Newton’s Balls – 63 – Ze świadkiem zbyt blisko

Kurator rzucił telefon na stolik, usiadł na kanapie i sięgnął po trójkątny kawałek jednej z dwóch pizz. Był głodny. Ugryzł, rozluźnił krawat pod szyją i oparł się tyłem głowy o oparcie, przymykając oczy. Nie wiedzieć czemu, pomyślał nagle o Dustinie i jego kwiatach. Pewnie przez rozmowę z Marshallem. Kiedyś ukradli zdrapki. Tylko że wtedy nawet nie wygrali parszywych dwudziestu dolarów, a mogli narazić się na paskudne konsekwencje. W sumie, kiedy byli młodzi, robili rzeczy nawet gorsze niż Chase. Ale czy byli też tacy tym wszystkim zdołowani? Mieli siebie i to pomagało. Chase też miał kumpli, ale ci nie byli bezpośrednio zamieszani w jego problemy z prawem i dziadkami. Courtney za to siedział razem z Marshallem w gównie, które było ich nieodpowiedzialną, puszczającą się matką, zaniedbaniem i brakiem kasy. Chociaż Courtney przypominał sobie wiele dni, w trakcie których zwyczajnie miał dość życia i fantazjował, jakby to było po prostu umrzeć. Miał nadzieję, że Chase wyjdzie na prostą. Że będzie miał więcej radosnych dni niż takich jak dzisiejszy i, że kiedyś nie wydarzy się nic, co przeważy szalę na niekorzyść chłopaka i czarne myśli nie pochłoną go całkowicie. Chociaż i tak Chase nie wydawał mu się kimś, kto bierze realnie pod uwagę samobójstwo jako drogę ucieczki. Już prędzej widział go w narkotykach czy alkoholu, co też nie było wcale pocieszające.
Czarne myśli sprawiały, że jego ciało znowu nieprzyjemnie się napinało, a on mimo rozluźnionego krawata miał wrażenie, że trudno przełykać mu pizzę. Sięgnął więc ponownie po telefon i wykręcił numer chłopaka. Po kilku sygnałach, które brzmiały mu w uchu jak wieczność, w końcu usłyszał głos Chase’a.
— No hej.
— Wracacie już?
— Jeszcze nie. Chłopaki się bawią, więc jeszcze pomarznę w parku. A co? Dzwonili skądś?
— Nie, pizzę mam. Ale odgrzeję potem, Marshall też będzie chciał. Przyjdzie z piwem oblać twoją wolność.
— Z piwem? Nie mam na nie kasy, a coś mi nie styka, abyś ty to zaproponował i za to zapłacił — odparł podejrzliwie, a Courtney usłyszał w telefonie charakterystyczne kliknięcie klikera do tresury.
— Wygrał pięć stówek w zdrapce, więc stawia. Nie obyło się bez żartu w związku z tym.
— Jakiego? — spytał Chase niezobowiązująco. W jego głosie słychać było, że bardziej jest skupiony na psach niż rozmowie.
— Że on stawia ci piwo, a ja coś innego. Baw się z chłopakami. Ja wezmę prysznic, skoro was nie ma — odpowiedział Courtney, już dojadając kawałek pizzy i wstając.
— No, dobra. To miłego. Za jakiś czas będę się zbierać, bo jest wypiździawa.
— Niestety. To do zobaczenia — pożegnał się z nim Courtney, odłożył telefon i wszedł do łazienki.
Nie spieszył się. Domyślał się, że i tak będzie musiał zagrzać pizzę, Marshall pewnie będzie godzinę sterczał przy mięsie, a Tank i Lil skutecznie zatrzymają Chase’a na dodatkowy kwadrans na zewnątrz. Pozbył się więc ciuchów, nastawił jeszcze pranie i dopiero wszedł pod prysznic. Był dziwnie zmęczony tym dniem, a gorąca woda pomagała nie tylko na zmarznięte na dworze ciało, ale i powoli go relaksowała.
Kiedy Chase wrócił do mieszkania, Marshall już był. Musiał jednak dopiero co wejść, bo Courtney ledwie grzał dla niego pizze, a sam mężczyzna wypakowywał zakupy. Kupił masę niezdrowego żarcia, alkoholu, ale też nie zapomniał o żeberkach dla brata.
— Hej — przywitał się Chase, chociaż ledwo było to słychać przez popiskującego Lila, który łasił się o uwagę, oraz uderzenia pazurów Tanka, który biegał między całą trójką, nie mogąc się zdecydować, kto jest jego priorytetem. Nawet jeśli ze swoim właścicielem spędził dużo czasu na spacerze.
Ostatecznie padło na Courtneya, bo tylko on kucnął, żeby przywitać się z psem. Śmiał się do niego i drapał go za uszami, ale nie trwało to długo, bo Tank za bardzo chciał mu obślinić twarz.
