Across The Cursed Lands III – 40 – Odnaleziony spokój

Eddie Hill mieszkał u Malvina zaledwie tydzień. Miał tu już swoje rzeczy, a także stworzył małą pracownię. Malvin zaskoczył go wczorajszego ranka niespodzianką, kiedy to przed domem postawił sporą, drewnianą tablicę, informującą o tym, że można tu skorzystać z usług kowala. Dzięki temu ten miał już dwóch klientów. I mimo że posiadał tylko podstawowe narzędzia, coś niecoś zarobił.
Już prawie wszystkie zagrody dla zwierząt były ocieplone. Zostało tylko uszczelnienie dachu w domku Rogacza i Clovera, czym Malvin zamierzał się zająć jeszcze dziś. Ale najpierw…
— Uwielbiam to — powiedział, przytulając się do ciała Eddiego.
Obaj wciąż wylegiwali się w łóżku, ponieważ było jeszcze wcześnie. Kołdra, pod którą spali, była bardzo gruba i ciepła. Ale nie tak ciepła jak nagie ciało kowala. Może ten miał wydatny brzuszek i nie był najlżejszym mężczyzną, ale Malvin doszedł do wniosku, że go to kręci. Było mu niesamowicie miło, kiedy mógł przylgnąć do niego i przycisnąć twarz do jego piersi, obejmując przy tym w pasie. Do tego czuł jego wielką rękę na swoich plecach i było mu z tym wspaniale. Jakby Eddie trzymał go przy sobie niczym coś cennego. Sam nie musiał dopraszać się jego atencji. Ona pojawiała się sama. A kowal był przy tym tak naturalny, jakby właśnie wzięli ślub i Malvin był jego żoną, za którą musi brać odpowiedzialność.
— Mmm… Miło nie być samemu w łóżku — przyznał Eddie i pomasował go po ramieniu.
A Malvin uśmiechnął się do siebie. Było mu ciepło. Przez grubą pierzynę, przez gorąco Eddiego i przez emocje, które czuł przy tym mężczyźnie.
— Też mi się to podoba. I to takie miłe, że chcesz tu ze mną tak długo leżeć — dodał. Nie miał z żadnym ze swoich nielicznych partnerów takiej czułości. Zawsze kończyło się na seksie, a po jakimkolwiek romantyzmie zostawały tylko płonne nadzieje. A Eddie… Eddie nie wstydził się i nie bał być z nim tak… czule. Malvin jeszcze nie wiedział, co się za tym kryło, ale czymkolwiek nie było, na tę chwilę było bardzo, bardzo przyjemne.
— Jeszcze nie chce mi się wstawać. Dziś muszę zająć się tymi projektami od Willa. — Westchnął i nabrał powietrza w szeroką klatkę piersiową. — Masz pomysł na śniadanie?
— Mam ochotę na miód — odpowiedział Malvin z zamyśleniem i pomasował tę szeroką pierś. Od razu mocniej przytulił się do brzucha Eddiego. Niczym do dużego misia. Był miękki, miał trochę włosów, dzięki którym mógł nawet na ślepo zawędrować dłonią od jego klatki piersiowej do krocza. A co najważniejsze, był ciepły i dostępny.
— Może być. Z pieczywem i serem? — spytał Eddie i po chwili Malvin poczuł jego palce we włosach.
Odruchowo zamknął powieki i wczuł się w to. Nikt dotąd go tak nie dotykał. Chyba że Gerry, gdy łapał jego włosy podczas posuwania, żeby go przytrzymać.
— Tak, właśnie tak — odpowiedział, nie wiadomo czy odnośnie jedzenia, czy tego, co robił z nim Eddie.
Ten spojrzał na niego i powoli masował jego skórę głowy, aż przesunął palce wzdłuż jego kręgosłupa w dół, do kości ogonowej. Nic nie powiedział, tylko w końcu położył całą dłoń na jego pośladkach. Nie widział ich, bo okryci byli pierzyną, ale bardzo dobrze czuł ich kształt. Wczoraj znów się kochali, a Malvin był za każdym razem zaskoczony, jak dobrze może być, kiedy obaj partnerzy dbają o swoją przyjemność i minimalizują dyskomfort. Kiedyś myślał, że seks bez bólu nie jest możliwy.
Czując dłoń ściskającą pośladek, odsunął twarz od torsu Eddiego i spojrzał na jego oblicze. Uśmiechnął się delikatnie i wychylił się do pocałunku. Eddie bez oporów odpowiedział, nie odsuwając dłoni od jego pośladków.
— Nie jesteś zmęczony? — spytał, bo sam chyba jeszcze nie miał w życiu tyle seksu, ile miał w ciągu tego tygodnia. Ale nie mógł sobie tego odmówić. Malvin był słodki i gorący.
