Newton’s Balls – 62 – Ten zły

— Courtney Corn, słucham?
— Dobry wieczór. Z tej strony Alfred Olson w departamentu policji. Jest pan kuratorem Chase’a Lasha… zgadza się?
Courtney napiął się i spojrzał szybko na Chase’a.
— Tak, zgadza się, Chase Lash jest moim podopiecznym. W jakiej sprawie pan dzwoni?
— To se obejrzałem, kurwa, mecz — jęknął Marshall z pretensją, ale wyciszył telewizor.
Chase za to poczuł wspinające mu się po kręgosłupie lodowate łapki obawy i co tu dużo mówić, strachu. Znał tylko jeden powód, dla którego teraz ktoś dzwoniłby do kuratora w jego sprawie. A powodem był Philip Newton i to, jaką był pizdą.
— Dzisiaj późnym wieczorem miała miejsce napaść na Philipa Newtona. Chłopaka, od którego pana podopieczny wyłudzał pieniądze i którego brata pobił. Philip jest w szpitalu z mocnymi urazami, wciąż nieprzytomny, ale wiemy od świadków, że napastnikami na pewno byli uczniowie z jego szkoły. Pana podopieczny jest jednym z podejrzanych, więc musimy go przesłuchać, ale nie było go w domu. Wie pan, gdzie może przebywać? — po krótkich wyjaśnieniach zapytał policjant, a Courtney automatycznie spojrzał na stojącego obok Chase’a.
— Och, nieciekawa sytuacja — odpowiedział, żeby ugrać trochę czasu i błyskawicznie przemyśleć, jak to rozegrać na korzyść Chase’a i nie narazić go na stres i problemy. — Kiedy miał dokładnie miejsce ten atak?
— Pomiędzy szóstą a siódmą wieczór.
Kurator szybko skojarzył, że był to czas mniej więcej po tym, jak Chase mu napisał, że wpadnie, ale jeszcze go u niego nie było. Odetchnął i odpowiedział:
— To nie może być Chase, bo cały czas był ze mną.
— Z panem…?
— Tak. Chase Lash pracuje na złomowisku po szkole. Wrócił do domu na chwilę, miał spięcie z opiekunami prawnymi, po którym się z nim spotkałem w celu załagodzenia sytuacji. Mamy dobry kontakt — odchrząknął, cały czas mówiąc formalnym tonem. — Jego resocjalizacja przebiega pomyślnie, jak pan widzi, ufa mi, więc pomagam mu w takich sytuacjach. Wciąż trwa nasze spotkanie, więc zapewniam, że to nie jego szukacie.
Chase przysłuchiwał się i od momentu, kiedy usłyszał, że Courtney daje mu alibi, poczuł się zarówno spokojniejszy, ale i jakoś winny, że wplątuje w to mężczyznę. Nie słyszał, w jakich godzinach Philip został pobity i jeśli był już wtedy u mężczyzny, jak ten zaręczył, to faktycznie była to świeża sprawa.
Marshall w tym czasie przeniósł się na fotel, który przystawił bliżej telewizora, chcąc cokolwiek słyszeć.
— Rozumiem. Trochę nam to utrudnia, bo podejrzewaliśmy właśnie jego. W takim wypadku nie będę teraz robił problemu, ale proszę zarówno pana, jak i pana podopiecznego o przyjechanie na komisariat, żeby złożyć zeznania. Musimy mieć wszystko w papierach — odpowiedział poważnie Alfred Olson.
— Zrozumiałe. Wiem, z czym się je biurokrację niestety. — Courtney mimowolnie zerknął na swoje biurko zawalone papierami. — Jutro pojawię się z moim podopiecznym w godzinach popołudniowych, żeby nie zawalił szkoły, skoro nie ma na to takiego parcia.
— Może być. Dzięki za informacje.
— Cała przyjemność po mojej stronie. Mam nadzieję, że prawdziwi sprawcy szybko się znajdą. — Courtney mówił, chwilę jeszcze wymieniając krótkie uprzejmości z policjantem, nim się rozłączył i spojrzał na Chase’a. — Muszą mieć zeznania.
— W sprawie Philipa? — upewnił się chłopak, stając nadal za kanapą i patrząc na Courtneya z góry. — Myślą, że to ja? — spytał domyślnie.
— Byłeś podejrzanym — przytaknął Courtney. — Ale będziesz musiał powiedzieć, że zaraz po pracy wpadłeś do domu, zobaczyłeś, co się stało i od razu się ze mną spotkałeś. Załóżmy nawet, że po ciebie przyjechałem. Na Philipa napadnięto między szóstą a siódmą, więc lepiej tak to rozegrać, żeby nie szperali.
Chase skrzywił się i zerknął na Marshalla, który za wszelką cenę starał się ich ignorować, a słyszeć mecz. Chłopak skinął więc na Courtneya, aby z nim poszedł do sypialni. Tam mogli swobodniej porozmawiać.
Kiedy już się tam znaleźli, nastolatek usiadł ciężko na łóżku z dłońmi między kolanami.
— Nie narażasz się za bardzo? Przecież nie przyjechałem od razu do ciebie, włóczyłem się z godzinę.
Courtney zamknął drzwi, aby psy nie weszły i usiadł naprzeciwko Chase’a, z jedną nogą zwisającą za krawędź łóżka.
— Wiem, że to nie ty go pobiłeś, więc dlaczego masz przechodzić przez całe śledztwo i marnować ich czas? Tak szybciej znajdą prawdziwych sprawców, gdy nie będą zajmować się tym, kogo nie szukają — odpowiedział spokojnie, chociaż głównie kierowała nim chęć, by oszczędzić Chase’owi dodatkowego stresu. Szczególnie dzisiaj. To, co zrobili jego dziadkowie, było wystarczającym ciosem, żeby jeszcze musiał zmagać się z przesłuchiwaniem. Gliniarze na pewno by go mocno cisnęli, nie byliby przyjemni, a Chase mógłby coś odwalić pod wpływem emocji i tej policyjnej gry.
— Czemu właściwie jesteś tego taki pewien? — spytał znowu Chase, chowając się za swoją obronną ścianą. Nie miał powodów, aby to robić, ale najwyraźniej emocje, stres i chyba też strach powodowały u niego odsuwanie się od każdego.
— Bo wiem, że jesteś dobrym chłopakiem i nie miałeś powodów, żeby go pobić — Courtney za to odpowiedział cierpliwie.
Chase zasępił się i pokiwał głową, którą po chwili spuścił.
— Ale to co, jutro przesłuchanie po szkole? — Spojrzał na mężczyznę z dołu.
Courtney wychylił się, ujął go w dłonie za policzki i pocałował w czoło.
