Newton’s Balls – 69 – Jest taki sposób

Chase czekał, kiedy Ash liczył kasę, stojąc plecami do niego przy metalowej szafce, w jego zapyziałym gabinecie. W końcu odwrócił się do chłopaka i dał mu jego dniówkę.
— Masz. I daj spokój… nawet jak ci, kurwa, dam jakąś podwyżkę, to nie zostaniesz? — burknął, patrząc na niego spode łba. Już wiedział, że Chase odchodzi z pracy w styczniu.
Chłopak zakłopotał się.
— Noo… sorry. Nie dam rady ciągnąć dwóch prac i szkoły. Popytam, może ktoś by się za mnie znalazł. Spoko jesteś, Ash, więc… no… głupio mi trochę — odparł, czując się dziwnie winny, tym bardziej po tym tekście o podwyżce.
Właściciel złomowiska skrzywił się, a potem klepnął go mocno w ramię.
— Dobra, dobra. Nie pogardzę, jak mi kogoś znajdziesz… A jak nie, to może ten mój leniwy syn ojcu, kurwa mać, pomoże… — mruknął. — Spadaj już, ciemno jak w czarnej rzyci. A niby dopiero siódma dochodzi…
Rzeczywiście, na dworze było już ciemno, ale ostatnio Chase właśnie o takiej porze kończył pracę. Był w końcu piątek, więc na złom przyjechał po szkole. Jedynym plusem było to, że Courtney obiecał po niego przyjechać i czekać przecznicę dalej, bo dzisiaj pracował w tej okolicy.
— Spoko, nie jestem dzieciakiem — odparł z prychnięciem i jeszcze zwinął kasę do kieszeni, rzucając do Asha „dzięki i na razie”.
Przeszedł przez podjazd, który był odśnieżony jego własnymi rękami. Wiało mu prosto w twarz, gdy podążał przez pustą ulicę, potem przeszedł przez pasy, aż w końcu ujrzał znajomego Chryslera z włączonymi światłami. Podszedł do niego, obejrzawszy się jeszcze za siebie, jakby robił coś bardzo złego. Wsiadł od razu.
— Siema, skarbie — powitał go Courtney i odpalił silnik. Obok na podstawce stała jego niedopita kawa, a na tylnym siedzeniu leżał neseser. — Jak w robocie?
— Męcząco — odparł nastolatek i jeszcze raz się obejrzał. — Boże, czasami mam wrażenie, że idę jak do jakiegoś dilera, jak tak stoisz, a ja wsiadam.
Courtney zaśmiał się i ruszył.
— Dilerzy chyba nie zabierają nastolatków do siebie do domu. Bo jedziemy do mnie, hm? — dopytał. Niby często ostatnio Chase u niego nocował, ale czasem pojawiał się u dziadków, żeby nie było, że zaginął. Chociaż Courtney z relacji Chase’a domyślał się, że ci wielkiej różnicy nie widzą. Ale wolał być ostrożny. W końcu nadal był jego kuratorem, a oni jego opiekunami.
— No nie, ale nie wiadomo gdzie mnie wieziesz, tak z boku.
— Nie myśl o tym, co inni myślą. Poza tym pewnie nikt nie zwraca na to uwagi.
— Pewnie nie, ale, kurwa, byłoby sucho, jakby ktoś widział, że tak wsiadam do jakiegoś samochodu — mruknął Chase, po czym sięgnął do kubka z kawą, potrząsnął nim, żeby sprawdzić, czy coś jeszcze jest. — Co masz?
— Latte. Jak chcesz, to wypij. — Courtney skręcił na główną drogę i ruszył w kierunku swojego mieszkania. Cieszył się, że jest już piątek i czeka ich wolne. Po ostatniej imprezie Marshalla miał niezły zapieprz w pracy, bo w weekend nic nie zrobił, ale zebrał się w sobie i wszystko ogarnął wczoraj w biurze. I naprawdę cieszył się, że wziął sobie wolne na święta. Potrzebował tego.
— Dzięki. A jak impreza? — spytał chłopak, bo nie widzieli się od tamtego czasu.
Kierowca uśmiechnął się słabo i zerknął na niego krótko.
— Głośna i samcza. Po meczu jeszcze trochę posiedzieli, wszystkie piwa poszły i było dużo sprzątania. Ale wyszła dziwna sytuacja z podtekstami…
— Hmm? — spytał Chase tylko mruknięciem, bo pił latte. Nie smakowała mu specjalnie, ale chciało mu się pić.
— Jeden z kumpli Marshalla zasugerował, że „gosposia może też jest pedziem” w odniesieniu do jakiejś reklamy — Courtney zaczął tłumaczyć spokojnie, choć minę miał poważną.
Chase prawie się zakrztusił.
— Co…?
— Poczekaj, to nie jest najlepsze… — Courtney uśmiechnął się do niego krótko, ale szybko skupił wzrok na drodze. — Marshall rozwalił mu nos, trzeba było tamować krew, a ja musiałem go powstrzymać, żeby się na niego nie rzucił. Bronił mnie zupełnie jak kiedy mieliśmy po siedem, czy osiem lat.
Chase zrobił w pełni zaskoczoną minę. Jego usta były otwarte, dziwnie wykrzywione na bok, a brwi uniesione.
— Co…? — powtórzył, tym razem bardziej pytająco niż agresywnie. — Serio?
— Tak. Powiedział, że ma mnie nie obrażać i było w tym wszystkim dużo „kurwa”. Zaskoczył mnie… Kiedyś był pierwszy do tego, żeby wyzywać mnie od pedałów. — Kurator wykrzywił lekko usta. — Więc… zrobiło mi się zwyczajnie miło. Może naprawdę zaczyna mnie akceptować.
