Project Dozen – 94 – Werbalne nieporozumienia i niewerbalne kontakty

Środa piątego marca była bardzo specyficzna. Zarówno dla jednego z uczniów, nauczycieli muszących mieć z nim kontakt jak i Marka, który nieustannie słuchał ich narzekania. Ale nie mógł z tym nic zrobić, ponieważ domyślał się, że jest to wynikiem zadania z projektu. Dlatego cieszył się niezmiernie, kiedy już zajęcia się skończyły i mógł wyjść z pracy. A jeszcze bardziej z tego, że znów przez kilka dni nocował u Fostera.
Jego partner właśnie siedział przy komputerze i wyglądał na dość zajętego, więc i Mark zajął się sobą. Włączył radio kuchni, robiąc kawę dla siebie i Fostera. Słuchał przy tym wiadomości i dowiedział się, że niespodziewanie w połowie miesiąca zrobi się ciepło. Bardzo go to cieszyło, bo za nieco ponad dwa tygodnie mieli wycieczkę do Yellowstone.
— Proszę — powiedział, kiedy wrócił do salonu i postawił na stoliku obok Fostera jego kawę. Swoją trzymał w dłoni i usiadł z nią ciężko na kanapie.
Gospodarz obejrzał się za nim i uśmiechnął czule.
— Dziękuję — odparł i znowu zwrócił spojrzenie na ekran komputera. Niby nie powinien zajmować się tym w domu, ale już trudno. — Jak było w pracy? — spytał po chwili, kiedy nadal prześlizgiwał się wzrokiem po słowach na monitorze.
— Miałem dość dużo roboty, a cały czas przychodził jakiś nauczyciel skarżyć się na Sena Nakano — odpowiedział Mark.
Nie zaglądał mu przez ramię, żeby nie przeszkadzać. Popijał tylko kawę z nogą założoną na nogę, wciąż będąc w swoich ubraniach z pracy. Nie zdążył się przebrać z jasnych, eleganckich spodni, koszuli i bawełnianej marynarki.
Foster krótko zerknął na ekran komputera. Miał tam wgląd do dzienniczka ich tematu rozmowy. Właśnie kontrolował, czy uczniowie czegoś niepokojącego nie pisali. Pojawiało się tam trochę wpisów, ale sporo było zupełnie niezwiązanych ze szkołą ani projektem. Zresztą, to też zależało od osoby. Niektórzy wpisywali tylko ważne posty, a reszta była tylko spełnieniem wymogu. Nie było co ich czytać. Ale dziś pojawił się post Nakano o jego zadaniu.
— Hm? Wydajesz się skupiony — zauważył Mark, kiedy Foster nie odpowiedział.
— Wybacz. Powiesz mi, co właściwie zrobił? — Chciał spojrzeć na to z innej strony.
Mark odchylił głowę na oparcie kanapy, a filiżankę oparł o kolano.
— Cały dzień nie odezwał się do nikogo po angielsku. Mówił tylko po japońsku, nawet na lekcjach. Nauczyciele, którzy nie mają pojęcia o eksperymencie, byli wytrąceni z równowagi. Na zajęciach angielskiego nawet czytał na głos literaturę nie po angielsku, tylko od razu przekładał na japoński…
— Gdyby takie było zadanie, to byłoby to całkiem imponujące. Ale chyba nie była zachwycona? — spytał, mając na myśli ich nauczycielkę od angielskiego. Chociaż specjalnie nie użył imienia, bo nie pamiętał, z którą Sen ma zajęcia. A był zbyt rozkojarzony, żeby się na tym skupić.
— Była wściekła… — Mark westchnął. — Jesteś czymś zajęty?
Foster przetarł twarz dłońmi. Ostatni raz spojrzał na dzienniczki. Na ekranie nadal miał treść wpisu Sena Nakano, który nieszczególnie źle czuł się z tym, że wkurzył swoim zachowaniem połowę swoich nauczycieli.
„Konnichiwa! Chociaż z tego, co pamiętam, to miałem tylko mówić w innym języku niż angielski. Zresztą, to proste zadanie, biorąc pod uwagę, że w szkole uczą jeszcze jakiegoś innego języka obcego. A ja… cóż, to było wręcz banalne, co daje mi do myślenia, że jednak nie wybieracie pod nas tych zadań, a raczej je losujecie. Bo poprzednie zadania już bywały trudniejsze. Ale i równie zabawne. Nikt nawet nie zauważył, jak mówiłem im bzdury. Mógłbym w ogóle mówić randomowe słowa, a i tak nikt by nie zaczaił. To zabawne w sumie. Będę musiał to powtórzyć bez zadania :P”
Zamknął wpis i zostawił komputer ze zdjęciem swojego psa na pulpicie. Wstał i podszedł do Marka. Pochylił się do niego i oparł dłonie o jego kolana.
— Projekt. Wybacz.
— Projekt…? Czytałeś dzienniczki? — dopytał Mark z lekkim napięciem. Filiżankę odłożył, żeby przypadkiem jego kawa się nie rozlała.
— Mhm. I wiesz, że nie mogę ci ich pokazać, prawda? — dopytał Foster i pochylił się jeszcze odrobinę, tak że dotknął nosem nos Marka.
Mężczyzna zmarszczył się, ale i tak położył dłonie na jego dłoniach.
— Koszmarny warunek…
— Może. Ale kontroluję sytuację. Nie panikuj. — Foster tym razem pocałował go w nos. — Chociaż też chcę, żeby to już się skończyło.
— A dopiero zaczyna się marzec… — stęknął Mark. Gdy tak patrzył w górę na Fostera, takiego dużego i męskiego, samemu wciąż siedząc w „grzecznych”, eleganckich ubraniach… czuł przypływ gorąca do ciała. Przez to wcale nie tak dyskretnie oblizał wargę.
— Mhm… I muszę zadbać, żebyś do końca tego projektu mi tu nie osiwiał. — Psycholog zaśmiał się, zabrał jedną dłoń z kolana Marka i przeczesał mu włosy. — Przystojniak.
— Nie chcę jeszcze siwieć — odpowiedział Mark z krótkim śmiechem, w duchu bardzo miło połechtany takim komplementem. To, że kręcił Fostera, to jedno, ale świadomość, że podoba mu się jego twarz, była dodatkowo uskrzydlająca. — Wydajesz się większy niż zwykle — zauważył, wyciągając dłoń do jego boku. Chciał dotknąć tego silnego ciała.
— To dobrze czy źle? Nie utyłem chyba ostatnio — odpowiedział Foster i znowu go pocałował, ale tym razem w łuk brwiowy. Wciąż był przy tym pochylony nad siedzącym nisko Markiem.