— Tak. Przyjadę gdzieś w okolice szkoły, jak skończysz i pojedziemy razem na komisariat. Nie powinno potrwać długo. Podrzucę cię potem do pracy.
Chase odetchnął ciężko, pozwalając się dotykać. Wyglądał na przygnębionego i zdenerwowanego.
— Jak myślisz, o co mogą pytać?
— Czy nie miałeś jakichś spięć z Philipem ostatnio, kiedy się widzieliście, na jakich warunkach. Ale głównie będą pytać o dzisiejszy dzień, bo to muszą ustalić. Czy tam byłeś, czy nie. Więc nie masz się czym martwić. — Courtney starał się go pocieszyć i w jego oczach chłopak teraz wyglądał jak kiedyś Tank, gdy zabrali go z kliniki, takiego pogryzionego. Podsunął się więc trochę bliżej i znowu go pocałował, tym razem w skroń.
Chase pokiwał znowu głową i odetchnął ciężko. Czuł, że musi powiedzieć Courtneyowi wszystko, bo ten będzie wiedział, co robić.
— Tylko, że ja się z nim jeszcze widziałem po wakacjach.
— Hm? W szkole? To chyba naturalne.
— Bardziej prywatnie — mruknął Chase, obawiając się wybuchu.
Tym razem mężczyzna trochę się cofnął, by móc lepiej spojrzeć na jego twarz.
— Prywatnie? — powtórzył, dając tym samym znak, że oczekuje wyjaśnienia.
Chase spojrzał także na mężczyznę z napięciem. Może nie powinien tego mówić, ale jeśli by się wydało na komendzie, byłoby gorzej. Widać by było, że coś kręci.
— No… przylazł do mnie. Chciał, abym mu pomógł z jakimiś typami.
Z każdym kolejnym zdaniem widział, że Courtney nabiera czujności. Umiał to już ocenić po jego postawie. Teraz bardziej wyprostowanej. Spojrzenie zresztą też zrobiło się bardziej uważne, kalkulujące, czujne.
— Ktoś go dręczył…? Pomogłeś mu?
— Nie bardzo… No bo, kurna, nie od tego jestem. Nie będę go bronił przecież — fuknął Chase agresywnie, tłumacząc się także przed samym sobą. — Ale… ale… — opadł nagle i zakłopotał się. — No, skołowałem mu gaz.
— Gaz? — powtórzył Courtney szybko, czując, że sprawa się komplikuje bardziej, niż przypuszczał. Jeżeli to, co się stało, miało powiązanie z tymi typami i gazem, to Chase naprawdę miał coś z tym wspólnego. Inaczej, ale miał. — Pieprzowy? Chase, kurwa… — zaklął, urwał i warknął krótko do siebie. — Po co?!
— Bo chciał! — odkrzyknął nastolatek, samemu zaczynając się coraz bardziej denerwować i stresować. To wszystko mogło się fatalnie skończyć, jeśli Philip zwali na niego winę za swoją głupotę.
Courtney wstał z łóżka i przeszedł kilka kroków, ale potem usiadł ponownie, żeby nie denerwować chłopaka swoją nerwowością. Wiedział, że to może go dodatkowo nakręcić. Musiał więc zachować chłodny umysł.
— Proszę cię… nie pomagaj nikomu w ten sposób — mruknął sucho, ale spokojniejszym głosem. W duchu był trochę zawiedziony, że Chase się tak głupio w to wpakował. Miał dość własnych problemów, po co więc tworzył ich więcej? — Ale w takim razie Philip powinien wiedzieć, kim byli, nawet jeśli byli zamaskowani. Bo zakładam, że to te same typy.
Chase skinął głową, starając się przypomnieć sobie wszystko, co mówił mu Philip.
— Mówiłem mu, aby gdzieś z tym poszedł. Kurwa, przecież nie będę się nim opiekować, nie od tego, ja pierdolę, jestem. Zrobiłem, co mogłem — fuknął i potarł krótkie włosy, pochylając się jeszcze bardziej do przodu. — I nie wiem, to mogą być ci sami kolesie, co go przypalili. Ford i… — zaklął, ale przecież nie znał wszystkich w szkole. — Nie wiem.
— Dobra, Chase… Jeśli coś wiesz, jutro na przesłuchaniu powiedz, w porządku? Pomiń tylko fragment o gazie pieprzowym. Ale jeśli Philip rozmawiał z tobą o jakichś prześladowcach, musisz im powiedzieć. Po pierwsze odsunie to podejrzenia od ciebie i dadzą ci szybciej spokój, a po drugie sprawcy zostaną ukarani. Mam nadzieję tylko, że nie ja ich dostanę — dodał Courtney na koniec z krzywym uśmiechem, chociaż domyślał się, że tym razem sprawcy pójdą siedzieć, a nie dostaną kuratora. W końcu Philip był połamany i nieprzytomny, a Ian miał dużo mniejsze obrażenia.
— Byłaby chujnia — przyznał Chase, nadal patrząc z brakiem przekonania na mężczyznę. — A jeśli Philip się obudzi i coś jebnie o tym gazie? — spytał, nie wierząc chłopakowi w jego zdrowe myślenie. — I… Courtney, nie chcę, kurwa, wyjść na pierdolonego kapusia.
— A kto się ma o tym dowiedzieć? O to się nie martw, nikt nie będzie wiedział. Powiedz mi szczerze, nie czujesz, że w tej sytuacji sprawcy powinni otrzymać karę? Philip jest nieprzytomny. To musiało być mocne pobicie.
Chase skrzywił się, jakby właśnie wdepnął w kupę któregoś ze swoich psów. Gołą stopą. W nocy. W drodze do łazienki.
— On się sam od początku, kurwa, prosił o to. Nie mówię, że zasłużył, ale… no… wy też spierdoliliście robotę. Jak taka pizda łazi po szkole, to naturalne, że ktoś się do niego dojebie. A jak mówi, że jest okej ze śliwą pod okiem, to uznajecie, że spadł ze schodów. No kurwa — zaczął ponuro Chase, a skończył z oburzeniem, odwracając sprawę od siebie.
— Dlatego ty wspaniałomyślnie dajesz mu do ręki gaz pieprzowy — Courtney za to krótko przywrócił ją z powrotem, a Chase znowu się skrzywił.
— Aby, kurwa, uwierzył w siebie jakoś. Nie wiem, przez jakiś czas nie obrywał. Jeszcze może mi zaraz powiedz, że to moja wina, że go pobili.
W sypialni robiło się gęsto i ciężko od tej atmosfery. Siedzieli obaj na łóżku naprzeciwko siebie i żaden nie był w wyśmienitym humorze. A rano wcale nie wyglądało na to, że będzie to taki zły dzień.
— To jest wina tylko i wyłącznie tych, którzy pobili Philipa. Tu nie ma wytłumaczenia. Ale dlatego chcę ci powiedzieć, że ważne jest, żeby nie chodzili bezkarnie po szkole.
