Pokręcony Umysł – 6 – Pokerowa zabawa

Grega odprowadzono do głównego oddziału w ośrodku na krótko przed wypisaniem Bucka ze skrzydła szpitalnego. Ten wyszedł więc sam, już w dobrej formie i gotów do przestudiowania wszelkich chorób i urazów, jakie mogłyby go umieścić w miejscowym szpitalu.
Najpierw jednak poszedł do pokoju, jak mu poradzono, żeby przebrać się w świeże ubrania i dorwać się do szczotki, bo miał wrażenie, że miał wyjątkowo posklejane włosy. W środku nie było jego współlokatora i w sumie ucieszył się z tego. Zamknąwszy za sobą drzwi, zaczął się przebierać. I dopiero po chwili zauważył, jak nerwowo to robił. Nie wiedział dlaczego, ale wydawało mu się, że to przez zbyt długi brak papierosów. W pewnym momencie, ubrany tylko w spodnie, usiadł na łóżku i odetchnął głęboko, żeby się uspokoić. A po tym nagle sięgnął do spodni i ujął w palce swojego penisa, by szybko sobie zwalić. Zarówno dla osiągnięcia błyskawicznej i intensywnej ulgi, jak i przez to, że zaraz ktoś mógł wejść.
Pochylił się przy tym trochę, obsunął gumkę od spodni poniżej jąder i szybko ruszał palcami. Nie miał nawilżenia i odrobinę pobolewało, kiedy przyspieszał. Mimo to kontynuował, a jego penis rósł i twardniał.
Myśli Bucka najpierw pokierowały się do Jasona. Przywoływał obrazy licznych stosunków z tym chłopakiem, różnych erotycznych sytuacji, obciągów robionych w łazience, czy bujania się u niego na łóżku. Lecz potem naszły mu na myśl ramiona Grega. Ciepło jego skóry. Jego dłonie. Przypomniał sobie, jak te w jakiś magiczny sposób uciskały mu prostatę.
Przeszedł go dreszcz i jęknął, od razu przyspieszając.
Jego członek mieścił mu się w dłoni. Na swój sposób był poręczny, jeśli myślało się o nim w pozytywny sposób, a nie realistyczny. Wtedy to do głowy przychodziła tylko myśl, że był zwyczajnie mały. Jasonowi zdarzało się go komentować. Swego czasu znacznie przesadził z tekstem, że Buck miał większe jądra niż penisa. Pamiętał to długo i cholernie się wtedy wkurzył. Nawet teraz, na samo wspomnienie, poczuł niesmak do własnych genitaliów.
Oderwał dłoń od sztywnego penisa i odchylił głowę na kark, a potem całkiem opadł na plecy, ze stopami wciąż na podłodze.
— Ja pierdolę… — szepnął i znów wrócił dłonią do krocza. Trochę zwolnił, ale pieścił się, starając się przypomnieć sobie seks z Gregiem. A raczej zaczął wyobrażać sobie sytuacje, w jakich mogliby jeszcze taki seks mieć.
Pomyślał o biurku w gabinecie Abigail Suarez, na którym Greg wziąłby go od tyłu. Zrobiło mu się cieplej, gdy wyobraził sobie, jak przesuwa dłońmi po blacie, a na pośladkach czuje kościste biodra Grega. A potem przed oczami pojawił mu się obraz, na którym obaj całują się i dotykają na kanapie u niego w domu.
Jego ręka znów zwolniła, a on skupił się na tej sytuacji, w której o dziwo obaj byli ubrani. Rozmawiali pomiędzy kolejnymi pocałunkami, ze stosikiem książek na stoliku i pełną popiołu popielniczką.
Otworzył oczy i zapatrzył się na sufit. Odetchnął cicho i w końcu wstał, zostawiając swojego penisa w spokoju. Wrócił do ubierania się, uczesał włosy i poczekał jeszcze chwilę, aż całkiem zwiotczał. Miał nadzieję, że nikt nie oglądał przez kamerkę jego żałosnej próby strzepania.
Ostatecznie bez spełnienia wyszedł z pokoju i leniwie pokierował się do biblioteki, licząc, że znajdzie tam jakieś książki medyczne.
W środku było kilku pacjentów. W tym jeden, który kolorował kolejne kartki papieru przy asyście jednego z opiekunów zwracającym się do niego prawie jak do dziecka. Na szczęście Bucka poza nim pozostała trójka nie hałasowała. Dwoje czytało książki, a ostatni z nich znowu coś pisał. Greg najwidoczniej nadrabiał czas, jaki stracił na łażeniu za nim całe dnie.
Buck najpierw przeszedł się pomiędzy półkami i zajrzał do wózków z książkami. Powyciąganie kilku interesujących go tytułów zajęło mu parę minut, ale w końcu z naręczem książek podszedł do starszego pacjenta i bez słowa rozłożył się z nimi na stoliku przed nim. Tak, żeby mu nie przeszkadzać, ale żeby siedzieć obok.
Greg uniósł na niego spojrzenie i uśmiechnął się bokiem ust, przez co wyraźnie było widać dołeczek w jego policzku.
— Książki medyczne? Nadal chcesz to tak załatwić? — spytał, przypominając sobie pomysł Bucka o ucieczce w drodze z albo do szpitala.
— A masz dane o tajnych tunelach? — Buck zerknął na niego z lekkim uśmieszkiem i otworzył pierwszą książkę.
— Nie, ale dla ciebie mogę poszukać. — Mężczyzna na dłużej zawiesił na nim wzrok. Tak jakby widział coś, czego nikt inny nie mógł dostrzec.
Buck uśmiechnął się znad książki i wrócił do przeglądania spisu treści.
— Nawet dla mnie nie stworzysz czegoś, co nie istnieje. O czym piszesz? — zmienił temat.
— Nie stworzę, ale poszukać mogę. — Greg puścił mu oczko i dopiero spojrzał na swoje notatki. — I piszę o systemie walutowym Unii Europejskiej. Tylko jest tu mało informacji. To dość utrudnia życie.
— Dla Tiny? Nie może ci przeszmuglować jakichś druków skądś spoza?
— Ma mi przynieść wieczorem. Znowu ma nocną zmianę.
Przez ostatnie zdanie Grega Buck nabrał czujności i ponownie uniósł głowę.
— Serio?
— Mhm — odparł, ale tylko się uśmiechnął, nic nie dodając.
Buck podgryzł wargę i kilka razy przesunął opuszkami palców po starym papierze. Odchrząknął.
— Czyli będzie pilnować kamer?
— Pewnie tak — potwierdził Greg, przewracając strony i zaraz coś z nich spisując.
I znów odpowiedziała mu chwila ciszy, nim Buck nie podsunął się bliżej blatu na krześle, a pod stolikiem potarł łydką nogę Grega.
— Może przymknęłaby oko, gdybyś chciał, żebym do ciebie wpadł…
Greg, dopiero skończywszy pisać zdanie, spojrzał na drugiego chłopaka.
— A czy ty byś chciał mnie odwiedzić? — spytał, bo wydawało mu się to w tej chwili najbardziej kluczowe.
Buck odpowiedział spojrzeniem i pomyślał o próbie masturbacji sprzed pół godziny. O tym, jak fantazjował o Gregu. Nie wiedział, czy ich stosunki były już całkiem naprostowane, ale może powinien wyrzucić z pamięci wiedzę o tym, że był tu, bo chciał i dlatego, że były tu ciekawe osobowości. A on był jedną z nich. Może powinien skupić się tylko na nim jako na osobie, tak samo jak wymagał tego od niego. A jeśli tak miał do tego podchodzić, to… chciał go poznać i chciał z nim być.
— Jasne — odpowiedział cicho.
— To pogadam z nią wieczorem, jak przyjdzie do pracy — odparł spokojnie Greg, chociaż bardzo ucieszył się z odpowiedzi. Napawała go nadzieją, chociaż i tak już teraz było mu przyjemnie, że Buck siedział tu z nim z własnej woli. Że prowadził rozmowę, pytał, był zainteresowany. Nie wiedział jednak, czy tak samo swobodny i zainteresowany będzie, kiedy przyjdzie do zbliżenia. Ludzie różnie funkcjonowali, a i Buck po tym zawodzie, jaki mu ostatnio zapewnił, mógł czuć opory w łóżku. Choć mógł o tym nie wiedzieć. Wszystko jednak miało okazać się w nocy, jeśli Tina się zgodzi.
— Okej. Daj mi znać po kolacji, czy mam czekać pod prysznicem.
Greg pokiwał głową, po czym oparł się na łokciach i zwrócił twarz do Bucka.
— Myślałeś w ogóle o czymś szczególnym, jeśli mielibyśmy możliwość spać razem?
— Masz na myśli coś szczególnego do zrobienia w łóżku?
— Też.
Buck spojrzał na niego czujniej. Gdy tu siadał, nie był do końca świadom, że znowu zamiast zabrać się za książkę, skupi się na rozmówcy.
— A o czym jeszcze pomyślałeś?
— Poza rozmową? — spytał Greg, przypatrując mu się. — Po tym, jak zaproponowałeś, że chciałbyś mnie odwiedzić, pomyślałem, czy nie chciałbyś zagrać w karty na prawdę i wyzwanie.
Buck uśmiechnął się lekko, chwilę patrząc w oczy drugiego chłopaka i widząc w nich więcej niż w oczach przeciętnego człowieka. Lecz w końcu wrócił spojrzeniem do swojej książki i rzucił:
— Jeśli zapewnisz karty, zgadzam się.
— Więc jesteśmy umówieni. — Usłyszał w odpowiedzi, a po szeleście kartek domyślił się, że Greg także wrócił do swojego zajęcia.
Między nimi zapanowała cisza, tylko od czasu do czasu zakłócana przez infantylną rozmowę pracownika ośrodka i jednego z pacjentów. Ignorowali to. Byli skupieni na swojej pracy, siedząc naprzeciwko i stykając się łydkami. To było na tyle relaksujące, że chociaż na chwilę mogli zapomnieć, że byli częścią zamkniętego ośrodka, w którym nie mieli tyle swobody, ile pozornie teraz czuli.

