Newton’s Balls – 74 – Sekret przestaje być sekretem

Obaj byli bardzo zniechęceni zakuwaniem do testu, który profesor Peterson zapowiedział przed świętami. Co prawda mieli masę czasu na zakucie, ale kto przy zdrowych zmysłach w święta siedziałby nad książkami? Mieli na szczęście jeszcze tydzień, ale i tak nawał materiału był wielki i kiedy teraz siedzieli na korytarzu pod bufetem, jedząc drugie śniadanie i słysząc rozmowę dwóch dziewczyn z grupy na temat testu, jedzenie stawało im w gardle.
— Zaraz im, kurwa, coś powiem, no jak dupy kocham — burknął Roy pod nosem, pochylony nad swoją kanapką zrobioną przez mamę i zerkający wrogo w kierunku koleżanek. — Nie chcę nawet słuchać o tym jebanym teście.
— I tak go oblejesz. Tak jak ja, co się stresisz? — Chase siedzący obok niego na niskiej ławce na korytarzu rzucił ze zniechęceniem, pisząc zawzięcie smsa do swojej „dziewczyny”. Święta były genialne, nigdy w życiu nie czuł się taki nażarty, bo inaczej tego nie dało się ująć, do tego Sylwester był naprawdę fajny. Niczego w tej chwili nie żałował i czuł, że pierwszy raz zaczyna rok z pozytywnym nastawieniem do życia.
— Weź, może zdam, chociaż byle zaliczyć. Harry i Clive mieli spróbować zwinąć coś Petersonowi. Może ma coś w tej swojej teczuszce poza podręcznikiem „jak hodować tasiemca” — odpowiedział Roy ze śmiechem, nabijając się z tego, że profesor był według wielu uczniów koszmarnie chudy. — Może coś, kurwa, znajdą.
— No, typ jest trochę nieogarnięty, więc może — zgodził się Chase, bo w sumie nie pogardziłby mniej legalną formą uzyskania odpowiedzi do testu niż nauka.
Chwilę nie rozmawiali, Roy jadł swoją kanapkę, aż w końcu stuknął kolanem kumpla.
— Z kim piszesz? Z Coney?
— No… — mruknął Chase. — Ale już kończę. Pracuje i twierdzi, że nie ma czasu na bzdury — prychnął, ale zaraz się roześmiał.
— Taa… starsze babki. — Roy pokręcił głową, jakby wiedział, z czym to się je. I możliwe, że tak było, bo miał w zwyczaju ruchać wszystko, co miało waginę i nie było zwierzęciem.
Rzucił papierkiem po kanapce prosto do kosza po drugiej stronie korytarza i zdążył jedynie uśmiechnąć się z dumy, gdy naraz dopadła do nich czwórka kolegów z grupy, a każdy z nich miał rumieńce podekscytowania.
— Ej, ej, pały! Kurwa, ale jazda!
— Wiecie, co znaleźliśmy?!
— Chodźcie do kibla, na szybkości! — przekrzykiwali się i dosłownie pociągnęli ich w stronę najbliższej toalety, wzbudzając tym ogólne poruszenie na korytarzu.
Chase także się podniósł i ożywił przez to. Miał nadzieję, że może faktycznie znaleźli wszystkie odpowiedzi na najbliższy test, a nie tylko sam test. Jeśli by tak było, w końcu miałby szanse na dobrą ocenę.
Wraz z Royem wpadli do toalety za czwórką kumpli. Ci od razu zamknęli drzwi, a jeden z nich wyciągnął do nich telefon. Telefon należący do Petersona.
— Pojebało was?! Zajebaliście mu telefon?! — wydarł się Roy.
Jeden z chłopaków zarechotał.
— No, ale, kurwa, to co tam jest, to ja pierdolę!
Chase nie był przekonany, czy cokolwiek mogło to rekompensować. Miał kuratora na głowie. Z którym sypiał, ale to niewiele pomagało.
— Ja się, kurwa, do tego nie mieszam. Wyjebią mnie ze szkoły w najlepszym wypadku — burknął i podszedł do drzwi, żeby się jednak zmyć. Jakby mieli tylko odpowiedzi, to by został, ale oni mieli pieprzony telefon ich profesora!
— Ej… Chase, czekaj… — zatrzymał go pełen oszołomienia głos Roya. — Ja pierdolę… Ale pedał…
Chase najpierw poczuł chłód przebiegający mu po plecach, ale kiedy się odwrócił, zobaczył, że uwaga kumpla była skupiona na telefonie, który trzymał i z którego coś czytał.
— Co?
Podszedł z powrotem, już widząc miny pełne podekscytowania i zniesmaczenia na twarzach pozostałej czwórki i szoku na twarzy Roya. Ten wyciągnął do niego telefon bez słowa i pokazał mu rozmowę Petersona z kimś podpisanym jako Walter. I jak było widać, ten cały Walter musiał mieć z profesorem bardzo jednoznaczny kontakt. Mówiły o tym takie wiadomości jak „Co dzisiaj kupić na kolację, kochanie? Będę wcześniej w domu :D”, „Już mam pomysł na deser… I nie, jak lubię pączki, to teraz myślę o czymś innym z dziurką. Znacznie słodszą.” czy „Ściskam mooocno i do zobaczenia! :*”.
