Newton’s Balls – 67 – Nagrodzony zdobywca cennych informacji

Chase obudził się pierwszy. Rzadko mu się to zdarzało, ale tym razem miał powody. Słyszał, jak Lil biega po salonie, a do tego… Courtney był wymęczony. Poprzedniego wieczoru dwa razy mieli seks. Najpierw pod prysznicem, a potem w środku nocy. Już leżeli w łóżku, kiedy nastolatka złapała nagła potrzeba na numerek. Tak długo podpuszczał mężczyznę, że ten w końcu jeszcze raz dał się przelecieć.
Teraz spał jak zabity, a Chase mógł sobie obejrzeć jego twarz i odkrytą klatkę piersiową. Chwilę jeszcze patrzył, tylko przypominając sobie jego wczorajsze miny, aż zakradło mu się do głowy jeszcze jedno wspomnienie. Zaśmiał się w duchu i wsunął palec do ust. Dokładnie go nawilżył, prawie że cmokając na nim i sprawił, że ten był wilgotny od śliny. Po tym, cały czas kretyńsko się uśmiechając, przesunął nim po policzku kuratora w geście imitującym ruchy frykcyjne.
Chwilę trwało, nim Courtney się obudził. Chase więc jeszcze kilka sekund miał ubaw z ocierania się wilgotnym, niczym psi członek palcem o twarz Courtneya, nim nagle został z dużą siłą pchnięty i z równie dużym łoskotem upadł na podłogę za łóżkiem.
— Kurwa! Chase! — wychrypiał Courtney zaspanym głosem, otarł twarz i zanim jego chłopak zdążył się ogarnąć, mężczyzna dowalił mu poduszką.
Chase jednak zamiast się obrazić o to, że teraz nieludzko boli go łokieć, śmiał się jak szalony.
— O kurwa… ale mina! — powtarzał między kolejnymi salwami śmiechu.
Courtney za to usiadł na łóżku i przetarł twarz dłońmi. Był koszmarnie zaspany, wciąż czuł skutki wczorajszego seksu, a pobudka, którą mu zafundował Chase, była chyba najgorszą, jaką mógł sobie wyobrazić. Gdy tylko poczuł tę wilgoć na twarzy, skojarzył to z Lilem i wiedział, że jego durny, nastoletni chłopak zrobił to specjalnie.
— Nie odzywaj się — powiedział grobowo.
Chase, jeszcze podśmiewając się pod nosem, wspiął się ramionami na łóżko, klęcząc przed nim. Oparł głowę na złożonych rękach.
— Oj, nie mów, że to w ogóle nie było zabawne.
Swoją pozycją i spojrzeniem sprawił, że kurator na sekundę zmiękł. Potem odwrócił twarz, żeby go nie widzieć, ale kiedy znów zerknął na Chase’a z rezygnacją jęknął, pochylił się i pocałował go w czubek nosa.
— Nie było.
Chase znowu się roześmiał.
— Trochę było, nie rób się taki, było — zachęcał, uśmiechając się szeroko z dołu do mężczyzny.
Ten najpierw ściągnął brwi, ale potem pokręcił głową i uśmiechnął się oszczędnie.
— Jesteś strasznie niereformowalny, skarbie. Idę zrobić śniadanie. Niedługo ja do pracy, ty do szkoły.
— Oj tam, od razu niereformalny — odparł Chase, nie zauważając, że popełnił błąd, powtarzając długie słowo. Wstał z podłogi i rozmasował zbolały łokieć. — W ogóle nie wiem, czy dziś później nie będę. Co będziesz robić do żarcia?
— Mam dzisiaj strasznie dużo roboty. Poniedziałek. Więc planowałem kurczaka upiec na rożnie. Nie trzeba z tym wiele robić, tylko piecze się dłużej — wyjaśnił mężczyzna, unosząc się z łóżka. Był nagi, więc najpierw skierował się do garderoby, świecąc swoimi połóweczkami, pomiędzy którymi w nocy Chase’owi było bardzo wygodnie.
— No, byłoby spoko. Mógłbyś odgrzać, jakbym był później, nie? — Chase także nie miał niczego na sobie, więc udał się jeszcze za mężczyzną i krótko go objął. Cmoknął w ramię i dopiero sięgnął do swojej bielizny, która nadal leżała w jego torbie.
— Spoko, ale chyba nie będziesz później niż o siódmej, ósmej wieczór? Ja pewnie wrócę o szóstej, a zanim kurczak się upiecze, zrobi się później. Masz dłużej u Asha? — zapytał Courtney przez ramię, nim zagłębił się w garderobie w poszukiwaniu garnituru. Dzisiaj miał dużo pracy w sądzie, musiał dobrze wyglądać.
— A wiesz, nie wiem. Myślę, żeby na miasto pojechać. Nie wiem, ile mi zejdzie — odparł Chase, naciągając bokserki na tyłek. Resztę ubrań miał zamiar ubrać po śniadaniu. — Idę się odlać — poinformował jeszcze, wychodząc z sypialni, żeby przywitać psy.
Courtney nie odpowiedział, tylko wziął swoje ubrania, potem sięgnął po bieliznę do szafki już w sypialni i poszedł wziąć szybki prysznic do drugiej łazienki. Nie mógł przecież z tyłkiem pełnym spermy jechać do pracy…

