Project Dozen – 98 – Odarci z prywatności

Przeszło tydzień po wycieczce do Yellowstone wszystko wróciło do normy. Życie szkolne dalej toczyło się swoim zwykłym torem i powoli zaczął wypływać temat balu szkolnego. Uczniowie kończący w tym roku szkołę mieli możliwość zaproszenia swojej drugiej połówki i zabawy do białego rana. Sebastian miał problem, bo nie wiedział, czy pójść z Francisco, czy jednak poprosić jakąś koleżankę o towarzystwo. Jules wiedział, że spędzi tę noc z Erikiem. Jude miał w czym wybierać, bo każda z jego fanek marzyła o tym, żeby być u jego boku.
A kiedy temat balu krążył, wypierając z głów członków projektu szkolnego myśli o eksperymencie… jeden z nich dostał kolejne zadanie. Zadanie rozpoczynające czwartą turę.
„Koperta zakopana jest pod tabliczką przy skateparku” — głosiła wiadomość na pagerze. Sen odczytał ją, wracając do internatu po poniedziałkowych zajęciach, uznając od razu, że zabierze z budynku łyżkę i użyje jej do rozkopania ziemi, zamiast grzebać w niej dłońmi. Był ciekawy zadania, jakie mu przypadło. Jak na razie wszystkie wydawały mu się… za proste. Czekał, aż w końcu jakieś będzie prawdziwym wyzwaniem.
Noela nie zastał w pokoju. Na spokojnie przebrał się w coś mniej wyjściowego, a że było ciepło, wystarczyły mu spodnie dresowe, trampki i cienka bluza z kapturem. Wyposażony w łyżkę wyszedł z pokoju i udał się w stronę skateparku.
Nie zaskoczyło go, że było tam sporo uczniów. Słońce świeciło, wiał przyjemny wiatr. Pogoda zachęcała do przebywania na świeżym powietrzu. Zobaczył Treya Swifta jeżdżącego na desce z trzema kumplami. Był też Woody Jolene, który siedział na trawie na skarpie przy parku i chyba odrabiał zadania.
Nie przejmując się nimi, a i tak mając fatalną reputację dziwaka i indywiduum, znalazł tabliczkę, o której była mowa w wiadomości. Kucnął i zaczął kopać. Ziemia była poruszona, co znaczyło, że ktoś musiał albo już ukraść mu kopertę, albo dość niedawno ją tu zakopać. Bawiła go myśl, że kumpel jego rywala był osobą, która mogłaby bez problemu podłożyć tu to zadanie.
Po kilku minutach grzebania w ziemi w końcu znalazł kopertę w plastikowym woreczku. Otrzepał ją i zabrał, żeby nie czytać przy widowni, jakiej się dorobił.
Poczuł na sobie spojrzenie Woody’ego Jolene. Ten musiał domyślić się, o co chodziło, ale nic z tym nie zrobił. Wrócił do swoich zadań, zaś Sen mógł spokojnie wejść z powrotem do internatu. Umył ręce w łazience i wszedł do pustego pokoju.
Wreszcie zaczęła się czwarta tura zadań w projekcie. A jego zadanie było… może nie szalenie trudne, ale dość kłopotliwe.
„Zadanie nr 4: Upublicznij zdjęcie pocałunku zrobione na terenie kampusu szkolnego. Czas: 30 godzin.”
I jak zadanie byłoby na trzydzieści minut, jeśli uczyłby się w koedukacyjnej szkole, tak obecnie było na pewno bardziej czasochłonne. To była męska szkoła i nawet jeśli czasami pojawiały się tu jakieś dziewczyny, to nie wiedział, która i do kogo przyjdzie. Zresztą, po co miałby upubliczniać pocałunek jakiejś pary, skoro te robiły to non stop na facebooku? Ciekawiej będzie zrobić coś, czego nikt się nie spodziewa. I podgrzać w końcu atmosferę w tym nudnym eksperymencie. Dlatego postanowił zaryzykować i zaczaić się na kogoś ważniejszego niż wciąż sławny Tomas Eng.

