Project Dozen – 92 – Szybko rozchodzące się wieści

Śnieg nie prószył, ale było go dużo na trawnikach oraz w każdym miejscu, które nie zostało jeszcze odśnieżone. Niektóre domy miały zasypane podjazdy, inne nie. I od razu było wiadomo, kto często musi korzystać z samochodu.
— Całkiem tu przytulnie. W końcu są jakieś inne domy wokół, a nie tak jak w mojej okolicy — rzucił Jules.
Spacerowali jedną z wąskich dróg, mijając po prawej i lewej stronie budynki podobne do domu rodziny Erika. Przez śnieg i mróz wszystko wyglądało na czyste i świeże. Julesowi za to jego własny dom zawsze na zimę wydawał się jeszcze bardziej odizolowany niż na co dzień.
— Jesteśmy w specyficznej dzielnicy. Gdybyśmy pojechali do centrum, inaczej by to wyglądało. Może kiedyś, jak przyjedziesz na dłużej, pokażę ci więcej miasta i może góry? — zasugerował Eric, idąc spokojnie u jego boku. Powietrze było bardzo przyjemne, rześkie i czyste.
— Moglibyśmy pójść na szlak. Ale to jak już będzie ciepło. — Jules od razu podchwycił ten pomysł. Trochę poprawił swój szalik i przesunął się w stronę Erika oraz uderzył w jego ramię bokiem ciała.
Ten uśmiechnął się kącikiem ust i spojrzał na niego z bliska. Cieszył się, że Jules wydaje się rozluźniony. On sam był mocno spięty, kiedy odwiedzał go w domu. Domyślał się, że jego chłopak też trochę był, ale całkiem szybko się rozluźnił.
— Wiesz, w sumie, co jest zabawne? Że prawdopodobnie ja, tak samo jak cała moja rodzina, też wyląduję zupełnie gdzie indziej niż tutaj.
— Pewnie tak. Ale serio, naprawdę myślę, że chyba San Francisco byłoby fajne. Mają tam chociażby dzielnicę Castro. Zresztą całe miasto jest tolerancyjne. Aż bym zobaczył, jak to też wygląda w Palm Spring. — Westchnął, pozwalając sobie na chwilę fantazji.
Jego gdybanie trochę udzieliło się Erikowi, który też powędrował myślami w tamtym kierunku.
— Chyba tak. Wydaje mi się, że chciałbym mieszkać w takim miejscu, w którym panuje duża tolerancja wobec ludzi homo. Chyba nie umiałbym się odnaleźć gdzieś, gdzie cały czas trzeba się ukrywać albo walczyć z obelgami i atakami. To nie na mój charakter.
— Na pewno byłoby wygodniej. Ja też jestem za. W końcu mógłbym coś z pracą pomyśleć bardziej w takim dużym mieście. Chociaż i tak chyba chcę się skupić w dużej mierze dalej na internecie. — Jules obejrzał się na Erika, kiedy szli pod górkę. Po chwili zobaczyli ładny widok na wzgórza wokół miasta. — Ooo, jak super!
— Mhm… — Przystanęli na chwilę, a Eric zapatrzył się na widok, który bardzo dobrze znał, ale który za każdym razem podziwiał i doceniał. — A z Uniwersytetu Kalifornijskiego do San Francisco jest blisko. Więc nawet jeśli mielibyśmy na początku mieszkać gdzieś bliżej uczelni, to i tak moglibyśmy odwiedzać San Francisco. Tylko… Hm, mam nadzieję, że z kasą się uda. Moi rodzice mają oszczędności na moje studia, bo Jake nie poszedł na uczelnię, tylko został strażakiem. Myśleli kiedyś, że pójdzie, dlatego oszczędzali. Ale dzięki temu zostało dla mnie.
Jules pokiwał głową.
