Fire Dragon Tattoo Studio II – 13 – Spięcia w tropikach

Finn był osobą, która budziła się wczesnym rankiem i szybko zbierała się z łóżka. Nie potrafił zbyt długo się wylegiwać. Coś zawsze zmuszało go do szybkiego zerwania się. Dlatego wcale nie zdziwił się, kiedy po zejściu na śniadanie nie zobaczył wielu gości hotelowych, a tym bardziej swoich towarzyszy w tej dziwnej wycieczce. Wczoraj posiedzieli dłużej, niż planowali. Spodziewał się jednak, że ci niebawem wstaną, ponieważ mieli wyruszyć do parku narodowego.
Niespiesznie zjadł śniadanie, myśląc o tym wszystkim, czego wczoraj się dowiedział. Lenny Tunder był homo. Ten sam mężczyzna, który dowodził najważniejszą grupą w więzieniu. To było szokujące, ale… uspokoiło go. Wcześniej czuł się przy nim bardzo mocno skrępowany swoimi reakcjami i dziwnymi myślami. Gdy pierwszy raz dostał wzwodu w więzieniu podczas bycia posuwanym przez Mulata, wydawało mu się, że to koniec. Że ten go wyśmieje, rozpowie reszcie, a ci zgnoją go za bycie pedałem. Ale tak się nie stało. Lenny zupełnie to zignorował. Nie zrobił mu z tego powodu żadnej krzywdy. Może dlatego po tym, jak Finn odebrał go z więzienia, był w stanie przyznać się do tego, co czuł. Do tego, że… myślał o facetach.
W duchu żałował, że Lenny był z Ryanem. Odebrawszy od niego telefon, miał nadzieję, że może… znowu to zrobią. Ale teraz nie było na to szans, a Finn czuł się głupio z samym sobą, kiedy zdał sobie sprawę, że ponownie chciał być wzięty przez innego faceta.
Smarując świeże pieczywo pastą, myślał też o znajomych Lenny’ego. Ryana już znał. Ale był jeszcze Mike i Charlie. Ten pierwszy jakoś dziwnie nie pasował mu do osoby Lenny’ego. Był jakby z innego środowiska, choć przyjemnie się z nim rozmawiało. Nie był uprzedzony, ani do tego, że siedział w więzieniu, ani do tego, że jego kumple byli homo. A Charlie… Charlie był całkiem uroczy, jeśli mógł tak pomyśleć o mężczyźnie.
Pierwsi do stolika dosiedli się właśnie Mike i Charlie. Finn pogadał z nimi chwilę o samym parku, kiedy Mike przy okazji śniadania pokazał mu mapę. A po kwadransie pilot podszedł do stolików z jedzeniem i napojami, żeby zrobić sobie więcej kawy. I właśnie w tym samym momencie na dół zszedł Ryan.
— Hej — rzucił do Finna, stając obok niego, kiedy nakładał sobie różne wędliny i sery na talerz, a pilot wybierał opcje w ekspresie.
— O, hej — odpowiedział i obejrzał się na ich wspólny stolik. — Lenny jeszcze śpi?
— Hm… Jak ostatnio widziałem go wchodzącego pod prysznic, to wyglądał, jakby faktycznie spał, więc w sumie nie wiem, jak odpowiedzieć na twoje pytanie. Ale nie, już zebrał się z łóżka, jeśli o to pytasz. — Finn pamiętał, że Ryan zawsze w więzieniu dużo mówił. I najwyraźniej się to nie zmieniło. — A jeżeli już mowa o Lennym, to przyznam, że masz do niego zaskakujące podejście jak na to, jak spędzaliście wspólnie czas w więzieniu.
Pilot już czuł, że nie będzie to łatwa rozmowa. Podejrzewał, że Ryan był o niego… zazdrosny. A może czuł się zagrożony. Tego nie wiedział.
Wybrał kawę z mlekiem i czekając, aż ta zacznie wypełniać jego filiżankę, odwrócił się do rozmówcy.
— Nie wiem, ile Lenny ci opowiadał o tym, na czym polegały naprawdę jego kontakty z księżniczkami, ale nie chodziło o wykorzystywanie i dymanie podopiecznych — powiedział z dystansem, ostrożnie.
Ryan w duchu mocno się skrzywił, kiedy Finn wypowiedział na głos słowo „księżniczki”. Cholernie irytowało go, że to określenie dotyczyło innych osób.
— Więc nie czułeś się wykorzystywany, kiedy jakiś czarny koleś wsadzał ci chuja w dupę i w sumie wszyscy inni o tym wiedzieli? — dopytał z krzywym uśmiechem, sięgając po dużą pitę.
— Ryan… Gdyby nie Lenny, jeden aryjski kutas najpierw rozjebałby mi dupę, a potem zrobił sobie na niej orgię z innymi chłopakami. — Finn ściszył głos, stając bliżej młodszego mężczyzny. — Tam musiało być coś za coś. A cena, jaką płaciłem za wyjście z więzienia w całości, bez gorszych traum czy okaleczeń, była naprawdę niska. I naprawdę… uważam, że miałem tam lepiej niż wielu niezależnych więźniów.
Czarne oczy Ryana zmrużyły się lekko, kiedy odpowiedział na to bezpośrednie spojrzenie. Stali blisko siebie przy stole z jedzeniem, zapewne z niepokojem obserwowani przez Mike’a i Charliego z oddali.
— W takim razie cieszę się, że mój facet zapewnił ci bezpieczeństwo w tamtym uroczym, pełnym złych samców miejscu — odpowiedział Ryan z uśmiechem, który wcale nie wyglądał przyjaźnie. A Finn z jakiegoś powodu wiedział, że użycie zwrotu „mój facet” wcale nie było przypadkowe. Był ciekaw, czy Lenny mówił coś swojemu chłopakowi o tym, że przeleciał go po wyjściu.
— Mhm… W ogóle polecam owoce. Są naprawdę świeże — dodał, nie wiedząc, jak inaczej zakończyć tę rozmowę. I po swoich słowach zabrał filiżankę, by następnie wrócić do stolika.
Tam czekali na niego wpatrzeni Mike i Charlie. Ten pierwszy dłużej wytrzymał spojrzenie i nawet zerknął na Ryana, jeszcze stojącego przy bufecie.
— Nie lubiliście się?
Finn usiadł z filiżanką, kiedy dwójka rozmówców jeszcze jadła.
— Nie, to nie o to chodzi. Ryan był zawsze zdystansowany do osób, które trzymały się z Lennym — odpowiedział pokrętnie. — Ale może jeszcze się do mnie przekona.
— Miejmy nadzieję — odparł Mike, bo przez te widoczne spięcia między tą dwójką robiło się niezręcznie. Ale nie tylko im…
