Project Dozen – 89 – Spożywczy ninja

Wydawało mu się, że w ciągu godziny przerwy przed zajęciami z literatury zdąży pojechać do miasta, kupić sprej i wrócić. Ale nie zdążył, mimo że bardzo się spieszył. Z powrotem w kampusie był dopiero o wpół do piątej. Był tym sfrustrowany, bo nie lubił opuszczać zajęć. Ale musiał jeszcze kupić dużą, czarną czapkę, którą zamierzał przerobić na kominiarkę. Wiedział, że będzie w tym wyglądać podejrzanie, ale to było jedyne wyjście, które ratowało go przed zostaniem rozpoznanym na nagraniach.
W całym zadaniu najgorsze było to, że nie mógł tak po prostu wkraść się do szkoły. Musiał zmieścić się w godzinach pracy sprzątaczek, kiedy szkoła wciąż była otwarta. A to znów utrudniało mu zadanie. Wpadł jednak na pewną myśl. Skoro sprzątaczki ogarniały szkołę po zakończeniu wszystkich zajęć… mógł wykonać zadanie jeszcze w ich trakcie. Wtedy w stołówce nie powinno nikogo być…
I kiedy Patrick już przebierał się w łazience, przygotowując się do zadania, Noel odziany w kamizelkę świadczącą o jego przynależności do Uczniowskiej Straży Porządkowej, przechadzał się po korytarzach.
„Ale nudy. Odechciewa mi się tego strażnikowania.” — napisał do swojego współlokatora.
„To zrezygnuj i przyjdź do mnie oglądać Sailorki.” — Sen odpisał mu po dosłownie chwili, kiedy Noel włóczył się po pustych korytarzach.
Większość uczniów była już w internatach. W szkole zostali ci, którzy uczyli się w bibliotece albo mieli jakieś zajęcia pozalekcyjne. A Noel miał tu kwitnąć aż do piątej piętnaście.
„Chciałbym. Ale i tak mam ładniejsze włosy niż Minako.”
„Kółko debat na pewno by do tego podeszło mniej pewnie ;)” — odpisał Sen, a Noel przystanął chwilę przy tablicy ogłoszeń, żeby sprawdzić, czy nic dziwnego się tam nie pojawiło.
Od razu jego spojrzenie padło na ogłoszenie, które widział już rano. Wielki napis mówiący, że królem i królową walentynkowego balu… został on sam i Patrick. Oczywiście on był królową, a królem przewodniczący. Nie czuł się tym obrażony. Tak naprawdę szczerze go to bawiło, a uczniowie w szkole nie dogryzali mu, tylko śmiali się. Co prawda ktoś zapytał go, czy obciągnął po balu Patrickowi, ale zbył to spojrzeniem pełnym bezgranicznego politowania.
„Czy ja wiem? Musiałem czymś zauroczyć wszystkich na balu, skoro jestem królooową :D” — odpisał i poszedł dalej.
„Pewnie tak. Szkoda, że nie jestem twoim królem :( Myślisz, że król się cieszy, że wygrał?”
Prychnął do siebie z pogardą. Jego zdaniem Patrick nie powinien być królem. Był niższy od niego! Jak to wyglądało, żeby król był niższy od królowej?
„Chyba nie. Nawet do mnie nie napisał z gratulacjami.” — odpisał, po czym zauważył coś dziwnego.
Z jednej z łazienek na końcu korytarza wyszła… zamaskowana postać. Noel aż się schował za załomem korytarza i przytrzymawszy włosy, wyjrzał w tamtym kierunku. Postać była niska, miała na twarzy czarny materiał, a do tego kaptur.
Bez wahania wystukał na telefonie kolejną wiadomość. „Mamy szpiega w szkole! Zamaskowany ktoś idzie korytarzem! Myślisz, że to terrorysta?”
„Pytasz serio?” — Kiedy przyszła odpowiedź, Noel przytulił telefon do siebie, bo ten wydał dźwięk. Kompletnie nie pomyślał o tym, żeby ściszyć komórkę.
Zamaskowana osoba udała się korytarzem w stronę stołówki, także kryjąc się i sprawdzając, czy nie jest śledzona. To było zbyt podejrzane. A Noel nie miał pojęcia, czy to coś poważnego, czy to po prostu jakiś uczeń.
Szybko wyciszył telefon i starając się nie wydawać żadnych dźwięków, podążył za postacią. A przy tym odpisał Senowi: „Tak. Idzie na stołówkę w kominiarce!”.
