Project Dozen – 107 – Ścieżki, które wyznaczyły doświadczenia

Miesiąc nieobecności Tomasa minął Woody’emu zaskakująco szybko. Dużo ze sobą pisali, choć Woody wolałby móc go przy tym widzieć. Ale całkowicie rozumiał zarówno swojego chłopaka, jak i jego rodziców, którzy zdecydowali, że ze szpitala zabiorą go na jakiś czas do domu. Tomas uczył się indywidualne, równocześnie powoli do siebie dochodząc. I mimo że była już końcówka roku, a nowa, tymczasowa dyrektorka Anabel Wilson oferowała mu skończenie roku w ten sposób, Tomas chciał wrócić.
I tak oto siódmego czerwca rodzice mieli z nim przyjechać, a Woody obiecał zaczekać na niego w jego pokoju. Uprzednio dostał klucze od Colina, który z kolei wyjechał na weekend. Dzięki temu mógł teraz kręcić się po pokoju swojego chłopaka i przyglądać się rzeczom, jakie tu były. Zresztą, widział też wiele rzeczy Colina, co dobitnie przypominało mu, że koledzy mieli podobne upodobania. Wszystkie plakaty, czy gry albo figurki były zadbane, ustawione równo. Był też wielki, tekturowy Gandalf, który patrzył na pokój swoim poważnym wzrokiem. Jego laska była lekko nadłamana, jakby współlokatorzy nie raz się nim bawili. A do tego wszystkiego naprawdę imponująca kolekcja płyt z grami.
Zastanawiał się, kiedy Colin i Tomas mieli czas na życie, skoro tyle grali. Z drugiej strony, czasami zastanawiał się, kiedy Trey miał czas na cokolwiek, skoro cały czas jeździł na desce. Ostatnio znów go prawie nie widywał w pokoju, a więcej rozmawiali, kiedy obaj byli w skateparku. Tomas pewnie też, podobnie jak jego kumpel, w cudowny sposób zakrzywiał rzeczywistość albo zwyczajnie nie spał, po nocach grając czy nadrabiając lekcje.
Bawił się telefonem, siedząc na łóżku swojego chłopaka, aż jakieś dwadzieścia minut później drzwi się otworzyły. Do środka weszli ojciec i matka Tomasa oraz sam chłopak. Woody nie widział go długo, ale zauważył, że Tomas miał już inne opatrunki. Skóra dochodziła do siebie, ale wciąż nosił zabezpieczenia pozwalające na ładniejsze zagojenie się. Wystawały spod koszulki i widać je było na części twarzy.
Tomas na widok swojego chłopaka zaciął się na sekundę, mimo że się go spodziewał. Po tym uśmiechnął się niemalże nieśmiało i powoli do niego podszedł.
— Czołem…
Woody od razu wstał z łóżka. Uśmiechnął się do niego i złapał za dłoń, aby zaraz cmoknąć krótko w usta na powitanie. Jego rodzice już wiedzieli, a on się stęsknił. Czuł się usprawiedliwiony.
— Hej — przywitał się z Tomasem, ale zaraz spojrzał na jego rodziców. — Dzień dobry.
— Dzień dobry, Woody — odpowiedziała kobieta.
Nie rozmawiali ze sobą pierwszy, ani drugi raz. Zanim Tomas pojechał do domu, Woody miał okazję pobyć trochę z nimi w szpitalu. Zdążył też zauważyć, że byli dość specyficzni, ale przy tym też troskliwi wobec swojego jedynego syna.
— No cześć — dodał Charles, wnosząc do pokoju walizkę Tomasa.
— Pomogę. — Woody podszedł do niego, aby mężczyzna nie musiał sam przeciskać się przez zamykające się drzwi. — Jak droga? — spytał, nie zwracając się do nikogo konkretnie.
— Spoko. Tylko gorąco jakoś się zrobiło — rzucił Tomas, oglądając się na Woody’ego. Rzucił swój plecak obok biurka i obejrzał cały pokój, jakby nie był w nim wieki. — Mamuś, usiądź, gdzie chcesz. Mogę zrobić coś do picia, bo chyba coś jeszcze mam.
— Nie trzeba, słoneczko. Mam jeszcze sok w butelce — odparła kobieta, kiedy go mijała. Cmoknęła go przy tym w policzek i dopiero przysiadła na obrotowym krześle przy biurku syna.
— Zostają państwo na cały weekend? — zaciekawił się Woody, ignorując, na ile mógł, określenie, jakim uraczyła Tomasa jego matka. Choć widział po rumieńcach na twarzy swojego chłopaka, że ten był tym zażenowany.
— Nie, nie, Woody, wracamy za jakieś dwie godzinki. Mamy jeszcze tylko spotkanie z waszą nową dyrektorką — odpowiedziała kobieta, kiedy Charles, ubrany w lekką koszulę i cienkie, lniane spodnie, stawiał walizkę przy łóżku syna. — Po nim wracamy do domu. Promyczek mówił, że da sobie radę.
— Dam, mamuś, dam — wymamrotał skrępowany Tomas. Nie patrzył przy tym na matkę ani na swojego chłopaka, tylko od razu zabrał się za wypakowywanie swoich rzeczy. Musiał uznać to za dobry pretekst.
— Pomogę mu, jak coś. — Woody uspokoił kobietę. Miał nadzieję, że to uspokoi jej matczyne instynkty, ale także Tomas będzie spokojniejszy.
— Miło to słyszeć, Woody. Tommy nalegał, ale ja nadal twierdzę, że spokojnie mógłby skończyć w domu ten rok szkolny.
— Oj, daj spokój, mamuś. Nie zostało dużo do końca — odmruknął chłopak.
W tym czasie Charles powiedział, że wyjdzie na chwilę na korytarz, żeby zadzwonić do dyrektorki i dopytać, kiedy mogą do niej podejść. Gdy drzwi się za nim zamknęły, Tomas zerknął krótko na Woody’ego.
— Nie odrywam cię od czegoś? Wiesz… nie chcę, żebyś się naginał, jak masz coś do zakucia, czy coś… — mruknął ze skrępowaniem.
Woody domyślał się, że po prostu źle się czuł w swojej skórze. Dochodził do siebie, ale samopoczucie wciąż miał na niskim poziomie i chyba nadal czuł się jak piąte koło u wozu.
— Nie, wszystko specjalnie ogarnąłem przez twoim przyjazdem — odpowiedział i podszedł bliżej chłopaka. Zabrał mu z rąk koszulki, które ten wypakowywał. — Jeszcze zdążysz. Powiedz mi lepiej, jak było w domu. Nudno tu było bez ciebie.
Tomas zaśmiał się krótko i usiadł na swoim łóżku.
— W domu też trochę nudno — powiedział, ale szybko zerknął na matkę, która wyglądała na bardzo nadopiekuńczą. — Ale potrzebowałem tego trochę. Już się czuję lepiej i bardziej chce mi się ruszać, a nie leżeć w łóżku. Ale, ten… robiłem zadania z matmy i będę musiał je przynieść na lekcje, ale może byś mi pomógł je sprawdzić? Jak ci się chce?
— Korki? — Woody uśmiechnął się i sięgnął do jego włosów, aby je poczochrać. — Jasne. Ogarniemy tę twoją matmę wspólnie. — Zaśmiał się, nie dodając przy przysłuchującej się im kobiecie, że te korki specjalnie będą bez Treya.
— Okej… — Tomas uśmiechnął się do niego lekko.
A tymczasem do pokoju wszedł Charles. Schował telefon do kieszeni i popatrzył na żonę.
— Patty, możemy w sumie już do niej pójść. Najwyżej jeszcze potem zajrzymy do Toma, ale kobieta jest wolna.
— Och, to może tak. Promyczku — zaczęła, wstając, aby dołączyć do męża. Po drodze zatrzymała się obok syna i poprawiła mu blond włosy. — Nie forsuj się. Woody na pewno ci pomoże z walizką. Niedługo wrócimy do ciebie, kochanie.
— Spoko, dzięki — odparł Tomas, uśmiechając się sztywno. Od razu poprawił swoje włosy. Woody już zauważył, że zaczesywał je inaczej, próbując zasłonić miejsce, w którym… już nie miał włosów. — To dajcie znać, jak będziecie wracać do internatu.
— Dobrze, promyczku — zgodziła się Patty i mimo obecności chłopaka syna, cmoknęła go w policzek. Po tym już razem z małżonkiem wyszła z pokoju.
Woody za to obserwował chwilę, jak Tomas się czerwieni. Uśmiechnął się ciepło i sam go cmoknął w to samo miejsce co matka.
— Fajnych masz rodziców.
— Weź… — Tomas jęknął z zażenowaniem. — Mama zawsze robi mi siarę…
— Promyczku?
— Przestań… W ogóle powiedz lepiej, co w szkole. Znaczy no, wiem, że mamy nową dyrektorkę, tak? Coś się jeszcze zmieniło, kiedy musiałem wegetować w domu? — zagadał, zmieniając temat ze swoich rodziców na to, co go teraz bardziej ciekawiło. Powrót do szkoły po całym tym wydarzeniu był dla niego bardziej stresujący niż po niechcianym coming oucie. Bał się reakcji innych uczniów. Spojrzeń. Szeptów. Nie chciał tego przeżywać, ale z drugiej strony nie chciał uciekać. Foster Craig mówił mu, że jeśli zacznie zamykać się w skorupkę, to później trudniej będzie mu się z niej wydobyć.
Woody wzruszył ramionami trochę zlewczo.
— Moss się pojawia w szkole. Z tego co słyszałem, zatrudniła go jako konsultanta czy jakoś tak. Jest sporo roszad, dużo osób ma nie pracować od przyszłego roku albo już nie pracuje. Więc jest niezły bałagan, ale widać, że do czegoś to zmierza — wyjaśnił, w międzyczasie sięgając do dłoni Tomasa, aby spleść z nim palce.
Drugi chłopak od razu tam popatrzył i stężał. Obawiał się tego, co teraz Woody o nim myślał, a równocześnie łaknął takiego dotyku. Odpowiedział więc na uścisk.
— Spoko… To dobrze… Ja mam rozprawę za tydzień. Mama mówi, że dostanę duże odszkodowanie pewnie. — Zaśmiał się słabo. — Niby wolałbym normalnie wyglądać po prostu… — zaczerwienił się mocno, ale przy tym zerknął na Woody’ego z trochę wymuszonym rozbawieniem — ale może baza filmowo-growa w piwnicy mi to zrekompensuje — zażartował.
— Jeszcze pewnie styknie ci na basen — odpowiedział drugi chłopak i wychylił się do kolejnego pocałunku. Nie widzieli się miesiąc, nie licząc czasu, kiedy Tomas był w szpitalu i wtedy nie było nawet szansy na jakieś czułości. — Fajnie, że wróciłeś do szkoły — zamruczał nisko, stykając się z nim czołem.
W oczach Tomasa zobaczył mnóstwo wdzięczności i czułości. Poczuł też, że druga ręka blondyna sięgnęła do jego pasa i objęła go delikatnie.
— Dzięki. Cudnie cię widzieć w ogóle… — wydusił.
Woody odpowiedział na to uśmiechem i uniósł ich splecione dłonie, aby podeprzeć na nich brodę Tomasa i bardziej namiętnie go pocałować. Patrzył przy tym cały czas w jego oczy.
— Wiesz, że nie mogę się doczekać, aż twoi rodzice pojadą?
A Tomas sapnął nisko i wydyszał:
— Naprawdę?
— Nie mów, że ty nie? — Woody prychnął niemalże z pretensją, że Tomas wątpił w to, że chce mieć z nim seks.
A ten znowu trochę się zarumienił, kręcąc przy tym głową.
— Nie, chcę bardzo — zapewnił gorączkowo. Ścisnął bok Woody’ego i przełknął ślinę. — Poproszę Colina, by szybko nie wracał…
— Prawidłowo. Niech trochę odpokutuje. — Woody zaśmiał się i jeszcze raz pocałował Tomasa. Podgryzł na koniec jego pełne usta. Zawsze mu smakowały.
Tomas zaśmiał się i wziął głęboki oddech. Nie chciał nabawić się wzwodu przed powrotem rodziców.
— Okej, to… to może na razie mnie rozpakujemy? — zasugerował, woląc ten czas spędzić na wypakowaniu walizki, by potem mieć go więcej na… chwilę sam na sam z Woodym.
Nie sądził, że ten z taką ochotą, naprawdę i szczerze będzie chciał go dotykać. Bał się, że będzie miał opory, że to się skończy… Ale Woody cały czas chciał być blisko niego. Pożądał go. I Tomas dzięki temu nie czuł się tak źle w swoim ciele, jak jeszcze kilka dni temu, będąc w domu i patrząc na to, jak został oszpecony.
— Dobra. W końcu obiecałem twojej mamie, że ci pomogę. — Woody puścił mu oczko i jeszcze raz go pocałował, nim puścił jego dłoń.
Wstał i poczekawszy na Tomasa, zabrał się za rozkładanie ubrań do szafek w jego pokoju. Temat zszedł na lżejszy, a na pewno mniej erotyczny, ale pozwalający gospodarzowi zrelaksować się. Zresztą Woody lubił słuchać, jak Tomas opowiadał o grach, które przeszedł albo był w trakcie. Zabijali czas do powrotu jego rodziców wymianą informacji o tym, co słychać było w szkole, czy jak zapowiadał się koniec tego roku. Woody widział, że jego chłopak czuł się dobrze w tym miejscu, mimo strachu przed tym, co miało nadejść, gdy już pójdzie na lekcje. Ale liczyło się to, że projekt był zakończony. Mogli przestać się martwić czyhającymi zadaniami i rywalami. Musieli po prostu wrócić do swojego życia.

