Project Dozen – 99 – Za i przeciw

Wiedzieli już wszyscy. Nauczyciele, rodzice, uczniowie. Ci pierwsi uprzejmie nie mówili nic na ten temat, ale po ich minach doskonale było widać, że pomiędzy sobą żywo o tym dyskutowali. Mark był tego pewien.
Dostał już kilka telefonów od rodziców. Niestety wszystkie były negatywne, a on nie miał siły teraz się z tym konfrontować. Dlatego wyszedł z pracy szybciej, niż zamierzał. Na telefon prywatny przecież nikt nie będzie dzwonił. A on, teraz, jadąc do domu z Sebastianem, trzymał komórkę przy uchu i rozmawiał z Fosterem. Sebastian prowadził.
— Opublikowałem to oświadczenie na stronie. Zobaczymy, co będzie dalej. Nie wiem, czy powinieneś jutro przychodzić do pracy… — wyznał, opierając łokieć o drzwi auta i patrząc apatycznie na mijany krajobraz.
Pustkowia wokół długiej drogi wiodącej z kampusu do miasta wreszcie odżywały po zimie.
— Jesteś pewien, że chcesz to samemu rozwiązywać? Mogę nie przychodzić do szkoły, żeby nie rzucać się w oczy, ale szczerze, Mark, nie widzi mi się zostawianie cię z tym samego — odpowiedział mu Foster. Sam jeszcze był w szkole i załatwiał kolejne papiery, sprawdzając, czy faktycznie za romans z przełożonym może mieć kłopoty. Poza utratą opinii publicznej.
— Jestem dorosłym człowiekiem, Foster. Poradzę sobie, a nie chcę, żeby to eskalowało — przyznał dyrektor zmęczonym głosem. Przecierał co chwilę oczy. Okulary już dawno zdjął i zostawił w neseserze. Miał wrażenie, że bolą go oczodoły do pary z potylicą. — Poza tym nie tylko ja tu jestem ofiarą. Ty też. Jak się czujesz?
— Niezręcznie — odpowiedział od razu, najpewniej wiedząc, że to najlepsze słowo. Trochę myślał o tym, że to przez niego, trochę obawiał się o swoją karierę, trochę był zły na ten cały projekt rządowy, na który obaj się zgodzili. Mark to wiedział, bo zdążyli zamienić kilka słów przed jego wyjściem. — Chciałbym się z tobą kłócić o to, że powinienem ci pomóc, jak tylko mogę, ale z drugiej strony wiem, że masz rację. Trochę też obawiam się spojrzeń uczniów, którzy mówili mi swoje tajemnice, a teraz moja wyszła na jaw.
Mark zamruczał cicho, dobrze go rozumiejąc. Sebastian już mu wspominał, że raczej nie wydaje mu się, żeby teraz jakiś uczeń przychodził do Fostera po radę, wiedząc, że ten jest gejem. Od razu nadziałby się na wyśmiewanie, że idzie mu possać czy coś w tym guście. Zresztą, jako że wszyscy wiedzieli, że Tomas chodził do Fostera i także jest gejem, to śmiali się, że psycholog zdradza dyrektora z uczniem. Widział to na facebooku, lecz oszczędził tego ojcu.
— Czarno to widzę, Foster…
— Też. I przyznam, że bawi mnie, że mniejsza byłaby pewnie burza z tego, gdyby jeden z nas był kobietą. Widziałem dziś, Mark, za wiele komentarzy w internecie. Nawet tam dziś wieczorem nie wchodź. — Głos Fostera nadal był przyjemnie ciepły, nawet przez telefon, ale też potwornie zmęczony i zrezygnowany.
— Powinienem wiedzieć, co o nas piszą… — mruknął mężczyzna, zerkając krótko na syna.
Ten pokręcił głową energicznie.
— Nie powinieneś. To głupi pomysł — zaprzeczył od razu.
Przez to Mark jeszcze bardziej spochmurniał. Skoro i Sebastian, i Foster tak mówili, to musiała tam być burza i mnóstwo typowego hejterstwa. Wolał sobie nie wyobrażać, jakie określenia uczniowie wymyślali na ich temat.
— Foster… Może zamiast środowych zakupów po prostu do mnie przyjedziesz…? — powiedział w końcu do telefonu z nadzieją.
— Możemy jeszcze nie ustalać? Nie wiem, jak to będzie wyglądało… ale wstępnie mogę się zgodzić. Nawet chcę się zgodzić. — Foster zaśmiał się już ze zmęczenia, a nie z radości. — W ogóle Sen wypełnił zadanie. Zatwierdzili mu to. To tak na „poprawę” humoru.
— Skurwiele — mruknął Mark, mimo że nie zdarzało mu się kląć.
— Też tak niestety myślę, Mark. Ale ponoć takie są zasady. Nie podoba mi się szczególnie fakt, że Nakano według nich nie zrobił nic złego, więc dalej mamy związane ręce.
Foster mówił, a Sebastian próbował podsłuchiwać. Niestety niewiele to dawało, kiedy prowadził. Tym bardziej, że już dojechali do miasta, a tu było głośniej. W końcu dopiero co minęła piąta godzina, więc samochodów na ulicach było sporo.
— Fantastycznie. Żałuję dnia, w którym podpisałem zgodę na ten projekt. I wiem, że to wszystko jest moją winą. Jeśli polegniemy, wszystko będzie na mnie.
— Powiedziałbym ci, żebyś myślał o pieniądzach, za które można było zrobić remont w niektórych klasach czy kupić sprzęt… ale masz rację. Jak polegniemy, to tych funduszy, które jeszcze miały nadejść, też nie wykorzystasz dla szkoły. Cholera, Mark, powinienem cię jakoś pocieszyć, a chyba cię dobijam. Co powiesz na to, żeby równo za miesiąc zrobić sobie wolne i świętować? Na przekór temu wszystkiemu?
Mark zaśmiał się słabo.
— Zgoda. Jestem bardziej niż za — powiedział i wyprostował się na fotelu. — Dojeżdżamy. Zadzwonię później, dobrze?
— Jasne. Trzymaj się. Mimo wszystko staraj się myśleć pozytywnie — poradził psycholog. Wyraźnie słychać było, że chciał być wspierający.
