Newton’s Balls – 92 – W cichej, ciemnej garderobie

Marshall nigdy w życiu by nie powiedział, że będzie się cieszył z konieczności chodzenia do pracy. Ale po tygodniu, podczas którego Courtney siedział w domu z racji zawieszenia w pracy, wiedział, że wychodzenie naprawdę było błogosławieństwem. Jego młodszy brat był nie do zniesienia. O wszystko się czepiał, a mało sam robił. Obiadów nie było. Nie kłopotał się nawet wychodzeniem z psami gdzieś dalej niż do ogrodu. Za to bardzo dużo grał na komputerze. Dopiero dzisiaj, w sobotę, ruszył się gdzieś dalej od biurka i biegał na bieżni. Właśnie dlatego Marshall, przeglądając ostentacyjnie ulotkę z jedzeniem na dowóz, zerkał przez ramię na Courtneya, który równomiernie oddychał, biegając i robiąc przy tym na tyle dużo hałasu, że trudno było oglądać telewizję.
— To co? Znowu żarcie z pudełka? — spytał, bo widział tylko taką opcję. Nie był samobójcą, żeby podejmować się gotowania. Page nie była opcją, by nawet odgrzać im coś, bo Courtney chyba wyrzuciłby ją z domu. Zresztą, Marshall wcale nie miał ochoty jej widzieć. Zastanawiałby się, jak ją rzucić, gdyby nie był zajęty koszmarną atmosferą w domu.
— Nie wiem… Przecież… możesz jeść… co chcesz… Marshall — wydyszał Courtney, biegnąc dalej. Miał ustawione dziesięć minut biegu na cztery minuty marszu. Robił już trzecią rundę, a jego czarny bezrękawnik był przepocony.
— Ty też możesz jeść. Chyba że masz pomysł, żeby wpaść w anoreksję albo inne gówno — odparł mu brat, odwracając się do niego częściowo.
— Martw się o swoje… ciało. Ostatnio za… dużo uwagi poświęcasz… temu, co ja robię… z moim. — Courtney zwolnił i maszerując, sięgnął po butelkę wody, zatkniętą w specjalnej podstawce. Napił się i zerknął na telefon na drugiej podpórce. Dustin nie pisał.
— Ja chociaż się interesuję, co się z tobą dzieje. Ale jak chcesz. — Marshall wzruszył ramionami. — Czyli co? Znowu się głodzisz?
— Co miała znaczyć ta pierwsza uwaga? — zapytał Courtney z krzywą miną, przecierając przedramieniem czoło.
— Nie wiem. Może tylko tyle, że chyba ja wiem jako jedyny, czemu nie ma cię w pracy. Komuś jeszcze mówiłeś, że masz urlop? — spytał Marshall niby od niechcenia, z kpiną używając słowa „urlop”.
Courtney odłożył butelkę i chwilę nie odpowiadał, przez co jego brat myślał, że zignorował rozmowę. W pewnym momencie jednak ten odpowiedział, i jak to ostatnio było normą, ostrzej niż powinien.
— Nie, nikomu nie mówiłem, bo nie wiem, czy zauważyłeś, Marshall, czy więzienie wyprało z ciebie ostatki logicznego myślenia, ale nie ma się tu czym za bardzo, kurwa, chwalić.
— Dustin chyba by nie marudził, jakby miał twoją dupę cały dzień na zawołanie —odpowiedział Marshall również nie tak, jak powinien. Na agresję reagował agresją, a że Courtney był agresywny, to kłótnie wybuchały między nimi jak pożary w Kalifornii.
— Pierdol się, Marshall. Nie jestem jego, kurwa, dupą! — odwarknął Courtney i zerknął na licznik. Wolałby już znowu biec, by fizycznie się wyżyć, a miał jeszcze cholerne trzy minuty marszu.
— To dlatego widzieliście się w tym tygodniu na kawie aż trzy razy — odparł z ironią starszy Corn, bo Courtney z nikim się nie widział, a tym bardziej z nikim nie wychodził.
Kurator nie miał zamiaru tego wszystkiego słuchać. Tych wyrzutów, jak pieprzył sobie życie, kiedy zwyczajnie próbował jakoś się w nim odnaleźć. Marshall cały czas mu cisnął, cały czas coś wytykał, jakby to wszystko było jego winą. Nawet miał pretensje o cholerny brak obiadu.
Wyłączył bieżnię, zszedł z niej i podszedł szybkim krokiem do brata. Pochylił się nad jego fotelem, oparł jedną ręką o oparcie i zapytał:
— Ja spędziłem w więzieniu kilka lat, czy ty? Ty się wyedukowałeś, czy ja? Sam ratowałeś sobie dupę za każdym razem po odsiadce, czy ja to robiłem? Dopierdalasz się, kurwa, do tego, z kim się pieprzę, a sam nie jesteś lepszy, Marshall. Staram się, wiesz?! Może i, kurwa, mam pod górę, że nie uganiam się za kobietami. Może miałbym lepiej, gdybym był hetero. Może bym był, kurwa, normalny! — podniósł głos, prostując się znowu. — To chciałeś usłyszeć? Przyznania, że chujowo, że jestem pedałem?!
Jego brat patrzył mu w twarz bez strachu. Nawet bez krztyny przejęcia tym wybuchem. Mimo że martwił się o Courtneya, nie okazał tego teraz. Więzienie, które ten mu wypomniał, oduczyło go tego.
— Raczej przyznania, że się zeszmacasz tylko dlatego, żeby komuś innemu było dobrze. Bądź, kurwa, egoistą chociaż raz w życiu.
— Sam jesteś, kurwa, szmatą, Marshall! Nie ja zmieniam partnerów w łóżku co wtorek!
Starszy Corn roześmiał się głośno i kpiąco.
— Bo, kurwa, o to mi chodziło, żebyś wyłapał to z tego, co powiedziałem! W samo, kurwa, sedno trafiłeś.
— Wstań — syknął jego młodszy brat.
— Po chuja?
— Bo siedzisz, jadąc po mnie, jak pieprzony sędzia, który pozjadał wszystkie rozumy. Wkurwia mnie, że wydaje ci się, że wiesz, co dla mnie najlepsze, wcinasz się w to, z kim jestem i jak w tym związku funkcjonuję, a nie masz pojęcia, co się ze mną dzieje, co czuję i że mam ochotę wszystkim pierdolnąć! — Courtney mówił agresywnie, z mocno wyczuwalną złością, a raczej bardzo niezdrowym żalem. Już dawno stracił nad sobą panowanie. — Tęsknię za nim i próbuję znaleźć rozwiązanie, gdzie nie będę się czuł właśnie jak porzucona szmata, a ty jeszcze masz o to, kurwa, wąty!
Marshall słuchał tego, czując irytację, ale nie okazując jej. Jakoś wierzył, że ten musiał to z siebie po prostu wyrzucić. A on był przygotowany na ten wyrzut, dlatego nie brał tego do siebie i mógł tego wysłuchać i przy okazji mu nie przywalić.
— Za Chasem czy Dustinem? Bo żaden chyba nie pisał, ani nie dzwonił — powiedział jedynie sucho i brutalnie.
Po tych słowach na twarzy Courtneya odmalował się zarówno ból, jak i skrajna wściekłość. Odwrócił się, kopnął w stolik, aż ten przewrócił się na drugi bok, a pilot, filiżanka ze spodkiem, gazeta i telefon Marshalla spadły na podłogę. Courtney krzyknął krótko i skulił się mocno, chowając głowę między ręce i kolana.
— Bo żaden mnie, kurwa, nie chce — wydusił chrapliwie.
Marshall skrzywił się i poruszył niecierpliwie. Nawet zareagował, jakby chciał się unieść i go objąć. Może trochę przesadził, ale chyba było coś w tym, żeby najpierw doprowadzać do przełomu, a potem działać. Tak mu się wydawało.
— To może ich olej i ktoś inny? Nie są jedyni, Coney.
Courtney zamiast odpowiedzieć logicznie, jak człowiek, jęknął z bólem, aż Tank i Lil, którzy cały czas spod biurka obserwowali tę scenę, drgnęli.
— Nie mam… kurwa, siły szukać — wydyszał, ewidentnie próbując nad sobą panować, a Marshall mógł się tylko domyślić, jak bardzo chciał mu przywalić za jego „złote” rady.
— No to trochę chuj, bo ci przez to odpierdala — rzucił, pochylony do przodu, z łokciami opartymi o kolana, nie bojąc się, że oberwie.
Courtney, zamiast temu zaprzeczyć, zrobił coś przeciwnego, bo podniósł się nagle, znów kopnął w stół, który przewrócił się już całkiem do góry nogami i wyszedł z salonu, trzaskając drzwiami od sypialni. Marshall po kolejnym trzaśnięciu domyślił się, że wszedł do swojej garderoby, zapewne po to, by się opanować, bo nie mógł już wytrzymać napięcia i agresji, która chciała z niego ulecieć w bardzo niezdrowy sposób.
Westchnął ciężko. Jego brat powinien pójść zobaczyć się z jakimś dobrym psychologiem czy kimś podobnym, bo nie widział, jak na razie, poprawy w jego zachowaniu. On najwidoczniej też nie umiał przełamać magicznej granicy. Ale może…
Zawahał się, po czym dał sobie czas, kiedy wstał, żeby podnieść swój telefon z podłogi. Po tym rozejrzał się w poszukiwaniu telefonu brata. Ten został na bieżni. Był pod ręką.
Zabrał go. Nie pytając o pozwolenie, odblokował komórkę i sprawdził, jakie wiadomości ostatnio i kiedy ten pisał z Dustinem. Skrzywił się ze skrajnym obrzydzeniem, zapoznawszy się z ich treścią. Zaproszenie na trójkąt, po którym ten sukinsyn nie napisał ani słowa więcej, a pamiętał, jak przygnębiony jego brat wrócił w niedzielę. Musiał go przelecieć z jakimś swoim fagasem… Wyruchać jego brata jak szmatę, którą ten od tamtego czasu ewidentnie się czuł. Aż w nim wrzało.
Odetchnął i napisał do Dustina wiadomość z telefonu Courtneya, podszywając się pod niego.
„Dustin, błagam przyjedź do mnie. Potrzebuje cię… Proszę :(”
Patrzył chwilę na smsa, zastanawiając się, czy brzmiało to wiarygodnie. Miał nadzieję, że tak. Uznał, że było okej i zrobił jeszcze jedną głupią rzecz. Identyczną wiadomość, lecz ze zmienionym imieniem, wysłał do… Chase’a.