Chase, czytając to, nabrał kolorów na twarzy, a „kurwa” samo wyleciało mu z ust.
— Ja pierdolę… — aż się zaciął, a zimny dreszcz przebiegł mu po plecach, jakby właśnie wylali na niego kubeł lodowatej wody. Wiedział od Shane’a, że Peterson był pedałem, ale nie sądził, że coś takiego znajdą na telefonie. W ogóle o tym nie pomyślał! Przecież jakby jego komórkę kumple zwędzili, też by mogli zobaczyć podobne wiadomości.
— Ale ciota, nie?! — zawołał Robert, najwyższy z czwórki, która przyniosła telefon. Krzywił się przy tym brzydko, a jego wąska górna warga była zadarta i odsłaniała zęby w niesmaku. — Dupy daje temu Disneyowi! Normalnie homoś nas, kurwa, uczy, jarzycie?!
— Nooo, a potem wraca pedał do domu, bierze w dupę pytę i pewnie rozmyśla o tym na naszych lekcjach — podchwycił inny chłopak, a Roy skrzywił i zagadał:
— Ej, a jak spuścił się na sprawdzian któregoś z nas? I potem oddał? Moje czasem były pomięte…
— Chyba mi niedobrze — burknął Chase pod nosem. Mówił prawdę. Było mu niedobrze, cholernie niedobrze, ale nie dlatego, że Peterson był pedałem, tylko dlatego, że przez to, czego słuchał, robiło mu się słabo ze zdenerwowania.
— Nooo, fuj! — Robert wskazał na niego i pokręcił głową. Wziął od niego telefon Petersona. — Obściskuje się ciota z innym facetem i esemeski se, kurwa, pisze, szmata jebana. Co on, wypadek jakiś miał, że woli pytę zamiast cipeczek? Jakim trzeba być zjebem, nie?
— Po całości — przytaknął skrzywiony Roy. — Ale to co teraz?
— No, jak to co? Przecież nie możemy pozwolić, żeby jakaś pizda nas oceniała, nie? — rzucił jeden z chłopaków, z którymi Roy i Chase tu przyszli. — Szkoda, że typa nie można, kurwa, spalić na stosie, jak kiedyś się robiło, nie?
— Do pierdla ich wrzucali, pało — odpowiedział mu jeszcze jeden z chłopaków, śmiejąc się z głupoty kumpla, ale popierając jego pomysł.
— Coś trzeba zrobić — odparł Robert z pewnością w głosie, po czym sięgnął do kieszeni schodzonych jeansów i wyciągnął z niej pokrowiec ze scyzorykiem. — Mam pomysł co…
Chase skrzywił się na ten widok.
— Co planujesz? — spytał, ale zaraz uniósł dłonie w obronnym geście. — Albo nie, nie chcę wiedzieć. Mogę was kryć, ale jak mnie złapią, to mam przejebane, więc… — urwał, zostawiając im wymowne milczenie, że on się w to nie ma zamiaru mieszać.
Przez to Roy też popatrzył na kumpla z wahaniem. Zawsze jak już coś robili, chociażby oskubywali Philipa Newtona, to razem. Nie chciał się mieszać w coś takiego samemu. Odsunął się więc od pozostałej czwórki i stuknął łokciem Chase’a.
— No, cho stąd — mruknął. — Chase ma kuratora, więc odpadamy.
Robert skrzywił się z niesmakiem i schował scyzoryk.
— Pizdy z was. Temu pedałowi się należy, ale jak se chcecie. Sami to załatwimy.
Chase pokazał im tylko środkowy palec.
— Nie mówię, że nie, ale teraz możesz mi, kurwa, possać, a nie pójdę za jakąś ciotę do pierdla — rzucił jeszcze na odchodne i pierwszy wyszedł z łazienki, czując, jak jest mu gorąco z nerwów i jednocześnie zimno ze strachu przez to, co wkrótce się wydarzy.
Roy przy tym niewiele mówił i powędrował za kumplem w stronę sali. Nie spodziewali się czegoś takiego i obaj podskórnie czuli, że ma się wydarzyć coś złego. Chase przez to przypomniał sobie, jak Courtney wiele razy go cisnął, żeby reagował, gdy dzieje się komuś krzywda. Żeby nie odwracał się, gdy ktoś wykorzystuje słabszych, by powiadamiał kogoś, by pomagał. Jak chociażby z Newtonem. Teraz jednak Chase nie miał na to szans. Przecież nie mógł jako jedyny bronić nauczyciela geja, bo każdy od razu nabrałby podejrzeń. A już po samej reakcji Roya widział, że sprzymierzanie się z „pedałami”, było złym pomysłem.
Gdy niecałe dziesięć minut później siedzieli w sali, na jej tyłach, słyszeli chichoty, rozmowy i szepty, a każdy wpatrywał się w napis na tablicy. W wielkie „SSIJ PAŁĘ, CIOTO”. Dzwonek na lekcję już zabrzmiał. Czekali na Jamesa Petersona. Ten nie spóźnił się na swoje zajęcia, jak niektórzy nauczyciele. Pojawił się w drzwiach po niespełna minucie. Jak zwykle lekko blady, wszedł do środka w miarę pewnie, trzymając teczkę i neseser.