Mark doceniał to całym sercem, choć w takiej sytuacji trudno było myśleć optymistycznie. Pożegnał się jednak ciepło i schował telefon do kieszeni marynarki. A kiedy Sebastian zaparkował pod domem, bez słowa wyszedł, zabrał neseser i niemrawo podążył do wejścia.
Młodszy Moss zamknął samochód i poszedł za nim. Już umówił się z Francisco, że zostanie z ojcem jakiś czas. Tak na wszelki wypadek. Zawsze wspierali się nawzajem w trudnych chwilach, a teraz dla ojca faktycznie był nieciekawy okres. I pewnie najgorszy poniedziałek w życiu.
— Zrobić ci coś do picia? — spytał, kiedy już zdjął buty i poszedł do kuchni.
— Wino…? Jeśli to brzmi żałośnie, to po prostu mam na nie ochotę. To żadne uciekanie od problemów — mruknął Mark, odwieszając marynarkę na wieszak.
Cieszył się, że Sebastian tu był. Że nie wracał sam do domu z poczuciem, że wszystko się sypie.
— Tego nie powiedziałem! — zawołał Sebastian z kuchni. — Gdzie jest? — jeszcze dopytał, żeby nie musieć przeszukiwać ojcu szuflad. Nie chciał znaleźć gdzieś czegoś dziwnego.
— W tej szafce rogowej! — odkrzyknął Mark i zamknął się w łazience.
Sebastian w tym czasie znalazł wino oraz kieliszek. Wybrał wszystko na czuja i zaniósł do salonu razem z otwieraczem. Sam zaparzył sobie herbaty i tam poczekał na ojca.
Marka nie było kilka minut. Wyszedł z jeszcze lekko wilgotną twarzą. Kilka guzików w koszuli miał rozpiętych. Na widok wina uśmiechnął się blado.
— Dziękuję.
— Spoko. Myślisz, że po ilu kieliszkach zaśniesz? — spytał Sebastian, siedząc wygodnie z telefonem w dłoni na fotelu.
— Nie mam zamiaru wypijać kilku kieliszków — mruknął Mark, przysiadając na kanapie. Sięgnął po wino i napił się odrobinę. — Masz na jutro jakieś zadania? — od razu zmienił temat.
— Naprawdę, tato?
Mark jęknął i położył potylicę na oparciu kanapy. Wciąż było jasno, a jemu już marzył się zbawienny sen, który pozwoliłby mu nie myśleć o tym wszystkim. Nie chciał nawet próbować zgadnąć, ilu rodziców właśnie próbowało się do niego dodzwonić albo ile maili zastanie jutro rano.
— Pytanie jak każde inne — mruknął.
— W takim razie nie, nie mam nic zadane na jutro. A nawet gdybym miał, to i tak nie mam nic ze sobą. Żadnych podręczników tylko rzeczy z dziś. — Sebastian prychnął i siorbnął herbatę.
— Mogłeś wziąć… Nic by mi się nie stało, gdybym poczekał piętnaście minut na parkingu. Sebastian, czemu obaj z Fosterem traktujecie mnie jak kogoś, kto przy pierwszej lepszej okazji powiesi się na pasku? — zapytał ze zrezygnowaniem, przekręcając głowę, żeby spojrzeć na syna.
Sebastian wychylił się do przodu, odstawił kubek oraz telefon na stolik i patrząc na ojca, wciągnął policzki. Przez to jego twarz zrobiła się zapadnięta. Przesunął też palcami pod oczami, gdzie ojciec miał wieczne worki.
— Dlatego, że wyglądasz, jakbyś za dużo się przejmował i radził sobie ze wszystkim, tylko nie zawsze ze sobą.
Przez kilka sekund musiał wytrzymywać groźne spojrzenie Marka. Ten wyglądał na zirytowanego. Ale przy tym był na tyle zmęczony, że skapitulował i zapatrzył się na taflę czerwonego wina.
— Gdyby nie to, że jestem świadom własnej winy w tym wszystkim, na pewno radziłbym sobie lepiej.
— Dlatego, że się zgodziłeś na projekt? — Pytanie Sebastiana spotkało się z niemym przytaknięciem. — Skąd mogłeś wiedzieć, że tak się potoczy? Uprzedzali cię?
— Trudno powiedzieć, żeby uprzedzali mnie przed czymś takim. Mówili, że niektóre zadania mogą znajdować się na granicy moralności, ale nie przyszłoby mi do głowy, że ktoś opublikuje takie zdjęcie. Że zakradnie się pod gabinet psychologa i zrobi w ogóle to zdjęcie. Sebastian, gdybym wiedział, to bym się nie zgodził… A teraz sam widzisz, co się dzieje… — Z każdym kolejnym słowem głos Marka coraz bardziej się łamał. Na koniec mężczyzna odstawił kieliszek, pochylił się i zamknął twarz w dłoniach. — Nie chcę, żeby to odbiło się na tobie i Fosterze…
— Zapominasz chyba, że obaj też się na to zgodziliśmy? — wypomniał mu syn, bo widział, jak ojciec znowu to robił. Jak brał na siebie całą winę i zamartwiał się o to, co było też sprawą innych osób.
— Tak, ale to ja jako pierwszy dopuściłem ten projekt. Wiem, że chcesz mnie pocieszyć, ale teraz i tak jesteśmy w sytuacji, której rozwiązania nie znamy. Więc póki się to nie skończy… — Mark zaśmiał się słabo i potarł twarz dłońmi. — Naprawdę myślałem, że wszystko się zaczęło układać.
— Może to taki ostatni, trudny krok?
Mark miał wrażenie, że po tym ostatnim, trudnym kroku może być jeszcze gorzej. Ale nie chciał tego mówić głośno. Przytaknął więc ze słabym uśmiechem i sięgnął po pilota ze stolika. Odchylił się z nim i z winem, po czym włączył telewizor.
— Pozwól mi chociaż na chwilę o tym nie myśleć. Obejrzyjmy coś.
— Spoko. Tylko coś dobrego, żebyś nie oszukiwał, że nie myślisz — zażartował Sebastian.
Po tym obaj skupili się na wybraniu czegoś ciekawego, żeby na moment oderwać myśli od problemów. Wiedzieli, że te do nich wrócą, więc musieli się na to przygotować. Rozluźnić umysł i odpocząć przed tym, co jutro miało nadejść. Bo przecież był dopiero poniedziałek. Czekał ich jeszcze cały tydzień walki z konsekwencjami zadania Sena Nakano.

