Bonus – Gang-bang

Percy Thornton był jednym z tych mężczyzn, którzy lubili dbać o siebie, a nie tylko uważali to za konieczność. Zwyczajnie lubił, jak rozmawiające z nim kobiety mimowolnie rumieniły się, kiedy się uśmiechał albo przygryzały usta przy poprawianiu włosów. I chociaż od około roku nie tknął żadnej w erotyczny sposób, nadal lubił przynajmniej na nie patrzeć. John Brown, jego partner i mężczyzna, od którego należało jego życie w bardzo szerokim tego słowa znaczeniu, rozumiał to. Tak jak on rozumiał, że czasami John także zawieszał wzrok na chłopcach z domu rozkoszy, w którym obaj mieszkali i którego właścicielem był właśnie John. Oraz w którym kiedyś Percy też pracował ciałem. Wiele się zmieniło i wydarzyło od tamtego czasu, ale wciąż, nawet będąc w poważnym związku z mężczyzną, Percy był kobieciarzem. Dlatego teraz, kiedy całkiem ładna fryzjerka zajmowała się jego włosami, uśmiechał się do niej w lustrze. Miała uniform, którego spódniczka sięgała może połowy jej ud. Do tego oczywiście zadbane włosy i różowy błyszczyk na ustach.
— Ma pan bardzo zdrowe włosy. Używa pan odżywki, czy to naturalne? — zapytała uprzejmie, przycinając nożyczkami dłuższe włosy zaczesane na bok.
— Nigdy nie miałem z nimi problemów, ale też zawsze starałem się o nie dbać. Dobrze ci się nad nimi pracuje? — spytał, cały czas patrząc na nią w lustrze. Lubił to robić. Nic na to nie mógł poradzić. A jednocześnie zastanawiał się, czy John zauważy, że zrobił coś z włosami.
— Bardzo dobrze. Są przyjemne w dotyku — odpowiedziała fryzjerka, uśmiechając się do niego w odbiciu lustra.
Zakład fryzjerski, w którym strzygł się Percy, był raczej… z wyższej półki. Właścicielem był zdrowy obywatel Nowego Jorku. Podobnie jak jego klienci. Zapewne nikt tutaj nie spodziewał się, że Percy był chory. Bo przecież miał pieniądze. John dbał o to, żeby jego partner, w przeciwieństwie do innych mieszkańców ich luksusowego domu uciechy, miał przy sobie fundusze i mógł nimi dysponować wedle własnego uznania. Ten, mimo że u niego pracował, czuł się trochę jak jego utrzymanek, lecz także jak ktoś wyjątkowy. Czerpał przyjemność z tego, że był traktowany inaczej niż wszyscy inni chorzy na utrzymaniu Johna. Nie zaprzątał sobie głowy tym, że było to egoistyczne i może wyniosłe.
— Twoje włosy też są piękne. Wydają się miękkie w dotyku. Chciałoby się to sprawdzić — Percy dalej flirtował z fryzjerką. I znowu zachowywał się niesprawiedliwie, bo domyślał się, że mógł dawać jej jakieś nadzieje, na które nie było żadnych szans.
Poza nim w zakładzie byli jeszcze dwaj klienci i dwójka fryzjerów. Nikt się nim nie przejmował. Muzyka płynąca z głośników relaksowała, a przez szklane witryny widać było ulice miasta. Nie tak ruchliwe, jak przed apokalipsą. I na pewno lepiej patrolowane, również przez wojsko.
Fryzjerka zarumieniła się po słowach swojego klienta, ale na szczęście jej dłonie nie zadrżały. Cały czas wyrównywała przycięte już włosy, żeby doprowadzić je do idealnej długości.
— Jestem pewna, że ktoś taki jak pan nie cierpi na samotność — wydusiła, chyba nie bardzo wiedząc, co odpowiedzieć.
Percy znowu złapał jej spojrzenie w lustrze, po czym odpowiedział spokojnym, niskim tonem:
— Nie.
Ta pokiwała głową i odwróciła wzrok od lustra, by nie widzieć jego przystojnej twarzy. Męskiej szczęki. Ciemnoniebieskich, pewnych siebie oczu. Prostego nosa i soczystych warg. Musiała skupić się na włosach.
Percy jeszcze raz się uśmiechnął, ale teraz już tylko do siebie. Czekał na efekt i zastanawiał się, jak John będzie na niego patrzył. Czy jego brązowe oczy będą zmrużone z przyjemności. Czy zobaczy uśmiech na jego ustach, kiedy już wróci. I czy z tego powodu, że zmienił dziś trochę swoją fryzurę, coś wydarzy się między nimi w sypialni.
Niecały kwadrans później wychodził z salonu. Podobał mu się efekt. Był dokładnie taki, jak oczekiwał. Cieszył się też, że dzisiaj pogoda w Nowym Jorku nie dogryzała jego mieszkańcom. Wczoraj nieustannie padało, lecz dziś zostało mu to oszczędzone. Co prawda na wszelki wypadek miał ze sobą parasol, ale tak czy siak wilgoć powietrza mogłaby popsuć jego fryzurę. Dzięki słonecznemu niebu, dotarł do rezydencji w takim stanie, w jakim wyszedł z salonu.
Na wejściu powitał się z lokajem, który zabrał od niego lekki płaszcz. Percy nadal uwielbiał wyglądać dobrze i nadal nosił garnitury, chociaż nie potrzebował ich do pracy. Ponadto ostatnimi czasy wybitnie przypodobał sobie kamizelki. Dawały mu poczucie, że wyglądał schludnie, nawet kiedy podwijał rękawy.
— Wiesz, gdzie jest pan Brown? — spytał pana K.
Ten odwiesił płaszcz i odwrócił się do niego z miną idealnie pasującą do jego roli. Wielu młodszych mieszkańców burdelu Johna robiło podchody, by go rozbawić i zniszczyć jego niewzruszoną twarz, ale rzadko kiedy im się to udawało.
— Tak. Odebraliśmy nowy ekspres do kawy. Pan John chciał wypróbować kawę, więc prawdopodobnie popija ją w gabinecie na parterze — odpowiedział mężczyzna. — A Susan prosiła, byś później do niej podszedł i pomógł jej w rachunkach. Nic nagłego, jednak prosiła o pomoc.
— Dziękuję, panie Kelly. Zajrzę do niej — odpowiedział uprzejmie. Był może czasami aroganckim człowiekiem, miał wiele wad, ale był też naprawdę dobrze ułożony. A po swojej karze, którą nadal pamiętał, nauczył się naginać karku i być prawdziwie uprzejmym. Jego słowa do lokaja nie były czystą formułką.
Pokierował się do wspomnianego gabinetu, kiedy tylko lokaj odpowiedział.
Nie było niezwykłym, że po drodze mijał innych mieszkańców domu. Było ich naprawdę wielu. Przywitał się z każdym, ale tylko jeden go zatrzymał. Z tego co Percy wiedział, zaczął u nich mieszkać i pracować dopiero od trzech dni. Miał jakieś dwadzieścia dwa, trzy lata i był dość… zestresowany. Percy wpadł na niego w dużym salonie gościnnym, przez który musiał przejść, by dostać się do gabinetu Johna. Michael, bo tak miał na imię chłopak, od razu podniósł się z kanapy i do niego dopadł.
— Hej… Percy, tak? — zapytał ze skrępowaniem. Był niewysoki, ale ładnie zbudowany. Miał raczej lżejsze rysy twarzy, a przy tym charakterystyczny, lekko zakrzywiony nos. — Mogę ci zająć sekundę?
Starszy chory zatrzymał się i zerknął w stronę, w którą zmierzał. Westchnął do siebie cicho i skinął głową.
— Tak. O co chodzi? — spytał, przywołując uśmiech na twarzy.
Michael też się uśmiechnął. Miał ładne, ciemne usta na tle również ciemnej karnacji. Jego włosy były niemalże czarne, a Percy dałby głowę, że miał kogoś pochodzenia latynoskiego w rodzinie.
— Chodzi o to, że… nikt za bardzo nie chce mi udzielać rad. Mam trochę wrażenie, że tu panuje walka o względy pana Johna — zaczął z krótkim śmiechem, jakby żartował. Ale Percy miał przeczucie, że nie żartuje, ponieważ… czasami tak było. — Ale może ty, skoro masz tu tylko biurową rolę, trochę mi pomożesz? Nie chcę znowu wylądować na bruku, więc może wiesz coś o jakichś zasadach, czy… czego pan John nie lubi? Na co powinienem uważać?
— Na to, aby nie włazić mu do łóżka. To po pierwsze. Słyszałeś o tym, prawda? — spytał Percy, zauważając, dopiero powiedziawszy to, że zabrzmiał oschle.
Michael wyraźnie się speszył. Zdradziło go szybkie odwrócenie wzroku na fotel.
— Tak… Słyszałem. Nie będę tego robił na pewno. To znaczy… lubię też mężczyzn. Jestem biseksualny w ogóle. Ale wiem, że mam tego nie robić. Clay mówił, że niektórzy zaspokajali pana Johna, ale że to przeszłość.
— Właśnie. Dlatego najważniejsze, abyś nie pchał mu się do łóżka. A co do reszty… — Percy wsunął dłonie w kieszenie eleganckich spodni i wziął głęboki oddech. — Pan John nie lubi, kiedy mu się przeciwstawia. Musisz mu być wierny i zdawać sobie w pełni sprawę, że twoje życie zależy od niego. Wtedy on zadba o ciebie. To najlepszy układ.
Michael przytaknął i zaśmiał się krótko, jakby rozbawiony tym, co zamierzał powiedzieć.
— A… a czy mogę wyrażać swoje sugestie, jakich wolę klientów? Bo mam słabość do blondynek i nie lubię być z dominującymi mężczyznami.
— Może z czasem. Na razie musisz udowodnić, że ci zależy. — Percy wytłumaczył mu to jak dziecku, które zapomina, że nie powinno się wychodzić przed szereg. — Pan John jest bardzo zajętym człowiekiem, więc niepotrzebnie nie zawracaj mu głowy — dodał, mówiąc o tym z premedytacją, bo chciał, żeby ten czas był zajmowany w sporej mierze przez niego samego. — Rozmawiałeś już z panem K?
— Tylko chwilę. Pokazywał mi mój nowy pokój i całą rezydencję. Mówił też o wspólnych kolacjach i kto jaką pełni tu rolę. Wiele więcej się nie udało. Ach, powiedział, że pierwszego klienta będę miał pojutrze, ale wciąż nie wiem, kim jest — dodał z wyraźną tremą. Musiał nie być doświadczony w zarabianiu swoim ciałem.
— Pan K ma obowiązek w razie czego cię wysłuchać. A co do klientów… — Percy zamyślił się i skinął na niego dłonią. — Chodź. Znasz już może Petera? — spytał, kierując się z nowym chłopakiem do pokoju z grami, gdzie często przebywał wspomniany mężczyzna.
Michael ściągnął brwi, jakby się zastanawiał. Poszedł od razu u boku Percy’ego, wyglądając przy nim, jakby to młodszy mężczyzna był tu panem. Nie dało się inaczej, kiedy ten miał eleganckie ubrania, a sam ubrany był w t-shirt i jasne jeansy.
— Nie jestem pewien. Ktoś o tym imieniu chyba mi się przedstawiał, ale bardzo dużo was tu jest.
— Peter zajmuje się głównie męskim klientami. Jest w tym bardzo dobry i popularny. Da ci kilka wskazówek, jak zachować się przy kimś, kto w ogóle nie jest w twoim guście. Uwierz mi, da się przezwyciężyć przyzwyczajenia — dodał Percy, kiedy chłopak spojrzał na niego z niepewnością. To ostatnie mógł powiedzieć z własnego doświadczenia. Kiedyś nie akceptował gejów, potem bez szemrania asystował w ich seksie, aby na koniec być z jednym w monogamicznym związku.
— Mam nadzieję, że się przyzwyczaję — odpowiedział Michael z małą wiarą w głosie, chociaż na pewno wiedział, że w tym momencie była to jedyna możliwa opcja na przetrwanie.
Zresztą, Percy nie uważał, by trafiło mu się coś złego. Może i zarabianie swoim ciałem pozornie wydawało się haniebne, ale warunki życia u Johna Browna były wręcz luksusowe. Możliwe, że ten chłopak czegoś takiego nie miał nawet przed apokalipsą. Basen, najnowsze gry, dobre jedzenie, wygodny, własny pokój, opieka medyczna… Wszystko to było w jak najlepszym standardzie. A mimo to Percy kiedyś sprzeciwił się Johnowi. Był głupi.
— Jeśli miałbyś chwilę zwątpienia, to przyjdź do mnie. Porozmawiamy. Nikt z nas nie pragnął apokalipsy, jednak to, co teraz masz, to największe szczęście w tym nieszczęściu.
Już zbliżali się do pokoju z grami i słyszeli głośniejsze okrzyki. Na pewno nie był tam tylko Peter, ale pewnie też Clay, Sam i może kilku innych chłopaków, którzy lubili rywalizację.
— To nie tak, że ja tego nie doceniam — powiedział od razu Michael, rozglądając się wymownie po przedpokoju. Bo już on był bardzo elegancki. Widać było, że John lubił piękne obrazy. — Nie zrozum mnie źle. Chcę tu być, dlatego właśnie pytam… żeby na dzień dobry nie narobić sobie problemów i żeby pan John mnie… no, polubił.
Percy uśmiechnął się pod nosem. On tego na początku w ogóle nie pragnął. Teraz za to wręcz potrzebował, aby ich pan lubił go ponad wszystkimi innymi.
— Jeśli będziesz spełniał swoje zadania, to na pewno cię doceni — odparł życzliwie i po wejściu do pokoju gier podszedł do zgromadzonych. — W co gracie? — zagadał Claya, bo z nim miał najlepszy kontakt, a nie chciał im za bardzo przeszkadzać. W końcu nie był tu w swoim interesie.
Clay jak zwykle miał na głowie chustkę. Przydługie włosy wystawały mu spod niej. Zawsze zachowywał image buntowniczego chłopaka. Przez to inni niemal go nie poznali, kiedy ostatnio John zabrał ich do eleganckiej restauracji, wymagającej innego odzienia.
— Klasyka. Zawody w Pac-mana na czas. Kto przegra, robi każdemu lodzika — odpowiedział młody mężczyzna ze śmiechem, siedząc na czerwonym pufie ze stoperem w ręce.
