Project Dozen – 90 – Póki byli blisko

— Pokażesz mi ten przewodnik? — poprosił niewinnie. A kiedy Sebastian nie patrzył, jeszcze rozburzył sobie włosy.
Jego chłopak, z początku nieświadom tego, co na niego czeka, sięgnął po wspomniany przewodnik, gdy tylko wyjął z szafki skaner. A kiedy zobaczył półnagiego Argentyńczyka, aż zaśmiał się z siebie i z niego.
— Okej. Jasne. Gorąco ci? — spytał żartobliwie.
— Noo! Ale ogrzewanie dzisiaj idzie, nie? — odparł Francisco z emfazą, też się śmiejąc, bo trudno było mu utrzymać powagę i grać dalej swoją rolę. — Ale w sumie dziwne, bo mimo to mi sutki twardnieją — dodał, już z lepiej zagranym zaskoczeniem. I pomacał się po brodawkach.
Sebastian znowu się roześmiał.
— To może załóż coś na nie — zaproponował, uśmiechając się głupio, bo jak na dłoni widać było, co Latynos wyczynia. — Chyba że będziesz je masował, aż się rozgrzeją?
— Chyba tak. Chyba że chcesz mi pomóc? Może masz cieplejsze dłonie? — Francisco obejrzał się przez ramię niewinnie.
Sebastian nie odpowiedział, tylko podał mu skaner i przewodnik. Po tym sięgnął na biurko po… plaster. Oderwał dwa kawałki i pochylił się nad siedzeniem, na którym był Francisco. Zakleił mu oba sutki.
— Na razie powinno pomóc.
Latynos popatrzył na swoje sutki i zaśmiał się. A następnie pomyślał o odrywaniu plastra i aż go zmroziło.
— Później będziesz musiał być bardzo delikatny, gdy będziesz mnie od nich uwalniał — powiedział ze śmiechem i w końcu zabrał się do poważnych rzeczy.
Podpiął kabel skanera do swojego laptopa i poszukał odpowiedniej strony w przewodniku, na której znajdował się druk do podpisu dla rodziców.
— Myślę, że ślina trochę złagodzi ból — odpowiedział Sebastian na pozór poważnie. Nadal się uśmiechał, kiedy pomagał swojemu chłopakowi. Niestety najpierw musieli zająć się tym pismem, żeby rodzice Latynosa mieli czas odpisać.
Zeskanowali dokument, ale zanim wysłali go mailem do rodziców Francisco, przeczytali jeszcze wszystko, co było napisane w odnośnikach. Wystarczył podpis jednego rodzica, chociaż rzeczywiście była to tylko formalność. Na skanie przy okazji był skrót całej wycieczki, dzięki czemu rodzice dowiedzą się, jak ta będzie wyglądała. Były też dane kontaktowe do ich miejsca pobytu, kierowcy i opiekunów.
— Super, to chyba powinno być okej. Napisz też rodzicom, żeby postarali się w najbliższym tygodniu to załatwić — podpowiedział jeszcze Sebastian, żeby Francisco jak najszybciej był pewien, że razem pojadą.
Latynos zgodził się i dopisał to w treści maila. Dopiero teraz Sebastian zauważył, że pisał na klawiaturze naprawdę szybko. Wcześniej trudno było to zaobserwować, bo pisanie po angielsku szło mu wolno.
— Wysyłam — powiedział i wcisnął „wyślij”, a mail powędrował na południowy kontynent.
— Spoko. Dobrze. W ogóle, głupie pytanie… Dużo pisałeś na komputerze w domu?
Francisco zerknął na niego krótko, po czym… zaśmiał się ze skrępowaniem. Jakby było czego się wstydzić.
— Tak… trochę pisałem, bo… — Potargał się ze śmiechem po włosach. — Ale nie śmiej się!
— No mów. Bo ci nie pomogę z tymi plastrami. — Sebastian uśmiechnął się do niego, nie wyobrażając sobie, z czego jeszcze mógłby się śmiać.
Urażona mina Francisco jak zawsze była urocza w obserwacji.
— Jesteś okrutny… Ale to pisanie… Bo jedna nauczycielka w szkole była pod wrażeniem mojej wyobraźni — wyrzucił z siebie szybko. — Namawiała mnie do pisania opowiadań i wysyłania ich na konkursy. To dużo pisałem, bo to było fajne i… No i tyle. — Zaśmiał się na koniec.
Sebastian przysiadł na łóżku. Nie wyglądał, jakby miał zaraz zacząć się śmiać. Był zaciekawiony, bo tego o swoim chłopaku nie wiedział.
— Masz je gdzieś jeszcze?
— Nie! Nie, nie, nie, nie mam — odpowiedział gorączkowo Francisco. Cieszył się, że opowiadania miał tylko w wydrukowanej formie w Argentynie. Wstydził się ich i teraz widać to było po jego policzkach. — To już bardzo stare dzieje, chłopie, nie ma co mówić!
— Czyli MI — Sebastian dotknął dłonią swojej klatki piersiowej, żeby to podkreślić — byś nie pokazał?
A brwi Francisco powędrowały do góry, zaś wargi wydęły się. Chłopak podniósł się z fotela i usiadł na łóżku, obok swojego współlokatora. Położył mu dłoń na udzie i ścisnął.
