Project Dozen – 102 – Zimna kalkulacja

Utrata dwóch osób obserwujących członków projektu była bolesna. Clark Moses odebrał to jako potwarz, chociaż rozumiał, co kierowało Sebastianem Mossem. Jednakże uważał porzucenie swojego zadania za pewien przejaw nieprofesjonalizmu i dziecinnego buntu. Na szczęście łatwo było tę lukę wypełnić. Zwyczajnie służba szkolna w postaci sprzątaczek, dozorcy, woźnego czy sklepikarza musiała bardziej się wysilić. Teraz nie tylko podkładali koperty, ale bardziej kręcili się po szkole, wśród uczniów, i obserwowali. Raporty mieli zdawać każdego dnia. Przynosiło to więcej papierkologii, ale na to Clark mógł pójść. Byle doprowadzić ten eksperyment do końca.
Był zawzięty, aby wszystko to, co zaplanował, się udało. Zresztą, jak na razie nie wydarzyło się nic, czego razem ze swoim zespołem nie wliczyliby wcześniej w koszta. To, że sam tu zaczął pracować, a Mark Moss stracił pracę, tak jak szkolny psycholog, było zarówno stratą, jak i ułatwieniem. W końcu obaj nie rozumieli w pełni zamysłu i wielkości eksperymentu. Blokowali go, a teraz Clark nie musiał się z kimkolwiek układać.
Właśnie skończył czytać ostatniego maila od współtwórczyni projektu. Ona i pozostali profesorowie, z którymi pracował, skrupulatnie notowali wszystkie ruchy uczniów. Zaskakujące było, że większość prawdopodobnie zdawała sobie sprawę z niemoralności zadań i zachowań, a jednak dążyła do spełnienia marzeń. Wyjątkiem, jak na razie, był Jules Fox, który z wyboru zrezygnował. Jednak reszta… Póki nie dotykało ich bezpośrednio wszystko to, co było wynikiem eksperymentu, parli do przodu.
Zaznaczył maila gwiazdką, zamierzając później na niego odpisać. Następnie zarzucił na siebie marynarkę, która dotąd wisiała na oparciu fotela Marka Mossa. Jego gabinet był całkiem wygodny. Dobrze mu się tu pracowało. Ale zamierzał wyjść, dopóki trwała przerwa, i sprawdzić wszystkie sale, do których Moss ostatnio dokupił nowe sprzęty i akcesoria. Z ich dotacji będącej zapłatą za możliwość przeprowadzenia eksperymentu. Był ciekaw, jak szkoła się rozwinęła, od kiedy dali jej dyrektorowi takie możliwości. Jej byłemu dyrektorowi, gwoli ścisłości.
Clark uważał, że Mark nie powinien narzekać. W końcu pieniądze poszły na to, na co chciał. Ponoć dobro szkoły było dla niego najważniejsze. Tak jak dla członków projektu powinna być wygrana. Chciał zobaczyć jak bardzo. Do czego ci młodzi ludzie mogą się posunąć.
Rozmyślał o tym wszystkim, aż w pewnym momencie zobaczył na korytarzu jednego z tych, którzy go zdradzili. Zdradzili jego projekt. Sebastian Moss też go zauważył i od razu ruszył w jego stronę.
Na korytarzu było mnóstwo uczniów. Głośno jak na lotnisku. Niektórzy kupowali napoje w automacie, inni odpisywali zadania, a jeszcze inni rozmawiali o zbliżającym się balu. Clark za to przystanął przy tablicy ogłoszeń i spokojnie patrzył na wysokiego nastolatka.
Ten podszedł do niego i uśmiechnął się paskudnie.
— Dzień dobry… panie dyrektorze — zaczął, analizując postawę nowego dyrektora.
Clark splótł ręce za plecami, a niemal wszyscy uczniowie, którzy stali wokół na korytarzu, spojrzeli na nich ciekawsko.
— Dzień dobry, Sebastian. Jak mija ci ten wtorek?
— Nieszczególnie dobrze. — Uczeń wcisnął dłonie w kieszenie. Irytował się postawą mężczyzny. — Nic nie ma pan do powiedzenia?
— A jest coś, co chciałbyś usłyszeć? Poza życzeniami powodzenia na egzaminach? Wiem, że kończysz szkołę w tym roku. Trzymam za ciebie kciuki — odpowiedział Clark z opanowaniem.
Na korytarzu zrobiło się niemal cicho. A kątem oka Sebastian ujrzał nawet Patricka.
— Nie wiem. Może pan zacząć od tego, jak panu głupio, że mojego ojca wywalili ze szkoły przez to, co na pana polecenie zrobił Nakano? — spytał Moss z brzydkim uśmiechem, nie przejmując się, że właśnie byli główną atrakcją.
— Sebastian… — Patrick w końcu odezwał się z wahaniem, postępując krok do przodu. Wyglądał na zaniepokojonego.
Clark za to nabrał czujności i obdarzył młodego Mossa chłodnym spojrzeniem, mimo że ten był od niego o kilka centymetrów wyższy.
— Zastanów się, zanim coś powiesz, synu.
— Nie jestem twoim synem, to po pierwsze — syknął nastolatek, po czym wskazał palcem mężczyznę z mściwą miną. — A po drugie, w regulaminie kilka rzeczy wam umknęło — fuknął i odwróciwszy się na pięcie, odszedł. Przy okazji pchnął Patricka, kiedy go mijał.
Clark Moses stał jeszcze kilka sekund i patrzył za oddalającym się nastolatkiem. A wokół niego wciąż panowała cisza. Dopiero kiedy wymownie spojrzał na stojących wokół uczniów, ci jakoś zareagowali. Wrócili do swoich rozmów, czy zwyczajnie zmyli się z pola widzenia nowego dyrektora. Ten z kolei podszedł do Patricka i powiedział z miłym uśmiechem:
— Panie przewodniczący. Myślę, że straż porządkowa nie będzie już konieczna. Ja i nauczyciele damy sobie radę sami.
Po tym podążył dalej, na swoje zaplanowane zwiedzanie szkoły, zaś Patrick skrzywił się. Wolał Marka Mossa. Nawet pieprzącego się z innym facetem. I był pewien, że inni uczniowie też z czasem tak zaczną uważać.