— Nie. Po prostu ta pozycja… — Dyrektor sapnął cicho i zmierzył go spojrzeniem. A po tym… zdjął swoją kamizelkę.
Drugi mężczyzna wziął głęboki oddech i zapatrzył się na niego.
A Mark nie poprzestał na kamizelce. Odpiął wręcz kusząco powoli kilka pierwszych guzików w koszuli. Bycie z mężczyzną dawało niesamowite wrażenia. Bo będąc z Lisą, nie robił czegoś takiego. A nawet jeśli, to było to okraszone śmiechem, bo to raczej ona kusiła jego. Ale jednak teraz czuł specyficzny dreszczyk, kiedy sam coś takiego robił i widział… jak to działa.
Bo, na Boga, działało. Foster wgapiał się w niego jak w obrazek i widać było, że dosłownie pożera go wzrokiem. Oddychał głębiej niż chwilę temu, a to sprawiało, że i Mark chciał więcej. Gdy rozpiął już całą koszulę i rozchylił ją, sięgnął do jednej dłoni psychologa, po czym powoli położył ją sobie na nagiej piersi. A następnie wychylił się w górę i pocałował go, zamykając oczy.
Foster zamruczał w pocałunek i mocniej pchnął go w klatkę piersiową. Oderwał usta Marka od swoich, obejrzał go od góry do dołu i znowu mocno pocałował. Pożerał jego usta.
Dyrektor jęknął bez opanowania, a jego szczupła klatka piersiowa uniosła się w głębszym oddechu.
— Mm… Foster…
— Hmm? — spytał, kiedy uniósł się i patrzył na niego z góry.
— Naprawdę w tej pozycji wydajesz się większy… Seksownie większy — wydusił Mark, mając wrażenie, że jest niemal zakleszczony pomiędzy kanapą a drugim mężczyzną.
Foster krótko się zaśmiał i zerknął w stronę krocza swojego dyrektora. Nic nie powiedział, tylko sięgnął do niego dłonią. Kiedy już wsuwał ją w rozpięte spodnie, znowu spojrzał na drugiego mężczyznę. Jeśli kręciła go ta lekka dominacja, to mógł mu ją dać. I sam odsunąć myśli jak najdalej od spraw szkolnych.
A Mark znów stęknął i nieco uniósł biodra, wypychając je do ręki swojego partnera. Była naprawdę duża i mieściła w sobie jego członek.
— Okej… Dawno tak szybko nie podnosiło mi się ciśnienie…
— To czasem lepsze niż kawa, co? — spytał Foster i jeszcze raz cmoknął Marka w usta, nim rozsunął mu nogi kolanem, żeby zaraz klęknąć pomiędzy nimi. Mocniej potarł penisa dyrektora i przygryzł usta na jego widok.
Eleganckie spodnie napięły się na udach starszego mężczyzny, ale penis gładko z nich wyszedł, gdy tylko Foster spróbował go wydobyć. Mark na nowo przyzwyczajał się do tego, jak to było mieć kogoś między swoimi kolanami, kto tak chętnie, z własnej woli to robił.
— Mhm…
A Foster na pewno chciał mu po prostu zrobić laskę. Nie było to podyktowane niczym więcej niż chęcią usłyszenia, jak ukochany mężczyzna stęka. Nie liczył, że zostanie mu to zwrócone. Nic z tych rzeczy. Bo teraz, kiedy liznął członek gorącym językiem, aż sam zamruczał z przyjemności. A Mark momentalnie położył mu jedną dłoń na głowie i jęknął. Drugą położył sobie na podbrzuszu.
— Jesteś gorący — szepnął, odchylając głowę na kark.
Nie uzyskał odpowiedzi, bo Foter znowu go liznął i zaraz objął swoimi ciemnymi wargami penisa. Zdecydowanie wolał robić loda facetowi, za którym szalał, niż czytać o tym, co przeskrobali uczniowie. Tym bardziej, gdy ten stękał z rozkoszą. Mark może i miał już czterdziestkę, ale przez to, jak długo nie miał żadnych kontaktów seksualnych, zachowywał się tak seksownie… entuzjastycznie. Nawet taka pieszczota była dla niego niemożliwie przyjemna, a penis od razu odpowiadał. Sztywniał, jak zawsze trochę przechylony w bok, a sam mężczyzna oddychał płycej.
Foster patrzył na niego, na ile mógł, kiedy ssał i lizał jego penisa. Kiedy smakował jego główkę, wodził wokół niej językiem. Czuł, jak ta wypycha mu policzek, gdy brał go do ust.
— Mmm… Nie powstrzymuj się — poradził i znowu go polizał od samego dołu aż po szczyt.
A przy tym Mark aż uniósł się na kanapie i stęknął głośniej.
— O Boże, Foster, gdy robisz tak delikatnie… — wydyszał.
Rzeczywiście, psycholog przypomniał sobie, że ten mężczyzna szczególnie lubił delikatne pieszczoty. Szybciej sztywniał, gdy lekko trzymał go w dłoni i pieścił jak wrażliwe zwierzątko, niż gdy trzepał mu mocno i szybko.
Dlatego nie krępował się i delikatnie cmokał jego penisa, żeby zaraz podmuchać tylko na jego szczyt i zaraz ocieplić to miejsce językiem A Mark znów drgnął, jakby chciał się podnieść. Zacisnął wargi i stęknął przez nie. Takie pieszczoty wynosiły go na wyżyny. Czuł, jak szybko sztywnieje i wręcz było mu z tym głupio. Ale przecież Foster mówił, żeby się nie powstrzymywał. Dlaczego więc miałby to robić, kiedy Foster za wszelką cenę starał się zrobić mu jak najlepiej? Lizał go, cmokał i delikatnie ssał, przy tym niemal łaskocząc palcami jego pachwiny.
— Pyszny — wydyszał i znowu złożył mu słodki pocałunek na żołędzi.
— Mh… to jest za każdym razem niesamowite, kiedy to robisz — odpowiedział rozpalony mężczyzna. — Wybacz, że… że tak szybko, ale jeszcze chwila i naprawdę dojdę…
— Kiedy tylko chcesz. Myślisz… że jak chcesz dojść? — spytał Foster, przygryzając ciemne, bardzo soczyste wargi. Aż robiły się od tego czerwieńsze. Były takie pełne, kiedy obejmowały jego penisa.
— A… mogę do twoich… ust? — wydyszał Mark, starając się patrzeć na niego, choć za każdym razem, gdy czuł kolejny prąd w ciele, mimowolnie mrużył oczy.