*

Przez dwa dni w szkole panowała bardzo nieprzyjemna atmosfera. Wszyscy mówili o romansie dyrektora z psychologiem. Uczniowie, nauczyciele, sprzątaczki, dozorcy… Wszyscy. Mark był tego świadom, chociaż nikt bezpośrednio jemu tego nie napisał. Bezpośrednio. Bo w internecie już wyczytał wiele komentarzy, wbrew przestrogom Fostera.
„W sumie wyglądał na takiego, co dawno cipki nie posmakował.”
„Czarni mają wielkie pały. Pewnie lubi mieć rozjebaną dupę. Ciekawe, jak robi kupy.”
„Ale oblecha, że pewnie robili to na jego biurku. Oby spuszczali się sobie w dupy, a nie na blat.”
„Biedny Sebastian. Mieć ojca ciotę :/”
Im więcej Mark czytał, tym bardziej robiło mu się niedobrze. Nie miał przez to ochoty czegokolwiek jeść. Zaszywał się w swoim gabinecie, ale nie mógł robić tego wiecznie. Dzisiaj w szkole miało się odbyć spotkanie rady rodziców. Gdy się skończy, musiał z nimi porozmawiać.
Już się domyślał, co będą o nim mówić. Albo co będą mówić do niego. Po tym, czego uświadczył od uczniów, spodziewał się prawie wszystkiego. Naprawdę trudno było mu to pojąć. Bo czym tak naprawdę zawinił? Spotykał się z kimś tej samej płci. Musiał przyznać przed sobą, że zwyczajnie ta nagonka go męczyła.
Foster starał się go wspierać, jak mógł. Pisał do niego wiadomości, ale sam też był rozbity. Nikt w szkole już nie traktował go poważnie.
Rodzice zebrali się w środę o piętnastej. Przyjechała matka Patricka Brighta i kilku innych rodziców członków samorządu. Było jednak też całkiem sporo rodziców innych, zwykłych uczniów. Czarnoskóra kobieta, będąca przewodniczącą rady rodziców, zaklaskała, żeby zwrócić na siebie uwagę, kiedy już wszyscy usiedli w jednej z większych sal.
— Moi kochani! Moi kochani, proszę już o ciszę. Porozmawiamy na spokojnie, a każdy, kto będzie chciał zabrać głos, niech uniesie rękę.
— Jak w szkole? — Jeden z mężczyzn prychnął pod nosem, ale na tyle głośno, że każdy to słyszał. Siedział z założonymi na piersi rękoma i już wyglądał, jakby się nudził.
— Jest nas za dużo, Tim, żeby się przekrzykiwać — odparowała przewodnicząca. Miała duży, wylewający się z dekoltu biust i polokowane włosy. Jak przystało na przedstawicielkę Afroamerykanów, miała donośny głos. — Ale możemy zacząć od ciebie, jeśli chcesz coś powiedzieć.
— Mogę powiedzieć to, co wszyscy myślą. A mianowicie, że to chore, żeby dyrektor i do tego psycholog w męskiej szkole byli pedziami — fuknął Tim, patrząc po reszcie, jakby przedstawiał w tej chwil wszelką prawdę świata.
— Moim zdaniem to dwie najważniejsze osoby w szkole — dodała kobieta, która siedziała w ławce przy drzwiach i miała przed sobą notesik. A tam wiele zapisanych punktów, jakby chciała je wszystkie przedstawić radzie. Wszyscy wiedzieli, że miała specyficzne nawyki. Notorycznie zakładała krótkie włosy za uszy, aż te mocno się podwijały. Ściągała też usta w wąską linię, przez co wyglądała na wiecznie złą. — Pan dyrektor wszystko nadzoruje, zaś psycholog rozmawia sam na sam z naszymi dziećmi i daje im rady. Ma być wsparciem, a… za przeproszeniem państwa, jak ma być godzien zaufania, kiedy w godzinach pracy łamie obyczaje w budynku szkolnym? A chciałabym zauważyć, że jest to prywatna szkoła. Płacimy wszyscy za dobre warunki nauki naszych dzieci.
— I te jak do tej pory były dobre — głos zabrała chuda kobieta. Była tu z równie chudym mężem. Oboje wyglądali jak hipisi. Nikt prywatnie ich nie znał, ale każdy zakładał, że są weganami. — I do tej pory nie mieliście zastrzeżeń do pracy obu tych panów. Myślicie, że ich związek cokolwiek w tym zmieni? Że stali się nagle innymi ludźmi?
— Zmieniło się to, że teraz wszyscy wiemy. Morale pana Mossa upadło na tyle, że mój Scott już myśli o innej szkole — wtrąciła ta sama kobieta, która mówiła przed chwilą.
— Poza tym, skąd wiesz, co psycholog mówi uczniom w gabinecie? Co z nimi robi? To tak, jak w kościele, gdzie dziecko nic nie powie o tym, że było molestowane przez księdza! — zawołała pewna starsza kobieta z końca sali. Wyglądała na oburzoną.
— Od dwóch dni żadne dziecko nie powiedziało nic takiego, a podczas tej wielkiej nagonki na dyrektora szkoły i pana Craiga oszczerstwa są tak na porządku dziennym, że powinna pojawić się chociaż jedna bajeczka w tym stylu. — Chuda kobieta nie ustępowała. Widać było, że nie rozumiała reszty i nie obawiała się przedstawiać swojego stanowiska. Nie mógł to być jej pierwszy raz. Ale przez to coraz bardziej ściągała na siebie wrogie spojrzenia. Jak na dłoni było widać, że jest w mniejszości.
— Teraz nikt z nas nie będzie wiedział, czy to bajeczki, czy nie — wtrącił znowu Tim. — Moim zdaniem prewencyjnie powinniśmy zasugerować poszukanie innych osób na ich stanowiska.