— Dzień dobry, klaso — zwrócił się do uczniów, aby poinformować ich o swoim przybyciu i o tym, że już mają skończyć dyskusje. Te jednak nie ucichły jak zazwyczaj, a wręcz przeciwnie, nasiliły się.
James Peterson ściągnął brwi w zaskoczeniu na takie zachowanie i patrzył jak kolejni uczniowie wskazują go sobie… oraz tablicę. Kiedy się do niej odwrócił, dosłownie zamarł. To, co przeżył, było niczym zawał, którego jak do tej pory nigdy nie miał. Jak najgorszy koszmar, którego nigdy nie chciał wyśnić.
— Kto… Kto to napisał? — wydusił i szybko podszedł po gąbkę, aby zetrzeć kredę.
Robert i trzech jego kumpli tylko uśmiechnęli się głupio. Kilkoro innych uczniów też zasłoniło usta, żeby nie było widać uśmiechów. Kilka dziewczyn oblało się rumieńcami, jakby nie chciały w tym uczestniczyć. Nikt jednak nie odpowiedział na pytanie profesora.
James za to za wszelką cenę starał się nie stracić resztek opanowania. Było mu wręcz niedobrze i słabo. Ręka, którą ścierał napis z tablicy, drżała mu, a serce kołatało mu w piersi ze strachu. Kiedy się odwrócił do klasy, znowu poczuł ten rodzaj wstydu, jaki czuł tyle razy w obecności swojej rodziny. Ten, który zawsze Walter chciał z niego wyplenić, ale był on niczym najmocniejszy chwast, który zawsze się odradza.
— Dość tych śmiechów, nie ma… nie ma tu nic zabawnego — spróbował wydusić ostro, ale w oczach uczniów widział, że ci już wiedzieli. Że jakoś poznali jego tajemnicę.
— Ale zabawne jest ciągnięcie druta przez kolesia! — rzucił ktoś z końca sali, a Robert i kilku chłopaków parsknęło w ręce, krztusząc się od hamowanego śmiechu.
James pokrył się jeszcze większym rumieńcem, a jego szczupłe długie palce zacisnęły się nerwowo na teczce.
— Nic… nic nie wiecie — wydukał, czując się osaczony. I nawet nie słowa, jakie słyszał, były najgorsze, ale te tłumione śmiechy i wpatrywanie się w niego jak w jakiegoś śmiecia.
— No. Nie wiemy, jak smakuje sperma. Powie nam profesor? — rzucił Robert, a jego kumple tym razem roześmiali się głośniej.
— Nic wam do tego! — James nagle wybuchł i cofnął się jak przestraszone zwierzę, Prawie potknął się o biurko, a kiedy tylko złapał równowagę podczas kolejnych salw śmiechu, rzucił paniczne spojrzenie drzwiom. — Zajęcia odwołane — wydusił i wypadł przez nie, uciekając przed tym, co właśnie się stało.
— Nie dać pedałowi zwiać! — krzyknął Robert i poderwał się, a za nim pobiegało trzech jego kumpli.
Kilka dziewczyn pisnęło ze strachu, chłopcy wypadli z sali, a Roy uderzył Chase’a ponad ławką w ramię.
— Idziemy zobaczyć! — zawołał do niego i wstał pospiesznie.
Chase także się poderwał i chwycił kumpla za łokieć.
— Siedź na dupie! Serio, pało, chcesz być w to zamieszany?! — syknął na niego i puścił, samemu siadając i zakładając ręce na klatce piersiowej. Cała ta akcja go przerażała. W końcu czy dostałby tak samo, jakby wyszło, że jego dziewczyna jest kolesiem?
— Nie chcesz zobaczyć, jak gnoją tego lachociąga?! — Roy jęknął z zawodem.
— Nie chcę mieć w prezencie kolejnego roku kurateli tylko przez jebaną ciekawość. Ale ty idź, jak liczysz na chętną twojego kutasa kuratorkę — prychnął Chase wojowniczo, bo nie chciał, żeby słychać było jego obawę.
W trakcie ich krótkiej wymiany zdań kilkoro uczniów pochowało książki do plecaków i zaczęło wychodzić. Niektórzy zostali na miejscach, gdy ktoś zasugerował, że pewnie zaraz przyjdzie jakiś inny nauczyciel. Roy też spasował i w końcu tylko wyciągnął telefon z kieszeni.
— To chociaż napiszę aniołkom, co jest grane — burknął z wyrzutem, jakby Chase trzymał go tu siłą.
— Napisz — zgodził się z nim drugi chłopak. Sam tylko siedział z założonymi rękami, patrząc z wyrzutem na drzwi, za którymi zniknął Peterson, Robert i jego kumple. W głowie pojawiały mu się coraz to bardziej czarne scenariusze, jakby to on skończył, gdyby ktoś się dowiedział, że… ssał facetowi kutasa. Może jakby tylko mu wkładał… ale on dał się namówić na seks oralny. Klął na siebie w myślach, ile tylko mógł.