Foster oblizał się i uśmiechnął, kiedy przesunął penisem po policzku, po jego zewnętrznej stronie. Trochę drapiąc go i pokazując dyrektorowi przy tym, jakiego ma jasnego penisa przy swoim czarnoskórym kochanku.
— Mówiłem. Gdzie chcesz.
Mark uśmiechnął się do niego krótko i oblizał się na ten widok. Foster go rozpalał. To, jak chętnie łasił się do jego członka, wywoływało w jego ciele sensacje. Gdyby mógł, to równocześnie by go całował, przytulał się do niego i wsuwał w jego usta. Ale to nie było realne. Musiał grzecznie siedzieć i dawać się obsługiwać. I zdecydowanie tego pragnął, bo nawet trochę poruszył biodrami, ocierając się o twarz mężczyzny.
Ten posłał mu czułe, ale i łobuzerskie spojrzenie.
— Na pewno wolisz do ust… czy na usta? — spytał i przekręcił głowę na bok, żeby objąć od boku członek ustami.
Mark na sekundę zastygł, a Foster doskonale poczuł, jak jego członek zadrżał. Po tym do jego uszu doleciał odgłos głośnego przełykania śliny.
— Boże, Foster… Czuję się przy tobie jak nastolatek — wydusił. — Na usta…
Psycholog znowu się uśmiechnął, żeby zaraz podgryźć wargi. Był podniecony jak jasna cholera dzięki Markowi, ale też całkiem na nim skupiony.
— W takim razie na usta — wydyszał i znowu zaczął go delikatnie lizać i pieścić, jakby robił to piórkiem.
Kolejne ciarki przechodziły przez ciało Marka, jakby za każdym dotknięciem ktoś pieścił go prądem. Nie miał na czym zacisnąć pięści, bo kanapa się do tego nie nadawała, a koszula była zbyt cienka. Ostatecznie więc jedną pieść przysunął do ust i zagryzł ją wręcz niekontrolowanie.
Nie odrywał spojrzenia od swojego kochanka, samemu mając silne wypieki na twarzy. Aż nagle jęknął głośniej i spuścił się prosto na wargi, policzki i nos Fostera. I sam ten widok sprawił, że orgazm był dłuższy i bardziej intensywny.
Foster sapnął, zaskoczony. Znowu oblizał usta i sięgnął do policzka, tuż pod okiem, żeby zebrać nasienie. Oblizał je i zaraz po tym spojrzał na twarz Marka. Rozpaloną i chyba zagubioną trochę tym, jak kompletnie odpłynął.
— Jesteś pyszny, a ja mam białe piegi — zażartował z plam na swojej twarzy.
Mark, który dyszał głośno i zjechał przy tym wszystkim na kanapie o kilka centymetrów, chwilę tylko patrzył. Aż naraz pochylił się, objął mokre policzki Fostera dłońmi i pocałował go intensywnie. Mężczyzna odpowiedział na pocałunek. Musiał wyzbyć się tych obaw. Tych zahamowań spowodowanych tym, że jego miłość kiedyś była z kobietą. Teraz Mark był jego. Objął go więc za kark i namiętnie oddał pocałunek.
Dyrektor wcale nie wyglądał tak, jakby miał już dość. Zachowywał się, jakby chciał jeszcze więcej i jeszcze bliżej. Po tym mocnym i gorącym pocałunku spojrzał więc intensywnie w oczy kochanka i powiedział:
— Chodź do łóżka. Chcę potrenować.
Foster odpowiedział szerokim uśmiechem.
— O Boże, tak — wydyszał i pierwszy się uniósł.
Kiedy Mark jeszcze siedział na kanapie, widział, jak ten ma wypchane spodnie. To było aż oszałamiające uczucie. A Mark cieszył się z tego, co czuje. Bo jak już od dawna miał z Fosterem psychiczną więź, tak teraz dochodziło jeszcze fizyczne przyciąganie. Chciał być z nim blisko na każdej płaszczyźnie, więc od razu się podniósł i złapawszy go za dłoń, pociągnął do sypialni. Z rozchełstaną koszulą i wciąż mokrym, ale lekko sztywnym penisem wystającym z eleganckich spodni. To zdecydowanie nie mógł być koniec ich igraszek.
Ciemnoskóry mężczyzna dał się pociągnąć i tylko uśmiechnął się szerzej. Był nakręcony. Jakby znowu młody, z hormonalną bombą zegarową w sobie.
Kiedy dotarli do sypialni, zamknął do niej drzwi, żeby Annie nie weszła i nie przeszkodziła.
— Och, Mark.
Dyrektor odwrócił się do niego przodem i uśmiechnął się. Wyglądał naprawdę seksownie z rumieńcami na policzkach, zadbaną fryzurą… Przystojny i wysoki. Do tego naprawdę szczupły i elegancki.
— Rozbierzesz mnie? — zapytał, choć koszulę miał już rozpiętą, podobnie jak spodnie.
Foster nie odpowiedział. Odbił się za to od drzwi i podszedł do niego. Złapał go w pasie, pocałował i przesunął dłonią od, już lekko wilgotnej od potu, klatki piersiowej aż do penisa, którego znowu ujął w dużą dłoń. Trzymał go przy tym mocno i zdecydowanie. A Mark na sekundę zamknął powieki i sam trochę dosunął się do mężczyzny. Pocałował go w szczękę delikatnie. Foster zamruczał i jeszcze chwilę trzymał go przy sobie, żeby zaraz przesunąć obie dłonie na jego ramiona i zsunąć z nich koszulę. Pocałował przy tym Marka w szczękę, a potem w szyję.
— Zawsze myślałem, że jesteś przystojny, ale twoja skóra… Mmm, tylko ją całować.
— Mm… dzięki — odpowiedział Mark z automatycznym uśmiechem pojawiającym mu się na ustach. Było mu niesamowicie miło słuchać takich komplementów. — Niedawno… w ogóle nie spodziewałem się, że jeszcze kiedyś będę się komuś tak podobać.
— Dlaczego? — spytał Foster, kiedy jego usta znowu znalazły się nisko i całowały go po żebrach. Łaskotał go przy tym nosem a dłońmi już zsuwał mu spodnie.
W tym czasie starszy mężczyzna oddychał głębiej i poddawał mu się, z rękami na jego ramionach.
— Bo sądziłem, że już najlepsze mam za sobą… Że w ogóle nie znajdę nikogo i… Foster, nawet z nikim nie flirtowałem…
— Cóż, podświadomie mnie to cieszyło. Byłbym jeszcze bardziej zazdrosny niż o Lisę. — Foster zaśmiał się gorzko i cmoknął go w pępek.
