Newton’s Balls – 65 – Byczek i bydlak

Wszedł cicho do sypialni, żeby nie zbudzić śpiącego mężczyzny. David wrócił późno w nocy z jakiejś konferencji i Shane domyślał się, że prześpi całe sobotnie przedpołudnie. On więc zamierzał wykorzystać ten czas na pójście do siłowni. Miał nadzieję, że zdąży wrócić, zanim jego partner wstanie i będzie mógł mu zrobić jakieś śniadanie.
Pochylił się nad łóżkiem i delikatnie cmoknął mężczyznę w policzek, a potem zabrał swoją sportową torbę spod szafy. Spakował wszystko, czego potrzebował i wyszedł, zostawiając na szafce nocnej kartkę z wiadomością, gdzie się udał. Tak jakby co.
Dwie godziny później ćwiczył brzuch, dzięki specjalnej podporze, gdzie łokcie opierało się o miękką część, trzymało drążki i w wyprostowanej postawie podciągało nogi. Całe jego ciało się napinało, a on był już mocno spocony po długim wysiłku. Szary bezrękawnik lepił mu się do klatki piersiowej, ale czuł się tym mocno usatysfakcjonowany. Nie ćwiczył tak wiele jak przed wypadkiem, ale wciąż starał się dbać o sylwetkę.
Cieszył się, że dzisiaj nie było wielu ludzi. Sporo sprzętów, z których każdy miał czerwony element i pasował do czarnej podłogi oraz białych ścian, stało pustych. Może było zbyt wcześnie, a może to pogoda nie pobudzała do życia. Śnieg padał od rana, ulice były dość ponure, a chmury gęste. Na szczęście muzyka w siłowni była żywa i Shane nie czuł się tu ospały. Dawał z siebie wszystko, z dumą popatrując na wielkie lustro obok na ścianie i widząc, jak jego mięśnie się spinają. Chwilę nawet pokonwersował z jakimś karczkiem, który robił plecy na sprzęcie obok, ale w końcu znowu został sam w tej części siłowni.
Zrobił sobie przerwę na przetarcie czoła i napicie się wody. Odetchnął ciężko i pomasował brzuch, a następnie poczuł mocne klepnięcie w łopatkę. Obejrzał się i tym razem zlał go zimny pot na widok uśmiechu masywnego, owłosionego mężczyzny.
— Siemasz, Shane! — powitał go Darren z podejrzanie wymuszonym wyrazem zaskoczenia na twarzy. — Cholera, jaka niespodzianka! Tyle siłowni w Milwaukee, a ty akurat w tej, co ja.
— Eee… — Shane najpierw wydusił głupio i miał wrażenie, że jego kumpel z pracy zlustrował go od dołu do góry jak zwierzynę na polowaniu. — No… dziwne.
— Taaa, długo już tu jesteś?
— No, z godzinę. Zaraz będę się zbierał. — Shane potarł włosy palcami, uśmiechając się wymuszenie. Miał ochotę uciec. Znowu. Jak zwykle, kiedy przebywał z Darrenem. Wciąż nie mógł uwierzyć w tę metamorfozę. Gdy najpierw mężczyzna gnoi go za bycie gejem, potem usiłuje go zgwałcić, aby na koniec próbować stać się jego najlepszym kumplem.
— Aaa, szkoda. Myślałem, że mi pomożesz w asyście ze sztangą.
— Nie no, luz, mogę pomóc przez chwilę. Dajesz. — Shane nie umiał odmówić, a i z cholernej uprzejmości wypadało chwilę pogadać.
Rozejrzał się jeszcze po całym pomieszczeniu, jakby upewniał się, czy nie są tu aby sami. Nie byli. Szczególnie, że przy recepcji na samym końcu, co było widać zza załomu ściany, siedział Frankie, chłopak, z którym Shane znał się już długo z racji częstego odwiedzania siłowni.
Odetchnął i poszedł za Darrenem do ciężarów, nie mogąc pozbyć się wrażenia, że to spotkanie było podejrzane. Ale przecież niemożliwe, żeby Darren go śledził! W sobotni poranek na pewno nie siedział w samochodzie pod ich domem, czekając na moment, kiedy wyjdzie.
Jakkolwiek się to nie stało, Shane nie mógł się poczuć zupełnie swobodnie w towarzystwie kumpla z pracy, ale starał się to ukrywać. Stanął za jego głową, kiedy mężczyzna położył się na plecach i ujął w dłonie sztangę.
— To ostrożnie, nie? Corvin się będzie wkurwiał, jak se coś zrobisz i chuj, a nie popracujesz — rzucił do Darrena, pilnując, czy aby ten daje radę.
— Taa, chuj, chciałbyś, co? — odpowiedział mężczyzna zaczepnie, uśmiechając się do niego i napiął mięśnie, unosząc sztangę. Był naprawdę masywnie zbudowany i teraz doskonale widać było, ile ma siły w łapach. Nawet Shane mu tego trochę zazdrościł, chociaż równocześnie sam nie chciałby wyglądać na aż tak dużego.
— Ta, ta… Mam już jednego w domu — odmruknął, po raz setny próbując zasygnalizować Darrenowi, że jest zajęty. To już zaczynało go męczyć.
— Uch… ciężkie cholerstwo… A i to… czemu ten twój tu z tobą nie jest, co? A zamiast… uch, niego… jestem ja?
Shane ściągnął brwi groźnie, znowu irytując się, że Darren tak ciśnie. Nie tylko ciężarki, ale i to dziwne coś, co chciał, żeby między nimi było.
— Po wypadku ma problemy z kolanem i kręgosłupem — odpowiedział bardziej suchym tonem. — Poza tym nie pakuje, tylko chodzi na basen. To zdrowe dla niego, a i ma jakiś ruch, nie?
— Ale co…? To ty z kaleką chodzisz? — Darren odłożył sztangę i spojrzał na niego jak na głupiego, a Shane zaburczał groźnie i poczerwieniał.
— Jeszcze słowo, to ci te ciężarki, kurwa, na pysk zrzucę!