***

Tym razem obaj wzięli bardzo szybki prysznic i to dość wcześnie, żeby mieć duży zapas czasu przed zgaszeniem świateł. Do pokoju Grega dotarli jakieś pięć minut po dziewiątej, więc mieli niecałą godzinę w jasności. Kiedy drzwi się za nimi zamknęły, Buck wcisnął ręce w kieszenie. Rozejrzał się bez słowa i usiadł na skraju łóżka Grega. Ten uśmiechnął się do niego i sięgnął za małą szafkę stojącą pod kamerą, dzięki czemu nie było widać, co w niej chował. Buck zobaczył, że gospodarz poza opakowaniem kart wyciągnął też… paczkę papierosów. Pokazał mu jednak, żeby nic nie mówił i schował ją z powrotem, a do łóżka wrócił tylko z kartami.
— W co najbardziej lubisz grać?
— W kości, ale mając karty, możemy pograć w pokera — zasugerował Buck, jeszcze przez chwilę zostając myślami przy papierosach. Zdecydowanie chciał zapalić, chociaż poczuł też nieprzyjemny zgrzyt, gdy przypomniał sobie, że miał nie zaciągać długów u Grega. — A grałeś kiedyś w bakarda?
Rosjanin uśmiechnął się pod nosem i odpowiedział z całkiem nieźle zagranym angielskim akcentem:
— Nie mierzyłem się z Le Chiffrem, ale coś tam wiem, sir — nawiązał do książki o Jamesie Bondzie, w której ten grał w bakarda z mistrzem tej gry. I znów poczuł dreszczyk bliski euforycznym doznaniom po narkotykach, kiedy Buck od razu zrozumiał, o czym mówił.
— Liczę na to, że kiedyś zekranizują Casino Royale. Ale co? Poker?
— Może być. A zasady? Klasyczne, prawda czy wyzwanie dla przegranego? — spytał Greg, wyjmując karty, dzieląc je i tasując.
— Spoko. Gramy jak w Texas Holdem, tylko bez licytacji. Trochę chujnia i naciągane, ale nie ma jak licytować wyzwaniami — dodał Buck, bo wiedział, że musieli trochę nagiąć zasady, żeby w ogóle dało się zagrać.
Siedzieli po turecku naprzeciwko siebie, ale z przerwą na miejsce na karty. Wygładzili białą pościel, a gdy po chwili Buck dostał swoje karty, na materiale rozłożone zostało kolejnych pięć.
— Jeśli nie będzie pasować prawda, można zmienić na wyzwanie? — zapytał jeszcze, nim zaczęli.
Greg zamyślił się.
— Ale tylko trzy razy. W obie strony — odparł, zastanawiając się, czy Tina nie będzie mu marudzić. Podpadał jej ostatnio. Ale chyba lubiła Bucka. Zawsze patrzyła na niego jakoś miękko, jakby mu współczuła. Miał nadzieję, że nie tego, że się z nim zadawał.
Buck zgodził się i zaczęli grać. We dwójkę było to mało skomplikowane i niestety ubogie w całą frajdę, jaką dawał ten najpopularniejszy rodzaj pokera na pieniądze, gdy grało się o duże stawki i oceniało siły przeciwnika. Tutaj mogli polegać tylko na szczęściu i kartach, ale fakt, że grali o coś, dodawał tej rozgrywce smaku.
Jako pierwszy lepsze ułożenie miał Buck. Miał fula z asów i dziewiątek. Uniósł wzrok na Grega i milcząco czekał, aż ten wybierze karę.
Greg spojrzał na swoje karty i na Bucka.
— Cóż, w takim razie proszę prawdę.
Buck myślał chwilę nad odpowiednim pytaniem. Dobrze wiedział, że ta gra nie była tylko rozrywką. Że był to swoisty pojedynek pomiędzy nimi. Szansa, żeby poznać się… może trochę na siłę. Chciał to maksymalnie wykorzystać i nie zmarnować żadnej okazji. Dał więc sobie czas, nim w końcu wygłosił pytanie.
— Kto był ostatnią osobą, jaką interesowałeś się w taki sposób jak mną i jak skończyła się wasza znajomość?
— To dwa pytania — zauważył Greg. — Na którą część mam najpierw odpowiedzieć?
— Niech będzie druga.
Mężczyzna oparł się o swoje kolana łokciami.
— Po tym, jak dowiedział się, że poza sferą intelektualną jestem nim zainteresowany seksualnie, kazał mi spierdalać. Później nachodziłem go z dwa tygodnie, ale przestałem, kiedy zagroził, że zgłosi to na policję.
— Zawsze łączysz intelekt z pożądaniem? — dopytał Buck, zastanawiając się, czy w głowie Grega istniało takie zainteresowanie drugą osobą z tylko jednego lub tylko drugiego powodu.
— To kolejne pytanie, Buck. — Greg jednak nie zdradził mu tej tajemnicy. A przynajmniej na razie.
Dał karty chłopakowi, żeby ten teraz przetasował i rozdał. Buck jedynie uśmiechnął się przelotnie i szybko zajął się swoim zadaniem. Po krótkiej grze i wymianie kart fortuna się odwróciła.
— Prawda — mruknął Buck i czekał na cios.
— Co symbolizuje koniczynka? — spytał Greg, zaczynając łagodnie.
— Ironię. Symbol szczęścia na ciele kolesia, którego los miejscowość „Fuks” ominął szerokim objazdem.
— Czyli jak zwykle, w twoim wypadku, mało optymistycznie. Dość smutne. Ale urocza koniczynka — odparł Greg i zagrali. Tym razem trochę dłużej, ale w efekcie znowu karty nie były po jego stronie.
— Prawda? — zapytał Buck.
— Pytaj.
— Moje wcześniejsze pytanie. Czy intelekt zawsze musi się łączyć z pożądaniem, żebyś był tak zainteresowany?
Greg zmierzył go wygłodniałym wzrokiem.
— Zazwyczaj to wszystko się łączy. Oczywiście, najpierw zwracam uwagę na wygląd, czy w ogóle ktoś mi leży. Potem czy jest ta nić porozumienia. A kiedy jest to w jednym ciele, wszystko coraz bardziej się łączy i eskaluje. Nie byłbym w stanie mieć więcej niż jednego seksu z kimś, kto nie ma mózgu. Źle bym się też czuł, czując pociąganie intelektualne do kogoś, kto mnie fizycznie kompletnie odrzuca.
Buck słuchał tego wszystkiego, kodował i upewniał się, że Greg był naprawdę niecodziennym przypadkiem. Był skomplikowany i pokręcony. Tylko jedna rzecz mu nie pasowała i zrobił się trochę podejrzliwy.
— Więc ja jestem wyjątkiem od reguły?
Na moment Greg zapomniał o zabawie z prawdą i wyzwaniem. Ściągnął brwi pytająco.
— Jesteś wyjątkowy, ale czemu wyjątkiem od reguły?
— Najpierw zwracasz uwagę na wygląd, czy ktoś ci leży — przypomniał mu Buck jego własne słowa.
— Tak. Dlatego podszedłem. Nie z powodu komentarza. Je się słyszy częściej, niż możesz podejrzewać.
Buck nie znalazł szybkiej odpowiedzi, bo Greg znowu dziwnie zareagował. Przecież wygląd musiał mu „leżeć”, żeby się zainteresować. A jemu daleko było do kogoś, kogo chociażby chciało się poderwać na ulicy.
Nie drążył jednak tematu, tylko zebrał karty z zamyśleniem.
— Domyślam się.
Greg chciał coś dodać, ale uznał, że zachowa to pytanie na kolejną rundę. Że nie będą już wybiegali poza nie i będą grać fair. Tym bardziej dlatego, że Greg obawiał się, że chłopak nie będzie chciał odpowiedzieć na jego pytanie. Jednak miał szansę je zadać po następnej rundzie, gdy Buck przegrał i ponownie wybrał prawdę.
— Więc myślisz, że mi się nie podobasz? — spytał, wiedząc, że nie musiał budować otoczki i Buck zrozumie, że odnosił się do ich wcześniejszej rozmowy o jego zainteresowaniu drugą osobą.
Zrozumiał. Pytanie jednak było dość żenujące. Z psychologami bynajmniej też nie rozmawiał bezpośrednio o tym, co myślał o sobie.
— Myślę, że nie ma się czym tu jarać. Powiedziałem ci to przy pierwszej rozmowie i nic się nie zmieniło. Wiem, co to jest lustro, Greg — prychnął i zabrał karty.
— Ale nie odpowiedziałeś na moje pytanie. — Greg zatrzymał go i położył mu dłoń na jego, żeby od razu nie tasował kart.
Bully ściągnął brwi i zastygł.
— Tak. Myślę, że ci się nie podobam.
— Więc się mylisz. — Usłyszał od razu, a potem zobaczył, jak starszy o te trzy lata mężczyzna wskazał go brodą. — Tasuj.
Zacisnął lekko szczękę, ale kontynuował bez słowa. Przez moment ciszę przerywał tylko szelest kart, a gdy po rozdaniu i grze znów przegrał, tym razem powiedział:
— Wyzwanie.
— Dobieraj się do mnie przez minutę, patrząc mi cały czas w oczy — polecił Greg bez sekundy zawahania.
Był może trochę wredny, że tak naciskał na Bucka, ale chciał mu pokazać, że go kręcił. Cały, ze swoją niecodzienną urodą, myślami i psychiką.
Bully zastygł na moment. Jego brwi lekko się uniosły, ale potem odsunął karty na bok i dosunął się do mężczyzny.
— Odliczaj — powiedział i z powoli kumulującym się napięciem w kroczu, wsunął dłonie pod koszulkę starszego pacjenta. Przy tym złapał z nim spojrzenie i zaczął podążać palcami po jego skórze. Jedną dłonią w górę, w stronę sutka, a drugą w dół, pod gumkę spodni.
