Commission – Rat King and Thief-Taker (Thief)

Przedstawiamy Wam kolejne commission, tym razem z postaciami z gry „Thief” – Garrettem i Thadeusem Harlanem. Uprzedzamy, że opowiadanie jest brutalne, zawiera w sobie gwałt, tortury, generalnie przemoc fizyczną i słowną. W dużej porcji. Jeśli ktoś nie gustuje w takich klimatach, to szczerze odradzamy czytanie. Oraz dodatkowo zachęcamy do podzielenia sobie tekstu na kilka czytań. Miłej zabawy!

*****

Przedostanie się do biblioteki nie było najprostsze, ale zdołał ukraść to, po co tam przyszedł. Jak zawsze. Był niczym duch w Mieście, choć podświadomie wiedział, że w ciemnościach znajdowały się istoty bardziej niebezpieczne od niego. Za jedną z takich plugawych i niebezpiecznych kreatur uważał generała Thadeusa Harlana — Thief-Takera. Nieszczęście chciało, że kiedy wracał tunelem z biblioteki, prosto do burdelu, powszechnie znanego jako House of Blossoms, trafił akurat pod łoże, na którym generał się z kimś pieprzył.
Bycie cichym i niezauważalnym było czymś dla niego tak naturalnym jak oddychanie. Nie obawiał się więc w swojej kryjówce, wiedząc, że jeśli nic nieoczekiwanego się nie wydarzy, nie zostanie odkryty. Niestety… coś nieoczekiwanego się wydarzyło.
Nie powinien wierzyć w przesądy. To nigdy nie wychodziło nikomu na dobre. Szukało się znaczeń tam, gdzie ich nie było. A kiedy miało się wrażenie, że los co chwilę krzyżuje komuś drogi z kimś, kto pragnie go powiesić dla ogólnego przykładu, to popełniało się błędy. A błędem było niecofnięcie się do tunelu. Przez to znalazł się miedzy ogniem, wściekłym szaleńcem, a swoją drogą ucieczki.
Dziwka nie zadowoliła swojego klient, lampa spadła na dywan, a on słuchał, jak do pokoju wchodzi madame Xiao-Xiao. Trwał pod łóżkiem, czekając na rozwój wydarzeń, jako cichy obserwator, który liczy, że nie zostanie w to wplątany.
Nie interesowało go, czego generał oczekiwał, ani dlaczego właścicielka burdelu, a raczej trans mężczyzna, nie przyprowadziła mu kogoś bardziej odpowiadającego na jego upodobania… jakiekolwiek one były. Musiał umknąć z tego pokoju pełnego czerwieni, perfum i wygodnych miejsc, na których można było uprawiać seks. Wszędzie przepych i erotyzm, który właśnie był trawiony przez ogień, począwszy od dywanu. Garrett aż za dobrze to widział ze swojej kryjówki.
— Co się tu dzieje, generale?! — rozbrzmiał oburzony głos madame Xiao-Xiao. Kolejny krzyk dziwki, którą szarpał mężczyzna, upewnił właściciela o tym, że nie musi czekać na odpowiedź. — Dość tego! Wynoś się z mojego domu! — rozkazał, a Garrett widział za ich nogami otwarte drzwi, za którymi już chciał się znaleźć.
Generał za to wydawał się, jakby nie widział ognia, który coraz bardziej ogarniał pokój. Wciąż szarpał dziwkę, aż właścicielka burdelu przystawiła mu ostrze do krocza.
— Dotknij jej jeszcze raz, a odetnę ci jaja. Nawet nie próbuj mnie sprawdzać.
W odpowiedzi na tę groźbę generał puścił dziwkę, a ta upadła na podłogę i… zobaczyła mężczyznę w czerni, skrytego pod łóżkiem. Garrett zaklął w duchu, a dziwka krzyknęła z przerażeniem. Jak mogła inaczej, kiedy ujrzała niemalże trupią twarz o wzmocnionych czarnym cieniem oczach? Ponadto postać była odziana w czarne ubrania, nosiła kaptur na głowie i łuk przytroczony do pleców. Garrett wyglądał niczym zjawa pełzająca pod meblem.
Krzyk dziwki zaalarmował Thadeusa Harlana. Garrett widział jego buty zbliżające się do łoża… aż w końcu mężczyzna szarpnął w górę mebel i przewalił go z dużą siłą. Złodziej z głuchym sapnięciem przeturlał się pod ścianę, by uniknąć przygniecenia, lecz i tak poczuł siłę drewna, która uderzyła w jego ciało zatrzymane na ścianie.
— Ty! — usłyszał, próbując się wydostać. Generał brzmiał zarówno na zaskoczonego, ale i też coś niepokojącego kryło się w jego głosie. — Plugawy szczur — wycedził. Po czym dodał prawie z rozkoszą na myśl, że będzie miał okazję to zrobić: — Zabiję cię.
Garrett, choć miał zaledwie metr sześćdziesiąt pięć i był raczej szczupły, miał jednak trudności z wydostaniem się zza łóżka. W tym czasie madame Xiao-Xiao zdążyła wybiec razem ze swoją prostytutką. Złodziej nie miał pojęcia, czy po wodę, by ugasić ogień, czy po to, by po prostu zejść im z drogi. Był skupiony na ucieczce. I jak zawsze mu się udawało… tak tym razem ten przeklęty, kulejący mężczyzna dopadł go pierwszy.
Nim zdążył wydostać się z pułapki, jaką stworzyło powalone na niego łóżko, mężczyzna znalazł się zbyt blisko. Pchnięty w jego stronę mebel nie spowolnił go, a wręcz zapewnił dodatkową broń. Cios, jaki Garrett otrzymał w kolejnej chwili, był mocny i skuteczny. Nie analizował, co pozbawiło go wizji, ale na pewno było to coś, co pozbawiło go również świadomości. Głucho upadł na podłogę w palącej się sypialni.

***

Pierwszymi bodźcami, jakie dotarły do niego po odzyskaniu przytomności, były dźwięki. Słyszał świst wiatru zza okna. Słyszał też specyficzny chód po pokoju, który od razu bardziej go otrzeźwił. Za bardzo znał ten chód. Nierówne kroki stawiane przez kulejącego mężczyznę. Kiedy przypomniały mu, co wydarzyło się przed utratą przytomności, od razu, nie zważając na ćmiący ból w czaszce, rozchylił powieki.
I w sumie było to wszystko, co w tej chwili mógł zrobić. Nie zajęło mu dłużnej niż sekundę, aby zauważyć, że jest przywiązany. W palcach czuł mrowienie wywołane kiepskim krążeniem krwi. Ledwo je czuł, uniesione w górę, z mocno zaciśniętymi więzami wokół nadgarstków.
— W końcu się ocknąłeś, szczurze. — Generał uśmiechnął się z zadowoleniem pod swoim wąsem. Patrzył na niego z wyższością, co nie było trudne, kiedy miało się przewagę i mówiło do siedzącego na ziemi, przywiązanego do stelaża łóżka jeńca.
Garrett szybko zauważył, że wciąż znajduje się w burdelu. Musiał to być inny pokój, bo dywan był nienaruszony, łóżko i inne meble także, a zapach dymu zniknął. Może byli w innym skrzydle, lub na innym piętrze. Spojrzał w stronę okna i spostrzegł, że wciąż było ciemno. Ciemno, cicho i wietrznie.
Nic nie odpowiedział, tylko poruszył nogami, by się unieść. Udało mu się nawet klęknąć i szarpnąć więzami.
— Nawet nie próbuj. Znam te twoje sztuczki. Nie uwolnisz się tak łatwo — zagroził mu Thief-Taker. Przechadzał się po emanującym czerwienią pokoju z zadowoleniem wypisanym na twarzy. Znów miał swoją kuszę i widać było, że czuje się bezpiecznie. Pewnie. — W końcu dałeś się załapać. I to w takim miejscu! — Zaśmiał się, rozkładając ręce, aby jeszcze lepiej zaprezentować burdelową sypialnię.
Dla Garretta było to miejsce jak każde inne. Przedzierał się już przez rynsztoki, twierdze, tunele, czy wille. Był niemal w każdym zakamarku Miasta. Jak szczur, który dobrze zna swoją okolicę.
— Nie dziwi mnie za to, że trafiłem tu na ciebie — odmruknął cicho, przy okazji spostrzegając, że rzeczywiście więzy na nadgarstkach były nie do naruszenia. — Żadna kobieta nie oddałaby ci się za darmo.
— I do tego pyskuje! — Generał parsknął, jakby ucieszony z obelgi. A że nic sobie z niej nie robił, było wręcz oczywistym. — Ale to nie wypada, złodzieju — dodał już poważniej, wycelował i strzelił.
Krótki bełt z kuszy bez przeszkód wbił się w udo więźnia. Ten krzyknął krótko i z klęczek upadł z powrotem na tyłek, bardziej zawisając na przywiązanych rękach. Zacisnął zęby i spojrzał na bełt. Tkwił w jego nodze, a on już widział, jak czarny materiał jego spodni z klamrami nasiąka krwią. Mięsień piekł go dotkliwie.
— To… zemsta za nogę? — wydyszał, oddychając ciężko przez nos. — Zanim mnie powiesisz, chcesz się zabawić?
Thadeus zamruczał nisko, pogładził swoje wąsy zawijające się na końcach i zdecydowanie gęstsze niż jego włosy.
— Hmmm… Powiedzmy — odparł z lekceważeniem dla bólu więźnia. Podszedł nawet do niego i pstryknął pióro strzały.
Garrett zmarszczył swój ostro zakończony nos. Nic nie powiedział. Wpatrywał się tylko w generała, a jego umysł pracował na przyspieszonych obrotach. Analizował każdy przedmiot znajdujący się w pokoju, którego mógłby użyć do ucieczki. Rozważał, którym wyjściem najłatwiej byłoby umknąć. Okno raczej odpadało, bo już widział, że Thadeus pozbawił go wszystkich jego narzędzi i broni. To musiały być drzwi, choć nie miał pojęcia, czy za nimi mężczyzna nie postawił straży. Zresztą, te mogły być zamknięte. Musiał upewnić się, czy tak jest i w razie czego, gdzie jest klucz lub jego narzędzia. Nie była to niby cela, ale przy uzbrojonym generale miał bardzo wąskie pole manewru.
— Boli? — Z rozmyślań wyrwał go głos mężczyzny który wciąż go obserwował, mając w końcu na swojej smyczy. — Bo mam nadzieję, że boli. Ale nie martwiłbym się na twoim miejscu o nogę. Bo wiesz co poza wieszaniem robi się ze złodziejami? Plugawymi szczurami jak ty? — pytał, rozkoszując się smakiem słów, które wypowiadał, kiedy szedł w stronę potężnego stołu po przeciwnej stronie pomieszczenia.
Na nim stało wiele świec, karafki ale też jego laska, pałka i skrzynia. Z niej właśnie generał wyjął sekator.
Jedno brązowe i jedno mechaniczne oko Garretta od razu tam spojrzało. Serce mocniej uderzyło mu w klatce piersiowej, kiedy zdał sobie sprawę, że znalazł się w naprawdę złej sytuacji. Nawet nie miał pojęcia, gdzie była księga, którą wydobył z biblioteki. Czy to wszystko było tego warte.
Nie czekając na pierwszy ruch generała, uniósł się na jednej nodze. Stęknął, gdy ból przeszył tę z wbitą strzałą. Nie zważając na dyskomfort, uklęknął i przekręcił się, by następnie pospiesznie zębami dobrać się do więzów.
Gryzł, ciągnął linę i słyszał coraz bliższe stuknięcia tej nieszczęsnej, kulawej nogi. Kiedy ucichły, wiedział, że Thadeus jest blisko. Mógł więc spodziewać się silnego pociągnięcia za kaptur, przez który po chwili już się dusił, wygięty do tyłu, naprężony między bólem w udzie, linami wiążącymi mu ręce, a dłonią która, odciągała go od nich.
— Szczur próbuje wygryźć sobie drogę ucieczki? — zadrwił, nadal dusząc go materiałem własnego kaptura i chusty na twarzy.
Garrett zacharczał. Dłoni już prawie nie czuł, a krew z rany w nodze ciekła mu w dół, coraz bardziej nasączając materiał spodni. Rozchylił szeroko usta, łaknąc powietrza.
Thadeus trzymał go jeszcze chwilę, najpewniej wyobrażając sobie, jak zawisa. Jak to gruby sznur dusi go i zabiera życie. Ale na to najwyraźniej musiał przyjść swój czas, bo jak chwycił go nagle, tak nagle go puścił.
— Odwróć się.
Z początku Garrett wciągnął gwałtownie powietrze do płuc i aż zrobiło mu się od tego ciemno przed oczami. Odwrócił się do generała, ale tylko dlatego, by być do niego przodem, a nie by spełnić jego rozkaz. Upadł na pośladki i zacisnął zęby, kiedy znów przebita noga odezwała się ostrym bólem. Nie zamierzał jednak jęczeć ku uciesze mężczyzny.
— Doczekam się w końcu odpowiedzi? — spytał generał, nadal ważąc w dłoni sekator. Jego zakrzywione ostrza wyglądały na ostre, tak samo jak ręka mężczyzny na na tyle silną, aby między nimi przeciąć wiele… rzeczy.
W tym momencie Garrett jedyną swoją nadzieję upatrywał w tym, że niespodziewanie ktoś zawoła po Thadeusa.
— Czego ode mnie chcesz? — zapytał, grając na czas i starając się ignorować ból w nodze.
Generał skrzywił się i sięgnął nad jego głową do związanej dłoni. Mimo protestów, trudno było zapanować nad zdrętwiałymi palcami, więc po chwili jeden z palców już znajdował się między ostrzami.
— Zadałem ci pytanie, szczurze — syknął.
Złodziej ani drgnął. Nie zamierzał go prowokować w tej sytuacji, mimo że gardził tym mężczyzną. Nie miał jednak pojęcia, o które z wyplutych przez niego pytań, mu chodziło. Zaryzykował więc:
— Złodziejom odcina się dłonie… Ale ja jestem tylko szczurem, prawda? — odpowiedział cicho, patrząc na niego wymownie. Kaptur już dawno spadł mu z głowy, a ciemne, długie włosy mocno się rozburzyły przez poprzednie szarpnięcie. Były jednak wciąż związane z tyłu.
— Bez dłoni pełzałbyś jak glizda, którą jesteś — odpowiedział Thadeus, uśmiechając się i patrząc mu w oczy, kiedy powoli, milimetr po milimetrze, zaciskał dłoń na rączce sekatora. Chciał zobaczyć strach, to było jasne.
Ale Garrett mu tego nie pokazał. Zacisnął tylko zęby i odpowiadał spojrzeniem, gotowy na ból, który miał nadejść. Wiedział, że nic, co powie, nie powstrzyma tego sadystycznego mężczyzny, chyba że ten sam o tym zdecyduje.
A ten najwidoczniej jeszcze bardziej chciał poczuć się panem, bo ostatni raz mocniej nacisnął na rączkę sekatora. Narzędzie nie było aż tak ostre, aby od razu przeciąć skórę, ale zaczęło ją boleśnie miażdżyć. Złodziej nie miał jednak wątpliwości, że z siłą, jaką posiadał generał, ten zmiażdżyłby też kość tym narzędziem.
— Jesteś glizdą, szczurze? Do czego byś się posunął, aby ocalić te swoje cenne, chciwe palce? Niby wszystko możesz ukraść, ale nie ukradniesz sobie nowych palców. — Zaśmiał się.
Garrett spojrzał na swoje dłonie. Szczupłe, zwinne palce, dzięki którym był tym, kim był. Nie zamierzał ich tracić.
— Czego ode mnie chcesz? — zapytał więc, chcąc wybadać, czego oczekiwał Thadeus poza jego śmiercią.
— Sam już powiedziałeś to, czego od ciebie chcę — odparł mężczyzna i odsunął narzędzie. Teraz przesunął zakrzywionymi ostrzami po twarzy złodzieja. Przez chwilę niebezpiecznie blisko jego mechanicznego oka. Czerpał wyraźną przyjemność z torturowania i dręczenia go.
— Chcesz pełnić swoje chore żądze. Ale tak jak tamta dama nie była w stanie spełnić tego, co chciałeś, tak ja tego nie zrobię. Nie licz na to — wycedził Garrett, co raz marszcząc nos.
Bełt w ciele doskwierał coraz mocniej, dlatego cios wierzchem dłoni w twarz nie był aż tak bolesny, jak mógłby być. Generał miał bardzo ciężką dłoń i na pewno każda dziwka, którą potraktował tak, jak w tej chwili króla złodziei, odczuwała to długo i dotkliwie.
— Dama! — Thadeus prychnął z niesmakiem do tego słowa. — One są takimi damami, jak twoje słowa mają znaczenie. Zrobisz, co ci każę. Czy tego chcesz, czy nie.
Garrett uniósł głowę i zmarszczył krótko nos, gdy pieczenie po uderzeniu ustępowało.
— Nie jestem jednym z twoich ludzi, którzy wypełniają twoje rozkazy ze strachu, a nie szacunku.
— Więc chcesz popracować nad tym, aby zacząć mnie szanować? Dobrze. Jeśli tak wolisz — odpowiedział mężczyzna z pewnością siebie. Nie robił sobie nic z protestów i oporu. Jakby słowa, które słyszał, tylko przelatywały przez jego uszy. — Wstań.
Garrett spojrzał na swoją nogę, a potem na mężczyznę. Ten nie kucał, ani nie klękał, lecz patrzył na niego z góry. I choć złodziej przyzwyczajony do takich sytuacji przez swój niski wzrost, tak nie podobało mu się, kiedy ten parszywy sadysta nad nim wisiał. Ten rozkaz więc uznał, że spełni… jeśli noga mu pozwoli.
Cicho sapnął, kiedy zaczął się unosić. Mięsień napiął się i tym samym poruszył bełtem. Garrett mimowolnie stęknął, lecz bardzo cicho, nie chcąc okazywać słabości. Aż wreszcie stał, przeniósłszy ciężar ciała na zdrową nogę.
Nie pasował do tego burdelu. Pomalowane czarnym cieniem oczy, wygolone boki głowy i długie, czarne, związane z tyłu włosy. Do tego skórzane ubrania, gorset z klamrami, wysokie buty i rękawiczki bez palców… Nie wyglądał na klienta House of Blossoms, w którym to gościła średnia i wyższa klasa. Nie przypominał też dziwki. Dziwiło go więc, dlaczego Thadeus nie zabrał go do celi.
O tym jednak miał się dowiedzieć później. Na razie bowiem sekator w ręku Thadeusa ponownie ruszył w obroty.
Materiał odzienia złodzieja nie stawiał aż takiego oporu jak palec. Łatwo przyszło rozerwanie go na jego ramieniu, pociągnięcie w dół, aż ostrze dotarło do granicy gorsetu. Sutek, który ukazał się spod strzępów czarnego materiału, szybko zaciekawił Generała na tyle, że postanowił go uszczypnąć samym zakończeniem narzędzia.
Spomiędzy warg złodzieja wydobyło się zaskoczone, ciche sapnięcie. Miał już jedną bliznę na twarzy, więc nie bał się ich w innych miejscach. Lecz nie był pewien, czy ma ochotę na bycie zabawką tego sadysty.
Poruszył rękami, które teraz, nie dość że uniesione, to jeszcze były niewygodnie wygięte. Miał je tuż za głową i nie mógł nawet kopnąć Thadeusa, bo nie utrzymałby się na jednej, rannej nodze.
— Co zrobiłeś, by móc tu zostać? — zapytał, chcąc odwrócić jego uwagę od swojego ciała. A przy okazji dowiedzieć się, czy stała się jakaś krzywda pracującym tu ludziom.
— Cokolwiek cię to interesuje, nie jest w moim interesie ci zdradzać — odpowiedział generał. Nie przeciął mu sutka, lecz kolejny kawałek materiału. Tym razem na jego drugim ramieniu. Pod pachą, aż do łokcia. — Tyle skóry, tyle klamer… — wydyszał do siebie niskim tonem, w którym czaiły się brudne myśli.
Ta barwa głosu zaalarmowała Garretta na tyle, że z lekkim niepokojem spojrzał na jego twarz. Ten czterdziestoletni członek straży w Mieście przyprawiał go o niesmak. Jego wąs, duży nos i sadystyczne zapędy. Gdyby nie stracił wtedy przytomności… i wciąż miał przy sobie którąś ze swoich broni… Ale teraz był skazany na jego łaskę.
Nic nie powiedział, tylko oddychał równo, panując na bólem w nodze i tylko obserwując to, co czynił z nim Thadeus Harlan. A ten wyglądał, jakby całkiem nieźle bawił się jego kosztem. Rozcinał mu ubranie, nie zrywając jednak z ciała żądnych skórzanych pasów czy klamer, które teraz drażniły gołą skórę. Ale to nie było zmartwienie generała. Tak samo strzała nie była, póki nie zaczęła mu przeszkadzać.
— Wyciągnąć? — spytał z zaciekawieniem, co usłyszy. Ból złodzieja wyraźnie sprawiał jemu samemu przyjemność.
Garrett spojrzał na swoje udo i zawahał się. Strzała nie była w miejscu, z którego miałby wielki krwotok, gdyby została wyciągnięta. Wolałby jednak, żeby Thadeus go opatrzył, choć nie liczył na to.
— Zwiążesz mi to czymś? — zapytał. — Mogę stracić przytomność, gdy tego nie zrobisz.
Mężczyzna podrapał się po brodzie z krzywą miną człowieka nieprzekonanego do cudzego pomysłu z założenia.
— No nie wiem. I tak mało mówisz. Jaka to będzie różnica?
Zbliżył się do niego jeszcze o krok. Jego twarz była aż niebezpiecznie blisko Garretta. Oddychał ciężko, że ten czuł wydychane powietrze na swojej skórze. Poczuł też, że generał znowu chwycił strzałę i poruszał nią, nie spuszczając wzroku z twarzy złodzieja. Ten zmarszczył się w bolesnym grymasie i zacisnął powieki.
— Mhhg… Przestań… — wycedził przez zęby.
— „Proszę”? — zasugerował Thadeus przymilnym głosem, nie przestając.
Garrett znów charknął z bólu i przekręcił głowę mocno, by następnie wbić zęby w swoje ramię. Pomogło, choć niewiele, szczególnie że generał wciąż wiercił w nim ostrzem. Wreszcie więc wydyszał:
— Przestań, proszę.
Ból w udzie zelżał, bo generał przestał ruszać bełtem. W nagrodę nawet poklepał go po policzku zakrwawioną dłonią. Krew musiała ciec po trzonku strzały.
— Spędzisz ze mną więcej czasu i nauczymy cię dobrych manier — pochwalił go i… sięgnął sekatorem do jego uda. Zaczepił ostrzem o materiał, aby go przedrzeć i zobaczyć, jak strzała wbija się w skórę. Zamruczał przy tym nisko z przyjemnością.
Tymczasem jego jeniec oddychał ciężko, bardziej wisząc na rękach, niż stojąc na nogach. Także popatrzył w dół i skrzywił się. Musiał się jak najszybciej uwolnić, bo im dłużej spędzał czas w jednym pomieszczeniu z tym sadystą, tym bardziej wyjdzie stąd uszkodzony.
Kiedy generał pozbawił go zbędnego materiału z uda, zostawił go tylko w butach i części zasłaniającej krocze złodzieja. Klamry po niezbędniku, który ten nosił na prawym udzie, tym razem też przeciął. A samej strzały… nie wyjął. Uciął ją tuż przy skórze.
— Teraz nie będzie już przeszkadzać — pochwalił się swojej ofierze tym, co uczynił.
Znowu sięgnął do krwi na jego norze i przesunął palcem po bladych od wysiłku, bólu i utraty krwi wargach Garretta. A ten od razu to wykorzystał, wychylił błyskawicznie głowę i boleśnie, do krwi ugryzł dłoń generała.
Poza krzykiem bólu i satysfakcją nie zyskał jednak wiele. Generał syknął, przycisnął dłoń do siebie, aby zaraz drugą strzelić go znów w twarz.
— Zadziorna bestyjka. Tak chcesz się bawić?! — spytał, dysząc i odsuwając się dwa kroki, aby obejrzeć ugryzienie.
Zęby weszły głęboko, a palec wskazujący mocno krwawił. Garrett tymczasem oblizywał wargi z krwi, oddychając ciężko. Po tym wierceniu w nodze bełt jeszcze bardziej doskwierał.
— Wyciągnij strzałę…
— Po tym jak mnie ugryzłeś? — Harlan prychnął z rozbawieniem. — Czemu miałbym cokolwiek dla ciebie robić po takim zachowaniu? Szczurze — dodał z obelgą i wrócił do stołu, aby opatrzyć dłoń.
Nie było mowy, żeby teraz posłuchał prośby. Garrett to wiedział i zupełnie mu się to nie podobało. Ale nie zamierzał czekać bezczynnie. Kiedy generał był odwrócony do stołu, znów wykręcił głowę i pociągnął zębami za więzy. Nie zamierzał być tu ani chwili dłużej. Skoro Thadeus pozbawił go prawie całego odzienia, to zapewne chciał zabawić się w mistrza tortur.
Męczył się chwilę z grubymi linami, które nie chciały ustąpić, aż poczuł, że znowu jest obserwowany. Że generał już skończył ze swoją dłonią i teraz przyglądał się mu, jak się szarpie i próbuje wygryźć sobie drogę ucieczki.
— Chcesz, aby wyjąć ci tę strzałę? — spytał z prześmiewczą troską.
Złodziej popatrzył na niego szybko, czując, że szczególnie nie poluzował więzów. Były cholernie mocno zaciśnięte. Thadeus wiedział, co robi.
— Nie miałbym nic przeciwko — mruknął, cały czas stojąc na jednej, zdrowej nodze. Drugą trzymał lekko zgiętą i odchyloną na bok.
— A czego cię uczyłem? — Generał westchnął i pokręcił głową, sięgając po kolejną rzecz ze swojej skrzyni. Był to następny sznur. Cieńszy niż ten, którym Garrett miał związane ręce, ale długi.
Widok sznura od razu wzmógł czujność u złodzieja. Rozum mówił mu, że Theodor jeszcze nie zamierzał go wieszać. Zapewne chciał się zabawić. Ale już przecież był skrępowany, więc nie wiedział, po co mu kolejny sznur.
— Dobrych manier uczy się na salonach, a nie w burdelu — odpowiedział, odruchowo wciskając się plecami na stelaż łóżka.
Generał znowu wymownie rozłożył ręce, prezentując mu tym samym to wytworne pomieszczenie.
— Dla takiego szczura jak ty to już są salony. W gorszych norach sypiasz, więc to powinno być dla ciebie jak królestwo — drwił z niego, zbliżając się i charakterystycznie postukując swoją sztywną nogą. — Więc?
Garrett popatrzył na swoje udo, zastanawiając się, czy cena jest odpowiednia. Noga piekła i skupiała jego uwagę. Zamiast myśleć o ucieczce, myślał o ostrzu, które przy każdym drgnięciu nogi wywoływały pieczenie.
— Wyciągnij ją. Proszę — mruknął cicho.
Generał Thief-Taker uśmiechnął się z dumą dla samego siebie.
— Właśnie — posmakował to słowo. — Już ja ci pokażę, jak powinieneś się zachowywać — znów podzielił się z nim swoimi przemyśleniami i uważając, czy więzień nie robi czegoś podejrzanego, sięgnął do jego uda. Przełożył mu między nogami linkę i zawiązał ją ciasno, mocno, powyżej wbitej strzały. Linki jednak zostało poza tym bardzo dużo. — Unieś stopę albo cię zmuszę, żebyś ją uniósł.
Złodziej ściągnął brwi i obrzucił go nienawistnym spojrzeniem. Coraz bardziej nie cierpiał sytuacji, w której się znajdował. Spełnianie rozkazów tego sadysty bolało go bardziej niż postrzelone udo.
Sapnął, kiedy musiał napiąć mięśnie i unieść nogę. Ostrze poruszyło się, ale pozostał cicho, nie jęknął i tylko się krzywił, trzymając stopę wyżej.
Od razu poczuł, jak zostaje pod nią, na kostce, zarzucony sznur. Generał pociągnął nim, unosząc mu piętę prawie do pośladka. Kilka razy zawiązał linkę wokół kostki, jeszcze raz uda i w końcu puścił. Zostawił złodzieja ze związaną nogą, której ten już nie mógł wyprostować.
— Teraz druga.
Złodziej od razu popatrzył na niego jak na szaleńca. Ściągnął brwi i szarpnął więzami, które miał na rękach. Rękach przywiązanych do stelaża w łóżku. Gdyby teraz podciągnął do góry nogę, to zwyczajnie by na nich zawisnął.
— Jak…? Nie widzisz, że na niej stoję? — wycedził, nie wspominając już o rannej nodze, z której przecież generał miał wyciągnąć strzałę. A zamiast tego po prostu unieruchomił go.
Thadeus przechylił się do niego i poklepał go po policzku jak niegrzeczne dziecko.
— Nie grzeszysz nie tylko manierami, ale też rozumem — obraził go i pchnął mocno w klatkę piersiową.
Stojący na jednej nodze więzień nie miał szans, aby się nie przewrócić plecami na posłanie. Stęknął głośniej, niż by chciał. Dotąd stał przy wezgłowiu łóżka, z rękami przywiązanymi nad głowę do wysokiej kolumienki. Teraz, gdy został pchnięty, ciało poleciało do tyłu, lecz więzy szarpnęły nim na tyle, że walnął głową o wezgłowie zamiast o pościel, poczuł szarpanie w barkach, a tyłkiem i nogami wylądował na miękkim, zasłanym na czerwono materacu.
Nim otrząsnął się po uderzeniu, kiedy jego głowa spotkała się z drewnem, zdał sobie sprawę, że ma już więzy na drugiej kostce. Ta jednak nie została przywiązana do jego uda. Generał pociągnął za nią i koniec linki przywiązał do słupka na końcu łóżka, u jego lewej strony. Teraz złodziej był… dziwnie rozkraczony przed Thadeusem.
— A teraz strzała — ten mruknął do siebie, kiedy już dobrze przywiązał jego nogę.
Garrett nic nie powiedział, tylko oddychał nierówno, patrząc na jego poczynania. Teraz bełt był kluczowy. Ale przy tym nasłuchiwał, czy może ktoś wreszcie zawoła generała. Lecz jedyne, co słyszał to… jęki. Prostytutki pieprzyły się właśnie w innych pokojach z klientami, kiedy Thadeus Harlan bawił się w naukę wiązania.
— Nie rób niczego, co mi się nie spodoba — ostrzegł go Thadeus, kiedy sięgnął w górę do lin wiążących dłonie złodzieja i unieruchamiających je w górze.
Garrett patrzył na nie czujnie, choć wiedział, że i Thief-Taker był uważny. Nieustannie go kontrolował, nawet kiedy odwiązał mu ręce od łóżka. Złodziej wiedział, że nie zdoła uciec, ale na pewno zdąży wyciągnąć ten przeklęty bełt. Wyrwał więc ręce, potem sięgnął do pocisku i złapawszy za ułamany kawałek drewna, szarpnął go mocno. Krzyknął krótko i zacisnął palce na nodze, która od razu zaczęła krwawić.
Długo jednak nie utrzymał ani ułamanej strzały, ani swojego uda, bo dostał kolejny tej nocy strzał z wierzchu dłoni w twarz. Był mocny i nie dziwił się, że dziwka, której taki sprezentował, upadła i go zobaczyła. Sam przewalił się na plecy na łóżko. A w kolejnej sekundzie na szyi zacisnęły mu się silne palce. Tak samo jak na udzie. To jednak nie był uścisk, który miał zatrzymać krwawienie, a sprawić ból, bo w ranę generał na siłę wepchnął swój kciuk.
— Mówiłem ci, szczurze, że masz się zachowywać?! — wysyczał, pochylając się nad nim i dusząc go.
Krzyk bardzo chciał wydobyć się z krtani złodzieja, lecz duszące go dłonie powstrzymały go. Ból zdominował nad całym jego ciałem, a przed oczami zrobiło się ciemno. Resztkami świadomości przypomniał sobie, że przecież miał w rękach strzałę… Musiała być gdzieś na łóżku. Na ślepo zaczął jej szukać, kiedy Thadeus wyduszał z niego życie.
Gdy poczuł metal, był już na skraju. Zacisnął na nim palce bardzo słabo. Ale miał wreszcie ostrze. Miał broń.
Ledwie widząc przez mroczki wściekłą twarz generała, zamachnął się i… i bełt wypadł mu spomiędzy słabych, nic nie czujących palców, zaś on kolejny raz tej nocy stracił przytomność.

