż do łokci mężczyzny. Ten zresztą dostał też całusa w tył głowy.
— Nie mam. Jesteś lepszy niż każdy inny, więc nawet gdyby się ostatnio nie spierdoliło, to dla ciebie bym z nim zerwał.
Chase zaśmiał się i objął mężczyznę, żeby pomasować go namydlonymi dłońmi po żebrach, sutkach i w końcu też pod pachami. Z jakiegoś powodu bawiło go to, że mógł go tak dotykać.
— Dzięki…
Kurator obejrzał się na niego i uśmiechnął się zarówno ustami, jak i oczami. Szczerze.
— Kocham cię.
I nagle Chase zarumienił się mocno na policzkach. Widać było jak na dłoni, że nie tylko od ciepłej wody.
— Dzięki… — odparł znowu i cmoknął go w usta. — Ja no… ja ciebie też.
Courtney aż zamruczał i na chwilę przytulił się do niego plecami.
— Cholernie żałuję tych straconych miesięcy bez ciebie.
— Ej no… Sam kiedyś coś mówiłeś, że na błędach można się uczyć czy coś. Albo ktoś inny to mówił, ale, kurwa, może się czegoś nauczę twoim kosztem? — Chase objął go ciasno, a mówił przy tym cicho i mrukliwie, jakby obawiał się, że ktoś, albo on sam, usłyszy, co mówi.
— Może. — Courtney pogłaskał go po dłoniach i zapatrzył się na nie. — Wiesz, że spałem z psami?
Chłopak ściągnął brwi i zmarszczył nos.
— Ale… że jak?
— W jednym łóżku z Tankiem i Lilem — wyjaśnił Courtney od razu, po czym naraz sam zrobił minę pełną konsternacji i aż obejrzał się na chłopaka. — A o czym ty pomyślałeś…?
— Ja? — Chase napiął się. — E… no… zdziwiłem się, bo nie chciałeś. Wcześniej — dodał na koniec takim tonem, że brzmiał, jakby kłamał. A zwyczajnie faktycznie się zdziwił. Dopiero teraz po tym pytaniu zaczął mieć podejrzane myśli.
— Och… Okej… — Courtney odchrząknął i wrócił do wcześniejszej pozycji. — Nie chciałem, ale raz Marshall mi je wpuścił, zostały i… w sumie coraz częściej im pozwalam.
— I jak ci się z nimi śpi? — Nastolatek teraz już nie odpuszczał, znowu miętosząc ciało, które obejmował. Lubił ten brak skrępowania, który miał przy Courtneyu, a ten dostosowywał się, dawał się obmacywać i sam ewidentnie czerpał z tego przyjemność.
— Ciepło. — Zaśmiał się. — Lil woli bliżej poduszek, a Tank śpi w nogach.
— Noo, nie wiem jak Lil, ale Tank też daje się obejmować. Wtedy jest fajnie ciepło, szczególnie kiedy jest zima i od okna ciągnie. W ogóle, patrz. — Chase pokazał mu swoją dłoń od wewnątrz. Była cała pomarszczona od wilgoci. — Jakbym nie wiem co robił tymi palcami w chuj długo.
Mężczyzna znów się uśmiechnął, ujął jego dłoń i polizał pomarszczoną skórę.
— Trochę tu siedzimy. To co? Może jak już jesteś, zrobię nam wszystkim coś dobrego? I jakiś deser, mmm?
Chase zamruczał, liznął szyję mężczyzny i odparł z głupim uśmiechem:
— Lepiej cos treściwego, deser już mam tutaj.
— Jesteś słodki — prychnął Courtney i w końcu uniósł się, by sięgnąć po ręcznik wiszący przy wannie.
Dzięki temu Chase zobaczył bardzo dobrze jego ociekające wodą, okrągłe pośladki. Całe ciało mężczyzny było tak inne niż Ally. A jeszcze dzisiaj miał ją już prawie półnagą i powoli dążyli do tego, by posunąć się dalej. Pewnie by się udało, lecz dzisiejszy wybryk Marshalla sprawił, że już tego nie zakosztuje. Może i trochę żałował, ale z drugiej strony czuł, że gdyby tylko spróbował przekonać się, jak z nią jest, a później i tak wróciłby do Courtneya, jeszcze bardziej by ją skrzywdził.