— Nie chcę cię… ten, gasić czy coś, ale może to trochę takie obsikiwanie drzewa. Ja mogę je obsikać, ale nikt inny. W końcu Marshall nadal rzuca jakieś teksty, nie?
Courtney westchnął ciężko.
— Dzięki, skarbie…
Chase zagryzł brzeg kubka.
— Oj, no, samo się nasuwa. Nie wiem zresztą, kurwa, nie mam ani brata, ani nic, więc nie wiem, jak to wygląda. Ale aniołki po sobie jadą bardziej niż pozwalają komuś innemu.
— Ale nie ma w tym chyba jakiejś perfidnej nienawiści, hm?
— No… chyba nie.
— Więc może Marshall po mnie jedzie dla samej zasady, ale nie myśli o mnie źle. Chase… kiedyś naprawdę w jego „cioto” słyszałem jad. Teraz chyba już tego nie ma — odpowiedział Courtney z zamyśleniem, ale i nadzieją. Chciał, żeby jego brat kochał go mimo wszystko. Mieli już w końcu tylko siebie. Chociaż… w sumie zawsze mieli tylko siebie.
— Więc no… dobrze. Ale wiesz, mam pewien pomysł, jak możesz mu się za tę ciotę zrewanżować. — Chase załapał nagle lepszy humor i poruszył brwiami sugestywnie, a Courtney, widząc tę minę, sam ściągnął brwi.
— Hm? Jak?
— Mam coś bardzo złego, czego nie powinienem mieć, ale i tak to mam, więc pomyślałem, żeby wykorzystać to na Marshallu i… odpłacić mu się trochę. I ciebie trochę… mmmm… — zamruczał na koniec, mierząc mężczyznę spojrzeniem i zagryzając usta. Napalał się i nie trzeba było być specjalistą, żeby to widzieć.
Kurator więc sam nabrał czujności, głównie dlatego, że ten ton, w którym pobrzmiewało podniecenie, był połączony w przemowie z czymś „bardzo złym” i Marshallem.
— A coś dokładniej…? Mam się bać?
— Nie no, bez przesady. Myślałem tylko, czy byś nie chciał się… — Chase przełknął ślinę, ale widać było, że nie może się powstrzymać i doczekać, żeby powiedzieć o tym, o czym myślał — pieprzyć przy Marshallu.
Gdyby był to środek dnia i ulice pełne samochodów, Courtney właśnie zaliczyłby wypadek. Bo tak nagle spojrzał na Chase’a, że wręcz ręka zjechała mu z kierownicy i zrobili łuk po szerokiej drodze.
— Kurwa… — zaklął, ale wrócił na tor i rozchylił usta. — Chase… wybacz, że to powiem, ale popierdoliło cię…?
Chase rozłożył ręce.
— No co? Przecież już prawie to robiliśmy, jak oglądał telewizję.
— Ale nie dawałem ci dupy na jego oczach! To co innego. I chyba zdajesz sobie sprawę, że on by się nawet na to nie zgodził i trzeba by go było chyba łańcuchami przywiązywać?
— Oj, wiem. Pomyślałem o tym dlatego. — Chase uśmiechnął się szalenie. — Pytanie, czy ty byś się zgodził, bo ja wiem, jak sprawić, żeby przy tym był i nic nie pamiętał.
Kurator zaczynał coraz bardziej analizować, czy przypadkiem złomowisko nie było ulokowane w pobliżu źródła oparów jakiegoś narkotyku, którego Chase mimowolnie się naćpał i teraz bredzi.
— Nic nie pamiętał? Alkohol aż tak genialnie nie działa.
— Nie… ale… — Chase odchrząknął, nie wiedząc, czy już może powiedzieć. — Ale ty byś się zgodził? — spytał stanowczo, musząc mieć chociaż w jednej rzeczy pewność.
— Skarbie, nie wiem… — Courtney zagryzł policzek od środka i zastanowił się. Przecież to było nierealne, no i… niezdrowe. Dobra, wiedział, że też niezdrowe było strzepanie własnemu bratu w łazience, ale na swój sposób też podniecające. Z drugiej strony chyba spaliłby się ze wstydu, gdyby Marshall patrzył, jak jest ruchany. Sam fakt, że słyszał, jak jęczy podczas seksu, był krępujący. — Nawet jeśli bym chciał, nie można sprawić, żeby nic nie pamiętał.
Chase zakręcił się na swoim miejscu.
— No… można. Jest taka… no, tabletka.
I po tych słowach Courtney od razu zrozumiał. Ściągnął brwi, zatrzymał się na poboczu i popatrzył na Chase’a groźnie.
— Masz tabletki gwałtu…?
Chase zaciął się, popatrzył za okno, otworzył usta i znowu spojrzał na Courtneya. Teraz jakoś pod naporem jego spojrzenia zdał sobie sprawę, jak bardzo ten jest jego kuratorem, a nie tylko dziewczyną.
— E… no… wiesz… ee… — nie umiał się wyrazić. — No, to na Marshalla tylko.
— Chase, ale… — zaczął Courtney i urwał. Pomasował nasadę nosa i przemyślał to, co właśnie słyszał. Nie wiedział, czy chce… nie, właściwie to wiedział, że nie chce znać odpowiedzi na następne pytanie, ale też wiedział, że musi je zadać. — Skąd masz tabletki gwałtu, od jak dawna i czy… użyłeś ich na kimś? — A w myślach błagał, żeby Chase zaprzeczył albo po prostu odmówił odpowiedzi. Bo jeśli to zrobił, to popełnił pieprzone przestępstwo, a on był do diabła jego kuratorem!
Chase patrzył na niego jak dziecko skarcone za to, że zerwało kwiaty dla mamy z ogródka znienawidzonej sąsiadki, która hodowała je na wystawę.