— Spaliśmy dużo czasu — odpowiedział traper z uśmiechem, który chyba zawsze najmocniej ukazywał się w jego oczach. Zmarszczki w ich kącikach były wręcz urzekające. — Jestem wypoczęty.
— Twoje ciało też? — Eddie już rozgrzewająco masował mu pośladki.
Kiedy dotykał Malvina, za każdym razem czuł się, jakby trafił na żyłę złota. Traper był tak przystojny i miał takie ładne ciało, że aż nie wierzył, że może go dotykać i ten go chce.
A Malvin uśmiechnął się ponownie, bo to, co robił Eddie, było nie tylko tym, czego chciał, ale wręcz łaknął i pożądał.
— Tak. Bardzo. Szczególnie że to, co mu robisz, wyzwala w nim jeszcze więcej energii do życia — odpowiedział z krótkim śmiechem. Bo taka była prawda. Po każdym seksie z Eddiem może był padnięty, ale równocześnie naładowany do wszystkiego.
Kowal uśmiechnął się łagodnie. Był spokojny, a przy tym jakby proporcjonalnie też pewny siebie i silny.
— W takim razie nasuń się jeszcze trochę na mnie — zasugerował, nie puszczając jego pośladków.
Młodszy mężczyzna od razu poczuł, że jeszcze większe gorąco uderza do jego ciała. Czasami przy Eddiem czuł się jak straszny amator, ale nie czuł się przez to gorszy. Może czasem trochę zażenowany, że czegoś o seksie nie wiedział, ale łaknął nowych doznań.
Założył nogę w pasie kowala i trochę się podciągnął, niemalże kładąc się torsem na jego dużym ciele.
— Tak? — sapnął, patrząc z bliska na jego twarz.
— Tak — odparł ten i już obiema dłońmi złapał jego pośladki. Kołdra zsunęła się nieznacznie w dół, a Malvin poczuł, jak jego pośladki są masowane ze sporą siłą. Aż w pewnym momencie jedna z rąk złapała go za nadgarstek i pociągnęła do tyłu. — Chcesz spróbować sam?
Jasne, niebieskie oczy popatrzyły na niego pytająco, a kiedy Eddie dosunął jego palce do dziurki, sapnął cicho. Pomasował się odruchowo i cicho jęknąwszy, pocałował go.
— Och tak — wysapał przy tym.
Eddie odpowiedział na pocałunek i sam sięgnął do jego dziurki. Pomasował ją i też zetknął się z Malvinem palcami. A traper jęknął nisko i otarł się całym ciałem o ciało kowala. Nie obawiał się, że go miażdży swoim ciężarem. A Eddie z bliska był bardzo seksowny. Ta broda, to łagodne spojrzenie… I te duże dłonie, które z łatwością obejmowały mu pośladki.
— Wsuniemy razem? — zapytał z napięciem, czując, że wraz z jego własnym palcem, mięśnie zwieracza powoli i ostrożnie rozciąga też spory palec Eddiego.
— Mhm, chociaż jeśli będzie za dużo, to wysuń swój. Nie zmuszaj się, bo później będzie cię bolało i dłużej będziesz zmęczony — poradził mu Eddie, uderzając w swojej radzie w bardzo dobrą nutę. Bo Malvin nie chciał tracić przez swoje domniemane „zmęczenie” kolejnych razów.
Pokiwał więc głową na potwierdzenie, ale na razie nie odsuwał swojej dłoni. Niemalże stykając się z Eddiem wargami, skupiał się na tym, co działo się tam na dole. Czuł, jak mężczyzna wsuwa w niego opuszkę palca i lekko naciąga zwieracz. Zrobił więc to samo swoim palcem i poczuł, jak się przez to otwiera. Jęknął nisko, a przyjemny dreszcz przebiegł przez jego ciało.
— Och… Eddie… a tobie też jest dobrze? — zapytał szybko. Nie chciał, żeby tylko jego pieścili, a biedny kowal tylko leżał i go obserwował. Chciał, żeby obaj czerpali z tego przyjemność.
— Tak. Lubię cię dotykać. Sprawia mi to wiele przyjemności — zapewnił go, bo sama obserwacja i to ciepłe, sprężyste ciało w ramionach podniecało go. I słodki ciężar Malvina na nim.
A ten uśmiechnął się z ulgą. Na szczęście przy tym wszystkim czuł swoim ciałem krocze Eddiego, więc miał nadzieję, że ocieraniem się o niego sprawi mu więcej przyjemności. A na razie musiał skupić się tylko na swoim tyłku, kiedy Eddie wsunął palec głębiej. Sam więc zrobił to samo i od razu wcisnął twarz w szyję kowala. Z przyjemnością poczuł drapiący zarost na policzku.