Jak teraz o tym myślał, czuł, że wróciłby do tego faceta jak skomlący pies, prędzej czy później. Albo zadręczał się wciąż i wciąż tym, że ten jest z kimś innym.
Żadnej z tych myśli nie wypowiedział na głos.
Courtney pierwszy wyszedł z łazienki i po chwili, będąc w spodniach dresowych, przyniósł swojemu chłopakowi luźne szorty do kolan, w których kiedyś czasem spał. Wiedział jednak, że lepiej wcześniej niż później pojechać po ubrania Chase’a, bo nawet te Marshalla mogły na niego nie pasować.
Marshall, który bawił się komórką i pisał z Fredem smsy, ustalając spotkanie ich paczki, obserwował krzątającego się Courtneya, a potem z nadzieją odprowadził go wzrokiem do kuchni. Zaś gdy Chase wyszedł z łazienki, uśmiechnął się do niego jednym kącikiem ust.
— Znowu jesteśmy wielką, szczęśliwą rodziną?
Chase wzruszył ramionami, ale i tak się uśmiechnął.
— Rodzina to trochę dziwne określenie, nie? — rzucił i przysiadł obok niego. Też zajrzał w stronę kuchni. — Ale chyba nie masz do tego już wątów, nie?
— Przywykłem… — odmruknął Marshall, wracając spojrzeniem na ekran telefonu. Tak naprawdę cieszył się, że ta dwójka do siebie wróciła. Chase był znośny, a on wiedział, że Courtney wreszcie odżyje. Widział, jak idiotycznie zabujany w tym dzieciaku był jego brat, więc spodziewał się jego lepszej formy. — Ale co? Mam dzisiaj głośniej puścić u siebie muzykę?
Chłopak prychnął z pogardą.
— Przezabawne — mruknął, ale inaczej nie odpowiedział na tę zaczepkę. — Ale w ogóle, co to za akcja z tym, by za niego pisać te smsy? Myślałem, że nie lubisz, że Courtney spotyka się z… no… kimś tej samej płci?
— Nie będzie się też spotykał z kimś nie tej samej płci, więc jak ma już mieć ciebie albo chodzić jak desperat w poszukiwaniu żyletki, to wolę to pierwsze. Jest wkurwiający, jak jest nieszczęśliwy.
— To te jego chujowe akcje? Wiesz, stół i te sprawy? — spytał jeszcze Chase, a Marshall skinął głową.
— Miewa je. A miewał więcej. Teraz wróciły, przez to go zawiesili… — mówił, aż się zawahał. — Mówił ci, nie?
— Taa…
— Wiesz, normalne jest przyjebanie kolesiowi, który tak ci jedzie jak tamten kutas Courtneyowi, ale w jego pracy się nie godzi — prychnął Marshall i trącił stopą ucho leżącego przy kanapie Tanka. — Też se, kurwa, fuchę wybrał…
— Ty byś nie wyrobił — zadrwił z niego Chase, bo nie wyobrażał sobie Marshalla, który byłby w stanie być spokojny, gdy ktoś go obraża. — Ale no, to później pogadamy jeszcze, czy coś — dodał i wstał, bo jednak, jak już znowu mógł pobyć z Courtneyem, to wolał jak pies siedzieć obok, niż gadać z Marshallem.
— Taa… Spoko. Potem ci pokażę moją piwnicę. Mam browce, można wypić za to wasze związkowanie, jak siostra będzie odkurzać — odpowiedział mężczyzna z uśmiechem. Wrednym, choć ze śladami zadowolenia z siebie. W końcu sam ich spiknął z powrotem. Uważał, że należały mu się jakieś gratulacje.
Jedyne, o co pozostało mu się martwić, to czy, a raczej kiedy jego brat zauważy, że pisał też do Dustina. Który, z drugiej strony, już się nie odzywał.
Chase w tym czasie wszedł do kuchni i zaszedł Courtneya od tyłu. Znowu mógł go nazywać swoim, więc objął go w pasie, nie bacząc, czy ten coś robi. A robił. Kroił boczek na bardzo cienkie plastry. Nie wyglądał jednak na oburzonego takim niecnym atakiem. Nawet zakręcił biodrami, jakby mościł się w ramionach Chase’a.