***

Walt co raz zerkał na zegarek, żeby upewnić się, kiedy wróci z pracy jego mąż. Kupił to, co chcieli zrobić na kolację, ale było na nią zbyt wcześnie, więc siedział na kanapie w salonie, z laptopem na stoliku kawowym i przeglądał swoją mowę końcową na najbliższy proces. Zabijał czas, bo była już dopracowana, ale relaksowało go w jakiś sposób jej czytanie. Czuł, że wyszła dobrze i że ma tę sprawę w kieszeni. Lubił swoją pracę, więc nie czuł się aż tak winny, że kogoś rozwodzi.
Na Jamesa musiał co prawda jeszcze poczekać, ale nawet takie czekanie było przyjemne, kiedy myślało się o tym, jak ten się uśmiechnie i uroczo zarumieni, pozornie nie wiedząc, jak się odwdzięczyć. Lubił o tym fantazjować i mógł tak spędzić te kilka godzin, nim James skończy swoją pracę. Jakie więc było jego zdziwienie, kiedy usłyszał, że drzwi zewnętrzne się otwierają.
Upewnił się, że jest na to stanowczo za wcześnie, gdy zerknął na zegarek na nadgarstku. Mimo to uśmiechnął się i wstał.
— Nie tylko ja dzisiaj skończyłem wcze… — zaczął i zastygł w pół kroku, momentalnie cały blednąc, gdy tylko ujrzał swojego męża.
Poza tym, że James wyglądał jak kłębek nerwów i esencja nieszczęścia, jego oczy były zapłakane, a on cały się trząsł. Nie bez powodu. Jego ubrania były porwane i pocięte, włosy na głowie miał nierówno obcięte. Miejscami całkiem do zera, gdzieniegdzie skrócone. Jakby ktoś niewidomy bawił się w fryzjera. Do tego napisany długopisem na policzku widniał kiepsko zmyty napis „ciota”.
— Ja… mes… — wydusił Walt, mając wrażenie, że serce w jego piersi zatrzymało się jak martwy organ.
James pokręcił tylko głową i nic nie mówiąc, zostawił swoją aktówkę przy drzwiach i pospiesznie udał się do łazienki. Cały się trząsł i widać było, że jest na skraju, żeby nie wybuchnąć kolejnym, jak nie trudno było się domyślić, atakiem płaczu.
Walt zaszedł mu drogę, chwycił go w ramionach i przycisnął do siebie. Trudno było to nazwać zwykłym przytuleniem, bo zrobił to tak, jakby chciał go zamknąć w swoich ramionach jak w ścianach wielkiego, bezpiecznego sejfu i nigdy nie puszczać. Położył mu przy tym dłoń z tyłu głowy i przycisnął jego twarz do swojej piersi, patrząc w przestrzeń szeroko otwartymi oczami.
Nie musiał długo czekać, żeby usłyszeć czkający płacz nauczyciela, który nadal miał wrażenie, że nie może obudzić się ze swojego najgorszego koszmaru.
Prawnik głaskał go po włosach i trzymał przy sobie mocno. Nie puszczał go i nie mówił nic, tylko pozwalał mu odreagować, uspokoić się przy sobie, dać upust emocjom. Musiał go umyć, przebrać, pomóc mu dojść do siebie, a potem… kimkolwiek był ten, kto mu to zrobił, zamierzał zgotować mu piekło.
— Walter…. — James w końcu wyszeptał, nadal w emocjonalnej rozsypce, ze łzami w oczach i całą czerwoną od płaczu twarzą. Odsunął się nieznacznie, żeby wytrzeć nos w rękaw. I tak niewiele już zostało z jego swetra. — To już… koniec.
— Cicho — szepnął Walter miękko, choć jego niebieskie oczy pozbawione były tego typowego blasku i radości. Głos też był niższy niż zwykle. — Kto to? — zapytał i zaczął go rozbierać powoli i ostrożnie, żeby go nie wystraszyć.
— Ale… jestem już… już skończony, wszyscy wiedzą — James mówił dalej i płakał dalej, jakby w ogóle nie słyszał swojego partnera.
— Przez kogo wiedzą? — Walt więc pociągnął temat z jego strony, by tak zdobyć informacje. Mówił przy tym powoli i tak samo odrzucał na podłogę resztki swetra, koszuli i bezrękawnika spod niej.
James pokręcił głową.
— Nie… nie wiem, ale ja… ja już nie mogę uczyć… Jestem skończony. Wiedziałem, wiedziałem, że tak w końcu będzie. — Wyrwał się nagle i zakrył dłońmi twarz, kucając i kuląc się.