— Tak bardzo mnie podniecasz…
— Mmm, czuję. Ty mnie też — odparł Eddie krótko. Malvin już zauważył, że był raczej prostym facetem. Nie lubił przesadnie kombinować, ani za bardzo owijać. Więc łatwo było mu uwierzyć. — Unieś się trochę. Chcę cię dotknąć — poprosił.
Miejsce, w którym byli, dawało im wiele swobody. Malvin mieszkał na obrzeżach miasteczka, a dom miał otoczony bujnym ogrodem i zagrodami, dzięki czemu nie było widać okien nawet z ulicy. Byli tu bezpieczni, przez nikogo niewidziani i niesłyszani. Eddie nie pamiętał, żeby kiedykolwiek miał tak dobre warunki do uprawiania seksu z mężczyzną, za który mógłby zostać zlinczowany. Nie było tej obawy, co sprawiało, że zbliżenia z Malvinem Berrym stawały się czystą przyjemnością.
Poczuł, że ten uniósł się trochę i bardziej nad nim klęknął. Kołdra zsunęła się przez to z jego tyłka i wylądowała już tylko na ich nogach.
Eddie ewidentnie go zlustrował. I zaraz też jego dłoń przesunęła się po całym torsie trapera, jakby go badała.
— Jesteś piękny — pochwalił go i objął jego penisa.
Drugą dłonią nadal pieścił go palcami w tyłku. Wspólnie z samym Malvinem. Ten przez to podpierał się tylko na jednej dłoni z boku jego głowy i patrzył na niego w dół z rozpaleniem. Samo to, że Eddie chciał dotykać jego penisa, było rozpalające. Naprawdę obaj dawali sobie przyjemność, a nie brali ją dla siebie.
— Dziękuję, panie Hill — zamruczał z uśmiechem i spróbował poruszyć w sobie palcem w takim samym rytmie jak kowal. I stęknął. — Pan również jest niezwykle pociągającym mężczyzną.
Palce wchodziły w jego tyłek ostrożnie, ale coraz bardziej płynnie. Tak dobrze go dociskały, tak przyjemnie rozpierały. Było zupełnie inaczej niż po seksie z Gerrym, gdy potrzebował regeneracji przed następnym stosunkiem. Z Eddiem mógł robić to często, bo ten dbał o to, by było mu dobrze. Nawet potrafił w odpowiednim miejscu w środku zgiąć palce i tym samym wręcz wydusić z niego głośniejszy jęk.
Eddie uśmiechnął się, kiedy to usłyszał.
— Coś czuję, że chyba zaczyna ci się to podobać. Jak sam sobie to robisz. Próbowałeś kiedyś wcześniej? — spytał i mocniej rozwarł jego dziurkę, kiedy ostrożnie wsunął w niego jeszcze jeden palec.
Lubił go obserwować i poznawać jego granice. Podobały mu się te reakcje, kiedy Malvin wykrzywiał twarz, rumienił i mrugał szybko powiekami, gdy zaskakiwało go nowe uczucie. A do tego naprawdę czerpał mnóstwo fizycznej przyjemności z tego, co robił z nim Eddie. Kowal ze swojego dotychczasowego doświadczenia wiedział, że nie każdy mężczyzna lubił to wszystko. Że wielu wolało być partnerami dominującymi, a nawet spotkał kiedyś mężczyznę, który co prawda podniecał się innymi mężczyznami, ale odrzucał go seks analny i wolał wzajemną masturbację.
— Nie… — wysapał cicho Malvin, poruszając w sobie palcem i poznając własne wnętrze. Nie zawstydzało go to, bo Eddie też pokazywał mu, że to całkiem w porządku. Że nie jest to niczym kobiecym, nie jest to żadnym okazem słabości z jego strony, a zwyczajnie kolejnym sposobem na osiągnięcie rozkoszy. Bo zdecydowanie czuł, że sztywnieje, gdy to robili. A gdy przy tym patrzyli sobie w oczy… to było niemożliwie elektryzujące uczucie.
Eddie popieścił go po członku i mocniej zakręcił w nim palcami. Chłonął jego widok, ale po chwili zasugerował, żeby jeszcze trochę to urozmaicili.
— Wyjmę palce, ale ty nie przestawaj. Zsuń się trochę tylko, złączymy penisy — zaproponował, chcąc, żeby razem się o siebie poocierali. Wierzył, że Malvin chętnie się na to zgodzi. Jak do tej pory przynajmniej tak było.