*

Czajnik skończył gotować wodę i obwieścił to cichym piknięciem. Mark więc podniósł się z fotela biurowego w swoim gabinecie i podszedł do szafki. Wyciągnął swój ulubiony kubek, zabrał też łyżeczkę i sięgnął do kolejnej szafki po kawę. Ale kawy nie było.
Zawiesił się na chwilę z dłonią w górze. Zupełnie zapomniał, że w piątek wykończył puszkę. Westchnął i zerknął na zegarek schowany pod mankietem jasnej koszuli w czarne prążki. Nie wyobrażał sobie funkcjonowania całego popołudnia bez kawy…
Chwilę jeszcze rozważał swój pomysł, ale ostatecznie uznał, że miał trochę czasu. Dlatego wyszedł z gabinetu.
— Zaraz wrócę, Saro — powiedział do sekretarki i podążył korytarzem szkolnym w stronę gabinetu psychologa.
Jak zwykle kilku uczniów powiedziało mu „dzień dobry”. Jednej nauczycielce musiał odpowiedzieć na pytanie niecierpiące zwłoki, chociaż po tym, jak je usłyszał, uznał, że spokojnie mogło poczekać. Aż w końcu dotarł do gabinetu Fostera. Zapukał, usłyszał zgodę na wejście, a kiedy już zamykał drzwi za swoimi plecami, zobaczył uśmiech na ciemnych ustach psychologa.
— Mark, panie dyrektorze, co pana do mnie sprowadza?
Starszy mężczyzna też automatycznie się uśmiechnął. Przekręcił kluczyk w drzwiach i podszedł do psychologa.
— Chciałem cię zobaczyć. A brak kawy u mnie w szafce okazał się całkiem dobrą wymówką.
— Czyli zaparzyć? — spytał Foster, wstając od biurka i idąc do swojego ekspresu. Po drodze zlustrował partnera spojrzeniem. — Jak dzień?
— Całkiem przyjemnie — powiedział Mark, siadając na fotelu, na którym często siadali chłopcy przychodzący po porady psychologa. Założył nogę na nogę. — Nic szczególnego się nie dzieje. A jak u ciebie praca? Jak z Tomasem? Będziecie robić to spotkanie z jego rodzicami?
— Tak, już prawie wszystko jest zaplanowane, ale on jeszcze chce sam trochę ich „wybadać”, jak to określa. Ale to chyba przedłużanie. Moim zdaniem jest już gotowy. Jego rodzice też. Ale nie mogę go do niczego zmusić. — Foster westchnął, stawiając dwa kubki przed sobą i przygotowując kawę.
Mark z ochotą obserwował jego plecy i tyłek. Nawet w tej koszuli i swetrze założonym na nią wyglądał w jego oczach bardzo seksownie.
— Mhm, rozumiem. Ale już coraz śmielej przebywa z Woodym Jolene w szkole, więc może to kwestia czasu, aż się zdecyduje.
— Lepiej, żeby się zdecydował, bo jeszcze sami się dowiedzą — odparł Foster. Odstawił już jedną kawę. Musiał ją jeszcze posłodzić. — Ale może nie o mojej pracy. Za dużo i tak nie mogę ci mówić, wiesz o tym. Dostawałeś jakieś nowe informacje od profesorów?
— Tak. I była to jedyna niepokojąca informacja dzisiejszego dnia. Clark Moses pisał mi, że w tym tygodniu zacznie się czwarta tura zadań. Przypominał oczywiście, jak za każdym razem, żebym się nie angażował, jeśli wyjdzie coś podejrzanego z którymś z uczniów w projekcie — odburknął Mark. Jego głos, kiedy mówił o projekcie, był od razu bardziej wrogi. A on, od kiedy nosił okulary i przy tym ściągał brwi, wyglądał jeszcze poważniej, wpadając w ten ton.
— Może już w tej turze ktoś znowu odpadnie. Czym szybciej się poddadzą, tym lepiej dla nas — odpowiedział czarnoskóry mężczyzna i w końcu podszedł do mężczyzny z dwoma kubkami z kawą. Jeden z naparem takim, jaki dyrektor lubił najbardziej, podawał właśnie w jego ręce.
— Dziękuję. — Mark napił się łyczek i odstawił kubek na biurko. A gdy Foster chciał już odejść, wyciągnął do niego rękę i położył mu ją w pasie. — Chodź. Pocałuj mnie.
Foster tylko przez chwilę się zawahał. Drzwi mieli zamknięte, więc nie czuł, żeby byli jakoś zagrożeni. Odstawił swoją kawę obok tej Marka i pochylił się do niego. Oparł dłoń o oparcie fotela, na którym siedział mężczyzna i pocałował go.
Mark położył mu dłoń na karku i przedłużył ten pocałunek. Usta Fostera były słodkie i miękkie. A on łapał się na tym, że coraz częściej o nich myślał, kiedy siedział sam w gabinecie.
— Nie lubię poniedziałków… Bo wtedy zawsze myślę o weekendzie, kiedy u ciebie nocuję. I wiem, że dziś wrócę sam do domu — wyszeptał, gdy odsunęli od siebie usta.
— Dlatego właśnie nie lubi się poniedziałków. Bo dobre minęło, a do kolejnego razu zostało tak wiele dni. Ale możemy gdzieś w środę wyskoczyć, jeśli byś chciał — odpowiedział Foster, na moment stykając się z nim czołem. Po tym jeszcze raz go pocałował.
A Mark zamruczał cicho i uśmiechnął się.
— Bardzo chętnie. Kolacja i może jakieś zakupy? Potrzebuję nowych butów.
— To w takim razie zakupy. Też może znajdę coś ciekawego — podchwycił Foster i dopiero po ostatnim krótkim cmoknięciu ust Marka odsunął się. Przysiadł na biurku i napił się kawy. — Aż wydaje się mniej słodka.
Dyrektor zaśmiał się i sam sięgnął po swoją.
A tymczasem, po drugiej stronie okna gabinetu Fostera Craiga, Sen skulił się i odsunął w kuckach kawałek dalej, żeby nie zostać zauważonym. Szybko wszedł w galerię na swoim telefonie, żeby zobaczyć, czy udało mu się zrobić zdjęcie. Zrobił specjalnie trzy pod rząd. Ale okazało się, że tylko jedno było wyraźne. Na szczęście takie, na którym widać, jak wargi psychologa i dyrektora się stykają.
Więc wcześniejsze podejrzenia, że ta dwójka jest ze sobą, były prawdziwe. I w Yellowstone Craig posuwał Mossa w dupę.