*

Ostatnie dni w szkole wprawiały Francisco w coraz większe przygnębienie. Gdy został tydzień, zaczął panikować. Gdy pięć dni, było mu potwornie smutno. Teraz, kiedy spędzał w szkole przedostatni dzień, był po prostu… wygaszony. Wiedział, że powinien wykorzystywać chwile z Sebastianem, jak tylko się dało. Każde spojrzenie na jego twarz upewniało go, że nie będzie mógł codziennie na nią patrzeć przez najbliższy rok. Niczego nie zmieniał fakt, że Mark Moss kupił dla syna bilet do Buenos Aires na wakacje, żeby ten mógł wpaść do swojego chłopaka na tydzień. Było to cudowne, to prawda, ale wizja rozstania na tak długo dołowała Francisco. Tym bardziej, że wcale nie mieli pewności, czy po skończeniu szkoły uda mu się przyjechać do Stanów do pracy czy na studia.
— Wszyscy gadają o wynikach egzaminów i szansach na studia — powiedział, kiedy z dwiema trójkątnymi kanapkami siadał obok Sebastiana na trybunach. — A ty masz bardzo wysokie wyniki.
Na boisku wiele się działo. Na koniec roku kilkunastu chłopaków zrobiło sobie nieoficjalne zawody w kosza. Dlatego teraz, kiedy właściwie wszyscy byli po lekcjach, wielu uczniów gromadziło się na słońcu na widowni i oglądało. Każdy chciał zapomnieć o tym, co się stało na balu, a członkowie projektu o tym, co złego ten przyniósł im wszystkim. Choć za każdym razem, jak patrzyło się na ciało Tomasa, który od kilku dni znowu był w szkole, niechętnie wszystkim się to przypominało.
— Mhm, udało się. Trochę się tym denerwowałem, że nie będę miał dość punktów — odparł Sebastian i położył dłoń na plecach Francisco, chcąc je potrzeć. — Ty też będziesz musiał się postarać na ostatnim roku, żeby dobrze skończyć szkołę.
Argentyńczyk pokiwał głową. A uczucie dłoni na plecach wydawało mu się jeszcze przyjemniejsze niż promienie słońca na twarzy. Może dlatego, że przez bardzo cienką koszulkę dobrze ją czuł. Albo po prostu dłonie Sebastiana zawsze były takie czułe.
— Si, będę musiał. Dla ciebie z tuńczykiem. — Podał mu kanapkę i sam zaczął otwierać swoją. — To już finały? — zapytał, zerkając na boisko, na którym grali bardziej wysportowani uczniowie. W tym Kevin, który po przerwaniu projektu wyglądał, jakby najmniej go to obeszło.
— Mhm. Chyba tak. — Sebastiana mało interesowało, kto wygra. Patrzył co raz na Francisco i łamało mu się serce, kiedy widział go tak zmartwionego. — Szybciej minie, niż myślisz. Poza tym przylecę do ciebie. Na razie nie myśl o tym. Smutno mi, jak ty jesteś smutny.
Mimo że, tak jak mówił, zawody go nie interesowały, to wolał być tutaj z Francisco niż w pokoju, gdzie obaj byliby przytłoczeni. Wieczorem i tak mogli skorzystać ze swojej bliskości, ale w ciągu dnia woleli nie zamykać się w czterech ścianach, by zbyt wiele nie myśleć. Istniała szansa, że namiastka ogólnej radości udzieli się i im.
— Tomas pewnie by powiedział, że to najgorszy rok szkolny w jego życiu — mruknął Latynos, pochylając się, opierając łokcie o kolana i niemal apatycznie zabierając się za swoją kanapką. — Ale dla mnie był najwspanialszy, bo poznałem ciebie.
Sebastian uśmiechnął się do siebie i przesunął dłoń z jego pleców na włosy, po czym wsunął w nie palce. Jedzenie mogło poczekać.
— Myślę, że Tomas powinien powiedzieć, że to najbardziej przełomowy rok w jego życiu. Wyszedł z szafy, zaczął chodzić z Woodym. Wydają się teraz mocno trzymać razem. Ale też słyszałem, że nie będą mieć teraz z górki — mówił, pieszcząc Francisco jak psiaka.
A ten westchnął głęboko. Nie zwracał uwagi na spojrzenia, jakie niektórzy czasem im rzucali. Przynajmniej nikt już nic nie komentował. Wydawało się, że po balu nagle wszyscy po prostu chcieli być… cicho. Nie prowokowali, nie czepiali się i unikali wszelkich kłopotów. Jakby zależało im po prostu, żeby przeżyć w spokoju ten rok szkolny. A raczej jego końcówkę.
— Oni jeszcze mają jeden rok, jak ja, prawda? — Zerknął w końcu na Sebastiana.
— Mhm — odparł Moss krótko i obejrzał w bardzo ewidentny sposób jego twarz. — Musisz mi obiecać, że będziesz wysyłał mi swoje zdjęcia.
Francisco zamrugał i zaśmiał się.
— Dobrze! Mam nadzieję, że nie zbrzydnę. Dużo osób po byciu nastoletnim bardzo brzydnie — powiedział poważnie. — Po twoim papie widać, że ty na pewno nie zbrzydniesz. Nie wiem, co ze mną.
— Twój brat chyba nie zbrzydł? — Sebastian zaśmiał się i w końcu zabrał się za swoją kanapkę z tuńczykiem.
Chciał się uśmiechać, gadać o głupotach i być blisko Francisco, nim ten wróci do domu. Musieli podejść do tego pozytywnie. Wiedział to, bo inaczej obaj zamartwialiby się już teraz, kiedy jeszcze byli ze sobą.
— Nie wiem. Spoważniał bardzo. Ale nie jest brzydki, oj nie.
Francisco znalazł nawet na telefonie zdjęcia Federico, chociaż już kiedyś pokazywał je Sebastianowi. Teraz jednak znowu do nich wrócił, ciekaw, co chłopak myśli o jego starszym bracie. I akurat kiedy zapytał o to, czy Sebastian uważa, że Federico jest przystojniejszy od niego, do ich ławki podeszli Eric i Jules, którzy usłyszeli to pytanie.
— Oj… Chyba przyszliśmy nie w porę? — zapytał ten pierwszy.
— Nie. Tylko obmyślamy, jak bardzo Francisco wyprzystojnieje przez następny rok — odpowiedział Sebastian ze śmiechem. Podał na powitanie dłoń przybyłej parze. — A wy co porabiacie?
— Przyszliśmy też trochę posiedzieć na świeżym powietrzu — przyznał Eric, siadając obok Mossa. Zerkną na boisko, na którym właśnie obie drużyny gratulowały sobie udanego meczu. — Nie ma już zadań i egzaminów, więc w sumie nie ma potrzeby siedzieć nad książkami. I póki rodziców nie ma przed inauguracją, korzystamy z wolności — zażartował lekko. Rodzice ich obu mieli przyjechać pojutrze.
— My podobnie. Już macie plany na „po” szkole? — zagadnął Sebastian, pamiętając, że było sporo opcji i nie wiedział, czy na którejś stanęło.
— Los Angeles. W dużym skrócie — odparł Jules, siadając obok swojego chłopaka.
— Ja idę na studia na Uniwersytet Kalifornijski, a Jules bierze jakiś kurs internetowy i rozwija się w sieci — dodał Eric. — Przez wakacje będziemy szukać wspólnego mieszkania.
Francisco, który dotąd nic nie mówił, bo miał pełne policzki, teraz zastygł i popatrzył po nich zazdrością.
— Nnn… Też chcę…
— Za rok nic nie stoi na przeszkodzie. — Jules uśmiechnął się do niego, dumny z ich planu. Czuł się z Erikiem, jakby byli parą znacznie dłużej, niż byli naprawdę. Wiedział, że miało to związek z ich przyjaźnią, ale wciąż go to zaskakiwało. — Będziesz miał wiele opcji, jako ktoś dwujęzyczny.
— O! — Francisco wskazał Julesa z zaskoczeniem, aż opakowanie po kanapce wypadło mu z ręki i wpadło do plecaka osoby siedzącej niżej. Zupełnie to zignorował. — Może mógłbym uczyć hiszpańskiego?!
— Masz mocną motywację. — Sebastian uśmiechnął się, nie mogąc zachować powagi na widok jego entuzjazmu.
— Chociażby. Native speakerzy są pożądani, zawsze. A Hiszpański to bardzo popularny język. Dużo osób chce go znać — przytaknął Jules.
Francisco pokiwał głową, a jego włosy zafalowały. Wyglądał na olśnionego. Aż wstał z ławki zamaszyście. Wyciągnął papierek z plecaka ucznia poniżej, zaśmiał się i pochyliwszy się do Julesa, złapał go za twarz oraz pocałował mocno w policzek.
— Wspaniały pomysł! Na pewno będą mnie chcieli, skoro takiego Larry’ego zatrudnili! — Zaśmiał się chrapliwie, jak zawsze wypowiadając się o jednym z nauczycieli hiszpańskiego z pogardą. Słyszał, jak ten kaleczył jego język. — A teraz idę do kibelka! — dodał i podążył żywo w stronę szkoły.
— Nie no, dobrze wiedzieć! — krzyknął za nim jeden z uczniów dobre cztery metry dalej. Francisco, kiedy się cieszył, był naprawdę głośny.
Sebastian odprowadził go spojrzeniem i też machnął ręką na ucznia, który cenił sobie brak wiedzy o potrzebach fizjologicznych innych osób. Rozumiał to, ale wciąż go to bawiło.
—To nadałeś mu sens życia. — Zwrócił się do Julesa. — Czasami mam wrażenie, że ma cię za zaradniejszego ode mnie.
— Może to kwestia wpadania na najprostsze rozwiązania, których normalnie się nie widzi — wtrącił Eric. — Ale naprawdę powinno mu się udać, jeśli w to pójdzie. Jeśli Stany mu się podobają już teraz, to będzie dobrze.
Sam miał nadzieję, że jemu spodoba się na dłużej w San Francisco i nie przerazi się tamtą otwartością. Choć już teraz, z Julesem tutaj, czuł się… wyzwolony. Nawet wyglądał inaczej niż inni uczniowie, którzy po prostu ubierali zwykłe spodnie czy spodenki i luźne koszulki. On miał wąskie, materiałowe krótkie spodenki, które podwinięte były kawałek nad kolanami i miały różowo-bordowy kolor. Na nich miał jasnobrązowy pasek, zaś w spodnie wsuniętą cienką, popielatą koszulę z krótkim rękawem. Dodatki stanowiły ciemne okulary na jego włosach, robiące za opaskę i skórzana bransoletka, którą dostał jakiś czas temu od Julesa. Wyglądał naprawdę modnie. I może dziwnie się tu z tym czuł, lecz lubił się tak nosić, a i cieszyło go, że w nowym mieście będzie to już całkowicie naturalne. Zresztą nasłuchał się już od Julesa, że pierwsze, co kupią do mieszkania, to wielkie łóżko i biurko, a potem ogromną szafę. I zrobią sobie wspólny weekend zakupów. Pod tym względem był pewien tego, że jego chłopak lubił dobrze wyglądać i lubił podążać za modą. Nie dalej jak wczoraj kontemplował z dwie godziny nowe buty, które znalazł w internecie za, zdaniem Erika, astronomiczne pieniądze. Koniec końców i tak je kupił.
— Byle chciało mu się później po tym roku tu wracać, Sebastian — dodał Jules, za co zaraz uzyskał w odpowiedzi srogie spojrzenie.
— Coś sugerujesz?
— Nic, tylko tyle, że rok to długo z jego charakterem. Ustalaliście coś?
Eric też popatrzył na Sebastiana ciekawiej, ale okazało się, że akurat oni nie ustalali tak dokładnie przyszłości. Pewne było jedynie to, że Sebastian wybierał się na studia do Yale albo Nowego Jorku, zależnie, gdzie go przyjmą. Francisco musiał jedynie skończyć szkołę i potem tu przyjechać. Miłe było to, że Mark Moss ich wspierał i poza wyjazdem Sebastiana na wakacje obiecał zasponsorować mu coś jeszcze w ciągu roku akademickiego.
— My już też rozmawialiśmy z naszymi rodzicami i nie mają nic przeciwko, żebyśmy razem zamieszkali — dodał po opowieści Mossa. Na boisko wychodziła inna drużyna. — Ale dopiero pojutrze oni sami się nawzajem poznają. Mam nadzieję, że moi rodzice nie stchórzą…
— A ja mam nadzieję, że moja matka nie przesadzi. — Jules zaśmiał się, wiedząc najlepiej, jaka potrafiła być ekspresyjna i otwarta na wszystkich. Aż do przesady.
Francisco wrócił do niech dość szybko. Nadal był naładowany myślą odnośnie tego, co będzie mógł robić w przyszłości. I takiego Francisco najlepiej się Sebastianowi oglądało. Miał nadzieję, że tak zostanie do czasu wyjazdu, bo wiedział, że ten dzień będzie trudny. Warto było korzystać z siebie, póki mogli.