***

Nie miał pojęcia, ile czasu był nieprzytomny. Nie mogło być to jednak długo, bo kiedy znowu otworzył oczy, za oknem nadal było ciemno. Wciąż też był na tym samym łóżku co wcześniej i jedyne, co się zmieniło, to że ręce miał związane za plecami. Gniotły go teraz w plecy, bo leżał na nich w tej dziwnej pozycji z jedną nogą związaną jak u narowistego konia, a drugą, wyciągniętą i przywiązaną do skraju łóżka. A sam miał… jeszcze mniejszą ilością ubrań na sobie. Zresztą generał właśnie był w trakcie pozbywania się tych, które najbardziej go interesowały. Znowu z sekatorem w dłoniach. Przecinał grube pasy przy jego pachwinach, aby następnie obnażyć mu krocze.
Garrett od razu tam spojrzał. Przez to, co teraz działo się z jego kroczem, nawet nie zauważył, że rana na jego udzie została przewiązana jakąś czystą szmatą. Materiał nasiąknął krwią, lecz chronił jego ranę. Ale to nie interesowało teraz złodzieja, który po krótkiej chwili został tylko w… gorsecie. Jego penis był odsłonięty.
— Co ty robisz…? — wymamrotał niewyraźnie, dopiero dochodząc do siebie.
— A na co ci to wygląda, szczurze? Przysposabiam cię do twojej nowej roli — odpowiedział mu generał i trącił sekatorem jego miękkiego penisa z miną wyrażającą obrzydzenie. — Jaki mały.
Złodziej od razu się cofnął, po czym przekręcił się na bok i spróbował odczołgać się od niego na drugi koniec łóżka. Przesuwał się po pościeli, trąc o nią penisem, torsem, nogami i twarzą. W jednej chwili pojął, co Harlanowi może chodzić po głowie i naprawdę… pragnął znów znaleźć się w tunelu.
Był związany. Ręce na plecach, ranna noga niczym kikut, a nawet ta, którą miał wyprostowaną, była blisko generała.
— Gdzie uciekasz, szczurze? — spytał Thadeus z rozbawieniem i sięgnął do niego. Złapał go za jedną z licznych klamer na jego gorsecie i bez problemu przyciągnął do siebie jego szczupłe, zwinne ciało. — Zobacz, jak pięknie zająłem się twoją nogą. Powinieneś podziękować.
Wzrost i waga, które zawsze były atrybutem złodzieja, teraz okazywały się wadą, bo generał bardzo łatwo mógł go przemieszczać. Garrett więc znów leżał tuż obok niego, nieważne, że na boku i tyłem do generała.
— Nie dotykaj mnie — wycedził, oddychając ciężko na pościel.
Thadeus jednak niewiele robił sobie z jego protestów. Patrzył łakomie na jego szczupłe ciało, na którym widać było nie tylko stare, ale i nowe siniaki. Chociażby wywołane jego ciosami. Na szyi również pojawiała się czerwona bruzda od duszenia. Policzek i szczęka były zarumienione od ciosów, a skóra w miejscach więzów czerwona.
— Jeszcze zmienisz zdanie — osądził i przesunął zakrzywionym ostrzem sekatora od kolana lewej nogi złodzieja aż do jego pachwiny. Miał do niej dostęp dzięki pociągnięciu bez pardonu drugiej nogi na bok.
Garrett więc znów wylądował na plecach i teraz patrzył prosto na odrzucają go twarz starszego mężczyzny.
— Już nawet pieniądze nie wystarczają ci do tego, co? — rzucił drwiąco, choć nie powinien w swojej aktualnej sytuacji. — Musisz brać siłą?
— Ty wszystko bierzesz bez pozwolenia. Pokażę ci więc, jak to jest. Co ty na to? — Generał znowu uśmiechnął się pewnie i nieprzyjemnie. Wąs i niedbały zarost na brodzie dodawał mu wieku.
Złodziej jedynie się skrzywił, choć nawet to było nieprzyjemne po tych kilku ciosach w twarz. Czuł ból w szczęce.
Nie mogąc zrobić teraz kompletnie nic, opadł głową na pościel i wpatrzył się w sufit z wytwornym żyrandolem. Wszystko było takie dziwkarskie i eleganckie zarazem, a on leżał na tym wielkim łożu na łasce perwersyjnego sadysty. Sadysty, który znowu trącił jego penisa i zaśmiał się.
— Niedługo nie będziesz go potrzebował — zawyrokował i odsunął się, aby odłożyć sekator.
Ponownie zabrał coś ze stołu. Z tej skrzyni, w której mogło być dosłownie wszystko, biorąc pod uwagę miejsce, w którym się znajdowali i sadystyczne upodobania Harlana. Wszystko, czego Garrett nie chciał widzieć. A mimo to patrzył w kierunku mężczyzny, by wiedzieć, co go czekało.
Wcale nie spodobało mu się, kiedy zobaczył kolejny sznurek, ani to, że generał wsunął za pas pałkę, której złodziej używał jako broni. Zabrał też pewną malutką szkatułkę i buteleczkę, ale złodziej mógł się tylko domyślać, czym ona jest. Z tym wszystkim podszedł do niego. I pierwsze co zrobił, to chwycił jego wiotkiego penisa całą dłonią. Nie wystawała nawet główka. Ścisnął go.
Garrett syknął i szarpnął wyprostowaną nogą, chcąc się uwolnić. Utrata palców a utrata penisa to dwie różne rzeczy. Tym bardziej, że nie wiedział, co Thadeus chciał zrobić przed tym.
Oddychał ciężko przez nos, w żaden inny sposób poza skrzywieniem nie okazując bólu. Generał przyglądał mu się chwilę, aż w końcu wolną dłonią, pomagając sobie zębami, rozwiązał przyniesiony sznurek. Miał dla niego zastosowanie. Znowu zamierzał wiązać, tym razem penisa i jądra złodzieja. Trzymając go nadal za członek, przełożył sznurek pod jego jądrami i pociągnął je w górę. Zawiązał go mocno nad członkiem.
Kiedy sznurek się zacisnął, Garrett znów syknął. Po tym szarpnął biodrami, wyrywając członek z ręki Thief-Takera.
— Nie dotykaj mnie!
— Myślisz, że coś ci to da? — spytał Thadeus i znowu chwycił go za gorset, aby przyciągnąć bliżej do siebie, na skraj łóżka.
Złodziej leżał na plecach z jedną nogą odchyloną na bok przez więzy przyczepiające ją do łóżka, a drugą musiał rozchylić przez ciężar mężczyzny, który oparł się o wnętrze jego kolana.
Im bliżej był Thadeus, tym bardziej Garrett żałował swojej eskapady. Zawsze był w cieniu, niewidoczny, chodzący swoimi ścieżkami. A teraz leżał rozkraczony na łożu w burdelu, dotykany przez jednego z najbardziej obrzydliwych ludzi, jakich znał. Jeżeli generał zamierzał zrobić z niego swoją dziwkę, to musiał szybko coś wymyślić, by uciec.
Na razie nie zapowiadało na to się. Wręcz przeciwnie. Znajdował się w coraz większym potrzasku, bo ten kulawy generał, postrach wielu przestępców w Mieście, właśnie sunął palcami po jego klatce piersiowej, dotykając jej z niepokojącą fascynacją wypisaną na twarzy. Zupełnie jakby poza tym, że chciał dotknąć jego skóry, chciał też sprawdzić, jak wiele ta wytrzyma. Jak szybko jego sutki stwardnieją, czy długo będą krwawić, jeśli przebije je igłą albo jak będzie pachnieć skóra, kiedy zacznie ją przypalać.
Garrett nie miał pojęcia, co kotłuje się w głowie tego sadysty, ale wolałby, żeby tam zostało. Czując dłoń sunącą mu po nagiej piersi, skrzywił się z obrzydzeniem i odwrócił twarz bardziej w stronę poduszki. Jego ostry nos marszczył się, a pomalowane powieki zamknęły się.
— Co? Nie chcesz widzieć, co ci zrobię? Wstydzisz się? — spytał Thadeus.
Garrett, nadal mający zamknięte oczy, poczuł coś śliskiego i gorącego przesuwającego się po jego sutku. Drgnął i zacisnął dłonie w pięści pod swoimi plecami.
Było mu niedobrze, choć mrowienie na sutku mogłoby być przyjemną pieszczotą. Ale na pewno nie w takich okolicznościach. Gdy po pierwszym liźnięciu pojawiło się kolejne, już mocniej się szarpnął, choć oczu nie otworzył. Bardziej je zacisnął. To nie uchroniło go przed kolejnymi liźnięciami. Generał wydawał się smakować go przed ucztą, wiedząc, że na razie nie może ugryźć.
— Mmm… Masz delikatną skórę jak na takiego parszywego szczura — zauważył, a ponownie Garrett poczuł jego dłoń na penisie. Znów okręcał się wokół niego sznurek.
Tym razem już otworzył oczy, choć mogło to być błędem. Bo zobaczył Thadeusa znacznie bliżej, niż by chciał. Poczuł się… bezbronny. A był silnym i sprawnym mężczyzną z krwi i kości, a teraz całkowicie skazany na łaskę drugiego mężczyzny. Jak dziwka czy dziecko. Robiło mu się od tego niedobrze.
— Jeśli szukasz delikatnej skóry, znalazłaby się delikatniejsza niż moja — wydusił cicho.
— A ty? Ty czego szukasz? — odpowiedział generał i trochę się wyprostował, żeby już obiema dłońmi zawiązać mu penisa i jądra.
Mocno ścisnął genitalia u samej nasady, naciągnął przez kilka pętli mosznę, aż skóra na niej była satynowa. Penisa okręcił boleśnie, a na koniec, pod żołędzią, zrobił pętlę. Resztę sznurka przywiązał do jednej z klamer na gorsecie złodzieja. Ciasno.
— Jeśli będziesz się szarpał, to urwiesz se kutasa.
Garrett tylko zacisnął zęby i wyjrzał w stronę dużego okna. Miał wrażenie, że niebo było jaśniejsze. Thadeus musiał zabawiać się z nim już całkiem długo. Lecz nie liczył na to, że madame Xiao-Xiao wparuje tu, by nie zajmowali już pokoju. Jakkolwiek Harlan nie przekonał jej do użyczenia tego pokoju, to było to cenniejsze niż Szczurzy Król, który w końcu wpadł w oczekujące tego łapy Thadeusa Harlana. I ten najwyraźniej nie zamierzał oddać go łatwo w objęcia śmierci. Nawet jeśli to szubienica i śmierć były czymś, co obiecywał mu przy każdym spotkaniu.
— Popatrz, co tu mam dla ciebie — generał spróbował zwrócić uwagę Garretta fiolką, którą trzymał w dłoni.
Złodziej popatrzył na nią i ściągnął brwi pytająco.
— Trucizna?
Thadeus prychnął z politowaniem.
— Jeszcze nie. Zresztą, masz zawisnąć dla przykładu, szczurku. Nie myśl, że ot tak cię otruję. To byłoby za łatwe — zapewnił i odkorkował zębami fioleczkę. Płyn, który wylał z niej wprost na krocze i uda Garretta, był zimny i… gęsty.
Skrępowany mężczyzna zadrżał wyraźnie i zagryzł wargę, czując, jak płyn rozlewa się po jego ściśniętych jądrach, pachwinach, aż spływa niżej, do jego rowka. Od razu zacisnął pośladki.
— Zrób mi to, co zamierzasz, a przekonasz się, że złodziej potrafi krwawo zemścić się za upodlenie — wycedził.
— Tylko głupcy jak ty obawiają się duchów — odpowiedział generał i ponownie oparł się o jego związaną oraz zabandażowaną nogę.
Prawą ręką sięgnął do pudełka, które zabrał wcześniej ze skrzyni. Wyciągnął z niego brzytwę oraz chusteczkę. Tę drugą z manierą rozłożył na nagim, odsłoniętym lewym udzie złodzieja.
Garrett najpierw przełknął ślinę z trudem, by następnie przekręcić głowę i znów zagryźć zęby na swoim ramieniu. Zacisnął przy tym mocno powieki, przygotowując się na bolesną utratę swojej męskości.
I czekał. Sekundy mijały jak godziny… a on, kiedy poczuł ostrze na skórze, nie poczuł przy tym bólu. To gładko przesunęło się po jego podbrzuszu, aż do związanego penisa, lecz nie zacięło skóry. Ani całego narządu. Generał po prostu… golił go. Ścinał wszystkie włoski, jakie ten tylko miał w okolicach krocza, po czym wycierał ostrze o chusteczkę na jego udzie. Co chwilę też z niskim westchnieniem gładził gładką skórę.
Aż po chwili przyswajania, że nie straci genitaliów, Garrett odsunął zęby od skóry i spojrzał w dół. Widział, jak jego krocze zostaje pozbawione owłosienia, jak skóra robi się gładka i na pewno miękka w dotyku.
Nie powinien, ale… cicho odetchnął z ulgą.
— Teraz dopiero będziesz gładziutki. — Generał rozkoszował się tym, co zdziałał. Tym bardziej, że wygolił go ostrożnie, pewną dłonią, nawet między pośladkami, do których w tej pozycji miał raczej kiepski dostęp. I też pierwszy raz dotknął tam jego zwieracza. A złodziej znowu miał wrażenie, że wymamrotał coś o tym, jaki ten jest malutki.
Zacisnął pośladki i spróbował odsunąć się na pościeli. Lecz gdy tylko odczołgał się kawałek, napiął linkę na przywiązanej do łóżka nogi, która momentalnie zatrzymała go na łóżku.
— Ani się waż! — wycedził.
— Czego mam się nie ważyć?
Garrett oblizał swoje blade wargi i wykrzywił je z grymasem. Słowa trudno przechodziły mu przez gardło.
— Pieprzyć mnie.
A kiedy tylko powiedział to krótkie zdanie, zobaczył, jak jego oprawca uśmiecha się. Uśmiecha się tak, że Garrett wiedział, iż ten zdecydowanie właśnie to planuje zrobić.
Ten uśmiech wzbudził w nim bardzo wiele negatywnych emocji, które nie pozwalały mu trzeźwo myśleć. Bycie torturowanym to jedno, lecz bycie wziętym przez kogoś pokroju Thadeusa Harlana mieściło się w granicach ogólnie pojmowanego przez Garretta koszmaru.
Z całej siły zaczął naciągać więzy na rękach, żeby przynajmniej wybić sobie kciuki i uwolnić je. Zrobić cokolwiek, by się uwolnić, chociażby miał wypełznąć z tego pokoju bez palców.
Czuł, jak przy gwałtowniejszych ruchach jego penis jest naciągany. Czuł to szczególnie u podstawy moszny, ale nie chciał stać się jego zabawką. A było tego coraz bliżej. Półnagi, ogolony jak jakieś dziecko i teraz bezczelnie obmacywany pomiędzy pośladkami. Bo Thadeus nic sobie nie robił z jego sprzeciwów i wiercenia się. Nadal trzymał go za prawe kolano, za więzy na nodze oraz gładził to w górę to w dół jego rowek.
— Pomyśl o tym. Zabierasz to, co nie należy do ciebie. Nic nie dajesz w zamian. A właśnie teraz masz szansę spłacić swój dług. Później może madam Xiao-Xiao nawet znajdzie dla ciebie tu jakieś miejsce. Masz w końcu takie… — wziął głęboki oddech, który wywoływał zimne poty u tych, którzy go słyszeli — szczupłe ciało. Niemal jak kobieta… jak młody chłopiec.
Garrett zaklął, czując się dotknięty. Jego ciało było sprawne i sprężyste. Rysy twarzy też były męskie. Miał nawet lekki zarost. Porównywanie do kobiety czy dziecka bolało jego dumę prawie tak jak bycie dotykanym między pośladkami przez innego mężczyznę.
— Wolałbym zawisnąć — wycedził, ściskając swoimi połówkami palce mężczyzny. Mocno.
— Doczekasz się tego. Na razie może zawisnąć twój kutas — odparł generał, po czym pociągnął za sznurek między jego gorsetem a związanym kutasem.
Złodziej od razu podparł się stopą o pościel i wyciągnął w górę biodra, próbując zmniejszyć napięcie. Zabolało, ale nie jęknął. Nie mógł dać generałowi tej satysfakcji. Ten nie wydawał się z tego zadowolony. Ciągnął więc, aż złodziej nie był w stanie bardziej uciekać biodrami od bólu. W końcu więc z zagryzionymi zębami syknął. To ułagodziło albo usatysfakcjonowało Thadeusa na tyle, że puścił sznurek.
Mężczyzna opadł znów na pościel i odetchnął głośno. Jego skóra zrobiła się wilgotna, a ciało gorące z wysiłku i szybkiego bicia serca. Zapomniał o bólu w nodze. Wiedział, że to nie koniec, więc spojrzał przez zmrużone powieki na górującego nad nim mężczyznę.
Szeroka szczęka, wymuskany wąs i oczy, które badały jego reakcje jak ciekawe znalezisko. Do tego znowu się nad nim pochylał. Ponownie dotykał go po boku, po biodrze, po wnętrzu uda, żeby ostatecznie, nie spuszczając z niego spojrzenia, zabrać trochę tej dziwnej substancji, którą wylał do ogolenia go oraz rozetrzeć na zwieraczu.
— Zaraz okaże się, jak brudnym szczurem jesteś.
Od razu poczuł, jak Garrett próbuje schować tyłek w pościeli i jak pośladki znów się zaciskają. Ale to musiało mu się bardzo podobać, bo dzięki temu dziurka wydawała się jeszcze mniejsza. Jeszcze ciaśniejsza. I jakby wystraszona.
— Malutka jak chłopaczka. I taka gładka… — Thadeus znowu zamruczał do siebie, z przyjemnością wsuwając w niego palec. Na siłę.
Garrett tym razem stęknął i poruszył stopą po pościeli. Zacisnął powieki, wiercąc się i marszcząc nos. Penis znów go zabolał, bo mocniej się poruszył, ale to, co działo się na dole jego ciała, było gorsze. Nie chciał widzieć wzroku Harlana, kiedy ten mu to robił. Wystarczyło, że wiedział, jak ten oddycha ciężej, jak coraz bardziej zaczyna się tym podniecać, jak podoba mu się to, co robi swojemu więźniowi. Gmerał w jego tyłku, wpychając mu się na siłę w dupę, aby poczuć ciepło jego wnętrza. To paniczne zaciskanie. Strach na własnych palcach.
— Ależ będziesz ściskać. Ale to jeszcze nie teraz. Nie skończyłem z tobą. Musisz jeszcze trochę poczekać, nim poczujesz, co straciła ta dziwka.
— Twojego zgrzybiałego kutasa? — wydyszał Garrett, próbując szarpnąć ranną nogę i zakryć się nią.
— Jeszcze będziesz o niego błagał, nim zawiśniesz — zagroził Thadeus z taką pewnością w głosie, że strach było się bać, ile czasu zamierzał spędzić na doprowadzeniu go do tego stanu. Bo Garrett nie wyobrażał sobie żadnego scenariusza, kiedy będzie błagał o kutasa tego mężczyzny.
Nie było szans, żeby sprawił mu przyjemność. Lecz najwyraźniej generał był zaślepiony i zapatrzony w siebie. Nie było sensu się z nim spierać, tym bardziej, że dla Garretta było to poniżej godności, gdy miał jego palec w dupie.
Spróbował go z siebie wypchnąć, co na pewno Thadeus bardzo dobrze poczuł. I chyba spodobało mu się to w jakimś stopniu, bo zaśmiał się i przestał napierać nim dalej. Czekał, aż złodziej sam się z nim upora. A kiedy już tylko opuszek był w środku, starszy mężczyzna zabrał dłoń. Uniósł ją z triumfem i obejrzał.
Złodziej od razu wykorzystał wolność i znów ścisnął pośladki oraz trochę się odsunął. Przez to jego noga była napięta, ale miał wrażenie, że jest o te kilka centymetrów dalej od generała.
— Jednak jesteś brudnym szczurem — podsumował generał, oglądając dłoń, którą zabawiał się z dupą swojego więźnia. Pochylił się zaraz nad nim i złapał nią jego twarz. Potrząsnął nią na boki. — Ale coś i na to poradzimy.
Garrett skrzywił się ze złością, po czym szarpnął się mocno do góry, by wykorzystać jego pochylenie się i ugryźć go w twarz. Niestety, Thadeus musiał się już tego spodziewać, bo szybko się cofnął, a zęby złodzieja ugryzły jedynie powietrze.
Warknął i opadł z wysiłkiem na plecy. Od razu poczuł, jak gorset mocniej naciąga jego penisa. Nienawidził tego zabezpieczenia, jakie zafundował mu ten sadysta. Było równie irytujące jak zdrętwiałe ręce, a przy tym bardziej bolesne.
— Zachowuj się. Jeszcze zawiśniesz jako ułożona dziwka, szczurku — zakpił z niego Harlan, po czym wyprostował się.
Kulejąc, udał się do drzwi. Potrzebował więcej przedmiotów niż te, które miał w pokoju. Szczególnie do przedsięwzięcia, które właśnie przyszło mu do głowy.
Garrett od razu spojrzał za nim z napięciem. To była jego jedyna okazja.
Czekał, z nadzieją, że generał się nie wróci… Aż ten wyszedł. Złodziej od razu podniósł się do pozycji siedzącej i podsunął się aż do skraju łóżka. Gdy nie było drugiego mężczyzny, pozwolił sobie głośniej jęknąć, kiedy członek go zabolał. Musiał jednak zignorować ten ból, by móc dobrać się zębami do więzów na kostce. Ciemne włosy opadły mu z pleców do przodu, kiedy mocno się pochylał i szarpał zębami. I… czuł, że linka powoli ustępuje. To pobudziło go do jeszcze większego wysiłku i determinacji, z którą pozbywał się więzów i powoli uwalniał nogę. Nie miał pojęcia, ile miał czasu, ale musiał przynajmniej doczołgać się do jednego z leżących na stole narzędzi i uwolnić drugą nogę. Potrzebował tylko tyle, by wydostać się z tego dziwkarskiego więzienia.
Nadal ze związanymi na plecach rękoma spadł z posłania na podłogę. Nogę, którą uwolnił, miał zesztywniałą i cały czas czuł w niej ciarki.
Rozejrzał się i dostrzegł skrzynię z narzędziami na stole. Z głuchym sapnięciem uniósł się do klęczek. Nie miał jak inaczej pokonać ten kawałek podłogi niż na kolanach. Nie mógł przecież wyprostować drugiej nogi.
Miał wrażenie, że do stołu dotarł po bardzo długim czasie. Za każdym razem, gdy stawał na kolanie rannej nogi, ból w miejscu wbicia bełtu mocno mu dokuczał. Na szczęście udało mu się dostać do stołu i wychylić głowę. Zębami złapał za jakiś nożyk, po czym upadł z nim na plecy, bo nie starczyło mu sił, by się utrzymać.
Kiedy już niemalże czuł powiew wolności… znowu usłyszał charakterystyczny chód Thadeusa. Krok, stuknięcie, krok, stuknięcie… Coś niósł. Coś ciężkiego.
Garrett rozejrzał się pospiesznie po tym dużym pokoju. Wielkie łoże na środku, dwie komody, duża szafa i dwa parawany. Było też wyjście na balkonik, ale na pewno nie zdążyłby się tam dostać.
Licząc na to, że Harlan zacznie go szukać pod łóżkiem lub w szafie, doczołgał się do parawanu, ściskając w zębach nożyk. Upadł na plecy za drewnianą konstrukcją, dalszą od łóżka, która mogła zmylić Thief-Takera. Jęknął przy tym nisko, kiedy naciągnął sobie penisa. Już czuł obtarcia tuż pod moszną. Ale nie marnując ani sekundy, pochylił głowę do związanej nogi i zaczął ciąć nożykiem linkę. Z jakiegoś powodu szło mu gorzej niż zębami albo to czas wyjątkowo mu się dłużył. Bo wciąż słyszał kroki. Kroki, które nagle ustały, kiedy tylko po pokoju rozległo się trzaśnięcie drzwiami.
— Oż ty mały szczurze! — zawarczał generał, unosząc głos. Postawił coś metalowego na posadzce i szybko zrobił kilka kroków. — Gdzie jesteś, śmieciu?! — krzyknął, a Garrett był pewny, że właśnie zagląda pod łóżko.
Nasłuchiwał, lecz nie przestał przecinać linek. I… wreszcie jedna puściła. Sapnął głośno przez nos i przeciął kolejną. Było już łatwiej, aż w końcu miał wolną nogę. Lecz gdy tylko ją wyprostował, poczuł, jak bardzo jej nie czuje. Była osłabiona przez związanie i ranę. Gdy cicho wstawał, wręcz widział, jak drży, nie radząc sobie z utrzymaniem jego ciała.
Nie wypuścił noża spomiędzy zębów, kiedy przystanął na skraju parawanu i nasłuchiwał. Co było w tym dziwnie niepokojące to to, że nie słyszał Thief-Takera. W pokoju było cicho i dziwnie spokojnie. A przecież jeszcze przed chwilą słyszał, jak ten chodzi po pokoju, jak go szuka…
Serce mocniej uderzyło mu w piersi. Wolałby wiedzieć, gdzie ten jest.
I niestety dowiedział się, gdy tylko ostrożnie wyjrzał zza parawanu. Jego oprawca czekał po drugiej stronie.
— Mam cię, szczurze! — zakrzyknął, łapiąc go za gardło.
Garrett nie czekał ani sekundy. Uniósł zdrową nogę i z całej siły kopnął generała. Ten opadł na plecy, lecz… złodziej również. Lewa noga nie utrzymała jego ciężaru i przewrócił się momentalnie. Jęknął, bo penis znów zabolał. Aż zrobiło mu się ciemno przed oczami. Nóż wypadł mu spomiędzy zębów, lecz na szczęście wciąż go widział. Uniósł się na klęczki i dopadł do narzędzia. Złapał trzonek między zęby, by ostrze było skierowane na zewnątrz.
Gdy Harlan się podnosił, Garrett kopnął go najpierw w głowę, by z powrotem powalić go na plecy, po czym wskoczył na jego ciało, uklęknął nad nim i pochylił się, chcąc błyskawicznym ruchem głowy poderżnąć mu gardło.
Nie spodziewał się w tym wszystkim, że generał nie tylko zdąży się obronić, ale też, że sięgnie między ich ciała i pociągnie za jedyną poza rękoma związaną część jego ciała. Sznurek łączący jego genitalia z gorsetem był na wyciągnięcie ręki. Wystarczyło że generał pociągnął go jeszcze bardziej do siebie, w górę. Równocześnie przyblokował przedramieniem zamach złodzieja na swoje gardło. Ostrze, zamiast trafić w tętnicę szyjną, prześlizgnęło się po rękawicy generała, przecinając ją, ale nie raniąc głęboko ręki.
Ciałem Garretta wstrząsnął prąd bólu, skoncentrowany na penisie. Jęknął, lecz ostatkiem sił zacisnął zęby na trzonku noża, by nie utracić swojej jedynej w tym momencie broni. Działało to jednak tylko przez chwilę, bo gdy Thadeus znów szarpnął sznurkiem, złodziej krzyknął, a nóż wypadł mu z ust na klatkę piersiową generała. Ten chwycił go zranioną dłonią i skierował w jego kierunku. Nadal leżał na plecach ze złodziejem siedzącym na nim okrakiem. To on jednak miał władzę w dłoni, nie tylko w postaci noża, ale i sznurka, którym zniewolił męskość Garretta.
— Chciałeś mi uciec, szczurze… — wycedził spod swoich bujnych wąsów. Mierzył samym szpikulcem centralnie pod brodę złodzieja.
Ten zadarł głowę w górę, dysząc głośno i nie ruszając się nawet na centymetr. Jego włosy już całkiem się rozburzyły, a ciało było gorące i spocone z wysiłku. Gorset mocno go ściskał, podobnie jak więzy na rękach i członku. Miał wrażenie, że ten bolał go teraz najbardziej. Bardziej niż noga, której bandaż przez wysiłek nasiąknął świeżą krwią.
— Ale pasuje ci ta pozycja. Podoba mi się — generał mówił dalej, oglądając go. Nie odsunął ostrza, ale puścił sznurek związanego penisa. Ten piekł i bolał na tyle, że można było postawić pytanie, czy ucięty nie byłby mniejszym dyskomfortem. — Gdzie chciałeś uciec taki… nagi? — spytał, znowu pocierając jego sutki kciukiem. Trzymał całą dłoń na jego klatce piersiowej i czuł, jak szybko bije mu serce. Zawrotne tempo wskazywało na wysiłek i adrenalinę. A może nawet strach? Na pewno by tego chciał. Bo teraz, kiedy Garrett znów był na jego łasce, mógł spodziewać się wszystkiego.
— Gdzieś z dala od ciebie i twoich perwersyjnych pomysłów — wydyszał. Czuł ostrze pod brodą i nie chciał, by weszło głębiej, dlatego się nie ruszał. Choć bardzo pragnął odsunąć się od dłoni na piersi.
— Moich? Spójrz na swoje sutki. Są już twarde — odpowiedział Thadeus i zsunął ostrze noża niżej, aby więzień, który na nim siedział, mógł sam je zobaczyć. Nieważny był powód tego stanu. Czy była to reakcja na dotyk, czy zimno. A może… na coś całkiem innego. Bo rzeczywiście oba sutki były już sztywne i twarde. Mimo że Garrettowi było naprawdę gorąco.
Zagryzł wargę i odsunął się ostrożnie od noża, tym samym siadając nie na brzuchu, lecz bardziej biodrach Thadeusa.
— Nie myśl, że to dzięki tobie.
— Och, właśnie tak myślę. Tak samo jak myślę, że ja twardnieję dzięki tobie tam…
Nie sprecyzował, o jakie „tam” mu chodziło, ale złodziej zaraz to „tam” poczuł, kiedy generał poruszył swoimi biodrami, ocierając się o jego nagie pośladki, którymi na nim siedział.
Od razu skrzywił się z odrazą i odsunął się. Lecz przy tym poczuł nóż bliżej ciała. Był uwięziony pomiędzy ostrzem a kutasem tego sadystycznego skurwysyna i wcale nie wiedział, co woli.
Generał z niepokojącym uśmiechem chwilę kręcił się pod jego pośladkami, zastraszając go ostrzem tuż pod gardłem, aż w końcu odsunął go i z całą siłą klapnął go w udo. Zabandażowane udo.
— No, dość tej zabawy! — zdecydował i złapał go za gorset. — W górę, wstawaj.
Garrett syknął, gdy poczuł ból. Od jakiegoś czasu zresztą czuł go nieustannie, ale w różnych miejscach.
Postawił zdrową stopę na podłodze i z wysiłkiem się podniósł. Nogi mu zadrżały i o mało nie upadł na Harlana. Ale ostatecznie udało mu się stanąć na równe nogi, choć był przy tym zgarbiony. Zarówno z wysiłku, jak i przez to, że w takiej pozycji mniej naciągał sobie genitalia. Generał cały czas trzymał się go za gorset, a co za tym idzie, sam więzień, chcąc nie chcąc, pomógł mu wstać. Do tego mężczyzna miał nóż. Garrett czuł, jakby stracił właśnie bardzo dobrą okazję do ucieczki.
— Wracaj na łóżko! — Mężczyzna szarpnął nim i pchnął w tamtym kierunku.
Złodziej zmarszczył się, lecz nie walczył. Teraz byłoby to głupotą. Podążył, kulejąc niemalże jak sam generał. Po tym odwrócił się i usiadł, lecz nie położył się. Spojrzał tylko z niechęcią na mężczyznę. Ten złapał go za włosy i ramię. Nie tłumacząc mu, co ma robić, przewalił go na bok, a potem, złapawszy go za jeden z pasów gorsetu, przerzucił go na brzuch.
— Zepsułeś tyle mojej pracy — poskarżył się.
Korzystając z liny, która została na słupku po tym, jak Garrett się uwolnił, znowu zawiązał węzeł na prawej kostce złodzieja. Nie zrobił jednak tego od razu. Najpierw postanowił pozbawić go butów, które jako jedyne zostały na ciele więźnia poza gorsetem. Gorsetem, którego Thadeus nie zamierzał zdejmować.
Przy swojej pracy słyszał, jak złodziej dyszy ciężko. Każdy gwałtowniejszy ruch naciągał jego członek, a wszystkie miejsca po uderzeniach doskwierały. Ale ku jego uciesze mężczyzna się nie wiercił. Generał mógł więc znowu związać mu nogi. Tym razem obie w taki sam sposób, jak wcześniej prawą. Przez to ostatecznie miał na materacu niewysokiego, wygolonego mężczyznę, leżącego na brzuchu z rozłożonymi i związanymi nogami. Niczym na żabkę.
Obejrzał sobie ten widok z satysfakcją. Te szczupłe i mięsiste pośladki, nagie łopatki oraz talię ściśniętą przez gorset, do którego właśnie się pochylił, zamierzając ścisnąć go mocniej. Chciał poczuć, jak naprawdę dobrze leżą mu w dłoni jego boki. Tak ściśnięte skórą i rzemieniami.
— Idealnie. Teraz przejdźmy do meritum. — Poklepał go po biodrze i odszedł po to, z czym przyszedł.
Ciężko oddychający przez zbyt mocno ściśnięty gorset złodziej obejrzał się na niego, lecz niewiele zobaczył. Był unieruchomiony i nawet trudno byłoby mu się odczołgać. Nie ujrzał więc nic więcej niż swoje ramię, kiedy spróbował dojrzeć generała. A już znając jego chore pomysły, naprawdę obawiał się, z czym ten tym razem do niego podejdzie.
Leżał związany jak prosię na ucztę na łóżku w burdelu, z dupą wystawioną tak, że na pewno widać było jego zwieracz. Mógł czuć się upokorzony. Do tego zaniepokojony, kiedy generał znowu się zbliżył. Postawił, jeśli dobrze usłyszał, wiadro tuż za nim na podłodze. Miał też ze sobą coś, co położył już na łóżku, obok związanych i rozkraczonych nóg więźnia. Ponownie złapał go za gorset i pociągnął bliżej siebie, bardziej na skraj posłania. Po tym pogładził go palcami po rowku. Ponaciskał jego zwieracz, upewniając się, jak bardzo ten się zaciska. A zaciskał się bardzo. Garrett nie wyobrażał sobie być wziętym przez innego mężczyznę. Tym bardziej przez Thief-Takera. Dlatego jego ciało odpowiadało oporem i ścisnęło szparkę w obronie przed palcem.
— Nie ruszaj! — warknął.
— Jeszcze to polubisz — odparł generał i w końcu pochylił się do wiadra.
Była w nim woda. Dużo wody. Lodowatej i czystej. Zamoczył w niej gruszkę, którą także przyniósł ze sobą. Była duża, o długim zakończeniu. Nie ostra, lecz z kuleczką na końcu.
— Chociaż… będziesz musiał na przyjemność dopiero sobie zasłużyć — dodał, kiedy gruszka była już pełna zimnej wody. Potarł jej końcem o zwieracz. I pchnął, wsuwając go w Garretta.
Złodziej na łóżku jęknął, bo przedmiot był grubszy od palca i na pewno twardszy. I nie był czymś, co chciałby w tamtym miejscu. Właściwie to niczego tam nie chciał.
Od razu poruszył nogami na pościeli i nie przejmując się tym, jak to wyglądało, spróbował odczołgać się do przodu.
— Gdzie się czołgasz? Mam ci tego kutasa przywiązać do podłogi, żebyś się nie ruszał? — warknął na niego generał i zatrzymał go, tym razem bardziej się pochylając i łapiąc za włosy. Pociągnął go za nie w górę, po czym wepchnął długą końcówkę gruszki do końca.
— Nhh! — wykrztusił mężczyzna, czując się naruszony. Psychicznie i fizycznie.
Zacisnął oczy, podciągnięty za włosy do góry. Jego ciało napięło się, a pośladki zacisnęły z całych sił na przedmiocie. Był… spenetrowany zabawką. I chociaż było mu gorąco z zażenowania, to też czuł, jaki przedmiot jest zimny. To jeszcze bardziej go niepokoiło.
Aż poczuł, jak Thadeus wyciska z gruszki, głęboko w jego tyłek, strumień lodowatej wody. To wyrwało z jego gardła kolejne jęknięcie. Pomysłowość Harlana budziła w nim grozę. Czyżby mężczyzna zamierzał go… wypłukać? Było mu niedobrze.
— Ty chory skurwielu… — wycharczał przez naprężone gardło.
Generał nie odpowiedział. Zaśmiał się tylko i puścił jego włosy, przez co więzień upadł twarzą na pościel. Zabawka nadal jednak w nim była.
— Zaciśnij się, chyba że chcesz, by z ciebie ciekło — poradził, a złodziej czuł, jak wysuwa z niego narzędzie.
Od razu ścisnął swoją szparkę, nie chcąc, by ten zobaczył, jak cokolwiek z niego wypływa. Już dostatecznie upokorzony czuł się i bez tego.
Dzięki temu Thadeus miał czas, aby nabrać kolejną porcję wody do dużej gruszki. Upewnił się nawet, czy jest pełna i znowu… naparł jej zaokrąglonym końcem na jego zaciśnięty zwieracz.
Garrett, który sądził, że skończy się na jednym razie, od razu zamrugał powiekami i poruszył się na pościeli. Jego dłonie zacisnęły się w pięści, a nogi spróbowały się złączyć.
— Dość!
— Jeszcze — odpowiedział Harlan z satysfakcją i przycisnął go dłonią do łóżka, kiedy wpychał w niego końcówkę gruszki. A później ją w nim opróżniał, napełniając jego ciało aż kolącym zimnem.
Garrett zadrżał i przytknął twarz do pościeli. Uczucie było nieprzyjemne. Zimno i wilgoć w odbycie sprawiały, że reagował coraz bardziej otwarcie, a Thadeus mógł wreszcie usłyszeć nieco więcej dźwięków, nawet jeśli były to dopiero mocno zduszone jęki. Chciał więcej, więc znów napełnił gruszkę. A gdy Garrett poczuł jej zakończenie ponownie na swoim kroczu, jęknął żałośnie w pościel, po czym zagryzł ją w zębach, czując, jak przedmiot kolejny raz się w nim zagłębia.
Wody było coraz więcej. I coraz mocniej, za każdym razem, czuł, jak ta napiera na jego dziurkę, kiedy generał wyjmował z niego zakończenie gruszki.
— Mmm… już prawie z ciebie cieknie — zauważył Thief-Taker, kiedy czwarty raz wyjął z niego narzędzie. Nacisnął jego mocno zaciśnięty zwieracz. — Nabrzmiał ci. Jesteś pełny. Czujesz, ile jej w sobie masz?
— Za dużo — wydusił Garrett w pościel, czując, że zamoczył ją śliną.
I czuł też wilgoć na dziurce, bo gdy została ona naciśnięta, trochę wyciekło. Bardzo trudno było mu ją w sobie utrzymać, a po kształcie jego pośladków generał widział, ile wysiłku w to wkładał. Poklepał go więc, aby lepiej poczuć pod palcami te twarde mięśnie. Drżały. Podniecało go to. Ale chciał, aby złodziej pękł. Aby nie wytrzymał, dlatego znowu pochylił się i napełnił gruszkę. Po tym znowu naparł na desperacko zaciskającą się dziurkę.
— Nie! Już dość! — Garrett poderwał głowę i chwycił się ostatniej nadziei, jaka dotąd przecież wydawała się działać na mężczyznę. — Proszę!
Thadeus zatrzymał się, ale nie cofnął gruszki.
— Prosisz?
Garrett od razu sapnął bardziej żywo. Czyżby zadziałało?
— Tak. Już za wiele. Proszę.
— W takim razie… dostaniesz ciepłą wodę — odpowiedział generał i zabrał gruszkę z lodowatą cieczą. Zamiast niej sięgnął po coś, co wyglądało jak termofor.
Ten przedmiot także musiał być napełniony wodą, lecz z niego już prowadził długi wężyk, zakończony podobnie jak gruszka. Ten już bez wahania wcisnął w dupę złodzieja.
— Nie… — wydusił więzień, znów opadając twarzą na pościel.
Miał wrażenie, że potwornie kręciło go w środku. Do tego jego zwieracz bardzo nalegał na wypuszczenie wody, ale zamiast tego… ta znowu zaczęła w niego wpływać. Tym razem jednak była ciepła. I jak było to kojącym wrażeniem, tak było jej już po prostu za dużo. Mężczyzna czuł, jak brzuch mu się wydyma i jest przez to bardzo… niekomfortowo.
Ponownie złapał w zęby pościel i zacisnął oczy.
Generał ściskał termofor i wciskał w niego ciepłą wodę. Dużo wody. Czekał, aż złodziej zacznie nie wytrzymywać. Jak jego mięśnie zmęczą się na tyle, że zacznie z niego wyciekać. Przestał nawet na chwilę, ale nie wyjął z niego rurki, tylko sięgnął pod Garretta i pomasował go po brzuchu.
— Jaki twardy.
Złodziej stęknął z wyrzutem przez zęby, nie chcąc, by go tam dotykał. Im bardziej naciskał, tym trudniej było mu walczyć z tą wodą. Marszczył powieki i zaciskał szczękę. Było coraz trudniej, aż… uległ. Zwieracz rozluźnił się, zaś generał zobaczył, jak wokół rurki wydostaje się woda.
Błyskawicznie wyszarpnął z niego jej koniec i pospiesznie podstawił mu wiadro pomiędzy nogami. Woda trysnęła z odbytu Garretta, a sam złodziej zaczerwienił się na całej twarzy chyba pierwszy raz tak bardzo. Wsuwanie palca w jego dupę nie było dla niego tak upokarzające jak to, co teraz się działo. Kiedy ten sadystyczny mężczyzna pochylał się za nim i patrzył prosto na jego odbyt wyrzucający z siebie nie całkiem czystą wodę.
To jakoś musiało mu się podobać, bo Garrett, jak przez mgłę, czuł, jak ten go dotyka po całym wypiętym pośladku. Jak znów sięga do jego podbrzusza, żeby go po nim pomasować.
— Zostało tam jeszcze coś?
Nie uzyskał odpowiedzi. Garrett trwał z twarzą wciśniętą w pościel, oddychając ciężko i drżąc. Zaciskał pośladki, choć i tak już było za późno. I wciąż czuł, że woda w nim była. Nie pozwolił całej wypłynąć.
— Czyli chcesz jeszcze? — dopytał generał, nie słysząc odpowiedzi.
— Nie — tym razem odpowiedział od razu, odwróciwszy głowę bokiem do materaca. — Nie chcę.
— Czyli nie jesteś tylko złodziejem, ale i kłamcą. — Thadeus westchnął ciężko i palcami wolnej dłoni na siłę rozciągnął jego zwieracz.
Czuł, jak ten stawia opór i jak złodziej się spina. Ale trudno było mu walczyć z siłą palców generała. Z tyłka ponownie wypłynęła woda i trafiła prosto do wiadra. A Garrett znów odwrócił twarz.
Był upokarzany nie tylko tym, co robił z nim generał, ale też tym, co mówił. Nie chciał w ogóle odczuwać tego, co ten z nim wyczyniał. Nie chciał być świadkiem, ani przeżywać bycia czyszczonym przez tego mężczyznę. Który nota bene nie zaprzestał. Jeszcze raz, mimo protestów, wprowadził w niego trochę wody. Tym razem już mniej i tylko ciepłą, ale jego palce wciąż były przy zwieraczu złodzieja i rozpierały go. A Garrett czuł, jak cieknie po nim wszystko to, co nie trafiło do wiadra.
Chwila ciągnęła mu się nieznośnie długo. Aż w końcu usłyszał, jak Thadeus podnosi zarówno wiadro, jak i resztę przyrządów do lewatywy. On zaś pozostał na łóżku, rozkraczony, z mokrym tyłkiem i jądrami. Nagi, rozgrzany i spięty. Jego palce poruszały się, jakby sprawdzał, czy jeszcze je czuje, choć nie widział teraz szans na uwolnienie się. Generał na pewno nie popełni już swojego wcześniejszego błędu i będzie go pilnował. A Garrett nie miał pojęcia, co jeszcze wymyśli i to sprawiało, że wodził za nim czujnym, choć trochę gorączkowym spojrzeniem.
Dostrzegł, że ponownie zabrał coś ze stołu. Już był nim zmęczony. To wszystko, co do tej pory się wydarzyło, było gorsze niż długa ucieczka przed wściekłymi strażnikami. Był więc trochę zaskoczony, kiedy poczuł, że jest wycierany.
— Wiesz, jak tresuje się psy, szczurze?
— Nigdy nie miałem psa — odpowiedział z napięciem. To wycieranie wcale nie uśpiło jego czujności.
— Kiedy pies zrobi coś dobrze, dostaje nagrodę. Kiedy źle, każe się go. To proste. Nawet taki plugawy szczur powinien to zrozumieć. Ale jestem ciekaw, czy myślisz, że powinieneś dostać nagrodę czy karę?
— Nie widzę u siebie ogona, sierści ani uszu… więc póki nie jestem psem, żadne z dwojga mnie nie dotyczy — wycedził, oglądając się na tego chorego mężczyznę.
— Więc skoro nie chcesz nagrody za to, jak grzecznie prosiłeś… — Generał wzruszył ramionami teatralnie i sięgnął do swojego rozporka.
Złodziej nie pomyliłby w tych okolicznościach tego dźwięku z żadnym innym.
— Chcę! — przerwał mu od razu, jeśli to miało sprawić, że nie dojdzie do tego, co Harlan zamierzał właśnie zrobić. Wolał wszystko zamiast bycia przerżniętym przez Thadeusa.
— Słucham? — Ten jednak nie zaklasnął w dłonie i nie uwolnił go. Albo chociaż powiesił.
— Chcę nagrodę, proszę — wydyszał od razu Garrett, choć i tak ścisnął pośladki w strachu przed penetracją.
— O tak. Jeszcze nauczę cię prosić — rzucił generał z satysfakcją.
Złapał go za uda i przysunął się do niego, żeby otrzeć się o wystawiony tyłek. Nie trwało to na szczęście złodzieja długo. Szybko się odsunął i pociągnął w swoją stronę, a następnie przeturlał znów na plecy. A kiedy ten leżał przed nim, nadal odsłonięty, zobaczył, jak Thadeus wyciąga małe ostrze zza pasa spodni. Nim zdążył zaprotestować, ten przeciął sznurek łączący członek z gorsetem.
Ulga zalała ciało złodzieja. Dotąd ściśnięty penis wreszcie był wolny, choć teraz jeszcze bardziej było widać, jaki jest zaczerwieniony i wymęczony nieustannym szarpaniem. Ale dzięki wolności Garrett nie bał się tak bardzo ruszać. Mógł wziąć głęboki oddech i rozluźnić się bez obaw, że znów zaboli. Aż przymknął oczy z tego wszystkiego.
Wyglądał naprawdę… smakowicie. Leżący na plecach, wyprężony, ze sztywnymi sutkami i rozburzonymi wokół głowy, ciemnymi włosami. A do tego, tak jak lubił Thadeus, gładki.
Generał dotknął go po podbrzuszu, delikatnie wsuwając palce pod bardzo ciasno ściśnięty gorset. Oglądał go, zadowolony, że złodziej nadal trzymał przed nim rozłożone na boki nogi. Pogładził go po ściśniętych sznurami udach. Pewny, że trzyma je w rozkroku, pochylił się i polizał gładką skórę na ich wewnętrznej stronie. Zaraz też ją ugryzł.
Jeszcze chwilę temu rozluźniona twarz Garretta teraz skrzywiła się w niesmaku. Zacisnął zęby, ale nie skomentował tego. Nie kazał mu się odsunąć i nie wyrywał się, bo wiedział, że to na nic. Jedynie odwrócił twarz z grymasem i wpatrując się w bordowe ściany pokoju, mimowolnie wczuwał się w to, co robił Harlan. I przy tym, ku swojemu zażenowaniu, drżał, szczególnie na nogach.
Uczucie ciepłego języka i zarostu drapiącego go po delikatnej skórze nóg było dziwne. Nietypowe. To było też dobre słowo. Czuł, jak dreszcze przebiegają pod jego skórą i… zbierają się w uwięzionym pod sznurkiem penisie. Jego Thadeus także zaczął dotykać. Przesuwać po nim palcami, łaskotać po napiętych jądrach i żołędzi.
Brzydził się tym, co robi z nim Thief-Taker, ale z drugiej strony było to znacznie przyjemniejsze uczucie niż strzał z kuszy w udo, czy cios w twarz. Uznał więc, że nie będzie mu niepotrzebnie przeszkadzał, by odsunąć na dalszy plan jego kolejne pomysły. Może to było wyjście. By przeciągnąć to w oczekiwaniu na jakikolwiek bodziec zewnętrzny, który zmusi Thadeusa do opuszczenia burdelu. Był, do diabła, ważnym człowiekiem w mieście. Na pewno nie miał dla niego wiele czasu. A Garrett wolał, by spędził go na czymś bezbolesnym… przynajmniej dla jego ciała.
Więc kiedy wciąż czuł, jak Thadeus go dotyka… zagryzł wargę i z oporem bardziej rozłożył nogi. Co prawda nie mógł usłyszeć uśmiechu, ale miał wrażenie, że poczuł go na swojej skórze.
— Uczysz się — wymamrotał generał w jego skórę, obmacując go jak coś, co w końcu mógł dopaść w swoje ręce, a co już dawno chciał dotknąć. Jak jakiś łup, który spędzał mu sen z powiek.
Przez to Garrett miał wrażenie, że nie szybko zawiśnie. Tym bardziej, kiedy znowu palce mężczyzny popieściły jego zwieracz. Ten, ku jego zaskoczeniu, był bardziej wrażliwy na dotyk niż przypuszczał. A łaskotanie szorstkich palców generała wywoływało dreszcze i… twardnienie sutków.
Garrett był zaskoczony swoją reakcją, a raczej wrażeniami, jakie dawał ten dotyk. Uchylił powieki i spojrzał na mężczyznę pomiędzy swoimi nogami, by przypomnieć sobie, z jak plugawym człowiekiem miał do czynienia. Ale w tym samym czasie palce znów go popieściły, a z jego lekko rozchylonych warg wydobyło się ciche sapnięcie. Od razu odwrócił wzrok i zmarszczył nos ze złości.
— Mówiłem! — Generał uśmiechnął się do siebie pod swoim bujnym wąsem.
Jego twarz pokazywała zadowolenie, a oczy niecne myśli, które właśnie wprowadzał w życie, wsuwając mu do czystej dupci od razu dwa palce.
Garrett momentalnie wyprężył się na łóżku i stęknął. Przy tym też odruchowo przekręcił jedną nogę i złączył obie na boku, wiercąc się. Spróbował uciec przed palcami, czując, jak go rozpychają i… ranią jego męską dumę. Bo poza nią w tej chwili, ku własnemu zaskoczeniu, nie bolało go nic. Noga, tak, ale już się przyzwyczaił. Penis od mocno zaciśniętych pętli, czy ręce od leżenia na nich. Ale nie pojawił się nowy ból. Nawet kiedy generał znów przekręcił go na plecy i nie mając wolnej dłoni, aby rozsunąć mu nogi, tylko kręcił w nim palcami. Oraz pożerał go wzrokiem.
A Garrett zaciskał powieki i szczękę, oddychając głośno przez nos. Bycie penetrowanym w taki sposób było ostatnim, czego chciał doświadczyć tej nocy. A raczej już brzasku. Znów spróbował złączyć nogi, lecz mężczyzna go powstrzymał. A palce wchodziły głęboko, rozpychając mu dziurkę, której nigdy nie chciał w ten sposób używać.
Nim generał wsunął w niego kolejny palec, znowu polał go tą śliską substancją, z której pomocą go golił. Dzięki temu palce nie tylko łatwo się wsunęły, ale wręcz gładko i szybko wślizgnęły.
— Już lepiej. Czujesz coś, szczurku? — spytał Thadeus, wsuwając trzeci, śliski palec.
To było już dużo. Widział dokładnie, jak rozciągnięte są mięśnie i chociaż starają się zacisnąć, to nie mają siły. Były wymęczone przez lewatywę i wcześniejsze zabawy. Garrett też nie miał wiele siły, by się szarpać, choć cholernie nie chciał dopuścić do siebie więcej niż to, co tam już miał.
— Czuję, że pomyliłeś mnie z pracownicami tego miejsca — wycedził. Choć jeśli miałby odpowiedzieć na pytanie Thadeusa, to… tak. Czuł coś. W środku zaczęło go specyficznie mrowić.
— Przeciwnie. W to, jak je traktuję, wtrącałaby się madame Xiao-Xiao. Takim szczurem, który już ma pętlę wokół szyi, nikt się nie przejmuje. Już jesteś całkiem mój. Przywyknij do tego — poradził, pochylając się nad nim, przez co oparł się bardziej o jego uda.
Złodziej mógł czuć jego ciepło i ciężar. Oraz wzwód w spodniach. Widział też, jak mężczyzna łakomie się oblizuje. Przez to aż spróbował bardziej wcisnąć się w pościel i odsunąć się. Harlan od razu poczuł, że mocniej się zacisnął. Jego dziewicza dupa stawiała mu opór, choć wyraźnie jej penetrowanie podnosiło temperaturę ciała Garretta. A ten czuł, że… pozostałe linki oplatające jego członek zaczynają być trochę przyciasne.
— Nie uciekniesz mi już — przypomniał mu jeszcze raz generał i otarł się o niego.
Dopiero po tym wysunął z niego palce i wyciągnął penisa na zewnątrz. Był sztywny. Co by nie mówić, też nie mały. W najmniejszy sposób złodzieja nie pocieszała żadna z tych rzeczy.
Zareagował gwałtownie, mimo braku jakichkolwiek sił. Podrzucił swoim ciałem i odsunął się spory kawałek. Mógł znowu złączyć obie nogi, ale to pozwoliło mu jedynie doczołgać się do wezgłowia, gdzie leżało sporo ozdobnych poduszek. I może wiedział, że nic mu to nie da, ale nie potrafił po prostu leżeć i czekać na bycie wziętym jak dziwka. A nawet gorzej, bo dziwce się płaciło. Zwyczajnie nie chciał dać mu się zgwałcić.
— Uparty. Rzucasz się jak wściekła glizda. — Thadeus westchnął i najpierw pomasował się po swoim penisie. — Nie chcesz go bliżej poznać? Będziesz śpiewał, jak cię nim popieszczę. Twoje ciało jest stworzone, aby brać kutasy. Szczupłe, niskie i miękkie. Twoja dupa ssała moje palce. Czułem to, szczurku. Mój kutas też to poczuje.
Im dłużej Garrett tego słuchał, tym bardziej nie chciał tu być. Spojrzał na jego penisa, który był na pewno większy niż jego własny. A on już palce odczuwał jako coś, co mocno go wypełniało. Nie chciał nic więcej, tym bardziej cholernych męskich narządów płciowych.
— Odetnij mi palec, jak musisz, ale nie rób tego — wycedził, leżąc u wezgłowia z obronnie złączonymi nogami.
— A myślałem, że lubisz swoje palce. — Thadeus prychnął z rozbawieniem i sięgnął do niego. Złapał go za stopę oraz pociągnął do siebie. Sznur na udzie Garretta mocniej wbił się w skórę. Boleśnie i piekąco. — Ale je też mogę ci obciąć, jeśli tak bardzo chcesz.
Garrett zaklął i spojrzał na niego już z bliższej odległości, niż by chciał. Ku swojej trwodze czuł, że ma delikatnie otwarty odbyt. Thadeus naprawdę przygotował go do tego, co teraz chciał z nim zrobić.
— Nie…
— Obciąć i je tam wsadzić. Bo i tak cię przerżnę. Na to nie masz żadnego wpływu. Jak i na to, że zawiśniesz… — Zaśmiał się. — Prędzej czy później. A na razie twoja dziura upewnia mnie, że później — mówił, przywlekając go do siebie.
Ponownie położył go na plecach, chociaż złodziej dosłownie wił się i rzucał, aby tego uniknąć. Szczególnie kiedy generał rozkładał mu na powrót nogi. Lecz wiercenie się nic nie dawało. Thadeus miał nad nim znaczącą przewagę i wykorzystywał ją w brutalny sposób. Dlatego bardzo szybko miał pod sobą złodzieja w pozycji, w której mógł go wyruchać. Musiał tylko trochę unieść mu nogi, żeby mieć jego dziurę nieco wyżej. A to nie było trudne. Wystarczyło przyciągnąć go na sam brzeg łóżka, przycisnąć mu kolana w stronę klatki piersiowej i już miał jego rozwartą dziurę tuż przy swoim kutasie.
— Poprosisz o nawilżenie, czy będziesz krwawić jak dziewica?
Garrett zacisnął zęby i popatrzył na niego z nienawiścią, choć i cień strachu widoczny był w jego różnokolorowych oczach.
— Obyś sczezł, chory skurwielu — wycedził i splunął w jego kierunku.
Generał skrzywił się i starł ślinę ze swojego policzka. Obtarł ją zaraz po tym o dziurkę złodzieja.
— Niech więc to wystarczy — uznał i złapał go mocno za więzy na nogach, aby dopasować się między jego nogami.
Naparł główką, spróbował z dwa razy, czy jest prosto, po czym… mocno pchnął biodrami.
I tego było już za wiele. Garrett nie potrafił nie krzyknąć. Jego kręgosłup wygiął się w łuk, a on odchylił mocno głowę na kark, wyprężając się i wydając z siebie długi, przeciągły jęk bólu. Miał wrażenie, że coś go rozrywało. Dziurka odpowiedziała pulsującym i rwącym bólem, a on poczuł wilgoć w oczach.
Gdyby cokolwiek do niego w tym stanie docierało, usłyszałby niskie warknięcie generała. Ten nie zdołał wbić się w niego do końca. Teraz z niezadowoleniem wysuwał się trochę, aby znowu zaatakować jego dziurę. Przygotowaną, wyczyszczoną na jego chuja. Na chuja mężczyzny, który złapał króla złodziei. Który go zniewolił i właśnie rozdziewiczał. Jak młodą dziewkę. Podobnie zresztą Garrett zostawiał jak taka ślady krwi na penisie.
I jak z początkiem tej nocy Szczury Król nie wydawał żadnych dźwięków bólu, tak teraz otwarcie pokrzykiwał i niemalże kwilił. Rwący ból był zbyt mocny, by potrafił się powstrzymać. A myśl, że to miało trwać, zmusiła go do tego, by spojrzeć przez wilgoć w stronę Thadeusa i wyjąkać:
— Nawilżenie… proszę…
— Teraz? — spytał mężczyzna z kpiną w głosie. Zwolnił nieznacznie, ale nie przestał się ruszać w tym mocno podrażnionym tyłku. — A nie wolałeś stracić palców niż prosić? Błagać?
— Nie… Nawilż mnie czymś — odpowiedział drżącym głosem.
Całe jego wnętrze pulsowało na szerokim członku, który rozpychał go i pieprzył. Ścianki przez brak śliskości obcierały się od twardego kutasa, a sam zwieracz rozciągał boleśnie. Czuł, że krwawi.
A i tak krew nie dawała ani trochę wilgoci, jakiej teraz tam potrzebował. Czegoś, co by nie piekło i nie tarło tak mocno. Prawie że tęsknił do palców. Śliskich palców, jakie wcześniej miał w sobie. One wywoływały mrowienie, a nie taki duszący ból, jak ten nabrzmiały chuj, w którym miał wrażenie, że czuje płynącą krew.
— Proszę? — Thadeus przypominał mu nagminnie o lekcji, którą siłą zamierzał go nauczyć.
— Proszę! — A Garrett od razu się poddał. — Proszę, nawilż… mnie… mh… Proszę.
Generał uśmiechnął się z satysfakcją.
— Czego to dobre rżnięcie umie nauczyć takiego plugawego szczura! — Ucieszył się i wysunął się z niego.
Zaraz po tym mocniej zgiął jego szczupłe, gibkie ciało i zębami odkorkował flakonik. Bez pardonu wlał chłodną maź w rozwartą, obolałą szparkę. Swojego penisa też tym wysmarował.
Przy okazji pooglądał sobie to ciało. Drżące, rozgrzane i spocone. Gorset na ciele Garretta nadawał jego talii przyjemnego kształtu. Pośladki i krocze miał gładkie dzięki brzytwie. A oczy… oczy wilgotne i zmrużone. Do tego teraz złodziej oblizywał wargi, oddychając głęboko z nadzieją, że teraz będzie lepiej.
Kiedy generał Harlan znowu naparł na jego dziurę, chociaż zapiekło, to nie dało to znowu uczucia tarcia, przez które Garrett miał wrażenie, że jego skóra była zrywana. Teraz była jedynie rozpierana. To dało się łatwiej znieść. A do tego tym razem mężczyzna wsunął się lżej, nie na siłę. I od razu zaczął się poruszać.
Nie było tak boleśnie, lecz Harlan wchodził głęboko. Naprawdę go pieprzył, jak złapaną zdobycz, której zdanie się nie liczyło. I może teraz Garrett bardziej by o tym myślał w ten sposób, gdyby jego umysł nie skupiał się w stu procentach na fizycznych doznaniach. Na tym, jak gruby kutas go rżnął, jak silne dłonie trzymały jego uda.
— Mn… nh… aaa…
Wydawał z siebie co raz kolejny jęk czy głośniejszy okrzyk. Wszystko w zależności od tempa, jakie nadawał Thadeus. I brzmiał teraz tak samo jak wszystkie te dziwki słyszane przez ściany pokoi. Inni klienci mogli nawet stwierdzić, że po prostu jest jedną z nich. Nieważne, że miał niższy głos. Nie byłby pierwszą dziwką z kutasem w tym burdelu. A tym właśnie uczynił go generał Thief-Taker. Swoją dziwką, na którą patrzył z góry. Którą pożerał wzrokiem i pieprzył, ruszając biodrami w przód i w tył. Uderzał jądrami o jego pośladki, wyciskając z jego ciała wszystkie te mlaszczące i zawstydzające dźwięki.
— Zasysasz mnie. Twoja dupa jest do tego stworzona. Uhmmm… — stęknął nisko i nieznacznie zmienił kąt, szukając tego punktu, dzięki któremu więzień zacznie dla niego „śpiewać”.
Jak chwilę temu Garrett miał wrażenie, że poza bólem czuje coś dziwnego, to teraz poczuł to bardziej. Jęknął przez to głośniej. A gdy penis znów uderzył w to miejsce, zawstydzony złodziej zacisnął zęby na dolnej wardze, aż do krwi. Nie chciał, by było to po nim widać.
— To tu. Zaczynasz to czuć, szcz… mmm, szczurku. Och. Ale masz ciasną tę dupę… — Thadeus stęknął nisko. Poprawił się, pchnął mocniej biodrami pod tym samym kątem i chwycił jego penisa. Zaczął gnieść go po główce, po samej dziurce. — Myśl o tym, jak cię pieprzy. Jaki jest… Jaką masz grubą pałę w dupie. Jakbyś był… Oż… kobietą, miałbyś… pamiątkę.
Rżnięty mężczyzna jęknął głośno i mimowolnie rozchylił wargi. Wyrywały się spomiędzy nich kolejne stęknięcia i skomlenie. Harlan miał rację. Sztywniał, lecz starał się skupiać na bólu. Mimo wszystko. By to, co mówił ten sadysta, nie zdominowało jego umysłu. Nie był dla niego dziwką, mimo że był pełny jego chuja. A po kolejnych mocnych i coraz szybszych pchnięciach też… jego nasienia.
Już woda, którą wtłoczył w niego Thief-Taker, była już upokarzająca. Teraz z kolei gorąca sperma, tryskająca w niego z tego grubego chuja, była po stokroć gorsza. Nie przypuszczał, że mógł tak mocno czuć orgazm tego sadysty. A czuł, jak cały jego penis drżał mu w tyłku, jak pulsował. Jak napełniał go i robił się jeszcze gorętszy, kiedy w końcu się w nim zatrzymał.
— Mmm… Dobra z ciebie dziura. Wysysasz mnie… jakbyś chciał być tego pełen.
— Nie… praw… da… — wydyszał upodlony złodziej, oddychając ciężko, niemalże świszcząco. Wszystkie więzy wbijały mu się w ciało. Był spocony, rozgrzany i upokorzony. I nie mógł patrzeć na triumfującego nad nim mężczyznę, który chwilę temu po prostu go sobie wziął. Dlatego przymknął oczy z nadzieją na chwilę oddechu.
I chyba z prawdziwą ulgą, nawet widoczną na twarzy, odczuł moment, kiedy Thadeus Harlan wysunął się z niego.
Mężczyzna poklepał go pokrzepiająco po udzie.
— No, jeszcze zobaczymy — powiedział i wziął w dłoń związanego penisa. — Wydaje się, że mu ciasno — mruknął oraz podciągnął spodnie. — Nigdzie się nie wybieraj. Potrzebuję się napić i zjeść coś przed kolejną rundą.
A Garrett słabo wykrzywił wargi i złączył nogi. Nie potrafił już zacisnąć odbytu i miał nadzieję, że tak nie zostanie. Rozum mówił mu, że nie, lecz w tym momencie niepokojące wydawało mu się to, że te mięśnie jakby teraz nie działały. Że po prostu nie mógł się zacisnąć i wilgoć powoli opuszczała jego wnętrze.
Ale jedyne co zrobił, to przekręcił się na bok, chcąc zmniejszyć uścisk na dłoniach, choć za bardzo ich już nie czuł. Potrzebował chwilę odpocząć, by móc wymyślić jakikolwiek sposób ucieczki od mężczyzny, który najwyraźniej… chciał go pieprzyć znowu i znowu.