— Moi rodzice na pewno też by mi pomogli z mieszkaniem na początku. Muszę jeszcze z nimi o tym w ogóle porozmawiać. Co mam w sumie zrobić. Chyba jednak ciężko podjąć mi decyzję. — Zaśmiał się sam z siebie.
Eric wyciągnął rękę z kieszeni kurtki i pomasował go po plecach.
— Wakacje chcesz spędzić jeszcze z nimi w domu?
— Nie wiem. Ale moglibyśmy się gdzieś też razem wybrać. Co ty na to? Albo trochę pomęczyć naszych rodziców i trochę pobyć u mnie, trochę u ciebie. Jeśli nie będzie to dla nich problem — odpowiedział Jules z szerokim uśmiechem i nadzieją w oczach.
— Tak, to mi się podoba. Mielibyśmy wtedy też szansę, żeby dokładniej omówić wszystko wspólnie z naszymi rodzinami… — Eric nagle się zawiesił i zaśmiał się cicho. — Nie wierzę, że właśnie planujemy swoje dorosłe życie. Nie wierzę, że szkoła już się kończy…
Jules skrzywił się. Podobało mu się, że czasami tak identycznie myśleli z Erikiem.
— Mhm. Już się przyzwyczajałem, a tu znowu zmiana — mruknął i ruszyli dalej, by zwiedzać okolicę. — Za czym, myślisz, będziesz najbardziej tęsknił?
— Hm… — Eric musiał się zadumać. Trudno mu było powiedzieć tak od razu. — Pewnie okaże się dopiero, jak to coś stracę. Domyślam się, że na studiach będzie więcej nauki, więc na pewno będę tęsknił za naszymi pracami domowymi — powiedział w końcu ze śladowym rozbawieniem. — A ty?
— Też do końca nie wiem. Dużo ludzi pewnie poznam też po szkole, więc o to się nie martwię, ale chyba będę tęsknił za tym, że już całkiem skończy nam się taryfa ulgowa. Sami będziemy płacić za swoje błędy, a nie nauczyciele czy rodzice. Chyba — dodał na końcu ze śmiechem, bo nie chciał, żeby zrobiło się za poważnie. Już mieli na dziś dość powagi. — Gdzieś tu mieszkał jakiś twój kolega?
— Tak, właśnie tutaj — odparł Eric, oglądając się za siebie, bo przed chwilą minęli jeden ze znanych mu domów. Był bardzo podobny do jego, ale wyższy o jedno piętro. — Chodziłem z nim do szkoły. Raz pojechaliśmy na wycieczkę rowerową tam. — Tym razem wskazał wzniesienie, które prowadziło na mniej zabudowane tereny miasta. — Jest tam rzeka. Jechaliśmy wzdłuż niej bardzo długo. Mój rower… złamał się w pół na nierównych kamieniach. Było stromo, a rower stary — opowiadał dalej, już z dłońmi w kieszeniach bluzy. Było mu chłodno. — Zostawiliśmy go i powoli wracaliśmy. Pamiętam, że już zrobiło się ciemno, a Ray wiózł mnie na swoim rowerze na ramie całą drogę.
— Musiało być wam bardzo wygodnie. — Jules zaśmiał się trochę kpiąco, bo na dłuższych trasach taka wycieczka musiała być dla nich obu bardzo męcząca. — Ale dobrze, że nic ci się nie stało. Ja pamiętam, jak kiedyś o mało nie nabawiłem się blizny przez wywrotkę na rowerze.
— Blizny… Na tym idealnym ciele. Byłaby szkoda — Eric również odwdzięczył się lekką docinką.
— Na szczęście dobrze się zagoiło. — Jules popatrzył chwilę wokół. Było spokojnie. — Idziemy jeszcze gdzieś, czy powoli wracamy? — spytał, mając wrażenie, że kręcą się bez celu, chociaż okolica była zjawiskowa.
— Wracamy, ale prowadzę nas kółkiem, żeby nie iść jedną trasą. Zimno ci?