*

Sen szykował się na swoje egzaminy. Nie podchodził do niech jak niektórzy, co ambitniejsi uczniowie, ale też ich nie ignorował. Wiedział, jakie były ważne. I przygotował się do nich tak, jak umiał najlepiej. Można było to różnie zrozumieć, ale liczył się efekt.
— I jak? — spytał swojego współlokatora o to, jak wygląda, nim wyszli z pokoju.
Neol zmierzył go spojrzeniem. Sam był ubrany bardzo schludnie. Nawet spiął włosy w koka. Bardzo bujnego koka.
— Wyglądasz, jakbyś jechał do wielkiej korporacji, żeby possać prezesowi z nadzieją na przyjęcie na staż — ocenił.
— Czyli idealnie! — Sen ucieszył się. Miał na sobie nawet marynarkę i dobrze dopasowany golf. Zresztą, spodnie też miał wąskie. Wszystko pasowało, a on czuł się pewny siebie. Mogli iść.
Podążyli do szkoły, mijając się z innymi, również elegancko ubranymi uczniami. Wielu z nich zawieszało na nich wzrok. Nie dlatego, że wyglądali jakoś szczególnie inaczej. Po prostu Sen stał się gwiazdą szkoły. Wszyscy o nim mówili. O jego bezczelności. O tym, jak nie ucierpiał, mimo że zrobił coś niesamowicie niemoralnego. Był chłopakiem, który zrzucił ze stołka samego dyrektora. Chodziły nawet plotki, że znał jakieś japońskie, magiczne sztuczki. Generalnie, niektórzy się go… bali.
— Nie mogę! — rzucił Noel ze śmiechem, kiedy przeszli przez próg szkoły, a jeden z młodszych uczniów czmychnął z przestrachem przed Senem. Miał kanapkę w dłoni, której połowa wypadła mu na podłogę korytarza. Ale on, zamiast się po nią wrócić, ukrył się w łazience. — No po prostu cyrk na kółkach! Jakbyś był jakimś demonem z piekieł!
— Oni — odparł Sen, idąc dalej swoim tempem i nie przejmując się niczym.
— Co? — Noel nie zrozumiał od razu. Aż spojrzał głupio na swojego kumpla, kiedy podążali do odpowiedniej sali.
— Takie złe duchy i demony. I ogólnie to, co mówisz, ale japońskie i bardziej skomplikowane — wyjaśnił Azjata i w końcu uśmiechnął się do kumpla. — Okej, do zobaczenia później. — Przystanął, kiedy musieli rozejść się w swoje strony.
— No. Powodzenia. I nie pisz w kanji, bo oblejesz! — dodał Noel dźwięcznie.
Gdy odwrócił się na pięcie, a Sen stracił z oczu jego rudą kitę, podążył pod swoją salę. Wiedział, że jeszcze miał dobre dwadzieścia minut, zanim zacznie się egzamin. Ale lepiej było być wcześniej niż później.
Wyglądało na to, że uznała tak spora garstka uczniów. Siedzieli pod salą, wyraźnie zestresowani. Rozmawiali, wymieniali się informacjami o sposobach zakuwania. A w tym wszystkim był Patrick, który… podpierał ścianę plecami, kiwał się na boki i wyraźnie próbował skoncentrować błędne spojrzenie na jakimś punkcie na suficie.
I jak Sen pewnie uznałby, że to jego problem, tak teraz to wyglądało też jak jego problem. Jedno z zadań na egzaminie było wykonywane w parach. Specjalnie postarał się, aby być z Patrickiem. Teraz ten nie wyglądał na szczególnie skupionego.