— Pokazałbym! Ale ich nie mam tutaj, więc nawet nie mogę!
— A może mi coś napiszesz nowego? Bym potrenował hiszpański, hm? — spytał Sebastian i wychylił się po całusa.
Jak Francisco był rad z buziaka, tak propozycja Sebastiana wydawała mu się… trudna do spełnienia niczym zadanie z projektu dozen.
— Ale po co? — jęknął.
— Bo jestem ciekawy tego, co mógłbyś napisać. Wydaje mi się to fajne. Ja nigdy nic nie pisałem. Nie sądzę, żebym umiał — wyjaśnił Moss. Miał nadzieję, że przekonał Francisco.
Ale ten wyglądał, jakby wciąż się wahał. Myślał, myślał, aż nagle jęknął cierpiętniczo i opadł plecami do tyłu na łóżko.
— Nie wieeem. Może… Ale to strasznie głupie!
— Czemu tak sądzisz?
— Bo… bo to tak, jakby śpiewać nagle przed całą klasą, bo się wydaje, że się to umie, a wcale tak nie jest…
— Jestem teraz więc całą szkołą? — Sebastian droczył się z nim. Lubił odkrywać nowe rzeczy o swoim chłopaku, który teraz czerwienił się, jakby ten sekret, który wyjawił Sebastianowi, był o niebo gorszy niż przyznanie się do oglądania porno z kuzynem i jego kolegą.
— Nieee… Ale Sebastian, ja tak tylko… radośnie tworzę głupie opowieści… — mamrotał, zasłaniając sobie twarz dłońmi.
Zaraz też dostał w nie całusa. Sebastian nie uważał, że jest to coś zasługującego na wyśmianie czy potępienie. Na swój sposób chyba był dumny z chłopaka, że ma jakąś nietypową pasję, o którą by go nie podejrzewał.
— Jeśli nie chcesz, to cię nie zmuszę, ale byłoby miło, gdybyś mi kiedyś pokazał coś, co napisałeś.
Latynos cofnął dłonie i rozłożył je na boki na pościeli. Z westchnieniem popatrzył z dołu na swojego chłopaka.
— Spróbuję coś napisać… Ale po hiszpańsku. Bo nie umiem tak dobrze po angielsku, bo mi bardzo dużo słów brakuje.
— Jasne. Poćwiczę sobie hiszpański dzięki tobie — odpowiedział Sebastian i uśmiechnął się do niego, żeby zaraz go pocałować. — Ślicznie wyglądasz taki czerwony — dodał w ojczystym języku swojego chłopaka.
A Francisco sapnął cicho i uśmiechnął się do niego. Nie podnosząc się z łóżka, chwycił go za kark i ściągnął do dłuższego, bardziej romantycznego pocałunku. Sebastian odpowiedział na niego, opierając dłoń po boku jego ciała. Przesunął drugą po zaklejonym plastrem sutku. Uśmiechnął się w ciepłe usta Latynosa, który od razu się spiął, sapnął i roześmiał.
— Zdejmiesz? Ale ostrożnie, Sebastian! Nie wybaczę ci, jeśli będzie bolało!
— Nie wybaczysz? — spytał Sebastian ze smutnym spojrzeniem, kiedy chwycił skraj plastra.
A Francisco najpierw wstrzymał powietrze w płucach i dopiero po chwili odpowiedział.
— Nie chcę, żeby bolało… Chyba że potem pocałujesz.
— Na pewno pocałuję — zapewnił Moss i najpierw cmoknął usta drugiego chłopaka, potem jego szyję, aż w końcu jego zaklejony sutek. Po mniej niż sekundzie zastanowienia possał go.
Od razu usłyszał jęk swojego gorącokrwistego chłopaka i poczuł jego ciepła dłoń w swoich włosach.
— Mm… Sebastian… napalam się.
— A przez przypadek nie taki był twój plan? — spytał starszy nastolatek, patrząc na niego z wyzwaniem. W końcu wiedział, że o to chodziło. Po co Francisco zdejmowałby koszulkę, skoro w pokoju nie było wcale aż tak ciepło?
— Nn… Ja nie planuję, Sebastian, ja działam spontanicznie — odpowiedział Francisco ze śmiechem, choć najchętniej zamiast rozmawiania po prostu już by się z nim kochał.
A koszulka Amerykanina była teraz dla niego wrogiem numer jeden, dlatego od razu sięgnął do jej skraju i podwinął ją do góry. Sebastian jednak zatrzymał jego ręce. Znowu w ramach przeprosin pocałował usta drugiego chłopaka.
— Mmm, czekaj — zamruczał. Najpierw trzeba było zająć się plasterkami. I „nieplanowaniem” Francisco.
Ten popatrzył w dół na swoje sutki, biorąc głębszy wdech. Nie powinno zapiec. W końcu to był tylko plaster.
— Najpierw sutki? — zapytał domyślnie. Zaraz po tym już usłużnie ułożył ręce nad głową, żeby jego chłopak miał pole manewru.
Sebastian pokiwał głową. Zamruczał i jeszcze liznął zaklejone miejsce, nim pociągnął plaster. Trzymał wyjątkowo mocno, ale chłopak nie przestał ciągnąć. Musieli w końcu go zdjąć. A i obiecał, że wycałuje podrażnioną skórę.