— Chodź do łazienki, kochanie — szepnął Walter, kucając przy nim i głaszcząc delikatnie jego włosy. — Umyjemy cię. Nie obawiaj się, wszystko naprawimy.
James pociągnął nosem, ale pokiwał głową i uniósł się, żeby wstać. Był rozedrgany i źle czuł się we własnej skórze. Prawnik to wyczuwał, więc starał się dać mu sobą jakieś oparcie. Zapewnienie, że z nim jest bezpieczny. Teraz musiał pozbierać go do kupy, a dopiero potem zająć się tym, kto mu to zrobił i innymi formalnościami, takimi jak chociażby urlop Jamesa. Co prawda w zachowaniu chłodnej głowy nie pomagał mu widok, jaki miał przed sobą, gdy patrzył na roztrzęsionego, sponiewieranego męża, ale starał się trzymać. Chociaż miał wrażenie, że wściekłość zaczyna nad nim panować. Że nienawiść i złość kiełkują w nim jak szybko rozwijające się nasionko. I przed wypuszczeniem korzeni powstrzymuje go jedynie niewiedza, kto za tym stoi. Jeszcze.
Doprowadził Jamesa do łazienki, puścił wodę do wanny i wrócił do rozbierania go, tym razem z dolnej części garderoby.
— Chcesz, żebym nie wychodził, jak będziesz się kąpał, czy mogę pójść zrobić ci gorące kakao? — zapytał delikatnie.
James był osowiały i nadal pocierał dłonią nos i oczy.
— Obojętnie — mruknął w końcu. Był w takim stanie, że wszystko było mu obojętne. Swoją przyszłość widział w czarnych barwach, bez żadnych perspektyw na to, że może się cokolwiek poprawić. W końcu w szkole był już skończony. W mieście był już skończony. Nikt już go nie zatrudni do pracy z dziećmi, jeśli będzie widział, że jest gejem.
— Posiedzę chwilę z tobą. Albo… — Walter zawahał się, po czym, gdy już James był cały nagi, sam zaczął się pospiesznie rozbierać.
Z gorącej wody toczącej się do wanny ulatywała para. Pomieszczenie nagrzewało się, a prawnik po chwili wszedł do wanny razem ze swoim mężem. Usadowił go pomiędzy swoimi nogami i pozwolił mu oprzeć się plecami o swój tors, aby móc zamknąć go w swoich ramionach.
— Przyszedłeś prosto do domu, czy rozmawiałeś z kimś? — zapytał dopiero po chwili, cicho, do jego ucha, delikatnie gładząc go dłonią po szczupłym brzuchu.
James nie odpowiedział, tylko pokręcił głową i zsunął się jeszcze niżej w wannie. Jego kolana wystawały powyżej tafli wody, za to ramiona i broda były zanurzone.
— Nie mogłem tam zostać…
— Rozumiem, kochanie — zapewnił go Walt, nie dodając, że mógł zadzwonić, by po niego przyjechał. To nie był czas na jakiekolwiek wyrzuty. — Powiesz mi, którzy uczniowie to zrobili?
— Co to zmieni? Wszyscy już wiedzą.
— Wiem, kochanie. Chcę jednak wiedzieć, kto to zrobił — odpowiedział Walt miękko, ale pewnie, choć nie zamierzał naciskać Jamesa. Mógł dowiedzieć się w inny sposób.
James przetarł twarz mokrą dłonią. Zagarnął też włosy do tyłu.
— Robert Priston, Tomas Summers, Bobby… Nie, Walter, nie mogę teraz. Boże, wszyscy się śmiali…
— Szzzz… — Prawnik zamruczał mu do ucha, trzymając przy nim twarz, a dłońmi głaszcząc jego ciało. — Dobrze, nie teraz. Nie bój się. Jestem z tobą i wiesz, że ze mną jesteś bezpieczny. Nie wychodź z domu, jutro pojadę do twojej szkoły i porozmawiam z dyrekcją.
— Ja chcę… chcę się stąd wyprowadzić… — jęknął James, nagle jeszcze bardziej kuląc się w jego ramionach i w samym sobie. Był przestraszony, że to się powtórzy. Że znajdzie się ktoś jeszcze bardziej sadystyczny i naprawdę będzie z nim źle. Że to się nie skończy na takim jednym ataku.