*

Pogoda dopisywała, dlatego trzeba było ją wykorzystywać. Woody nauczył się tego od Treya, od kiedy ten wyciągał go na zewnątrz, gdy tylko wychodziło słońce. Chyba przez to weszło mu to w nawyk, nawet kiedy nie bywał z kumplem. Tak jak teraz, gdy umówił się z Tomasem na przerwie na trybunach boiska. Gadał z nim o jego coming oucie przez facebooka, ale wreszcie obaj mieli dość czasu, żeby się spotkać i trochę razem pobyć.
— Czołem! — Usłyszał głos swojego chłopaka, który wbiegł co drugi schodek na trybuny, kiedy tylko go dostrzegł.
Miał na sobie białą, rozpiętą bluzę, a na ramieniu plecak. Woody uśmiechnął się na jego widok, mrużąc przy tym oczy. Słońce świeciło mocno, ale jeszcze nisko, więc raziło. A on przez włosy nawet nie miał szans nosić czapki z daszkiem.
— Hej. Jak żyjesz? — spytał, nie unosząc łokci ze swoich kolan. Czekał na niego i podziwiał, jaki jest dziś pełen pozytywnych fluidów.
Było to przyjemne do obserwacji w obliczu tego, co ostatnio działo się w szkole. Starsi uczniowie stresowali się egzaminami. Ci, którzy duchem byli z Markiem Mossem, nie cieszyli się zmianą dyrekcji. Byli członkowie straży porządkowej Patricka także nie byli zadowoleni. Nie wspominając o samym samorządzie, który w obliczu nowej polityki Clarka Mosesa praktycznie nic nie mógł robić w szkole. Nowy dyrektor wręcz podcinał skrzydła wszystkim samodzielnie działającym grupom uczniowskim.
— Spoko. Miałem właśnie sprawdzian z matmy. Szkoda, że nie daliśmy rady wczoraj poćwiczyć, ale chyba nie poszło mi źle — pochwalił się i usiadł obok Woody’ego. — Potem pytałem innych, jakie mieli wyniki i wyszło, że w czterech z pięciu miałem taki sam.
— Jeśli oni się nie pomylili, to powinno być dobrze. Coś tam, coś tam ci te korki pomagają. — Woody uśmiechał się dalej do niego, zadowolony zarówno z pogody, jak i pogody ducha Tomasa. — Treyowi mniej. Pewnie jesteś z siebie dumny?
— Noo! — Tomas zaśmiał się i wyciągnął nogi. Wystawił twarz do słońca. — Ale Trey się chyba w ogóle mniej stara, nie? Znaczy… wiesz, jakoś nigdy nie mówił, że go starsi cisną, żeby miał dobre oceny?
— Mhm. Nie cisną. On też nie ciśnie. Teraz jedynie czasami Harper go ciśnie, w różnym tego słowa znaczeniu, ale tak to racja. W ogóle, jak o rodzicach mowa… — Woody przekręcił się, żeby siedzieć bokiem na ławce, ale przodem do Tomasa. — Jak rozmowa z rodzicami?
Drugi chłopak zaśmiał się krótko i chyba odruchowo poprawił włosy. Jakby to nie te trzy dni temu mama mu je przyklepywała, tylko chwilę temu.
— W sumie tak, jak ci pisałem. Całkiem w porządku. Nie obrazili się, ani nic. Nie wykluczyli mnie z rodu — dodał z żartem. — Pan Craig pomógł, ale nawet jak już poszedł, to było wporzo. Bo najpierw chwilę z nami siedział, nie?
— No, pisałeś. I powtarzałeś w kółko, że ci przypał robili. Ale to chyba lepiej, niż jakby byli źli, nie? A tak się martwiłeś. — Woody zaśmiał się i pamiętając, co mu Tomas mówił o swojej matce, sięgnął do jego włosów, żeby mu je uklepać.
Blondyn od razu wykrzywił wargi i odsunął jego rękę.
— Woody, weź — jęknął. — Ona zawsze tak robi, żebym się poczuł jak dzieciak. Przez jej zachowanie zawsze wychodzę na niepoważnego — poskarżył się.
