Project Dozen – 105 – Chwila dla siebie

Minęły dwa dni od pożaru. Mark, chociaż nie pracował, czuł się, jakby na chwilę znowu wrócił do pracy. Foster za to jakby stał się jego terapeutą, a nie kochankiem. Uspokajał go, na ile mógł, tłumaczył rzeczy, których sam nie rozumiał i podkładał mężczyźnie Annie na kolana częściej niż zazwyczaj. Suczka czasami rozpraszała Marka, dzięki czemu Foster widział na jego twarzy uśmiech, a nie ciągłe zmartwienie. Choć tego ostatniego nie zmazywała, a potęgowała myśl, że dzisiejszego dnia do szkoły miał przyjechać ktoś z departamentu edukacji.
Obaj nie byli pewni, czy to zmieni coś na dobre, czy nie. Przecież sam eksperyment był niejako rządowym projektem. Była jednak duża szansa na to, że ktoś wreszcie się opanuje, bo o pożarze było już… wszędzie. W telewizji, w gazetach, w internecie. I to nie tylko lokalnie. Mark od wczoraj odebrał już kilka telefonów od rodziny. Jego siostry martwiły się o Sebastiana, świadome, że był na balu. To samo rodzice Lisy, czyli dziadkowie jego syna, którzy omal nie przylecieli pierwszym samolotem. Musiał ich wszystkich uspokajać, a Foster widział, ile go to kosztowało, kiedy sam był zdenerwowany. Starał się, na ile mógł, żeby Mark nie myślał o szkole, pożarze i w ogóle o kłopotach.
— Zabierzemy Annie na spacer? — spytał, kiedy zobaczył, że Mark kręcił się niemal w kółko.
Mieli dziś pojechać do szkoły, żeby dowiedzieć się, kim jest człowiek wysłany z departamentu. Mieli też z nim pomówić, ale do tego jeszcze było dużo czasu. A już teraz Mark się denerwował i nie miał co ze sobą zrobić.
— Hm? — Moss był tak rozkojarzony, że nawet nie dosłyszał pytania. Chodził od salonu do kuchni z komórką i filiżanką kawy, zapewne myśląc nad tym, co człowiek z rządu powie też uczestnikom projektu. Słyszał od Sebastiana, że zostali zaproszeni na osobne spotkanie. Zarówno ci, którzy zrezygnowali, jak i przegrali.
Foster westchnął i poszedł za nim. Złapał go w pasie, po czym zatrzymał go w nerwowym marszu.
— Pytałem, czy nie chcesz wyjść wcześniej, żeby jeszcze pójść na spacer z Annie?
Piwne oczy Marka wreszcie bardziej skupiły się na jego twarzy. Pokiwał głową i uśmiechnął się blado, choć nie mógł odpowiedzieć na objęcie, ponieważ miał obie ręce zajęte.
— Teraz? W sumie możemy… I tak zabijamy czas.
— Właśnie. Mamy jeszcze dużo czasu, a chodzenie po domu w tę i z powrotem ci nie pomoże. Jest ładna pogoda — zachęcał, trzymając mężczyznę i delikatnie przesuwając nosem po jego uchu.
Moss na sekundę przymknął oczy i westchnął nisko.
— Mhm… W takim razie odniosę filiżankę i możemy pojechać — zgodził się.
Wziął prysznic rano, ogolił się dokładnie, więc był właściwie gotowy na spotkanie z człowiekiem z departamentu edukacji. Nowe okulary dodawały mu powagi, a on ubrany był znowu elegancko, w porównaniu do tego, jak ubierał się od czasu rezygnacji z pracy. Miał lekkie, choć proste spodnie zaprasowane w kant, beżową koszulę i lekką marynarkę. Gorąca pogoda nie pozwalała na pełny garnitur.
Foster też miał koszulę. Nie zakładał jednak eleganckich spodni, a jeansy w stonowanym kolorze. Dlatego wyglądał schludnie, ale nie przesadnie wytwornie.
— Zabiorę Annie i nasze rzeczy. Moim jedziemy? — spytał jeszcze, żeby wiedzieć, czy brać kluczyki.
— Tak, możemy — potwierdził starszy mężczyzna, który już podążył do kuchni z resztkami kawy.
Cieszył się, że wychodzą. Potrzebował oddechu, a i Foster wyglądał, jakby dusił się w domu. Nie ociągali się. Sprawnie opuścili mieszkanie psychologa, wsiedli do samochodu i ruszyli. Mała Annie opierała przednie łapki o szybę i wyglądała przez okno. Mark przymykał oczy, kiedy przez uchylone okno wpadało rześkie powietrze. Co raz też ze śladowym uśmiechem zerkał na prowadzącego mężczyznę. A gdy opuścili granice Newcastle, rzucił niespodziewanie nawet dla siebie:
— Wyglądasz bardzo pociągająco.
— Tak? — Padło od razu pytanie od strony kierowcy. Ten prowadził bez pośpiechu, wręcz leniwie. Kierował się niby w stronę szkoły, ale Mark wiedział, że gdzieś po drodze zboczą.
— Mhm — przyznał, dyskretnie przełykając ślinę. Profil Fostera bardzo mu się podobał. Chyba najbardziej zakochany był w jego oczach, ale cała jego postawa i twarz sprawiały, że lubił na niego patrzeć. — Kiedy mówisz, tym bardziej — dodał więc z uśmiechem w kąciku ust. Psycholog miał całkiem seksowny, niski głos.
Foster krótko na niego spojrzał. Uśmiechnął się.
— W takim razie powinienem więcej mówić. Chociaż ostatnio nawet na tym ciężko ci się skupić.
Ta uwaga sprawiła, że Mark poczuł się skarcony. Zrobiło mu się trochę głupio, bo miał wrażenie, że znowu, martwiąc się o wszystko, psuł coś istotnego. A był świadom, że jego związek z tym mężczyzną tak naprawdę dopiero się zaczynał. Nie chciał go zranić.
— Przepraszam. Wynagrodzę ci to — zapewnił, sięgając dłonią do jego uda, by je ścisnąć.
Gest ten był wyłącznie okazaniem wsparcia i przeprosinami, chociaż dłoń tak wysoko na nodze Fosterowi bynajmniej skojarzyła mu się inaczej. Odetchnął i skręcił w stronę jeziora, które było niedaleko, a które całkiem lubił. Annie też. Było tam płasko, tak jak wszędzie, ale dzięki małym strumieniom dopływającym do zbiornika, wokół było więcej zieleni. Teraz, w sezonie, kiedy jeszcze nie było największych upałów, było tu naprawdę przyjemnie. Teren był w większości otwarty. Dało się zobaczyć z daleka kolejną drogę, a za nią osiedle kamperów. Były też drzewa, ale na tyle wysokie, że Foster nie bał się, że Annie mu się gdzieś schowa.
Dojechali na miejsce szutrową drogą. Suczce musiała się ona dobrze kojarzyć, bo machała ogonem, siedząc na udach Marka. Ten głaskał ją między uszami. Uśmiechnął się, kiedy zaparkowali. Wysiadł, pozwolił Annie powęszyć po okolicy, a sam, zatrzasnąwszy drzwi samochodu, rzucił do drugiego mężczyzny:
— Dziko. Ale nie zabrałeś mnie tu, żeby mnie pochować? — zażartował.
— Nie. Za blisko domu. — Foster uśmiechnął się do niego, nieco przekornie. — Czasami zabieram tu Annie, żeby się wybiegała. I mam tu drzewo, przy którym nie ma mrówek. — Wskazał brodą jedno z kilku rosnących bliżej strumienia, wpadającego do jeziorka. — Można poczytać.
— Naprawdę? To taki twój zwyczaj? Nie wiedziałem — odpowiedział zaciekawiony Mark, kiedy powoli ruszyli w tamtym kierunku.
Foster wzruszył ramionami. Miał dłonie w kieszeniach spodni. W środku też kluczyki, chociaż portfel zostawił w aucie.
— Czasami dobrze jest wyjść na powietrze. A tutaj mam blisko. Nie mieszkamy przecież w wielkim mieście. — Zaśmiał się, mrużąc przy tym oczy, kiedy patrzył na Marka.
Jego uśmiech był równie łagodny jak spojrzenie. To Markowi szczególnie się w nim podobało, bo dzięki temu czuł się przy nim bardzo spokojnie i swobodnie. Ale… fakt, że przy tym Foster potrafił być całkiem drapieżny w łóżku, był jeszcze bardziej podniecający.
— Nie chciałeś kiedyś mieszkać w jakiejś metropolii? — nawiązał do tematu, gdy szli spacerem blisko wody.
Annie biegała z miejsca na miejsce, obwąchując kępy trawy, czy tropiąc jakieś zwierzęta, które kiedyś tam były.
— Chyba gdy jeszcze byłem na studiach, ale skończyło się tak. W sumie teraz jestem zadowolony, bo nie ciągnie mnie do tłumów. A ciebie?
— Mieszkanie w dużym mieście nigdy nie było moim głównym celem — przyznał Mark, popatrując na gładką toń niedużego jeziora. — Na pierwszym miejscu było posiadanie rodziny.
— Chciałbyś mieć więcej dzieci?
Mark ściągnął brwi i zamyślił się. W okularach wyglądał z taką miną jak srogi pan profesor, chociaż Foster wiedział, że nie był surowy dla uczniów.