— Nie jest najcieplej. Ale tobie chyba jest zimno? — spytał, zbliżając się do Erika, aż zetknęli się łokciami. Najchętniej zabrałby jego dłoń i wsunął do swojej kieszeni.
— Mhm. Ogrzałbym się w domu pod kocem. Możemy coś wieczorem w łóżku obejrzeć — zaproponował, wiedząc jednak, że musi jeszcze powiedzieć siostrze o tym, o czym już wiedzieli rodzice. I na pewno teraz o tym dyskutowali.
Z jednej strony coś mu mówiło, że może powinien też już przy nich być, żeby więcej o tym pomówić. Ale wolał aż sami wyjdą z taką propozycją.
— Możemy. Może jakby twoi rodzice chcieli, to też byśmy z nimi jakoś czas spędzili? Co o tym myślisz? Jak wy normalnie spędzacie czas wolny razem?
— Hm… Różnie. Wiele się dzieje w domu. Gdy są jakieś zawody, tata często ogląda. Lubi baseball, futbol i tenisa. Mama dużo czyta i ma słabość o quizów, więc gdy udaje się jej nas na to namówić, to gramy. Chociaż Emmie za to ostatnie chyba by trzeba było zapłacić. — Wywrócił oczami. Czasami nie rozumiał siostry i jej izolowania się.
— Buntuje się. Pewnie jej przejdzie. Ty się nie buntowałeś w ogóle? — spytał Jules, oglądając po drodze kolejne domy. Akurat mijali strumień. Poznał go po kładce i gęstych drzewach, które rosły na jego brzegu.
Nie dziwił się, że Eric jeździł na wyprawy rowerowe i spędzał na powietrzu dużo czasu. Otoczenie w tej części Colorado Springs naprawdę było ładne i całkiem dzikie.
— Nie… Chyba nie. Jedynie denerwowałem się, kiedy rodzice za dużo pytali o szkołę. Ale raczej nie.
— Czemu? — dopytywał Jules. Sam miał ze swoimi rodzicami dobry kontakt, ale nie rozmawiali aż tak wiele. Nie pamiętał, żeby miał z nimi jakiś temat tabu.
— Nie chciałem, żeby mi dawali rady i pouczali, jak się powinienem uczyć — przyznał Eric, widząc już, że powoli docierają z powrotem do domu. — Wolałem sam zająć się swoimi sprawami. Zawsze babcia i mama chciały za dużo wiedzieć.
— Mmm, buntowniczy Eric — odpowiedział Jules pieszczotliwie, trochę modulując głos. Bawiło go, że ten mówił o nie buntowaniu się, a teraz brzmiało, jakby chciał w dużej mierze pokazać swoją niezależność matce i babci.
Ten spojrzał na niego, a widząc, że Jules ewidentnie robi sobie jaja, zaśmiał się krótko i stuknął go łokciem.
— Nie nabijaj się. Bo będziesz musiał zrobić mi coś więcej niż loda, żeby zarobić na moją przychylność — odpowiedział również żartobliwie.
— Mmmm… — zamruczał Jules i oblizał usta. — Myślę, że bym sobie poradził. Ale rozumiem. Nie śmieję się z ciebie, ale chyba tak jest po prostu w większych rodzinach. Każdy chce mieć tę swoją niezależność. U twojej siostry tylko to nowy poziom.
— Dlatego mój pseudo bunt trochę przy niej blednie — podsumował Eric i odetchnął z ulgą na widok domu. Już mocno zmarzł. — Chodź. Mam ochotę na gorącą czekoladę.
— Tak, ja też. Mam cały nos zimny!
Było zbyt chłodno na tak długie, leniwe spacery. Zdążyli wymarznąć, a rodzice też na pewno trochę ochłonąć. Inaczej niż oni. Ale o pozytywach tej sytuacji mieli się dopiero dowiedzieć, gdy wejdą do środka.