— Oj, ale to słodkie nawet. Jak ona do ciebie mówiła, jeszcze raz?
Tomas zacisnął wargi, jakby nie wiedział, czy chce odpowiadać. Chwilę więc mierzył się z Woodym na spojrzenia, aż w końcu wydusił:
— Promyczek.
Woody od razu uśmiechnął się szerzej, wychylił do niego i cmoknął w usta. I tak już wszyscy wiedzieli w szkole, że są razem. Nie musieli się ograniczać.
— Pasuje ci. Woda, słońce i gorący piasek to zdecydowanie twoje żywioły.
A Tomas od razu się uśmiechnął. Nie tylko po tych słowach, ale też po pocałunku.
— Nom. Ale w ogóle pan Craig wyglądał dobrze! I mówił, że planuje prywatną działalność. A to spoko, bo nie będzie nikogo, kto by go miał wyrzucić, nie?
— Mhm. Mówił może, jak się ma dyrektor? Ten nowy jest koszmarną porażką z tamtego wieku. — Woody prychnął, trochę się prostując. Obawiał się, że Moses każe mu pozbyć się dredów… „bo tak”. Unikał go więc na szkolnych korytarzach jak ognia.
— Właśnie nic za bardzo, a ja nie chciałem pytać. Wiesz, niby nie moja sprawa… Ale będę z nim w kontakcie, to może jakoś uda mi się zapytać… Ale w sumie ciekawe, czy dalej są razem.
Woody przewrócił oczami.
— Jakby nie byli, to naprawdę by Nakano jeszcze bardziej mi podpadł — mruknął posępnie. — Nie czaję, co mu strzeliło do głowy, naprawdę.
— Nooo… A wydawał mi się zawsze spoko. Może jemu też odwaliło przez projekt. Albo zawsze taki był, tylko nie było widać… — Tomas zadumał się i stęknął. — Dobrze, że rok się kończy, ale dupa, że jeszcze jeden trzeba będzie przeżyć z Mosesem. A Moss mnie wspierał w tym coming oucie i było wiadomo, że on jest taki pro homo, nie? — Zerknął na Woody’ego smutno. — A nie wiem jak Moses. Co, jak zrobi nam… terapie heteroseksualne?!
— Powiem mu, żeby spadał na twarz. A jak wpadnie na to jeszcze w tym roku, to Fox ściągnie tu telewizję i będzie afera na cały kraj.
— Ooo! To by było nawet spoko! Znaczy nie, żeby w ogóle miał to zrobić. Ale jakby już miał, to żeby teraz, to Jules zrobi mu z pracy tutaj koszmar!
Woody podciągnął nogę bliżej torsu i oparł się o kolano.
— Lubisz Julesa, nie?
— Nom. Jest zajebisty. Fajny i zawsze miły, nie? — odpowiedział Tomas z pewnością w głosie. Po czym szybko spojrzał na jego twarz. — Ale ty jesteś fajniejszy.
Woody zaśmiał się pod nosem.
— Dobrze, że to dodałeś, bo byłbym zazdrosny.
Dwójka uczniów, która się za nimi obejrzała, nie wyglądała na zadowoloną. Ale już kolejni unieśli kciuki w górę, pokazując im wsparcie. Przez to Tomas uśmiechnął się i wychyliwszy się, cmoknął Woody’ego.
— Przyjechałbyś do mnie na kilka dni na wakacje? — zapytał. — Mamy duży dom. Ja mam swój bunkier w ogóle. Mówiłem ci kiedyś?
— Nie. Gdzie masz ten bunkier? I, kurcze, jasne, że bym wpadł. Jak twoi rodzice nie oszaleją, to chętnie. — Drugi chłopak mówił, kompletnie nie zwracając uwagi na resztę. Skupiał się na Tomasie.
Starali się czuć się swobodnie i właściwie lepiej im to teraz wychodziło, niż kiedy się ukrywali. Było łatwiej, bo nie musieli się bać. Mieli dzięki temu wszystko gdzieś, a inni już znudzili się docinkami, kiedy były inne, ciekawsze tematy.