Lenny, który właśnie zszedł do nich na dół, też nie był zachwycony z napięcia, jakie powstało. Kiedy wczoraj poinformował Ryana o tym, że Finn już o nich wie i nie ma z tym problemu, miał wrażenie, jakby jego facet wcale się z tego faktu nie ucieszył. Atmosfery też nie polepszył seks na dobranoc… bo żadnego seksu nie było. Rano Lenny dowiedział, się, że nie zrobią niczego wspólnie także pod prysznicem, bo Ryan już wczoraj się mył i nie chciało mu się po przebudzeniu. Dlatego wyszedł z łazienki, zanim Lenny zdążył się do niego dobrać. Ostatnio naprawdę rzadko się pieprzyli, jeśli chodziło o penetrację. I cholernie mu tego brakowało.
Przywitał się ze wszystkimi przy stoliku i od razu poszedł po jedzenie. Naładowawszy sobie dużo różnych składników na talerz, wrócił do reszty i usiadł. Bardziej wsłuchiwał się w rozmowę, niż w niej uczestniczył. Ale przy tym poczuł pod stolikiem dłoń… Aż spojrzał w dół, by następnie ujrzeć rękę Ryana na swoim kolanie. Ten, jakby nigdy nic, opowiadał coś reszcie, popijając sok.
Lenny nie mógł powiedzieć, że nie był zaskoczony. Obaj nie mieli w zwyczaju dotykać się w miejscach publicznych. A teraz, nie dość, że nie pieprzyli się jak szaleni przy każdej nadarzającej okazji, to jeszcze Ryan trzymał go za kolano, jakby upewniał się, że jest obok. Był skonfundowany tym, co się działo.
— … i są tam też wodospady. Można wykupić wycieczkę, ale jest też normalnie mapa, więc idziemy sami pozwiedzać. O, i właśnie, skoro są tam wodospady, można się trochę pomoczyć… — Mike mówił dalej o planie ich wycieczki, ale Lenny nie bardzo był w stanie go słuchać. Jego myśli krążyły wokół jego kontaktów z Ryanem.
— Czyli mamy wziąć kąpielówki na przebranie? — zapytał Charlie.
— Myślę, że możesz się pomoczyć nawet w zwykłych spodenkach, bo pewnie szybko wyschną w tej pięknej, słonecznej pogodzie — zasugerował Ryan, powoli przesuwając dłonią po nodze swojego faceta.
— Jest tu na tyle tropikalnie, że powietrze jest niemal jak woda. Ale możesz założyć spodenki na spodenki albo tak jak Ryan mówi. Nie wydaje mi się, żeby było tam miejsce na przebranie się. — Mike podzielił się z nimi swoimi przemyśleniami i jeszcze pokazał na mapie, jak planują jechać. Musieli dostać się bardziej na północ wyspy, gdzie zaczynał się szlak.
— To pewnie zaraz się zbieramy? — dopytał Lenny, powoli kończąc swoje śniadanie.
Kiedy Mike przytaknął, a Finn dopytał:
— Długo będzie trwać ta wycieczka? Zastanawiam się, czy zdążę wrócić na szóstą na moje umówione spotkanie.
— Z tego co widzę, nie powinno być problemu. To krótki szlak. Najwyżej weź coś na przebranie do samochodu?
— Mhm. — Finn zerknął krótko na Lenny’ego i zauważył, że ręka Ryana znajdowała się pod dziwnym kontem. Kiedy spostrzegł, że musiała w takim razie spoczywać na jego kolanie, aż cicho sapnął. — Pójdę się spakować. Spotkamy się na parkingu.
Po tych słowach odszedł do stołu, skoro już skończył śniadanie. Ryan odprowadził go spojrzeniem i zabrał rękę. Lenny za to odczekał chwilę, po czym spytał swojego faceta tak, żeby reszta nie słyszała:
— Co to było?
— Hm? — Ryan zerknął na niego i ugryzł bułkę. — A o co pytasz?
Tymczasem Charlie wlewał w siebie resztki soku, a Mike jeszcze poszedł do stołu po kawę.
— Wiesz, o co pytam. — Lenny zachowywał spokój, chociaż chyba zaczynał odczuwać poirytowanie tą dziwną sytuacją. Podejrzana chęć robienia przez Ryana loda, brak jako takiego seksu, zaborczość tylko w momencie, kiedy Finn był w pobliżu… Nie wiedział, kim w tej chwili Ryan był bardziej zainteresowany. Nim czy Finnem i pokazaniem mu, że jest tu niechciany.
— O to, że przed chwilą dotknąłem mojego faceta? Nie wiedziałem, że w Portoryko jest to zabronione — odpowiedział Ryan cicho.
Lenny na chwilę wytrzymał jego spojrzenie, aż w końcu tylko prychnął pod nosem i pokręcił głową. Nie zamierzał się kłócić… ale słowa same wypłynęły mu z ust.
— Nie jest. Seks też nie…
Tym razem Ryan zerknął szybko na Charliego, ale ten właśnie wstawał od stolika.
— Też szybko skoczę się spakować. Jeszcze muszę napisać do Rusha, więc widzimy się za kilka minut.
— Dobrze, kochanie — zgodził się Ryan, a kiedy Charlie odszedł, znów zwrócił się do Lenny’ego, choć nie bardzo wiedział, jak zareagować na jego słowa. — Wczoraj obaj byliśmy padnięci po tych drinkach i długim siedzeniu na basenie, Lenny… Poza tym sam mówiłeś, że przesunąłeś sobie pracę, więc doszedłem do wniosku, że lepiej będzie po prostu pójść spać.
Lenny lekko uniósł jedną brew. Dopił sok, zebrał wszystko na talerzyk i wstał.
— Jakby kiedykolwiek ci to przeszkadzało — odparł do Ryana i klepnął go w ramię. — Pójdę po nasze rzeczy. Obgadaj z Mikiem, kto prowadzi.
Kiedy odszedł od stolika, Ryan zapatrzył się za nim z konsternacją. To nie było tak, że wcale się nie dotykali, nie mieli orgazmu i byli wobec siebie oschli. Trzepali sobie, Ryan mu ciągnął, robili to na różne inne sposoby, a przy tym wciąż zasypiali przytuleni. Tylko Ryan… rzadziej dawał dupy. Ale wyglądało na to, że ta zmiana nie wychodziła na dobre. Tylko dlaczego to działało w związku Rusha i Charliego, a nie u nich, nie wiedział. Ale on po prostu nie chciał być luźny…
Zostawiwszy te przemyślenia, wrócił do swojego śniadania. To nie był dobry moment, ani żeby o tym rozmawiać, ani myśleć.

