Newton’s Balls – 70 – Spektakl

— Jutro rano, gdy będzie pytał, co się stało, trzeba powiedzieć, że był bardzo zmęczony pracą, wypił piwo i zasnął, więc go położyliśmy i poszliśmy do siebie — dodał Courtney cicho, żeby przypadkiem brat go nie słyszał. Przy tym oparł się plecami o umywalkę, bo stąd miał dobry widok na swojego nagiego, seksownego chłopaka, z którym miał zrobić coś bardzo niemoralnego.
Chase opłukał się ostatni raz, zakręcił wodę i otrzepał z niej włosy.
— W ogóle, myślisz, że to już działa? I ile trzyma? — Był wyraźnie zaciekawiony, kiedy wychodził z kabiny i sięgał po ręcznik, co raz zerkając na swoją „dziewczynę”.
— Kilka godzin będzie działać. Dałem mu to jakieś dwadzieścia minut temu, więc zaczyna czuć skutki — Courtney wyjaśnił, a przy tym podszedł do chłopaka, stanął przed nim i bez pardonu ujął jego członek, a następnie pomasował.
Chase od razu się szeroko wyszczerzył.
— Co? Już cię to kręci, maleńka? — dodał na koniec i zarechotał, cmokając mężczyznę z rozpędu w usta.
— Nie bez powodu zachęcałem cię do kombinowania w łóżku — odpowiedział kurator z lekkim uśmiechem, pobudzając jego penisa. Miał znacznie szybsze tętno przez myśl, że Marshall właśnie poleguje w salonie i lada moment będzie ich oglądał podczas rżnięcia. — Wytrzyj się do końca i chodź. Wolę go kontrolować.
— Będziesz go nie tylko kontrolować, ale i dobrze widzieć — dodał Chase, odsuwając się jedynie o krok, żeby się do końca wytrzeć. Potem zawiązał ręcznik wokół bioder… który już pokazywał jego podniecenie wybrzuszeniem na wysokości krocza. Nie umknęło mu, że jego kurator zerknął w tamtym kierunku.
Następnie jego wzrok padł na olejek stojący na szafce przy umywalce i uznał, że będzie idealny do nawilżenia, więc sięgnął po niego. Potem pociągnął chłopaka za dłoń do salonu, z zarówno rosnącym podnieceniem, jak i niepokojem zerkając za oparcie kanapy, na Marshalla. Ten dopijał ostatni łyk piwa i opierał się nisko na kanapie z nogami wyciągniętymi na stolik. Wyglądał całkiem zwyczajnie, jakby był tylko pijany.
— Mmmm… — zamruczał na ich widok i potarł twarz, wracając spojrzeniem na telewizor. Leciały reklamy, więc nie mogło go to szczególnie interesować.
Courtney przełknął ciężko ślinę i puścił rękę chłopaka, by podejść do swojego brata. Wziął mu butelkę z dłoni i odłożył na bok razem z olejkiem, a następnie pochylił się i podniósł mężczyznę za rękę.
— Chodź, Marshall, usiądziesz na fotelu. Chase, odwróć go w stronę kanapy. Pooglądasz coś innego — ostatnie zdanie znowu powiedział do brata, trzymając go mocno i w miarę stabilnie.
Ten wydawał się mocno zmulony, ale gotowy do współpracy. Przeszedł z bratem na fotel i tam znowu się wygodnie rozwalił, zsuwając nisko. Wyglądał na pijanego i nie całkiem obecnego.
— Wygląda, jakby zaraz miał kimnąć — podsumował Chase, stojąc za oparciem fotela i zaglądając, jak Marshall się trzyma.
Courtney pochylił się do niego. Odwrócił jego twarz w swoją stronę i spojrzał w niego zamglone oczy.
— Marshall, nie śpij jeszcze — powiedział jak polecenie. Potem zawahał się, czując, że to, co zamierza dodać, jest koszmarnie niemoralne, a równocześnie wzbudza przyjemne ciarki w kroczu. — Będziesz patrzył, jak Chase pieprzy twojego młodszego brata.
— Mocno pieprzy — dodał nastolatek, śmiejąc się krótko. — Pocałowałbyś go? — zaciekawił się z tonem sugerującym wyzwanie.
Trzepałem mu, pomyślał Courtney, wiedząc, że Chase jest nieświadomy, że robił coś więcej niż pocałunek.
Nie wyprostował się, za to spojrzał z dołu ponad głową Marshalla na swojego chłopaka.
— Kręciłoby cię to?
— Nie wiem, ale na pewno byłoby nieźle pojebane. — Chase zaśmiał się, patrząc nadal z ciekawością na braci znad głowy starszego, który rozglądał się niewidzącym wzrokiem wokół siebie.
Courtney powoli wciągnął powietrze do płuc, ale potem wyprostował się, wyciągnął do karku Chase’a i ściągnąwszy go do siebie, pocałował go mocno.
— Wolę całować ciebie — powiedział na wydechu i odsunął się, równocześnie zaczynając się rozbierać.
Nastolatek uśmiechnął się w jego usta, opierając się łokciami o fotel i patrząc na Courtneya rozbierającego się bezpośrednio przed bratem. Ten z kolei patrzył na niego bez emocji i ze zmuleniem.
Sam kurator też zerknął na Marshalla i naprawdę poczuł się… głupio. Wciąż pamiętał ten dzień, kiedy Marshall przyłapał go na seksie z Dustinem i jak źle dla wszystkich się to skończyło…
Odrzucił bluzkę na drugi fotel, a potem to samo zrobił ze spodniami. Gdy została mu bielizna, wzrok już ulokował w swoim chłopaku. Obsunął materiał, a gdy został całkiem nago, powiedział już zmienionym przez podniecenie głosem:
— Chodź, złap mnie za tyłek.
Chase’owi nie trzeba było dwa razy powtarzać. Obszedł fotel i złapał w ramiona Courtneya, jedną dłonią chwytając jego pośladek, a drugą za kark. Pocałował go mocno, ocierając się o jego krocze swoim przez materiał ręcznika.
— Mm… Kanapa — rzucił.
I chwilę później obaj wylądowali na miękkim siedzeniu, które kolejny raz miało zostać naznaczone gejowskimi igraszkami.
— Och tak, chodź tutaj. — Courtney od razu przekręcił się w bardziej leżącą pozycję, rozłożył uda i przyjął nastolatka pomiędzy nie.
— Nie, czekaj, nie w tą stronę, nie będę dupą świecił — jęknął Chase i uniósł się.
Chwycił Courtneya za ramię i przekręcił go, żeby głowami byli w stronę fotela, na którym siedział Marshall. I nie patrzył w stronę telewizora, tylko na nich, jakby byli jakiś filmem dokumentalnym w telewizji.
