Project Dozen – 88 – Otwarcie fortecy

— To co? Na pewno nie idziesz? — spytał Colin, zakładając na siebie koszulkę z logiem gry, na której spotkanie fanów jechał.
Miał jechać z kimś ze szkoły, a Tomas nie chciał do nich dołączyć. A raczej chciał, przez co Colin wolał nie wiedzieć i nie wyobrażać sobie, dlaczego jednak z tego rezygnuje. Miał złe przeczucia i tylko żywił nadzieję, że nic nie stanie się na jego łóżku. Było jeszcze przed południem, a on planował wrócić dopiero w niedzielę wieczorem. Mimo wszystko dziwił się, że Tomas może zrezygnować ze spotkania z fanami jednej z ich ulubionych gier.
— Nie, na bank. Ale następnym razem nie odpuszczę — zapewnił Tomas, chociaż wiedział, że następny raz będzie dopiero za kilka miesięcy.
Przy tym stał przy ubierającym się Colinie z rękami w kieszeniach jeansów i bujał się na stopach. Było mu trochę głupio, bo miał wrażenie, że jego współlokator domyśla się, dlaczego zostaje. Ale żaden z nich nie powiedział tego głośno.
— No… okej. Ale gdybyś się rozmyślił, to dojedź do nas — uprzedził Colin, pakując kolejne „niezbędne” rzeczy do plecaka, który ze sobą zabierał. Nie było tam nic, bez czego naprawdę by się nie obył, za to wiele gadżetów, którymi chciał się pochwalić. Przy tym nie rozumiał, jak dla chłopaka czy dziewczyny można poświęcić część swojej pasji.
— Spoko wodza. Dojadę jakby co. Ale ten… róbcie jakieś foty, żebym miał przynajmniej namiastkę, nie?
Tomas patrzył z zazdrością na to wszystko, co Colin pakował. Chciałby móc pogodzić wolny pokój z wyjazdem, ale jednak… chciał kilka bezpiecznych, spokojnych godzin z Woodym sam na sam. A skoro pojawiła się taka okazja, nie mógł jej zmarnować. Tym bardziej, że po walentynkach nie mieli czasu i możliwości na seks. A jakkolwiek pornografia była fajna, to jednak chciał czegoś więcej. A seks był tym czymś więcej, co było przy tym dużo lepsze.
— Jak nie zapomnimy, to coś cykniemy. Dobra, noobie, to spadam. Trzymajcie się — dodał na koniec, zdradzając, że coś podejrzewa.
Tomas od razu się zaczerwienił, ale w żaden sposób tego nie skomentował. Uniósł tylko rękę na pożegnanie. A kiedy Colin zniknął za drzwiami, sięgnął po telefon i szybko napisał do swojego chłopaka: „Już wolne :D”.
Po mniej niż pięciu minutach dostał zwrotnego smsa:
„OK, to zaraz będę. Dawno poszedł?”
„Jakąś minutę temu XD Ale już go nie ma, więc wpadaj <3 Czekam!” — odpisał i rzucił telefon na łóżko, a potem… zdjął koszulkę. W pokoju było ciepło, a on chciał już na dzień dobry zrobić wrażenie. Z racji braku treningów na basenie ostatnio robił pompki. Wiedział, że jeszcze nie było widać wielkich efektów, ale już przez samo ćwiczenie czuł się fajniej. Zresztą i tak był w szkolnej czołówce, jeśli chodziło o dbanie o siebie i swoją sylwetkę. Lubił to. Wiedział, że kilka osób także wygląda równie dobrze jak on, a może i lepiej, ale… lubił podobać się Woody’emu.
Chwilę poczekał, pokręcił się po pokoju. Aż po minutach wydających się wiecznością usłyszał pukanie. Poderwał się zza biurka i poszedł otworzyć. Od razu uśmiechnął się szeroko na widok swojego chłopaka. Widzieli się wczoraj, a już tęsknił.
— Czołem. Wbijaj — zachęcił, otwierając szerzej.
Woody wsunął się do środka. Chwilę patrzył, jak Tomas zamyka za nim drzwi, jak przekręca zamek, żeby nikt niepowołany nagle nie przerwał im tej chwili sam na sam, aż… zbliżył ten moment. Objął swojego chłopaka za szyję i pocałował na powitanie.
Tomas był w szoku. Liczył, że zrobi na Woodym dobre wrażenie swoją nagą, gładką i dobrze zbudowaną klatą, ale nie podejrzewał, że aż tak. Od razu z tego skorzystał i sam objął chłopaka w pasie, żeby następnie odpowiedzieć na pocałunek i trochę go pogłębić. To było bardzo dobrze zwiastujące powitanie.
— Heeej. — Woody w końcu puścił jego usta i zmierzył go spojrzeniem. — Szykowałeś się do tego, widzę. Zwykle widziałbym tu jakiś znak Supermena czy kogoś — dodał, stukając go palcem w klatkę piersiową.
Tomas zaśmiał się, bo Woody miał całkowitą rację. Przecież chwilę temu zdjął koszulkę z Pac-manem.