Greg liczył w myślach, patrząc Buckowi cały czas w oczy i chyba czerpiąc z tego więcej przyjemności niż z dłoni na swoim ciele. Te były bardzo przyjemne i miło było w końcu poczuć, że to on był dotykany. Ale i tak emocje, jakie migały mu w oczach Bucka, były dużo bardziej oszałamiające. Spijał je z rozkoszą. Tym bardziej, że było ich bardzo wiele. Widział zarówno zdecydowanie do wypełnienia zadania, jak i postawiłby wszystkie swoje pieniądze, że widział tam cień nastolatka pierwszy raz dotykającego drugiego ciała. To spojrzenie prosto w oczy musiało go peszyć i spinać, ale dłonie, które podążały po jego ciele, były ciepłe i pragnące dotyku jak dziąsła narkomana widzącego swoją pierwszą działkę od bardzo dawna.
Buck spróbował dyskretnie przełknąć ślinę, ale patrzyli na siebie ze zbyt bliska, żeby Greg tego nie zobaczył. Palce pomasowały wokół jego sutek i na koniec uszczypnęły go, a druga dłoń pomacała mosznę. Potem przesunęła koniuszkami palców po penisie i pogłaskała kciukiem napletek, rozmasowując go na schowanej główce.
Greg stęknął. Jako że zbliżał się już do pięćdziesięciu sekund, nie wytrzymał. Wychylił się i złapał usta Bucka w pocałunku, samemu łapiąc go w talii. Całował go długo, już nie licząc, aż w końcu odsunął się z szybszym oddechem.
— Zaliczone.
Buck odetchnął głośno, czując, że miał cieplejsze niż wcześniej policzki. Zanim się cofnął, wychylił głowę, przekręcił ją i musnął wargami usta Grega.
— Okej. Teraz ty tasuj — mruknął i wrócił na swoje miejsce.
Greg nie skomentował, tylko przetasował karty. Znowu zagrali, a tym razem to on miał w ręku gorsze.
— Wolisz zadać mi pytanie czy zadanie?
— Mam wolną rękę? Zadanie, żebyśmy byli kwita.
— Dobrze, więc słucham. W razie czego mam jeszcze trzy możliwości zamiany.
— Jaki sprytny! Już się boisz, że chcę ci zaszkodzić? — Buck uśmiechnął się bokiem ust, ale nakazał mu gestem milczenie. Jeszcze nie miał pomysłu, co mógłby kazać mu zrobić. Coś korzystnego dla siebie na pewno. I naraz naszła go myśl, która sprawiła, że obejrzał się i zerknął w stronę kamery w rogu pokoju, przy suficie. Odetchnął głębiej, znów spojrzał na pacjenta przed sobą i powiedział: — Zdejmij koszulkę i zrób trzydzieści pompek.
Greg był niewątpliwie zaskoczony tym wyzwaniem. Aż sam spojrzał na kamerę i znowu na Bucka, upewniając się, czy ten czegoś nie kombinował.
— Jeśli takie jest zadanie — odparł w końcu i wstał z łóżka. Zdjął koszulkę i odłożył ją na łóżko. — Proszę tylko bez śmiechów, nie jestem sportowcem — dodał, kładąc się na podłodze, żeby zacząć wykonywać zadanie.
Przy tym Buck przekręcił się na łóżku przodem do Grega, dzięki czemu dobrze go widział. Kiedy tylko mężczyzna się uniósł, a mięśnie na jego plecach i ramionach zaczęły pracować, młodszy pacjent powoli wciągnął powietrze przez nos. Nic nie mówił, tylko wsłuchiwał się w równy, ale głęboki oddech Grega i sięgnąwszy do swojego krocza, delikatnie pomasował oraz pościskał przez spodnie swojego penisa.
Starszy chłopak na razie tego nie widział, bo skupiał się na liczeniu i podnoszeniu swojego ciała w górę. Nie, nie miał kondycji, to na pewno. Dlatego czuł, jak z każdą pompką robiło mu się cieplej i że lekko się od tego pocił. Kiedy dobił do trzydziestki, najpierw położył się na posadzce, a dopiero po tym wstał.
— Zadowolony? — spytał, zerkając na twarz Bucka, a potem na jego krocze. Od razu szerzej się uśmiechnął, widząc dłoń chłopaka między nogami. Jednak szybko stamtąd zniknęła, a Bully wrócił na swoje wcześniejsze miejsce. Przemknął jeszcze spojrzeniem po lekko wilgotnych ramionach Grega i przytaknął.
— Tak. Zaliczone. Jedziemy dalej — powiedział i zebrał wszystkie karty.
Greg także usadowił się na swoim wcześniejszym miejscu… ale już nie założył koszulki.
— Kto teraz tasuje? — spytał, trochę rozkojarzony wysiłkiem fizycznym. Nie był do niego przyzwyczajony.
— Mogę ja — odpowiedział Buck i jak Greg zauważył, on też był rozkojarzony, ale jego brakiem ubioru. Podczas tasowania raz na niego zerknął i jedna z kart wypadła mu z kupki. Zabrał ją i kontynuował jakby nigdy nic, ale i tak wzrok uciekał mu do ciała starszego pacjenta. Ten nie był ślepy i widział jego spojrzenie, ale nie komentował. Mógł co prawda i porozkoszować się dzięki temu jego rumieńcem, ale na tę chwilę plan był taki, żeby Buck nabrał trochę pewności siebie.
— Prawda czy wyzwanie? — spytał, kiedy po kolejnej grze, mając trójkę dam, a Buck jedną parkę, ponownie jemu przypadła możliwość dowiedzenia się albo zobaczenia czegoś.
— Prawda — zasugerował Buck, bo nie wiedział, ile dokładnie minut zostało do zgaszenia świateł, a jeśli kolejne zadania, jakie sobie wyznaczą, będą takie jak ostatnie dwa, to czuł, że będzie mu trudno pozostać w takiej odległości od Grega.
Greg chyba myślał podobnie, bo zmierzył go spojrzeniem.
— Jaki był twój najlepszy seks?
Buck nie musiał długo myśleć, żeby przypomnieć sobie taki stosunek. Nie wiedział jednak, czy chciał o tym opowiadać, ale wolał najpierw upewnić się, co dokładnie Greg chciał usłyszeć.
— Sprecyzuj trochę.
— W sensie jaki był, co z kim robiłeś? To nie oczywiste pytanie? — dodał Greg, zastanawiając się, co kotłowało się w głowie chłopaka siedzącego na wyciągnięcie ręki.
— Jest oczywiste, ale też bardzo rozległe — mruknął Buck i spróbował odpowiedzieć, przy okazji zbierając karty, żeby je potasować. — Był sporo starszy, ale cholernie przystojny. Pieprzył mnie po ciemku, miał wielkie, na serio wielkie łóżko i długo wytrzymywał. Doszedłem dwa razy, nim on skończył, a potem zrobił mi jeszcze raz. To była… długa noc — mówił, patrząc na karty, które szybko poruszały się w jego rękach.
— Brał cię od przodu czy od tyłu?
— Zanim skończył pierwszy raz, od tyłu. Byłem przywiązany do łóżka. Potem od przodu, bez… dodatków — prychnął, na krótko unosząc na niego spojrzenie.
Greg uśmiechnął się bokiem ust.
— Brzmi seksownie. Aż próbuję sobie wyobrazić, jaki musiałeś być pod koniec wymęczony i gorący — zamruczał, opierając łokieć na kolanie, a brodę na dłoni. — Długo się na takie przyjemności spotykaliście?
Buck tym razem nie odpowiedział od razu. Jego dłonie tasujące karty zwolniły ruchy, ale i tak skupiał wzrok na nich, jakby konieczne to było do nieporozwalania ich po całej pościeli.
— Nie spotykaliśmy się. Dobre jebane dwa miesiące łaziłem za nim i błagałem go, żeby mnie wyruchał. Ostatnią kasę wydawałem na saunę, żeby go tam dorwać i przekonać. Czekałem na niego pod knajpą, w której jadał w niedziele śniadania. — Zaśmiał się krótko. — Wkurwiał się, ignorował mnie, próbował przepędzić, ale w końcu się ugiął i dał mi najlepszy seks, jaki miałem.
Greg przełknął głośno ślinę. Nie rozumiał do końca, co się właśnie w nim zagnieździło, ale było to bardzo odurzające. Jakby jednocześnie zazdrościł temu facetowi, że Buck za nim tak łaził, ale też był na niego zły, że nie dał mu tego najlepszego seksu wcześniej.
— I teraz masz co wspominać — skwitował i skinął na karty. — Rozdajesz?
Buck skinął głową i wznowił grę. Gdy miał już przed sobą karty, zapatrzył się na nie, nie widząc ich tak naprawdę. Odpłynął myślami do tego, co było kiedyś poza tym ośrodkiem. Dopiero po chwili zdał sobie sprawę, że zastygł, więc skupił się mocniej, a gdy położyli karty na materiale i ujrzeli, że znów Greg przegrał, zgasły światła.
— Prawda czy wyzwanie? — zapytał szeptem Buck, jakby nagła ciemność sprawiła, że i nastrój się zmienił.
— Wyzwanie — ten odpowiedział w podobnym tonie, ale jednocześnie sięgnął do kart, zbierając je i wychylając się do drugiego chłopaka. Chciał go pocałować, bo w głowie coraz niebezpieczniej kotłowały się mu myśli o tym facecie, którego nawet nie znał.
Buck wyciągnął dłoń i udało mu się mimo ciemności ująć Grega za szyję. Gdy się wychylił i prawie złączył z nim wargi, mężczyzna usłyszał, że głośno przełknął ślinę, a potem znacznie ciszej odpowiedział:
— Ucieknij ze mną.