Courtney wciąż siedział w szafie i jak go znał, nie wyjdzie stamtąd szybko. Zwykle jego załamki trwały długo i potrzebował czasu, by dojść do siebie. Dlatego spokojnie usiadł z telefonem brata ponownie na kanapie, nie kłopocząc się podnoszeniem przewróconych rzeczy. Aż naraz psy znów zastrzygły uszami, gdy komórka się rozdzwoniła. To był Dustin.
Marshall nie odbierał telefonu. Nie mógł przecież sobie urządzić pogawędki z tym dupkiem, jak go nazywał w myślach. Poczekał chwilę, aż telefon przestanie dzwonić. Zaraz po tym przyszedł sms od, tym razem, Chase’a.
„Coney? Co jest? Jesteś pewien?”
Marshall prychnął pod nosem. Obaj na razie wypadali w jego oczach marnie. A specjalnie chciał sprawdzić, któremu bardziej zależało na jego bracie. Ten czuł, że nic dla nich nie znaczy, dlatego popadał w tę swoją chorą schizę. I chyba jak na razie miał rację.
Zerknął na drzwi do sypialni, ale te wciąż były zamknięte. Napisał więc z telefonu Courtneya do każdego z nich: „Nie mogę tak rozmawiać. To nie na telefon…” I czekał dalej.
Tym razem znacznie dłużej niż wcześniej. W końcu napisał Dustin.
„To napisz, kiedy możemy się umówić. Dziś jestem umówiony, więc nie mogę ot tak przyjechać. Sorry”.
Marshall aż zaśmiał się gorzko, kiedy to przeczytał. Gdyby darzył Dustina chociaż szczątkowym szacunkiem, skasowałby jego odpowiedź. Nie zrobił jednak tego. Może i jego brat wkurzy się na niego, że w ogóle do nich napisał, ale też przekona się, jakim ten typ jest skończonym kutasem.
Jednak co było gorsze, Chase też nic nie odpisał, ani nawet nie zadzwonił. Marshall ostatecznie uznał, że jeden jest dupkiem, a drugi tchórzem. I w sumie cieszył się, że żadna z tych porażek nie chciała Courtneya. Powinien sobie znaleźć kogoś zdrowszego.
Odłożył telefon na kanapę i w końcu poszedł do kuchni, żeby zrobić sobie na kolację chociaż cholerne tosty. Zgłodniał z tego wszystkiego.
Z sypialni Courtneya nadal nie dobiegały żadne dźwięki, a on wiedział, że był ostatnią osobą, którą jego brat chciał teraz widzieć na oczy. Dlatego tam nie wchodził, a jedynie usiadł przed przewróconym stolikiem, włączył telewizor i zaczął jeść.
Kiedy po kilkunastu minutach odnosił talerz do kuchni, bo nie miał gdzie go postawić, niespodziewanie usłyszał szczekanie psów, które przebiegły pędem przez salon i zaczęły ujadać pod kuchennymi drzwiami. Marshall poszedł za nimi i uniósł brwi, gdy ujrzał, kto właśnie bez pukania wpadł do mieszkania. Psy cieszyły się na widok Chase’a, tak jak zawsze, ale sam nastolatek nie był uradowany. Było widać na jego twarzy poruszenie.
— No ładnie. Jednak jesteś — rzucił Marshall i postawił talerz przy zlewie.
Chase był zgrzany, trochę czerwony na twarzy i widocznie zdenerwowany.
— Marshall? — spytał ostro, trochę w tej chwili lekceważąc psy. — Co jest, kurwa? Tyś coś odjebał Courtneyowi?
Mężczyzna prychnął. Poza wkurzeniem go dziś, nie zrobił nic. Zresztą, Courtney nie dałby się wkurzyć, gdyby Chase go nie rzucił, a Dustin nie traktował jak szmatę. Byłby tym opanowanym sobą, dojrzałym i poważnym, jakby sam był starszym bratem.
— Ja? Chyba ty. Zresztą, czemu tu jesteś? Nie miałeś „chyba” dziewczyny? — spytał, żeby jeszcze sprawdzić chłopaka.
Ten przez to pytanie pokrył się jeszcze mocniejszą czerwienią. Tym razem nie wywołaną wysiłkiem. Musiał przyjechać na rowerze. Pytanie skąd.
— No… — Zakłopotał się mocno. — Bo Courtney pisał do mnie… Brzmiał poważnie i… Co cię to obchodzi? To, kurwa, jego sprawa, do kogo pisze — burknął, starając się bronić.
— Aha — mruknął Marshall lekceważąco i oparłszy się tyłkiem o szafkę, zaplótł ręce na nagim torsie. Był w samych spodniach dresowych. — No to ja nie wiem. Załatw se to coś z nim. Jest w szafie — dodał z krzywym grymasem.
— W szafie…? — powtórzył Chase, przypominając sobie tylko jeden raz, kiedy jego kurator, w tej chwili były kurator, zamknął się w tak małym, klaustrofobicznym i ciemnym pomieszczeniu. Jego stan przed tym, ani w trakcie, nie był najlepszy. — Co on tam robi?
— Idź i go spytaj — prychnął Marshall, nie chcąc za dużo mówić, żeby nie nastawiać chłopaka. Miał tylko nadzieję, że ten jako pierwsze nie spyta, czemu Courtney do niego pisał.
Chase spojrzał w głąb mieszkania. Nie był pewien. Wypadł jak poparzony z domu Ally i przyjechał tu. I nadal nie wiedział, czy dobrze zrobił, ale kiedy powiedział swojej dziewczynie, która była w staniku, że musi koniecznie wyjść, bo przyjaciel go potrzebuje, tak naprawdę podjął decyzję.
Na miękkich nogach udał się do sypialni Courtneya. W niej wciąż było jasno i cicho. Spostrzegł, że drzwi do garderoby były zamknięte, więc podejście do nich i otwarcie było jak kolejny mur, kolejna bariera, którą musiał pokonać. Ale zrobił to. Nacisnął klamkę i lekko uchylił drzwi, żeby ujrzeć postać w cieniu, siedzącą pod zawieszonymi na wieszaku koszulami, skuloną i bardzo głęboko, choć jakby nierówno oddychającą.
Nic nie powiedział, tylko pochylił się, kucnął i w ten sposób wszedł do środka. Drzwi za sobą tylko przymknął, żeby cokolwiek widzieć.
— Courtney…? — spytał przez ściśnięte gardło, podsuwając się ostrożnie do przodu. Całą postawą ciała pytał, czy może obok niego usiąść.
Mężczyzna uniósł spojrzenie, choć wiele nie widział poza zarysem sylwetki Chase’a. Poznał jednak jego głos.
— Czego ode mnie chcesz…? — szepnął bardzo cicho, trochę pusto, trochę jakby z trudem czy rezygnacją.
Chase głupio wzruszył ramionami.
— Nie wiem… Przyszedłem do ciebie.
Kurator znów schował twarz między kolanami i zacisnął mocniej dłonie na przedramionach, którymi się obejmował. Nic nie odpowiedział. Chłopak, trochę bojąc się jego reakcji, jednak nie widząc innego wyjścia, przysiadł obok. Blisko, żeby mężczyzna, jak przestraszony pies, poczuł jego obecność i temperaturę.
— Courtney… — spróbował jeszcze raz i ostrożnie objął go za ramiona.
Nie wiedział, jak ten zareaguje. Tak naprawdę nie miał pojęcia, co się stało, że mężczyzna w ogóle tu wylądował. Ale okazało się, że tego potrzebował. Dał się objąć, a nawet przechylił się trochę w jego stronę i wysunąwszy głowę spomiędzy swoich nóg, przytknął stroń do jego kolana.
— Źle ze mną… Pobiłem podopiecznego… Jestem cały czas wściekły… Robię głupie rzeczy — wydusił i zadrżał, nie jak dorosły mężczyzna, a mały, wystraszony szczeniak.
Chase mocniej go objął, już oboma ramionami. Był na szczęście na to wystarczająco duży i silny.
— Coney… — tym razem zdrobnił jego imię, nagle rozumiejąc, czemu miał nową panią kurator. Courtney musiał tego wszystkiego zwyczajnie nie wytrzymywać. I może też przez to pobicie ponosił jakieś konsekwencje. — Co się dzieje? Jak mogę ci pomóc? Chcę ci pomóc.
Courtney zaśmiał się, ale bardzo krótko. Nawet trudno było powiedzieć, czy ten dźwięk był śmiechem, prychnięciem, czy czymś innym. Po tym jedynie na kilka długich chwil zwyczajnie przytulił się do niego bokiem ciała.
— Zatrzymaj czas — odszeptał w końcu, głęboko wciągając zapach Chase’a. — Gdy tu jesteś, jest najlepiej.
Chase’owi nagle zrobiło się jakoś paskudnie przykro. Poczuł się jak ktoś, kto naprawdę zniszczył komuś życie, kiedy trzymał Courtneya w ramionach, a ten był w takim stanie.
Nie potrafił nic odpowiedzieć, więc jeszcze mocniej ścisnął mężczyznę w ramionach, łapiąc go za tył głowy i przyciskając ją do siebie. Może chociaż w ten sposób faktycznie mógł na trochę zatrzymać czas.
Nie czuł, żeby Courtney się trząsł, czy żeby wstrząsał nim płacz. Jedynie siedział przy nim, dając się obejmować, trochę jak pies w schronisku, który cieszył się z obecności człowieka podczas ostatnich minut ich spotkania, nim ten odejdzie i znowu go zostawi.
Chase za to musiał zacisnąć oczy, bo to, czego nie był w stanie powiedzieć Raphaelowi, to, czego nie czuł do Ally, teraz uderzyło w niego ze zdwojoną mocą, kiedy zdał sobie sprawę, jak krzywdził tego mężczyznę. Że to nie było tylko ponoszenie konsekwencji swoich decyzji.
— Coney… — wydusił drżącym głosem. — Ja… ja tak nie chcę być sobą. Nie chcę cię puszczać.
— Więc czemu to zrobiłeś? — zapytał Courtney, wtulając się w niego. — Czemu mnie nie chcesz…? Tak się o ciebie starałem — znów głos mu zadrżał, mimo że szeptał. — Zawsze się staram i… i nic.
— Bo… — zaczął Chase, ale zaraz zrobił coś kompletnie bez udziału głowy i pocałował krótko włosy Courtneya. Kiedy poczuł ich zapach tak wyraźnie, aż zabolało go serce. — Nie chciałem… To wszystko moja wina. Jak zawsze — stęknął i poczuł, jak zapiekły go oczy. Ta ciemność i ta bliskość wyciskały z niego emocje, jak szybka jazda na rowerze wyciskała z niego siły i pot. — Bałem się… Nadal się boję…