— Będą burgery. Duże i treściwe. Wątpię, żeby twoi dziadkowie dbali o to, żeby ci te seksowne mięśnie odpowiednio rosły.
Chase zaśmiał się krótko.
— Noo, oni raczej w ogóle o nic nie dbają. Nie to co ty, co? — dopytał, kiedy pomasował brzuch kuratora. — Ale… mmm, będą zajebiste. Zawsze, kurwa, tak zajebiście gotujesz.
— Czyli co? Jednak dobrze, że łaziłem na babski kurs, co?
— Mhm — zamruczał Chase i oparł brodę na jego ramieniu, nadal go trzymając i utrudniając mu pracę.
Courtney jednak dawał sobie radę z krojeniem boczku i układaniem długich plastrów na talerzu obok. Nie zdziwił się, że szybko w kuchni znaleźli się Tank i Lil, które wywęszyły mięso i czekały na skrawki.
— Dowiedziałem się, że Philip Newton radzi sobie w nowej szkole — rzucił po chwili. — Jest tam stosunkowo bezpieczny.
— Ale pewnie nadal jest pizdowaty jak zawsze — stęknął Chase i przesunął nosem po uchu mężczyzny. — Daj kawałek — poprosił.
W jednym momencie było mu zarówno dobrze, jak i przerażało go jednocześnie to, że naprawdę najlepiej czuł się właśnie wtedy, kiedy trzymał tego faceta w ramionach. A ponadto ten tak dobrze go karmił. Teraz nawet ukroił grubszy kawałek i wyciągnął dłoń przez ramię, by Chase mógł chapsnąć mu z niej mięso. Po czym ukroił po kawałku też dla każdego z psów. Zaśmiał się do siebie z tego, odłożył nóż i naraz odwróciwszy się w ramionach chłopaka, przytulił się do niego mocno.
— Hmm? — zamruczał Chase pytająco, nie puszczając go i żując kawałek boczku. Wolał taki krojony niż już w plastrach. Może ten przez to nie był tak chrupiący, ale za to bardzo soczysty.
— Nic. Po prostu cholernie się cieszę, że przywaliłeś głową Iana o szybę samochodu… — wymruczał mężczyzna, a nastolatek prychnął z rozbawieniem.
— Toś jebnął teraz. Dobrze, że jesteś zwieszony, bo nie przystoi kuratorowi, żeby tak gadać. Nie?
— Jakiemu kuratorowi? Na razie twoim kuratorem jest Gwen, więc mogę mówić tyle niestosownych rzeczy, ile mi się podoba — odparł równie rozbawiony Courtney i cmoknął go. — No ale już, skarbie. Muszę zrobić te burgery, a jak mnie trzymasz i dociskasz ten swój ciężki skarb do mojej skrzyni, to się skupić nie mogę. I tak. To była jedna z tych niestosownych rzeczy — dodał, nim odwrócił się, żeby sięgnąć po kolejne składniki do burgerów.
Chase zarechotał, rozbrojony tak głupim tekstem, ale odsunął się posłusznie, by kucnąć przy psach i pogłaskać jednego i drugiego. Stęsknił się też za Lilem. Czuł, że Tank będzie musiał mu wybaczyć, że trochę więcej go pościska. Zresztą, musiał z oboma poćwiczyć komendy.
— A ta skrzynia też mocny tekst. Tym bardziej, że kształtu skrzyni raczej nie mają. Ale w ogóle, masz jeszcze klikera? Kiedyś był u ciebie. I jakieś ciastka. To pomęczę psy.
— Mam, mam. Wszystko dla psów poza jedzeniem jest w tej niskiej szafce w przedpokoju.
— Okej, to idę — odparł Chase i cmoknął na psy, żeby zostawiły czatowanie na jedzenie i poszły trochę popracować, żeby zdobyć nagrodę. Zabrał jeszcze dwa kawałki boczku i pudełko przysmaków, po czym wyszedł, żeby produktywnie zaczekać na posiłek.