Greg na chwilę zastygł, ale dotknął czoła drugiego chłopaka. Był zaskoczony. Co mu się cholernie podobało i wywoływało przyjemne ciarki na całym ciele. Myślał, że Buck jeszcze długo będzie na niego zły. Tym bardziej w kwestii tego, że on był tu na własne życzenie, a jego zesłali rodzice.
— Ile mam czasu na wykonanie tego zadania? — spytał poważnie, naprawdę tego w tej chwili chcąc. Obawiał się, jak by się to potoczyło, kiedy byłby z dala od leków i opieki, ale była to tak szalona, że aż kusząca propozycja. Zresztą, nie byłoby to jego pierwsze nierozsądne działanie.
— Trzy tygodnie — szepnął Buck, ciesząc się, że nie widział teraz twarzy Grega.
Nie chciał mu szkodzić, a jednak właśnie to zrobił. Bo skoro Greg chciał tu być, to znaczyło, że tego potrzebował. A on egoistycznie chciał go stąd wyciągnąć i to tylko po to, żeby… coś poczuć. Żeby nadać swojemu życiu może ostatniej chwili większego poruszenia emocjonalnego, dostarczyć sobie pozytywnej adrenaliny i zrobić coś… w czyimś towarzystwie. Nie chciał znowu kończyć ze sobą tak jak ostatnio, gdy po miesiącach popadania w otchłań i zamykania się w ścianach własnego umysłu, po prostu się poddał i chciał zakończyć ze sobą po cichu, samemu. A teraz, cokolwiek miało się stać po ucieczce, mógł chociaż ją przeżyć z kimś. Dawno nie miał wyrzutów sumienia, ale teraz naprawdę uważał siebie za skurwysyna.
— To jakiś konkretny termin będzie? — spytał jeszcze Greg, nie ruszając się specjalnie.
Nadal byli blisko siebie, stykając się czołami. Mężczyzna tylko sięgnął do wolnej dłoni Bucka i znowu złapał go za palce, bawiąc się nimi. Przez ten gest za każdym razem robiło się nagle bardziej intymnie.
— Nie, nie do końca. Myślę tylko, że tyle czasu wystarczy mi na zaplanowanie — wyjaśnił Buck i drugą dłonią, którą wciąż trzymał na szyi Grega, pogłaskał go po skórze.
— A chcesz, żebym ci w tym pomógł, czy całkiem zdał się na ciebie? — spytał Greg, w końcu przechylając głowę i sięgając ustami do szyi młodszego chłopaka.
Ten za to podsunął się do niego jeszcze bliżej, żeby poczuć jego nagą skórę na sobie. Przytulił się i w końcu pchnął Grega na plecy, samemu do niego przylegając i dotykając go powoli.
— Jeszcze nie wiem… Pomyślę o tym.
Greg zamruczał na zgodę i z zadowolenia na taką inicjatywę ze strony Bucka. Podobało mu się to i nakręcało go.
— Będę czekać na twoją decyzję. Ale teraz, Buck…?
— Co? — szepnął, pocałował go w zarośniętą szczękę i przesunął dłonią po jego piersi.
— Skupmy się na sobie i na tym, co jest teraz, hm? — poprosił Greg niższym głosem, czując, jak tylko przez tę bliskość rósł w spodniach.
Buck uniósł się trochę, żeby znaleźć się swoją twarzą nad jego. Włosy spłynęły mu przy tym po bokach głowy, a on chwilę tak trwał, nim się obniżył i pocałował drugiego pacjenta namiętnie, ale niespiesznie.
— Mhm — mruknął w przerwie i znowu złączył z nim wargi.
Greg chętnie objął go w talii, przyciągając do siebie. Może i miał dziwny gust, może nie kręcili go typowo przystojni faceci, ale wątpił, by było to coś złego.
Oddał pocałunek, leniwie wsuwając dłoń na nagie plecy młodszego chłopaka, a ten, czując je tam, uniósł się, żeby tylko zdjąć z siebie koszulkę. Odrzucił ją na podłogę i usiadł na udach Grega. Żałował, że go nie widział, ale też z jakiegoś powodu cieszył się, że i ten nie mógł go za bardzo oglądać.
— Pieprzyłeś się kiedyś z kobietami? — zapytał cicho i położył mu dłoń na nagim podbrzuszu. Przesunął palcami powoli w górę, w stronę klatki piersiowej.
— Nie miałem ochoty. Nie ciągnęło mnie. A ty? — spytał Greg, na razie masując plecy Bucka, ale i co raz zsuwając dłonie niżej, na jego pośladki. Podobało mi się, jak ten unosił się nad nim, nad jego udami.
— Nigdy — przyznał Buck, w duchu ciesząc się, że Greg nie zanurzył się w waginie. Kobiety go odrzucały i sama myśl, że jego kochanek mógłby kiedyś pieprzyć się z kobietą, wywoływała w nim nieprzyjemne uczucia. — Nie mógłbym sypiać z biseksem — dodał i w końcu obsunął gumkę od spodni Grega niżej, żeby dostać się ręką do jego penisa.
— Nawet, jakby sypiał tylko z tobą? — pytał Rosjanin, aż w końcu złapał go za pośladki. — Mmm… — zamruczał, unosząc się, żeby pocałować jego klatkę piersiową.
— Nawet. Oblecha — odmruknął Buck, mrużąc oczy przez dotyk w tych dwóch miejscach. — Rozbiorę się — dodał, odsuwając się trochę.
— Nnn… — Greg przyciągnął go znowu do siebie, nie pozwalając mu. — Wolę sam, jeśli mi tylko pozwolisz.
Buck podparł się na dłoni obok niego i przytaknął po chwili zastanowienia.
— Dobra, dajesz.
Greg, leżąc na łóżku, jeszcze raz przesunął dłońmi po udach chłopaka, po czym wsunął palce za gumkę spodni i pociągnął je w dół. Czuł się, jakby rozpakowywał prezent. Buck mu nie utrudniał i uniósł się w górę, a potem przekręcił, żeby zdjąć spodnie i bieliznę. I niby Greg miał go przed sobą nagiego, ale przez ciemności panujące w pokoju wciąż niewiele widział. Zamierzał podzielić się bólem z tego powodu z drugim pacjentem.
— Żałuję, że nie mogę sobie ciebie lepiej obejrzeć — zamruczał i trochę się uniósł, żeby cmoknąć koniczynkę, która w tej chwili symbolizowała także brak szczęścia Bully’ego.
— Ja też chciałbym cię wyraźniej zobaczyć — przyznał Buck, który także zabrał się do rozbierania gospodarza tego pokoju. — Nie mogę wyobrazić sobie ciebie tak chudego, że niemogącego wstać.
— Nie? To raczej nie był miły widok. Zapewne tak samo jak ty wykrwawiający się na łóżku — odparł Greg i pomógł Buckowi ściągnąć spodnie. Skopał je po tym byle gdzie, a chłopak miał go już pod sobą nagiego z lekkim wzwodem.
Buck tylko mruknął coś na potwierdzenie i przesunął całymi dłońmi po bokach Grega. Badał jego kształty, proporcje… Podobało mu się, że czuł mięśnie. Nawet jeśli nie jakieś szczególnie wyrzeźbione, to jednak były, a Greg nie był wychudzony. Był bardzo podniecający. Nie pamiętał, kiedy ostatnio miał w łóżku kogoś tak atrakcyjnego.
— Jebane światło — mruknął i pocałował kilka żeber mężczyzny.
— Oczy może za jakiś czas nam się przyzwyczają. Trochę światła wpada przed okno. — Greg ujął go za podbródek i przyciągnął do pocałunku. — W ogóle… jakie to było uczucie?
Buck prychnął cicho.
— Umierać?
— Mhm — zamruczał Greg na potwierdzenie i przyciągnął go jeszcze bliżej, muskając wargami po uchu.
— Było… — zaczął Buck i położył się u jego boku. — Mm… Najpierw byłem zrezygnowany, więc wiele nie myślałem. Ale gdy krew już mi się w żyłach kończyła, zrobiło mi się — prychnął — cholernie smutno. Że życie musi być takie chujowe, że się tak kończy. Na koniec chyba uderzyła we mnie adrenalina. Byłem wściekły, że się poddałem i chciałem nagle zadzwonić do starych, żeby im wyrzucić, że to wszystko ich wina — im więcej mówił, tym jego serce biło szybciej, a on był bardziej spięty. Leżąc na łóżku tak jak wtedy, gdy się podciął. W ciemnościach, które nie mogły go upewnić, że nie miał rozciętych żył. — Ale już nie miałem sił, żeby sięgnąć do telefonu. To takie uczucie, jakbyś… jakbyś był całkiem trzeźwy na umyśle, wszystko rozumiał, a nie mógł poruszyć ciałem. Jak jebany paraliż senny — podsumował i zaklął ciszej.
I w tym wszystkim zamiast odpowiedzi dostał lekki pocałunek w czoło. Odetchnął głębiej, ściągnął brwi i całkiem opadł na plecy, pomiędzy Gregiem a ścianą. Sięgnął też do swoich przegubów i pomasował je mocno, wręcz boleśnie. Zaraz po tym poczuł wsuwający się na niego ciężar. Ciężar, który całował go po twarzy, po szyi, aż w końcu chwycił jego dłoń i objął się nią za kark.
— To musiało być niesamowite — wyszeptał Greg, jakby ktoś zza drzwi ich podsłuchiwał.
— Jeśli przez to rozumiesz coś, czego inaczej nie można doświadczyć — przyznał Buck, równie cicho. Przy tym zgiął nogi w kolanach i potarł udami o biodra mężczyzny.
Greg prychnął i spojrzał w oczy Bucka, chociaż nadal było na tyle ciemno, że nie widział ich wyraźnie. A chciał zobaczyć ich zieleń.
— Nie powinienem tego mówić, bo każdy psycholog i pielęgniarka zabroniłaby mi się z tobą widzieć, ale chciałbym kiedyś to poczuć. Żeby się przekonać, jak to jest.
— Mogę cię tylko zapewnić, że nie ma żadnego tunelu — odparł młodszy chłopak i ściągnął go za kark do namiętnego pocałunku.