***

Aby dotrzeć do głównego szlaku prowadzącego przez las deszczowy, który zamierzali zwiedzić, musieli objechać kawałek wschodniego wybrzeża wyspy. Wejście oraz główne centrum informacyjne, znajdowało się na północy. Dzięki temu poznali większość trasy do stolicy San Juan. To było na swój sposób pomocne. Tak samo jak całkiem czytelne tablice informacyjne, mówiące dokąd muszą jechać, gdzie zaparkować i gdzie się pokierować. Centrum El Yunque było całkiem ciekawą i łatwo zauważalną konstrukcją. Strzelista, lekka kopuła tworząca zadaszenie dla tarasu widokowego wyróżniała się swoją bielą znad licznych, rosnących tu i wiecznie zielonych drzew.
Byli dobrze przygotowani. Mieli plecaki z najpotrzebniejszymi rzeczami, jedzenie, napoje. Charlie liczył na to, że się nie zgubią i zrobią wiele pięknych zdjęć. Ryan chciał kąpać się przy wodospadzie. Lenny i Mike odstresować się, a Finn nastawił się na dużo zdrowego ruchu. Każdy z nich szedł tu z pozytywnymi emocjami.
— Dobra. W razie czego znamy numer ratunkowy, więc chyba możemy ruszać — uznał Mike, kiedy już dostali się pod centrum.
Lenny obejrzał się na grupę. która szła razem z przewodnikiem od strony parkingów.
— Myślę, że sobie poradzimy — mruknął i wskazał ich reszcie.
Jedno starsze małżeństwo, otyła dziewczyna i para podekscytowanych Azjatów. Jedyną ich przewagą był latynoski przewodnik. Chociaż ten też nie wyglądał na kogoś, kto planował się specjalnie męczyć.
— W razie czego ja mówię po hiszpańsku, ale pod numerem ratunkowym i na tablicach na drodze powinny być też angielskie napisy — dodał Finn.
— Jesteśmy ludźmi, którzy przetrwali w tak strasznym środowisku jak zakład karny czy, co gorsza, szkoła publiczna, więc myślę, że w dzikim lesie też damy sobie radę — wtrącił Ryan z uśmiechem. Lubił naturę i lubił wyzwania, dlatego był bardzo optymistycznie do tego nastawiony. — Ruszamy?
— Mhm.
Reszta zgodziła się, Mike jeszcze zrobił telefonem zdjęcie planu szlaku i ruszyli. Od samego początku cieszyli oczy. Wąska ścieżka prowadząca przez las była zadbana i przygotowana tak, żeby nie grząźć w wilgotnym podłożu. Łatwo się szło, nawet kiedy co raz zadzierali głowy, oglądając wielkie drzewa, rozłożyste liście i wijące się korzenie.
— To niesamowite, że one nawet nie są pod ziemią. Bo to korzenie, nie? — spytał Charlie, kiedy przystanęli przy jednej z roślin.
Cienkie łodygi, duże, grube liście i oszałamiające kolorami kwiaty.
— Tak. To orchidea chyba. One są epifitami — wyjaśnił Finn i przy okazji zrobił zdjęcie.
— Kurde, znasz się na takich rzeczach? — zapytał Charlie z podziwem, a Finn uśmiechnął się lekko, stając bliżej niego, skoro nawiązał z nim rozmowę. Na przodzie szedł Mike, a z samego tyłu Ryan z Lennym.
— Po prostu dużo podróżuję.
— No… Wyglądasz na kolesia, który umie alfabet morse’a i nosi wielofunkcyjny scyzoryk.
Finn zaśmiał się krótko z takiego określenia. Po czym zdjął plecak z jednego ramienia i wyciągnął coś z małej kieszonki. Pokazał to Charliemu.
— Taki?
Charlie zrobił większe oczy i roześmiał się. Mężczyzna otworzył kilka ostrzy i pokazał mu, do czego służą, przy tym… odsunąwszy mu włosy na plecy, kiedy Charlie pochylił się nad nożykiem, a te opadły mu do przodu.
Obserwujący to z tyłu Ryan i Lenny w pewnym momencie połapali się, że bardziej patrzyli na tę dwójkę zamiast na widoki wokół.
— Wiesz co, Lenny? Dochodzę do wniosku, że twoja księżniczka ma bardzo przyjazne usposobienie… do każdego, z kim rozmawia — spostrzegł Ryan z dystansem.
Lenny pokiwał głową, ale szybko sprostował tok myślenia Ryana.
— Finn nie jest już moją księżniczką. Nie jesteśmy w pierdlu. Ale ogóle się z tobą zgadzam. Całkiem zaradny z niego facet.
— Mam nadzieję, że termin ważności posiadania tytułu księżniczki obowiązuje tylko dla tych szczęśliwców w więzieniu… — odpowiedział Ryan z typowym sobie uśmiechem, podziwiając przy okazji roślinność wokół. Była barwniejsza niż ta w Miami.
Czuł, jak inny był tu klimat. Gdyby tylko była tu Kate, na pewno mieliby całą sesję zdjęciową w tej bajkowej atmosferze. A potem marudziłaby na to, jak bardzo kręcą się jej kosmyki. Zresztą nawet po głowie Charliego Ryan widział, że wilgoć oddziaływała na jego zwykle dużo bardziej gładkie włosy.