— No, to jak Philip się obudzi, to im, kurwa, powie kto to. Pewnie ich zna. A ja też powiem, co mi powiedział, ale… — Odetchnął poirytowany. Miał dość dzisiejszego dnia. — To, że nie jestem chujem, nie znaczy, że będę go bronił. To nie mój zasrany obowiązek.
Jego kurator wciągnął głęboko powietrze, podsunął się i przełożył nogi nad jego udami, aby być blisko. Objął go za szyję i pocałował.
— W porządku. Najważniejsze jest teraz twoje bezpieczeństwo. Pamiętaj, że byłeś ze mną od szóstej.
Chase zarzęził cały nabuzowany, zestresowany i zły, ale i tak uległ. Przytulił się do mężczyzny, opierając czoło o jego ramię.
— Okej… A mówić jak coś, o co pożarłem się z geriatrią?
— Tak, możesz powiedzieć, jak najbardziej. To będzie odpowiednio tłumaczyć, dlaczego mnie potrzebowałeś — wytłumaczył Courtney, po czym dodał z lekkim uśmiechem i czułym pocałunkiem w głowę: — Bo mnie potrzebowałeś, hm?
— Bardzo — przyznał Chase bardzo cicho, chociaż słyszalnie. Cały czas przy tym opierał się o mężczyznę z dłońmi na jego ciele. Chciał, żeby to wszystko już się skończyło, żeby miał w końcu w życiu spokój. Ale może był zbyt głupi, żeby sobie taki wywalczyć bądź wypracować.
Poczuł, że mężczyzna głaszcze go delikatnie, nie mówiąc nic przez dłuższą chwilę. Pozwalał mu się tak tulić, chcąc chłopaka jakoś uspokoić.
— Wiesz, że Lil już siada na moje polecenie? — rzucił po chwili, chociaż na chwilę chcąc poprowadzić z nim lżejszą rozmowę.
Chase uśmiechnął się z prychnięciem.
— Widzisz, radzisz sobie. Będę musiał z nim tylko popracować nad tym wyciem.
— I jego walką z papierem toaletowym. Dzisiaj rano był wszędzie tylko nie w łazience.
— A znowu gryzł stół w kuchni?
— Nie widziałeś? Całe nogi są pogryzione. Będę musiał go wymienić, bo już nie jest do uratowania — odpowiedział Courtney z cichym westchnieniem, nie ustając w przesuwaniu dłonią po plecach chłopaka. Co raz tylko słyszeli z salonu okrzyk lub przekleństwo Marshalla. Zależnie, czy Saintsi zdobywali punkt, czy go tracili. Psy były jednak z nim, miały ludzkie towarzystwo, więc Lil nie starał się za wszelką cenę dostać do sypialni.
— Może jeszcze poczekaj z wymianą, aż się oduczy. — Chase westchnął i na moment się odsunął, aby po chwili przewalić mężczyznę na plecy, na materac. Po tym znowu do niego przylgnął. — Jak długo myślisz mogę zostać?
— Jeśli twoi dziadkowie nie mają zapędów, żeby iść na policję i składać raport, że uciekłeś z domu, to ile chcesz. A już na pewno teraz na kilka dni, żebyś nie zrobił czegoś nieprzemyślanego, gdy ich zobaczysz. — Courtney wiedział, że Chase’owi mogły nerwy puścić, gdy ujrzy dziadków i przypomni sobie, co zrobili. Tak samo jak wtedy, gdy dziadek zabrał Tanka na walki psów. Chwilowa separacja dobrze mu wtedy zrobiła.
— Szkoda, że w ogóle muszę tam wracać. Ale też nie wiem, gdzie pójdę, jak już się od nich uwolnię. Będę musiał poszukać jakiegoś mieszkania, czy czegoś taniego. Cholera… — mruknął w klatkę piersiową Courtneya, na której leżał.
Mężczyzna odetchnął głębiej, nie odpowiadając od razu, tylko myśląc nad jego słowami. Chciał być z Chasem. Chciał być z nim w poważniejszym związku niż tylko w chwilowym, szkolnym eksperymencie chłopaka, który później, gdy już tego posmakuje i się znudzi, znajdzie sobie normalną dziewczynę i z nią stworzy coś lepszego. Mógłby z nim mieszkać, żyć… Ale nie powiedział tego głośno, bo nie wydawało mu się to na miejscu. Zamiast tego cmoknął chłopaka w głowę i ponownie opadł na poduszki.
— Poczekaj z tymi planami. Na razie schronisko, hm? W niedzielę zapytaj o pracę.
Chase jęknął i wcisnął nos, aż go wgniatając w ciało kuratora.
— Po takich dniach jak dziś mi się odechciewa. Kolejne wypytywanie i problemy.
— I tak świetnie sobie radzisz, Chase. Cały czas jestem z ciebie dumny. Nawet w szkole nie masz zaległości.
Chłopak zaśmiał się krótko.
— Bo wiem, że za to coś dostanę — mruknął, a jego dłoń zsunęła się na krocze mężczyzny, co automatycznie sprawiło, że kącik ust Courtneya powędrował w górę.
— Tak? Ja nic o tym nie wiem.
Chase przesunął dłoń wyżej, tylko po to, żeby wsunąć palce pod pasek spodni.
— Nie?
— Mm… Ale czy to nie jest jakieś niemoralne wyłudzanie? — mruknął Courtney, trochę mrużąc powieki.
— Hm? Ale że czego? — Nastolatek nie zrozumiał od razu i aż zerknął na twarz mężczyzny pytająco.
— Czegoś za dobrą naukę? — Courtney uśmiechnął się i wychylił, żeby cmoknąć Chase’a w nos. Lubił go.
— Ach, w tym sensie. Może. Ale mi pasuje. — Chłopak oddał cmoknięcie, ale w usta mężczyzny.
Courtney uśmiechnął się do niego i zerknął na drzwi.
— Chodź, zostało trochę meczu i jeśli Marshall nie zjadł reszty twoich tostów, to może jeszcze są. Pooglądamy i idziemy spać, hm?
— Spać czy spać? — spytał Chase, przy ostatnim słowie mocniej pocierając brzuch mężczyzny, a ten zaśmiał się mimowolnie.
— Najpierw spać, a potem spać.
— Brzmi dobrze — podsumował i wyciągnął szyję, całując Courtneya w szyję, kiedy dłonią niespiesznie masował go po kroczu. Po tym zaśmiał się i wyprostował, siadając. — Więc końcówka meczu, tak? — spytał już trochę spokojniejszy, ale nie całkiem. Był nadal spięty, zmęczony, ale na moment zwyczajnie chciał to wszystko od siebie odsunąć.
— Tak. — Courtney potwierdził jego plan i podniósł się. Miał nadzieję, że jeszcze dzisiaj się zrelaksują, a jutro dadzą radę przezwyciężyć wszelkie trudności. Wiele też zależało od samego Philipa, ale kurator liczył, że Chase’owi się nie oberwie…