Courtney nie pozwolił chłopakowi powiedzieć nic więcej, bo przyciągnął go za kark i wsunął mu język między wargi. A do tego na ślepo złapał go za nadgarstek i pokierował mu dłoń pomiędzy ich ciałami, w dół, aż pod własne krocze. Oddychał przy tym ciężko przez nos, wiedząc, że nie tylko Chase go teraz podniecał, ale i wzrok brata, który na nich padał. Serce biło mu przez to szybko i nie wiedział, czy bardziej z żądzy, strachu czy wstydu.
Nastolatek także zerkał co raz na starszego z braci, samemu klękając pomiędzy udami młodszego. Wyprostował się, żeby sobie go obejrzeć i pomasować w dłoni sztywniejący członek. Ręcznik zszarpnął z bioder i rzucił go na podłokietnik za sobą.
— Szybko sztywniejesz — zauważył, zerkając na zarumienioną twarz mężczyzny pod sobą.
— Muszę ci dorównać — ten odpowiedział z uśmiechem, widząc to monumentalne cudo, które sterczało nie tak daleko, bo na wyciągnięcie ręki. Zresztą, trudno było mu tam nie sięgnąć. Zrobił to więc i przymknął oczy, czując jak sztywny i gorący jest penis Chase’a. Wiedział, że nawet Marshall mu go musi zazdrościć.
Chase zaśmiał się i pochylił się do Courtneya, by pocałować go najpierw w usta, a potem, nie puszczając jego członka, zacząć zsuwać się niżej i niżej, aż w końcu ugryzł go w sutek.
Mężczyzna stęknął i złapał się obiema dłońmi za podłokietnik za głową. Jego tors uniósł się głęboko, a zdradzieckie spojrzenie podążyło do Marshalla. Nie wierzył wręcz, że patrzy mu w oczy, będąc nago pod innym mężczyzną, z nogami rozłożonymi jak niejedna partnerka brata, wargami rozchylonymi i gotowymi do jęku…
— Marshall… — wydyszał. — Widzisz…?
— Tak — wymamrotał Marshall, patrząc na nich i nawet lekko przekrzywiając głowę, jakby dokładniej się przyglądał. Był podatny na sugestie i kontaktował, ale naprawdę Courtney miał nadzieję, że nie będzie nic pamiętać.
Chase zamruczał nisko i ugryzł specjalnie mocniej Courtneya, żeby ten jęknął, patrząc jeszcze na brata. A jako że właśnie miał zamiar coś powiedzieć i zaczął już jakąś sylabę, jęknął całkiem głośno i podrzucił biodrami.
— Kurwa, Chase! — stęknął i zacisnął palce na podłokietniku. — Znów koszula będzie uwierać…
— Sugeruję więc golf. — Chase zaśmiał się i pokładając się mocniej na mężczyźnie, zassał się na jego szyi.
Znowu zerknął na Marshalla. Dorosły facet z zarostem, który teraz patrzył, jak on, jakiś dzieciak, dyma mu brata. Niezdrowo go to dowartościowywało. A to było dopiero preludium. Sama myśl, że Marshall będzie świadkiem plaskania jąder o pośladki Courtneya, jego jęków i podkładania się jak chętna panienka, wzbudzała w nim niezdrową ekscytację.
Courtney masował go po szerokich plecach, cieszył się tym, jak Chase jest umięśniony i falował biodrami, żeby poocierać się o jego wielki sprzęt. Aż w końcu poczuł, jak dłoń nastolatka puszcza jego członek i wsuwa się między jego pośladki, żeby pomasować maleńką, tak jak go nazwał w łazience, dziurę.
— Mmm, już czuję, że jest chętna — rzucił, nie trudząc się na szept i zerkając znowu na Marshalla. — Chętna na mojego kutasa.
Mężczyzna na fotelu zamrugał, odetchnął i popatrzył na nich błędnym wzrokiem. Oddychał płytko, był zarumieniony na policzkach, ale to na szczęście nie można było zwalić ani na podniecenie, ani na złość, a na skutki narkotyku.
— Zawsze — powiedział Courtney, a potem zaśmiał się krótko zduszonym głosem. — Chyba że szykujesz się do trzeciej rundy, to wiesz, że z tym gorzej.
— E tam, da się dopracować — zapewnił Chase i pochylił się, mocno całując mężczyznę. Wsunął mu język w usta i intensywniej pomasował jego zwieracz. Był taki malutki i zaciśnięty, ale po chwili udało mu się przecisnąć przez niego palce. Aż przeszedł go dreszcz. Uwielbiał to uczucie zasysania, kiedy mięśnie się zaciskały, jakby wciągały go do środka. Wcześniej, zanim poznał swojego kuratora i zaczął go dymać w dupę, jego świat był taki ubogi o to doświadczenie. A było to naprawdę zajebiste. Do tego teraz mężczyzna zafalował w dół i w górę na kanapie i równocześnie na jego palcach.
— Później będę ci jęczał… więc teraz, póki mogę powiedzieć… uwielbiam się z tobą pieprzyć — powiedział w jego wargi i polizał je.
Chase uśmiechnął się szeroko.
— No i to ja rozumiem! Słyszałeś, Marshall? Lubi się ze mną pieprzyć! — zawołał, a Marshall, jakby w transie, pokiwał głową.
— Lubi się z tobą pieprzyć — powtórzył ospałym, ale ewidentnie swoim głosem.
Courtney obejrzał się na brata i znów mocniej poczerwieniał. Kurwa, co on wyprawiał? Gdyby Marshall coś takiego mu sprezentował, to by to chyba na miesiąc zamknął w piwnicy.
Starając się nie myśleć o złej stronie tego postępku, a skupić się na tym, że to wszystko go jednak podniecało, zapytał swojego chłopaka:
— Jak mnie chcesz? Od tyłu, na jeźdźca?
— Och, ciężko zdecydować. Najpierw możesz na mnie pojeździć, a potem cię wyrucham, aż ci para uszami pójdzie — odparł chłopak i znowu mocniej go cmoknął, wsuwając kolejny palec. Zdecydowanie lubił tę ciasnotę. Tym bardziej, kiedy już wiedział, jak popieścić, żeby Courtney reagował drżeniem i głośniejszymi dźwiękami. Do tego jego zabiegi rozluźniały go odpowiednio szybko.
Mężczyzna wygiął odrobinę kręgosłup, a jedną nogę uniósł i stopą oparł się o stolik. Przez to był całkiem mocno rozłożony, a palce w jego tyłku miały więcej miejsca. Podobało mu się, jak Chase w nim wiercił. Marshall tego nie rozumiał i zapewne uważał za poniżanie się, ale przecież dziurka i to, co kryło się za nią, była takim cholernie erogennym miejscem. Nie pogardziłby, jakby i tam dostał takiego soczystego buziaka, jakiego po raz kolejny dostał w usta i w mostek. Zaczynał mieć coraz czerwieńsze ciało w seksownych miejscach, jak nazywał Chase jego klatkę, obojczyki i szyję.