— Tłumaczyłem ci już, o co chodziło z księżniczkami. To się tyczyło pierdla, a że nikt z nas tam nie wraca, to zamknięty rozdział.
— Czyli… — Ryan zaklął w duchu. Czuł, że ta rozmowa była bezsensowna. Brzmiała jak odgrzewanie starych kotletów, ale, do diabła, chciał to usłyszeć. — Księżniczka jest tylko jedna i… powiedzmy brzydko, podróby się nie liczą?
Lenny spojrzał najpierw na Ryana. Następnie za siebie, upewniając się, czy ktoś za nimi nie szedł. Reszta ich małej wycieczki nadal była z przodu, dlatego sprawił, że była jeszcze bardziej z przodu. Złapał Ryana za dłoń, zatrzymał i poczekawszy, aż tamci zrobią jeszcze kilka kroków, pociągnął mu ją w dół. Tak łatwiej było mu wpić się w pocałunku w jego usta.
— Liczysz się tylko ty. Jesteś mój. Moją jedyną, prawdziwą księżniczką, ale proszę cię, nie odpierdalaj żadnych chorych akcji, bo się wkurzę.
Widział w oczach swojego chłopaka poruszenie. I wiele innych emocji. Jak śladowe zawstydzenie tym wyznaniem, sporo pasji, nadziei, ale też odrobinę wyrzutu.
— Mm… Nie odpierdalam żadnych akcji… — mruknął, stojąc blisko Lenny’ego, wciąż trochę pochylony do jego ust. — Ale skoro tak, to chyba… dzisiaj mam na ciebie cholerną ochotę. Wydaje mi się, że dość dawno tego nie robiliśmy, żeby dzisiaj było okej — dodał, bardziej myśląc teraz swoim pożądaniem, a nie mózgiem, ponieważ nie do końca przemyślał dobór słów, by Lenny nie mógł się czegoś nie przyczepić.
I zauważył swój błąd dopiero, kiedy ten zmrużył oczy z pytającą miną. Nadal nie puszczał jego nadgarstka, a nawet jakby go mocniej ścisnął.
— Co?
Ryan obejrzał się w stronę odchodzących kumpli, a potem na swoją rękę.
— Lenny… Mam wrażenie, czy twoje spojrzenie nagle podejrzanie się zmieniło?
— Co rozumiesz przez „dość dawno”? — Ten nie ustosunkował się do pytania. W głowie zaczęła mu się za to pojawiać nieprzyjemna myśl… że znowu Ryan coś sobie ubzdurał i odbijało się to na ich życiu. Tak samo, jak kiedy Roger Carter wyzwał go swego czasu i przez to mieli naprawdę gorszy okres. A teraz zaczął się zastanawiać, jak duży wpływ na to miała rozmowa jego faceta z Charliem.
Po jego pytaniu Ryan spostrzegł, co powiedział. A raczej zauważył, że Lenny był bardziej spostrzegawczy, niż można było podejrzewać. Spróbował cofnąć rękę, przy okazji szukając w głowie jakiegoś wytłumaczenia.
— Dość dawno oznacza zwykle, Lenny, że jakiś czas już się nie pieprzyliśmy i chyba spoko by było spędzić trochę czasu w łóżku — mruknął, czując, że tym nie wybrnie.
I nie mylił się. Kolejne słowa kochanka pogrążały go jak ruchome piaski.
— A czemu to już „jakiś czas” się nie pieprzyliśmy? — Lenny cisnął go i nadal trzymał mocno.
I jak Ryan już szukał wzrokiem ratunku, ten nagle przyszedł z niespodziewanej strony.
— Lenny? Ryan? Zgubiliście się już? — Usłyszeli głos, a po chwili zobaczyli Finna, który chyba został wydelegowany po to, żeby się po nich wrócić.
A teraz przystanął w połowie kroku, kiedy zobaczył odgrywającą się przed nim scenę. Na kilometr dało się wyczuć napięcie, które między nimi panowało. A do tego mocno zaciskające się na przegubie Ryana palce Lenny’ego… Może i Finn nie był w ich ekipie i nie znał ich ksywek, ale zdecydowanie Mulat teraz skojarzył mu się z dzikim kotem w tej leśnej, tropikalnej otoczce.
— Nie, wszystko w porządku. Już idziemy — odpowiedział Ryan, wyszarpując rękę z uścisku kochanka.
Ten pozwolił mu na to, ale Ryan aż czuł, jak jego zielone oczy patrzyły na niego jak na ofiarę, której tylko cudem udało się umknąć. Tym bardziej, kiedy ten ruszył przodem, mijając Finna, nadal patrzącego na nich z zagubieniem, czy powinien coś powiedzieć. O tym, że jednak słusznie milczał, upewnił go Lenny, który tylko syknął cicho:
— Ani słowa. — I minął go, żeby nadgonić Mike’a i Charliego.
Finn wypuścił powoli powietrze nosem. Chciał jeszcze zapytać Ryana, czy wszystko w porządku, ale widział, że było to co najmniej zbędne. Zrobiło się niezręcznie, dlatego czym prędzej dołączył do reszty i podziwiania okolicy.