***

Chase był nieobecny w szkole. Nie duchem przynajmniej. Courtney dopilnował, aby stawił się na zajęciach. Chłopak jednak był nieobecny umysłem. Jego myśli krążyły wokół pobicia Philipa, gazu pieprzowego i tego, że będzie miał przesłuchanie na policji. Znowu styczność z nimi jako ten zły w ciągu około pół roku. Staczał się, a przynajmniej tak to odbierał. Że w końcu będzie jak ojciec, skoro to jego wzięli za pierwszego podejrzanego napaści na młodego Newtona. W ogóle nie brał pod uwagę, że to przez to, że pobił jego brata, a jego samego przez rok wykorzystywał materialnie. Oczywiście, wiedział o tym, ale i tak musieli go podejrzewać przez całokształt, a nie tylko te występki. Courtney oczywiście kilka razy próbował mu wytłumaczyć, że tutaj tymi złymi są tylko faktyczni sprawcy, a nie on. Nie pomogło to jednak jego samopoczuciu.
Od rana było paskudne, a z każdą kolejną godziną zbliżającą go do przesłuchania coraz gorsze. Chase nawet nie odzywał się za dużo, kiedy jechał już ze swoim kuratorem na komisariat. Był wyciszony i ponury.
Przed podążeniem za policjantem do odpowiedniego pokoju nie rozmawiał wiele z Courtneyem, a na pożegnanie tylko rzucił mu jedno spojrzenie. Sam mężczyzna jedynie potwierdził innemu gliniarzowi wczorajszą informację, że w czasie napadu na Philipa Newtona Chase był z nim, a potem usiadł na krzesełku i czekał.
Korytarz był surowy, całkiem nieźle mu znany, bo już nie raz tu był. Zresztą, na tę komendę kiedyś też trafił Marshall. Jeśli się nie mylił, to był jeden z pierwszych razy. Wtedy jeszcze wystarczyła kaucja. Teraz cieszył się, że ta nie będzie konieczna, bo przecież Chase nie mógł być winny. Niepokój jednak pozostał, a chodzący wokół ludzie i kobieta siedząca kawałek dalej ze zdenerwowaną miną, wcale nie pomagali.
Siedział nisko pochylony, wykręcając palce i strzykając nimi. Czekająca z nim kobieta wyraźnie miała mu to za złe, bo za każdym razem, gdy rozlegało się kolejne „pstryknięcie”, wzdrygała się i rzucała mu ostre spojrzenia. Courtney jednak to ignorował. Siedział dalej w swoim garniturze, krawacie, wyglądał na poważnego i pewnego siebie, a w duchu martwił się, czy Chase’a nie poniesie, czy czegoś niewłaściwego nie palnie, czy nie zaszkodzi sobie jakkolwiek. Chociażby w momencie, kiedy gliniarz będzie wypytywał o problem z dziadkami i skradzionym laptopem. Już myślał o tym, czy podczas ewentualnego procesu będzie mógł poprosić Walta Masona o pomoc. Wiedział, że Walt nie był prawnikiem przydzielanym przez sąd, tym „darmowym”, gdy podejrzanego nie było stać na kogoś lepszego. I cóż, dobrze się cenił. Ale może po znajomości?
Zaklął cicho i skarcił się za te myśli. Przecież wszystko będzie okej. Po tym przesłuchaniu wrócą do domu, rozluźnią się, Courtney zrobi mu laskę, a potem pomoże w nauce. Zresztą święta miały być za niecałe trzy tygodnie. Nie chciał, żeby Chase spędził je w pace. Nie chciał, żeby było tak, jak w jego pierwsze święta bez Marshalla. Miał wtedy wrażenie, że jest sam jak palec i brakowało mu gburowatego towarzystwa brata. Nawet jego sprośnych przeróbek kolęd, z których nie umiał się nie śmiać.
Jak Chase zadręczał się cały dzień, tak teraz Courtney przejął jego pesymistyczne myślenie, tracąc poczucie czasu. Do momentu, aż drzwi się otworzyły i wyszedł z nich jeden z funkcjonariuszy.
Courtney popatrzył na niego z miną w pełni profesjonalną, opanowaną i surową, mimo że w środku ściskało go z niepokoju. Uniósł się bez słowa.
Mężczyzna w mundurze spojrzał na niego i trzymając klamkę, odsunął się bardziej na bok. Ze środka wyszedł Chase, a za nim jeszcze jeden mundurowy.
— To wszystko na dziś, panie Corn. Może pan zabrać tego chłopaka.
— Dziękuję. — Courtney powstrzymał się z pytaniami. Chciał już stąd wyjść, a wypytać mógł Chase’a. Ale skoro pozwalali mu go zabrać, chyba wszystko było okej. — Do widzenia — dodał do obu mężczyzn i skinął na chłopaka.
— Do widzenia. I jakby chciał nam pan coś przekazać albo pana podopieczny, to jesteśmy w kontakcie. Będziemy jeszcze badać sprawę, więc standardowo proszę nie opuszczać miasta — dodał ten policjant, który wyszedł za Chasem i teraz zamykał pokój na klucz.