Michael w tym czasie rozglądał się po całym pomieszczeniu. Jeśli pan Kelly pokazywał mu rezydencję, to na pewno tu był, ale wyglądał, jakby wcześniej dobrze się jej nie przyjrzał. Widać było, jak oczy mu błyszczały, kiedy dostrzegał kolejne konsole i stoliki do gier.
— Dobrze, że z wami nie gram — mruknął Percy z brakiem chęci do takich rozrywek. — Zresztą… co, jeśli przegrasz? — dopytał, kompletnie ignorując swojego towarzysza.
— Na razie mój czas jest na trzecim miejscu, więc już jest pewne, że nie przegram. — Clay wskazał na kartkę przyczepioną do ściany. Była tam narysowana tabelka i wypisane czasy wszystkich osób, które dotąd zdążyły zagrać. — Więc… zostanę nieskażony gejozą — dodał ze śmiechem.
Jeden z obserwujących grę mężczyzn prychnął pod nosem z drwiną.
— Poważnie, Clay? Nieskażony gejozą? Ale obciągnąć innemu kolesiowi to sobie dasz. To jest gejoza.
— Mają rację. — Percy nie zamierzał mu teraz pomagać. — Aż tak byłeś pewien swojego zwycięstwa?
— Mhm. Jestem dobry w Pac-mana. W ogóle chcesz się dołączyć? — Clay podał stoper innemu chłopakowi, skoro był w trakcie rozmowy z ulubieńcem pana domu. — A raczej… chcecie. Michael, nie? — dodał do nowego chłopaka.
Ten od razu pokiwał głową i wyciągnął do niego rękę.
— Tak, Michael. I jak coś, wolę popatrzeć.
— Przyłączy się — poprawił go Percy. W końcu po to go tu przyciągnął. — Zajmiecie się nim dobrze? — Zerknął na Petera, który właśnie odszedł od konsoli.
Ten obejrzał się niego i uniósł kciuk do góry.
— Jasne! Ogarniemy młodego. Siadaj, Mike!
Nowy chłopak zerknął na Percy’ego, po czym uśmiechnął się nieśmiało do reszty i zajął pierwsze wolne miejsce. Tymczasem Clay podszedł do kartki, chcąc zapisać czas kolejnego rywala. Przy tym obejrzał się na Percy’ego.
— Pozdrów pana Johna — rzucił i puścił mu oczko.
— Właśnie do niego idę. Postarajcie się, żeby Mike się zachowywał i żeby pan Brown nie musiał być rozczarowany. — Partner mężczyzny, o którym mówił, przestrzegł ich dość formalnie. Aby trochę to łagodzić, dodał, już wychodząc: — I pokonajcie Claya w dogrywce czy coś.
Chłopcy roześmiali się, a Clay tylko pomachał Percy’emu palcem jak niegrzecznemu dziecku. Kiedy Percy wychodził, słyszał za plecami przejawy radosnej atmosfery. Tak, życie u Johna Browna było zdecydowanie przyjemne. Pan domu dbał o ich rozrywki… teraz najpewniej samemu korzystając z przyjemności zapewnionej przez nowy ekspres do kawy.
Percy zapragnął trochę z tego skorzystać. Lubił kawę i w teorii bardziej mógł ją pić niż John. Pospiesznie pomaszerował do gabinetu, mając nadzieję, że mężczyzna jeszcze tam był.
Zapukał i wszedł do środka. Często tu przebywał, dlatego bardzo dobrze znał to pomieszczenie. Było tu wiele ciekawych książek i sprzyjająca czytaniu atmosfera. Nikt nie przeszkadzał, było cicho i wygodnie. Na środku stały dwie kanapy i stoliczek kawowy. Był drogi dywan, ciemne regały z książkami i duże okno wychodzące na miasto. A teraz, w tym wszystkim John. Stał przy jednym z regałów i właśnie odkładał książkę. On również ubierał się elegancko, choć obecnie nie miał na sobie marynarki, a jedynie ciemną koszulę i grafitowe spodnie w kant.
Słysząc nadejście gościa, obejrzał się.
— Dzień dobry, Per… — zaciął się wyraźnie — cy…
Młodszy mężczyzna widział, jak John na niego patrzy. Spojrzenie brązowych oczu od razu spoczęło na jego włosach, a potem obejrzało całą twarz, jakby John podziwiał, jak bardzo pasuje do niej ta fryzura. Wprawne oko Percy’ego zauważyło nawet, że wypuścił powietrze z cichym sapnięciem.
Uśmiechnął się w duchu. Nie pokazał jednak nic po sobie. Podszedł do Johna.
— Hm? — spytał, udając, że wcale nie był dziś u fryzjera i że nie wyczekiwał tej reakcji.
— Dobrze dziś wyglądasz — powiedział John, odwracając się do niego przodem i kładąc mu dłoń w pasie. Pocałował go delikatnie w policzek, nieustannie przyglądając się jego twarzy. — Powiedziałbym nawet, że urzekająco.
— Czyli podoba ci się. Poznajesz, co się zmieniło? — Percy sięgnął do kołnierzyka koszuli Johna, aby go poprawić.
— Fryzura. Przyciąłeś włosy. Są też odrobinę inaczej ułożone — odpowiedział wyższy mężczyzna. — Mm… Trudno oderwać wzrok.
— To dobrze. — Percy był zadowolony z uwagi. Przechylił lekko głowę i zaciągnął się zapachem Johna. — Już wypiłeś?
— Tak. Mamy nowy ekspres. Chcesz napić się kawy? Ja nie mogę drugiej, ale chętnie dotrzymam ci przy niej towarzystwa — zaoferował John, przesuwając dłoń z jego boku na plecy. Przy tym sam przysunął bliżej twarz i musnął wargami jego szczękę.
Percy chwilę się zastanowił. Czy powinien się podporządkować, czy jednak zachować trochę swojej heteroseksualności? Ale czym ona tak naprawdę była? Było to chyba zbyt egzystencjonalne pytanie na ten moment.
Odchylił głowę na bok i spojrzał granatowym oczami w oczy Johna.
— Z chęcią posmakuję twoich ust i kawy z nowego ekspresu.
Widział, jak działał na swojego pana. Widział, co z tym dostojnym mężczyzną robiły takie słowa. Może John był zbyt inteligentny, żeby dać się owinąć wokół palca, jeśli Percy by spróbował, ale… na pewno potrafiłby coś ugrać dzięki temu, jaką słabością Browna był.
— Zatem… — John sięgnął do jego policzka i tym razem musnął jego wargi — pozwól, że przygotuję ci kawę.
Percy uśmiechnął się do siebie, kiedy to usłyszał.
— Chętnie — niemalże zamruczał i oddał pocałunek, nim puścił starszego mężczyznę.
Po tym przeszedł na bok, aby zająć wygodną kanapę. Wybrał ją, a nie fotel, żeby John mógł do niego dołączyć.
Tymczasem mężczyzna podszedł do ekspresu, który stał na dużej komodzie. W niej znajdowały się również butelki wina, kieliszki i filiżanki do kawy. Jedną z nich wyciągnął i włączył ekspres. Taka sama filiżanka z kompletu stała na stoliku, już opróżniona.
— Jak ci mija dzień poza tym, że byłeś u fryzjera? — zainteresował się.
— Właśnie miałem nawiązać do Michaela — rzucił Percy, zakładając nogę na nogę i oglądając się na Johna przygotowującego kawę. Nie wyobrażał sobie, jak robi to dla innego swojego pracownika. To zwykle John był obsługiwany.
— Mówisz o naszym nowym domowniku?
— Tak. Na razie chyba mu zależy, bo pytał mnie, jak sprawić, żebyś go polubił.
— To miłe — przyznał John. Nie dodał nic więcej, zanim kawa nie pojawiła się w filiżance. Dolał odrobiny mleka i wrócił do Percy’ego. Filiżankę postawił na stoliku przy mężczyźnie i usiadł u jego boku. — Proszę. A Michael, z tego co czytałem z jego „listu motywacyjnego”, nazwijmy to tak, nie ma doświadczenia. Pewnie dlatego denerwuje się tym, co o nim pomyślę.
— Zostawiłem go z Peterem i chłopakami na dole. Grali w Pac-mana, a przegrany miał robić loda reszcie. Jeśli przegra, to na pewno nabierze doświadczenia — mruknął i sięgnął do kawy.
Dla jego wyostrzonych zmysłów był to zastrzyk tysiąca doznań. Czuł, jakby cała historia tej kawy na raz w niego uderzyła. Lubił ten element bycia dzikim. Był chyba jedynym, jaki naprawdę był czymś pozytywnym. Reszta… Nad resztą starał się panować, ale przypuszczał, że nad popędem nie musiał, skoro chciał być z Johnem. W końcu, gdyby nie zwierzęce żądze, jakie nim kierowały, pewnie nigdy nie byłby w stanie być z mężczyzną tak erotycznie, jak był.
— Zresztą, czemu go wziąłeś bez doświadczenia? To dlatego, że jest ładny? Podoba ci się?
John założył nogę na nogę i odpowiedział:
— Między innymi dlatego, że jest ładny. Pewien znajomy z księgarni, w której czasem kupuję książki, wspomniał, że dał schronienie chłopakowi żyjącemu na ulicy. Samuel, właściciel księgarni, wie, że prowadzę dom rozkoszy. Zapytał, czy nie chciałbym go przygarnąć, bo jego nie stać na utrzymanie chorego. Dlatego spotkałem się z Michaelem. — Wyciągnął rękę i dotknął swoimi szczupłymi palcami miękkich włosów Percy’ego. — Rzeczywiście okazał się atrakcyjny, a do tego biseksualny, co również jest plusem.
Percy napił się kawy, czując przyjemne ciarki, kiedy John bawił się jego włosami.
— Więc po prostu ci się spodobał? — dopytał krótko, bez pretensji w głosie. Jednocześnie myślał o tym, jak to musi być, kiedy wszyscy pragną czyjejś uwagi i mogło się mieć każdego. To niewątpliwie musiało mieć coś w sobie.
— Tak. Upraszczając to, tak, spodobał mi się. Ostatnio Sam wspominał, że Michael zwierzał mu się, jaki typ osób lubi w łóżku — dodał John, popatrując na jego przystojną twarz i przesuwając między palcami kosmyki włosów. — Mam przez to pewną… przewrotną myśl, choć nie wiem, czy odpowiednią.
— Jaką? — Percy chciał wiedzieć. Zależało mu na tym, aby być najbliżej Johna ze wszystkich.
— Podobno nie lubi być zdominowany. Myślałem więc, czy wplątać go w sytuację, w której któryś z naszych chłopców nad nim dominuje, żeby sprawdzić jego oddanie. Zobaczyć, czy jest w stanie poświęcić się dla pracy i mieszkania w tym domu — wyjaśnił John spokojnym głosem, chociaż Percy widział w jego oczach brak jeszcze pełnego przekonania do tego pomysłu. Może inni tego nie dostrzegali, ale on już dobrze rozumiał i znał mimikę Johna. Spędzał z nim najwięcej czasu. Do tego obaj przeżyli bardzo trudne chwilę, kiedy ich życia były narażone. To mocno ich zżyło.
— Jak mówiłem, bardzo chce ci się przypodobać. Myślę, że po prostu seks w pasywnej roli by zniósł. Pytanie tylko, jak by się przy tym zachowywał, bo dmuchana lala nigdy nie stawia oporu, a jakoś mało kogo pociąga.
— Hm… — John zamyślił się i zapatrzył przy tym na regały przed sobą. Jego palce wciąż bezwiednie masowały kark Percy’ego. — Jak kawa?
— Doskonała. Czuć, że ekspres jej nie przepala, co jest bardzo dobre — odpowiedział Percy i wychylił się, aby odstawić filiżankę. Kiedy John spojrzał na niego, bo głowa mężczyzny uciekała mu spod dłoni, ten zbliżył się do niego i pocałował lekko w usta. — A może… nie tylko jeden by go zdominował?
Powieki starszego mężczyzny zmrużyły się, kiedy ten przyjrzał się uważniej Percy’emu.
— No proszę… Ciekawy pomysł. Bycie zdominowanym nie jest szczególnie trudne, kiedy dzieje się to w obliczu jednej osoby. Co innego, kiedy inni patrzą.
— Nie powiedziałbym, że nie jest szczególnie trudne, ale chłopak jest biseksualny i ma być twoją dziwką, więc może masz rację — odparł Percy z wyrachowanym uśmiechem na swoich kształtnych ustach. — Zorganizować mu gang-bang? Chcesz popatrzeć, jak go biorą?
— A ty? — John objął go w pasie i pomasował delikatnie. — Patrzyłbyś ze mną?
— Nie pozwoliłbym ci być tam samemu. Jeszcze zechciałbyś dołączyć.
Na ustach starszego mężczyzny pojawił się delikatny uśmiech.
— Więc obaj będziemy oglądać — postanowił. Percy nic nie odpowiedział, bo widział, że John chce jeszcze coś dodać, ale nad tym myślał. — Chciałbyś… żeby jakaś dziewczyna w tym uczestniczyła?
Młodszy mężczyzna zwilżył wargi językiem. Chciał.
— Przyznam, że byłoby to miłe. Dla mnie ciekawsze do oglądania. Ale możemy to przedyskutować.
— Nie będę miał z tym problemu. Napatrzyłem się na seks heteroseksualny, a nawet lesbijski w tym domu. Może więc być jedna bądź dwie dziewczyny. Michael na pewno to doceni, skoro jest biseksualny.
Percy uśmiechnął się. Był w związku z mężczyzną, ale nadal lubił kobiece kształty.
— Mmmm… W takim razie zorganizuję to z panem Kellym — podsumował i wychylił się, aby powąchać i pocałować skórę na szyi Johna.
Ten od razu odchylił głowę i poruszył dłonią po plecach Percy’ego. Kamizelka, którą ten nosił, miała przyjemny w dotyku materiał, choć wolałby poczuć skórę.
— Dobrze… Mm, Percy — szepnął. — Jesteś dziś szczególnie czuły.
— Może dlatego, że jestem zazdrosny — odparł z pełną premedytacją. Chciał być szczery z Johnem. Dlatego jeszcze raz go pocałował i dopiero wstał z kanapy, aby pójść przygotować Michaelowi „gorące powitanie”, a także podejść do Susan, skoro prosiła go o pomoc.
Kiedy podchodził do drzwi, nie usłyszał odpowiedzi Johna. Ten jednak uśmiechnął się do siebie delikatnie, czując się mile połechtany takim wyznaniem. Zabiegał o względy Percy’ego i kiedy już byli oddanymi sobie partnerami, czuł się, jakby wygrał coś cennego. Ale do tego wszystkiego, przejawy takiej zażyłości i bliskości jak ta sprzed chwili, jeszcze bardziej go uszczęśliwiały.