Greg skorzystał z tego zaproszenia i odpowiedział na pocałunek. Jedną rękę wsunął pod kark chłopaka, a drugą pomasował jego uda. Jego dłoń była przy tym ciekawska i badała nogi Bucka, od kolana aż po pachwinę. Czuł, że były mocne. Na pewno silniejsze niż jego własne. Buck miał niezłe udka, podobnie jak tyłek. A do tego teraz te nogi ponownie się poruszyły, ocierając się o jego boki we wręcz poddańczej pozycji. Greg dodatkowo zachęcił chłopaka, żeby zarzucił mu jedną nogę na biodro, po czym bez pytania sięgnął między nich i chwycił w dłoń ich penisy, zamykając je ze sobą. Poczuł na dłoni, że ten Bucka był znacznie mniejszy od jego i że sam Buck znowu się napiął. Nawet wyciągnął dłoń w dół, do jego ręki i lekko ścisnął.
— Greg…
Mężczyzna jęknął i cmoknął go w usta.
— Wiem. Ale nie daj się prosić. Moment — zamruczał i przez chwilę poocierał ich penisy o siebie. Chciał to zrobić. — Możesz prosić, o co chcesz w zamian.
Buck nie wiedział, jak się zachować i co odpowiedzieć. Jedynie ściskał dłoń Grega na ich penisach. Skrzywił się przy tym. Dopiero po chwili zabrał rękę i objął nią jego szyję.
— To chcę, żebyś przed samym finiszem… — zaczął, ośmielony ciemnością, po czym jednak zaklął i zirytował się przez swoje własne zachowanie. Nie rozumiał, czemu się tak, do cholery, krępował przy Gregu. Przez to, jak długo utrzymywał swój kontakt z Jasonem i jak długo się z nim pieprzył, nabrał z nim pewności siebie. Zboczone teksty przychodziły mu równie łatwo jak robienie omletów na śniadanie. A teraz znów czuł się jak jakiś szczyl pierwszy raz podrywający faceta. A to był tylko seks. — Wysuń się tuż przed końcem, wsadź mi między wargi i tak dojdź — odpowiedział w końcu szybko, takim tonem, jakim nie raz beznamiętnie proponował Jasonowi loda. Ale i tak czuł, że szybkie bicie serca go zdradzało.
Greg potaknął mrukliwie.
— Jeśli tylko sobie życzysz — odparł i pocałował go. Przez to utrudnił mu komentarz, czy protest, kiedy mocniej ścisnął ich członki i ponaciskał jednym na drugiego. Possałby penisa Bucka, lecz tu już widział skrajną panikę, skoro tylko przez dotykanie go chłopak tak się spinał.
Znowu zamruczał nisko, kiedy jego główka mocniej otarła się o główkę drugiego członka. Zesztywniał przez to już zupełnie. Na szczęście czuł, że Buck też drgnął i mocniej go ścisnął. Był mocno napięty, ale też podniecony i właśnie zaczął obcałowywać jego policzki, szczękę i szyję, przy tym ściskając mocno zadartymi nogami jego biodra. Nadstawiał się.
Greg nie przedłużał bez potrzeby. W końcu puścił ich członki, a dłonią sięgnął do dziurki chłopaka. Była maleńka i słodka.
— Tu wolisz — wyszeptał. Stwierdził fakt, a nie spytał, bo od razu czuł inną reakcję chłopaka. Ten cichy jęk świadczył tylko i wyłącznie o zadowoleniu oraz przyjemności, a dziurka zachęcająco się rozkurczyła.
— Uhm — odmruknął Bully, mrużąc oczy, a po chwili już zaczął się pod nim przekręcać.
— Chcesz na brzuchu? To jak strzelę ci w usta? — spytał Greg, na razie ani nie ułatwiając Buckowi przekręcenia się, ani nie utrudniając tego.
— Kurwa… — ten zaklął i zawahał się. Lubił się pieprzyć od przodu, ale często było to żenujące, bo nie czuł się dobrze, gdy jego penis ocierał się o drugiego mężczyznę. W takim układzie czuł się trochę jak kobieta, nie tylko przez samą pozycję, ale też przez to, że niewiele miał w kroku i było to czuć. To było krępujące i odrzucające. Teraz jednak było ciemno, więc może mógłby zaryzykować. — Dobra… Niech będzie tak.
Greg uśmiechnął się do siebie. Czuł się jak zdobywca krańca świata. Chciał poznać każdą stronę Bucka, a ta wydawała mu się kompletnie nieznana i przez to bardzo pasjonująca.
— „Niech będzie”? Więc powiedz mi, jak zamienić to chociażby na „tak też będzie okej”?
— Nie, spoko. Będzie okej — zapewnił go Buck mrukliwie i pomasował jego szerokie plecy. — Tak też lubię, wbrew pozorom — prychnął, ale nie chciał w łóżku rozmawiać o swoich kompleksach. Obniżały jego podniecenie i stresowały go, więc skoro Greg chciał, żeby było okej, wytłumaczył szybko, żeby mieli ten temat z głowy: — Mam tylko zjebany mózg w części dotyczącej samooceny, ale o tym kiedy indziej.
— Już zdążyłem zauważyć. — Greg zaśmiał się trochę z niego, ale zaraz pocałował go na tyle czule, że trudno było to potraktować jako obrazę.
Nie rozpamiętywał i nie ciągnął niewygodnego tematu, tylko pomasował dziurkę Bucka i wsunął w nią dwa szczupłe palce. I ponownie usłyszał ten pożądany, niski pomruk, gdy Buck dodatkowo zakręcił swoim jędrnym tyłkiem na pościeli, a jego nogi mocniej się zadarły.
— Lubisz tak? Czy na moment cię opuścić po kremik? — spytał, pochylając się i mówiąc to bardziej do sutków Bucka niż do jego twarzy.
— Lubię, ale weź krem tym razem. Mam jutro badania. Nie wiem, czy będą kazać zdejmować gacie. Nie chcę być tam czerwony — wydyszał chłopak, bo już był podniecony i pragnący więcej. Jego dziurka bardzo ufnie poddawała się zabiegom.
Starszy pacjent ściągnął brwi i uniósł się, żeby wziąć kolejną saszetkę bardzo tłustego kremu.
— Czemu nie wiem o twoich badaniach? — spytał, mocno tym zdziwiony.
— A dlaczego powinieneś wiedzieć? Zaglądasz regularnie do mojej kartoteki? — Buck obejrzał się za nim, a gdy Greg na chwilę zostawił jego dziurkę, sam tam sięgnął i się pomacał. Była już leciutko otwarta, ciepła, ale i dla niego nieprzyjemnie naokoło owłosiona.
— Nie mogę regularnie — burknął Greg. Ewidentnie nie był zadowolony, że nie miał stałego wglądu w to, co działo się z Buckiem. A ten powoli zauważał „małą” obsesję jego osobą. To było niepokojące, ale miał nadzieję, że w szpitalnych aktach nie trzymali jakichś niekorzystnych informacji na jego temat.
— A co tam piszą w ogóle? — zapytał luźno, choć też trochę podejrzliwie.
— Że przechodziłeś różyczkę i nie byłeś regularnie szczepiony, jak byłeś mały. Dopiero w szkole wszystkie szczepienia miałeś na czas — odparł Greg bez zająknięcia, jakby to, że o tym wiedział, nie było wcale wtrącaniem się w życie drugiej osoby. Wrócił w międzyczasie między nogi chłopaka. — Połóż mi łydki na ramionach.
— O moich złamaniach po wypadnięciu z chujowo dopasowanych butów na nartach też wiesz? O ucieczce z domu i mieszkaniu dwa tygodnie w kościele? — Buck prychnął, przy okazji obsuwając się trochę w dół, żeby nie leżeć wysoko na poduszkach. Uniósł nogi i położył je tak, jak chciał mężczyzna, przy tym mocno ukazując rozciągniętą przez tę pozycję dziurkę.
— Teraz już wiem. Udało mi się zajrzeć tylko do akt medycznych. Nie pokazują całej historii — wyjaśnił Greg i rozerwał opakowanie, żeby od razu wycisnąć trochę kremu na palce oraz sięgnąć nimi do zwieracza. Przy okazji cmoknął nogę, którą miał blisko przy twarzy, pochylając się do przodu i składając chłopaka w seksownie wypiętej pozycji.
Ten przymknął całkiem oczy i zacisnął palce na własnych udach. Jeszcze przez chwilę skupiał się na miejscu, w które pocałował go Greg, ale potem czuł już tylko swoją szparkę, jakby tylko ona w całym jego ciele miała zakończenia nerwowe i tylko nią mógł czuć. Dreszcze przechodziły przez całe jego pośladki i wydawało mu się, że wnętrze jego tyłka już delikatnie pulsowało w podekscytowaniu na powitanie gorącego, twardego gościa. Nie czuł go jeszcze, ale za to znajdujące się w nim palce rozluźniały go i smarowały w bardzo przyjemny sposób. Pozycja była przy tym obnażająca, lecz i intymna przez fakt, że jak nawet nie widział wzroku Grega przez zamknięte oczy, tak czuł go na sobie. Jak go badał, jak analizował, ile tylko mógł ujrzeć przez mrok nocy. Starał się tym nie spinać, nie próbować przewidzieć, co ten mógł teraz o nim myśleć, choć momentami było trudno. Szczególnie gdy uchylił powieki i ujrzał zarys twarzy Grega bardzo blisko. Spiął się na chwilę, a potem wychylił i pocałował go lekko.
— Jesteś cholernie blisko… — szepnął. — Czasem mam wrażenie, że jakbyś mógł, to byś we mnie wniknął.