***

Philip Newton nie mógł się doczekać, aż wypiszą go ze szpitala. Miał tu spędzić jeszcze minimum dwa dni i naprawdę nie rozumiał dlaczego. Był tylko połamany. A i już wewnętrznie denerwowało go, że codziennie przychodziła do niego jakaś tam psycholog, by wycisnąć z niego, jak się czuje po takiej napaści i czy przypadkiem nie ma zamiaru zabić się przy pomocy kartki papieru.
Brzydka pogoda za oknem wcale nie niwelowała jego tęsknoty do wyjścia. Starał się więc nie patrzeć na okno, bo wtedy też widział pastelowe, nieprzyjemne kolory ścian tego szpitalnego pokoju. Najchętniej jeszcze zatkałby czymś nos, by nie czuć chemikaliów. Na szczęście miał się czym zająć, bo wczoraj matka przyniosła mu swój tablet, więc czytał na nim, uczył się i oglądał filmiki.
Kiedy nadeszła pora odwiedzin, nie spodziewał się gości. Jego mama miała przyjść dopiero na ich ostatnią godzinę, bo wcześniej nie mogła. Nie winił jej, i tak siedziała z nim prawie codziennie, nie jak ojciec, który w szpitalu zjawił się może ze dwa razy. Jakie więc było jego zaskoczenie, kiedy do pokoju weszła pielęgniarka i… Chase Lash. Ta jeszcze coś do niego powiedziała i w końcu zostawiła ich samych, zamykając za sobą przesuwne drzwi.
Phil zrobił wielkie oczy, jakby te i tak nie przypominały wyłupiastych, żabich gałek. I sam nie wiedział dlaczego, ale podciągnął wyżej pościel, żeby zakryć swoją koszmarnie lamerską piżamę w chmurki. Wiedział, że nie wygląda reprezentacyjnie. Poza typowymi siniakami na całym ciele, miał jeszcze gips na lewej ręce aż ponad łokieć i na nodze ponad kolano.
— Co ty tu robisz…? — wydusił szeptem.
— Przyszedłem, żeby sprawdzić, czy żyjesz — odparł Chase, wchodząc głębiej do sali i stając bliżej łóżka. Na butach miał ochraniacze, a kurtkę zostawił w szatni.
Philip przełknął ślinę i trochę uniósł się na łóżku. Na szafkę odłożył tablet. Obok stała już misa z owocami, komórka i jakiś… pluszak. Phil, gdyby wiedział, że będzie miał takiego gościa, schowałby go pod łóżko. Ewentualnie spalił lub wyrzucił przez okno.
— Żyję… Ale ty tak po prostu przyszedłeś? — dopytał z niedowierzaniem.
Chase najpierw wzruszył ramionami, potem spojrzał w stronę wyjścia i po rogach pokoju, jakby sprawdzał, czy nie ma tu podsłuchu. I tak czuł się jak kretyn, będąc tu. Dziwnie upokorzony.
— Powiedzmy. Chciałem się dowiedzieć co i jak.
— To… Siadaj może? Tam jest stołeczek. Chcesz, em… chcesz może… banana albo coś? — Philip ze skrępowaniem wskazał na miskę z owocami.
— Nie, dzięki. Obejdzie się. — Chase przysunął sobie stołeczek. Nie za blisko, tak na wszelki wypadek. Po tym skinął brodą na Philipa. — Więc? Jak to w końcu było?
— No… Normalnie. Zaatakowali mnie. Za ten gaz — odmruknął Philip, bawiąc się skrajem pościeli. Gips miał idealnie czysty i biały, więc Chase podejrzewał, że żaden kolega nie przyszedł go odwiedzić. Przecież każdy normalny nastolatek narysowałby mu tam kutasa.
— Właśnie, gadałeś z glinami? Mówiłeś coś o tym gazie? — spytał Chase niezamierzenie ostrzej, ale i poważniej.
Philip pokręcił przecząco głową.
— Nie mówiłem im nic. W ogóle z nimi nie rozmawiałem. Znaczy… chcieli, ale nic nie mówiłem. Pewnie tylko po to przyszedłeś…
— No, miło by, kurwa, było wiedzieć, czy mnie wkopałeś za pomoc, czy nie. Wygadałeś chociaż, kurwa, kto cię tak sprał? — fuknął Chase, bo Philip miał naturalny talent do wkurzania go swoją pizdowatą osobą.
— Nie! Mówiłem, że nikomu nic nie mówiłem — jęknął chłopak i zacisnął swoje chude palce na pościeli. — Weź, bo się jak ten gliniarz zachowujesz…
— Tak, czyli, kurwa, jak? — burknął Chase, pochylając się do Philipa. — I czemu ich nie wydałeś? Ja pierdolę, dajesz sobą pomiatać, a potem płacz, bo masz rękę w gipsie.
— Nie płaczę! — Philip podniósł głos. — Teraz będę zaczynał od nowa, rodzice przepisują mnie do innej szkoły. Nie chcę już problemów, chcę, żeby to się po prostu skończyło!
— To jak cię przepisują, to po chuja kryjesz tych typów? Zresztą, wiesz, jebie mnie to trochę, bylebyś nie powiedział, skąd miałeś gaz. W nowej budzie i tak znajdzie się ktoś, kto chociaż będzie cię szturchał na korytarzu.
Chłopak półleżący na łóżku popatrzył na Chase’a w milczeniu, potem w jego oczach pojawiły się łzy, a następnie niespodziewanie sięgnął po długiego banana i rzucił nim w drugiego nastolatka.
— Pieprz się, Chase! Pieprz się ty i wszyscy chuje, którzy nie mają co z życiem zrobić i mają za mało kasy, braki mózgu, za małe kutasy albo za mało miłości w domu, że gnębią słabszych od siebie! — krzyknął histerycznie, a potem wybuchnął płaczem.
Chase poderwał się i warknął na Philipa. Podniósł nawet banana i chciał nim oddać chłopakowi, ale widząc, że ten ryczy, tylko szturchnął go nim w głowę.
— No i co pierdolisz, że nie płaczesz, jak ryczysz! — fuknął, obszedł łóżko i odłożył owoc. — No, kurwa, nie rycz. To ci nie pomoże.
— Ty mi… też nie… nie pomagasz, jak mnie… mnie gnębisz!
— Ja cię gnębię? Może jeszcze mi powiesz, że teraz?
— Tak, bo mówisz, że w nowej szkole też będą mnie szturchać — wystękał Philip i wytarł oczy pościelą. Były strasznie przekrwione, gdy znów zerknął na Chase’a. — Nie możesz mi chociaż ty darować…? Ojciec też tak mówi.
— Bo się zachowujesz jak pizda. Wydaj chociaż typów, co cię pobili, a nie tylko kulisz ogon — mruknął Chase grobowo, zastanawiając się, czy kiedyś Philip by pękł, czy byłby jak te zastraszane psy, które w pewnym momencie zagryzają bijących je właścicieli.
Philip słabo wzruszył ramionami.
— Ty byś ich wydał?