— Teraz nie. Kiedyś chciałem. Gdy Sebastian się urodził, myśleliśmy z Lisą, że postaramy się o rodzeństwo dla niego — powiedział spokojnie i… nie patrząc na mężczyznę, położył mu dłoń na przedramieniu. Przesunął nią w dół, a kiedy Foster dzięki temu wyciągnął rękę z kieszeni, ujął go za dłoń. — Sam wiesz, co się potem wydarzyło.
Psycholog skinął głową. Przystanął i nie puszczając tej dłoni, zatrzymał Marka. Po tym zbliżył się do niego i drugą dłonią ujął jego brodę. Pocałował go delikatnie w usta, nie mając dobrej odpowiedzi na to, co usłyszał.
Czasami, chociaż kochał Marka całym sercem, chciał, żeby Lisa żyła i żeby mężczyzna mógł z nią być. Bo chociaż ten zarzekał się, że jest mu z nim dobrze, jego serce pierwotnie należało właśnie do niej. Ale nie chciał o tym mówić. Nie chciał niszczyć chwili.
Mark też wpadł w nastrój, jaki nagle, nie wiedzieć kiedy, powstał między nimi. Może to przez ten trudny okres w ich życiu. Może przez to melancholijne otoczenie. A może przez to, że obaj, rozmyślając nad swoją przyszłością, wracali do przeszłości.
Odpowiedział na tak przyjemny i potrzebny mu teraz pocałunek. Po czym odsunął wargi, cicho sapnął i popatrzył w ciemne oczy wyższego mężczyzny.
— Nie powinienem był znów o niej mówić… — szepnął.
Foster cmoknął go w kość policzkową.
— Wiem, że ją kochasz. Nie mam nic przeciwko temu. To tak, jakbym był zazdrosny o Sebastiana. — Zaśmiał się na koniec i jeszcze raz go pocałował, żeby zaraz unieść dłonie, za które się trzymali i ucałować kostki Marka.
— Jesteś niesamowity — odpowiedział Moss z lekkim uśmiechem. Stanął bliżej, aż niemal zetknęli się nosami. — Kocham cię — dodał już znacznie, znacznie ciszej i tym razem on wyszedł z pocałunkiem. Może nie gwałtownym i mocnym, ale na pewno głębszym, bo psycholog poczuł jego język między wargami.
Z chęcią na niego odpowiedział, nie puszczając jego dłoni, ale drugą łapiąc Marka w pasie. Lubił się z nim całować. Czuć jego wargi pod swoimi, dużo pełniejszymi. Lubił ich smak i to, jak mężczyzna reagował.
Zawsze był zaskoczony tym, jak na początku obawiał się o każdą reakcję Marka… a ten w łóżku okazywał się pozbawiony wstydu i oporów. Był sobą. Doświadczonym facetem, który wiedział, jak lubi. Potrafił się całować, wiedział, jak dotykać i do tego reagował bardzo naturalnie. Tak jak teraz, kiedy bez skrępowania stęknął i przesunął dłoń z biodra Fostera… trochę na jego przód.
Czarnoskóry mężczyzna stęknął nisko i oblizał pełne usta, patrząc z pasją w oczy Marka. Szalał na jego punkcie, jakby dopiero co poznawał, czym jest miłość i pierwszy seks.
— Dalej — poprosił na wydechu, zaczynając masować pośladek Marka, nadal patrząc mu w oczy. Niemalże prosząco.
Nie musiał czekać nawet dwóch sekund, kiedy poczuł, jak palce na przodzie jego spodni zacisnęły się. A kiedy wycisnęło to z jego ust stęknięcie, Mark od razu go pocałował, jakby chciał je złapać wargami. Pocałunek znów okazał się głębszy i intensywniejszy, a dyrektor już obiema dłońmi zaczął rozpinać mu spodnie i swoim ciałem trochę spychać w stronę najbliższego drzewa.
— Och, Mark… — Foster stęknął w jego usta i złapał go za kark uwolnioną dłonią.
Bezpiecznie przytrzymał mężczyznę, przechylił go trochę do tyłu, kiedy przycisnął jego ciało do siebie, po czym mocno go pocałował. Nie miał w planach, żeby tak ich poniosło, kiedy tu jechał, ale z drugiej strony naprawdę mieli sporo czasu.
— Pachniesz tak, że mam ochotę cię całego… — Mark przesunął nosem po jego szyi — wycałować.
Foster odpowiedział na to pocałunkiem. Długim, niepozwalającym na zbyt swobodne oddychanie. W trakcie pieszczoty dotarli pod drzewo, o które od razu młodszy mężczyzna oparł się plecami.
— Chcesz? Rozbierz mnie, jeśli chcesz.
— Mmm…
Mark rozpiął mu do końca jeansy, ale nie nimi zajął się w tym momencie, lecz koszulą. Zaczął rozpinać guziki, w trakcie całując się z Fosterem. A gdy koszula została całkiem rozchylona, pochylił głową i pocałował go w mostek. Potem w lewą stronę piersi i w ciemny sutek. A Foster słyszał i czuł, jak wciąga przy tym jego zapach.