Klimat lasu tropikalnego był wyjątkowy. Wilgotność powietrza sprawiała, że było im gorąco w kompletnie inny sposób niż chociażby na plaży w Miami, kiedy grzało słońce. Ubrania wydawały się mokre tak jak wszystko, czego dotykali. Ale za to widoki i otaczająca ich soczystość zieleni zapierała dech w piersi bardziej niż upał. Minęli po drodze kilka wodospadów, ale ten, o którym mówili przy śniadaniu, dopiero ich czekał. I faktycznie nie dało się go pominąć. Otoczona bujną zielenią, czarna skała, po której płynęła tryskająca na boki woda właśnie ukazała się ich oczom.
— Cholera… Ale widok… — wydusił Mike, podziwiając ten niezwykły krajobraz.
— Zrobię wam zdjęcie — zaproponował od razu Finn, kiedy zobaczył, że Mike wyciągnął telefon. — Stańcie razem. Będzie pamiątka.
— O super! — Charlie ucieszył się i pierwszy wybrał miejsce, w którym uważał, że będzie dobrze widać zarówno ich, jak i wodospad.
Mieli dużo szczęścia, ponieważ akurat grupa, która była tu przed nimi, się zbierała. Mieli szanse, że uda im się zrobić zdjęcie z pustym wodospadem, nim dogoni ich kolejna wycieczka.
Ryan wcale nie był pewien, czy powinien dotknąć Lenny’ego, bo od ich krótkiej wymiany zdań na szlaku mężczyzna nie odzywał się do niego. Ale ostatecznie, kiedy stanęli obok siebie przy wodospadzie, objął go za szyję i uśmiechnął się do obiektywu.
Finn zrobił im kilka zdjęć na wypadek, gdyby któreś nie wyszło. Potem uniósł kciuk do góry i oddał telefon Mike’owi.
— Piękne miejsce. Gdyby nie turyści, idealne na zjawiskową randkę — rzucił z lekkim uśmiechem.
— Ty jako pilot i tak masz niezłe możliwości, żeby kogoś zabrać w naprawdę zajebiste miejsce — odezwał się Charlie, już zdejmując koszulkę. Zamierzał skorzystać z możliwości kąpieli.
— A to prawda. Swego czasu udało mi się zabrać moją dziewczynę do Nowego Orleanu na krótką wyprawę. Było ciekawie, chociaż żałowałem, że tak jak większość, nie ma paszportu. Dominikana i Kuba jest piękna.
Lenny przysłuchiwał się temu i także rozbierał się, żeby ochłodzić zarówno ciało, jak i głowę. Nie chciał się denerwować cały dzień, ale co raz i tak w głowie pojawiały mu się myśli, na jaki idiotyzm wpadł jego chłopak i jak bardzo Charlie był w to zamieszany.
— A jakbym się kiedyś do ciebie uśmiechnął, to byś mógł mnie z Rushem gdzieś zabrać? — zagadał Charlie, chociaż wiedział, że Rusha było stać na takie wyjazdy. Ale chciałby sam coś załatwić. Wykazać się.
— Jasne, ale musi to być bardzo szeroki uśmiech — odparł Finn z uśmieszkiem, nim sam odłożył plecak, żeby też rozebrać się do kąpielówek.
Zostawili rzeczy w jednym miejscu, zamierzając móc je obserwować, bo żaden z nich nie chciał stracić swojego dobytku, ani gonić złodzieja po tej dziczy. Z wchodzeniem do wody musieli uważać, bo było sporo śliskich kamieni. Ryan szedł zaraz za Lennym, nie mogąc przestać niepokoić się jego zachowaniem.
— Lenny…? W porządku? — rzucił za nim i… pośliznąwszy się, wpadł do wody, lądując tyłkiem na płytkim dnie. — Kurwa mać…
Od razu nie zauważył, że był już podtrzymywany i ciągnięty w górę. Jego kochanek, nawet kiedy był milczący i wycofany, zachowywał się naturalnie dla siebie. W jednym, szybkim susie znalazł się przy swojej księżniczce. Złapał Ryana za ramię, żeby ten nie nałykał się wody.
— Uważaj! — syknął na niego. Jakby był zły, mimo że był to objaw troski.
— Ryan, jesteś cały? — Mike także do ich podszedł, zaniepokojony, czy kumpel sobie czegoś nie zrobił. Upadek do wody tuż przy kamieniach nigdy nie wyglądał bezpiecznie.
Ale Ryan czuł, że tylko obił sobie tyłek. Nawet jeśli będzie miał siniaka, to wolał to niż skręcenie kostki.
— Z tego co się orientuję, to tak i wciąż czuję każdą kończynę. Pośladek nawet za bardzo — odpowiedział, wykrzywiając usta w grymasie. Zapatrzył się na Lenny’ego… i po prostu nie uważał. Nie chciał kolejnych spięć. — Dzięki — dodał do kochanka, choć trochę unikał jego spojrzenia.
Ten puścił go dopiero, kiedy był pewien, że stał stabilnie.
— Patrz pod nogi. Wolę cię w całości — dodał, pozwalając sobie zmierzyć go wzrokiem.
Ryan spostrzegł to i trochę odetchnął. Chyba obaj starali się, żeby ten wypad był przyjemną rozrywką, ale cały czas coś wchodziło im pod nogi.