— Nie. Ja bym im wpierdolił z kumplami, ale jakbym nie miał kumpli, to bym ich wydał. By też mieli chociaż sąd na głowie i minimum kuratora.
— Znowu kolejni uczniowie ze szkoły z kuratorem przeze mnie… Byłbym jakimś zesłannikiem… — Philip uśmiechnął się słabo. — Ty byś pewnie miał u swojego nieprzyjemności, jakby o gazie wyszło…
— Nooo, dlatego jeśli o to chodzi, morda w kubeł. Sam se, cholera, kupiłeś — ostrzegł go Chase dość ostro. — A na typy możesz pewnie jakąś, wiesz, skargę złożyć czy coś, nawet tak, żeby się nie dowiedzieli, że to ty. Pogadaj z jakąś psych czy z innymi. Pewnie ktoś do ciebie przyłazi.
— No… Cały czas… Koszmarni są. Już chcę stąd wyjść i wiedzieć, że mam spokój…
Chase westchnął ciężko i wrócił na stołeczek. Usiadł i oparł łokcie o kolana.
— Wiesz… pewnie mi nie uwierzysz, ale może trafi się ktoś, kto serio chce ci pomóc. Jak chcesz, możesz mi nawet powiedzieć, którzy to byli, to… — westchnął z rezygnacją — przekażę swojemu kuratorowi, może coś, kurwa, zrobi, jak ty się pizgasz.
— To ci, co ostatnio… John Milton, Trevor Ford i jeszcze jeden ich kumpel, ten… no ten czarny, Paxton, ale nie wiem jak ma na imię. Możesz powiedzieć, ale… ja nie wiem, pewnie i tak będę musiał zeznawać…
— Pewnie ta — zgodził się Chase i zapisał sobie na telefonie nazwiska, przez chwilę nie patrząc na niego i średnio będąc zainteresowanym jego osobą. Aż przez myśl mu przemknęło, czy za to, że w ogóle do niego przyszedł i z nim pogadał, Courtney zrobi mu w nagrodę lodzika.
Philip wyłamał sobie palce, popatrując na Chase’a.
— A co u ciebie…? — zapytał nieśmiało, gdy ten skończył pisać.
— U mnie? — Chase uniósł wysoko brwi w głupiej minie zaskoczenia, że w ogóle jest o to pytany. — No, spoko. Nadal jeszcze odrabiam godziny kary, nie? No i co…? — Wzruszył ramionami. — Tyle w sumie.
— Fajnie… — mruknął Philip słabo, dalej maltretując skrawek pościeli. — To ten… fajnie w sumie, że wpadłeś, nawet jak tylko zapytać o ten gaz…
— Mogę ci coś napisać na gipsie, jak chcesz — Chase zaoferował w nagłym przypływie dobrej woli. Do tego nie chciał już słuchać o gazie.
— Ale nie kutasa? — spytał młodszy chłopak podejrzliwie.
— A chcesz kutasa? — Chase zaśmiał się chytrze.
— Nie!
— W końcu byś miał jednego. — Starszy chłopak dalej śmiał się z wrednym uśmiechem na ustach. Jego złośliwość była tak samo szczera jak dzisiejszego ranka, kiedy palcem udającym psiego penisa, dźgał swojego kuratora w policzek.
Philip naburmuszył się, ale i tak… bardzo chciał mieć coś napisane na gipsie, a przecież mamy nie poprosi. Jeszcze by napisała „dla mojego kochanego syneczka” albo coś. Sięgnął więc szybko do szafki przy łóżku, żeby Chase się nie rozmyślił i podał mu mazak.
— Napisz albo narysuj coś, ale bez przekleństw i kutasów…
— Może kwiatuszka. Wciśniesz kit, że młodsza siostra ci narysowała. — Chase rechotał, biorąc do ręki czarny marker i przysunął się do łóżka. Postukał się zatyczką w brodę, myśląc. — Co by ci tu…
Był przy tym wręcz nachalnie obserwowany przez pełnego napięcia Newtona. Nawet palce jego zagipsowanej dłoni rozkurczały się nerwowo, kiedy czekał z niepokojem i podekscytowaniem na to, co napisze mu Chase.
Ten długo nie mógł się zdecydować. Do głowy przychodziły mu tylko rysunki cycków, obwieszczenia w stylu „jestem gejem” albo „pedał”, ale Philip uparł się, żeby nie było to nic wulgarnego. W końcu jednak go olśniło. Z precyzją godną chirurga zaczął pisać. Kiedy napis był już skończony, z dumą go przeczytał:
— „Bez obaw, jestem praworęczny.”
Oczywiście Philip najpierw nie załapał. Patrzył więc ze zdziwieniem to na Chase’a, to na napis… a potem zrobił się czerwony jak jabłko spoczywające w misce.
— O Jezu! — jęknął i dotknął gipsu. — Tata mnie zabije…
— Ej, no, ale jest bez wulgaryzmów. Jak chciałeś! — Chase śmiał się ze swojego wybornego żartu. Naprawdę uważał, że mu się dał, chociaż nie wyobrażał sobie Philipa masturbującego się. Niby wiedział, że musi to robić, w końcu na nic innego w jego opinii nie miał co liczyć, ale był to tok myślenia podobny do tego, że wie się, że rodzice uprawiają seks, ale nie można sobie tego wyobrazić. W końcu to rodzice. Z Philipem było podobnie. W końcu to był Philip.
Z ust poszkodowanego chłopaka wydobyło się jęknięcie pełne żałości, ale ten w duchu strasznie się cieszył z napisu, który otrzymał. W ogóle sam fakt, że jego gips był pomazany, go podbudowywał. I to przez kogoś takiego jak Chase! Bo już w akcie desperacji rozważał pomazanie go samemu, starając się robić to w różny sposób, żeby potem nie mieć siary, że nikt mu nawet z litości nie porysował gipsu.
— Okej… To dzięki… — mruknął.
— Spoko. Namów strzykawy, żeby ci coś słodkiego napisały. Wiesz, może na tekst, że jednak kumpel sobie żartował i jesteś leworęczny i sam nie możesz. — Drugi nastolatek rechotał, aż w końcu wstał i klepnął Philipa. — Ale dobra, ja spadam.
— Już? — temu wyrwało się, ale szybko zreflektował. — Okej, pewnie masz co robić. I… no, ten, pewnie się już nie zobaczymy, bo ja będę zmieniał szkołę. Fajnie, że… fajnie, że wpadłeś.
— Pewnie zaraz twoi starzy przyjdą. Nie chcę się na nich natknąć, to spadam — Chase wytłumaczył, patrząc na Philipa zarówno ze złością, jak i politowaniem. Albo to, co czuł, to była złość na to, że ten chłopak wzbudza w nim litość. Był porażkowy i póki nie widział tego z tak wielu stron, dużo łatwiej było być po prostu chujem w stosunku do niego po całości, a nie tylko częściowo.
Jeszcze machnął mu na pożegnanie i wyszedł z sali szpitalnej. Miał nadzieję, że Philip, gdy już Courtney naśle na niego gliniarzy z nazwiskami, będzie gadał…