*

Dzień wylotu Francisco do Argentyny nadszedł nieubłaganie. Mocno świeciło słońce, a na niebie nie było żadnych chmur. Francisco wiedział, że w Argentynie jest równie pięknie, jeśli nie piękniej. Mimo to wolałby tu zostać. To był cudowny rok.
Wysiedli z samochodu Sebastiana na lotnisku w Newcastle. Nie było szczególnie wielkie. Niskie, przeszklone, a hala wyglądała całkiem standardowo, bez imponujących, architektonicznych dodatków. Tablica przylotów i odlotów, kilka stanowisk z pracownikami, taśma na bagaże i bramki. Były też sklepiki z przekąskami i kawiarnia.
Francisco ciągnął za sobą jedną walizkę, zaś drugą Sebastian. Musieli jedną nadać jako bagaż główny, bo była znacznie cięższa. Sebastian i tak był zaskoczony, jak mało rzeczy w efekcie miał jego chłopak. Kiedy razem mieszkali, miał wrażenie, że te były wszędzie. A teraz zmieściły się w jednej dużej walizce i jednej podręcznej.
— Rodzice cię odbierają? — upewnił się kolejny raz, żeby tylko mówić.
Nie lubił ciszy, kiedy była kłopotliwa. A teraz właśnie taka była. Trochę żałował, że ojciec nie pojechał z nimi, ale nie było co nad tym teraz rozmyślać. Mieli ostatnie chwile sam na sam. Przed długim lotem z przesiadką do domu Francisco.
— Papa na pewno. Nie wiem, czy mama da radę — odpowiedział Latynos, rozglądając się po ludziach i starając się zobaczyć, dokąd idą. Nie wiedział, gdzie tu się nadaje bagaż główny. — Mam nadzieję, że da. I że będzie w domu. Nie chcę być sam — dodał ciszej, już mając czarne wizje przepłakanej, jak zraniona nastolatka, nocy w pustym pokoju.
— Zadzwoń do mnie, jak dolecisz. Znaczy wiesz, jak już rodzice wypytają cię, jak było w Stanach. Będę czekał na Skypie albo fejsie — odparł luźno Sebastian, chociaż sam był potwornie spięty.
Niechętnie szukał odpowiedniego stanowiska, żeby oddać bagaż. Wiedział jednak, że muszą to zrobić.
Francisco pokiwał głową. Nic więcej nie dodał. Zajęli się bagażem, a kiedy wszystko było gotowe, mieli jeszcze kilka minut dla siebie. Ludzi nie było wiele, ale i tak nikt na nich nie patrzył. Więc kiedy podeszli do siedzisk ustawionych w rzędach i o jedno oparli podręczną walizkę Latynosa, ten stanął przed Sebastianem, objął go w pasie i przytulił się do jego piersi.
Starszy chłopak objął go mocno. Pogładził go po plecach i chwilę nic nie mówił, aż w końcu pocałował go w czoło.
— No już. Będzie ciężko, ale poradzimy sobie, co nie?
— Mhm — odmruczał Latynos. Zapamiętywał jego zapach i ciepło. Kształt jego ramion i wzrost. — Nie musisz mnie pocieszać, Sebastian. Wiem, że tobie też jest smutno. Ale zobaczymy się szybko w wakacje. Będziemy spać razem w moim pokoju i pokażę ci Buenos Aires — mówił cicho swoim ochrypłym głosem w jego pierś.
— Mhm… — Sebastian wychylił się, aby sięgnąć wargami jego ust. — Wiem, że nie muszę, ale wtedy mi chyba łatwiej. Lubię skupiać się na tobie. A dzięki temu skupiam się na tobie.
Latynos odpowiedział na pocałunek i zapatrzył się na jego twarz.
— Nie wierzę, że to już… — wydusił, czując, że do oczu nabiegają mu łzy.
Sebastian zetknął z nim czoło.
— Za rok powiesz to samo. Szybko minie. Będziemy ze sobą rozmawiać, będziemy w kontakcie. I wpadnę do ciebie. Spakowałem ci też coś ekstra od siebie.
— Hm? Tak? A co? — Brązowe, mokre oczy Francisco lekko się rozszerzyły.
— Podmieniłem nasze bluzy. Ale i mały drobiazg. Taki wiesz… — Sebastian zaśmiał się ze skrępowania. — Chciałem, żebyś sam znalazł i pośmiał się ze mną, kiedy będziemy przez Skype’a rozmawiać. Ale spakowałem ci album ze zdjęciami. Ojciec kilka mi oddał.
— O Chryste… Dziękuję! — Francisco objął go i mocno ścisnął. Był wzruszony. Wiedział, że zdjęcia znajdą sobie szczególne miejsce na jego biurku, by miał je zawsze pod ręką. Jedno na pewno wciśnie do portfela. — Kocham cię, Sebastian. Proszę, czekaj na mnie. Nie zostawiaj mnie, dobrze? Przysięgnij.
Sebastian uśmiechnął się, chociaż było mu smutno, kiedy widział taką desperację na twarzy Francisco. I ta prośba o obietnicę… Sam nie wiedział czemu, ale odczuwał ją trochę jako brak pełnej wiary, że będzie czekać.
— Chico… — Westchnął, łapiąc go za dłoń. — Będę czekać, a raczej, nadal będę z tobą, nawet jeśli na odległość. Kocham cię przecież.
Drugi chłopak już zupełnie się rozkleił. Po jego policzkach popłynęły łzy, a on pokiwał gorączkowo głową.
— Ja ciebie też. Czyli… no, czyli jesteśmy dalej razem. Będziemy dużo do siebie dzwonić i pisać. — Znów zapatrzył się na jego twarz, objął ją dłońmi i pocałował. — Chryste, jesteś taki przystojny.
Przez smutne emocje i zdenerwowanie, uwaga Francisco bardzo rozbawiła Sebastiana. Objął go mocno za szyję i jeszcze raz pocałował. Nie byli na lotnisku jedynymi, których ponosiły emocje przed rozstaniem.
— Daj znać, gdy tylko dolecisz — przypomniał jeszcze raz, wiedząc, że Francisco już powinien iść. Niby nie było dużych kolejek do odprawy, ale tam już nie mógł z nim być.
— Si, si. Czekaj na internecie. Uściskaj jeszcze raz papę ode mnie i pana Fostera. I… i dziękuję, Sebastian. Za wszystko — dodał, z trudem odsuwając się, żeby złapać rączkę walizki. Cały czas przy tym łzy ciekły mu po policzkach, ale nie wstydził się ich przed innymi ani Sebastianem. Nie miał czasu myśleć o wstydzie, kiedy cały jego umysł został zdominowany przez drugiego chłopaka. — Do… do zobaczenia.
— Do zobaczenia — odparł Sebastian i jeszcze zrobił krok do przodu. Szybko go cmoknął w usta i momentalnie się odsunął. — No idź, bo zapamiętasz mnie w gorszym stanie — zażartował, samemu czując przepełniające go wzruszenie.
Francisco zacisnął wargi, po czym pokazał mu swój ostatni uśmiech. Był potwornie smutny, że zostawia tu Sebastiana. Że ich najbliższy rok będzie sprawdzianem ich uczuć i determinacji. Ale równocześnie był… cholernie szczęśliwy. Bo kochał najwspanialszego chłopaka na ziemi i ten chłopak kochał jego. Bo przeżył z nim wspaniały rok i czekało ich jeszcze wiele takich w przyszłości. Musiał być silny. Dla siebie i dla niego, tak jak Sebastian starał się być.