*

Sebastian patrzył pustym wzrokiem na telefon i nie wierzył, że widzi to, co widzi. Po internecie jak plaga rozprzestrzeniało się udostępniane przez kolejnych uczniów zdjęcie… na którym był jego ojciec i pan Craig, kiedy ten drugi całuje dyrektora u siebie w gabinecie.
— Kurwa… mać — wydusił.
Mimo że już zadzwonił dzwonek i zaraz mieli zacząć lekcję, złapał swój plecak i wybiegł z klasy. Później będzie się tym martwił.
Pognał przez pustoszejące korytarze w stronę gabinetu dyrektora. Jeśli ten tego jeszcze nie widział, to musiał to zobaczyć natychmiast. Zdjęcie pojawiło się ledwie kilkanaście minut temu, ale każdy je sobie przekazywał. On nawet zgłosił je już na facebooku, ale na pewno ktoś je zapisał.
— Ej, Moss! Twój ojciec bierze w dupę czy posuwa?! — zawołał za nim ktoś, kto właśnie wchodził jako ostatni do sali biologicznej.
Sebastian tylko się za nim obejrzał, ale nie zatrzymał się. Pobiegł dalej, zapamiętując jednak twarz tego chłopaka. Już był pewny, że rozkwasi mu nos tak, że ten słowa nawet nie będzie mógł powiedzieć. Nawet jeśli mieliby go potem zawiesić.
Dopadł do drzwi sekretariatu i bez pytania wpadł do środka.
— Ojciec jest u siebie? — spytał sekretarki, która tam siedziała, jeszcze nieświadoma, co się dzieje.
Uniosła brwi z zaskoczeniem i zastygła z długopisem nad jakimiś papierami. Obejrzała się na drzwi do gabinetu.
— Tak… Jest. Coś się stało, Sebastian? — zapytała z troską.
— Dziękuję.
Chłopak nie dodał nic więcej i podbiegł do gabinetu ojca. Bez pukania wpadł tam i zatrzasnął za sobą drzwi.
Mark niemal podskoczył na swoim fotelu. Wyglądał na bardzo skupionego, a przy uchu trzymał telefon. Z nikim nie rozmawiał, jakby dopiero czekał, aż ktoś po drugiej stronie odbierze. Na widok syna ściągnął brwi i odłożył telefon.
— Sebastian, nie możesz tak gwałtownie wpadać — zirytował się.
— Muszę. Patrz, do cholery!
Chłopak podbiegł do ojca, nie przejmując się, a raczej nawet nie myśląc o tym, że teraz przy nim przeklinał. Aż się w nim gotowało.
Drżącymi dłońmi podetknął telefon ze zdjęciem ojcu pod nos. Ten, jak najpierw jeszcze bardziej się wzburzył, tak totalnie zbladł, kiedy jego spojrzenie padło na zdjęcie. Gdyby tylko trzymał coś w dłoniach, to właśnie by to upuścił.
Po sekundzie zawieszenia poderwał się z fotela, cofnął dwa kroki i zasłonił usta dłonią.
— Boże…
— Sen Nakano wstawił to u siebie na fejsie. Teraz każdy to udostępnia. Tato, dzwoń szybko do pana Craiga. Nie mam pojęcia, co zrobimy. To nie zniknie z internetu ot tak. — Sebastian nie pocieszał ojca, tylko na razie tak samo jak on nerwowo reagował. Obawiając się tego, co będzie dalej.
Widział na twarzy Marka przerażenie. Oczy miał szeroko otwarte, a gdy podszedł do biurka, ledwie udało mu się utrzymać telefon. Drżącymi palcami odnalazł kontakt Fostera i zadzwonił. Trzymając telefon przy uchu, podszedł do okna i pospiesznie je uchylił.
Sebastian w tym czasie podszedł do drzwi jego gabinetu i zamknął je na wszelki wypadek. Nie chciał, żeby teraz do środka wchodziła sekretarka.
— Tak, Mark? — spytał Foster, najwidoczniej też jeszcze nieświadom.
— Fo… ster — wydusił dyrektor drżącym głosem. Zacisnął palce na parapecie i patrzył w przestrzeń za oknem. — Sen Nakano opublikował… zdjęcie, gdy całowaliśmy się dziś u… u ciebie.
— Co…? Jak to? Dziś? — zapytał Foster, a jego głos wydawał się nagle ochrypnięty.
— Sebastian jest u mnie. Właśnie mi pokazał — jęknął Mark, po czym dodał prosząco i cicho: — Przyjdziesz do mnie…?
— Tak, idę już. Idę. Czekajcie na mnie obaj — zarządził psycholog z pełnym przekonaniem do tego, co mówił, chociaż jego głos był zdecydowanie zdenerwowany.
Mark tylko się rozłączył i rzucił telefon na parapet. Serce łomotało mu w piersi boleśnie. Nie chciał wychodzić z tego gabinetu. Nie chciał konfrontować się z tym, co się działo. Ten dzień rano wcale nie zapowiadał się tak źle.
— Żyjesz, tato? — spytał Sebastian, podchodząc do biurka po tym, jak chwilę podsłuchiwał przy drzwiach, czy sekretarka nic nie podejrzewa. — Pan Craig przyjdzie?
Mark nie odpowiadał przez kilka sekund, ale wreszcie odwrócił się przodem do syna i oparł się pośladkami o parapet.
— Tak — wychrypiał. — Zaraz będzie.
Nie odpowiedział na pierwsze pytanie. Nie czuł się dobrze. Właściwie to było mu słabo i ledwo trzymał się na nogach.
— Dobrze. Pomówicie, co z tym zrobić. Wiesz, w końcu to nie pierwszy taki numer w tym roku. — Syn starał się go pocieszyć, ale dyrektor i szkolny psycholog to był kompletnie inny poziom niż jakiś tam uczeń. To się mogło skończyć bardzo tragicznie. Nie było mowy, żeby zaraz ta wieść nie dotarła do każdego ucznia, każdego rodzica i każdego nauczyciela.
— To co innego — wydusił Mark. — Rozmawiałeś z kimś o tym?
— Nie. Gdy tylko zobaczyłem to zdjęcie, to… — Sebastian urwał, bo usłyszał dźwięk swojego telefonu. To była wiadomość, jak się okazało, od Francisco. — Francisco pisze. Przybiegłem tu od razu, gdy to zobaczyłem.
— Dobrze. Dziękuję. — Mark schował twarz w dłoniach, próbując spokojnie oddychać.
Tymczasem Sebastian przeczytał wiadomość swojego chłopaka: „Widziałeś zdjęcie?! Twój papa wydany! Wpadłem na Patricka, szukał cię!”.
Sebastian popatrzył na ojca. Przełknął ślinę i odpisał swojemu chłopakowi:
„Czego chciał? Widziałem. Ojcu właśnie pokazałem. Nie jest dobrze, Fran.”