Wydawało się, że nie będzie piec, ale jednak piekło. Francisco nie miał pojęcia, jak odczuwałaby to inna osoba, ale on zawsze miał niski próg bólu, więc skrzywił się i jęknął.
— Pocałuj! — poprosił szybko.
Sebastian uśmiechnął się i pocałował go. Zaraz też cmoknął jego usta.
— Zrobiły się ciemniejsze — zauważył, układając się wygodniej. Pomasował pierwszy uwolniony sutek.
A do jego uszu dobiegło błogie, ciche westchnienie. Francisco był zarówno poruszony tym, że został jeszcze jeden sutek do uwolnienia, jak i podniecony tą specyficzną zabawą. Stawał mu nawet od tego, jak Sebastian po prostu dotykał jego sztywnej brodawki.
— I teraz bardziej je czuję, gdy dotykasz — dodał swoje spostrzeżenie.
— Och, to może te plasterki to nie był taki zły pomysł — odparł Moss i wspiął się wyżej na rękach.
Zawisł nad leżącym Francisco, jeszcze raz go pocałował, żeby zaraz trochę na niego opaść i szybciej niż poprzednio ściągnąć plasterek z sutka. Latynos, który kompletnie się tego nie spodziewał, poderwał się na łóżku i jęknął. Od razu zakrył twarz dłońmi, czując, że poczerwieniał.
— Mnnnnnnn…!
Sebastian musiał przygryźć wargę, bo nagle przez jego ciało przeszedł przyjemny dreszcz. Przesunął nosem po policzku Francisco, wygodniej podparł się na prawej ręce i drażniąco pomasował sutek, żeby po chwili palcami, wręcz łaskocząc, zsunąć się do spodenek Latynosa.
Brązowe oczy Francisco od razu spojrzały spomiędzy palców. Chłopak oddychał głęboko, już nieźle rozedrgany. Przełknął ciężko ślinę, a gdy dłoń Sebastiana znalazła się na jego spodniach, trochę uniósł do niej biodra.
Sebastian spojrzał mu w oczy, ale zaraz znowu skoncentrował się na spodniach. Nie przedłużając, zaczął się do nich dobierać, żeby móc w końcu wsunąć palce w bieliznę Francisco i pociągnąć jeden z włosów, które tam znalazł. Miał dziś dziwną ochotę się z nim podrażnić.
Zadziałało. Francisco przestał oddychać, a jego ciało się napięło. I był to bardzo apetyczny widok, bo Sebastian od razu ujrzał lekki zarys mięśni na jego szczupłym, śniadym brzuchu.
— Wiesz, że jak tak będziesz robił, to tam też będziesz musiał pocałować? — negocjował Francisco ze zduszonym śmiechem, choć całe ciało miał napięte w oczekiwaniu na to, jak daleko posunie się jego chłopak.
Sebastian zaśmiał się cicho.
— Tak? No proszę… — zamruczał, nie precyzując jeszcze, czy to zrobi, czy nie. — Unieś biodra — poprosił, chcąc zsunąć spodnie z Francisco na tyle, żeby zobaczyć jego penisa i w ogóle całe krocze.
Więc kiedy tylko Latynos minimalnie się podniósł, zsunął mu spodnie w dół, tym samym ściągając materiał bielizny. I mimo że delikatnie znęcał się na ciele Francisco, to penis jego chłopaka był ładnie sztywny i uniesiony. A sam Argentyńczyk sapnął ze śladowym zażenowaniem i uśmiechnął się lekko do Sebastiana.
Ten odpowiedział nie tylko tym samym, ale też słodkim pocałunkiem. I kiedy zajmował głowę Francisco swoimi ustami, wsunął palce we włoski nad jego penisem i lekko je pociągnął. Tak tylko, żeby wydobyć z gardła drugiego chłopaka stęknięcie, a niekoniecznie żeby bolało.
Francisco rzeczywiście zareagował i od razu objął go za szyję. Sebastian słyszał, że ma przyspieszony oddech i czuł, jaki jest rozgrzany. Może w pokoju nie było tak ciepło, ale ten leżący pod nim chłopak teraz działał lepiej niż kaloryfery.
— Och, Sebastian… Drażnisz się ze mną…
— Mhm — odparł całkiem szczerze. Miał na to dziwną ochotę. — Ale co? Chyba nie jest ci źle? — spytał i w końcu sięgnął między ich ciałami do członka Francisco. Sam nadal był ubrany.
— Nie, nie, nie, jest mi dobrze — wydyszał Latynos.
Było mu dobrze, czuł się podekscytowany. Sebastian seksownie go dotykał, był blisko i bawił się z nim. I trochę nim. To było podniecające, a on aż potarł o siebie udami, choć wciąż były uwięzione w spodniach. A gdy dłoń Sebastiana całkiem zamknęła się wokół jego członka, Francisco od razu zafalował biodrami.
Nie sposób było tego nie zauważyć, więc Sebastian z uśmiechem na ustach pochylił się do jego ucha.
— Mhm. Jeszcze raz tak zrób. Ja tylko potrzymam.
Francisco upewnił się intensywnym spojrzeniem, czy rzeczywiście ma to zrobić. Wpatrywał się w Sebastiana wręcz prosząco. Ale nie zwlekał, tym bardziej, że Moss przyjemniej zacisnął dłoń. Od razu więc złapał się pościeli po bokach twarzy i patrząc prosto na swój sztywny członek, poruszył biodrami w górę i w dół. Aż jęknął wysoko, gdy zrobiło mu się dobrze.