*

Wyglądało na to, że rodzice Erika już zupełnie się uspokoili. Atmosfera w domu wyglądała o dziwo bardzo naturalnie. Co było dodatkowym pocieszeniem – to nie traktowali Julesa jak wroga. Rozmawiali z nim, pytali o wiele rzeczy i wykazywali zainteresowanie. Eric też nie czuł od nich żadnych negatywnych emocji, choć wyglądało na to, że byli zmartwieni tym, jak ich syn sobie poradzi.
Gdy już był nieco późniejszy wieczór, Eric postanowił poinformować siostrę. Julesowi dał świeży ręcznik i gdy ten się mył, poszedł pod drzwi jej pokoju. Zapukał i wszedł do środka.
Jego siostra siedziała na łóżku z laptopem i słuchawkami na uszach. Kiedy zobaczyła, że do jej pokoju ktoś wszedł, od razu je zerwała i fuknęła:
— Ej, może byś pukał?!
— Mhm. Pukałem. Ale z tym na uszach masz marne szanse, żeby kogoś usłyszeć, Em — zauważył, po czym wskazał na krzesło przy biurku. — Mogę?
Siostra skrzywiła się, okazując mu, jak tylko mogła, jak bardzo buntuje się wobec całego świata.
— Jak już musisz…
To było dość zabawne, ale Eric powstrzymał się przed uśmiechem. Przeszedł przez ten nieduży pokój i usiadł przy biurku. Bardzo zawalonym różnymi bibelotami biurku. Dziwił się, jak Emma tu funkcjonuje, choć może w całym tym chaosie widziała jakiś porządek.
— Chciałem ci tylko powiedzieć coś, o czym rozmawiałem dziś z rodzicami. Coś o mnie. Coś ważnego.
Emma uniosła brwi z politowaniem do starszego brata. Swój bunt musiała traktować bardzo poważnie. Na tyle, aby być przy tym też bezczelną.
— Co niby? Że wpadłeś z jakąś laską, czy że jesteś gejem? — prychnęła ze śmiechem. Po jej minie widać było, że nie bierze tego na poważnie.
To jednak na tyle zbiło z tropu jej brata, że nie wiedział od razu, co odpowiedzieć. Zapatrzył się na jej duże oczy za okularami i sam poprawił swoje.
— A znasz jakiegoś geja? — zapytał w końcu.
Dziewczyna wzruszyła ramionami.
— Nie wiem. Może. A co? — znowu zadała powakacyjne pytanie. Jakby chciała zmusić tym brata do agresywnej odpowiedzi.
Ten jednak w swojej naturze nie miał niemal nic agresywnego. Dlatego jedynie uniósł brwi, afiszując swój brak zrozumienia dla jej zachowania. Nie odpowiedział zaczepnie.
— Dlatego, że teraz już na pewno znasz i patrzysz na jednego — wyznał w końcu. Spokojnie, choć w duchu czuł duże napięcie.
Siostra także w końcu okazała zainteresowanie na twarzy. Patrzyła moment na brata, aż w końcu wzruszyła ramionami.
— Okej. I to tyle? To to wielkie coś ważnego, co chciałeś mi powiedzieć, czy jest coś jeszcze?
— Nie… — wydusił Eric. — To w sumie tyle.
Emma pokiwała głową i nie mówiąc już nic więcej, znowu założyła słuchawki na uszy. Najwidoczniej dla niej wieść o tym, że jej brat jest gejem, była albo bardzo normalna, albo chciała, aby wszystko dla niej było czymś niegodnym jej uwagi. Trudno było zrozumieć taką zbuntowaną duszę.
Eric jeszcze przez chwilę siedział, nie wiedząc, czy już powinien wyjść. Ale wreszcie podniósł się i bez słowa wyszedł z jej pokoju. Odchrząknął już za nim. Ta rozmowa była dziwna. O ile w ogóle można było nazwać to rozmową.
Z łazienki wciąż słyszał odgłos prysznica. Sam był już umyty. Miał na sobie ciepły szlafrok i kapcie. Nie pokierował się jednak od razu do swojego pokoju, a postanowił wziąć z kuchni butelkę soku do pokoju. A że zastał tam matkę, która też grzebała za czymś w lodówce, rzucił do niej:
— Hej, mamo. My będziemy zaraz z Julesem u siebie oglądać film. I właśnie powiedziałem Emmie…
— Och, tak? I jak zareagowała? — spytała Lucy z autentyczną troską. Najwyraźniej tak samo jak Eric nie miała pojęcia, jak zareaguje jej córka. — I mówiłeś braciom? — dopytała, stojąc już do niego przodem. Jeszcze była w ubraniach. Nie zdążyła przygotować się do snu.