— E… nie no, Courtney, nie używałem, po chuj? I nie patrz tak na mnie, nie chcę go przecież zgwałcić czy coś, tylko ogłuszyć. Jak masz inny pomysł to… no, trudno. Zresztą, dobra, jebać. Nie było pomysłu — mruknął, sięgając do kieszeni spodni po portfel i wyjmując z niego małą torebeczkę z jeszcze mniejszą, białą pastylką. Odłożył to na kolana, zaczynając otwierać okno.
Courtney za to patrzył na niego przez ściśnięte zęby, po czym nagle sięgnął po torebeczkę, wcisnął do kieszeni kurtki swojego chłopaka i pocałował go mocno.
— Zamknij to okno, zimno jest — mruknął, ponownie odpalając silnik.
Chase nie zrobił tego jednak, tylko spojrzał na swojego kuratora z nierozumiejącą miną. Aż uniósł bok ust w górę i ściągnął brwi.
— Możemy to zrobić, jak mi powiesz, skąd masz te tabletki — kierowca powiedział w miarę spokojnie, choć moment sprzed chwili sprawił, że jego serce przyspieszyło swój bieg. Czemu, do cholery, Chase pakował się w takie sytuacje? Gaz pieprzowy i „pomoc” Philipowi, teraz tabletki gwałtu… Jeżeli to któryś z jego kumpli diluje, to nie będzie miał skrupułów.
Chase znowu się skrzywił, ale tym razem z lekką irytacją.
— Wiesz, że nie mogę ci powiedzieć…
— Dlaczego? Bo nie chcesz być kapusiem? A jakaś dziewczyna przez to na głupiej potańcówie może zostać zgwałcona dziesięć razy i obudzić się we własnej krwi i z traumą do końca życia? To jest jedna tabletka. — Courtney nie odwracając wzroku od drogi, klepnął go w kieszeń. — A diler pewnie ma ich setki na setki ofiar, które ktoś może wykorzystać.
Chase burknął i obsunął się niżej w fotelu.
— Sam wiesz, że to i trawę najłatwiej skołować. Tym bardziej w jakiejś chujowej dzielnicy. To wcale nie jest trudne, pójść do jakiegoś sąsiada, który powszechnie jest znany z tego, że ma prochy i coś takiego wziąć.
— Wiem, Chase, wiem, że to jest łatwe i to właśnie jest w tym przerażające — mruknął Courtney i trochę przyspieszył. Nie chciał za bardzo ciągnąć tego tematu, a równocześnie miał wrażenie, że powinien. — Nie możesz nosić takich rzeczy w kieszeni. Ktoś cię przeszuka, znajdzie to i cię stracę.
— To tylko dziś. Chciałem ci to gdzieś podrzucić — burknął Chase, siedząc z dłońmi w kieszeniach i patrząc bez entuzjazmu przed siebie. Żałował kasy, jaką na to wydał, skoro nic z tego nie wyjdzie. No ale trudno, mógł przewidzieć.
— Żeby to mnie wsadzili? — Courtney zdobył się na słaby żart, ale nie mógł się nad nim znęcać, gdy widział tę minę. — Po prostu nie noś takich rzeczy ze sobą, bo jesteś pod kuratelą i każde wykroczenie może wpakować cię za kratki. A te tabletka, skoro już ją masz… możemy jej użyć. Tylko, Chase… mam nadzieję, że to sprawdzone, bo jeśli Marshall tego wszystkiego nie zapomni, to wolę nie być w swojej skórze.
Chase moment po tych słowach się nie ruszał. Potem z niedowierzaniem spojrzał na Courtneya. Myślał, że spuszczą tę tabletkę w kiblu w domu albo Courtney ją gdzieś schowa jako jakiś dowód czy argument do szantażu przeciw niemu, żeby się uczył. Wszystko już wymyślił… poza tym, że jednak kurator się zgodzi.
— Eee…
Kurator nic nie mówił przez kolejne dwie przecznice, ale gdy byli już blisko domu, w końcu rzucił z lekkim wyrzutem:
— Nakręciłeś mnie.
— Tak? — wypalił Chase, po czym zaśmiał się nerwowo. — O ja pierdolę! I no, chyba sprawdzona. Widziałeś, jak to działa kiedyś?
— Nie naocznie, ale rozmawiałem z kilkoma osobami, które były nią otumanione i z kilkoma dilerami. Nawet nie wiesz, jakie to powszechne — Courtney wyjaśnił ciężkim tonem i zatrzymał samochód na podjeździe za płotem. Już drżał na myśl o otworzeniu drzwi i wyjściu na mróz.
— Więc… jak coś, kapniesz się, czy działa, czy nie? — spytał Chase przejęty tym, co wcześniej Courtney powiedział. W końcu co, jeśli Marshall coś zapamięta?
— Tak, myślę, że tak — potwierdził kurator i już chciał wyjść, ale jeszcze raz przyciągnął do pocałunku swojego nastoletniego, głupiego chłopaka, kupującego tabletki gwałtu, by otumanić brata swojej dziewczyny, która właściwie jest facetem. Nie wierzył, że znalazł się w tym punkcie. W punkcie, kiedy był zakochany w kimś tak nierozsądnym i tak uroczym jednocześnie.
— Mm… dobra. Chodź do domu, głodny jestem. I musimy przećwiczyć scenę przed Marshallem — odparł Chase, uśmiechając się szczerze i szeroko, co mimowolnie wywołało krótki śmiech u Courtneya.
— Kocham cię, skarbie — powiedział tylko, cmoknął go i wyszedł, mając wrażenie, że wskakuje do lodowatej wody.