Zanim Foster przyszedł, Francisco zdążył mu odpisać: „Nie wiem. Pytał tylko. Słyszałem, jak ktoś dzwoni do rodziców.”
Nie zdążył odpisać, bo ktoś zapukał. Szybko podszedł do drzwi i wiedziony przeczuciem, otworzył. Gość wszedł, a Mark niemalże dostał zawału, ale… to był tylko Foster. I gdy ten zamknął za sobą drzwi, dyrektor podszedł do niego szybko i objął go z całych sił, wciskając twarz w jego szyję.
Foster także chwycił go w pasie i przytulił do siebie. Nad ramieniem dyrektora spojrzał na Sebastiana, który ponownie zamykał drzwi na klucz.
— Spokojnie. Oddychaj. To bardzo niekomfortowa sytuacja, wiem, ale spokojnie. Coś wymyślimy.
Czuł, jaki spięty i drżący był dyrektor. Był świadom powodów. Nie chodziło tylko o to, że wyszła na jaw ich orientacja. Przecież wszyscy też podejrzewali Knoppera o bycie gejem. Ale teraz okazało się, że dyrektor i psycholog byli parą. W męskiej szkole. Obaj z rolą bardzo kluczową dla tego miejsca. Nie wszyscy mogli dobrze to przyjąć.
— Powinienem złożyć jakieś oświadczenie…? — zapytał Mark drżącym głosem, odsuwając się opornie. — Jak… Jak myślisz?
— Powinniśmy na pewno usiąść i dowiedzieć się, czy nadal mamy nie wyciągać żadnych konsekwencji od Nakano za to, że robił zdjęcia w moim gabinecie. Za zamkniętymi drzwiami. I… o Boże. — Foster pogładził kark Marka. — Tak, musimy złożyć oświadczenie. Wyjaśnić, że to uczciwy układ i… i że nikomu nic do tego.
Mark pokiwał głową. Zdjął okulary i przetarł twarz. Po tym spojrzał na swojego syna.
— Sebastian, pójdź do internatu. Postaraj się z nikim nie rozmawiać, nawet jak ktoś będzie się dobijać do twojego pokoju.
— Po co?
— Nie chcę, żebyś musiał komukolwiek coś tłumaczyć. Nie chcę, żeby jakoś się to na tobie odbiło. Spróbuję napisać to oświadczenie.
— Tato… — Sebastian aż zaśmiał się gorzko. — Nie odsuwaj mnie, bo się wkurzę. Jesteśmy w tym razem. Nie zachowuj się, jakbym był dzieckiem. Jeśli chcesz pobyć sam, to tak powiedz, a nie, że coś się na mnie odbije.
Mark zacisnął wargi, po czym… poczuł, że aż robi mu się wilgotno w oczach. Uśmiechnął się i na sekundę spuścił wzrok.
— Nie… Nie chcę być teraz sam.
— Więc nie wracam do pokoju — odparł Sebastian niemalże ostro. Nie był zły na ojca. To nerwy przez to, że ten teraz może mieć problemy przez ludzi, którzy czegoś nie rozumieją. Odetchnął głęboko i podszedł do niego. Klepnął go w ramię. — Panie Craig, myślę, że trzeba działać szybko.
— Tak. Tak, masz rację. Muszę zadzwonić. — Foster pocałował Marka w policzek, mimo że to właśnie pocałunek był zaczątkiem ich problemów. On musiał dowiedzieć się, jak bardzo Sen Nakano może ponieść konsekwencje tego, że teraz na pewno będą mieli poważnie pod górę.
Dyrektor rzucił mu spojrzenie pełne wdzięczności, po czym sam usiadł za biurkiem i sięgnął po telefon. Wcisnął jeden przycisk i zwrócił się do sekretarki:
— Saro, nie przekierowuj do mnie żadnych telefonów przez jakiś czas.
— Dobrze, panie dyrektorze.
— Dziękuję ci.
Rozłączył się i potarł dłonią po karku. Musiał coś napisać… choć nie czuł się winny. Nie zrobili przecież niczego nielegalnego. A jednak miał wrażenie, że prawdziwe kłopoty dopiero ich czekają.
— Napisz coś podobnego jak w przypadku Tomasa. Że to nie ich interes, co robisz i czemu. To twoje życie — poradził Sebastian, znowu sięgając po telefon. Musiał napisać do Francisco.
„Jestem u ojca. Jest pan Craig. Chcesz iść ze mną na bal?” — spytał, czując nagłą potrzebę wsparcia ojca i pokazania wszystkim, że to oni robią dobrze, a nie ci, którzy szykanują. Uczucie było w oczywisty sposób silniejsze, niż kiedy Eng został wyoutowany.
Mark tylko mruknął coś na potwierdzenie i położył dłonie na klawiaturze laptopa. Poprosił tylko syna o szklankę wody. Ten przytaknął i podszedł do szafki, przy okazji odczytując wiadomość od swojego chłopaka.
„Naprawdę pytasz…? Chcę!”
I zaraz po tej wiadomości nadeszła kolejna: „A jak papa? Mogę coś pomóc? :(”
Sebastian spojrzał na ojca. Wyglądał, jakby znowu schudł to, co udało mu się przybrać pod opieką pana Craiga.
„Jest roztrzęsiony. Nie jest fajnie. Zobacz może, co na to inni, jak Foxy.”
Nalał zimnej wody do szklanki i podał ją ojcu. Po tym odczytał wiadomość zwrotną.
„Dobra! Pójdę do Julesa!”
Popatrzył na ojca i skrzywił się. Mark co prawda był skupiony i nic nie mówił, ale Sebastian zbyt dobrze go znał. Wiedział, że był załamany. Na pewno nie byłoby dobrze, gdyby dziś wracał sam do domu. Już oczami wyobraźni widział, że nic nie zje do czasu, aż ktoś nie podetknie mu jedzenia pod nos.
Wiedział, że Francisco będzie marudził, ale był też świadom, że musi dziś zostać z ojcem. I może Foster Craig też byłby dobrym oparciem dla Marka, ale nie było co podgrzewać atmosfery. Jeśli uczeń zostaje obdarty ze swojego sekretu, to jest to powód do plotek, do stawania po stronach barykady różnych uczniów i osób związanych ze szkołą. Jeśli jednak w takiej sytuacji pojawił się dyrektor placówki… to prędzej czy później rodzice uczniów zaczną zadawać krępujące pytania i mieć pretensje.
Został więc z ojcem. Usiadł w rogu gabinetu na jednym z foteli i przeglądał facebooka. Musiał wybadać teren, jak reagują uczniowie, kiedy Foster rozmawiał z kimś przez telefon, a Mark pisał oświadczenie. Żaden z nich nie spodziewał się, że ten poniedziałek będzie taki trudny.