Mężczyzna na maszynie usiadł i okręcił się trochę w jego stronę, żeby móc normalnie rozmawiać. Albo żeby ustrzec się przed zrzuceniem ciężarków. Tak czy siak, siedział teraz z miną pełną zdziwienia i śladowej odrazy.
— Możesz mieć każdego, a umawiasz się z kolesiem na wózku?
— Nie jeździ na wózku! Kurwa, pojebało cię?! — Shane był coraz bardziej nabuzowany, a do tego Darren sprawił, że bolesne myśli uderzyły w jego wyobraźnię niczym deszcze meteorytów. Jedna wizja za drugą pokazywały mu inny scenariusz po wypadku, w którym David rzeczywiście jeździ na wózku inwalidzkim. Był tak wdzięczny losowi, że skończyło się tylko na lżejszych urazach!
— Ale ma zjebany kręgosłup, sam mówisz. Wiesz, że może mu się coś łatwo przestawić, coś się zjebać i będziesz uziemiony z facetem, któremu nawet nie staje? — Darren prychnął z kpiną, rozkładając te swoje masywne, owłosione ramiona.
Shane za to zacisnął pięści, oddychając ciężko przez nos, aż nozdrza mu się poruszały jak wściekłemu byczkowi. Walczył ze sobą z całych sił, aby nie przywalić Darrenowi za takie pieprzenie. Miał ochotę naprawdę wziąć jeden z tych ciężarków i w niego rzucić.
Nie miał pojęcia, jak udało mu się to powstrzymać. Ale zacisnął wargi, wskazał na Darrena bez słowa palcem, nakazując mu, aby uważał i porwawszy swój ręcznik i wodę, ruszył szybkim krokiem do szatni. Jak mógł chodzić z tym imbecylem na piwo?! Jak mógł w ogóle się z nim kumplować?!
Był wściekły. Zaczął się pospiesznie przebierać, darując sobie branie tu prysznica. Musiał stąd wyjść, poczuć chłodne, rześkie powietrze na policzkach i w płucach. Nie udało mu się jednak szybko opuścić siłowni, bo gdy już założył koszulkę przez głowę, poczuł szarpnięcie i ktoś odwrócił go plecami do szafki.
— Shane, sorry, nie powinienem był! — Zdyszany Darren popatrzył na niego większymi ślepiami. Przepraszająco i ze zmieszaniem.
— No, nie powinieneś był!
— No, wiem… To przepraszam, to durne, ale no martwię się, byś nie skończył w jakimś bagnie.
— W jakim bagnie? Jestem z nim szczęśliwy, kurwa! — Shane’a wcale nie uspokajały te przeprosiny. Nie chciał sobie wyobrażać innych rozwiązań wypadku, nie chciał, żeby ktoś uważał Davida za kalekę, a już szczególnie nie chciał przystawiania się Darrena.
— Ale wiesz, że byłbyś bardziej szczęśliwy ze mną… — burknął Darren, a Shane zdał sobie sprawę z tego, że ten wciąż trzyma dłoń na jego ramieniu. Była jakaś cieplejsza, nieprzyjemnie wręcz i zacisnęła się na jego skórze. A mężczyzna niespodziewanie się zbliżył i pocałował go. Delikatnie, kilka razy muskając jego wargi, a potem, gdy głębiej odetchnął, spróbował wcisnąć mu język między wargi.
Młodszy mechanik najpierw zrobił wielkie oczy, stojąc sztywno i nie oddychając. Ale kiedy poczuł wilgotnego intruza w ustach, odepchnął mocno Darrena i otworzył usta, by coś powiedzieć. Nie wiedział co, bo każde „jesteśmy tylko kumplami” czy „mam faceta” nie działało na tego mężczyznę.
— Kurwa! — wyrzucił z siebie z frustracją. — Nie rób tego!
— Czemu nie?! — Darren również krzyknął i pchnął go w ramię, wciskając go znowu w szafkę. — Mówię, że jestem od niego lepszy!
Shane warknął, zarzucił plecak na ramię i przepchnął się obok niego. Potem obejrzał się za siebie i wycedził:
— W niczym nie jesteś od niego lepszy. W niczym! — powtórzył i pospiesznie wyszedł, mając nadzieję, że ten psychol nie poleci za nim tym razem.
Nie poleciał. Na ulicy przed siłownią było cicho, samochody rzadko przejeżdżały, a Shane poczuł zbawienny chłód w postaci płatków śniegu na twarzy i powiewu zimnego wiatru. Nawet nie przeszkadzało mu, że jest w samym podkoszulku. Było mu gorąco przez złość, irytację i wszystkie inne negatywne emocje, jakie wzbudził w nim Darren. Miał dość tego faceta. Nie obchodziło go już, że może być mu źle z byciem krypto, że on sam mógł być dla niego jakimś ratunkiem i wskazówką, jak żyć w homo-rzeczywistości. Zbyt wiele go to kosztowało.
Ruszył z marsową miną w stronę przystanku autobusowego, żeby wrócić do domu i zobaczyć Davida. Mogącego chodzić, szczęśliwego i… żywego.
Po drodze do domu kupił połowę tarty cytrynowej, uznając, że jednak nie chce mu się robić śniadania i będą raczyć się gotowcem. Tym bardziej, że była to sprawdzona cukiernia i wiedział, że będzie smacznie.
Nie zobaczył Davida w kuchni ani w salonie, więc najpierw wziął prysznic, żeby się odświeżyć, potem, wciąż myśląc o tym skurwysynie, pokroił tartę, przygotował kawę i ze wszystkim poszedł do sypialni. Trochę kawy przy tym wylało mu się na tackę, a jeden kawałek ciasta zsunął z talerzyka, ale dotarł jakoś na górę i nogą otworzył drzwi.
Davida zastał przy drzwiach szafy. Musiał zbudzić się jego krzątaniem po domu i właśnie planował ubrać się i zejść na dół.
— O hej, chyba aż tak długo nie spałem, że postanowiłeś przygotować śniadanie? — spytał, zerkając z uśmiechem na tacę i na swojego chłopaka.