Ile to razy Foster masturbował się do takiego obrazu, jaki teraz się przed nim rozgrywał… Nie umiał nawet zliczyć.
— Och, Mark. Poliż — poprosił na granicy żądania. Chciał poczuć usta tego mężczyzny na swoim sutku. Chciał je potem czuć cały dzień pod koszulą.
Mark zerknął na niego z dołu… przewrotnie. Nieziemsko było widzieć, jak kuszący był ten poważny na co dzień mężczyzna. A teraz spełnił to słodkie błaganie. Wysunął język i z zamkniętymi oczami okrążył nim sutek. Żeby tego było mało, wsunął jedną dłoń w bieliznę Fostera i objął nią całego penisa.
— Och! — Jego właściciel jęknął głośno. Byli, do diabła, sami. I na łonie cholernej natury. Nigdy tego nie robił poza domem. — Mark… och, robiłeś to kiedyś na zewnątrz?
— Nie — odpowiedział mężczyzna szeptem do jego sutka i cmoknąwszy go, uniósł głowę oraz dodał z lekkim, kuszącym i pełnym pożądania uśmiechem: — To mój pierwszy raz.
— To więc nasz pierwszy raz. — Foster uśmiechnął się, słysząc sam siebie. Bawiło go to, przez co uśmiechnął się szeroko, pokazując białe zęby, tak odznaczające się od ciemnych warg. — Wyjmiesz go?
— Mogę ustami? — zamruczał Mark, mrużąc oczy w uśmiechu.
I nie czekając na pozwolenie, kucnął i zwyczajnie zsunąwszy mu spodnie, zębami pociągnął za gumkę w bieliźnie. Nie powinien porównywać tego do seksu z kobietą, ale te też lubiły, kiedy łapał zębami koronkowy materiał ich majtek i dobierał się w ten sposób do ich krocza. W przypadku seksu z mężczyzną było to o tyle ciekawsze, że sztywny penis od razu odskakiwał, gotowy do pokazania się światu. Było to jak otwieranie pudełka z klaunem na sprężynie. I jak niektóre z nich może i były śmieszne, tak kutas Fostera potrafił przerazić. Tym, jak był duży i szeroki. Niewątpliwie był to kawał sprzętu.
— Mark… — zamruczał Foster nisko swoim seksownym głosem i przeczesał mu włosy palcami. Zdecydowanie podczas seksu lubił wypowiadać jego imię. A że brzmiał przy tym jeszcze niżej niż zwykle, Marka aż przechodziły deszcze. Nie pamiętał, żeby kiedyś tak reagował na dźwięk czyjegoś głosu.
— Smakujesz i pachniesz jak naprawdę silny i seksowny mężczyzna — wydyszał do jego penisa.
I skupiwszy się, przymknął oczy, przytrzymał członek, po czym rozchylił wargi, by go nimi objąć. Musiał otworzyć je szeroko, co dla psychologa obserwującego to z góry było naprawdę… wzbudzającym szybsze tętno widokiem.
— Dla ciebie mogę być taki… i w ogóle, jaki tylko chcesz — wymamrotał, już zapominając myśli w trakcie, kiedy ją wypowiadał. Mark sprawiał, że szalał. A jego penis aż podrygiwał ze szczęścia. Jego ciało zresztą drżało, kiedy opierał się o drzewo.
Do tego ciepło słońca padało na jego twarz i rozgrzewało go jeszcze bardziej. Promienie odbijały się od tafli jeziora, sprawiając, że ta chwila była jakby bardziej… szczególna. Annie zajęła się sobą i nie przeszkadzała, za to Mark kosztował jego penisa jak najlepszego smakołyka. Wydawał przy tym mlaszczące dźwięki, a Foster czuł delikatne ssanie, kiedy główka wypełniła usta Mossa.
Rozkoszował się tym całkiem długo. Przynajmniej tak to czuł. Jakby naprawdę wieczność był w ustach tego genialnego faceta. Każde liźnięcie czy cmoknięcie też odczuwał intensywniej właśnie z racji tego, że pierwszy raz obaj robili to poza domem. Poza murami jakiegokolwiek budynku.
— Mmm, Mark. Wstań, proszę.
Kucający mężczyzna popatrzył na niego w górę, gdy odsunął wargi. Te były czerwone i jakby nieco bardziej wydatne. Mark nie zastanawiał się długo i wyprostował się. Uśmiechnął się lekko i oblizał.
— Mmm… Jak tam? — zagadał cicho i mrukliwie.
Foster od razu schylił się do niego i pocałował go. Złapał go za pośladek.