— Zaraz będzie gotowe — rzucił do Chase’a, gdy uniósł się i zaczął wyciągać talerze. Chase zauważył, że już nie ma na sobie tych sztywniackich ciuchów, jakie nosił do pracy, tylko czarne, wąskie jeansy i ciepłą, ale przylegającą do ciała, jasnoszarą bluzkę z długim rękawem.
— Fajnie, zmarzłem — odparł, trzymając lodowate dłonie w kieszeniach spodni. Nie miał jednak okazji długo ich tam grzać, bo Marshall zaraz bez słowa do niego podszedł i podał mu butelkę piwa.
— Ale cicho, żeby się nie wydało przed twoją żoncią, że cię rozpijam — zadrwił, mówiąc to szeptem, ale Courtney stojący może dwa metry dalej i tak musiał to słyszeć.
Obejrzał się i zmierzył brata spojrzeniem mówiącym „ty tak na poważnie…?”. W duchu jednak ucieszył się na widok ich uśmiechniętych min. Podobało mu się, że Marshall chociaż trochę bratał się z jego chłopakiem, a nie brzydził się go czy coś.
— Lepiej nalej mi tequilę, a nie się wygłupiasz — dodał do Marshalla i sięgnął po rękawice kuchenne.
Chase prychnął z rozbawieniem i napił się już otwartego piwa.
— Będę się kryć — dodał, aby coś odpowiedzieć. Z drugiej strony miło było mu, że coś dostał. Nie wiedział nawet, czemu czuł się tu bardziej jak w domu… niż w swoim prawdziwym domu. Bracia docinali sobie nieustannie, ale też on istniał w ich relacjach. Nie był jakoś odsunięty, czy skrajnie niechciany przez starszego z nich. Wiedział, że Marshall wolałby, żeby był laską, ale Chase w takich chwilach obawiał się, że ich relacje mogłyby wyglądać inaczej. A on jakby był puszczalski, mógłby zniszczyć ich kontakty.
— Uuu, ktoś tu jest prawdziwą, włoską mamuśką! — Marshall zarechotał, sięgając do szafki po kieliszek na tequilę.
— Tequila to meksykański alkohol, ale niech ci będzie — odpowiedział rozbawiony Courtney, wyciągając pizze. Wsadził je, na różne wysokości piekarnika, żeby od razu obie były ciepłe. — Skarbie, weźmiesz sosy z lodówki?
Chase niby lubił, kiedy jego kurator mówił mu per skarbie, jednak kiedy robił to przy kimś więcej niż on i psy, było mu niezręcznie. Zerknął więc nerwowo na Marshalla, który za to przyglądał się pizzy z łakomym wyrazem twarzy.
— Mhm — mruknął nastolatek i zabrał z lodówki sos pomidorowy i jeszcze czosnkowy. — Coś jeszcze?
— Może jeszcze jakiś nóż do nich. Marshall, tequila? — Courtney jeszcze przypomniał bratu, który chyba zapomniał o wszystkim na rzecz jedzenia, które właśnie lądowało na dużych talerzach.
— Już, już — ten mruknął, zabrał swoje piwo i zapasowe dwie butelki do salonu, a kiedy wrócił, rozkroił limonkę i wziął solniczkę.
Po kolei przynosił kieliszek i dodatki do reszty, a po jeszcze pięciu minutach zamieszania w salonie, przed włączonym telewizorem, było wszystko. Pizza, sosy, talerze oraz alkohol. Nie zabrakło także dwóch psów liczących, że coś przypadkiem dostaną.
— To co z tą zdrapką? Kupujesz często, czy od razu ci się trafiło? — Courtney zapytał brata, siedząc obok swojego chłopaka i jedząc pizzę. Preferował bardziej ten temat niż temat dzisiejszego przesłuchania. Wolał o tym nie myśleć, bo męczyło go, czy chłopcy, którzy pobili Philipa Newtona, odpowiedzą za swoje czyny.
— Mmm… — Marshall zamruczał z pełnymi ustami, chcąc od razu odpowiedzieć, ale miał je pełne pizzy. — Nie. To jakaś akcja promocyjna. Wiesz, „kup tyle i tyle benzyny, a dostaniesz zdrapkę”. Fuks po całości. Za benzynę się zwróciło i jeszcze było na zakupy.
— Szczęściarz. — Courtney uśmiechnął się do niego i sięgnął po swoją tequilę. Dziwnie mu pasowała do pizzy. Może dlatego, że jedna była ostra, co mu się kojarzyło z kuchnią meksykańską. — Nie wydaj reszty na dziwki.
— Czemu nie? — spytał Marshall ze ściągniętymi brwiami, nim napił się piwa.
Chase przysłuchiwał się im, samemu jedząc w ciszy i popijając alkohol. To było całkiem przyjemne zwieńczenie dnia. Chociaż nadal czuł, że coś wisi w powietrzu, przez co nie może się rozluźnić.
— Bo jesteś wystarczająco przystojny, żeby nie musieć płacić za seks — tymczasem gospodarz odpowiedział bratu wymownie, a ten uśmiechnął się szeroko.