— Nie, im jeszcze nie. Nie wiem, jak powinienem to zrobić… — przyznał i wyciągnął z szafki butelkę z sokiem pomarańczowym. — A Em… Nie wiem. Przyswoiła, powiedziała, że okej i tyle. Nie wyraziła żadnego zdania.
Lucy przewróciła oczami i przysiadła do stołu. Opara głowę o rękę.
— Ja jej czasami naprawdę nie rozumiem. Mam nadzieję, że jej to przejdzie. W końcu tak samo ją wychowujemy jak was.
— Na pewno jej przejdzie. Ma piętnaście lat, mamo. Za trzy lata powinna być normalniejsza.
Kobieta westchnęła. Po jej twarzy widać było, że pragnie, aby tak było.
— Mam nadzieję. Byle nie przyszła i nie powiedziała mi, że zostaje zakonnicą — mruknęła z rozbawieniem. Sama chyba nie wiedziała, skąd ten żart wziął się jej w głowie, bo zaraz dodała: — Wybacz. Jules wydaje się bardzo miły.
— Bo jest bardzo miły — odparł Eric z lekkim uśmiechem. — Ma bardzo… hm, dużo opiekuńczego podejścia do mnie. W pewnym momencie wydawało mi się, że bardziej się martwi moim coming outem niż ja sam.
— Tak?
— Mhm. Czasami trochę za bardzo się martwi, ale jest przy tym… słodki — odpowiedział już z większym wahaniem. Wciąż nieco krępujące było to mówić przy mamie, więc był świadom, że trochę się zarumienił.
Kobieta jednak uśmiechnęła się. Chyba akurat to jej nie przeszkadzało.
— Tata też potrafi być słodki, jeśli nie ma wokół nikogo innego — zażartowała, wiedząc, że mężczyźni zawsze woleli, aby patrzyło się na nich w innych kategoriach.
— No właśnie — podsumował Eric z krótkim śmiechem. Po tym wskazał na sok i obejrzał się. — To ja idę do pokoju. Jutro wyjedziemy jakoś około trzeciej po południu, więc jeszcze trochę pogadamy.
— Mhm, dobrze. Co wam zrobić na śniadanie?
— Mm… może naleśniki? W szkole nie mamy na nie za bardzo możliwości.
— Dobrze — odpowiedziała z uśmiechem. Nim pozwoliła synowi pójść do siebie, dodała: — Tylko grzecznie mi tam.
— Mamo… wiem — wydusił speszony nastolatek. I dodawszy ciche „dobranoc”, ruszył go swojego pokoju.
W nim już odetchnął głębiej, jakby z ulgą. Ten weekend był przyjemny, ale… męczący fizycznie i psychicznie. Odłożył sok na biurko, po czym zdjął szlafrok i już w samej piżamie opadł na łóżko na bok. Przymknął oczy.
Jules chyba w podobnym momencie wyszedł z łazienki, kiedy on się położył, bo zaraz gospodarz usłyszał pukanie, po którym jego chłopak wszedł do środka. Chyba tylko informował tym, że już idzie, a nie pytał, czy może wejść.
— Hej. Jak tam z Emmą? — spytał na wstępie. Był ubrany w szlafrok i ręcznik na biodrach.
— Dziwnie. Nie zareagowała inaczej niż „okej” — odparł, przekręcając się na drugi bok, żeby móc zobaczyć Julesa. — A ty jak się czujesz?
— „Okej”. — Ten zaśmiał się i usiadł na materacu obok łóżka. — Fajną macie łazienkę. Nieźle zagospodarowana — pochwali, podkulając kolano i uśmiechając się miękko do swojego chłopaka. — Zmęczony? Bo ja zmęczony i zadowolony.
— Ja też. Ale obejrzymy coś jeszcze, hm?
— Chętnie. Byle nic, co ma w sobie sceny seksu, bo może podsłu… — Jules nie skończył, bo nagle usłyszał, jak telefon Erika dzwoni. — Kto to?
Chłopak rozejrzał się i dostrzegł swój telefon na biurku. Szybko wstał z łóżka i podszedł do komórki. Spojrzał na ekran i zawahał się przez sekundę.
— Jake… — wydusił. To było bardzo podejrzane, że jego starszy brat dzwonił o tej porze, akurat w dniu, w którym przyznał się rodzinie do swojej orientacji. Ale przecież nie mógł odrzucić połączenia. Odebrał więc i z napięciem w głosie rzucił: — Halo? Hej, Jake.
Jules siedział na materacu i patrzył na niego w wyczekiwaniu.
— Hej, Eric. Jak życie? — spytał jego brat na wstępie w formie powitania.
— Okej. Jestem w domu, ale to ci mówiłem. Szkoda, że nie wpadłeś — odpowiedział też dość defensywnie. Przy tym wrócił z telefonem przy uchu do łóżka i usiadł na jego skraju.