— Chcę cię, Mark. Tutaj, natychmiast. Jesteś na to gotowy?
— Mhm. Brałem prysznic — dodał Mark, który też chciał „tutaj, natychmiast”. Miał sztywnego, uwięzionego w spodniach penisa i pragnął tego większego i ciemniejszego w sobie. — Oprę się o drzewo — zaproponował, odpowiadając na cmoknięcia… i rozpinając sobie spodnie.
Foster na chwilę zapomniał o oddychaniu, kiedy patrzył, co jego facet ze snów przed nim robił. Widział, jak Mark wyjmował penisa z bielizny. Dopiero wtedy, kiedy ten chrząknął z rozbawieniem, odsunął się, żeby mogli zamienić się miejscami.
Starszy mężczyzna przystanął przy drzewie i jeszcze zdjął marynarkę. Zasłaniała mu pośladki, a nie chciał jej pomiąć. Dlatego zarzucił ją na niską, ale grubą gałąź drzewa i dopiero zsunął sobie spodnie pod tyłek. Teraz Foster zobaczył jego jasne pośladki, kiedy mężczyzna oparł się o korę przedramieniem i… wypiął się.
Niemalże zrobiło mu się słabo od tego, jak krew odpłynęła mu z mózgu do kutasa. Mark był tak cholernie seksowny! Dlatego nie zawahał się ani chwili, żeby klęknąć za nim na jedno kolano, rozchylić mu pośladki i polizać tę słodką dziurkę.
Mark prawie pisnął i obejrzał się na niego szybko, po czym zaśmiał się lekko.
— Boże, nigdy się tego nie spodziewałem! — skomentował, bo już któryś raz Foster nie powiedział mu, że przymierza się do rimmingu, a on znowu reagował szokiem. Wciąż pamiętał, jak zmiażdżył mężczyźnie nos pośladkami. — Spodziewałem się twojego penisa, ale… mn… — zmrużył oczy — kontynuuj… Proszę.
Nie odpowiedziało mu nic poza zadowolonym mruczeniem od strony jego tyłka. Foster lizał go, pieścił i rozluźniał, dając mu szybką przyjemność. Do tego mógł trzymać w dłoniach te pośladki, o których tyle marzył. A Mark tak seksownie przy tym postękiwał.
Skoro ten przygotował jego penisa, to sam mógł przygotować jego dziurkę. Poza tym… ostatnio sporo trenowali. Dochodzili do coraz większej wprawy, dlatego ich seks już nie musiał być poprzedzony zbyt długą grą wstępną. Mark uczył się, jak szybko się rozluźniać, w czym pomagało potajemne czytanie instruktarzu o kontrolowaniu oddechu. Chociaż zawsze miał wrażenie, że ostatecznie i tak płytko i nierówno oddycha. Wszystko za sprawą cudownego seksu z Fosterem.
Na razie oddawał swój tyłek jego ustom. Czuł drażniące łaskotki, które sprawiały, że jego ciało drżało, pośladki się trzęsły, a on starał się rozluźniać. I chciał więcej.
A Foster nie oszczędzał go. Czym dłużej ze sobą byli, tym Mark czuł, że był coraz bardziej sobą. Że nie bał się tak, jak na początku, być przy nim napalonym na niego do granic możliwości facetem. Dlatego po soczystej, oralnej zabawie były dyrektor poczuł mocne szarpnięcie za biodra, które jeszcze bardziej wystawiło go do psychologa. Jego tyłek był przy kroczu Fostera, co dobrze poczuł dzięki ocierającemu się o jego rowek kutasowi.
— Pragnę cię, Mark. Jak jęczysz, jak wzdychasz, jak drżysz i mówisz moje imię. Pragnę, żebyś krzyczał je z przyjemności — zamruczał mu do ucha, wsuwając mu gorącą dłoń pod koszulę na brzuchu, ocierając się o niego.
— O Jezu… — Mark sapnął z nagłej gorączki. Słowa drugiego mężczyzny podziałały na niego bardziej niż niejedna pieszczota. Sięgnął do tyłu, złapał go za biodro i sam potarł pośladkami o jego wyraźnie twardego, wielkiego kutasa. — Wejdź we mnie, Foster… Pragnę go tam.
Foster zamruczał nisko. Delikatnie ukąsił Marka w ucho, ale tak, żeby na pewno nie zostawić śladu. Po tym odsunął biodra, przymierzył się i ostrożnie naparł na wejście tego mężczyzny. To, że Markowi podobał się seks analny, było chyba jakimś cholernym cudem, jaki przytrafił się Fosterowi. I jak z początku obawiał się to robić, tak z czasem przekonywał się, że Mark naprawdę to lubił. Wskazywały na to jego reakcje. Tak jak teraz, kiedy mężczyzna bardziej się wypiął, pochylił głowę oraz jęknął nisko i długo.