Od razu pokiwał głową na zgodę i cofnął się trochę na kolanach. Gdy poczuł, jak palce kowala wysuwają się z niego, sam wsunął w siebie jeszcze dwa. A potem opuścił biodra i sapnął z podniecenia, gdy na swoim sztywnym członku poczuł gorąco penisa drugiego mężczyzny.
— Ale tu grzejesz…! — jęknął, a Eddie nawet nie zdążył dobrze złapać ich penisów, gdy Malvin zaczął się o niego ocierać. I przy tym nabijać na własne palce.
Eddie sapnął z podniecenia. To było tak urzekające, że nie mógł oderwać wzroku od tego mężczyzny.
— Będziemy musieli… mmm, zjeść syte śniadanie, żebyś odzyskał siły po tym, co robisz.
— Zjemy! — odpowiedział Malvin głośno, bo był rozpalony.
Patrzył to na twarz kowala, to na ich penisy i poruszał się. Dodatkowo uskrzydlało go to, że widział, jak ten większy członek sztywnieje i staje się wyraźnie ciemniejszy. Przez to aż uśmiechnął się, pochylił nagle i namiętnie pocałował Eddiego. A potem znów się uniósł, żeby już poruszać biodrami w wielkiej, silnej dłoni kowala, która objęła ich penisy. Miał dużo energii, jak zawsze. Eddie obserwował to każdego dnia, gdy samemu spokojnie ogarniając swoją pracownię, widział, jak Malvin przenosi się z jednej zagrody do drugiej i biega z psami po ogrodzie, bawiąc się z nimi. I teraz, w łóżku też się wykazywał, pieszcząc swój tyłek i wolną dłonią dotykając kowala po biodrach, brzuchu i torsie. Eddie z kolei dotykał go po bokach i udach, ale głównie leżał i trzepał im obu na raz. Podziwiał Malvina za to, ile ten miał energii. I chciał dać mu też coś od siebie za to, jak ten daje mu przyjemność swoją osobą. Nawet kiedy może ją tylko obserwować.
— Panie Berry, to pana najchętniej bym całego zjadł — wydyszał, zauważając już dwa dni temu, że chociaż nie musieli, lubili się tak nazywać. Głównie w czasie seksu.
Było to na swój sposób seksowne, a do tego też szczególnie czułe, kiedy szeptali to sobie do ucha. A to sprawiało, że na sam dźwięk głosu Eddiego, kiedy nazywał go w ten sposób, Malvin szybciej się podniecał.
— Och! — jęknął i wyprostował kręgosłup. Zacisnął powieki, a palce wsunął w siebie aż po knykcie. I niespodziewanie wystrzelił prosto na masywną, owłosioną klatkę piersiową i brzuch drugiego mężczyzny. Był zaczerwiony, rozpalony i lekko spocony. I zdecydowanie drżący.
Eddie zaburczał nisko i mocniej go ścisnął za biodro. Malvin chyba tylko w takich gestach mógł poczuć ból od tego silnego kowala. Ale był bardzo przyjemny. Czuł się przez takie gesty jeszcze bardziej chciany. I nie obawiał się, że ten źle sobie pomyśli, że na niego doszedł, bo już wcześniej go zapewnił, że uważa to za coś normalnego. A teraz jeszcze przekonał bardziej.
— Lubię… widzieć, jak dochodzisz. — Westchnął i puścił ich penisy, żeby przyciągnąć do siebie trapera. Objął go za kark, zbliżając jego twarz do swojej. — Mogę dojść w tobie?
— Och tak. Tak, możesz — odpowiedział Malvin rozedrganym głosem.
Całował go przy tym mokro i gorączkowo. Spróbował też pochylić się pośladkami odpowiednio nisko, żeby Eddie mógł trafić do jego rozciągniętej dziurki, z której właśnie wysunął swoje palce, a te pozostała jeszcze delikatnie otwarta.
Eddie pocałował go, unosząc głowę. Sięgnął za Malvina, żeby jeszcze się w niego wsunąć. Jeszcze poczuć to ciepło wnętrza i dojść w nim. Czuł wtedy, że bardziej go posiada. Nie chciał tego mówić na głos, bo Malvin w końcu nie był jego. Mógł chcieć być z nim, ale kiedy ten pozwalał mu na coś takiego, czuł się z nim jeszcze bliżej.
Kiedy tylko wyczuł dziurkę czubkiem penisa, trochę uniósł biodra. Malvin za to opuścił swoje, a penis zagłębił się w jego tyłku. Traper sapnął i znów z błogim uśmiechem cmoknął kilka razy otoczone zarostem wargi kowala. Sam już mięknął, ale tak jak Eddie lubił widzieć go w trakcie spełnienia, tak i on czerpał z tego wielką przyjemność. Dlatego nie spuszczając z niego wzroku, zaczął się poruszać, żeby tymi ruchami dać mężczyźnie orgazm.