Sebastianowi uśmiech nie schodził z ust. Więc żeby się nim podzielić, sięgnął do warg swojego chłopaka i pocałował go, wsuwając po chwili język w jego usta. Były gorące jak cały Francisco.
— Mmm… Chico — zamruczał, wiedząc, że ten lubi być tak nazywany. Znowu sam poruszył dłonią na jego penisie. W tym małym amoku aż zapomniał o sobie.
Zdrobnienie imienia od razu bardziej zadziałało na Latynosa. Ten głośniej jęknął i chwilę prężył się na pościeli, poddając się tym słodkim pieszczotom, aż spojrzał mu z ogniem w oczy.
— Mogę już cię rozebrać? Chcę się kochać!
Sebastian sapnął, oglądając sobie z pożądaniem całe odsłonięte ciało przed sobą.
— Już… chwila. Potrzep sobie chwilę sam — zachęcił go, łapiąc jego dłoń i kładąc na penisie. Sam w tym czasie uniósł się, żeby pozbyć się ubrań.
To w oczach Francisco wyglądało jak wstęp do doskonałego filmu porno, więc Sebastian nawet nie musiał mu mówić, żeby sobie trzepał. Machinalnie zaczął to robić, patrząc prosto na drugiego chłopaka i cicho posapując. A przy tym bynajmniej nie leżał spokojnie na łóżku, tylko kręcił się i masował się po brzuchu.
— Masz taką piękną skórę — wydusił, podziwiając Mossa. Jak wielu chłopaków miało problemy ze skórą przez dojrzewanie, tak Sebastian był w jego oczach idealny. Na twarzy nie robił mu się żaden trądzik, a ciało było gładkie, wysokie i smukłe.
— Niezły komplement. Ty pewnie jesteś bledszy niż normalnie, jakbyś był w domu, co? — spytał, kiedy odrzucił koszulkę i spodnie na drugie łóżko.
Był nagi, kiedy wracał do Francisco. Pomasował go po kolanach i udach, po czym klęknął w jego nogach.
— Trochę tak, ale ja zawsze ciemny jestem — odparł Francisco ze śmiechem. Po tym zagryzł wargę i zgiąwszy nogę oraz wysunąwszy ją całkiem z nogawki spodni, potarł łydką po biodrze Sebastiana.
Ten najpierw podotykał nogę, a dopiero później postanowił pozbyć się spodni swojego Latynosa. Kiedy obaj byli nadzy, znowu pochylił się do niego i pocałował. Ich penisy trąciły się nawzajem. Francisco bardziej poruszył biodrami, żeby to poczuć. Może wielu ludzi uważało, że penis powinien nacierać na kobiece genitalia, a nie ocierać się o krocze innego mężczyzny, ale on czuł się z tym bardzo naturalnie. Właśnie tak było mu dobrze. A chciał, żeby ten penis dotykał go nie tylko z zewnątrz, ale też żeby znalazł się w nim i tam się mościł.
Odpowiadając na mocne pocałunki, bardziej zgiął nogi, chcąc się otworzyć i przekazać swojemu chłopakowi, że już chce więcej.
Sebastian znowu czule się uśmiechnął. Było coś takiego w Francisco, że serce mu rosło za każdym razem, kiedy zachowywał się w tak otwarty, szczery i słodki sposób.
— Mmm, już. Też cię chcę. Jeszcze sekundę wytrzymaj. — Westchnął i znowu się odsunął, żeby zabrać żel.
Faktycznie były to sekundy, bo nie zwlekał i w kolejnej chwili już siedział między nogami Francisco. Sam masował mu penisa, jądra i to delikatne miejsce między nimi a odbytem.
— Mm… Och, jak ty to przyjemnie robisz. Ja pewnie wcale taki dobry nie jestem — dodał, śmiejąc się. Nie tak dawno temu mieli swój pierwszy raz z nim jako aktywem i teraz wydawało mu się, że jednak Sebastian jest bardziej do tego urodzony.
— Nie pamiętam, żebym narzekał — odpowiedział Moss i znowu go cmoknął.
Wykorzystał ten moment, żeby nakierować palce na dziurkę swojego chłopaka. Żeby rozsmarować w nim tę dającą im przyjemność wilgoć z tubki.
Francisco spróbował podeprzeć się na łokciach, żeby zerknąć sobie między nogi. Chciałby lepiej to widzieć, ale zasłaniały mu własne genitalia.
— Uwielbiam, kiedy jest ten moment, gdy się wsuwasz — powiedział szybko, z napięciem, czekając na tę chwilę.
Sebastianowi po kręgosłupie przez te słowa przeszedł dreszcz.
— Wiesz co…? Chyba odkrywam w sobie nowy fetysz — mruknął, nie wiedząc, jak to inaczej nazwać.
Przy tym pomasował zwieracz i wsunął w niego od razu dwa, ale bardzo śliskie palce. A Latynos cicho stęknął i zagryzł wargę. Dopiero kiedy porozkoszował się uczuciem rozpierania, zerknął na swojego chłopaka.
— Mm… A… A jaki? — I znów jęknął. — Oj, jak tam dobrze.