— Mhm, mówiłeś. Emma do mnie pisała. — Powód telefonu pojawił się dość szybko w ich rozmowie. — To prawda? Mówiłeś już rodzicom?
Eric powinien domyślić się, że tak będzie. Może i Emma wyglądała, jakby nic ją to nie obchodziło… ale najwyraźniej były to pozory.
— Tak… mówiłem im na samym początku — odparł, a że był trochę zachrypnięty, dodał: — Sorry. To nie jest… do końca łatwe. — Zerknął przy tym krótko na Julesa.
— Och. Hm… No, okej. George wie czy nie? — spytał drugi ze starszych braci Erika, nie odnosząc się w tej chwili w żaden sposób do tego, co usłyszał na końcu.
— Jeżeli Emma napisała do ciebie, to na pewno napisała też do George’a — uznał Eric, bo ich siostra zawsze najlepiej dogadywała się z ich najstarszym bratem.
— Też racja — odparł Jake z westchnieniem. — To zadzwoń do niego może sam. I jak długo to już trwa w ogóle?
— Trudno mi powiedzieć. To… przychodziło chyba etapowo. Mam chłopaka, obaj jesteśmy w domu. Mm… Jake… Rodzice to chyba zaakceptowali — powiedział, zawieszając trochę głos i mając nadzieję, że jego brat domyśli się, co chciałby usłyszeć. Że ten też go akceptuje.
Rozmówca znowu milczał. Chyba też myślał, jak odpowiednio na to odpowiedzieć.
— W końcu są naszymi rodzicami. A my twoim rodzeństwem. Ale mówię ci, zadzwoń do George’a. Głupio się dowiadywać przez kogoś czegoś takiego. I… nie wiem, możesz pozdrowić swojego chłopaka. Musimy się zmówić, w ogóle.
— Mhm. Daj znać, gdy będziesz się wybierać do domu albo… albo wpadnę kiedyś do ciebie do Nevady — dodał Eric z lekką ulgą w głosie. To chyba już było za dużo. Stanowczo za dużo emocji na dziś. Jego serce już trzeci raz dziś na moment się zatrzymywało, żeby potem znowu bić w zawrotnym tempie.
— Dobra. Będziemy w kontakcie. I zadzwoń jeszcze do mnie może… nie wiem, za kilka dni, to jeszcze pogadamy. Chyba… muszę jeszcze pogadać z rodzicami i w ogóle. Ale tak, myślę, że za kilka dni dobrze byłoby jeszcze pomówić.
Eric uśmiechnął się blado.
— Okej. Dzięki za telefon. To ja zadzwonię do George’a i… do usłyszenia.
— Do usłyszenia, Eric. Pozdrów rano rodziców — dodał Jake odruchowo.
— Dzięki. Na razie. — Eric rozłączył się i odetchnął z ulgą. — To już za wiele… — jęknął cicho.
Jules uniósł się i podszedł do niego. Usiadł obok i objął w pasie. Pocałował go w policzek.
— Niestety to już są takie dni. Ale super sobie radzisz. Co mówił?
— Że Emma mu powiedziała. Kazał cię pozdrowić. Chciał, żebym zadzwonił do niego za kilka dni. Chyba musi to przetrawić. Brzmiał na zaskoczonego. Nie dziwię mu się — przyznał Eric z nieco krzywym uśmiechem.
Z każdą minutą tego dnia coraz bardziej cieszył się, że Jules z nim jest. W przeciwnym razie chyba nie wytrzymałby nerwowo. Gdyby był tu sam ze swoimi myślami, zastanawiając się, co teraz myśli o nim jego rodzina…
Przytulił się do swojego chłopaka.
— Muszę jeszcze zadzwonić do George’a. Choć pewnie już wie od Em.
— Pewnie chce, żebyś ty mu powiedział. Nawet jeśli wie. A nie, żeby dowiadywał się od twojej siostry — odpowiedział Jules i znowu go pocałował. Rozumiał, czemu tak, a nie inaczej to wyglądało. Takie informacje bardzo szybko się roznosiły, ale każdy wolał nie być tym ostatnim, który się dowie.
Eric też to wiedział, dlatego nie odkładał telefonu. Nie mógł tego zostawić na jutro. Został przecież jeszcze jego najstarszy brat.
— Dobra… Ostatni raz trzymaj kciuki — sapnął i wybrał numer brata.
Jules pogładził go po boku. Pokrzepiająco i na uspokojenie. Eric za to słyszał kilka sygnałów w telefonie, aż w końcu rozległ się głos najstarszego z rodzeństwa.
— Siema, Rycerzu! — brat od razu przywitał się z nim z uśmiechem słyszalnym w głosie.