Chuda kobieta spojrzała na swojego męża. Chyba nie była w stanie pojąć umysłów tych ludzi.
— I zasugerowałby pan dokładnie to samo, gdyby dyrektor miał romans z którąś z nauczycielek?
— Zależy, jaka to by była kobieta — odparł pewnie Tim.
Przewodnicząca też postanowiła się odezwać.
— Może zanim będziemy toczyć dalsze dyskusje, zobaczymy, ilu z nas jest za tym, żeby pan dyrektor i psycholog pożegnali się ze swoimi funkcjami — zaproponowała i sięgnęła po kredę leżącą przy tablicy.
— Jesteśmy tylko reprezentantami. To nie jest zdanie tylko nasze, chciałabym przypomnieć. Inni rodzice też powinni się w tej sprawie wypowiedzieć. — Chude małżeństwo zaprotestowało, ale w ich słowach wyraźnie można było usłyszeć zrezygnowanie.
— My reprezentujemy radę, Renee. Tak działa demokracja — mruknęła przewodnicząca, już tworząc tabelkę dzielącą się na „za” i „przeciw”.
Inni poparli ją pomrukiem.
— Nie wszyscy z rady są tu obecni — skomentowała jeszcze Renee, wyglądając teraz jak żmija, która czai się na dużo większego drapieżnika niż ona sama.
Ale wszyscy ją zignorowali. Przewodnicząca skończyła rysować tabelkę, po czym odwróciła się przodem do innych i popatrzyła na nich wyczekująco.
— No więc jak, moi kochani? Na początek kto jest za tym, żeby zostawić Mossa i Craiga w spokoju i nie zrobić z tą niekomfortową sytuacją nic?
Renee i jej mąż od razu podnieśli ręce. I o dziwo nie tylko oni. Zobaczyli jeszcze dwie pary rąk. Popatrzyli nawet wymownie na przewodniczącą, ale i tak wiedzieli, że to nic nie pomoże. Bo na sali było ich więcej. I jedyna nadzieja była w tym, że większość rodziców wstrzyma się od głosu.
Przewodnicząca zapisała głosy, po czym rzuciła ostateczne pytanie:
— A kto jest za tym, żeby zasugerować dyrektorowi i psychologowi usunięcie się?
Tim pierwszy wzniósł rękę. Teraz już nie miał problemów, żeby unosić ją w górę, tak jak wcześniej, kiedy chodziło o zabranie głosu. Patrzył przy tym z dumą na to, jak wiele osób idzie w jego ślady. Jak unoszą ręce, popierając tę inicjatywę.
Kilka osób wstrzymało się od głosu, ale już teraz było widać, że większości nie podoba się to, co wyszło dwa dni temu. Byli oburzeni tym romansem i okazywali to w swoim gronie bardzo otwarcie.
— Sami widzicie, kochani… — Przewodnicząca uśmiechnęła się do chudej Renee smutno, choć obłudnie. — Niestety większości z nas się to nie podoba, a, tak jak mówiła Gabriel, płacimy za to, gdzie uczą się nasze dzieci. I wymagamy.
— To niedorzeczne.
Uwaga Renee znowu została zignorowana. Kobieta po tym kompletnie odsunęła się od całego spotkania. Nie chciała uczestniczyć w tym, co działo się na jej oczach, a co było napędzane strachem przed innym sposobem myślenia.
Trudno było tego wszystkiego słuchać. Jak z początku dyskusja była łagodna, tak z czasem nabierała coraz ostrzejszego słownictwa. Lało się wiele jadu, a Renee i jej mąż coraz bardziej mieli ochotę wyjść. Aż w końcu to zrobili i bez słowa opuści tę toksyczną atmosferę.
Kobieta prawie że ciągnęła swojego męża za dłoń. Aż się w niej gotowało. Zresztą, nie tylko w niej. Jeszcze jedna osoba, która zagłosowała jak oni, wyszła. Renee czuła, jakby ponieśli osobistą porażkę. A ta jeszcze bardziej się nasiliła, kiedy zobaczyła, jak Mark Moss zamyka swój gabinet kilka metrów od nich. Nie miał na twarzy pogodnego wyrazu. Musiał się spodziewać, jak przebiegło spotkanie rady.
Gdy odwrócił się, zapewne mając zamiar poczekać na rodziców przed salą, zauważył Renee i jej męża. Na moment zastygł, po czym przybrał na twarz wymuszony uśmiech.
— Państwo Finnigan… Już skończyło się posiedzenie?
— Nie — fuknęła kobieta gniewnie, po czym od razu pokręciła głową. — To znaczy, chciałam powiedzieć, że nie. Jeszcze się nie skończyło. Wyszliśmy stamtąd, panie Moss. Tego się nie dało słuchać. — Podeszła do dyrektora i złapała go za ramię. Jej mąż położył jej dłoń na ramieniu, jakby za pośrednictwem małżonki przekazywał swoje wsparcie. — Naprawdę panu współczujemy. Byliśmy za panem. Ale… ale w mniejszości.
Mark spróbował dyskretnie przełknąć ślinę, lecz i tak widać było po jego twarzy, że nie przyjął tego dobrze.
— Rozumiem. Dziękuję państwu za wsparcie. Dobrze wiedzieć, że nie zostaliśmy z Fosterem skreśleni przez wszystkich.
— Nic złego panowie nie zrobili. To ci ludzie są ograniczeni. — Kobieta nadal mówiła z zaciętością, mocno ściskając jego ramię. — Proszę się trzymać, panie dyrektorze. Nie poddawać się. Jesteśmy za panem. I na pewno wielu pana uczniów.
Mark przytaknął i uścisnął rękę zarówno Renee, jak i jej męża. Podziękował szczerze i dopiero udał się pod salę, pod którą obradowano. Już wiedział, jakiego werdyktu się spodziewać. Ale to nie zmieniało faktu, że kompletnie nie był na niego przygotowany…