— Coś w ten deseń. Ale zostajesz na noc, nie? — dopytał, widząc, że Woody ma ze sobą plecak.
— Mogę. Colin nie wraca na noc, jak rozumiem? — spytał gość i rzucił swoje rzeczy pod łóżko Tomasa. Wiedział, które to i był już nawet w stanie je poznać po bohaterach komiksów, którzy wisieli nad nim.
— Będzie dopiero jutro, więc spoko. Fajnie, nie? Normalnie u mnie to rzadkość, bo Colin się przykleja do fotela. A jak Trey? Nie będzie tęsknił?
— Pewnie będzie, ale jakoś wytrzyma. Nie mogę się rozdwoić.
Woody znowu go pocałował, tym razem łapiąc go za bok szyi. Podobało mu się, że w końcu są u niego.
— Mmm… Nooo. Dzisiaj możesz być tylko mój — odmruczał Tomas, coraz bardziej rozochocony tym, jaki był Woody.
Odpowiedział więc na pocałunek i złapawszy go w pasie, trochę zepchnął go w stronę łóżka. Kiedy Woody odpowiedział na pieszczotę, Tomas, rozemocjonowany tym, jak wszystko dobrze idzie, nie zauważył, że został przekręcony i nagle sam padł na posłanie.
— A ty tylko mój. — Gość uśmiechnął się do niego z góry.
Blondyn przełknął głośno ślinę i sapnął. Uśmiechnął się jednak znowu po chwilowym zawieszeniu i pogłaskał plecy Woody’ego. Specjalnie uprzednio zasunął rolety, żeby nic nie było widać przez okno, więc mogli spokojnie baraszkować na łóżku. Mimo że wciąż było wcześnie.
— To może też zdejmiesz bluzkę? — zapytał, powoli podciągając mu materiał w górę.
Woody popatrzył na niego i jeszcze się wyprostował.
— Może. W ogóle, Tommy… wiesz, że cię chcę, prawda?
Chłopak leżący na plecach znów na chwilę zaniemówił. Atmosfera zgęstniała i czuł to na każdym centymetrze swojej skóry. Wiedział, że nie mogą cały czas jechać na jego warunkach. Zresztą, od pewnego czasu było mu przez to głupio. Że tak się wzbrania, a przecież dawanie nie było czymś nieprzyjemnym.
— Nom… Wiem — wydusił na wstępie.
— Więc zaraz nie zepchniesz mnie z łóżka? — spytał Woody i zdjął koszulkę. Po tym znowu się pochylił do Tomasa i pocałował go w usta.
Ten odpowiedział na pocałunek, ale już lżej. Jego myśli szalały, ale w końcu wypowiedział je na głos:
— Nie zepchnę. Myślałem o tym, że… Wiesz, bałem się wcześniej, że jak będę na dole, to tak jakby… nie wiem, mały coming out? — Wykrzywił usta, wiedząc, jak to idiotycznie brzmi. — Ale już mam go za sobą, więc… no, wiesz. Nie mam takiego stresu.
Woody uśmiechnął się i pocałował Tomasa. Podobała mu się ta odpowiedź. Napawała go nadzieją.
— Mmm, dobrze to słyszeć. Zresztą, obaj już jesteśmy bardzo out teraz. Po co się ograniczać też w łóżku?
Tomas pokiwał głową. Z małym przekonaniem, ale w duchu zgadzał się z Woodym. Trudno mu było jednak pokonać niektóre opory. Ale żeby o tym nie rozmawiać, a skupić się na bliskości, spojrzał w dół i uśmiechnął się do sutków swojego chłopaka.
— No dobra, to jak już ustalone, to się z nimi przywitam — rzucił ze śmiechem i wychyliwszy się, possał jedną brodawkę.
Woody westchnął głośniej i bardziej przysunął tors do Tomasa. Chciał zobaczyć, jak dziś wszystko się rozwinie. Był ostrożny, bo wyobrażał to sobie nie raz, nie dwa, a teraz wreszcie mieli spróbować. Nie chciał się przeliczyć. Wolał myśleć racjonalnie, na ile się dało w tej sytuacji.
Na razie pozwalał Tomasowi na rozgrzanie tymi pieszczotami. Czuł lizanie i ssanie na sutkach, czuł też jego dłonie na plecach. Głaskały go całkiem delikatnie i spokojnie, jakby blondyn już wchodził w rolę tego, który ma poddać się drugiej osobie. Choć przy tym nie powstrzymał się przed wsunięciem mu palców za pasek spodni. Woody nie miał nic przeciwko. Nie lubił, kiedy ktoś dzielił ludzi na homo i hetero, bo sam nie widział większych różnic między nimi. I też nie uważał, żeby jakoś specjalnie inaczej trzeba było się zachowywać w grze wstępnej, zależnie od tego, co będzie dalej. Dlatego teraz klęczał nad Tomasem oraz rozkoszował się jego ustami i włosami, w które zachłannie wsunął palce.
— Mm… Ale ty jesteś seksowny, Woody — zaburczał Tomas i przesunął się ustami na jego szyję. A przy tym już spróbował mu zsunąć spodnie i bieliznę.