— Wiem, skarbie. Więc zostaw mnie, wróć do swojej dziewczyny — odparł Courtney, ale trudno było powiedzieć, w jakim tonie. Nie było w nim słychać wyrzutu, a jedynie potworny smutek.
Chase czuł to aż nazbyt wyraźnie i nie potrafił się odsunąć. Nawet jeśli Ally stałaby w tej chwili pod drzwiami. Ale nie stała. Była w swoim pokoju, najprawdopodobniej wściekła na niego. Pamiętał, jak się całowali, kiedy dostał wiadomość od Courtneya, a teraz ten sam mężczyzna odpychał go od siebie. Zapewne dla jego dobra. Ale on już powiedział swojemu kumplowi o tym, jak zdesperowany jest w tym, co czuje. Do tej pory wszystko trzymał w sobie i tak postępował całe życie. Aż spotkał Courtneya.
— Nie mogę… nie czuję… nie czuję do niej tego, co do ciebie — wymamrotał niewyraźnie, chrypiąc przez emocje.
Przez sekundę miał wrażenie, że mężczyzna całkiem przestał oddychać. Po tym uniósł powoli głowę i gdy przetarł jeden policzek dłonią, Chase poznał, że już wcześniej po twarzy musiały mu płynąć łzy. Nie był to jednak nagły i dławiący szloch, dlatego wcześniej tego nie czuł.
— Wciąż coś do mnie czujesz…? — zapytał, jakby łapał ostatnią nadzieję.
— Cały czas o tobie myślę… Jestem tym przerażony… — odparł Chase od razu, w tej chwili nawet samego siebie zapewniając, że nie powinien tego analizować.
Courtney powoli wyciągnął rękę do jego twarzy i najpierw przesunął nią po jego włosach, a potem kciukiem pogłaskał jego drobny nos. W ciemnościach nic nie widział, ale przez to dotyk dla nich obu był wręcz elektryzujący. Od czasu zerwania nie byli tak blisko, jak teraz.
— Przepraszam — powiedział mężczyzna. — To wszystko zaczęło się przeze mnie.
— Nnn… — zamruczał chłopak na znak protestu. Odwrócił głowę, żeby schować jak najwięcej twarzy w jego dłoni. Chciał poczuć jej ciepło, jej wsparcie, kiedy na nią lekko napierał. — Nie, ty byłeś taki od początku. Nic nie zrobiłeś.
Courtney odetchnął głęboko i znów pogłaskał jego policzki. Zamiast odnieść się do rozmowy, wyszeptał:
— Mm… Masz je lekko szorstkie…
Chase uśmiechnął się samymi ustami.
— Mógłbym być starszy…
— A ja mogłem poczekać… Przez to nie mogę cię mieć.
Chase mruknął nisko coś, co brzmiało jak potaknięcie. Sam przytulił się do mężczyzny, czując, że wcale nie przyszedł z pomocą, a… prosić o pomoc.
Czując objęcie, Courtney odpowiedział na nie mocno. Przytulił chłopaka do siebie i siebie do niego. Było ciemno, cicho, a zapach nastolatka był tak znany i wytęskniony. Tak samo jak szerokość jego ramion, kształt dłoni…
— Dalej cię kocham, Chase — wydusił przy jego uchu. — Przykro mi, że przeze mnie nie jesteś szczęśliwy.
Chłopak znowu zacisnął oczy, ale raz już to nie pomogło i znowu z oczu popłynęły mu łzy. Od rozstania był nieszczęśliwy, a kiedy był z Courtneyem był tylko zagubiony albo przestraszony. Jednak cały czas wiedział, że ma w kimś oparcie i że ktoś ciepło o nim myśli. Było to coś najprzyjemniejszego, czego doświadczył w całym swoim życiu.
— Proszę… Zostaw go… dla… dla mnie — wydukał, bo załamał się, nie radząc sobie z emocjami. Chciał wszystko cofnąć. Poprosić Courtneya wtedy w parku, żeby zapewnił go, że wszystko będzie dobrze, żeby byli po prostu ostrożni, bo on się boi. A wszystko zniszczył.
Courtney po raz kolejny zamarł, a gdy odsunął twarz od jego szyi i spróbował spojrzeć w jego oczy, głośniej wypuścił powietrze.
— Co…? — wydusił tak, że ledwie udało mu się wymusić na sobie wydanie jakiegokolwiek dźwięku. Sięgnął obiema dłońmi do twarzy chłopaka, a gdy poczuł wilgoć, sam drgnął. — Skarbie…
Chase pociągnął nosem, mocno marszcząc twarz, bo czuł, jakby zaraz miał czknąć od smutku, jaki w nim siedział. Był potwornym egoistą, przyjechał tu, bo Courtney go potrzebował, a wypłakiwał mu się w ramię.
— Zo… zostaw go. Ja potrze… buję cię bardziej — odpowiedział przez ściśnięte gardło.
Courtney stęknął cicho, po czym złapał go pewniej i mocno, z całą czułością i tęsknotą, jakie żywił wobec tego chłopaka, pocałował go, przy tym się przytulając. Zacisnął powieki i po raz kolejny stęknął w pocałunek. Chase’owi ciężko było na niego odpowiedzieć, bo był cały rozmazany, ale nieudolnie to zrobił. Było to jak jego pierwsze słabe pocałunki.
— Court… ney… — wydusił, niemal boleśnie ściskając go w ramionach. Przez to kuratorowi prawie brakowało tchu, ale równocześnie czuł, że miał do czynienia z młodym mężczyzną, nie chłopcem.
— Chase… chcę być z tobą… ale ja już nie dam rady, jak mnie znowu zostawisz. Po prostu nie dam… rady tak drugi raz.
Uścisk nie zelżał. Chase był zdesperowany. Cały czas myślał o Courtneyu. Porównywał do niego Ally, tęsknił, kiedy sam leżał w łóżku w domu, pragnął jego towarzystwa, kiedy wychodził z Tankiem na spacer. Brakowało mu oparcia, które od niego dostawał, wszystkich tych uśmiechów i sprośnych rozmów albo tego, co wspólnie robili.
— Nnn, nie mów tak — stęknął, bo nie wiedział, co będzie później. Teraz wiedział, że jakoś pokona swój strach, żeby z nim być, ale przecież tak wiele mogło się wydarzyć. — Ko… kocham cię, ale…
I dostał kolejny pocałunek, tym razem znacznie delikatniejszy.
— Szzz… — szepnął Courtney i znów go cmoknął. — Chodź tu — dodał równie cicho i objąwszy jego kark dłonią, przytulił go do siebie. — Chodzi tylko o to, żebyś chciał… Bo jak chcesz, to sobie poradzimy.
— Chcę cię, tak… Tak bardzo cię chcę. Ale nikt nie może wiedzieć. Nie… jeszcze to dla mnie… — westchnął ciężko, bo nadal był roztrzęsiony — chyba za dużo. I kurwa… miałem ci pomóc — prychnął, bo nagle go to rozbawiło. Courtney znowu go pocieszał, a przecież przyjechał, bo ten go potrzebował.
Courtney uśmiechnął się słabo i sam otarł sobie twarz z łez. Znów pogłaskał Chase’a po karku i włosach, nim oparł czoło o jego ramię.
— Pomagasz mi, jeśli chcesz, bym go rzucił. Z tobą było zupełnie inaczej… Było tak dobrze, że już nie umiem bez ciebie.
Chase nie odpowiedział od razu. Poprawił się tylko trochę i objął ramiona Courtneya, po czym samymi palcami pomasował go po głowie.
— Mi w ogóle bez ciebie nic nie szło… — wyszeptał, pociągając nosem.
— Więc… — Courtney wstrzymał oddech, jakby bał się skończyć zdanie. Jakby to wszystko, co dotąd usłyszał, było snem. — Więc chcesz, bym znowu był… twoją „dziewczyną”?
Chłopak pocałował go w skroń. Nie odsunął ust od jego skóry. Chwilę musiał pomyśleć, zapewne znowu powodując tym nerwowość u mężczyzny. Ale nie chciał mówić czegoś głupiego.
— Nnn… Znaczy. Myślę, że no… chcę, żebyś zgodził się być… moim no… facetem.
Kolejny raz w ciągu tych kilku minut Courtney był zszokowany jego słowami. Przytulił go bardzo mocno i jęknął cicho. Czuł, że całkowicie się rozkleił, tak samo jak chwilę temu Chase.
— W po… rządku — wykrztusił. — Kurwa… Aż nie wierzę, że tu jesteś. — Jego głos drżał, a on sam nie powstrzymał się przed kilkoma kolejnymi pocałunkami.
— A ja nie chcę wychodzić z szafy — odparł Chase, nie mając pojęcia o wieloznaczności tego, co powiedział. Chciał po prostu jak najdłużej tu zostać i nie musieć stawiać czoła Marshallowi, Raphaelowi, no i… Ally.
— Nie wiem, jaką szafę masz na myśli, ale możesz w niej być tyle, ile tylko chcesz — zapewnił go kurator i przesunął nosem po jego policzku. Tak bardzo tęsknił za tym zapachem. — Ale może… zostaniesz też dziś na noc? Ja też cię potrzebuję…
— Masz Tanka. Jakby nie… nowa kurator, szkoła i praca, to mógłbym w ogóle od ciebie nie wychodzić — odpowiedział Chase. Cmokał twarz mężczyzny byle gdzie. Chciał go nieustannie dotykać.
— Więc po kurateli chcę cię tu na dobre — odparł Courtney, czując, że mimo budowania, a raczej odnawiania związku z nastoletnim chłopakiem, to chciał, by tym jedynym był właśnie on. Przy nikim innym nie czuł się tak wolny. Nikogo nie kochał równie mocno i z nikim nie było mu tak dobrze. Tak, jak być powinno. — A dzisiejszej nocy cię nie puszczę. — Zawahał się, choć dodał: — Boję się, że to przemyślisz i znów mnie tu zostawisz.
Chase chciał najpierw zaprzeczyć, ale jak znał siebie, to… Courtney miał rację.
— I dobrze. Jestem jednak za głupi, żeby podejmować dobre decyzje samodzielnie.
— Nie jesteś głupi — zaprzeczył od razu mężczyzna. — Zbyt wiele razy to słyszałeś i uwierzyłeś. Ale to nieprawda i uwierz mi, skarbie. Wiem, co mówię.
— No jak na razie powinieneś być pierwszym, który powinien to poprzeć… Ostatnio, no, jak byłeś tu, to nie dla rozrywki — burknął Chase, myśląc, jak to jego decyzja doprowadziła Courtneya do takiego stanu.
— Pokłóciłem się z Marshallem… Znowu. Wyładowuję się na nim. — Courtney zacisnął szczękę, czując się winnym. Jak za każdym razem, gdy ich kłótnie kończyły się rękoczynami czy wyjściem jednego z nich do innego pokoju lub na zewnątrz. — On cię tu ściągnął?