15 myśli w temacie “Newton’s Balls – 93 – Powrót do normalności?

  1. Shivunia pisze:

    Luana >> boczek jest bardzo bardzo popularny jednak kwestia jest zabawy z nazwami. Bo becon czyli na nasze boczek to takie cienkie plastry. Pork Belly to tez na nasze boczek ale już inaczej go nazywają i jest zwykle z tego co wiem w formie surowej. Ogólnie trochę zawiłości faktycznie jest, Ale staramy się aby jakoś się to trzymało całości :)
    P.s. zjadła bym boczusia XD

  2. Luana pisze:

    Z tego co wiem, to boczek jest popularny w USA. Na dobre wszedł do menu w latach 90. Tak mówiła koleżanka. Ja o tym nie czytałam.
    Boczek, cichy bohater rozdziału. :D

  3. Katka pisze:

    Luana, taaak, to był bardzo słodki rozdział w porównaniu do tego, co dotychczas przeszli XD Chyba trzeba było tego zarówno im, jak i czytelnikom :) Cieszymy się, że tatuaż się podobał :D Chase odebrał go jako coś gorzkiego, ale myślę, że można na to spojrzeć od pozytywnej strony. Haha i tak, Marshall wreszcie będzie miał co jeść XD

    Yake, boczek to mam wrażenie bohater tego rozdziału XD Niemniej, dzięki, uczymy się nieustannie :D

    Damiann, możliwe, że popularny jest w formie tylko plastrów. Nie wiem, czas poczytać.

  4. yake pisze:

    Haha, wszystko fajnie ale ten krojony boczek w USA to przesada. Chyba,że robi zakupy w polskim sklepie.

  5. Luana pisze:

    Jak słodko, miło i przyjemnie. Kocham te dotyki, pieszczoty, czułości, którymi się obdarzali. Po tym co im zafundowałyście i nam, to był rozdział taki pokrywający miodem wszystko, co gorzkie jeżeli mogę nazwać tak co się ostatnio z chłopakami działo. Tatuaż z psią łapką. Cudny.
    O, boczek. Kocham boczek. Jadłabym go bez przerwy, a nie nie ma, a Courtney narobił mi smaka. Marshalowi za to należy się nie jedno piwo. I jaki ucieszony był kiedy brat poszedł do kuchni. Nareszcie będzie miał co jeść.
    Nie mogę doczekać się aż pojawi się Dustin i dostania kopa w ten swój pochrzaniony ryj. :D

  6. Shivunia pisze:

    Jelis >> Taka tam mała romantyczność od czasu do czasu. Ewentualnie baby z nas wychodzą podczas pisania naszych chłopaków. Ale mamy nadzieje, że nie za bardzo. Chase w końcu też (głęboko w to wierzę) potrzebuje od czasu do czasu po prostu kimś „pooddychać”. Dlatego takie bycie po prosu obok siebie załatwia wiele. Bo w takim bezpiecznym azylu można wziąć głęboki oddech. Odetchnąć od stresów, myśli. Po prostu być.
    W ogóle ciekawe porównanie do Shane’a i Davida. Chociaż… może coś w tym jest. Szaleniec i garniturowiec. Chociaż Coney też jest niemałym szaleńcem.
    Co dalej z nimi bedzie… to wszystko się okaże, to wszystko się okaże. Mamy nadzieje, ze zostaną wysoko w rankingu ulubioności :P
    W ogóle podziwiam, ze czekałaś do północy jak potem umierałaś. Schlebia nam to :*