Woody wyciągnął się za to jeszcze do jego ust. W ten sposób odpowiedział na te miłe słowa. Zaraz po tym przesunął jedną dłoń na klatkę piersiową nastolatka, a drugą do swoich spodni, żeby mu pomóc.
Chwilę później jego ubranie już leżało na podłodze, a on był nagi. To samo zamierzał zrobić Tomas, bo też zaczął kręcić się na pościeli i rozpinać jeansy.
— Woody…? Jak będziesz chciał to zrobić? — zapytał przy tym ze ściśniętym gardłem. Wbrew jego uprzednim hamulcom, penis, który ukazał się po zsunięciu spodni, był już twardy.
Woody jeszcze raz pocałował Tomasa i na moment się wyprostował, żeby ściągnąć mu spodnie.
— Nie wiem — trochę skłamał, bo myślał o tym. — A ty jak wolisz? — Przyłapał się na tym, że znowu idzie na ustępstwo. Ale dobre, dające poczucie bezpieczeństwa drugiej osoby.
Tomas za bardzo nie wiedział, jak przekazać swoje myśli. Nie chciał teraz mówić o Julesie i doświadczeniach z nim. Ale sam fakt, że jakieś doświadczenie w tym miał, sprawiał, że miał swoje ulubione i mniej lubiane pozycje.
— Może od przodu? — zasugerował więc, nie patrząc w oczy Woody’ego, tylko odrzucając ubranie na podłogę. — Bo od tyłu jak jestem, to mi się tak kojarzy z pornosami… — Skrzywił się. — Wiesz no… tak bezuczuciowo, gdy mam przed sobą tylko poduszkę zamiast kogoś.
Woody uśmiechnął się do niego szeroko.
— Jesteś uroczy, wiesz? — rzucił i złapał go za twarz, chcąc go pocałować. Tomas miał w sobie to coś, co dodatkowo go rozpalało, kiedy był nagi i zawstydzony. Badał więc całkiem długo językiem wnętrze jego ust, aż w końcu oblizał się i popatrzył na niego z góry.
Leżący chłopak odpowiedział lekkim uśmiechem, po czym zaśmiał się.
— No, co? Weź, bo… Już tak nie patrz — rzucił, zsuwając dłoń niżej i powoli masując sobie penisa.
Woody też od razu tam spojrzał i oblizał się. Zaraz też zerknął na twarz Tomasa z przebiegłym uśmieszkiem. Jakby myślał, czy to zrobić, a tak naprawdę tylko czekał, aż zostanie poproszony.
— Hm…? — Tomas spojrzał na jego podstępną minę i zwilżył wargi językiem. — Co tam? Nie chcesz… no, wiesz, przy okazji jakiejś palcówki mi go trochę polizać?
Woody zaśmiał się i przesunął do tyłu. Zaraz też złapał jego nogi, żeby wygodnie się między nimi ułożyć.
— Może. Tym bardziej, kiedy wyglądasz jak kąsek do pożarcia — odparł i pomasował swojego chłopaka po udach i szczupłym, wyćwiczonym brzuchu.
A ten dla wzmocnienia efektu jeszcze trochę go napiął. Przy okazji poczuł, że tym samym zaciska dziurkę, więc już wiedział, że nie będzie mógł się wdzięczyć w trakcie.
Rozłożył nogi, robiąc tam więcej miejsca drugiemu nastolatkowi. Już samo jego znalezienie się przy kroczu podniosło mu tętno.
Woody jeszcze chwilę pozachwycał się tym mocniej wyrzeźbionym niż jego brzuchem, a dopiero po tym złapał penisa Tomasa. Lubił go. Był całkiem gruby i teraz nieźle twardy. Pomasował go dłonią w górę i w dół, patrząc na twarz blondyna, kiedy to robił.
Jego spojrzenia nie mógł pomylić z niczym. Widział, że Tomas z napięciem i niecierpliwością oczekuje na moment, kiedy go poliże. Dał się wiec temu skusić i w końcu poprawiwszy włosy, żeby nie przeszkadzały, pochylił się do penisa. Liznął z początku samą główkę. Spojrzał, czy jego chłopak się jeszcze bardziej rumieni i dopiero potem zabrał się na poważniej do rzeczy.
Tomas starał się oddychać głęboko i powoli. Wiedział, że dostarczanie płucom dużej ilości tlenu wzmocni orgazm, bo przecież krew szybciej wtedy płynęła po ciele, a sercu łatwiej było ją pompować. Naczytał się o tym sporo, ale też kontrolowaniem oddechu chciał powstrzymać się przed zbyt szybkim dojściem. Bo to, co robił z jego penisem Woody, było bardzo, bardzo przyjemne. A on z pożądaniem obserwował, jak śliski, ciemnawy członek znika między wargami jego chłopaka. Ten do tego jeszcze zerkał na niego, kiedy to robił, co dodawało temu pikanterii.