— Byłem na siłce, wróciłem niedawno. I w ogóle to tylko kawę przygotowałem, bo ciacho kupne — wytłumaczył Shane, stawiając tacę na materacu i dopiero po tym podszedł do Davida, aby pocałować go na powitanie. — Siema.
Mężczyzna położył mu dłoń na biodrze i oddał pocałunek delikatnie, nie pogłębiając go.
— Siema. I nie myłem jeszcze zębów, żeby się bardziej całować. Ale jakie kupiłeś? — spytał, zostawiając na razie ubieranie skarpetek i zostając tylko w spodniach.
— Cytrynowe. To chodź, zjemy i dopiero się ogarniesz — mruknął Shane, którego widok Davida trochę zrelaksował, ale wciąż był wewnętrznie mocno zirytowany. — I jak się dziś czujesz? — dopytał, bo myśli o tym całym „kalectwie” Davida wchodziły mu do głowy. Wszystko przez Darrena!
— Nieźle. Wyspałem się, a przynajmniej tak mi się wydaje. Dawno już tak późno nie wstałem. — Mężczyzna zaśmiał się, wracając na łóżko i z małym grymasem na twarzy ułożył się, opierając o poduszki. — Chodź z tą kawą i ciachem.
— No, luz. — Shane uśmiechnął się do niego krótko, wziął tacę z końca łóżka i wpakował się na nie obok kochanka. Sam też nie miał górnej części garderoby, bo po wyjściu spod prysznica założył tylko luźne, czarne spodnie dresowe.
Postawił tacę na ich kolanach, aby obaj mogli sięgnąć po śniadanie i… skrzywił się.
— Eee… zapomniałem łyżeczek. Damy radę bez, nie?
— Jakoś myślę, że sobie poradzimy, jeśli zamieszałeś kawę — odparł David, wsuwając kawałek ciasta palcem znowu na talerzyk. Dopiero po tym go uniósł do ust. — Z tej naszej cukierni?
— Nooo, to będzie chyba dobre, choć tego jeszcze nie jedliśmy. Ale jest zajebiście żółte — skomentował Shane, ujmując tartę i dziękując, że spód jest dość twardy i sztywny, bo dzięki temu łyżeczka nie była konieczna. — W ogóle, jak padłeś w nocy po tym przyjeździe! Ledwie dotknąłeś poduszki i, kurwa, już spałeś. — Zaśmiał się.
— Zmęczony byłem. Mam nadzieję, że nic nie planowałeś, bo zdecydowanie nie współpracowałem — zażartował David, także zabierając się za jedzenie. Od razu zamruczał. Lubił takie ciasta. Bardzo świeże i pełne smaku.
Jego chłopak zerknął na niego kątem oka, zadowolony, że mu smakuje.
— Nie no, wiedziałem, że nie będziesz miał sił na pieprzenie. Dlatego planowałem po śniadaniu w łóżku — wyjaśnił z groźnym uśmiechem.
— Tym śniadaniu? — spytał David, specjalnie oblizując usta po kęsie ciasta.
Przez to Shane miał usprawiedliwienie, żeby złapać go za szczękę i pocałować. Inwazyjnie, mimo jego wcześniejszych słów, wsuwając mu język między wargi.
— Taa… — zaburczał w nie, spozierając w jego jasne, niebieskie oczy.
David jęknął głośniej. Zarówno z zaskoczenia, jak i przez to, że mimo przełknięcia jedzenia czuł okruszki między zębami. Jego plecy też lekko zabolały, ale zignorował to. Dopiero kiedy Shane poluzował chwyt, odsunął się i prychnął z uśmiechem na twarzy, kręcąc przy tym głową.
— Po śniadaniu. Sam mówiłeś. A jeszcze jest kawa.
— Spoko — zgodził się Shane i wrócił do jedzenia. Był głodny po wycisku na siłowni. Chwilę się wahał, czy wspomnieć o tym Davidowi, ale w końcu uznał, że byłoby dobrze. Mieli się dzielić problemami, wspierać się wzajemnie, a on zwyczajnie czuł się przytłoczony tym, co się działo z Darrenem. — W ogóle… chujowo na siłce było trochę, bo wpadł na mnie Darren.
— Och, coś często na siebie ostatnio wpadacie — zauważył David, popijając słodycz ciasta kawą. Patrzył przy tym kątem oka na kochanka, zainteresowany sprawą jego kolegi z pracy. Był do niego sceptycznie nastawiony, ale też trochę wyrozumiały, bo domyślał się, że ten ma spore problemy z samym sobą.
— Podejrzane, nie? Kurwa… Jakieś pierdolenie odwalił o tym, że czemu jestem z tobą, bo on by był lepszy od… — zawahał się, zerknął na Davida i z grymasem na twarzy skończył — kaleki. Chuj jebany, o mało mu nie jebłem ciężarkiem!
— Od kaleki? — David zmarszczył się. Nie podobało mu się to, co słyszał. Wiedział, że z racji zawodu, sposobu ubierania się i zachowania wydawał się starszy od Shane’a, to teraz z tą laską i nadwyrężonym kręgosłupem wyglądał na jeszcze starszego. Do tego już kamasutry nie miał szans całej przećwiczyć. — Przecież… on mnie nie widział. Coś mu mówiłeś?
— Pytał, kurwa, czemu nie ćwiczysz ze mną na siłce, tylko zamiast ciebie jest tam on. Jakby to niby robiło na jego plus. — Shane im dłużej mówił, tym bardziej słychać było w jego głosie rozjuszenie i wściekłość. — Pierdolony chuj. Pieprzył, że na wózku wylądujesz, że ja będę uziemiony, a na koniec mnie w szatni pocałował! — Przy tym Shane odłożył głośno talerzyk na tackę i znowu zaklął.
— Pocałował? —David zrobił jeszcze większe oczy i także zaprzestał jedzenia. — Z jakiej racji? On naprawdę na ciebie leci? To, co zrobił… — zaciął się. Miał poważne problemy z mówieniem i rozmawianiem o gwałcie. — Wiesz, po twoim ujawnieniu się, to były jakieś końskie zaloty czy co?