— Przeszkadza ci to? — spytał Greg i pomasował jego prostatę, jednoczesne oddając delikatny pocałunek, który na swój sposób tak nie współgrał z intensywnym i trochę wyuzdanym masażem jego tyłka.
— Jeszcze się do tego nie ustosunkowałem — prychnął Buck, czując silne rumieńce na twarzy. — Greg, ale daj go już. Jestem sztywny i otwarty.
— Nie będziesz na badaniach zaróżowiony?
— Masz krem. Może nie będę zaróżowiony podejrzanie.
Greg mruknął na zgodę. Jeszcze raz go pocałował, po czym wyprostował się trochę i trzymając swojego penisa oraz jedno udo chłopaka, nakierował się na jego wejście. Miał doskonały widok na jego krocze, jądra spływające na podbrzusze, członek Bucka i na jego twarz. Nagle pomyślał, że z chęcią z nim ucieknie tylko po to, żeby mieć seks przy świetle.
Dziurka Bully’ego ucieszyła się na tę wizytę i otworzyła zachęcająco, a on skorzystał z tego zaproszenia. Zagłębił się, a gdy znów spojrzał na twarz swojego aktualnego partnera do łóżka, nie ujrzał jej, bo była zamknięta w dłoniach. Zza nich właśnie wydobyło się zduszone „o cholera, Greg, masz taki dobry kształt”.
Mężczyzna poruszył od razu swoim „dobrym kształtem”. Chciał usłyszeć jeszcze jakieś miłe stęknięcie. I usłyszał je bardzo szybko, tym bardziej dlatego, że wiedział, jak je wywołać. Choć nie wiedział, czy to dźwięk, czy mina Bucka była bardziej pociągająca, gdy ten naraz odsunął dłonie od twarzy, złapał się jego bicepsów i kilka razy otworzył bezgłośnie wargi, jakby chciał wydać dźwięk, ale nie mógł. I na koniec jęknął nisko. Było ciemno, ale Greg nadal był mistrzem obserwacji w tym ośrodku, więc miał niejakie wrażenie, że w tej pozycji mimo oporów jego obiekt zachwytu czerpał więcej przyjemności fizycznej. A on miał zamiar pokazać mu, że było tak na sto procent. Że na plecach, ze swoim ślicznym penisem na widoku, też mogło być mu bardzo, bardzo dobrze.
— Będzie… teraz szybciej — ostrzegł i nagle opadł do przodu, jeszcze bardziej wginając Bucka. Jego nogi były uniesione w górę, a Tina, która kolejną noc pozwalała uprawiać im seks na swoich oczach, najpewniej chciała je sobie właśnie wydłubać.
Miękki materac głęboko się zapadał, gdy Greg poruszał biodrami, dymając szybko i mocno tyłek młodszego pacjenta. Jego chętną, uległą dziurkę, która wydawała mlaszczące dźwięki od nadmiaru kremu za każdym razem, gdy się wsuwał. Było to na swój sposób podniecające, podobnie jak rytmiczne uderzanie jąder o pośladki. Buck nie przyznałby tego głośno, ale lubił tę małą orkiestrę z genitaliów. Wywoływała ciarki na jego ciele, rumieńce na policzkach, sztywność sutków i uścisk w podbrzuszu. To niewątpliwie było bardzo, bardzo przyjemne. Greg miał dużo przyjemności z czucia pod palcami drżących mięśni Bucka, ściskania jego tyłka i widoku jego rozchylonych ust w kolejnych jękach. Był coraz bliżej spełnienia, a sądząc po tym, że penis przed nim był wilgotny i kapał na klatkę piersiową jego właściciela, Buckowi też niewiele brakowało.
— Już… chcesz… jak prosiłeś? — spytał, jeszcze raz schylając się nisko do pocałunku.
— Ta… aaa… ak… Zaraz przed koń… nnnn… Kurwa no… tak, do ust… — Buck wystękał, zaciskając mocno palce na pościeli po bokach ciała. Chrypiał przy tym mocno i chyba sam to słyszał, bo dodał nieprzytomnie: — Przynaaaajmniej czymś, kurwa… zwilżę gardło…
Greg nic nie odpowiedział. Było mu gorąco i był oszołomiony tym, jak jęczący i stękający Buck był seksowny. Wdanie się w dyskusję skończyłoby się niekontrolowanym wytryskiem.
— Nogi… na bok — zarządził tylko, złapał je, rozsunął i wysunął się spomiędzy nich.
Po tym szybko przemieścił się do twarzy Bucka. Chwycił go z boku, trochę za włosy i wsunął mu członek do ust, który za nic nie chciał się zgiąć w dół, tylko napinał się w górę. Buck od razu objął wargami niemożliwie twardego kutasa i przez samo to uczucie zadrżał kompulsywnie. Serce uderzyło mu w piersi mocno jak dzwon, a on po chwili poczuł, jak Greg karmi go swoją spermą. Zaczął szybko spijać, drżąc na całym ciele i zaciskając błogo oczy. Było mu nieziemsko ekstatycznie.
Starszy pacjent dyszał nad nim. Opierał się o kraniec łóżka i patrzył pod siebie, jak Buck go ssał. Miał wrażenie, że zaraz opadnie na niego, tak bardzo był rozedrgany. Miał ciarki na całej skórze, a biodra delikatnie drgały do przodu same z siebie.
— Buck… — wydyszał przez ściśnięte gardło. Chciał, żeby ten go słyszał i wiedział, że on nie pieprzy się z byle kim, tylko właśnie z Buckiem „Bullym” Bullockiem.
Chłopak od razu odpowiedział na jego głos sięgnięciem do jego biodra i pogłaskaniem go po nim niemożliwie gorącą dłonią. Dodał do tego jękliwe „mmmnnn” wciąż z penisem w ustach. Był już jednak w spazmach bliskich orgazmu, bo przy tym szybko się masturbował. I żeby przypadkiem nie zrobić mu krzywdy i nie ugryźć go, puścił członek oraz przytulił twarz do jego pachwiny, mając penisa tuż przy policzku. Dosłownie kilka sekund później napiął się cały, stęknął i trysnął kilka razy intensywnie.
Greg naprawdę żałował, że lepiej tego nie widział. Podobało mu się coraz bardziej, jak Buck reagował w seksie. Był taki wyuzdany i jednocześnie naturalny.
— Bardzo… seksownie ci z nim… przy twarzy — wydyszał, łapiąc oddech.
— Jest zajebisty, a ładnemu we wszystkim ładnie — odpowiedział Buck ze słabym uśmiechem i pogłaskał wilgotnego penisa. Zamlaskał też kilka razy, czując smak spermy w ustach. Nie była gorzka, a całkiem smaczna.
Greg zaśmiał się z tego na wydechu i w końcu odsunął biodra od jego twarzy. Zsunął się niżej, kładąc na boku, obok Bucka. Bez pytania o to, czy może, złapał go za brodę i pocałował. Naprawdę lubił jego usta. Takie niesymetryczne, ale przyjemnie miękkie. Buck jednak był zaskoczony tym pocałunkiem, ponieważ nie spodziewał się, że po napojeniu go swoim nasieniem Greg będzie chciał się całować. Ucieszył się, że chciał. Ujął go z boku twarzy, przekręcił w jego stronę i odpowiedział na pieszczotę z westchnieniem. Może we dwóch na jednym łóżku było ciasno, ale cieszył się, że mogli się tu razem gnieść.
— Mmm… I jak? Nie było ci za mało? — spytał Greg, kiedy na moment przerwali pocałunki, a on w końcu trochę ich okrył. W sumie byle jak, bo jedynie częściowo ich pośladki i krocza.
— Nn, nie. Było zajebiście. A tobie? Nie wiem, czy cię tak ściskałem, jak ostatnio — odpowiedział Buck w jego wargi, trzymając się blisko. Wiedział, że był w tej pozycji bardziej otwarty niż chociażby podczas ich ostatniego seksu, gdy robili to bez poślizgu, a jego pośladki były bardziej złączone.
— Nie — odpowiedział Greg zgodnie z prawdą, nie okłamując chłopaka i nie mydląc mu oczu. — Ale dzięki temu mogliśmy szybciej się popieścić. Było inaczej. Można odkrywać. — Zaśmiał się na koniec z samego siebie, wiedząc, że Buck zrozumie.
Zrozumiał i też uśmiechnął się lekko, a potem położył dłoń na czole Grega i odsunął jego twarz od siebie.
— A teraz twoja ciekawostka w ośrodku świrów musi się przespać w dosłownym znaczeniu. Seks jest męczący, nawet dla pasywa takiego jak ja.
— Nie wątpię — odparł Greg ze zrozumieniem i jeszcze raz go pocałował, ale w policzek. — Odwrócisz się do mnie plecami?
Buck pokiwał głową na zgodę.
— Jasne — mruknął, poprawił się, żeby mieć głowę na wysokości poduszki i odwrócił się plecami do Grega, a przodem do ściany.
Poczuł, jak wraz z ramieniem Grega na jego ciało została nasunięta pościel. Dostał jeszcze całusa w ramię, a potem już miał za sobą ciepło drugiego ciała, które przylgnęło do jego pleców, obejmując go zaborczo w pasie.
— Dobranoc, łaniu. — Greg zaśmiał się nisko, wręcz mrucząc te słowa. Też był pozytywnie wymęczony, dlatego mógł z czystym sumieniem poprzytulać się oraz w spokoju i ciszy zasnąć, leżąc na łyżeczkę z Buckiem.
— Mm, branoc — ten odpowiedział cicho i mrukliwie, ufnie wtulając się w niego plecami. Spodobało mu się to trochę klaustrofobiczne zamknięcie pomiędzy ścianą a gorącym, męskim ciałem. W tej chwili czuł, że mógłby schować się tu na cały swój pobyt w ośrodku.