    Andrea >> Ta, Chase by nie uwierzył jeszcze niecały rok temu, że coś takiego może dla niego byc normalnością. Co ta miłość robi z ludźmi.
    Dzięki :)

    Kasia >> Taki mały symbol, a jednak psiaki to taki przyjemny akcent który się mega z nimi kojarzy. W końcu trochę gdyby nie Tank, to jak by zaczęli ze sobą gadać, jak Chase by pokazał tą swoją miękką stronę? Psiaki ich łączą, a tym razem udało się to Marshallowi ;p
    Domowe rozdziały pełne tulasków to nasza wielka słabość. Czasami się az chce napisać jak po prostu postacie się migdalą do siebie.
    Trójkąt… teraz największy ich problem i ich „pary”. Nooo, zobaczymy, zobaczymy. Może być ciekawie a może byc… dziwnie.
    Buziaki :*

    Omega >> Ah, Dustin i jego bycie taktownym w momencie bólu swojej pary. Nie mogę nic zdradzać, już bliżej niż dalej, na razie Coneyowi daleko aby myśleć o Dustinie w tej chwili. Ma czym zająć… ręce ;p Już bliżej do 18 niż dalej, to dla nich na plus. I o dziwo btak zainteresowania dziadków też jest na plus. Rzadkość, że coś u nich jest na plus.
    Ally, było by miło jakby wszystko poszło im teraz z górki. Też uważam, że jest spoko. jak na dziewczynę nieźle wyszła. Nie wiem jak jednak będzie (znaczy, nie pamiętam zbyt dokładnie) ale przy tym też dużo zdradzać nie mogę. Ale jedno zerwanie na pewno będzie fajne. A które, to już się okaże, okaże.
    Dziękujemy, zbieramy :)

    Erwina Smith >> Trójkąt jest widzę jak zadra. Ale nie dziwie się. Nie był zbyt… fortunny. A takie rzeczy lubią wyłazić w najgorszych momentach. Pytanie czy teraz też tak będzie. Bo to że mu nie powiedział… znaczy że bedzie tajemnica albo czeka na odpowiedni moment. Czy na powiedzenie że było się zabawką dla dwóch facetów jest dobry moment?
    A pytanie o Ally… cóż. Moze faktycznie ona sama też sie domyślała. I chciała go sprawdzić. Ale nie wyszło. Albo jest niewinną ofiarą czyichś uczuć. Smutne w sumie. I kolejne, chociaż duuuużo mniejsze podobieństwo do NBTS (jak wspomniała Jelis). I Chase i David sa bi. Seks z kobietą ich nie odtrąca. Dobrze, że Chase nie wpakował się jak jego szanowny koleżka… ale to kmina na inną okazję ;p
    Pólnoc… nawet rozumiem. Kat zawsze idzie pierwsza spać i pierwsza wstaje. Ja mogła bym cała noc siedzieć, ale wstawanie rano to dla mnie tortura.
    PU rozumiem że 1 już czytałaś? Drugi tom już tuż tuuuuż. Bliżej niż dalej. Cieszy nas ciut ta niecierpliwość. Znaczy że historia wciągnęła. Ale cóż, nas też. Szkoda, że czasami nie da sie więcej i dłuzej ich pisać. Ale cóż. I tak nieźle idzie. A okładka… cóż, ja mam mega słabość do kolorów pierwszego tomu, wiec rozumiem ;)
    My dziękujemy za komentarz i wsparcie :D

    Tess >> Żarcie! Co by nie mówić, są w życiu rzeczy ważne i ważniejsze. Żarcie jest u Marshalla wyżej niż panienki więeeeec, ja tam się nie dziwię, że posunął się do takich radykalnych kroków aby odzyskać kuchnie brata. Zresztą, ta jest wybitna. Sama wiele bym dla niej zrobiła jakby to było wszystko realne.
    Łapeczka :D Jest słodka, dużo mówi o ich początkach nawet. I ogólnie o tym jaki Chase był. Zła nie jest, ale jak byli oddzielnie pewnie był to smutny tatuaż.