— Nie wiem, kurwa! David, serio, to pojebane się robi. Ja mu nie będę tej jebanej akceptacji siebie prostował, pierdolę to — Shane klął dalej, ale przy tym patrzył na mężczyznę intensywnie, bo to David sugerował mu, że może powinien jakoś go… wesprzeć. Czy coś. — Nie chcę być jakimś egoistą, ale serio źle się przy nim czuję…
— Ej, nie patrz na mnie, jakby to była moja wina. Ja ci tylko zasugerowałem, nic nie kazałem. I jak źle się z tym czujesz, to nie nakażę ci się z nim widywać. Tym bardziej, że co? Myślisz, że mi się podoba, że jakiś typ całuje mi faceta? — odparł David mocniejszym tonem, nie pozwalając na siebie krzyczeć. Udało mu się sprawić, że Shane trochę zgasł, zaburczał i pokiwał głową, sięgając po kawę w dużym, czarnym kubku.
— No wiem, no… Tylko mówię, żebyś nie był potem zły, że kolesiowi kazałem spierdalać, jak potrzebował jakieś pomocy czy coś…
David odetchnął.
— Będę zły, jak przyjdzie i poprosi o pomoc, a ty mu powiesz, żeby spierdalał, ale nie w takiej sytuacji, że chce mi cię ukraść. Możesz jeszcze raz zasugerować mu jakiegoś psychiatrę albo poszukamy zaraz jakiegoś klubu, gdzie sobie kogoś może znajdzie. Może jest zdesperowany albo… — wzruszył ramionami — nie wiem. Pomagać, tak, ale nie kosztem swojego szczęścia.
— No… Bo nie wiem, zachowuje się chamsko, a ja ostatnio jak byłem na tym piwie z Chasem, gadaliśmy o tych pigułkach gwałtu, nie? — Shane mówił z grymasem, popijając kawę. Jedną rękę założył za kark swojego faceta, żeby go objąć. — Darren się, kurwa, wydaje typem, który by mógł mi jakąś wrzucić. Nie że się boję kolesia, ale… no łapiesz, nie?
Mężczyzna pokiwał głową i zapatrzył się chwilę na kubek kawy, kiedy przysunął się bliżej kochanka.
— Dlatego jak o tym mówisz, to myślę, że nie powinieneś z nim nigdzie chodzić sam. Jeśli będzie naciskał, mogę iść z tobą albo zabierz któregoś z kumpli z warsztatu. Albo nawet Chase’a. On jest wysoki, wygląda na starszego niż jest, a i się pewnie ucieszy z alkoholu przed pełnoletniością. Chociaż to moim zdaniem ostateczność, nie po to są jakieś obostrzenia, żeby je obchodzić.
— Taa, wiem… No, będę uważać. Nie chcę jakiejś chujowej akcji z nim znowu… — Shane najpierw burknął ze złością, a potem westchnął i pocałował kochanka w skroń, pocierając lekko jego ramię. — Jeszcze tak o tobie mówił… Nie mogłem się doczekać, aż cię zobaczę, jak stamtąd wyszedłem.
— Aż boję się spytać, jak mówił. — David przytulił się do kochanka jeszcze bardziej, oddychając głęboko.
— Nie warto powtarzać. I tak dla mnie jesteś chodzącą perfekcją — ten prychnął z uśmiechem, wciąż go głaszcząc i dominująco obejmując.
— Uważaj, bo się zarumienię. A do perfekcji mi daleko.
— Nieeeprawda! — Shane zaśmiał się i odłożywszy kubek na talerz, cmoknął Davida w policzek. — A będziesz się rumienił całą zimę znowu. Zawsze masz takie czerwone policzki w zimę.
David odetchnął głośno i z pretensją.
— Oh, już, nie pozwalaj sobie. — Zaśmiał się. — Zresztą, ja będę się rumienić, a ty będziesz chodził w czapkach.
— W ogóle musisz se cieplejszy szalik kupić. Ten to ci może kutasa ogrzać, a nie szyję — powiedział poważniej młodszy mężczyzna, mając na uwadze jego problemy z kręgosłupem i to, że im zimniej było, tym gorzej David się czuł.
— Ale pasuje mi do płaszcza. Nie będę chodził w jakimś grubym, wełnianym szaliku. Shane, proszę, zastanów się.
— To, kurwa, zmień płaszcz!
— Do żadnego płaszcza nie będzie pasował. A nie mogę sobie pozwolić, żeby chodzić w byle czym do pracy — jęknął David i cmoknął kochanka. — Nic mi nie będzie zresztą. Już nie przeżywaj tak szalika.
— Ta? To ci kupię na święta kurtkę i gruby szalik, ty będziesz musiał udawać, że ci się bardzo podoba i chodzić w tym, żeby mi nie było przykro. Tak chcesz? — zapytał Shane sceptycznie, chociaż David zdecydowanie czuł, że żartuje, ale udawał naburmuszonego.
— Wtedy będę nosił „na specjalne okazje”, aby prezent od mojego byka na dłużej mi wystarczył — odpowiedział, nie zamierzając się poddawać. — I jeśli aż tak cię to boli, to poszukam cieplejszego szalika albo czegoś pod płaszcz. Ale sam, bez prezentów.
— No dobra, dobra. Może być — spasował Shane z ciężkim westchnieniem. — Martwię się, no, tylko.
— To się tyle nie martw. Będzie dobrze. Zresztą — David uśmiechnął się i pogładził udo kochanka — mam kogoś, kto mnie zagrzeje.
Od razu do jego ucha dotarł niski, seksowny pomruk, a po chwili usta Shane’a znalazły się na jego szyi.
— Nawet teraz mogę ci z tym trochę pomóc…
David zaśmiał się. Wiedział, że tak będzie. I co by nie mówić, lubił w kochanku to, że wiele trudzić się nie musiał, ani tym bardziej napraszać, na chwilę cielesnych rozkoszy. Do tego Shane musiał odczytać jego brak oporu jako zielone światło, bo nie minęła chwila, a taca została odłożona na bok, za to silna dłoń młodszego mężczyzny ujęła pas Davida i trochę pociągnęła go na bok.