— Mmm, jak? Już? — spytał nastolatek, ocierając się jak napalony pies o udo swojego kuratora.
— Tak, zamiana — przytaknął Courtney i podciągnął się w górę, trzymając się go za kark. Uśmiechnął się do niego i pozwolił mu się położyć na plecach, żeby sam mógł na niego wejść.
Naraz przez myśl mu przeszło, że nie raz, nie dwa, zdarzyło mu się z Marshallem być świadkiem seksu matki z klientem. Nie zawsze zamykali drzwi, a i czasem trudno było przewidzieć, że po otworzeniu, nie zastaną tam kogoś pieprzącego matkę. To nie były najprzyjemniejsze myśli w tym momencie i Courtney musiał na chwilę pochylić się do swojego chłopaka i wciągnąć zapach jego skóry przy szyi. Chciał poczuć, że jest z nim i że to, co teraz robią, jest mimo wszystko bardziej niewinne niż tamto.
— Ustaw go — wydyszał cicho do ucha nastolatka.
Chase pomasował go po udach i po pośladkach.
— Zajebiście wyglądasz — pochwalił go niespodziewanie, sięgając też do swojego sztywnego penisa, którego główka już dawno wyszła spod napletka i była przyjemnie wilgotna. Ustawił go, trzymając pośladek kuratora i na tę chwilę skupiając się tylko na nim, a nie na Marshallu, który siedział nieopodal, prawie na wyciągnięcie ręki i patrzył na nich.
Patrzył, jak jego młodszy brat prostuje się na kolanach i delikatnie odchyla ciało do tyłu, by sięgnąć po olejek i nawilżyć sztywny członek, który miał zaraz spenetrować jego tyłek. Potem jak łapie się za drugi pośladek, by oba były rozchylone i wyglądające niemal tak, jakby chciały pochłonąć stojącego jak pal kutasa. Zresztą po chwili tak się właśnie stało, gdy Courtney obniżył się i poczuł, jak szeroki czubek naciska mu na dziurkę. Zacisnął wargi i podążał dalej, a czubek rozwarł wejście i zaczął przeciskać się do środka. Coraz głębiej i głębiej, a kurator znów otworzył usta, odchylił głowę na kark i jęknął.
— Wie… lki…
Chase zasyczał i zaraz zamruczał nisko.
— Och, najlepsza dupa w życiu. — Zerknął na Marshalla. — Najlepsza dupa i najlepszy kutas — zaczął do niego, a kuratora spytał, nim ten do końca się nabił: — Nie? Lubisz tę pałę, co? — podjudzał go, masując po udach i już się poruszając, ale tak, żeby Courtney wiedział, że nie musi od razu w całości. Później go chciał wymłócić.
— Och tak! — Trudno było powiedzieć, czy była to odpowiedź na pytanie, czy reakcja na poruszenie penisem w tyłku Courtneya. — Kocham ją… Gdybym był jak kobieta, od sameeeego… patrzenia bym miał mokrą dupę — odpowiedział nisko, warknął na koniec i opadł dłońmi na klatkę piersiową Chase’a, oddychając ciężko. A przy tym poruszył tylko dolnymi partiami ciała, nabijając się na ten sztywny pal.
— O cholera, jesteś najlepszy! — wydusił Chase, aż czując, jak robi mu się niemożliwie gorąco od tego, co usłyszał. Sam podrzucił biodrami w górę. I znowu spojrzał na Marshalla. — Ej, nie kimaj, dopiero będzie najlepsze! — Zaśmiał się nisko, cudem znajdując powietrze w płucach.
Marshall zacisnął szczęki i uniósł wyjątkowo słabo rękę, żeby wskazać na swojego brata. Trudno było powiedzieć, co chciał przez to przekazać, ale nic przy tym nie powiedział. Dopiero po kilku ruchach Courtneya odpowiedział Chase’owi:
— Nie kimam. Patrzę.
Jego głos pobrzmiał w uszach kuratora, który znów stęknął i wyprostował się bardziej. Teraz miał w sobie trochę większą część penisa. Wznowił przerwany rytm, a jego własny penis podskakiwał w górę i w dół, co raz plaskając czubkiem o zarośnięte podbrzusze. Spojrzał na brata zmrużonymi oczami i zwilżył wargi językiem. Właśnie ujeżdżał penisa nastoletniego chłopaka z pełną erekcją na oczach swojego brata i jeszcze się na niego patrzył i prężył przy tym. I co by nie mówić, było mu cholernie dobrze w tej chwili.
Chase uśmiechnął się znowu szerzej i zawarczał, chwytając pośladki kuratora oraz mocno je ściskając.
— Moja niunia — zamruczał, patrząc teraz na swoją „dziewczynę”, jaką ma minę i jak się rumieni w towarzystwie swojego brata.
— Nnnn… Jest ci tak dobrze jak mi? — zapytał nisko młodszy Corn, jękliwie, nie ustając w dawaniu zarówno sobie rozkoszy tym nabijaniem się, jak i swojemu chłopakowi ciasnotą własnego tyłka.
— Noo, zajebiście! — Chase poparł go i chwycił za penisa, poruszając na nim całą dłonią kilka razy. — Zresztą chyba czuć, nie? — zamruczał i podparł się ręką unosząc. — A jak ci się podoba? — Nie skończył zdania, a spojrzał na Marshalla, który przyglądał się im nadal z zaciekawioną, ale jakby analizującą miną.
Starszy Corn zamrugał i ściągnął brwi, gdy dodatkowo Courtney zwrócił się do niego:
— Marshall… Co widzisz…?
— Młody ci wsadza w dupę swoją pałę.
— Nie… nie, popraw się… — przerwał Courtney i jęknął, gdy wziął penisa głębiej i to zupełnie przez przypadek, bo na moment skupił się na bracie. — Dokładniej?
— Ty bierzesz w dupę pałę młodego — odpowiedział Marshall po głębokim zamyśleniu, jakby myślał nad skomplikowaną zagadką matematyczną.
— O tak…!
— O ja pierdolę! — wydyszał Chase, patrząc na Marshalla. — Ale jest nagrzany. — Zaśmiał się na wydechu, ale i zaraz zerknął na Courtneya, samemu czując, jak jest mu z każdym ruchem jego bioder coraz lepiej i coraz goręcej. Już chciał więcej, mocniej, szybciej. — Ale ty? Jak tam branie mojej pały?
— Zaraz odpłynę tak jak Marshall… więc może zmiana… — zasugerował Courtney, a każde jego słowo było zabawnie przerywane kolejnym głośnym „pac!”, gdy jego penis plaskał o skórę przy energicznych podskokach.