— Nie oszaleją. Chyba. A bunkier mam w piwnicy. Mamy taki dom, w którym kiedyś mój pradziadek budował właśnie schron, kiedy bał się, że na niego ktoś najedzie. Nie wiem kto. Może Obcy. — Tomas zaśmiał się. — Ale rodzice pozwolili mi tam zrobić taką swoją… — zarumienił się — siedzibę. Bo pradziadek zrobił tam niemal takie wiesz… drugie mieszkanie. Rozkład był genialny. Mam tam nawet taki wielki prysznic otoczony ścianami z luksfer.
A im więcej mówił, tym bardziej Woody zauważał, że… Tomas naprawdę był dzieckiem bogatych rodziców. Nie było się co dziwić, kiedy jego ojciec był agentem reklamowym, zaś matka miała hodowlę chartów. Może i by mu trochę zazdrościł, gdyby był większym materialistą. Lubił swoje życie i swobodę podejmowania własnych decyzji, jaką w nim miał.
— Brzmi nieźle. Można by było trochę zaszaleć, jeśli mówisz, że to schron. Pewnie niewiele by słychać było na górze, nie?
— Noo! Jest megaśnie wygłuszony! Bo ja kiedyś chciałem mieć tam kino domowe, więc na któreś święta dostałem kolumny. I są bardzo głośne, ale rodzice na górze nic nie słyszą.
— I oglądasz tam filmy z Marvela po dziesięć razy?
Woody pytał i uzyskiwał na to wszystko odpowiedzi. Rozmawiali luźno, czerpali przyjemność z bycia razem na świeżym powietrzu. Przegadali, który aktor lepiej grał Spidermana, jaki Bond był najprzystojniejszy i czy kiedyś marzyli o zrobieniu czegoś nieobyczajnego w kinie.
Aż przyszła pora na pytanie o przyszłość
— A w ogóle, masz jakieś plany na po szkole?
— Nom, ostatnio mówiłem, jak byliśmy z Harp i Treyem, że myślę o szkole filmowej. Ale ty nie mówiłeś, co zamierzasz — dodał Tomas z dużym zainteresowaniem tym tematem. Wiedział, że mieli jeszcze rok na myślenie, ale był ciekaw, czy Woody już coś zaplanował.
— No właśnie myślę cały czas nad tym. Nie wiem jeszcze, czy będę próbował ze studiami… Myślałeś, gdzie do tej szkoły filmowej? — Woody zaczął bawić się jednym ze swoich dredów.
— Niee… Niby mam jakieś ulotki, ale będę na poważnie w wakacje szukał i rozglądał się na necie.
— Pewnie będę robił podobnie. Ale jeszcze tyle czasu jest, to mi się nie chce. — Woody zaśmiał się. Nie miał weny, żeby myśleć o przyszłości, chociaż trochę czuł gdzieś pod skórą, że powinien poświecić temu chociaż kilka sekund.
— Weź, teraz się tyle dzieje, że aż trudno o tym myśleć, nie? Projekt i teraz ta zmiana w dyrekcji. Co chwilę ktoś się o coś czepia. Ten coming out i w ogóle — dodał Tomas z lekkim speszeniem, ale Woody był pewien, że wyjście z szafy musiało nieźle dominować nad wszelkimi myślami jego chłopaka.
— Ale nieźle sobie z tym poradziłeś — odpowiedział od razu pokrzepiająco.
Uważał, że naprawdę Tomas nieźle to przetrwał. Na razie bez takiej ilości negatywnych konsekwencji jak dyrektor i psycholog. Jakby miał podsumować ten rok w szkole, to była to jakaś nagonka na osoby homoseksualne. Jakby zadaniem projektu było ujawnienie wszystkich, którzy są w szkole. Był aż w szoku, że na nim to wszystko jakoś się nie odbiło. Ale chyba po prostu był za bardzo… tłem do tego wszystkiego, żeby ktoś się go czepiał. Nie był tak ważną postacią jak Jules Fox, czy tak krypto jak Tomas. Problemy go omijały, a on cieszył się, że i jego chłopak też ma więcej spokoju. Byle do końca roku.