— Fo… Foster — wymamrotał jękliwie, czując, jak członek rozpierał go coraz głębiej. Był szeroki, twardy i gorący. — Do… końca…
— Och, Mark! — Foster stęknął, rozkoszując się jego imieniem i tym, że podczas seksu mógł je wymawiać. Że mówił do osoby, o której w całości myślał.
Pchnął biodrami silniej, żeby zagłębić się w ukochanym. Czuł, że ten go ściskał i okalał mocno. Desperacko. Że miał tam ciasno, ale nie tak, by obawiać się o sprawianie bólu ukochanemu mężczyźnie. Chwilę to potrwało, ale udało mu się znaleźć w nim w całości. A był to cholerny wyczyn, bo miał długiego, jak na czarnoskórego mężczyznę przystało, penisa. Mark wyraźnie zadrżał, gdy jego partner zetknął się jądrami z jego pośladkami.
Foster musiał chwilę trwać w tej pozycji, bo czuł, że starszy mężczyzna nie jest jeszcze gotowy na ruszanie się. Że spina się i drży. Aż powoli zaczął się prostować. Ostatecznie oparł się plecami o jego tors, złapał go za kark i okręciwszy głowę, wysapał:
— Jesteś mój.
— Cały. — Foster przyznał mu rację i wygiął się na bok, żeby go pocałować. — Całe moje serce i ciało są twoje. Zrobię dla ciebie wszystko — wydyszał w jego usta, po czym objął go mocno w pasie, żeby ostrożnie poruszyć penisem, którego miał bardzo głęboko.
Mark z początku uśmiechnął się na jego słowa, lecz zaraz potem jęknął i zamknął oczy. Odchylił głowę na ramię mężczyzny i wydawał w kierunku nieba kolejne dźwięki przyjemności. Czuł, jak penis go penetrował i pieścił. Wiedział, że Foster chciał dać mu za jego pomocą mnóstwo rozkoszy i… udawało mu się. Sam nie wierzył, że do tego doszło, ale naprawdę jego wielki, czarny kutas był czymś, co przyprawiało go o dreszcze i co dawało mu orgazm. Tak jak mówił, pragnął go. To nie były tylko słowa. Marzył o nim. Pożądał go i zaczął to okazywać, kiedy poruszał tyłkiem, nabijając się i, tak jak życzył sobie psycholog, wyjękując jego imię.
Dla Fostera było to niemal jak piękne wyznania miłości. Pragnął być z Markiem, zarówno emocjonalnie, jak i fizycznie. Dawać mu ciepło, przyjemność i być dla niego. Teraz tymi pieszczotami, tym, jak tulił go do siebie, jak całował po ramionach, szyi i jak pieścił po brzuchu oraz ruszał biodrami, chciał to wszystko przekazać.
Właśnie obaj mieli ze sobą swój pierwszy raz w plenerze. Był jak uskrzydlony.
— Mmm, Mark… Mark… m, kocham cię… Mark — powtarzał, kiedy kochali się ze sobą przy drzewie na pustkowiu.
Falowali wspólnie, dyszeli i splatali się. Jak z początku bardziej uważali na swoje ubrania, tak potem dotykali się, gdzie tylko sięgnęli. Marka ogarniała gorączka. Oderwał się od pleców Fostera, by ponownie oprzeć się o drzewo. Potrzebował tego, bo nogi mu drżały, gdy Foster pieprzył go coraz mocniej i chwiał jego ciałem.
Chciał objąć pień ramionami, ale udało się tylko podeprzeć o niego. Foster w końcu też go trzymał i całkiem nieźle radził sobie z utrzymywaniem ich jakimś cudem w pionie. Seks był intensywny i całkiem szybki. Robili już to dłużej, ale ekscytujące było to, gdzie teraz mieli tę wspólną chwilę. Przez to i przez wzajemne pragnienia siebie skończyli w podobnym czasie. Foster dał Markowi dojść pierwszemu. Pomógł mu dłonią, szepcząc mu sprośności do ucha.
— Mm… Czuję, jak drżysz. Jak mnie ściskasz. Chcę czuć, jak dochodzisz, Mark. Chcę, żebyś strzelał dla mnie, żebym mógł myśleć… och, o tym cały dzień.
— Boże… Mm… Foster… Jesteś… — Mark nie mógł poskładać myśli. Nawet nie wiedział, co chciał powiedzieć. Po prostu głos wydobywał się z jego ust, gdy tylko je otwierał. I było to w większości zwyczajnym pojękiwaniem.