Znowu był przed Markiem na kolanach i pomagał mu zdjąć spodnie. Mężczyzna uniósł przy tym nogi, by Foster mógł go całego rozebrać. Łącznie z bielizną i skarpetkami.
— Nie musisz o nikogo być zazdrosny. Tym bardziej, gdy tak o mnie dbasz — dodał na koniec z krótkim śmiechem.
Foster uśmiechnął się do niego z dołu. Znowu go pocałował, a kiedy odrzucił spodnie na bok, złapał Marka za pośladki, objął jego uda ramionami i poprawił się, żeby klęczeć tylko na jednym kolanie. Po tym, wiedząc, że łóżko jest blisko, dźwignął mężczyznę w górę, zrobił dwa kroki i powalił go na materac. Mark od razu sapnął, a gdy szok mu przeszedł, roześmiał się.
— I tym bardziej, że żadna osoba, z którą kiedykolwiek coś próbowałem, nie była w stanie zrobić czegoś takiego! — zażartował, patrząc na mężczyznę zmrużonymi w uśmiechu oczami. I wciąż z podnieceniem w całym ciele.
Foster sapnął i też się zaśmiał, żeby zaraz napiąć mięśnie klatki piersiowej i bicepsy.
— Daleko bym cię nie zaniósł, ale już do łóżka mogę cię wrzucić — odpowiedział i sam wsunął się na materac. Cmoknął jego kolano.
Zobaczył, że Mark spogląda na jego ciało, jakby chciał nie tylko poczuć jego siłę, ale też widzieć ją w postaci silnych mięśni. Sięgnął nawet do niego i musnął go palcami w ramię.
— Rozbierzesz się też? Przez to, co ze mną robisz, mam ochotę bardziej cię poczuć.
— Pomożesz mi? — spytał Foster, kiedy klęknął już między nogami Marka i zaczął rozpinać swoją koszulę i spodnie.
— Bardziej niż chętnie — odparł od razu dyrektor, podnosząc się trochę.
Gdy Foster zajmował się spodniami, on rozpiął mu koszulę. Na widok umięśnionego ciała pochylił się i pocałował go w środek klatki piersiowej. Podobała mu się. Na studiach uprawiał seks z chłopakami swojej postury, ale to podobało mu się bardziej. Chętnie więc dotykał to ciało, gdy zdejmował z niego koszulę, chcąc już mieć swojego czekoladowego mężczyznę nagiego.
Foster patrzył cały czas na niego tak ciepło, jakby sam chciał go nieustannie dotykać. A kiedy w końcu zsunął spodnie i bieliznę poniżej pośladków, Mark zobaczył, jak jego penis wręcz wyskoczył na zewnątrz. Był twardy i ciemny. Zdumiewała go ta wielkość. To był naprawdę… mięsisty członek.
— Ostatnio było chyba trochę lepiej, hm? — rzucił już trochę bardziej zduszonym głosem i dotknął jego genitaliów. — Może dziś znowu będzie jakiś progres?
— Może. — Foster westchnął i na moment zszedł z łóżka, żeby pozbyć się ubrań. Kiedy wracał do Marka, spytał: — Nie chcesz czegoś zrobić? Dotknąć go?
— Mogę nawet go polizać, jeśli pozwolisz — odpowiedział dyrektor, chcąc wreszcie tego spróbować. Nie miał pojęcia, jak smakuje penis. Na studiach tego nie robił.
Foster odruchowo chciał go zatrzymać. Zapewnić, że nie musi tego robić. Ale już obiecał, że nie będzie taki asekuracyjny, tak jakby tylko Mark czegoś między nimi chciał.
— Jeśli… — przełknął głośno ślinę — jeśli chcesz.
— Chcę na pewno spróbować, ale… — Mark zaczerwienił się trochę i odwrócił wzrok od jego twarzy, na członek — nie dam rady na pewno tak jak ty… Jesteś większy.
— Nie musisz — zapewnił od razu Foster. — W ogóle, że go… — znowu przełknął ślinę — że go poliżesz, będzie naprawdę niesamowite.
Dyrektor pokiwał głową, czując, że się stresuje. Nie bał się tego, ale sam fakt, że było to dla niego coś nowego, czego jeszcze nie próbował, wywoływał w nim przypływ adrenaliny.
Pociągnął Fostera trochę bliżej, po czym sam usiadł wygodniej. Wciąż miał nogi rozłożone po bokach kolan psychologa, ale teraz dosunął się bliżej jego krocza. Ujął go w dłoń u nasady i przełknął ślinę. Zerknął krótko w górę, ale chyba… za bardzo się wstydził, żeby coś jeszcze dodać. Chociaż sam nie wiedział, czy był to konkretnie wstyd. Po prostu… nie chciał być kiepski.
Ostatnim, głębokim oddechem dodał sobie odwagi i zamknąwszy powieki, mokrymi wargami objął czubek ciemnobrązowego penisa oraz zsunął je z niego z cichym mlaśnięciem, jakby smakował loda na patyku.
Foster od razu stęknął i zamruczał. Mark tak ładnie wyglądał przy jego penisie… Jak jego mokry sen. Mężczyzna kilka razy powtórzył ten ruch, a potem polizał główkę penisa, jakby chciał go pokosztować.
— Jest taki… gładki — wydusił cicho, że Foster ledwo go usłyszał.
— Twój też. Ale… to okej? — Nie powstrzymał się tym razem przed zachowawczym pytaniem.
— Mhm — odparł Mark. Nie chciał na głos tego porównywać do oralnych zabaw z kobietą, bo Foster był gejem. Ale było to czymś kompletnie innym, lecz wcale nie gorszym. Smakowanie tak… podniecającej części ciała przynosiło dreszcze. Mark wyobrażał sobie, jak ten penis w niego wchodzi, a teraz po prostu tak grzecznie stoi i czeka na kolejne pieszczoty. — Spróbuję zrobić to dobrze — obiecał z lekkim stresem, ale i ochotą, gdy przytrzymał członek i znów objął go wargami.
Foster od razu sapnął. Musnął knykciami włosy Marka, żeby zaraz położyć dłoń na jego ramieniu.
— Już… już robisz to dobrze — pochwalił, bo krew szumiała mu w głowie, kiedy tylko patrzył na Marka przy swoim kutasie.
Ten zmrużył oczy i zamruczał w podzięce za to zapewnienie, choć wydawało mu się, że Foster tylko tak mówi. Bo przecież na razie nie robił nic specjalnego i wcale nie był pewien, czy będzie potrafił. Ale chciał, żeby mężczyźnie się podobało.