— Jak mówisz to wszystko, co mówisz. Gdy jesteś bezpośredni i nazywasz wszystko to, co robimy — wyjaśnił Sebastian i wsunął głębiej palce, lekko je po chwili zginając. Jego penis był sztywny i gotowy na więcej. Nawet nie musiał go do tego przekonywać dotykiem.
Czuł, jak śliskie i miękkie jest wnętrze Francisco. Jeszcze rok temu nie powiedziałby, że kiedykolwiek będzie robił coś takiego z innym chłopakiem. A teraz robił to z wielką chęcią. Wiedział, że gdy zastąpi palce penisem, będzie doznawał cudownych rozkoszy. Tyłeczek tego gorącego chłopaka był ciasny i słodki. I niecierpliwy, bo Francisco nawet po krótkiej chwili tej palcówki już kręcił się na pościeli i zerkał w stronę jego członka.
— Może już? — wypalił w końcu.
Sebastian oblizał usta. Sam chciał, ale… spróbował jeszcze wsunąć trzeci palec. Było ciasno, ale niby wszedł. Mógł spróbować.
— Okej, ale powoli, dobra? — spytał, jakby to od Francisco zależało.
Latynos zgodził się od razu. Odsunął z czoła wilgotne włosy i sięgnął pod jedno kolano, żeby bardziej się otworzyć. Jego oddech był głęboki, a zarówno sutki, jak i penis sztywne.
— Si, si, ostrożnie i powoli. Ale już będziemy bliżej.
Sebastian aż z uśmiechem pokręcił głową. Zdecydowanie Francisco lubił bliskość w seksie. Splatanie się ze sobą w jeden supeł nóg i rąk, pełen pocałunków i ocierania się o siebie.
— Mmm, już. Jesteś seksowny — dodał i w końcu chwycił swojego penisa. Aż stęknął odruchowo. Do tej pory skupiał się na swoim chłopaku, więc kiedy nawilżył gorącego kutasa zimnym żelem, zadrżał. Zaraz po tym już go rozgrzewał, wsuwając go w ciasny tyłek Latynosa.
Było tam tak niemożliwie gorąco. A Francisco jak zawsze na samym początku go trochę ścisnął, nim opanował reakcje swojego ciała i zaczął go gładko przyjmować.
— Tak jest… och, tak dobrze — zamruczał z podnieceniem. Oddawał się chętnie, marząc już o tym, żeby objąć Sebastiana i pocałować go mocno za to, jak przyjemnie go penetrował.
Musiała jednak minąć chwila, nim do tego doszło, bo Sebastian jak zawsze był od niego ostrożniejszy. Przez moment dopasowywał się, sprawdzał, czy nic Francisco nie boli, a dopiero po tym opadł na niego, opierając się łokciami po bokach jego głowy. Pocałował go i spokojnie, wręcz niespiesznie, zaczął się poruszać, wsuwając w to gorące i cudowne ciało.
W tym wszystkim chyba najbardziej seksowne było to, że patrzyli sobie z bliska w oczy. Tak intensywnie, bezpośrednio i z uczuciem. Francisco nie wstydził się tego, że oddaje mu swój tyłek, a Sebastian czuł się w porządku, że go tak dotyka. Bo przecież widział, że leżącemu chłopakowi się to podoba. Że czerpie z tego dużo rozkoszy i chce jej jeszcze więcej.
— W całym… ciele czuję takie… mn, dreszcze, gdy akurat… akurat tam mnie pocierasz — wystękał cicho Francisco, obejmując Mossa za szyję. Mówił już ciszej niż wcześniej, bo miał twarz starszego nastolatka tuż nad swoją.
— Też to czułem. — Sebastian zgodził się z nim. Pamiętał to dziwne, ale przyjemne uczucie, kiedy w jego ciele pojawiały się dreszcze, które przeszywały je w kompletnie przyjemny i ogłupiający sposób. Czując coś takiego, nogi zapominały, jak się stoi, a głowa, jak się myśli. — Mmm, Chico. Nadal tak mnie ściskasz — wydusił i zaraz znów pocałował swojego chłopaka. Było im obu gorąco od własnych ciał.
— Mm… mhm. Ale nic nie boli. Możesz ruszać — zapewnił go Francisco, bo wiedział, że jest tam ciasny i co raz się spina, ale nie czuł przy tym dyskomfortu, lecz przyjemne wypełnienie.
Nie chciał, żeby Sebastian przestawał, bo było mu wspaniale. Dlatego starał się to okazywać. Głaskał go po karku, włosach i plecach, całując raz po raz. A przy tym wiedział, że przez całą tę seksowną grę wstępną wcale to wszystko wieki nie potrwa.
Sebastian co prawda długo tylko się nim bawił, nie zajmując sobą, ale teraz czerpał garściami z przyjemności, jaką dawał mu Francisco. Posuwał go, całował i dawał się pochłonąć tej wspólnej rozkoszy. Obaj słyszeli, jak ich ciała obijają się o siebie i był to tak samo stymulujący dźwięk, jak Francisco opowiadający, gdzie mu w tej chwili dobrze.
— Mmm. Och, Chico. Jak tam? — spytał, czując, jak jego penis ociera mu się o brzuch.