— To złaź — postanowił twardo Chase i klepnął mocno kuratora w pośladek, będąc na tak, nawet bardzo na tak co do zmiany pozycji. Chciał widzieć Marshalla i Courtneya, jak tego drugiego ostro zapina w dupę.
Kurator wysunął z siebie wielki członek i nawet teraz, taki pusty, miał wrażenie, że ma mocno rozszerzoną szparkę. Gdy Chase zrobił mu miejsce, klęknął na siedzeniu i podtrzymał się za podłokietnik, a swoje pośladki wypiął do chłopaka. Obejrzał się na niego z gorącymi policzkami i jedyne co zrobił, to uśmiechnął się zachęcająco, a w tym uśmiechu widać było, że chce go w tyłku, już, tu i teraz.
Chase jeszcze klepnął go w wypięty pośladek, a kiedy mężczyzna wierzgnął, chwycił go za biodra i pociągnął do siebie. Pochylił się i ugryzł w zaczerwienioną dupcię.
— Mn…! Ładuj, bo mi tam chłodno bez ciebie. — Courtney zaśmiał się i zacisnął palce na kanapie.
— Się robi — zamruczał nisko Chase, zerknął na Marshalla i uśmiechnął się do niego. — Widzisz, jak się prosi? — Chwycił kuratora za kark, a swojego penisa u nasady, ponownie się wsuwając w gorący tyłek młodszego Corna.
— Wi… dzę — wychrypiał Marshall, nie ustając w patrzeniu na nich, ale siedział już bardzo nisko na fotelu. Przy tym miał rozłożone nogi, błędny wzrok i co raz oddychał głębiej, patrząc na członek wsuwający się między pośladki jego młodszego brata.
Ten zajęczał nisko i wpierw zacisnął się, ale gdy Chase wszedł głębiej, rozluźnił się i stęknął błogo. Jego własny penis drgnął.
— Cholera, więcej… ruszaj… mm..
Chase zawarczał, ścisnął go mocniej palcami za kark i bez ostrzeżenia wysunął się prawie cały, zostawiając samą główkę w środku, żeby zaraz wbić się mocnym pchnięciem aż po jądra.
— Aaa! Kurwa, kuuuurwa! — Courtney otworzył szeroko oczy i dosłownie padł na podłokietnik. Drżał na całym ciele wyraźnie, zaciskał palce i poczerwieniał już na całej twarzy. — Nnnn! — wywarczał między zaciśniętymi zębami, nie mogąc wydusić nic innego. Poczuł się, jakby Chase wbił mu ten drąg dalej, niż dotąd sięgał. I wiedział, że było to tylko wrażenie przez tę gwałtowność, ale wręcz zabrakło mu tchu.
— O kurwa. Jak ty się drzesz — do tego usłyszał od strony brata, więc szybko z nagłego zażenowania schował twarz w dłoni.
Chase jednak chwycił go pod brodę i uniósł mu głowę w górę.
— Ładnie… się drze — rzucił do Marshalla. — I będzie się darł dalej, jak będę go pieprzył, a ty będziesz słuchał… jak mu dobrze — wymamrotał, powoli samemu już ciężko oddychając i czując przyjemne rozgrzanie i pot na ciele. Zaraz znowu poruszył się w kuratorze.
Courtney z zadartą głową dyszał ciężko i wydawał jękliwe odgłosy, które wzmagały na sile, gdy tylko Chase, przy swoim nierównomiernym rytmie, mocniej się w niego wpychał. Miał naprawdę wielkiego penisa, który powodował przyjemne spustoszenie w ciele kuratora.
Marshall po uwadze nastolatka zamilkł i znowu patrzył niczym pijane, naburmuszone dziecko, jak jego brat jest pieprzony. A Chase brał z tego, ile tylko mógł. I w sumie, nie przypuszczał sam, że kiedy będzie już coraz bliżej spełnienia, najważniejsze będzie nie to, że są obserwowani, a to, że jest im obu dobrze.
Patrzył więc na Courtneya, a Courtney żałował, że nie widzi Chase’a. Czuł go za to aż nazbyt wyraźnie. Odpływał całkowicie przez intensywność tego, co dawał mu chłopak i w momencie, gdy tylko udało mu się sięgnąć do swojego nabrzmiałego penisa, nagle doszedł, wydając z siebie długi, ochrypły okrzyk.
Chase zawarczał i objął go mocno w pasie, samemu mocniej do niego przylegając, żeby poczuć jego rozedrgane ciało i móc wyszeptać mu do ucha:
— Jesteś… najlepszy.
Courtney uśmiechnął się słabo i przymknął oczy.
— Ty… też… — wydusił cicho przez wciąż ściśnięte po dreszczach gardło.
Chase zamruczał nisko z przyjemnością. Lubił to ciało, lubił pieprzyć się z Courtneyem i cóż, lubił pochwały i komplementy. Wrócił więc z nowym zapałem do posuwania go i wyrywania mu z gardła kolejnych jęków, aż sam po kilku, wydawałoby się dla kuratora, długich chwilach, doszedł.
Sperma rozlała się we wnętrzu młodszego Corna, który z kolei w końcu pozwolił kolanom odpocząć i opadł plackiem na kanapę. Penis przy tym wysunął się z niego, a on tak naprawdę dopiero teraz poczuł się pusty. No, z mlecznym dodatkiem, ale jednak był mocno rozepchany i otwarty.
— Chwilę poleżę… i ogarniemy Marshallowi… kanapę… — wydusił niezrozumiale z policzkiem przy siedzeniu.
— Mhm… — mruknął Chase, kładąc się na nim i głaszcząc go krótko, dużą dłonią po włosach. Zerknął na Marshalla. — Podobał się spektakl?
— Co…? Tak, podobał się… spektakl — odpowiedział mężczyzna swoim niskim głosem, przecierając zmęczoną twarz i przechylając głowę, gdy tak na nich patrzył. Zaburczał i zjechał jeszcze niżej na fotelu, a Courtney zerknął na niego jednym okiem i uśmiechnął się.
— Zaraz pójdziesz spać.
— Mhm… Spać — powtórzył po nim mężczyzna nadal mało przytomnie.
— Zaraz go ogarniemy — przytaknął Chase i cmoknął ramię Courtneya. — Ale ty jak? Wyzwalające przeżycie?
Courtney zaśmiał się słabo.
— Ciekawy dobór słów. Ale tego jeszcze nie robiłem. Więc masz plus za zapewnienie mi nowych doświadczeń — powiedział, a równocześnie stęknął, bo spróbował sięgnąć za siebie mimo leżenia na brzuchu i mimo Chase’a na sobie. Wcisnął jakoś dłoń na swój tyłek i z ciekawości dotknął dwoma palcami swojej szparki. Tak, była tak rozluźniona, otwarta i wilgotna, jak się spodziewał.
Nastolatek zerknął na jego dłoń.
— Co? Macasz się? — spytał z zainteresowaniem. — Dobrze cię przeruchałem? — pytał dalej, ocierając się lekko o mężczyznę, a ten stęknął znowu przez ciężar na sobie. Ale cóż, przyjemny ciężar.