— Myślałeś, jakbyś chciał? — spytał David, okręcając się na bok i przytulając. Zaraz kiedy też skończył ostatnie słowo, pocałował kochanka niespiesznie. Mieli w końcu wolne i własny dom do dyspozycji. W całości.
Shane dziękował za to losowi, w takich momentach zdając sobie sprawę z plusów braku posiadania potomstwa. Kiedy ostatnio Marg i Timmy zostali u nich na kilka dni, było cudownie, ale… nie było szans na seks.
— Nie wiem… ale chcę ci wsadzić — odpowiedział Shane nisko, seksownie i prosto, jak tylko on potrafił. Przy tym dotykał plecy i bok kochanka, skubiąc jego wargi i pociągając je zębami.
— W takim razie myślę o czymś na początek, a potem zobaczymy, hm? Pozwolisz, że sam się pogrzeję? — zamruczał David. Miał dobry humor i całkiem dobrze się czuł. Naturalnie więc chciał wykorzystać dobry nastrój swojego faceta.
Ten najpierw zaburczał, nie chcąc odrywać ust od szyi mężczyzny, ale w końcu to zrobił i trącił jego nos swoim.
— A o czym myślisz? — zapytał, ocierając się o jego udo. Już był napalony.
— Może pokażę? — zasugerował David i uniósł głowę, całując kochanka w nos, którym ten się o niego ocierał.
— Mm… tajemniczy jesteś — rozochocił się Shane. — Dajesz.
— Czasem trzeba. Nie mogę ci dawać wszystkiego na tacy — prychnął i jeszcze raz pocałował kochanka, nim pchnął go w ramię, żeby się położył zupełnie na plecach. Po tym wszedł na jego uda i pochylił się, całując jeszcze raz, ale bardziej dominująco. — Wiesz, gdzie chwycić — wyszeptał, teraz samemu przesuwając nosem po twarzy młodszego.
Shane wciągnął głęboko powietrze do płuc, a jego masywna klatka piersiowa, dodatkowo zjawiskowo ozdobiona wytatuowanymi pająkami, uniosła się. David już dobrze czuł na pośladkach jego dużego, sztywno stojącego, mięsistego penisa. Tam też spoczęły dłonie młodszego mężczyzny i ścisnęły jego połóweczki mocno.
David uśmiechnął się od razu.
— Grzeczny. — Zaśmiał się ciepło i nisko. Bardzo seksownie w uszach Shane’a, o którego zaczął się ocierać, jakby już go ujeżdżał. Sam dzięki temu się nakręcał, czując na swoim kroczu podniecenie kochanka.
Ten odpowiadał na jego ruchy, samemu trochę ruszając biodrami i miętosząc jego tyłeczek. Uwielbiał go i podobało mu się, że David już zdążył ubrać przynajmniej spodnie. Nie były z tych najbardziej eleganckich z racji dnia wolnego, ale i tak mężczyzna z reguły ubierał się schludnie. Jarało go to. Miał ochotę wpakować nos w jego krocze i wciągnąć zapach materiału przesiąkniętego wonią Davida.
— Kurwa… ale ty mnie jarasz.
— Tak? — ten spytał zaczepnie, pochylając się i skubiąc zębami szyję i ucho partnera. — Jaram cię, jak pieprzysz mnie przez ubrania?
— O tak! — Shane wręcz zawarczał, robiąc się coraz gorętszy. Nie mógł się powstrzymać i wsunął mu jedną dłoń pod spodnie, aby ująć jego nagi pośladek i ścisnąć mocno. — Uwielbiam, gdy ci sterczy w spodniach!
— Aż tak? — pytał dalej David. Sam wolał jednak nie narażać się na ucisk ubrania, ale jeśli kochanka to podniecało, to mógł trochę tak pozostać.
Shane zmarszczył nos, poderwał się i pocałował mocno mężczyznę.
— Cholernie! — potwierdził, a następnie ukąsił go w ramię. — Mój sztywniak. Będziesz mnie ujeżdżał?
David roześmiał się głośno i odepchnął kochanka, zmuszając, aby ten upadł znowu na poduszki.
— Chyba aż taki tajemniczy nie jestem, skoro tak łatwo mnie rozgryzłeś. I ugryzłeś.
— Bo smakujesz lepiej niż to ciasto. Normalnie jesteś, kurwa, moim ciachem — odpowiedział Shane ze śmiechem i swoistą prostotą, bawiąc się non stop jego tyłeczkiem. Na pewno pośladki Davida były przez to już mocno czerwone i mężczyzna coraz bardziej to czuł.
— To powinieneś mimo wszystko trochę rozpakować to ciacho — zaproponował David, sunąc dłońmi po brzuchu kochanka, a następnie wyżej, sięgając do cudownie wrażliwych sutków wzbogaconych w drobne kolczyki.
Shane mimowolnie przymknął powieki i jęknął ciszej, jakby na sekundę zmienił się z drapieżnego wilka w potulną owieczkę. Och, jak on to lubił. Dość szybko się jednak opanował i zaczął „odpakowywać” swoje ciacho, rozpinając mu spodnie i szybko obsuwając je w dół.
— Zdejmuj.
David uniósł się na kolanach, poczekał, aż spodnie wraz z bielizną zostaną mu zsunięte, a następnie położył się na tym silnym ciele, aby zdjąć je do końca. Nie był ubrany długo dzisiejszego dnia. A kiedy już ubrania znalazły się na ziemi, mężczyzna pocałował zachłannie swojego młodszego kochanka, sięgając między ich ciała, aby i jemu zdjąć spodnie.
Całowali się w trakcie w ciszy, pieścili i dotykali. Rozgrzewali się wzajemnie, a wszystko wokół na tę chwilę przestało istnieć. Nawet nie zarejestrowali radosnego ujadania Samsona, psa sąsiadów, pod oknem. Shane myślał tylko o tym, że trzyma w ramionach swoją jedyną i największą miłość i właśnie ociera się twardym, pulsującym członkiem o jej rowek.