*

Foster siedział u siebie w domu. Mała Annie leżała mu na kolanach i sądząc po tym, jak często z nim ostatnimi dniami była, to pocieszała go. Czuła, że jej pan jest w złym nastroju i teraz spędzała z nim każdą chwilę, żeby ten nie był sam. Dlatego mężczyzna lubił psy. Kochały bezwarunkowe. Nieważne, kim się było i nie zmieniały zdania, jeśli nie zrobiło im się krzywdy. A on nie zrobił przecież nikomu krzywdy. Mark też nie, a tak wiele osób i tak odwróciło się od nich.
Rozmyślał o tym, co działo się w szkole. O tym, że dzisiaj rodzice mieli się spotkać i obgadać zaistniałą sytuację. Jakby w ogóle było o czym rozmawiać. A przecież chodziło tylko o dwójkę ludzi, którzy się kochali…
Mimo że nadeszła wiosna, nie czuł się radośnie. Był przytłumiony, jakby zapadał w zimowy sen, a nie budził się do życia. Ale niespodziewanie coś go pobudziło, kiedy usłyszał dzwonek do drzwi. A przecież nikogo się nie spodziewał.
Poderwał się z kanapy. Zabrał swoją białą suczkę pod rękę i wyjrzał przez wizjer. Już nauczył się, że ludzie byli nieobliczalni. Nie chciał otworzyć od razu komuś, kto przyjechał, żeby tylko mu nawtykać. Do tego wszystkiego przygnębiała go sprawa Tomasa. W końcu ten jeszcze nie był na idealnej prostej. Co jego rodzice mogą sobie o nim pomyśleć, gdy dowiedzą się, że ma romans z mężczyzną? Pogrążał się w negatywnych myślach, ale prawie jęknął z ulgą, kiedy zobaczył za drzwiami Marka.
Otworzył mu od razu. Mężczyzna wyglądał… na przybitego. Jakby właśnie wrócił z pogrzebu albo usłyszał, że jego dom spłonął. Wszedł bez słowa, zabrał Annie z rąk Fostera i ostrożnie postawił ją na podłodze. A po tym, nawet się nie rozbierając, objął mocno mężczyznę i wtulił się w niego.
Foster nie czekał nawet sekundy, aby odpowiedzieć na uścisk. Objął Marka mocno w pasie i nogą zamknął drzwi, żeby Annie nie wybiegła. Nic nie powiedział, tylko dalej trzymał Marka przy sobie. Jakby to miało im obu pomóc. I może nie pomagało w rozwiązaniu sytuacji, ale przynajmniej przekazali sobie trochę własnego ciepła.
Długo trwali w tym uścisku. Bez słów, jedynie trzymając się i po prostu będąc razem. Foster nie musiał pytać. Wiedział, że poszło źle. A przekonał się o tym dobitnie, kiedy w końcu Mark odsunął się i spuścił głowę. Zdjął okulary, a gospodarz zobaczył, jak przeciera przy tym mokre od łez policzki.
— Aż tak źle? — spytał, chociaż naprawdę nie chciał. Otarł Markowi twarz z jednej strony, a z drugiej pocałował go. Łamało mu się serce.
A ten pokiwał głową na potwierdzenie.
— Oczekują, że zrezygnujemy z posad — wydusił, niemal gniotąc okulary w dłoni. Nie patrzył na Fostera. Czuł się winny i rozbity.
— Oż kurwa… — stęknął Foster. Rzadko klął, ale teraz wydawało mu się to idealnie pasującym komentarzem. — Nauczyciele, jak rozumiem, też nie widzą przeciwwskazań na coś takiego? Myślałem, że jednak większość jest rozsądna.
— Niektórzy tak. Inni zachowują się, jakby nie chcieli mówić wprost, że popierają rodziców, ale widać było, że tak jest — odparł Mark i odchrząknął. Znów kilka łez wypłynęło mu z oczu. Otarł je płaszczem. — Przepraszam… Przyjechałem bez zapowiedzi.
— Nie szkodzi. Nie chciałbym, żebyś był teraz gdziekolwiek indziej. Mark… O Boże. — Foster pogładził go po głowie, trochę jak dziecko, chociaż mężczyzna był od niego starszy. — Tak mi przykro.
Westchnął i pocałował go w skroń, nadal tuląc do siebie i nie rozbierając z płaszcza dyrektora, a może już niedługo byłego dyrektora. Właśnie usłyszał, że wszyscy chcieli, żeby obaj opuścili szkołę, ale w tej chwili nie umiał myśleć o sobie. To dla Marka przecież ta szkoła była taka ważna.
Mężczyzna dał się ponownie przytulić i powoli uspokajał się w tych silnych objęciach. Miał wrażenie, że było mu niedobrze, mimo że właściwie nie zjadł nic od śniadania. Chciałby, żeby ten koszmar się skończył.
— Mogę przenocować…?
— Mhm. Tak. Zawsze. — Foster pocałował go ponownie i dopiero ostrożnie zaczął odpinać mu guziki płaszcza. — Jadłeś coś? Przygotować ci kąpiel? — dopytywał, na siłę chcąc zająć swoje myśli czymś innym niż tym, że wszyscy chcieli, aby odeszli z pracy.
— Możemy razem posiedzieć w wannie — odpowiedział Mark, dając się rozbierać. Wciąż ściskał w dłoni swoje okulary. — I nie jestem głodny. Dziękuję.
— W takim razie przygotuję za chwilę kąpiel. — Foster mówił, kiedy w końcu zdejmował z Marka płaszcz. Odwiesił go na wieszaku i przeczesał mu włosy palcami. — Jedyny plus tej sytuacji jest taki, że już wiem, że nawet z czerwonymi oczami mi się podobasz.
Przez tę uwagę Mark mimowolnie się zaśmiał.
— Kocham cię — powiedział niespodziewanie cicho.
Foster zamarł. Nadal trzymał palce w jego włosach i patrzył mu na twarz. Aż pochylił się i pocałował go w usta, obejmując za boki głowy obiema dłońmi.
— Też cię kocham. I cokolwiek jeszcze się wydarzy, będę przy tobie. Obiecuję, Mark.
Ten wreszcie popatrzył na jego twarz wilgotnymi oczami i jedynie skinął głową. Nie przetrwałby tego sam. Wiedział, że nie byłoby tego wszystkiego, gdyby nie był z Fosterem, ale… nie zamieniłby tego związku na pewną posadę. Potrzebował tego mężczyzny.
— Chodźmy się kąpać — powiedział w końcu i odłożywszy okulary na pierwszą lepszą szafkę, podążył z gospodarzem w stronę łazienki.
— Dobrze. Musisz odpocząć.
Foster objął Marka w pasie i poprowadził do łazienki. Obu im przyda się gorąca i długa kąpiel. Musieli myśleć o sobie w tym wszystkim. Chociaż było to naprawdę trudne, kiedy okazywało się, że przez to, co czuli do siebie, mieli stracić to, nad czym zawodowo pracowali tyle czasu. Dodatkowo Mark bał się o Sebastiana, który mógł teraz mieć problemy przez to, że ma ojca geja. A do tego ten ojciec prawdopodobnie przestanie być dyrektorem, więc jakakolwiek protekcja zniknie. Będzie musiał radzić sobie sam.
Mark wiedział, że tej nocy też nie zaśnie spokojnie. Ale na pewno łatwiej będzie spędzić ją u boku Fostera niż samemu.