Chase ściągnął brwi.
— Eee… No nie. Ty pisałeś, że mam przyjechać i że… to nie na telefon — odparł, kompletnie zdębiały, kiedy usłyszał to pytanie. Już spokojniej rozmawiali, chociaż żaden nie chciał ani wyjść z szafy, ani puścić drugiego. To, że pewnie mieli czerwone oczy, mogło trochę na to wpływać, podobnie jak swoista intymność w tej szafie.
— Co? — powtórzył Courtney, będąc w równym szoku jak nastolatek. — Zostawiłem telefon w pokoju, bo biegałem… Marshall musiał napisać.
Wręcz w to nie wierzył, ale nie było innej opcji. Jego brat musiał to zrobić, choć nie wiedział, jaki miałby w tym cel. Nie lubił Chase’a, od kiedy tan z nim zerwał, nie aprobował też jego orientacji, choć chyba nie o nią ostatnio chodziło w ich sporach.
Był w szoku, a wyrzuty sumienia, które dręczyły go po kłótni, jeszcze bardziej się wzmogły.
— Marshall? — Chase skrzywił się, ale zaraz chyba zignorował to, że starszy Corn tak go nastraszył. Wyszło z tego coś dobrego, a to chyba było najważniejsze. — Nieważne… kto napisał. Potrzebowałeś… Obaj no chyba potrzebowaliśmy, żebym tu był, nie? — jeszcze spytał, chcąc usłyszeć potwierdzenie.
Courtney pokiwał głową i przytknął czoło do jego czoła.
— Bardzo…
Chase nie odsunął się, a wręcz wyciągnął się, żeby posmakować ust Courtneya. Delikatnie łapał jego wargi swoimi.
— Są słone…
— Twoje też… — odpowiedział mężczyzna, jakby usłyszał zarzut. Po tym uśmiechnął się słabo. — Sorry. Miałem duży kryzys i… wszystko we mnie wybuchło. Albo wybuchało ostatnio. Miesiąc będziesz musiał wytrzymać z nową kurator.
— Właśnie… — Chase na chwilę odsunął twarz od jego, żeby chociaż spróbować na niego spojrzeć. Widział tylko zarys jego twarzy. Na Boga, był zakochany w facecie. Aż sam w to nie wierzył. — Mogłeś jakoś no… mi powiedzieć. Teraz rozumiem, ale… myślałem, że masz mnie kompletnie dość. Że wiesz, jakiś wniosek czy coś, żeby już mnie nie widzieć.
— Nie. Po prostu… To było bardzo dziecinne. Facet nazwał mnie dziwką państwową, wziąłem to do siebie i mu przywaliłem… — wytłumaczył Courtney, wręcz nie wierząc, że tak ostro zareagował na bełkot alkoholika.
— Jebłeś go?
— Mhm. Przewrócił się i rozwalił sobie głowę. Nic poważnego, ale… — Westchnął. — Och, Chase, nie teraz o tym. Chodźmy stąd może? Muszę się umyć… Biegałem, mam mokrą twarz i chyba… dawno tu nie odkurzałem, bo czuję wszędzie kurz.
Chase krótko się zaśmiał.
— Kiedy zauważasz, że jest brudno, znaczy, że wracasz do siebie. Stół nadal w salonie jest przewrócony. To też ty? Jak ten wazon?
Tym razem Courtney przytaknął. Nie lubił, kiedy tak wybuchał. Było to dla niego taką samą słabością, jak sięgnięcie po butelkę przez alkoholika. Wiedział, że ma z tym problem i że mocno mu to przeszkadzało w życiu codziennym.
Chase cmoknął go w policzek. Po tym puścił go i klęknął na jedno kolano, żeby złapać Courtneya za dłoń.
— To chodź. Muszę znowu cię sobie obejrzeć — zachęcił go do wyjścia z garderoby, podnosząc się.
Mężczyzna uniósł się i wyszedł z nim do sypialni. Musiał mocno zmrużyć oczy, bo na dworze wciąż było jasno, przez co w pomieszczeniu także. Zamrugał kilka razy, przetarł twarz i spojrzał na Chase’a. Sam jego widok sprawił, że zalało go ciepło, a dodatkowa myśl, że może z nim znów być, zmieniła tę sobotę z potwornej w naprawdę cudowną. Nie umiał się pohamować przed objęciem go mocno za kark i równie mocnym przytuleniem.
Chłopak też go objął. Przytknął nawet głowę do jego szyi i potarł skórę nosem. Długo jednak to nie trwało, bo zaraz mocno ścisnął mężczyznę w pasie i na moment dźwignął go w górę. Courtney przez to stęknął i mocniej się go złapał.
— Boże, Chase… nh… jakbym nie wiedział, że pracujesz w schronisku, to bym zapytał, czy ostatnio więcej przerzucasz na szrocie…
— Nie, nie trenuję też specjalnie. Ale się stęskniłem. Jesteś taki cholernie idealny. — Nastolatek zaśmiał się i zaraz pocałował go, aż odchylając do tyłu. Nie przeszkadzało mu, że mężczyzna pachniał potem po bieganiu. Sam nie pachniał kwiatkami po tym, jak w pośpiechu przyjechał tu na rowerze.
Przez ten niespodziewany komplement Courtney aż się zarumienił. Czuł taką… szczerość w głosie Chase’a. I teraz, kiedy miał porównanie, widział, jak inaczej mówił do niego Chase, a jak inaczej Dustin. Na jak innym poziomie były te komplementy.
— Też się stęskniłem — odpowiedział miękko i znów cmoknął Chase’a. Musiał przez to trochę wyciągając się na palcach. — To może… razem się umyjemy? W wannie?
Chłopak zamruczał potakująco, ale nie puścił kuratora, ani się nie ruszył.
— Mmm… Już, chwila — dodał, jeszcze raz go całując. — Aż mi dziwnie, kurna.
— Jest tak dobrze, hm? — dopytał Courtney z łagodnym uśmiechem, chcąc utonąć w tym objęciu.
— No. Niby wiem, że każdy, gdyby o tym wiedział, to by się wkurwił, że też nie mogę cię tak trzymać gdzieś indziej, ani nic, ale, kurwa… — Chase zaśmiał się krótko. — Dlatego tu chyba mi to wisi. — Wzruszył ramionami, po czym zaraz dodał: — Znaczy, nie tak całkiem, bo nadal mam stres straszny, ale… lubię cię blisko.
— Ja ciebie też. Lubię to, że też lubisz się obejmować — przyznał Courtney, któremu potwornie brakowało czułości w związku z Dustinem, choć z drugiej strony nie chciał jej od niego aż tak bardzo.
— To może serio się trochę obejmiemy w tej wannie? I ten… Mam coś mówić Marshallowi? — spytał jeszcze, zbierając się w sobie, żeby wyjść z sypialni.
— Hm? Nie, na razie nie. Spokojnie. Pójdź do łazienki, ja mu tylko powiem, że… że jest pomocnym dupkiem — odpowiedział Courtney ciężkim tonem, nim sam się odsunął i trochę poprawił pomięty bezrękawnik. Miał nadzieję, że nie było widać, że miał przekrwione oczy. Nie chciał od Marshalla głupich komentarzy.
Chase skinął głową na znak zrozumienia. Wolał w tej chwili myśleć o Ally i o tym, że powinien jej coś napisać. Wyszedł za Courtneyem z sypialni. Dopiero teraz zaczynał czuć, jak przepoconą miał koszulkę pod grubą bluzą.
Marshall wciąż był w salonie przed przewróconym stolikiem. Popatrzył na nich czujnie, ale bez słowa. A gdy Chase zwyczajnie zniknął w łazience, odprowadził go spojrzeniem. Courtney za do podszedł do brata, pochylił się do niego i… zabrał swój telefon, leżący obok na kanapie. Uniósł go wymownie.
— Pisałeś do Chase’a?
— To twój telefon. Ty pisałeś o swoim stanie, w którym pogrążał cię fakt, że nikt cię, biedaku, nie kocha — odparł Marshall z luzackim uśmiechem, czując się spokojniejszy, że sytuacja w końcu się wyklarowała. A przynajmniej na to wyglądało, bo miał jej dość. Widział po jego twarzy, że coś się wyjaśniło i przynajmniej Courtney był uspokojony. Nie spodziewał się jednak, jak daleko to zaszło, gdy brat mu powiedział:
— Kocha. Chase… do mnie wrócił.
Starszy Corn spojrzał na brata z jawnym zaskoczeniem.
— Tak? A to obaj nie byliście w jakichś związkach? Ty i Dustin, Chase i „chyba” dziewczyna? — spytał nie po to, żeby być uszczypliwy. Sam chciał, żeby jego brat był w końcu z kimś, komu na nim zależy, ale musiał się zwyczajnie upewnić, czy to nie było ich jakieś szalone zachłyśnięcie, po którym będzie jeszcze gorzej.
— Nie wiem, jak Chase. Muszę z nim pogadać, jak wygląda jego sytuacja z dziewczyną. — Courtney wcale dobrze nie czuł się z tym, że chłopak kogoś miał. Ale z drugiej strony, sam też był niejako zajęty. Przy stawianiu na nogi stolika, dodał: — A z Dustinem to załatwię.
— Aha…. — przytaknął Marshall z rękoma założonymi na piersi. — W sumie dobrze. Nie lubię chuja. Jakoś nie widzę go siedzącego z tobą tyle czasu po ciemku.
Courtney obszedł jeszcze stolik i podniósł z podłogi wszystko, co pozrzucał. Poustawiał rzeczy na blacie i ruszył do łazienki.
— Dustin… Dustin to już historia — mruknął, po czym zatrzymał się jeszcze raz, kawałek przed drzwiami i obejrzał się. — I przepraszam, Marshall. Ja też czasem bywam tym gorszym bratem.
Mężczyzna znowu wzruszył ramionami.
— Bywa. Na razie się tym ponapawam, bo pewnie, znając ciebie, szybko zmienisz zdanie.
Otrzymał w odpowiedzi tylko krótki uśmiech, po czym brat zniknął mu z oczu, a on mógł spokojnie wrócić do oglądania telewizji.
Jeśli Courtney nie wkurzy się nadmiernie za to, że pisał też do Dustina, to mógł naprawdę być z siebie dumnym. Wydawał się dużo bardziej stabilny niż przez cały ten tydzień. Może jego zaczerwienione oczy o tym nie świadczyły, ale też wyglądał jakby lepiej, bardziej pozytywnie. Dlatego Marshall miał nadzieję, że jego mała intryga wyjdzie im wszystkim na dobre.