***

Ryzyko było duże. Począwszy od nieprawidłowego działania tabletki, przez odkrycie tego występku z jakiegoś powodu przez władze, po zapamiętanie wszystkiego przez Marshalla. Courtney nie mógł tak ryzykować. Nie mógł po prostu zaufać małej, białej tabletce, która miała wielką moc sprawczą wobec ich przyszłości. Podjął więc pewne środki, które w jakiś sposób zabezpieczyły całe to niebezpieczne przedsięwzięcie. Wziął tabletkę Chase’a i w pracy podmienił ją na tę, której był pewien. Nie tylko Chase z jego podopiecznych miał do czynienia z takimi rzeczami. Nie było więc problemem dotarcie do tabletki o małej porcji, która nie zagrozi Marshallowi, a wywoła oczekiwany skutek. Nie mógł ryzykować, że produkt, który zdobył Chase, był wadliwy i na przykład zbyt mocny. Mógłby w końcu wywołać drgawki, wymioty, a w skrajnym wypadku śmierć. Chodziło po prostu o to, by Marshall… bardzo się rozluźnił, a na drugi dzień niczego nie pamiętał.
Chase’owi nic nie mówił o tej zamianie. W ogóle nie chciał poruszać tego tematu w domu, jakby Tank i Lil mieli podkablować Marshallowi, co planują. Nie chciał też pisać tego w sms-ach. Wolał, by słownie nic już na ten temat nie wypływało. Ale kiedy nadszedł dzień, gdy całą trójką byli w domu, podenerwowanie w nim rosło. Oraz… podniecenie. Nie mógł zaprzeczyć, że było to na swój sposób ekscytujące, a za każdym razem, gdy patrzył na twarz brata, robiło mu się goręcej.
Marshall już raz, kiedy byli w kuchni i robił sobie kawę, spytał go, czemu dziwnie się zachowuje, ale w efekcie dał się przekonać jakimś głupim argumentem, że denerwuje się sprawą jednego z podopiecznych. Marshall wzruszył wtedy tylko ramionami i poszedł pogapić się w telewizor.
Był już wieczór i Chase był na ostatnim spacerze z psami, więc Courtney czekał jeszcze chwilę z wcieleniem planu w życie. Wziął za to długi, dokładny prysznic, po czym ubrał się w lekki dres i bluzę. Kiedy już podejrzewał, że Chase wróci lada moment, przechodząc przez salon do kuchni, rzucił do brata:
— Biorę sobie piwo, chcesz jedno?
— No, możesz dać. Padam w ogóle dziś na ryj! — odkrzyknął Marshall, rozsiadając się na kanapie. Też był już umyty, bo kiedy wyszedł z piwnicy z godzinę temu, wyglądał jak posypany mąką. Na dole był koszmarny kurz, a on mocował się z tynkiem. Czy czymkolwiek, Courtney nie wnikał zbyt dokładnie. Nie bywał tam od czasu, gdy Marshall zaczął remont. Jedynie… finansował jego wydatki.
Wszedł do kuchni i wyciągnął z lodówki dwie butelki. Marshall zwykle pił prosto z nich, więc mogło mu się wydawać podejrzane, że nagle dostanie w szklance. Dlatego nie przelał piwa, ale tylko obie otworzył i do jednej z nich wrzucił maleńką tabletkę. W trakcie kręcił głową, nie wierząc, że to robi.
Gorąco wręcz wspinało mu się po kręgosłupie, gdy szedł do salonu i jedną butelkę podał bratu.
— Zdrowie. — Od razu stuknął swoją o jego i usiadł obok.
— Ano, zdrowie. W ogóle jutro będę musiał jechać po kilka rzeczy. Potrzebujesz pewnie samochodu? — spytał, pijąc od razu kilka łyków piwa.
— Jutro siedzę cały dzień w biurze, więc jak rano mnie podrzucisz i później po mnie podjedziesz, to mogę ci go dać na cały dzień — odparł Courtney i napił się również, ale przy tym zerkał na swojego brata. Kwadrans, do pół godziny i powinno być po sprawie.
— No, może być. Muszę pojeździć po tych wszystkich budowlankach. Już jest coraz bliżej! — Starszy Corn zaśmiał się i stuknął go w bok, a w kolejnej sekundzie usłyszeli dźwięk otwieranych drzwi i szczekanie psów.
— Lil, Lil, stój. Siad. Siedź — nakazał psu Chase, a obaj bracia aż na siebie spojrzeli, bo czarny pies musiał posłuchać. Inaczej już próbowałby na nich wskoczyć z mokrymi łapami. A nie było go.
Obaj byli zdumieni, bo próbowali tego za każdym razem, gdy wracali ze spaceru z psami, a Lil słuchał z reguły tylko Chase’a. Wychylili butelki niemal synchronicznie, patrząc za siebie.