    damiann >> hahaha, bo Coney ma magiczną wanne. Tak jak wiele rzeczy w opowiadaniach magicznie szybko albo wolno się dzieje. Albo w filmach. Pociski co lecą dwa dni XD Magia kina/ksiażek.
    JAK, ja się pytam, JAK można nie lubić boczku? Ok, Kat nie jest też fanką, aleeeee :( dla mnie to takie smutne. Ale dobrze, więcej dla mnie ;p
    Chase jest jako tako bi, miał okazję już sprawdzić czy to mu całkiem leży, ale teraz chciał sprawdzić po byciu z facetem… czy wciąż mu to leży. ale cóż, nie wyszło. A teraz trochę już umarł butach. Cóż, bywa. I tak, ma 18. A konkretnie to jest chwila przed 18, wiec jeszcze musi mieć prawnych opiekunów.
    „a nie miec ramie, jak jego penis xd” – umarłam XD Chociaż ja troche tez im formy zazdroszczę. U mnie też z nią nie jest najlepiej, ale jakby czyjś penis był jak moje ramie… zalecała bym mu iść do lekarza.
    „W sumie to wy chyba rzadko zabijacie bohaterow. „ – prawda. Mamy ogólnie miękkie serduszka ;p

  7. Jelis pisze:

    Strasznie mnie rozczuliła ich bliskosc, mimo że Chase to nastolatek to seks nie jest u nich najważniejszy i po tych wszystkich przeżyciach chcą być po prostu obok siebie. Czuję że sprawa trójkąta jeszcze wróci i Dustin nie da o sobie tak szybko zapomnieć bo bycie z Courtney’em było dla niego bardzo wygodne. Trochę zaborczością przypomninaja mi Davida i Shane’a. Nie są w stanie być z kimś innym i nie myśleć o sobie. Shane na pamiątkę miał blizny a Coney tatuaż. Chase przyznał się już ojcu i kumplowi do związku z mężczyzną i nie nazywa Courtney’a dziewczyna, więc mimo że na razie nie chce się ujawniać to jako para i tak są dalej niż byli wcześniej. Chyba wszyscy wiedzieli że ich powrót do siebie to tylko kwestia czasu. Obecnie moja ulubiona para 💞

  8. Andrea pisze:

    Faktycznie powrót do normalności. Miłość troche jeszcze niepewność ale mam nadzieję,ze już do przodu☺. Nie chce już żadnych rozstan 😊 hihi. Pomysł z tatuażem pierwsza klasa. Dzięki za rozdział buźka

  9. Kasia pisze:

    Psia łapka :) Super pomysł, naprawdę słodki i rzeczywiście kojarzy się z Chasem :) Bardzo mi się podoba, że Chase jest takim psiarzem. I bardzo mi się podoba, że on i Courtney znowu są razem. Tak domowo i przytulnie ten rozdział mi się kojarzy. Ciekawe jak chłopcy porozwiązują swoje obecne związki i czy Coney powie Chasowi o tym nieszczęsnym trójkącie?
    Dziękuję bardzo i pozdrawiam :)

  10. Omega pisze:

    Jeśli po tym całym sms’ie od Marshalla Dustin później nic nie odpisywał ani nie dawał znaku życia, to chcę, aby Courtney się o tym dowiedział i rzucił go bez zbędnych delikatności.
    Jak to dobrze, że do siebie wrócili. Teraz tylko czekać na osiemnaste urodziny Chase’a, by mógł na stałe opuścić „dom” dziadków i wprowadzić się do kuratora.
    Liczę na to, że Ally potwierdzi moje przeczucia, co do jej osoby i zrozumie, gdy Chase jej wytłumaczy całą sprawę bez zbędnych dram. Wydaje mi się w porządku dziewczyną i choć pewnie ją trochę zaboli, że chłopak, z którym była okazał się gejem (choć może jest bardziej Courtneyoseksualny?), to liczę na to, że pójdzie z nią gładko i nadal będą się przyjaźnić.
    Tradycyjnie dużo weny wam życzę :3