*

Praca dyrektora prywatnej szkoły wiele wymagała. Clark był na to przygotowany, ale brakowało mu trochę czasu, żeby zająć się sprawami eksperymentu. Dlatego przekazał więcej obowiązków wicedyrektorce i mógł dzisiejszego dnia wreszcie porozmawiać ze swoimi kolegami i koleżankami o projekcie.
Nie załatwiał tego w szkole. Wolał nie zostać podsłuchanym, dlatego usiadł przed komputerem dopiero w domu, który od niedawna wynajmował. Miał duży monitor i to na nim niebawem miały się wyświetlić twarze ludzi prowadzących wraz z nim projekt.
Konferencja była już przygotowana. Czekali na ostatnią uczestniczkę. Kiedy ta dołączyła, Clark zaczął:
— Witam wszystkich. Dobrze was znów widzieć. — Uśmiechnął się niezbyt wylewnie, ale tak, aby nie zostać uznanym za oziębłego. W tym gronie przynajmniej miał pełne poparcie dla tego, co wspólnie robili.
Ekran jego komputera podzielił się na kilka okienek. W każdym z nich widział twarz innej osoby. Był Sean Roberts na tle swojego ascetycznego salonu. Widział Tinę Knox, która najpewniej siedziała w swoim gabinecie na Uniwersytecie Pensylwanii. Było też okienko z niewzruszoną twarzą Normana Marksa.
— Dobry wieczór, Clark. Wreszcie po godzinach pracy? — zagadała Tina.
— Na szczęście tak. Nie przypuszczałem, że może być tu tyle pracy. Mam mało czasu na nasz projekt — poskarżył się, ale zaraz dodał z większym entuzjazmem: — Plusem jednak jest to, że widzę wszystko z bliska.
— Właśnie. Jak zachowują się uczniowie? Mówię o innych niż uczestnicy. Coś widać po nich, że jest niepokój w szkole? — spytał Sean spokojnym tonem. Był ciekawy, nie zaniepokojony.
— Oooch, widzą, widzą, moi drodzy. Podeślę wam egzemplarze najnowszego numeru gazetki szkolnej. Wszyscy zauważają, że dzieje się więcej niż zwykle, ale nie widzą żadnego powiązania. Zwyczajnie wszystkie działania wydają się głupimi wygłupami, ale tak czy siak wszędzie huczy. Z tego co zasłyszałem, wielu uczniów rezygnuje z weekendowych wyjazdów do domów, żeby być świadkiem ewentualnych, kolejnych dziwnych wydarzeń w szkole.
— To świadczy o tym, że nienormatywne zachowania nie odstraszają młodzieży, a wręcz ją dodatkowo zaciekawiają. Nie wiem tylko, czy powinno nas to martwić, czy cieszyć. — Sean mówił dalej, drapiąc się przy tym po brodzie. — Podobne zjawisko widzimy w czasie katastrof czy wypadków. Jest wielu obserwatorów, ale nikt nic nie robi.
— Właśnie. Choć zauważyłem, że wyczyn Sena Nakano był już oceniany negatywnie. Tak jak poprzednie wydarzenia raczej budziły ciekawość i rozbawienie, tak tym razem Nakano zdobył wielu wrogów — dodał Clay.
— A sam Nakano? — wtrąciła się Tina. — Czy wygląda, jakby miał wyrzuty sumienia? Po jego wpisie w dzienniczku tego nie widać.
— Nie wygląda na to, żeby się tym przejął. Ale chłopak i tak ma mniej wrogów niż ja. — Clark skrzywił się. — Sprawę też komplikuje Sebastian Moss.
— Obaj z Francisco Moreno zrezygnowali z udziału w projekcie — odezwał się Norman. Patrzył na Clarka wzrokiem, od którego czasami przechodziły ciarki. — Nie trzeba było z taką radością afiszować przejęcia stołka dyrektora. Jakieś ogłoszenia na auli, uśmiechy, oklaski… Jeśli chłopak nas wyda, to wina spadnie na ciebie.
— Nie wyda nas — odparł Clark, chociaż wcale nie był tego taki pewien po tym, co ostatnio Sebastian powiedział mu na korytarzu. — Zresztą, wydalenie Marka Mossa ze szkoły nie było naszą winą. Chłopak nie powinien mieć do nas pretensji, a do rady rodziców.
— To nastolatek. Wiesz, jak oni działają…
— Norman, nie teraz — przerwała mu Tina. — Chciałam porozmawiać o kolejnym zadaniu. Proponuję Colina. Możemy wykorzystać do jego zadania bal szkolny.
— Jestem za — poparł Sean. — Wydaję mi się, że to zadanie będzie dla niego kluczowe. Tym bardziej po tym incydencie z Kevinem.
— Zobaczymy, czy je wykona, czy jednak się wystraszy. Jakby nie patrzeć, Kevin Blare zrobił nam przysługę tym, jak zachowuje się po wypadnięciu — dodała Tina z wyraźnym podekscytowaniem. — Inni członkowie są świadomi, że Blare wie o projekcie i bardziej bezpośrednio może im zaszkodzić. A Colin przecież już od niego oberwał.
— Zachowuje się jednak dość szkodliwie też dla nas. — Sean znowu się wtrącił. — W końcu on, podobnie jak Sebastian i Francisco, mogą się wygadać. I zwraca na siebie uwagę. Ale macie też rację, że podgrzewa atmosferę.