***

— … i tym sposobem będę dziś oglądał orgię w salonie u Johna. — Percy skończył opowiadać Susan.
Siedział z nią w ich wspólnym gabinecie po tym, jak już udało się im uporać z księgowością oraz przekazał wszystkie plany na wieczór lokajowi, aby ten wszystko zaaranżował. Pozwolił mu też wybrać dziewczyny, jakie miały wziąć w tym udział. Można było samemu się zgłosić, ale nie był pewien, czy ktoś się na to będzie pisał. Chociaż kto wie? Nic nie zakładał.
Kazał też uprzedzić Michaela o zadbaniu o higienę. Wszyscy chłopcy mieszkający u Johna wiedzieli, że przed każdym stosunkiem muszą o siebie zadbać. Zresztą, Percy kiedyś sam asystował przy lewatywie. Ale nie był pewien, czy Michael został we wszystko wdrożony. Choć na pewno pan K mówił mu, że miał się zabezpieczać z klientami. W seksie z chłopakami z domu nie musiał, bo badali się regularnie.
— Brzmi ciekawie. Mam nadzieję, że Michael się w tym odnajdzie — odpowiedziała Susan, drukując kolejne pliki, przez co zerkała na rozmówcę tylko od czasu do czasu. — Clay mówił, że jest zestresowany.
— Już z nim o tym rozmawiałaś? Szybcy jesteście. — Percy uśmiechnął się bokiem ust. Trochę pobłażliwie, a trochę po to, aby wyciągnąć więcej od współpracownicy.
— Clay wpada do mnie przynajmniej raz na godzinę. Dziwisz się? — Susan obejrzała się na niego z uśmiechem.
Jak zawsze miło obserwowało się ją przy pracy. Tak jak Percy, tak i ona starała się schludnie wyglądać. Zupełnie, jakby była sekretarką w wielkim biurowcu u znanego milionera, a nie pracowała nad rachunkami i zamówieniami różnych produktów w burdelu. Percy lubił z nią pracować, bo była spokojna i wyważona. Zresztą w tym domu chyba z nią najlepiej dogadywał się na stopie przyjacielskiej.
— W sumie nie. Ale lubisz to? To, że tak o ciebie zabiega? — spytał, chcąc w głębi duszy porównać się do tej dziewczyny.
Susan zaśmiała się ze skrępowaniem i podjechała na biurowym fotelu do drukarki. Wyciągnęła pliki i zaczęła je sprawdzać.
— Trochę… — przyznała dość nieśmiało. — To miłe, że tak się stara. Nie mam wiele okazji, żeby rozmawiać z panem Johnem, mimo że często mi mówi, że docenia to, co robię. Ale Clay… Clay często mnie chwali. Czasem nawet miło, kiedy zauważy, że mam inny makijaż.
Percy zaśmiał się i aż musiał zamknąć usta, bo wydało mu się to nietaktowne.
— Wybacz. — Chichotał dalej, kompletnie nie w swoim stylu.
Dziewczyna aż na niego spojrzenia, zostawiając sprawdzanie druków.
— Co…?
— Nic, nic. — Percy wziął głęboki oddech, zaczynając się uspakajać. — Nic, naprawdę. Po prostu John dziś zauważył, że byłem u fryzjera.
I na twarzy jego rozmówczyni odmalowało się zrozumienie. Uśmiechnęła się szerzej.
— To miłe, prawda? Podobało mu się?
— Tak — odpowiedział jednocześnie na oba pytania. — To naprawdę przyjemne być dla kogoś ważnym. Chyba zaczynam się od tego uzależniać. I nie wiem już, czy chcę, aby John jednak oglądał ten gang-bang. Trochę niedorzeczne.
Dziewczyna od razu pokręciła głową.
— Myślę, że nie masz się czym przejmować. Będziecie obok siebie, nieuczestniczący w tym. Pan John nie dotknie chłopaków, skoro tak ustaliliście. Zresztą… Percy, on uwielbia tylko ciebie.
Młody mężczyzna to wiedział. John był zakochany właśnie w nim. Przyjemnie łechtało to jego dumę.
— Masz rację. W razie co, przypilnuję go — zapewnił, czując, że przed tym gang-bangiem też powinien się przygotować, bo nie skończą z Johnem tylko na oglądaniu. W tej chwili nie miał nic przeciwko temu.
Wiedział, gdzie mają to robić. Mały salonik na piętrze miał być tego dnia zarezerwowany tylko dla nich: piątki chłopców i dwóch dziewcząt. Miał być oczywiście Michael, Peter, Louis, Kevin, Sam i Rob. A on wciąż nie wiedział, jakie dziewczyny się pojawią. Wiedział za to, że do czasu zaplanowanego gang-bangu miał jakieś dwie godziny, więc jeśli chciał się przygotować, to powinien już się zbierać.
— W każdym razie miłej zabawy — odpowiedziała Susan z uśmiechem. Po czym zaśmiała się do siebie i wsadziła dokumenty do teczki. — Ja dawno nie… wiesz, nie kochałam się z nikim.
— Clay na pewno by się ucieszył, jakbyś mu pozwoliła — odpowiedział, wstając ze swojego miejsca. Cmoknął dziewczynę w policzek na do zobaczenia. — Chyba tylko o tym marzy. Ale nie spiesz się. Nie chodzi w końcu tylko o seks. Naprawdę — dodał poważnie i puścił jej oczko. Gdyby chodziło tylko o seks, nie mógłby być z Johnem.
— Tak. Dlatego czekam — przyznała Susan z westchnieniem i poprawiła kucyk. Musiała jeszcze zamówić prezerwatywy i lubrykanty, bo się kończyły. — Miłego wieczoru. Nie bądźcie za głośno — zażartowała.
— Nie liczyłbym na to. — Percy zaśmiał się pod nosem, ponownie się pożegnał i wyszedł, aby przygotować się na wieczór. Miał podskórną nadzieję, że jednak Michael nie spodoba się za bardzo Johnowi.