Uda mu drżały, serce biło szybko w piersi, a on w końcu skropił drzewo swoim nasieniem i krzyknął. Niemal osunął się w ramionach drugiego mężczyzny, który, chociaż był bliski spełnienia, dał radę utrzymać go w pionie. Dzięki temu, sam dysząc na kark Marka, powtarzając jego imię i mrucząc nisko, doszedł. Na szczęście zdążył się wysunąć, nim strzelił. O mało nie trafił na spodnie starszego mężczyzny, ale odrobinę ochlapał jedynie swoje buty.
— Cholera…
Mark obejrzał się na niego, choć niewiele zobaczył, bo przy tym wciąż opierał się przedramieniem o korę drzewa.
— Gdzie… strzeliłeś? Spodnie żyją? — wydyszał.
— Spodnie tak. Trafiłem… och… — Wziął głęboki oddech, bo jeszcze trudno było mu rozmawiać po tak mocnym orgazmie. Dużo strzelił i do tego daleko. — Ale na buty trafiło.
Mark zamruczał nisko.
— Lepiej na buty niż spodnie — stwierdził przytomnie.
Po chwili takiego stania zaśmiał się słabo i oparł czoło o przedramię.
— Chyba tego nie planowaliśmy.
— Chyba nie. Ale… — Foster odsunął się bardziej, żeby obejrzeć czerwone pośladki Marka. — Ale było miło. Nasz pierwszy raz. — Zaśmiał się, miło połechtany.
Markowi też podobał się wydźwięk tych słów. Obaj nie byli swoimi pierwszymi, więc było to dla nich bardzo… miłe i całkiem romantyczne.
Odwrócił się przodem do Fostera i zapiął spodnie. Po tym podsunął się do niego, uśmiechnął i pocałował, a w tym samym czasie czarnoskóry mężczyzna poczuł, jak jego kochanek schował i jego penisa do spodni.
Zamruczał mu z podziękowaniem w usta, kiedy oddawał pieszczotę. Pomasował też jego plecy na wysokości nerek. Cały czas przy tym czule patrzył w oczy Marka, całując go na koniec w policzek pełnymi, ciemnymi ustami.
Ten spacer nie mógł być przyjemniejszy. I nie chodziło tylko o seks, chociaż ten był cudowny i wyzwalający. Mark czuł się z Fosterem tak… na miejscu. Mógłby się nie ruszać, kiedy stali tak objęci.
— Przespacerujemy się wokół jeziora i wracamy, hm? — zaproponował, odsuwając się tylko po to, żeby ująć Fostera za dłoń i móc się z nim przejść. Nie zapomniał o marynarce.
Foster skinął głową i pocałował go jeszcze raz, nie mając dość jego ust.
— Tak — odparł i zaśmiał się. — Wybacz. Zapatrzyłem się — wyznał, bo nie był pewien, czy dobrze usłyszał to, co Mark mówił. Wolał skupiać myśli na jego rumieńcach, czerwonych od obciągania ustach i oczach, które zwyczajnie kochał.
A te zmrużyły się w przyjemnym, radosnym wyrazie, kiedy powoli podążyli wzdłuż brzegu. Po czym Mark zaśmiał się cicho i zadarł głowę do nieba.
— Mam takie dziwne uczucie.
— Jakie? — spytał psycholog i potarł jego dłoń kciukiem.
— Jakbym… — Mark zamyślił się i zerknął psychologowi w oczy — wciąż ciebie tam miał.
Młodszy mężczyzna w odpowiedzi zaśmiał się krótko, żeby zaraz pociągnąć Marka do siebie i pocałować.
— Naprawdę cię kocham. Kiedyś myślałem, że jesteś bardziej pruderyjny, ale miło mnie zaskakujesz.
Starszy mężczyzna trochę się speszył, ale przy tym zaśmiał dźwięcznie. Szedł z marynarką zarzuconą na ramię, trzymając Fostera za rękę i ostrożnie stawiając kroki.
— A ja czasami lubię słuchać, jakiego mnie sobie wyobrażałeś. Nawet kiedy było to wtedy, gdy mogło się to wydawać nierealne — dodał z rozbawieniem. — I też cię kocham, wiesz?
— Chcę w to wierzyć. — Foster uśmiechnął się do niego zdecydowanie bardziej oczami niż ustami, które mogły spokojnie kojarzyć się Markowi z czekoladą. Słowa, jakie z nich płynęły, były często tak samo jak ona słodkie.
— Więc wierz w to, bo to prawda — zapewnił Mark i cmoknął te pełne usta, nim zapatrzył się na relaksujący krajobraz.
Jeszcze chwilę mogli myśleć o sobie nawzajem i o spokoju, który ich otaczał. Niestety niezbyt długo, bo czekało ich spotkanie z człowiekiem z rządu i absolutnie nie wiedzieli, czego się spodziewać.
Mieli jednak siebie. A po tym, jak obaj stracili pracę, dosadnie przekonali się, że posiadanie siebie nawzajem miało większe znaczenie, niż przypuszczali. Z takimi myślami udali się do samochodu, zerkając od czasu do czasu na machającą ogonkiem Annie.