— Schlebiasz mi. Jak nie ty. Aż tak dobre mięsko kupiłem?
— Całkiem niezłe. Ale ty, Chase, co myślisz? — Kurator zerknął na swojego chłopaka i stuknął w jego butelkę piwa swoją szklanką z tequilą. — Marshall jest przystojny?
Chłopak aż się na nich głupio zagapił, nie rozumiejąc, jak nagle taki temat rozmowy wyrósł między nimi.
— Eee… nie wiem. Nie myślałem o tym — wydukał.
Courtney uśmiechnął się lekko i napił się.
— To dobrze.
— Uuu…. zazdrosna żoncia! — Marshall roześmiał się i ugryzł ogromny kawałek pizzy.
— Bez przesady. Nie patrzysz chyba na każdą laskę i nie oceniasz jej od razu w skali — dodał Chase, patrząc po nich dziwnie. Wydawali się dziś być w wyjątkowo dobrych humorach. W przeciwieństwie do niego. Niemalże jakby pili coś wcześniej.
Było to jednak złudne. Courtney starał się nie myśleć o przesłuchaniu i braku pozytywnej reakcji Chase’a na pomysł odwiedzin młodego Newtona i wchodził w te utarczki z bratem, przekomarzanie się, bo to pomagało mu skupić się na rzeczach przyziemnych.
— No, nie każdą, upośledzonych i kalekich nie oceniam — odpowiedział Marshall Chase’owi z bezczelnym uśmiechem, który tylko dodawał mu uroku niegrzecznego chłopca.
— Czyli twierdzisz, że jak cię nie oceniam, to jesteś upośledzony? Hmm… może coś w tym jest — Chase wysilił się na żarcik, automatycznie jednak zaczynając bardziej analizować wygląd starszego z braci Corn. Może coś w nim było, ale chyba, jak na jego gust, za bardzo kipiał testosteronem.
Courtney uśmiechnął się lekko z tej riposty i w milczeniu wrócił do popijania tequili i jedzenia, a Marshall zarechotał i odchylił się wygodniej na fotelu.
— Ty lubisz laski w ogóle, czy jesteś jak Courtney, który ma niestrawność po widoku muszelki?
— Lubię głównie laski — odparł od razu Chase, chociaż i tak dziwnie było mu mówić „głównie”, zamiast „tylko”, jak miał w zwyczaju.
Courtney znowu tylko na niego zerknął, a potem skupił wzrok na telewizorze.
— Courtney, to powinieneś jak ta laska se odciąć pałę i przyfastrygować cycki — podchwycił Marshall niby poważnym głosem, wskazując na ekran. Kurator przeskakiwał po kanałach, akurat trafiając na jakiś talk show, w którym pojawiła się osoba publiczna po zmianie płci.
— Dzięki, Marshall, postoję.
— Lubisz sztuczne cycki? — Chase za to wypalił pytaniem do starszego. On chyba nie lubił, ale nie macał sztucznych.
— Wisi mi to. Nie lubię płaskich, więc już lepiej sztuczne. Sorry, ale chcę w łóżku samiczkę, a nie deskę, która wygląda jak chłopczyk.
— Ale jakie są lepsze? — Chase drążył temat, znajdując w nim rozrywkę. Chociaż jak tak myślał abstrakcyjnie, nie chciałby, aby Courtney miał cycki, chociaż lubił cycki. Mógł obejść się jego genialnym tyłeczkiem.
Kiedy Marshall konwersował z Chasem na temat piersi, Courtney totalnie się wyłączył. Nie interesował go ten temat zupełnie, więc oddał się jedzeniu i oglądaniu telewizji.
— … no i jak mają te blizny pod cyckami, gdzie wchodził silikon… — Marshall mówił dalej, a kurator uniósł się.
— Przepraszam — rzucił, chcąc przejść, a brat odsunął nogi i podjął:
— … to jak miała chujowego chirurga, to jest to obleśne. Hiszpan z taką…
Ale Courtney już nie słuchał, tylko otworzył lodówkę i dolał sobie do szklanki alkoholu. Dokroił też więcej limonki i wrócił do salonu.
— … ale nie ogarniam, co fajnego jest w lateksach. Skrzypi to jak jasna cholera — Marshall dalej mówił, a kiedy brat zwrócił jego uwagę, siadając obok, dodał do niego: — A ty co? Czego nie lubisz w bzykaniu poza kobietami?
— Nie kręcą mnie, Marshall, nie wystarczy? — odpowiedział Courtney i napił się, zjeżdżając trochę niżej na siedzeniu.
— Mnie nie kręcą faceci, a jednak nie urwałem tematu tylko na tym. Chase na pewno jest ciekaw. — Poruszył brwiami sugestywnie, a z fotela zajmowanego przez nastolatka usłyszeli „Hej!” przepełnione pretensją, że go do tego mieszają.
Mężczyzna spojrzał na swojego chłopaka i z zamyśleniem przesunął wargami po krawędzi szklanki.