Wszystko wydawało się leniwe i spokojne. Do czasu, aż Woody postanowił wykorzystać pozycję Tomasa, który miał szeroko rozsunięte nogi. Po chwili więc poczuł między nimi palce Woody’ego, który pomasował go pomiędzy pośladkami, czując pod opuszkami jego jeszcze zaciśnięty zwieracz.
Tomas mruknął coś o tym, że jest w porządku i może kontynuować. Dawno nie robił tego w pasywnej roli, ale już powoli sobie to przypominał. To łaskotanie na dziurce było przyjemne i bardzo specyficzne. Tym bardziej, że przy tym jego chłopak dbał o zapewnienie mu przyjemności w postaci obciągania. Co było bardzo miłe z jego strony. Do tego czasami dotykał jego ud i najwyraźniej podobało mu się to. Co by nie mówić, Tomas miał ładne, silne nogi.
— Poczekasz chwilę? Przyniosłem luba.
— A już tu idąc, myślałeś, że będziesz na górze? — zapytał Tomas, podpierając się na łokciach. Jego penis opadł ciężko na podbrzusze.
— Jakbyś się nie zgodził, sam bym go wykorzystał — odparł Woody, zsuwając się z łóżka, żeby zabrać z plecaka nawilżenie. Łatwiej było je trzymać u niego w pokoju. Trey nic do tego nie miał, a pewnie nawet w awaryjnej sytuacji by pożyczył.
Z tubką całkiem ładnie pachnącego żelu wrócił do Tomasa. Cmoknął go w usta, a te od razu odpowiedziały uśmiechem.
— Okej, to działaj. Otwieraj główny właz do fortecy — zażartował ze śmiechem blondyn, chcąc dodać sobie odwagi.
Woody także się zaśmiał. Czasami ten chłopak umiał naprawdę rozładować atmosferę. Pozytywnie, ale też trochę dziwnie.
— Okej. Nie broń go za bardzo.
Usadowił się wygodnie między nogami Tomasa. Trochę się nad nim pochylał, bo chciał widzieć, co robi. I chwilę później gospodarz tego pokoju poczuł, jak wsuwa się w niego jeden śliski palec. Od razu odruchowo go ścisnął, podobnie jak wargi i pościel w dłoniach. Lubrykant jednak pozwolił palcowi na wejście głębiej, a Tomas głośno wypuścił powietrze i zapatrzył się w sufit.
— Ale jazda… Aż zapomniałem, jak to jest — powiedział ze śmiechem.
— Niedługo sobie przypomnisz. — Woody ostrożnie przesunął się nad niego, żeby go pocałować. Był napalony. Dźgał swojego chłopaka kutasem w brzuch, tak samo jak sam był dźgany. — Mmm… Już nie mogę się doczekać.
— Mm… Spoko wodza, postaram się nie opóźniać — odparł Tomas, próbując się rozluźnić.
To, jak ostrożnie i przyjemnie poruszał palcem Woody, nieźle mu w tym pomagało. Nie robili nic pospiesznie. Z Julesem czasami tak było. A to z obawy przed przyjściem Colina, a to z obawy, że na parking na obrzeżach Newcastle zaraz ktoś przyjedzie. A teraz mieli pewność, że są sami i dzięki temu Tomas poddawał się tej palcówce z każdą minutą coraz ufniej.
Aż w końcu miał w sobie więcej niż jeden palec. Musiał bardziej myśleć o tym, jak oddychać. Bo coraz mocniej przekonywał się, że jego chłopak jest osobą wielu talentów. Przyjemnie go całował, ale jeszcze przyjemniej pieścił między nogami. Chyba nawet specjalnie nie dotykał penisa, żeby Tomas jeszcze utrzymał się na powierzchni i nie odpłynął całkiem.
Po pewnym czasie blondynowi trudno było nie tylko oddychać, ale i być cicho. Więc gdy Woody już poruszał w nim trzema palcami, Tomas zacisnął powieki i zaczął co raz postękiwać. Na jego jasnej skórze, na policzkach, pojawiły się mocne wypieki.
Woody cały czas mu się przyglądał. W końcu było inaczej. Mógł znaleźć się po drugiej stronie lustra i samemu napawać się tym, jak jego chłopak stęka i jaki jest rozpalony. A to wszystko dzięki niemu.
— Mmm… Tommy. Chyba już, co? Jedziemy z tym dalej? — spytał, ocierając się o jego pachwinę.
— No… Jasne — wychrypiał, znów rozchylając powieki i biorąc kilka głębszych oddechów. — Już masz trzy palce. Nie ma co iść w stronę fistingu — dodał ze śmiechem, a przy tym jego odbyt pościskał palce, które miał w sobie.
Woody przewrócił oczami.
— Okej, wystarczy. Już nie analizuj — odpowiedział i mocno go pocałował.