Polizał go językiem od spodu i spróbował poruszyć głową. Nie raz ktoś robił mu loda. Wiedział, na czym to polega, lecz robienie tego samemu było… zupełnie inne. Ale wcale nie było złe. Czuł mrowiące dreszcze na ciele, kiedy penis wchodził głębiej i dotykał mu migdałków. Grubość Fostera była na tyle imponująca, że miał przy tym bardzo szeroko otwarte usta, a penis był bardzo sztywny. Foster z tej pozycji mocniej i inaczej pachniał. Aż kręciło mu się w głowie. Usta miał nieco zdrętwiałe, ale przy tym było mu w nie naprawdę ciepło.
— Mmm… Mark…
Foster popieścił go opuszkami po szyi, przez co Mark zadrżał z przyjemności i powoli cofnął twarz. Miał naprawdę silne rumieńce, jakby ktoś przyłożył mu gorący termofor do twarzy.
Zerknął w górę.
— Wybacz, że tak wolno… Ale oswajam się — wytłumaczył z krótkim śmiechem.
— Jest cudnie. Rób tak dalej — odpowiedział psycholog i znowu połaskotał go w szyję, żeby na koniec złapać za brodę. Pochylił się do jego twarzy i pocałował. — Masz takie ciepłe te usta.
— On jest chyba jeszcze gorętszy — sapnął Mark, kiedy chwilowo dotykał go dłonią.
A gdy Foster puścił jego brodę, znów pochylił głowę do jego krocza. Miał wrażenie, że penis był jeszcze większy. Wiedział, że nie da rady wziąć go całego. Ani teraz, ani może nigdy. Był po prostu za duży. Ale przy tym naprawdę… smakowity. Dlatego nie musiał pokonywać żadnych oporów, kiedy znów wziął go do ust i oddał się tej pieszczocie. Pieszczocie, z której o dziwo też czerpał dużo przyjemności. Bo czuł, że jego własny penis też sztywnieje, kiedy ssał tego czarnego kutasa i zapychał nim sobie policzki.
Foster był coraz bardziej nakręcony. Aż w pewnym momencie ostrożnie odsunął biodra, przytrzymując przy tym Marka za ramię.
— Mmm… Może już? Nie chcesz może dalej? — spytał, bo wiedział, że jeszcze trochę takich oralnych przyjemności i kompletnie odpłynie.
Dyrektor spojrzał na niego w górę pytająco i przytaknął.
— Ale nie byłem najgorszy ze wszystkich, których miałeś? — zapytał ze śmiechem, niby żartobliwie. Choć Foster już za dobrze czytał ludzi, żeby nie wyczuć, jak Mark potrzebuje zapewnienia o tym, że się sprawdził.
Foster od razu mocno go pocałował.
— Nie. Byłeś cudowny. Sam fakt, że to ty… Och, jakbym się zapomniał, miałbyś też swój pierwszy ładunek w ustach.
A Mark, zamiast się speszyć, uśmiechnął się szerzej.
— Mmm… Kiedyś i tego smaku spróbuję — zapewnił ze śmiechem, po czym cmoknął go i… opadł na plecy. Wciąż z uśmiechem błąkającym mu się na zarumienionej twarzy spojrzał w górę na mężczyznę i ostrożnie sięgnął między swoje nogi. Pomasował się po pachwinie i sięgnął niżej, pod jądra. — Ale dzisiaj tam jest dla niego miejsce… hm?
Foster aż zapomniał języka w ustach. Zagapił się z rozchylonymi ustami i ciśnieniem uderzającym mu zarówno do głowy, jak i penisa. Zresztą ten aż zadrżał na sam widok.
— O Boże… — wydusił, nie mogąc oderwać od mężczyzny spojrzenia.
A ten zagryzł wargę, już widząc, że psycholog naprawdę chce go przelecieć.
— Chodź — szepnął, masując się po kroczu. Sięgał też do szparki, choć wolał, żeby to Foster już się nią zajął. Był napalony.
Ten energicznie pokiwał głową, żeby zaraz pochylić się nad nim, podeprzeć i znowu pocałować. Wolną dłonią połaskotał go po boku, aż sięgając biodra i uda Marka. Podciągnął je w górę, przytulając do swojego ciała. Jeszcze chwilę się całowali, aż dyrektor poczuł palce gospodarza obok swoich. Zabrał je więc, żeby móc objąć Fostera za szyję. Bycie tak blisko było przyjemniejsze. Tak samo jak ten mrowiący dotyk na dole.
— Kolejny krok do szybkiego numerku — szepnął w wargi psychologa, podskubując je delikatnie.
— Mmmm, chyba tak. Chociaż sam trening już jest genialny. — Foster sapnął i znowu go pocałował, tym razem smakując językiem jego, w międzyczasie palcem napierając na zwieracz. Chciał go podrażnić trochę, nim sięgną po lubrykant.
Zresztą przyjemnie się go obserwowało, gdy Mark drgnął i sapnął. Do tego dziurka zacisnęła się seksownie, a potem powoli rozluźniła w odpowiedzi na jego ruchy. Sam Mark potarł udem o jego bok i błogo zmrużył oczy.
— Jak przyjemnie…
— To dobrze. Spróbuj się rozluźnić — poprosił Foster z kolejnym pocałunkiem, tym razem w policzek. Chciał chociaż opuszek palca wsunąć w dziurkę, nim przejdą do konkretów.
— Spróbuję — zapewnił Mark i wciągnął do płuc więcej powietrza.
Po tym jego pośladki się rozluźniły, tak samo jak otworek. A gdy Foster od razu to wykorzystał, dyrektor cicho jęknął. Poczuł mrowienie w całym ciele, przez co mocniej zacisnął palce na plecach Fostera. Miał wrażenie, że taka ostrożna i delikatna pieszczota była niemożliwie… intymna. Do tego drugi mężczyzna był bardzo blisko. Oddychali niemalże tym samym powietrzem, kiedy tak się dotykali i całowali. Aż w końcu Foster uniósł się i sięgnął po żel intymny. Chciał, żeby wszystko było delikatnie i przyjemnie dla nich obu.
Mark powędrował wzrokiem za jego ręką i na moment stężał. To był ten moment.
— Odwrócić się? — zapytał.
— Jeśli wolisz. Ale może chcesz tak? — spytał Foster, klęcząc między jego nogami. Na dłonie właśnie wyciskał sobie nawilżenie.
— Może być tak — uznał Mark.