— Oj tak… — odpowiedział błogo i zabrał dłoń.
Chase cmoknął go znowu z rozpędem w ramię, po czym klepnął w pośladek.
— To się przenoś, ogarnę trochę.
Courtney nie chciał się jeszcze przenosić. Właściwie w ogóle nie chciał się ruszać, bo teraz było mu tu wygodnie. Przekonał się jednak myślą, że będzie mógł przytulić się do Chase’a na znacznie bardziej wygodnej przestrzeni łóżka, więc w końcu uniósł się skrzywił lekko, gdy bardziej odczuł skutki seksu.
— Rozłożysz ją? — Wskazał na kanapę, samemu odsuwając stolik na bok.
— Ta, jakoś to ogarnę. Idź do łóżka, ale nie śpij — dodał na koniec niemalże z przestrachem, że mężczyzna może mu usnąć. — Chcę ci jeszcze ją pomacać. — Zarechotał, szczerząc się szeroko.
Jego kurator uśmiechnął się lekko ze śladowym skrępowaniem i jeszcze wskazał na oliwkę leżącą na stole, której użyli do nawilżenia.
— Nie zapomnij odłożyć. Wolę rano mniej pytań niż więcej — dodał, zabrał ich ciuchy z podłogi i podążył do sypialni.
Minął po drodze Marshalla, który mruknął do siebie coś, co brzmiało jak „nara”, ale poza tym wyglądał, jakby już spał, wspierając głowę o rękę.
Chase odprowadził swoją dziewczynę spojrzeniem, a konkretnie tyłeczek, w który niedawno się wpiął. Po tym odetchnął ciężko i zabrał się za ogarnięcie tego wszystkiego. Nie wycierał spermy zbyt dokładnie z kanapy, nie chciało mu się, a uznał, że Marshall raczej jej nie zauważy pod prześcieradłem, które rozłożył mu do spania.
Z taką szarpaniną zeszło mu dużo więcej czasu niż chciał, bo oczywiście Lil musiał się obudzić i uznać, że to nowe łóżko jest dla niego. Ale w końcu Chase chwycił Marshalla za ręce i podciągnął w górę, żeby go przenieść na kanapę do spania. Ten przy tym się trochę rozbudził, a nastolatek uśmiechnął się pod nosem.
— Ej, wiesz Marshall… twój brat zajebiście daje dupy.
Mężczyzna popatrzył mu w oczy i ściągnął brwi, oddychając wręcz burcząco.
— Mhm. I zajebiście robi ręcznym — odpowiedział nisko, opadając równocześnie na rozłożone posłanie.
Chase nie podtrzymał go, tylko dał mu ciężko opaść, bo zaskoczyło go to, co Marshall powiedział. Niby skąd miał to wiedzieć?
W swoim szoku tylko patrzył, jak mężczyzna podczołguje się w stronę poduszek, mrucząc coś o tym, że chce już się wreszcie położyć i umrzeć, bo wszystko jest dziwne i zamglone.
Chase uznał, że się przesłyszał albo zwyczajnie Marshall bredzi. Niby mógłby jeszcze go pocisnąć, kiedy był jeszcze naćpany, ale w łóżku stygła mu dziureczka. Zostawił więc starszego brata z Lilem, który wlazł mu na kanapę, układając się w nogach i udał się do Courtneya z zamyśloną miną i gołym penisem poruszającym się na boki.
— Ej, Marshall może bredzić?
Mężczyzna, który już leżał pod kołdrą i ustawiał budzik na telefonie, obejrzał się na niego. Najpierw spojrzał na penisa, a potem na twarz chłopaka.
— Hm?
— No, czy Marshall może bredzić po tej pigule od rzeczy? — powtórzył Chase, gasząc światło sufitowe i podchodząc do łóżka. Tylko lampka nocna się świeciła.
— Nie, nie sądzę. A mówił coś? — Courtney w końcu odłożył komórkę na szafkę i przekręcił się na bok do chłopaka.
— No… że zajebiście trzepiesz… — odparł Chase nadal z zadumaną i niepewną miną, a kurator zastygł. Właściwie ta pierwsza reakcja upewniła Chase’a, że coś jest na rzeczy. Wklęsłe policzki Courtneya wzbogaciły się o blady, różowy kolor.
— Coś jeszcze… mówił?
Nastolatek skrzywił się, patrząc nieprzyjemnie długo na starszego mężczyznę.
— Ee… nie. Ale, Courtney, wiesz, że jakoś tak chujowo zmieniasz temat?
— Nie zmieniam. Dopytuję, czy coś mówił w temacie mojego trzepania, czy muszę ci wszystko wyjaśnić.
— Nooo… to musisz — Chase przeciągnął samogłoskę i spojrzał na mężczyznę nakazująco.
Ten przekręcił się na plecy i potarł twarz obiema dłońmi, mocniej drapiąc się po zarośniętym podbródku. Cholera. Nie sądził, że to kiedykolwiek wyjdzie. Nie miał pojęcia, jak Chase na to zareaguje, bo nie dość, że trzepał komuś, będąc już z nim w związku, to do tego tym kimś był jego własny brat.
— Od czego zacząć…? Pamiętasz, jak Marshall coś se zrobił w rękę i miał jakiś czas usztywnioną?
— No, pamiętam — od razu odpowiedział Chase uniesionym głosem. — Nie mów mi, że mu, kurwa, pomogłeś se strzepać, bo sam nie mógł? — spytał z cieniem nadziei, że jest bardziej skomplikowane wytłumaczenie sytuacji.
Courtney skrzywił się i poczuł się naprawdę głupio. On, dorosły facet na poważnym stanowisku czuje się jak karcone dziecko przy nastolatku. Wręcz w to nie wierzył.
— Próbował, był sfrustrowany, więc tylko mu zwaliłem i poszedłem. Sam się nawet nie podnieciłem, Chase — odpowiedział również trochę głośniej i z mniejszym spokojem. Przy tym przygryzł wnętrze policzka.
— Ja nie strzepałbym Tankowi, nawet jakby gwałci mi nogę dwa razy dziennie! — odparł Chase z niedowierzaniem i szokiem.
Mężczyzna skrzywił się i podniósł do pozycji siedzącej.
— Chase, kurwa. Tank to pies, Marshall to człowiek. Jezu.
— No, ale co, strzepałbyś, nie wiem, jakiemuś innemu człowiekowi, jakby był sfrustrowany? — drążył dalej chłopak lekko uniesionym głosem, ale nie krzyczał. Był tylko skołowany.
— Nie, oczywiście, że nie — odpowiedział Courtney szybko i odetchnął głęboko. — Strzepałem mu, bo… Nie wiem, Chase. To był impuls. Zrobiłem mu przysługę, która nie powinna mieć miejsca i o której nie powinienem rozmawiać ani z nim, ani z tobą.
Chase skrzywił się znowu, myśląc, co było widać po jego twarzy.
— Ale ten… nie jarałeś się tym jakoś?