— David… wyciągnij się do szuflady…
Mężczyzna zamruczał z pretensją. Dobrze było mu w tej chwili, nie chciał się odsuwać, czy wyciągać.
— Po? — spytał jednak.
— No po luba… Chcę go wsunąć… Kusisz tą szparką i już chcę — odpowiedział Shane, łapiąc jednak delikatnie Davida za policzek i podskubując jego wargi. — Mrrr, ale jesteś gorący…
— Po którego? — David sprecyzował swoje pytanie. Chociaż tak naprawdę przez chwilę myślał, że kochanek będzie chciał prezerwatywy. Czasami używali ich, kiedy nie mieli aż tyle czasu. Na szczęście nie tym razem.
— Rozgrzewającego, byś mi się jeszcze bardziej zagotował.
David zaśmiał się znowu w głos i z trudem zsunął się z kochanka. Podpierając się ręką o materac, drugą sięgnął do dolnej szuflady szafki nocnej. Chwilę grzebał w niej na ślepo, aż w końcu znalazł lubrykant w owalnym opakowaniu. Drugi był w tubce.
— Masz. — Podał go do tyłu, bo potrzebował obu rąk, aby wrócić do poprzedniej pozycji. Wyginanie się było zbyt niekomfortowe.
Shane pomasował go po plecach i uśmiechnął się do niego.
— Fajny jesteś — skomentował ze śmiechem, czując się tak luźno w towarzystwie Davida. Szczególnie po tym stresie przy Darrenie, więc taka nagła ulga w ramionach ukochanego wprawiała go wręcz w euforię.
Na ślepo wycisnął na palce lubrykant, tuż za tyłeczkiem Davida i pomasował owalnym ruchem jego otworek. David położył się na razie na jego torsie, poddając się tym zabiegom. Dzięki nim faktycznie było mu coraz cieplej i przyjemniej.
— Mmm, a co tak nagle, że jestem fajny? Że podałem nawilżenie?
— Nie, ogólnie! — Shane znowu odpowiedział ze śmiechem, nie zaprzestając tego intymnego masażu, dodatkowo już opuszkami rozciągając dziurkę. — Bo jesteś seksowny, uroczy, przystojny, kochany, dojrzały i w ogóle zajebisty. I taa, chuj mnie to, że znowu powiększam ci ego. Może być kolosalne.
— Dobrze, że sam też mam trochę samokr… mmm — zamruczał, urywając na chwilę, kiedy zrobiło się nagle przyjemniej. Przesunął zębami po dolnej wardze i kontynuował: — Samokrytycyzmu, bo bym naprawdę miał ogromne ego. Tak duże, niczym ty.
— Taa? I lubisz, że jestem taki duży? Mogę dalej pakować na siłce? — Shane połasił się o komplementy, powoli wprowadzając w Davida dwa palce, aby następnie ostrożnie je w nim rozewrzeć. Nie uzyskał przez to od razu odpowiedzi, tylko głośniejsze i dłuższe westchnienie, świadczące niewątpliwie o odczuwanej przyjemności.
— Mhm… tak, ale nie za bardzo. Musisz się… sam drapać po plecach — odparł David trochę uszczypliwie.
— Dupek — prychnął Shane i za karę wsunął mu palce do samego końca, dociskając jak się dało, aby David mocno go poczuł.
Mężczyzna nie odpowiedział, bo jęknął głośno, wciskając twarz w szyję kochanka. Aż mu się zrobiło goręcej, a przyjemność niczym prąd rozeszła się po jego ciele.
Taka reakcja wywołała u jego kochanka szeroki uśmiech i dodatkową euforię. David działał na niego zawsze tak mocno, że miał ochotę przewrócić go na bok i… Właściwie to nie mógł tego powstrzymać, więc naraz złapał go mocniej, przewalił na plecy i warknął jak psisko, ładując się między jego nogi.
David krzyknął krótko. Nie tylko z zaskoczenia, ale też protestująco, bo poczuł poza przyjemnością krótki, bolesny ucisk w dole pleców. Nie przejął się nim, bo to nie był pierwszy i zapewne nie ostatni raz. Objął Shane’a za szyję, rozsuwając nogi, ale ten nagle się zawahał i szybko ujął kochanka za policzki, patrząc mu w oczy płochliwie.
— Hej, okej? Kurwa, przepraszam, jak zabolało.
— Jest okej, chodź do mnie. — David zbył go trochę, nie chcąc roztrząsać swoich problemów w tej chwili, ani wypominać kochankowi, że miał go ujeżdżać.
Shane zaklął w duchu, zły na siebie. Zatracił się trochę za bardzo, a przecież zwykle bardziej uważał, żeby nie zrobić mu krzywdy.
Postarał się załagodzić to serią delikatnych pocałunków, które zaczął składać na jego twarzy. Równocześnie sięgnął między ich ciała, ujął swojego wilgotnego, dużego penisa i nakierował na wejście Davida.
Mężczyzna patrzył w dół z napięciem i wyczekująco. Już chciał. Chciał, by było mu tak przyjemnie i gorąco. Uwielbiał kochać się ze swoim dużym, ciepłym draniem, jak czule czasem go nazywał.
Nie musiał długo czekać na uczucie towarzyszące rozciąganiu jego tyłeczka. Shane był zdecydowany i wchodził płynnie, zamierzając zmieścić się cały za jednym razem. Przytrzymał więc biodra kochanka i docisnął się do jego pośladków, w ciszy delektując się tym, co czuł. A gdy był już w nim cały, zaburczał z satysfakcją i spojrzał z władczym uśmiechem na twarz Davida. W takich chwilach czuł się jak władca świata.
Mężczyzna w tym czasie oddychał głęboko, starając się przyzwyczaić, a kiedy tylko zobaczył wyraz twarzy swojego faceta, sam automatycznie się uśmiechnął.
— Kocham cię, bydlaku — zamruczał, patrząc z uczuciem w te ciepłe, szczęśliwe, orzechowe oczy.