***

Było ciemno, gdy Chase już wracał do domu, ale w tym nie było nic dziwnego, skoro był już grudzień. Bo wcale aż tak późno nie było. Światła w domu Courtneya się były włączone, ale jego samego Chase zobaczył w ogródku. Mężczyzna powoli szedł przez ośnieżony ogródek, w wysokich, niewyjściowych, ale ciepłych butach, mocno skulony w grubej kurtce. Zabawne było, jak zawsze kulił się, gdy było zimno. Czapkę miał mocno nasuniętą na czoło i uszy, szalik owinięty tak, że pewnie ledwie oddychał, a dłonie wciśnięte w kieszenie. Gdzieś dalej Chase zobaczył psy, więc pewnie mężczyzna wyprowadził je na wieczorne odlanie się.
Nastolatek uśmiechnął się do siebie. Sięgnął do wewnętrznej kieszeni kurtki i sprawdził, która jest godzina. Było po siódmej, prawie ósma. Przez to, jak ciemno było o tej porze, nie lubił zimy.
Przeszedł przez furtkę, potem zajrzał do ogrodu, gdzie był Courtney. Ale oczywiście nie on zauważył go pierwszy, a Tank i Lil. Ten ostatni pognał do niego długimi susami, skacząc w śniegu.
Gdy radosne poszczekiwanie psów rozległo się po całej okolicy, kurator obejrzał się przez ramię i uśmiechnął lekko. Uniósł dłoń w rękawiczce w geście powitania i zawrócił, by powoli przejść przez śnieg do swojego chłopaka. Ten witał się z psami, kucając i tylko chyba dzięki nim na moment zapominając o zimnie, jakie odczuwał.
— Na spacerek poszliście, poodmrażać se jajca? — Zaśmiał się, tarmosząc Lila pod uszami.
Tank wpychał mu w międzyczasie głowę pod łokieć.
— Wyglądają, jakby im to nie przeszkadzało, mimo że to oni nie mają spodni, a ja mam i bynajmniej ciepło mi nie jest — rzucił Courtney, gdy już stanął dostatecznie blisko.
— W jajca? — Chase zaśmiał się do mężczyzny, głaszcząc teraz Tanka. Lil za to popiskiwał, że to on jest ważniejszy i on chce być witany.
— Też… Ale najbardziej w palce, nos i policzki. A ty nie zmarzłeś?
— Trochę — przyznał Chase. — Długo już z nimi jesteś?
— Niecałe dziesięć minut. Jak jesteś głodny, Marshall je właśnie kurczaka, bo przyszedł później, więc może jeszcze jest ciepły. Zaraz do ciebie wrócę.
— A ty jadłeś? — spytał Chase, unosząc się, żeby wejść do domu.
— Tak, trochę wcześniej — przytaknął Courtney, po czym wychylił się, nie wyciągając dłoni z kieszeni kurtki i cmoknął chłopaka, bo chciał na powitanie buziaka. — Zaraz przyjdę, niech się jeszcze wyganiają.
Chase z większym zaciekawieniem spojrzał na mężczyznę po tym buziaku.
— Cwaniak. — Zaśmiał się, po czym zawrócił, żeby już frontowymi drzwiami wejść do mieszkania. Było mu zimno, był głodny i zmęczony dniem. Marzył o ciepłym kurczaku, na równi z prysznicem i seksem w wygodnym łóżku.
Rzeczywiście Marshall wciąż był w trakcie jedzenia, więc kurczak był ciepły i… jak zwykle spod ręki Courtneya niesamowicie pyszny. Zjedli więc razem przy telewizji, obgadując prezenterkę telewizyjną. Courtney wrócił dopiero, kiedy Chase już poszedł pod prysznic. Posprzątał więc naczynia, a Marshall w tym czasie zniknął w piwnicy, bo dzisiaj chciał popracować nad… w sumie Courtney nawet nie wiedział nad czym. Ciekaw był ostatecznego efektu, ale nie pchał się tam, póki Marshall wciąż coś robił.
Zresztą sam teraz miał co robić. Lil po tym, jak weszli, uciekł mu i nie dał sobie grzecznie wytrzeć łap. Teraz w całym salonie i kuchni były mokre ślady, więc wycierał mopem podłogę, aż z łazienki wyszedł Chase. Miał na sobie ręcznik i puchaty szlafrok gospodarza.
— Hej, coś się rozwaliło?
— Nie, Lil nie usiedział i pobiegł z mokrymi łapami — wytłumaczył Courtney, uniósł wzrok… i zlustrował swojego chłopaka. O tak, może to i był siedemnastolatek, ale ciało miał cholernie podniecające. Jego mięśnie brzucha były dobrze zarysowane, ale nie przepakowane, do tego klatkę piersiową też miał niczego sobie. I te jego dłonie, które wyglądały na męskie i pewne nawet w rękawach puchatego szlafroka.
— Powinieneś najpierw jemu wytrzeć. A teraz gdzieś leżą? — spytał, bo w zasięgu wzroku nie widział psów. Musiały gdzieś się zaszyć i pewnie coś broić.
— Poszły za Marshallem. Zrobił im na dole dodatkowe posłanie, bo lubią tam siedzieć, gdy coś tam robi, a mnie nie ma. Najadłeś się? — dopytał Courtney, wycierając ostatnie ślady spod biurka, pod które brudny Lil się wpakował, nim udało mu się go wyciągnąć i wytrzeć.
— No, dobre było — przytaknął Chase, siadając na brzegu biurka i nie pomagając. — W ogóle jeszcze coś masz do roboty dziś?
— Nie, wszystko zrobiłem. Padam — przyznał Courtney i wyprostował się. — Dużo ganiania dzisiaj było. A ty gdzie byłeś?
— Aaa… — Chase odetchnął, wychylając się do tylu. — To w sumie chciałbym z tobą o tym pogadać.
Courtney zerknął na niego pytająco.
— Okej, to poczekaj chwilę, wyleję wodę i schowam mop — odpowiedział i wrócił po brudne wiaderko.
Chase obejrzał się za nim i przeszedł na kanapę przed telewizorem, żeby tam poczekać na mężczyznę. Chwilę to zajęło, a pierwsze co poczuł, to całus w skroń, nim Courtney obszedł kanapę i usiadł obok niego. Uśmiechnął się do mężczyzny i chwycił go za ramię, ściągając do siebie. Objął go i pocałował.
— Nie o tym miałem, wiem, ale chciałbym już lato. Mam dość busów, padam na ryj.
— Może cię to nie zaskoczy, ale ja też już marzę o cieplejszej pogodzie. Wiosna by mi wystarczyła. — Courtney westchnął i przymknął na chwilę oczy.
Chase był tuż obok niego. Obejmował go jednym ramieniem i opierał głowę o jego.
— No… zdałaby się…. — mruknął i przez chwilę obaj tylko słuchali z dołu jakichś hałasów, aż Chase dodał: — Byłem u tego pizdusia, Philipa.
Kurator od razu uniósł głowę i popatrzył na niego z bliska mniej rozleniwionym wzrokiem niż przed chwilą.
— W szpitalu?
— No. Jeszcze nie wyszedł.
— Jak na ciebie zareagował? Lepiej się czuje?