— Sta… staram się nie dojść… bo… czekam na ciebie — wyznał Francisco, któremu aż ciężko oddychało się od tych wszystkich doznań. Tyłkiem kompulsywnie ściskał penetrujący go członek, a jego ręce, zarzucone na kark Mossa, drżały.
— Mmm… Możesz już, jeśli chcesz. Lubię… mm… jak dochodzisz. Wyglądasz seksownie — zapewnił Sebastian, ale jeszcze pocałował go, nim dał mu odpowiedzieć.
Ten zresztą tylko pokiwał głową, przez co jego bujne włosy zafalowały. Jego rumiana twarz w tej otoczce była urzekająca. Ale i przystojna twarz Sebastiana nie była obojętna dla Latynosa. Uwielbiał ją, każdą jej rysę. I te brązowe oczy. To na nie chciał patrzeć przy spełnieniu, więc starał się nie zaciskać powiek, kiedy nagle z jego penisa wytrysnęła sperma i zabrudziła ich ciała. A on cały napiął się i tylko zaciśnięciem zębów na dolnej wardze uratował się przed głośniejszym jękiem.
Sebastian patrzył na to wszystko jak urzeczony. Lubił, naprawdę lubił dawać przyjemność Francisco, jeśli tylko mógł w zamian za to zobaczyć takie miny na jego twarzy. Robiło mu się od tego jeszcze lepiej.
Przyspieszył, wykorzystując moment otępienia, drżenia i skrajnej przyjemności chłopaka. Sam był już na skraju, ale jeszcze potrzebował tych kilku ruchów.
Kiedy po chwili dochodził w środku tego gorącego chłopaka, ujrzał na jego twarzy uśmiech. Francisco pogłaskał go po wilgotnym karku i zamruczał długo z rozkoszą.
— Ale cudownie… — powiedział błogo po hiszpańsku.
— Mhm. Wspaniale — odpowiedział Sebastian w tym samym języku.
Pocałował Latynosa i jeszcze chwilę się nie ruszał, tak celebrując tę miłą, wspólną chwilę. I śmiał się przy tym w duchu, że jednak Francisco udało się go uwieść.
Wreszcie zachęcony przez Latynosa, położył się u jego boku. Łóżko nie było dwuosobowe, ale też nie przesadnie wąskie, dlatego spokojnie się na nim mieścili. Na szczęście też nie było krótkie i nogi mu nie wystawały, mimo że miał te metr dziewięćdziesiąt.
— Ciekawe, czy te gejzery w parku będą tak mocno strzelać jak ty — rzucił głupio Francisco, gdy już ochłonął. Śmiał się przy tym, patrząc w sufit.
Sebastian także się roześmiał. Leżał obok Latynosa i smyrał go palcami po brzuchu. Udało mu się zakręcić nawet kilka włosków, które ten miał poniżej pępka.
— Strzelają jeszcze mocniej. Ale — znowu się zaśmiał — ja strzelam zdrowiej.
— Właśnie! Tyle białka i małych plemniko-Mossów — żartował Francisco, śmiejąc się swoim naturalnie zachrypniętym głosem.
Sebastian przytknął czoło do ramienia Francisco.
— Tak, Chico, dokładni tak. — Chichotał, nie wierząc w absurdalność tej rozmowy. — Mmm… Będzie fajnie.
— Będzie na pewno — potwierdził Francisco z nieopuszczającym go optymizmem. Przy tym głaskał starszego chłopaka po krótkich włosach. — Jeszcze tylko miesiąc. Ale wiesz, Sebastian? Ja się cieszę, że jeszcze tyle czasu do tego. Bo dopiero jest luty i mam więcej miesięcy z tobą jeszcze, zanim wrócę.
Sebastian nie odsunął czoła od ramienia swojego słonecznego chłopaka.
— Hmm… właśnie. Bo, hmm, myślałeś w ogóle o tym?
Może Francisco nie mówił po angielsku idealnie, ale od razu zrozumiał, o co pyta Sebastian. Zafrasował się przez to, a z jego roześmianej wcześniej twarzy trochę spłynął uśmiech. Podłożył rękę pod głowę.
— Ja mam jeszcze rok szkoły przed sobą… Dopiero potem mógłbym spróbować znaleźć tu zajęcie — mruknął cicho.
Sebastian także trochę się poprawił. Sam nie wiedział, co zrobić z tą sytuacją. Zwykle na wszystko miał gotowe rozwiązania, ale nie tym razem.
— Hmm… no, ja powinienem pomyśleć o studiach. Chociaż rok przerwy nie byłby zły, ale to nawet nie ode mnie szczególnie zależy. Cholera… — zaklął na koniec.
Nie powinien poruszać tego tematu po takim udanym seksie. Jeszcze chwilę temu byli tak przyjemnie rozluźnieni i roześmiani, a teraz znów przygniotło ich to, co miało się wydarzyć wraz z końcem roku – rozstanie.
— Nie, Sebastian, nie chciałbym, żebyś opóźniał studia. Masz bardzo dobre oceny i musisz pójść teraz na studia. Inaczej to zmarnujesz — powiedział Francisco, o dziwo, bardzo pewnie i poważnie. — Może… będziemy się często odwiedzać? Może przyjedziesz do mnie na wakacje, a potem, kiedy będziemy mieli jakieś wolne dni, to będziemy się odwiedzać? Ja mogę w wakacje popracować i uzbierałbym na częste loty do ciebie.