***

Chyba przysnął. Tym skończyła się jego chwila odpoczynku. I musiał przyznać, że był z tego powodu zły na siebie. Bo przez sen nie wymyślił niczego. Jedynie zmarnował czas, a Thadeus znów był w tym samym pokoju co on. I wyglądał na zadowolonego z samego siebie. Nie wróżyło to nic dobrego.
Ciało złodzieja od razu się napięło, a tyłek przypomniał mu, co nie tak dawno się w nim działo. Przez to upodlenie nie chciał nawet patrzeć na generała. Skulił tylko nogi i oddychał spokojnie, leżąc nieruchomo. Zerknął tylko za okno, by upewnić się, jaka była pora dnia. Wczesny ranek powiedział mu, że wcale długo nie spał. Ciało zresztą też mu to mówiło, bo był cały obolały. Nie odpoczął ani trochę. Związany i bez okrycia nie miał szans na dobrą regenerację.
— Obudziłeś się. Dobrze, dobrze. — Generał ucieszył się i przysiadł na brzegu tego wielkiego, bordowo zaścielonego łoża.
Od razu sięgnął do nogi więźnia, żeby pogładzić ją szorstkimi palcami. Miał na sobie lżejszą koszulą niż wcześniej i… starannie zabandażowane miejsca, w które Garrettowi udało się go okaleczyć. O siebie zdecydowanie zadbał, ale najwyraźniej ani myślał zająć się obrażeniami swojego więźnia. Sprawianie mu cierpienia przynosiło mu zbyt wiele przyjemności, by to teraz zrobić.
Uwięziony mężczyzna skrzywił się z obrzydzeniem i od razu pociągnął nogę bliżej siebie, uciekając przed jego dłonią. Z niesmakiem czuł, jak ma mokro pomiędzy nogami. Nie był pewien, czy to od krwi, wody, nawilżenia, czy… co gorsza, nasienia. Było mu wstyd. Dodatkowo pogorszyło sprawę to, że widział, jak teraz jego oprawca spoglądał w tamtą stronę. I jak sięgał do jego pośladków, aby zajrzeć, jak się ma jego porządnie wypieprzona dziurka.
— Mhm… Dobrze, dobrze. Już się tak mocno nie zaciskasz — pochwalił i przesunął kciukiem po zwieraczu.
A Garrett momentalnie poczuł, jak mrowienie przebiega po jego ciele. Stęknął, bo zwieracz był naruszony i wciąż piekł od wcześniejszych zabiegów. Zaś sam fakt bycia macanym przez Thadeusa wzbudzał w nim ciarki.
— Nie dotykaj mnie tam — wychrypiał, próbując przekręcić się na plecy, by schować tyłek.
— Nie ma się czego wstydzić. Nadal jest przyjemnie wilgotna. — Mężczyzna nie pozwolił mu na zmianę pozycji, a do tego bez oporu wcisnął kciuk do środka. — Tak, bardzo przyjemnie.
Złodziej stęknął cicho i zamknął oczy. Może i sprawiało to, że bardziej czuł, co robił Harlan, ale z drugiej strony przynajmniej nie musiał na niego przy tym patrzeć. Oddychał tylko ciężko przez nos, czując, jak palec dotyka jego naruszone i zdecydowanie mokre wejście. Nie mógł spać długo, skoro nie wysechł, a wszystko nie wyciekło. Albo było tego więcej, niż z początku myślał. Obie opcja były koszmarnym wyobrażeniem. Lecz trwał cierpliwie, starając się nie wydawać z siebie żadnych dźwięków. Aż… Thadeus przestał. Zabrał dłoń i poklepał go po udzie.
— Dość tego dobrego — mruknął i wstał, by ponownie pójść do tego przeklętego stołu i tej przeklętej skrzyni, jaka na nim stała. Skrzyni ze wszystkimi narzędziami, które miały na celu albo poniżyć Garretta, albo sprawić mu ból. — Trzeba cię przygotować na wieczór — dodał, wyjmując metalowy hak i linę.
Garrett popatrzył tam z trwogą, czując, że nie skończyło się na tym, co generał robił z nim do tej pory. Czas jego upokorzenia miał nadal trwać.
Spojrzał na drugi koniec łóżka, lecz tam nie leżało żadne narzędzie, którym mógłby się obronić. Nie zdążyłby też przegryźć sznurów, zanim Harlan by do niego podszedł. Mógł po prostu czekać i cholernie go to frustrowało. Był niczym złapane w klatkę zwierzę.
— Co ma być wieczorem? — zapytał, nie patrząc na jego twarz, tylko na to, co mężczyzna trzymał. Aż mocniej podkulił nogi, które wyraźnie mu przy tym zadrżały. Były zdrętwiałe i ledwo czuł palce przez nikły dopływ krwi.
— Wieczorem ma być mała… Hm, impreza dla tych wszystkich możnych, których okradłeś. Bardzo chętnie zechcą cię poznać. Nim zawiśniesz, oczywiście, Szczurzy Królu. Chcą sobie trochę zrekompensować utracone dobra — mówił, idąc do niego z hakiem i liną.
Linę zawiązywał na końcu metalowego przedmiotu, gdzie znajdowało się oczko. Z drugiej strony poza zakrzywieniem, nie było jednak ostrego zakończenia, a idealnie okrągła, całkiem spora gałka.
Garrett nie był idiotą i od razu domyślił się, gdzie ten hak miał się znaleźć. Pomysłowość i perwersyjność tego mężczyzny coraz bardziej go trwożyła. A jeszcze gorzej zadziałały na niego słowa Thadeusa, który chyba właśnie zapowiedział mu orgię z jego udziałem.
— Nie waż się tego robić — wycedził, w obawie zaciskając już słabe pośladki. — Naprawdę chcesz, by po Mieście przeszły wieści, co generał Straży robi nocami z innymi mężczyznami w burdelu?
— A kto niby rozniesie te wieści? Ty? — zakpił Thadeus i podszedł do niego.
Wyciągnął z kieszeni nożyk oraz przesunął jego bokiem po ciele złodzieja. Mruczał przy tym nisko z przyjemnością. Następnie od razu złapał go za łokieć i podciągnął, żeby złodziej usiadł na swoich związanych nogach. Popatrzył mu na twarz z czającym się w kąciku uśmiechem.
Ten uśmiech naprawdę niepokoił. A Garrett nie czuł się bezpieczniej z wiedzą, co go czekało. Nadzieją jednak napawało go to, że był dopiero poranek. Jeśli Thadeus planował coś na wieczór, to miał mnóstwo czasu, żeby uciec.
Na razie tylko odpowiedział twardym, zaciętym spojrzeniem, klęcząc na związanych nogach. Był przez to bardzo niestabilny.
Generał na chwilę schował ostrze. Przez moment tylko na niego tak patrzył. Na nadal dumnego, chociaż poniżonego mężczyznę o smukłej talii i dwukolorowych oczach.
— Dziwki i złodzieje mają to coś wspólnego… — mruknął, stojąc przy łóżku, nawet teraz, kiedy pochylał się do niego, aby przesunąć dłonią po jego boku.
Ta pieszczota nie trwała długo. Jego dłoń szybko znalazła się na włosach Garretta, które następnie zaczesała do tyłu, aż palce złapały te dłuższe kosmyki w pięść.
Garrett zacisnął szczękę i dla samej zasady szarpnął głową, żeby nie być tak uległym, jak generał tego chciał.
— Szzz… Bądź rozsądny — polecił mu Harlan i tym razem mocniej chwycił jego czarne włosy. Pociągnął go za nie do tyłu. A kiedy mocno trzymał jego odchyloną głowę, lubieżnie polizał go po szyi.
Powieki złodzieja od razu się zacisnęły. Podobnie jak jego pośladki i wszystkie mięśnie. Był wykończony seksem i torturami, a generał wciąż i wciąż dodawał mu kolejnych doznań. Teraz na pewno czuł słony smak skóry wymęczonego mężczyzny. I musiał mu on smakować, bo na jednym liźnięciu się nie skończyło. Usta badały jego skórę, nos wąchał ją, a dłoń mocno trzymała włosy. Aż złodziej po chwili takich eksperymentów na jego własnym ciele, poczuł, jak generał tworzy mu na boku szyi, blisko tętnicy, bolesną malinkę.
— Nie ruszaj się. Dobrze ci radzę — przypomniał mu Thadeus, kiedy wyprostował się i na chwilę puścił jego włosy. Tylko po to, aby przekręcić go mocnym szarpnięciem do siebie, bardziej bokiem.
Garrett cicho sapnął, lecz nie walczył. Ustawił się tak, jak generał chciał i tylko oddychał płytko z wysiłku i… co by nie mówić, obawy. Wiedział, co się zaraz stanie z tym hakiem. Mógłby powiedzieć, żeby Harlan uważał, bo był naruszony… ale to by zapewne sprawiło, że zrobiłby to jeszcze bardziej na siłę. Na razie więc czekał, klęcząc bokiem do swojego oprawcy i czując jak ten mocno związywał mu włosy. Jak splatał je spokojnie, aby sznur, który zamierzał do nich doczepić, nie zsunął się. Był pewny tego, co robił. Jakby nigdy nie wątpił w siebie albo już kiedyś to robił. To było niepokojące.
— Odchyl głowę — rozkazał złodziejowi, który nadal klęczał z rękoma związanymi za placami.
Miał ochotę znów na niego splunąć, ale jedyne, co by tym uzyskał, to cios w twarz lub coś jeszcze bardziej bolesnego. A w tym momencie marzył jedynie o odpoczynku. Jego ciało już i tak było pełne siniaków i obtarć.
Odchylił głowę na kark i zachwiał się na kolanach.
— Uczysz się. — Usłyszał niski, zadowolony z siebie głos tuż przy uchu. Był zdecydowanie zbyt blisko jak na swój gust. Thadeus dotykał go lubieżnie. Po udach, po boku… I był niczym ci podstarzali mężczyźni, którzy lubują się w sadzaniu na kolanach młodych dziewczyn i dotykaniu ich młodego, niewinnego ciała pod ubraniem. — Chcesz być dobrym szczurem?
— Jestem dobrym złodziejem. Na pewno nie twoim szczurem — odpowiedział przez zaciśnięte zęby, wpatrując się we wzorzysty sufit. Oddychał ciężko, bo trudno było mu się utrzymać w takiej pozycji, a i zmęczenie, a także gorset, utrudniały mu to znacząco.
— Radziłbym przemyśleć swoją odpowiedź — powiedział generał, a Garrett tylko kątem oka spostrzegł, że zabrał hak. Okazało się, że był on już powiązany z linką, którą chwilę temu Harlan związał mu włosy. Nawet nie chciał widzieć, co dalej z nim robił, ale i tak poczuł zbyt wyraźnie chłód metalu między pośladkami.
Od razu je spiął i z całych sił zacisnął powieki. Momentalnie też odetchnął głębiej i ostatni raz spróbował:
— Nie rób tego…
— W końcu ci się spodoba — usłyszał lakoniczną odpowiedź, a po chwili poczuł jeszcze więcej chłodu i lekkie pieczenie, kiedy kulka wcisnęła się w jego tyłek.
Od razu, ku jego zaskoczeniu, zagłębiła się daleko. Jakby jedyną barierą był jego zwieracz. Ten zresztą teraz nie był naciągnięty, bo sam pręt haka, poza tym, że chłodny, nie sprawiał dyskomfortu. Czuł za to w sobie metalową gałkę bardzo dobrze. Był nabity, a do tego szarpnięcie głową sprawiło, że hak pociągnął jego tyłek. Zanim zdążył się powstrzymać, jęknął cicho.
Pozycja i sam fakt bycia w ten sposób skrępowanym był… bardzo poniżający. Nie chciał, by teraz ktokolwiek na niego patrzył. A na pewno Thadeus z tak bliskiej odległości. Miał ochotę po prostu się zakryć. Niestety nie miał jak. Jego ręce były związane, a hak w dupie, przywiązany do włosów, odciągał jego głowę do tyłu, przez co nie mógł jej pochylić, chociaż widział, co było przed nim. Klęcząc na związanych nogach, też wiedział, że jego penis był widoczny bardziej, niż by tego chciał.
— Dobrze. Przemyślałeś? — spytał Thadeus po zlustrowaniu go, zakładając ręce na piersi. Był zadowolony z tego, jak skrępował tego drobnego, seksownego mężczyznę. A raczej, w tym momencie, swoją zabawkę.
— A co… rozumiesz przez „dobrym”? — wydusił Garrett, starając się nie patrzeć w jego kierunku i nie myśleć o tym, jak był przed nim odsłonięty. — Nie będę szczekał na komendę.
— Nie kręci mnie to — prychnął Thadeus i pogładził go pod brodą, wiedząc, że więzień nie będzie mógł pochylić głowy i ugryźć go. — Ale słuchać się powinieneś. Dobrze na tym wyjdziesz. Lepiej, niż myślisz.
Garrett przełknął ślinę, co Thadeus od razu z lubością poczuł i zobaczył. Od razu przesunął dłonią po jego szyi, jakby chwalił ją za okazy tej słabości. A potem spostrzegł, że więzień przemyślał jego słowa, bo powiedział ostrożnie:
— Więc… na razie możemy uznać, że tak, choć… nie ufam ani jednemu… twojemu plugawemu słowu.
— Więc, żeby dowieść swoich słów, poliż — rozkazał generał i podsunął mu pod nos swoją gołą dłoń. Garrett mógł go dotkliwie ugryźć, nawet z tak przywiązanymi do haka włosami.
Duma znów go zabolała. Klęczał na tym pieprzonym łóżku z hakiem w dupie, związany jak zabawka, wyruchany i upodlony… a teraz miał lizać podarowaną dłoń. Niestety jego podbramkowa sytuacja sprawiała, że… rozważał zrobienie tego.
Z nadzieją, że kiedyś się uwolni i po prostu zapomni o tej niewoli, wyprze to wszystko, co go spotkało, z pamięci, z zamkniętymi oczami polizał dłoń generała swoim miękkim językiem.
— Mmmm… Dobry szczurek — pochwalił go Thadeus, przez chwilę nie zabierając dłoni. W końcu przesunął nią po policzku swojego więźnia. Pogładził go kciukiem po wargach. — Zachowuj się — przypomniał mu jeszcze i wyprostował się, by wrócić do stołu, który już wzbudzał w złodzieju szybsze bicie serca. — Nie mam na ciebie całego dnia, ale jeśli mnie nie zdenerwujesz, jak zwykłeś to robić swoim zachowaniem, to twoje chwile przed zawiśnięciem będą lepsze, niż początkowo planowałem.
— Jeśli planujesz zrobić to, o czym mówiłeś, to wcale nie będą lepsze — mruknął Garrett.
Po swoich słowach niespodziewanie się zachwiał i nie utrzymał równowagi. Szczególnie przez zranioną nogę, która niemal całkowicie straciła władzę. Upadł na bok i tym samym naciągnął sobie hak w tyłku. Momentalnie jęknął głośno i wygiął w łuk całe ciało. Dla oczu generała był to iście piękny widok. Wygięty, nagi, związany mężczyzna, którego owinięty linkami penis sterczał do przodu, zaś pośladki ściskały się na wsuniętej weń zabawce. Usta złodzieja były rozchylone, a sutki sztywne.
Harlan westchnął, oglądając go takiego. Był to naprawdę podniecający widok. A ku własnemu rozdrażnieniu, coraz bardziej nie chciał się nim z nikim dzielić. Musiał tylko dobrze to rozegrać.
Zabrał ze stołu to, czego potrzebował, po czym znowu przysiadł obok złodzieja.
— Zagryź na tym zęby — poradził i wsunął mu do ust kilka razy zwinięty kawałek materiału. Zaraz po tym pochylił się do jego penisa z czymś, czego Garrett nie widział.
Trybiki w jego głowie od razu zaczęły działać na przyspieszonych obrotach. Materiał w zębach i grzebanie przy genitaliach kojarzyło mu się tylko z czymś… bolesnym. Thadeus mógł go chcieć właśnie wykastrować, jak to czasami było z męskimi dziwkami wieki temu. A może nawet i obecnie. Nie wnikał w te tematy i nie chciał wnikać. Ale na pewno też nie chciał tracić swojej męskości, więc stęknął w knebel i wierzgnął na posłaniu niemalże ostatkami swoich sił. Adrenalina znów trochę mu ich dała, choć jego ciało niemal już nie było w stanie się ruszać.
— Nie wierzgaj, bo stracisz kutasa! — syknął na niego Thadeus i odsunął dłonie od jego penisa.
Dopiero wtedy złodziej zobaczył, co w nich trzymał. Igła i… okrągły kolczyk. Popatrzył na niego z trwogą, lecz strach chwilę temu widoczny w jego oczach, teraz nieco przygasł. Kolczyk nie był czymś, co było nieodwracalne. Nie chciał czegoś takiego, ale… lepszy kolczyk niż utrata jąder. Z dwojga złego na to mógł się zgodzić, a później po prostu go wyjąć.
— Mmbm — wymamrotał i znieruchomiał, oddychając ciężko. Wiedział, że będzie bolało.
Generał aż spojrzał z zaskoczeniem na jego twarz. Chyba nie spodziewał się, że zostanie tak szybko posłuchany, kiedy właśnie zamierzał ingerować w tak czułe miejsce.
— Dobrze. Nie ruszaj się — przypomniał mu jeszcze raz i pochylił się do jego genitaliów. Ostrożnie ujął związanego penisa i przekręcił go lepiej, żeby widzieć, gdzie celuje. — Weź głęboki oddech — poradził, a kiedy i tym razem Garrett dla własnego dobra posłuchał, przebił skórę.
Kolczyk został wsunięty w cewkę i teraz wystawał spod żołędzi tuż obok wędzidełka. Nie poleciało wiele krwi, bo penis nadal był mocno związany.
Ku zaskoczeniu generała, Garrett nawet nie jęknął. Lecz wystarczyło jedno spojrzenie na jego twarz, by widzieć, że poczuł ból. Miał ściągnięte brwi, mocno zaciśnięte na materiale zęby i zmarszczony nos. Oddychał przez niego ciężko, z rumianymi policzkami. Mięśnie na jego ciele napięły się pod sznurami i gorsetem, co zapewniało, że po zdjęciu tego wszystkiego będzie… wszędzie czerwony i obtarty. Na samą myśl o tym Thadeus sam stęknął z chorej ekscytacji.
— Dobrze. Ale nie musisz aż tak się spinać. — Poklepał go po udzie i otarł wierzchem dłoni kropelkę krwi, jaka się pojawiła pod już skręconym kolczykiem. Zlizał ją i dopiero przypiął karabińczyk do kółeczka. Następnie dowiązał do niego długą linkę, najwyraźniej mającą robić za… smycz. Zabrał mu też z ust knebel. — Oddychaj — poradził i wciąż siedząc obok leżącego na boku mężczyzny, ze smyczą do jego kutasa na nadgarstku, sięgnął po nóż oraz rozciął mu więzy na prawym udzie.
Garrett sapnął głośno i od razu wyprostował nogę. Nie czuł jej niemalże. A raczej czuł, jaka była słaba i obolała. Zarówno przez związanie, jak i postrzał. W tym wszystkim cieszył się, że nie widzi swojego penisa, chociaż czuł pulsowanie w okolicach kolczyka. Tak jak i nieprzyjemne mrowienie w uwolnionej nodze.
— Dasz mi odpocząć? — zapytał słabym głosem.
— Później. Jeśli będziesz się sprawował, to dam ci się wyspać — odparł generał i dłonią z małym nożem pogładził go po biodrze oraz zdrętwiałej nodze. — Druga noga do mnie — rozkazał i poklepał go po kolanie, aby ten przysunął bliżej nogę, na której obecnie leżał. Thadeus sięgał do niej już i tak bez problemu, ale sprawdzał go.
Ucieszył się, kiedy Garrett przekręcił się z trudem i wyciągnął do niego nogę. Choć przy tym znów cicho sapnął, kiedy hak w jego tyłku się zagłębił. Od razu odwrócił wzrok.
Generał za to swojego od niego nie odrywał. Fascynował go ten złodziej. W dużej mierze zawodowo. Przecież jego złapanie spędzało mu sen z powiek. A teraz, kiedy w końcu go miał… w inny sensie nie mógł oderwać wzroku. Chciał słyszeć, jak stęka tym swoim męskim, ale miękkim głosem. Jak sapie. Jak męczy się z bólu, ale i dreszczy wywoływanych kolejnymi, erotycznymi doznaniami.
Przeciął więzy na drugiej nodze.
— Wstań. I pamiętaj, że masz nową ozdóbkę w kutasie.
— Nie da się o tym zapomnieć, kiedy uwiera — wycedził Garrett, ostrożnie zsuwając się na skraj łóżka.
Dokładnie obserwowany przez generała położył stopy na podłodze, z ulgą czując, że może wyprostować nogi. Lecz gdy siedział na pośladkach, hak bardziej się w niego wbijał. Dlatego nie ociągał się i od razu się podniósł. I równie szybko okazało się, że jego nogi na chwilę zapomniały, jak to jest utrzymywać ciało w pionie, bo od razu się ugięły.
Już widział oczami wyobraźni, jak upada, jak smycz ciągnie go za penisa, a kolczyk wyrywa się z niego. Zacisnął zęby, mentalnie czując ten ból… który jednak nie nadszedł. Nie poczuł też tego związanego z upadkiem, bo, o dziwo, został złapany w pasie przez swojego oprawcę.
— Mówiłem, żebyś wstał, a nie upadał, nieudolny szczurze — upomniał go generał, trzymając go przy swoim boku jednym ramieniem. W drugim nadal miał smycz do jego zakolczykowanego kutasa.
Złodziej niechętnie oparł się o ciało wyższego mężczyzny, przy którym naprawdę czuł się mały. Zarówno przez swój wzrost, posturę, jak i bycie jego zabawką.
Spróbował stanąć pewniej i przez chwilę czuł, jak nogi drżą mu z wysiłku. Na szczęście przyzwyczaiły się do stania i mógł już się wyprostować. Spojrzeć w dół jednak nie mógł. Dlatego nie zobaczył swojego przekłutego penisa i wystającego z dziurki kolczyka. Nie zobaczył też czerwonych pręg na nogach, będących pozostałościami po sznurze. Stał prosto z lekko zadartą głową i… wilgocią między pośladkami, widoczną nawet kiedy miał je zaciśnięte. Nasienie i krew spłynęły już w dół i dało się je dostrzec na udach. Generał dobrze je widział i może podobało mu się to, ale jeszcze miał coś w planie.
— Stoisz? — upewnił się, patrząc na niego, już tylko z dłonią w pasie. Nie trzymał go, lecz podejrzliwie przyglądał się, czy ten faktycznie zaraz się nie przewróci.
— Stoję — odmruknął Garrett na wydechu, jakby kosztowało go to wiele wysiłku. Jego nogi jeszcze trochę drżały, ale stał stabilnie.
— Dobrze — odpowiedział generał i owinął sobie wokół nadgarstka smycz do jego penisa. Czuł się z nią bezpiecznie pod względem tego, że jego cenny szczur mu nie ucieknie.
Obszedł go od tyłu, poprawił hak w jego tyłku i dopiero zaczął rozpinać gorset. Było w nim wiele klamer, które już wcześniej zdążył zacisnąć. Teraz je rozluźniał i powoli rozbierał złodzieja. Aż ten mógł wziąć głęboki oddech, kiedy odzienie upadło na podłogę. Thadeus za to zobaczył nie tylko kolejne zaczerwienienia w miejscach, w których gorset wrzynał się w skórę mężczyzny, ale też jego… całkiem seksowny brzuch. Płaski, ale umięśniony. Do tego Garrett miał naprawdę wąską talię. Szczególnie przy wygolonym kroczu wyglądała pociągająco.
Nie powstrzymał się i łakomie przesunął dłońmi po szczupłych bokach. Zamruczał nisko, czując ciepłotę skóry. Zrobił krok bliżej, sunąc palcami do przodu, na podbrzusze i wysokość przepony złodzieja. Był od niego wyższy, więc przez ramię widział, jak jego własne dłonie zastępują Garrettowi gorset.
Złodziej spiął się i sapnął głucho w górę. Nie śmiał się ruszyć przez smycz na członku i hak w dupie. Dawał się obmacywać, choć to nie było tak nieprzyjemne jak lewatywa czy bolesne rżnięcie. Nie walczył więc z tym. Zwilżył tylko językiem wyschnięte wargi.
— Kiedy chcesz, potrafisz być grzecznym szczurkiem — pochwalił go generał, sunąc dłońmi po jego ciele. Po brzuchu, po piersi, zahaczając palcami o sutki. Podrapał go też pod brodą, cicho i nisko śmiejąc się tuż do jego ucha. — Szkoda takiego ciała w kostnicy.
— Więc może nie warto je wieszać — wychrypiał cicho Garrett, a jego ciało tak bardzo pragnące odpoczynku i swobody, że niemal bez udziału mózgu plecami oparło się o mężczyznę z tyłu.
Nie został odepchnięty, tylko znów usłyszał niski śmiech przy uchu.
— Cwany to ty jesteś, szczurku, nie powiem — mruknął, po czym z ociąganiem zabrał dłonie. Odsunął się od niego, kulejąc. Skinął na niego głową. — Chodź! — rozkazał prowadząc go do drzwi za smycz.
Jak z początku Garrett podążył za swoim oprawcą, również mocno kulejąc, tak przy drzwiach jego oczy szerzej się otworzyły. Zaparł się, mimo że poczuł bolesne szarpnięcie w członku.
— Nie…! — wydusił, patrząc na drzwi. — Nie wyjdę stąd w taki sposób. Nawet o tym nie myśl, skurwielu.
— Mam ci przypomnieć, że zgodziłeś się być grzecznym szczurem? — spytał generał dosadnie, ale jeszcze spokojnie. Nie pociągnął go za penisa.
Garrett pokręcił głową i zrobił pół kroku do tyłu. W jednej sekundzie poczerwieniał na twarzy. Wiedział, jak wielu ludzi kręciło się po tym burdelu. Ba! Słyszał ich teraz, zarówno z sąsiednich pokoi, jak i z korytarzy, bo kroki niosły się po klatkach schodowych.
— Nie wyjdę tam… Wyjmij mi to z tyłka i ubierz, jeśli musisz mnie gdzieś zabrać! — warknął.
— Myślisz, że znajdujesz się w pozycji, w której możesz stawiać warunki? — spytał Thadeus i uśmiechnął się… ale nie był to uśmiech, który mógł wróżyć cokolwiek dobrego dla złodzieja. Ten już to widział, kiedy Thadeus powoli zaczął okręcać smycz wokół swojego nadgarstka i przez to skracać ją. A przy tym jego mina świadczyła dobitnie o fakcie, że kręci go udręczanie coraz bardziej swojego jeńca.
Garrett z trwogą patrzył na smycz, jak powoli się prostowała i coraz bardziej napinała. Gdy poczuł pierwsze pociągnięcie penisa, jęknął cicho i postąpił krok naprzód. Zabolało. Znów jednak się zatrzymał i zadrżał na całym ciele.
— Chcę tu zostać — wydyszał, opierając się.
— Jak tak lubisz tę sypialnię, to możesz co najwyżej tu wrócić — odpowiedział Thief-Taker, nie przestając zwijać smyczy. — Czego się wstydzisz? Nie raz już tu byłeś. Wszyscy znają twoją gębę. Wisi na całym mieście — wspomniał o listach gończych, na które sam napatrzył się zbyt długo. — Nie wstydzisz się chyba swojej złodziejskiej przeszłości? — spytał specjalnie, widząc go teraz bardziej jako dziwkę niż złodzieja.
Garrett znów postąpił krok do przodu, kiedy smycz już zbyt mocno pociągnęła. Nogi mu zadrżały, lecz nie upadł. Nieuchronnie zbliżał się do drzwi.
— Nie wstydzę się siebie, tylko tego, co ze mną robisz — wycedził, ze stresu zaciskając się na tym przeklętym haku. — To nie jestem ja…
— Ależ jesteś. Mam ci pokazać lustro? — Generał znowu prychnął z rozbawieniem. Podniecał go wstyd, jaki ewidentnie teraz czuł ten wygolony przez niego, wyruchany mężczyzna. — Masz wybór. Pójść ze mną po dobroci albo być ciągniętym za tego kutasa jak oporna szmata — zaproponował w końcu i wyciągnął do niego rękę w geście oferującym, że go przytrzyma. Ale przy tym też owinął mocniej smycz, skracając ją. Jeśli przyciągnąłby ją do siebie z tą długością, Garrett nie chciał nawet wiedzieć, jak bardzo zaboli.
Po prostu musiał do niego podejść. Wyjść z sypialni ze spermą między nogami. Wyruchany, obity i obolały. Do tego związany.
Zacisnął zęby i wreszcie zbliżył się do mężczyzny z naiwną nadzieją, że za drzwiami nikogo nie spotkają. Generał przytaknął, widząc, że ten nie przyjął jego ramienia. Mogło być i tak.
Otworzył drzwi i wyprowadził Garretta, Szczurzego Króla, na korytarz burdelu. Nagiego, z wysoko uniesioną głową przez hak w jego tyłku, zmuszający go do tego. Z raną w nodze, z malinką na szyi i mokrymi udami.
Złodziej niemalże nie oddychał. Podążył powoli u boku generała, kulejąc na jedną nogę i zagryzając zęby na wardze. Gdziekolwiek mieli dojść, chciał już tam być. Ale wystarczyło, by przeszedł kilka kroków, a już zza zakrętu tego długiego, przesyconego burdelową czerwienią korytarza wyłoniły się dwie osoby. Jedną na pewno był chwilę temu zaspokojony klient, a drugą jakaś dziwka. Garrett momentalnie stężał i odruchowo pochylił głowę. Tym samym naciągnął sobie hak i cicho jęknął.
— Dobry dzień! — Thadeus powitał klienta, który właśnie zatrzymał się i patrzył na idącego za kapitanem Straży mężczyznę.
— D… czy to nie…? — wydukał, wskazując na Garretta. Musiał skojarzyć jego twarz z listami gończymi wiszącymi na murach Miasta.
— Dokładnie tak, panie senatorze. Konieczne przygotowania przed egzekucją — wyjaśnił z rozbawieniem Thadeus.
Dziwka nie wtrącała się do rozmowy, ale także zerkała z zaciekawieniem. Garrett za to milczał, czując się do granic upokorzony. Więzy nie były niczym dziwnym, skoro miał zostać powieszony. Ale metal w mokrej od spermy dupie już jednoznacznie mówił o tym, do czego został użyty.
Cofnął się tylko odrobinę, by chociaż trochę schować ciało za generałem. A przynajmniej tak, by nie było widać jego pośladków i penisa.
— Och, no tak… Wielkie gratulacje, generale. Naprawdę general go dorwał i… No — podsumował senator kulawo, mierząc złodzieja wzrokiem.
— Właśnie. Dziękuję. A teraz, jeśli pan pozwoli, czas nagli — odpowiedział klientowi burdelu i sam sięgnął za siebie, do Garretta, aby przepchnąć go między sobą a ścianą do przodu. Chciał, by poszedł dalej i by nie tracili czasu na tej czczej gadce.
Tym razem złodziej się nie opierał. Kuśtykając, pospiesznie poszedł przed siebie. Na tyle, że kiedy minęli kolejne dwie prostytutki i jednego klienta, aż wyprzedził Harlana.
Szybko poczuł jego dłoń w pasie, kiedy mężczyzna szedł za nim, prowadząc go i kierując, dokąd ma iść. Nie szli szybko. Żaden z nich nie miał teraz sprawnych nóg, chociaż Garrett najchętniej pobiegłby mimo bólu. Nie chciał czuć na sobie spojrzenia tych wszystkich ludzi, których mijali. Paliły go one i niszczyły jego imię króla złodziei jeszcze bardziej niż to, co działo się w sypialni.
Kiedy wreszcie Harlan otworzył przed nim drzwi, za którymi nie było już innych ludzi, Garrett odetchnął głęboko i oparł się plecami o ścianę. O związanych rękach niemal zapomniał, bo prawie ich nie czuł. Teraz liczyło się tylko to, że był wreszcie sam z Thadeusem. Nikt inny na niego nie patrzył, choć i wzrok tego mężczyzny go bolał. Ale to był tylko jeden mężczyzna.
Dopiero kiedy nacieszył się prywatnością, rozejrzał się po pomieszczeniu, do którego został zabrany. Kafelki na ścianach miały ciepłe kolory. Zobaczył też wyłożony ciemnym drewnem prysznic, wannę na zdobnych nóżkach i dużo, dużo pary. Byli w łaźni. Jego nagą skórę niemalże momentalnie zaczęła pokrywać wilgoć.
Thadeus zamknął za nimi drzwi na klucz, który następnie schował do kieszeni.
— Co tak patrzysz? — spytał, widząc, jak więzień rozgląda się z zaskoczeniem, że nie został zabrany do jakiegoś pokoju tortur, czy raczej, jakby to tutaj nazwano, sadomasochistycznych zabaw.
Zerknął krótko na Harlana i postąpił kilka kroków do przodu, żeby obejrzeć pomieszczenie. Mimowolnie poszukał ewentualnej drogi ucieczki… jeśli tylko Thadeus dałby mu możliwość. Musiałby jednak do tego puścić jego smycz. Ponadto łaźnia niewątpliwie była usytuowana na jednym z wyższych pięter, co oznaczało, że do ucieczki przez okno potrzebowałby wolnych rąk. To wiele komplikowało.
— Skoro już tu jesteśmy, chcę skorzystać z toalety, chyba że lubisz zapach moczu w swojej sypialni — rzucił kąśliwie, czując, że naprawdę potrzebuje.
Thadeus psyknął pod nosem i w końcu wzruszył ramionami.
— Jak musisz… to wysikasz się pod prysznicem — mruknął i pchnął go w ramię, aby pokierować go w tamtą stronę.
Garrett znów o mało się nie przewrócił, ale udało mu się utrzymać równowagę. Wszedł do całkiem sporej kabiny, wyrzucając z myśli wzrok tych wszystkich ludzi, którzy widzieli go chwilę temu takiego, jakim teraz widział go Harlan.
Generał, nim włączył wodę, przywiązał smycz swojego małego złodzieja do rurki prysznica. Zrobił to na pewno starannie, z tego co widział Garrett. To go niepokoiło, bo Harlan nawet na chwilę nie tracił czujności. Wiedział, że ma do czynienia z kimś, kto prześlizgnie się przez każdą dziurę. Kto wyjdzie przez zamknięte drzwi i łatwo nie da się złapać. Uważał więc, by nie pozwolić mu na żaden swobodny ruch.
— Możesz sikać pod siebie — zachęcił, kiedy włączył wodę i sam cofnął się z drewnianej kratki, a woda potoczyła się prosto z dużej słuchawki w ścianie.
Skropiła wymęczone ciało Garretta, który przymknął oczy i z ulgą poddał się ciepłemu strumieniowi. Odwrócił się tyłem do generała, pragnąc chociaż namiastki prywatności. Nie mógł spojrzeć w dół, lecz czuł, jak penis jest ściśnięty. Zarówno liny, jak i kolczyk sprawiały, że… trudno było mu rozluźnić pęcherz. Ściągnął brwi i znów odwrócił się do generała.
— Rozwiąż mi sznurki z kutasa — rzucił, oblizał dolną wargę i dodał ciszej: — Proszę.
Zobaczył przy tym, jak mężczyzna nie stoi bez ruchu i ogląda go. Właśnie rozpinał swoją koszulę, aby następnie ją zdjąć.
— Prosisz? — spytał z zaskoczeniem, ale też zadowoleniem, bo wyraźnie się uśmiechnął. I nie tak paskudnie, jak potrafił. — Nie możesz się wyszczać? — spytał, sięgając znów za pas po nóż, który, jak zauważył Garrett, cały czas tam nosił.
— Nie. Jest za mocno ściśnięty — wyjaśnił Garrett, z dystansem na niego patrząc. Wolałby być tu sam, lecz potrzebował go, by zostać uwolnionym. Sam zresztą nie umyłby swojego brudnego po seksie ciała. A pragnął być czysty. Na razie czuł się wyłącznie zbrukany. — Tak… Proszę, rozwiąż — dodał, zerkając na jego nóż.
Mężczyzna prychnął pod nosem i już tylko w spodniach, z ostrzem w dłoni, wszedł pod strumień wody. Od razu wolną dłonią odgarnął włosy do tyłu. Zaraz po tym złapał więźnia pod brodę i znowu przesunął kciukiem po jego ustach. Podobanie jak w sypialni. Tym razem jednak Garrett widział, jak oblizywał przy tym własne usta, skubał je zębami i śledził uważnie całą jego twarz.
— Te listy gończe jednak nie oddają ciebie… szczurze — mruknął i w końcu chwycił jego penisa. Moment, kiedy przytknął ostrze do członka i zaczął rozcinać więzy, był mrożący krew w żyłach.
Przez to Garrett niemal nie oddychał. Ale kiedy poczuł wolność, sapnął głośno. To uczucie było tak ekstatyczne, że na ułamek sekundy kąciki ust drgnęły mu w górę.
— Mm… — mruknął tylko, starając się nie zważać na pulsowanie w żołędzi, gdzie miał świeży kolczyk.
Odzyskał już wolność w nogach i członku. Od razu było mu lepiej. Bardziej mógł skupić się na tym, co działo się wokół. Na ciepłej wodzie uderzającej w jego plecy, rozluźniającej zmęczone mięśnie. Na zapachu powietrza unoszący się w łaźni. Na tym, że przez szum wody mógł na chwilę zapomnieć o ludziach, którzy byli za drzwiami. Przymknął na moment oczy, łapiąc ten upragniony, długi oddech.
— Garrett… — Swoje imię, jakie usłyszał, szybko wyrwało go z tego stanu. Głos generała wypowiadającego je był niski i sprawiał, że znów się spiął, a woda zrobiła się chłodniejsza. Albo to jemu zrobiło się gorąco, kiedy usłyszał polecenie: — Podziękuj.
Złodziej popatrzył w górę, w oczy generała. Zawahał się i ten doskonale to widział. Ale był świadom, że nie może odmówić. Że to właśnie Thadeus Harlan miał teraz w ręku całe jego życie, wolność i… godność. Jeśli chciał zachować swoje genitalia, musiał spełniać jego zachcianki. Miał tylko nadzieję, że jakimś cudem uratuje to też jego życie.
Przełknął ślinę wraz z wodą, która wpadła mu do ust przy długim oddechu. Odetchnął i powiedział cicho swoim miękkim głosem:
— Dziękuję.
Thadeus stał teraz jakby bliżej niego. Dziwne było to, że Garrett nie zauważył, kiedy ten mężczyzna z kulawą nogą zrobił krok do przodu. Prawie że w ostatniej chwili też spostrzegł, jak ten uniósł znowu dłoń i chwycił go za brodę. Przy tym cały czas patrzy mu w oczy.
Generał zmarszczył na chwilę nos, zacisnął wargi z ewidentną złością, aż w końcu szarpnął go do siebie i tym razem złapał między wargi nie jego skórę na szyi, a… usta złodzieja.
Garrett szeroko otworzył oczy z zaskoczenia. Nie spodziewał się tego i nie wierzył, że właśnie to się działo. Jego ciało ponownie się napięło, serce znów gwałtownie uderzyło mu w piersi, a w krwi ponownie krążyła adrenalina. Było mu od niej aż słabo. Ta noc, która już przerodziła się w poranek, przyniosła mu mnóstwo wrażeń, skoków stresu, strachu, bólu i upokorzenia. A teraz dochodziły kolejne doznania. Przez to wszystko znów poczuł się miękki w nogach, aż generał musiał podczas tego brutalnego pocałunku podtrzymać go w pasie.
Przycisnąć do siebie, do swojego szerokiego torsu, który był zdecydowanie bardziej owłosiony niż jego łysiejąca głowa. Wąsy mężczyzny drapały wargi złodzieja, kiedy te były smakowane, a może raczej pożerane przez Thadeusa Harlana. W końcu jednak nastał moment, kiedy ten go od siebie odsunął. Zrobił to w wyjątkowy dla siebie sposób, bo zwyczajnie złapał go za rączkę haka i odciągnął.
— Miałeś szczać! — przypomniał mu, warcząc na niego, ewidentnie rozzłoszczony.
Garrett zmarszczył nos i odsunął się, na ile mógł w tej niedużej przestrzeni. Podziękował mu przecież, do diabła. A ten zachowywał się, jakby oczekiwał od niego czegoś innego. Pewnie chciał znów mieć pretekst, by mu przyłożyć.
Odwrócił wzrok i stanął tyłem do generała, a przodem do ścianki prysznica. Poruszył rękami, lecz nic to nie dało. Nie mógł chwycić swojego członka, więc gdy tylko zaczął sikać, częściowo poleciało mu po nogach.
Woda, nadal płynąca z prysznica, zmywała wszystko od razu. To nie było nawet w połowie tak uwłaczające jak lewatywa, dlatego tylko stał, czując dyskomfort wyłącznie przez nowy kolczyk. Żałował, że nie mógł odpiąć się od tej smyczy. Nie miał jak tego zrobić bez użycia dłoni, o których stan zresztą się martwił. Były wysoko związane i trudno było mu poruszyć palcami.
— Nie rzucaj się — usłyszał znowu głos za plecami, a chwilę później poczuł przyjemny zapach mydła.
Był lekki, ale trochę zbyt kwiatowy jak na jego gust. Było to jednak mydło, które mogło oczyścić go z tego całego plugastwa. Z potu, krwi i spermy. Miał przy tym nadzieję, że dostanie nowy opatrunek na nogę, bo ten, który teraz miał, już cały nasiąknął wodą. Rana po bełcie piekła dotkliwie.
Nie ruszył się, nie odsunął i nie walczył z generałem, kiedy ten zaczął go myć. Wolałby zrobić to samemu, zamiast czuć jego zbereźne dłonie na swoim nagim ciele. Ale nie miał wyboru. To było lepsze niż śmierć czy tortury. Było nawet… przyjemne po tym wszystkim, co zaserwował mu Thadeus. Jego dłonie były w tej chwili nawet delikatne w stosunku do tego, jak potrafiły być brutalne, kiedy ten bił go po twarzy czy dusił. Teraz jedynie wzbudzały dreszcze, kiedy przesuwały się po jego gardle. Ale Garrett nie czuł, żeby miały zaraz się zacisnąć. Zresztą, kiedy znalazły się na jego penisie, wcale nie przyniosły bólu, tak jak do tej pory sznur, a subtelną pieszczotę.
— Niby cię mam… — pobrzmiał mu przy uchu głos, kiedy znów miał generała za plecami, podobnie jak w sypialni. Tym razem mężczyzna go mył, ale też podgryzał jego ucho.
Miał nadzieję, że Thadeus nie zamierzał teraz znowu go pieprzyć. Nie miał na to sił. Jego tyłek wciąż dawał o sobie znać. Cały czas piekł przez podrażnione wnętrze. Zwieracz też go bolał, a hak w środku przy każdym poruszeniu mu o tym przypominał.
Nic nie powiedział, by nie pogorszyć swojej sytuacji. Stał niestabilnie tyłem do wyższego mężczyzny, czując, jak jego dłoń rozmasowuje mu obolałego penisa. Choć go nie widział, czuł, że jest czerwony. Miał nawet wrażenie, że miejscami ciało się odkształciło od wbijających się w nie linek.
Wczuwał się w ten specyficzny masaż, nawet nie spostrzegłszy, że cicho mruknął. Thadeus, zachęcony tym, zbliżył się do niego jeszcze odrobinę. Już całym torsem naparł na jego plecy. Pozwalał mu się na sobie oprzeć, kiedy w przemoczonych spodniach masturbował swojego więźnia. Patrzył mu przez ramię na członek i podskubywał co jakiś czas szyję i uszy. Z dwa razu nawet wsparł twarz o bok jego głowy, gdzie Garrett miał krótko ścięte włosy. Dyszał nisko, jakby samemu robił sobie dobrze, a nie swojemu więźniowi.
A ten coraz bardziej sztywniał. I choć równocześnie miejsce po świeżo przekłutym kolczyku mocniej doskwierało, tak ogólny ból w całym ciele już przyzwyczaił go do nieustannego dyskomfortu. Kiedy mógł doznać choć chwili przyjemności…
Musiał zamknąć powieki, żeby nie myśleć o tym, w jakiej sytuacji się znajdował. Że był w burdelu, jako jedna z dziwek. Jako zabawka Thadeusa. Skupiał się tym, co robiła mu jego dłoń. A gdy przyjemność stawała się coraz lepsza… mimowolnie poruszył biodrami. I od razu poczuł, jak hak w jego tyłku się poruszył.
— Nm… Wycią… gnij mi go… — wystękał. Jego wykończone ciało niemalże wpadało w jakiś trans. Kiedy jeszcze próbowało utrzymać świadomość, by poczuć ostateczną rozkosz.
Thadeus jednak nie spełnił jego błagalnej prośby. Wręcz przeciwnie. przesunął się tylko kawałek na bok, aby poruszyć całym hakiem w tyłku złodzieja. Aby kulka, jaka była w nim głęboko, popieściła jego prostatę. Nie przestał go przy tym pieścić po penisie, nie zaczepiając jednak o kolczyk.
Garrett od razu głośniej jęknął. Hak w jego podrażnionym tyłku sprawiał mu ból. Piekło go i drażniło rozerwane miejsca. Ale w połączeniu z pieszczeniem członka… momentami wydawało mu się to przyjemne. Kiedy metalowa kulka dociskała pewien punkt, pocierała go i… i naprawdę drżał od tego, co działo się w jego dupie.
Kiedy już sam zaczął zauważać, że jego skomlenie jest aż nazbyt słyszalne, przekręcił głowę i zacisnął zęby na ramieniu. Mocno, boleśnie. Przy tym zacisnął powieki i dzięki temu stłumił trochę swoje dźwięki, gdy wręcz podrygiwał w ramionach generała. Ten, poza tym, że go pieścił, sam miał już sztywno w swoich mokrych spodniach. Ale skupiał się na tym, aby Garrett doszedł. Z bólem i z przyjemnością przepełniającymi jego ciało. Aby strzelił i poczuł swój pierwszy, zbyt wczesny, orgazm z kolczykiem w członku. Nie zdrowie liczyło się dla generała, lecz widoki, jakie zapewniał mu jego własny więzień. Drgający i dochodzący w jego ramionach pod strugami ciepłej wody.
Gdy tylko trysnął na ściankę prysznica, nogi się pod nim ugięły. Ale Thadeus to przewidział. Wiedział, że organizm złodzieja tego nie wytrzyma. Że zaćmi go przynajmniej na chwilę. I tak się stało, kiedy najpierw Garrett stęknął z bolesnej rozkoszy, by następnie ujrzeć… mroczki przed oczami. Było mu przez kilka sekund wyłącznie… naprawdę dobrze.
Generał przytrzymał go mocno w pasie. Nie było to trudne nawet z jego niesprawną nogą, bo Garrett nie należał do ciężkich. Kiedy wycisnął ostatnie krople nasienia z jego penisa, na chwilę wyjął z niego hak. Po tym uniósł mężczyznę, by wynieść spod prysznica i przerzucić do wanny.
Garrett wiedział, że to wszystko się działo, ale było jak sen. Niczym obrazy pojawiające się przed jego oczami. Sceny, w których nie mógł zbyt wiele zrobić. Oparł potylicę obarczoną uwieszonym na sznurze hakiem o krawędź wanny i patrzył wokół przez zmrużone powieki. Był wykończony.
Ręce nadal miał związane, nogi słabe, a w głowie mu ćmiło. Musiał wyglądać na nieźle nieprzytomnego, bo Thadeus znowu pochylił się i go pocałował. Tym razem krócej i miej agresywnie. Nie odepchnął go też, ani nie zareagował agresywnie jak poprzednim razem po takiej pieszczocie. Zamiast tego zostawił go samego w ciepłej wodzie, która nadal toczyła się do wanny i uciekała małym otworem zapobiegającym przelaniu się przez jej krawędzie.
Garrett nie widział, dokąd Harlan się oddalił, ale słyszał, że nie wyszedł z łaźni. Nadal do jego uszu dobiegało jego przestępowanie z nogi na nogę. Nie miał zresztą nawet sił, by myśleć o ucieczce. Miał wrażenie, że nie zdobyłby się na to nawet, kiedy Thadeus by po prostu wyszedł. Polegiwał jedynie w ciepłej wannie i czuł, ja woda wpływa mu do otwartej dziurki. Miał nadzieję, że po długim odpoczynku jego zwieracz przypomni sobie, jak się zaciska. Na razie nie chciał tego zrobić, a może i sam nawet się o to za bardzo nie starał. Woda była naprawdę przyjemna i nie chciał z niej wychodzić. I jeśli miał umierać, to już wolałby być tu zaduszonym.
Jedyne, czego mu teraz brakowało, to wolnych rąk, które sprawiały mu duży dyskomfort. Oraz wymiana opatrunku na nodze, bo ten nie nadawał się już do niczego. Ale zupełnie o tym nie myślał, kiedy niemalże usypiał w wannie.
— Nie śpij — usłyszał, kiedy już prawie zanurzony po nos w gorącej wodzie tracił kontakt ze światem. — Muszę przygotować twoją egzekucję, więc nie możesz tu siedzieć, ile chcesz. Wstawaj. — Generał swoim niskim i oschłym głosem przywrócił mu pamięć o tym, gdzie się znajdował.
Garrett aż nieprzytomnie na niego popatrzył. Nie odezwał się, tylko spróbował najpierw usiąść. To było znacznie łatwiejsze, kiedy nie miał haka w tyłku. Udało mu się nawet podnieść i stanąć w wannie. Oddychał przy tym głęboko z wysiłku. Thadeus za to westchnął nisko i ze zniecierpliwieniem, że nie wychodzi z wanny. Ale w końcu tylko rozłożył materiał, który miał w rękach, po czym zarzucił go wokół złodzieja. Okrył mu nim też głowę i zawinął szczelnie, zawiązując oba końce. Bez zbędnych słów, chwycił mężczyznę w talii i przerzucił sobie przez ramię. Złapał go pod tyłkiem. Sam był już ubrany w świeże odzienie, chociaż wciąż miejscami był wilgotny. Tak jak Garrett, który został jedynie owinięty, a nie wytarty.
Złodziej tylko sapnął głucho i zwiotczał w rękach generała. Wisiał na nim, czując zapach mydła. Jego świadomość niemal nie przyswajała innych bodźców.
— Dasz mi odpocząć? — wydusił cicho po raz kolejny, naprawdę bardzo nie chcąc teraz znowu uczestniczyć w jakichś zabawach zaplanowanych przez generała. Nie miał nawet sił krzyczeć.
— Powtarzasz się — mruknął Thief-Taker oraz poprawił go na swoim ramieniu, trzymając za uda i pośladki.
Wyniósł go z łazienki, ale Garrettowi pozostało tylko domyślać się, gdzie go zaniesie. Wisiał więc po prostu, z ulgą mogąc się rozluźnić. Bo ani nie musiał wysilać nóg do utrzymania jego ciała, ani martwić się tym, że wszyscy widzą go w tej poniżającej postaci. Pozwolił sobie nawet przymknąć oczy, kiedy został wyniesiony z łaźni.
Co było dla niego abstrakcyjne, nie czuł nawet, że hak nadal ciągnie go za włosy. Wciąż był do niego przywiązany, ale ważne, że już nie był w jego tyłku. Smycz też nie ciągnęła go za penisa. Było to wszystko niepokojąco uspokajające. Tym bardziej, kiedy miał wrażenie, że idą bardzo długo.
Wreszcie generał otworzył jakieś drzwi i wszedł do całkiem ciemnego wnętrza. Chociaż ciało Garretta niemalże usypiało, spróbował znów być czujny. Nie śmierdziało krwią, moczem, ani nie było zimno. Nie mogła to więc być żadna piwnica, a raczej kolejna, burdelowa sypialnia. Inna niż poprzednia. Tutaj nie czuł tego samego co wcześniej. Do tego było ciemniej.
Kiedy Thadeus położył go na pościeli, usłyszał, że łóżko nie zaskrzypiało, za to towarzyszyło temu ciche dzwonienie łańcuchów. Zresztą, długo nie musiał się domyślać, czy dobrze słyszy, bo generał sięgnął pod okrycie do jego kostki i mocno pociągnął ją w swoją stronę.
Domyślał się, że ponownie chce go związać. I choć łańcuchów trudniej było się pozbyć… tak chyba abstrakcyjnie ucieszył się, że nie jest to znowu wbijająca się w jego skórę lina.
Nie szarpnął nogą, bo nic by mu to nie dało. Jedynie leżał nieruchomo, okryty materiałem i oddychający równo.
— Nie martw się, nie uciekniesz. Nie zostawię sam na sam plugawego złodzieja z kajdanami. — Słyszał głos generała, kiedy tylko pobrzmiał trzask zapadki.
Już wiedział, że nie był to pierwszy lepszy zamek. Nadal jednak, przy odpowiedniej ilości czasu i z jakimkolwiek narzędziem, poradziłby sobie z nim. Nie wyrażał głośno swojej nadziei na ucieczkę. Nie spierał się z generałem, licząc, że ten naiwnie zostawi go w taki sposób na kilka godzin. Mógłby stąd uciec. Znów mieć władzę nad swoim ciałem. Zapomnieć o tym, co się teraz z nim działo. Bo było to jak istny koszmar. Ciągnący się, wycieńczający jego ciało i umysł.
— Żyjesz? — Kolejne pytanie przyszło, kiedy mężczyzna zszarpnął materiał zakrywający jego głowę, chcąc sprawdzić, czy oddycha. — Żyjesz — prychnął, widząc, jak krzywi się nawet od tego nikłego światła, jakie było w tym pokoju. Mniejszym pokoju, z łóżkiem z wysokimi kolumnami, do których przyczepione zostały łańcuchy i całe oprzyrządowanie dla nich. Była też tu szafa. Tyle przynamniej zobaczył ze swojej pozycji.
— Moje ręce… Rozwiąż je. Nie czuję ich — odezwał się z nadzieją, że ta prośba zostanie spełniona. Znów leżał na plecach, przygniatając związane kończyny. Barki miał koszmarnie obolałe, nadgarstki także, a palców niemal nie czuł. To było w tym momencie chyba najbardziej uciążliwe doznanie. Nawet w porównaniu do obolałej dziurki i penisa.
Generał skrzywił się, ale kiwnął głową. Nie rozwiązał go od razu. Najpierw zabrał coś, co leżało poza zasięgiem wzroku złodzieja. Dopiero po tym przysiadł za nim i przekręcił go niedelikatnie na twarz, aby następnie rozwiązać mu ręce.
Złodziej sapnął głucho, kiedy poczuł, jak więzy opuszczają jego przeguby. Nie widział tego, za to Harlan miał bardzo dobry widok na mocno zaczerwienione ślady po sznurze. Te zagłębiały się w skórę, aż zostawiając po sobie odkształcenia. A Garrett, choć miał wolne ręce… nie był w stanie nimi ruszyć. Generał zobaczył, że niemrawo porusza palcami i próbuje unieść jedną rękę, lecz ta po prostu zsunęła się po jego ciele na pościel. Było potrzeba czasu, aż krew ponownie normalnie zacznie krążyć w jego kończynach i wrócą mu siły. Teraz był bezwładny niczym lalka.
To było na rękę dla samego generała, który nie zamierzał dawać złodziejowi po prostu sobie odpocząć. Chwycił jedną z zesztywniałych dłoni i włożył w mały, materiałowy woreczek. Zawiązał zaraz po tym go na nadgarstku, lecz nie tak mocno, jak wcześniej więzy. Zrobił to samo też z jego drugą dłonią.
Materiał był na tyle ciasny, że blokował Garrettowi możliwość poruszania palcami. Musiał trzymać je zamknięte w pięści. Spróbował nawet je rozewrzeć, ale się nie dało. Materiał był mocny. Aż przekręcił głowę, żeby popatrzeć na swoje dłonie i gdy tylko to ujrzał, skrzywił się. Harlan był bardzo czujny.
— Chciałeś odpocząć. Będziesz miał na to okazję. Nabierz sił na wieczór — zapewnił Thief-Taker, kiedy poklepał go po boku i znowu przekręcił jego wycieńczone ciało, tym razem na bok.
Garrett spróbował ułożyć się wygodnie, mimo przywiązanych do kolumienek nóg. Było mu teraz znacznie wygodniej, kiedy mógł dać do przodu ręce. Ostrożnie je zgiął i ułożył przy klatce piersiowej.
— Sam kiedyś za to zawiśniesz — wydusił słabo.
— Marzysz o tym, ale to się nie stanie — odparł generał, zajmując się nim i układając go tak, jak uważał, że będzie najbezpieczniej.
Przy okazji zmienił mu opatrunek na nodze na świeży i suchy. Potem, co już gorsze było dla Garretta, znowu przypiął mu smycz do kolczyka w penisie. Jej koniec okręcił mu wokół obu nadgarstków, które ten już trzymał przed sobą. Teraz, chociaż Garrett miał większą swobodę w dłoniach, nie mógł unieść ich za wysoko. A przez palce w tych ciasnych woreczkach, nie mógł odpiąć karabińczyka od kolczyka.
Obserwował to wszystko z niepokojem. Każdy kolejny pomysł Thadeusa odbierał mu możliwości ucieczki. Co gorsza, czuł, że musiał, po prostu musiał odespać, zanim podejmie jakiekolwiek próby sięgnięcia po wolność. A z nowym opatrunkiem na nodze i częściowo uwolnionymi rękami było mu bardziej wygodnie. Przez to też jego ciało wpadało w przyjemne usypianie.
Gdy generał skończył wiązać mu ręce, złodziej popatrzył na niego z nadzieją, że już sobie pójdzie.
— Do zobaczenia za kilka godzin. Możesz pomyśleć w międzyczasie o tych wszystkich, których okradłeś — przypomniał mu o swoim pomyśle na wieczorne… spotkanie, jakie mu zaaranżował.
Następnie zbliżył się już do jego twarzy i założył mu knebel na usta. Był podłużny, choć nieszczególnie szeroki. Dzięki temu nie rozwierał zbyt mocno szczęki Garretta, lecz niewątpliwie hamował mu możliwość mówienia i gryzienia. A gdy generał zapiął mu go z tyłu głowy, złodziej popatrzył na niego z wrogim wyrzutem.
— Pokazałeś już, że nie można ci ufać — powiedział Thadeus i poklepał go mocno po policzku. Już miał nawet wstać i wyjść, ale nagle się zatrzymał. — Dekoncentrujesz mnie — oskarżył go i sięgnął do haka, który nadal był przywiązany do włosów Garretta.
Ten poczuł pociągnięcie za włosy i w obawie, że mężczyzna będzie chciał go zostawić z nim w tyłku, jęknął i przekręcił się na plecy, zasłaniając pośladki. Od razu też pokręcił głową na boki, wpatrując się w Thadeusa.
— Co? Musisz być przygotowany na wieczór. Jak nie hak, to co innego ci tam wepchnę — zagroził Thadeus z rozbawieniem na jego próbę obrony.
Garrett od razu się skrzywił i znów pokręcił głową. Nie chciał nic innego. Nie chciał tam kompletnie nic. Był rozerwany, naruszony i obtarty. Chciał, żeby odbyt mu się zamknął i taki pozostał, a nie znów został czymś wypchany. Był mężczyzną i jego narządem używanym w seksie zdecydowanie nie powinna być dupa.
Generał, widząc jego minę, znowu się roześmiał. Złapał go za nos i wiedząc, że przez knebel da się oddychać, ale jest to bardzo trudne, poddusił go trochę.
Złodziej zacisnął powieki, za to otworzył usta najszerzej, jak mógł, by zrobić miejsce na przechodzenie powietrza. Oddychał głośno, a przy tym… odruchowo pociągnął rękami w górę i zdecydowanie za mocno szarpnął. Przez to aż krzyknął, a Thadeus ku swojej uciesze zobaczył, jak spomiędzy jego zaciśniętych powiek wypływają łzy. Tak, wilgoć w tych oczach podczas rżnięcia była przyjemna do obserwacji, ale teraz także miło mu się na to patrzyło. To było dobre wspomnienie. Chciał je głęboko i dobrze zachować. I może jeszcze to zobaczyć, dlatego puścił teraz jego nos, przekręcił go na brzuch i wsunął mu hak w dupę.
Ujrzał, jak pośladki się odkształcają, kiedy mocno ścisnęły hak. Już miały sucho i czysto, a przy gładkości, o jaką zadbał Thadeus, wyglądały naprawdę… kusząco. Sam Garrett za to jęknął w knebel i znów zadarł trochę głowę, żeby za bardzo nie ciągnęło.
Generał obejrzał go sobie od góry do dołu. Widok mu się podobał, ale miał dużo na głowie. Zakrył więc swojego więźnia byle jak, wiedząc, że i tak ten nie ucieknie. Zadbał o jego kutasa, zęby, palce, o związane nogi i, co najważniejsze, o tyłek. Tyłek, który musiał być otwarty, kiedy zabierze go na orgię.
Jego więzień był bezbronny i pozbawiony możliwości ucieczki. Thadeus mógł więc udać się do Miasta, spełnić swoje obowiązki generała Straży i samemu trochę odespać. Tej nocy nie przespał przez niespodziankę, jaką zapewnił mu los. Nie narzekał. Cieszył się jak nigdy, że wreszcie miał w swoich rękach życie i godność Garretta. Musiał teraz tylko dobrze o niego zadbać…