— Twierdzi, że całkiem spoko. Ma gips i jęczy, że go odwiedzają różni ci psychologowie czy tacy inni. Ale nic nikomu nie mówił — odparł Chase, masując leniwie bok mężczyzny, a ten przytaknął i chwilę milczał, tylko patrząc na chłopaka. Uśmiechnął się lekko.
— Wyglądałeś wcześniej na bardzo zdecydowanego, żeby go nie odwiedzać.
— Bo nie chciałem. Ale tam potem trochę podumałem i, no, poszłem — odparł Chase, nie bacząc na poprawność swojej wypowiedzi. — Chyba powinieneś się cieszyć, a nie mieć mi za złe, hm?
— Nie mam ci tego za złe. — Courtney zdziwił się jego słowami i pocałował go w policzek. — Jestem z ciebie dumny. Ale martwi mnie, że Philip nikomu nic nie powiedział.
— No, trochę go pocisłem, żeby coś komuś w końcu powiedział. A, i no pytałem go o tych kolesi, co go sprali. Nie wiem, ty możesz coś zrobić, jakbyś wiedział kto to?
— Oczywiście. Wiesz, kto to zrobił? — Courtney od razu nabrał większej powagi i wyprostował się na siedzeniu.
— Mhm. Ale nie chciałbym być do tego mieszany jeszcze bardziej niż już i tak, kurwa, jestem — mruknął Chase, mając nadzieję, że Courtney zrozumie.
— W porządku, postaram się o to. Podaj mi tylko nazwiska, skontaktuję się z kim trzeba i sprawdzą tych chłopaków. Ale czy Philip wie, że będzie musiał zeznawać? Bez jego potwierdzenia nie posadzą winnych.
Chase przeprosił Courtneya i wstał po swój telefon. Zostawił go w łazience. Kompletnie o nim zapomniał. Kiedy wracał do kanapy, już czytał nazwiska Courtneyowi.
— Jak coś, mam je na telefonie, więc możesz potem spisać, nie? I pizduś chyba wie. Znaczy pocisłem go, żeby powiedział, ale o mnie nie wspominał. Znowu miał jakiś zjebany atak histerii czy czegoś. Jemu kogoś, kurwa, od głowy trzeba. Mówię ci.
— Wiem, Chase, wiem… — Courtney westchnął i wyciągnął dłoń. — Mogę zobaczyć te nazwiska? Zadzwonię teraz.
Nastolatek podał mu telefon, nie dodając już słowa. Był trochę urażony, że sprawa Philipa była ważniejsza od posiedzenia razem na kanapie. Przecież do jutra mogło to poczekać.
Jego kurator jednak uznał to za priorytet, bo zabrał jego telefon, a potem poszedł po swój, leżący na biurku. I przez kilkanaście długich minut Chase jedynie słuchał, jak ten rozmawia z jakimś funkcjonariuszem policji, a potem wykonuje jeszcze jeden telefon. Wszystko toczyło się w formalnym tonie, Courtney jak zawsze był profesjonalny i bardzo oddany sprawie. Chase został więc odsunięty na bok… ale szybko znowu był w centrum uwagi mężczyzny, kiedy ten po skończeniu rozmów podszedł do niego i… usiadł mu okrakiem na kolanach.
— Naprawdę świetnie się spisałeś — zamruczał i pocałował Chase’a mocno.
Nastolatek od razu się uśmiechnął. Był zadowolony, że jego osoba znowu była ważna.
— No, ja myślę. Niemalże należy mi się jakaś nagroda, nie? — Zaśmiał się, obejmując mężczyznę mocno w talii i aż podrzucając biodrami w górę. Tak, kręcił go ten facet, tym bardziej, kiedy był tak blisko, tak uległy w stosunku do niego i mówił takie rzeczy.
Zobaczył od razu szerszy uśmiech na twarzy kuratora, który mocniej przytrzymał się jego ramion, gdy Chase go podrzucił.
— Nagroda? Nie wystarczy świadomość spełnienia dobrego uczynku? — droczył się z nim trochę, ale i tak otarł się kroczem o sporą wypukłość w szlafroku nastolatka.
— Oj świadomość. Ta może i być usatysfak… oj, no, spełniona — przerwał w połowie, plącząc się w długim słowie. — Ale wiesz, no, spełnić też można mojego kutasa.
— Kutasa? To kutas miał jakiś wpływ na wyciągnięcie z Philipa, kim są jego oprawcy? — Courtney zerknął na dół i powoli zsunąwszy się z kolan Chase’a, uklęknął na podłodze pomiędzy nimi.
— No, kutas miał udział. Nie zabierał mi myśli o tobie, do tego nie narysowałem mu kutasa na gipsie, więc pośrednio miał udział — wyjaśnił Chase, oblizał usta i rozchylił nogi.
Courtney chyba wolał nie wnikać w to, co mówił Chase. Miał tylko nadzieję, że zarówno psy, jak i Marshall jeszcze przez kilka minut zostaną na dole w piwnicy. Bo teraz chciał wynagrodzić swojego chłopaka, więc rozsunął mu szlafrok i wyciągnął na zewnątrz jego seksownego penisa.
Zamiast odpowiedzieć na słowa nastolatka, zerknął mu w oczy swoimi szarymi ślepiami, chwilę w napięciu utrzymał spojrzenie, a potem przymknął powieki i delikatnie musnął wargami sam czubeczek. Chase od razu odetchnął nisko i wyciągnął dłoń do twarzy przy swoim członku.
— Mmm… Ładnie ci tak…
Courtney uśmiechnął się lekko i dalej obcałowywał penisa. Lubił się nim delektować. Dotykać, muskać, smakować, oglądać… Dlatego właśnie to robił, bo wiedział, że tym też sprawia Chase’owi przyjemność. A ten delikatnie masował kciukiem bok twarzy mężczyzny, jakby zachęcał go, żeby robił tak dalej. Penis sztywniał mu bardzo szybko, główka wręcz wychylała się spod napletka, jakby ciekawa, co świat ma jej do zaoferowania. A ten miał do zaoferowania cudowne usta, w których było ciepło i ślisko.
Courtney pod koniec pracy z nawilżaniem śliną penisa rozsunął nogi Chase’a, żeby podsunąć się bliżej. Potem wyprostował się bardziej, pochylił i zaczął zagłębiać członek w ustach. Robił to spokojnie, biorąc coraz więcej i głębiej. Nagroda musiała być dobra, a on sam… lubił to, że Chase uważał go za dobrego w łóżku. Miał zamiar utrzymać tę opinię.
— Mmm… Courtney… — jęknął Chase, kiedy jego kurator miał go bardzo głęboko, a chłopak wręcz czuł ciepłe powietrze na swoim podbrzuszu, które wydobywało się z nosa mężczyzny. — Bardzo… fajnie.