34 thoughts on “Newton’s Balls – 92 – W cichej, ciemnej garderobie

  1. Katka pisze:

    Mati, podsumuję ostatnie 3 Twoje komentarze. Hehe, zaczęło się od frustracji, czemu oni nie mogą dotrzeć do siebie, a na końcu radość i wzruszenie :D Tak miało być! Marshall to w ogóle serio niebawem dostanie pomnik z peleryną w tęczę XD Jest prawdziwym bohaterem. Na Wikipedii powinni o nim pisać XD Jeszcze co do poprzedniego – „ Ale ogólnie to współczuję, bo taka rozmowa do łatwych nie należy… Oj zdecydowanie nie, hehe” – no właaaśnie. Ale widzisz, że Chase mimo to się przemógł. Mnie się wydaje, że fakt, że się odważył komuś o tym powiedzieć, oznaczał, że nie poddał się jeśli chodziło o Courtneya, nawet jeśli nieświadomie. Mógł o nim zapomnieć i zamknąć ten etap historii. Bo skoro się rozeszli, to nie było sensu się komukolwiek przyznawać. A jednak to zrobił, czyli Courtney był cały czas w jego głowie. No i na szczęście się zeszli :)

  2. Mati pisze:

    Marshall, kocham Cię i mianuję mianem (?) najlepszej postaci tego opowiadania.
    A co do Chase’a i Courtney’a… Popłakałem się i tyle w tym temacie. Dziękuję, Dziewczyny…

  3. Katka pisze:

    Luana, och tak, to zdecydowanie dobrze zrobiłaś, że czytałaś kilka rozdziałów na raz, bo jakoś dopiero teraz, jak wrzucałyśmy tekst na stronę, zauważyłyśmy, że okres od rozstania Courtneya i Chase’a do ich zejścia trwał naprawdę… długo. Więc czytelnicy musieli nieźle walczyć z cierpliwością XD
    Bardzo fajnie, że scena w szafie wzruszyła :D taki był zamiar. A chłopcy sami też nieźle się rozkleili, więc i my nie dziwimy się czytelnikom, hehe. No i masz rację, razem na pewno raźniej, wiec powinno być teraz z górki.
    Co do Philipa i Jamesa, to tak, też mam do takich postaci niekiedy dużo sympatii, a jednak nie jest to ulubiony typ bohatera wśród czytelników. Może taka nieporadność drażni, lecz jest tak, jak mówisz. Każdy jest inni i ludzie potrafią sobie nie radzić z wieloma rzeczami. Głównie z emocjami. Jamesa to ja bym cały czas na miejscu Walta tuliła i okrywała kocykiem XD
    Dziękujemy za komentarz :) Bardzo nam miło, że się podobało!

  4. Luana pisze:

    TAK! NARESZCIE! Wybaczcie, ale nie mogłam się powstrzymać. Czytałam to opowiadanie przez ostatnie dni na raty i na szczęście nie musiałam tyle czasu czekać na ich pojednanie co inni, ale i tak ciężko było wytrwać. Przecież serce się krajało kiedy czytało się o nich będących z dala od siebie, tęskniących i robiących głupoty. Teraz to w końcu czuję ulgę. A Marshal to mój bohater. W ogóle od początku go lubiłam. Kocha swojego brata. Owszem chciałby, aby ten nie był gejem, bo może chodzi o to, że będąc nim będzie po prostu bardziej cierpiał. Ale najważniejsze, że połączył tych dwóch idiotów. Scena w szafie była piękna. Wzruszyłam się i na pewno nie miałam suchych oczu. Wiele jeszcze przed nimi, bo na pewno łatwo nie będzie, ale wierzę, że w końcu im się uda. Obaj dorosną i każdy na swój sposób. Na pewno jeden drugiemu jest bardzo potrzebny i ciepło się robi na sercu, że się kochają. :)
    Tekst bardzo mi się podobał. Świetny pomysł na niego z kuratorem tak bardzo pasywem, że wow i jego podopiecznym (czekam na to by i Chase kiedyś oddał Courtneyowi swój tyłek). Zwlekałam z czytaniem, bo czekałam na całość, ale w końcu się złamałam. Dobrze, bo poznałam fantastyczne postacie i źle, bo teraz ciężko będzie czekać na ciąg dalszy.
    Bardzo fajną postacią jest Philip. Wiem, że dużo ludzi nie lubi takich ciapek jak on czy James, nazywa ich słabymi i chętnie by im przywaliło (czego tak naprawdę nie rozumiem, bo każdy jest inny, a nie znaczy, że gorszy), ale ja ich uwielbiam. Chętnie bym poczytała o nim jako głównym bohaterze, lub o podobnej osobie, tekst, który wyszedłby spod Waszego pióra. :)
    Bardzo dobrze spędziłam wieczory czytając to opowiadanie i czekam na kolejne rozdziały.

    Pozdrawiam cieplutko. :)

  5. Katka pisze:

    Bebok, spoko, rozumiem, jak czasem życie dopada i nie ma czasu na ogarnięcie wszystkiego, co by się chciało :) Ale mimo wszystko super, że co jakiś czas udało Ci się poczytać :D
    Hehe, śmiesznie podsumowałaś chłopaków. Chase jako dojrzały mężczyzna… który tak jak mówisz, nie radzi sobie ze swoją decyzją, czyli dojrzały jednak za bardzo nie jest. I Courtney, który jako dojrzały męzczyzna zmienił się nie do poznania i zaczął zachowywać jak zraniony nastolatek.
    Ale tak, teraz będzie na pewno lepiej, chociaż Chase chyba jest tym wszystkim jeszcze lekko przerażony :)

    Ookami Guni, piękny komentarz! Dziękujemy bardzo za niego :D Ale kurcze, mam nadzieję, ze jakiegoś wielkiego trybu zombie nie było XD Potem się okaże, że przyczyniłyśmy się do jakiegoś wypadku w miejscu pracy czy coś… Na szczęście trudno nas będzie z tym jednak powiązać XD
    „ Coś na skraju odkrycia, iż ziemia jest tak naprawdę okrągłą a nie płaska – SERIO.” – haha, trochę tak. Chase wreszcie ogarnął, że warto jest sięgnąć po to, czego się pragnie, bo tu chodzi o jego szczęście i niech inni myślą co chcą. Zdecydowanie było to przełomowe. Oby tylko nagle mu nie przeszło.
    Kurcze, serio, bardzo nam miło czytać Twój komentarz. Znamy też różnych autorów i wiem, że każdy z nas pisze inaczej, dlatego też czytelnicy mają możliwość wybrania tego swojego ulubionego, ale zawsze jest nam miło, kiedy udaje się nam zdobyć serce danego czytelnika :) No i mam nadzieję, że uda się nam jeszcze napisać wiele historii, żeby poszerzyć to spectrum światów i gatunków, o jakich piszesz, że już się tu znajdują :) Pomysłów mamy mnóstwo! Gorzej niestety z czasem, ale robimy co możemy.
    Jeszcze raz wielkie dzięki za Twój komentarz!

    Yaoistka, 4 dni na całe NB, nieźle :D I cieszymy się, że się podobało! Dzięki za ciepłe słowa <3

  6. Yaoistka ^^ pisze:

    Tak! Całe opowiadanie przeczytałam w 4dni na spokojnie… Nie spiesząc się. I już tutaj najnowszy rozdział i cudownie wam dziewczyny idzie ta historia. Cieszę się że już w kolejnej uczestniczę i mogę być na bieżąco. =)
    Czuje się zaszczycona i tak bardzo was podziwiam. Jesteście cudowne, macie masę pomysłowi to widać. Byle tak dalej.
    weny! =)

  7. Ookami Guni pisze:

    Od czego by tu zacząć??? … Dobra może by tak: -DZIĘKUJĘ !!!
    [[[ normalnie nie komentuje ale to tutaj..]]]
    Czytałam ten rozdział po raz pierwszy od razu jak tylko wszedł na stronkę (do pracy musiałam wstać na 4). Zaryzykowałam tryb zombie przez 12h w pracy dla tej perełki. Nie spodziewałam się, iż to będzie rozdział o powrocie naszych gołąbków do siebie. Po prostu mój mózg się już zaprogramował do kolejnej dawki historii z waszych opowiadań. Bez tego chyba nie będę mogła już funkcjonować :D To prawie jak uzależnienie.
    Mimo to czytam ten rozdział już od czterech dni co jakiś czas. Nie wiem czy to jest spowodowane tym, iż boję się, że może być to jakieś złudzenie czy też nie dowierzam temu co tu pisze. Chłopaki w końcu do siebie wrócili. Matko to takie emocjonujące. To jak Chase wypłakuje się Courtneyowi aby zostawił Dustina czy decyduje się na poproszenie o to by ten został jego FACETEM – jest dla mnie przełomowe. Coś na skraju odkrycia, iż ziemia jest tak naprawdę okrągłą a nie płaska – SERIO.
    Czytam wasze opowiadania od tak dawna. Przeczytałam wszystko po za Fire Dragon Tatto Studio. Podchodziłam kilka razy ale wynik był ten sam – przerywałam po jakimś czasie. Widocznie akurat to opowiadanie nie jest dla mnie. Za to cała reszta to magia pisarska. To co tu robicie jest nie do opisania. Dla mnie zżycie się z bohaterami książek to niekiedy trudna kwestia w szczególności gdy jest mowa o LBGT _MxM_ bo ja jestem kobieta a opki są o facetach. Wtedy czyta się takie blogi dla wątku miłosnego czy też jakieś ciekawiej historii. Przy waszej twórczości to nie stanowi problemu. To jak ukazujecie świat zawarty w tych historiach i różnorodność postaci pod względem charakteru czy wyglądu jest bajeczna. Przebieg zdarzeń też w wielu przypadkach zaskakuje. Dla takich opowiadań człowiek żyje.
    I to nie jest bezpodstawne słodzenie tylko moja szczera opinia. Prowadzicie jedną z lepszych jak nie najlepszą stronke o LBGT. Czytałam już masę, naprawdę masę opowiadań. Wasze historię nie są tylko na jedno kopyto. Tu mamy co tylko dusza zapragnie: wampiry, świat zarażony wirusem, wilkołaki, czasy westernu wzbogacone „fantazy” smaczkami czy coś dla kogoś co woli raczej opki takie zwyczajne, realne zabarwione jakimiś typowymi problemami. Wszystko na jednej stronie i to w takiej sprawdzinej profesjonalnej wręcz wersji. Widać jak na dłoni ile wkładacie w to wysiłku i czasu. Mam nadzieję, że nigdy nie przyjdzie wam do głowy porzucenie pisarstwa. Była by to zbrodnia i to wielka.
    Jedyne co mi pozostaje to powtórzenie się i powiedzenie raz jeszcze: -DZIĘKUJĘ.