***

Garrett przespał prawie cały czas, kiedy Thief-Takera nie było. Jego organizm był tak wycieńczony tym, co się z nim działo, że po prostu padł. Mimo dyskomfortu, uwięzienia, a także… głodu. Pod prysznicem udało mu się napić trochę wody, ale po kolejnym dniu był naprawdę głodny.
Obudził się, kiedy za oknem było zupełnie ciemno. Nie miał pojęcia, która była godzina. Zobaczył tylko, że było ciemno i… znowu głośno. To była pora, kiedy w House of Blossoms klienci odwiedzali dziwki. Na pewno w pokoju obok ktoś się głośno zabawiał, bo Garrett nieustannie słyszał kobiece pojękiwanie i męski głos krzyczący co jakiś czas „kto jest twoim tatusiem?!”.
Przez kolejną godzinę próbował pozbyć się materiału z dłoni. Nogami nie miał jak się zająć, bo były uwięzione w łańcuchach. Mógłby je otworzyć, ale do tego potrzebował sprawnych palców. I choć władza w rękach mu wróciła, tak nie mógł ich użyć. A gdy tylko mocniej szarpał, naciągał sobie penisa.
W tej szamotaninie zrzucił z siebie materiał i znów leżał na łóżku nagi i odkryty, choć nie było zapalone żadne światło, więc nawet nie widział swojego ciała. Czuł za to, że przez knebel obślinił sobie policzek. Za to tyłek… tyłek powoli wracał do siebie i teraz na pewno był bardziej zaciśnięty na metalowym, już ciepłym od jego ciała haku. A on leżał nieruchomo, z żałością czując, że nie miał jak się uwolnić. A z każdą kolejną minutą… z autentycznym strachem nasłuchiwał specyficznego stukania.
Kroki generała poznałby wszędzie i to z daleka. Dlatego był pewien, że nie pomyli ich między tymi wieloma, które słyszał na korytarzu. Miał wrażenie, że ktoś za drzwiami na chwilę się zatrzymał i mówił coś o tym, że sprawa jest przegrana. Nie wiedział, czy było to o nim. Nie chciał, aby było. Coś usłyszał też o dużej sali i gościach.
Po ciele przeszły mu ciarki. Bycie ruchanym przez jednego mężczyznę było uwłaczające. Ale jeśli miałby być oddany wielu na raz… Nie chciał tego. A nie mógł zrobić naprawdę nic, bo mimo że szarpał nogami, łańcuchy mocno trzymały. A on mógł jedynie leżeć i czekać w tych ciemnościach na swojego oprawcę.
Aż po kolejnych długich minutach w ciemności, samotności, sam na sam z upokorzeniem i obawami, usłyszał charakterystyczne utykanie na korytarzu.
Otworzył szeroko oczy i zacisnął zęby na kneblu. Spróbował się poruszyć, ale nie chciał, żeby hak w tyłku go uwierał. Ręce wciąż trzymał przy kroczu, a głowę zadartą. A im bliżej były kroki… tym płycej oddychał. Aż nie poznawał samego siebie.
Jeszcze centymetry, jeszcze dwa kroki. Naciśnięcie klamki, serce stające mu w przełyku i… w końcu pokój rozjaśniło światło zapalone przez wchodzącego mężczyznę.
— Wyspał się szczurek?
Garrett przekręcił trochę głowę, by na niego popatrzeć i od razu zadrżał. Miał nadzieję, że nie widocznie.
— Mn — mruknął tylko w knebel. Ślina mu przeszkadzała, tak bardzo jak hak i kolczyk. Chciał być wolny. Nie chciał na sobie dłoni Thadeusa.
Ten jednak podszedł do niego i położył mu od razu dłoń na biodrze, kiedy tylko przysiadł na łóżku. Sięgnął zaraz drugą do knebla.
— Gotowy, aby w końcu zapłacić za to, co ukradłeś?
Kiedy Thadeus zdjął mu knebel, Garrett oblizał wargi i pokręcił głową.
— Nie chcę, by ktoś inny mnie pieprzył. Nie rób tego, proszę.
— Prosisz?
Garrett teraz zrobiłby wszystko, żeby mężczyzna nie zabrał go na orgię jako zabawkę dla wszystkich starych zboczeńców, których okradł z ich cennych świecidełek.
— Tak. Proszę cię, żebyś tego nie robił. Proszę, generale — dodał twardo, patrząc mu w oczy w górę.
Thadeus skrzywił się brzydko. Sięgnął do jego twarzy i przesunął kciukiem po jego wargach.
— Wiele osób będzie niezadowolonych, że nie dostało tego, czego oczekiwali.
A kiedy złodziej oblizał mokre od śliny wargi, tym samym zahaczając językiem o jego palec, przyszło mu coś do głowy.
— Nie oddawaj mnie im — prosił dalej więzień, zaczerwieniony na twarzy na myśl o tym, co mogłoby się z nim dzisiaj stać.
Generał znowu skrzywił swoją niezbyt urodziwą twarz. Był ubrany w wyjściowy strój. Widać było, że niedawno był na mieście.
— Czyżbyś starał się nakłonić mnie, abym postąpił zachłannie?
Serce w piersi Garretta biło szybko. Ciało znów było napięte i oczekujące na to, co mogło nadejść.
— Jeżeli czegoś jeszcze ode mnie chcesz, mogę to spełnić. Bez udziału tych ludzi. Powiedz tylko, czego chcesz — mówił dalej, widząc, że mężczyzna się wahał. Że może był w stanie pójść na ugodę i oszczędzić jego tyłek przed innymi członkami. Był to kiepski interes, ale i tak lepszy niż bycie zabawką w tłumie.
— Wszyscy czekają — mruknął Thadeus, po czym wstał.
Musiał to przemyśleć. Wiedział, że przyjdzie na pewno kilka osób. Chciały rewanżu. A on chciał go im dać. Sam znał to uczucie. Jednak… jego było silniejsze. A przynajmniej tak sobie wmawiał.
Czuł na sobie spojrzenie pełne wyczekiwania i trwogi. W jakiś sposób go to kręciło. Podobało mu się, jak udręczony był ten mężczyzna. Sadystycznie cieszył się jego strachem i bólem. A Garrett milczał, czekając na odpowiedź. A właściwie na wyrok. Bo czym byłaby jego duma, gdyby został oddany jak najgorsza dziwka ku uciesze lubieżnych, starszych mężczyzn?
Thadeus postanowił jeszcze się tym pocieszyć. Pospijać strach z tych szeroko otwartych i śledzących go oczu. Złapał go więc za ramię i posadził. Hak od razu głębiej wbił się w ciało złodzieja, a ten jęknął nisko. Wyprostował plecy, na ile mógł, a uda zacisnął. Na pewno wnętrze nie zdążyło mu się zagoić i teraz znów, po tym długim odpoczynku, poczuł to.
Generał ujął go pod brodę, chcąc lepiej zobaczyć tę przystojną twarz.
— Robisz dobre miny — pochwalił go, zdjął mu łańcuchy i odpiął od jego penisa karabińczyk.
Następnie pociągnął go za smycz, którą wciąż miał obwiązane dłonie. Ściągnął go na podłogę, żeby stanął. Od razu zobaczył, że ten niewysoki, szczupły mężczyzna miał więcej siły niż rano. Stanął stabilnie, choć… szeroko. Nie chciał czuć w sobie haka.
— Kiedy pieprzysz kobiety, też specjalnie sprawiasz im ból, żeby się krzywiły? — zapytał, marszcząc nos. Nie był jednak zbyt bezczelny, bo wciąż nie wiedział, czy Harlan zgodził się nie zabierać go do innych mężczyzn.
— Chyba miałeś okazję podglądać, jeśli dobrze pamiętam. Podniecało cię to? — Thadeus odparł pytaniem na pytanie i przywiązał jego ręce do kolumienki, żeby się nie oddalał. Zostawił mu jednak trochę smyczy luzem.
Sam podszedł do szafy po odpowiednie ubrania, cały czas śledzony czujnym spojrzeniem dwukolorowych oczu złodzieja.
— Nie. Ból przy stosunku nie jest tym, co mnie podnieca. Wielu uznałoby to za perwersję — dodał dobitnie.
— Kwestia gustu. Wolisz delikatnie? Kiedy mężczyzna trzyma cię jak kobietę? — Thadeus mówił ot tak, jakby prowadzili zwyczajną pogawędkę przy dobrym trunku.
— Mówisz, jakbyś był przekonany, że oddaję się mężczyznom, a dobrze wiesz, że tak nie jest. Dobrze to wczoraj czułeś, skurwielu — dodał mrukliwie i cicho. I wciąż stojąc przodem do kolumienki, ścisnął swoją, jeszcze wczoraj dziewiczą, dziurkę.
— Prawda. Byłeś wyjątkowo ciasny. A twoje ciało… — Thadeus zbliżył się do niego i chwycił go znowu od tyłu. Z niskim pomrukiem przesunął jedną dłonią po jego nagim boku. — Nadaje się pod męskie dłonie idealnie.
W uszach złodzieja zabrzmiało to jako obelga. Czuł się poniżony. Jakby generał nie uważał go za takiego samego mężczyznę, jakim sam był.
Zadrżał pod jego dotykiem i przysunął się bliżej kolumienki.
— Nieprawda — szepnął.
— Może jeszcze tego nie dostrzegasz — mruknął Thadeus i sięgnął do jego pasa, żeby przybliżyć go do siebie.
Po tym zarzucił mu wokół talii… gorset. Inny niż jego. Typowo kobiecy, o mocnych fiszbinach. Zapiął go na pierwsze haftki.
Garrett nie miał za bardzo jak mu się przyjrzeć, bo głowę miał wciąż wyprostowaną. W przeciwnym razie pociągnąłby hakiem. Ale ewidentnie czuł, że nie jest to jego gorset… tak samo jak czuł delikatność materiału. Wystarczyło, że zdał sobie sprawę, w co ubierał go mężczyzna, żeby poczerwieniał ze wstydu na twarzy.
— To chore… — wydusił, oddychając głęboko.
— Ale jakie do ciebie pasujące! — odpowiedział Thadeus na wydechu, zapinając kolejne haftki.
Czarno-czerwony, jedwabny materiał, obszywający z każdej strony mocne fiszbiny, które były dodatkowo spięte pasem do korygowania talii. Wiedział, co wybiera. Złodziej wyglądał wyjątkowo seksownie w swoim gorsecie, a teraz jeszcze kiedy miał na sobie ten… Stawał mu.
Kiedy mocno ścisnął, Garrett aż stanął na palcach i sapnął głośno. Poczuł, jak gorset ścisnął go w pasie. Było to mniejsze upodlenie niż lewatywa, ale tak samo sprawiające, że teraz naprawdę nie chciał odwracać się przodem do generała i musieć patrzeć mu w oczy. Kiedy ten zawiązywał mu i ściskał mocno kolejne sznurki gorsetu. Kiedy przy kolejnych pociągnięciach pogłębiał jego talię…
W końcu zawiązał sznureczki za jego plecami, pod linką z hakiem. Obejrzał sobie, co stworzył. I podobało mu się to. Szerokie, ale szczupłe ramiona, głowa wyciągnięta w górę, talia mocno ściśnięta gorsetem o lekkich falbanach, seksowne pośladki, które co chwilę się ściskały i szczupłe nogi.
— Madame zarobiłaby na tobie krocie.
Garrett tylko zacisnął zęby i pięści. Czuł się do granic upodlony. A jeśli było to przebranie, w którym chciał go zaprezentować pozostałym mężczyznom… to naprawdę nie wiedział, czy nie wolałby teraz dać sobie odciąć palców.
Nie odpowiedział nic na słowa Thadeusa, tylko znów stanął bliżej kolumienki z nadzieją, że mężczyzna nigdzie go nie zabierze.
— Obróć się — rozkazał mu generał, wiedząc, że smycz była na tyle długa, że ten da radę. Chciał zobaczyć jego penisa.
Ale Garrett tylko mocniej zacisnął szczękę i wstrzymał oddech. Miał wrażenie, że ciało wręcz nie pozwalało mu się ruszyć i odwrócić. I stanąć twarzą w twarz z generałem, będąc w ten sposób ubranym. Jak w snach, kiedy nie potrafiło się uciekać przed zbliżającym zagrożeniem.
— Odwróć się, szczurze! — powtórzył generał już ostrzejszym, niższym głosem.
Było jasne, że nie odpuści. Że albo pozwoli mu się odwrócić, albo zrobi to sam. Dlatego złodziejowi w końcu udało się pokonać opory i powoli okręcił się w miejscu. Niemalże nie oddychał, kiedy stanął przodem do Thadeusa. Ściśnięty czarno-czerwonym gorsetem, z uwięzionymi rękami i przekłutym, nagim członkiem. Cienie, którymi miał zwykle pomalowane oczy, teraz były nieco rozmazane przez wcześniejszą kąpiel. A oczy… oczy i policzki wyrażały to, co Harlan chciał widzieć. Wstyd. Chciał go wykorzystać. Patrzył na niego długo, oglądając każdy grymas, każdy centymetr skóry. Aż wywołał kolejną falę dreszczy na ciele złodzieja.
— Przekonaj mnie, że chcesz być tylko mój.
Powieki Garretta od razu szerzej się otworzyły. Nie miał pojęcia, co mógłby zrobić dla tego mężczyzny, żeby zgodził się go tu zostawić. Na razie wszystko, czego chciał, po prostu sobie brał.
— A czego ode mnie oczekujesz? — zapytał.
Generał przygryzł dolną wargę. Myślał i bił się z myślami, aż w końcu ze złością też na samego siebie za to, że ulega, rozkazał:
— Klęknij.
Garrett wziął głęboki oddech, ale nie zawahał się. Takie okazanie uległości było znacznie lepsze niż orgia. Zgiął więc oba kolana i upadł na nie przed całkiem postawnym mężczyzną. Brak możliwości spuszczenia głowy sprawił, że miał ją niemalże na wysokości jego krocza. I chyba właśnie tego chciał Thadeus.
— Jeśli ugryziesz, stanie ci się coś dużo gorszego — ostrzegł go.
Nie uwalniając jego dłoni, sięgnął do swojego rozporka.
A Garrettowi zabrakło słów. Wpatrywał się w jego spodnie z coraz szybszym biciem serca i krwią napływającą mu do twarzy. Nie potrafił nic wydusić przez dobre kilkanaście sekund, aż jego oczom ukazał się członek. Gruby i duży. Już wiedział, dlaczego wczoraj tak bolało.
— To… Jeśli to zrobię, to oszczędzisz mnie przed resztą? — wydusił.
— Jeśli się spiszesz — odpowiedział Thadeus. Pewnie, z wyższością i lubieżnym zadowoleniem patrzył na klęczącego przed nim mężczyznę. Już wiedział, że gęsto będzie musiał się tłumaczyć ze swojej zachłanności. Ale chciał go… tylko dla siebie.
A Garrett, choć całe ciało i mózg mówiły, że tego nie chce, że w życiu nie wziąłby do ust cudzego członka… tym bardziej tego, który wczoraj go zgwałcił, tak wiedział, że musi to zrobić. Że w przeciwnym razie spotka go coś znacznie gorszego. Dlatego cicho wypuścił powietrze i przełknął ślinę przez ściśnięte gardło. Po czym zamknął oczy, wysunął język i delikatnie, na próbę… liznął penisa Thief-Takera.
Od razu usłyszał niski pomruk, ale zaraz też poczuł szturchnięcie w głowę.
— Nie zabieraj się do tego, jakbyś w życiu kutasa nie wiedział! — syknął na niego mężczyzna. — Nadal nie zdecydowałem.
Zmarszczył nos, bo z trudem przychodziło mu zbliżenie się do tego krocza. Dotknięcie tego członka. Chciał najpierw sprawdzić, jak będzie smakował. Czy nie zemdli go od samego smaku czy zapachu. Ale Thadeus nie był cierpliwy.
— Muszę spróbować — wycedził cicho, z wyrzutem, nie patrząc na niego w górę, tylko na tego grubego kutasa.
— Chcesz go posmakować? Czy ci smakuje? — Generał zaśmiał się od razu nisko. Musiało go to nieźle bawić. — To smakuj, liż go i mów, czy ci smakuje — zadrwił sobie z niego i sam sięgnął do własnego penisa, który już był prawie w pełnym wzwodzie. Poklepał nim po ustach złodzieja.
A ten drgnął i cofnął głowę. Był to odruch, ale wiedział, że nie może odmówić. Że musi się temu poddać. Był to wyraz desperacji, ale przecież alternatywa była znacznie gorsza.
Starając się zapanować nad szybkim rytmem serca, znów otworzył wargi, wysunął język i polizał członek od spodu. Od razu zadrżał i zacisnął powieki. Nie chciał tego robić!
— Jest trochę słony — wydusił, nim z olbrzymim oporem szerzej rozchylił usta oraz… objął nimi samą żołądź. I znieruchomiał, dysząc ciężko przez nos.
Znowu usłyszał pełne politowania prychnięcie, ale tym razem też poczuł dłoń na swoich związanych liną włosach.
— Jesteś w tym żałosny. Czymś takim się nie wykpisz od orgietki — mruknął i przyciągnął go bliżej siebie.
Kiedy czubek penisa przesunął się po podniebieniu złodzieja, wchodząc dalej i wypełniając jego usta, ten wyjąkał coś niewyraźnie i tym razem otworzył szeroko oczy.
Naprawdę miał w ustach penisa. Grubego, twardego penisa, którego smak aż za dobrze teraz czuł. Czuł też lekkie pulsowanie i silny, męski zapach. Przez grubość musiał mieć bardzo szeroko otwarte usta.
Nie wierzył, że to się naprawdę dzieje. Że godził się na to, że pozwalał sobie wsadzić penisa do ust. A przez błyskawicznie pędzące mu po głowie myśli i wyrzuty do własnej osoby, Thadeus mógł zaobserwować… urzekającą czerwień na jego policzkach.
— Mmm… No otwórz te usta jeszcze — upomniał go generał, kiedy sam poruszył biodrami, trąc członkiem po jego języku. — Czujesz go? Smakuje ci? — dopytywał, zaciskając palce na jego włosach. Drugą potarł go kciukiem pod oczami.
A Garrett zamrugał, kiedy członek dotknął mu migdałków i od razu poczuł w oczach wilgoć. Wilgoć, którą Thadeus z lubością starł spod jego powiek. Złodziej za to odruchowo sięgnął związanymi dłońmi w górę i oparł je o udo generała.
— Mnmb… — wymamrotał niewyraźnie, oddychając wyraźnie gorączkowo. Ale mrugając szybko, otworzył szczękę jeszcze szerzej. Choć równocześnie spróbował cofnąć głowę.
— Gdzie?! — usłyszał ostre warknięcie, a Thadeus wsunął mu się na siłę do ust. Głęboko, rozpierając je i tym samym dławiąc Garretta, który nie zdążył złapać oddechu. Przez to w torsji nie tylko przymknął oczy, ale też usta. Zębami zahaczył o członek. — Oż ty!
Generał momentalnie pociągnął go do tyłu za włosy, aż odtrącając go i powalając do siadu, na swoje łydki. Kolejnym bólem, jaki przyszedł po głębiej wbijającym się haku, był ten od strzału z liścia w twarz.
Uderzenie znów było na tyle mocne, że przewróciło go na bok. Stęknął, a mocno ściśnięty gorset nie pozwolił mu na wzięcie głębokiego oddechu. On za to czuł na twarzy piekący ból.
— To nie było specjalnie! — wycedził, marszcząc z bólu twarz i powoli zbierając się do klęczek. — Robię to pierwszy raz. Nie chciałem cię ugryźć.
— Jeśli nie chciałeś, to teraz bardziej musisz się powstrzymać. Jeszcze raz poczuję twoje zęby na moim fiucie, to ci je wszystkie wybiję! — zagrzmiał Thief-Taker.
Skinął na niego dłonią, żeby podszedł, kiedy sam przysiadł na łóżku, blisko kolumny, do której przywiązał więźnia.
— Będę uważać, ale jest gruby. To nie jest takie proste — odpowiedział Garrett ze złością, zbliżając się do niego na klęczkach, co dla generała było cholernie seksownym widokiem. Zniewolony, ubrany w czerwony gorset mężczyzna właśnie doczłapywał do jego kutasa, by mu possać. Nie mogło być nic lepszego. — Daj mi jakąś taryfę ulgową — dodał cicho, kiedy spróbował wziąć głęboki oddech i znów wsadzić do ust członek. Smakował bardzo dziwnie, ale nie smak był tu przeszkodą, lecz wielkość. A już teraz, mając go w jednej trzeciej w ustach, czuł, że jest nim wręcz zakneblowany.
— Nie przypominam sobie, żebyś ty kiedykolwiek dawał Straży taryfę ulgową — spostrzegł Thadeus z prychnięciem i położył mu dłoń na głowie. Nie przyciskał jej jednak, tylko przesuwał palcami pomiędzy jego włosami. — Postaraj się. Nie jesteś w końcu jebaną dziewicą, aby nie wiedzieć, co się robi z kutasem.
Garrett sapnął z wyrzutem za te słowa, które brzmiały, jakby codziennie obciągał innym mężczyznom w zaułku ciemnych uliczek. Nie miał jednak jak na to odpowiedzieć. Jedynie wymamrotał coś niewyraźnie. I… zaczął powoli ssać.
Jego koncentrację bardzo mocno zaburzała dłoń na głowie, której się bał. Bał się, że go dociśnie, że poddusi. Również poruszający się w jego tyłku hak nie pozwalał mu się całkowicie skupić na członku. Ale starał się. Walczył w końcu o zostanie w tej sypialni.
Oparł się uwięzionymi, ściśniętymi w pięści dłońmi o kolano Harlana, niczym proszący o coś pies. Nieświadomie. Ale co dla generała było w tym wszystkim największym zaskoczeniem… to to, że Garrett potrafił wiele zmieścić. Co prawda do końca trochę mu zostawało, ale jak na pierwszy raz złodziej nie zakrztusił się i nie cofnął, kiedy wziął go w znacznej części. Na pewno do gardła, bo Harlan widział jego poruszającą się grdykę. I może ten niski mężczyzna nie zdawał sobie sprawy, że naprawdę nieźle sobie radził, ale Thadeus miał wrażenie, że chyba miał do tego… nieświadomy, naturalny talent.
— Nie masz odruchu wymiotnego… — mruknął, kiedy kolejny raz złodziej wziął go głębiej. Cofnął się tylko po to, aby nabrać powietrza, ale nie przeszły przez niego torsje przez to, że coś znajdowało się za głęboko w jego ustach.
Zerknął pytająco na twarz Thadeusa, ale nie miał jak odpowiedzieć. Miał jedynie nadzieję, że to ucieszyło tego sadystę. Nie chciał, by ten go stąd wywlókł. Dlatego znów wziął go nieco płycej, żeby może udobruchać go jeszcze ssaniem. Skoro już i tak czuł smak członka… ponownie przymknął powieki i ze specyficznym, mlaszczącym dźwiękiem zaczął go ssać. Z cholernym, całkiem niezłym wyczuciem.
— Mmm… I zaczyna ci się to podobać. — Generał stęknął nisko i podzielił się swoją uwagą, której więzień nie chciał słyszeć. Ubliżało mu to. — No, jeszcze trochę. Pobaw się napletkiem — zachęcił i przesunął dłoń z jego włosów na bok twarzy.
Lubił jej dotykać… i bić ją, co Garrett zdążył już zauważyć. Miał nadzieję, że znów go nie uderzy. Ale to było uzależnione od jego reakcji na rozkazy. Dlatego niechętnie wysunął członek, który po tym był cały mokry od jego śliny. Wziął głębszy oddech, przy którym przypomniał sobie o tym przeklętym gorsecie. I starając się nie wyobrażać sobie, jak przy tym wyglądał, w ciszy pociągnął wargami za napletek. Po tym wysunął język i okrążył nim główkę, by następnie znów ją possać. I poczuć kilka wyciekających z dziurki kropel. Odruchowo przymknął powieki i posmakował.
— Mmm… W końcu się starasz… — Generał sapnął. Przytrzymał swojego penisa u nasady oraz głowę złodzieja za policzek. — Wystaw język.
Garrett odetchnął głośniej i popatrzył na jego twarz. Widział, że Thadeus był podniecony, więc miał nadzieję na jego zadowolenie. Przełknął nadmiar śliny i wysunął język, którym chwilę temu pieścił jego główkę od spodu. Harlan zamruczał z zadowoleniem. Był podniecony i zadowolony, bo wreszcie jego zachcianki były spełniane. Przytrzymał swojego penisa i poklepał nim wystawiony język. Zaraz też przesunął czubkiem główki po wardze Garretta.
— Mmm… Dalej.
Zaczerwieniony od nieustannego, słownego i cielesnego ubliżania Garrett ponownie otworzył usta i wziął do nich kutasa. Uznał, że czas zacząć ruszać głową. I robił to znowu z zaskakującą dla generała łatwością. Choć nie mieścił go całego, tak brał go dalej niż niejedna dziwka w tym burdelu. Jakby ćwiczył to wiele razy.
A przy tym wszystkim… Garrettowi stawał. Poczuł to dopiero po jakimś czasie, ale wszystkiemu winny był hak. Przez ruszanie głową w przód i w tył, linka łącząca jego włosy z hakiem napinała się i rozluźniała. Tym samym metalowa gałka poruszała się w jego odbycie, masowała go i… powoli stawiała mu okolczykowanego penisa. Thadeus, kiedy to zauważył, uśmiechnął się paskudnie, z satysfakcją.
— Powinienem wcześniej cię do tego zmusić. Bardzo, bardzo dobrze sobie radzisz. Zaskakująco. Ci, których okradłeś, będą okrutnie rozczarowani.
A Garrett odetchnął z ulgą po jego słowach. Nie będzie orgii, pobrzmiewało mu w głowie. To była dla niego bardzo dobra wiadomość.
Dalej poruszał głową, za każdym razem czując, jak główka penisa wchodzi mu do gardła. Miał dreszcze, gdy przesuwała się po podniebieniu, gdy gruby członek wypełniał mu usta. A przy tym, nieświadom, że Thadeus już to zauważył, zasłonił sobie krocze wciąż uwięzionymi w materiale dłońmi, jak najbardziej naturalnie umiał. Nie chciał, by ten pomyślał, że stanął mu od ssania kutasa. Choć sam czuł się podle oszukany przez własne ciało, że tarcie w obolałym tyłku wywoływało u niego takie reakcje. Nigdy wcześniej by się o to nie posądził. Nie miał ciągot w tę stronę i wydawało mu się to po prostu obce. A teraz… nie chciał o tym myśleć. Skupiał się na penisie oraz ignorowaniu dłoni Thadeusa na swoich włosach i jego niskiego postękiwania.
Nie miał pojęcia, kiedy ten dojdzie, ale już od dłuższego czasu czuł, że penis w jego ustach był bardzo twardy. Pulsował mocno, a on wyczuwał to językiem. Jego umysł uznawał to za bardzo nieprzyjemne wrażenie, choć ciało wydawało się od tego drżeć. A Garrettowi coraz trudniej było oddychać. Nie dławił się, lecz mocno ściśnięty gorset i możliwość oddychania tylko przez nos i tylko czasami powodowała u niego silne rumieńce i szybkie bicie serca. Aż znów musiał odsunąć usta od wilgotnego, ciemnego członka i wziąć głęboki, zbawienny oddech.
Poczuł, jak dłoń Thadeusa złapała go pod brodę i uniosła w górę.
— Popatrz tutaj. Pokaż tę swoją twarz — rozkazał, siedząc przed nim klęczącym z kutasem, którego od wytrysku dzieliły chwile.
Garrett miał ochotę zacisnąć szczękę i popatrzeć na niego z grymasem. Nie udało mu się. Wszystko przez to, że musiał mieć rozchylone usta, by głęboko oddychać. Jego wargi przy tym były wilgotne i zaczerwienione. A wzrok nie był pełen wyrzutu, tylko zmęczenia i… podniecenia. Bo ten przeklęty hak wciąż się w nim poruszał i pieścił jego dupę.
Thadeus z zadowoleniem spostrzegł, że Garrett nie tylko nie ugryzł go w dłoń, jak kilka razy dotychczas próbował, gdy ta była blisko, ale też nie wyrwał głowy. Jedynie czekał, próbując zapanować nad reakcjami swojego ciała, zmęczonego obciąganiem i wszystkim, do czego zmusił go Thief-Taker. Mężczyzna, który od momentu, kiedy go złapał, nie przestawał go tresować. Bo czym innym było zmuszanie go do robienia rzeczy, których ten nie chciał, w zamian za nagrody, które wcale nie były czymś cennym?
— Połkniesz teraz wszystko. I tylko wtedy dostaniesz coś jeszcze do jedzenia.
Złodziej skrzywił się z obrzydzeniem. Miał połknąć nasienie tego mężczyzny… Nie dość, że miał je w swoim odbycie, to jeszcze drugą stroną miał je przyjąć. Na samą myśl zrobiło mu się niedobrze. Choć gdy tylko Thadeus wspomniał o jedzeniu, jego głodny organizm od razu przypomniał sobie, jak bardzo brakowało mu siły. Utrata krwi też robiła swoje.
Licząc na to, że uda mu się kiedyś zapomnieć o tym upodleniu, jedynie bez słowa przytaknął.
— Grzeczny szczurek.
Generał puścił jego brodę, poklepał go protekcjonalnie po policzku i pozwolił sobie do końca obciągnąć. Jego sztywny kutas już chciał strzelić. A Garrett chciał mieć to za sobą. Pokonując wszelkie opory, ponownie szeroko otworzył usta, uważając na zęby. Nie miał wątpliwości, że Harlan mógłby mu je wszystkie wyrwać.
Wprowadził do ust członek i zaczął ssać. Czuł wyraźnie mocniejszy smak tego kutasa niż wcześniej. Jakby ten już był przepełniony sokami, którymi zaraz wystrzeli. I nie wierząc, że przypominał sobie, jak kobiety na koniec to robiły, zaczął szybko poruszać głową w przód i w tył. Imponująco głęboko brał go za każdym razem i sapał głośno przez nos. Zresztą, nie tylko on oddychał tu szybko. Harlan postękiwał i ściskał jego włosy co chwilę. Warczał, stękał i nawet mruczał, oddając się przyjemności. A Garrett starał się wypierać z umysłu jego szeptane do samego siebie słowa. Jego imię, „szumowina” i „szczur” mamrotane na zmianę, kiedy ten mężczyzna dochodził, były czymś, czego nie chciał słyszeć nigdy więcej.
Mimo że doskonale wiedział, co miało nadejść, Thadeus zaskoczył go… ilością swojego nasienia. Tak jak w nocy jego orgazm bardzo mocno odczuł swoim tyłkiem, tak teraz miał wrażenie, że z kutasa trysnęło jak z maksymalnie odkręconego kranu. I choć było to nierealne, tak jego ciało tak to odbierało.
Zakrztusił się i szarpnął głową. Sperma znalazła się w jego ustach w dużej ilości, ale też wypłynęła na zewnątrz. A gdy kaszlnął, jeszcze więcej spłynęło mu po brodzie, aż na szyję. Oczy mu załzawiły, a zamiast przełknąć, krztusił się nasieniem.
Czuł, jak Thadeus wycierał mu o twarz dłoń, którą strzepał ostatnie krople nasienia. Teraz miał to nie tylko w sobie, ale też na sobie. A przecież wiedział, że nie połknął wszystkiego. Poza duszącym bólem źle połkniętego nasienia, czuł ukłucie paniki, co się przez to stanie.
— I znowu spierdoliłeś. Jeszcze wiele czeka cię nauki, szczurze — usłyszał, a zaraz po tym został pociągnięty za włosy w górę.
Hak wbił się w jego dupę jeszcze głębiej i rozciągnął zwieracz, zaś on został wręcz wciągnięty na Thadeusa. Tak, że po kilku bolesnych szarpnięciach… wisiał na jego kolanach.
Jego oddech dopiero wracał do normy, kiedy zdał sobie sprawę, że jego sztywny kutas wbija się w udo Thadeusa, a tyłek ma wystawiony w górę. Twarzą i torsem spiętym gorsetem opierał się o pościel, ręce mając tuż przy twarzy. Nogi były po drugiej stronie nóg generała, na którego kolanach właśnie leżał. Jak niegrzeczny chłopiec.
— Było za dużo… — zaczął na wydechu, czując, jak gardło go pali, a przeklęty, dziwkarski gorset nie pozwalał płucom nabrać tyle oddechu, ile by chciały.
— Miałeś połknąć, a nie robić wymówki — przypomniał Thadeus.
Chwycił część haku wystającego z tyłka wiszącego na nim mężczyzny i pociągnął go w górę. Od razu usłyszał niski jęk, kiedy Garrett podniósł biodra, próbując klęknąć i unieść tyłek. Niemalże pod samą twarz generała. Czuł, jak zwieracz znów mu się rozciągał. A chciał, by znowu był taki, jak przed wyruchaniem przez Thadeusa. Nie wyobrażał sobie, jak ma go znowu zacisnąć, skoro cały czas coś w nim było.
— Nie jęcz jak pizda, tylko przepraszaj! — Thadeus skarcił go ostro, ale nie pociągnął mocniej. Puścił hak i trzasnął go otwartą dłonią w pośladek.
Garrett zacisnął zęby. Dłonie w pięści również, jeszcze bardziej niż dotychczas. Jego pośladki w odpowiedzi na uderzenie spięły się mocno, przez co nabrały seksownego kształtu i delikatnie zarumieniły się w miejscu ciosu. Ale złodziej nic nie powiedział. Czuł się dostatecznie poniżony w tym chorym przebraniu, by jeszcze przepraszać za niepołknięcie spermy.
Zaraz za pierwszym ciosem poczuł kolejny na drugim pośladku. Thadeus nie zamierzał przestawać, aż nie usłyszy tego, czego chciał. A pośladek odkształcił się w odpowiedzi na kolejny, mocny cios. Zaś Garrett tylko zaciskał szczękę, nie zamierzając wydawać żadnych dźwięków, choć siła, z jaką uderzał Thadeus, sprawiała mu spory ból. Czuł mocne pieczenie skóry. I wiedział, że mężczyzna ma ciężką rękę. Nie tylko jeśli chodziło o policzkowanie, ale też o klapsy. Do tego uderzał płaską dłonią. Jak pasem.
— Przeproś! — Kolejny rozkaz i kolejny mocny cios w pośladek.
— Mhhhh! — wydobyło się spomiędzy jego mocno zaciśniętych zębów. Zamknął też powieki i zdusił dźwięki na pościeli, do której miał przyklejoną twarz. Pośladek piekł go potwornie.
— Przeproś, szczurze. — I znowu pojawiło się uderzenie.
— Może… mam gorset… ale… nie jestem dziwką, która będzie… przepraszać za wyplucie spermy — wydyszał, wyraźnie drżąc. Jego ciemnoczerwone pośladki trzęsły się mocno.
— Ale jesteś mój, szczurze. Twoje życie zależy ode mnie i od mojej spermy, którą będziesz połykać, jeśli będę tego chciał — wywarczał Thadeus i złapał go pod szyję. Uniósł mu głowę, dusząc go i wbijając palce w tchawicę.
Garrett od razu podparł się na rękach o pościel, lecz Thadeus podciągnął go na tyle wysoko, że i tak go dusił. Jego ciało napięło się pod ciasnym gorsetem, a pośladki znów ścisnęły w sobie hak. Złodziej rozchylił wargi w bezcelowej walce o powietrze.
Generał puścił go po dobrych kilku chwilach, kiedy zaczęło mu ciemnieć przed oczami. Opadł na kolana mężczyzny, ciężko jak worek. Worek ściśnięty sznurem wokół talii.
— Tak będziesz się dusił, kiedy zawiśniesz. Dopilnuję, żebyś się, szczurze, bał, szczał po nogach ze strachu. Żebyś jak najdłużej czuł, że zdychasz.
Wszystkie słowa wypowiadane przez Thadeusa pobrzmiewały w umyśle złodzieja jak wyrocznia. Od kiedy został przez niego złapany, mężczyzna nieustannie go dręczył, a on nie miał sił mu się przeciwstawić.
Wciąż czując, że po podduszaniu brakuje mu jakichkolwiek sił, i tak przesunął nogami po pościeli, próbując zwlec się z kolan tego chorego, perwersyjnego mężczyzny przynajmniej na podłogę. A ten, widząc to, znowu zawarczał i sam zrzucił go na posadzkę. Kiedy ciało więźnia bezwładnie uderzyło o podłogę, sam wstał i zapiął spodnie.
— Podnoś się! — syknął na niego, zirytowany i zły, że nie dostawał tego, czego chciał.
Patrzył, jak Garrett unosił się słabo na kolana i próbował złapać kolumny przy łóżku. Ale jego dłonie, niemogące rozewrzeć palców, tylko się po niej zsunęły. Podparł się więc jedynie na przedramionach i wreszcie wstał. Oparty bokiem ciała o kolumnę, ciężko oddychający, z jeszcze śladowo twardym członkiem.