— Mm… Niech pan… dla mnie dojdzie, panie Hill — zamruczał przy tym z niemal kuszącym uśmiechem.
Eddie też odpowiedział uśmiechem. Może nie kuszącym, ale na pewno bardzo podnieconym. Sam był rozpalony jak piec i jak piec grzał. Trzymał teraz obie wielkie łapy na jego biodrach i pomagał mu się ruszać. A że był już wcześniej bliski końca, teraz niewiele było mu trzeba, żeby ciepło i ściskanie tyłka Malvina doprowadziły go do wytrysku. Doszedł w nim głęboko, mrucząc nisko jak niedźwiedź. Marszczył przy tym nos i brwi.
Kiedy przeżywał swoje spełnienie, traper podziwiał tę jego rzadką… dzikość. Chyba tak mógł to nazwać. Bo na ogół Eddie Hill był bardzo spokojnym i ciepłym mężczyzną, ale w łóżku potrafił pokazać się od tej ostrzejszej strony. Choć czasem w ciągu dnia też umiał zajść Malvina w trakcie jego zajęć ze zwierzętami i zwyczajnie go sobie zagarnąć, żeby przytulić, pocałował i znów puścić go, by ten mógł kontynuować swoją pracę.
— Uwielbiam cię — szepnął Malvin, gdy po tym wszystkim pochylił się do jeszcze jednego pocałunku.
Eddie miał przez chwilę przymknięte oczy. Otworzył je, kiedy tylko poczuł wargi na swoich. Od razu odpowiedział na pocałunek oraz pomasował pośladki i plecy trapera.
— Mmm… Los chyba czasami może być łaskawy i pokierować nas w dobrą stronę. — Westchnął, bo chyba dopiero kiedy znalazł się u Malvina, poczuł, że czerpie jakieś szczęście ze stania się członkiem TABiW, a nie tylko poczucie dobrze spełnionego obowiązku.
— Tak… Kilka razy w to zwątpiłem, ale teraz, kiedy tu jesteś… jest cudownie — odpowiedział Malvin łagodnie.
A potem cmoknął go już bardziej z rozpędu i zsunął się z łóżka. Pospiesznie ubrał spodnie i obejrzał się na kowala z uśmiechem. Mógłby każdy dzień rozpoczynać w taki sposób.
— Zrobię śniadanie! — zawołał i wyszedł z sypialni.
Eddie jeszcze odprowadził go spojrzeniem. Malvin aż emanował energią i jego też napędzał do działania. Zwlekł się więc z łóżka, ubrał i udał za nim do kuchni, żeby w czymś pomóc albo chociaż przynieść drewna pod kuchnię.
Niedługi czas później byli już poza murami domu. Śnieg co prawda padał, ale było go niewiele. Grubo ubrani zajmowali się swoimi sprawami. Eddie, popijając jeszcze ciepłą herbatę, przygotowywał sobie materiały do budowy skomplikowanych, niedużych części według planów Williama Lockerbie. Robił to przy otwartych drzwiach stodoły. Dzięki temu widział Malvina, a ogień w kamiennym piecyku ogrzewał go.
Tymczasem traper uzupełniał pokarm w zagrodach swoich zwierząt. Chodził więc co raz do stodoły, żeby przynieść kolejny wór pożywienia i za każdym razem uśmiechał się do Eddiego. Ten nie zawsze mógł mu odpowiadać tym samym, bo praca, jaką zlecił mu lekarz, była trochę inna i bardziej skomplikowana niż cokolwiek, co wcześniej robił. Ale z jakiegoś powodu przez to jeszcze bardziej chciał ją wykonać idealnie. I też dlatego, że widział na szkicach, czym to było. Miał nadzieję, że uda mu się to kończyć, ale tylko dla własnej satysfakcji.
Nie miał pojęcia, czy William faktycznie przyjedzie po to małe dzieło. Materiały i narzędzia do jego wykonania miał, bo rzeczywiście lekarz dał mu na to wystarczająco dużo pieniędzy. A Eddie w ciągu tygodnia zorientował się, gdzie kupić dobre materiały i surowce.
— Jak ci idzie? — Usłyszał głos Malvina już bliżej południa.
Ten skończył dokarmianie zwierząt i właśnie szedł do niego z… Cloverem na rękach. Mała sarenka miała już zdrową nóżkę. Nie bała się biegać, a teraz też kręciła się w rękach trapera, jakby już chciała stanąć o własnych siłach.
Eddie skończył to, co robił, po czym uniósł wzrok na Malvina.