***

Salon został odpowiednio przygotowany. Może z początku Percy spodziewał się, że będzie tu wiele czerwieni, ale wcale tak się nie stało. Przeważał granat. To właśnie w takim kolorze zasłony zostały zawieszone na karniszach. Teraz w całości zasłaniały okiennice. Trzy stojące lampki paliły się, dając blade światło. Stół zwykle stojący na środku został wyniesiony, a na miejsce starego dywanu, położony nowy, w kolorze srebra. Czarne kanapy z jasnym drewnem stanowiącym ich nogi, odsunięto kawałek do tyłu. Na jednej z komódek ustawione zostały różne… przedmioty. Były tam dwie butelki lubrykantu, ale także kajdanki, knebel i pejcz.
Percy przyglądał się temu z zaciekawieniem. W pokoju już był Peter i Rob, rozmawiali o czymś. Nie podsłuchiwał, lecz fakt, że Rob był tylko w bokserkach i cienkim szlafroczku na ramionach, świadczył o tym, że żywo chciał się zaangażować w tę zabawę.
— Jeszcze wszystkich nie ma. John przyjdzie dopiero za kilka minut, ale przekazał, że możecie zaczynać bez niego, jakby co. — Percy podszedł do nich. Przyniósł ze sobą wino i dwa kieliszki. Był już bez kamizelki, ale nadal bardzo elegancki.
Peter, który jeszcze miał na sobie spodnie, choć klatkę piersiową nagą, pokiwał głową.
— Spoko. Jakaś lajtowa gra wstępna dobrze zrobi nowemu. Zaraz powinien być — odpowiedział.
Percy czuł, że miał jakieś całkiem ładne perfumy. Chyba też dzisiaj się depilował, bo był cały gładki. Włosy miał spięte byle jak w krótkiego koka.
— Dobrze. A jak przebiegły zawody w pac-mana? — jeszcze spytał, kiedy do salonu weszły kolejne trzy osoby.
Dwie dziewczyny i Louis. Brunetka, która też musiała być całkiem nowa, bo Percy wiedział tylko, że ma na imię Eveline, oraz ruda Tris. Były w podobnym wieku. Młodsze od niego o jakieś dwa, trzy lata. Obie bardzo ładne. Eveline miała pokaźne piersi, które już teraz dobrze widział, ponieważ zasłonięte były jedynie koronkowym, przezroczystym biustonoszem. Tris też była w samej bieliźnie, bo chwilę wcześniej przy drzwiach zostawiła szlafrok. Obie uśmiechnęły się krótko do Percy’ego.
— Sam przegrał. Pewnie dlatego się spóźnia, bo jadł kolację chyba godzinę. Nie mógł ruszać ustami — odpowiedział Rob ze śmiechem. — Zrobił sześć lodzików.
— Zdolny chłopak — dodał Peter z rozbawieniem.
— I zgodził się teraz na zbiorówkę? — Percy zdziwił się.
Kiedy dziewczyny podeszły, przywitał się z każdą z nich całusem w policzek. Pochwalił też, jak wyglądają. Z Tris całkiem nieźle się znał. Lubili się i dogadywali. Ale obie dziewczyny wiedziały, że Percy już nie był dostępny.
— Tak, bo mówił, że skoro to Mike’a mamy dymać, to chce.
Peter nie dodał nic więcej, ponieważ do salonu wszedł już Sam i Michael. Ten pierwszy faktycznie miał nieźle zaczerwienione usta, ale i tak wyglądał na chętnego do zabawy. Zaczął szybko rozbierać się przy drzwiach, widząc, że wszyscy byli prawie nadzy. Michael za to miał na sobie szare dresy, chociaż także był bez koszulki. Popatrzył po wszystkich niepewnie i zatrzymał wzrok na w pełni ubranym Percym.
Ten zauważył jego zaskoczone spojrzenie i przeprosił Tris, z którą zdążył zamienić kilka słów, aby podejść do nowego chłopca Johna.
— Jak się miewasz? Podekscytowany? — spytał, mimo że od Susan wiedział, że był zdenerwowany.
Michael uśmiechnął się trochę wymuszenie.
— No… — odpowiedział, pocierając dłoń o dłoń i popatrując po całym wystroju. — To w ogóle taki… typowy rytuał dla każdej nowej osoby? — zapytał i zrobił większe oczy, kiedy Eveline podeszła do komody, wyciągnęła strap-ona i z pomocą koleżanki zaczęła go sobie przywiązywać do pasa.
— Pośrednio. — Percy uśmiechnął się. Wyróżniał się tu, chociaż był czas, że wcale tak nie było. A raczej nie był tym najbardziej elegancko ubranym, lecz tym najbardziej dziwkarsko. — Chciałeś się wdrożyć, czyż nie? Pan Brown pomyślał, że może ci to pomóc.
— Trochę szokowa pomoc na dzień dobry, ale… no, postaram się…
— Spoko, stary, masz tylko dobrze ciągnąć i dawać tej słodkiej dupci. To my tu pracujemy! — zawołał Sam i klepnął go w plecy tak mocno, że Michael niemal poleciał do przodu.
Sam zaśmiał się, a w tym czasie Peter puścił muzykę. Melodia raczej grająca w tle, nie narzucała się. Brzmiała trochę klubowo, chociaż w zdecydowanie łagodniejszym stopniu.
Wszyscy zaczęli się przygotowywać. Dziewczyny skończyły ze strap-onem, a Peter pozbył się szlafroka. Michael, idąc ich śladem, chciał rozebrać się do bielizny. Jak oni. Ale Rob pomachał mu palcem i skinął na bokserki.
— W dół.
Percy, który obok niego stał, nadal w koszuli z podwiniętymi rękawami i w eleganckich spodniach, został obdarzony pytającym spojrzeniem.
— Rób, co mówi — poparł Roba.
Mike wsunął kciuki za bieliznę, ale jeszcze spytał, nim ją ściągnął:
— A ty?
Ale na to Percy odpowiedzieć już nie zdążył. Rozległo się otwieranie drzwi, a kiedy wszyscy obejrzeli się w tamtą stronę, zobaczyli Johna Browna. Tak jak Percy, mężczyzna miał na sobie koszulę i eleganckie spodnie. Do tego oczywiście wypastowane buty. Zmierzył wszystkich spojrzeniem i uśmiechnął się oszczędnie.
— Dobry wieczór — przywitał się z nimi i podszedł do Percy’ego. Pocałował go w policzek. — Wszyscy gotowi?
— Na pewno wszyscy już są — odparł Percy, obejmując pana domu w pasie.
Spojrzał zamiast na niego, to na Mike’a, aby zobaczyć jego twarz. W końcu, jeśli dobrze odczytał jego pytanie, ten przed chwilą myślał, że był kimś takim jak on sam.
Wyglądało na to, że nikt nie powiedział mu, jaką rolę pełnił Percy, chociaż ktoś na pewno wspominał, że zajmował się między innymi finansami. Upewnił się w tym po jego minie, kiedy Michael niemal zbladł. Patrzył głupio na parę mężczyzn, nim Sam klepnął go w tyłek, popędzając go.
— No, rozbieraj się.
Tymczasem John zwrócił się do Percy’ego:
— Chodź, usiądziemy.
— Przyniosłem wino — odparł spokojnie Percy do swojego pana i partnera, przy tym starając się nie patrzeć triumfalnie na Michaela. Może i powinien czuć się paskudnie, ale nigdy nie uważał się za dobrego człowieka.
— Wspaniale.
Zajęli długą, czarną kanapę, przed którą na stoliku Percy rzeczywiście postawił wino i kieliszki. Kiedy on zabrał się za otwieranie, zebrani chłopcy i dwie dziewczyny rozmawiali ze sobą, śmiali się i już powoli dotykali, czekając na znak, aby zacząć. John każdego z osobna dokładnie obejrzał. Nawet kobiety. Był ciekaw, która bardziej podobała się Percy’emu.
— Podobają ci się? — zapytał więc, kiedy otrzymał kieliszek wina.
Ten zmierzył je podobnie jak John.
— Mhm. Lubię Tris, ale chyba bardziej podoba mi się Eveline. A tobie? — spytał, nie chcąc, aby tylko John słuchał o tym, która dziewczyna była w jego guście. Zresztą, teraz dalej nie patrzył na nie, lecz na Michaela, który nadal nie wychodził z szoku i chyba próbował wyegzekwować od kogokolwiek odpowiedź, czemu nie wiedział, że to właśnie Percy był „tym” ulubieńcem Johna Browna. Patrzył w ich kierunku nieustannie, mimo że już został ściągnięty na dywan i właśnie był obejmowany od tyłu przez Louisa, najstarszego z zebranych chłopaków. Dopiero kiedy ten ścisnął jego pośladek, obejrzał się na niego z niepewnością.
— Dziewczyny mnie nie pociągają, choć doceniam kształty Eveline — odpowiedział John, popijając wino. — Chłopców trudno mi ocenić, kiedy najpiękniejszy siedzi obok mnie.
Percy przysunął się do niego i stuknął w jego kieliszek. Przesunął usta do ucha Johna.
— Mike myślał, że będę im towarzyszyć. Popatrzyłbyś na mnie tam? Czy wolisz mieć mnie dla siebie?
— Oczywiście, że wolę cię dla siebie. Nie pozwoliłbym im cię dotykać. Mam nadzieję, że ktoś poinformował Michaela, że nie powinien próbować się do ciebie zbliżyć — odpowiedział John. Po tym zwrócił się głośniej do tematu ich rozmowy. — Michael. Uklęknij na dywanie.
To był jasny znak, że spektakl miał się zacząć, dlatego inni chłopcy od razu zbliżyli się do nowego.
Percy uśmiechnął się do siebie. Chyba już miał coś w sobie takiego, że lubił czuć się ważny, występować przed szereg i nie być jak inni. Okazywało się, że do tego nie trzeba było być całkiem wolnym człowiekiem, aby mieć tę wolność u boku Johna Browna.
Oparł się o niego lekko, trzymając nogi założone na siebie i kieliszek w zewnętrznej dłoni. Patrzył, jak Michael klęka i jeszcze raz spogląda na kanapę. Percy zastanawiał się, czy czuł się oszukany.
— Już się tak na nich nie patrz. — Tris podeszła od niego od przodu, ujęła za policzki i pocałowała.
Kilku chłopaków zagwizdało, a Michael chętnie odpowiedział na pocałunek. Wyciągał przy tym w górę głowę. A także rękę, która spoczęła na biodrze Tris. I szybko się od niej odsunęła, kiedy Eveline pacnęła jej wierzch końcem pejcza.
— Nie, nie, nie. Robisz wszystko, co chcemy i nic, na co ci nie pozwolimy — powiedziała.
— Na razie nie używasz rąk — dodał Peter i wskazał swoje bokserki. — Rozbierz nas bez używania ich.
Mike wyglądał na stremowanego. Był on, dwie dziewczyny i pięciu facetów. Powoli zaczynał czuć, że kolejnego dnia nie wstanie z łóżka. Uklęknął jednak wygodniej na miękkim dywanie, trzymając dłonie na udach oraz wychylił się zębami do najluźniejszych bokserek, które miał na sobie Louis.
Czuł na sobie wzrok pana domu i jego partnera. Wiedział, że patrzą, jak obsługuje tę dużą zgraję. Było to mocno stresujące, a on nie sądził, że pierwszym stosunkiem, jaki będzie musiał odbyć w pracy… będzie gang-bang. I to taki, w którym to on był w pasywnej roli.
Udało mu się ściągnąć zębami gumkę bokserek pod genitalia Louisa, kiedy poczuł, jak koniec pejcza przesuwa mu się wzdłuż kręgosłupa. Aż Eveline dotarła nim do jego pośladków. Jeden z nich mocno trzasnęła.
— Wypnij!
Chłopak mocno się spiął i obejrzał się na nią. Nie lubił być tak dominowany. W końcu to dziś mówił. Kiedy pan Brown go przyjmował, też o tym wspomniał. A teraz ewidentnie był zmuszany do podporządkowania się.
— No już, Mike. — Peter poczochrał go po włosach. — Jeśli chcesz tu być i dalej grać z nami w Pac-mana, to musisz się nauczyć bawić wieloma zabawkami.
Mike przełknął ślinę, czując się głupio. Ale życie na ulicy wcale nie było lepsze niż tu. Tam mógł każdego dnia zostać zestrzelonym. Tutaj miał pewność, że przeżyje. Musiał tylko na to zapracować.
Znów złapał zębami bokserki Louisa i pociągnął je w dół. A przy tym wypiął pośladki do Eveline, co ta od razu wykorzystała i mocno przesunęła bokiem pejcza po jego rowku.
— Gdybyś mógł, zrobiłbyś to z nią tak? — zapytał John, obserwujący całą scenę i spokojnie popijający wino.
— Czy dałbym się przelecieć dziewczynie ze sztucznym penisem? — spytał Percy, popijając wino i na razie nie czując żądzy, chociaż Rob już pocierał sobie krocze, oglądając to, co działo się obok niego.
Kevin i Sam postanowili wykorzystać fakt, że nie byli potrzebni i trochę od niechcenia się całowali.
— Tak, o to mi chodziło.
Percy zamyślił się nad tym.
— Nie wiem — odparł najpierw krótko. — Z jednej strony fakt, że to kobieta, jest kuszący, ale nie wiem, czy sztuczny penis jest czymś, co chciałbym mieć w sobie. Prawdziwy wydaje mi się przyjemniejszy, jak już coś. Z drugiej strony piersi… — Westchnął głęboko i napił się więcej wina.
John zaśmiał się cicho i przełożył kieliszek do drugiej dłoni. Tą od strony Percy’ego sięgnął do jego krocza i pomasował go delikatnie przez spodnie.
— Niestety w tym wypadku moja aparycja nie pomaga — powiedział i zerknął na to, co działo się na dywanie.