— Ja ciebie też — odpowiedział od razu Shane, pochylając się, łapiąc Davida swoją dużą dłonią z boku twarzy i całując go namiętnie, czule i gorąco. Był najszczęśliwszym facetem na świecie i cokolwiek by Darren nie mówił, miał idealnego partnera. A chciał słyszeć i widzieć, że to, co robi, daje mu rozkosz, więc od razu poruszył biodrami. Powoli, płynnie, by odpowiednio go popieścić.
David momentalnie przymknął oczy i odchylił głowę do tyłu. Ciepło, jakie zalało jego ciało zaraz po pierwszych ruchach, było z tych bardzo przyjemnych.
— Mhm… tak, może… trochę szybciej, ale tak — poprosił, patrząc na kochanka.
— Mmmhm — odburczał Shane na zgodę, trochę przyspieszając. Trzymał go jedną dłonią za policzek, a drugą za biodro i całował go raz po raz. Dominował nad nim całkowicie, przytłaczając go swoją posturą i gorącem. Pościel już mocno się pomięła, a nagrzane kaloryfery wydawały się w tym momencie całkowicie zbędne.
David pojękiwał co chwilę, czasami mruczał nisko, czy przygryzał usta na znak zadowolenia. Leżąc na plecach, było mu wygodnie, a do tego dobrze widział swojego chłopaka. Jego rozkochane w nim oczy, dzięki którym wierzył, że wszystkie decyzje o byciu razem są słuszne.
Kilka razy Shane obniżał ciało, aby otrzeć się brzuchem o krocze kochanka, a następnie poprawiał sobie jego nogi na biodrach i zmieniał rytm. Przedłużał to, jak się dało, dawał Davidowi nie tylko analne pieszczoty, ale i masował jego ciało, całował, głaskał. Nie miał go dość. Nigdy. David zresztą także nie wydawał się mierzyć czasu. Czerpał z tego, co obaj robili, jak się dotykali, jak całowali. Był naprawdę niesamowicie rozgrzany i zagrzany. Nie potrzebował żadnego szalika.
Gdy już obaj byli prawie u szczytu, palce Shane’a splotły się z palcami Davida, po czym ten pierwszy uniósł ich dłonie nad głowę kochanka. Pocałował go przy tym czule, następnie zaburczał nisko i zaczął szybciej ruszać biodrami, chcąc już doprowadzić ich do końca.
David pierwszy skończył, zaciskając mocniej uda oraz ich splecione palce. Nie wygiął się jednak na pościeli, tak jakby chciał, bo plecy mu na to zwyczajnie nie pozwalały. Ale i tak było cudownie. Jak zawsze, kiedy takie gorąco zalewało całe jego ciało, a serce biło mocniej z radości i przyjemności. Tego wszystkiego dopełniła sperma Shane’a, która napełniła jego wnętrze, gdy i ten doszedł. Przy tym rozległ się specyficzny pomruk, a potem nagle David został mocno przytulony. Mocno, ale ostrożnie.
— Ale, kurwa, grzejesz. Nie puszczam cię dzisiaj — oznajmił mu do ucha Shane.
— Nawet na obiad? — spytał David leniwie, pozwalając się przytulać, jak tylko jego młodszy chłopak chciał. I też samemu nie chcąc nigdzie w tej chwili się wybierać.
— Chuj z obiadem. Może na kolację cię puszczę…
— Dopiero?
Shane zaburczał znowu i przekręcił się w końcu na bok, aby nie przytłaczać go za bardzo. Objął go mimo to i lizał po ustach.
— Wolisz obiad ode mnie?
— Ja nie. Mój żołądek myślę, że tak. Zresztą i tak mogę się założyć, że ty pierwszy będziesz głodny — odparł David, wyciągając rękę w górę i zapraszając Shane’a, aby przytulił się do jego torsu, dzięki czemu on będzie mógł go objąć.
Ten skorzystał z tego i pocałował jego gorącą skórę. Uśmiechnął się do siebie.
— A to jest lepszy wysiłek niż siłownia. Choć bardziej trenuję kutasa niż bicepsy! — Zarechotał.
— Trenujesz tyłeczek, jak go tak napinasz, aby się mocniej wsunąć — odparł David zaczepnie. Czasami miał wrażenie, że się prosił o bycie wykończonym przez seks.
Shane zaśmiał się znowu.
— Noo, takie bułeczki mam, nie? Ale ty masz lepsze.
— Oj, nie wydaje mi się. Chociaż może to kwestia gustu, hm? — David pogładził go po krótkich włosach. — Ty lubisz takiego faceta przeciętnego jak ja, ja mam słabość do takiego dużego, słodkiego idioty. — Zaśmiał się na koniec i pocałował go. Kochał go.
Shane zaburczał protestująco na takie określenie, mimo że wiedział, iż David nic złego nie miał na myśli.
— No, ja ciebie jaram, ty jarasz mnie, jest zajebiście. I ja pierdolę, całujesz o niebo lepiej niż ten pojeb — dodał, mając na myśli Darrena, po czym od razu wychylił głowę i pocałował Davida krótko, ale mocno.
— To dobrze, chociaż w ogóle nie podoba mi się, że cię całował — burknął i sam przycisnął znowu głowę kochanka do swojej, żeby oddać pocałunek. — Bo jesteś mój i wyłącznie mój. Cały.
— Mhm. Już mu nie pozwolę. Choćby miał zarobić w jaja.
Drugi mężczyzna zaśmiał się i nie odpowiedział już nic. Znowu pocałował kochanka i cóż… odpoczął na tyle, żeby zabrać się za rundę drugą. Shane był jego i nie zamierzał go oddawać, a teraz chciał dodatkowo wykorzystać wolny dzień, jak tylko się dało. Mimo że jego byczek był wymęczony po siłowni, to wiedział, że da radę przedłużyć ten erotyczny czas i naprawdę postara się o to, by szybko nie chciało im się wychodzić z łóżka. Och tak, nie tracili chemii między sobą.