— Dobrze. Tylko zwykle robię większe rzeczy, więc trochę boli mnie kark od pochylania. A jak tam Clo? — spytał, widząc, kogo do niego przyniósł gospodarz.
— Chyba się stęsknił, więc go na chwilę zabrałem. Chociaż Rogacz nie był zadowolony, gdy z nim wychodziłem — odparł Malvin ze śmiechem.
Kucnął przy drzwiach stodoły i postawił małego bullika, a ten od razu zrobił kilka żwawych kroków w stronę kowala. Mężczyzna uniósł się ze swojego miejsca i kucnął, a kiedy bullik do niego podszedł, pogłaskał go pomiędzy oczkami.
— Taki dzielny już jesteś? Dzielny mały — zwrócił się do niego i delikatnie pogładził resztę jego drobnego ciała. — Ale co, nie chciał go puścić? On zdaje sobie sprawę, że to też samczyk?
Traper zaśmiał się i wzruszył ramionami.
— Nie wiem. Może traktuje go jak swoją samiczkę? Ale chyba nie próbował go zapłodnić — dodał z rozbawieniem. — Clo się go nie boi, więc myślę, że jest przy nim bezpieczny. Ale naprawdę Rogacz pilnuje go bardzo mocno. Gdy odchodziłem z Cloverem, stał przy furtce i patrzył za mną.
Eddie zaśmiał się.
— Gdyby był większy, to jeszcze by cię tymi rogami zaatakował. Ale dobrze, że się nim zajmuje. Dla nas obu przyjazd tu był dobry.
— A do tego wydobrzał, choć na pewno będzie kulał. Gdybyś widział, jak podskakiwał, gdy sypałem im pokarm! — dodał Malvin z entuzjazmem.
Bardzo cieszył się rekonwalescencją małego bullika, którego z początku smutne, zielone ślepia wydawały się teraz jakby szczęśliwsze. Nawet teraz sarenka jakoś chętniej zwiedzała okolice nóg Eddiego, choć ten pilnował, żeby nie zbliżała się do piecyka.
— To dobrze. Widać, że chyba jest już trochę pełniejszy. — Eddie zaryzykował takie stwierdzenie, bo nie był pewien, czy mogło mu się polepszyć po takim czasie, ale tak mu się wydawało. Jakby uda bullika były jeszcze okrąglejsze. — A w ogóle, ktoś dziś się pojawiał z czymś do naprawy? — spytał, bo to głównie Malvin pierwszy zauważał jego klientów przy bramie.
— Ach, wybacz, zapomniałem wspomnieć. Był jeden mężczyzna, ale tylko przejeżdżał obok i zobaczył tablicę. Mówił, że nie ma pośpiechu, bo teraz nie potrzebuje swojego pługu, ale ma powyginane i uszkodzone lemiesze. Mówił, że przywiezie je w tym tygodniu.
— Dobrze. To jak będzie, to je od niego odbierz, jeśli byłbym w stodole — poprosił Eddie i już nie chcąc kucać, znów zabrał Clovera na ręce.
Lubił go nosić. Jakoś dobrze leżał mu w ręce, jakkolwiek dziwnie to nie brzmiało, nawet dla samego kowala. A sam Clover chyba też lubił przebywać w jego ramionach. Nie kręcił się, tylko wygodnie ułożył. Musiał dobrze wspominać jego ręce.
— Dobrze, wezmę. Chodź, odniesiemy Clo i wrócimy do pracy — zachęcił Malvin. A kiedy Eddie powoli podążył u jego boku do zagrody dwóch parzystokopytnych, traper dopytał z nieśmiałą nadzieją: — A… nie myślałeś o tym może, żeby sprowadzić tutaj swoje narzędzia z Kansas City i… zostać trochę dłużej?
Eddie zamyślił się, wolną ręką głaszcząc pyszczek małego bullika.
— Szczerze? Na razie i tak w ogóle nie bardzo mogę się od ciebie wynieść. Nawet jeśli byś zmienił co do mnie zdanie. Ale… Malvin, jestem zaszczycony, że go nie zmieniłeś. I chętnie, jeśli tylko będę mógł, to zostanę tu „trochę dłużej”. Klientów też nie powinno mi tu brakować — dodał na koniec luźniej, żeby nie brzmiało to tak poważnie, jak myślał, że brzmiało.
A traper od razu poparł jego słowa z zaangażowaniem.
— Na pewno nie powinno brakować. Dopiero co postawiliśmy tablicę, a już zgłaszają się klienci. Jeśli tylko po mieście rozejdzie się wieść o dobrym kowalu, będzie ich więcej.
— Więc jeśli tylko będziesz nadal chciał, żebym mieszkał tu z tobą i pracował, to chętnie trochę zmienię swoje życie — odparł Eddie z uśmiechem.