A działo się już więcej. Michael miał przed sobą zarówno cipkę Tris, jak i penisa Louisa. Mógł do wyboru lizać to jedno, to drugie. A że oboje siedzieli na podłodze przed nim, sam musiał wypinać się wysoko. Tam Peter masował jego pośladki i powoli przymierzał się, aby wsunąć w niego palce. Eveline nadal drażniła jego plecy, stojąc obok, już naga. Przesuwała końcówką pejczyka po jego kręgosłupie. Rob, całując się co chwilę z Peterem, pieścił penisa Mike’a, a Kevin i Sam dalej zajmowali się sobą. Lubrykant, który jeszcze niedawno stał na szafce, teraz był tuż obok.
Splecenie tylu ciał wyglądało naprawdę ciekawie. Można było tu dostrzec wiele kształtów i rozmiarów. Dwójka siedząca na kanapie co prawda widziała, że Mike nie bardzo umiał się w tym odnaleźć, ale równocześnie starał się. Wypinał pośladki do Petera i dawał z siebie wszystko, kiedy lizał krocza Tris i Louisa. Do czasu, aż jęknął z zaskoczeniem, kiedy dwa, mokre palce Petera niespodziewanie w niego weszły.
Percy zamoczył usta w winie, aby nie zaśmiać się z tego. Tak naprawdę nie powinien, bo sam gorzej reagował na to nie raz, ale i tak uśmiech wypłynął mu na usta. Wyobraził sobie, jak John robi to jemu.
— Chyba dawno nie miałeś? — spytał Peter Mike’a, który przez tę palcówkę na chwilę zapomniał o obsługiwaniu dwójki przed swoim nosem.
Michael zerknął na niego, a potem na Johna, jakby sprawdzał, czy naprawdę musi odpowiadać na jego pytania.
— No… tak… W sumie od apokalipsy — wydusił. — Oj Jezu, Jezu…! — wydyszał, kiedy Peter zgiął w nim palce niczym hak i pociągnął w górę.
— No już, unieś tyłek. Na wyprostowane nogi, ale buźka wciąż na dole — polecił Peter, najpewniej chcąc, żeby chłopak się wypiął.
Percy oglądał, jak ten wahał się, jak nogi mu drżały. Sam sięgnął do dłoni Johna, która wciąż była na jego kroczu. Nie zabrał jej, tylko przykrył i lekko ścisnął. Brał już nieznacznie głębsze oddechy, kiedy patrzył, jak chłopak przed nim się wstydzi, mimo że już miał w swoim życiu seks zarówno z kobietami, jak i mężczyznami.
Wreszcie Michael był wypięty. Podpierał się na przedramionach przy boku Louisa i ssał mu penisa. Całe jego stopy opierały się o dywan, nogi były wyprostowane, a tyłek zbereźnie wypięty do Petera. Zresztą… nie tylko Petera.
— Eeej, chcę zobaczyć! — zawołał Sam i razem z Kevinem zaszli nowego chłopaka od tyłu.
Pomacali sobie jego pośladki i podotykali szparki, a sam Michael był już czerwony jak burak.
— Jest słodki. Aż szkoda, że tego nie lubi, bo znalazłbym mu wielu klientów, którzy chcieliby go takiego wziąć — mruknął cicho John, nie odrywając spojrzenia od Michaela, ale przy tym wciąż uciskając penisa swojego partnera.
— Nie chcę ci przypominać, John, ale ja też wielu rzeczy swego czasu nie lubiłem — odparł Percy i dopił wino.
Zdjął dłoń mężczyzny ze swojego krocza, aby podać mu swój kieliszek i dolać im więcej wina. Starszy mężczyzna z żalem spojrzał na jego krocze. Już widział, że spodnie były trochę bardziej… wypchane.
— Masz rację. Zobaczymy, jak Michael się będzie w tym odnajdywał — powiedział.
A Mike na razie próbował zrobić dobrze Louisowi i Tris, starając się nie myśleć o tym, co działo się z jego tyłkiem. A działo się wiele. Teraz miał w sobie palce Sama zamiast Petera, bo każdy chciał poczuć, jak był ciasny. Co raz więc wchodziły w niego kolejne palce, a testowana dziurka opornie się otwierała.
Usłyszał, jak znów otwierany był żel. Poczuł, jak więcej znalazło się na jego dziurce. I jak jego zwieracz wydawał mlaszczące dźwięki, kiedy raz jedne palce, raz kolejne wsuwały się w niego i wysuwały. Czuł się jak na pokazie. Tym bardziej, że Percy, nadal schludnie ubrany, polewał Johnowi Brown wino do kieliszka, jakby byli na romantycznej kolacji, a nie oglądali, jak wszyscy tu chcieli go przerżnąć.
— Kurde, nieźle się zaciska. — Rob zaśmiał się i podążył do komody po kajdanki. Zakręcił nimi na palcu i skinął na resztę. — Utrudnimy mu to trochę?
Percy spojrzał na Johna pytająco, czy ten wyraża zgodę. Zresztą nie tylko on. Mike także popatrzył zagubionym wzrokiem na niego, a nawet nie na Roba, który zadał to pytanie. Zaraz jednak musiał przymknąć chociaż jedno oko, bo Louis klepnął go w policzek kutasem, aby nie zapominał, że nadal miał go ssać.
John za to wyciągnął dłoń w zapraszającym geście, jakby mówił „nie krępujcie się”. Rob więc uśmiechnął się szerzej i podszedł do Michaela. Sprowadził go na kolana, po czym wykręcił mu ręce do tyłu i zapiął na nich kajdanki. Przez to Mike wylądował całą twarzą w kroczu Louisa.
— Okej, moja kolei — postanowiła Tris.
Złapała nowego chłopaka za włosy i dosłownie wcisnęła sobie jego twarz w krocze.
John od razu zerknął na Percy’ego, ciekaw, czy temu się to spodobało. Ten lekko się uśmiechnął, dając jej znak, że docenia to, co robił. To w końcu bardziej go kręciło, niż kiedy Michael robił lodzika.
Znów z kieliszkiem w jednej ręce przełożył dłoń Johna na swoje krocze. Aż poczuł ciarki na ciele. A John z zadowoleniem wznowi masowanie jego krocza. Także popijał przy tym wino, samemu czując się lekko pobudzonym. Podobało mu się to, na co patrzył. Lubił dużego penisa Louisa i okrągłe pośladki Petera. Rozgrzewało go, kiedy widział, jak Sam kciukami rozchyla pośladki Michaela, a Rob z góry wylewa żel prosto na dziurkę. Kiedy ta się zamknęła, Sam wsunął w nią kciuki i mocno rozwarł na boki. Musiał używać do tego trochę siły, ale Rob dzięki temu mógł spokojnie napełnić ją lubrykantem.
— Ja pierdo… lę! — jęknął Michael, odrywając się od mokrej cipki Tris. Był dosłownie czerwony na twarzy. Choć długo nie dało się jej oglądać, bo Eveline stanęła nad nim, położyła mu dłoń na głowie i wcisnęła mu twarz z powrotem w krocze koleżanki. Tak mocno, że ten aż dusił się jej ciałem.
Michael stęknął całkiem wysoko, ale spróbował wykonać swoje zadanie najlepiej, jak mógł. Lizał więc cipkę swojej koleżanki z pracy. Była soczysta. Mógł mieć pewność, że dziewczyna, mimo że trochę tu pracowała, całkiem zdrowo podchodziła do zawodu i nie musiała do przesady używać lubrykantów, bo sama sporo produkowała.
— Dobrze, jedz ją. Och tak… — zajęczała, przygryzając usta z przyjemności.
Dziewczyny zabawiały się z głową Michaela, za to z drugiej jego strony zabawę mieli chłopcy. Właśnie kontemplowali, czy zwieracz był już wystarczająco na nich otwarty. Dotykali go, wkładali palce, a Rob polizał go nawet kilka razy.
Mike przy tym wszystkim wydawał niekontrolowane dźwięki, a John czuł się bardziej rozgrzany. Pod palcami zresztą też wyczuwał, że Percy miał się całkiem dobrze. Dlatego na moment odwrócił spojrzenie od tego, co działo się na dywanie, żeby następnie rozpiąć pasek spodni swojego partnera. Po tym wsunął palce w bieliznę Percy’ego i dotknął ciepłego członka.
Percy spojrzał na pana domu i nieznacznie przygryzł usta.
— Jeszcze nie zdążyli w niego wejść, a twoja ręka już podążyła w moją bieliznę. Szybko ci idzie — wyszeptał mu do ucha.
— Trudno mi być bezczynnym, kiedy siedzisz obok, a ja się podniecam — odpowiedział John, przekręcając głowę i łapiąc jego wargi w delikatnym pocałunku. Jego palce również nie były nachalne, a jedynie dotykały go i masowały.
Percy odpowiedział na pocałunek. W końcu nie chodziło tylko o to, aby popatrzeć, jak ktoś się pieprzy. To niemalże mogli mieć na co dzień. Bardziej chodziło o pokazanie Michaelowi miejsca w szeregu. A oni mogli na chwilę zająć się sobą.
Dopiero kiedy odsunął się od ust Johna, mógł spojrzeć na Michaela. Ten właśnie odwracał od niego wzrok, bo został podciągnięty do góry. Mógł stanąć na równe nogi. Kevin objął go w pasie i przytulił do siebie. Przy tym sięgnął za jego ciało i rozwarł mu pośladki. Widać było po twarzy Michaela, że spodziewał się tego, co miało nadejść i że mocno się tym stresował. Ale Peter, który właśnie zaczął na niego napierać, nie robił tego gwałtownie. Wsuwał w niego swojego penisa ze skupieniem, kiedy pozostali patrzyli.
I kiedy pierwsze stęknięcie wydobyło się z ust nowego chłopaka, Kevin trochę uciszył go swoimi ustami. W końcu Peter może nie miał takiego jak Louis, ale też nie miał małego penisa. Miał za to spore doświadczenie i Mike już o tym wiedział. W końcu to do niego przyprowadził go Percy. Percy, który nie był tylko jakimś księgowym, jak wcześniej myślał, a cholernym ulubieńcem ich pana. Kimś, kto zabrał go i przywłaszczył sobie na wyłączność. Że też wcześniej nie wiedział.
Teraz już był pewien, że musiał uważać przy nim na słowa. Cieszył się, że nie zdążył powiedzieć nic złego, co mogłoby pójść dalej do Johna Browna. Z jakiegoś powodu miał wrażenie, że Percy Thornton nie miałby wyrzutów sumienia, by przyczynić się do pozbycia się go, jeśli uznałby, że nie pasuje do tego domu.
Peter powoli posuwał nowego chłopaka, a pozostali dotykali się, obserwując to. Każdy był coraz bardziej napalony. John za to czerpał równie wiele przyjemności z patrzenia na ten zbiorowy seks, co z obserwowania zmieniającej się twarzy Percy’ego. Bo od kiedy wszystko się zaczęło, ta nabrała rumianych kolorów, zaś usta musiały być rozchylone, by młody mężczyzna mógł głębiej oddychać.
Może wirus nie był czymś, za co powinien być wdzięczny, ale tak naprawdę tylko dzięki niemu miał szansę teraz być tak blisko i intymnie z Percym. W końcu kiedy tu trafił, był niemalże wojującym heteroseksualistą.
— Patrz też na nich, bo pomyślą, że są ci obojętni — wyszeptał młodszy mężczyzna, odwracając się bardziej przodem do Johna i znowu wąchając jego szyję.
Ten odchylił głowę i westchnął głęboko. Na moment przymknął oczy, bo dotyk miękkich warg Percy’ego był jak najdelikatniejsze i najcudowniejsze muśnięcie. Po chwili jednak rzeczywiście uchylił powieki, żeby móc oglądać swoich podopiecznych. Zresztą… ci zerkali w jego stronę, chcąc mu się przypodobać i upewnić, czy spełniali jego oczekiwania.
Po Peterze za tyłek Mike’a wziął się Louis. Teraz nowy chłopak głośniej pojękiwał. Zaś Kevin odsunął się do niego, bo Eveline chciała klęknąć i obciągnąć Michaelowi. Do niej przyłączył się Rob. Percy nie czuł, aby chłopak w jakikolwiek sposób był w jego guście. Nawet jeśli był dość delikatny. Miał zresztą chyba najładniejszą twarz ze wszystkich tu, jego zdaniem. Dlatego nawet sam uważał, że z kutasem przy ustach było mu do twarzy.
Lizali i ssali penisa oraz jądra Michaela, który co jakiś czas szarpał rękami, jakby chciał kogoś chwycić, a zapominał, że miał na nich zapięte kajdanki.
A John głośniej odetchnął, kiedy w tym wszystkim Peter, z wciąż śliskim od lubrykantu i twardym penisem, zbliżył się do boku Mike’a i ugryzł go w sutek. Michael jęknął głośno.
— Zaczyna mi się podobać, jak reaguje — rzucił właściciel domu rozkoszy i wyciągnął na wierzch penisa Percy’ego. Chciał już objąć go całą dłonią.
Percy za to wolałby, aby jego genitalia pozostały tylko dla oczu Johna, ale nie zaprotestował. Zamiast tego odstawił kieliszek obok nieopróżnionej butelki wina. Podsunął się jeszcze bliżej Johna, oparł jedno zgięte kolano o jego udo, a drugą nogę wyprostował. Objął go też ręką za kark i na barku wsparł brodę. Teraz tylko kątem oka patrzył na to, co działo się z Michaelem, który, mocno trzymany, i tak ledwo stał na nogach, w trakcie posuwania.
Jego śniade uda wyraźnie drżały, a on wydawał z siebie głośne dźwięki. Duży penis Louisa musiał wchodzić głęboko. Tym bardziej, że mężczyzna trzymał chłopaka za biodra i dociskał się do końca. Do czasu, aż nadeszła kolej następnego chętnego. Teraz Sam szarpnął Mike’a za kajdanki, tym samym odsuwając go od dziewczyny i Roba. Michael jęknął z wyrzutem, bo jego penis wskazywał na stan bliski spełnienia. Ale Sam miał dla niego inny plan. Sprowadził Michaela na plecy na dywan i… uniósł mu rozszerzone nogi do góry. Kiedy chłopak popatrzył na niego ze skrępowaniem i niepewnością, Sam tylko uśmiechnął się przewrotnie i wszedł w niego za jednym razem.