Czarny pies siedział tuż przy drzwiach i popiskiwał, chcąc już biec dalej. Nastolatek wycierał mu łapy, a Tank wpychał mu nos na twarz, dając mu buziaki i stojąc obok, także czekając.
— Jakby zawsze tak siedział, to oszczędziłoby to łażenia ze ścierą po domu — mruknął Marshall, już przygotowując się na napaść ze strony Lila, kiedy tylko będzie wolny.
— Może w końcu i nas zacznie słuchać — odmruknął Courtney i rzucił do swojego chłopaka: — Jest zimno, czy koszmarnie zimno?
— Zimno, dla ciebie koszmarnie zimno! — odkrzyknął Chase, już puszczając Lila, który na złamanie karku, ślizgając się pazurami po parkiecie, dopadł do kanapy, gdzie siedzieli bracia.
Tank też już chciał biec, ale nastolatek go powstrzymał, szybko wycierając mu łapy. Z nim szybciej mu poszło, bo współpracował i zaraz, już w ślad za psami, chłopak podszedł do Courtneya i Marshalla. Pochylił się do tego pierwszego i cmoknął go lekko.
Kurator uśmiechnął się i wyciągnął do niego swoją butelkę piwa, żeby Marshall nie daj Boże nie zdążył mu zaproponować łyka ze swojej.
— Chcesz trochę?
— Mm, chętnie. — Chase przyjął ją i napił się kilka łyków. — Jak tam w ogóle? — zagadał, siadając na oparciu kanapy i wsuwając stopy pod udo Courtneya.
— Tym razem to chyba Marshall jest bardziej zmęczony pracą cały dzień niż ja — Courtney odpowiedział, mimowolnie sięgając do jego łydki. — Ja mam dzisiaj siły na aktywny wieczór — dodał ze śladowym uśmiechem na twarzy.
Marshall przewrócił oczami i napił się swojego piwa, nic nie dodając.
— Tak? — Chase zaciekawił się, przygryzając dolną wargę. — Fajnie, jestem w formie. — Zaśmiał się głupio.
— Z reguły jesteś w formie — zauważył kurator. Miał nadzieję, że Chase domyśli się, że w piwie Marshalla jest tabletka. Uzgodnili w końcu, że zrobią to dzisiaj. A on miał wrażenie, że to wszystko to jakiś zaplanowany napad na bank czy inne przestępstwo.
— No raczej! — zarechotał Chase, a widząc lekkie podenerwowanie na twarzy swojej „dziewczyny”, spojrzał na Marshalla. — Dam psom jeść i się skoczę odlać i umyć. Zaraz będę.
Courtney przytaknął, a kiedy Chase wyszedł, wbił wzrok w ekran telewizora. Nic nie mówił, tylko do pary z bratem oglądał strzelaninę w jakimś filmie, popijając piwo. Starał się kontrolować sytuację i upewniać się, czy Marshall nie reaguje jakoś dziwnie.
I jak na razie zauważył, że ten upijał się znacznie szybciej niż zwykle.
— Ja pierdolę, ale jestem dziś zmachany. Aż mnie bardziej bierze — wymamrotał Marshall i znowu napił się i uśmiechnął sam do siebie. — Usnę jak niemowlę! — Zarechotał, siedząc nisko na kanapie.
Courtney zerknął na niego i uśmiechnął się lekko. Wolał też kontrolować butelkę w rękach brata, żeby ten nie wylał jej zawartości na kanapę.
— Tylko nie zasypiaj teraz. Ciężko będzie mi się rozkładało ci kanapę, jak teraz na niej polegniesz.
— Nie no, nie jest aż tak źle. Tylko jestem bardziej zmulony niż myślałem — mruknął i rozejrzał się. — Gdzie młody? — spytał, pocierając zaraz oczy palcami.
— Poszedł do łazienki, sprawdzę, czy dobrze strzepał — zażartował Courtney, wstał, odstawił swoje piwo i klepnął Marshalla w ramię. A potem podążył do łazienki pospiesznie.
Marshall tylko coś zamruczał niewyraźnie i znowu się napił piwa, już prawie polegując na kanapie.
Kiedy Courtney wszedł do niezamkniętej łazienki, Chase już był pod prysznicem. Spojrzał na niego pytająco, ale i z uśmiechem, przy okazji mocno namydlając swoje podbrzusze i genitalia. Wilgoć i piana bardzo dobrze wyglądały na jego wysportowanym ciele, które było gotowe do kopulacji w kilka sekund. W oczach Courtneya Chase był naprawdę niezłym, gorącym samcem.
— Zrobiłeś to?
Kurator odetchnął ciężko i zamknął za sobą drzwi. Mimowolnie zlustrował całego Chase’a wzrokiem i odpowiedział jego kutasowi:
— Tak, już nie ma odwrotu.
I aż miał wrażenie, że ten odpowiedział, ruszywszy się lekko, jakby nagle spłynęła do niego cała krew z głowy chłopaka.
— Czad.