12 thoughts on “Project Dozen – 99 – Za i przeciw

  1. Katka pisze:

    Luana, Senowi się dostało i w sumie słusznie. On zdecydowanie jest szalony w pewnym stopniu też pozytywnie, ale… niestety poszedł o krok za daleko. Z empatią było u niego w tym momencie bardzo słabo. Na miejscu Sebastiana to bym go chyba utopiła w najbliższym jeziorze. Ale jest duże prawdopodobieństwo, ze nie będzie miał żadnych konsekwencji tego czynu. Co do dalszej części Twojego komentarza – jakoś jak ją czytałam, przypomniałam sobie całe mnóstwo „dyskusji” w internecie, gdzie ludzie podawali jakieś totalnie z dupy argumenty, dlaczego to pary homo są gorsze od hetero. Mimo że tak jak piszesz – kogo obchodzi to, co ktoś robi w sypialni. Czy to jest hetero, czy homo, to i tak nikt nikomu nie każe siedzieć w tej sypialni i patrzeć, co dwójka ludzi tam robi. No ale wiadomo, że ludzie nie potrafią tego pojąć, a przy tym krzywdzą innych. I to jest smutne. Ale mimo wszystko cieszę się, że rozdział tak poruszył. Bo choć wszyscy wiemy, że ludzie potrafią być okrutni, to czasem chyba warto mocniej sobie o tym przypomnieć, bo to też jakoś czasem pobudza do działania. Tak z dupy w sumie porównanie, ale i tak powiem, że ja tak ostatnio miałam na zajęciach o tym, jak hoduje się zwierzęta, mające iść na mięso, czy dające jaja, czy mleko. I choć człowiek wie, że wiele koncernów robi to w cholernie nieludzki sposób, to jednak je to wszystko. Nie chcę wychodzić na jakiegoś eko-zjeba, bo sama jem mięso itd, ale still… można chociaż wybrać te jaja z chowu z wolnego wybiegu zamiast klatkowego itd. Wykroczyłam trochę poza temat, ale tak mnie naszło i… no. Świadomość jest potrzebna czasem, by z czymś walczyć.