„Jest spożywczym ninja! Uważaj na niego, bo cię zje. Jesteś za słodka, królowo.” — Sen najwyraźniej nie miał co robić, więc odpisywał od razu. Ale przy tym podchodził do tego w aż za bardzo żartobliwy sposób.
Noel zastanawiał się, czy to jednak nie jest ktoś z tych ludzi, o których mówiono w programach informacyjnych. Kiedy to ktoś włamywał się do szkoły z M16 i rozstrzeliwał uczniów.
„Sprawdzę, o co chodzi. Jakbym nie wrócił do godziny, to znaczy, że nie żyję” — odpisał i cichcem podążył do drzwi na stołówkę.
Były przeszklone, więc musiał uważać. Ale zaraz za nimi zaczynała się już długa lada, za którą zawsze ustawiała się kolejka. Zamierzał właśnie za nią się ukryć.
W tym czasie zamaskowana osoba zatrzymała się przy jednej ze ścian stołówki. Rozejrzała się pobieżnie, czy nikogo nie ma, po czym sięgnęła do kieszeni swojej bluzy i… wyciągnęła z niej sprej, po czym potrząsnęła nim energetycznie.
Noel zasłonił usta dłonią i schował się cały za ladą. Skulił się, zakrywając głowę rękami w obawie, że zaraz coś wybuchnie. Ta puszka mogła być czymś łatwopalnym, a zamaskowany osobnik mógł zaraz wysadzić szkołę w powietrze. Był przerażony i podekscytowany.
Trwał w swojej bezpiecznej pozycji dłuższą chwilę, ale nic nie wybuchało. Odważył się więc wychylić zza lady i spojrzeć na drugą stronę stołówki. Zrobił wielkie oczy, kiedy okazało się, że zamaskowany człowiek właśnie rysuje coś sprejem na ścianie.
Zaniemówił. Potem szybko zrobił zdjęcie i znów schował się w swojej kryjówce. Wysłał fotografię do Sena z dopiskiem: „WTF?!”.
Kiedy czekał na odpowiedź, zobaczył, jak powstają kolejne litery na szkolnej ścianie stołówki. Nie mógł się odezwać, będąc świadkiem tego wszystkiego. Ocknął się dopiero w momencie, kiedy poczuł, że Sen odpowiada, a na ścianie widnieje już czarny napis: „MIĘSO TO MO…”.
„Ktoś ci demoluje ścianę, USP-sie. Działaj, bohaterze! :*”
Noel przełknął ślinę. Wcale nie czuł się teraz tak ważny i fajny, żeby wyjść zza lady i przywołać tego osobnika do porządku. To wcale nie musiał być uczeń. Mógł to być po prostu jakiś wandal albo fanatyk.
Dłuższą chwilę walczył ze sobą, ale wreszcie postanowił zadziałać. Schował telefon do kieszeni, wstał i podążył w stronę zamaskowanego osobnika, który już zdążył napisać całe „MIĘSO TO MORD”. Właśnie chował sprej do plecaka.
— Stój i nie ruszaj się! I zdejmuj tę czapkę, cwaniaczku! — zawołał Noel, zmierzając w jego stronę.
Zamaskowany wandal od razu się do niego odwrócił. Nie wyglądał, jakby miał uciekać albo go zaatakować, ale na pewno chciał zniknąć z miejsca swojego występku.
— Uspokój się, Noel — powiedział… znajomym głosem. Szybko zapiął plecak.
— Nie mogę. Mam tu pilnować porządku, a to porządkiem na pewno nie jest! — Noel denerwował się, dlatego nie panował nad głosem tak, jakby chciał. Chyba nie był stworzony do roli stróża porządku. Był artystą, a nie policjantem! — Zdejmij maskę.
Zamaskowany chłopak przestąpił z nogi na nogę, jakby zastanawiał się, czy może jednak nie uciec.
— Nie wygłupiaj się…
— Zdejmij!
Wandal zaklął, ale maski nie zdjął. Podszedł tylko do Noela, który aż zrobił krok w tył.
— Spokojnie. To ja, Patrick Bright.
— Co…? — Noel od razu ściągnął brwi, chyba bardzo sceptycznie podchodząc do tego, co usłyszał. — To ty? Ale czemu?
Patrick westchnął i pociągnął go za łokieć do samej ściany, z dala od najbliższej kamery. Nie mógł się w niej pokazać.
— Trudno byłoby to wyjaśnić. Jestem… Nawróciłem się na wegetarianizm — powiedział poważnie.
Noel patrzył na niego jak na idiotę.
— I dlatego jako przewodniczący szkoły robisz wielkie graffiti w masce na twarzy?
— Mówiłem… trudno to wyjaśnić. Noel, świetnie się spisujesz jako strażnik USP, ale tym razem musisz odpuścić.