  8. Bebok :D pisze:

    Kat, sporo się podziało nie tylko u waszych bohaterów haha :d Czytam jak tylko czas pozwala, w tej chwili właśnie zaczęłam Pokręcony umysł. Miałam sporą przerwę od tego miejsca niestety, trochę też zajęło nadrabianie i powoli się odkopuję z zaległości, postaram się zostawić parę słów co jakiś czas :D
    Co do przełomowych rozdziałów to już pod ostatnim chciałam coś napisać bo dosłownie emocje mną targały na wszystkie strony, ale tym razem już wymiękłam kompletnie, tyle na to czekałam bo nie mogłam znieść tych dwóch sierotek które robiły krzywdę nie tylko sobie, ale też wszystkim dookoła. Chase mnie rozbrajał bo niby podjął dojrzałą choć podszytą strachem decyzję (moim zdaniem zachował się bardzo rozsądnie jak na siebie, nie myślał tylko o tym co stanie się jemu, ale też o tym jakie konsekwencje ich związku może ponieść Corn), ale kompletnie nie potrafił sobie poradzić z tym co ona przyniosła. Courney z kolei zmienił się nie do poznania z troskliwego kochającego faceta i lekko szalonego ale w pozytywnym sensie, w urażoną, skrzywdzoną przez świat nastolatkę. Przeszkadzał mi jego stosunek do wszystkiego chyba, a w szczególności do Dustina i jego kutasa. Kwiatki, czekoladki i dupa sprzedana, ehh. Smutno się robiło na prawdę. Mam nadzieję że od teraz będzie tylko lepiej! Trzymam za nich kciuki ^^

  9. Katka pisze:

    Andrea, trzymamy kciuki za cierpliwość w oczekiwaniu na kolejny rozdział! :)

    Bebok, nooo, miło widzieć Twój nick po tak długim czasie XD Przyznam, że tęskniłam, ale bardzo fajnie, że wciąż nas czytasz. Przełomowe rozdziały są zajebistych wyciągaczem z szafy osób, które zaginęły na jakiś czas, a tu się okazuje, że wciąż gdzieś tam są XD My robimy co w naszej mocy, by nie przestawać pisać :) Oby jeszcze długo się dało XD

  10. Bebok :D pisze:

    Mój Boże NARESZCIE <3 <3 <3 <3
    Ten rozdział totalnie poprawił mi humor! Poprzednie nieco mi rozwalały opinię o kuratorze szczególnie ten z trójkątem (oblecha, tak się kurwić). No ale powiedzmy że rozumiem potrzebę odreagowania… Marshall za swoją intrygę ma mega plusa, zresztą całkiem lubię tego wrednego braciszka :D

    Pierwszy komentarz od dłuuuugiego czasu i jeszcze taki słaby T_T No cóż, życie nikogo nie oszczędza. Podziwiam, że macie czas na tego bloga i nas tak dopieszczacie <3 Dużo weny dziewczyny!

  11. Andrea pisze:

    ☺☺☺dzięki za odpowiedź (miałam na myśli luty 😇). To jedno z moich ulubionych opowiadań . Łatwo Ci powiedzieć☺. 😆 pewnie że dam radę buziaki.

  12. Katka pisze:

    Jelis, Dustin stoi im na drodze, to fakt, ale może Courtneyowi uda się jakoś z nim uporać. Byle problemów nie robił… Choć już teraz na pewno będzie im łatwiej, kiedy się wreszcie pogodzili XD

    Andrea, hehe, bardzo nas cieszy, ze tyle emocji wzbudził ten rozdział! :D I że wzruszył, to tym bardziej. A czas do nowego rozdziału na pewno szybko minie :) Zawsze tak jest XD

  13. Andrea pisze:

    Strasznie emocje ledwo przeżyłam. Płakałam jak bóbr. Teraz powiedzcie mi jak mam wytrzymać do 14 stycznia bo wtedy pojami się nowy rozdział. Jak żyć 😕😆😉

  14. Jelis pisze:

    W końcu czekałam na to od momentu ich rozstania. Chase zrobił postepy, przyznał się kilku osobom i Courtney nie jest już jego kuratorem. To wiele im ulatwia. Teraz tylko pozbyć się Dustina nie znoszę go. Marshall taka wróżka chrzestna 😂

  15. Shivunia pisze:

    Fumishi >> Oto krótka historia jak to Marshall z antagonisty stał się bohaterem. I cieeeeszy nas, że spełniliśmy to oczekiwanie ;)

    Another69 >>Ale czuć emocje w twoim komentarzy. Radość, smutek i więcej radości z ulgą. I taaa, relacja Dustina będzie na pewno, pytanie jaka i czy też wywoła tyle emocji. Mam nadzieje, że się nam uda :D

    pannazwilka >> Moooże, teraz będą żyli długo i szczęśliwie, ale jeszcze kilka kwestii jest do wyjaśnienia, więc … nie będę nic zdradzać. Chase za to trochę się już wyjaśnił, ale może to jeszcze rozwinie, co by Coney wiedział jak to tam mu w głowie siedziało tak po całości, a nie tylko w części. Ale już jest postęp wooow. Dustin – ah, nadal bawi mnie jak wiele osób mu kibicowało. Ale teraz, zgadzam się że powinien dostać po dupie.
    A na resztę przyjdzie czas ;) Prędzej czy później, więc nie trać nadziei.

    kamaija >> Lol, to takie skrajne. Hejt i miłość na raz. Ooook XD Ale cóż, najważniejsze, że się podobało i że było słodkie i w ogóle miód oraz orzeszki. Nawet nie wiedziałam, że to tak słodko wyszło, bo jak się człowiek wczuwał w postacie to było jednak sporo też mniej pozytywnych uczuć. Ale tak!W końcu sa razem, naaaaaareszcie. I tak „chyba” dziewczyna… nie miała farta :(

    dragon >> opowiadanie może doczekać się swojej formy ebookowej, a może też książkowej, ale w przyszłości. Jeśli o to pytasz ;)

    Tazkiel >> Idąc takim tokiem rozumowania, to wielu z nas było by głupio, że jechało po Marshallu. Bo teraz okazuje się, że jest bohaterem i opiekunem ogniska domowego ;P Chase też ma swoje za kołnierzem, wiec pewnie zasłużył. W mniejszym czy większym stopniu. Aleeee też, tak, na pewno jemu było by łatwiej w życiu jakby ludzie mieli w niego wiarę. I trochę też on sam w siebie. Może też dlatego, Coney jest dla niego taki idealny, bo ma w niego wiarę i do tego JEST chemia :P
    Z tą dojrzałością… nazwała bym to wyczekiwanym skokiem na głębszą wodę. Ale z dojrzałością, chyba też ma to sporo wspólnego, bo jednak nie zawsze prosto jest zrobić ten zdecydowany krok w którąś stronę. Tak jak piszesz, chcą mimo trudności, razem iść w tym wspólnym kierunku. Taaa… to chyba też dojrzałość. Nie jest ona prosta niestety.
    Marshall, chyba konkurował w tym rozdziale z byciem na językach z wyznaniem Chase’a. Bo jednak co by nie było, brat jest jeden i to rodzina, jaka by nie była. A Dustin… Dustin może sie %$#^$#* – jakby powiedział Marshall XDDDD

  16. Tazkiel pisze:

    I teraz mi głupio, że ostatnio tak na Chase’a najeżdżałam! No, może nie głupio, bo jednak się cieszę, że nie do końca miałam rację :D. Cóż, lubię się mylić, jeżeli w rezultacie okazuje się, że ktoś jest lepszy niż oczekiwałam. Niemniej jednak mogłam mieć więcej wiary w niego… :DD. Bardzo fajnie, że Chase w końcu pokazał jak bardzo mu na Courtneyu zależy i że jest jednak bardziej dojrzały, niż pokazywał wcześniej. To była naprawdę słodka i urocza scena. I tyle emocji!!! I wyznali sobie miłość!! Wspaniale!!! Ale najważniejsze, że chcą spróbować być ze sobą i razem pokonywać trudności. Na tym polega związek. Dobra, bo się rozpędziłam z wykrzyknikami, co jednak mogę poradzić, skoro nareszcie akcja ruszyła w dobrym kierunku :DD. Fajnie, że tym razem to Marshall okazał się być tym wspierającym, pomocnym bratem. Co prawda w swoim stylu, ale zawsze :D. Ostatecznie liczy się efekt, a ten jest bardzo dobry! I jeszcze bardzo się cieszę, że Dustin odchodzi w siną dal, podstępna żmija. A taki się wydawał w porządku…Gadzina, myśląca penisem gadzina. Marshall jednak się nie mylił co do niego.
    Malutka uwaga : tu jest błąd „Musiał przez to trochę wyciągając się na palcach.” powinno być „Musiał przez to trochę wyciągnąć na palcach.” I jeszcze tutaj : „Jeśli Courtney nie wkurzy się nadmiernie za to, że pisał też do Dustina, to mógł naprawdę być z siebie dumnym.” powinno być : „Jeśli Courtney nie wkurzy się nadmiernie za to, że pisał też do Dustina, to mógł naprawdę być z siebie dumny.”
    Dzięki za świetny rozdział. Dobrze się bawiłam przy czytaniu.
    Pozdrawiam i do poczytania
    Tazkiel

  17. kamaija pisze:

    Omg! Omg! Nareszcie. Nadal hejce tą parę ze względów zawodowych xD ale jakie to było słodkie.
    Trafiłam idealnie jeśli chodzi o wstrzelenie się na po Dustin’owe rozdziały. Idealnie wręcz. Brawo Marshall.
    Szczerze, to ja chyba w tym opowiadaniu nie lubię żadnego bohatera. No może trochę młodego Newton’a ale tylko troszkę, bo to straszna ciapa jest.
    Miłości. Miłości i więcej miłości.
    Szkoda tylko „chyba” dziewczyny. Kojarzę ją tylko z momentu jak się poznali, ale chyba nie czuję potrzeby nadrabiania tej luki. Nawet jeśli coś super ciekawego miało tam miejsce

  18. pannazwilka pisze:

    I teraz żyli długo i szczęśliwie :) A sorki … to nie ta bajka, ale dlaczego nie mogłoby już być tylko lepiej? Niech jeszcze Chase wytłumaczy dlaczego z niego taki dureń i będzie bajka, Dustina proszę potraktować konkretnie, z przytupem, aby na dupę nie mógł usiąść przez miesiąc !@#$, tylko żeby nie namieszał bardziej w związku chłopaków. Jeszcze parę słów co u mojej ulubionej parki adwokata i nauczyciela, jak sobie radzą w małżeństwie? Jakaś gorąca scenka, poproszę (oczy szczeniaczka). Pozdrawiam i życzę weny.