Lecz nie czekał bezczynnie na bycie dopieszczonym. Podsunął się do klęczącego Fostera tak, że wpakował mu się na kolana pośladkami, przez to mając dolną połowę ciała wyżej. A psycholog mógł nie tylko łatwiej dostać się do jego wejścia, ale też widzieć dokładnie to, co robi. Aż westchnął. Dotknął wilgotnymi i śliskimi palcami jego dziurki. Drugą złapał mężczyznę za penisa i zaczął masturbować. On po obciąganiu był nieźle nakręcony, a nie chciał, żeby Mark później musiał sam kończyć.
To podobało się starszemu mężczyźnie. Westchnął błogo i popatrywał na niego z dołu rozognionym spojrzeniem.
— Potrafisz mnie dopieścić — powiedział miękko, czując, jak powoli wsuwają się w niego palce. Kiedy był rozluźniony i nie stresował się, było to wyłącznie przyjemne uczucie. Choć i tak leciutko spiął zwieracz, jakby kąsał nim palce psychologa.
— Staram się. Musi być ci dobrze. — Foster pochylił się, żeby ucałować nogę swojego dyrektora. Przy tym przyjemnie masował jego wnętrze, kręcił palcami w środku Marka i pożerał go wzrokiem.
A Mark mruczał nisko, chcąc sygnalizować swoje podniecenie. Zawsze lubił to okazywanie uczuć i doznań. Czuł się wtedy bliżej partnera.
Gdy palcówka się przedłużała, a jego dziurka już w ogóle nie stawiała oporu, zerknął znów na leżącą na kremowej pościeli buteleczkę z żelem.
— Już…?
Foster ostatni raz poruszył w nim palcami.
— Mmm… Już — zgodził się i sięgnął po nawilżenie, żeby i jego penis był tak wilgotny jak tyłek dyrektora.
Kiedy tylko żel pokrył go całego, czarny, sztywny penis aż się błyszczał. Jego widok był wręcz hipnotyzujący. A Marka aż przeszedł dreszcz, gdy zdał sobie sprawę, że będzie miał go całego w tyłku. Jeśli się uda. Jakoś tak chciał… nauczyć się mieć go w sobie. Być nim wypełnionym. Być posiadanym przez Fostera. To było ogłupiające na swój sposób.
— Okej, wsuwam się. — Foster jak zwykle ostrzegł i upewnił się, czy będzie okej.
Pochylił się trochę do Marka, pogładził go po boku i zaczął w niego wchodzić. Przez pozycję było bardzo intymnie, ale i jakoś ciaśniej.
Mark skrzywił się krótko, ale nie zacisnął dziurki. Tylko napiął mięśnie ud, a dłonie zacisnął na pościeli. Patrzył przy tym na Fostera. Nie na sufit, lampę, czy zamknięte powieki. Chciał widzieć, z kim to robi. Komu oddaje swoje serce i ciało. Uśmiechnął się nawet do niego łagodnie, czując wypieki na policzkach i szybsze bicie serca. Nie tylko przez doznania fizyczne, ale i emocje, które towarzyszyły temu zbliżeniu.
Foster też się do niego uśmiechał. Był w niego zapatrzony jak w obrazek i powoli się poruszał, żeby w kolejnym takcie wsunąć się trochę głębiej. Gładził przy tym jego ciało delikatnie, czasami pieścił sutki i obaj dawali się pochłonąć tej wspólnej przyjemności.
Bujanie było przyjemne i na pewno nie nudne. Stopniowanie przyjemności w postaci coraz głębszego wchodzenia, dawało Markowi kolejne doznania, a on wtedy otwierał szerzej wargi i głośniej stękał. Aż naraz wyciągnął rękę do swojego partnera.
— Pod… ciągniesz mnie? W górę…? Może sam się poruszam? — zaproponował.
Foster chwycił go za dłoń, ale jeszcze nie spełnił prośby. Tylko pokręcił jego palcami między swoimi.
— Chcesz? Będzie trochę inaczej.
— Tak, jeszcze tak nie próbowaliśmy — odparł Mark, więc Foster podciągnął go w górę. — Och… Dobra, chyba właśnie bardzo poczułem się twój — skomentował z krótkim śmiechem, czując, jak teraz był mocno przyklejony do mężczyzny, do tego na jego kolanach.
Pozycja na pewno dawała penisowi możliwości wejścia głębiej w ciało drugiego mężczyzny, lecz Mark nie usiadł całkiem na kolanach Fostera, bo trochę się tego obawiał. Wciąż było mu trudno wziąć go w całości, więc nieco się unosił, a i tak wydawało mu się, że ma go bardzo głęboko. Czuł się jak nadziany. Ręce trzymał na szyi mężczyzny, chcąc kontrolować swoją wysokość, a nogi zgiął w kolanach.
Przyjemne było też to, że Foster złapał go nie w pasie, a pod pośladkami. Jego palce objęły tyłek niczym szpony, a Mark mógł zobaczyć, jak przy tym bicepsy napinają się pod ciemną skórą.
— Całuj mnie jak najwięcej, skoro jesteś tak blisko — poprosił Foster.
— Uwielbiam cię — sapnął Mark i nawet nie dał mu dobrze wziąć oddechu, bo od razu go pocałował. Mocno, z języczkiem, chcąc poczuć go całym sobą.
Powoli się poruszył, czując, jak tyłek nadziewa się na tego twardego i grubego penisa i jak porusza nim całym od środka. To było tak sensacyjne, że drżał w tych silnych ramionach i cicho postękiwał. Mimo że usta miał zajęte. Foster sam też je co jakiś czas skubał, jednocześnie pomagając dyrektorowi się unosić, kiedy podciągał jego tyłek w górę. To było na pewno najprzyjemniejsze ćwiczenie na bicepsy, jakie kiedykolwiek wykonywał.
— Mmm… Jesteś cudowny. Tak głęboko! — wydyszał w usta starszego mężczyzny.
— Te… też to czujesz? Chyba… chyba… ou… jeszcze tak głęboko nie byłeś — wydyszał Mark, trzymając się go mocno. Podskakiwał niezbyt szybko, ale na pewno na tyle żwawo, żeby drugi mężczyzna był odpowiednio pieszczony.
— Chyba nie. Tobie nie jest za głęboko? Mogę cię trzymać wyżej — zaproponował Foster i skubnął szyję mężczyzny.
— Nie… tak jest bardzo dobrze. Tak możesz mi robić — zapewnił go Mark, stękając ciężej przy każdej dodatkowej pieszczocie.
Rzeczywiście, nie mogło mu być źle, kiedy jego penis stał sztywno i już był wyraźnie wilgotny na główce. A mężczyzna cały czas starał się miarowo unosić, choć znacznie wspierał się na Fosterze. Nie miał tak dobrej kondycji, więc i jego skóra była wilgotna. A on coraz bliżej cudownego spełnienia.