— Nie możesz uciekać, James. Nie możesz dawać się przeganiać. Wiem, że teraz nie masz na to siły, ale musisz walczyć. Nawet jeśli w tym momencie walką miałoby być po prostu przeczekanie tego wszystkiego cierpliwie — odpowiedział Walter pewnie, bo nie chciał słyszeć o ucieczce. A im bardziej teraz widział, w jakiej rozsypce był jego mąż, tym bardziej wściekłość w nim wzrastała. Starał się nie okazywać tego uczucia, ale będąc tu, w tej wannie, obejmując swojego ukochanego, już myślał nad rozmachem pozwu, nad tym, kogo nim objąć i jak przekonać Jamesa do złożenia zeznań. Wsadzi do więzienia każdego z tych, którzy podnieśli rękę na jego męża i pociągnie do odpowiedzialności wszystkich, którzy byli ślepi na jego krzywdę i dopuścili do niej.
James znowu pokręcił głową bezradnie. On w przeciwieństwie do Waltera najchętniej by się poddał i uciekł na drugi koniec świata. I gdyby nie kochał tego mężczyzny, który teraz go tak mocno obejmował, pewnie rozważałby odsunięcie się od niego, żeby nigdy więcej nie mieć takich problemów.
— Ja nie mam tyle sił co ty…
— Jimmy, kochanie, nie musisz mieć sam siły. Mamy ją razem. Jesteśmy małżeństwem, tam, gdzie tobie brakuje siły, ja ją mam za ciebie. Bądź blisko mnie, a obiecuję ci, że to przetrwamy — odpowiedział mu Walt pewnie i przycisnął go do siebie mocniej.
James pociągnął nosem, znowu się rozklejając. Było mu zarówno bardzo źle, jak i czuł się winny, że to wszystko miało miejsce i… że martwi Waltera.
— Heeej… — Prawnik odwrócił delikatnie jego twarz i pocałował go w mokry policzek pod okiem. — Kocham cię, wiesz o tym? Nie zostawię cię i nie pozwolę cię już skrzywdzić — zapewnił, dodając w myślach, że dodatkowo w odwecie zgotuje piekło wszystkim, którzy się tego dopuścili. Choćby miał pozwać połowę szkoły.
— Niby… niby jak tego dokonasz? — James pociągnął nosem, a po jego policzkach popłynęły nowe łzy.
— Nie martw się o to teraz, kochanie. Zostaw to mnie — zapewnił go Walt i starł mu kciukiem łzy z policzków. Uśmiechnął się do niego czule, chociaż kąciki ust mocno buntowały się przed uniesieniem się w górę. — Będziesz ze mną bezpieczny. Na razie umyjemy cię, obetniemy włosy i pójdziemy prosto do łóżka z gorącym kakao. Nie wypuszczę cię ze swoich ramion dzisiaj ani na chwilę.
James automatycznie pokiwał głową i dotknął swoich włosów. Czuł się z nimi źle jak w ogóle z samym sobą.
— Dobrze… ale muszę zadzwonić potem do szkoły, że… biorę urlop.
— Dobrze, ale tylko tyle. Nie tłumacz się, nie mów nic więcej. Zajmę się tym jutro i wszystko wyjaśnię z dyrekcją szkoły — odpowiedział Walter pewnie i wyciągnął się ponad ramieniem męża do mydła leżącego na rogu dużej wanny. Zaczął namydlać jego ciało. — Teraz się zrelaksuj. Moje dłonie są przyjemne, hm? — zapytał cieplejszym tonem, starając się delikatnie go masować.
— Mhm… — zamruczał James cicho, nadal otumaniony czarnymi myślami i tym jak został zaatakowany. Zawsze się tego obawiał, ale jakoś nie chciał wierzyć, że tak szybko to nastąpi.
— Więc zamknij oczy… i skup się na nich — szepnął mu do ucha Walt i pocałował go w nie subtelnie. — Nic ci nie grozi. Trzymam cię, czujesz? — mówił dalej, masując go jedną dłonią po podbrzuszu, biodrach i udach, a drugą obejmując go wysoko na klatce piersiowej i kciukiem głaszcząc skórę i sutek. Miał go więc całego w swoich ramionach i nie zamierzał wychodzić, dopóki jego ukochany nie odzyska jako takiego spokoju.
— Mhm — zamruczał potakująco James, ale bardzo, bardzo niepewnie. Nadal się obawiał, co z tego wszystkiego wyniknie. I bał się kolejnych podobnych incydentów, kiedy już wszyscy wiedzieli i czuł, jakby ten napis na jego twarzy był stałym tatuażem.
Walter za to był pewien, że musi mu pomóc przez to przejść, musi znów obudzić w nim ten mały zalążek pewności siebie i poczucia szczęścia, jakie dotąd udało mu się w nim zasiać. Wszystko od początku. Ale za bardzo kochał tego mężczyznę, żeby samemu się poddać. Wiedział więc, że zrobi wszystko, by znowu poczuł się bezpieczny.