— Nigdy mi nie stanął na widok nagiej dziewczyny. Mogłaby się o mnie ocierać całą noc piersiami, a i tak podnieca mnie bardziej muśnięcie męskiej dłoni po tyłku.
Od razu zobaczył, jak Chase przełknął w widoczny sposób ślinę. Znowu słowa i wyobraźnia go zdradzały.
— Okej, to już wiemy, co cię jara. Ale co cię nie jara? Mnie lateks, Chase’a zabawy w kotki, pieski i inne takie gówna. A ciebie?
— Hm… — Kurator zamyślił się, ale musiał jeszcze ściszyć głos w telewizorze, bo nie słyszał własnych myśli. — Nie wiem. Starzy faceci i miśki.
Marshall zerknął na nastolatka i jego szczupłą, ale umięśnioną od pracy sylwetkę.
— No, to dobrze trafiłeś chyba. — Zaśmiał się i otworzył kolejne dwa piwa.
Courtney też zerknął na Chase’a, uśmiechnął się i pocałował go lekko w jego mały nos. Potem sięgnął po skrawek ciasta po pizzy, jaki zostawił Marshall i zaczął go jeść.
— Nie narzekam.
Chase jakoś na chwilę się zapatrzył na jego usta, a Marshall, widząc tę całą scenę, przewrócił oczami.
— Tośmy mieli wieczór spokojny, nie? — dodał do Lila, który, mimo że leżał z pyskiem na ziemi, cały czas starał się śledzić, co się dzieje.
— To wy zaczęliście temat kobiet i facetów. — Courtney zwrócił uwagę bratu. — Poza tym chciałeś z nami oblać powodzenie na przesłuchaniu. Ucz się od Chase’a. Twoje najlżejsze skończyło się kaucją, a najgorsze spałowaniem, bo nie chciałeś się uspokoić, gdy gliniarze prosili.
— Bo się rzucali jak jakieś zjeby. I pytali o, kurwa, spedalone akcje, to się wkurwiłem — Marshall odfuknął groźnie. Zabawne było w tym, że w tej chwili siedzenie z „pedałami” specjalnie mu nie przeszkadzało. Nawet w ogóle, jeśli miał być szczery, ale kiedy ktoś mu coś takiego insynuował, od razu się wściekał.
— Więc najlepiej przyrżnąć gliniarzowi w pysk i rzucać się na innych, gdy przychodzą cię usadzić na tyłku? — Courtney ściągnął brwi. Wolał, żeby jego brat przyznał, że to było głupie zagranie niż się tak idiotycznie tłumaczył.
— Wiesz, może nienajlepiej, ale i tak nadal twierdzę, że chujek zasłużył. Szkoda, że krzesło było przytwierdzone do podłogi — odparł Marshall najpierw ze zlewczym wzruszeniem ramion, a potem z melancholią i zawodem.
Chase zaśmiał się pod nosem.
— Że ci karnetu nie wykupili na busa do pierdla.
Courtneyowi do śmiechu nie było. Pamiętał wiele takich przesłuchań Marshalla i mimo że mały procent z nich prowadził go ponownie do więzienia, to jednak zawsze było to ryzyko. Nawet, gdy Marshall był tylko świadkiem, bo istniała możliwość, że czymś się narazi lub źle zareaguje i znowu pójdzie siedzieć.
Te myśli i dwie szklanki mocnej tequili sprawiły, że nie powstrzymał się przed ostrzejszym tonem w stronę swojego chłopaka.
— Nawet nie próbuj brać z niego przykładu, bo Marshall jest ostatnim odpowiednim do tej roli, a ty masz się teraz pilnować i nikomu nie kołować cholernego gazu pieprzowego.
Nastolatek momentalnie ściągnął brwi i spojrzał na Courtneya z dystansem.
— A tobie nagle co się przypomniało? — burknął, nie rozumiejąc jego gwałtownej zmiany nastroju. Jeszcze chwilę temu dostał buziaka, a teraz zjebkę.
— Proszę cię tylko, żebyś w taki sposób nie pomagał. Jest dużo innych sposobów, a ty jesteś pod nadzorem, wszystko może cię wpakować za kratki.
— Mówiłem ci już, że sam się, kurwa, prosił. Ja pierdolę! — odwarknął Chase i odstawił piwo, wstając jednocześnie z kanapy. Courtney musiał se znaleźć moment, aby znowu mu zjebać humor.
Kurator uniósł się również i położył mu dłoń na ramieniu.
— Siadaj, wybacz. Siadaj — poprosił łagodniej.
Chase nadął się, ale usiadł na kanapie. I tak specjalnie nie miał gdzie iść. Sypialnia Courtneya w końcu była jego, więc zamykanie się w niej byłoby głupie.
Kurator też usiadł i widząc, że Marshall ignoruje ich spór i zarówno gapi się w telewizor, jak i zaczepia stopą Lila, który co raz mu ją podgryza, położył dłoń na udzie chłopaka.
— Przepraszam, Chase, nie chcę ci psuć wieczoru. Zmartwiła mnie ta sprawa, a czasem jestem przewrażliwiony, kiedy o ciebie chodzi.