7 thoughts on “Pokręcony Umysł – 6 – Pokerowa zabawa

  1. Shivunia pisze:

    Interia >> Po co być normalnym jak można być Pokręconym XD (Taki tam suchy żarcik mi się nawinął). Z magistrem rozumiem, wszystko jest ciekawsze niż magister. A teraz wielka prawda życiowa. Jak na razie do niczego mi się nie przydał. Aleeee życzę powodzenia w pisaniu. Może będzie jednak szło, jak się nagle złapie flow. Oby, trzymam kciuki.
    Buck… noo, mogą dla niego być kiepskie skutki, ogólnie kiedy się często właśnie żyje tak że daje się sobą manipulować, może być słabo. Co zabawne, dawanie manipulować się opinią społeczeństwa też się w to wlicza. Ale może z czasem jeszcze Cię zaskoczy. Ja mam osobiście do niego wielką słabość. Ale wiem że Greg też ma sporo grono fanów. Nawet mimo późniejszych wydarzeń XD
    Tak czy inaczej powodzenia z pisaniem, ze skupieniem (i czytaniem ale ti ciii :*)
    Miłego :*

  2. Inertia pisze:

    Och… teraz czuję się jak jakaś kretynka, że spamowałam Wam przez pół dnia. Przepraszam :D
    Doskonale rozumiem, że Greg musi być dosyć ciężki do pisania, sama stworzyłam postać która jest o wiele fajniejsza ode mnie i… no, to duże wyzwanie, żeby ją pociągnąć i by przy tym nie straciła swojego charakteru :)
    Ta kwestia z tym „wyjebaniem na wszystko” Bucka faktycznie sprawia, że jego zachowanie ma teraz dla mnie większy sens, co nie zmienia faktu, że takie łatwe wybaczanie „grzeszków” Gregowi może być dla niego katastrofalne w skutkach.
    A może i nie będzie – dowiem się jak przeczytam wszystko :D Te sześć rozdziałów z pewnością zachęciło mnie do zakupu, ale to dopiero gdzieś pod koniec marca. Do tego czasu obiecałam sobie, że jedyne co będę czytać to literatura do magisterki i jedyne co pisać to sama magisterka. Guess what – nie wyszło, ale staram się jeszcze bardziej nie pogrążać :D
    W NB już odnalazłam rozdział na którym skończyłam, także znowu z moich powyższych planów nici. Swoją drogą, zastanawiam się co będzie po nim. Wiem, że nie możecie zdradzić, ale ja Wam w zamian zdradzę, co mi się marzy – kontynuacja No Exit.
    Dobra, bo znowu mi jakaś kobyła wyszła. Chyba nie umiem napisać komentarza jak normalny człowiek, ehh ;/
    Pozdrawiam!