Chłopak krzyknął głośno, nie mogąc i chyba już nawet nie chcąc wstrzymywać głosu. Łzy pojawiły mu się w oczach i Percy całkiem dobrze go rozumiał. Czasami to, co robił z nim John, było tak uskrzydlające, ale i niespodziewane, że zapominał, jak powinien oddychać.
— Mm… — Usłyszał cichy pomruk od swojej lewej strony. John wyglądał na zadowolonego z tego, co oglądał. Na to wskazywały też jego spodnie i wyraźnie rysujący się pod nimi wzwód. Ale naraz, jakby wcale nie skupiał się na tym, co działo się na dywanie, przekręcił się do Percy’ego, puścił jego członek i złapawszy go za policzek, pocałował go mocno.
Młody mężczyzna, początkowo zaskoczony, teraz jęknął nisko, czując przyjemność, jaka płynęła z tej pieszczoty. Lubił ją jako jedną z tych, które nie znały płci i zawsze były miłym gestem ze strony Johna. Percy nie wybrzydzał, jeśli chodziło o pocałunki. O seks czasami tak, ale pocałunki… Tak, je szczególnie lubił. Oddał więc swojemu partnerowi i panu usta, samemu atakując jego.
— Percy… — szepnął John niskim, wyraźnie pełnym pożądania głosem. Nie puścił młodszego mężczyzny i wciąż patrzył mu w oczy, kiedy kawałek dalej Sam posuwał Michaela. — Nie jestem pewien, czy chcę tu i teraz doprowadzić cię do spełnienia i patrzeć, jak ci dobrze, czy schować twojego penisa i mieć cię tylko dla siebie, gdy stąd wyjdziemy.
Percy nie odpowiedział od razu. Najpierw jeszcze raz pocałował Johna, a dopiero po tym sięgnął dłonią do jego krocza. Pomasował mu penisa przez materiał spodni.
— Ja chcę cię tylko dla siebie — szepnął w końcu, a raczej wydyszał w usta starszego mężczyzny.
Ten przymknął powieki, jakby delektował się tym, co usłyszał. Na koniec wysunął język i delikatnie liznął dolną wargę swojej największej słabości w tym domu. Następnie cofnął się trochę. Na tyle, żeby schować penisa Percy’ego z powrotem do jego spodni.
— Zatem skończymy to w sypialni — uznał, mimo że w dłoni Percy czuł, że i on był mocno podniecony.
— Wchodzi coraz bardziej gładko, panie John! — zawołał Sam ze śmiechem. Właśnie opuszczał tyłek zgrzanego Michaela, żeby ustąpić miejsca Eveline wzbogaconej w strap-on.
Percy uśmiechnął się. Sam miał okazję kiedyś w czymś takim uczestniczyć i cóż… nadal lubił kobiety.
— Trochę zazdroszczę mu, że jest bi — wyszeptał do ucha Johna, nadal go obejmując i przytulając się do niego lekko.
Ten odpowiadał na to samo. Trzymał rękę na ramieniu Percy’ego i delikatnie masował mu je.
— Ja również żałuję, choć wciąż mam nadzieję, że dobrze się ze mną czujesz. Bo… — John mimo sytuacji, w której uczestniczyli, spojrzał znów czujniej na swojego partnera. — Nie okłamujesz mnie, kiedy coś cię obrzydza?
— Nie — odpowiedział Percy od razu i znów go pocałował. Żaden z chłopców, którzy teraz pieprzyli się przed nim, ani żaden z tych będących w domu, nie odważyłby się zrobić tego w tak dominujący sposób, jak zrobił to właśnie Percy. Przytrzymał sobie włosy swojego zdrowego i przyciągnął jego głowę bliżej swojej.
I bardzo skutecznie uciszył tym starszego mężczyznę, któremu nie w głowie były teraz dyskusje. Całkowicie oddał się temu pocałunkowi.
Tymczasem Michael, który kątem oka to zobaczył, zrobił większe oczy. Jego poglądy na to, co działo się w tej rezydencji, musiały się tego wieczoru diametralnie zmienić. A postać Percy’ego jako tak… ważnej dla Johna osoby, już teraz go prześladowała.
Kazano mu klęknąć na czworaka i wypiąć się. Zrobił to więc posłusznie.
— O… ostrożnie — wydusił szybko do Eveline, żeby nie myśleć o dwóch mężczyznach na kanapie, a skupić się na seksie. Który wcale nie był dla niego szczególnie łatwy z racji na jego upodobania.
— Jestem przecież ostrożna, słodziutki — odpowiedziała dziewczyna, na chwilę zatrzymując się i masując jego pośladki, aby zaraz trzasnąć otwartą w dłonią w jeden z nich.
Michael jęknął głośniej, niż chciał. Ponownie zrobił się całkiem czerwony na twarzy.
— Już nie męcz go, Eve. — Louis zwrócił się do dziewczyny i skinął na Kevina, aby klęknął przed Michaelem. — Chłopak musi się skupić na ciągnięciu. A kiedy będziesz go za mocno klepać, to jeszcze mu się zęby omskną — zażartował, za co dostał kuksańca w bok od tego, który miał zaraz włożyć penisa do ust posuwanego przez laskę chłopaka.
Michael, który w tym wszystkim czuł się jak bez możliwości wyrażenia swojego zdania, coraz mniej rozumiał, jak komuś mogło się to podobać. Z drugiej strony, co raz któryś z chłopaków czy Tris dotykali jego penisa i pieścili go, dlatego był rozpalony. Na to jeszcze wpływ miały duszące go penisy i sztuczny kutas w tyłku. Gotował się i pojękiwał żałośnie.
— Panie John! Możemy mu zwalić?! — zawołał rozbawiony Rob, kiedy znów sięgnął pod klęczącego Mike’a i podotykał jego mokrego członka.
— Nie. Chcę, żebyście się wszyscy na niego spuścili. Sam może na koniec sobie ulżyć, ale już po wszystkim — odpowiedział pan domu.
— Jasne, spoko. Jak pan sobie życzy — odpowiedział Rob.
A Mike, jakby mógł, spojrzałby teraz na Johna z rozczarowaniem. Poczuł się po tych słowach trochę jak zabawka dla nich wszystkich.
— Myślisz, że to dobre rozwiązanie? — Percy nie sprzeciwił się Johnowi otwarcie. Spytał go szeptem do ucha, kiedy Rob kucnął obok Eveline, aby popatrzeć, jak dildo wsuwa się w tyłek młodego chłopaka.
— Tak. Chcę patrzeć, jak sobie trzepie, leżąc na dywanie — odpowiedział John, widząc to oczami wyobraźni. — Nie chcę być dla niego surowy, ale to jest jako taki test. Jeśli po tym będzie chciał tu pracować… wynagrodzę mu to — dodał cicho, żeby Michael nie słyszał. Choć było małe prawdopodobieństwo, że usłyszy, bo sam coraz głośniej pojękiwał.
Zresztą nie tylko on. Reszta chłopców i druga dziewczyna też sprawiali sobie sporo przyjemności, czy to całując się, czy dotykając nawzajem, kiedy inni zabawiali się z Michaelem.
— Mmm… Może masz rację. To i tak lepsze niż narkotyki, aby go do ciebie przekonać — prychnął Percy uszczypliwie. I żeby to jeszcze podkreślić, lekko ugryzł ucho Johna. Był trochę nakręcony. Chciał, aby Tris mu obciągnęła, ale wystarczyło mu w sumie, że mógł patrzeć na jej piersi, kiedy zaciągał się niesamowicie na niego działającym zapachem swojego pana.
Dawno nie oglądał kobiet w takiej sytuacji. Od kiedy zajmował się finansami i biurokracją, nie miał fizycznie nic do czynienia z kontaktem klienta z pracownikiem. Zajmował się jedynie od czasu do czasu angażowaniem spotkań. Chociaż widok nagiej kobiety w tym domu nie był rzadkością.
— Czuję, że dzisiaj nie musiałbym cię do niczego namawiać — odpowiedział nisko John, chłonąc te wszystkie pieszczoty, które serwował mu Percy.
Na środku salonu za to coraz więcej uczestników gang-bangu zbliżało się do końca. Louis co raz odsuwał głowę Mike’a od swojego penisa, żeby nie dojść mu do gardła, tylko tak, jak chciał John — na jego ciało, równocześnie z innymi.
Dziewczyny przez chwilę zabawiały się same ze sobą, sprawiając, że Percy na dłużej się na nie zapatrywał. Kevin zresztą też wyglądał na zainteresowanego tym, co ze sobą robiły. Sam jednak skutecznie przypomniał mu, gdzie się znajduje, kiedy chwycił jego dłoń i objął nią swojego kutasa.
Wszyscy stali w kółku nad Michaelem. Ten w tej chwili klęczał nad Robem, zabawiającym się jego i swoim penisem. Wspólnie tworzyli gorącą, rozpaloną masę, której przyglądała się para na kanapie.
John cieszył się, że pozbył się krawata, bo było mu duszno. Jedyne, co w tym momencie miał ochotę zrobić… to pociągnąć Percy’ego za rękę i kochać się z nim gorączkowo. Zamiast tego obserwował, jak jego chłopcy i dwie dziewczyny korzystają z możliwości pieprzenia się z nowym. Michael ułożył się z wysiłkiem na dywanie i oddychał ciężko. Wyglądał, jakby był mocno zmęczony po odbytej pracy, chociaż wciąż jego penis błagał o spełnienie. Ale na razie… zacisnął powieki, bo chłopcy zaczęli masturbować się, gotowi skropić go swoją spermą.
John w końcu na to czekał, tego sobie zażyczył. Wszyscy mieli zamiar spełnić jego wolę. Stęknięcia i jęki nasiliły się, a Mike tylko czekał, aż poczuje pierwszy spust na swojej skórze. Dostał go od Sama. Ten, po przegranej w Pac-mana, nie miał spustu. Co innego ci, którzy spuścili się w jego usta. Kto był kolejny, już ani Percy, ani John nie pamiętali. Michael zresztą też nie, bo miał zamknięte oczy, kiedy klęczał z wciąż sztywnym penisem na dywanie, gdy wszyscy go otaczali.
Percy czuł, jak gorące palce Johna przesuwają się po jego skórze, gdy ten sięgnął za jego kołnierzyk. Był pewien, że mężczyzna jest rozpalony, choć znacznie łatwiej ukrywał swoją chęć spełnienia niż Michael. Bo ten, gdy tylko uchylił powieki i ze wstydem spojrzał na wszystkich, którzy go skropili, złapał się za kutasa i już bez pytania zaczął się szybko masturbować.
Percy patrzył na to przez chwilę. Aż nieszczególnie zainteresowany tym, jak jakiś młody chłopak dochodzi, znów sięgnął ustami do szyi Johna. Całował ją, kiedy jego palce zaczęły ostrożnie odpinać górny guzik koszuli pana domu.
— Podoba ci się? — spytał go do ucha, słysząc, jak Mike stęka, a reszta dyszy, czując już spełnienie.
— Tak… Choć przez to, co robisz, bardziej podoba mi się wizja czekającego nas w sypialni wieczoru… — odpowiedział John z lekką chrypką. Odchrząknął więc cicho i zwilżył wargi językiem. Odchylił też głowę na ust Percy’ego, czekając na moment, aż Michael strzeli.
Percy skubnął go w szyję.
— Nie chcesz jego? — spytał, chcąc usłyszeć, jak dla Johna jest numerem jeden. Nawet, kiedy jego ciało rozpalał widok chłopca, który mógł być jego, jeśli tylko skinąłby na niego palcem.
— Nie. Pragnę tylko ciebie. — John odwrócił do niego twarz i pocałował go z całą namiętnością, którą teraz czuł.
A dla Percy’ego nie mogło być lepszego dowodu na oddanie Johna niż to, że ten wciąż go całował i to na niego patrzył, mimo że na pewno teraz słyszał, jak Michael właśnie dochodził. Bo oto rozległ się jego błogi jęk, a z penisa wreszcie wystrzeliła sperma.
Młody mężczyzna zignorował całkiem nowego podopiecznego Johna i oddał pocałunek, obejmując partnera za kark. Chyba swoistą przyjemność sprawiało mu to, że był tym jedynym. Tym wybranym.
— Chodź już do sypialni. I tak cię nie dostanie.
— Mm… Zatem chodźmy — szepnął John i jeszcze raz zakosztował miękkich warg tego niesamowicie przystojnego i eleganckiego mężczyzny, który potrafił sprawić, że tracił dla niego rozum.
Kiedy wstał i podziękowawszy chłopcom oraz dziewczynom za przyjemny wieczór, zapatrzył się na plecy wychodzącego Percy’ego, doszedł do wniosku, że był skończonym idiotą, chcąc oddać go Claudii Hobb. Że był głupi pozwalając innym się z nim pieprzyć. Że nie powinien go nie doceniać i próbować naginać pod siebie. Że chyba oszalał, zabierając go ze sobą do podejrzanej kliniki. Ale doszedł też do wniosku, że gdyby nie te wszystkie błędy po drodze… teraz nie byłby z Percym tak blisko. Nie miałby go przy sobie. Ostatecznie więc pogodzony ze swoimi złymi decyzjami, podążył za nim do windy, aby móc znaleźć się z nim w sypialni sam na sam. Zostawiając Michaela, swojego nowego chłopca do towarzystwa, razem z resztą jemu podobnych oraz z nowymi myślami. Wieloma nowymi myślami o tym, kim był John Brown oraz kim był dla niego Percy Thornton, skoro pan domu przez niego nie patrzył, jak dochodził dla jego przyjemności.