— I Skype? — Sebastian miał nietęgą minę.
Nie wierzył szczególnie w związki na odległość. Tym bardziej, kiedy już udało mu się zasmakować tego, jaki seksowny potrafi być Francisco w łóżku. Był zły na siebie, że wywlekł ten temat, ale faktycznie lepiej było zawczasu pomyśleć o wszystkich opcjach.
— Si. Będziemy się dużo widywać, latać do siebie, a ja po skończeniu szkoły może łatwiej tu znajdę jakąś pracę — odpowiedział z przekonaniem Francisco, bo nie chciał myśleć o tym, jak trudno będzie czekać tygodniami na wspólny weekend i dotyk Sebastiana. Wiedział, że będzie z tego powodu cierpiał w przyszłym roku, ale póki nie musiał, nie chciał sobie tego wyobrażać. Odwrócił się za to przodem do Mossa i przytulił twarz do jego szyi. — Będę za tobą bardzo tęsknił, ale to będzie tylko dziesięć miesięcy, kiedy będziemy musieli tak przetrwać. Więc jak… — zaciął się na chwilę. Ale nie dlatego, że nie znał słowa, tylko… trudno mu to przechodziło przez gardło. — Jak przysięgniesz mi, że mnie nie zostawisz, to ja na pewno będę walczył — wyszeptał w końcu.
Sebastian uśmiechnął się. Zrobiło mu się bardzo miło. Tym bardziej, że w tej chwili czuł, że nawet sam z siebie mógłby wiele obiecać temu chłopakowi.
— Obaj możemy sobie to przysiąc. Na pewno nie zerwę z tobą na lotnisku — zażartował i znowu go pocałował, mając w głowie zarówno pełne nadziei, jak i pesymistyczne myśli. Już trochę Francisco znał. Wiedział, jaki jest żywiołowy i jak potrzebuje dotyku. A on? On sam się od niego uzależnił. Ale warto będzie chociaż spróbować.
Francisco zamruczał potakująco i przytulił się do niego mocno.
— To szybko minie i znów będziemy razem — powiedział z oddaniem i uśmiechnął się do Sebastiana. — Nigdzie nie znajdę nikogo takiego jak ty, dlatego będę czekał. Mmm… Będzie dobrze, prawda?
Sebastian wyraźnie słyszał w jego głosie, że potrzebuje tych zapewnień. Że są mu one niemalże niezbędne, aby oddychać. I sam też chciał je składać i ich słuchać.
— Będzie dobrze. Będziemy sobie wysyłać dużo zdjęć. I rzeczy w paczkach. A może też do tego czasu coś wyniknie na naszą korzyść. Zobaczymy. Szybko minie.
Francisco znów pokiwał żywo głową. Po czym niespodziewanie poczuł, jakby miał się nagle rozkleić. Więc od razu mocno przycisnął się do Sebastiana, a ten usłyszał tuż przy uchu, jak jego chłopak pociąga nosem.
— Szybko minie — powtórzył zachrypniętym głosem.
Moss objął go, na ile mógł. Pocałował w głowę i sam westchnął. Na razie mieli siebie obok, nawet w jednym pokoju, ale potem groziły im setki kilometrów.
— Mm… Będziemy mogli spróbować seksu przez telefon i kamerkę. Jeszcze żaden z nas tego nie próbował. Będzie ciekawie.
— Si, to też będzie bardzo seksowne. Będę cię widział i słyszał… — Francisco mówił, nie odsuwając się, tylko wciąż przyciskając ciałem do Sebastiana, jakby chciał nauczyć się tego uczucia na pamięć. Westchnął głębiej i przymknął oczy. — Będziemy dziś spać w jednym łóżku?
— Jeśli chcesz, to spoko — zgodził się Sebastian, nadal co chwilę przesuwając nosem po włosach Francisco, to całując je. Mogli sobie na to pozwolić, więc nie widział przeszkód poza ciasnotą. Ale mogli trochę uchylić okno, żeby się nie przegrzać.
Chwilę tak leżeli, wprowadzeni w intymny, ale i pełen przemyśleń nastrój. Francisco jednak starał się cieszyć z tej chwili. Wciąż byli obok.
Odsunął głowę od szyi Sebastiana i pocałował go w usta z dużą miłością, po czym zerknął na biurko i zaproponował:
— Może zbudujesz oparcie z poduszek i poczytamy ten przewodnik? Popatrz, jaki jest gruby! Może napisali coś ciekawego.
— Pewnie tak. I spoko, ale tylko bym dresy założył. — Sebastian zgodził się po tym, gdy tylko oddał pocałunek.
Musieli pomyśleć, co będzie, ale na spokojnie. Bez dodatkowego zamartwiania się i na chłodno. A w międzyczasie cieszyć się sobą. W tej kwestii bycie w szkole wydawało się jednocześnie dobre, jak i złe, bo nie wiadomo było, co będzie dalej. Ale chyba dziś już nie chcieli tego za bardzo wałkować. Mieli cudowny seks i niebawem czekała ich świetna wycieczka. Mogli jeszcze na chwilę odłożyć te przemyślenia i pocieszyć się tym, co nadal czekało ich w tym roku.