— Czemu tak właściwie? — Rudy chłopak nie dał się tak łatwo zbyć. — Po co to robisz? Cała ta straż? Skoro chcesz, żeby tobie odpuścić.
Patrick jęknął. Nie wyglądał na szczęśliwego z tego, że został przyłapany. Ale Noel zwyczajnie nie rozumiał, po cholerę zniszczył ścianę w stołówce. To kompletnie do niego nie pasowało! No i ta straż… niby tak miał strzec porządku, a jednak sam robił rzeczy, za które mógłby zostać zawieszony.
— Noel… To nie jest teraz istotne. Zaraz skończą się zajęcia pozalekcyjne. Jeżeli chcesz, zrobię coś dla ciebie, ale błagam cię… Nie mów nikomu, co tu widziałeś. To ważne.
Noel spojrzał na ścianę i napis. Był zabawny jego zdaniem. Ale nie powinien odpuszczać w takiej sytuacji.
— No nie wiem… — jęknął, dając znać, że już się zastanawia nad ulegnięciem i tylko kwestią jest, jak dobra będzie to oferta.
Najwyraźniej jego rozmówca zamierzał to wykorzystać. Podsunął się bliżej niego, żeby mogli rozmawiać półszeptem. Choć zza kominiarki słabo było słychać jego głos.
— Jestem przewodniczącym samorządu, Noel. Wiesz, że mam dużą władzę. Mógłbym ci załatwić jakiś profit, jeśli czegoś potrzebujesz — kusił.
Noel zastanawiał się. Aż do momentu, kiedy jego mózg przestał być poważny dokładnie w tym momencie, kiedy poczuł wibracje swojego telefonu. Co Sen by chciał? Jego pomysły zawsze były głupie, ale na swój sposób fajne.
— Hmm… Może masz rację. Zresztą, jako król balu już mi coś wisisz.
— Słucham? — Tym razem Patrick zapomniał, że są w dość newralgicznej sytuacji i powinni jak najszybciej dokonać wymiany, zanim ktoś ich tu przyłapie. — Z jakiej racji wiszę ci coś jako król balu?
— Bo król powinien być dla swojej królowej. — Noel uśmiechnął się do niego szeroko. — Więc jeśli ja trzymam tajemnicę króla, to chyba ten powinien być na moje zachcianki… powiedzmy… przez dwa tygodnie. Troszkę mniej niż miesiąc miodowy.
Wydawało mu się to całkiem dobrą zapłatą za trzymanie języka za zębami. Bo Patrick miał wiele do stracenia, gdyby wyszło na jaw, że jest sprawcą zniszczenia ściany w stołówce. A Noel nie miał kompletnie innego pomysłu na zapłatę. Nie potrzebował żadnych profitów od przewodniczącego. A takie posiadanie sługi na dwa tygodnie… Mogłoby być całkiem zabawne. Sen na pewno pogratulowałby mu tego pomysłu.
— Jesteś nienormalny, Noel… — Patrick westchnął z politowaniem. — Co przez to rozumiesz? I najwyżej na tydzień.
— Wszystko, mój królu złoty. Stanie w kolejkach za mnie, będziesz przynosił królowej to, czego potrzebuje. Służył wszelką pomocą. No, chyba że wolisz tak targować się z dyrektorem — odpowiedział Noel pewnie, już wiedząc, że to wygrał. Patrick był zdesperowany i trochę mu się nie dziwił. Na pewno przestałby być po czymś takim przewodniczącym.
— Tylko bez przeginania — powiedział szybko. — Żadnych upokarzających zadań. I tydzień — podkreślił. — Do przyszłego wtorku.
— Niech ci już będzie. — Noel przewrócił oczami. Wiedział, że będzie musiał go dobrze wykorzystać.
Na potwierdzenie umowy uścisnął dłoń Patricka. Potem ten wręcz wypchnął go ze stołówki, żeby już tu nie sterczeli. Zgodził się, żeby Noel darował sobie ostatnie dwadzieścia minut patrolu i zdjąwszy kominiarkę, czmychnął ze szkoły niczym tajny agent.
A Noel z zadowoleniem z siebie popędził do internatu. Nienawidził zimy dlatego, że musiał spłaszczać swoje włosy czapką i ubierać na siebie te bezkształtne, grube kurtki. Płaszcz niestety nie zdałby egzaminu, bo było zbyt zimno.
Wparował do internatu i mając nadzieję, że Sen dalej jest w pokoju i ogląda „Czarodziejki z księżyca”, dotarł na odpowiednie piętro. Wszedł do środka, zamknął za sobą drzwi, zdjął czapkę i uśmiechnął się do swojego współlokatora z miną „zaraz zdradzę ci sekret”.