Sam nastolatek stał z dłońmi w kieszeniach i ze zgarbionymi ramionami. Starał się nie rzucać się w oczy.
— Jasne, zadbam o to — zapewnił Courtney, za siebie i za Chase’a, po czym ruszył w milczeniu ze swoim podopiecznym.
Wyszli z komisariatu i szybko przemknęli przez parking, bo wraz z opadami śniegu wiał zimny wiatr. Gdy tylko wsiedli do Chryslera, Courtney odpalił, ruszył i dopiero spojrzał na Chase’a.
— Jak było?
— Nie wiem. Puścili mnie, ale ogólnie chujnia straszna.
— Mówili, co z Philipem?
— Nie. I nie pytałem — mruknął Chase, zerkając na Courtneya. — Pytali, co robiłem, kto to i w ogóle o masę chujowych szczegółów. O dziadków też, czy to prawda, czy ściemniam i w ogóle takie tam.
— A co z gazem? Nie puściłeś pary? — dopytywał Courtney na razie dość rzeczowo, chcąc najpierw uspokoić wszelkie swoje obawy, nim odetchnie z ulgą.
— Nie. Mówiłem tylko, że widziałem go w szkole i że gadaliśmy kiedyś na szkolnym boisku. I radziłem, żeby zgłosił tych kolesi. Dziwnie się na mnie te typy patrzyły — burknął Chase, wyglądając za okno samochodu.
— Ale cię puścili, jesteś bezpieczny — Courtney powiedział na głos to, co Chase powinien wiedzieć. To było teraz najważniejsze. — Zabronili ci odwiedzić Phila? — dopytał od razu, bo przyszło mu do głowy, że może Chase by przekonał chłopaka, by nie krył się z tym, kto go pobił. Skoro Philip mu się skarżył, może Chase miał dla niego jakieś dziwne znaczenie? Może upatrywał w nim jakiejś siły i dałby mu się przekonać?
— Nie… nie wiem. — Chase od razu spojrzał na Courtneya ze zdziwieniem. — Ale po co miałbym go niby odwiedzać?
— A nie chcesz? Dla Philipa mogłoby to być miłe i może powiedziałbyś mu, żeby wydał swoich oprawców. Nie wiem, czy zamierza, ale jeśli nie, dobrze by było go przekonać — odpowiedział wprost kurator, a Chase się skrzywił.
— No, ja im coś napomknąłem o tych typach, co go przypalili, ale Philipa średnio chcę widzieć… Nie jesteśmy kumplami czy coś przecież.
— Wiem, Chase, nie naciskam. Jak nie chcesz, rozumiem, ale dla chłopaka może by było miło, bo zauważyłem, że raczej nie ma wielu kumpli. No i naprawdę lepiej, aby wydał oprawców — dodał Courtney ciężkim tonem, skręcając na główną drogę. Sam był już po pracy, bo wszystko załatwił w zawrotnej szybkości przed południem, żeby mieć potem czas zabrać Chase’a na komisariat.
— Ale co mnie obchodzi, że on kumpli nie ma? Brzmisz, jakbym, kurwa, miał się nim zająć, bo jest życiową pizdą! — wybuchnął Chase, nie rozumiejąc, czemu Courtney się uwziął na tego Philipa. Jak tak było mu go żal, to mógł sam iść do niego do szpitala i pogłaskać go po głowie, a nie jego do niego pchać.
Mężczyzna rzucił mu kamienne spojrzenie i znowu skupił się na jeździe.
— W porządku, olej go — odmruknął.
— Ale ciśniesz. Co ciebie on tak nagle obchodzi?
— Bo chłopak ma połamaną nogę, rękę, wstrząs mózgu, oparzenie na klatce piersiowej i prawdopodobnie mocny uraz psychiczny i zwyczajnie chcę, żeby gnojki, które to zrobiły, poszły pod sąd? — odpowiedział Courtney na poły ironicznie, na poły ze złością. Wiedział, co się stało Philipowi, dzwonił rano do szpitala. Chase’a pytał, czy gliniarze coś mówili, licząc, że uświadomili mu jakoś, jak poważnie jest i Chase sam się poczuje do zrobienia czegoś, skoro mógł mieć na to jakiś minimalny wpływ.
Chase zaciął się, naburmuszył i znowu spojrzał zza okno.
— Nie ja mu to zaserwowałem. I nie czuję się winny, że sobie, kurwa, nie umie radzić — burknął, ale spuszczając z tonu w kontraście do wcześniejszego wybuchu. Nie chciał czuć się winny. Wszyscy ci ludzie wokół mogli mieć do siebie tyle samo albo i więcej pretensji niż on. Deklarowali się na takich pomocnych, uczynnych, a też gówno zrobili.
— Okej. — Courtney uciął temat tym słowem i trochę przyspieszył. Śnieg padający na przednią szybę i półmrok wywołany dużym zachmurzeniem sprawiał, że miał ochotę już znaleźć się w domu.
Chase także nie dodał już słowa, opierając się o boczne drzwi i splatając ręce na klatce piersiowej. Cała jego postawa była defensywna, a sam chłopak był zły i zmęczony dniem.
W ciszy dojechali do domu, ale po wejściu do środka bynajmniej cicho nie było. Tank i Lil rozszczekali się wesoło na ich widok i witali się to z jednym, to z drugim. Courtney podrapał psy za uszami i upewnił się, czy mają wodę w miskach.