— Jednym słowem, trzeba to kontrolować — podsumował Clark. — Spróbuję zwrócić większą uwagę na Mossa i Moreno. No i… mamy już końcówkę kwietnia. Teraz musimy wyeliminować aż szóstkę uczestników, żeby został nam jeden na koniec roku. Muszą posypać się zadania.
— Nie przypuszczałem, że tak dobrze będą je wypełniać… — Sean znów westchnął.
— Znaczy, że byli zdesperowani. To też jest wynik, Sean. — Tina spróbowała go pokrzepić, ale nie szło jej to za dobrze, sądząc po zrezygnowanej minie mężczyzny.
— To znaczy, że jak na razie obecna młodzież ma małe opory. Ale dotychczasowe zadania były dość trywialne, dlatego tak naprawdę dopiero teraz okaże się, czy będą na tyle zdesperowani — zauważył Clark z zaciekawieniem i nadzieją w głosie. Ekscytował się tym eksperymentem i przyjemnie mu się obserwowało poczynania uczestników.
— Słabe jednostki już odpadły. To dobrze, Clark, że jesteś tam na miejscu. Masz podgląd. Rozmawiałeś już z naszymi ludźmi tam? — kobieta kontynuowała, dopytując o formalne kwestie.
Opowiedział więc o tym, jak ustalał z „agentami” szczegóły dotyczące obserwacji. Musiał ją poszerzyć przez odejście Mossa i Moreno. Po tym omówili jeszcze kolejne zadania, które musiały być bardziej wymagające, aby wśród członków projektu nastał mały… przesiew.
— Więc tak to wygląda. Ale pamiętajcie, że musimy mieć jeszcze nasze asy w rękawie, gdyby do końca maja wciąż zostało zbyt wiele osób. Czerwiec będzie w takim wypadku decydujący — powiedział na koniec Clark. — A w najbliższym czasie, na celowniku mamy Colina Crossa.
— Kiedy tylko wykona swoje zadanie, od razu kolejna osoba ma dostać swoje — Norman przypomniał im ostro. — Nie możemy im bardziej odpuszczać, Clark. Musisz robić wszystko, żeby w szkole nikt nie wszczął paniki.
— Spokojnie, spokojnie. Teraz, kiedy tu jestem, mam wszystko pod kontrolą, dlatego możemy tych zadań robić więcej w krótkim czasie. Wy kontrolujcie dzienniczki i przeglądajcie monitoring szkoły. Ja zajmę się resztą — zapewnił. — Widzimy się znowu po zadaniu Colina.
— Chyba że coś się wydarzy przez Sebastiana Mossa. — Norman nie odpuszczał tak łatwo.
Tina przewróciła oczami, ale nic nie powiedziała, żeby to jednak Clark znów mógł się wytłumaczyć.
— Nic się nie wydarzy. Mam na niego oko. To jego ostatni rok. Wie, że musi się pilnować. A ja jestem dyrektorem — dodał z naciskiem. — Uspokój się, Norman. Wszystko jest pod kontrolą.
— Mam nadzieję — odparł, a Tina postanowiła to przerwać.
— Dobrze, panowie, wszyscy już wiemy, że musimy uważać. Clark ma nad wszystkim kontrolę. Nie ma co tego rozszarpywać. Jedynie nadal uważam, że wypadałoby wysłać chociaż panu Mossowi i Craigowi czekoladki z przeprosinami, że tak wyszło.
Norman od razu się skrzywił.
— Naprawdę, Tino? Czekoladki? Pewnie odeślą je pocztą, uznając to za potwarz. Na pewno obaj nas za to winią, mimo że to sprawka Nakano. To on powinien wysyłać czekoladki. Zresztą… Moss już ma swoją czekoladową pałkę.
— No wiesz, Norman? To już sobie mogłeś darować! — odparła oburzona kobieta.
— Romans w miejscu pracy? Tina? Ja mam sobie darować?
— Wchodzimy w naprawdę niepoważne rozmowy, moi drodzy — przerwał im Clark. — Jeżeli chcemy o tym dyskutować, spotkamy się po roku szkolnym. Teraz ważniejsze sprawy. Norman, odpuść, proszę. Tino, nie zwracaj na niego uwagi. Sam, dziękuję za nieutrudnianie.
Ten ostatni wzruszył ramionami, chociaż był podobnego zdania co Tina i Clark. Nie powinni ruszać tego tematu. Nie był dla nich korzystny.
— Mamy coś jeszcze do omówienia? — spytał, aby zmienić tok rozmowy.
— Nie. Na teraz to tyle.
— Cudownie. Trzymajcie kciuki, żeby Colin odpadł! — dodała Tina radośnie. — Do usłyszenia, kochani.
— Do zobaczenia. Jesteśmy w kontakcie. Jeśli coś się wydarzy, to postaram się jeszcze raz zorganizować taką konferencję jak teraz — zapewnił Clark, nie musząc dodawać, że nadal byli w stałym kontakcie mailowym.
Kiedy wszyscy się z nim pożegnali, wyłączył komputer i wstał. Mieszkanie, które wynajmował, miało całkiem wysoki standard. Cieszyło go szczególnie to, że miało antyczny barek. Zdążył już zapełnić go drogimi alkoholami, do których miał słabość. Wyciągnął sobie jedną butelkę burbonu i wraz z nim podążył do salonu. Wieczór w towarzystwie dobrego filmu i alkoholu mógł zapewnić mu całkiem przyjemny relaks po dniu pełnym obowiązków.