Uśmiechnął się krótko i ruszył głębiej w wodę. Pozostali, przekonawszy się, że wszystko jest w porządku, również weszli dalej. Szum wodospadu, zieleń na wysokich zboczach. Czysta woda i gładkie skały. Dzikość relaksowała i zupełnie odsuwała myśli od tego, co czekało na nich po powrocie.
— Myślicie, że można podejść pod wodospad? — zagadał Charlie, brodząc w wodzie i przesuwając po tafli palcami. Było zupełnie inaczej niż w oceanie.
— Spróbuj — zachęcił go Mike, mając nadzieję, że nic się nie stanie. — Ktoś w ogóle powinien spróbować zrobić jeszcze jakieś zdjęcia. Ale chyba mamy dziś zbyt dużego pecha.
— Myślisz, że telefon spadnie do wody? — spytał Lenny, obserwując, jak Charlie mierzy się, żeby zostać oblanym wodą z wodospady.
— Dokładnie.
— Chyba musicie po prostu zapamiętać ten widok — podsumował Finn, powoli siadając w wodzie i przesuwając rękoma pod taflą.
— I jak masaż, kochanie?! — zawołał Ryan, zmierzając powoli w jego kierunku.
Tatuażysta właśnie wystawił się cały pod wodospad i poczuł silne uderzenia wody na plecach. Musiał się szybko wynurzyć i otrzepać włosy.
— Mega!
— Tylko żeby ci ten ptaszek na plecach nie zgasł!
— O to się nie martw! — odkrzyknął Charlie i jeszcze bardziej zmoczył włosy pod wodą, odchylając głowę w górę, żeby poczuć się jak w tych wszystkich reklamach kręconych w tropikach.
Brakowało mu teraz Rusha, ale i tak było cudownie. Naprawdę dawno nie miał tak dobrego wypadu z kumplami. I nawet Lenny mu tego nie psuł.
Mężczyzna w tym czasie uznał, że aż tak nie chce moczyć włosów i pływać jak reszta, więc wyszedł na brzeg, zamierzając porobić im zdjęcia. A w tym wszystkim widział, że Finn od czasu do czasu na niego zerkał, jakby chłonął jakieś nowe informacje. Ale może po prostu ciekawostką było dla niego obserwowanie Lenny’ego w innym otoczeniu niż więzienne. W normalnych ciuchach, bardziej wyluzowanego.
Zamienił z nim kilka zdań o krajobrazach i pogodzie, nim Ryan zauważył, że znów zostali sami. Zostawiwszy na chwilę samego Mike’a z Charliem, wyszedł z wody i po brzegu dotarł do swojego kochanka. Wciąż nie wiedział, czy było między nimi okej, ale spróbował przebić barierę i objął go za szyję.
— Niestety za wodospadem nie było tajnej jaskini… — rzucił i przesunął palcami pomiędzy dredami mężczyzny. — Robisz zdjęcia?
Finn tylko ukradkiem na nich popatrzył i usiadł na jednym z kamieni.
— Nie chcę potem, żeby włosy mi śmierdziały. Jest tu na tyle wilgotno, że nie wiem, kiedy by wyschły, więc ich nie moczę — odpowiedział Lenny całkiem normalnie, ale Ryan nadal czuł, jakby się dystansował. Najwyraźniej wciąż myślał o tym, dlaczego Ryan ograniczał im seks. Czy coś się wydarzyło, że go nie chciał, czy Charlie nagadał mu coś durnego.
A Ryan chciał mu jakoś poprawić humor, ale nie bardzo wiedział jak, bo sam był spięty ich sprzeczką. Na razie jedynie wyciągnął głowę do jego szyi i włosów oraz powąchał je.
— Na razie wciąż pachniesz sobą, jeśli cię to uspokoi — rzucił.
A Finn odetchnął cicho, nie wtrącając się, tylko ukradkiem patrząc. Nie dość, że dziwnie mu się patrzyło na Ryana geja, na Lenny’ego geja i na ich umizgiwanie się, kiedy w więzieniu obaj byli zdystansowani i… po prostu zupełnie inni, to jeszcze czuł, że to jakaś dodatkowa pokazówa. Jakby Ryan mu przypominał, że Lenny był jego.
— To dobrze. Nie chcesz jeszcze się pomoczyć? — spytał Lenny, z zaskoczenia robiąc mu przy okazji zdjęcie nieswoim telefonem. Nieznacznie się uśmiechnął i spytał towarzyszącego im Finna: — Pilnujesz czasu, żebyśmy na twoje spotkanie się nie spóźnili?
Ten zerknął na swój masywny, wodoodporny zegarek.
— Jest jeszcze całkiem wcześnie, ale to Mike kontroluje nasze przystanki. Zaraz zapytam, czy mamy jakąś obsuwę — odpowiedział, unosząc się.
Ryan też odsunął się od Lenny’ego i zaczesał mokre włosy do tyłu.
— Jeśli mamy czas, jeszcze chwilę się popluskam z nadzieją, że moja skóra nie dozna szoku po takiej zmianie ze słonej na słodką wodę — rzucił i ruszył do wody… tym razem bardziej ostrożnie.
Usłyszał za sobą niskie mruknięcie aprobaty z ust Lenny’ego. Ten został na brzegu i uznał, że zostanie przy bawieniu się w fotografa. To jednak była jedna z lepszych pamiątek, a obserwowanie pluskającego się Ryana było dla niego dobrą rozrywką. Szczególnie w tak pięknym otoczeniu.