*

— Eric?! Eric! — Jules zawołał swojego chłopaka, chociaż ten był na drugim łóżku. Sam w sumie mógł do niego podejść i pokazać, co właśnie widział na ekranie swojego laptopa. Aż nie wierzył. — Chodź na sekundę i powiedz mi, czy też to widzisz — dodał, bo mruganie oczami nie pomagało.
— Co się stało?
Eric uniósł się, zostawiwszy na łóżku podręcznik do biologii. Poprawił okulary i usiadł obok Julesa, opierając się zamaszyście o ścianę.
Jules nie odpowiedział, tylko wskazał ekran laptopa. Na nim widniało zdjęcie zrobione z ukrycia. Trochę niewyraźne, ale i tak dobrze było na nim widać szkolnego psychologa, który całuje ich dyrektora.
Na twarzy swojego chłopaka zobaczył skrajny szok. Eric zastygł i patrzył na to, co pokazywał mu Jules, nie wierząc.
— Przecież… Przecież on miał żonę — wydusił.
— Najwidoczniej faktycznie można być biseksualnym… Chyba że to jakaś podróba, ale nie wygląda — odpowiedział Jules, samemu patrząc na zdjęcie równie wielkimi oczami. W tym roku pojawiało się jakoś wyjątkowo dużo ujawnień w ich szkole.
Byli zaskoczeni takim newsem, bo chyba żadnego z tej dwójki nie podejrzewaliby o kontakty homoseksualne. A już na pewno nie o wspólny romans.
— Jeszcze pana Craiga trochę rozumiem, bo nigdy nie miał obrączki… Ale dyrektor… — Eric pokręcił głową. — Myślisz, że to projekt? Sen nie zrobiłby chyba tego tak po prostu.
— Na pewno projekt. Ale na własnym koncie? — Jules był zszokowany. Ale i zadowolony… że odszedł z eksperymentu. — Naprawdę cieszę się, że z tego zrezygnowałem. Tylko ciekawi mnie, czy dokładnie takie było zadanie, czy to inicjatywa Nakano.
Znów spojrzeli na zdjęcie i pokręcili głowami. Miało już mnóstwo polubień, a komentarze wyrażały wielki szok. Chcieli je nawet dokładniej poczytać, ale niespodziewanie ktoś załomotał w drzwi ich pokoju.
— Jules?! To ja, Francisco!
Jules bez pytania przełożył laptopa ze swoich kolan na kolana Erika i wstał, żeby otworzyć. Nie przywitał się, tylko spytał:
— Jest z tobą Sebastian?
— Jest u swojego papy — wyjaśnił Francisco, wchodząc do pokoju. Zastygł na widok Erika, ale przywitał się. — Hej, Eric. W ogóle nic jeszcze nie pisaliście o tym, nie? — dopytał szybko, popatrując po nich. Miał rumieńce na twarzy i widać było, że jest poruszony.
— O tym? — spytał Foxy, patrząc na kolegę z wymiany z zaciekawieniem. Czasami nie rozumiał jego półsłówek.
— Bo widzieliście na fecebooku post Sena? — jęknął Francisco.
— Tak, właśnie przed sekundą — wyjaśnił Eric.
— No właśnie! I co teraz? Widziałem komentarze. Dużo osób pisało, że będzie rozmawiać z rodzicami.
— Ja też mam zamiar z nimi rozmawiać o tym, ale na pewno moi nie wypowiedzą się negatywnie — prychnął Jules. Jego rodzice całkiem go popierali.
— Francisco, usiądź — zaproponował Eric, widząc, że Latynos był pełen negatywnej energii.
Ten spojrzał na łóżko, jakby się wahał, czy jednak nie woli chodzić po pokoju tam i z powrotem, ale w końcu usiadł i przeczesał palcami swoje wzburzone włosy.
— Ciekawe, co powie papa Sebastiana… Pewnie jest smutny. Ja bym był.
Jules zerknął na Erika i zaraz znowu na Francisco. Miał do niego kilka pytań.
— Czyli mówisz, że to nieprawda? Sebastian po to cię tu przysłał?
— Co nieprawda? — zapytał naiwnie Argentyńczyk.
— Że to zdjęcie jest sfingowane. — Westchnął, widząc nierozumiejące spojrzenie gościa. — Nieprawdziwe. Że ktoś to jakoś udawał. Skoro mówisz, że jest smutny.
— Jest smutny, bo to wyszło! — odpowiedział żywo Francisco, a Eric, który wstał, żeby nalać gościowi wodę do szklanki, aż się na niego obejrzał.
— Więc jednak są razem.
— No przecież widać na zdjęciu!
Jules, który nadal stał na środku pokoju, wzruszył ramionami.
— Zdjęcia nie zawsze są dowodem. Tym bardziej takie. Nie jest wyraźne, najpewniej z telefonu i to zza okna. Można byłoby założyć, że jest sfingo… że jest nieprawdziwe. Ale mówisz, że jest prawdziwe. Sebastian cię tu wysłał?
— Si. Prosił, żebym do was zajrzał. Pewnie teraz się bardzo liczy to, jak wszyscy zareagują.