Kurator nie pogardziłby innym, lepszym określeniem, ale nie mógł tego wyrazić głośno, bo był zakneblowany tym grubym, gorącym mięchem. Zaburczał więc tylko i poruszył głową w górę i w dół. Co jakiś czas musiał łapać głębsze oddechy i dopiero wznawiać czynność, bo genitalia Chase’a były… wymagające przez swoje rozmiary. Ale na szczęście był to nastolatek, więc sprawa była trochę ułatwiona. Reagował szybciej. Courtney jednak nagle pomyślał o tym, jakby to było za kilka lat, gdyby spotykali się dalej. Jak bardzo musiałby się starać, żeby osiągać takie same wyniki i jak trudne byłoby robienie laski. W jakiś sposób go to… kręciło.
Chase za to nie myślał w tej chwili wiele. Był skupiony na braniu tej przyjemności całym sobą, nawet jeśli to była tylko laska. A może aż laska, bo Courtney robił ją genialnie.
Wsunął znowu palce w jego włosy.
— Mmm… czekaj. Chodź się cmoknąć — zachęcił go na moment, chcąc zwolnić, żeby nie strzelić za szybko.
— Mmmmm… — odmruczał kurator z chęcią, wypuścił penisa z ust i oblizał je, bo były bardzo wilgotne. Potem podparłszy się o kolano chłopaka, wyciągnął się mocno w górę do jego ust.
Chase chwycił go za kark, przyciągnął i pocałował mocno. Zassał się nawet na jego języku, tak jak kurator jeszcze chwilę temu zasysał się na penisie. To sprawiło, że Courtney zadrżał od przyjemnego prądu i zmrużył błogo oczy. Zupełnie mu nie przeszkadzało teraz klęczenie przed tym nastolatkiem w tak uległej pozycji. Cieszyło go i podniecało to, co robili.
Chase po dość długiej chwili pożerania jego ust w końcu je puścił. Uśmiechnął się szeroko i głupio.
— No, za takie coś to ja mogę być prawym obywatelem.
Ten komentarz sprawił, że Courtney nie potrafił powstrzymać parsknięcia śmiechem.
— Sąd zamknąłby mnie za taką motywację… ale zawsze to jakaś — odpowiedział z rozbawieniem i skubnął wargi chłopaka. — Mm… to co? Mogę wracać do tego twojego wielkiego cuda na dole…?
Chase od razu puścił jego głowę i rozłożył dłonie.
— Ależ proszę ja ciebie. Czuj się zaszczycony — odparł, co mu ślina na język przyniosła.
Courtney tylko uśmiechnął się szerzej, odepchnął jego twarz dłonią i ponownie zsunął się do klęczek. Bez specjalnego zastanawiania się chwycił u nasady sztywny członek i wziął go do gardła, wznawiając przerwaną czynność żywo, chętnie i umiejętnie.
Z góry usłyszał, jak Chase głęboko wzdycha. Lubił, jak Courtney mu to robił. Nikt nigdy nie robił mu lepszej laski i ucinał w głowie myśli, że wiele takich osób nie było. W sumie jedna dłoń by mu wystarczyła, żeby je policzyć. Ale i tak Courtney był tak bardzo poza kategorią, że cały czas czuł się, jakby miał w każdej chwili strzelić.
Z piwnicy dochodziły ich nie dające się bliżej zidentyfikować dźwięki, ale zapewniały one ich, że na dole Marshall wciąż pracuje, a nie odpoczywa. Poza tym Chase słyszał tylko mlaskanie i ciężkie oddechy Courtneya, kiedy ten na chwilę przerywał. Było gorąco, mokro, a kurator odwalał kawał dobrej roboty. Trudno było stwierdzić, czy lepiej gotuje, czy obciąga.
— Mmm… prawie. Chcesz… połknąć? — spytał nastolatek, kiedy już był tak blisko spustu, że trzymał się kurczowo jedną dłonią oparcia kanapy i starał się za wszelką cenę nie wypychać mocno i gwałtownie bioder do przodu.
Courtney zerknął na niego w górę i wysunął penisa do połowy, żeby móc odpowiedzieć i nie zakrztusić się przy tym.
— Mhm — wymruczał niewyraźnie i znów poruszył głową w górę i w dół, ściskając mocniej wargi.
Chase uśmiechnął się znowu szeroko, tym razem przygryzając dodatkowo dolną wargę. Poruszył biodrami nerwowo, aż w końcu wygiął się z głośnym stęknięciem i doszedł.
Courtney w tym czasie zacisnął powieki i przyjął do gardła ładunek. Chciał jednak go trochę posmakować, więc wysunął członek częściowo i na koniec poruszył mocno dłonią po całej nasadzie, wyciskając więcej w swoje usta. Zaburczał, zamlaskał i oblizał się na koniec.
— Chyba smakujesz inaczej niż w lato — oznajmił z lekkim uśmiechem z dołu.
— Umiesz to powiedzieć? — Chase był nie tylko zgrzany i wypompowany, ale i zaskoczony tą uwagą.
— Wtedy miałeś bardzo słodką spermę. Może przez owoce — odpowiedział mężczyzna, wytarł usta i schował członek swojego chłopaka, nim usiadł ciężko na kanapie obok niego. — Ale teraz też jest dobra.
— To może powinienem częściej ci ją tak dawać? — Zaśmiał się, patrząc teraz na niego z bardzo bliska, bo przechylił się do niego i gapił się na jego czerwone wargi.
— Może… Trzeba poszukać poradnika, co jeść, żeby różnie smakowała — odpowiedział Courtney pół żartem, pół serio, po czym sam się pochylił, zmusił Chase’a do położenia się na kanapie, a potem wylądował na nim. Chciał się przytulić, poleżeć tak, a nie było jeszcze tak późno, żeby iść do łóżka.
Chase roześmiał się. Z uwagi i z pozycji, w jakiej się znalazł.
— Duży jesteś jak na takie tulanie — zauważył bez pretensji, obejmując mężczyznę w pasie. Cóż, ten na pewno był cięższy niż większość lasek, ale nie miażdżył go. Nie tak, jakby pewnie mógł, gdyby był mocniej przypakowany.
— Lubię się przytulać — odpowiedział Courtney prosto i przytknął policzek do obojczyka nastolatka, a ten pomasował go po plecach.
— No co ty? — zakpił z rozbawieniem.
— Mmm… To jak już tyle o mnie wiesz, to poopowiadaj mi trochę, jak dzisiaj było w budzie — mężczyzna zachęcił go.
— Oj, kurwa no, nie ma co opowiadać — Chase zaczął ze starą śpiewką, ale nawet bez namowy pociągnął swoją wypowiedź dalej. — No, matma była zryta, to tak normatywnie, nie? W ogóle będziesz mi musiał wytłumaczyć coś, ale to nawet nie myśl teraz, bo dupy nie ruszę, a ty masz też leżeć, jak sam chciałeś. No, a potem był WF, czyli spoko, a potem… — Chase opowiadał, patrząc trochę w sufit, trochę na głowę Courtneya. Cały czas przy tym masował go po skórze na plecach, bo wsunął dłoń pod jego ubranie. Mężczyzna był ciężki, ale ciepły i dostępny. Nie miał powodów, żeby marudzić, pomijając fakt, że był facetem. Ale i tak to nie przeszkadzało mu tak, jak chciał myśleć jego zdrowy rozsądek.