***

Mike starał się kontrolować czas, żeby trzymali się planu. I na razie całkiem nieźle się udawało. Wiedział mniej więcej, o jakiej porze mieli być w jakich punktach na szlaku i jak dotąd wszystko się zgadzało. Finn nie miał powodów do obaw, a oni nigdzie się nie spieszyli.
Kiedy dotarli do kolejnego punktu, jakim była wieżyczka widokowa, uznali, że to też dobry moment na posiłek. A Charlie wpadł na pomysł, żeby zadzwonić do swojego faceta z nadzieją, że ten odbierze.
Miejsca wokół wysokiej, prostej wieży było sporo. Można było dotrzeć tu samochodem, jeśli się nie mylili. Dlatego ludzi wokół było więcej. Otaczali swoją kolorowa chmarą rdzawą wieżę. Na każdym jej piętrze po obu stronach znajdowały się po trzy okienka wyglądające, jakby ta kiedyś była fortyfikacją obronną. Nie taki jednak był jej cel, ale skojarzenie i jej kiepski stan i tak upodabniały ją do figury w szachach.
Gdy dotarli na samą górę, zaparło im dech w piersi. Widok był zjawiskowy. Mnóstwo zieleni. Przeróżne drzewa, nierówny teren i w oddali wyższe wzniesienia. Dzięki wysokości wydawało im się, że znajdowali się ponad tym wszystkim. Jakby patrzyli z góry na dziki, oddalony od nich świat.
— Muszę to pokazać Rushowi — uznał Charlie, już wybierając jego numer. — Cholera, mam nadzieję, że odbierze…
— Trzymamy kciuki. — Mike faktycznie pokazał mu, że je trzyma, a Charlie wsłuchiwał się w sygnał w telefonie, kiedy reszta ich grupy cieszyła oczy z widoku.
— Nieźle to wygląda — musiał przyznać Lenny, chociaż nie był z tych ludzi, którzy byli szczególnie wrażliwi na piękno. Ale tu naprawdę było pięknie, zaś dźwięki lasu jeszcze tego dopełniały.
Było spokojnie i dziko. Ryan zapatrzył się, oparłszy łokcie o niski murek i powoli pojadał kanapkę. Finn też wyciągnął swoją przekąskę, kontemplując widoki. A Charlie chodził w kółko, wsłuchując się w dźwięk połączenia i patrząc na ekran telefonu. Włączył video rozmowę.
Po chwili niepewności wreszcie ujrzał, że uzyskał połączenie. Miał wrażenie, że trwało to wieki.
— Hej, jestem. Słyszysz mnie? — głos Rusha zatrzeszczał w głośniku telefonu.
— Tak! A ty mnie widzisz? Bo włączyłem kamerkę — odpowiedział z zapałem Charlie.
— Trochę… trochę zacina się głos, ale widzę cię — odpowiedział Rush po chwili. Widać było jak na dłoni, że sygnał potrzebował czasu i że nie będzie to rozmowa na wiele godzin, a na krótkie pozdrowienia. Istotne jednak było, że chociaż na moment mogli się zobaczyć.
Charlie uśmiechnął się do kochanka, po czym przekręcił telefon, żeby było widać nie tylko jego twarz, ale i las.
— Zobacz, gdzie jesteśmy! — Mówił Rushowi, że wyjeżdżają, ale że sam nie wiedział dokąd, nie mógł mu tego wcześniej powiedzieć. — Jesteśmy na Portoryko. Jest pięknie i mokro.
— O łał! Ale super widok! Jesteś z chłopa… — głos w telefonie przerwało i dopiero po chwili doszła reszta słowa — … kami? Dobrze się bawisz?
— Tak, jest Mike, Ryan, Lenny i Finn, znajomy Lenny’ego. — Charlie przekręcił się trochę, żeby pokazać kumpli. Ci uśmiechnęli się do kamery, ale nie podchodzili, żeby im nie przerywać. — Bawimy się super. Byliśmy nad wodospadem. Cały dzień chodzimy po lesie. Jest dziki i tropikalny. Z hotelu wyślę ci zdjęcia.
Rush uśmiechał się szeroko do kamery. Był jak zawsze nienagannie ubrany i uczesany.
— Super. Bardzo się cieszę, że dobrze się bawicie. Czekam z niecierpliwością na zdjęcia.
— Mhm. Szkoda, że cię tu nie ma. A jak u ciebie w ogóle? — dopytał szybko, póki mieli sekundę.
— Okej, lepiej, naprawdę. Lepiej też, że… — Znowu coś przerwało. — Halo?
— Jestem, jestem!
— Och, okej, mówiłem, że lepiej, kiedy dzwonisz. Mama czuje się, jak na nią, dobrze.
— To super. Cieszę się, naprawdę. — Kiedy obraz się zaciął, Charlie jęknął z pretensją. — Cholera… Średnio z połączeniem. Napiszesz mi długiego maila? I też podeślij jakieś swoje zdjęcie.
— Dobrze. Ob… cuje. — Znowu coś przerwało, ale Charlie wiedział, że Rush spełni prośbę. — Bawcie się dobrze. Trzymaj się. Pozdrów… Buziaki.
Jasnym było, że dłużej nie pogadają. Charlie posłał jeszcze całusa mężczyźnie z nadzieją, że ten to zobaczył.
— Papa! Kocham cię — dodał i rozłączył się.
Kiedy chował telefon, musiał mieć naprawdę zbolałą minę, bo niespodziewanie został objęty przez Ryana i pocałowany w policzek.
— Brzmiał pozytywnie, więc na pewno u niego w porządku, kochanie. Chodź, zrobimy sobie selfie, żebyś mógł mu pokazać, gdzie jesteś.
Charlie najpierw uśmiechnął się pod nosem, po czym uderzył Ryana łokciem w żebra.
— Taaa, a nie pokazał, że mnie obmacujesz? — prychnął. — Ale dobra… Chodź, zrobimy. Tylko musi być jeszcze Mike jako przyzwoitka.
— Stara ekipa w komplecie. Daj ten telefon, zrobię wam zdjęcie — zasugerował Lenny wiedząc, że on nie musiał być na zdjęciu. Na tę chwilę najważniejsza była trójka przyjaciół z dzieciństwa, do której akurat w ten wyjazd został doczepiony facet jednego z nich i… Finn.
Ten również czuł się tu trochę jak piąte koło u wozu. Stanął za plecami Lenny’ego, popatrując na okolicę, kiedy ten robił zdjęcie. A Mike, Ryan i Charlie uśmiechnęli się do obiektywu. Zdjęcie na tle tropikalnego lasu to było coś, czego jeszcze nie mieli. A Charlie miał już milion inspiracji. Czuł, że polubi się jeszcze bardziej z tatuażami dotyczącymi przyrody.
— Dobra. Kończymy jedzenie i idziemy dalej. Już mniej niż więcej, ale trzymamy się planu — postanowił Mike, odsuwając się od kumpli, żeby wyciągnąć swoje jedzenie.
Porobili jeszcze kilka zdjęć, pogadali o tym, jak drzewa wyglądają z góry, aż faktycznie ruszyli śladem Mike’a, bawiącego się podczas tej wycieczki w przewodnika.