Prawie się przy tym położył na Tomasie i jednocześnie wyciągnął z niego palce. Już za moment mieli mieć swój pierwszy raz w odwróconej konfiguracji. Serce mocno biło mu w piersi i naprawdę cieszył się, że jego związek z Tomasem się rozwija. Cała szkoła o nich wiedziała od walentynek i było… lepiej, niż przypuszczał. A na pewno niż Tomas przypuszczał. Żaden z nich nie spodziewał się, że będą ze sobą tak długo i żaden z nich nie będzie miał dość. A to, że pokonywali kolejne kroki w tym związku i że przeciwstawiali się swoim obawom, sprawiało, że zamiast zatrzymywać się czy cofać, chcieli iść jeszcze dalej. Teraz Tomas też nie żałował, że znalazł się w tej pozycji, kiedy widział nad sobą Woody’ego. Ufał mu.
— To… — szepnął i zgiął bardziej nogi, żeby się otworzyć — to już wejdź. Bo już jestem na ciebie bardzo napalony — przyznał, patrząc prosto w oczy Woody’ego.
Ten spontanicznie go pocałował i zamruczał w jego usta. Na ślepo przy tym wyszukał nawilżenia, żeby jeszcze dodać go trochę, tak na wszelki wypadek. A kiedy jego usta były czerwone i nabrzmiałe od pocałunku, a penis śliski, przytrzymał sobie udo Tomasa i ostrożnie otarł się o jego rowek, by w kolejnej sekundzie na niego naprzeć.
Tomas najpierw sapnął, a potem położył obie dłonie na bokach Woody’ego, żeby czuć w tym wszystkim jego ciało. I wcześniej mówił prawdę. Wolał patrzeć i widzieć, z kim to robi. A ta pozycja to zdecydowanie ułatwiała, dlatego czerpał z tego, jak blisko byli, masował ciało Woody’ego i powoli brał w siebie penisa. Bo mimo palcówki nadal był ciasny, ale na pewno przy tym bardzo gorący. Stymulował też Woody’ego, co raz się zaciskając i jeszcze masując go po bokach.
— To słabe… pytanie… ale… i jak? — Woody w końcu spytał, kiedy był w połowie i już zdążył chyba złożyć z tuzin pocałunków na czerwonych policzkach Tomasa.
— Okej. Wiesz… trochę dziwnie, bo dawno nie… no, nie robiłem tego, nie? — odparł chłopak, czując, że trudno mu zapanować nad drżeniem ud. — Ale jest… tak… och, jak trochę się ruszasz. To tak… mm, fajnie dociskasz tam.
Woody znowu go cmoknął. Tym razem w nos.
— Chyba lubię, jak dużo mówisz. — Zaśmiał się z niego i spróbował jeszcze mocniej docisnąć „tam”.
Przy tym sam nisko stęknął, bo bycie z kimś w tak intymny sposób było genialne. Przy swoich biodrach czuł uda Tomasa, widział go z bliska, był w nim, a do tego mógł całować jego pełne usta. Co mogło być lepsze?
Okazało się, że jeszcze lepiej było, kiedy mocniej się poruszał. Czuł, jak śliskie, ciepłe ścianki okalają i ściskają jego penisa, jak sam zwieracz swoim zaciskaniem cholernie dobrze go pobudza. A przy tym i Tomas głośniej pojękiwał, bo rzeczywiście, stymulacja prostaty była bardzo przyjemna. Starał się odpowiadać na pocałunki, ale było to dość nieporadne, bo za bardzo skupiał się na tym, co działo się na dole. I za każdym razem, gdy Woody wsunął mu głębiej, nagle zadzierał nogi i wydawał z siebie głośniejszy jęk.
W tym momencie Woody bardzo, ale to bardzo cieszył się, że są sami w pokoju i zostają w nim do rana. Bo może i był nastolatkiem, właśnie wszystko huczało mu w głowie z ekscytacji, czuł się, jakby chwycił Boga za nogi, ale jeszcze nie chciał kończyć. A nawet jeśli, to chciał, żeby po tym byli tu jeszcze ze sobą… i może zrobili to jeszcze raz. Dlatego nie żałując sobie i Tomasowi, jeszcze mocniej go objął pod karkiem i przyspieszył. Przez to penis Tomasa pocierał o brzuch drugiego chłopaka, dodając mu tym samym więcej doznań. Sam Tomas objął Woody’ego za szyję, przytulając się do niego mocno.
— Woody… mmm, Woody — wymamrotał niewyraźnie. Miał już bardzo nierówny oddech, a ciało podpowiadało mu, że zaraz skończy.
— Mmm… ja chyba zaraz… też — odpowiedział nisko drugi chłopak. Niżej niż zwykle mówił.
— Ale jesteś seksowny… Ja pierniczę — wydusił ze śmiechem Tomas, patrząc na niego z zapamiętaniem. Uśmiechał się, choć trudno było mu złapać oddech.
Po tym, jak jeszcze chwilę się tak bujali, jak Woody uderzał jądrami w jego pośladki, jak co raz pochylał się do pocałunków, Tomas wreszcie doszedł. Było mu gorąco w całym tyłku, zamrowiła go chyba każda część ciała, a on zacisnął mocno zęby, żeby nie krzyknąć. Może byłoby to seksowne, Woody chętnie by to usłyszał, ale rozumiał, czemu jego chłopak nie chce tego robić. Sam wolał się ograniczać. Tym bardziej, kiedy przyjemność i jego zaatakowała. Po chwili było mu prawie ciemno przed mocno zmrużonymi oczami, kiedy dochodził, w końcu, w tyłku swojego chłopaka.