Thadeus zrobił krok w jego stronę. Złapał go za twarz i z bliska na nią popatrzył. Prześlizgiwał po niej swoim spojrzeniem, marszcząc nos i mrużąc co chwilę oczy. Jakby chciał go uderzyć, ale powstrzymywał się z jakiegoś powodu.
— Przepraszaj, szczurze.
Ale znowu nie uzyskał tego, co chciał. Złodziej tylko stał przed nim, marszczył nos i patrzył mu w oczy z zaciętością oraz spermą na szyi, brodzie i wargach.
Thief-Taker zawarczał, po czym zerwał węzeł z kolumny, szarpnął więźnia za ramię i rzucił go na brzuch na łóżko.
— Pożałujesz swoich decyzji!
Te słowa złodziej ledwo usłyszał, bo upadając na łóżko znów mocniej poczuł w sobie hak. Zgiął nogę w kolanie i przekręcił się na bok, by obejrzeć się za generałem. Jego walka o własną dumę i godność mogła kosztować go wiele. I widział to po wyrazie twarzy stojącego przed łóżkiem sadysty.
Ten znowu zaplanował mu coś bolesnego. Już wiedział, że będzie musiał mocno zaciskać zęby, żeby nie krzyczeć i nie cieszyć swoim skomleniem uszu generała Straży. Że też godność i posiadanie jej bolały aż tak bardzo. Że teraz nie wparowała tu madame Xiao- Xiao, tak jak wcześniej w obronie swojej dziwki. Chociaż, czy bycie bronionym przez burdel mamę było czymś, czego chciał? Czy nie stałby się przez to już prawdziwą dziwką, a nie złodziejem? Nie wiedział, ale miał złe przeczucia, kiedy Thadeus wyciągnął zza pasa pałkę.
Poznał ją od razu. Była to jego pałka służąca do ogłuszania strażników. Czarna, krótka z dość szeroką rączką owiniętą sztywnym materiałem. W połowie rozszerzała się w gruby walec z dwiema klamrami i metalowym zakończeniem.
Serce uderzyło mu w piersi w obawie. Przekręcił się na plecy i przesuwając nogami po pościeli, odsunął się pospiesznie na drugi koniec łóżka.
— Nie uciekniesz mi. Nawet na to nie licz — wywarczał generał i złapał go za nogę. Pociągnął go do siebie jak zwykłą, szmacianą lalkę. Nie miał problemów dzięki jego niedużej masie. — Już ja sprawię, że zrozumiesz swoje pierdolone miejsce, szczurze! — zasyczał i zaraz znów nim szarpnął, rozsuwając mu nogi.
Zobaczył metal wystający z jego tyłka, ale tylko na chwilę, bo Garrett wierzgał i nie dał się tak łatwo unieruchomić. Związanymi dłońmi zasłonił swoje krocze i spróbował na nowo złączyć nogi.
— Zostaw mnie!
— Połamać ci te nogi? Rozkładaj je! — wydarł się na niego generał i z całej siły, zamachnął się pałką.
Nie trafił w ciało złodzieja, tylko tuż obok niego, wywołując tym ciarki na samą myśl o miażdżonych kościach. Ciało Garretta drgnęło, a serce na moment przestało bić. Mimo że oddech miał płytki i szybki. Wiedział, jak działała jego pałka. Wiedział, co potrafiła zrobić, a przy charakterze Thadeusa, domyślał się, że ten zdolny byłby ją w taki sposób użyć.
Kilka sekund tylko leżał na plecach, wpatrując się w mężczyznę, ale wreszcie się posłuchał. Choć nie miał pojęcia, czy nie czekało go coś gorszego niż złamanie kości, rozłożył na boki drżące nogi.
Thadeus prychnął i puściwszy go, wyprostował się.
— Na takie szczury działa tylko strach — podsumował i poważył pałkę w dłoni. — Powinieneś szybciej uczyć się, gdzie jest twoje miejsce — dodał ostro i szturchnął Blackjackiem jego łydkę. — Szerzej.
Podobało mu się patrzenie, jak ten dziwkarsko ubrany złodziej go słucha. Jak najpierw patrzył na niego z oporem, złością i strachem, a potem zgiął nogi i rozłożył je szerzej, z płasko położonymi na pościeli stopami. Teraz wreszcie widział to, co chciał. Jego gładki rowek i wystający z niego, metalowy hak. Teraz wyraźnie ściśnięty przez wystraszone pośladki.
Trącił jego genitalia pałką. Penis złodzieja był miękki, ale niezupełnie. Dlatego też na twarzy mężczyzny pojawił się uśmiech, kiedy spojrzał w oczy Garretta.
— Boisz się, a ci staje? — spytał, naginając rzeczywistość, bo do pełnego wzwodu było więźniowi jeszcze daleko. — A może od tego jeszcze bardziej ci stanie? — spytał i raptownie uniósł dłoń, podobnie jak wcześniej, kiedy uderzył pałką w materiał.
I choć Thadeus tylko zimitował uderzenie pałką w krocze, Garrett odruchowo zasłonił je dłońmi i krzyknął krótko „nie!”. Zacisnął nawet oczy i drgnął, ku uciesze swojego oprawcy.
— Nie? — spytał Thadeus, z wyższością oglądając jego przerażenie. — Nie chcesz tego, prawda?
Garrett otworzył oczy i najpierw popatrzył na jego pałkę, a potem na twarz. Pokręcił głową.
— Nie chcę — wydusił.
— Więc odwrócisz się teraz, wypniesz i pokażesz tę swoją czerwoną dupę.
Na usta Szczurzego Króla chciało wyjść kilka podłych określeń na Thadeusa, ale Garrett już zauważył, że one jedynie bawiły tego sadystę. Nie powiedział więc nic. I nie mając pojęcia, co teraz będzie czekało jego tyłek, z poczuciem kolejnego poniżenia odwrócił się tyłem do generała. Nie był pewien, jak miał się wypiąć, więc po prostu podparł się na łokciach i klęknął. A Thadeus mógł zobaczyć jego pośladki. Mocno czerwone od uderzeń i na pewno piekące. Do tego złodziej wciąż musiał mieć zadartą głowę, bo hak ciągnął mu otworek. Chwilę później musiał unieść ją jeszcze wyżej, bo jego oprawca pociągnął go za linę i… wyciągnął hak. Jak w normalnych okolicznościach by się z tego ucieszył, tak teraz obawiał się tego, co go zastąpi.
— Głowa w dół! Wypnij się, mówiłem! — Thadeus znowu na niego warknął i znów trzasnął go ręką w już i tak czerwone pośladki.
Niespodziewający się tego mężczyzna nie zdążył zacisnąć ust i krzyknął. Od razu też schował twarz w dłoniach, pochyliwszy mocno głowę. Jego tyłek był teraz wysoko zadarty i jeszcze bardziej czerwieniejący, jeśli nie siniejący. Kolorem zaczynał przypominać delikatny materiał zdobiący ściśniętą talię więźnia. Nie widział się, ale czuł, że jeśli jakoś by z tego uciekł, to nie mógłby usiąść przez co najmniej kilka dni, zaś jego skóra nabrałaby niezdrowego koloru.
— Miałeś się słuchać. Miałeś zasłużyć na to, żeby być tylko moim, a psujesz to swoim zachowaniem. To duma? Już jej nie masz, szczurze. Zostało ci tylko to twoje plugawe życie — powiedział generał i przesunął pałką po jego kroczu. — I ta dupa.
Garrett słuchał tego z poczuciem wstydu i wczuwał się w ten specyficzny dotyk z obawą. Nawet lekkie uderzenie pałką w krocze mogło go zaboleć, więc ani myślał drgnąć. Klęczał, wypięty tak, jak chciał go tu mieć Thief-Taker. A ten chyba rozmyślał, bo stał tylko za nim i gapił się na jego wygolony tyłek. Aż w końcu przełożył pałkę do góry nogami, czego Garrett nie widział, po czym naparł uchwytem na jego rozluźnioną i wymęczoną dziurkę. Do tego suchą i obtartą. Złodziej od razu jęknął i jęknąłby nawet, gdyby był na to przygotowany. Poczuł nacisk i tarcie, które momentalnie wywołało prąd w całym jego ciele i szczególne uczucie w samym otworku.
— Nn… nie… — wystękał jękliwie, kręcąc na boki głową.
— Co nie? — spytał Thief-Taker, nie zabierając uchwytu z jego tyłka. Wyjął go tylko na chwilę, aby potrzeć po całym rowku rączką i znowu wsunąć.
Materiał, którym obity był trzonek, potarł o ścianki odbytu Garretta, wyciskając z jego ust kolejne jęki. Thadeus widział, jak mężczyzna podkula palce u stóp, jak napina całe swoje ciało i jak brakuje mu oddechu. Musiało go boleć.
— Nie wsadzaj… nie… mnnnn… nie ruszaj… Znów będzie… — wydusił boleśnie i z niedowierzaniem, że general naprawdę ruchał go pałką. Jakby chciał go nią poprzepychać. — Będzie krwa… wić!
Thadeus prychnął pod nosem.
— A wiesz, czemu będziesz krwawić? Czemu będziesz miał rozerwaną dupę? — spytał, wyciągając pałkę, żeby poklepać mężczyznę między nogami, po jądrach.
— Bo… jesteś chorym skurwielem? — wydusił, oparty czołem o ściśnięte w pięści ręce. Dziurka go piekła i nie potrafił o tym nie myśleć.
Mężczyzna za nim warknął i mocniej klepnął go pałką w jądra.
— Źle! Próbuj dalej!
A Garrett krzyknął i poderwał głowę, prostując się na rękach. Czuł pot na skroniach.
— Bo nie przeprosiłem — wykrztusił. — Nie przeprosiłem za nieprzełknięcie.
Generał zamruczał na potwierdzenie, że była to tym razem dobra odpowiedź. Pogładził go w zamian za nią po obitych pośladkach.
— A teraz o co prosisz?
I przez kilka sekund nie usłyszał odpowiedzi. Patrzył tylko, jak jego seksowny więzień klęczał, oddychał głęboko i na pewno analizował, na co ma szansę. I… dobrze przeanalizował. Bo naiwnie nie poprosił o zostawienie jego tyłka w spokoju. Wiedział, co nadejdzie, więc niemalże szepnął swoim miękkim głosem:
— Proszę… nawilż mnie.
— Żebym mógł…? — pociągnął go za język generał.
Masował palcami już nie tylko jego pośladki, ale też jądra. W porównaniu do bólu, jaki umiał sprawić, te pieszczoty były niczym okłady na poobijane ciało. A Garrett niemalże je spijał. Całym swoim zmęczonym ciałem i umysłem wczuwał się w nie. Myślał o tym, jak go dotykały. Czerpał z tego, jak pieściły i rozluźniały. I już nie zważał na to, że przez to penis znów budził się do życia, że sztywniał w dłoniach tego sadysty. Przynajmniej na chwilę przed tym, co miało nadejść.
— Żebyś mógł — zaczął i przełknął ślinę, ciesząc się, że mówi do swoich dłoni, a nie twarzy Harlana — pieprzyć mnie.
— Czym? — spytał jeszcze Thadeus, nie przestając go pobudzać. Jego głos brzmiał na spokojniejszy i bardziej pobudzony. Bardziej podniecony. Może i nie było to tym, czego Garrett pragnął, ale było to lepsze niż jego złość.
Dzięki temu oddech powoli mu się wyrównał, mimo że dzieliły go sekundy od kolejnej fali rozepchania w tyłku. Przymknął oczy i delikatnie drgnął, gdy dłoń mężczyzny poruszyła się po prawie całej długości jego członka, pomijając kolczyk.
— Moją… pałką — wykrztusił z silnymi rumieńcami.
— W końcu… — Generał odetchnął, jakby sam musiał to wydusić. — A teraz całe zdanie — zachęcił go, a złodziej wyczuł, że trochę się odsunął, zapewne właśnie po nawilżenie.
Jeśli to już musiało się dziać, chciał, żeby działo się z użyciem poślizgu. Bez niego potwornie piekło i bolało. Choć teraz piekła go najbardziej duma, kiedy musiał wydusić to, co chciał Thadeus. I choć wiedział, że przez ściany tego nie słychać, powiedział cicho:
— Proszę… nawilż mnie, żebyś mógł… pieprzyć mnie pałką.
— Och, tak, będę cię nią pieprzyć, aż będziesz jęczał z rozkoszy — odpowiedział generał niskim od podniecenia głosem i wrócił do niego ze śliskim, gęstym płynem.
Od razu naniósł go dużo palcami na zwieracz swojego jeńca, a następnie na samą pałkę. I tym razem ostrożniej i wolniej naparł nią na śliski, delikatnie rozwarty otworek, z którego teraz prawie ciekło. Zupełnie jakby to nie była dupa.
Dzięki temu trzonek wszedł z łatwością i nic nie otarł. Nie naruszył ranek, choć swoją grubością zdecydowanie rozwarł sam zwieracz. A Garrett znów opadł twarzą w dół i bardzo cicho stęknął. Jeśli generała słuch nie zawodził… to tym razem nie z bólu.
Wolną dłonią sięgnął między nogi złodzieja, do jego jąder i penisa. Pomasował je i poruszył pałką na boki. Z lubością usłyszał ciche stęknięcie, które wyskomlane całkiem przyjemnym głosem Garretta brzmiało jak najseksowniejszy jęk. Och tak, chciał, by ten mężczyzna śpiewał o jego kutasa. A do tego jego własny znów drgnął w dłoni Thadeusa. Ten już wiedział, że nie tylko za sprawą pieszczenia genitaliów, ale też… posuwania jego tyłka. Bo dobrze widział, kiedy bardziej drżał. Im szybciej i głębiej poruszał pałką, tym ciało złodzieja mocniej reagowało. Kręcił nią na boki, oglądając go rozłożonego i posłusznego.
— Lubisz to — stwierdził. Nie spytał, a zwyczajnie stwierdził, pewny tego, co myślał i widział. — Czujesz, jak tam cię drażni. Jak cię rozpiera. I drży ci od tego ten twój mały, szczurzy kutas — drażnił się z nim, masturbując go i pieprząc pałką.
— Zbyt wiele… sobie… nnm… wyobrażasz — wydusił Garrett, klęcząc na drżących nogach. Nie chciał wiele mówić, ponieważ wtedy czuł, że jego ciało od razu wykorzystywało rozchylone usta i wydawało z siebie jęki. A nie chciał jęczeć przy tym, co robił mu Thadeus.
— Jeszcze się przekonasz, że mam rację. Dość czasu nad tobą pracowałem, żeby wiedzieć o tobie więcej, niż myślisz — odpowiedział Thadeus i dopchnął rączkę pałki, aż do samego końca. Robił sobie miejsce.
Ciało Garretta drgnęło go przodu, zaskoczone nagłym, głębszym parciem. Zacisnął zęby, próbując wyprzeć z głowy fakt, że był pieprzony pałką. Choć znów, tak samo jak wcześniej hak, tak teraz jej poruszanie się w jego wnętrzu wywoływało w nim dziwne reakcje. I choć bolało przez wcześniejszy, brutalny seks, tak teraz zaczynało dominować coś innego. Coś, co wywoływało znacznie… przyjemniejsze mrowienie w jego tyłku. Nie chciał tego czuć, ale to aż roznosiło się pod jego skórą jak skurcz. Nie mógł tego zatrzymać.
— Gładko wchodzi — generał podzielił się z nim spostrzeżeniem i zakręcił pałką. — Albo to już dla ciebie za mało?
— Nie — wycedził Garrett, cały czas trzymając głowę nisko pochyloną, z twarzą przyciśniętą do rąk. — Nie, jest za dużo — dodał, bo wiedział, że znowu, kiedy Thadeus skończy, będzie otwarty. A to było bardzo dziwnym uczuciem. Do tego krępującym, gdy nie mógł się zacisnąć i powstrzymać wszystkiego przed wypłynięciem.
Thadeus znowu się z niego roześmiał. Nagle wyciągnął przy tym pałkę i znowu sięgnął po śliski specyfik, który teraz nabrał na dwa palce oraz wcisnął mu dużo do otwartego tyłka.
Usłyszał niski jęk i zobaczył coś, co bardzo mu się spodobało. Dziurka oczywiście z początku zacisnęła się kurczowo na jego palcach. Potem jednak zaczęła się rozluźniać i znów zaciskać, zupełnie jakby go… ssała. A ruch ścianek odbytu na jego palcach był wręcz oszałamiającym uczuciem.
Przyglądał się temu na tyle długo, że widział, jak więzień walczy ze swoim zwieraczem i przez to trochę wilgoci wycieka z niego oraz spływa mu po ściągniętych jądrach.
— Jak suka w rui — zaburczał, podniecony tym widokiem. Po czym… rozpiął spodnie. Chciał go.
Gdy do uszu złodzieja dotarła obelga, bardziej się spiął. Ale gdy usłyszał ten znajomy dźwięk rozpinanego rozporka, od razu się obejrzał. Jęknął cicho, gdy zdał sobie sprawę, że generał znów zamierzał go przerżnąć. Lecz z jakiegoś powodu… wolał to niż bycie pieprzonym pałką. Przynajmniej taka myśl pojawiła mu się w głowie na ułamek sekundy. Zupełnie jakby miał rozważać, czy w ogóle powinien któreś woleć. A powinien nie chcieć nic, do diabła.
Lecz teraz, gdy jego penis był sztywny, a tyłek pulsujący… chciał jakoś dojść. Chciał poczuć ulgę i przyjemność przynajmniej przez chwilę.
— Zanim… to zrobisz… rozluźnij mi trochę gorset — wydusił, czując, że brakuje mu tchu od tego, co się działo.
— Mówisz mi, co mam robić? — spytał generał z wyraźnie słyszalnym rozbawieniem w głosie.
Właśnie wyjmował penisa ze swoich spodni, zbliżał się o ten krok bliżej klęczącego na łóżku złodzieja. Dotykał go po delikatnym i mocno podrażnionym zwieraczu, który odpowiadał niemal na każdy dotyk. Jak nieprzywykła do ruchania dupa, która nie wie, co ją czeka i próbuje się to rozluźnić, to otworzyć.
Garrett chciał powiedzieć, że mu słabo. Z głodu, utraty krwi i braku tlenu. Ale nie był na tyle złamany, by się do tego przyznawać.
— Warto spróbować — sapnął, odruchowo zsuwając kolana nieco bliżej siebie. Wizja nacierającego na niego kutasa przyspieszała mu tętno.
— Warto spróbować we właściwy sposób — mruknął generał i pogładził go po udach, kiedy położył swojego penisa między jego pośladkami. Cały rowek był wilgotny, więc bez problemu otarł się o niego gorącym kutasem.
Garrett czuł na tyłku jego grubość, długość i twardość. Wiedział, że rozeprze go mocniej niż pałka. Już zupełnie nie odniósł się do słów swojego oprawcy, bo myślał tylko nim. Klęcząc, rozgorączkowany i drżący. Z gładkim tyłkiem teraz znów nieudolnie próbującym się zamknąć.
Generał, nie doczekawszy się prośby o poluźnienie gorsetu, w końcu chwycił za niego, a drugą dłonią nakierował swojego penisa na dziurkę Garretta. Była taka miękka i ciepła. Naparł, aby wedrzeć się w tę ciasnotę i… słuchał, czy w końcu złodziej stęknie.
— Nm! — I stęknął.
Nawet nie musiał kazać mu na nowo otworzyć nóg, bo Garrett zrobił to od razu, gdy gruby kutas zaczął go rozpierać. Rozszerzył nogi, wygiął kręgosłup i… niekontrolowanie sięgnął związanymi dłońmi pod siebie, by materiałem na nich potrzeć swoje krocze.
Thadeus momentalnie się uśmiechnął.
— Lubisz to. Gorący chuj w twojej ciasnej dziurze — sapnął i wsunął się jeszcze głębiej.
— Nnnie… Nieprawda… — wyjąkał Garrett niewyraźnie, teraz opierając się na pościeli całym bokiem twarzy, bo nie mógł tego robić na rękach. Te wciąż miał między nogami, gdzie próbował zrobić sobie dobrze. Choć pocieranie materiałem nie było wygodne i przyjemne. Więcej przyjemności przynosiło mu… pocieranie wewnątrz. I znów dał temu wyraz, gdy stęknął po kolejnym ruchu penisa.
Thief-Taker zaśmiał się, słysząc to.
— Kłamca! — prychnął i mocniej poruszył biodrami.
Chciał popieścić go swoim kutasem, który dzięki temu, jaki był wielki, zajmował dużo miejsca. A Thadeus czuł, że złodziej był ciasny i bardzo śliski. Napakował mu wcześniej dużo żelu, przez który teraz chlupało.
Według Garretta te dźwięki były upokarzające, zaś według generała podkreślające to, kim teraz dla niego był Szczurzy Król. Drżący, z trudem łapiący powietrze i jęczący od tego, co mu robił. Mógł obserwować, jak uda seksownie mu się trzęsły, jak kropelki potu pojawiały się na skórze i jak znowu ta ciasna dupa zaczęła go ssać. Desperacko próbowała się zaciskać, czy czasami sama się rozluźniała. Zaś złodziej, nie mogąc odpowiednio potrzeć się dłonią, ruszał udami na zmianę, aby dotknąć nimi swojego penisa. A to wszystko sprawiało, że widok dla generała był obłędny. Zresztą nie tylko widok. Rozgorączkowane ciało było miękkie i gorące w środku.
— Mmm… Tak, tak wyglądasz… mmm, jakbyś dochodził — zasyczał, po czym nagle się z niego wysunął.
Dziurka przez chwilę została otwarta i wyciekło z niej sporo nawilżenia. Do czasu, aż Garrett zorientował się o tym fakcie i szybko spróbował ją zacisnąć. A przy tym jęknął nisko, jakby… z wyrzutem. Potrzebował orgazmu, potrzebował dojść.
Thadeus jednak zamierzał to widzieć, dlatego teraz przewalił go na bok, pociągnął za nogi i szarpnął do siebie. Klęknął zdrowym kolanem na brzegu łóżka, pochylił się do Garretta i znowu się w niego wbił. Teraz mając jego nogi po bokach swojego ciała, jak prawdziwej dziwki.
A mężczyzna odruchowo go nimi ścisnął, kiedy kutas wszedł do końca i wyrwał z jego gardła zarówno bolesny, jak i błogi jęk. Złodziej przycisnął związane dłonie do twarzy i zacisnął na nich zęby, a Harlan teraz tak naprawdę zobaczył, jaki był czerwony na policzkach i jak zamglone miał spojrzenie. Podobało mu się to.
Silniej poruszył biodrami, chcąc wbić się w niego jak najgłębiej. Pragnął zobaczyć, jak Garrett tracił kontakt ze światem na rzecz tego, co zapewniał mu jego kutas. Pieprzenie jego dupy chujem kogoś, kogo nienawidził. A Thadeus miał na punkcie Garretta obsesję i teraz, kiedy gapił się w jego czerwoną twarz, nie krył tego. Nawet nie potrafił.
Kiedy tylko Garrett dostrzegł jego spojrzenie, aż bardziej wtulił się plecami w pościel. Potem zobaczył, jak ściskał mężczyznę nogami w pasie i niemal go do siebie dopychał, dlatego od razu je cofnął. Nie wierzył, że to się działo. Że Thadeus doprowadził go do tego, że tak się zachowywał, walcząc o orgazm.
— No nie wstydź się, maleńki — wydyszał wiszący nad nim generał. Pieprzył go mocno, rytmicznie, uderzając jądrami o jego pośladki. Wsuwał się do końca. — Pokaż… pokaż tę swoją twarz — zażądał, sięgając do jego dłoni, żeby przycisnąć mu je nad głową.
A że przy tym docisnął się jeszcze mocniej, czerwone od obciągania wargi Garretta rozchyliły się w jęku. Dupa znów ścisnęła mu kutasa, a złodziej zadrżał na całym ciele, z bliska patrząc na twarz rżnącego go mężczyzny. Szarpnął rękami, chcąc się zasłonić. Lecz na jego związane dłonie napierał prawie cały ciężar Thadeusa. Nie miał jak wydostać się spod jego ciała. Ciała większego niż jego. Ubranego i rżnącego go jak swoją własność. Chyba zaczynał nią być, bo przez tempo i siłę, z jaką gorący, żylasty chuj wsuwał się w jego tyłek, tracił świadomość, że coraz częściej stękał i jęczał w odpowiedzi na rozpieranie.
Było mu… coraz lepiej. Tyłek już tak nie bolał, bo był znacznie rozepchany. A to rytmiczne, mocne posuwanie było dobre. Jego ciało wpadało w upojenie, zaś umysł już się poddał. Poddał się chwili.
— Dotknij mnie… proszę… nnh! Proszę… — wystękał, nie mając jak otrzeć się penisem o drugiego mężczyznę, ani zrobić to własnymi rękami. A był już tak blisko!
— Dojdziesz dupą. Dasz radę — wydyszał generał w odpowiedzi i trochę zmienił kąt, chcąc wycisnąć z niego jeszcze głośniejsze stęknięcia.
Mocno oparł się nad jego głową o trzymane dłonie i wolną dzięki temu dłonią ścisnął jeden z jego sutków. Mocno, skręcając go.
A Garrett krzyknął. Ani madame Xiao-Xiao, ani inne dziwki, ani sami klienci na pewno nie zwrócą na to uwagi. To było tu normalne. Prostytutki nie raz krzyczały i jęczały od tego, co robili im klienci. Tak jak teraz złodziej głośno reagował na każdy dotyk Thadeusa.
— Niee… nnnie da się tak… Proszę, dotknij — spróbował znowu, wpatrując się w niego gorączkowo oraz spinając swoje wnętrze jeszcze mocniej w odpowiedzi na szczypanie brodawki.
Thadeus stęknął, czując to. Zawarczał z przyjemnością.
— Mmm… Tak, ściśnij jeszcze — zachęcił i pogładził go po boku, po ściśniętej w gorsecie talii. — Pięknie jęczysz.
I jak Garrett chciał zawarczeć ze złości na siebie i na Thadeusa, tak znów jęknął ku jego rozkoszy. Jego ciało wygięło się. Złodziej skupił się, po czym kilka razy mocno i kompulsyjnie ścisnął na rozkaz jego kutasa.
— Ści… snąłem…! Teraz mnie dotknij…
Generał zmarszczył nos, niezadowolony, że musi podejmować decyzję. Mógł tego nie robić, ale…
— Poproś — zażądał jeszcze, choć już zbliżył dłoń do jego krocza.
— Pro… mm, proszę — odpowiedział od razu Garrett, z trudem zadzierając głowę o kilka centymetrów, chcąc spojrzeć na jego dłoń. Utrudniały mu to zarówno przytrzymane nad głową ręce, jak i gorset blokujący mu spinanie mięśni brzucha. Ale gdy tylko zobaczył, że Thadeus miał palce tak blisko jego pragnącego dotyku członka, aż odchylił bardziej na bok jedną nogę.
To podobało się mężczyźnie. To, jak ten prosił, jak łasił się o dotyk. Objął więc jego członek i najpierw potarł samą główkę, wywołując ból przez jeszcze niezagojony kolczyk. Dopiero po tym popieścił go niżej. Nie przestał przy tym posuwać go tak, jak sam najbardziej lubił.
Dzięki temu złodziej znów opadł głową na pościel i stęknął błogo. Płytki oddech, drżenie i pulsowanie ciała wewnątrz. Coraz mniej myślał o rozwartej dziurce, o tym całym upodleniu. O bólu, o tym, jak bezwstydnie wyglądał… Czerpał z doznań, które zapewniał mu Thadeus. I sam coraz mocniej reagował. Nie leżał spokojnie, lecz wiercił się, stękał i był coraz bliższy dojścia, którego jednak cały czas pilnował ten okrutny, wiszący nad nim i rżnący go mężczyzna. Ten, który wsuwał w jego dupę swojego fiuta i który teraz czując, że Garrett za szybko osiągnie orgazm, znowu zabrał dłoń z jego penisa. Następnie zarzucił sobie jego nogi na biodra.
Tym razem złodziej ich nie zabrał. Obejmował go nimi, czując drżenie w udach. Ale gdy znów miał wolne ręce, sam sięgnął do swojego krocza i zaczął mocno pocierać twardego, ciemnego penisa. Reakcja była jednak szybka. Thadeus odtrącił mu je, po czym tym razem nie przełożył mu ich znowu nad głowę, ale pokierował na swoje ramiona.
— Trzymaj się — rozkazał i chwycił go mocno w pasie, zapierając się kolanem o łóżko. Nadal był wsunięty w jego ciasną dupę.
Niski, ruchany mężczyzna nie miał pojęcia, co planuje. Wpatrzył się w niego w gorączce, ale przytrzymał się go. I wtedy Thief-Taker uniósł go oraz jednym silnym ruchem przekręcił w taki sposób, że Garrett… usiadł na jego kutasie. Generał bowiem siedział na skraju łóżka, a złodziej opadł całkowicie na jego członek, nie mając jak w międzyczasie zgiąć nóg w kolanach i zaprzeć się. Te wciąż były przełożone przez pas Thadeusa, za jego plecami, a on wziął jego chuja w całości.
Krzyknął głośno, kiedy wypełniło go jak jeszcze nigdy dotychczas. A dodatkowo zabolały go sine pośladki. Zrobiło mu się przez to wręcz słabo. Nawet nie wiedział, że opadłby do tyłu, gdyby Thadeus nie przytrzymał go za plecami.
— Mm…. jak głęboko. Wziąłeś go całego… jakbym… Mmm — zamruczał. Nie puszczając jego pleców, pomasował go po podbrzuszu. — Miażdży ci tam wszystko, hmm?
A Garrett zadrżał mocniej. Trudno było mu mówić, bo… cały czas ściskał kutasa Thadeusa przez to nagłe wejście. Teraz generał, nawet gdyby chciał, nie byłby w stanie się w nim poruszyć, bo ścianki trzymały go jak imadło, wysysały go, a zwieracz pulsował i ściskał.
— Za… dużo… — wykrztusił złodziej, trzymając dłonie na jego ramieniu. Nawet nie zauważył, że przy jego dziurce po kolczyku popłynęło trochę krwi.
— Idealnie… Tu go masz. — Thadeus najpierw przesunął palcami po jego rozchylonych, czerwonych wargach, a później dotknął go po gorsecie nad pępkiem, wskazując to „tu”. — Pokręć tę dupą — zachęcił i sam złapał go mocniej w talii, aby poruszyć jego ciałem.
A Garrett spuścił głowę, zacisnął zęby, lecz i tak jęknął. Dla generała cudownie było to słyszeć, szczególnie że miał twarz złodzieja bardzo blisko. I choć ten teraz łatwo by go ugryzł, uderzył i powalił… tak zupełnie o tym nie myślał. Jego świadomość krążyła tylko i wyłącznie wokół tego, co działo się z jego dupą. Jak twardy niczym pal kutas wbijał się głęboko, jak naciskał brutalnie na jego ścianki, jak rozpychał go. A on sam drżał od tego coraz bardziej.
Aż wychylił się, jedną rękę łokciem zaczepiając o ramię Thadeusa, by móc się go przytrzymać. Po tym przesunął stopy na pościel za plecami mężczyzny. I będąc tak blisko, poruszył się mocniej, chcąc spróbować wreszcie dojść. Już tak długo miał coś w tyłku, że jedyne, o czym myślał, to spełnienie. Chciał go w tej chwili tak, jak z początku chciał uciec. Teraz potrzebował orgazmu jak powietrza.
— Tak, ruszaj się. Zobacz jak ci dobrze… Mmm, kurwa… — Thadeus stęknął z przyjemności. Garrett ściskał go całego. Żadna dziwka nigdy nie chciała go tak głęboko, a te, które umiały, były już ohydnie zniszczone. Złodziej za to nadal, mimo wycieńczenia, był pełny życia. A na pewno taki był jego kutas. Stał sztywno i dodatkowo drgnął, kiedy generał go objął. — Patrz, jak ci stoi.
I nie tylko stał. Gdy tylko Thadeus go objął, Garrett poruszył się mocniej i… wystrzelił. Sperma zmieszana z krwią wytrysnęła do góry, a on jęknął z rozkoszy. Jego ciało odchyliło się do tyłu, wygięło w łuk, pięknie prężąc się w tym czarno-czerwonym gorsecie. A tyłek znów ścisnął będącego w nim penisa, gdy złodziej drżał i dochodził.
Thadeus był na niego trochę zły, że doszedł bez pozwolenia, ale to, jak mężczyzna go przy tym ściskał, załagodziło jego złość.
— Ooch… Garrett…! — zasyczał.
Załapał swojego seksownego więźnia w talii, nabijając na swojego penisa, kiedy sam zaczął mocniej spinać pośladki i poruszać biodrami. Czuł, że też był bliski spełnienia. Że zaraz napełni go swoją spermą, aż znowu będzie z niego cieknąć. Bardziej niż ciekło dotychczas.
Wiedział, że po czymś takim… po byciu wyruchanym blackjackiem i jego szerokim chujem ta dziura szybko się nie zamknie. Chciał to widzieć. Dlatego z zapamiętaniem pieprzył drżącego mężczyznę, wciąż trzymającego się go dla równowagi i krzywiącego się z jękiem na każde głębsze wejście.
Patrzył mu w twarz, zapamiętując każdy grymas. Ugryzł go jeszcze kilka razy po sutkach, na co za każdym razem złodziej reagował głośnym jękiem, aż wreszcie spuścił mu się głęboko do tyłka. Przycisnął go też do swojego kutasa, wykorzystując do tego jego wagę.
Garrett zadrżał, gdy poczuł pulsowanie i wtrysk. Znów był napełniony i znów był tego świadom. Teraz tak bardzo jak pulsował kutas Harlana, tak i jego własny mówił mu, że mu dobrze… ale i boleśnie, bo dziurka po kolczyku mocno piekła. Ale był spełniony. Jego oprawca pozwolił mu dojść, a on dzięki temu znacznie się rozluźnił. Choć znów był bez siły. Głodny i wymęczony na tyle, że tylko podpierał się o ramię generała, siedząc na jego kutasie i dysząc.
Thief-Taker przez chwilę dochodził do siebie. Udało mu się to szybciej niż więzień był w stanie się odezwać.
— Wreszcie się spisałeś — pochwalił go i pogładził knykciami po policzku jak jakąś panienkę.
Złodziej od razu cofnął twarz i spróbował się poruszyć.
— Nha… — chciał coś powiedzieć, lecz gorset zupełnie zabrał mu tę możliwość. Jakby ściskał jeszcze mocniej niż dotychczas, co przecież nie było możliwe.
Thadeus uśmiechnął się podle, zadowolony z jego miny. Pogładził go po twarzy i dopiero po tym złapał za pośladki, choć nie zsunął go jeszcze ze swojego kutasa. Sięgnął tam palcami, chcąc poczuć zwieracz na kutasie.
— Powinieneś podziękować. Dzięki temu zasłużyłeś na sensowny, ostatni posiłek. Nawet jeśli nie połknąłeś wszystkiego.
— Ale wlałeś wszystko — wydusił Garrett, zaciskając powieki, kiedy poczuł palce na szparce. Była teraz tak wrażliwa, że miał wrażenie, jakby pieścił ją delikatnie wibrującą zabawką.
— Masz tu punkt — pochwalił go Thadeus i poklepał go po obolałych pośladkach. Nie miał do nich litości, choć musiał wiedzieć, że bolały koszmarnie. Szkoda mu było się z nich wysuwać i z nimi rozstawać. Były takie ładne i… w końcu jego. — Więc?
Upodlony i po raz drugi wzięty złodziej przełknął dumę i wydusił:
— Dziękuję.
Potrzebował jedzenia, choć jeśli miał to być jego ostatni posiłek przed zawiśnięciem… to nie wiedział, dlaczego dla niego tak bardzo dał zbezcześcić swoje ciało. Ale przecież Thadeus zrobiłby to tak czy tak.
— Grzeczny — znów dostał pochwałę. Thadeus pociągnął go bardziej na siebie, zsuwając go tym samym ze swojego członka. Zaraz po tym posadził znów złodzieja na swoich udach i pogładził od tyłu po wymęczonym, cieknącym tyłku. — Co chce szczur zjeść?
Przez kilka sekund Garrett nie odpowiadał, bo jego myśli skupiły się na nieprzyjemnym uczuciu wyciekania. Próby zaciśnięcia odbytu znów okazały się nieudolne. Jakkolwiek chciał go zamknąć, tak nie udawało mu się. Był za mocno rozepchany.
Spróbował o tym nie myśleć i odpowiedział cicho i mrukliwie:
— Jakieś porządne mięso.
— Dobrze więc! — Generał od razu się zgodził i zostawił jego tyłek. Objął go w talii i dopiero wtedy przekręcił oraz przewalił na łóżko. — Przygotuje ci dobrą ostatnią wieczerzę — zapewnił, unosząc się znad niego.
Po tym przywiązał go do kolumny przy łóżku, świadom, że nawet tak wymęczony mężczyzna odnajdzie siły, by ratować się przed szubienicą. Instynkt zwyciężał. Dlatego po raz kolejny dał popis swojej ostrożności. I zostawiwszy Szczurzego Króla z kneblem w ustach, przywiązanego do łoża, wyszedł, by przygotować mu posiłek.