— I wracasz do tego jak pierdolony bumerang — fuknął nadal podminowany chłopak. Pokręcił głową, odchylając się na bok, ale też nie zabierając nogi od dłoni mężczyzny. Oparł się tylko o podłokietnik i sięgnął znowu po piwo.
Courtney tym razem nie odpowiedział, nie chcąc ciągnąć powracającego tematu. Wpatrzył się tylko w ekran, a dłoń podsunął trochę wyżej. Prawie na pachwinę Chase’a. Blisko krocza. I ścisnął.
Nastolatek spojrzał na niego od razu podejrzliwie i pytająco. Był wciąż nie w sosie, ale też zaintrygowany. Marshall na nich akurat nie patrzył, ale wciąż siedział tu przecież z nimi, na fotelu obok kanapy i oglądał telewizję. Courtney mimo to rzucił swojemu chłopakowi krótkie spojrzenie, a potem, jakby nigdy nic, przesunął delikatnie dłoń na jego krocze i zaczął powoli masować przez spodnie. Okrężnymi ruchami, przyjemnie ugniatając.
Chase przełknął ślinę, zerknął krótko na rękę na swoim kroczu, a zaraz po tym na Marshalla, który był dosłownie kawałek dalej. Poczuł nagłe zdenerwowanie pomieszane z podekscytowaniem, a myśl o wspólnym kinie i o tym, żeby Courtney zwalił mu ręką w sali kinowej przy innych ludziach, momentalnie zaatakowała jego mózg.
W telewizji podczas programu trwał występ jakiegoś zespołu złożonego z pięciu Koreanek, więc Marshall był pochłonięty ich walorami. Chase nie mniej, bo trudno było odmówić dziewczynom chociażby niesamowitych nóg. A ręka Courtneya coraz żywiej go dotykała. Ujęła nawet sztywny członek przez materiał luźniejszych spodni i zaczęła go pocierać w górę i w dół.
Chase co raz spoglądał to na telewizor, to na swoją „dziewczynę”. Oblizał nawet ze dwa razy usta i raz koniec butelki, z której jeszcze dopijał piwo. Kojarzyła mu się z dziurką mężczyzny. Też maleńka i też okrąglutka.
Widząc, że Chase jest coraz bardziej napalony, Courtney ostrożnie i bezgłośnie odpiął mu guzik spodni i wsunął w nie dłoń. Ujął wreszcie tego ciepłego penisa, którego w duchu wręcz adorował, po czym wznowił ruchy. Chciał dać mu spust, jego samego cholernie to jarało, a tym bardziej to, że robili to tak cicho, potajemnie. Tak, zdecydowanie do rzeczy „nie jarających go” nie zaliczyłby masturbacji przy osobie trzeciej.
Chase nie protestował, chociaż bardziej obawiał się reakcji Marshalla, jeśli ten by nagle się odwrócił albo wstał, żeby pójść po coś do kuchni, czy chociażby do łazienki.
Aby nie kusić dodatkowo losu i nie wydać dźwięków zdradzających co robią, przycisnął do ust rękę i zagryzł zęby na knykciu.
Na ustach Courtneya pojawił się lekki uśmiech. Czuł, że penis chłopaka poddaje się jego zabiegom bardzo szybko. Że jest coraz twardszy, coraz bardziej pulsujący i gorący. Marzył, żeby go zobaczyć albo polizać. Już nie mówiąc o tym, że chciał go w sobie. Ale teraz ważne było, by dość szybko doprowadzić chłopaka do orgazmu, więc nie ociągał się i robił go trochę szybciej.
Widział, jak Chase powstrzymuje się, jak tylko może, aby nie wydać z siebie żadnego dźwięku. Jak robi się przez to aż czerwony. I udaje mu się to, jednak niestety nie do samego końca. Bo kiedy trysnął w dłoń młodszego z braci Corn, stęknął nisko, zaciskając mocno zęby na dłoni.
Marshall, który był zapatrzony w telewizor i zapomniał, że taka cisza może być podejrzana, teraz usłyszał to i odwrócił wzrok. Od razu na widok dłoni brata w gaciach nastolatka mina mu zrzedła.
— No ja pierdolę… — jęknął z jawnym obrzydzeniem.
Courtney momentalnie wyciągnął dłoń ze spodni chłopaka, a kiedy wzrok całej trójki na niej spoczął, zobaczyli, że jest w białej substancji. Courtney trochę się zaczerwienił, a żeby tego było mało, Tank, który siedział przy nogach Chase’a, musiał wyczuć od niej zapach pizzy, bo tą właśnie ręką Courtney jadł, więc wyciągnął się i zaczął ją oblizywać.
— Kurwa, Tank — warknął kurator i zerknął na brata. — Sorry — dodał trochę głupio.