  3. Shivunia pisze:

    Inertia >> Jako że ostatnio mam niezłą fazę na PU i sama uwielbiam Bucka całym sercem a Greg to… kurcze, nawet nie wiem jak go opisać. Powiem tylko tyle, ze pisze się go inaczej niż większość postaci. Czuje czasami jakby mną gardził ;p ale to nieważne, tak to jest jak chce się być na tyle fajnym i pisać fajniejsza postać od siebie samego. Dużo też inteligentniejszą. I to w sumie wszystko zgadza się z tym co piszesz. Greg jest nieprzewidywalny, dziwny, zagadkowy, manipulujący i ma jakby osobny świat w swojej głowie. Jeszcze o tym będzie (delikatnie).
    Aby było bardziej chaotycznie, wzmianki o bezsenności i Ryanie bardzo się ze sobą ładnie łączą. Ciekawe co on też w nocy robi poza gapieniem się w sufit. Może nas czyta – incepcja. (kiepski żart)
    Oh, dziękujemy że jesteśmy „mistrzyniami w opisywaniu seksów”. W sumie ciekawie, że za to nam się wybacza pewne grzeszki. Nie będę bronić jakoś szczególnie tego że robią tam co chcą, ale starałyśmy się podkreślić, że Buck też jest zaskoczony że tak wiele Greg może. Bo on wiele rzeczy robi mocno nielegalnie. I nie dlatego że ma farta. Bo ogólnie, oni nie mogą tego robić co robią aleee… właśnie. Greg takim zwykłym pacjentem nie jest.
    O czym to ja dalej… Miło mi ogromnie że wysoko wskakuje na…podium. Trochę tam ciasno, ale bardzo mnie to i tak kojarzy. Mam nadzieje, że może będzie wkurzać w przyszłości, ale nadal będzie miał „to coś” w sobie. Dla mnie np Buck ma w sobie „to coś”. Teraz jest taki ugodowy bo… ma wyjebane. Na wszystko, na życie, na swoją godność, na przyszłość. Depresja to cwana bestia. Przybiera dziwne kształty. Ale jednocześnie, rada dla Bucka, bardzo cenna. Lepiej uważać na Grega. Cholera wie co mu do głowy strzeli.
    Pozdrawiamy, dziękujemy za komentarz. Zachęcamy mała reklamą do zakupu wersji papierowej/elektronicznej całego tomu. Plus, już za chwilę 2 tomik. I powodzenia w nadrabianiu NB. Jest już bliżej końca niż dalej, więc może łatwiej będzie się czytać ;)

    p.s. Wybacz za stresy z wstawianiem komentarza. Czasami z jakiegoś powodu komentarze wrzuca do spamu. Ale go sprawdzamy więc, zwykle jak się nie pojawi po opublikowaniu, to go wyciągamy stamtąd – co nie zmienia faktu, ze zawsze polecam kopiować, to co się napisze przed publikacją. Dlatego masz BARDZO dobry zwyczaj XD Limitu znaków z tego co wiem nie mamy. Komentarze pojawiają się w spamie czasami przez linki, czasami… bo tak. Ciężko powiedzieć. Jeszcze raz dzięki za komentarz i za wytrwałość w publikowaniu go :****

  4. Inertia pisze:

    Dobra, nie wiem, o co chodzi.
    Naprodukowałam się, trzasnęłam długaśny komentarz, ale nie mogę go opublikować z jakiegoś powodu (nie macie czasem limitu znaków?).
    Jestem już zła, więc napiszę tylko, że opowiadanie mi się podoba, a Greg plasuje się bardzo wysoko w moim prywatnym rankingu najulubieńszych postaci z waszych opowiadań.

  5. Inertia pisze:

    Jako że moja bezsenność trwa sobie ostatnio w najlepsze, to po nadrobieniu FDTS zabrałam się za Pokręcony Umysł.
    Muszę przyznać, że ciekawa historia.
    Normalnie pewnie bym się zaczęła czepiać o to, że to w ogóle nierealne, żeby pacjenci sobie tak hasali frywolnie po ośrodku, uprawiali w nim seks, kiedy tylko mają ochotę i generalnie robili, co chcieli… ale że znam już Wasz styl, to w ogóle mi to nie przeszkadza, bo przecież jesteście mistrzyniami w opisywaniu seksów, a spora część czytelników właśnie dlatego z przyjemnością Was czyta (nie kojarzę w tym momencie innych opowiadań, które dobrze opisywałyby sceny seksu – z naciskiem na „dobrze”).
    Ale do rzeczy, bo aż am ochotę usunąć powyższy akapit :D
    Buck trochę przypomina mi Charliego, choć sama nie wiem czemu. Jednak od pierwszego rozdziału już mi się z nim skojarzył.
    Za to Greg… hmm. W zależności od tego, co sobie czasem przypominam, czy NBTS czy No Exit, to moją ulubioną postacią ze wszystkich waszych opowiadań jest albo Shane albo Jasper. Greg jest silnym kandydatem, aby wkraść się na trzecie pierwsze miejsce (to zdanie chyba nie ma sensu, ale mam nadzieję, że zrozumiecie) xD. Póki co, stawiam go na równi z Ryanem, choć ten nie przebije już w moich oczach Ani Shane’a, ani Jaspera, a Greg ma jeszcze szanse. I tak, wiem, ostatnio pod FDTS pisałam, że najbardziej Lubię Rusha i Charliego, ale ich lubię jako całość, a nie oddzielnie. Jako pojedyncza postać wygrywa Ryan.
    DOBRA. NIEWAŻNE.
    Wracając – Greg.
    Jest cholernie interesujący z tym swoim przenikliwym umysłem i tym, że tak naprawdę nie wiadomo, jakie ma intencje. Czasami wydaje mi się, że to mistrz manipulacji, czasami, że jest nieszkodliwy, czasami, że jest niebezpieczny, a czasami… że jest po prostu szalony. A może jakieś combo powyższych, lub coś zupełnie innego. Człowiek zagadka, najprościej mówiąc.
    Wiem tyle, że na miejscu Bucka, uważałbym na niego – bo pewne jest, że on nie mówi wszystkiego. Pytanie tylko, czy to, co wciąż jest tajemnicą będzie tylko kolejnym elementem układanki, czy może faktycznie okaże się, że to jakiś rosyjski szpieg, psychopatyczny morderca, albo inne „zło” :D
    To byłby chyba niezły twist, ale nawet gdy okaże się, że jest „normalny”, to nie straci w moich oczach.
    Za to w moich oczach traci Buck, który jest zdecydowanie zbyt łatwowierny i za szybko odpuszcza. Oby się na tym nie przejechał.
    Cóż, czekam na tę ucieczkę.
    A w walentynkową noc chyba zacznę nadrabiać Newton Balls, choć tam to zacięłam się gdzieś w okolicach trzydziestego rozdziału także no…
    Pozdrawiam!

  6. Katka pisze:

    Damiann, może to być coś podobnego do tego, jak kobiety narzekają na małe piersi. Ale jednak wydaje mi się, że u facetów może to mieć większe znaczenie. Tzn. ja osobiście bym chciała mieć mniejsze piersi niż mam XD A jakbym była facetem, to chyba nie miałabym takich chęci odnośnie penisa XD Małe piersi są wygodniejsze. Ale generalnie jest to na pewno podobna kwestia kompleksów. „Tina ma darmowy spektakl, po co ma wydlubywac sobie oczy? Ja tam z checia bym to obejrzal xd” – hehehe, ja tak samo XD

  7. damiannluntekurbus17 pisze:

    Woow, to byl chyba jeden z ciekawszych rozdzialow z tego opowiadania. Czytalem w autobusie i przez te emocje, az mi stopy sie nagrzaly, bo wczesniej byly zimne ;p
    W ogole tak sobie myslalem o czlonku Bucka i to chyba jest to samo co kobiety, ktorym jest przykro z powodu malych piersi… nie? Spoleczenstwo tak wypralo ludziom mozgi tymi pornosami, gdzie sa aktorzy z duzymi fiutami, ze taki Buckowy ,,maluch” wywoluje smiech itd. Tak samo z biustem. Jak dziewczyna ma male to zaraz smiech, ze decha. Bo chyba nie ma czegos takiego w ciele jak ,,za maly, za duzy”. Mozna miec duzy nos, ale to nie znaczy, ze to zle. No nie wiem
    Tina ma darmowy spektakl, po co ma wydlubywac sobie oczy? Ja tam z checia bym to obejrzal xd

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s