— Wypuść je na chwilę do ogrodu, okej? — rzucił do Chase’a przez ramię i ruszył do biurka, żeby tylko zeskanować i wysłać to, co dopracował na ostatni moment.
— Wezmę je na spacer, się wybiegają może bardziej — odparł Chase, nie zdejmując jeszcze ubrań z racji swojego pomysłu. Kucał przy obu psach i utrzymywał się na nogach tylko dzięki doświadczeniu, bo oba na niego napierały ze szczerą radością.
— W porządku — Courtney zgodził się, uśmiechnął do niego krótko i zabrał się do pracy.
Dzisiaj Chase mimo wcześniejszych planów nie jechał do Asha, bo ten zwyczajnie odwołał mu pracę z racji pogody. Pierwotnie mieli coś przerzucać i przewieźć, ale wszystko ponoć zamokło, bo Ash zapomniał przykryć to odpowiednią narzutą. Według Courtneya był to duży minus tej pracy, dlatego miał nadzieję, że Chase dostanie robotę w schronisku. Miałby pewniejszy zarobek.
Nastolatek zabrał kaganiec dla Lila i smycze dla obu psów, po czym wyszedł z mieszkania, zostawiając w nim Courtneya samego. Chyba że Marshall był w piwnicy, ale bardziej wyglądało na to, że gdzieś wybył.
Courtney jeszcze zajrzał do lodówki, by zobaczyć, czy jest z czego zrobić obiad, ale nie zdążył zrobić zakupów, więc skrzywił się. Zamówił tylko pizzę, co w sumie rzadko robił i zabrał się do pracy. Pizza doszła, nim Chase wrócił, więc postawił ją na stoliku w salonie, a potem wrócił do odpisywania na niespodziewanego maila od matki jednego ze swoich podopiecznych.
Kiedy już miał go wysyłać, usłyszał sygnał przychodzącego smsa na swoją komórkę. Po spojrzeniu od kogo jest, okazało się, że to Marshall pytał, czy jest jeszcze piwo.
„Nie. Nie ma wiele w lodówce w ogóle. Kup chleb (świeży!), mięso (nie najtańsze!), jakieś warzywa i kukurydzę w puszce.” — odpisał, postanawiając przy okazji wykorzystać brata.
Zamiast krótkiego „OK” jako odpowiedź jego telefon się rozdzwonił. Marshall najwyraźniej nie zrozumiał do końca jego przekazu z wiadomości, bo na wstępie spytał:
— Co znaczy nie najtańsze mięso? Jakie w takim razie?
Courtney westchnął i odchylił się na fotelu biurowym. A wydawało mu się, że wybrał proste produkty.
— Możesz kupić żeberka wieprzowe na przykład. Nie kupuj nic, co wygląda jak biała masa, w której poza kośćmi i tłuszczem próżno szukać mięsa. Jak nie będzie żeberek, weź może wołowinę.
— Czyli ze świni czy z krowy? — spytał Marshall tonem zniecierpliwionego typa z kolejki, który gdzieś się spieszy i stara się nie wybuchnąć.
— Żeberka ze świni, wołowina to krowa — odpowiedział Courtney głosem bez wyrazu, chociaż politowanie było widoczne na jego twarzy. — Marshall, skąd ty się urwałeś, powiedz mi.
— Pierdol się, wiesz? Mogę kupić kurczaka, jak cię boli tak dupa od tłumaczenia. A propos bólu dupy, młody jest? Miał chyba dziś to przesłuchanie.
Courtney mimowolnie się zarumienił. Nie lubił takich komentarzy.
— Poszedł z psami na spacer, ale jest. Powinien wrócić niebawem. Czemu pytasz?
— No, bo jak go wypuścili, to jest co świętować. Brat, no, piwo trzeba młodemu postawić. Znaczy ja piwo, ty co tam se chcesz. — Zaśmiał się, po czym prychnął. — A i nie rób głupiej miny, wiem, że ją robisz. Wygrałem trochę kasy, to dlatego.
— Wygrałeś? — Kurator zapomniał o wciśnięciu „wyślij” i stał się bardziej czujny i napięty. — Hazard?
— Zdrapki się liczą?
Marshall na pewno mógł usłyszeć, jak jego młodszy brat z ulgą wypuszcza powietrze.
— Tak… liczą. Dużo?
— Pięć stówek. Zawsze coś, nie? I nie gorączkuj się, bo już widzę, jak te swoje antenki czujności wypuszczasz. To zdrapka za benzynę. A ty może coś chcesz poza mięsem?
— To co ci napisałem, ale… może kup jeszcze tequilę, co?
— Uuu, czyżby alkoholizm? — Marshall zakpił z brata i nadał swojemu pytaniu taki sam ton, jak kiedy ten spytał, czy jego wygrana to hazard.
— Pieprz się, Marshall. — Courtney pokręcił głową i w końcu wcisnął „wyślij” na komputerze, a potem wstał od biurka. — Rób te zakupy już. Pogadamy w domu, bo mam pizzę. Może zdążysz na jeszcze ciepłą.
— Spróbuję, najwyżej mi odgrzejesz. To nara. Mam nadzieję, że będę niedługo — Marshall dodał i po krótkiej odpowiedzi brata rozłączył się.