Nic już nie powiedział. Uśmiechem i mokrymi oczami przekazał mu, że go kocha i że to nie jest pożegnanie. A potem ruszył z walizką w stronę kolejki, by wsiąść do samolotu i opuścić Stany Zjednoczone. Wrócić do domu.
Sebastian patrzył, jak odchodzi. Siedząc samotnie na plastikowym siedzisku, poczekał, aż samolot wystartuje. I dopiero kiedy ten był w powietrzu, wrócił do samochodu.
Pożegnania zawsze były trudne. Pożegnanie ze szkołą dla jego ojca, pożegnanie z uczniami dla Fostera Craiga. Sebastian nie wiedział teraz, ile jeszcze sam przeżyje w życiu pożegnań, ani nie wiedział o tych, jakie czekają na innych. O tym, że Tomas będzie musiał pożegnać się z Woodym, kiedy jego rodzice wymogą na nim zmianę szkoły.
Było to konieczne, a przynajmniej na takie wyglądało. Rodzice chcieli mieć go bliżej siebie, a Tomas… Tomas o dziwo ostatecznie długo nie oponował. Nie doszedł do siebie tak, jak pozornie się wydawało i na poprawę nie wpłynęło szczególnie olbrzymie odszkodowanie od rządu. Wyglądało więc na to, że i ten związek będzie musiał przetrwać na odległość, choć w przypadku tej dwójki o częste spotkania było bardzo łatwo. Woody wspierał go w tej decyzji, ale w duchu cieszył się, że Trey wciąż zamierzał uczyć się w Brockett High School. Bo gdy tylko rok się skończył… wiele uczniów zaczęło rezygnować. Nie było to żadnym zaskoczeniem. Ani dla Anabel Wilson, ani dla Marka Mossa, ani dla innych uczniów. Chaos, który nastał w szkole po zagrywkach profesorów prowadzących Project Dozen, doprowadził do upadku morale tej instytucji.
Było to zapewne smutnym widokiem dla wielu. Sebastian widział, jak jego ojciec mocno przeżywał to wszystko, ale teraz też widział dla niego nadzieję. Jak kiedyś marudził, że ojciec nie powinien być pracoholikiem, tak teraz czuł ulgę, kiedy ten poświęcał się nowemu zleceniu. Zleceniu, które również dawało nadzieję na dobrą przyszłość dla niego. Dostał pracę od rządu i choć z początku był oporny, tak ostatecznie posiadanie wpływu w powstawanie programów naukowych go wkręciło. Foster też mocno go do tego namawiał i koniec końców, pod koniec wakacji, Mark Moss miał nową, dobrze płatną pracę. Ale nie był w tym sam.
Foster nie tylko go wspierał. Zebrał się w sobie i miał już swój własny gabinet. A także pierwszego klienta. Może i Tomas miał teraz do niego daleko, ale widywał go, a przy okazji bycia w mieście także Woody’ego. Albo na odwrót. Gabinet Fostera mieścił się w Newcastle, tak samo jak praca Marka. Dzięki temu nie musieli opuszczać swojego obecnego miejsca zamieszkania i po prostu mogli być… razem.
Jules Fox i Eric Turner faktycznie wyjechali do San Francisco. Eric został studentem, a Jules… Jules rozwijał swoje umiejętności bardziej indywidualnie. Wielką zasługę w tym wszystkim mieli rodzice obojga chłopaków, którzy pomogli im w początkach nowego, bardziej samodzielnego życia. Małe mieszkanko w barwnym mieście stanowczo im wystarczało. Na więcej mogli zapracować sami. Najważniejsze, że po tym, jak przywykli do mieszkania razem, nie musieli się od siebie odsuwać. Jules za nic nie pozwoliłby Erikowi wynajmować pokoju z innym studentem… a Eric chciał mieć swojego lisa przy sobie. Zapowiadała się trudna droga w dorosłość, ale obiecali sobie wzajemnie, że dadzą radę.
Patricka, Jude’a i Kevina również czekała droga w nowe życie. Ten pierwszy poszedł na studia. Ze swoimi ocenami nie miał z tym problemu. Jednocześnie chciał dalej być sobą i spełniać się tak, jak spełniał w roli przewodniczącego w szkole w Newcastle. Co w sumie zaskoczyło obu chłopaków, wylądował na tym samym uniwersytecie co Eric.
Kevin nie wybrał się na studia, ale nikt ze szkoły nie wiedział, co się z nim stało. Chodziły jedynie słuchy, że zaczął pracować w firmie ojca. Lecz jaka ona była, nie wiadomo. Z kolei Jude’owi udało się dostać do szkoły wokalnej w stanie Nowy Jork. Nie było co się dziwić, bo naprawdę miał niezły głos, choć pod koniec roku jakby zmienił swój image. Z buntowniczego, rockowego chłopaka na bardziej… poważnego. To, że już nie farbował swoich blond włosów na czarno, było tylko jednym z wyznaczników jego zmiany. Rozczarował tym zapewne kilku swoich fanów i fanek, ale pewnie też zyskał nowych. Zmiany były konieczne. Dla tych, którzy nie kończyli w tym roku szkoły też…
Dobrym przykładem był Cody Solt, który po wakacjach jeszcze bardziej spoważniał…. i urósł. Ale to nie fizyczna zmiana doprowadziła do tego, że dziennie jego blog zaczął być czytany przez setki czytelników. Już nie ograniczał się do szkolnej gazetki. Mierzył wysoko i z chłopaka, który żył szkolnymi ploteczkami, stał się naprawdę niezłym felietonistą.
Osobą, na którą eksperyment szkolny szczególnie nie wpłynął, był Tyler. Wyglądało to tak, jakby wymazał wszystkie wspomnienia dotyczące projektu i po prostu wrócił do bycia sobą. Wciąż uczestniczył w zajęciach survivalowych. Uprawiał sporty, codziennie biegał i kumplował się z tymi samymi kolegami co rok wcześniej. Jakby nic się nie zmieniło. I chciał, żeby tak było. Nie chciał rozważać, co było moralne, a co nie. Angażować się w dywagacje, czy czuć się winnym. Nie żądał też żadnego odszkodowania za projekt, bo nie czuł się ofiarą. Był sobą i chciał ukończyć liceum jako zwykły uczeń.
Sen Nakano nie przejął się za bardzo końcem eksperymentu. Nawet wykorzystał swoją sławę, aby dalej działać w samorządzie. Na swój sposób dało się to zrozumieć, chociaż dla niektórych było to niczym sól w oku. Na szczęście dla Marka, szkoła była już dla niego tylko dawnym problemem. Nie musiał myśleć o szalonym Azjacie, który nadal żył pełnią życia, organizując co raz niespotykane nigdzie indziej imprezy. Był sobą po tym, co uczynił. Nie tak jak Colin, który podobnie jak przyjaciel zmienił szkołę.
Anabel Wilson wyciągnęła z Marka tyle, ile się dało. Trzeba było odbudować renomę szkoły, więc przed nowym dyrektorem stało trudne zadanie. Odkręcenie wszystkiego, co uczynił Clark Moses i jego koledzy, miało na pewno potrwać jeszcze kilka roczników. Ale tym nie martwili się już byli członkowie projektu i inni, którzy przypadkiem zostali w niego zaangażowani. Liczyło się, by iść dalej, a przygodę w Brockett High School zostawić za plecami.