16 thoughts on “Newton’s Balls – 69 – Jest taki sposób

  1. Katka pisze:

    Mati, jak to miło widzieć kolejny szok po tym rozdziale, haha. Courtney i Chase nigdy nie przestaną zaskakiwać. A my od czasu do czasu pozwalamy chłopakom na takie dziwne pomysły, żeby się działo i coby nudno w opkach nie było XD Bo tyle seksów, ile napisałyśmy, to już jest całe mnóstwo, więc od czasu do czasu trzeba urozmaicenia XD Co będzie dalej i czy tabletki zadziałają… Hehe, o tym w następnym rozdziale! Dziękujemy za życzenia i Tobie również ślemy wesołych świąt!

  2. Matt pisze:

    Jezu, Chase, Ty… masakra :D Spodziewałbym się wszystkiego, ale nie tego :D Chociaż po głowie chodzi mi jedna scena, gdyby okazało się, że tabletka nie zadziałała na tyle dobrze, ale może nie będę tego kończył :D Wygrałyście wszystko :D Totalnie :D Ale najgorsze (?) albo najdziwniejsze jest to, że Courtney się zgodził. Ja rozumiem, że on no miewa nietypowe te wszystkie (jak np zabawa w krzakach czy pomoc Marshallowi), ale to to już chyba przesada :D Aż się nie mogę doczekać, co dalej :D
    Powodzenia, Wesołych i dużo dużo dużo weny i podobnie szurniętych (pozytywnie) rozdziałów :D

  3. Katka pisze:

    Yaoistka, tam od razu cofają… Oni po prostu czasem mają pt. „po co być dorosłym?” XD A Marshall z facetami to by był piękny widok, ale obawiam się, że z niego nawet 120% hetero XD Dzięki!