— Zgadnij, kim był spożywczy ninja.
Sen uniósł brwi z zaciekawieniem. Leżał na plecach na swoim łóżku, mając ekran komputera dosłownie przed nosem. Właśnie go obniżył, żeby lepiej widzieć swojego rudego współlokatora, który chyba zdradził mu dzisiejsze zadanie któregoś członka projektu.
— Nie mam pojęcia. Zakładam, że nie Taksido — odparł, nie unosząc się, ale na pewno będąc zaintrygowanym.
— Nie. Nie Taksido — odpowiedział radośnie rudowłosy chłopak i szybko odwiesił swoją kurtkę. Już w samych obcisłych, szarych jeansach i cienkiej, turkusowej bluzce dotarł do łóżka Sena. Usiadł zamaszyście na skraju i klepnął go w udo. — Patrick B.R.I.G.H.T. — przeliterował. — Pan jaśnie przewodniczący zniszczył ścianę w stołówce, bo nawrócił się na wegetarianizm i szkoda mu chodzącego boczku!
Sen był zaskoczony i tym razem już zatrzasnął laptopa.
— Tak? I co? Zaprowadziłeś go za ucho do dyrektora? — spytał, wiedząc, że powód zniszczenia szkoły pewnie był całkiem inny i bardziej mu bliski niż wegetarianizm czy weganizm.
— Lepiej! Zrobiłem z niego mój podnóżek na najbliższy tydzień. Mój król będzie spełniał każdą moją zachciankę — oznajmił Noel z uśmiechem zadowolenia z siebie. Może nawet trochę sadystycznym.
— To na tę okazję musisz sobie kupić ładny gorset. — Zaśmiał się i zaraz dodał: — I do czego będziesz go zmuszał?
— A jeszcze nie wiem. Na pewno będzie za mną nosił plecak, sterczał w kolejce w stołówce i może każę mu odrabiać za siebie zadania. A ty masz jakiś pomysł? — dopytał Noel, wiedząc, że Sen zawsze miał coś w zanadrzu.
— Mógłby ci pomóc z porządkami w pokoju. Albo praniem. Byłby takim kopciuszkiem przy okazji — odpowiedział z uśmiechem, chociaż dawał wolną wolę Noelowi, jak wykorzystać swoją szansę.
— Mmm… To bardzo dobra opcja. Ale czad, będę miał osobistego sługę na tydzień! — Noel zaśmiał się, ale po tym już się uniósł, żeby dopaść do swojego laptopa. — Strażnikowanie mi się opłaciło.
— Na to wygląda. Ale w ogóle chcesz faktycznie dalej się z tym bawić? Wcześniej pisałeś, że to nudne. Też tak uważam — mruknął Sen, bo nie był za tym, żeby Noel był w straży, chociaż wiedział, że gdyby to on był na miejscu Patricka, to jego współlokator na pewno nie pociągnąłby go do odpowiedzialności.
Wszystko miało swoje plusy i minusy. Noel zawsze jako członek Uczniowskiej Straży Porządkowej mógł go kryć, ale przy tym Sen wiedział, że Patrick zwerbował go po to, żeby mieć szpiega w jego pokoju.
— Nudne, nudne — jęknął Noel. — Na pewno jak się zrobi cieplej, to się wypisuję, bo będzie więcej do roboty w mieście i w ogóle. Ale jeszcze zobaczę. Chociaż Kevin mnie cholernie wnerwia — jęknął, gdy już wpisał hasło do swojego laptopa. — Miał jakieś problemy z tym, że jestem królową.
— Czekam na ten moment, kiedy Kevin będzie miał problem z tym, że życie go skrzywdziło i jest czarny. — Sen zaśmiał się i znowu wygodnie ułożył na łóżku, otwierając laptopa. — Dobrze, że nie robi żadnego swojego bractwa czy czegoś takiego, bo myślałbym o emigracji.
Noel zgodził się z nim niskim pomrukiem. Nie miał w szkole wielu wrogów, mimo że nieźle odstawał od innych uczniów, tak jak Sen. Nie pakował się w problemy, a na zaczepki reagował z takim dystansem, że nikomu nie chciało się mu dokuczać. Kevin za to był jedyny w swoim rodzaju. Ale nawet wspomnienie o nim nie zepsuło Noelowi tego poniedziałku, bo oto dzisiaj dorobił się swojego osobistego podnóżka i już czuł, że przez cały tydzień będzie się fantastycznie bawił. I to nie tylko on…