Foster zamruczał na zgodę. Nie opuścił Marka niżej, chociaż gdzieś tam w głębi duszy chciał. Chciał też jednak być dobrym partnerem. Unosił go więc, pomagając Markowi w tym cudownym ujeżdżaniu jego kutasa. Całowali się, pieścili pocałunkami i byli coraz bliżej spełnienia.
Mimo że początkowo Foster myślał, że pierwszy dojdzie, bo przecież już przed tym ujeżdżaniem był cholernie podniecony, to jednak pierwszy wystrzelił Mark. I jak cudownie go przy tym ścisnął… Objął go ciaśniej, wczepił się w niego i gwałtownie podkulił nogi. A psycholog przez tak nagły ruch nie zdążył go mocniej przytrzymać, więc Mark na sam koniec jeszcze głębiej się na niego nabił. Jęknął przy tym, ale wyglądał, jakby to głębsze wejście tylko wzmocniło jego orgazm, bo zadrżał mocno i z całych sił zacisnął powieki. A białe nasienie wylądowało na ciemnej, rozgrzanej skórze Fostera, który zamruczał nisko i wypuścił powietrze przez nos. Aż się w nim gotowało, kiedy widział takiego Marka. Jego jądra niemalże paliły się pod nim, tak samo jak penis, który tak ściskany przez mężczyznę, w końcu zadrżał finałowo, napełniając tyłek dyrektora spermą.
— Ooo… O Boże, Mark. Kocham cię.
A mężczyzna uśmiechnął się błogo, choć słabo, bo na szerszy uśmiech nie miał sił. Był wykończony tą przejażdżką, a jego umysł szalał. Nigdy w życiu nie miał takiej pozycji. Co prawda trudno było o to w przypadku seksu z kobietami, ale nie zmieniało to faktu, że był dziwnie urzeczony takim seksem. Miał wrażenie, że dzięki temu byli bardzo blisko siebie.
— To było… genialnie — wydusił słabo, już całkowicie opierając swój ciężar ciała na drugim mężczyźnie. Wisiał na nim, z rękami przewieszonymi przez jego szyję.
Po chwili poczuł, jak Foster go unosi, żeby penis mógł się z niego wysunąć. Kiedy to się udało, został dopiero posadzony na udach psychologa.
— Och, tak, genialne. Nawet nie wiesz jak bardzo — zamruczał i ukradkiem spojrzał na bark Marka.
— Ta pozycja jest męcząca, ale… seksowna — mówił dyrektor zmęczonym głosem. Aż nagle poczuł, jak z jego naprawdę nieźle otwartej dziurki wylewa się sperma. Prosto na uda psychologa. Mocniej się zaczerwienił i spróbował się unieść, ale drżące uda go zdradziły. — Przepraszam, Foster… skapuje. Może… uniosę się…
— Mi to nie przeszkadza, ale proszę, jeśli ci będzie lepiej. — Foster uśmiechnął się do niego i cmoknął go. Po tym objął w pasie i razem z nim przewrócił się na bok. Żeby Mark mógł się położyć i złączyć nogi. A on nadal być blisko niego.
Chwilowo całkowicie wyleciały mu z głowy rozterki na temat projektu i dzienniczków, które czytał. O tym, jak Tomas Eng z trudem przeszedł zadanie roznegliżowania się na zajęciach z malarstwa, czy jak Sen Nakano podniósł ciśnienie wszystkim swoim nauczycielom. Teraz najważniejsze było to, że był tu ze swoją wieloletnią miłością.
Mark chwilę patrzył mu w oczy, leżąc na boku, bardzo blisko. Rozgrzany, spocony i spełniony. I gdy minął długi moment, zaśmiał się głucho i przytknął wargi do warg drugiego mężczyzny. Ich nosy lekko się zmiażdżyły, a on powiedział cicho:
— Jestem szczęśliwy.
— W takim razie ja jestem całkiem spełniony. O tym zawsze marzyłem. Żebyś był szczęśliwy — odpowiedział psycholog, nie przejmując się, jak może górnolotnie to brzmieć. Teraz ważne było, że mógł dotykać Marka po boku i patrzeć z tak bliska w te szczęśliwe oczy.
Moss znów bardziej się uśmiechnął po tych słowach. Posiadanie kogoś, kto tak bardzo o niego zabiegał i dbał, było czymś niesamowitym, uskrzydlającym i dającym chęci do wstawania każdego poranka z nadzieją. To było coś, czego przez ostatnie lata bardzo mu brakowało.
— Mmm… To teraz marzy mi się tylko przyjemny, leniwy wieczór bez myślenia o pracy. Ale jeszcze chwilę muszę odpocząć.
— Dziś całkiem długo o niej udało ci się nie wspomnieć — wypomniał mu Foster, gładząc jego bok, wręcz wywołując na skórze ciarki i łaskotki. Cały czas był przy tym uśmiechnięty.
— Widzisz. Jestem w tym coraz lepszy. Albo to ty skutecznie mnie od niej odciągasz — zauważył Mark wymownie, bo upatrywał w tym naprawdę duży wkład Fostera. Ten pochłaniał jego myśli nieraz bardziej niż nawał obowiązków w szkole. A do tego teraz tak miło go pieścił, że wydawało mu się, jakby wcale nie skończyli przed chwilą seksu, lecz ten dalej trwał. Jakby orgazm nie minął całkiem, a po prostu pozostawił po sobie słabsze, ale niemożliwie rozkoszne dreszcze, które teraz wywoływały palce psychologa.
— Może kiedyś uda mi się sprawić, żebyś po powrocie do domu w ogóle nie musiał się nią martwić i nie musiał o niej myśleć. — Foster pozwolił sobie na chwilę beztroskich marzeń.
Naprawdę chciał, żeby im się ułożyło i żeby Mark już nie musiał tak stresować się pracą. Było to trudne szczególnie w tym roku, przez eksperyment szkolny. Ale wierzył, że jeśli przetrwają ten czas i wciąż będą razem, następny rok szkolny będzie już łatwiejszy. Liczył na to w głębi serca, choć jego ostrożna osobowość nie pozwalała mu wybiegać aż tak w przyszłość. Teraz najważniejsze było, że Mark był z nim spokojny i szczęśliwy. Dawał się dotykać i sam odpowiadał na dotyk. A dzięki temu każdy wspólny dzień był naprawdę niesamowity. Nawet jeśli kolejnego miała znów powitać ich rutyna i rzeczywistość.