5 myśli w temacie “Fire Dragon Tattoo Studio II – 13 – Spięcia w tropikach

  1. Katka pisze:

    Wicia, zgadzam się, tylko im pozazdrościć, szczególnie jak się patrzy za okno XD I taaak, ja też lubię zazdrość, hehe, chociaż czasami potrafi być niezdrowa XD Ale Ryan zabawnie reaguje na Finna. W następnym rozdziale na pewno będzie sporo Ryana i Lenny’ego więc powinnaś się cieszyć :)

    Omega, myślę, ze Finna generalnie da się określić mianem „spoko facet”, bo on jest taki… spoko XD Jest bardzo sympatyczny, słucha innych ludzi, a nie tylko mówi o sobie, szanuje w sumie każdego, nie ma uprzedzeń, jest ugodowy, ale przy tym bardzo pomocny i w jakiś sposób pewien swoich umiejętności. Wiec tak, to bardzo spoko facet XD I widać, pierwsze wrażenie było odpowiednie :)
    Co do rozrastania się paczki to tak… masz totalną rację, ze ona tak się rozrastała cały czas i aż to gdzieś umknęło. A przyznam Ci szczerze, że 2 część FDTS to już w ogóle wybuch pod tym względem XD ale do tego doczekacie na pewno. Czy Finn się wpasuje… zobaczymy. Równie dobrze Ryan może się go pozbyć XD
    Niby mniej się rozpisałaś, a jednak komentarz bardzo fajny i długi :D dzięki za niego i do następnego!

    O., o taak, Charlie, Mike i Ryan w ogóle powinni często gdzieś taką ich trójką wyjeżdżać, co by świętować tak długie bycie razem!

    Kasia, oj tak, zdecydowanie Lenny mu nie odpuści. Nie ma bata, bo jego też wkurwia ta sytuacja XD Więc myślę, że będzie ciekawie. I tak, też mnie zmęczyła zima… czemu ona w naszej szerokości geograficznej trwa tak długo :(

  2. Kasia pisze:

    Hehe, Ryan zazdrośnik 😆 Pojechał Finnowi nieźle przy śniadaniu… A potem sam na siebie bata ukręcił. Myślę, że Lenny mu nie odpuści i wyciągnie w końcu z niego o co chodzi. I dobrze, szczerość przydaje się w związkach :)
    Chętnie bym pojechała do takich tropików, już mnie zmęczyła ta zima/ niezima u nas…
    Dzięki dziewczęta i pozdrawiam serdecznie 😀

  3. O. pisze:

    Dobrze, że Ryan nie powiedział „wystarczająco długo, że już można” xD
    A Charlie, Mike i Ryan powinni robić sobie co roku jakieś zdjęcia ich trójki jak się wspólnie zmieniają xd
    Lenny oczywiście to „stalker” Ryana <3

  4. Omega pisze:

    Miałam dobre przeczucia co do Finna i się sprawdziły, bo jak tylko usłyszał że mulat jest zajęty, to nic nie próbował. Plus wydaje się serio w porządku kolesiem, więc byłoby ciekawie jakby pojawiał się co jakiś czas i kto wie, może dołączyłby do paczki, która bardzo się powiększyła od początku opowiadania? W sumie to ciekawe jak z trójki przyjaciół z dzieciństwa wszystko się rozrosło. Najpierw założenie studia z inicjatywy Charliego razem z Kate i Mikiem, potem wciągnięcie w biznes Jasona, co było na pewno genialnym pomysłem, potem młodszy Grey się pojawił, następnie starszy, Marg, Ryan powracaj z więzienia, Lenny, Nell, Juan… łatwo zgubić w tym wszystkim rachubę, ale wszystko teraz wydaje się takie na swoim miejscu, zwłaszcza gdy każdy członek ekipy znalazł kogoś, z kim się tak świetnie dopełnia ♥
    Nawet jeśli Rynna ma teraz kolejne nieporozumienie do rozwiązania, to czuję, że wszystko będzie dobrze xD Mam tylko nadzieję, że Lenny nie będzie miał za złe Charliemu tego, że aktualne zachowanie Ryana jest wynikiem ich wcześniejszej rozmowy o seksie. Jakie byłoby to łatwe, gdyby nauczyli się czytać w swoich myślach… wtedy nie trzeba by było szukać i domyślać się co lawina słów jaką czasem tworzy Ryan oznacza i to samo z niedopowiedzeniami ze strony Lennego. Naprawdę bardzo lubię tę parkę, więc liczę na to, że Lenny przekona Ryana, że wizja luźnego tyłka go nie spotka i następnie trafią do łóżka tak na zgodę :3
    Dzisiaj trochę mniej się rozpisałam o samym rozdziale, bo gdy to piszę, to jest już późno i nie mam siły by rozwijać każdy szczegół, jak na przykład rozmowa gołąbków, albo ogólnie to jak uroczy jest Charlie i to, że doceniam Finna za to, że również to dostrzega xD
    Życzę wam tradycyjnie sporo weny oraz czasu na dobre jej wykorzystanie :3

  5. Wicia1357 pisze:

    Rozdział naprawdę cudny tylko pozazdrościć takiej wycieczki i widoków 😁.
    Szkoda ze między Lennym a Ryanem znowu coś nie gra i mam nadzieję że to szybko się naprawi.
    Jeszcze ta zazdrość Ryana o Finna 😁😃rzecz cudna jak da mnie.
    Nie ukrywając oczywiście że ja poprostu uwielbiam „księżniczkę ” i ” czarna pantere” 😘😍 no i oczywiście czekam na następne rozdziały .
    Niech nadejda jak najszybciej

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.