  11. Erwina Smith pisze:

    Od prawie początku rozdziału gdzieś z tylu głowy miałam ten trójkąt i co jakiś czas mi się przypomniał.I trochę nie fair było pytanie o to czy robił coś z Ally tym bardziej, że no sam o sobie nie powiedział.Ale to lepiej, bo był to nareszcie bardzo przyjemny rozdział a za przyjemna sprawa to nie była, no mógł nie pytać teraz.No i Corn mógł nie wspominać wcale o panu D. No ale to są takie drobnostki, które już teraz odejdą w niepamięć a przynajmniej będę się starała żeby najlepsze i najprzyjemniejsze wyszło na wierzch.Fajnie jakby przy rozstaniu okazało się, że dziewczyna widziała, że coś jest nie tak i pomimo starania się gdzieś myślała o tym, że to może nie wyjść bardziej niż taki świeży związek.No żeby się nie załamała, bo jest spoko.Może po jakimś czasie zostaną znajomymi chociaż ten tytuł (rozdział 95) nie jest zbyt przyjemny.Liczę na kolację i deser w następnym rozdziale tak dla scementowania powrotu do siebie “cholernie się cieszę, że przywaliłeś głową Iana o szybę samochodu” znaczy Kocham cię XD też chciałam poczekać do północy i sobie przeczytać rozdział, ale ostatnie co pamiętam przed zaśnięciem to godzina może 23:5(coś) haha no przegryw. oklaski dla starszego brata, ale mógł zjechać D. W wiadomości
    Tak bardzo mocno chcę już dotknąć i czytać PU.No niecierpliwa jestem cholera jasna-priorytet wzięłamXD A żeby się nie rozrzucać po komentarzach to nowa okładka jest bardzo śliczna choć jakby miała wybrać to wybrałabym pana jelenia ze sporym porożem ha, ale tutaj urocze są koniczynki i oczka łani ;) Gratki (jogurt) za okładkę i doceniam, że się staracie.

  12. Tess pisze:

    No to Marshall chyba największy wygrany, bo chciał z powrotem dobre żarcie? Ma dobre żarcie xDDD Wszystko sie zawsze kręci wokół żarcia, pamiętajcie :D

    A ten tatuaż, haha słodki. Nie spodziewałam się w sumie, ale miłe zaskoczenie i w gruncie rzeczy wcale nie musi oznaczać czegoś złego. Mnie sie ta psia łapa kojarzy np. z tym, że Courtney jest „zarezerwowany” dla Chase’a xD

  13. damiannluntekurbus17 pisze:

    Chcialbym, zeby woda do mojej wanny napelniala sie w 5 minut jak u Courtneya xd Ale ja tak juz nie marnuje wody, jestem bardzo oszczedny, taki troche skapy w sumie xd
    I fuj boczek
    ,,Może i trochę żałował, ale z drugiej strony czuł, że gdyby tylko spróbował przekonać się…” i jakie zaluje!! Chcial pewnie zobaczyc jak to jest uprawiac seks z dziewczyna. Bo chyba Chase nigdy tego z dziewczyna nie robil? Nie? Ile on ma w ogole lat juz, 18?
    Az mu w sumie pozazdroscilem tych miesni, tez bym chcial takie ladne cialko, a nie miec ramie, jak jego penis xd
    Teraz ciagle mysle o tym jego przyjacielu, czy serio wygada czy nie wygada, czy beda sobie spokojnie zyc czy moze jednak kogos w tym opowiadaniu zabijecie… W sumie to wy chyba rzadko zabijacie bohaterow. I bardzo dobrze, moje serce jest za slabe na takie rzeczy ;/
    Chce juz Dustina. Nie lubie kolesia, ale chce jego reakcje juz xd

  14. Jelis pisze:

    Czekałam specjalnie do północy żeby to przeczytać i jestem tak zmęczona że nawet nie umiem sensownie skomentować 😂 rano coś dopisze ale na razie jest po prostu cudnie romantycznie. Idealny rozdział na walentynki

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s