***

Percy jeszcze widział przed oczami kształtne piersi Tris i Eveline, ale bardziej obezwładniał go zapach, jaki czuł, kiedy całował szyję Johna Browna. Przycisnął go do ściany windy i nie dawał spokoju jego skórze. Aż usłyszeli ciche piknięcie obwieszczające, że już są na piętrze, gdzie znajdowała się rezydencja pana tego domu.
— Mmm… Chyba nie muszę namawiać cię, aby nie zwlekać? — Młodszy mężczyzna chwycił Johna za dłoń i pociągnął w stronę pokoi.
Na ustach Johna pojawił się lekki uśmiech. Dał się pociągnąć, jak wiedziony najsmakowitszym kąskiem.
Przeszli przez długi przedpokój i wkroczyli przez dwuskrzydłowe drzwi do apartamentu. Gdy zapalili światło, powitał ich widok luksusowego salonu, z którego na prawo przechodziło się do części sypialnianej, zaś na lewo do łazienki.
— Mój jedyny — szepnął John, kiedy zatrzasnęli za sobą drzwi, a on objął Percy’ego w talii i pocałował.
Percy zarzucił mu ramiona na szyję. Oddał pocałunek i wpasował się swoim ciałem w smukłe ciało Johna, wyginając się nieznacznie do tyłu.
— Mmm… Lubię, kiedy to mówisz. Ale poza tym, chyba też ci się podobało?
— Gang-bang? Oj tak… Wiesz, że pracują u nas sami atrakcyjni chłopcy i dziewczęta. A to, co robili, to niczym film pornograficzny na żywo — odpowiedział mężczyzna, przyglądając się jego przystojnej twarzy i wyciągając mu powoli koszulę ze spodni.
— Nie chcę niszczyć twojego postrzegania, ale brakowało temu tylko mianownika „film”. — Percy dawał się rozbierać, drocząc się z Johnem. Jego Johnem. Żaden z tych chłopaczków nie był tu teraz z nim i żadnemu John nie pozwoliłby się tak odzywać.
— Mam nadzieję, że nie masz mi za złe tego wieczoru… Szczególnie że sam wyszedłeś z propozycją zorganizowania takiego testu naszemu nowemu domownikowi — zauważył wymownie mężczyzna. A gdy koszula już była na zewnątrz, wsunął pod nią dłoń i delikatnie dotknął nagich pleców młodszego mężczyzny.
— Nie było tam samych słodkich chłopaczków, o których mógłbyś marzyć, więc oczywiście nie mam ci za złe. To było ciekawe doświadczenie. Tym bardziej, kiedy można je oglądać z boku, a nie w nim uczestniczyć.
John przez sekundę poważniej patrzył mu w oczy. Po tym zabrał dłonie z jego pleców i zaczął powoli rozpinać guziki jego koszuli.
— Nie będziesz już nigdy w czymś takim uczestniczył.
— Ty też — odpowiedział Percy, chociaż jak w ustach Johna była to obietnica, tak jego podopieczny mówił to raczej jako groźbę, zakaz dla kochanka. Kochanka, którego chciał na własność. ponownie go pocałował i w końcu chwycił za pasek spodni. — Chodź.
Johnowi udało się rozpiąć do końca koszulę młodszego mężczyzny, nim ten pociągnął go w stronę wielkiego łoża. Uściełanego stalowo-szarą pościelą, miękkiego i pachnącego.
— Nie pozwolisz mi się rozebrać, nim upadniemy na łóżko? — zapytał z delikatnym uśmiechem w kąciku ust.
— Nie — odpowiedział Percy krótko i zdecydowanie. Kiedy John jeszcze trzymał go opuszkami palców za skraj koszuli, pchnął go na łóżko. Odkąd wiedział, że mógł, pozwalał sobie na odrobinę dominacji. A raczej zwyczajnego wyrównania w ich związku.
Jakby nie patrzeć, wciąż był mężczyzną i wciąż miewał potrzeby okazania tego. Nie był bynajmniej jak Rob, który lubił się podkładać.
Kiedy patrzył, jak John reagował na jego gesty, przekonywał się, że wcale nie musiał mu do końca ulegać. Mężczyzna wyraźnie się podniecał, kiedy widział, jak Percy go chciał. Nawet teraz, kiedy został pchnięty i ułożony na plecach, widocznie przełknął ślinę, a jego jabłko Adama poruszyło się. Podparł się na łokciach.
— Drapieżnie…
Percy zmierzył go wzrokiem, rozsunął mu nogi na boki i oparł kolano pomiędzy nimi. Pomasował całą dłonią jego krocze.
— Śmiem twierdzić, że to lubisz — wymruczał i dopiero sięgnął do swojej koszuli, aby pozwolić oczom mężczyzny nacieszyć się widokiem.
Nie zaskoczyło go, że momentalnie brązowe oczy Johna podążyły po jego nagiej skórze, jakby ten samym wzrokiem chciał go popieścić. Przesuwały się powoli po każdym fragmencie niczym muśnięcia piórka. A zaraz za spojrzeniem pokierowała się dłoń mężczyzny i dotknęła żeber Percy’ego.
Te poruszyły się w odpowiedzi na dotyk. Młody mężczyzna dodatkowo westchnął nisko.
— Jakieś życzenia? — spytał, kiedy odrzucał na podłogę swoją elegancką koszulę.
— Skoro już mnie sprowadziłeś do tej pozycji… może w niej zechcesz się kochać? — zapytał John, rozkoszując się tym, co czuł. Dotykał go więc delikatnie i sunął palcami niżej, aż na pasek spodni.
Percy uniósł brwi z zaintrygowaniem. Zaraz jednak ukoił ducha Johna, posyłając mu uśmiech.
— Możemy spróbować — zgodził się i pochylił do niego, chcąc go pocałować. Tym samym zwalczył skok adrenaliny na myśl, że miałby ujeżdżać Johna.
Ten odpowiedział na pocałunek i rozpiął mu spodnie. A kiedy udało mu się obsunąć je niżej, wsunął obie dłonie na pośladki pod bieliznę Percy’ego i ścisnął.
Od razu usłyszał na swoich ustach zduszone stęknięcie. Percy zakręcił się na nim, klękając wygodniej po przesadzeniu jego ud. Już był nad jego biodrami i nie przerywał pocałunku.
To była bardzo subtelna i miła pieszczota w tym wszystkim. Tym bardziej, że John był w tym umiejętny i dobrze pachniał. Jego dłonie też sprawnie sobie radziły, kiedy powoli rozpalały pośladki młodszego mężczyzny stymulującym masażem. Palce co raz, ale nienachalnie przesuwały się bliżej rowka i go też głaskały.
— Zdejmę już spodnie — zaproponował w końcu Percy i na szybko cmoknął Johna, nim się z niego zsunął. Stanął przed nim na podłodze i skinął głową na jego ubranie. — Chyba nie zostajesz w tym?
— To ty naciskałeś, żeby najpierw się położyć — wypomniał mu John, ale zabrał się za rozbieranie. Usiadł i pozbył się najpierw koszuli.
Percy bardzo dobrze wiedział, że nie robił tego przy innych chłopcach. Nie lubił swoich blizn, dlatego to ukrywał. Ale przy nim nie miał takich obaw. Cenił to sobie. Tym bardziej, że John miał wszelkie podstawy, aby obawiać się dzikich, a Percy sam był dzikim. Na lekach, ale mężczyzna i tak widział go swego czasu w nie najlepszym stanie.
— Punkt dla ciebie. — Młodszy mężczyzna, kiedy był już nagi, sam sięgnął do spodni pana domu, aby mieć go już nagiego.
John więc ponownie upadł na plecy oraz wypiął biodra, pomagając w rozebraniu się. I tak jak Percy był już sztywny, tak i penis Johna wskazywał… zadowolenie.
Wyciągnął rękę do szafki przy łóżku i zupełnie na ślepo wymacał buteleczkę. Żel był bezzapachowy. Wcześniej korzystali z innego, lekko pachnącego, ale od kiedy Percy przyznał, że lubi zapach mężczyzny, John zmienił nawilżenie. Nie był przywiązany do starego na tyle, aby nawet sekundę rozważać, co woli. Czy zadowolenie Percy’ego, czy swój dotychczas ulubiony lubrykant.
— Chcę długo — zamruczał chory, kiedy znów wszedł na swojego pana, klękając nad jego biodrami. Nie obawiał się sprośnych słów. Mieszkał już dość długo w burdelu, aby być na nie znieczulony, lecz wolał się kochać niż pieprzyć z Johnem.
Ponownie poczuł przyjemny i łagodny dotyk na biodrze.
— Czego tylko pragniesz — odpowiedział mężczyzna.
Wycisnął lubrykant na palce i ostrożnie pomasował rowek Percy’ego. Kiedy poczuł maleńką dziurkę, przymknął powieki. Jej właściciel za to westchnął jakby z ulgą, ale też z lekkim podenerwowaniem. Zawsze John czuł, jak się spinał na początku, by później dać się ponieść swoim instynktom.
— John…
— To przyjemne — zapewnił go mężczyzna miękko, równie delikatnie pieszcząc z zewnątrz jego wejście. W tym względzie starał się nie być nachalnym. — Wiesz o tym.
— Wiem… Och… — Percy stęknął na koniec, a po jego ciele przeszedł dreszcz. Miał lekko przymknięte oczy i patrzył na tors Johna, aż w końcu zerknął na jego twarz. Widząc, jak ten na niego patrzy, uśmiechnął się. — Rumienię się?
Od razu zobaczył, jak oczy Johna zmrużyły się w uśmiechu.
— Och tak… I nie przestawaj. Jesteś piękny z pożądaniem na twarzy. Na rumianych policzkach, błyszczących oczach i mokrych wargach — odpowiedział, nie odwracając spojrzenia i równocześnie powoli wsuwając w niego jeden palec. Bardzo ostrożnie, uważając na każdy grymas na twarzy młodszego mężczyzny.
Percy sądził, że te słowa już były lekką przesadą, ale i tak miło mu było, że był takim numerem jeden w oczach Johna. Dlatego też spróbował się rozluźnić, aby przyjąć go bez zbędnego dyskomfortu.
Drugi mężczyzna musiał to poczuć, bo od razu bardziej zagłębił palec. A kiedy jedna ręka pracowała nad jego rozluźnieniem, druga sięgnęła do boku Percy’ego i podążyła w górę. Aż spoczęła na klatce piersiowej i uszczypnęła sutek. John z ochotą i ciekawością przy tym popatrywał na twarz kochanka. Ta się na chwilę spięła, brwi ściągnęły groźnie, ale Percy nie sprzeciwił się. Oblizał tylko usta w cholernie namiętny sposób, jak na gust Johna. Poprawił się też nad jego biodrami i sam potarł palcami klatkę piersiową swojego pana. A ten za każdym razem, gdy patrzył na swojego kochanka, nie dowierzał, jaki ten był seksowny. Czasami to było najlepszym określeniem. Ten niemożliwie przystojny, heteroseksualny mężczyzna klęczał teraz nad nim, pragnął go i w całej swojej okazałości pociągał. Jego męski seksapil sięgał zenitu.
— Daj mi namiastkę… Poruszaj się na palcach — poprosił, kiedy udało mu się zagłębić końcówkę drugiego palca w tej ciasnej, słodkiej dziureczce.
Percy znowu westchnął i wyrównał oddech.
— To, co czuję, naprawdę jest namiastką — odpowiedział nisko, po czym ostrożnie opuścił biodra, aby zaraz pokręcić nimi na boki. Tak, penis Johna był większy niż jego szczupłe palce, to było pewne. Ale te i tak popieściły go w bardzo specyficzny sposób.
Tego nigdy wcześniej nie próbował. I jakkolwiek wciąż seks analny był dla niego dziwnym doznaniem, to nie mógł powiedzieć, że masaż prostaty nie był przyjemny.
John nie odpowiedział, ale przyglądał mu się z podnieceniem i sam trochę poruszał palcami. Miękkość wnętrza Percy’ego i to ściskanie wzbudzały ciarki w jego ciele oraz stawiały włoski do pionu. Chciałby już zanurzyć tam swój członek. Jednak wiedział, że musiał na to jeszcze popracować swoimi pieszczotami. Jak może z chłopcami ze swojego burdelu mógł mieć seks często i szybko, tak z Percym było to coś zgoła innego. Nie tylko dlatego, że Percy nie miał aż tak często ochoty się kochać. Nie zawsze miał ochotę i często kończyli na wzajemnej masturbacji. Ale John godził się na to. W końcu zakochał się w heteroseksualnym mężczyźnie, nawet jeśli ten był pożerany przez zwierzęce rządze wywołane wirusem.
Gdy dał spokój jego sutkom, skierował dłoń z powrotem w dół i masował mu lewy pośladek. Był miękki i jędrny. Miło się go dotykało. A przy tym po chwili naparł trzecim palcem i poczuł, jak zwieracz mocniej się naciągał. Pomógł mu więc w tym i ostrożnie rozsunął palce.
Percy przymknął oczy, aby przyzwyczaić się do rozciągania. Uczucie było zawsze tak samo sensacyjne. Stęknął jeszcze raz, zakręcił biodrami i w końcu poczuł, jak John był w jego tyłku trzema palcami.
— Mmmm… I tak czuję, jak jesteś sztywny — szepnął, bo faktycznie czuł zza sobą członek pana domu.
— Jak pewnie też myśli wielu chłopaków z domu, choć tego nie mówią, jestem też dość „stary”, żeby nie musieć od razu wsadzać penisa w pierwszą dziurę, jaka się nawinie, gdy tylko mi stanie — odpowiedział John. Był cierpliwy i opanowany. I wiedział, że będzie potrafił tak, jak chciał Percy. Długo.
— Na szczęście. Mike już wiele więcej by nie dał rady przyjąć. — Percy westchnął i wyprostował się bardziej, przez co palce w nim mocniej nacisnęły na jego zwieracz. Dał radę jednak sięgnąć do penisa Johna. — Zmieści się?
Starszy mężczyzna poruszył palcami, żeby wyczuć, ile ma miejsca i czy dziurka już dostatecznie poddawała się rozpychaniu. Wciąż była ciasna, lecz Percy’ego nie powinno boleć. John potrafił to ocenić, chociaż jego młody partner potrafił być wybredny.
— Myślę, że tak, ale nawilżę się bardziej na wszelki wypadek — powiedział i delikatnie wysunął palce. Następnie sięgnął po butelkę, a po chwili jego sztywny penis był mokry i śliski.
Percy klęczał nad nim i z trochę sceptyczną miną wobec tego, że w ogóle się zgodził, oparł się o klatkę piersiową Johna oraz ostrożnie, z jego pomocą naparł tyłkiem na członek. Od razu wypuścił głośno powietrze.
— Jest… och… inaczej.
John może chciałby robić to w półmroku, blasku świec albo lampki nocnej… ale cieszył się, że zostawili górne światło. Doskonale widział każdą reakcję swojego partnera. Jego grymasy, rumieńce i spięcia mięśni. To było nieziemskie w obserwacji.
— Mhm. Jest trochę więcej — przyznał John, oddychając powoli i spokojnie. Regulował oddech i chłonął całym sobą to, co dawał mu ciasny tyłek partnera.
— Chyba nie jest większy niż zwykle. To… mmm… — Percy przerwał w połowie zdania. Mocniej wsparł się na Johnie, pochylił głowę, uniósł biodra i spróbował jeszcze raz się nasunąć. — To pozycja. — Zaśmiał się nerwowo. — Jakbym… Nie, nie chcesz wiedzieć — wydyszał i dopiero na niego spojrzał. — Możesz usiąść?
— Oczywiście — zgodził się John i od razu spełnił prośbę. Usiadł i przytrzymał pośladki młodego mężczyzny. Teraz był bardzo blisko niego. Wykorzystał to i cmoknął go czule. — Chciałeś długo, więc nigdzie nie musimy się spieszyć.
Percy lekko zmarszczył nos. Nie skomentował, że marzył, jak już, o długiej palcówce, a nie penetracji. Mimo to i tak objął Johna za kark i oddał pocałunek, aby chwilę nie myśleć o gorącym, śliskim kutasie w jego tyłku, lecz o ustach i zapachu tego mężczyzny.
Ten jak zawsze trochę się niepokoił podczas seksu. Mimo że widział, jak Percy chciał tego i sam sięgał po bliskość, zawsze obawiał się nadejścia momentu, w którym mężczyzna się zbuntuje. Co prawda często słyszał od niego, że nie chce dzisiaj się kochać, że nie ma ochoty. Ale obawiał się, że usłyszy to… permanentnie. Równocześnie wiedział, że jeśli odnajdzie odpowiedni kąt, to Percy’emu będzie dobrze. Co jak co, ale analna penetracja potrafiła być bardzo przyjemna także dla heteroseksualnych mężczyzn.
Nie powiedział nic, tylko całował się z nim oraz pieścił dłońmi jego pośladki i boki. Biodrami na razie nie ruszał. Czekał, aż Percy sam uzna, że jest na to odpowiedni moment.
Chwilę to trwało, ale osładzały mu to pocałunki, jakie serwował jego ustom młodszy mężczyzna. Lubił się całować. Nawet jeśli seks mógł się między nimi pewnego dnia skończyć, tak czuł, że chociaż zostaną przy pocałunkach. Czasami panikował z niepokoju. Zwyczajnie zależało mu na tym mężczyźnie za bardzo.
— John. O czym myślisz? — Najwidoczniej też było to po nim widać.
Przez chwilę zastanawiał się, czy powinien skłamać, czy nie. Uznał jednak, że postawi na szczerość. Obiecali to sobie.
— O tym, że pewnego dni mnie odrzucisz — szepnął i musnął jego wargę wręcz ostrożnie, z pietyzmem.
— Teraz? Teraz o tym myślisz? — Percy zdziwił się.
— Teraz. Myślę o każdym błędzie, jaki mógłbym popełnić i który przekonałby cię do przerwania tego na dobre. To przecież ten moment, kiedy mogę coś zepsuć.
Młodszy mężczyzna prychnął pod nosem. Pocałował Johna i nie odrywając się od jego ust, ostrożnie, ale zdecydowanie opuścił niżej swoje biodra. Zamruczał, stęknął w pocałunek, lecz nie przerwał go, aż nie zabrakło mu oddechu.
— Nie zostawię cię bez ostrzeżenia. Obiecuję… och… że dam ci trochę czasu na poprawę — zamruczał, przerywając swoją wypowiedź na głębsze hausty powietrza.
Chciał pokazać Johnowi, że po tym, co przeszli, ot tak nie powie mu, że go nie chce. To była ich wspólna droga. Może nie zawsze zachowywał się fair w stosunku do mężczyzny i trochę wykorzystywał jego zauroczenie swoją osobą, ale już nigdy nie zamierzał być skończonym draniem, tak jak kiedyś, kiedy go zdradził.
Przez moment nie wiedział, czy swoimi słowami, czy opuszczeniem tyłka sprawił, że John zaniemówił. Bo nie usłyszał odpowiedzi od razu. Poczuł tylko, jak palce zacisnęły mu się mocniej na pośladkach, a usta Johna znów pragnęły więcej mokrych pieszczot. Aż wreszcie zagłębiony w nim mężczyzna się odezwał.
— Dobrze… A teraz… drżyj dla mnie — wydyszał i wcałowawszy mu się mocno w usta, docisnął jego biodra.
Percy krzyknął z rozkoszy i fal przyjemności, jakie przeszyły jego ciało. Zrobiło mu się w jednej chwili zimno, gorąco i poczuł się, jakby miał odlecieć. Zawarczał pod nosem, czując, jak jest wypełniony.
— Ooo… och, John — jęknął, zaciskając palce na jego ramionach i plecach, nie bacząc na szpecące je blizny. Głęboki wdech oraz ciepły i bezpieczny zapach jego pana znowu stworzyły z cielesną przyjemnością wybuchową mieszankę.
Starszy mężczyzna delektował się tym rozpaleniem. Pamiętał, jak Michael patrzył na Percy’ego. I był pewien, że w oczach chłopaka ten zawsze będzie dostojnym, opanowanym elegantem. Nigdy nie dowie się, jaki potrafi być gorący. Rozpalony. Drżący i namiętny.
Cieszył się tym widokiem, tą ciasnotą, którą czuł na swoim penisie. I trzymał przy sobie swój obiekt westchnień.
— Poruszaj się — zachęcił na wydechu, chcąc już zobaczyć, jak Percy nad nim podskakuje.
Ten jeszcze raz zawarczał, dając się ponieść instynktom. Poruszył się ostrożnie, mocno trzymając przy tym Johna. Całował go po twarzy, wąchał i ujeżdżał jego kutasa, jakby był jednym z chłopców do towarzystwa pana domu. Ale robił to dla niego i tylko dla niego, więc… wierzył, że jest to całkiem prawidłowe.
Nie liczyło się teraz, co po gang-bangu robili pozostali. Może rozmawiali o tym, co teraz działo się w sypialni Johna. Może dywagowali, jak się kochają, a może wyjaśniali wreszcie Michaelowi, że Percy i John są partnerami. Ale nie było to ważne, a John nie zważał na to, czy jego podopieczni uznają ich związek za w porządku czy nie. Dbał o nich i uważał, że powinni okazywać mu szacunek oraz nie wtrącać się w jego wybory. Zresztą… tak naprawdę najbardziej zależało mu na opinii Percy’ego. A kiedy widział, jak ten chciał i lubił przebywać w jego towarzystwie. Jak lubił z nim rozmawiać, wspólnie wychodzić i spędzać czas. Jak lubi się z nim kochać, tak jak teraz… Czuł się spełniony.
Po kilkunastu słodkich minutach jego partner też był spełniony, ale w bardziej fizycznym sensie. Percy miał piękny orgazm. Może John mówił o nim, jakby wszystko miał piękne, ale to, jak ten drżał i mruczał nisko, kiedy dochodził jak prawdziwy dziki, miało w sobie coś hipnotyzującego. Jak patrzył spod rzęs na tego, który dał mu tę rozkosz. W takich momentach John czuł się, jak ktoś naprawdę szczególny, posiadający w ramionach wielki skarb.
Objął mężczyznę w pasie i przytulił się do niego całym ciałem. Wcałował się w jego wydające niskie pomruki usta i sam spróbował żywiej zafalować biodrami. Wstrzymywał się wcześniej dla rozkoszy Percy’ego, ale teraz sam mógł popłynąć.
Młody mężczyzna bujał się jeszcze na jego penisie, rozluźniony i zadowolony ze spełnienia. Masował jego kark i plecy, postękując i czekając, aż będą mogli spleść się w jeden supeł, a on będzie miał okazję poczuć te różnice w zapachu Johna. Zależnie od jego humoru, zmęczenia i tego, czy był w nastroju na seks, czy był usatysfakcjonowany. Nie każdy dziki to czuł, ale Percy nie żałował, że to potrafił.
Mógł też dokładnie stwierdzić, kiedy nadchodziły ostatnie sekundy przed orgazmem Johna. Słyszał jego zawrotne bicie serca, aż w końcu poczuł, jak ten dochodzi. Napełnił go swoim nasieniem i ścisnął ramionami jeszcze mocniej. Przy tym schował twarz w szyi swojego chorego i stęknął nisko.
Czuł się cudownie. Wypompowany, spełniony i zupełnie bez sił.
Percy przytrzymał go przy sobie i poczekał, aż złapie oddech. Dopiero po tym uniósł się z niego i pocałował.
— Połóż się. Chcę jeszcze poleżeć — poprosił, zsuwając się na bok i jeszcze tylko pragnąc wytrzeć swoje pośladki, nim się w siebie wtulą. A raczej nim Percy przywłaszczy sobie Johna w całości.
Mężczyzna nie oponował. Opadł na pościel. Poza tym jedyne, co zrobił, to odłożył butelkę z lubrykantem do szuflady. Następnie już tylko wziął głęboki oddech i powiódł spojrzeniem za swoim młodszym partnerem.
Ten na chwilę wstał, aby się wytrzeć, zgasić światła i szczelniej zasłonić okna. Kiedy było ciemno, miał wrażenie, jakby wszystkie zapachy dodatkowo się nasilały. Po tym dopiero wrócił do Johna, który leżał zmęczony na łóżku. Wyciągnął spod niego pościel i położył się tak, aby być blisko i móc przytknąć nos do jego szyi.
— To było całkiem przyjemne… Chociaż mocno krępujące.
— Nie przejmuj się tym. Cieszę się, że było ci dobrze — odpowiedział cicho John, obejmując go jednym ramieniem. Przekręcił przy tym głowę i przesunął nosem po jego włosach. — Mnie też było przyjemnie. Byłeś bardzo blisko.
— Mmmm… i będę też bardzo blisko, kiedy się obudzisz. Jesteś zmęczony — odparł Percy, trzymając luźno rękę w pasie Johna. Czuł się przy nim bezpiecznie. Ale chyba nie tylko on, bo zauważył, że John lepiej przy nim sypiał.
— Mógłbym teraz powiedzieć coś o wieku… ale nie będę psuł tej przyjemnej chwili. — John uśmiechnął się słabo. — Zresztą, przy tobie czuję się bardzo młodo. Ale rzeczywiście… chyba teraz przyda mi się sen.
— Ty dbasz o nas na co dzień. Pozwól zadbać o siebie teraz — odpowiedział Percy spokojnie. Jednocześnie sięgnął do twarzy Johna i wiedząc, że ten go obserwował, przesunął palcami po jego twarzy, zamykając mu oczy. — Śpij, John.
Mężczyzna wziął głęboki wdech przez nos i poddał się temu słodkiemu rozkazowi.
— Do zobaczenia rano — szepnął.
— Do zobaczenia rano — odpowiedział Percy również szeptem i przytulił do siebie tego, dzięki któremu żył zarówno on, jak i wszyscy, na których dziś przy winie patrzyli. On za swoje życie płacił miłością, oni swoimi ciałami. Uważał to za uczciwy interes.