  2. damiannluntekurbus17 pisze:

    Ktos kto nie toleruje czegos takiego jak odmienna orientacja jest po prostu… no glupi. Bo co z tego, jak ktos jest wyksztalcony, inteligentny etc. Skoro nie toleruje czegos takiego to co soba moze reprezentowac taki czlowiek? Niektorzy porownuja homo do pedofilow, zboczencow, przeciez to juz swiadczy o tym co taki czlowiek ma w glowie xd
    No nic normalnego xd

  3. Luana pisze:

    Przeczytałam teraz ten i poprzedni rozdział i jak po tamtym byłam wściekła tak po tym ryczę.
    Mój komentarz zacznę od Sena. Straciłam każdy gram sympatii do tego chłopaka, a tym bardziej kiedy sprawdziłam jaką chce nagrodę za zwycięstwo w projekcie. Serio dożywotni darmowy wstęp do Disney Landów jest wart zniszczenia komuś życia?! Idiota, miał wybór. Mógł wykonać to zadanie, ale nie, on musiał jak zwykle coś wykombinować. Rozszarpałabym go na strzępy. Zero empatii w tym chłopaku. Sądziłam, że jest pozytywnie zakręcony, a tu… Brak słów. Pewnie nawet teraz nie poczuwa się do winy. Szkoda, że nie poniesie żadnych konsekwencji. Widać, że to chłopak, który do celu będzie dążył po trupach. Tak na tę chwilę sądzę.
    Tak bardzo żal mi Marka i Fostera. Najbardziej Marka, bo przecież tak kocha tę szkołę, a teraz każą mu odejść. Tyle poświęcił dla tych uczniów. Nie wolno mu kochać? Bo co, to , że kocha faceta jest takie złe? Co za ludzie. Poczynając od uczniów i kończąc na ich głupich, ograniczonych rodzicach. Do tego co za komentarze. Debile po prostu. Przecież Mark i Foster są wciąż tymi samymi ludźmi. Co kogo obchodzi to z kim sypiają. Co z tego, że Mark jest przełożonym swojego faceta? Ile jest takich małżeństw. Ale nie, bo oni tą hetero. To może być, to normalne przecież. Coś mnie trafia.
    Jestem wściekła i smutna. Trzymam za nich obu kciuki. Najważniejsze, że się wspierają.
    Nie obwiniałabym do końca projektu, bo to nie projekt jest winny tylko ludzie którzy otrzymują zadania. To oni powinni myśleć, czy osiągniecie swojego celu nie zniszczy kogoś innego. Ale dużo osób jest teraz bezwzględnych i myśli tylko o sobie. Co jest smutne.
    Trzymam kciuki za Marka i Fostera mając przy tym cichą nadzieję, że to co się dzieje teraz wyjdzie im na dobre.

    damiannluntekurbus17 „Bo tylko ciemnota w sumie ma z tym problem xd” Nie wiem kogo określasz mianem ciemnoty, ale jeżeli osoby nie wykształcone, ze wsi czy coś, to bardzo się mylisz. Ostatnio rozmawiałam ze znajomą, która była oburzona, bo u niej na uczelni, wykładowca na swoich zajęciach rozsiewał homofobię. A co najgorsze, to wielu studentów mu przytakiwało. Nawet ludzie po których się tego nie spodziewała.
    Także jak widać w każdym środowisku znajdą się odpady. :/

  4. Katka pisze:

    Kaczuch_A, właaaśnie, czego się spodziewać po nastolatkach. Z całym szacunkiem dla naszych nastoletnich czytelników, ale wiele nastolatków to takie debile, że głowa mała. Nie wiem, co się w tych głowach kryje, ale tak często widac kompletny brak odpowiedzialności za swoje słowa i czyny. Nie czają, że to, co mówią, ma wielką moc i że potrafią skrzywdzić. No ale rodzice tych dzieciaków nie lepsi. Mark i Foster mają teraz mocno pod górę :(
    Dziękujemy za wenę! Miło widzieć nieustanne wsparcie od takich niektórych wiernie czytających czytelników :)

    Damiann, „Wspolczuje kazdemu kto ma takiego ojca. W ogole takich nietolerancyjnych rodzicow i znajomych. Ja np nie zadaje sie z ludzmi, ktorzy nie toleruja innych orientacji. Bo tylko ciemnota w sumie ma z tym problem xd” – wiesz co, mnie się wydaje, że nawet nie tylko tu chodzi o ciemnotę. bo niby znam wiele ludzi bardzo inteligentnych, wykształconych, jakoś tam ogarniętych, którzy mimo to mają posrane poglądy. I nie wiem, czy to nie chodzi bardziej o wychowanie w myśli większości. Choć z drugiej strony wystarczy przecież trochę empatii i pomyślenia, że przecież ten drugi człowiek tym, kim jest, nie szkodzi. Ale masz rację, to cholernie smutne, że tak też wygląda rzeczywistość. Szczególnie małomiasteczkowa, choć nie tylko. I fajnie nawiązałeś do tego, że wcześniej, gdy romans nie wyszedł, to Mark i Foster byli szanowani a teraz nagle niby się wszystko zepsuło. Jakby fakt bycia z innym facetem sprawiał, że już nie są dobrzy na swoich funkcjach. I to jest chore myślenie.

    Devorin, nooom, tym bardziej przybijające jest to, że jestem sobie w stanie wyobrazić coś takiego na serio w jakiejś szkole. Jeszcze nasz świat nie dojrzał do tego, by w pełni akceptować różności. Niestety. Dzięki za wenę!

    Yaoistka, właśnie tak. Gnębią, bo ktoś jest inny. Tak jakby, kurcze, wszyscy inni byli tacy sami. A przecież każdy człowiek pod jakimś względem jest „inny”. Nie jesteśmy swoimi kopiami, wiec powinniśmy akceptować te różności. Ale niestety niektórym trudno to wpoić.

    Omega, mam wrażenie, że bardzo często ciemnota przeważa liczebnie… albo po prostu bardziej ją słychać. To tak jak hejty w Internetach. Może być 10 cudownych komentarzy czy recenzji, ale to zawsze ta najgorsza zapada najbardziej w pamięć.
    „Dobrze że nie został z tym nagle sam i ma wsparcie Fostera, swojego syna i pewnie też jakiejś części szkoły” – tak, nie jest z tym sam. Mimo że projekt od początku mu utrudnia życie, tak jak piszesz, to jednak ma jakieś wsparcie. Bez tego na pewno byłoby znacznie gorzej.
    I dziękujemy za miłe słowa! Czasem trochę smutku po rozdziale też jest potrzebne

    Wadera, dokładnie. Smutne, że to takie prawdziwe. A do walki trzeba sił, których teraz im brakuje… Ale może ze wsparciem uda im się to jakoś przeżyć. A Sebastian… tak, jest cwany. Problem taki, że jest tylko uczniem, a uczniowie wiele do gadania nie mają… Ale na pewno nie przejdzie obok tego obojętnie.