A Eric odetchnął z ulgą. Już sam głos jego najstarszego brata nie brzmiał źle. Więc albo wiedział i był z tym okej, albo… jeszcze nie wiedział.
— Hej. Jak tam? Przeszkadzam ci? Sorry, że tak późno dzwonię.
— Nie, spoko. Wiesz, że zawsze siedzę długo po nocy. Co u ciebie? Jesteś już u rodziców? — ten pytał i w końcu było słychać w jego głosie pewne napięcie. Chyba nie chciał sam mówić o tym, co wiedział, tylko sprawdzał brata, chociaż zachowywał przy tym luz.
Eric przez to trochę się stresował, ale też cieszył się, że ma otwartą drogę do poprowadzenia tej rozmowy takim torem, jakim chciał. Nie musiał odpowiadać na pytania, a samemu zdecydować, jak chce to przekazać.
— Tak, już jestem. A właściwie jesteśmy, bo zabrałem… kogoś. I w tej sprawie właśnie dzwonię. Żeby ci powiedzieć coś ważnego.
— Mhm. No gadaj, co jest? — spytał George i chyba lekko się zaśmiał.
Eric domyślał się, że wie, ale nic specjalnie nie mówi. Odetchnął więc trochę zmęczonym głosem i patrząc przed siebie, powiedział prosto:
— Jestem gejem, George.
— No proszę! W końcu na kogoś w rodzinie padło. Chyba że Em zaraz wyskoczy, że jest bi, co by się bardziej zbuntować.
— To by było dość zrozumiałe, choć szybko by jej przeszło — odparł rozbawiony Eric. Z Georgem zawsze łatwo się rozmawiało. Ten podchodził do życia, siebie i innych ludzi z wielkim dystansem i luzem.
— A tobie, jak rozumiem, nie minie. Bo ten ktoś, kogo do domu zabrałeś, to twój chłopak, tak?
Eric spojrzał na Julesa i uśmiechnął się lekko.
— Tak. Jules jest moim chłopakiem. Poznasz go, gdy będzie okazja się spotkać.
— Mhm. Super. Mam nadzieję, że już nie będzie kolejny do tego czasu. — Eric usłyszał śmiech w słuchawce i poczuł, jak palce Julesa zaciskają się na jego boku. Ten musiał być ciekawy, co o nim mówią.
— Nie. Nie, raczej nie przewiduję innych chłopaków. Z nim jest mi bardzo dobrze — zapewnił, cały czas patrząc na Julesa. Aż dodał już żartobliwie: — Chyba że znajdzie się inny, który bardziej o mnie zadba.
— Nikt taki się nie znajdzie — Jules od razu się wtrącił i ugryzł w ucho Erika.
Ten śmiał się, tak jak jego brat w telefonie.
— Okej, to już może wy sobie to przedyskutujcie. Odezwij się do swojego brata kiedyś bez okazji, a nie tylko, żeby mu takie wieści sprzedać.
— Oj, przecież dzwonię. Dzwoniłem ostatnio z pytaniem o tę partię w waszym mieście na zadanie… — odpowiedział Eric z lekkim wyrzutem. Przy tym objął Julesa w pasie. — Ale zadzwonię znowu niebawem. A na razie dzięki za rozmowę. Pozdrów Cloe.
— Dobrze, dobrze, już się nie tłumacz! — Mężczyzna zaśmiał się do telefonu. — Pozdrowię, też się trzymajcie. Całusy dla mamy.
— Dzięki. Dobranoc — odpowiedział znowu z uśmiechem, a kiedy się rozłączył, odrzucił telefon na pościel i objął mocno Julesa za szyję. — Wszyscy!
Ten odpowiedział na uścisk i pocałował go w policzek.
— Brawo. Cała rodzina wie, że jesteśmy razem, a do tego obyło się bez dram. Cudownie. Chciałbym, żeby kiedyś coś takiego było normą.
Eric pokiwał głową, bo jednak wiedział, że wiele rodzin było takich, w których w takich sytuacjach syn kończył na bruku. Cieszył się, że ma właśnie taką rodzinę, jaką ma.
— Dobra. A teraz chyba zasłużyliśmy na relaks, hm? Obejrzymy coś? — zapytał, masując Julesa pod szlafrokiem po plecach.
Foxy cmoknął go w usta.
— Tak. Możemy. Jak będziemy oglądać, to też nie będzie nic słychać.
Eric od razu lekko się uśmiechnął i wreszcie wstał.
— To podłóż poduszki trochę wyżej, będzie nam wygodniej. Zasłonię rolety i przyjdę z laptopem — postanowił, ruszając do okien.
— Jasne — odpowiedział Foxy z entuzjazmem i poderwał się, żeby wykonać polecenie.
Nie mógł doczekać się i filmu, i penisa swojego chłopaka w ustach, w jego pokoju, w domu, w którym dziś Eric przyznał się, że jest gejem. Rozpierała go duma.