  19. Another69 pisze:

    No i o to chodziło! Wreszcieeee! Łzy, szloch i cierpienie, a na końcu katharsis! Jezu, ile czekałam. No ja nie mogę.
    Umarłam.
    Czekam na konfrontacje z Dastinem.
    Pozdrowionka, idę odetchnąć.
    Te emocje, jeny.

  20. fumishi pisze:

    Marshall bohaterem rozdziału! <3 Tyle czasu na to czekałam i wreszcie się doczekałam. <333333333333333333333333333

  21. Katka pisze:

    Kaczuch_A, to pierwsze „TAK” było takie cudownie wymowne XD Hehe, Marshall jest bohaterem całego Newton’s Balls chyba XD Co by kukurydz bez niego zrobił… A co do Dustina to tak, totalne ścierwo. I niestety jednak nieprzewidywalne. I taaak, dobrze zauważasz, że Chase chyba trooochę dojrzał a przynajmniej jego uczucia dojrzały i zaczął zauważać, co jest ważniejsze. Prawie dorosły meżczyzna z niego XD Cieszę się, że rozdział przyprawił o dobry humor :D
    I pieseły przede wszystkim! Teraz będzie wielka psia rodzina!

    Damiann, dokładnie tak – gdyby nie Marshall, to równie dobrze kukurydz i Chase by się w ogóle nie zeszli. Dobrze jednak czasem mieć rodzeństwo, jak się okazuje XD „W ogole przez caly ten czas sie balem, ze beda uprawiac seks w tej szafie xD” – hahaha XD to brzmi, jakby to nie o seks chodziło tylko o jakiegoś potwora z szafy, tak to napisałeś XD Na szczęście nie uprawiali seksu XD A szafę Courtney poleca. Jak masz taką i będziesz wkurwiony, spróbuj użyć. Może coś w tym jest XD

    Tess, baaaardzo super, że było czuć to przepełnienie emocjami, bo i Courtney i Chase mocno to przeżyli i na pewno było w tym dużo dudnienia serca. Podoba mi się też Twoje pozytywne podejście do tego, ze jakos to teraz będzie. Ale w sumie coś jest w tym, że kiedy już się jest razem, to wszystko jakoś latwiej przychodzi, więc może rzeczywiście obejdzie się bez utrudnień :)

    Kyna, „Nie można było wcześniej?!” – taaa też zadaję sobie to pytanie XD jakoś tak jak się na to z boku spojrzy, to jednak ta ich rozłąka dużo czasu trwała. A wszystko teraz wydaje się takie proste XD Btw mam nadzieję, ze egzamin dobrze poszedł… Współczuję okresu sesji. Intensywnie jest na pewno… Trzymamy mocno kciuki, Coney też, bo on jednak wierzy w edukację XD
    Hm, co do spokojnej rozmowy to przyznam, że jednak już jakiś czas temu pisałyśmy NB więc do końca nie pamiętam, jak to potem u nich było, ale fakt faktem, ze przydałoby się im to. Chooociaż, dobrze przewidujesz – bez seksów się nie obejdzie XD
    Dzięki za komentarz w środku nocy XD Doceniamy bardzo!

    Nanu, taaak, niby wszystko jest kruche, bo jakby wciąż jeszcze są w związkach, Chase wciąż jest uczniem, Coney kuratorem, ale jakoś już pozytywniej jest przez fakt, że są razem. Dzięki temu na pewno łatwiej będzie im pokonać jakieś trudności. I obaj potrzebują tej drugiej połówki, więc powinno być okej.
    Oba zerwania, jak gdybasz, mogą być równocześnie trudne, jak i łatwe. Zależy też od tego, jak Ally i Dustin zareagują. Coney na pewno nie ma obiekcji przed zerwaniem, ale Chase może mieć pewne opory przed skrzywdzeniem Ally… Ale zobaczymy!
    „Czyżbyśmy mieli w końcu dowiedzieć się, jaki to tatuaż po zerwaniu zrobił sobie pan kurator?” – hehehe, pięknie przewidujesz XD Tak, nadchodzi ten moment, bo dotychczas nie było wiadomo, co tam sobie wytatuował :D
    Twój komentarz był bardzo fajny, długi, emocjonalny i gdybający, a to zawsze bardzo lubimy! :D Także dziękujemy bardzo, podobał nam się i w ogóle cieszymy się, że mogłyśmy ucieszyć takim rozdziałem :)

    Omega, Marshallowi zdecydowanie zalezy na bracie. I wreszcie ten nie może mówić, że chodzi mu tylko o wygodne mieszkanie itd. Pokazał, co to braterska miłość XD Ale po komentarzach widzę, że nie tylko z Marshalla jesteście dumni, ale też z Chase’a :D I jest z czego. Przyznanie się nawet przed sobą, że się jest z facetem, jest trudne dla kogoś takiego jak on, a jednak mu się udalo :D Przemógł się. I Courtney na pewno to docenia.
    Dziękujemy za wenę!

    Kan, noo, naczekali się chłopcy na ten happy moment XD

    SakueSeva, gdyby takie rozdziały były codziennie, to byście się zaslodzili jednak XD Musi być trochę dram. Chyba ze mówisz ogólnie o nowym rozdziale każdego dnia XD bo my bardzo chętnie, ale aż tyle czasu na pisanie jednak niestety nie ma XD
    Hahaha, Marshall kupidynek XD Podoba mi się to określenie. Zobaczyłam go na takiej chmurce, siedzącego z łukiem i strzałami i tak marudnie strzelającego nimi w tyłek Chase’a XD
    „Marshall może śmiało kandydować na bohatera narodowego!” – jak godnie :D Chociaż ja bym się zastanawiala, czynie lepiej jako symbol obrony praw LGBT XD Ale tego by na pewno nikomu nie wybraczył XD
    Widzę, że ogólnie pozytywnie widzisz teraz ich przyszłość, ale jednak takie lekkie „co jeśli jednak coś się spierdoli?” zostało. Jeszcze troszkę tych rozdziałów przed nami, więc nie wiadomo. Na razie najważniejsze, że mają jeden kryzys pokonany!
    Pozdrawiamy cieplutko i dziękujemy za komentarz :)

    Erwina, haha, tak, wiem, że udało się przedstawić Dustina jako spoko kolesia. Taki był zamysł, bo chciałyśmy go pokazac okiem Courtneya, a Dustin nieźle na początku grał i mącił mu w głowie. Dlatego wydawał się spoko. ale potem wyszło szydło z worka…
    Swoją drogą fajnie, ze poczytałaś NBTS :3 Muszę się kiedyś wziąć za ogarnięcie tego opka, poprawkę i może wydanie…
    Ale serio… czytanie o 5 rano O.o współczuję. Mam nadzieję, ze pomogłyśmy miło spędzić dzień XD
    A co do kolejnego tomu PU – to już niedługo! :D

    Kasia, Marshall hero of the day!

    Kinka, ooo, juz 3 lata! :D Długo! Cieszmy się, że ten rozdział wyciągnął Cię z szafy XD bardzo nas cieszy także, że rozdział się podobał. Taki wyczekany… XD Pozdrawiamy!

  22. Kinka pisze:

    Naprawdę??? Koniec rozdziału….??? Przecież ja oszaleje! :p
    Pierwszy raz komentuje a czytam was już ponad 3 lata!!!
    Po prostu nie mogłam się doczekać tego rozdziału gdy chłopaki do siebie wrócą. Liczyłam na to każdą myślą swą, czynem i słowem :D hahaha
    Nie no dziewczyny zajebiaszczy rozdział, jedyny w swoim rodzaju!!

    Dziękuję i proszę o więcej! ;)

  23. kaczuch_A pisze:

    Teraz bardziej konstruktywnie, Marshall jesteś zajebity! Oficjalnie zyskał dla mnie miano mega super starszego brata! Klawo! Dustin to ścierwo i frajer i mam nadzieję, że nie narobi tylko żadnych problemów, bo z takimi jak on nie wiadomo. Chase, jesteś uroczy, że przyjechałeś zostawiłeś cycki i jestem z niego dumna, normalnie czuje się jak matka, aż się łezka w oku zakręci że chłopak dorasta i dorobił się jaj i kocha kukurydza. Pan kurator mnie zaskakuje jak dla mnie ma w cholerę nierówno pod kopułą i jestem ciekawa jak mu pozwolili na pracę jako kurator w ogóle. I tak strasznie się cieszę, że się pogodzili teraz może być już tylko lepiej! TAK! <3 Cudownie, taki idealny power i aż mam dobry humor przez ten rozdział! c-u-d-o-w-n-i-e~!

    Kcem czytać dalej~!
    Weny~!
    I pieseły będą się cieszyć znowu~!