    C., Foster i Mark też są BARDZO na „nie” na taki obrót sprawy… Zdecydowanie nie jest to coś, czego im obu było trzeba w tym trudnym okresie czasu… Na pewno już marzą o końcu roku szkolnego.

  5. C. pisze:

    Nie… nie podoba mi sie taki obrot sprawy, choc tak – jest najbardziej prawdopodobny Naprawdę jednak licze ze uczniowie otworza oczy wszystkim i postawia sie za nimi ;-;.Pozdrawiam

  6. Wadera pisze:

    To wszystko jest strasznie przebijające, ale niestety jakie prawdziwe :(
    Mam nadzieję, że jednak Mark i Foster zawalczą o posady i że znajdą się uczniowie, nauczyciele i rodzice którzy wesprą ich w tej walce.
    Mam też pewne przeczucie, że Sebastian nie zostawi tego wszystkiego w spokoju. To inteligentny i sprytny chłopak i sądzę że wykorzysta te cechy najlepiej jak się da :)
    Pozdrawiam, Wadera.

  7. Omega pisze:

    Tak czułam… „Oburzona” ciemnota zawitała w szkole i niestety przeważała ilością :/
    Pewnie Foxy wrzuci jakiś filmik na swój kanał, więc na pewno będzie wsparcie od niego i jego widzów, plus jak w dzienniczkach widziałam sporo uczniów byłoby się w stanie wstawić za dyrektorem i psychologiem… Jezu… Naprawdę nie chcę aby ta sprawa się dla nich źle skończyła q.q
    Naprawdę się martwię o zdrowie psychiczne Marka, bo nie dość że cały projekt go niemal od początku przytłaczał, to jeszcze przez zgodę na jego przeprowadzenie w szkole zagrożona jest jego posada, dobre imię i pewnie nie tylko… Dobrze że nie został z tym nagle sam i ma wsparcie Fostera, swojego syna i pewnie też jakiejś części szkoły, choć niestety negatywne opinie na razie przeważają.
    Skandal bym mogła zrozumieć gdyby któryś z nauczycieli tknął ucznia bez jego zgody, a nie gdy dwójka dorosłych ludzi po prostu jest że sobą w związku… Ludzie naprawdę są ograniczeni jeśli chodzi o inną orientację :/
    Życzę dużo weny, bo choć mi smutno po tym rozdziale, to nadal cuda tworzycie <3

  8. Yaoistka^^ pisze:

    Heh… Ludzie muszą okazać nienawiść głębia kogoś kto jest inny a sami są tak… Grrr nie mam na to delikatnych słów…
    Mam tylko nadzieję że uczniowie……. A z resztą czy nie wyjdzie mu na dobre pokazanie jak będzie bez niego źle w szkole?… No cóż….
    Az mi łeb pęka xd

    Weny =)

  9. Dervorin pisze:

    Liczę na to, że uczniowie, którym pomogli w czasie roku wstawią się za nimi i zaczną zbierać jakieś podpisy czy coś w tym stylu… Bardzo przybijający rozdział, trzymam za nich kciuki!
    Pozdrawiam i życzę weny. :)

  10. damiannluntekurbus17 pisze:

    Nie da sie tego czytac. Az ominalem te czesc w ktorej nauczyciele glosowali, bo to straszne, ze rzeczywistosc jest taka sama jak w opowiadaniu.
    ,,— I zasugerowałby pan dokładnie to samo, gdyby dyrektor miał romans z którąś z nauczycielek?
    — Zależy, jaka to by była kobieta — odparł pewnie Tim.” – serio? Xd I tacy ludzie sie zdarzaja. Wspolczuje kazdemu kto ma takiego ojca. W ogole takich nietolerancyjnych rodzicow i znajomych. Ja np nie zadaje sie z ludzmi, ktorzy nie toleruja innych orientacji. Bo tylko ciemnota w sumie ma z tym problem xd
    Najgorsze jest to, ze wczesniej jak nikt o niczym nie wiedzial, to wszystko bylo super, Foster i Mark byli super, obowiazki wypelniali tez super, a jak sie dowiedzieli to zaraz, ze molestowali uczniow, trzeba wydalic, bo o matko romans maja ze soba. A jakby Foster mial romans z nauczycielka to nikt by sie tym pewnie by nawet nie zainteresowal ;)
    To straszne, ze ta nienawisc bedzie zawsze i ona nigdy nie zniknie, bo tacy ograniczeni ludzie beda przekazywac swoje poglady z pokolenia na pokolenia.
    Mam nadzieje, ze mimo wszystko zostana w szkole. Na przekor tej bandzie idiotow, ktorzy maja takie problemy, a nie inne. Gdybym ja mial miec taki problem, jak myslenie o tym czy wywalic ich ze szkoly czy nie, to moje zycie byloby cudowne xd

  11. kaczuch_A pisze:

    To smutne, cały ten rozdział był tak strasznie przykry, że po prostu zachlipię zaraz w poduszkę. Tak mi szkoda moich misiaczków, w ogóle Marka jakoś ciut bardziej. I szczerze nie spodziewałam się tego, w ogóle nie wiem czemu, ale mam nadzieję, że uczniowie jakoś zaprotestują albo coś. Komentarze w necie mega słabe, ale co się spodziewać po nastolatkach. Kurde smutam po tym rozdziale T^T

    Niemniej weny~!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s