***

Egzekucja zazwyczaj była powodem niezłego zamieszania w Mieście. A co dopiero tak spektakularna jak ta. Miał zawisnąć nie kto inny jak król złodziei. Ten, którego twarz widoczna była na listach gończych w całym Mieście. Czyją twarz kojarzył każdy bogacz i która śniła się mu w koszmarach. A do tego to był dzień dla Thadeusa Harlana, który w końcu złapał Szczurzego Króla i jako dowódca Straży pełnił honory. Sam prowadził na wysoki szafot szczupłego mężczyznę w złodziejskich ubraniach.
Ludzi zgromadziło się mnóstwo, kiedy tylko zostało to obwieszczone. Możni, biedniejsi. Prawi i łamiący przepisy. Wszyscy chcieli zobaczyć, jak wreszcie Straż dominuje nad Szczurzym Królem. Byli głośni, a Thadeus z lubością patrzył w dół. Miał u swojego boku niewysokiego, szczupłego mężczyznę. Czarny gorset ściskał jego ciało. Ubrany był też w swoje rękawice, kaptur i maskę. Oczy na nowo zostały pomalowane czarnym cieniem.
Kiedy generał pchnął go na skraj wysokiego balkonu, do którego daszku została przywiązana szubienica, ludność znów zakrzyknęła. A przygotowany na śmierć mężczyzna nie mógł nic zrobić. Związane ręce skutecznie blokowały wszelkie próby ucieczki.
Thadeus szarpał go co chwilę, trzymając mocno za ramię. Pilnował go, aby ten nie zrobił czegoś nieodpowiedniego, kiedy pokazywał go tłumowi. Ci nie mogli dostrzec ze swoich miejsc, jak bardzo był obity, ale widzieli, jak utykał. A generał mówił. Miał swoją chwilę triumfu.
— … oto ten, który żywił się wami! Teraz wy pożywcie oczy jego śmiercią! — zakrzyknął na koniec i sam zarzucił linę na szyję złodzieja.
Tłum zebrany u dołu kamienicy wrzasnął z uciechą i wyskandował imię generała, czcząc go jako najlepszego łowcę złodziei. I choć widzieli tylko związaną postać przez ciemność tej nocy, tak widzieli, że był to Szczurzy Król. Napatrzyli się na jego podobizny na murach miasta.
Inni strażnicy stali przy murach kamienicy, by strzec jej wejść. Niektórzy byli zgromadzeni w zaułkach w okolicy, jakby niespodziewanie jakiś przyjaciel więźnia pojawił się i chciał go uratować. Wszystko było strzeżone i obstawione. A złodziej znowu mocniej się szarpnął, lecz nie było ucieczki. Nie mógł też krzyknąć. Generał o to zadbał.
Zacisnął sznur na gardle, żeby złodziej nie umarł od szarpnięcia skręconego karku. Chciał, aby dłużej się dusił i czuł nadchodzącą śmierć.
Powiedział do tłumu jeszcze kilka słów. Upewnił się, że każdy wyrył sobie w pamięci ten obraz. Obraz jego triumfu. I z satysfakcją, jakiej dawno nie czuł… pchnął mężczyznę.
Ciało zawisło na szubienicy i zaczęło wierzgać. Nogi machały w powietrzu, a ręce szarpały sznury, by wydobyć się, by jakimś cudem uratować swoje życie… Ale sznur coraz bardziej pozbawiał go oddechu, zaś wierzganie było coraz słabsze i słabsze…
Wszyscy oglądali to z zapartym tchem. Jedni z odrazą, inni z ulgą… że właśnie teraz, na ich oczach z ręki Thief-Takera, najokrutniejszego przywódcy Straży umierał Szczurzy Król. Tak, to był wyjątkowy dzień.