Spokojnie o tym wszystkim mówił i starał się być szczerym. A Malvinowi wspaniale się tego słuchało. Był również wdzięczny Eddiemu, że był gotów się na coś takiego zdecydować. Bo przecież swoje dotychczasowe życie spędził w Kansas City i na pewno tam czuł się jak w domu. A skoro zgodził się to poświęcić dla życia tu, uważał to za wielki wyczyn i poświęcenie.
— Mam nadzieję, że nigdy nie będziesz tego żałował — odpowiedział.
Minęli zagrody, w których zwierzęta głównie posilały się tym, co przyniósł im Malvin. Tylko nie Rogacz. Mimo że mógłby teraz napełniać swój żołądek, stał przy drewnianym ogrodzeniu i patrzył w ich stronę. Pierś miał wypiętą, a spojrzenie czujne. A Eddie poczuł, jak bullik poruszył nozdrzami i wyciągnął głowę w kierunku swojej zagrody.
Spojrzał na niego, a zaraz na Malvina.
— Chyba chce wrócić? — spytał i żeby się tego upewnić, na moment się zatrzymał i ostrożnie postawił Clovera na ziemi.
Chciał się upewnić, czy jednak Rogacz za bardzo nie zagarnia jego małej znajdy. Ale bullik wcale nie wydawał się spłoszony czy niechętny do powrotu. Gdy tylko stanął na własnych kopytach, dużymi susami podbiegł do zagrody. Malvin zaśmiał się z tego i otworzył mu furtkę, a Clover wbiegł do środka.
— Chyba nie ma co do tego wątpliwości — podsumował z zadowoleniem.
Eddie pokiwał głową i wsunął dłonie w kieszenie spodni.
— Chyba nie — przyznał, patrząc, jak jego mały Clover jest popychany przez Rogacza pyszczkiem w stronę jedzenia, które już wcześniej wysypał im Malvin. Oglądał to, opierając się o ogrodzenie. — Będziesz się śmiał, ale naprawdę ten twój Rogacz jest strasznie nadopiekuńczy. Jakby chciał go na siłę uszczęśliwić. Albo… — prychnął, widząc, jak Rogacz stoi nad bulikiem zaczynającym jeść. — Albo naprawdę myśli, że doprowadzi go do ciąży, ale spożywczej.
Przyjemny dla ucha śmiech trapera rozległ się po całym zielonym, pełnym zwierząt terenie.
— Prawda? Dokładnie tak to wygląda! Ale to znacznie lepiej, niż gdyby nie dopuszczał go do jedzenia i próbował zostawić wszystko dla siebie. Niektóre zwierzęta, które znalazłem ranne i wygłodniałe, miały takie zapędy. Ale Rogacz chyba do nich nie należy.
Nie było się co spierać. Bullik bez problemów napełniał swoje całkiem puchate policzki kolejnymi porcjami jedzenia, a Rogacz dopiero po krótkiej obserwacji tej czynności sam zabrał się za swój posiłek.
— Mhm, chyba nie. Ale mam dziwne wrażenie, że byłby niezłym despotą, gdyby był człowiekiem — dodał Eddie, a jakby na poparcie jego słów Rogacz nagle przestał jeść. Nie bez powodu. Clover bowiem uznał, że ma dość. Chciał wrócić do swojego domku, ale jego większy kolega zaszedł mu drogę i znowu przysunął nad paszę, jakby nakazywał mu jeść więcej. — Tak… Zdecydowanie ciąża przez jedzenie. Ale jeśli o tym mowa, nie masz na coś ochoty? — spytał Malvina, spoglądając na niego z jeszcze większą ochotą niż na ich parzystokopytnych podopiecznych.
— Mogę coś przygotować — odpowiedział traper chętnie. Zamknął skobel furtki, żeby ta przypadkiem się nie otworzyła. — Potrzebuję chwili przerwy i po niej pojadę do tej klaczy, której doglądam od poniedziałku.
— Pójdę z tobą. Pomogę ci — zasugerował Eddie i skinął na niego głową, żeby już zostawili tego władczego Rogacza i poddającego mu się bez oporów Clovera.
Jedyne na co miał nadzieję, to że nie zobaczy kiedyś, jak jego mały bullik jest brany za samiczkę. Ale wierzył, że to było dla niego lepsze niż śmierć w tamtym wozie. Clover wydawał się szczęśliwy. Tak jak on, bo spokój i stabilizacja były tym, czego Eddie Hill doznawał w posesji Malvina. Miał nadzieję, że żadne problemy niespodziewanie na nich nie spadną. Że nikt z ludzi, przed którymi przestrzegał trapera z Isaakiem, nagle ich nie najedzie. A William nie przybędzie tu z potrzebą wykorzystania tego, co dzisiaj tworzył w swojej pracowni w stodole.