  4. Yaoistka^^ pisze:

    Hehehe to kurde się obaj w rozwoju cofają xd nie wierzę.. A tu dzień dobrej… Mam nadzieję że nic złego z tego nie będzie. A ja nadal myślę że Marshall bedzie z facetami się prowadził xD
    Weny laski. =)

  5. Katka pisze:

    Damiann, dokładnie tak to działa XD

    Kasia, właaaśnie, Courtney przeżywa drugą gówniarskość XD Moim zdaniem ludzie pochodzący z takiego środowiska naprawdę odwalają durne numery i wciąż uważam, że to całkiem logiczne, nawet jeśli gówniarskie i nieodpowiedzialne XD Mam nadzieję, że poza facepalmem było też trochę śmiechu XD Pozdrówki!

  6. Kasia pisze:

    Hehehe… :) No rozwaliłyście mnie totalnie 😅Rany jakie z nich oszołomy, Marshall niedługo sam ucieknie i to z krzykiem, chociaż kto wie, on jest równie powalony 😉 Courtney przeżywa drugą młodość, a właściwie to raczej gówniarskość hehe :) Nie mogę się doczekać kolejnego rozdziału. Pozdrawiam 😀

  7. Shivunia pisze:

    Na wstępie powiem, że w sumie myślałam, że ten rozdział wzbudzi sporo… hm zamieszania, że tak powiem. I jak dama uważam, że to co planują zrobić to szczyt kretynizmu tak… czy naprawdę sami zawsze jesteśmy poprawni i zrównoważeni? A co dopiero postacie w filmach, serialach czy książkach? Dlatego dobrze się bawcie czytając o tych idiotach :)

    damiann >> Bo przerywanie w TAKIM momencie dodaje pikanterii! To chyba oczywiste ;p Zresztą, nie możecie mieć zbyt dobrze ;) Jeszcze byście się nam rozbestwili i co by było? ;)
    A Kukurydz, tak jest czasami mocno nie poważny. Nic nie mam na jego usprawiedliwienie. Z drugiej strony podszedł do tego szalonego pomysłu bardzo… asekuracyjnie. Na swój sposób.
    „ale teraz czuje irytacje gdy czytam o ich niektorych wybrykach.” – w sumie… dobrze. Póki zabawnie się to czyta i nadal cie ciekawi co jeszcze odwalą albo cokolwiek co napędza do dalszego czytania to bardzo dobrze.

    Tess >> Nie czuj się złym człowiekiem. Nikomu to jako tako nie szkodzi, tym bardziej, że to fikcyjne postacie, więc tym bardziej. Dobrze czasami ponieść się i trochę zaszaleć ;)
    p.s. bawi mnie, że teraz Marshall jest biedny a kiedy pasożytuje na bracie to jest tym złym XD

    Erwina Smith >> Hahaha dziękujemy za takie słowa. Czasami trzeba dać się ponieść a nie martwić się czy „to nie będzie za dużo”. Bo pewnie nie raz napiszemy coś co faktycznie będzie za dużo, a raz ze będzie za mało i będą po prostu flaki z olejem. Ale wychodzę z założenia, że i tak przy naszym zamiłowaniu do sielankowych scen o niczym, czasami taki mały kop emocjonalny kiedy postacie robią coś skrajnie dziwnego/głupiego/niepoprawnego, daje więcej zabawy w czytaniu. W końcu czytamy książki i oglądamy filmy aby przeżyć coś co sami byśmy nie zrobili.
    A metody wychowawcze Courtneya to trochę takie „ w tym szaleństwie jest metoda”. Co do rozmowy to chyba się troooochę zgadzam. Chociaż tak między nami David też nie jest w 100% takim aniołkiem za jakiego lubi się podawać XD

    Jelis >> Z Courtneya wychodzi z niego jego prawdziwa natura. A raczej poznajecie go bardziej. W końcu człowiek nie musi być tylko poważny albo tylko głupkowaty XD
    Niemniej cieszę się bardzo, że czytanie przyniosło wiele emocji ;P

    Kyna >> Jak cie to pocieszy same miałyśmy facepalm jak to pisałyśmy. Corn i Chase uczą się mocno swoich granic. Zresztą, jak sama widziałaś, Chase aż nie wierzył, że kurator się zgodził. On chyba też nie wierzył, że na to poszedł. Ale trochę bąbelki uderzyły mu do głowy, to nie mam zamiaru zaprzeczać. „(…)przede wszystkim jeśli dotykają osób postronnych.” – oj tam. Marshall nie jest osobą postronną XD Na to, że stał się ich ofiarą sobie w pełni zasłużył. I aby nie było, nie bronimy tego pomysłu! Jest niepoprawny i nie powinno się czegoś takiego robić ale to w naszej opinii. Ona nie musi i czasami nie może wręcz pokrywać się z wartościami naszych postaci ;)
    Czasami trzeba wyjść poza schemat słodkiego romansidła :P

    Neo >> Zgadzam się, nie są parą którą spotka się w pierwszym lepszym romansidle. Ale to chyba o to właśnie chodzi ;)