*

Od dwóch dni Francisco był w wyśmienitym humorze. Wszystko za sprawą Patricka, który z miną cierpiętnika służył Noelowi. Aparaty w telefonach wchodziły w ruch za każdym razem, gdy ta dwójka kroczyła korytarzem. Noel chodził z dumnie uniesioną głową, a Patrick łaził za nim z jego plecakiem. Na stołówce było podobnie — Noel siedział przy stoliku niczym pan na włościach, zaś Patrick przynosił mu wszystko, czego chłopak chciał. Apogeum tego wszystkiego odbyło się w momencie, kiedy Patrick musiał urwać się z końcówki posiedzenia samorządu szkolnego… bo Noel napisał mu smsa, żeby odebrał go z miasta. Sen oczywiście zadbał o to, żeby wszyscy się o tym dowiedzieli. A Francisco na tyle nie lubił Patricka Brighta, że trochę sadystycznie się z tego cieszył.
— Myślę, że to jest właśnie karma — powiedział do Sebastiana, kiedy stali w krótkiej kolejce po odbiór przewodników po wycieczce do Yellowstone.
Na polecenie dyrektora samorząd postawił na korytarzu ławkę i wyznaczył dwóch członków do wydawania przewodników. Znajdował się tam cały plan wycieczki, zdjęcia, podsumowanie kosztów, a także formularz zgłoszenia do udziału. Do tego trzeba było podać swoje nazwisko, bo przewodniki nie były wydawane osobom, które już brały w którymś roku nauki udział w tej organizowanej corocznie wycieczce.
A jako że Noelowi nie chciało się stać w kolejce, czekał nieopodal, bawiąc się komórką. Patrick miał w odpowiednim momencie go zawołać i oddać mu miejsce, które dla niego trzymał.
— Myślę, że tak. Chociaż zastanawiam się, jak długo to jeszcze będzie trwało. Bo na pewno jest na ustalony czas. — Sebastian, który w tym roku postanowił jechać do Yellowstone ze swoim chłopakiem, patrzył na wkurzoną twarz Patricka, stojącego kilka osób za nimi. Wyglądał jak niewolnik. Brakowało mu tylko łańcucha na szyi. Chociaż ten mógł chować pod chustką.
— Byłoby fajnie, gdyby trwało cały rok — odparł ze śmiechem Latynos. — Ale ciekawe, czemu to robi — dodał, bo znali treść zadania Patricka i obaj wiedzieli, że nie było to „bądź sługą któregoś ucznia”.
Swoją drogą afera ze zniszczoną ścianą była wielka. Mark Moss znowu się wkurzył i od dwóch dni nie można było zjeść lunchu w bufecie, bo pracowała tam ekipa od malowania. Przez to dwa małe bufeciki w internacie były przepełnione uczniami.
— Może wpadł — zasugerował Sebastian, wymownie unosząc brwi. — W końcu Noel jest w straży. — Mówił wszystko na tyle cicho i niejednoznacznie, żeby uczniowie stojący w kolejce nie domyślili się, o co chodzi. — To lepsze niż wpaść w łapy mojego ojca.
— Si. Był wściekły. Pewnie pan Craig musiał go pocieszać i uspokajać — dodał Francisco szeptem, z lekkim uśmiechem.
— Nazwiska? — zapytał ich jeden z dwóch obsługujących kolejkę członków samorządu szkolnego.
Na ławce stało jedno pudełko z przewodnikami, zaś pod ścianą kilka kolejnych. Członkowie samorządu mieli przed sobą listy uczniów, którzy mogli i którzy nie mogli wziąć udziału w wycieczce w tym roku.
Sebastian spojrzał na chłopaka z samorządu dość wymownie. Tak rzadko musiał się przedstawiać, że aż nie wierzył, że w tej szkole ktoś jeszcze mu to zasugeruje.
— Moss.
— Moss… — zamruczał chłopak i zmanierowanym gestem poprawił okulary na nosie. Jakby chciał udawać, że jest profesjonalistą. Sebastian nie kojarzył go jako członka zeszłorocznego samorządu, co oznaczało, że musiał być nowy. — O, mam. Proszę bardzo, przewodnik dla ciebie.
Kiedy Sebastian odebrał, Francisco podał swoje nazwisko i czekał. Czekał… Aż chłopak z samorządu powiedział:
— Jesteś z wymiany.
— Si.
— W takim razie zwróć uwagę na stronę dziesiątą przewodnika. Będzie potrzebna pisemna zgoda któregoś z twoich opiekunów.
Francisco zamrugał i spojrzał na swojego chłopaka pytająco.
— Opiekunów…? Ja nie mam opiekunów… W szkole pomaga mi Sebastian, ale jest niepełnoletni…
— Dobra, daj to. — Sebastian nie miał ochoty tracić czasu na tego dziwnego urzędasa. Bo był pewien, że właśnie na takiego kogoś ten chłopak wyrośnie, skoro już tak przestrzegał reguł.
Zabrał przewodnik Francisco i odszedł od stolika, nie chcąc tamować cały czas powiększającej się kolejki.
— Pójdziemy do ojca, spytać, o co chodzi.
Latynos żywo pokiwał głową i wyminąwszy cierpiącego Patricka, podążył ze swoim chłopakiem do gabinetu dyrektora.
— Myślisz, że nie mogę jechać? — zapytał z żalem i obawą w głosie. Tyle rozmawiał z Sebastianem o tej wycieczce, że był już na nią potwornie nakręcony.
— Spokojnie, coś się wymyśli. Obstawiam, że koleś jest nadgorliwy i tyle. — Sebastian spróbował go uspokoić lekkim poklepaniem po ramieniu. Nie wierzył, żeby ojciec coś takiego przeoczył. Ale ostatnio wiele się w szkole działo. W jego życiu osobistym też, więc nie miał zamiaru mieć mu tego za złe.