***

W salonie po wczorajszej orgii nie było śladu. Nie wiadomo, kto wszystko posprzątał, ale nawet na dywanie nie było plam po spermie. Pomieszczenie było czyste i wywietrzone. A mimo to Michael, przechodząc przez salon, miał wrażenie, że wciąż wszyscy tam są. Nadzy, ze sztywnymi kutasami i gotowi go przeruchać.
Nie miał traumy. Nie czuł się, jakby miał. Było mu dobrze, choć dziwnie i niecodziennie. Odbierał to jako szok, ale ostatecznie doszedł do wniosku, że… mogło być gorzej. Tym bardziej, że na drugi dzień chłopcy, którzy wcześniej się z nim pieprzyli, nie rzucali niemiłych uwag. Nie naśmiewali się z niego. Jedynie Peter zapytał, czy wszystko w porządku i czy dobrze się czuje. To było nawet miłe. Chociaż w tym wszystkim miał nadzieję, że nie będzie musiał zbyt często brać w czymś takim udziału.
Rozmawiał chwilę rano z panem Kellym o swojej pracy i o zapisanym na jutro kliencie. Dzisiaj miał możliwość odpoczynku, za co był wdzięczny swojemu nowemu właścicielowi. Po rozmowie wyszedł z jego gabinetu i podążył do kuchni, czując, że zgłodniał od śniadania. Mimo że minęły dopiero dwie godziny. Zauważył, że odkąd dopadł go wirus, prawie non stop był głodny. Jak zresztą wszyscy zarażeni. Dlatego bycie w utrzymaniu zdrowego było zbawienne. Mieli miejsce do spania, jedzenie i, co najważniejsze, leki. Wszyscy, których John przyjął, mieli też pracę.
Inną niż on miał pracę Percy Thornton, na którego właśnie wpadł w kuchni.
— Michael, witaj — przywitał się z nim, kiedy go zobaczył.
Z jakiegoś niewyjaśnionego powodu Mike poczuł, że stają mu włoski na rękach.
— Hej — odpowiedział szybko i podszedł do lodówki. Sam znowu był ubrany znacznie luźniej niż Percy. — Pracujesz już od rana? — zapytał niezobowiązująco, widząc, że rozmówca był w koszuli i eleganckich spodniach.
— Tak. Ty masz dziś wolne, z tego co słyszałem — odpowiedział Percy, odsuwając się, aby zrobić chłopakowi miejsce. Trzymał w dłoni świeżo zrobioną kawę. — Jak się miewasz w ogóle?
Mike nie był pewien, czy Percy pytał o to z autentyczną troską. Czy z uprzejmości. Czy może po to, żeby wybadać, czy nie narzeka za bardzo na swoją pracę. Przez to, czego wczoraj dowiedział się o tym mężczyźnie, był pewien, że musiał przy nim uważać na słowa.
— Dobrze jak na kogoś, kto dawno się tak nie pieprzył i nagle został… no wiesz, przez kilku na raz — wyjaśnił z lekkim, niosącym ślady wstydu uśmiechem. Z tego skrępowania też odwrócił spojrzenie od Percy’ego i zajrzał do lodówki.
— Rozumiem. Ale pan Brown uznał, że to będzie dla twojego dobra. Abyś wiedział, co cię może czekać już na samym początku — wyjaśnił Percy dość beznamiętnie, popijając kawę. Mówił, jakby nie do końca go to obchodziło albo jakby dawkował emocje.
Michael wydobył z wielkiej lodówki hot-doga w plastikowym opakowaniu i podszedł z nim do mikrofali.
— Mhm. Rozumiem. Ja… ja jestem gotowy na to, czego pan Brown ode mnie oczekuje. Właściwie… — Obejrzał się na Percy’ego, kiedy otwierał drzwiczki mikrofali. — Rob mówił, że kiedyś zdarzało się, że… przychodzili do pana Browna do sypialni.
Percy lekko uniósł brwi, zaciekawiony rozmową bardziej niż dotychczas.
— Tak. Tak było. Rob coś jeszcze mówił o tym, czemu teraz już nie przychodzą?
— Tak. Teraz tak. Bo najpierw zapytałem o ciebie — przyznał się Mike, kiedy jego hot-dog się podgrzewał. Musiał się więc odwrócić do rozmówcy przodem, co nie było dla niego łatwe, kiedy już wiedział, jak wysoką pozycję miał tu Percy. — Powiedział, że teraz pan Brown jest na twoją wyłączność, dlatego nie mamy prawa do niego… no, uderzać.
Percy uśmiechnął się w duchu. Nie chciał tego pokazać po sobie, ale był zadowolony z tego, co usłyszał.
— I tak wiem, że wszyscy to robią, ale wolałbym, żebyście faktycznie się ograniczali. Chyba nie jest ci żal? Pan Brown nie jest w końcu jedynym mężczyzną w domu.
— Nie, nie chodzi o to, że chciałem się do niego przystawiać — zastrzegł Michael ze śmiechem. — Ale słyszałem, że inni to robili i że teraz nie można, więc… Dobrze wiedzieć, na czym się stoi. Na wszelki wypadek. Bo pan Brown jest bardzo miły i jakoś mnie… nie dziwi, że niektórzy chcieli z nim… być bliżej.
— Myślisz tak nawet po tym, jak kazał ci brać udział w gang-bangu? — spytał Percy, ciekaw tego, co jeszcze powie Mike.
Ten miał wrażenie, że Percy go testuje. Stresowało go to. Na szczęście mógł znów się odwrócić, kiedy mikrofala piknęła, oznajmiając, że jedzenie jest gotowe.
— Tak. Mówię o tym, jaką wydaje się osobą — powiedział i wyciągnął talerz z hot-dogiem. — Jest bardzo kulturalny. Taki… dżentelmen starej daty? Bez urazu wobec jego wieku — dodał szybko.
— Nawet jeśli starej daty, to wciąż w pełni sił. Rząd o to dba, a Rob zapewne będzie mógł ci to potwierdzić. — Percy uśmiechnął się nieznacznie.
Michael zaśmiał się krótko i pokiwał głową.
— Wierzę. W ogóle, czemu wcześniej nie powiedziałeś, że jesteście razem? Jesteś chory, prawda?
Percy pokiwał głową i dopił kawę.
— Prędzej czy później byś się o tym dowiedział. Zresztą, jakby brzmiało to przy pierwszej rozmowie, gdybym oświadczył ci, że John Brown jest mój i masz się do niego nie zbliżać?
— Chyba nie brzmiałoby to dobrze — przyznał Michael z rozbawieniem. Zerknął na drzwi. Zamierzał zjeść w pokoju przy telewizorze. — Chociaż zawsze dobrze wiedzieć, na czym się stoi. Ja dopiero się wdrażam, więc… Mam nadzieję, że będę miał jakąś taryfę ulgową na początku… Jeśli coś palnę, to na pewno niespecjalnie.
— Teraz już coś wiesz. Jak kilka razy przegrasz w Pac-mana to też na pewno się wiele nauczysz. — Percy prychnął pod nosem i odepchnął się od blatu, o który do tej pory się opierał. — Ale nie zatrzymuję już. Idź, jedz.
— Jasne, jasne. — Michael chętnie ruszył do drzwi, choć nie chodził specjalnie prosto. Przyjęcie w siebie tylu kutasów wciąż miało swoje skutki. — A… mogę o coś zapytać? — dodał z wahaniem, przystając w progu. — Pan Brown coś o mnie mówił…?
Percy znowu uśmiechnął się pobłażliwie.
— Tak. Że uroczo reagujesz, kiedy bierzesz w tyłek. I że szkoda, że tego nie lubisz — powtórzył mu słowa ich pana. Chwilę zastanawiał się, czy mu to powiedzieć, ale w końcu ten i tak by się dowiedział. Zresztą, tajemnicą nie było, że chociaż John był z Percym, to nadal lubił popatrzeć na innych chłopców. Tak jak Percy na kobiece kształty.
Policzki Michaela od razu zarumieniały. Przez chwilę aż nie wiedział, co odpowiedzieć. Kiedy wreszcie mu się udało, miał wrażenie, że trochę zachrypiał.
— To… to powiedz panu Brownowi, że to nie tak, że nie lubię… Mogę brać w tyłek, tylko nie lubię być przy tym bezczynny i tak… wiesz, zdominowany. No. A tak to spoko.
— Możesz mu powiedzieć w swoim czasie. To, że jesteśmy razem, nie znaczy, że nie możecie się do niego odzywać. — Percy spróbował go uspokoić. — Ale mogę mu przekazać. Spokojnie. Jeśli będziesz grał według zasad pana Browna, to nie stanie ci się tu krzywda.
Taka łagodna odpowiedź sprawiła, że młody chłopak się rozluźnił. Odetchnął głęboko i skinął na wyjście.
— To idę zjeść. I dzięki za rozwianie wątpliwości.
— Proszę — odpowiedział Percy, patrząc, jak ten wychodzi do salonu, aby zjeść swojego odgrzewanego hot-doga.
On zamierzał udać się do tematu ich rozmowy. John zapewne był w swoim gabinecie. Mógł więc dotrzymać mu towarzystwa. Susan w końcu chciała dziś zacząć trochę później.
Praca w domu rozkoszy nie polegała tylko na przyjmowaniem klientów z ulicy i prowadzeniu ich do odpowiedniego pokoju. Klienci z reguły kontaktowali się z Johnem, panem Kellym czy właśnie Percym mailowo lub telefonicznie. Pytali o pracowników, często chcieli zobaczyć ich zdjęcia. Rozmawiali o wariantach spotkania. Zdarzało się tak, że pragnęli najpierw spędzić z daną osobą wieczór, więc John czy ktoś inny zajmujący się danym klientem organizował wszystko. Począwszy od kolacji w odpowiednim miejscu, poprzez atrakcje w mieście, aż po skończenie nocy polecającej już na seksie. Kiedy ktoś chciał pójść z wybraną osobą do sauny, John rezerwował ją dla wyłączności tej dwójki. Organizował odpowiedni transport. Zapewniał również alkohol, jeśli klient sobie tego życzył, czy egzotyczny poczęstunek. Wszystko to miało swoją cenę, ale przecież na tym to polegało. Klient płacił, więc wszystko trzeba było zorganizować. Takie osoby jak Michael może i pracowały na swoje utrzymanie ciałem, ale niejednokrotnie nie wiedziały, ile wysiłku poza tym było wkładane w takie spotkania. A czym Percy z czasem lepiej to rozumiał, tym większym szacunkiem darzył swojego pana i partnera w jednym.
Wszyscy byli skazani na pewien los, ale jemu, mimo turbulencji, ten całkiem przyjemnie się naprostował. Teraz miał do kogo przyjść, kogo objąć i z kim porozmawiać.
Mógł dla tego bezpieczeństwa znieść ten lekki dyskomfort w tyłku, który i tak pewnie nie był porównywalny z tym, co czuł Michael po grupowym seksie, jaki zafundował mu John Brown.

9 thoughts on “Bonus – Gang-bang

  1. Shivunia pisze:

    reheb-e >> Percy uratował sytuację. Inaczej byś faktycznie pewnie nie zajrzała jak nie kręcą cie takie klimaty. Ale tu było zarówno coś dla ciała jak i dla duszy. W końcu było trochę miłości między panami, ale też obiecany gang-bang. Można go było na szczęście przewinąć ;)
    Taaa, tą minę też tak dobrze wiedziałam. Była urocza i taka zabawna. Cieszymy się, że też sobie to wyobraziłaś :D
    Czy jeszcze się pojawią? To jednak wielka tajemnica, bo nie wiemy. Może kiedyś trafi się dla nich historia tak jak tutaj ;p
    Pozdrawiamy także cieplutko

  2. rehab-e pisze:

    Tylko dlatego, że pojawiło się imię „Percy” na samym początku, wzięłam się za czytanie xDD Nadal z lekką obawą, ale też myślą, że skoro są w burdelu, to może ten gang-bang nie będzie związany z nimi. No i się nie pomyliłam. Ulżyło mi xD
    Tekścik przyjemny, w szczególności, że trochę się za nimi stęskniłam, więc dobrze było zobaczyć, co tam się u nich dzieje. Gang-bang nie był taki straszny, choć wrażenia szczególnego na mnie nie zrobił – ot, był. Ale muszę przyznać, że szok Michaela na widok Percy’ego z szefem był zabawny. Wyobraziłam sobie jego minę i myślałam, że padnę ze śmiechu. Biedaczek.
    Mam nadzieję, że dostaniemy jeszcze coś z tą dwójką w dalszej lub bliższej przyszłości.
    Pozdrawiam!

  3. Katka pisze:

    O., sama nie wiem, czemu takie wrażenie. Może nie było za dużo miejsca na to, by pokazać bardziej ich związek emocjonalny ;)

  4. O. pisze:

    Albo źle pamiętam LI albo mam wrażenie, że w tamtym czasie Percy był bliżej Johna w sensie emocjonalnym xD Jakoś tak mam wrażenie, że tu mimo wszystko jest względem niego bardziej zdystansowanym xD Ale mogę odnosić takie tylko wrażenie xD

  5. Katka pisze:

    Tigram, niestety w przypadku gang bangu z Charliem i resztą to chyba nikt za bardzo by na to nie poszedł, a już na pewno nie Ryan XD choć nie wiem czy bardziej na nie jest Ryan czy Rush XD uznaliśmy że zgrabnie i całkiem realistycznie pójdzie kiedy zrobimy to właśnie w ten sposób. Choć zdradzę że myśleliśmy jeszcze o Deanie i Marvinie z młodzieńczych lat ale to moze na inna okazje ;)

    Wadera, kolejny tom z Johnem i Percym… hm hm. Nie planowaliśmy ale no jak to się mówi, niczego w życiu nie można być pewnym XD może się coś pojawi, ale jeśli nie to w jakiś inny sposób jeszcze kiedyś zawitają :) nie porzucamy naszych kochanych chłopaków XD
    Co do Percy’ego to właśnie masz rację – wyszedł z niego taki Kapran kiedy umiał dogadać, był pewny siebie itd. Ma teraz N tyle stabilne poczucie i pozycje, że i wie na ile może sobie pozwolić. A pod skrzydłami Johna jest to całkiem sporo XD
    Ooooch podoba nam się Twoje postanowienie! Trzymamy kciuki za trzymanie się go! XD

    Kasia, tak, z jakimś głównym bohaterem z któregoś z opowiadań byłoby na pewno więcej emocji ale postawiliśmy na to, żeby było naturalnie i realistycznie. Żeby nie zmuszać postaci do czegoś. No i zatesknilismy za chłopakami XD Percy chyba bardziej zuchwaly nie będzie, bo na moje oko on teraz właśnie po prostu jest sobą, a nie ze jakoś sodówa mu uderzyła do głowy. Czuje się swobodnie więc tak też zachowuje. Więc na przyszłość powinno być okej chociaż hahaha mógłby bardziej polubić anal, to tak XD Ale John nie marudzi. Haha a strap-on, to takie smaczki których się można nauczyć z opowiadań homoerotycznych, jak widzisz XD nawet takie książki czegoś uczą! XD bardzo nas cieszy ze się podobało! :D

    Noe, spoko, mnie to absolutnie nie dziwi :) mnie się też lepiej pisało te druga scenę ;) mam nadzieję jednak ze całościowo się podobało.

  6. Noe pisze:

    No tego to się nie spodziewałam xd bardziej spodobała mi się scenka john percy niż gangbang. Dziwne co?

  7. Kasia pisze:

    Hmm, to rzeczywiście było sprytne nową osobę w ten gang bang wkręcić. Nie mogłam uwierzyć że wrobicie w to Percego gdy zaczęłam czytać, no i okazało się że tym razem moje przeczucia się sprawdziły :) Co prawda nie było to tak emocjonujące jakby było w przypadku jakiegoś starego bohatera ale za to fakt że Percy i John ich obserwowali nadrabial :) Bardzo mi się podobają te zwierzęce instynkty Percego i to jak działa na niego zapach jego partnera. Szkoda tylko że John ciągle nie jest pewny trwałości tego związku. Mam nadzieję że Percy nie zrobi się zbyt zuchwały bo widać że już teraz czuje się dużo pewniejszy. No i mógłby jednak trochę bardziej polubić anala, w końcu podoba mu się już w trakcie 😆
    To była dla mnie raczej nowość (co to do diabła jest strap-on? – potem znalazłam wyjaśnienie 😉 ) ale podobało mi się 😀Dziękuję bardzo i pozdrawiam 😚

  8. Wadera pisze:

    Och to było gorące!!! Zdecydowanie. Podobała mi się strasznie taka orgietka, ale cieszę się że John i Percy tylko patrzyli. Jednak jakoś wyjątkowo lubię tą monogamię w waszych opowiadaniach. Sama relacja Johna i Percy’ego też opisana genialnie. Zwłaszcza te wątpliwości Johna. Aż nabrałam ochotę na kolejny tom opowiadania. Jest możliwość?
    Jednak mimo wszystko zachwyciło mnie jak pokazałyście relacje Percy – reszta personelu i same podejście Percy’ego. Wreszcie można było w nim rozpoznać tego Kaprana nawet jeśli już po przemianie. Przestał wydawać się taki… stłamszony.
    Jak zwykle kłaniam się Waszemu kunsztownie literackiemu.
    P.S.: Moje postanowienie noworoczne to komentowanie tego co czytam może tym razem się uda 😉
    Pozdrawiam, Wadera.

  9. TigramIngrow pisze:

    Percy! So nice!
    O proszę. Nowa postać. Bardzo sprytny zabieg :) A dom publiczny to takie miejsce, gdzie ktoś nowy nie będzie za bardzo drażnił i rzucał się w oczy.
    Kurczę. Kurczę. Niby gorące, ale jakoś… bardziej bym widziała w tym Charliego, oddającego się Jasonowi, Ryanowi i Rushowi, bo miałabym świadomość, że on to lubi, niż to co zaistniało z Mikem. Bo… bo to takie trochę za karę było. Próba. Sprawdzenie granic. Nie podobało mi się psychiczne zaplecze tego, jeśli rozumiecie co mam na myśli. Scena między Percym a Johnem przyjemna :) Lubię ich razem.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s