12 thoughts on “Newton’s Balls – 65 – Byczek i bydlak

  1. Katka pisze:

    Wadera, moim zdaniem też Shane powinien się trzymać z dala od Darrena, bo facet jest mocno nieprzewidywalny. A Shane niekoniecznie może sobie dać z nim radę, mimo swojej postury.
    Hehe, co do scenek z Davidem i Shanem to tak, czuć to ich przywiązanie i w ogóle ciepło się robi, jak się o nich czyta/pisze :) Takie słodziaki XD

  2. Wadera pisze:

    Tak sobie myślę że Shane powinien się zacząć izolować od tego dupka. Tak całkowicie żeby nie przebywać z nim sam na sam. Gość jest tak rozchwiany psychicznie że stanowi poważne zagrożenie.
    Uwielbiam jak Shane z Davidem są razem. Nieważne czy gotują jadą samochodem czy się kochają. Zawsze jak są w jednym pomieszczeniu to tak strasznie emanują tymi uczuciami że aż się ciepło na sercu robi :D

  3. Katka pisze:

    Erwina Smith, mógłby sobie darować, ale chyba za bardzo wpadł. No i ma swój sposób na podryw… który wcale naszemu byczkowi nie pasuje XD I super, że takie dodatkowe rozdziały z tą parką cieszą :) Och, my też za nimi tęskniłyśmy, zanim ich nie pisałyśmy w NB :D

  4. Erwina Smith pisze:

    Darren z obrażaniem Davida i chęcią nawiązania kontaktu fizycznego z Shanem mógłby sobie darować, ale czy ja wiem może jeszcze go trochę podrywaćXD takie soft zaloty
    (spokojne zachowanie i włochaty nie idą w parze, tak zdaję sobie sprawę, ale jest nadzieja, że się ogarnie)
    W ogóle strasznie się cieszę, że się pojawili.Tęskniłam.
    Ta miłość jest silna.tylko płakać ze szczęściaXD

  5. Shivunia pisze:

    Tess >> Darren to taki typ który jednak nie znika tak łatwo. Shane wcale się nie cieszy, że miałaś rację. Dlatego tak jak mówisz, bardzo dobrze, że jest nieufny. Jeszcze by mu się mogła krzywda stać. A tego nikt by nie chciał. Dramy są dobre, ale pewnie nie za duże ;p Taka jak gadanie jak połamany o czyjejś miłości jak Darren gadał o Davidzie to chyba dla tej pary dość :/
    Chase na pewno się pojawi prędzej czy później… a co do Newtona to też się okaże. Czas pokaże :D
    p.s. Prolog jeśli dobrze pamiętam był dużo wcześniej pisany niż cały właściwy tekst. Ale nie mnie się wypowiadać o opowiadaniu. Jest trochę dramy, ale też są miłostki. Zarówno stare jak i nowe, więc możesz dać temu szansę ale nic na siłę ;)

    Pannazwilka >> Nieźle nastraszyliśmy tym końcem NBTS, że to nadal w tobie siedzi. Trochę jestem z tego dumna, trochę współczuje, ale za to jakie teraz sa emocje XD Słodko i roczulajaco ohhh. A Darren… ta powinien na pewno mieć „jakaś” kuracje ;p
    dziękujemy :*

    Neo >> Cieszymy się bardzo że rozdział się podobał. Taka mała odskocznia od Chasowych problemów ze sobą ;p A to zdanie… taaa, kwintesencja miłości hahaha. A kilka rozdziałów jeszcze pewnie będzie z nimi, ale są już stałą parą i dodatkiem do głównego wątku więc… sama rozumiesz :)

    Kasia >>Facet definitywnie ma coś z głową. Co na pewno nie jest miłe w odbiorze dla Shane’a. Dla ciebie też widzę, że nie. Ale to trochę dobrze, są emocje, lepiej się czyta :D I snuje przypuszczenia czy Darren na pewno czegoś nie odwali, czy to nie była jakaś ukryta groźba… a może on po prostu jest tak tępy, że tak to powiedział. ” Rzeczywiście mógłby się znaleźć jakiś koleś który by odwrócił jego zainteresowanie od naszego byczka.” – trzecia strona lekarstwem na całe zło? Mooooże, ale nie wiadomo co mu siedzi w głowie.
    Także dziękujemy za komentarz.

    O. >> Niestety faktycznie, najgorsze jest to że Shane nie może w 100% się od niego uwolnić. Pracuje z nim więc chcąc nie chcąc będzie się z nim tam spotykał. Smutek wielki. I taaaak, te „sztywniaku” można dwojako zrozumieć hehehe

  6. O. pisze:

    Z tym Darrenem to tak czułam, że tak będzie ;o najgorsze w tym wszystkim jest to, że pracują w jednym miejscu i on może tak łatwo nie odpuścić -.-
    „mój sztywniaku” – baaaardzooo pasje <3 xD

  7. Kasia pisze:

    Rany ten Darren to serio jakiś psychol, tak się nakręcił na Shanea, że aż nieprzyjemne dreszcze mam. I trochę się obawiam czy naprawdę czegoś głupiego nie odwali. Bo gdyby chciał Dawida skrzywdzić to ten by się łatwo nie obronił, kurde Shane miał problem przecież. A ta gadka o wózku jakaś taka złowieszcza była. Rzeczywiście mógłby się znaleźć jakiś koleś który by odwrócił jego zainteresowanie od naszego byczka.
    Seksik jak zawsze w Waszym wykonaniu rewelacja. Jak to dobrze czytać o kochających się parach :) Od razu humor się poprawia :) Dziękuję bardzo 😚

  8. Noe pisze:

    Tęskniłam za tą parką i jak zwykle mnie nie zawiodłyście. Powrót w wielkim stylu :)
    „Shane myślał tylko o tym, że trzyma w ramionach swoją jedyną i największą miłość i właśnie ociera się twardym, pulsującym członkiem o jej rowek.” To zdanie jest idealne ;) mam nadzieję na więcej rozdziałów z nimi

  9. Pannazwilka pisze:

    Cudowne słodkie rozczulające, mam cały czas w głowie NBTS, którego zakończenie bardzo mnie zdołowało, dlatego bardzo ucieszyłam się, że chłopaki pojawili się teraz :) Darrena powinien ktoś bardzo mocno przelewie, wówczas dostałby może rozumu. Pozdrawiam i życzę weny.

  10. Tess pisze:

    Wiedziałam, że Darren coś odpieprzy… I serio dobrze, że Shane bierze pod uwagę to, że ten facet może być niebezpieczny i np. go odurzyć. Ogólnie do Darrena bym nic nie miała, ale odwala takie głupoty, że ja pierdziele. Niech se będzie tym kryptogejem, ale od Shane’a sio sio! :D I jeszcze to gadanie o Davidzie. Ja się nie dziwie, że nasz byczek się wkurzył, bo sama się równie mocno oburzyłam.

    Czekam na następny rozdział o Chase… Jestem ciekawa co zrobi w związku z Newtonem (czy w ogóle cokolwiek zrobi) ;)

    PS. Próbowałam się wczoraj zabrać za No Exit, przeczytałam Prolog i w sumie nie wiem co myśleć, jakoś tak pierwszy raz nie „poczułam” waszego opowiadania i smutno mi… Ale no, możliwe, że przemęczę te pierwsze rozdziały i się wkręcę xD Życzcie mi tego! Haha

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s