KONIEC

10 thoughts on “Project Dozen – 107 – Ścieżki, które wyznaczyły doświadczenia

  1. Katka pisze:

    O., miło, że mimo tego wytrącenia jednak komentujesz ;) Doceniamy bardzo! Fajnie, że podobało Ci się otwarte zakończenie :) Wiem, że w sumie nie wszyscy takie coś lubią. Że wolą konkretne zakończenia, ale jednak zawsze nam łatwiej i przyjemniej coś zostawić w takim zawieszeniu, bo jednak daje to wrażenie, że coś wciąż trwa i nie musimy sie żegnać na dobre. I masz rację, na pewno projekt odbije się na ich przyszlości. Raz zdobyte doświadczenia nie idą w zapomnienie.

    Jelis, myślę, że początki PD mogły być trudne przez to, że było tak dużo postaci. Łatwo było się w tym wszystkim pogubić. Ale super, że się jednak wkręciłaś. Trochę trzeba było na pewno czasu, żeby każdego bohatera poznać. Fajnie, że podobało Ci się to, jak powstawały uczucia pomiędzy chłopakami. Właściwie każdy na swój indywidualny sposób to przeżywał i ciekawie się pisało różne sytuacje i związki w tym samym środowisku. Hehehe no i święta racja, julesoseksualny Eric z nikim innym nie odnajdzie szczęścia XD Oooch, a co do tego, co na Was czeka w tym miesiącu, to dowiecie się niebawem! Ja nic nie mogę zdradzać XD