6 thoughts on “Project Dozen – 105 – Chwila dla siebie

  1. Wadera pisze:

    Naprawdę gorący rozdział!
    Trzeba przyznać, że naprawdę należała im się ta chwila wytchnienia. Poza tym każdorazowo rozwala mnie fakt, że zachowują się przy sobie jak nastolatki. Przeżywają drugą młodość XD
    P.S.: Też miałam obawę, że ktoś ich nakryje. Po tej całej „aferze” to nie byłoby zbyt miłe.
    Pozdrawiam, Wadera.

  2. Katka pisze:

    Maruda, hehehe, chyba powinniśmy były napisać, jak ktoś ich widzi XD Ale nie, dość mają problemów :) I tak, są mega spontaniczni teraz, haha, pewnie dlatego, że odkrywają swoją drugą młodość :D

  3. Maruda pisze:

    Tak bardzo przyjemny ten rozdział. Też się bałam że ktoś ich nakryje.. jednak głównie to nie myślałam że są tacy.. hmm spontaniczni xD no no tacy poważni panowie a tak słodko poddają się chwili.. fajnie ;)

  4. Katka pisze:

    Luana, taak, tyle czułości i namiętności :D Jakoś szczególnie nas to kręci, że to tacy dojrzali faceci, a nie licealna pierwsza miłość. A jednak wciąż w każdym wieku da się to poczuć :D Miło, że się dobrze czytało :)

    Kai, hehe, to by było smutne, jakby ktoś ich nakrył XD By się spalili ze wstydu… Tak, spokojny rozdział. Trzeba bylo troszkę oddechu po tym, co się ostatnio u nich wszystkich działo :)

  5. Kai Milligan pisze:

    Czytając ten rozdział cały czas bałam się że ktoś ich nakryje xd co za ulga. Ogólnie taki fajny spokojny rozdział w przeciwieństwie do ostatniego. Związek fostera i marka jest taki sielski i dojrzalszy niż reszta ale kontrasty zawsze mile widziane;)

  6. Luana pisze:

    Piękne te chwile mieli. Tyle namiętności i tyle czułości jest pomiędzy nimi. Aż uśmiecham się. Obaj są niesamowici i tak, bardzo dobrze, że mają siebie. :)
    Pozdrawiam. :)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s