12 thoughts on “Newton’s Balls – 74 – Sekret przestaje być sekretem

  1. Katka pisze:

    Embry, to miło, że spodobało Ci się nasze rozwiązanie ;) A James na pewno nie dałby sobie z tym rady, gdyby był sam. Na szczęście ma Walta!

  2. Embry pisze:

    Z trzech par wybrałyście – trochę to kiepsko brzmi – najlepszą opcję. Jimmy dzięki Walterowi przetrwa. Walter zmiażdży wszystkich odpowiedzialnych, Chase będzie zeznawał na niekorzyść kolegów. Ale chyba bym nie zdzierżyła, gdyby tu chodziło o sekret Chase’a i Courtneya czy Ridberta,

  3. Katka pisze:

    Kasia, nie będę nic zdradzać, ale podoba mi się, że kminisz i niestety Twoja przewidywana wersja wydarzeń jest bardzo prawdopodobna. A co do Walta to na pewno nie zamierza zostawić tej sytuacji i będzie walczył o sprawiedliwość. Sciskamy mocno i dziękujemy za komentarz!

  4. Kasia pisze:

    Oficjalnie obrażam się na Chasea! I mam nadzieję że Courtney go rzuci jak się dowie o jego zachowaniu. Co prawda jak znam życie to będzie na odwrót bo ten smarkacz tak się wystraszył, że pewnie będzie sobie teraz udowadniał jak bardzo jest hetero. W ogóle to jest po prostu masakra jak kilku głąbów jest w stanie zapanować nad postawą całej klasy. Dobrze że większej krzywdy nie zrobili Petersonowi. Walter liczę że te gnojki popamiętają cię! No dziewczyny zestresowałyście mnie dzisiaj 😤 Pozdrawiam serdecznie :)

  5. Katka pisze:

    Damiann, takie małe zaskoczenie, że padło jednak na Jamesa, a nie na Chase’a. Dzięki temu mieliście większy łup emocjonalny. „Czy ja wiem czy zmieniliby zdanie jakby sie dowiedzieli, ze Chase tez jest gejem… skoro tak potraktowali nauczyciela…” – nigdy nie wiadomo niestety. A Chase na pewno nie chce się dowiedzieć…

    Maruda, zdecydowanie dla Jamesa lepiej, że w ogóle ma Waltera! Gdyby tak wrócił sam do domu, bez absolutnie żadnego wsparcia, to w ogóle byłaby masakra… Ale Walter postara się na pewno jakoś mu ułatwić teraz chociaż sam jest do granic rozsierdzony tym, co się stało… A tryb zemsty na pewno się włączy…

    Tess, to na tyle głupie nastolatki, że bardzo łatwo im przyszło użycie rękoczynów :/ Walterowi ciśnienie skacze na samą myśl, co mu zrobili i że James nie miał jak się bronić. „Mało kto lubi wchodzić w paszczę lwa, także rozumiem jego postępowanie.” – to prawda. Presja grupy jest olbrzymia. W takiej sytuacji naprawdę Chase musiałby pokonać cholernie wiele oporów, żeby zareagować. Chociaż nie bronię go, bo bezczynność jest koszmarna :/

    Wadera, „Myślałam że sam już powoli godzi się z tym kim jest, ale teraz zapewne nastąpi milowy krok w tył.” – oj, niestety to jest teraz baaardzo prawdopodobne. Zobaczenie na własne oczy, jak może się skończyć niechciany coming out to szokujące doznanie. Chase zdecydowanie nie chciałby czegoś takiego doświadczyc. A co do Walta, to tak, jest cholernie zdeterminowany, żeby teraz się zemścić. Ktoś skrzywdził jego najważniejszą osobę i na pewno nie puści tego płazem. I co do Jamesa masz racje. Na pewno inaczej by było, gdyby się nie wstydził, ale no… to nasza szara, nieśmiała myszka. Jest taką potencjalną ofiarą :(

    Kaczuch_A, to miłe, że mimo tego, że to nie jest Twoja ulubiona parka, to jednak poczułaś wobec nich empatię. Tym bardziej, jak sama byłaś świadkiem słownej agresji. To jest cholernie nieprzyjemne… I tak głupie, bezpodstawne i absolutnie pozbawione jakiegokolwiek wyczucia, że krzywdzi się drugą istotę ludzką. Masz dość mroczne przewidywania wobec tego, co nadejdzie teraz, ale nie będę ani potwierdzać, ani zaprzeczać. Wszystko jest prawdopodobne…
    Powiem tylko tyle na pocieszenie, ze po 75 rozdziale jeszcze ich trochę będzie.

    Yaoistka, w takich sytuacjach własnie wkurzające jest to, że choć świadków i widzów jest mnóstwo, to mało komu przychodzi do głowy żeby zareagować. Pewnie jakby się jedna dusza znalazła, to ktoś by za tym poszedł ale… nikt nic nie zrobił. I to jest smutne. Dzięki za komentarz! Miło nam, że wciąż czytasz :)

  6. Yaoistka^^ pisze:

    o…m…..g… mózg się ugotował… ze złości, z nerwów, nie było tam nikogo kto by ch powstrzymał? Wystarczyło że od razu by Chase napisał do Courtneya… Wtedy by już była policja itd.. Ja sobie nie wyobrażam nic takiego – też głupie dziewuchy siedziały… Oh… Jak ja się cieszę że Walter jest kuratorem. Pociągnie co trzeba i chuje będą mieć rozruch w pierdlu!

    ….omg… nie wiem co się stało wgl.

    Pozdrawiam i Weny!
    Jestem z Wami chociaż tak mało komentuje!