— Nie. Nie. Nawet mi nie zesztywniał — zapewnił go od razu Courtney i pochylił się nad kolanami, zamykając twarz w dłoniach. — Nie jarałem się. Po prostu zrobiłem coś głupiego nie pierwszy raz w swoim życiu. Przepraszam.
— Ale brata? — spytał Chase z kwaśną miną. — Boże, ale on też musi być zryty, że se dał.
— „Też zryty”. — Courtney spojrzał na niego z boku ze ściągniętymi brwiami. — Ty odurzyłeś go tabletką gwałtu i rżnąłeś mnie na jego oczach.
Chase nadął się i w końcu prychnął z pretensją.
— To nadal nie mój brat — burknął, ale trącił pięścią Courtneya. — I no, chodź już, a nie siedzisz jak kwoka tak daleko.
— Bo wkurzyłeś się… — Mężczyzna westchnął, ale podsunął się do niego.
— No kurwa, jakbyś ty usłyszał, że macałem nie wiem, no… nie wiem, też byś się wkurzył. Ale jak cię to nie jarało, to no… debilne to jak cholera, ale… — Wzruszył ramionami, samemu jeszcze nie do końca wiedząc, co o tym myśleć.
— Wiem. Przepraszam — powtórzył mężczyzna i przytulił się do niego. Dodatkowo zahaczył trochę nogę o jego nogę i cmoknął go w ramię. — Nie mówiłem ci dlatego, że jak tylko to zrobiłem, wiedziałem, że to było kretyńskie.
Chase objął mężczyznę nisko w pasie. Bardzo nisko, bo jego palce znalazły się na rowku kuratora.
— Mogłeś nie robić, no ale chuj. I nie zrobisz nie?
— Pytasz, czy mu już nie strzepię? Jasne, że nie — zapewnił Courtney i przymknął oczy, pozwalając dotykać się pomiędzy wilgotnymi pośladkami. — Podobało ci się? — dopytał.
— Seks? Nie, że dowiedziałem się, że miałeś już coś z seksem z bratem wspólnego?
— Nie mów tego tak… To brzmi niesmacznie…
Chase zaśmiał się krótko i cmoknął go w usta.
— Bo jest niesmaczne! Ale i tak mi się niesmaczne jebanie się przed nim podobało. Czułem się jak jebany zdobywca.
Courtney uśmiechnął się delikatnie i wykręcił głowę. Cmoknął czule chłopaka w usta i szepnął w jego wargi:
— Lubisz mnie pieprzyć, co?
— Uwielbiam — odparł nastolatek z pełnym zaangażowaniem.
— Mm. Ja lubię ci się oddawać — odpowiedział mężczyzna i znów się do niego przytulił. Jak zwykle był bardzo dotykalski. — Ale pieprzeniem się przed bratem dziewczyny nie chwal się kumplom — dodał z rozbawieniem.
— Nie? — spytał niewinnie Chase. Nie planował nawet. Była to ich mała tajemnica. Mała, erotyczna tajemnica. Ale podjudzony tą prośbą nie mógł się powstrzymać
— Nie. Nie sądzę, by uznali to za powód do dumy. Wystarczy, że masz wielkiego kutasa.
— Ooo. — Chase uśmiechnął się od razu szerzej i głębiej sięgnął między pośladki mężczyzny. — To niewątpliwie, nie? Nadal go tam czujesz?
— Mhm. — Courtney oblizał wargi i przesunął nogę jeszcze odrobinę wyżej.
— No i zajebiście — nastolatek ucieszył się i pomacał dziureczkę z zewnątrz, zadowolony z siebie i z seksu.
Courtney chwilę wczuwał się w ten dotyk. Mrowiący, łaskoczący i przyjemny.
— Zgasisz lampkę? — zapytał w końcu.
— Mm… moment — odmruknął Chase i sięgnął do lampki, na chwilę zostawiając mężczyznę i jego tyłek. Po tym znowu się do niego przysunął, kładąc na boku i obejmując go. — Weź głowę w górę — dodał, żeby zaoferować mu swoje ramię jako poduszkę. No i dzięki temu mógł go bardziej objąć.
Courtney skorzystał z tego zaproszenia i przy okazji naciągnął na nich obu kołdrę. Co prawda to na zewnątrz było zimno, a nie w domu, ale sama myśl o śniegu za oknem sprawiała, że potrzebował więcej ciepła.
Chase uśmiechnął się jeszcze raz, widząc, jak dorosły mężczyzna, jego kurator, wtulał się w niego i pozwalał obmacywać przy tym po swojej niedawno wydymanej dupci. Był z siebie dumny.
— Szkoda, że trzeba wstać jutro. Zrobiłbym to jeszcze raz na żółwia.
— Na żółwia? A jak to jest na żółwia?
— Że no na wolnego.
— Niedługo święta. Będziemy mieć mnóstwo czasu na żółwie — zapewnił go mężczyzna, mając nadzieję, że ani Chase nie rozmyśli się przed spędzeniem u niego świąt, ani jego dziadkowie jakoś mu tego nie utrudnią.
— Będziesz po tym też chodził jak żółw. — Chase zaśmiał się cicho i cmoknął mężczyznę w czoło. — Wolno i krzywo.
— Całe szczęście, że jutro mam cały dzień w biurze. Na pisaniu raportów, między innymi o tym, jak mój pewien zdolny, siedemnastoletni podopieczny świetnie się spisuje.
— Taa? Masz takich też? Pewnie na niego lecisz, co?
— Mmm… jakbyś go zobaczył. Wysoki, przystojny, z dużym sprzętem… Do tego silny, słodki i męsko pachnący. Myślę nawet, że się w nim zabujałem — odpowiedział Courtney z lekkim uśmiechem, świadom, że Chase przez ciemność tego nie widzi.
— Tylko uważaj z tym zabujaniem, bo jesteś moją laską. — Chase zaśmiał się nisko i mrukliwie, ale już coraz bardziej leniwie, bo ciepła pościel, a tym bardziej ciepły mężczyzna obok przyjemnie go rozleniwiał.
— Ach, zapomniałem wspomnieć, że jest zaborczy — dodał mężczyzna, który czuł się podobnie jak chłopak. Powoli odpływał ze zmęczenia i komfortu.
— I co? To też pewnie w nim lubisz? — zamruczał Chase, słysząc, jak za drzwiami jeszcze Tank chodzi po mieszkaniu, ale już chociaż Lil nie wyje, śpiąc z Marshallem.
— Mmm… tak, lubię to, jak bardzo chcesz mnie mieć. — przyznał Courtney, bo była to dla niego odpowiedź na jego „kocham cię”. Chciałby wiedzieć, co czuje do niego ten chłopak, ale bał się pytać i robić mu zamęt w głowie. Jego zaborczość więc traktował jako dowód jakiegoś uczucia, więc Chase nawet nie był świadom, jak bardzo to lubi.
— To dobrze — chłopak już tylko tyle odpowiedział, lokując jedną dłoń na pośladkach mężczyzny, drugą na jego włosach i coraz bardziej zasypiając.
Miał nadzieję, że rano nie obudzi go pamiętający wszystko Marshall. To by nie było dobry koniec roku, a na taki cicho i ukradkiem liczył, żeby nie zapeszać.