7 thoughts on “Project Dozen – 90 – Póki byli blisko

  1. Katka pisze:

    Luana, Boże, jeszcze grypa żołądkowa do tego. Pewnie sami siebie po kolei zarażaliście. Współczuję :/ jak już jest lepiej, to dobrze, ale skoro jeszcze coś tam Cię dręczy, to walcz do końca. Trzymam kciuki za dojście do siebie w 100%!

  2. Luana pisze:

    Katka, niby grypsko przeszło, ale nadal kaszel nie chce odejść i katar dopadł. Cała moja rodzinka była chora, także w domu był szpital. I niby nam poprzechodziło, a jednak nie do końca. Do tego miałam grypę żołądkową, więc trochę zdychałam, że tak powiem. Także w porównaniu z tym co jest teraz, to jest dobrze. :)

  3. Katka pisze:

    Luana, uuuu, grypsko to takie zło! Ale to chyba znowu sezon na chorowanie. Dużo ludków chorych. Szalona pogoda. Ja chorowałam cały grudzień. Mam nadzieję, że u Ciebie już serio lepiej, ale pamiętaj, żeby porządnie doleczyć! Bo niedoleczone ciągnie się jeszcze dłużej :/
    Co do Frania, hehe, to fajnie, jak tak wszyscy piszecie, że nie da mu się oprzeć. Sebastian na pewno się zgadza, haha. Taki z niego gorący chłopak. Słusznie zauważasz, że oni „muszą się dotykać”. Niby każda zakochana para ma to pragnienie, ale matko, aż ciężko jest wyobrazić sobie Frania w związku na odległość… Choć na razie się zapowiada, że będą musieli to przetrwać…
    Też pozdrawiam i wysyłam dużo zdrówka!

  4. Luana pisze:

    Długo mnie nie było. Najpierw wyjazd, potem potworne grypsko, ale powoli wracam do życia.
    Franio każdego by skusił. Nie wiem jak można by się oprzeć jego zachowaniu. On jest taki cieplutki, przytulaśny i tak wspaniale reaguje. Nie dziwię się Sebastianowi, że nie może się na niego napatrzeć.
    Żal serce ściska z powodu ich przyszłego rozstania. Oni są tacy wyjątkowi. Muszą być razem, dotykać się, być blisko. Nie wiem jak wytrzymają rozstanie. Zresztą to może być taki ich sprawdzian uczuć. Są pary które muszą żyć oddzielnie i dają radę. Nie każdy wytrzyma, ale wierzę, że im się uda. Chociaż wierzę też, że znajdziecie jakieś dobre wyjście z tej sytuacji. :)
    Pozdrawiam. :)

  5. Shivunia pisze:

    O. >> Hehehe, to jak mówiłam, ta jego latynoska krew :D W gorącej wodzie kąpany jest ten chłopak i cóż, nosi też uczucia na dłoni. (Tyle powiedzonek woow) Co do rozstania… ciężko o tym myśleć, ale to czasami dobrze jak się tego nie robi. To jak jak z urlopem. Nie powinno myśleć się o jego końcu aż się faktycznie nie skończy.

    Wadera >> Oh tak, zdecydowanie nie chce się wychodzić z łóżka. Tym bardziej kiedy jest taka śnieżna pogoda a Franio taki gorący. Ehcik ehcik… Sebcio na pewno zatęskni… chyba że cos się jeszcze w międzyczasie wydarzy. W końcu bez Frania to jak własnie bez takiego ciepełka. A tęsknota za starszym Mossem bardzo nas cieszy :D Panowie mają w sobie to fajne „coś” mrrr

  6. Wadera pisze:

    Taka miła sielanka i ogólny relaks w tym rozdziale, że aż się nie chcę z łóżka wychodzić. Taka trochę odmiana po tym całym napięciu projektowym. Chłopaki się martwią rozstaniem, ale przy entuzjaźmie Francisco zdziwiłabym się gdyby Sebastian zdążył zatęsknić ;)
    A ja nadal nie mogę się doczekać rozdziału o starszym Mossie. Ciekawe co u niego i pewnego pana psychologa :D

  7. O. pisze:

    A dopiero co mówiłam, że Franio to mały kusciel <3 no ale przecież mamy sięgać po to co chcemy xD i to jak reaguje na dotyk! *.* aż dziwne że Sebcio tego wcześniej nie zauważył i nie wykorzystał!
    Boroczki już o rozstaniu myślą, no jest to jakiś cień, jest… Ja to widzę tak – Sebastian odprowadza Frania na samolot i już się więcej nie zobaczyli a Wy dodajecie za x czasu bonus o ich spotkaniu po latach xD

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s