6 thoughts on “Project Dozen – 92 – Szybko rozchodzące się wieści

  1. Katka pisze:

    Jelis, zawsze sie chyba wydaje ze koniec za szybko hehe. No a Eric na pewno nie musi narzekać na swój coming out XD

    Ive, jeżeli umiem liczyć to 13. PD ma mieć 107 rozdziałów co z naszych obliczeń daje koniec PD chyba w czerwcu :)

  2. ive pisze:

    Na Twitterze napisałyście, że skończyłyście już pisać PD. Można wiedzieć ile jeszcze rozdziałów do końca?

  3. Jelis pisze:

    Oo Eric ma szczęście, że tak się fajnie ułożyło c: słodko tylko koniec rozdziału coś za szybko XD

  4. Katka pisze:

    Luana, fajna, duża rodzinka. Pewnie to jest męczące na dłuższą metę (zawsze jak jest dużo ludzi) i pewnie Eric bardzo cieszy sie, że jest w szkole z internatem. Ale na pewno kocha swoją rodzinę, bo tak, jest całkiem w porządku. Nawet Emma XD I zgadzam się, że istnieje wiele związków, które potworzyły się w szkole. Więc istnieje szansa, że i im się uda :)

    Wadera, taaak, Emma to taka typowa, zbuntowana nastolatka. Nic ją nie obchodzi, ale za plecami brata już gada o tym z innymi XD No i tak, super by było, gdyby to było normą, no ale… rzeczywistość jest inna. Wiele jeszcze trzeba zmienić, zeby się to naprawiło… Och, co do PS to aż mnie boli, że musze o napisać, ale niestety Marka i Fostera nie będzie w następnym rozdziale. Wtedy będzie Woody, Tomas i śladowe ilości Sebcia i Frania, z tego co spojrzałam. Ale Mark i Foster potem mają dużo tekstu, wiec luz ;)

  5. Wadera pisze:

    Milusio…
    Uwielbiam Emme! To jej: okej,coś jeszcze? Podbiło moje serce. Taka typowa nastolatka udająca zlewczy stosunek do czegokolwiek. Ale do braci zadzwoniła więc jej na braciszku zależy. Przynajmniej takie odniosłam wrażenie. Co do starszych braci to nawet w szoku zbyt wielkim nie byli (swoją drogą to George chyba coś tam nawet podejrzewał).
    Cóż powiedzieć, taka reakcja rodziny to marzenie nie jednej osoby.
    Zgadzam się z Julesem, że dobrze by było gdyby to była norma. Ach marzenia …. Zwłaszcza jeśli chodzi o Polskę.
    Pzdrawiam, Wadera.
    P.S.: Wiem, że nudzę ale jest możliwość na Marka i Fostera w kolejnym rozdziale? Tak strasznie za nimi tęsknię!

  6. Luana pisze:

    Julesa rozpierała duma, a ja jestem dumna z ich obu. Szczególnie z Erica. Teraz już z otwartym sercem mogę powiedzieć, że chłopak ma fajną rodzinę. Dzięki Emmie wieści pięknie się rozeszły. Bałam się jak zareagują bracia Erica, ale ufff, ulga. Dobrze jest.
    Podoba mi się to jak Jules ze swoim chłopakiem omawiają plany na przyszłość. Od razu widać, że nie zamierzają się rozstawać, że to nie jest na chwilę. W wieku w którym oni są też tworzy się związki na całe życie. Znam takie pary, które są ze sobą od 15 czy 16 roku życia i mają za sobą już wiele lat w szczęśliwym związku. Także wierzę, że tej dwójce też się uda. :)
    Dzięki za rozdział i gratuluję napisania już całości „Project Dozen”. Brawo, dziewczyny. :))

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s