Kilka długich sekund zajęło im dojście do siebie. Czerpali z tego przyjemnego odprężenia, aż w końcu Tomas objął Woody’ego ciaśniej i przewrócił się z nim na bok. Uśmiechnął się do niego całą twarzą i pocałował z rozmachem.
— Ale czaaad! Było fajniej, niż myślałem — skomentował ze śmiechem.
— To dobrze. — Woody trochę się pokręcił, żeby wygodniej się ułożyć. Przy tym całym kręceniu się wysunął się z Tomasa i teraz było mu aż zimno w penisa po tym, jak w środku było gorąco. — Mi się też podobało. Bardzo. Ogromnie.
— Serio? — Tomas uśmiechnął się jeszcze szerzej i pocałował go mocno. A potem zerknął na jego długie dredy i zagryzł wargę. — Wiesz, jak mega seksi jest, jak ci się bujają, gdy jesteś nade mną?
— Tak? Nie kojarzy ci się to… tak, jak boję się, że ci się kojarzy? — spytał Woody i pogłaskał go po biodrze, mając nadzieję, że nie usłyszy nic o tentaklach.
Rozbroił tym pytaniem swojego chłopaka, który znowu się roześmiał. Ale przy tym pokręcił głową i pomasował go po boku.
— Nieee. Nie kojarzy mi się to tak. Po prostu, wiesz… Lubię to, jak wyglądasz, a wiesz, że jak się wsuwasz, to jeszcze tak marszczysz twarz. I masz taki niski głos. Kręcisz mnie.
Woody uśmiechnął się mocniej, mrużąc swoje wąskie oczy. Wyglądał przy tym trochę jak chochlik. Ale dla Tomasa przyjazny chochlik albo inne baśniowe stworzenie.
— To super. Masz genialnie bogatą wyobraźnię, ale czasami… No.
— Wiem. Ale no… Fajnie było — dodał już normalnie i tylko podsunął się, żeby się przytulić. Chciał jeszcze rzucić coś w stylu „Kapitanie, mamy przeciek w kabinie”, bo poczuł, że wypływa mu z dziurki. Ale chyba nie był to dobry moment. Dlatego jedynie objął drugiego chłopaka, naprawdę ciesząc się, że mu się oddał. Woody był w szkole osobą, której najbardziej ufał i która dotychczas ani razu go nie zawiodła.
— Mmm, też mi się podobało. Mamy teraz dzięki temu… większe spektrum tego, co będziemy mogli robić — odparł Woody, także przytulając się do Tomasa. Lubił bliskość i miał w nosie kogokolwiek, kto twierdził, że to niemęskie.
— Noo… Zaraz może coś zjemy, obejrzymy i jeszcze potem wykorzystamy wolny pokój? — zasugerował Tomas, licząc, że ten dzień będzie niezapomniany. Specjalnie wszystkie zadania odrobił wczoraj.
— Brzmi jak idealny plan. Masz pomysł, co obejrzymy i co zjemy? — spytał Woody i znowu pocałował Tomasa. Nie miał dość jego ust. Cały go podniecał i był przystojny, ale ustom nie mógł odpuścić.
— Tak. Zrobimy hot-dogi, bo kupiłem wszystko, ale co obejrzymy, to nie wiem. Zaraz zobaczymy, co w ogóle mamy — uznał Tomas i ostatni raz mocno cmoknął Woody’ego, nim wstał.
Od razu podszedł do swoich porzuconych na podłogę rzeczy, ale jeszcze chwilę Woody miał okazję obserwować jego jędrne, jasne pośladki, pomiędzy którymi było trochę wilgoci. A już myślał, że to się nigdy nie wydarzy. Zresztą to samo myślał o tym, że Tomas będzie out w szkole, a jednak okazało się, że jedno i drugie się wydarzyło. I może nadal nie popierał tego, jak do tego wszystkiego doszło, ale doszło i w końcu już mieli mieć to za sobą. Na tyle pozytywnie za sobą, żeby móc teraz spokojnie wspólnie zjeść coś w pokoju Tomasa ze świadomością, że ich przyjaciele w mniejszy czy większy sposób ich akceptują.

*

Patrick był pewien, że poziom trudności w kolejnej turze eksperymentu szkolnego był dobrze przemyślany przez organizatorów. Bo dostał swoje zadanie w poniedziałek, czyli w ten dzień tygodnia, kiedy miał najwięcej zajęć. Kończył lekcje dopiero o trzeciej, a potem miał jeszcze dodatkowe zajęcia literackie. Nie wspominając już o dużym egzaminie w środę, na który powinien się uczyć.
Koperta z zadaniem podobno znajdowała się pod akwarium w sali biologicznej. A on niestety nie miał tam żadnej lekcji i wcale nie był pewien, czy nie będzie podejrzane, kiedy już tam wparuje. Ale nie miał wyboru.