  2. Jelis pisze:

    I kolejne opowiadanie skończone. Przyznam, że na początku nie byłam do niego przekonana ale później do niego wróciłam i nie żałuję. Mimo stresu który przezywałam przy zadaniach to opowiadanie super :) Te momenty, w których było ukazane jak uczucie może się kształtować w środowisku szkolnym gdzie nie każdy by to zaakceptował, bardzo realistyczne. Przecież nie wszystko jest zawsze łatwe i hop. Szczególnie fajny motyw Sebastiana i Francisco, nie dość, obaj próbowali pierwszy raz to jeszcze dzieli ich tyle kilometrów. A para Fostera i Marka to była chyba u was pierwszą, która poniosła tak poważne straty przez swój związek. Ale niestety tak czasem bywa. A Eric to słodki jest, musi się Julesa trzymać bo skoro jest julesoseksualny to jak się rozstaną to z przyjemności nici :(( No i dodam, że Woody jest strasznie, bardzo, ogromnie przystojny XD szkoda że nie op kończy ale nie odczuwam na szczęście takiej tragedii jak przy ATCL. A swoją drogą jedno opowiadanie jest w trakcie a są znaki zapytania. Błagam powiedzcie chociaż czy mamy szanse na FDTS albo No Exit *.*

  3. O. pisze:

    Ja tak krótko, ale przez licencjat wybiłam się z toku komentowania i nie umiem wskoczyć ;(
    Bardzo mi się podoba otwarte zakończenie – każdy może sobie dopisać jakiś happy endzik <3 Podobała mi się bardzo ta scena, jak Sebastian wracał do samochodu i zaczęła się narracja o rozstaniach większych i mniejszych, bardzo to było takie filmowe, super!
    I chyba dużym plusem jest to, że w tym projekcie każdy na swój sposób jest wygranym i przegranym.. Wiadomo, że jedni bardziej a drudzy mniej, jednak brak wyłonienia jednego wygranego było dla mnie plusem xd A doświadczenia, którzy bohaterowie mogli zdobyć nikt im nie odbierze i pewnie gdyby było coś dalej – w sensie ich życie x czasu po projekcie, to pewnie jakieś ślady tego wciąż byłyby w nich wyczuwalne ;D

  4. Shivunia pisze:

    Luana >> Całkiem się zgadzam. Takie projekty sa popaprane. I zwykle mają ukryte gorsze dno. I wychodzi z tego dno dna jak w tym przypadku (bosh, jaki suchy żart XD) I też racja że pewnie w realu mogło by być tak albo jeszcze gorzej. Było kilka takich właśnie eksperymentów w różnych czasach i różnych krajach… Nie mają one bez powodu złej opinii.
    Markowi i Fosterowi się powoli układa. Powoli, ale może okaże się, że będzie lepiej niż było. Kto wie. A sceny rozstania są zawsze smutne całkiem to rozumiem. Zresztą to takie odniesienie do rozstania z PD. Chociaz może nie na zawsze albo całkiem do końca. Ale do tego przydało by się wstrzymywanie czasu. Wtedy można by było poszaleć i jeszcze coś z ukochanymi postaciami napisać.
    Dzięki za komentarz i podsumowanie par ;) I oczywiście także podziękowania za wspólne przezywanie przygód postaci ;) Za czas nie dziękuje co by nie zapeszyć hehehe

    Omega >> OMG! Komentarz na trzy strony. Jestem oczarowana! Woordpress też najwyraźniej jest pod ogromnym wrażeniem, bo przytłoczył go on tak, że aż takie piękne podsumowanie PD trafiło do spamu. Na szczęście się znalazł ;)
    Od czego tu zacząć? Aż nie wiem. Na pewno od podziękowań za takie podsumowanie i kilka zdań o wszystkich (prawie – dzięki Kevin) postaciach. Miło było bardzo to czytać. Prawie że można by było tego użyć jako wielkie podsumowanie na stronę ;) Każdy znalazł swoje pięć minut.
    I całkiem dobrze rozumiem trochę smutek trochę radość. U nas ona wynika zarówno z zakończenia pewnego okresu, jak i też możliwości zaprezentowania wam jeszcze kilku ciekawych osobowości ;)
    Projekt…. mógł się skończyć gorzej. I masz całkowitą rację, że to Tomas najbardziej tutaj oberwał. Inni też jednak mniej czy bardziej oberwali. Chociażby Mark i Foster, chociaż im się udało już zaczynać odbijać się. Ale dadzą radę, mają w końcu siebie.
    Cody – potrzebował najwyraźniej tego momentu, tak jak mówisz. Jednak taki wstrząs może być at plus.
    Colin – Psychicznie nie udało mu się wyjść z tego zbyt dobrze. Bedzie na pewno miał bardzo długo wyrzuty sumienia, jednak to nie jest to tamto poparzyć przyjaciela. Dobrze też jak mówisz, że się nie zrazili do siebie po tym wypadku. „przez większość opowiadania grał w gry w swoim pokoju” – takie prawdziwe. Czy sami byśmy czasami tak nie chcieli ;p
    Tomcio – oh, tak taki opis jego osoby jest całkiem słuszny. Naprawdę jest czasami niewinny. Taki z niego złoty chłopiec czasami. Niby z pozoru wszystko mu się układa, fajni rodzice, dobry samochód, niezłe nawet wyniki w nauce. A jednak przy tym tajemnica, dziwne hobby i spore poświecenie aby sprostać wymaganiom. Dzielny z niego chłopak. A tak go skrzywdziłyśmy. Na szczęście jak widzisz miał całkiem solidne wsparcie ;)
    Woody – „oficjalnie jest najlepszym możliwym chłopakiem” awww, słodkie. Jest faktycznie bardzo… spokojnie podchodzący do wszystkiego. A jednocześnie nie jest nudziarzem ;P I co chyba najbardziej go z Tomciem różni to właśnie to jak obaj zwracają uwagę na opinie innych. Tommy, bał się rozmawiać z Foxym aby coś sobie ktoś nie pomyślał a Woody, nigdy nawet się nie ukrywał po prostu się nie przyznawał.
    I tak, lubię też to zdanie – to było taka mała wyrocznia ze w końcu się popsuje…
    Trey – hahahaha, taaa, parowanie go z Woodym jest całkiem zrozumiałe. Na szczeście ktoś inny może mu wsadzać i Tomcio nie jest sam ;p
    Franciso i Sebastian – Taki wysoki, ciemny, kudłaty, pełen energii muffinek :D tylko go zjeść :D Sebcio pewnie też tak o nim myśli więc obaj będą zapewne walczyć o to aby związek się nie wypalił. Co do bonusu to mamy kilka rzeczy w głowie…. ale czasu na tą chwilę mało, maaaało. Ale na pewno o nich nie zapomnimy. Sa obaj słody. I faktycznie się równoważą. Bo Sebastian jest na pewno bardziej wyważony i bardziej … cóż, dorosły. Widać to też jak zauważyłaś przy jego ojcu. Wzajemnie się sobą opiekują. I może też dlatego ich relacje sa takie unikalne.
    Jude – Taaa, o nim było stosunkowo mało. Ale miał swoje piec minut i… cóż trochę wyczuł Sena.
    Jules i Erick – Oni to mają taką faktycznie fajną relacje. Od przyjaźni do… przyjaźni z fizyczną zależnością. Obaj się o siebie starają i to jest naprawdę bardzo urocze. Bo myślą o sobie i przy tym mają taką chemię na którą same się złapałyśmy XD Bardzo fajnie czyta się jak nim się tak ekscytujesz i w ogóle hehehe, bo kurcze, całkiem rozumiem czemu byś go oglądała – ja też ;p Jego otwartość w ogóle jest ośmielająca. Oh, popisała bym ich jeszcze – może kiedyś
    Patrick – mądry i sprytny chłopak. Całkowita racja co o nim piszesz. Ja najbardziej chyba lubiłam, jako wątek komediowy, te jego ciągłe spięcia z Sebastianem. Na ich komizm wpływał też ich wzrost, bo Patrick nie miał tyle szczęścia aby bardzo wyrosnąć.
    Tyler – był trochę takim cichym zawodnikiem. Nie wyróżniał się a jednak całkiem sobie radził. Zresztą nie tylko fizycznie. Na tą chwilę nawet nie pamiętam czy przypadek czy nie… ale mogło być coś czymś inspirowane. Nie mówię nie XD – „„Bo Sen i Noel pewnie mają jakieś chore zabawki. Jeszcze gorzej jak wspólne :P” – chciałabym! xD” – cóż, pewnie nie ty jedna ;p
    Sen – oj taaa o nim można myśleć sprzecznie. Bo jednocześnie jest takim zabawnym chłopaczkiem… zrobił kilka fajnych akcji, ale koniec końców przesadził. Nie wiem czemu pomyślałam o takich kotach co im się pozwala atakować swoją rękę, w końcu są urocze i zabawne… az nagle nie zafundują ci blizny. A co do Noela w jego kontekście… cóż, zawsze jest to duże miejsce na fiki ;)
    My dziękujemy jeszcze raz za wszystkie słowa przemyślenia i podsumowania. To naprawdę komentarz godny pochwały i zapamiętania.
    Co do znaków zapytania odpowiem… że wszystko wyjaśni się z biegiem czasu, ale powinniście byc zadowoleni ;)
    Jeszcze raz dziękuje :*