***

Po udanej egzekucji Thadeus zasłużył na odpoczynek. Tak uważali wszyscy. Tak samo jak uważali, że zasługuje na wielką ucztę i alkohol. Dostał więc zaproszenie od kilku możnych i z chęcią je przyjął, jednak powiedział, że dołączy dopiero za jakąś godzinę. Musiał jeszcze coś załatwić. Dlatego zaraz po egzekucji udał się do swoje domu. Chciał upewnić się, czy wszystko było na swoim miejscu.
W przedpokoju zdjął płaszcz i rękawiczki. Ciepło izby ukoiło go po przebieżce zimnymi uliczkami. Nie ociągając się dłużej, zamknął drzwi i udał się na piętro do swojej sypialni. Specyficznie stukał i wiedział, że osoba na górze dobrze go słyszała.
Otworzył drzwi zamknięte na klucz i wszedł do środka.
— Ja się wywiązałem — oznajmił z uśmiechem wypływającym na jego po części ukryte pod wąsami usta. Patrzył na siedzącego na jego łóżku gościa.
Nie był naiwny i wbrew umowie dobrze go związał. Znów tak, żeby nie uciekł. Bo wiedział, że jeśli tylko Garrett znalazłby sposób na ucieczkę, to właśnie by to zrobił. Wbrew temu, że przed egzekucją przetargował swoje życie za swoją… godność.
— Więc Szczurzy Król już nie żyje — mruknął złodziej, odziany w podobny do swojego poprzedniego, czarny gorset. Miał też spodnie i buty w tym samym kolorze. Oraz oczywiście kaptur. Ręce związane za plecami, nogi przy nogach łóżka.
Thadeus szybko oświetlił sypialnię, żeby dobrze go obejrzeć. Choć zdecydowanie lepiej było mu nago. Tak jednak nie mógł go trzymać. W swoim domu tym bardziej. Ale z jakiegoś powodu podobało mu się, jak Garrett tu wyglądał. Jak zabawka czekająca na jego niezaspokojonego kutasa. Jak niewolnik niemogący sprzeciwić się, nawet gdyby go bił czy pieprzył. A gdy patrzył na jego twarz, miał ochotę robić jedno i drugie na zmianę.
— Tak. Król nie żyje. Ty też nie żyjesz. Nie masz więc prawa kontaktować się z nikim, kogo znałeś, bo ściągniesz na siebie tego, który cię dziś powiesił. — Thadeus podszedł bliżej i stanął tuż przed nim z dłońmi w kieszeniach. — Niech żyje król! — zawołał, uśmiechnął się, rozkładając ramiona i patrząc na swoją inwestycję.
Pozbawił się na oczach wszystkich w Mieście wielkiego problemu. Zyskał i stał się tym, który pokonał największego złoczyńcę. A jednocześnie właśnie otrzymał jego ciało i umiejętności na własną dyspozycję. Wierzył, że Garrett będzie posłuszny. Że nie będzie się wychylał i upewni społeczność Miasta o swojej śmierci. Nie pokaże się nigdzie i nie da o sobie znać. Dzięki temu żył. Lecz cena była sroga.
— Więc teraz możesz puścić mnie wolno — powiedział swoim cichym głosem, z uwagą obserwując generała. Czuł się bezpiecznie w ubraniach, choć potrzebował naprawdę znaleźć się z dala od niego. Lecz na pewno obite pośladki i rozluźnione wejście jeszcze kilka dni będzie mu o nim przypominać.
Thadeus prychnął pod nosem.
— Już nigdy nie będziesz wolny. Wiesz o tym i na to się zgodziłeś — przypomniał mu ich umowę.
Kiedy przyniósł mu posiłek, zaproponował coś, o czym już jakiś czas myślał. Co było ryzykowne, ale nadal dość kuszące, aby zaryzykować. Chciał, żeby ten złodziej, jego lepkie paluszki i śliska dupa należały do niego. Jego sprawne gardło też. Dlatego postawił warunek. Życie za godność. Godność strzeżona pasem cnoty.
Garrett wykrzywił usta, ale wiedział, że nie miał wyjścia. Rozejrzał się więc po sypialni generała, pełnej przepychu i wygód. Nie dziwiło go to.
— Masz go? — zapytał krótko.
Gospodarz tym razem tylko skinął głową.
— Nie próbuj zdejmować go sam. Znam twoje możliwości i nie polecam ryzykować. Kiedy będziesz chciał go zdjąć, wiesz, gdzie mnie szukać. A i przy okazji może przyniesiesz kilka łupów — prychnął głośno, zmierzając do komody po drugiej stronie pokoju. Miała pozłacane gałki, a ciężki świecznik stojący na niej musiał kosztować fortunę.
Wyjął skrzynię i z nią podszedł do łóżka, cały czas tak charakterystycznie kulejąc. Garrett czuł, że i on będzie jakiś czas dochodził do siebie po tym, co zaserwował mu Harlan. Musiał porządnie wyleczyć nogę, zanim uda się na łowy.
Siedział i czekał, aż Thadeus wyciągnie ze skrzyni jego nowy pas. Nie mógł w tym czasie zdjąć spodni przez związane ręce. Naprawdę już pragnął momentu, kiedy będzie mógł ich normalnie używać.
— Łowca złodziei biorący od jednego część skradzionych skarbów… To się nazywa prawy obywatel — mruknął.
— Na twoje miejsce pojawiłby się inny. A ja wolę kontrolować to, co dzieje się w Mieście, niż znowu ganiać za takim jak ty, niczym kot za pieprzoną myszą. Dlatego — zawiesił głos, wyjmując skomplikowany, męski pas cnoty — wolę mieć swojego złodzieja na smyczy. Wstawaj.
Szybkie spojrzenie na pas upewniło Garretta, że Harlan znów wykazał się sprytem i inteligencją. Nie przygotował czegoś, co można łatwo otworzyć. Garrett dobrze znał się na zamkach i już teraz widział, że ten wymagał olbrzymiej precyzji i koncentracji. A co gorsze… znajdował się z tyłu, a nie z przodu. Całość była zbudowana z metalu, by nie dało się go niczym przeciąć.
Wstał w milczeniu, lecz kroku już zrobić nie mógł przez łańcuchy na kostkach. Thadeus jednak tego nie potrzebował. Sięgnął do jego spodni, żeby spuścić je mu do kolan. Trącił przy tym jego penisa.
— Nie daj wejść zakażeniu, bo trzeba będzie uciąć — uprzedził go, ale nie z troską, a z groźbą.
Żeby Garrett mógł zadbać o czystość kolczyka, musiał często zdejmować pas cnoty. A klucz do niego znajdował się w rękach generała.
Zacisnął zęby i odetchnął nisko. Miał nadzieję, że Thadeus zdejmie mu kolczyk, lecz musiał traktować to jako dodatkową zabawę.
— Gdybyś go zdjął, łatwiej byłoby mi o niego zadbać…
— Cwane, ale rana to rana. Masz tu przychodzić codziennie albo co drugo dzień. Inaczej znowu moi ludzie zaczną zauważać, że w Mieście jest złodziej… — odparł Thadeus już ostrzej i przełożył mu między nogami rozpinany pas.
Był podobny do bielizny, lecz miał dziurki z przodu i od spodu, dzięki czemu mocz mógł wypłynąć. Nie dało się jednak przez niego umyć, ani tym bardziej sprawić sobie przyjemności. Był na tyle zagięty i krótki, że osiągnięcie wzwodu byłoby niemożliwe. I bardzo bolesne.
Zaczął zapinać go wprawnie na członku Garretta, uprzednio odpowiednio wpasowując go w środek.
A Garrett przymknął oczy, kiedy przy tym mężczyzna dotknął jego pośladków. Po wszystkim, gdy już jego ciało powoli dochodziło do siebie, tak naprawdę najbardziej je czuł. Były obite i sine, więc wiedział, że długo nie usiądzie na niczym twardym.
— Będę co drugi dzień. Ty też miewasz obowiązki, przez które każdego wieczoru nie jesteś w domu. Chyba że general Straży nie jest tak zarobiony, jak powszechnie wiadomo…
Thadeus nie zawahał się i trzepnął go mocno w pośladek. Aż plaśnięcie poniosło się po sypialni.
— Nie pozwalaj sobie! Jutro masz się pojawić o tej porze! Później się zastanowię, kiedy znowu chcę cię widzieć.
Stojący mężczyzna chwilę tylko oddychał ciężko przez nos, zaciskając szczękę. Zabolało. Czekał w milczeniu, aż zostanie ubrany i wypuszczony. Z uwięzionym penisem, skazany na ponowne spotkanie z sadystycznym mężczyzną, którą wziął i zamierzał brać go sobie siłą. Który pozwolił mu żyć w zamian za to, że będzie dla niego kradł. Że będzie udawał, że nie istnieje. Że będzie jego dziwką na zawołanie. I jak wszystko to było upokorzeniem i wielką zniewagą… tak też dawało mu życie oraz czas niezbędny do tego, by wymyślić, jak pozbyć się pasa cnoty bez angażowania w to świadków. Starał się przy tym nie myśleć, że dziś w zamian za jego własne życie stracił je jakiś nieszczęśnik, który miał ciało zbyt podobne do jego.
Gdy pas cnoty został szczelnie zamknięty, generał założył mu z powrotem spodnie i wyszedł. Garrett nie wiedział, gdzie zniknął, ale domyślał się, że po to, by schować klucz. Bo przecież gdyby go teraz odwiązał, złodziej mógłby pozbawić go życia i uwolnić się. Był cwany.
Kilka minut później, gdy generał wrócił i rozpinał mu wszystkie więzy, Garrett rzucił:
— Moja pałka. Chcę ją odzyskać.
— Nie powsadzasz jej sobie, chyba pamiętasz — odpowiedział generał i skinął swoją szeroką brodą na jego krocze. Był bezczelny i pewny, że złodziej nie zakradnie się do jego domu i nie ukradnie klucza. Garrett chyba nie chciał nawet w tej chwili wnikać, gdzie przy swoich pokręconych pomysłach ten go schował.
— Służy do czegoś innego niż uważa twój chory umysł — wycedził, rozmasowując swoje przeguby. Wreszcie mógł to zrobić. Wreszcie mógł poruszyć rękoma. Rozmasować barki. Użyć palców. — Oddasz mi ją?
— Nie. Nie dam ci broni, nawet jeśli podniecające jest wyobrażanie sobie, jak trzymasz własne dildo w dłoni i udajesz, że to broń.
Po twarzy złodzieja przebiegł cień i grymas. Szybko jednak został zasłonięty kapturem, gdy Garrett nasunął go mocniej na czoło. Zasłonił sobie też połowę twarzy maską, by pierwszej nocy po własnej egzekucji nie zostać rozpoznanym.
— Więc nic więcej mnie tu nie trzyma, generale — rzucił cicho i ruszył w kierunku okna. Ku swojej mocno ograniczonej wolności.
— Do zobaczenia, szczurku! Nie daj się złapać! Aż tak dobry aby, dwa kutasy obsłużyć, nie jesteś! — Thadeus w specyficzny sposób przypomniał mu, żeby uważał i działał jeszcze bardziej w ukryciu.
Taka była ich umowa. Stary złodziej miał dziś zawisnąć, aby na miasto mógł wypłynąć nowy. Na smyczy ze swojego spełnienia. A generał Thief-Taker wiedział, że ten wróci do niego. Że nie widział go ostatni raz, wychodzącego przez okno i znikającego bezgłośnie. Puszczonego ze smyczy… tylko na krótki spacer.