18 thoughts on “Newton’s Balls – 70 – Spektakl

  1. Katka pisze:

    Wadera, „Konkluzje: Wszyscy trzej są popieprzeni. Bardzo.” – konkluzja bardzo prawidłowa! Bo żaden z nich nie ma równo pod sufitem, ale to jest właśnie kwintesencja tego opowiadania XD Chciałyśmy napisać o ludziach, którzy nie wyszli z całkiem normalnych rodzin i chyba się udało. Są skrzywieni i to chyba nieźle widać w tym rozdziale, ale przy tym było przynajmniej trochę ciekawie w seksie XD Nie każdy musi być taki sam, ale… „nie róbcie tego w domu” XD „Przyznajcie się że fakt że ujawnione tytuły rozdziałów kończą się akurat tak było zamierzone!” – cóż, na 75 rozdziale kończyła się teoretycznie 1 część NB, gdzie jest dość… kluczowe wydarzenie. Potem nie poprawiałyśmy jeszcze, ale trochę zamierzenia na pewno w tym było XD spróbujemy jakoś uzupełnić spis treści, ale na to potrzebuję chwilki czasu, której nie mam XD więc pewnie najprędzej w czerwcu…

  2. Wadera pisze:

    Podchodziłam do tego rozdziału jak pies do jeża. Długo się zbierałam żeby go przeczytać, ale udało się.
    Konkluzje: Wszyscy trzej są popieprzeni. Bardzo.
    Ale doszłam do wniosku, że skoro o nich czytam to też daleko od tego „popieprzenia” nie jestem, więc im daruję ;P
    Tak jak się domyślałam Chase dowiedział się o „przysłudze”, ale przyjął to lepiej niż myślałam. Marshall też w sumie dostał trochę za swoje, że się tak bezczelnie bezterminowo wprosił do brata. Chociaż dla wszystkich będzie lepiej jeśli nic nie będzie pamiętać. Problem z takimi tabletkami jest taki że czasem są przebłyski, więc . . .
    Przyznam, że ze strachem czekam na zbliżający się rozdział 74 i następujący po nim 75. Przyznajcie się że fakt że ujawnione tytuły rozdziałów kończą się akurat tak było zamierzone!
    Pozdrawiam, Wadera.

  3. Shivunia pisze:

    Tess >> Hehehehe, zawsze dobrze jak komuś podpasują takie akcje. Niby są niecodzienne, ale w końcu ile właśnie w takiej niecodzienności zabawy ;) W końcu gdzie indziej oglądać taką „patologie” jak nie w serialach czy tekstach. Bezpieczna odległość zachowana :D
    To odpowiadanie na pytanie było faktycznie dziwne, ale to też trochę część tego co biedny Marshall nieświadomie zażył. I taaaak „przecież jak on chociaż trochę zapamięta to kaplica” – całkiem się zgadzam. A ciężko to co widział zwalić na upojenie alkoholowe. Co do linku to jedyne co mogę powiedzieć to – „w końcu tak” XD
    Dzięki za komentarz :)

  4. Tess pisze:

    Oo mamuniu… Ja jestem chyba z tych bardziej „patologicznych”, bo kocham takie akcje… xD Myślałam, że będzie jeszcze bardziej perwersyjnie i jak Chase napomknął o tym pocałowaniu brata, to myślałam, że serio to zrobi, ale może i lepiej, że nie… Incest zawsze spoko, ale kuratorek ma już swojego wielkoluda.
    I muszę wam powiedzieć, że strasznie pojebane było to odpowiadanie na pytania przez Marshalla, ja pierdziele, przecież jak on chociaż trochę zapamięta to kaplica. Tyle dobrze, że można to zrzucić na, nie wiem, jakiś sen czy coś. Tylko co sobie Marshall na takie coś pomyśli, bidok straszny xD

    Nie no, jak Marshall chociaż jedną scene zapamięta, to chyba padne xDDDD

  5. Shivunia pisze:

    kaczuch_A >> Zawsze powtarzam, lepiej oglądać filmy o ćpunach niż samemu ćpać. Dlatego rozumiem „Nope, nope, nope” ale jednocześnie dla dobra fabuły nie można pisać tylko grzecznych chłopców XD

    Damiann >> Spoko, rozumiemy. Ja na przykład mam na odwrót, bo kazirodcze związki to dla mnie takie małe „tabu” jak dla Kat stopy XD

    Kasia >> Dokładnie tak. To fikcja. Tak samo w filmach i serialach, nie raz nie dwa gorsze rzeczy bohaterowie odwalają a przez to właśnie jest ciekawie. Nikt nie każe nam lubić takich postaci w realu. Kiedy są to zmyślone postacie gro z nas uwielbia chociażby tych najgorszych albo najbardziej pokręconych ;p
    Sytuacja z matką faktycznie nieciekawa, ale znowu udowadnia, że oni mają mocno skrzywione osobowości, co nie znaczy też że są od razu złymi ludźmi. No ale to już na dłuższą rozkminę.
    Ogólnie podstawowe pytanie chyba z tego rozdziału to „czy Marshall będzie coś pamiętał?”
    Także dzięki i pozdrawiamy ;)