12 thoughts on “Newton’s Balls – 67 – Nagrodzony zdobywca cennych informacji

  1. Katka pisze:

    Kasia, widzisz, ostatecznie wygląda na to, że Chase potrafi być dojrzały i przemyśleć coś. Courtney jest z niego dumny. Hehe, i tak jak mówisz, nagroda za dobry uczynek zawsze jest. Wcześniej czy później. Chase dostał ją bardzo szybko XD Dzięki za komentarz! :)

    Kan, hehe, cieszę się, że mogłam przynieść dobrą wiadomość.

    O., romans z bratem może się stać tylko i wyłącznie w fanfiku niestety XD No i tak, to taki malutki happy end, ale z postawionym na końcu pytajnikiem, bo przecież nie wiadomo, co będzie w nowej szkole. Ale można sobie dopisać swój scenariusz. Haha, a repertuar nagród czy się skończy to nie wiem, bo w sumie Courtney jest całkiem kreatywny XD

  2. O. pisze:

    Philipa nie będzie? Nie będzie romansu z bratem?
    Jednak miło, że ma swój happy end, tzn – wiadomo, że w nowej szkole może się przeszłość ciągnąć za nim, ale mimo wszystko jakaś białą kartę będzie mieć xd
    Nie tylko Lil potrzebuje tresury, a Chase również.. Oby jednak nawyknął do „dobrego” zachowania, bo jeśli będzie chciał więcej nagród, to repertuar Corna, może za jakiś czas się skończyć xD

  3. Kasia pisze:

    Chase niezle zaskoczył Philipa :) Ale cieszy mnie ze jednak podumał i poszedł do niego nieważne z jaką motywacją. I świetny napis wymyślił ;) A wiadomo że wszystkie dobre uczynki zostają wynagrodzone więc w domu jeszcze raz upewnił się że dobrze zrobił ;) Chociaż cały czas miałam wrażenie ze Marshall im wlezie w trakcie :) Dzięki dziewczyny :) pozdrawiam

  4. Katka pisze:

    Wadera, zdecydowanie Chase jest opóźniony w rozwoju, haha, więc na pewno może się tak zachowywać. Wpływ kumpli też pewnie zrobił swoje, tak samo jak jego dom rodzinny. Courtney nie narzeka XD Hehehe, a kurczak… wybacz XD Czasami tez nie wiem, czemu sie tak torturujemy, jak opisujemy dobre żarcie, samemu nie mając nic dobrego… No ale przynajmniej możemy uszczęśliwić chłopaków XD Pozdrowionka!