Doszli do gabinetu, a Francisco coraz bardziej się stresował. Chciał pojechać! Był gotów nawet nie prosić rodziców o pieniądze, a wydać własne kieszonkowe.
Zostali wpuszczeni do gabinetu, a Mark siedzący za biurkiem i sprawdzający coś na swoim komputerze zdziwił się ich widokiem.
— Hej… Coś się stało? — zapytał.
— Hej. Nic wielkiego, ale przyszliśmy w sprawie tego wyjazdu do Yellowstone. Byliśmy właśnie odebrać przewodniki i… — Sebastian zerknął na Francisco. Ten, mimo że z dyrektorem był prawie na ty przez wspólne kolacje i bycie blisko z jego synem, wyglądał, jakby był tu za karę. — Ponoć Francisco potrzebuje pisemnej zgody swoich rodziców na ten wyjazd.
Początkowo Mark ściągnął brwi, po czym westchnął cicho i wyciągnął rękę.
— Pokaż ten przewodnik.
Kiedy jego syn podszedł bliżej i podał mu go, Mark przewertował go i znalazł odpowiednią stronę. Przeczytał to szybko i skrzywił się.
— No tak… Źle to Carla zredagowała… Chodzi o to, że uczniowie z wymiany muszą przysłać mi pisemną zgodę rodziców, ale może być to skan czy zdjęcie. Pewnie ten nowy Robert Woods nie zrozumiał, o co chodzi. Francisco, w dokumentach, które podpisywali twoi rodzice odnośnie twojej wymiany, mamy ich zgodę na wyjazdy szkolne, nie martw się. Ale dla spokoju ducha prosiłem jeszcze o dodatkowy podpis pod samym planem wycieczki.
Mark wytłumaczył jeszcze, co Francisco powinien wysłać rodzicom do podpisu i że mogą zeskanować swoją odpowiedź. A Argentyńczyk żywo potakiwał, czując wielką ulgę.
— Bo właściwie jesteś jedynym uczniem z innego kontynentu, który będzie jechał, więc wiem, jak kłopotliwe jest wysyłanie tego pocztą.
— Dlatego przyszliśmy do ciebie. — Sebastian wyjaśnił, dlaczego musieli fatygować ojca. Opierał się przy tym pośladkami o biurko. — To jeszcze dziś to załatwimy — dodał, puszczając oczko do Francisco, bo wiedział, że ten nadal jest tym wszystkim lekko zestresowany.
— Im prędzej, tym lepiej. Pocztą te dokumenty mogłyby nie dojść, nigdy nic nie wiadomo. A mimo że wycieczka jest dopiero za miesiąc, to chciałem potwierdzić ilość osób najpóźniej za półtora tygodnia — odpowiedział Mark, uśmiechając się pocieszająco do Argentyńczyka. — Spokojnie, Francisco. Jeśli tylko będziesz chciał, możesz pojechać. Poczytajcie o wszystkim.
Już sama grubość przewodnika sprawiała, że było wiele do czytania. Obaj wiedzieli, że będą mieć tam nocleg, a Francisco dodatkowo martwił się, czy uda im się dostać dwuosobowy pokój. Ale to już była drobnostka. Ważne, że mógł jechać.
— Dziękuję! Rodzice na pewno się zgodzą.
— Właśnie. — Sebastian także był dobrej myśli. Ale skoro już był u ojca, to jeszcze dopytał: — Bo ty też w końcu jedziesz? Nie boisz się, że cała szkoła spłonie pod twoją nieobecność?
Mark zaśmiał się krótko i odchylił na fotelu.
— Nie, zostawię wszystkie wytyczne, więc nic nie powinno się stać. Ale dawno nie byłem w Yellowstone. Poza tym będę mógł cię przypilnować — dodał żartem, bo jeśli chodziło o Sebastiana, to nie było czego pilnować. Zawsze zachowywał się rozsądnie.
— Chyba chciałeś powiedzieć, że ja będę mógł przypilnować ciebie. Pan Craig też jedzie? — spytał Sebastian mało dyskretnie.
Francisco momentalnie się uśmiechnął i patrzył z wyczekiwaniem na dyrektora. Ten z kolei odchrząknął i przytaknął.
— Tak, jedziemy obaj. Foster chyba też chce mnie przypilnować…
— Ja rozumiem, bo ja też bym nie chciał, żeby Sebastian z kimś innym spał — wtrącił Latynos, ale trudno było powiedzieć, czy mówi o zdradzie, czy spaniu w jednym pokoju.
Sebastian od razu na niego popatrzył. Tak samo jak jego ojciec, ale to syn pierwszy odzyskał rezon i zdołał coś wydusić.
— No tak, cały ty. Dobrze, że chyba będą dwuosobowe te pokoje. Bo jakbyś zniósł, jakbyśmy mieli czwórkę?
— Podciąłbym sobie żyły jak zrozpaczony kochanek w greckich dramatach! — odpowiedział Francisco ze śmiechem i z rozpędu objął Sebastiana z boku.
Mark aż się uśmiechnął. Trochę z rozbawienia, trochę z niedowierzania. Z jakiegoś powodu wyobraził sobie swojego syna z Francisco za kilka lat. Był ciekaw, jaką parę mogliby tworzyć w dojrzalszym wieku, bo teraz nie był pewien, czy Francisco w ogóle dopuszcza do siebie myśl pod tytułem „dojrzeć”.
— Pokoje, z tego co pamiętam, były różne, ale na pewno dwójkę znajdziecie — dodał, mając w duchu nadzieję na to samo z Fosterem.
— Mam taką nadzieję. Francisco umarłby z tęsknoty, gdyby musiał gdzieś sam spać — prychnął Sebastian i odsunął od siebie swojego chłopaka.
Było mu trochę głupio tak przed ojcem, ale przez to Francisco poczuł się jawnie odrzucony. Skrzywił się boleśnie i wcisnął ręce w kieszenie spodni.