Przed godziną dziesiątą, gdy skończył kolejną lekcję, udał się pod salę 121. I jak widać, Jules Fox też po swoich dwóch WF-ach właśnie tam szedł, bo Patrick wpadł na niego po zejściu schodami z piętra. Foxy wciąż był czerwony na twarzy z wysiłku.
Nie chciał świadków w swoim wyjmowaniu koperty, ale… Jules podobno odpadł, a to zdziwiło go bardzo, kiedy odczytał wiadomość na pagerze.
— Cześć, Fox — przywitał się więc, żeby go o to zagadać.
— O, witam pana przewodniczącego! — odpowiedział Foxy z uśmiechem i zaskakująco lekką manierą w głosie. Jakby musiał ją zastosować, choć nie chciał. Przeczesał przy tym palcami włosy. Były jeszcze trochę wilgotne po prysznicu. — Gdzie się wybierasz?
— Na lekcję — skłamał Patrick. Nie krępował się rozmawianiem tak publicznie z Foxym, mimo że w szkole było wielu uczniów, którzy go unikali. Zupełnie jakby przebywanie z najsławniejszym w szkole gejem sprawiało, że samemu stanie się homoseksualistą. — Podobno odpadłeś z projektu.
Fox rozejrzał się po korytarzu.
— Mhm. Chociaż nazwałbym to rezygnacją — odpowiedział, wsuwając dłonie do kieszeni. Nie był wylewny, ale w jakiś sposób nawet lubił Patricka. Nie zostaliby przyjaciółmi, ale nie miał do niego takiej awersji, jak wiedział, że mają chociażby Francisco i Sebastian.
Na twarzy jego niskiego rozmówcy, nierozstającego się ze swoją chustą pod szyją, odmalowało się niedowierzanie. Aż na sekundę przystanął.
— Zrezygnowałeś? Przecież dotąd nie miałeś problemów z zadaniami.
— Cóż… — Jules wzruszył ramionami i jeszcze raz się rozejrzał, upewniając, czy nikt im się nie przysłuchuje. — Okazało się, że ostatnię zbyt mocno kłóci się to z moimi zasadami. Ty na pewno też masz coś, czego byś nie zrobił, nawet za najwyższą nagrodę. To kwestia czasu, według mnie. Ale… miałeś już coś w tej turze?
— Nie. Ale się zapowiada… — Patrick uśmiechnął się kątem ust. Szedł w tę samą stronę co Jules i było pewne, że ten połapie się po co. — Ale ciekaw jestem, co to było z Erikiem na walentynki. Więcej się mówi o Tomasie, ale podobno okazało się, że naprawdę twój współlokator jest twoim chłopakiem.
— A nawet jeśli, to co? — spytał Jules, zamiast odpowiedzieć. — Zresztą, czy coś zmieniło to, że Tomas wyszedł z szafy? Woody Jolene zresztą przy tym wszystkim też. Nie zdziwiłbym się, gdyby jeszcze ktoś poszedł za ciosem. To dobra okazja.
Minęli wejście do biblioteki, która teraz, gdy trwały lekcje, raczej świeciła pustkami. To po zajęciach gromadziło się tam więcej uczniów.
— Nie mówię, że nie. Jestem tylko ciekaw, bo swego czasu Eric wydawał się bardzo spłoszony tym, że wszyscy myślą, że jesteście razem.
— Jesteśmy przyjaciółmi, Patrick. A Eric jest osobą jednak inną niż ja i nie lubi rozgłosu. Byłby lepszym członkiem rady uczniów niż Nakano, ale nie lubi się w takie rzeczy mieszać. Więc jak mógł nie mieć dość, kiedy cała szkoła nagle rzuciła się na niego tylko dlatego, że wyczuła sensację nosem? — Foxy prychnął, nadal unikając jasnych odpowiedzi.
Niby Eric szedł do przodu i coraz bardziej wierzył w siebie oraz w ich związek, ale Jules był ostatnią osobą, która chciała go otwarcie wyciągać z szafy. To, jak stało się to na początku roku, było dla niego niezłą lekcją. Wtedy przecież istniało ryzyko, że Eric wyprowadzi się z jego pokoju, a to było najgorszą rzeczą, jaka mogła go wtedy spotkać. Nie wyobrażał sobie mieszkania z kimś innym.
— Teraz, gdyby nie plotki o Tomasie, to na pewno więcej by się o was mówiło — zauważył Patrick i… wszedł za Julesem do sali biologicznej.
Było tam już czterech innych uczniów. Wszyscy rozkładali się w ławkach, a Patrick uznał, że nie ma co robić z tego jakiejś mega tajnej akcji. Nikt nie powinien mieć dziwnych podejrzeń, kiedy zrobi to wszystko najzwyczajniej, jakby wcale nie było to tajne przedsięwzięcie. Dlatego rzuciwszy do Julesa „przepraszam cię na moment”, poszedł na tył sali i zaczął odsuwać akwarium.
Ktoś na niego spojrzał, ale tylko na chwilę. Jedyne, co go zaniepokoiło, to że Jules odłożył swój plecak i podszedł do niego.
— Właściwie to tak. Ale strasznie męczysz się z tym akwarium.