— Mogę założyć, że niekorzystnie. Dyrektor pewnie będzie musiał się jakoś publicznie do tego się odnieść. Domysły mu nie pomogą. — Jules założył ręce na klatce piersiowej, myśląc. — Pogadam o tym z rodzicami. Może coś podpowiedzą, ale teraz wszystko zależy głównie od rodziców innych. Czy komuś będzie to nie na rękę, że dyrektor i psycholog są parą.
— Może być trudno przez to, że inni przychodzą do pana Craiga ze swoimi problemami. I mogą mu teraz nie ufać, skoro okazał się gejem — wtrącił Eric i wrócił do Francisco ze szklanką wody.
— Też boję się, że będą chcieli go wylać. — Jules nie pomógł swoją opinią w nastroju Francisco.
A ten znów posmutniał i zakręcił szklanką w dłoniach. Eric za to zerknął porozumiewawczo na swojego chłopaka.
— To przykre, Francisco, ale myślę, że w razie czego dyrektor może liczyć na wsparcie. Poza nami na pewno znajdzie się sporo uczniów, którzy nie będą mieć żadnych problemów. Tak jak w przypadku Tomasa.
— Eric dobrze mówi. To jednak pierwszy raz dotknęło dorosłych. To aż dziwne, ale poza naszym wsparciem niewiele możemy zrobić. Zresztą, to wszystko wina projektu. Będąc w nim, dyrektor też ma związane ręce — tłumaczył Jules.
To była prawda. Istniało nawet prawdopodobieństwo, że Sen Nakano nie zostanie w żaden sposób ukarany, bo przecież projekt dawał mu ochronę. A Mark Moss i Foster Craig byli teraz nastawieni na ogień krytyki. Tylko kwestią czasu było, aż posypią się telefony i maile od rodziców.
— Dobrze, że nie jesteśmy w projekcie… — mruknął Francisco.
— Jak to nie? Ty i Sebastian nadal przecież nie odpadliście — zauważył Eric.
A Latynos najpierw się zarumienił, spojrzał po nich… po czym po chwili wahania powiedział:
— My nigdy nie byliśmy jako rywale. Jesteśmy tam z Sebastianem tylko pluskaczami.
— Czym jesteście? I co…? Czekaj, chcesz powiedzieć, że…. — Jules mocniej się spiął, nie dowierzając, że w ciągu pół godziny dowiedział się dwóch tak szokujących rzeczy.
— Pluskaczami…? — Francisco spojrzał z prośbą o ratunek na Erika, ale ten też nie wyglądał, jakby wiedział, co chce powiedzieć. — Oj… Takimi osobami, które tkwią w czymś incognito.
I wreszcie Eric załapał. Westchnął ciężko, przysiadając na swoim fotelu biurowym.
— Znacz słowo „incognito”, a nie znasz słowa „pluskwa”?
— „Incognito” chyba jest bardziej międzynarodowe — zasugerował Jules, chociaż dla niego też było to zabawne. Jednak nie na tyle, aby odbiec od tematu. — I czekaj, jeśli byliście tu pluskwami, to… co robiliście?
— Dbaliśmy o to, żeby zaszkodzić albo utrudnić innym zadania. I pisaliśmy do profesorów o tym, co myślimy, co się dzieje i tak dalej. Dzięki nam Kevin odpadł! — pochwalił się Francisco.
— Jakim sposobem? — Jules nadal naciskał. Przy tym wydawał się trochę zmieszany. Bo okazywało się, że eksperyment był dużo bardziej skomplikowany, niż myślał na samym początku roku szkolnego.
— Rozwiesiliśmy plakaty o HIV i w ogóle. I się wystraszył, bo jego zadaniem było wypicie krwi. A my z Sebastianem znaliśmy zadania. Tylko… — Tym razem Latynos skrzywił się i znów spuścił spojrzenie na szklankę. — Teraz, gdybyśmy wiedzieli, że Sen tak swoje wypełni, to byśmy go powstrzymali. A teraz pan Moss ma problemy.
— To nie dziwię się, że Sebastian może czuć się winny, skoro znaliście wcześniej treść zadania. W ogóle, jaka była? — Jules stał z założonymi rękoma na środku pokoju, mając dziwne wrażenie, że nie po to, aby im to powiedzieć, Sebastian wysłał tu swojego chłopaka.
— Żeby opublikował zdjęcie pocałunku, ale musiało być zrobione na kampusie. Myślałem, że zrobi zdjęcie jakiejś pary chłopaka i dziewczyny! Albo ciebie i Erika, albo Tomasa i Woody’ego… Albo coś…
— Miał duży wybór. Do tego skąd mógł wiedzieć o dyrektorze i panu Craigu?
Francisco wzruszył ramionami. Sam nie wiedział, dlatego to wszystko było takie niespodziewane. Sen posunął się do czegoś, co jemu samemu nawet nie przyszłoby do głowy. Był szalony, to na pewno. A fakt, że profesorowie wybrali do eksperymentu takiego osobnika, sprawiał, że dla reszty rywali Sen był… prawdziwym zagrożeniem.