6 thoughts on “Newton’s Balls – 62 – Ten zły

  1. Katka pisze:

    Tess, tak, ta akcja z Philipem to nie było nic lekkiego. Chłopak mocno oberwał… Smutno, bo tak jak Chase przyciąga kłopoty, tak Philip też, ale trochę inaczej. Szkoda chłopaka. Ale Courtney był pewien, że Chase nic nie zrobił, więc go bronił. Kłamstwo co prawda poważne, ale wiele ułatwia. Co do odwiedzenia Philipa, to super, że tez rozumiesz postawę Chase’a. Bo nawet jeśli na rozum właściwe wydaje się odwiedzenie chłopaka, to tak… co to Chase’a obchodzi. Nie czuje się za niego odpowiedzialny. Ale na pewno z perspektywy Philipa, który wydawał się polubić Chase’a w jakiś abstrakcyjny sposób, takie odwiedziny może by pomogły. „Oby w nic się nie wpakował, bo biedny kurator osiwieje przez tych swoich dwóch „rozrabiaków” :D” – ehehehe, dokładnie XD

    Kan, hehehe, no tak, były takie sygnały, że młody Newton może coś tego w kierunku Chase’a. choć nawet jeśli, to pewnie sam sobie nie zdawał z tego sprawę. Tym bardziej Chase XD

    Kasia, właaaśnie, czego to się nie robi z miłości. Poza tym Courtney ma taki wewnętrzny przymus naprawienia sytuacji OD RAZU. On nie lubi czekać, jeśli chodzi o Chase’a. Mógłby powiedzieć prawdę i wszystko powoli odkręcać, ale chyba wie, że takie coś na jego chłopaka zadziałałoby nad wyraz dołująco. Więc od razu musiał to zwalczyć XD Hehe, a jeśli chodzi o wizytę, to tak, takie nakładanie do głowy trochę tak działa… Więc może Chase odwiedzi swoją dawną ofiarę ;)

    Wadera, hm, hm, czy to przez gaz? Jeśli tak, to niejako, pośrednio Chase miał wpływ na to, co spotkało Philipa. Chociaż niby miało mu to pomóc, więc na pewno nie zrobił niczego złego z premedytacją. No ale wszystko się wyjaśni ;) to zapewniam. A Marshall, tak, chyba już zaakceptował Chase’a. ten sam w sumie poziom głupoty XD Courtney ma szczęście do takich domowników, haha, Lil tego dowodzi w sumie też XD

    Saki, ooo, super znów Cię „widzieć”! :D Oczywiście, ze nie zapomniałyśmy! Trudno zapomnieć Twoje długaśne komentarze! Więc nawet jak się pojawiają od czasu do czasu, to miło je czytać, bo wiele podsumowują :) Zgadzam się w 100%, że Philipowi przydałaby się taka przyjazna dusza, chociaż w sumie nie można powiedziec, ze jest całkiem sam. W rodzinie na pewno jest bardzo blisko ze swoją matką, chociaż minus tu jest taki, że ona również jest bardzo nieśmiała i uległa, dlatego wiele zdziałać nie może. Ale na pewno go wspiera. No i myślę, że Philip ma trochę geekowych kolegów. Ale och tak, pies w sumie byłby dla niego dobrą sprawą!
    Fajnie, że wspomniałaś o innych postaciach jeszcze. Dustin na pewno na dobre nie zniknął. Jeszcze da o sobie znać, ale kiedy i jak to już nie zdradze. Albert i Ridley – hehe, tak, oni tacy staromodni, ze wydają się już jak małżeństwo. A Darren to… cóż, trochę pojeb XD Shane chyba źle trafił XD
    Generalnie super, że się odzywasz! :) Bardzo się ucieszyłam, widząc Twój nick. Serio, raduje się serce, kiedy widzimy cały czas takich wytrwałych, długoletnich czytelników! :)

  2. saki2709 pisze:

    To ja. Cieszycie się, że znów widzicie mój komentarz? Żarcik. Pewnie już zdążyłyście o mnie zapomnieć. Dlatego pora, by przypomnieć o swoim istnieniu. Ale do rzeczy.
    Biedny Philip. Normalnie chodzące nieszczęście. Jest sam jak palec w tej szkole i na dodatek go dręczą. Ale żeby tak kogoś pobić… No, ludzkie pojęcie przechodzi. Mam nadzieję, że winni zostaną ukarani. A Philipowi przydałaby się choć jedna przyjazna dusza. Trochę liczyłam na to, że się z Chasem zaprzyjaźni, ale widać się na to nie zanosi… Chase nie chce być widziany z Philipem, pewnie dlatego, że boi się, że i do niego się przyczepią. Ten chłopak jest jak magnes na kłopoty. Gdyby tylko nie zachowywał się jak… no, tak jak się zachowuje. Tak mi przyszło do głowy, skoro Lil jest u Courtney’a tylko tymczasowo, to może by Phil go przygarnął. Ma duży dom z ogrodem, więc chyba nie powinno być problemu. Chyba że coś przegapiłam, albo zapomniałam i ktoś z jego rodziny albo on sam ma alergię na sierść, albo mają już jakieś zwierzę… Ach, ta moja skleroza… No chyba że jednak Corn zdecyduje się zatrzymać psiaka. Jest całkiem zabawny, trochę niewychowany, ale nad tym można popracować. Z pomocą Chase’a może uda się go oduczyć złych nawyków…
    Obawiam się, że podobnie jak Philip, niespodziewanie pojawi się Dustin i jeszcze bardziej skomplikuje sytuację kuratora i jego podopiecznego.
    Dziadkowie Chase’a posunęli się za daleko. No, ludzie, jak tak można?! Żeby własnego wnuka okradać?! No co za ludzie. Współczuję Chase’owi, że musi się z nimi użerać. I podziwiam, że nie posunął się do zemsty.
    W ogóle fajnie, że coraz bardziej się do siebie zbliżają Courtney i Chase. Momentami aż się ciepło na serduchu robi. Chase nadal rozwala swoimi tekstami. No i to wyznanie Corna <333 Trochę się bałam reakcji Chase'a, ale ostatecznie dobrze się skończyło. Teraz tylko czekać, aż chłopak uporządkuje swoje uczucia i odpowie na wyznanie kochanka. O to Chase'owe "Coney" mnie tak pozytywnie rozbraja, podobnie jak zwroty Courtney'a do Chase'a, typu "skarbie". To jest takie kochane <3
    Jak czekałam, aż Marshall się wreszcie wyniesie od brata, tak teraz nawet się cieszę, że zamieszkał w jego piwnicy. Coraz bardziej go lubię. Widać, że powoli zaczyna akceptować orientację brata… A może już ją zaakceptował? Może i cały czas mu dogryza, ale nie ma spiny, żeby jego brat był "normalny". Nawet, wydaje mi się, że zaakceptował Chase'a jako jego kochanka. Wbrew ich początkowym relacjom, teraz wydają się nawet dogadywać.
    Akcja z serduszkami na sutkach mnie rozwaliła XD Szczególnie jeśli chodzi o odklejanie. Musiało boleć… Ale za to Marshall miał niezły ubaw.
    Całe szczęście, że Chase nie jest chory. Przynajmniej jedno zmartwienie mniej.
    Jeśli chodzi o pissing, myślałam, że gorzej to przyjmę, ale ostatecznie nawet mi się podobało i jestem ciekawa ich dalszych eksperymentów.
    Jeśli chodzi o to spotkanie w czwórkę (Chase, Courtney, Lu i Shane) wyszło całkiem fajnie. Mogło być gorzej, biorąc pod uwagę brak akceptacji samego siebie Chase'a. Nie mogę się doczekać momentu, kiedy nazwie Courtney'a swoim facetem.
    Z Darrena się niezły stalker zrobił XD Ale lepiej, żeby dał Shane'owi spokój.
    Fajnie, że Al i Rid w końcu zdecydowali się razem zamieszkać. W sumie to była tylko kwestia czasu, bo oni już dawno zachowywali się jak stare dobre małżeństwo.
    To chyba tyle… Starałam się jak najlepiej nadrobić zaległe komentarze. Pewnie z połowa mi umknęła, ale z moją sklerozą to i tak cud, że o tym, co napisałam, pamiętałam.
    Pozdrawiam cieplutko i życzę multum weny na kolejne rozdziały. Czekam z niecierpliwością na dalszą część historii. I postaram się w najbliższym czasie nadrobić zaległości w komentowaniu pozostałych opowiadań (pewnie w jednym podsumowującym komentarzu, ale zawsze coś), bo wszystko czytam na bieżąco.