    Yaoistka >> Nooo, niestety już koniec. Nam też jest smutno kiedy o tym myślimy więc rozumiem twoje załamanie. To jednak był spory okres czasu kiedy zdążyliśmy się zżyć z postaciami. Sporo ich było, a dla każdej z nich mamy trochę serduszka. Dlatego też Happy End musiał się pojawić. Dzięki za miłe słowa ;)

  5. Luana pisze:

    Cały ten projekt był porypany. Ale tak jak myślałam, chodziło o to, żeby sprawdzić uczestników do czego się mogą posunąć. Obawiam się, że w realu są ludzie, którzy gdyby stali się uczestnikami takiego projektu zrobiliby naprawdę szybko aby osiągnąć swój cel. Smutne, ale prawdziwie. Dobrze, że ten cały projekt dobiegł końca, a Moses poniesie karę.
    Super, że Mark dostał propozycję pracy. Martwiłam się o niego. Cieszę się z takiego wyjścia. Poza tym może być z Fosterem na dobre i na złe. Za to Sebastian… Płakałam podczas tej sceny kiedy Francisco wyjeżdżał. Kocham ich, kocham Frania i będę za nimi ogromnie tęsknić, tak jak oni za sobą. W ogóle to za tymi wspomnianymi postaciami będę bardzo tęsknić, plus do tego dochodzą Eric i Jules.
    Dobrze, że Woody jest dalej z Tomasem. Nie wyobrażałam sobie, aby go zostawił. Nie był z Promyczkiem tylko dla jego wyglądu itp. Wierzę, że Tomas sobie poradzi, bo to silny chłopak. Musi tylko powalczyć ze sobą. :)
    Fajne zakończenie. Świetne opowiadanie za które dziękuję. :))
    Pozdrawiam i weny, a przede wszystkim czasu życzę. :))

  6. Omega pisze:

    Mam mieszane uczucia, bo z jednej strony cieszę się, że dobrze się wszystko skończyło (choć wiadomo, że lepiej by było, gdyby Tommy był cały i zdrowy), a z drugiej jest mi cholernie smutno, że to już koniec tej serii… Zostaje mi chyba tylko oczekiwanie na bonusy lub inną serię, gdzie będziemy mogli śledzić losy bohaterów (coś w stylu Never Be The Same i In Out In) :3
    Szkoła traci uczniów, ale jestem pewna, że z nową dyrektorką i Markiem w ciągu kilku lat osiągnie ona tak dobre imię, jak przed projektem. Foster jest świetnym psychologiem, więc jego gabinet na pewno też szybko się rozwinie i będzie mógł dalej robić to, co kocha i nie będzie nikomu przeszkadzało to, kogo kocha (a to najważniejsze ♥ ).

    No to teraz czas, by trochę o uczestnikach i nie tylko się porozpisywać:
    Cody jako postać rozwinął się w naprawdę dobrym kierunku – jest trochę poważniejszy po zrzuceniu go ze stanowiska w gazetce szkolnej i postanowił zrealizować swoje marzenia sam, bez polegania na projekcie. Wydaje mi się, że może osiągnąć dzięki swojemu blogowi (który swoją drogą chętnie bym obserwowała) znacznie więcej niż gdyby trafił po prostu na staż do Times’a, więc ponieważ go lubię, to życzę mu jak najlepiej xD

    Collin – Wolę nie myśleć jak bardzo się musi obwiniać o stan swojego najlepszego przyjaciela, ale na to raczej nic się nie poradzi, bo póki Tommy nie odzyska pełni sił, a poparzenia nie będą pogarszały jego samopoczucia, to poczucie winy chyba nie minie. Cieszę się, że ich przyjaźń się nie urwała, bo szkoda by było, by te dwa cudne nerdy nagle urwały kontakt. O samym Collinie ciężko mi coś powiedzieć, bo w sumie przez większość opowiadania grał w gry w swoim pokoju (xD). Może jego wymarzona praca będzie w zasięgu jego ręki i będzie mógł połączyć hobby z zarobkiem? Chyba by każdy o tym marzył :3

    Chciałam iść po kolei, według dzienniczków, ale jak już jest o Collinie, to musi być i o Tomasie i wszystkim co się z nim łączy xD Tommy, jako niewinny, blond nerd urzekł moje serce od początku. Boli mnie fakt, że najbardziej na tym projekcie ucierpiał właśnie on. Po coming oucie sytuacja nie wydawała się taka straszna (choć na pewno nie było to miłe), miało to nawet kilka dobrych stron – nie musiał się dalej na siłę ukrywać i uważać przy każdej rozmowie z Foxym, bo ludzie patrzą… o.o No i miał u boku Woody’ego, który na szczęście niezależnie od sytuacji go wspiera i nie pozwolił się w sobie zamknąć, nawet jeśli cała szkoła mówiła przez jakiś czas tylko o orientacji blondyna (Sporą rolę odegrał tu odegrał też psycholog, dzięki któremu był w stanie powiedzieć o tym swoim rodzicom). A później, jak robiło się coraz lepiej, to musiało się coś spieprzyć, a gdyby durny Moses nie wyłączył alarmu (od początku wiedziałam, że to jego sprawka >.>), to Tomas pewnie mógłby być w znacznie lepszym stanie niż aktualnie. Ale cóż, mam nadzieję, że odsiedzi za swoje winy, bo niszczenie ludziom żyć (głównie na myśli mam Marka i Tomasa) nie powinno przejść bezkarnie.

    Woodrow oficjalnie jest najlepszym możliwym chłopakiem dla Tomasa, rozumie większość jego nerdowskiej gadki, nie obchodzi go co myślą inni o nim, więc choć w szafie nigdy nie siedział (w sumie nigdy nie ukrywał swojej orientacji), to nie obawiał się wyjawić całej szkole, że jest gejem, aby Tomas czuł się lepiej. Taki słodki opiekuńczy typ xD. W ogóle zajrzałam do jego dzienniczka (jak w sumie do dzienniczków każdego po kolei, bo nie chcę nikogo zgubić przy podsumowaniu xD) i naprawdę coraz bardziej go lubię. To było co prawda po włączeniu alarmu podczas walentynek, ale ten fragment mnie urzekł: „Chcecie wiedzieć, co mnie zastanawia? Czy jest wśród nas ktoś, kto będzie na samym końcu i będzie pisał, jak fajnie zniszczyło się komuś życie” – Cóż, to samo pytanie zadałabym Mosesowi.

    Trey – pewnie gdyby projektu nie było, a on nie poznał Harper, to skończyłby razem z Woodym xD Ale cóż, dzięki projektowi, o którym w sumie nie miał pojęcia jego przyjaciel ma kogoś, a on sam jest ze świetną dziewczyną, z którą może eksperymentować i odkrywać rzeczy, które lubi (Btw. po raz trzeci czytam FDTS i nie tak dawno czytałam rozdział gdzie rozmawiają o podsunięciu Kate pomysłu na użycie strap ona w jej związku z latynosem i tak mi się teraz o tym przypomniało, choć chyba wiadomo czemu mi to na myśl przeszło ;) ).

    FRANIO! On od samego początku był takim rozkosznym, pełnym energii i nie do końca ogarniającym Latino. Cieszę się, że przez ten rok znalazł miłość swojego życia i mam nadzieję, że odległość tego nie zniszczy. W ogóle, to chciałabym przeczytać jakiś bonus z wakacji, które spędził z nim Sebastian, bo przecież pewnie by poznał podczas nich Federico, można by było się dowiedzieć jakie zrobił wrażenie na rodzinie swojego chłopaka i jakie oni na nim, a to całkiem ciekawe, bo jeśli rodzina Francisco ma choć 1/3 jego energii, to biedny Sebastian może się poczuć przytłoczony. ♥

    Sebastian jest tym spokojniejszym w związku, ale to dobrze, bo równoważy to entuzjazm Francisco (wspominałam już, że jest przesłodki? xD). Wczesne komentarze o Moreno naprawdę mnie bawią, jak je teraz czytam: „Francisco nadal nie ogarnia kierunków ani wczesnego wstawania.” – Jeszcze z początku to zastanawianie się, czy nowy, nadpobudliwy współlokator nie ma czegoś z głową ♥ Swoją drogą, cudny komentarz o Woodym też mnie rozbroił: „mimo wyglądu mopa wtapia się w tłum” xD Ale wracając… Podoba mi się wiele rzeczy, które zrobił –
    sposób, w jaki powiedział „Tato, jestem gejem” wysyłając zdjęcie ze śpiącym obok chłopakiem, fakt, że wspiera ojca (z którym swoją drogą ma bardzo podobne gusta co do facetów z ciemniejszą karnacją) i popiera zarówno jego związek z Fosterem, jak i podnosi na duchu po utracie stanowiska lub w gorszych momentach – Oboje się wspierają, co jest naprawdę cudowne, ale teraz przynajmniej nie jest tylko ich dwójka zdana na siebie, bo mają teraz u boku (lub aktualnie w Argentynie), kogoś, komu mogą bez wahania zaufać.