— Si — mruknął tylko.
Mark zaśmiał się lekko i skinął na nich.
— Już jesteście po lekcjach, prawda? To idźcie to wszystko załatwić, a ja wracam do pracy. Jakby co, to dzwoń, Sebastian, ale chyba reszta informacji w tym przewodniku jest dość jasna.
— Okej, to do zobaczenia — odpowiedział młodszy Moss i odsunął się od biurka ojca.
Widząc, jaki Francisco jest pochmurny, chwycił go za ramiona i pierwszego wyprowadził z pokoju. Wiedział, że pomówią, gdy już będą w pokoju.
Minęli korytarz, na którym odbywało się rozdawanie przewodników. Patrick już musiał wymienić się z Noelem, bo właśnie szedł pospiesznym krokiem w stronę biblioteki, zaś Noel i Sen odchodzili w drugą stronę wyposażeni w przewodniki.
Sebastian i Francisco podążyli do internatu. Tak jak większość uczniów, skończyli już swoje zajęcia. Francisco już po drodze przeglądał swój przewodnik i w duchu ekscytował się każdym zdjęciem.
Kiedy w końcu byli w windzie, Latynos nadal przeglądał przewodnik, aż poczuł krótki pocałunek na policzku. Spojrzał na Sebastiana, od którego go dostał, a ten uśmiechał się do niego.
— Widzisz, nie było się co stresować.
Zgaszenie wywołane wcześniejszym odepchnięciem trochę opuściło Argentyńczyka po tym pocałunku. Odpowiedział nawet lekkim uśmiechem.
— Na całe szczęście. Myślałem już, że będę musiał zostać. A chciałem zobaczyć te gejzery i te prawie tęczowe bajorka. To chyba bardzo gejowski park — dodał jako głupi żart, śmiejąc się z niego, mimo że sam go powiedział.
Sebastian aż przewrócił oczami.
— Nie wiem, czy gejowski, ale na pewno ciekawy. Jeden z najbardziej znanych parków na świecie. Mam nadzieję, że będzie ci się podobał. I sorry za to u ojca — dodał na koniec, kiedy już wychodzili z windy.
Na korytarzu było kilkoro uczniów, więc Francisco nic nie odpowiedział, a tylko zerknął szybko na Sebastiana i pokiwał głową. Weszli do swojego pokoju i zamknęli drzwi na klucz, już chyba odruchowo.
— W ogóle nie powinienem cię dotykać przy nim? — zapytał wreszcie Latynos, pozbywając się kurtki i szalika. Rzucił uprzednio plecak i przewodnik na łóżko.
— Nie wiem — odparł Sebastian, także się rozbierając. — Dziwnie się jeszcze przez to czuję. Nie ma to nic wspólnego ze wstydem czy cokolwiek, ale jakoś… nie wiem. Ciężko mi prosić, żebyś nie był sobą, ale mi po prostu jeszcze dziwnie.
Francisco to rozumiał, dlatego tylko pokiwał głową, chociaż trudno było mu się aż tak hamować. Przecież chciał tylko objąć Sebastiana. Nic więcej.
— Spróbuję tego nie robić…
Sebastian spojrzał na niego i podszedł bliżej. Objął go w pasie, żeby po chwili pocałować.
— Tak pół na pół. Muszę też się przyzwyczaić, ale… kurcze… mój ojciec jest z panem Craigiem. Nadal jakoś to dużo dla mnie.
Jego chłopak trochę się zafrasował. Wydawało mu się, że właśnie plusem było to, że Mark Moss też lubił mężczyzn. Ale wyglądało na to, że to bardziej komplikowało sprawę.
— A… a myślisz, że jakbyś najpierw się dowiedział o papie, a dopiero potem ze mną romansował, to byłoby ci łatwiej? — zapytał, przytulając się do Sebastiana, skoro został do tego zachęcony.
— O Boże. Nie wiem. Nie wiem, czy chciałbym robić to, co mój ojciec. Ale to zależy, ile czasu bym wiedział. — Sebastian gdybał. Przy tym sięgnął do włosów Francisco i zaczął się nimi bawić.
Ten od razu stanął bliżej, po czym potarł nosem i policzkiem o jego obojczyk. Uśmiechnął się błogo. Sebastian już zauważył, że dość łatwo było go udobruchać. Francisco na pewno nie był pamiętliwy. Chyba że chodziło o Patricka.
— Ciekawe, czy twój papa byłby z panem Craigiem, gdyby to on wcześniej o nas wiedział.
— Powtórzę się, ale też nie wiem. Wydaje mi się, że pewnie nie. Chociaż nie wiem tak serio. Trochę aż dziwnie, że akurat teraz się też zeszli. — Zaśmiał się i cmoknął swojego latynoskiego chłopaka w czoło. — Nie chcesz usiąść?
— Powinniśmy wysłać moim rodzicom to coś… — zaczął Francisco, oglądając się na swoje biurko i komputer. Ale kiedy Sebastian go obejmował, trudno mu było się odsunąć.
— W sumie tak. Widzisz, jaki z ciebie rozsądny chłopak — pochwalił go Sebastian i w nagrodę Francisco dostał nawet buziaka, ale też utracił dłonie na swoim ciele. — To dawaj, zeskanujemy to i im wyślemy.
Francisco westchnął cierpiętniczo. Miał nadzieję, że Sebastian jednak da się skusić. Ale skoro nie pomogła otwarta walka o względy, uznał, że spróbuje partyzanckiej wojny. Dlatego zdjął bluzę… a po niej także podkoszulkę. I dopiero, kiedy został tylko w nisko zawieszonych, czarnych spodniach, usiadł przed swoim laptopem oraz włączył go.
— Pokażesz mi ten przewodnik? — poprosił niewinnie. A kiedy Sebastian nie patrzył, dodatkowo rozburzył sobie włosy…