Chase także się zaczerwienił i szybko pochylił, odciągając psa, żeby nie jadł jego spermy. To wydawało mu się dziwnie zawstydzające. Nie umiał powiedzieć czemu, ale wolał, aby jego zwierzęta w żaden sposób nie kojarzyły mu się z seksem. A nasienie jako coś do zlizania było krótką drogą do takich skojarzeń.
— Jesteście jebnięci… — kontynuował Marshall, patrząc to na brata, to na czerwonego na twarzy nastolatka. — A na mnie zrzędziłeś, że się jebię na kanapie. Za taką akcję to mam ochotę ci jakąś dziwkę do sypialni wprosić. Kurwa! — zaklął znowu i pokręcił głową, wstając. Musiał napić się więcej piwa. Jego brat trzepał swojemu chłopakowi za jego plecami. To było niemal tak samo traumatyczne jak jego brat przy jego kutasie.
— Do moich krzyków podobno przywykłeś — powiedział Courtney za nim z krzywym uśmiechem, również wstając, żeby z biurka zabrać chusteczki i wytrzeć dłoń. — I mówiłem ci, że mieszkanie pod jednym dachem ze mną może być ze względu na to ciężkie — dodał, żeby jakoś się wytłumaczyć, bo sam nie wiedział, co właściwie go do tego popchnęło. W tym momencie jednak równocześnie myślał o seksie i o kutasie Chase’a, bo całe przedsięwzięcie go podnieciło.
— Ale za ścianą, ja pierdolę! — odkrzyknął Marshall i po chwili już znowu był w salonie z kolejnym piwem. — Za ścianą. To jest różnica. Niszczysz mi psychikę. To tak, jakbym ja ci puszczał na telewizorze porno. Nie, gorzej nawet — jęknął, ale fakt, że w ogóle prowadził tę dyskusję, a nie krzyczał, czy się rzucał, świadczył, że nie jest tak źle, jak chciał pokazać, że jest.
Chase przysłuchiwał się im, w tym czasie poprawiając swojego penisa w bieliźnie i spodniach. Ta akcja była chora, ale podobała mu się i coraz bardziej był pewny tego, że musi skądś skołować pigułki gwałtu dla Marshalla.
— Nigdy nie widziałeś w celi, jak twój kumpel pieprzy innego? — Courtney uderzył w oczywistość, bo nawet jeśli nie w jego celi, to Marshall na pewno kilka razy był świadkiem jakiegoś seksu więźniów. Przy tym stał oparty o biurko tyłkiem i wycierał dłoń ze spermy swojego chłopaka, panując nad sobą, by jej nie zlizać.
— Ta, ale to był jakiś — Marshall podkreślił to słowo dobitnie — z jakimś — ponownie — kolesiem. A nie mój brat z… — wskazał Chase’a — z nastolatkiem. Jako twojego starszego brata, musi mnie to bulwersować.
— Marshall, od kiedy ty masz jakieś zasady? — Courtney uśmiechnął się lekko i wyrzucił chusteczkę do kosza. Trochę go ta sytuacja bawiła, trochę podniecała, ale reakcja Marshalla sprawiała, że nie był nią tak zawstydzony, jakby mógł być, gdyby jego brat był wściekły.
— Od teraz — fuknął drugi Corn, zakładając ręce na piersi, a ją jeszcze wypinając. Kiedy Courtney prawie się roześmiał, spojrzał na Chase’a. — I ciebie też to się dotyczy. Nie chcę widzieć, jak posuwasz mi brata — burknął, wskazał chłopaka palcem i sięgnął po piwo mrucząc do siebie: — Potrzebuję dziwki albo porno.
— Spróbuj podłączyć internet na dole, bo inaczej będziesz skazany na świerszczyki — zasugerował kurator, po czym poszedł w stronę łazienki. On też potrzebował spustu, podobnie jak jego brat.
Chase chwilę jeszcze siedział na kanapie, głaszcząc Tanka, który był zahipnotyzowany miłym uczuciem i uwagą. Lil właśnie starał się wysępić coś od Marshalla. Nie wiedział, że ten poszedł do kuchni po piwo, a nie jedzenie. Chłopak za to spokojnie mógł upewnić się, że starszy z braci z niedowierzaniem wciąż wymalowanym na twarzy wrócił do oglądania telewizji. Musiał wybielić obraz sprzed chwili. A to dawało Chase’owi sposobność, żeby ewakuować się do łazienki, w której zniknęła jego „dziewczyna” z penisem.
Zobaczył tam Courtneya stojącego nad umywalką, opartego o nią jedną ręką, a drugą trzymającego swojego penisa. Czarne jeansy miał obsunięte z bielizną do kolan, bluzkę trochę podwiniętą i szybko robił sobie dobrze. Gdy usłyszał otwieranie drzwi, drgnął i spojrzał w ich kierunku, ale odetchnął na widok nastoletniej twarzy.
— Hej — rzucił głucho, oddychając ciężej.