    Jude jest postacią, o której podobnie jak o Collinie, zbyt wiele powiedzieć nie mogę – Gwiazda szkoły z dobrym głosem, to coś, czym bym go opisała. Cóż, zadanie ze zgoleniem głowy dało mu szansę na zmianę swojego wizerunku i pewnie dobrze to wykorzysta zdobywając serca nowych fanek ;) . Jego wpisy w dzienniczku z kolei bardzo trafnie opisują Sena: „I Nakano… on za to uderza we wszystkich. Jest jak azjatycka bomba wybuchowa!” – ale o tej bombie wypowiem się nieco później. „Nie żałuję, że nie byłem tu regularnie. Po swoją karierę pójdę sam.” – i to bardzo dobre podejście!

    Jules – O nim to bym się mogła bardzo rozpisać, ale postaram się powstrzymać od dogłębnej analizy (jaką pewnie z chęcią przeprowadziłby Eric) i napisać wszystko w naprawdę wielkim skrócie. Chłopak wie, jak sobie radzić, nie ma chyba dla niego rzeczy niemożliwych i zaledwie po tygodniu od zawiśnięcia tęczowej flagi na szafce Erica, cały szum nią spowodowany, został zrzucony na szkolną gwiazdeczkę. Nie będę ukrywać, że go lubię – w końcu kto by go nie lubił – najbardziej otwarty w szkole gej, gwiazda youtube (jego kanał byłby z pewnością w moich subskrybcjach, gdyby nagrywał), i ogólnie bardzo tęczowa osobowość, której nie da się nie pokochać. Wielkiego plusa ma chyba za to, że jako pierwszy opuścił projekt z własnej woli i doszedł do tego, że może sam wszystko osiągnąć nie robiąc coraz głupszych rzeczy, bo ktoś napisał tak w kopercie, to tak musi być. Ogólnie to słodkie ile jest w stanie zrobić dla Erica, jak stara się go chronić przed całym złem tego świata, to, że powiedział mu o projekcie wiedząc, że może mu zaufać. Lubię też to, że nadal z Tomasem zachowują się przyjaźnie i mimo faktu, że kiedyś ze sobą chodzili, nie robi się między nimi niezręcznie – no i oczywiście wspierał go, gdy był ten coming out, przez co Tommy miał oparcie nie tylko w swoim chłopaku i Treyu (no i oczywiście Markowi i Fosterowi, ale chodzi mi bardziej o rówieśników(?) xD).

    Za Kevinem nigdy nie przepadałam, wredny, uprzedzony, homofob, który chce swoje problemy rozwiązywać siłowo… (wow… pierwsza osoba, o której serio mało napisałam xD)

    Patrick jest przede wszystkim sprytny – ta cała straż, którą zorganizował, by mieć większą kontrolę naprawdę mu się przydała, by nie odpaść z projektu, choć jednocześnie i zaszkodziła, choć tydzień (choć nie pamiętam dokładnie ile to miało trwać) bycia sługą Noela jest chyba lepszy niż wiadomość o tym, że przewodniczący „tworzy swoją sztukę” na szkolnych ścianach. „Wstydzę się za udział. I wstydzę się za to, że „śmietanka towarzyska” w światku edukacyjnym tego kraju jest pozbawiona moralności.
    Niestety, nie pozdrawiam.” – choć większość jego dzienniczka to narzekanie na Sebastiana, to przynajmniej widzi, że z projektem jest coś nie tak. Głupi nie jest, więc może dostanie się na Harvard.

    Tyler jest od początku dosyć z boku, choć zadanie z majtkową flagą było wykonane pierwszorzędnie! „dyndał na sztandarze za gacie jak flaga” – mam wrażenie, że to zdanie z jego dzienniczka mogło dać inspirację do powstania flagi ze stringów Nakano, no chyba że to tylko przypadek? Cóż, na nim projekt się w żaden sposób nie odbił i rozumiem w pełni to, że postanowił po prostu wrócić do swojego życia. Kolejna wstawka z dzienniczka: „Bo Sen i Noel pewnie mają jakieś chore zabawki. Jeszcze gorzej jak wspólne :P” – chciałabym! xD

    I na koniec rozważań o postaciach: SEN NAKANO! Ech… tyle sprzecznych emocji, bo mimo tego, że irytuje mnie jego zachowanie od zdjęcia, „które zniszczyło karierę i sporą część nerwów Marka Mossa”, to nadal go lubię – jakoś nie potrafię przestać, mimo iż nie mam go już za „pozytywnie zakręconego”, jak o nim chyba kiedyś Franio myślał. Tęczowa flaga wywołała spore zamieszanie, ale obróciło się to na dobre, bo w końcu Jules i Eric się zbliżyli, a cała sprawa dosyć szybko ucichła (choć to dzięki ingerencji Foxy’ego). Lemoniada zakończyła się wręcz wspaniale, bo choć większość szkoły miała tego dnia namioty, to bohaterowie mogli ten problem wspólnie rozwiązać… A potem przyszło zdjęcie… Ech… Sen! Czemu musisz to zawsze robić? Choć ten jeden raz mogłeś się zastanowić „ale to przecież dyrektor i psycholog szkolny, więc może nie powinienem udostępniać zdjęć z ich udziałem?”… Chciałabym bardzo aby Noel go przytemperował, bo nawet on nie poparł tego, co azjata zrobił i choć wiem, że nie planujecie robić z nich pary (*tu oczy kota ze szreka, po których powinnyście zmienić zdanie* :D), to fajnie by było choć epizod z nimi przeczytać. :3

    Ogólnie to czuje naprawdę spory niedosyt tego wszystkiego. Projekt niby nie był dobry, ale pomimo ogromnego uszczerbku na zdrowiu i psychice u niektórych osób, sprawił też, że wiele dobrego się stało. Taki efekt motyla, z praktycznie dobrym zakończeniem, choć z jazdą na rolkach/wrotkach po korytarzu, bieganiu w stroju kkk obok drużyny pełnej czarnych facetów i farbowaniu zębów innych ludzi po drodze xD.
    OKEJ! Koniec przemyśleń, bo dobija mnie ilość tego, co napisałam xD
    Jestem ciekawa co się kryje pod znakami zapytania w rozpisce na sierpień (drugi tom FDTS, czy coś zupełnie nowego?) Tradycyjnie życzę wiele weny i czasu… no i już zaczynam tęsknić za PD ;-; ♥

  7. Yaoistka^^ pisze:

    O Jezu… Nie wierzę że to już koniec! Haha xd Nie wiem nawet co napisać… Po płaczu i (jakby nie było)załamaniu nerwowemu w końcu jest lepiej ^^ cieszę się że na sam koniec pojawił się Happy End =)
    Mógłbyście napisać jeszcze parę słów o Francesco =p ale myślę że to wątek otwarty na bonusik ^^haha.
    Weny!

  8. Katka pisze:

    Damiann, dzięki, poprawione już ;) A co do końca – tak, nikt z nich też nie spodziewał się, że tak się skończy ten eksperyment. Ale w sumie tu było mało przewidywalnych rzeczy, więc jakiś tam kiepski scenariusz tez powinni zakładać (patrząc na historię wielu eksperymentów), jednak chyba nikt nie spodziewał się aż takiej jazdy XD Miło, że będziesz za nimi tęsknił :) Jakiś bonus pewnie z nimi kiedyś powstanie ;)

    Fumishi, nigdy nie mówimy nigdy, bo często dziwna wena nas nachodzi, więc jak najbardziej może coś powstanie, ale kiedy i co, to już nie wiemy. Bardzo nam miło, że opowiadanie Cię do siebie przekonało!

  9. fumishi pisze:

    Smutno mi, że to już koniec. ;C Liczę, że w przyszłości pojawią się jakieś bonusy z chłopakami, szczególnie z Francisco i Sebastianem.
    Dzięki za opowiadanie. Naprawdę fajnie się go czytało, mimo że na początku miałam mieszane uczucia.

  10. damiannluntekurbus17 pisze:

    ,,A ten znowu trochę się zarumienił/. Pokręcił głową./i pokręcił głową/, kręcąc przy tym głową.” Co tu sie stalo? :P
    Nie wierze, ze to juz koniec. Koniec Tomasa, Sebastiana, Marka i reszty? ;(
    Nie sadzilem w sumie, ze ten eksperyment bedzie mial takie konsekwencje. Ze niektorzy sie wypisza ze szkoly, zmienia sie itd. 🤔
    Bede za nimi tesknil. Mam nadzieje, ze kiedys jeszcze cos tam o nich napiszecie.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s