DODATKOWA SCENA — KRADZIEŻ KLUCZYKA

Kucał, osłonięty wystającym dachem. Patrzył na spowite nocą Miasto. Szum gęstego deszczu, uderzanie ciężkich kropel o rynny i głośne rozmowy członków Straży. Wiele zaświeconych świateł w oknach. Chłód i wiatr. Nie była to przyjemna noc. On, jako złodziej, też wiele by nie zdziałał, zostawiając za sobą mokre ślady i wpuszczając do domów dźwięki z zewnątrz, gdy zechciałby wkraść się przez okno. Ale Garrett nawet nie planował dzisiaj kraść.
Wiedział, że generał Harlan go oczekiwał, mimo że widział go wczoraj. A właściwie wczoraj go powiesił. Powiesił po tym, jak uprzednio go zgwałcił, wykorzystał i upodlił. Z każdym krokiem Garrett czuł wciąż obolałe pośladki i uwięzionego w pasie cnoty penisa.
Czuł, że mógłby, a nawet że powinien nagiąć cierpliwość tego człowieka. W końcu ten tyle czasu starał się go złapać. Dlaczego teraz wszystko miałoby być po jego myśli? A on miał do załatwienia pewną rzecz — zdobycie obiecanej Orionowi księgi.
Wiedział, że została ona w House of Blossoms, dlatego udał się tam w pierwszej kolejności. Choć wystarczyło, że wkradł się do środka, tunelami, które dobrze już znał, by wszystko do niego wróciło. Zobaczył cały wystrój burdelu, poczuł panujący tam zapach i od razu zapragnął być gdzieś indziej. Ale miał zadanie do wykonania. Dlatego mimo bólu w postrzelonej nodze i wszelkich innych dyskomfortów zakradał się, by odnaleźć księgę. Gdy już pozbył się wszelkich oporów psychicznych, zadanie okazało się całkiem łatwe. Każdy był tu zajęty osiąganiem rozkoszy, a pracownicy ich dawaniem. Pozostał niezauważony do samego końca.
Gdy został złapany, księgę, jaką miał ze sobą, odłożono w miejsce, w jakim zdecydowanie ze swoją wartością być nie powinna. Przy okazji też odzyskał część swoich rzeczy. Były więc plusy wypadu do burdelu. I nie była to bynajmniej cielesna rozkosz. Co do niej, obawiał się, że po tym, co zrobił mu Thadeus, już nigdy nie poczuje pierwotnego, niczym niezburzonego pożądania.
Nie myślał o tym wiele, kiedy wymknął się z burdelu. Myślał za to coraz bardziej o tym, co chciał zrobić Thadeus. Podejrzewał, że sobie nie daruje i na pewno nie pozwoli mu odejść po tym, jak już przemyje członek z kolczykiem.
Zacisnął na sekundę zęby, po czym ruszył w stronę mieszkania generała. Po dotarciu tam z niesmakiem spostrzegł, że lampka na dole, zapewne w salonie, świeciła się. Tak samo jak lampka na piętrze, gdzie ten miał sypialnię. Zakradł się pod sam budynek, opierając się plecami o zimny mur. Zdążył zmoknąć, gdy przebiegał pod odkrytą przestrzenią. Ale wolałby moknąć tu całą noc zamiast wchodzić do tego domu.
Chcąc nie chcąc, wychylił się i zajrzał do salonu przez okno.
Generał siedział w fotelu przy kominku. Był odwrócony plecami do okna, ale złodziej poznałby go zawsze i wszędzie. Może nawet udałoby mu się włamać do domu, nie alarmując gospodarza. Mężczyzna bowiem wydawał się znużony i zaczytany w jakichś papierach, jakie trzymał na kolanie nogi założonej na nogę.
Pokusa była bardzo silna. Na tyle silna, że Garrett przeszedł się wokół budynku i odszukał drzwi do kuchni. Przy wykorzystaniu swojego wytrychu zaczął pracować nad otwarciem okna. Cicho, bezszelestnie.
Zamek puścił, a przed nim otworzyła się droga do wnętrza. Do mieszkania Thadeusa, w którym gdzieś na pewno znajdował się kluczyk do pasa cnoty, który ten na niego założył.
Nie miał pojęcia, gdzie generał mógłby go chować. Ale nie ociągał się. Szybko zamknął za sobą okno, żeby świst wiatru nie zaalarmował Thadeusa. Rozejrzał się po ciemnym wnętrzu kuchni. Niewiele zobaczył. Zwyczajne meble, zapach jedzenia. Próżno było tu szukać obrazów, których więcej widział w salonie. Mimo wszystko przeszukał pomieszczenie, starając się nie dzwonić garnkami czy sztućcami. Lecz w kuchni żadnej tajnej skrytki nie znalazł. Podążył więc dalej, krocząc na palcach, by dostać się do najbliższego pomieszczenia.
Skradał się tak, by być pewnym, że generał go nie widział. Nie podziałało, bo usłyszał jego głos z salonu. Był donośny i pewny.
— Próżno szukasz! A jeśli coś poprzestawiasz, to połamię ci palce!
Musiał domyślać się, że tu jest.
Nie wiedział, czy zdradził go dźwięk dobiegający z otwartego na chwilę okna, czy otwieranie mebli w kuchni. A może po prostu Thadeus wyczuł jego zapach? Zapach od mokrego powietrza, którym przesiąknął. Nie miał pojęcia, co go zdradziło. Za to on sam poczuł nieprzyjemny dreszcz na dźwięk głosu generała. Od razu w jego głowie pobrzmiały wypowiadane tym samym głosem słowa z ostatnich dwóch nocy.
„Już prawie z ciebie cieknie. Jesteś pełny. Czujesz, ile jej w sobie masz?”
„Będziesz śpiewał, jak cię nim popieszczę.”
„Twoja dupa ssała moje palce. Czułem to, szczurku. Mój kutas też to poczuje.”
Wzdrygnął się, lecz mimo tych myśli wyłonił się z cienia i wszedł miękko do salonu.
Generał siedział rozparty na swoi fotelu, tak jak widział przez okno. Właśnie odkładał papiery na niski, elegancki stolik.
— A jednak jesteś. — Uśmiechnął się paskudnie na jego widok. Dał mu do zrozumienia, że wcale na sto procent nie był pewien jego obecności. — Jak twój kutas i dupa?
— Uprzejme pytanie z twojej strony na początek rozmowy — zauważył Garrett swym miękkim, dość mrukliwym głosem. Nie zbliżył się do generała nawet na krok. Krążył jednak wokół niego i po obrzeżach salonu jak niespokojny kocur.
— A co innego chciałby taki szczurek jak ty usłyszeć?
— „Masz tu swój klucz i nie pokazuj mi się więcej na oczy” — zaproponował Garrett, obserwując czujnie Harlana. Jakby ten za chwilę zamierzał wystrzelić w jego stronę z kuszy. — Jeśli tak mnie nienawidzisz, po co chcesz mnie oglądać?
— Stwarzasz wiele kłopotów, ale twoje ciało mnie uwielbia — odparł Thadeus i leniwie wstał ze swojego miejsca. Ruszył w stronę złodzieja. — Zresztą, będę miał z ciebie też pożytek. Nie tylko z twojej dupy.
Brwi Garretta ściągnęły się czujnie, a on odruchowo zrobił mały krok do tyłu. Czuł, że miał za plecami ścianę przy regale.
— Dlaczego nie ograniczysz się do korzyści niezwiązanych z moim ciałem? — zapytał niemalże na wstrzymanym powietrzu. Cieszył się, że nie było widać całej jego twarzy przez kaptur i maskę.
— A czemu by nie mieć obu? — Thadeus prychnął i w końcu doszedł do niego, mocno kulejąc. Chwycił go w talii i na siłę przyciągnął do siebie. Następnie ściągnął mu maskę z twarzy. — Ktoś tu długo stał na deszczu.
Po kapturze Garretta spływały krople deszczu, a jego ubranie było wilgotne w dotyku, co od razu poczuł wyższy mężczyzna. Zaś na twarzy złodzieja zobaczył nie tylko odciśniętą od maski wilgoć, lecz także… kolory na policzkach. Garrett nie przywyknął i nie chciał przywyknąć do tego, że był przyciągany w taki sposób jak kobieta.
Oparłszy jedną dłoń o klatkę piersiową generała, odpowiedział cicho:
— Przyszedłem po klucz. Muszę się umyć.
— Naszykuję ci kąpiel. — Dłoń Thadeusa zsunęła się niżej niż pas złodzieja i złapała go za pośladek. Był… bezpośredni. Chyba nawet nie umiał inaczej. A nawet jeśli i tak nie zmieniłoby to niechęci Garretta do jego osoby.
Nie skrzywił się, choć pośladki wciąż były obolałe od klapsów. Spiął się jedynie i powoli wypuścił powietrze przez rozchylone usta. Nic nie powiedział, tylko lekko nacisnął na klatkę piersiową mężczyzny, sugerując, że chciał, by ten się odsunął. Mężczyzna jednak jeszcze chwilę pomiętolił jego pośladki, nim klepnął jeden z nich.
— Chodź, czas na kąpiel — zadecydował i pokazał mu, gdzie miał iść. Już nie zamierzał spuszczać go z oka.
Garrett odsunął się i podążył we wskazanym kierunku. Łazienka znajdowała się na piętrze, więc musieli wyjść po schodach. Idący za nim generał widział, że złodziej jeszcze nie chodził prosto. Że jego postrzelona noga dawała mu się we znaki. Ku swojej przyjemności widział też opięte klamrami spodnie i czarny gorset. Zdecydowanie lubił to, jak wyglądał złodziej. Złodziej, który właśnie zapalił światło w jego łazience i zsunął z głowy kaptur.
Generał, uprzednio zamknąwszy drzwi, skupił się całkiem na swoim gościu. Znowu objął go i zaczął rozbierać, nie obdarzając nawet jednym spojrzeniem łazienki. Garrett za to właśnie na niej się skupił. Badał wzrokiem, czy gdzieś, czy to w niskiej szafce, czy w wannie, a może za lustrem znajdowało się coś, co mogło mu dać przewagę. Nic jednak w tym ciemnym pomieszczeniu oświetlonym w sumie bardzo słabo, nie wyglądało ani jak idealna broń, ani skrytka kluczyka. Ale skoro generał się tu z nim zamknął i chciał go umyć… musiał mieć kluczyk właśnie tu. Właśnie tu albo… przy sobie.
Popatrzył na niego z większym olśnieniem i w duchu mocno się skrzywił. Mężczyzna był zbyt uważny. A do tego rozbierający go i pozbawiający kolejnych części garderoby. Znowu czuł się jak w burdelu… tylko teraz bez związanych rąk i nóg.
Mógł walczyć, ale przy tym czuł wiążący go i uniemożliwiający mu ruchy niepokój na to, co zrobi generał, jeśli mu się przeciwstawi. Był świadom, że był w stanie nie tylko połamać mu palce, ale i zrobić coś gorszego. Dlatego stał i czekał, aż w końcu był całkiem nagi. Dopiero wtedy Thadeus przesunął dłońmi po jego ciele i odkręcił kurki, aby nalać ciepłej wody do wanny.
W tym czasie Garrett odwiązał z nogi opatrunek. Ranę miał już zaszytą, więc kąpiel nie powinna mu przeszkodzić. Co innego pas cnoty, w którym uwięziony był jego penis. Teraz wiotki, więc nieściśnięty. Co go jednak dodatkowo wewnętrznie irytowało, to że siniaki, jakie powstały po krótkiej niewoli u Thief-Takera, teraz zrobiły się bardziej widoczne. Sino-zielonkawe.
Odłożył opatrunek i mocniej ścisnął gumkę na włosach. Nic nie mówił. Czekał na to, co miało się wydarzyć.
Generał jeszcze chwilę nic nie mówił, aż w końcu wskazał mu dłonią napełnioną w większości wannę.
— Wchodź — zachęcił go, jednocześnie zbierając jego ubrania, aby wrzucić je do w niskiej balii do zamykanej szafki.
— Nie otworzysz mi najpierw tego ustrojstwa? W taki sposób mogę się umyć też u siebie — zauważył Garrett, nie chcąc dawać sobą pogrywać. Nie przyszedł tu ku uciesze Thadeusa, lecz po to, żeby uwolnić swojego penisa i móc zadbać o niezagojoną dziurkę po kolczyku.
— Właź do wody. Nie będę w końcu dotykać obszczanego zamka! — Thadeus pogonił go i przypomniał mu, że faktycznie bez możliwości zdjęcia pasa… musiał sikać jak kobieta.
Znów zabolała go duma, lecz nie skomentował tych słów, by nie dać mu możliwości jeszcze bardziej się obrazić. Podszedł do skraju wanny, podparł się o krawędź i zanurzył się w ciepłej wodzie. Usiadł na dnie, nie tracąc czujności.
Dopiero po tym zobaczył, jak Thadeus wyciągnął klucz. I jak normalni ludzie nosili takie rzeczy najczęściej na szyi, jako wisiorek, ten mężczyzna sięgnął po mały kluczyk do spodni. Garrett wolał nie wnikać, czy miał w bieliźnie jakąś kieszonkę na niego, czy… nie. Miał go w naprawdę bezpiecznej skrytce. Tam zdecydowanie złodziej nie sięgnąłby w poszukiwaniu swojego klucza do wolności. I Thadeus musiał dobrze to wiedzieć.
Widząc, że wreszcie może odzyskać wolność, uniósł się znowu i klęknął w wannie. Zamek znajdował się z tyłu, więc przekręcił się trochę tak, by ten miał dostęp do pasa.
— Już się wypinasz? — Thadeus zaśmiał się, obracając maleńki kluczyk w palcach.
Garrett ściągnął nos gniewnie i zacisnął swoje szczupłe palce na krawędzi wanny.
— Otwórz pas — wycedził.
— Jaki agresywny. Uważaj sobie — ostrzegł go generał, ale podszedł do niego. Najpierw położył dłoń na jego tyłku, ale zaraz po tym rozpiął pas.
Złodziej dobrze poczuł, jak metal rozluźnił się na jego ciele. A gdy generał zdjął mu go całkowicie, Garrett rozmasował miejsca, w które wbijał się pas cnoty. Po tym z powrotem usiadł w wodzie i przymknąwszy oczy, pomasował swojego przekłutego penisa. Najchętniej pozbyłby się tego kolczyka, ale wiedział, że generał mu na to nie pozwoli. Jeśli teraz by go wyjął, to pewnie Harlan wbiłby mu igłę w nowe miejsce. Nie chciał więcej ran w swoim ciele.
— Myj się już. — Thadeus odłożył pas i schował kluczyk, nim przysiadł na brzegu wanny, aby popatrzeć na nagie ciało złodzieja.
Ten uznał, że im mniej będzie wchodził w jakiekolwiek dysputy z Harlanem, tym szybciej stąd wyjdzie. Sięgnął więc po mydło leżące na skraju wanny i zaczął się namydlać. Nie było to jednak tak komfortowe, jakby pragnął. Nie w momencie, kiedy czuł na sobie spojrzenie Thadeusa. Niczym obślizgły robak podróżujący po jego piersi, sutkach, podbrzuszu, kroczu i udach… Ignorował to, jak mógł.
Brakowało tylko tego, żeby ten sadysta wyciągnął kutasa ze spodni i trzepał sobie, patrząc, jak się myje. Kiedy zaczął masować się po kroczu, Garrett prawie pomyślał, że to zrobi.
— Umyj sobie dziurę.
A spojrzenie Garretta od razu zbystrzało.
— Zamierzasz…? — zaczął, czując, że sztywnieje. W negatywnym znaczeniu.
— Nie powinno cię już to chyba dziwić.
Te słowa pobrzmiały w uszach złodzieja jak „tak, przelecę cię”. A on nie wiedział, czy cieszyć się, że Thadeus tak polubił jego ciało, czy nie. Jakby nie patrzeć… uratowała go jego dupa. Inaczej by zawisnął.
Nie mówiąc nic, ani tym bardziej nie patrząc na drugiego mężczyznę, sięgnął kostką mydła pod siebie i przesunął nią po rowku. Siedział, pochylony, myjąc się, kiedy niektóre dłuższe kosmyki włosów przyklejały mu się do skroni od wilgoci, a jego klatka piersiowa unosiła się miarowo. Wyglądał naprawdę seksownie w tej wannie, choć nie chciał być tak postrzegany.
Kątem oka widział, jak generał pocierał się po spodniach. Słyszał, jak oddychał ciężej, podniecając się jego widokiem. Na pewno pragnął, aby mu possał albo aby jego dupa mu possała. A Garrett musiał obmyślić sposób na dostanie się do jego spodni… po kluczyk, rzecz jasna. Na tę chwilę jedyna banalna droga mocno go odrzucała.
Skończył się namydlać, opłukał się i obiema dłońmi zebrał włosy, odgarniając się do tyłu. Po tym uniósł spojrzenie i popatrzył prosto w oczy Thadeusa. Nic nie powiedział. Siedział tylko w wannie, nagi i wciąż dumny.
Thadeus zjadał go wzrokiem. Nie było to nic miłego, ale jego dotyk był gorszy, więc złodziej wytrzymał. Aż usłyszał propozycję:
— Masz wybór. Twoja dupa w sypialni albo twoje usta tutaj.
Garrett na sekundę wstrzymał powietrze. Miał wybór… I było to bardzo podejrzane. Szczególnie że… sam nie wiedział, co wolał. Robienie laski nie sprawiało mu bólu fizycznego. Z kolei jego duma cierpiała, kiedy mu ssał. Ale czy nie było tak też, kiedy Thadeus go pieprzył? Choć wtedy bardziej się… wyłączał. Cielesne doznania przeważały nad psychicznymi i myślał o tym dopiero po fakcie. Nie w trakcie.
— Jeśli wybiorę jedno, nie dojdzie do drugiego? — upewnił się.
— Jeśli uda ci się mnie zadowolić… — generał nie odpowiedział tak, jakby Garrett chciał. Lecz dał mu nadzieję. Z drugiej strony, zadowolić tego sadystę było bardzo, bardzo trudno.
Mógł jednak spróbować. Obciąganie nie okazało się takie trudne, jak się spodziewał. A może po prostu w obliczu tego wszystkiego, co wtedy robił mu Thadeus, nie było najgorsze…
Oblizał wargi, jakby już się do tego zabierał. Spojrzał na swoje ciało. Poobijane, ale wciąż sprawne. Szczupłe i męskie, tym razem bez kobiecego gorsetu. Dobrze się z tym czuł.
— Więc moje usta tutaj — powiedział cicho, nie unosząc spojrzenia.
Thadeus uniósł brwi z uznaniem i przekręcił się na brzegu wanny. Rozpiął rozporek i wyjął z bielizny penisa. Już całkiem pobudzonego.
— To postaraj się. I nawet nie myśl o czymś głupim.
Spojrzenie Garretta padło na jego członek, a przez ciało przebiegł mu bardzo nieprzyjemny dreszcz. Bez udziału mózgu zamiast się przysunąć, odsunął się na drugi koniec wanny.
— Nie zmuszaj mnie… — syknął Thadeus, widząc jego reakcję. Mówił, jakby do tej pory nie zmuszał Garretta do wszystkiego, co zrobili. Ale w jego głowie tylko siłowe branie było zmuszaniem. Szantaż już nie.
Złodziej zacisnął palce na krawędzi wanny, nie potrafiąc się przemóc, żeby przysunąć się do jego krocza i po prostu mu obciągnąć. Patrzył na tego dużego penisa i przypominał sobie wszystko to, co ten mu robił. Jak wdzierał się w jego tyłek, mimo że tego nie chciał.
Generał oglądał go, aż w końcu prychnął. Był zirytowany.
— Sam wybrałeś — warknął i sięgnął do jego głowy. Złapał go za włosy i pociągnął w swoją stronę. — Ssij więc, suko.
Garrett syknął, a rumiane kolory pojawiły się na jego twarzy. Miał już płytki oddech i szybkie tętno, kiedy z oporem rozchylił wargi, delikatnie wysunął język i wziął do ust szeroką żołądź.
Usłyszał pomruk ukontentowania tym, że w końcu się słucha i spełnia zachcianki generała. Ten jednak nie puścił jego włosów, na wszelki wypadek. To drażniło Garretta, ale wiedział, że wyrażenie sprzeciwu nic nie zmieni. Dlatego starał się nie myśleć o tym, że inny mężczyzna przymuszał go do lizania genitaliów. Zamknął oczy i mimowolnie stęknął, kiedy penis wsunął się dalej, a on teraz objął go całymi wargami. Zaś generał od razu poczuł więcej wilgoci, kiedy złodziej go possał.
— Nnn… Dalej. Wiem, że umiesz to robić. Postaraj się — zachęcił go Thadeus, kiedy to poczuł. Przesunął palcami między jego włosami, ale wciąż go kontrolował.
Zobaczył, że Garrett mocniej ściągnął brwi i szerzej rozchylił wargi. Następnie penis zaczął między nimi dosłownie znikać. Wsuwał się i wsuwał… a złodziej nie okazywał większego dyskomfortu. Mimo że udało mu się wziąć go tak głęboko, że jądra generała niemalże dotknęły mu podbródka.
Thadeus zamruczał z zadowolenia i przyjemności, jaką dawał mu ciepły język i jeszcze gorętsze gardło złodzieja, kiedy wsuwał w nie główkę.
— Mmmm… Tak, minąłeś się z powołaniem.
Thadeus uważał to za komplement, lecz dla złodzieja była to obelga. I to bardzo podła. Przez to jego skupienie momentalnie go opuściło. Jego gardło się zacisnęło, a on zakrztusił się tym, co je wypełniało. Charknął, poczuł wilgoć w oczach i gwałtownie szarpnął głową.
Od razu poczuł pociągniecie za włosy, ponieważ generał nie zamierzał pozwolić mu się odsunąć od krocza.
— Gdzie? Wracaj do pracy!
— Nnnm! — stęknął Garrett, zapierając się rękami o jego kolana.
Teraz oczy miał szeroko otwarte, podobnie jak usta. A Thadeus widział, jak oddychał płytko przez nos. Usta jeszcze miał na tyle zajęte żołędzią generała, że przez nie mógł, chociaż chciał. Chciał zaczerpnąć głęboki haust powietrza. A nie znowu brać jego kutasa, do czego dłonią zmusił go Thadeus. Złapał bowiem go z tyłu głowy i znów naciągnął na swojego penisa. Ten wszedł głęboko do gardła Garretta, który tym razem już się nie zakrztusił. Skupił się, zacisnął palce na udzie Thief-Takera i spróbował się temu poddać.
Z przymkniętymi powiekami pozwalał mu pieprzyć swoje usta. Czuł przy tym smak tego kutasa, już teraz tak mu… znajomego. Pamiętał ten smak. Pamiętał grubość i długość. Wiedział też, że potrafił strzelać bardzo obficie. Znał to wszystko, choć nie chciał, ale Thadeus miał dla niego inny plan. Chciał poznać go ze swoim kutasem bardzo dobrze. Tak, żeby mężczyźnie na samą myśl o nim zbierała się ślina w ustach, a penis mrowił. Podobnie jak teraz, kiedy mimo że Garrett był rżnięty w usta, a po jego języku przesuwał się co raz słonawy chuj, jego własny nie był całkiem miękki. Na pewno uwierałby go już w pasie cnoty.
Krępowało go to. Jakby własne ciało go zdradzało, jakby samo chciało go upodlić. Czuł się z tym… brudny. Thadeus musiał coś w nim zmienić. Ale wciąż pamiętał to uczucie, gdy ten kutas w niego wchodził i pieścił jego wrażliwe wnętrze. Jak rozpierał mu zwieracz i robił mu dobrze.
Nie powinien o tym myśleć w trakcie obciągania, a jednak robił to i był przez to coraz bardziej… rumiany. Oddychało mu się znacznie ciężej, ale mimo to poruszał głową w przód i w tył. A przy tym w pewnym momencie popatrzył w górę, by ocenić stan mężczyzny. Musiał tylko kilka razy zamrugać, by coś zobaczyć przez wilgoć.
Pierwsze co dostrzegł to uśmiech tego człowieka. Tego sadysty. Nie chciał go widzieć, bo teraz jeszcze lepiej zdał sobie sprawę, że znęcanie się nad nim sprawiało generałowi niezwykłą przyjemność,
— Hmm? Co? Widzę, że ci staje. — Mężczyzna zaśmiał się i mocniej przyciągnął go do siebie, jakby tylko złodziej chciał się zsunąć i odpowiedzieć.
Miał trochę racji. Lecz teraz mógł tylko zastękać. Przez własną, większą temperaturę ciała woda, w której siedział, wydawała mu się chłodna. A przez komentarz generała sięgnął jedną ręką do swojego krocza i zasłonił penisa.
— Nic ci to nie da. I skup się na ssaniu — powiedział Thadeus i poklepał go po policzku protekcjonalnie.
Garrett rzucił mu dumne i zirytowane spojrzenie. Wrócił do ssania oraz poruszania głową w przód i w tył. Szeroki kutas wypełniał mu całe usta, a ślina ciekła mu z kącika ust. Chciał, by generał już skończył. By mógł wreszcie przestać czuć jego smak. Była to marna nadzieja, bo wiedział już z doświadczenia, że po tym jak ten strzeli, na długo zostanie mu w ustach jego smak. Ale na szczęście czuł, że ten jest bliżej spełnienia niż dalej. Jego kutas drżał i podrygiwał, a sam mężczyzna nieprzyjemnie dla jego uszu dyszał.
Garrett odsuwał od tego myśli, lecz zdradzało go własne ciało. Nie potrafił się powstrzymać i ostrożnie poruszył dłonią po swoim członku i jądrach. Generał musiał to dostrzec, bo zamruczał nisko. Albo po prostu było mu na tyle dobrze. W końcu po kilku chwilach znowu trzymał go za włosy i sam się poruszał. Sam poruszał jego głową, aby w końcu, zaciskając palce na jego włosach, spuścić mu się do gardła.
W przeciwieństwie do poprzedniego razu, teraz Garrett się nie zakrztusił. Szybko wszystko przełknął, a właściwie wszystko wypił. Bo znowu było tego naprawdę… dużo.
Słyszał, jak Thadeus nad nim dyszał. Jak dochodził do siebie, a jego penis nadal drgał mu w ustach. I ten smak… Gorzki, słony i chyba kwaśny. Nawet nie umiał w pełni go określić, ale wiedział, że teraz przez kolejne dni będzie go czuł. Że nic nie pomoże.
Odsunął głowę i spojrzał na mężczyznę. Starszego, z wąsem i dominacją w oczach. Nie chciał na niego patrzeć codziennie. Nie chciał każdego dnia zaspokajać swoim ciałem. Dlatego podjął decyzję, która kosztowała go samobójczy cios w dumę, ale dawała jedyną nadzieję na odzyskanie wolności. Musiał go… wymęczyć.
Przełknął ślinę z resztkami spermy i otarł usta wierzchem dłoni.
— Teraz do sypialni? — zapytał, oddychając ciężko i wciąż trzymając się za krocze.
Spodziewał się zaskoczenia na twarzy Thadeusa, ale zobaczył też zadowolenie.
— Czyżbyś sam zauważył, że mnie nie zaspokoiłeś?
— Po tym, co mi robiłeś w House of Blossoms nie spodziewałem się, że na tym się skończy…
— Bardzo rozsądnie. Czegoś się uczysz — odpowiedział Thadeus z uśmiechem i uniósł się z brzegu wanny. Byle jak schował penisa do bielizny i skinął na Garretta. — Więc do sypialni.
Moczący się mężczyzna wstał i wyszedł na dywanik leżący przed wanną. Miał lekko twardego penisa, a woda ciekła po zagłębieniach w jego skórze.
— Daj mi jakiś ręcznik.
Generał dotknął jego ciała. Przesunął palcami od jego mostka aż po samego penisa.
— Nie potrzebujesz
Niższy mężczyzna poczuł, jak na rękach pojawiła mu się gęsia skórka. Przymknął oczy i odetchnął cicho. Pragnął dotyku, pragnął spełnienia, lecz niekoniecznie z tym mężczyzną. Choć z abstrakcyjnych powodów jego penis potrafił… dać mu orgazm.
Thadeus, już nie słysząc irytującego go marudzenia, złapał złodzieja za ramię i pociągnął do wyjścia z łazienki. Otworzył drzwi i zaczął wlec w stronę swojej sypialni, gdzie miał zamiar go dziś przerżnąć.
Garrett szedł przy nim boso, nagi i mokry. Nie odzywał się i nie protestował, choć nie miał zadowolonej miny. Była bardziej… zacięta.
Weszli do sypialni, w której paliło się już górne światło. Wielkie łoże było zaścielone, na fotelu wisiała koszula nocna Thadeusa, a w oknach zasłony były odsłonięte. Pierwszą myślą Garretta było więc to, czy ktoś ich zobaczy. Tak wysoko jednak jedynie ktoś o podobnej do niego profesji mógł przez przypadek go dostrzec albo dopiero jakby spojrzał w górę. Było na to małe prawdopodobieństwo, lecz niepokój został.
Kiedy o tym myślał, Thadeus rzucił go na łóżko, żeby zaraz sięgnąć do swojej koszuli i pozbyć się jej.
Złodziej sapnął i podparł się na łokciach, patrząc na niego z rosnącym podenerwowaniem. Wciąż czuł smak jego kutasa i nasienia. I wciąż tyłek nie wydobrzał mu po ostatnim razie. Miał nadzieję, że generał nie będzie próbował go brać bez nawilżenia.
— Dotknij się — rozkazał, kiedy odrzucał koszulę na bok, na fotel. Znowu został w spodniach i teraz sam zaczął dotykać się po kutasie, którego na powrót wyjął z bielizny.
Leżący na łóżku mężczyzna czuł się bardzo źle, kiedy ku uciesze tego sadystycznego skurwysyna sięgał szczupłymi, sprawnymi palcami do swojego krocza. Opadł przy tym całkiem na plecy i spojrzał na sufit, by nie widzieć generała. Objął dłonią jądra i pomasował je.
— Niżej. — Thadeus nie pozwolił mu zapomnieć o swojej obecności. Jego niski głos skutecznie przebił się przez świadomość złodzieja.
Ten zamknął oczy, by jakoś to zniwelować. I odchyliwszy nogę, sięgnął palcami niżej. Pomasował się po delikatnej skórze pomiędzy zwieraczem a jądrami.
— Rozluźnij się. Już wiesz, jak to robić — Thadeus rzucił mu kolejne polecenie, ale poza tym Garrett słyszał też, jak przeszedł obok swojego łóżka, charakterystycznie kulejąc. Otworzył szufladę i czegoś w niej szukał.
Garrett nie spojrzał na niego, ale też nie wykonał polecenia. Wiedział, że wsadzanie palców w odbyt na sucho też nie było przyjemne. Dlatego jedyne co zrobił, to pomasował dziurkę z zewnątrz, chcąc, żeby czas szybciej płynął. Czuł, jak szparka wciąż trochę go piekła. Jeden dzień po pierwszym, brutalnym razie nie wystarczył na regenerację.
Skupiał się na tym, aż usłyszał, jak generał zatrzasnął szufladę, a następnie na jego brzuch został rzucony mały, szklany słoiczek. Nie był ciężki i nie potoczył się daleko.
— Nie cackaj się tak!
Złodziej skrzywił się i rzucił mu groźne spojrzenie.
— Jeśli sądzisz, że będę przez twoje widzimisię wsadzał sobie palce w dupę, to zbyt wiele sobie wyobrażasz, pieprzony megalomanie — wycedził.
— Megalomanie? — Generał zaśmiał się w głos. — A ostatnio dopraszałeś się nawilżenia. I teraz nazywasz to moim widzimisię? — Rechocząc, wsunął się na łóżko. — Dla mnie może być i bez niego.
Garrett od razu odsunął się, coraz bardziej wściekły na swoją sytuację. Chciał nawilżenia, ale nie chciał posuwać się palcami, jak masturbująca się kobieta, tylko po to, żeby Harlan mógł sobie popatrzeć.
Zacisnął zęby, zabrał słoik i odkręcił go. Nie odpowiedział nic na jego słowa, a jedynie nabrał sporo śliskiej mazi na palce i podparłszy się za plecami, rozłożył nogi. Po tym, patrząc na swoje krocze, zaczął smarować sobie rowek i przede wszystkim dziurkę. Zaciśniętą, zaczerwienioną i podrażnioną dziurkę. Przy tym wszystkim poczuł, że jest bardzo, bardzo wrażliwa, kiedy pomasował ją własnymi palcami. To był kolejny cholerny pierwszy raz, który przeżył z Thadeusem. Nie chciał już ani jednego więcej. Tym bardziej, że mężczyznę to kręciło. Patrzył na niego, siadając wygodnie w nogach łóżka.
Garrett obrzucił go tylko jednym, krótkim spojrzeniem. Po tym już całkiem skupił się na zadbaniu o to, żeby jak najmniej bolało. Choć wiedział, że bólu nie mógł całkowicie zniwelować. Nie w momencie, kiedy jeszcze przedwczoraj był analną dziewicą, Thadeus był wielki i wziął go bardzo ostro. Ale im więcej lubrykantu, tym lepiej, dlatego nie żałował i po prostu wcisnął go sobie sporo do środka.
Czuł, jaki był ciepły w środku. jak się zaciskał i… jak delikatne było ciało, kiedy już przekroczyło się zwieracz. Nie zrozumiał dzięki temu Thadeusa, ale lepiej pojmował, dlaczego ten tak perwersyjnie się uśmiechał, kiedy mu wsadzał. Nawet same palce. Było tam też bardzo ciasno, dlatego na pewno wrażenia musiały być fantastyczne. Ale nawet teraz, kiedy sam wsadzał sobie palce, czuł dyskomfort. A wiedział, że nadejdzie więcej.
Odetchnął głęboko, gdy już miał tam bardzo mokro. Odłożył słoiczek na bok, na szafkę nocną, po czym wytarł palce o pościel. Na koniec już skupił wzrok na swoim oprawcy.
Ten siedział na łóżku i bezczelnie się masturbował. Patrzył na niego jak na wyśmienity kąsek.
— Gotowy? — spytał, spoglądając w stronę jego dziurki.
Garrett tylko przytaknął, ale nie odpowiedział werbalnie, bo męska duma mu na to nie pozwoliła. Zresztą tak naprawdę nie był gotowy. Nawet teraz, po prostu leżąc, czuł, że zaciska szparkę przez samą myśl, że zaraz zostanie wzięta.
— Odwróć się do klęczek — rozkazał mu Thadeus, zamierzając zacząć w bezpiecznej dla niego pozycji. Jego penis znów był cały sztywny i wilgotny na główce, która już chciała się wsunąć do tego ciasnego ciała.
Złodziej rzucił krótkie spojrzenie na jego członek. Szeroki i długi. Już go dupa bolała.
Odwrócił się i uklęknął. Podparł się dłońmi o pościel i ułożył nogi w miarę szeroko, żeby jego pośladki były rozchylone. Wyglądał naprawdę dobrze z wciąż wilgotną po kąpieli skórą. Tyłek był jędrny, talia wąska, a całe ciało odpowiednio umięśnione, choć szczupłe.
— Nie rób za mocno — spróbował z nadzieją, że generał posłucha.
— A co mi za to dasz?
Thadeus złapał go za biodra i ustawił po swojemu. Bliżej skraju łóżka, żeby mógł się poza nim podeprzeć, a nie tylko klęczeć. Pomasował mężczyznę po plecach. Chciał go już przerżnąć.
— Daję ci swoje ciało. Czego chcesz więcej? — wycedził Garrett, wyprężając kręgosłup pod jego dotykiem. Ten był całkiem przyjemny.
— Twojego zaangażowania. Masz tego chcieć, jak rasowa suka chce kutasa. — Generał przesunął dłonią w dół jego pleców, aby na końcu klepnąć go, ale niezbyt mocno, w pośladek. — Na dobry początek, nadstaw się.
Jak jakaś pieprzona, nic nie warta kochanka, pomyślał Garrett. Lecz po tym, co zapewnił mu Thief-Taker w burdelu nie chciał więcej bólu. Przynajmniej nie teraz, kiedy wciąż był obolały. Dlatego obniżył przód ciała i oparł policzek na przedramionach. Przez to jego biodra i pośladki były wyżej, a dziurka… wreszcie dokładnie widoczna. Pomarszczona, zaczerwieniona i mokra.
— Rozchyl pośladki — usłyszał, a przy tym jedynie czuł ciężar i ciepło dłoni generała na swoim biodrze.
Aż otworzył oczy w szoku. To była cena za łagodne potraktowanie? Bycie nadstawiającą się suką? Serce uderzyło mu boleśnie w piersi z zażenowania, kiedy sięgnął dłońmi za siebie i złapał swoje pośladki. Generał dobrze widział, jak trzęsły mu się ręce, kiedy rozchylał je, aż zwieracz rozciągnął się na boki. Słyszał też z przodu ciężki oddech, jakby złodzieja kosztowało to wiele wysiłku. Bo dla jego dumy zdecydowanie był to niebotyczny wysiłek.
— Mmm… Tak, dobrze — zamruczał Thadeus i wręcz łaskocząco pogładził go po zwieraczu. — Taki czerwony — sapnął i dopiero się zbliżył, żeby otrzeć się o niego swoim kutasem. — Powoli, tak? — spytał, napierając, ale się nie wsuwając.
— Tak… — wydyszał Garrett w pościel. Jego głos był cichy i trochę zachrypnięty, a on wczuwał się w to, jak główka członka generała pocierała po jego wilgotnej dziurce. Niespiesznie, czekając, aż przestanie się spinać. Dopiero wtedy generał wsuwał się w niego głębiej. Ale to było na tyle. Przepchnął jedynie żołądź przez zwieracz.
— A teraz, jak tak chcesz powoli, to się ruszaj.
Zaskoczył tym złodzieja na tyle, że ten nie zrobił kompletnie nic. Nie odpowiedział, ani nie ruszył się przynajmniej przez kilka sekund. Thadeus wykorzystał jego prośbę przeciwko niemu, chcąc zobaczyć, jak sam się na niego nabija. Jakby go w sobie chciał.
Garrett puścił swoje pośladki i przetarł twarz dłonią. Po tym zamknął ją w pięść, delikatnie zacisnął na niej zęby i powoli poruszył biodrami. I od razu wydał z siebie cichy jęk, gdy poczuł coraz większe wypełnienie. Jego dupa kolejny raz była rozpychana i przyzwyczajana do tego, by coś w sobie mieć.
Jak uczucie pieczenia i dyskomfortu minęło, tak gorąco, jakie go przy tym wypełniło, było znowu czymś, co sprawiło mu przyjemność. Nawet nie spodziewał się tego po sobie. Żywiej zabujał się przy kolejnym razie, a Thadeus pogładził go po udach.
— Mm… — mruknął złodziej, rozluźniając się. Czuł się pełny, ale było ostrożnie. Powoli. Relaksująco. To był kompletnie inny seks w porównaniu do tego, kiedy miał przebitą strzałą nogę, brak czucia w rękach, ściśniętego penisa, skrępowane nogi i mocno zaciśnięty, duszący gorset. Kiedy przypominał sobie o tym, teraz wydawało mu się wręcz dobrze. Nic go nie krępowało i nie bolało, poza rozwartym zwieraczem i podrażnionymi ściankami.
Sam się poruszał, a gorące dłonie generała tylko go obmacywały. To było kompletnie inne doznanie, ale zaskakująco też przy tym… żenujące. Bo zapewniając przyjemność mężczyźnie, zachowywał się jak prawdziwa dziwka.
— Dobrze… Widzisz, lubisz to — pochwalił generał i pomasował po kroczu.
Penis był sztywniejszy niż chwilę temu. Dlatego według generała tak jak usta Garretta stworzone były do robienia loda, tak samo jego tyłek do brania w siebie kutasy. Ciasny, gorący i lubiący to. Lecz jakkolwiek złodziej dobrze reagował, tak wcale nie chciał tego przyznać. Nic więc nie powiedział. Jedynie poruszył się żywiej, unosząc głowę wyżej. Nie wyprostował się jednak, tylko klęczał, podparty na przedramionach i biorący w siebie penisa w połowie. Dalej się obawiał, mając wrażenie, że to już maksimum.
Na razie Thadeus nie zmuszał go do niczego więcej. Nie przestawał go dotykać, ale i nie komentował. Aż w końcu znudził się na tyle, że sam się wysunął. Protekcjonalnie klepnął Garretta w tyłek.
— Tobie staje od tego bardziej niż mi. Czas zmienić pozycję.
Złodziej od razu opadł na pośladki na pościel, zaciskając dziurkę. Teraz tak… pustą. Podparł się jedną ręką o pościel i popatrzył na mężczyznę pytająco.
— Ja… — odchrząknął. — Jak?
— Będziesz mnie ujeżdżał, chyba że chcesz, abym wziął cię po swojemu — odpowiedział Thedeus, siadając na łóżku. Na chwilę chwycił swojego penisa, żeby się pobudzić.
Policzki złodzieja po raz kolejny zrobiły się czerwone. Ten spojrzał na jego krocze, a potem na twarz. Wiedział, że w tej pozycji widziałby generała bardzo dobrze. Wcale nie pomagała mu w tym myśl, że ostatnio też miał go przed sobą. Niemalże obejmował go, kiedy siedział na jego grubym fiucie.
— Podły sadysta — szepnął, unosząc się i zbliżając się do niego ostrożnie. Jak do wściekłego psa.
— No już, już. Nie nazywajmy siebie aż tak. Perwersie… — Thadeus zaśmiał się ze swojego nieśmiesznego dla nikogo poza nim żartu. Odchylił się do tyłu i wsunął głębiej na łóżko. — No już, na kolanka.
Garretta brzydziły te teksty i lubieżne spojrzenia, które rzucał na jego ciało. Gładkie krocze, jędrne pośladki. Na wszystko to, co posiadł siłą.
Uklęknął nad nim szeroko, po czym niechętnie przytrzymał się jego ramienia. Opuścił trochę biodra, aż poczuł główkę na lewym pośladku. Przesunął się więc trochę, aż znalazła się na rowku, a on poczuł dreszcz.
Kolejny raz zapytał sam siebie, dlaczego to robił. Dlaczego zniżył się do tego i… spostrzegł, że miał pod sobą mężczyznę bez żadnej broni. Leżącego, półnagiego… Pytanie tylko, czy fizycznie silniejszego od niego.
Mogło tak być. Nadal mógł zaryzykować. Nadal mógł spróbować, miał szanse. A nawet jeśli nie w walce, to w ucieczce. Lecz mimo tego właśnie generał podtrzymywał swojego penisa i położywszy mu drugą rękę na udzie, namawiał, aby się na niego nasunął.
I Garrett rzeczywiście się nasuwał. Powoli i ostrożnie, nie chcąc się uszkodzić. I tak miał obtarte ścianki. Wolał uważać.
Thadeus miał dobry widok na jego skrzywione w bólu wargi i ściągnięte brwi. A do tego sztywnego penisa. To była cholernie seksowna mieszanka. Zupełnie jakby miał w swoich ramionach gorącego masochistę, który do tego tak dobrze umiał ciągnąć. Ssał go jednak teraz nie ustami a tyłkiem. Po tym jak już się nasunął, ostrożnie się uniósł, żeby sprawić przyjemność grożącemu mu generałowi, ale także… sobie.
Podpierał się o ramię leżącego mężczyzny. Był nad nim pochylony, nagi, z jego kutasem w dupie… ale wciąż wolny.
Przez chwilę tylko wpatrywał się w oczy Thadeusa, który zauważył tę zmianę. Czuł podskórnie, że coś jest nie tak, lecz nie zdążył zareagować. Złodziej zsunął nogi, podtrzymując go nimi, a palce od razu zacisnął na tchawicy Thadeusa. Od razu z całych sił, nie hamując się. Zacisnął palce na jego gardle, trzymając go mocno, jak tylko mógł.
Thief-Taker charknął i napiął się pod nim. Wierzgnął i całym ciałem poderwał się w górę, na ile mógł. I chociaż Garrett trzymał się go silnie, nie powstrzymało to penisa generała przed głębszym wsunięciem się w jego dupę. W dupę nadal duszącego go złodzieja, ale teraz już z dłońmi mężczyzny na nadgarstkach, utrudniającymi mu tak mocne ściśnięcie gardła, jakby chciał.
Wciąż jednak napinał wszystkie swoje mięśnie, by pod żadnym pozorem nie stracić tej chwili kontroli. Nie zostać przerzuconym na bok. Stęknął tylko, gdy ta gruba pała weszła głębiej i gwałtowniej, czym naruszyła jego obolały odbyt. Jego ręce drgnęły, a on głośniej sapnął.
Widział, jak Thadeus próbował złapać oddech przez otwarte usta, jak patrzył na niego mściwie. Jak rzęził, nie mogąc napełnić płuc i napinał się z wysiłku, starają się zrzucić go z siebie.
Uratowała go nagła myśl o rannej nodze złodzieja. Puścił jego przegub i sięgnął do uda, które co prawda było zaszyte, lecz przecież rana była świeża. Nacisnął na nią z całej siły, a Garrett krzyknął z bólu. Jego uścisk na szyi generała osłabł, co ten momentalnie wykorzystał i przerzucił go na bok. Złodziej stracił swoją jedyną szansę i był tego świadom, kiedy generał gwałtownie się podniósł. Teraz jedyna myśl, jaka pojawiła mu się w głowie, to to, że zamiast udusić Thadeusa… powinien uciec. I to natychmiast, bo mina mężczyzny nie wróżyła nic dobrego. Dlatego mimo pulsującego bólu w nodze przeturlał się na łóżku, by z niego zeskoczyć i wybiec z pokoju.
Prawie spotkał się twarzą z podłogą, kiedy już zeskakiwał z łóżka, bo jego noga została pochwycona. Stracił równowagę. Palce Thadeusa wbiły się w jego kostkę z siłą i brutalnością na tyle dużą, że był pewien, że ten będzie miał krew pod paznokciami.
— Popeł… niłeś błąd… — zachrypiał generał, prostując się na łóżku. Był wściekły.
Mimo bólu w kostce Garrett wierzgał, próbując się wyrwać, bo… nie był głupi. Wiedział, że jeśli da się pochwycić, unieruchomić czy skrępować, to znów skończy się to dla niego bardzo źle. Boleśnie. I adrenalina w wyniku tego dawała mu teraz mnóstwo sił do walki.
Wściekłość była z kolei czynnikiem, który dodawał generałowi sił. Nie czekał, aż złodziej mu ucieknie. Sięgnął po pierwszą rzecz, jaką miał pod ręką, a był to skraj pościeli. Zarzucił ją na Garretta. Ten zaczął szarpać się z materiałem i uchwytem na kostce. A kiedy znów ujrzał twarz Thadeusa, w kolejnej sekundzie stracił wizję. Cios w skroń z pięści zamroczył go skuteczniej, niż by się spodziewał.
Ostry ból rozszedł się po całej jego czaszce, sparaliżował kończyny. A przed oczami pojawiły się mroczki. Strzępki świadomości tego, co się działo, pozwoliły Garrettowi jeszcze się zaszamotać, lecz wszystkie ruchy przywodziły teraz na myśl pijaną osobę. Thadeus wiedział, że kwestią sekund było, nim Garrett dojdzie do siebie, ale wystarczyło, że na chwilę przestał walczyć z całą swoją siłą, by go unieszkodliwić.
Sięgnął do paska swoich spodni i szarpnął złodziejem z całej siły. Przerzucił go na brzuch i związał mu ręce za plecami. Dla pewności jeszcze przytrzymał go i wybił mu bark. Od razu po jego sypialni rozległ się krzyk złodzieja, ale Harlan był na niego głuchy. Skurwiel chciał go udusić. To teraz on go zadusi. Ale inaczej.
Widział i czuł, że Garrett coraz bardziej odzyskiwał świadomość, w której pomógł ostry ból. Spróbował poruszyć rękami, lecz nie dość, że bolało, to nie mógł ich uwolnić.
— Nie… — wydusił słabo, z paniką czując, że stracił swoją szansę, a jedyne co zyskał, to wściekłość Thief-Takera.
Ten znowu go szarpnął, przez co złodziej ponownie leżał plecami na łóżku, z dłońmi związanymi za sobą. I bolącym żywym ogniem barkiem.
— Próbowałeś mnie udusić, szczurze! — zasyczał Thadeus i sam złapał go za gardło, niemalże się na nim opierając.
Garrett szeroko rozchylił wargi i charknął. Jego ciało wyprężyło się, a twarz poczerwieniała.
— Prze… khhh…!
Thadeus zmarszczył nos i raz go przydusił, nim odsunął rękę, zanim złodziej zupełnie odleciał. Trzasnął go z płaskiej dłoni w policzek. Mocno.
— Co tam rzęzisz, szmato?!
Złodziej znów stęknął, gdy cały policzek i szczęka zabolały od uderzenia.
— Przepraszam — wydusił, czując, jak wszystko w jednej chwili zaczęło go palić. Od duszenia, wyłamania barku, kolejnego ciosu. Był na siebie wściekły, że nie wykorzystał okazji, ale też świadom, że będzie gorzej, jeśli nie zatańczy tak, jak generał mu zagra. — Przepraszam… To był błąd.
— Chciałeś mnie zadusić, śmieciu! — Thadeus znowu na niego warknął i złapał za szczękę, ciągnąc za nią w górę. Zaraz znowu rzucił nim o łóżko. — I twierdzisz, że to był błąd?
— Był… — sapnął Garrett, oddychając głęboko. Serce galopowało mu w piersi z obaw przed Thadeusem. — Ostatnio mówiłeś, że nie mam już dumy… Ale znów się odezwała… To nie jest coś, do czego przywykłem. Nie robiłem… kh… tego wcześniej.
Thadeus znowu trzasnął go w twarz.
— Duma!? Kpisz sobie! Już ja z ciebie ten idiotyzm wyplenię. Będziesz błagał, aby mi lizać buty! — pluł jadem. I znowu złapał go za włosy. — Rozumiesz, co do ciebie mówię?
Teraz, patrząc w oczy generała, Garrett wiedział, że ten jest wściekły i gotowy sprawić mu dużo bólu. Dlatego nie zawahał się i pokiwał głową.
— Tak… Zrobię, co chcesz. Przepraszam.
— Głośniej! — wrzasnął na niego generał i znowu go uderzył. Nadal czuł ból w gardle i płucach po tym, jak złodziej chciał go udusić.
Garrett krzyknął zduszonym głosem, czując metaliczny smak w kąciku wargi.
— Przepraszam! — odpowiedział głośniej z głową odwróconą na bok. Oddychał ciężko po kolejnym ciosie.
Bolało. Bolało dużo bardziej dotkliwie niż jego tyłek, kiedy… kiedy Thadeus pozwolił mu we własnym tempie się ujeżdżać.
— Patrz na mnie! — syknął po chwili, łapiąc oddech, jakby bicie złodzieja było dla niego wielkim wysiłkiem.
Garrett obawiał się, co zobaczy. Groźbę tortur, które mogły go czekać. Brutalnego gwałtu. Czy cokolwiek innego mogło się pojawić w głowie tego sadystycznego mężczyzny.
Mimo strachu przekręcił głowę i popatrzył na górującego nad nim generała. Sam miał już czerwony cały bok twarz i właśnie zlizał z wargi krew. I powtórzył:
— Przepraszam… Nie zrobię tego znowu.
Thadeus popatrzył na niego mściwie, po czym podstawił mu dłoń pod samą twarz. Jej wierzch, którym do tej pory go bił.
— Obiłem sobie rękę o twoją twarz. Przepraszaj.
Garrett popatrzył na jego dłoń i wyciągnął do niej głowę. Pocałował ją jak rękę kogoś, kogo się szanuje. Musiał zyskać przychylność generała. Pokazać pokorę, nawet jeśli była podsycone tylko strachem.
— Przepraszam — powtórzył po raz kolejny i znów pocałował jego kostki. I domyślając się, że mu się to spodoba, musnął je końcem języka.
Od razu spojrzał w górę na twarz swojego oprawcy. I tym razem nie usłyszał ostrych słów, chociaż nadal twarz Thadeusa była sroga i wroga mu. Dał się jednak obłaskawiać w ten podlący dla złodzieja sposób. Mężczyzna więc nadal obcałowywał i lizał jego dłoń. Starał się przy tym nie zważać na ból w barku, choć było to trudne, kiedy leżał na rękach. Ale wiedział, że mogło być gorzej, jeśli zrobi coś, co nie spodoba się Thadeusowi. Dlatego musiał na ten wieczór po raz kolejny porzucić swoją dumę. Tym razem na koszt nie tylko swojego życia, ale i tego, aby nie mieć połamanych kończyn. Bo czuł, że jeśli nadal by się stawiał, to tak by się skończyło. Nie tylko wybitym barkiem, ale w końcu ten sadysta coś by mu połamał. Unieszkodliwił tak, by nie mógł się ruszać.
— Dokończ, co zacząłeś. — Generał po chwili odsunął się nieznacznie i wygodniej usiadł na łóżku.
Wciąż miał kutasa na zewnątrz. I wciąż sztywnego, jakby tłuczenie złodzieja przynosiło mu przyjemność. Garrett obrzucił go krótkim spojrzeniem i z trudem się uniósł. Skrzywił się boleśnie, gdy bark znów zabolał.
Na klęczkach zbliżył się do mężczyzny i przełożył nogę przez jego uda. Nie patrzył na niego, kiedy się ustawiał, a tym bardziej, kiedy opuszczał biodra. Ostrożnie nakierował swój tyłek i poczuł, jak szeroka główka przepycha się pomiędzy pośladkami. Gdy tylko wyczuł ją na śliskiej dziurce, ostrożnie opuścił biodra.
Thadeus przytrzymał swojego grubego kutasa, aby złodziej mu go nie złamał, kiedy będzie się na niego nasuwać. Patrzył przy tym podejrzliwie na szczupłe i teraz obite ciało złodzieja. Był gotowy połamać mu nogi, jeśli ten znowu by czegoś próbował.
Ale na szczęście wcale tak nie wyglądał. Wydawał się w całości skupiać na tym, żeby wziąć go w siebie. I robił to bardzo ostrożnie, a generał teraz miał wrażenie, że był… jeszcze ciaśniejszy. Teoretycznie nie było to możliwe, bo przecież chwilę temu go rozepchał. Wyglądało jednak na to, że strach sprawił, że jego ciało się spinało. I nawet teraz, gdy powoli opuszczał biodra i brał go w siebie, zaciskał się. Dzięki temu cicho pojękiwał, mając wciąż spuszczoną głowę.
— Trochę życia, bo się wkurwię! — ponaglił go generał po kilku chwilach.
Trzymał go za biodro, ale i też miał jedną dłoń w pogotowiu, aby w razie czego złapać go albo uderzyć. Już nie zamierzał ryzykować. Drugi raz nie chciał popełnić tego samego błędu.
Garrett zacisnął zęby, bo wiedział, że jeśli zrobi to szybciej, to zaboli. Ale wciąż miał możliwość robić to samemu, a to było dużym komfortem.
Spróbował się rozluźnić. Wyprostował się bardziej. Wyprężył kręgosłup i… zaczął podskakiwać. Od razu zduszone zaciśniętą szczęką dźwięki spróbowały wydobyć się z jego ust, ale nie ustawał. Falował na tym szerokim kutasie, biorąc go w siebie i dając mu rozkosz swoją dupą.
Spisywał się na tyle dobrze, że po kilku chwilach Thadeus odchylił się bardziej do tyłu. Ostrożnie, aby widzieć go wyraźniej. Niby złodziej miał teraz związane ręce i jedno wybite ramię, ale wciąż mógł go ugryźć. A mężczyzna wolał patrzeć, jak jego ciało na nim podskakiwało, jak jego penis majtał się na prawo i lewo. I choć zwiotczał znacznie od czasu nieudanej próby ucieczki, tak nie był w pełni miękki. Do tego wydawał seksowne dźwięki, kiedy podskakując, uderzał kolczykiem w podbrzusze. Choć dźwięki te były nieco zagłuszane przez jęki złodzieja ujeżdżającego tego szerokiego kutasa.
To wszystko na tyle podobało się Thadeusowi, że po jakimś czasie, kiedy jego więzień był już cały spocony z wysiłku, sam zaczął szczytować. Dyszał coraz ciężej i czasami poruszał biodrami, aby na koniec przytrzymać sobie Garretta za biodra i napełnić jego tyłek swoim nasieniem.
Złodziej znieruchomiał i zacisnął pośladki, by wycisnąć z niego wszystko. By mężczyzna nie miał już sił znów go ruchać. By po prostu… dał mu spokój. Bo sam nie miał wiele sił po tym kolejnym, bolesnym wieczorze. Na tyle, że niemal opadł przodem ciała na trzymającego go mężczyznę.
Ten spojrzał na niego podejrzliwie. Jego penis jeszcze samą główką był w jego tyłku. W jego znowu rozluźnionej dziurze.
— Co ty robisz? — syknął, chociaż był zadowolony z orgazmu.
Złodziej, który niemalże przytulił się do generała, spróbował znów podciągnąć się na nogach, by się odsunąć.
— Zmęczył mnie… — szepnął, drżąc na udach po wysiłku. I znów, wyprostowawszy się, usiadł na kutasie Harlana i jego kolanach. Był pełen.
— Zatem powinieneś mu za to podziękować — odpowiedział generał, pożerając go wzrokiem i przez spełnienie na chwilę zapominając o złości.
Powinien go sobie przykuć w swojej sypialni i brać go tak codziennie. To było wyzwalające.
Złodziej najpierw rzucił mu krótkie spojrzenie, by ocenić, czy ten sobie z niego żartował, czy naprawdę miał to na myśli. Wyglądał dość poważnie, więc przemógł się i zsunął z jego członka. Po tym chciał ułożyć się na boku, lecz sił mu zabrakło i po prostu upadł na pościel. Prosto na swój bark. Jęknął, lecz dosunął twarz do jego krocza. Oparł policzek na udzie Thadeusa, sapnął cicho i w podzięce cmoknął wilgotnego od spermy i lubrykantu penisa.
Thadeus zamruczał z zadowoleniem. Lubił mieć posłuch. I zamierzał go wykorzystać. Skoro już i tak jego plan z byciem miłym się nie powiódł.
— Mhm. Wyczyść go.
Garrett popatrzył na Harlana z niemym szokiem. Kutas ociekał, był przed chwilą w jego dupie, a on miął go wylizać? Nie wierzył, że ten sadysta naprawdę tego od niego oczekiwał.
— Nie zmuszaj mnie… — wykrztusił.
— Chcesz mieć wybór?
— A jaka będzie alternatywa?
Generał uśmiechnął się pod nosem.
— Możesz wylizać mi dupę.
A złodziej z rumianego stał się niemal blady. Ciało mu zdrętwiało na samą myśl. Znów popatrzył na kutasa przed sobą i skrzywił się boleśnie. Wewnętrzna walka toczyła się w jego głowie przez kolejne sekundy, kiedy Thadeus delektował się tym. Aż Garrett uklęknął wygodniej z boku jego ciała, pochylił się i zamknąwszy oczy, zaczął wylizywać całe genitalia swojego oprawcy. Dokładnie zbierając wszystko językiem i przynosząc tym samym generałowi mnóstwo rozkoszy.
Jakkolwiek obrzydliwe było to, co robił, jak zbierało mu się wręcz na wymioty, tak wolał słyszeć niskie mruczenie zadowolenia generała niż jego powarkiwanie. Złość i obelgi. Było to dla jego zdrowia znacznie bezpieczniejsze. Dlatego walcząc z reakcjami własnego ciała, wylizał mu całego kutasa. Dokładnie, tak jak generał sobie tego życzył. Na koniec członek był jedynie wilgotny od jego śliny. A Garrett popatrzył na mężczyznę pytająco. Ten uniósł się do siadu i poklepał go protekcjonalnie po policzku.
— Lepiej. A teraz do łazienki! Trzeba ci założyć na tę małą glizdę kaganiec — mruknął, trącając jego penisa.
Garrett skrzywił się na samą myśl o pasie cnoty. Ale Thadeus wyglądał na zmęczonego, więc i tak liczył na swój plan. Musiał zaryzykować, choć tym razem nie popełnić żadnego błędu.
Zszedł z łóżka, zaciskając zęby, kiedy ból w barku bardziej dawał o sobie znać. Boso, nagi, z cieknącym spermą tyłkiem podążył w stronę łazienki. Znów z uczuciem niezamykającej się szparki.
Kiedy Thadeus otwierał drzwi, wprowadzając go do małego pomieszczenia, czuł, że miał mokre od jego spermy uda. Było to równie obrzydliwe uczucie co posmak spermy i własnej dupy na języku.
— Rozsuń nogi — polecił mu Harlan, kiedy sięgnął po pas, aby mu go założyć.
Garrett stanął w szerokim rozkroku, patrząc w dół na swoje więzienie. Kontrolował przy tym, gdzie Thadeus trzymał kluczyk. Metal mignął mu przez chwilę między jego zębami. Później, kiedy już zamknął jego penisa w metalowej klatce, też nie stracił go z pola widzenia. Nawet jeśli generał był za jego plecami.
— Gotowe. — Poklepał go po pośladku, a kluczyk, tak jak wcześniej, trafił do bielizny mężczyzny.
To utrudniało, ale przynajmniej Garrett wiedział, gdzie się znajdował. To było najważniejsze.
— Więc gdy mnie rozwiążesz, ubiorę się i wyjdę — powiedział, czując, że wyjdzie stąd bardzo poobijany. Z kolejnymi siniakami i urazami.
— Mogę cię jeszcze przywiązać do wanny i zostawić, żebyś poczekał na jutrzejszy wieczór — odparł Thadeus, nie uwalniając mu dłoni. Zamiast tego złapał go za szyję, ale nie zacisnął palców.
Powieki złodzieja i tak się rozszerzyły, a ciało napięło w obawie.
— Chciałeś łupy… Więc jeśli wciąż ich chcesz, musisz mnie puścić na Miasto. Taka była umowa — powiedział cicho i mrukliwie. I znów poczuł, jak coś wypłynęło. Musiał się podetrzeć.
Thadeus westchnął ciężko. Nie wyglądał na zadowolonego, lecz stanął za nim i zaczął rozwiązywać mu pas.
— Dam ci dwa dni. Masz przy kolejnym razem przynieść mi wszystko, co znajduje się w domu Aberstonów. Pani domu ma zieloną kolię. Masz mi ją dostarczyć. Reszta jest twoja. Jutro powinieneś dać radę, nawet z tak rozjechaną dupą. Wychodzą na kolację.
Garrett przytaknął, a kiedy poczuł wolność w rękach, lewa, z wytrąconym barkiem, od razu luźno mu opadła.
— Zajmę się tym — obiecał, zapamiętując nazwisko. A przy tym podszedł ostrożnie do wiszących obok lustra ręczników i sięgnął po jeden, chcąc wytrzeć swoją wyruchaną dupcię. Jednak nim to zrobił, ten został mu wyrwany.
— Tam masz swoje ubrania. — Thadeus podsunął mu kulawą nogą balię, w której leżały mokre od deszczu ubrania Garretta. — Chyba że chcesz, abym dał ci swoją koszulę? Już nie pada. Możesz uciekać oknem jak niechciana dziwka.
Złodziej niechętnie spojrzał na swoje ubrania. Musiały być zimne i mokre.
— Wezmę swoje spodnie, lecz możesz dać mi koszulę — powiedział cicho, uznając, że już doznał większych upodleń. Wyglądanie w koszuli generała jak jego kochanka nie było czymś gorszym.
— Tylko koszula albo twoje mokre szmaty. — Thadeus nie ustępował, nawet kiedy sięgał do kosza ze swoimi używanymi już ubraniami. Stamtąd wyciągnął długą i dużą jak dla złodzieja białą koszulę.
— Potrzebuję spodni…
Thadeus spojrzał na koszulę, na mężczyznę i w końcu rzucił mu ubranie.
— Zakryje ci dupę.
Garrett złapał koszulę i skrzywił się. Rzucił Thadeusowi mściwe spojrzenie, lecz założył suche, choć mocno pachnące generałem odzienie. Miał problem z założeniem rękawa na lewą rękę, ale udało mu się. A już gdy zapinał guziki, Thadeus widział, że koszula była na niego za duża. Wisiała na jego szczupłych ramionach i zakrywała mu pośladki. Garrett zdecydowanie był niskim, szczupłym mężczyzną. I właśnie taki bardzo podobał się generałowi. Sam to widział, kiedy mężczyzna gapił się na niego tak, jakby chciał go znowu, tu i teraz, przerżnąć.
— Mmm… Pasuje ci. Ale wynoś się już. Nie zapomnij o naszyjniku — mruknął, wskazując mu okno.
Garrett popatrzył w tamtym kierunku, a potem na swoje buty. Nie zapytał, ale zbliżył się do nich z nadzieją, że generał go nie powstrzyma. Było to jak podchodzenie do jedzącego drapieżnika, który mógł go ugryźć, gdy tylko dotknie jedzenia. Ale tym razem nic się takiego nie stało. Thadeus z łaską pozwolił mu ubrać swoje buty. A kiedy Garrett wychodził przez okno, zobaczył jeszcze jego mokrą, wyruchaną dupę. Mówiąc dosadnie, właśnie z mieszkania wyszła jego dziwka.
Thadeus jeszcze popatrzył, jak skraj koszuli znika w mroku nocy. Po tym wyszedł z łazienki. Nie mył się, uznając, że na dziś wystarczy mu język tego cwanego złodziejaszka.
Poszedł jeszcze przekąsić coś przed snem, aż w końcu przebrał się do snu i nie położył do łóżka, gdzie o mało nie został dziś uduszony i gdzie znów wyruchał Garretta, szczurzego króla.
Był tym zmęczony. Bycie cały czas czujnym przy tym sprawnym mężczyźnie wiele od niego wymagało. Tak samo jak sam seks. Ale nie żałował ani sekundy. Podniecał go widok wykrzywionej w bólu twarzy. Jego wysiłek i jęki. Zdecydowanie jego zdaniem Garrett miał zadatki na dobrego masochistę. Uznał, że jeszcze przyzwyczai jego dupę do bólu i rozkoszy, którą ten ze sobą niósł.
Poddając się tym myślom, zgasił światło i ułożył się do snu. I zasnął szybko.
Tymczasem złodziej, czujący na pośladkach i udach chłód nocnego wiatru, czekał cierpliwie. Pośpiech mógł go zgubić. Więc nawet gdy już nie słyszał nic z sypialni generała, trwał przy oknie, dając mu czas na wpadnięcie w głęboki sen.
Wiatr co raz podwiewał mu cienką koszulę, pachnącą Thadeusem. Było mu zimno nie tylko w wilgotny rowek, ale też w uda, po których zdążyła ścieknąć sparma. A mimo to czekał. Musiał odzyskać swoją wolność. I… ubrania.
Kiedy był już pewien, że Thadeus spał, ostrożnie włamał się przez okno. I chyba jeszcze w całej swojej karierze nie zrobił tego tak cicho jak teraz. Powody były oczywiste, ale nie chciał ich rozważać. Miał nadzieję, że po tym wszystkim jeszcze dziś będzie mógł zapomnieć o tym, co zrobił mu Thadeus. Do czego go zmusił.
Wszedł do sypialni i miękko zbliżył się do łóżka. Oparł się jednym kolanem o materac i bardzo, bardzo powoli sięgnął do spodni Thadeusa. Niemalże nie oddychał, kiedy je rozpinał.
Serce biło mu w piersi tak szybko, jak kiedy ten pierwszy raz się wdarł w jego tyłek. Było mu niedobrze od tego skojarzenia. Wsłuchiwał się w oddech mężczyzny, kiedy z własnej woli zaglądał mu do bielizny. Czuł, że była wypchana grubym członkiem i sporymi jądrami, produkującymi chyba zbyt wiele spermy, bo generał szukał bardzo różnych i dziwnych sposobów na dogodzenie sobie.
Drgnął, gdy niespodziewanie wyczuł metal kluczyka. Teraz istotne było, by nie postąpić zbyt pospiesznie. Dlatego wyciągnął go bardzo, bardzo ostrożnie. Jakby od tego zależało jego życie. Bo możliwe, że właśnie tak było. A gdy miał go już w dłoni, powoli, idąc tyłem, skierował się do łazienki.
Cały czas kontrolował, czy Thadeus się nie budził. Na szczęście spał. Oddychał równo i spokojnie. Zapewne był zadowolony ze swojego wieczoru, który dla Garretta był istnym koszmarem.
Nie zapalał żadnych świateł i uważał na skrzypiące deski. Już gdy szedł z łazienki do sypialni starał się zapamiętać, które były najbardziej luźne. Dzięki temu teraz wiedział, jak stawiać kroki, by pozostać nieusłyszanym.
Bezgłośnie dotarł do łazienki i zabrał swoje ubrania. Założył spodnie, mimo że te lepiły mu się do ciała. Resztę wrzucił do odnalezionego, płóciennego worka i przerzucił go sobie przez ramię.
Nie chciał marnować tu ani sekundy dłużej. Uznał, że pasa cnoty pozbędzie się już w domu. W bezpiecznym miejscu z dala od generała Harlana. Dlatego szybko wyszedł przez okno w łazience.
Miał wrażenie, że wraz z pierwszym oddechem poza murami tego domu poczuł wolność. Wreszcie mógł odzyskać swoją godność.

CDN

7 thoughts on “Commission – Rat King and Thief-Taker (Thief)

  1. Katka pisze:

    Dervorin, haha, bardzo nas cieszy, że się spodobało :D To takie raczej dla osóbek o specyficznych upodobaniach. A gra jest fajna :D Taka mroczna skradanka. Polecamy! :D

  2. Dervorin pisze:

    Jakie to było boskie! :D Jak zobaczyłam to cdn na końcu to aż się uśmiechnęłam, więc czekam na ciąg dalszy.
    Życzę dużo, dużo weny! :)
    P.S. Aż muszę sobie zamówić grę, tak mnie nakręciłyście. XD

  3. Katka pisze:

    Yaoistka, taaak, to zdecydowanie komisz, który robi papkę z mózgu XD I bardzo dobrze, haha. Cieszy nas, że się podobalo :D

    Wadera, haha, jak najbardziej gorące, to bardzo się cieszymy :D Zdecydowanie jest to jedna z ostrzejszych rzeczy, jakie napisałyśmy i cieszy nas, że znalazła swoich fanów :D Autorka pomysłu już ma pomysł na kolejną część, więc na pewno powstanie :)

  4. Wadera pisze:

    Wow….
    To najbardziej gorące z Waszych opowiadań! Serio, aż brak mi słów! Jedyne co mogę napisać w miarę składnie to to że strasznie ucieszyło mnie to ” CDN” na końcu :D
    Wow….

  5. Yaoistka^^ pisze:

    Omg Omg… Mam rozwalony mózg. Było gdzieś w połowie puff i masa dymu…
    Czekam na cdn. Jezu nie wierzę że to napisałam xD

    Weny =)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s