12 thoughts on “Newton’s Balls – 63 – Ze świadkiem zbyt blisko

  1. Katka pisze:

    O., nie wiem, czego Tank chciał, haha, no ale na pewno Chase nie chciał, żeby jadł TO XD A co do Marshalla, to on na trzeźwo na nic by się nie zgodził XD

    Matt, a dziękujemy, zawsze staramy się podwyższać sobie poprzeczkę XD A Courtney, Chase i Marshall to takie wdzięczne postacie do przekraczania kolejnych granic, hehehe. W innych opkach mogłoby być to trudne, więc wykorzystujemy, póki możemy XD W ogóle 2 lata to wcale nie tak krótko :) A my się czujemy dumne, że na dłużej utrzymujemy czytelników, hehe. Mega się cieszymy, że rozdział rozbawił! Właśnie tak miało być XD

  2. Matt pisze:

    Hahahahaha, rozwaliłyście mi mózg :D Totalnie :D Nawet te nienajlepsze wspomnienia Courtney’a odeszły gdzieś tam (co w sumie niedobrze, bo to smutne). Ale naprawdę? Trochę już z Wami jestem (no dobra, jakieś 2 lata może, ale to i tak krótko), było wiele „nietypowych” akcji w Waszych opowiadaniach, ale to chyba wygrało :D Brawo, brawo, brawo. Aż nie chcę myśleć, co współlokator z pokoju sobie myślał jak rżałem jak głupi :D Jeszcze więcej weny i podobnych rozdziałów na poprawę wieczoru :)

  3. O. pisze:

    Po co te tabletki? :p dadzą radę bez nich coś czuję xD
    Biedny Tank! To nie to białko, które chciał! Czy tam węglowodany z pizzy xD

  4. Katka pisze:

    Kasia, hehehe, i bardzo nas cieszy, że było dużo śmiechu XD Marshall to w sumie pocieszny człowiek XD No ale masz rację, niestety gapienie się w TV nie pomoże, chociaż na pewno będzie próbował. Oj, a koniec to taki przedsmak przed następnym rozdziałem XD Dzięki za komcia!