    Kan, tak, po 75 będzie dalszy ciąg. NB już w całości skończyłyśmy pisać i postaram sie zaktualizować jakoś spis treści, ale jeszcze nie wiem, kiedy mi się to uda, bo z tym akurat mnóstwo roboty, a czasu ostatnio nie mam :(

  5. Wadera pisze:

    Wciąż czasem wkurza mnie dziecinne zachowanie Chasea. Niby wiem że to nastolatek, ale cały czas mam wrażenie, że 17sto latek nie powinien się już tak zachowywać. Z drugiej strony, może to wina środowiska.
    Mimo wszystko poszedł do Philipa i podpisał mu się na gipsie. Kto wie co z tego wyniknie. Tak samo z tych zeznań. Jestem strasznie ciekawa.
    Jesteście straszne, że napisałyście o tym kurczaku, chodzi za mną od miesiąca, a przez Was będzie chodził przez kolejny ;P
    Pozdrawiam, Wadera.

  6. Katka pisze:

    Tess, tak, Chase nie zrobił tego w całości z własnej woli, ale jednak w jakiś sposób przemyślał i poszedł. To się ceni. Nikt nie musiał go tam ciągnąć wołami, nikt nie robił tego na siłę, tylko sam zdecydował. I to już jest sukces :D Haha, a czy musisz się zalewać łzami… No cóż, jak widzisz, zmienia szkołę, więc pewnie nie będzie miał styczności z naszymi głównymi bohaterami. Ale moim zdaniem to akurat raczej na dobre mu wyjdzie XD Chociaż kto wie, co czeka go w nowej szkole. A co do tytułu, to już chyba gdzieś na samym początku to wyjaśniałyśmy. Chodzi po prostu o grę słowną. Oczywiście głównie przesłaniem jest tłumaczenie Newton’s Balls, czyli wahadła Newtona, które w jakiś sposób pokazuje, że jedna decyzja, jeden mały czyn popełniony w którymś tam miejscu, odbija się na tym, co wydarzy się dużo, dużo później. Taki wpływ małych decyzji na całe życie. Tak jak chociażby u Chase’a było rozbicie głowy Iana o szybę i konsekwencja tego czynu. A co do samego nazwiska, to zabawnie wyszło, że wszystko zaczęło się po prostu od Newtonów i byli oni takim zapalnikiem do tego, co było potem :)

    Jelis, dokładnie XD Byle tylko się tego nie przestraszył XD

    Kan, jak tak mówisz, to zaraz przetrzepię ten rozdział i to sprawdzę… Może faktycznie gdzieś tam taki żałosny błąd się znalazł XD Dzięki za info! Co do Philipa, to nie powiem nic XD Haha, nie no, raczej jego wątek się kończy, niestety dla niektórych, ale Philip jednak nie może się za Chasem ciągnąć nieskończoność, a wątków w tym opku i tak mamy dużo XD To jednak chyba takie sensowne zakończenie jego historii, choć nie mówię, że o nim nie usłyszymy. A co do zmian u Chase’a, to po prostu powiedzmy sobie szczerze – Courtney jest zajebistym kuratorem XD Nawet jak sie wielu by z tym nie zgodziło XD

    Erwina Smith, Chase zawsze jest gotowy powalić jakimś tekstem XD Taka jego natura. Haha, ale bawi mnie to czytanie w dziwnych porach. Pewnie to też jakoś wpływa na odbiór. Czytanie o 6 rano… Kto sie może wtedy skupić? XD Hehe, a system nagród jak najbardziej działa. Pewnie wielu szanowanych kuratorów uznałoby, że akurat takich nagród stosować nie powinien, ale kto by tam ich słuchał XD A tytuł 75… Dum, dum, dum, dum… XD Pozdrawiamy!

  7. Erwina Smith pisze:

    ‘No i co pierdolisz, że nie płaczesz, jak ryczysz!’.Hahaha te teksty młodego<3
    No dziewczyny nooo jest dopiero siódma, zaraz całą rodzinę obudzę ;-;
    coś jest nie tak z moja świadomością i jeśli chodzi o NB to zawsze czytam je o nienormalnej porze.Zamiast pospać sobie do 13 tak jak to robiłam i w inny ‘dzień weekendu’ nadal robię to wstaje o 6 i czytam.No gdzie tu normalność.Zresztą przy NBTS było podobnie.
    Widzę system nagród u Courtney nadal działa.No miło ze strony młodego, że odwiedził Newtona.
    Tylko tytuł 75 rozdziału mi się cholernie nie podoba XD
    Pozdrawiam

  8. kan pisze:

    Czy Chase po prysznicu nie miał na sobie ręcznika i szlafroka?Bo nagle okazuje się, że Courtney wyjmuje mu penisa ze spodni xd
    Dobrze, że Chase wydusił z Newtona kto go zlał, może w tej nowej szkole chłopak będzie miał lepiej, no i mam nadzieje, że ktoś się tam dla niego znajdzie ( czy jeszcze o nim usłyszymy?).
    Swoją drogą Chase się zmienia pod wpływem swojego kuratorka, czy to łóżkowe umiejętneści starszego to sprawiają czy jedbak jego umiejętności kuratorskie, w każdym razie kurator z niego jak marzenie :p

    Ciekawe co tam Marshall tworzy xd

  9. Tess pisze:

    Jaka jestem dumna z Chase’a, że poszedł odwiedzić Philipa! Na pewno to dla niego wiele znaczyło, nawet jeśli Chase miał ku temu ważny powód i nie zrobił tego w pełni „z dobroci serca”. Mnie jest strasznie żal tego małego Newtona i go w sumie lubię… Szkoda mi, że zmienia szkołę i być może już nic o nim nie będzie… Powinien sobie znaleźć jakiegoś postawnego faceta, co by go bronił, powiadam wam.
    Ech, powinnam się już zacząć zalewać łzami, że muszę pożegnać młodszą, bardziej histeryczną i (jeszcze) bardziej ciamajdowatą wersję Jamesa? ;_;
    W ogóle od dawna się zastanawiam, ale nigdy nie pytałam. Czy tytuł tego opowiadania „Newton’s Balls” ma jakiś związek z braćmi Newton? Jeśli tak, to jaki?

    Weny!

    PS. Czy Chase musiał przypominać Courtney’owi i MNIE, o tym co Lil zrobił w poprzednim rozdziale? :D Borze Zielony, nie… Teraz mi to nie wyjdzie z głowy xD

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s