*****

Dziś wpisy do dzienniczków zrobili:

Woody Jolene – 16.02
Patrick Bright – 16.02

7 thoughts on “Project Dozen – 89 – Spożywczy ninja

  1. Katka pisze:

    O., Sebcio miał opory, bo sam siebie nie znał, ale chyba dzieki temu kokietowaniu tak szybko wszystko poszło XD Bo mam wrażenie, ze ich początki były bardzo dawno temu. Hehe, i pokoje obok siebie… Jakie zbereźne rzeczy Ci się marzą XD

    Noe, we know what you mean XD Tomcio i Woody byli na nich troszkę wzorowani, jesli nie powiedzieć, że od tego się zaczęło PD XD

  2. Noe pisze:

    Oglądam teraz glee i za każdym razem gdy jest scena z samem i Joe widzę Thomasa i woddyego. Xd if you know what I mine

  3. O. pisze:

    Ogólnie w postaci Frania lubię to, że on świadomie i nieświadomie kokietuje xD To aż dziwne, że Sebcio miał jakieś nikłe opory na początku xD
    Śmiesznie by było gdyby ojciec i syn dostali pokoje przez ścianę xD a ściany cienkie xD
    Noel Królową?! A przecież Królowa jest tylko jedna ;p

  4. Shivunia pisze:

    Omega >> Oh, jak my dobrze wiemy że uwielbiacie Noela. Nie powiem, że to wykorzystujemy tylko… same go lubimy. Jest pocieszny i cóż, całkiem przy tym uroczy. A Sen… cóż. W końcu jest jego kumplem. Patrick naprawdę powinien się obawiać tego co mogą przynieść mu te dni. Z drugiej strony, może się okazać ze Noel to dobry chłopak a nie sadysta, tak jak inni członkowie straży Patricka. Cóż, zależy jaki mu się humor u rudzielca trafi.
    Sebcio i Franio musza być gorący, w końcu Franio wprowadza w ten związek latynoską krew. Musi więc być mrrraśnie. A Federico… cóż, no on już wie co go łączy z Sebastianem. Było o tym jak Franio był w domu. 68 rozdział i twoje słowa „Reakcja Federico była taka, jak się spodziewałam, a zakłopotany Franio jak zawsze jest uroczy :D (Choć chyba serio postara się ograniczyć gadanie o Sebastianie)” Jedyne co zostało to spotkanie twarzą w twarz i jakaś rozmowa Federico z chłopakiem brata.
    Woody to taki czasami dojrzały chłopak wychodzi. Lubie myśleć że ma takie dwie strony medalu. Takiego luzaka i kogoś kto dogada się z nerdem Tomciem i szalonym Treyem, ale też jest taki najbardziej przy tym ogarnięty. Dlatego cieszę się ze wpisy obu chłopców się podobały ;)
    Zbieramy dzielnie ♥

    Wadera >> Hehehe, całe pochwały za tytuł spływają na Kat! Też mega mi się podobał. A Patrick będzie miał teraz ciężki czas. Trochę jego szczęście się przeciwko niemu odwróciło.
    Franio jest jak taka iskierka. Ja nie wiem też czy bym go nie udusiła. Ale wpierw na pewno długo wyściskała. Sebastian zresztą ma na niego sposoby ;p
    Taaaa, starsi faceci maja to coś w sobie czasami Mrrr
    Ściskamy szczególnie ciepło

    Neo >> Tyle szczęścia z nieszczęścia Patricka. Cóż, zawsze to też dobre. Okrutne, ale dobre ;p Tym bardziej jak przy okazji tego jeszcze był Noel i dosypał troszkę swojego rudego szczęścia hehehe „transseksualną lesbijką” – jebłam XD

  5. Noe pisze:

    To było dobre xd znęcanie się nad patrickiem zawsze cool. Uwielbiam Noela :) czy on jest transseksualną lesbijką? Xd A Francisco nasz mały kusiciel… słodko;)

  6. Wadera pisze:

    Genialny tytuł! Przyznam, że miałam niezły ubaw kiedy czytałam o mięsnym grafitu ;) Pytanie czy Patrick się upilnuje i naprawdę przejdzie na wegetarianizm. Kiedy tylko założył tą straż coś tak czułam że może się to obrócić przeciwko niemu.
    Franio jak zawsze rozczula, chociaż jakby miałby być moim chłopakiem to bym z nim nie wytrzymała. Na szczęście Sebastian ma inne zdanie :D
    Och, już nie mogę doczekać się wycieczki i sypialni nauczycieli. Tęsknię za naszą dorosłą parą.
    Pozdrawiam, Wadera.

  7. Omega pisze:

    Ile Noela jest ostatnio :3 czuję się rozpieszczana xD Ogólnie podoba mi się to, w jaki sposób się potoczyło zadanie Patricka, bo Sen również może wykazać się kreatywnością i jakoś wykorzystać fakt, że jego cudny, rudy współlokator ma do końca tygodnia przewodniczącego jako wiernego sługę xD
    Franio i Sebcio jak zawsze są rozkoszni i mam nadzieję, że się będzie jakaś gorąca scena podczas wycieczki ♥ No i ciekawi mnie co z Federico, bo na pewno wie, albo przynajmniej się domyśla relacji między młodszym bratem a wychwalanym przez niego Sebastianem xD Ogólnie chciałabym, aby się spotkali, ale nie wiem czego się spodziewać, bo bywa różnie…
    Podobają mi się również przemyślenia Woody’ego w jego dzienniczku… Nawet nie chodziło o sam fakt, że przez całą akcję Trey stracił okazję na świetny seks, ale o fakt, że stoi za tym Woody, czyli jego najlepszy kumpel. Liczę jednak na to, że ta sprawa zostanie zapomniana i nikt nie będzie do tego wracał.”Chcecie wiedzieć, co mnie zastanawia? Czy jest wśród nas ktoś, kto będzie na samym końcu i będzie pisał, jak fajnie zniszczyło się komuś życie.” – Również mnie to ciekawi, ale za bardzo uwielbiam bohaterów, więc liczę na to, że niczyje życie nie zostanie zniszczone.
    (z dzienniczka Brighta) „Ponieważ byłoby znacznie, znacznie gorzej… gdybym miał spełniać wszystkie zachcianki Sebastiana Mossa.” – mam wrażenie, że jednak Sebastiana byłoby znacznie, znacznie trudniej przekupić niż Noela, ale w sumie ciekawie by było, gdyby był przez jakiś czas ich podwładnym… w sensie, na co Seba z Franiem mogliby wpaść.
    Weny ♥_♥

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s