******

Wpisy do Dzienniczka zrobili:

Sen Nakano – 31.03
Tyler Page – 31.03
Jude Wagner – 31.03
Woody Jolene – 31.03
Francisco Moreno – 31.03
Tomas Eng – 31.03

11 thoughts on “Project Dozen – 98 – Odarci z prywatności

  1. Katka pisze:

    Wadera, miło nam ze dzielnie trzymasz się swojego postanowienia noworocznego :D to tak btw XD a już co do komentarza to tak, teoria jedno a praktyka drugie. Zawsze sama presja jest w stanie dużo zrobić nawet jak nie ma podstaw prawnych. Co do Sebcia to w 100% się zgadzam. Idealny syn. A bal… Bedzie DUŻYM wydarzeniem.

  2. Wadera pisze:

    Dobra! Tego się nie spodziewałam! To było ekstra chamskie! Coś czuję, że będzie dużo zamieszania. Mam nadzieję, że rada nadzorcza (czy co tam u nich jest) nie wywali ani Marka ani Fostera. W teorii niby nie mogą w praktyce zawsze się coś znajdzie :/
    Dobrze że przynajmniej mają wsparcie! Uwielbiam Sebastiana w takich momentach. To jak dojrzale się zachowuje. Jak wspiera ojca. Syn wymarzony ;)
    No i ciekawe ile męskich par będzie na balu? Całkiem sporo chyba :)
    Kurcze naprawdę chcę już kolejnego rozdziału.
    Pozdrawiam, Wadera.

  3. Katka pisze:

    Yaoistka, nom, co innego uczniowie, a co innego dyrektor. Niestety. Jak widać, w niektórych momentach dorosłość ssie XD Ci niedorośli nie mają takich wymagań i zawsze się znajdzie jakieś wytłumaczenie XD

  4. Yaoistka^^ pisze:

    … A tak trzymałam kciuki żeby to nie wyszło x.x Co innego dzieciaki a co innego dyrektor szkoły. Mam nadzieje że jednak większości osób nie będzie to przeszkadzać.
    Powiem szczerze że ten rozdział mnie zszokował. Już sama nazwa rozdziału wzbudziła niepokój co i to… a tutaj… eh, nawet to mi do głowy nie przyszło! ;(

    weny laski!