5 thoughts on “Project Dozen – 102 – Zimna kalkulacja

  1. Shivunia pisze:

    Wadera >> Tak troszkę inaczej było, ale rozumiem czemu postacie nie bardzo. W końcu trzeba było wyklarować trochę tą dobrą i złą stronę ;p Najwyższy czas można powiedzieć ;P Bo z początku to miało pewnie dobre intencje. Zresztą pewnie one nadal gdzieś tam są, ale nasi profesorowie trochę zboczyli z kursu i zapomnieli że badają dzieciaki a nie kamienie. Nauka jest potrzebna, ale jednak trzeba być bardzo w niej ostrożnym. Smutne ale prawdziwe.
    Też trzymam kciuki za Sebcia. Mądry chłopak, może coś wymyśli, albo już wymyślił. A może pomoc przyjdzie z niespodziewanej strony. Kto wie kto wie. Na szczęście u Tomcia trochę lepiej :D Aż cieplej się robi.
    Także pozdrawiamy cieplutko :*

  2. Wadera pisze:

    Niezły pomysł żeby ten rozdział zrobić od drugiej strony! Koncepcja bardzo mi się podoba chociaż postaci już mniej!
    Rozumiem ludzi nauki którzy naginają granicę do swoich eksperymentów, ale ta grupka przegieła! W dodatku mam wrażenie że temu piiiiiiiiiip Mosesowi się to podoba. Naprawdę mam nadzieję, że Sebastian znajdzie legalny sposób by mu dokopać i wywalić ze stanowiska!
    Przynajmniej Promyczkowi wszystko się układa i sobie cały promienieje. Dobrze że Woodyego to nie razi tylko grzeje się w tym blasku.
    Sena nie będę komentować! Nie ogarniam jego systemu wartości i wrażliwości emocjonalnej (lub jej braku).
    Pozdrawiam, Wadera.

  3. Shivunia pisze:

    Damian >> „typowy idiota”. Coś w tym określeniu jest, że bycie typowym załatwia tak wiele różnych aspektów bycia idiotą. To aż niesamowite, jak dla jednej strony może wyglądać typowy idiota a dla inne inaczej. Ale to tylko taka rozkmina o trzeciej w nocy. Niemniej zgadzam sie, nowy dyrektor nie należy do tego grona osób które nazwała bym mądrymi. Jest może inteligentny, ale nie mądry. W końcu nikt mądry nie tworzy sobie wrogów, on to robi i to nie na swoim terenie. Cóż, zobaczymy jak ta „przygoda” się dla niego skończy.

    Luana >> Mark był dobrym dyrektorem. Niestety został zastąpiony przez kogoś kto nie jest nawet dobrym nauczycielem ani też uczonym. Bo jednak nawet zapaleniec powinien mieć skrupuły. Ta grupa o tym zapomniała. To przykre bo obrywają wszyscy. Na razie mniej niż bardziej, ale to co zauważyłaś, że ogranicza swobody uczniów i już wszyscy cierpią. Bo tak.
    Komentarze były zwyczajnie niesmaczne i nie dziwie się, że zostały tak odebrane. A na chwilkę sielanki faktycznie dobrze popatrzeć i dobrze było ją pisać, bo jednak jak mówisz, robi się i zrobi się naprawdę gorąco.
    Także pozdrawiamy cieplutko :)

  4. Luana pisze:

    „Nowy dyrektor wręcz podcinał skrzydła wszystkim samodzielnie działającym grupom uczniowskim.” Tak! Niech podcina ich jak najwięcej, a wtedy wszyscy bez wyjątku zatęsknią za Markiem.
    Wyjaśniło się, że to jednak nie był spisek przeciw Mossowi, aby przejąć szkołę. Ci ludzie naprawdę prowadzą jakiś dziwny, pożal się Boże eksperyment, by sprawdzić do czego zdolni są młodzi ludzie. Do tego jaką frajdę mają.
    Ale tak jak Damianowi mnie też zrobiło się przykro na te ich chamskie komentarze.
    Sebastian już coś tam zaczął działać w tej swojej zemście. Fajnie. A na Woody i Tomasa fajnie „patrzeć” jak się zachowują i nie ukrywają się.
    Ogólnie to widzę, że pod koniec tekstu zrobi się naprawdę gorąco. Wiele będzie się działo.
    Pozdrawiam. :)

  5. damiannluntekurbus17 pisze:

    Czulem, ze ten nowy dyrektor to taki typowy idiota, ktora bedzie podcinal skrzydla uczniom. To takie typowe dla nauczycieli xd
    I czy Moss cos zrobi? Nie pamietam czy w poprzednim rozdziale cos planowal… xd
    W ogole te chamskie komentarze tych profesorkow. Az przykro mi sie zrobilo.
    Mam nadzieje, ze uczniowie zobacza jakiegos fajnego dyrektora stracalili. Jeszcze tego pozaluja, jestem pewny.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s