*****

Dziś wpis do Dzienniczka zrobił:

Sen Nakano – 5.03.

8 thoughts on “Project Dozen – 94 – Werbalne nieporozumienia i niewerbalne kontakty

  1. Katka pisze:

    C., „słodko-pikantny” – podoba mi się. Foster jest taki cieplutki, że dzięki temu się wydaje taką słodką ostoją, ale jak chce, to potrafi być męski i sexy. Mark aproves! Też lubię tę konfigurację :3

    O., hehehe, Marka pewnie baaaaaardzo kusi, żeby zobaczyć, co tam w dzienniczkach pozapisywali uczniowie… No ale jest grzecznym panem dyrektorem. Niegrzecznym też, ale w odpowiednich sytuacjach XD

    Wadera, oo, dzięki za jeszcze jeden, konkretniejszy komentarz :) Miło poczytać! No i widzę, że nieźle się wkręciłaś w tę parę, co baaaardzo mnie cieszy. Tym bardziej, że w sumie nieplanowana wyszła XD Kwestia ich dojrzałego wieku jest fajna, przyznam. Też mi się to podoba, bo sam fakt, że oni obaj mają już duże doświadczenia za sobą, swoje życie jakoś tam już przeżyli, daje zupełnie inne możliwości. To ciekawe, jak można osadzić romans właśnie na czymś już konkretnie zbudowanym. „Mark mimo długoletniemu oddaniu żonie, nawet po jej śmierci, zdołał się otworzyć na uczucia.” – mmm, wyjątkowo to lubię, przyznam. Że w sumie Foster trochę go wyleczył z takiej przesadzonej wierności. Bo Mark aż za bardzo żył swoją przeszłością, jakby nie wierzył, że w ogóle ma prawo do jeszcze jednej miłości. A dzięki niej przecież odżył :) No i ładnie też napisałaś o Fosterze – „Foster który myślał że nigdy nie dane mu będzie poczuć odwzajemnienia uczuć które żywił tak długo, w końcu uczy się wyrażania tych uczuć na głos.” – chyba cały czas w jego asekuracyjnej postawie widać, że on się właściwie też tego dopiero uczy. Uczy się, jak wypowiadać swoje uczucia i jak faktycznie sięgać po to, czego się pragnie. Och, obaj panowie na nowo uczą się milości :)

  2. Wadera pisze:

    Dobra, ochłonęłam ;)
    Rozdział po prostu fantastyczny! Uwielbiam tą parę – wspominałam o tym?
    Nie wiem czy to dlatego, że przez wiek bohaterów związek wydaje mi się dojrzalszy czy przez samą sytuację w jakiej Ci odkryli swoje uczucia. Po naprawdę wielu opowiadaniach o osobach młodych max 25 lat dobrze jest przeczytać, że życie nie kończy się w wieku lat trzydziestu. Że mając nastoletniego syna i pewne doświadczenie życiowe -nie zawsze to przyjemne – można zakochać się z taką samą mocą i namiętnością.
    Uwielbiam czytać o ich wątpliwościach, ale też chęci ich przezwyciężenia. Mark mimo długoletniemu oddaniu żonie, nawet po jej śmierci, zdołał się otworzyć na uczucia. Foster który myślał że nigdy nie dane mu będzie poczuć odwzajemnienia uczuć które żywił tak długo, w końcu uczy się wyrażania tych uczuć na głos.
    Nie mam pojęcia dlaczego, ale ta para naprawdę mnie zachwyca i pokazuje takie normalne domowe życie. Jeszcze trochę, a może nawet przestaną przynosić pracę do domu ;)
    Podsumowując panowie dzielnie walczą o pierwszeństwo w rankingu moich ulubionych par.
    Naprawdę lubię o nich czytać (powtarzam się?) :D
    Pozdrawiam, Wadera.

  3. O. pisze:

    Zadanie idealne dla Nakano, choć nie mam tu na myśli jego dwujęzyczności ;)
    Miło też, że Mark nie wykorzystuje sytuacji, by poczytać dzienniczków z projetku, ufa Fosterowi na każdym polu i o tym miło się czyta xD

  4. C. pisze:

    uwielbiam ich. Tworzą bardzo słodko pikantny związek <3. Cieszy mnie że Mark tak w tym temacie sie otworzył, no i szczególnie lubie te konfiguracje ;). Weny!

  5. Katka pisze:

    Luana, hehehe, tak, Mark się aż prosi o grzech XD I jakoś mam przeświadczenie, ze trochę Foster tak na niego patrzy. Jak na kogoś jeszcze niedawno tak nietykalnego. Jak na mężczyznę jednej kobiety, do tego będącego z nim długoletnim friendzonie. Ale teraz, kiedy wreszcie go ma dla siebie, to na pewno chętnie doprowadza go do takiego stanu. Fajniutko, że dobrze i gorąco się czytało :D

    Wadera, chciałaś ich to masz XD Widzę satysfakcję, wiec bardzo się cieszę :D

    Akira, cała przyjemność po naszej stronie :) My dziękujemy za komentarz. A o ulubieńcach czyta się bardzo fajnie, więc cieszymy się, że mogłyśmy sprawić przyjemność rozdziałem :)

  6. Akira pisze:

    Dzięki za rozdział.
    Bardzo mi się podobał zwłaszcza, że to jedna z moich ulubionych par.
    Pozdrawiam i życzę weny
    Akira

  7. Wadera pisze:

    Mrrrrrrrrrrrrrrrraaau!
    *Bardziej merytoryczny komentarz umieszczę gdy powrócę do stanu stałego ;) *

  8. Luana pisze:

    Mark jest fantastyczny. Na miejscu Fostera to ja bym ciągle Marka doprowadzała do takiego stanu. Ta para jest cudowna. I mówicie, że nie była planowana. Wyszła wspaniale. Dobrze, że tak będąc razem mogą oderwać się od problemów. :)
    Gorąco-świetny rozdział. :)
    Pozdrawiam. :)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s