8 thoughts on “Across The Cursed Lands III – 40 – Odnaleziony spokój

  1. Katka pisze:

    Luana, nooo to jest serio wielka różnica. I super ze to widać :) sama kiedyś muszę sobie tak na raz wszystko przeczytać…

  2. Luana pisze:

    Katka, bardzo widać tę czułość Jeffa do Willa. Pamiętam jak zaczynałyście publikować trzeci tom i wzięłam się za ponowne czytanie dwóch poprzednich to zdecydowanie widziałam różnicę w ich relacji. Szczególnie właśnie jeżeli chodzi o Jeffa.

  3. Katka pisze:

    Jelis, taaak, to zdecydowanie taka odskocznia. Chwilowa raczej, bo chyba w następnym rozdziale wracamy do chłopaków w drodze. Ale trzeba było trochę oddechu ;) A sztuczne serce? Dum, dum, dum, mooooże XD

    C., planowanie przyszłości takie fajne… Szkoda, ze w sumie u nich nie wiadomo, czy w ogóle dadzą radę te wizje spełnić, bo wiemy, co nad nimi wisi. Ale na pewno będą robić wszystko, by przetrwać!

    Luana, taaak, Jeff zachował się bardzo w porządku :) W ogóle jak się teraz na niego patrzy, to na pewno widać, jaki się stał czuły wobec Williama. I słusznie, obaj o siebie dbają, bo jest im to teraz niezbędne. Szczególnie kiedy, tak jak mówisz, wisi nad nimi kosa. A Eddie i Malvin są właśnie jak Rogacz i Clover. Mają swoje miejsce i swój spokój. Ale tak, niestety jest to tylko tymczasowy spokój. Źle się dzieje w kraju…

    Noe, hehehe, bonus z Rogaczem i Clo jako ludźmi – o tak, to by był ciekawy „związek” XD I tez mi się podoba, jak Eddie traktuje Malvina XD Tak słodko, ciepło i tak… zaborczo przy tym. Ale w rozsądny sposób. Mamy duży zaciesz, że Ci się podobało! :D

    Wadera, oj tak, bo emocje są fajne, ale jednak czasem trzeba troszkę ostygnąć XD Zatem, sielanka była bardzo potrzebna. Bo niebawem znów ruszamy z kolejną dawką emocji! Właśnie! Czy może być coś lepszego niż dobre towarzystwo, jedzonko i relaks? Oni na pewno w obecnych czasach nie potrzebują niczego wiecej :) Haha, a ciąży spożywczej chyba nie będzie. Ale Rogacz na pewno dba o to, żeby jego mały przyjaciel szybko nabrał sił :)

  4. Wadera pisze:

    Taka sielanka po przeżyciach ostatnich odcinków była zdecydowanie potrzebna. Wiecie jak dbać o czytelników ;)
    Bardzo się miło o panach czyta, że tak się dobrze dobrali. Relaks w łóżeczku bez strachu i bólu, pyszne jedzonko i praca w miłym towarzystwie. A do tego wszystkiego święty spokój. Czego można chcieć więcej?
    Zwierzaki mnie rozbrajają. Miejmy tylko nadzieję, że do tej ciąży spożywczej nie dojdzie, bo Clover musiałby pójść na diete, a mam wrażenie że to ani jemu ani jego samozwańczemu opiekunowi by się nie spodobało.
    Pozdrawiam, Wadera.

  5. Noe pisze:

    Zgejone zwierzątka! <3 chciałabym przeczytać bonus i tym jak clo i rogacz są ludźmi. I to zadanie i tym że eddie traktuje malvina jak swoją żonę był wyjątkowo słodki. Ta para jest taka sielankowa w przeciwieństwie do reszty. Bardzo mi się to podoba.

  6. Luana pisze:

    Przeczytałam teraz oba rozdziały. Żal serce ściska na to, że kochana czwóreczka musiała się rozstać. Do tego wszyscy w kiepskich nastojach. Aż każdego przytuliłabym i pocieszyła. Jeff zachował się wspaniale, kiedy Willa bolało nieistniejące oko. Przytulił, pocałował. Tak szkoda, że za nim ciągle idzie ta pani z kosą. :( Nie podoba mi się to, że chcą zabrać Eddie’go od Malvina. Oni są tacy kochani razem. Żyją spokojnie i naprawdę mogą stworzyć dobry, kochający się związek.
    Ciekawe co powiedzą Jeff i Will kiedy zobaczą gdzie zamieszkał Eddie. :D Fajnie, że Clo doszedł do siebie i ma tak dobrego opiekuna w postaci Rogacza. :) Ciepło się na sercu z ich powodu robi, jak i z powodu Eddie’go i Malvina. Myślę, że obaj znaleźli swoje miejsce na ziemi. Tylko przyszli przybysze trochę zepsują tę sielankę.
    Pozdrawiam cieplutko. :*

  7. C. pisze:

    Są przecudowni!!!
    Bardzo sie ciesze ze tak dobrze sie dogaduja i nawet planuja pewna przyszlosc <3. Z tylu glowy mam jednak niepokoj dot. Jeffa, ale wierzę w pomysly Willa!
    weny i czasu!

  8. Jelis pisze:

    Taki rozdział odskocznia xd najpierw śmiertelne zagrożenie a potem taka sielanka na farmie 😂 a od kilku rozdziałów mam takie wrażenie że ten wynalazek Willa to jakies sztuczne serce czy coś takiego i że zrobi Jeffowi mała podmiankę jak będzie trzeba i będą razem sobie spokojnie żyć w zdrowiu XD

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s