  6. Kasia pisze:

    To przecież fikcja i w związku z tym tak to powinno być traktowane, dlatego ja nie miałam problemów z przeczytaniem, szczególnie że ich seksy są zawsze gorące 😉 Wiadomo że gdyby ktoś chciał tak zrobić w realu to by mi się nie podobało ale tak?
    Jedynie niezbyt przyjemne było gdy Courtney przypomniał sobie jak matkę widywali w takich sytuacjach, zastanawiałam się czy się nie rozmyślą, ale oni obaj są nieco szaleni i w sumie za to ich lubię. Normalność jest nuudna 😆 Ciekawe czy Marshall będzie coś z tego pamiętał? Hehe i wsypał Courtneya z tym trzepaniem 😃
    Dzięki i pozdrawiam

  7. damiannluntekurbus17 pisze:

    Ja na przyklad staram sie brac wiele rzeczy z dystansem, ale no czasami sie nie da. Chociaz dziwne, ze toleruje kazirodcze zwiazki, a seksu przed nacpanym pigulkami bratem juz nie xd

  8. Katka pisze:

    Damiann, spoko, nie ma co czytać, kiedy jednak coś nie podchodzi. Wiec dobrze zrobiłeś, że ominąłeś to, co wywołuje dziwne uczucia :) A patologia to faktycznie trochę mocne słowo. Ja bym bardziej powiedziała, że to jej skutki. A czy braciszek będzie pamiętał… o tym w następnym rozdziale :)

    Erwina, fajnie, że rozdział rozbawił XD My też miałyśmy ubaw, pisząc go. Bo nie do wszystkiego przecież trzeba podchodzić na poważnie XD I dobrze, że Marshalla nie wydawało się za dużo. W sumie wiele to on nie mógł robić, bo tylko tam im przymierał. Akcja musiała się skupić na chłopakach. A co do trzepania – tak, Chase ma jakieś tam namiastki dobrego smaku, więc się zdenerwował. Nawet on wie, ze to nie było zbyt normalne XD I dzięki za wychwycenie błędu. Ten rozdział niestety nie był w korekcie, więc pewnie jakichś smaczków trochę się zawieruszyło.

    Yaoistka, oj tak, to zdecydowanie było pokręcone XD Nie ma się co spierać, hehe. Oby nigdy więcej XD I dzięki za wenę! Bardzo się przydaje!

    Kyna, jak jesteś dla nich ostatnio taka okrutna, to w sumie powinnaś się cieszyć, bo jeszcze wiele potknięć i problemów przed nimi XD Sielanki niestety wiecznie nie będzie, bo jeszcze sporo rozdziałów przed nami. „Tak się teraz zastanawiam – może to sposób, żeby M się wyprowadził? Jeśli będzie to pamiętać, będzie miał sporą motywację. Hahaha” – Noo! To nie jest na pewno coś, co Marshall chce doświadczać każdego wieczoru więc zdecydowanie mogłoby to być dobra motywacją. Że też Coney o tym wcześniej nie pomyślał XD Też pozdrawiamy!

    Jelis, zdeeecydowanie lepiej, żeby nie pamiętał XD Bo różnie się to może skończyć… I masz rację, ich pomysły są coraz „ciekawsze”. Potrafią sobie urozmaicać zabawy w łóżku… Chociaż dobrze by było, by poczuli, gdzie jest granica XD

  9. Jelis pisze:

    O matko 😂 nie spodziewałam się Marshalla odpowiadającego na takie pytania haha lepiej żeby ich nie pamiętał bo ktoś by zginął xd jestem ciekawa co jeszcze dla nich wymyślicie bo się robi coraz bardziej kreatywnie ( i choro 😂)

  10. Kyna pisze:

    Ej. No i nie wiem czy pamięta. Rozdział mnie rozbawił, chociaż nie przeczytałam wszystkiego.
    Tak się teraz zastanawiam – może to sposób, żeby M się wyprowadził? Jeśli będzie to pamiętać, będzie miał sporą motywację. hahaha
    Jakoś przestałam lubić Chase. Wcześniej wydawał mi się mniej… dziecinny? Nie. Nie można tak tego nazwać, chyba. Ale z kuratorem są siebie warci. Jak nadal będą wpadać na tak głupie pomysły, to jeszcze się ktoś o nich dowie. Szczerze powiedziawszy czekam :) Chociaż na kolegów Chase. Nieźle by mu zamieszali w głowie! Jej! xD
    Wredna się dla nich zrobiłam. :D
    Pozdrawiam!

  11. Yaoistka^^ pisze:

    Nie wierzę że jednak to przeczytałam! Xd Jezu uu zdrowo pokrecone… Ale no cóż… Mam taką samą cicha nadzieję jak Chase xD
    A na dodatek wyszła ręczna robota xD
    weny dziewczyny. Weny i jeszcze raz weny =)
    Pozdrawiam

  12. Erwina Smith pisze:

    Edit.”Marshalla nie było dużo.Tak w sam raz.”
    No nie mogło być go dużo, bo nie kontaktował do końca.I czy w sam raz?W żaden ‚raz’
    Skąd mam wiedzieć jak ‚dawkować’ obecność Marshalla.A więc poprawiam swój komentarz.
    XD

  13. Erwina Smith pisze:

    Cały rozdział ryczałam ze śmiechu.Ale pasywny kurator zawsze spoko.
    Faceci utrzymywali kontakt, ale jakoś Marshalla nie było dużo.Tak w sam raz.Bardziej skupiałam się na pozostałej dwójce.Bardzo zaznaczam sobie, że to (opowiadanie) i mogą się dziać różne rzeczy.Raz takie coś w zupełności wystarczy.Ale no Courtney jedyny w swoim rodzaju.
    O nie wszystko się wydało hahaha
    Dobrze, że Chase się trochę zdenerwował gdy się dowiedział jak bracia sobie pomagają.jakby przyjął to że spokojem to bym poległa ;-; za mało romantyczny jesteś młody choć na końcu trochę ciepełka pokazałeś.
    Przed spektaklem Courtney przeniósł brata na fotel a po nim Marshall ‘Zaburczał i zjechał jeszcze niżej na kanapie’ czyli on się do nich dołączył czy coXDDD dopiero później kochanek wstał i poszedł grzać łóżko.

  14. damiannluntekurbus17 pisze:

    Poczatku i srodka nie przeczytalem, bo to dla mnie obrzydliwe i czuje sie niekomfortowo z ta sytuacja cala. Tabletka, robienie tego na oczach brata, rozmawianie z nim w ogole. Nie. Ja raczej jestem z tych mniej… patologicznych? To chyba troche zbyt mocne slowo mimo wszystko. Chociaz w sumie, jak sie tak zastanowic dluzej xd
    Ale mialem nadzieje, ze Chase sie pokloci z Courtneyem, jak sie dowie o tym trzepaniu xd
    Ciekawi mnie czy braciszek bedzie cokolwiek pamietac.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s