  7. kaczuch_A pisze:

    O mamo,ale mi smutno po tym rozdziale i jednocześnie jestem wściekła. Jakoś James i Walter nie należą do mojej ulubionej parki, ale ewidentnie zrobiło mi się psorka bardzo przykro, mam świadomość niestety, że takie rzeczy dzieją się na prawdę i to jest przerażające. Niejednokrotnie byłam świadkiem słownej agresji, a do czynów mało brakowało. Szkoda mi psorka i mam nadzieję że Walt pozamiata całą ekipę w szkole i wielu za to bąknie. Mogę się założyć o swoje kończyny, że Chase się wydyga i ze strachu (jak głosi tytuł kolejnego rozdziału) weźmie i zerwie z Cornem i będzie drama i ból i nie będzie szczęśliwego zakończenia. Rozumiem obawy Chase’a i chociaż na początku trochę się zirytowałam bo chociaż do Kukurydza mógł napisać tak po głębszych przemyśleniach nie wiem czy na jego miejscu byłabym w stanie zareagować. W ogóle smutam dalej i zastanawiam się czy Peterson będzie teraz taka chudzina ogolona na zero chodziła, jak go tak urządzili. Nie wiem czy Walter w przypływie emocji nie zaszkodzi Chaseowi, że nie zareagował, albo cuś. Kurczaczek chce już rozdział~!

    Weny~! Bardzo emocjonujący rozdział.

  8. Wadera pisze:

    Jak przeczytałam tytuł wiedziałam, że będzie źle. Nie wiedziałam jak źle. Już sam fakt że przecież takie rzeczy zdarzają się naprawdę . . .
    Rozczarowała mnie postawa Chasea, wiem że był przerażony i bezradny. Ale mógł powiedzieć komukolwiek. Do cholery mógł napisać do własnego chłopaka. Myślałam że sam już powoli godzi się z tym kim jest, ale teraz zapewne nastąpi milowy krok w tył. Współczuję Courtneyowi. Mam wrażenie że może zostać bardzo zraniony.
    Mam nadzieje że Walter pozamiata w tej szkole! Jest zdeterminowany więc pewnie się uda. Byle tylko James miał tyle siły by to przetrwać i dumy (powinien od Waltera pożyczyć) by chodzić z podniesioną głową. W szkole nie jest ważne co robisz, czy kim jesteś ale to czego się wstydzisz. Jeśli jest coś takiego, zostanie wykorzystane przeciwko tobie. Jammie musi przestać się wstydzić tego kim i jaki jest i zacząć być z tego dumny. Ale do tego jeszcze daleka droga :/
    Pozdrawiam, Wadera.

  9. Tess pisze:

    Ooo, to się porobiło… Szczerze, to byłam przekonana, że tu chodzi o Chase i Courtneya, a tu suprajs. Nie no szok. Biedny James. Wiedziałam, że jak uczniowie tylko znajdą jakiś dowód na to, że jest gejem, to będzie przerąbane, ale nie aż tak, że w ruch wejdą rękoczyny. Mam nadzieję, że Walter ich tam wszystkich poustawia.
    Jeśli chodzi o reakcje Chase’a to nawet nie jestem zdziwiona, czy tym bardziej zła. Mało kto lubi wchodzić w paszczę lwa, także rozumiem jego postępowanie. Ciekawi mnie tylko czy powie coś Coneyowi, tj. jestem święcie przekonana, że Courtney jak się o tym dowie (zakładam, że od Waltera), to raczej będzie mega dociekał co się stało.
    Obawiam się tylko tytułu następnego rozdziału. Czyżby zerwanie? ;c

    Smutno mi po tym rozdziale strasznie… Ech…

  10. Maruda pisze:

    No wiedziałam! Czułam po prostu, że padnie na moją ulubioną parę a nie na Chasea i Coneya. Oczywiście jest mi strasznie szkoda Jamesa, ale ma przy sobie Waltera, który go kocha i wspiera.. uhh.. więc wszystko będzie dobrze (musi być). Nie mogę się doczekać co będzie dalej.. szczególnie Waltera ,w którym włączy się tryb zemsty xD

  11. damiannluntekurbus17 pisze:

    I zapomnialem dodac – ciesze sie, ze jego facet jest prawnikiem. Mam nadzieje, ze naprawde zniszczy zycie tym glupim dzieciakom. Teraz nie bede mogl sie doczekac nastepnego rozdzialu.

  12. damiannluntekurbus17 pisze:

    Nie wierze. Nie sadzilem, ze trafi na Petersona. Myslalem, ze to chodzi o Chase’a, bo kompletnie zapomnialem, ze James uczy w ich szkole.
    Po co oni kradli mu telefon. Przynajmniej Chase juz wie, ze ma beznadziejnych przyjaciol. Czy ja wiem czy zmieniliby zdanie jakby sie dowiedzieli, ze Chase tez jest gejem… skoro tak potraktowali nauczyciela…
    i jestem rozczarowany zachowaniem Chase’a. Myslalem, ze pojdzie chociaz po kryjomu do dyrektora i powie co sie dzieje ;/

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s