  5. Kasia pisze:

    No popłakałam się, ale tym razem ze śmiechu 😆 Coś czuję że te pigułki gwałtu naprawdę zostaną wykorzystane, hehe 😉 A Marshall też mnie nieźle zaskoczył, myślałam że będzie dużo bardziej oburzony, a tu tylko kilka wyrzutów :) Niestety gapienie w telewizor nie spowoduje luki w pamięci, niektórych rzeczy nie da się odzobaczyć 😉
    Super, tylko znowu mam ochotę kogoś zamordować za koniec w takim momencie 😉
    Dzięki i pozdrawiam 😀

  6. Katka pisze:

    Damiann, trzeba na to opo patrzec w swojej kategorii. To opowiadanie o ludziach którzy wyrosli z bardzo specyficznych, patologicznych środowisk dlatego nie należy oczekiwać od nich normalnych zachowań XD mówię serio, trzeba do nich podejść z dystansem bo oni mają nieco inaczej wpojone wartości :)

    Wadera, nieee trójkąt, nie będzie trójkąta na pewno! Broń Boże XD

  7. Wadera pisze:

    Katka; Nie! Tylko nie trójkąt! Nie z nimi! Jako bonus byłoby ok, ale w głównej wersji rozdziałowej? Ja rozumiem że oni wszyscy trochę inaczej na to patrzą, z ich wychowaniem, środowiskiem i fetyszami, to jest ok. Jednak kiedy ja to czytam czuję jakbym była z nimi w pomieszczeniu (moc Waszego pisania) a to już zakrawa na co najmniej orgietkę ;)
    Cóż, jedno jest pewne: z Wami nie da się nudzić :D
    Pozdrawiam, Wadera.

  8. damiannluntekurbus17 pisze:

    ,,Tak, zdecydowanie do rzeczy „nie jarających go” nie zaliczyłby masturbacji przy osobie trzeciej.” Nieee czaje. To Kukurydza lubi masturbacje przy osobie trzeciej czy nie lubi? Xd w sumie to on lubi masturbowac kazdego. Po tym jak masturbowal brata nie mam co do tego watpliwosci xd
    I tez sie zgadzam z Wadera, ze to bylo zle. Trojka facetow (w sumie jeden dzieciak), a zachowuja sie bardzo niedojrzale. Chase mnie irytuje swoimi czestymi foszkami. Jak sie obraza to niech to zrobi porzadnie xD
    Courtney – nie wiem – ale sama jego osoba mnie drazni. Chyba mam mu za zle, ze zdradzil Chase’a z wlasnym bratem…
    A Marshall to Marshall. Byly przestepca, ktory jeszcze nie dorosl do bycia doroslym xd

  9. Katka pisze:

    Noe, dokładnie tak XD

    Tess, nooo, biedny Marshall XD Chociaż nie był aż tak zbulwersowany, jakby się mogło wydawać z początku. A Courtney i Chase chyba nie wiedzą sami, co ich do tego podkusiło…

    Wadera, z jednej strony mnie samej się podobała ta scena i w sumie bawi mnie to drażnienie Marshalla, a z drugiej jestem w stanie zrozumieć w pełni Twoją opinię XD Bo tak, to na pewno jest zbyt blisko granicy. Tylko w takich momentach zawsze uświadamiam sobie, że to ludzie po absolutnie innym wychowaniu. Więc myślę, że nawet dla Courtneya i Marshalla, którzy dosłownie wychowali się w domu, gdzie matka pieprzyła się z klientami na ich oczach, to nie jest wcale takie bulwersujące, jak się nam wydaje. Ale na pewno nie pociesze Cię, jeśli powiem, że przeczytasz jeszcze w ich wykonaniu coś „gorszego” XD Mam nadzieję, że jakoś to wyprzesz :) Hehe, a co do Tanka, to 100% na tak XD

  10. Wadera pisze:

    To było zło! ;)
    Park przełknęłam, ale takie zagrywki są już dla mnie zbyt blisko granicy, zwłaszcza po tym co się wydarzyło między braćmi.
    Mimo iż dwójka z tej trójki jest dorosła w takich sytuacjach zachowują się wszyscy jak nastolatki z libido odwrotnie proporcjonalnym do inteligencji.
    Lubie ich ale czasem mam wrażenie że w tej paczce tylko Tank jest w miarę normalny ;P
    Pozdrawiam, Wadera.

  11. Tess pisze:

    Ach, te podstępne tytuły… Już myślałam, że ich relacja została odkryta, jednak tak do końca to nie jest fałszywe stwierdzenie ;> Biedny Marshall. I popieram pomysł z pigułkami gwałtu, chociaż starszy Corn by ich chyba zatłukł xD

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s