  24. Kasia pisze:

    ❤💓💗💙💚💛💜💞💟💖 Wzruszyłam się dziewczynki :) Marshall jest moim bohaterem :)

  25. Erwina Smith pisze:

    D. Ty…*niezła wiązanka przekleństw*
    (nie chcę brzydko pisać) -to co napisałam wygląda jak ukryta wiadomość, ale zostawię.W pewnym momencie przez parę rozdziałów naprawdę go lubiłam.Udało wam się dziewczyny sporo osób zmylićXDD po tytule obstawiałm Davida i Shaneya, bo przyzwyczaiłam się do dość długiego przekładania powrotu do siebie tych co właśnie teraz się zeszli.I dlatego, że ostatnio sobie ponownie przeczytałam NBTS.Więc jeszcze analizuje, dlatego ich tutaj przyczepiłam.Coney gratuluję brata.To było mega!
    *dużo wyrazów opisujących szczęście, które czuję* no teraz czekam na plac zabaw, w którym będzie dużo miłości :P
    Czytałam to o piątej, bo o tej godzinie wstałam.Nie wstaje o tej godzinie sama z siebie.Mój mózg się tego rozdziału domagał po prostuXD ja to może zabrałabym się za coś czego nie czytałam a nie powtarzam zajefajne opowiadania
    No i na kolejny tom Pokręconego umysłu czekam

  26. SakueSeva pisze:

    Powiem Wam… szkoda, że takich rodziałów nie ma codziennie. Teraz nie mogę czytać o 24-ej, bo praca 😲, ale czytanie o 4-ej rano jest chyba fajniejsze. Poważnie rozbudza 👍. Aż mi kawy nie trzeba było przed wyjściem z domu.
    Marshall Ty mój mały dzielny żołnierzyku… choć może powinnam napisać kupidynku ❤. Już tam pal licho jeśli Coney będzie zły o sms-a do Dustina. To tylko dosadnie pokazuje jaki z niego niedomyty kutas. Wybaczcie niecenzuralne słownictwo ale aż mi się scyzoryk w kieszeni otwiera jak czytam o tym kretynie. Niech se szuka innych naiwniaków do trójkątów i innych orgii!
    Marshall może śmiało kandydować na bohatera narodowego!
    Nie wierzę, że Chase i Coney do siebie wrócili. Po ostatnim rodziale wiedziałam, że to już blisko ale… w mordę jeża, no! Tak się cieszę.
    Niesamowite jak autodestrukcyjny jest Courtney bez drugiej połówki. O dziwo przed Chasem jakoś sobie radził a teraz… aż ciężko sobie wyobrazić jak bardzo musiało go to zaboleć :(.
    Chase, chłopie! Piona, gratki i w ogóle! Powiedziałeś Coney, że go kochasz! Chcesz żeby był Twoim facetem! Woohoo! Jestem z niego taka dumna i taka szczęśliwa. Wyobrażam sobie minę Ally kiedy Chase zostawił ją w samym staniku i pognał do Coney. Upojne są to myśli 😍.
    Ach, jak dobrze, jak dobrze. Mam nadzieję, że teraz będzie tylko z górki. Dustin się odpieprzy, Ally nauczy się, że istnieją kryptogeje, Coney może wróci równowaga a Chase wystawi stopę z szafy 😅. Bardzo… fajnie.
    Choć pewnie jeszcze coś się zdąży spieprzyć. Kumple Chase’a może?
    Chciałabym też doświadczyć jakiejś poważnej rozmowy między Chasem a Courtney’em. Takiej na serio-serio. Ale zobaczymy co to będzie ;).
    Pozdrawiam, życzę Wam dużo weny i dzięki za świetny rodział.
    Do poczytania! 😁

  27. Omega pisze:

    W końcuuuu! Yay! Jak już wspominałam, to do Marshalla miałam dobre przeczucia od samego początku i teraz pokazał, że bardzo zależy mu na jego bracie i to niezależnie od jego orientacji, za co zyskał uznanie mnie kolejne punkty xD
    Mam nadzieję, że Courtney zobaczy, że taki sam esemes jak do Chaesa, został wysłany do jego podróbki chłopaka. To dla mnie oczywiste, że Dustin zostanie odrzucony, ale chcę by kurator raz na zawsze przekonał się, jakim jest on człowiekiem.
    W ogóle to jestem z Chaesa dumna, bo w końcu „moja dziewczyna jest facetem” zmieniło się na mój chłopak. Mam tylko nadzieję, że wszystko co związane z jego orientacją nie wyjdzie przed zakończeniem szkoły, bo jednak nie chcę aby olał końcówkę roku szkolnego przez to, że będzie się bał opinii innych, albo żeby naprawdę skończył tak jak profesor… cóż, najważniejsze jest to, że ma wokół siebie osoby, które go wspierają (między innymi ojca, który mimo iż jest w więzieniu, to jest jedynym członkiem rodziny, któremu zależy na dobrze chłopaka).
    Rozdział od długiego czasu, który daje złudzenie uspokojenia sytuacji. Dobrze że zarówno Chase jak i Courtney nie muszą się już męczyć bez siebie wzajemnie, bo aż ciężko było się temu przyglądać, ale niestety zwykle jest tak, że jak wszystko zaczyna się układać, to coś się spierdoli :/
    Tradycyjnie weny życzę :3

  28. Nanu pisze:

    W końcu! TAK, TAK, TAK! Nareszcie się doczekaliśmy!
    Tak właśnie po tytule liczyłam na jakąś grubszą sytuację i nie zawiodłam się xD
    I chociaż jak na razie wszystko wydaje się raczej kruche i niepewne, to przynajmniej znowu są razem. A to najważniejsze ^^ ale coś czuję, że dla Chase’a zerwanie z Ally może być dość trudne… Jakby nie było, rezygnuje z dziewczyny na rzecz mężczyzny, chociaż… Chłopaczyna, pomimo tych wszystkich wątpliwości i strachu, chyba dorósł w końcu do tej myśli („Myślę, że no… chcę, żebyś zgodził się być… moim no… facetem.” Brawo Chase! No inna jego korzyść przemawia jeszcze „[…]ale kiedy powiedział swojej dziewczynie, która była w staniku, że musi koniecznie wyjść, bo przyjaciel go potrzebuje, tak naprawdę podjął decyzję.” Normalnie byłam z niego dumna xD (ah, no i nie możemy zapomnieć, że w poprzednim rozdziale przyznał się kolejnej osobie… Znowu byłam mega dumna xD )). Ale jakoś nie martwię się zbytnio o zerwanie Coneya z tym dupkiem, ale tez mam wątpliwości czy będzie to takie przyjemne (ależ jakże satysfakcjonujące, dla nas, czytelników ^^ i dla Marshalla pewnie też xD) . W ogóle… Strasznie smutno mi się zrobiło, jak Coney przepraszał Chase’a… Próbuje brać odpowiedzialność, za coś, do nie było jego winą… Mam nadzieję, że kiedyś przestanie myśleć w ten sposób, chociaż wiem, że może być ciężko.
    No i mam nadzieję, że nasza kochana parka wyjaśni sobie wszystko ^^ i w ogóle kąpiel… Czyżbyśmy mieli w końcu dowiedzieć się, jaki to tatuaż po zerwaniu zrobił sobie pan kurator? ^^ ( chyba że to już było a ja nie pamiętam oO)
    Ooo no i Marshall… Cicha gwiazda tego rozdziału. Już ostatnio bawiła mnie myśl, że bawi się w swatkę, ale dopiero teraz faktycznie zabrał się do roboty xD ah, jaki cwaniaczek, wyszło lepiej, niż się spodziewał… Chwała mu za to :) i w ogóle cieszę się, że Marshall okazał się taki, a nie inny. Niby szorstki i agresywny, ale troszczy i martwi się o brata. I tak powinno być ;)
    Ahh, już nie mogę doczekać się kolejnego rozdziału… Mam nadzieję że atmosferą akurat będzie pasował do walentynek xD
    Weny, weny, dużo chęci i wolnego czasu życzę :)

    P.s. mam nadzieję że ten komentarz nie jest zbyt chaotyczny i da się go zrozumieć (…i te nawiasy) xD nie umiem ich pisać, więc zazwyczaj jestem jednym z tych złych, okropnych, cichych czytelników xD

  29. Kyna pisze:

    Marshall, oficjalnie Cię kocham!
    W ogóle wow! Nie wierzę :o W końcu! I co tak nagle! Tak po prostu! Nie można było wcześniej?! xDDDDDDDD
    Dobra, już się uspokajam :D
    Albo nie…
    RANY! ONI DO SIEBIE WRÓCILI!
    YAAAAAAAA! :DDD
    Dzięki Wam będę miała dobre sny haha xD tak sobie tu wpadłam pełna nadziei, że przed jutrzejszym egzaminem i po dzisiejszym rysowaniu prac poprawi mi się nastrój, a tu proszę. Aż nie żałuję jutrzejszego niewyspania (choć też bez przesady, ładnych pare godzin przede mną).
    A teraz na poważnie… spróbuję xD
    Smuci mnie to, że Corn nie potrafi być stabilny bez „drugiej połowy”. Bez niej wdaje się w jakieś dziwne relacje i pozwala im wpływać na swoją samoocenę itp itd.
    Bardzo mi się spodobało jak chłopcy mogą się teraz uzupełnić i na siebie wpłynąć.
    Czekam, aż wyjaśnią sobie wszystko – błagam, znajdźcie czas na szczerą, spokojną i poważną rozmowę pomiędzy seksami… Ok. To chyba mało możliwe xD ale czeeeeekam z niecierpliwością na te rozmowy. Bo one pokażą co Choze (musiałam, nawet jeśli to tylko dla mnie zrozumiały żart…:,) faktycznie miał na myśli zostawiając Corna. (O ile, jak tak teraz myślę, dobrze zrozumiałam/pamiętam, że nie zrobił tego tylko dla siebie?)
    A. I czekam na Choze na dole :P to byłby dziwny i ciekawy eksperyment haha serio. To się musi kiedyś stać. Chociaż raz i eksperymentalnie – nie wiem dlaczego, ale sama myśl o ich zamienionych rolach mnie śmieszy xD
    Pozdrawiam serdecznie!
    Weny, czasu i chęci. I wieeele powodzenia :)

  30. Tess pisze:

    I ty możesz zostać bohaterem w swoim domu!
    Marshall! Jestem z Ciebie taka dumna! Taki nasz mały amorek, kupidynek, swatka i inne tego typu, no~! Nareszcie ktoś sie za nich wziął. Wierzę, że teraz może być już tylko lepiej. Dustin to dupa wołowa, więc się nim nie przejmuje, było minęło. Z Ally też się załatwi. Teraz tylko niech emocje opadną i mam nadzieję, że będzie gites ;)

    Czekałam na ten rozdział, wiecie? Był taki przepełniony emocjami, że aż mi zabrakło tchu w piersi. Dziękuje, no :*

  31. damiannluntekurbus17 pisze:

    No, ten Marshall to jednak serio spoko brat. Niby tak nie lubil gejow, a jednak dla cierpiacego brata tyle zrobil. Jakby nie on to Courtney by dlugo jeszcze czekal az Chase do niego wroci :D
    I w koncu sa razem, teraz tylko ogarnac tego Dustina tepego. Wiedzialem, ze cos takiego napisze, ze niby zajety… pewnie znowu sie jebal z kims.
    W ogole przez caly ten czas sie balem, ze beda uprawiac seks w tej szafie xD
    I ten pomysl z szafa jest serio spoko, zeby nic juz nie rozwalic, wyciszyc sie to mozna sie zamknac w ciasnym pomieszczeniu 🤔

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s