  3. Wadera pisze:

    Przyznam, że odetchnęłam z ulgą, że to nie Chase. Niby go nie podejrzewałam, ale wątpliwości były. Za to Courtney wątpliwości nie miał.
    Chase się wkurzył i nie dziwię się w sumie. Najpierw dziadkowie, potem gliny, łatwo to on nie ma.
    Swoją drogą jestem ciekawa czy dalej coś z tego wyniknie. W sensie z Philipem. Chase nie chciał go odwiedzać ani nic, ale mam dziwne przeczucie że i tak niedługo się spotkają. Biedak oberwał niesamowicie, pytanie dlaczego aż tak. Przez gaz? A może jednak jego rodzinka ma coś z tym wspólnego (nie wiem dlaczego, ale mam nieustające wrażenie że Philip obrywa nie tylko w szkole)?
    A na sam koniec kolejny dowód że Marshall zaadoptował Chase’a jako członka rodziny. Nie dość że się w ogóle zainteresował to jeszcze chce mu stawiać… ;)
    Pozdrawiam, Wadera.

  4. Kasia pisze:

    No no no, nieładnie tak kłamać Courtney :) Czego to się z miłości nie robi… 😉 Ale cieszę się że przynajmniej nie zwątpił w Chasea. A z tym kładzeniem do głowy to Corn jest zupełnie jak moja mama 😆Najlepsze że to skutkuje, może nie od razu ale skutkuje. Dlatego w najbliższym czasie spodziewam się wizyty Chasea w szpitalu, a jak nie w szpitalu to chociaż jakiejś rozmowy po z Philipem :) No a teraz zapowiada się wieczór pijaństwa 😃
    Dziękuję dziewczyny 😀buziaki 😙

  5. kan pisze:

    A może to Marshall pobił Philipa?
    Mam takie wrażenie, sięgając kilka, kilkanaście rozdziałów wstecz, że młody Newton nie tylko lubi Chase’a może nawet chciałby coś więcej i swego czasu myślałem nawet, że Chase go przeleci :p
    W każdym razie mam nadzieję, że sprawa szybko się wyjaśni.

  6. Tess pisze:

    Nie sądziłam, że Courtney tak jawnie minie się z prawdą przy tym dawaniu alibi, zaskoczył mnie, chociaż w sumie można się było tego spodziewać skoro kocha Chase’a.
    I biedny Philip myślałam, że to coś mniej poważnego, tzn. wiadomo, że jak stracił przytomność to jednak musiało być ostro, ale jak go już trochę przypalili, to jednak było BARDZO, BARDZO ostro :< Bidok, żal mi go strasznie. Ja go tam lubię, może jest pizda, ale w jakiś tam sposób przypomina mi Jamesa, którego chce się po prostu chronić i mocno przytulić.
    Z jednej strony rozumiem Chase'a, że nie chce go odwiedzać, no bo co go to obchodzi? Tak szczerze? Też bym na jego miejscu była rozgoryczona, że on się wychowywał w złych warunkach, nie miał kasy, rodziców i ze wszystkim sam sobie musiał radzić, a taki Philip co miał wszystko nie może się ogarnąć i wiecznie musi liczyć na pomoc innych. Z drugiej jednak strony mam nadzieję, że Chase go odwiedzi, chociaż tyle dla niego zrobi. Mam wrażenie, że młody Newton lubi na swój sposób Chase'a i podniosłoby go to na duchu ;) Może Courtney go jeszcze przekona. Liczę na to!

    No i jakoś nie wierzę w ten szczęśliwy traf Marshalla. Mam do niego ambiwalentny stosunek i średnio mu ufam, ale to już taki szczegół ;) Oby w nic się nie wpakował, bo biedny kurator osiwieje przez tych swoich dwóch "rozrabiaków" :D

    Nie mogę się doczekać następnego rozdziału! <3

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s