    Wadera >> „to ja raczej pasuje” – i „raczej” jest to słowem klucz XD Przyznam ci się, że ja też spodziewałam się sporo komentarzy. W końcu coś innego się dzieje, a nie zwykła proza życia w której największym wydarzeniem jest wyznanie miłości :P
    Obaj mają nierówno pod sufitem. Obaj mieli, ale Coney umiał to poskromić i stać się tym kim się stał. A Chase zawrócił mu w głowie. Marshall też niewinną ofiarą nie jest. Że tak podle się zaśmieje, ale wszystko zostaje w rodzinie XD Dlatego trochę luzu. Gorsze rzeczy już pisałyśmy hahahaha XD
    Także cieplutko pozdrawiam :*

  8. Wadera pisze:

    Jak tylko zobaczyłam ile jest komentarzy pod rozdziałem pomyślałam sobie „będzie seks”.
    Czytam tytuł – ” będzie dziwny seks”. Czytam rozdział – „. . . ”
    A na serio jeśli zamierzacie opisać jak Tych dwóch idiotów pieprzy się przy naćpanym trzecim idiocie to ja raczej pasuje.
    Chase’a jeszcze rozumiem. Młody, napalony, dla którego granicę to słowo na g.
    Ale Courtney ? Facet powinien być mądrzejszy. Chociaż . . . pieprzy się z nieletnim podopiecznym, więc nieważne. Nic nie mówiłam.
    Pozdrawiam, Wadera.

  9. damiannluntekurbus17 pisze:

    Kyna zgadzam sie!
    Mnie tez na poczatku ciekawili, ale teraz czuje irytacje gdy czytam o ich niektorych wybrykach. I niewazne co przezyli kiedys tam, co moglo sie odbic na ich psychice. To nadal obrzydliwe co chca zrobic i podac cos takiego bratu (zwlaszcza, ze Marshall stanal za bratem…)

  10. Kyna pisze:

    Mam facepalm. Dosłownie xD
    Nie wierzę, że KURATOR się na to zgodził. Chociaż to jest w ich stylu. Następny rozdział przeczytam z czystej ciekawości czy faktycznie M nic nie będzie pamiętać. Trzymam kciuki żeby tak. Będę miała frajdę widząc jego reakcje i zachowanie w stosunku do brata.
    Para CC jest niereformowalna xD Jak chcą się seksić, mogą wszędzie (czasem tylko raz…). Ale podawać tabletki gwałtu bratu? I uj, że pomyślał o tym, że są bezpieczne.
    No dobra, skończę. Na początku uwielbiałam parkę CC, ale powoli zaczynają mnie wkurzać. Niektóre fantazje powinny nimi zostać… przede wszystkim jeśli dotykają osób postronnych. Niech im to w końcu ktoś napisze WIELKIMI LITERAMI.
    Pozdrawiam i weny życzę :)

  11. Jelis pisze:

    Nie powinno się kończyć rozdziału w takim momencie 😩 nie mogę się doczekać kolejnego xd a Courtney to się zaczyna robić równie zdemoralizowany co jego podopieczni 😂

  12. Erwina Smith pisze:

    Nie wierzę.Jesteście takie świetne, szalone i och…jak ja was uwielbiam.
    Nie wierzę w to co przeczytam w następnym rozdziale.Błagam siły boskie aby wszystko się udało.No i gdzie Marshall ma pamiętać.Nieee
    Ale mi serce bije haha
    Szantaż karą za posiadanie tabletki gwałtu jak młody się nie będzie uczył-doskonałe.
    Nie jestem pewna, ale wydaje mi się, że spotkanie Courtneya i Davida oraz rozmowa o swoich dziecinnych partnerach nie przebiegła by pomyślnie, bo taki dziecior z Corna też by po jakimś czasie wyszedł.
    Oni są tak głupi, że aż cudowni.
    Czad XD

  13. Tess pisze:

    O matko…! Biedny Marshall, czuję się bardzo, BARDZO złym człowiekiem, że mnie to kręci xD Nie no, nawet nie mam słów, mogę powiedzieć tylko to, że nie mogę się doczekać xDD

  14. damiannluntekurbus17 pisze:

    No nie wierze, ze przerwalyscie w takim momencie. Tyle czekalem, a tu takie rozczarowanie. Zazwyczaj mi nie jest zle, ale dzisiaj wyjatkowo jest i to BARDZO!!!!
    Nie wierze, ze Kukurydza sie zgodzila. Chociaz w sumie to nie powinienem sie dziwic. On taki jest niby powazny, ale wewnatrz szalony i glupi prawie jak Chase. Skoro strzepal bratu to co mu szkodzi uprawiac przy nim seks? Xd
    A jakby tak jednak Marshall wszystko pamietal? Byloby CUDOWNIE

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s