  5. Katka pisze:

    Kaczuch_A, no to przynajmniej możesz być dalej pewna swego, że z Senem jest coś nie tak XD Wyczułaś go od samego początku XD Z moralnością u niego kiepsko, to prawda. A drama musiała być, bo tak jak mówisz, już trailer to zapowiadał. Zresztą to już końcówka PD, więc coś na koniec mocniejszego musi być. I masz rację, wsparcie w dzienniczkach spore, no i Sebcio się wykazał. Byle mu to tylko na gorsze nie wyszło…
    Och, a co do wydania ATCL… tak, wciąż o tym marzymy! Mamy nadzieję, że w końcu się uda! Wciąż pracujemy nad tekstami i ciśniemy, by coś znów puścić do druku. Tylko ten czas :(
    Spokojnych świąt i dla Ciebie, Kaczuch_A!

  6. kaczuch_A pisze:

    Sena nie lubię, nie trawiłam go od początku, a po tym rozdziale moja niechęć do niego jeszcze bardziej się powiększyła. I rozumiem, że projekt i w ogóle, ale przegiął totalnie, żadnych w ogóle zasad moralności nie ma i nie lubię go! A co do mojej parki, którą uwielbiam to było to do przewidzenia, że ich związek się wyda, nawet w zwiastunie były tego typu akcje że ktoś kogoś przyłapał. Mega wielkie wsparcie w dzienniczkach ludzie wyrazili, to że Sebastian zaprosił Frania na bal też było bardzo miłe. Jestem ciekawa, czy któryś z nich nie straci przez to pracy. Miało być tak pięknie, a tu taki szok w rozdziale~!

    Niemniej weny drogie Panie i wesołych, rodzinnych Świąt, miliardów odsłon na stronie, wydanie w formie papierowej wielu tworów w tym AtCL(nie że namawiam czy coś…) i duużo spokoju.

  7. Katka pisze:

    Damiann, niestety projekt nikogo nie oszczędza. Nawet tych, którzy realnie w nim nie uczestniczą, ale to w sumie było jasne już od początku. A co do Sena, to z jednej strony nie dziwię się takiej reakcji, a z drugiej ja bym dupkiem nazwała bardziej kogoś, kto z premedytacją robi komuś coś złego, bo chce mu zaszkodzic, a Sen w sumie się bawi i walczy o swoje XD Ale przy tym niestety jest pozbawiony empatii… Co inni nauczyciele i rodzice… okaże się już niebawem :D

    Omega, to dobre miałaś przeczucia! Mark i Foster wcale się nie cieszą, że się spełniły, no ale Sen się nie hamował. Już co do Mossa, to masz rację – od początku trwania projektu Mark jest kłębkiem nerwów i jak widać do samego końca się to nie zmieni. Ale w sumie trudno się dziwić, bo jest dyrektorem miejsca, w którym to wszystko się odbywa. Dlatego dużo odpowiedzialności na niego spada. Jednego można być pewnym: Marka czekają cieżkie dni…. I dziękujemy za życzenia weny! :D Tego nigdy dość :D

  8. Omega pisze:

    Damiannlunekurbus – wydaje mi się, że jednak Senowi do zaspokojenia chęci wygranej wystarczyłoby zdjęcie pocałunku jakichś uczniów, a nie od razu dyrektora. W sumie od samego początku „urozmaicał” sobie zadania, które jednak nie zawsze kończyły się dobrze jak z tą erekcyjną lemoniadą.

    Ogólnie rozdział cudo :3 od razu jak Sen rozważał komu zdjęcie zrobić, to czułam, że to będzie Mark i Foster (pewnie nie bez powodu zamienione rzeczy akurat Fostera i cudnego, rudego współlokatora Sena)
    Tak mi teraz Dyrektora strasznie szkoda, bo nie dość, że nie może nic zrobić z osobą, przez którą na pewno będzie miał problemy, to cały projekt od początku sprawia, że jest kłębkiem nerwów, bo nawet nie ma wpływu na to, co robią jego uczniowie (gdyby znał zadania tak jak Jego syn i Franio, to może byłby ostrożniejszy przy zadaniach tego typu? Choć z drugiej strony byli za zamkniętymi drzwiami, więc pewnie i tak by się tak samo skończyło, bo raczej nikt się nie spodziewa, że ktoś będzie zdjęcia zza okna im robić). Jeszcze te wszystkie maile od oburzonych rodziców, które na pewno go czekają (jak by było miło, gdyby wszyscy byli tolerancyjni i rozumieli, że ich orientacja nie sprawi, że ich dzieci są w jakikolwiek sposób zagrożone) q.q Choć pewnie znajdzie się kilka rodziców, którzy będą po stronie Dyrektora (na co liczę), to jednak wciąż będą w mniejszości… Oby to pismo i ewentualne spotkanie pod tytułem: „Nie mieszajcie się z nasze życie prywatne” coś zadziałało, bo naprawdę nie chcę, aby któryś stracił pracę przez ten cały projekt…
    Życzę wam tradycyjnie sporo weny :3

  9. damiannluntekurbus17 pisze:

    Cos czulem, ze trafi na te parke. Ten tytul tez byl bardzo znaczacy.
    W poprzednim rozdziale myslalem, ze Sen jest spoko ;/ A tu wyszedl z niego dupek. Chociaz czego sie dziwic, przeciez jest nagroda za ten caly eksperyment prawda? A on zrobi wszystko, zeby go wygrac.
    I nie rozumiem dlaczego niektorzy chca dzwonic po rodzicow. Zeby naskarzyc? Xd
    Jestem ciekaw co inni nauczyciele sadza o tej sytuacji.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s