Patrick sapnął, bo akwarium było duże i ciężkie. Ale udało mu się przesunąć je tak, żeby woda się nie wylała i całość nie spadła na podłogę z wielkim hukiem.
— Już — rzucił na wydechu i wziął kopertę.
Jules uśmiechnął się pod nosem.
— Znowu będziesz wykorzystywał do tego swoją straż? — spytał, swobodnie z nim rozmawiając. To było jak ściąganie na egzaminach. Kiedy robiło się to bezczelnie i luźno, nie zwracało się na siebie uwagi bardziej, niż kiedy się kryło. Bo pozostali uczniowie zupełnie na nich nie patrzyli.
Patrick spokojnie zgiął kopertę na pół i schował do kieszeni.
— Nie wiem. Ale nie sądzę, żebym korzystał z pomocy innych osób z projektu. Nie po tym, jak jeden sprzedał mi fałszywy sekret — zauważył wymownie. W końcu to Jules podsunął mu myśl, że Jude i Izzy są parą. Co było wierutną bzdurą.
— Pokazałem ci tylko to, co widziała kamera. Skąd mam wiedzieć, co się za tym kryje? — Jules pozostał niezrażony. — Ale wiesz, w sumie się cieszę, że już mnie to nie dotyczy. I chyba tylko Kevin nie umie sobie z tym poradzić.
— Ja bym żałował odpadnięcia, bo wiele ten projekt oferuje. Ale zobaczymy. — Poklepał się po kieszeni. Obawiał się tego zadania, bo wiedział, że poprzeczka się podnosiła. — Ale niestety teraz czekają mnie nauki polityczne. Miłej biologii.
— Dziękuję. Miłego… współzawodnictwa. — Jules uśmiechnął się do niego i puścił mu oczko. Niemal zalotnie. Patrick jednak wiedział, że po prostu lubił się tak drażnić z ludźmi.
Wywrócił teatralnie oczami i wyszedł. Nie poszedł jednak prosto do swojej sali, tylko zahaczył po drodze o toaletę. Wszedł do jednej z pustych kabin, usiadł na desce i otworzył kopertę z napięciem.

„Zadanie nr 3: Stwórz graffiti na jednej ze ścian w stołówce. Czas: 2 dni.”

Osłupiał. Nawet na zwykłe przemalowanie ściany dyrektor nie udzieliłby mu zgody. A co dopiero graffiti! Nie było możliwości, żeby zrobił to legalnie. I fakt, że każde pomieszczenie w szkole poza toaletami było monitorowane, bardzo mu to wszystko utrudniał…
A co było najgorsze, to jeśli jakoś obszedłby ten problem, to sam sprowadził na siebie inny. Swoją własną straż. Uczniowie na jego polecenie pilnowali porządku w szkole. I jak do tej pory było to dla niego na korzyść, tym razem sam musiał uniknąć straży.

7 thoughts on “Project Dozen – 88 – Otwarcie fortecy

  1. Katka pisze:

    Rehab-e, seks w wykonaniu Tomasa zawsze jest śmieszną zabawą XD On potrafi rzucić tak nerdowskim tekstem, że nie wiadomo, czy się śmiać, czy brać to na serio XD On chyba sam nie wie, czy się zbija, czy mówi to na serio. Patrick i Jules… – hm, w sumie nienawiść jako taka jest widoczna na pewno w przypadku Sebcia i Patricka. Ta dwójka działa sobie mocno na nerwy. A Patrick i Jules… nie, raczej nie ma tu syndromu „nie mogę cię znieść”. Ale może miałaś takie wrażenie, bo Patrick jest specyficzną osobą i zdecydowanie da się go NIE lubić XD Hehe, a co do służby, to chyba nikt, jak widać, się nie domyślał. Najprostsze rozwiązania są zawsze najbardziej zaskakujące!

  2. rehab-e pisze:

    OTWARCIE FORTECY – facepalm, serio. Thomas jest straszny z tymi swoimi tekstami i Wy jesteście straszne, bo wymyślacie takie rzeczy XDD
    Czytając ten rozdział, uświadomiłam sobie, że Jules faktycznie nigdy nie zachowywał się wrogo wobec Paricka, ani nie wypowiadał się jakoś szczególnie źle o nim. A nie wiedzieć czemu, założyłam, że ta dwójka za sobą nie przepada. Pewnie dlatego, że ja nie znoszę Patricka i uważam go za szuje. I strasznie mnie cieszy to zadanie! Zwykle traktuje ten projekt jako coś bardzo bardzo w tle, skupiając się bardziej na relacjach między bohaterami, ale teraz już nie mogę się doczekać dalszej części związanej z tym zadaniem. Odpadnij, błagam! xDD
    Nawiązują jeszcze do poprzedniego rozdziału i wcześniejszych, bo ostatnio nie komentowałam – jestem głupia. Kurczę, dlaczego nie wpadłam na to, że to ludzie od sprzątania podrzucają te zadania? Wiara we własną inteligencję właśnie mi spadła do poziomu -1 xD
    Btw. cieszę się strasznie, że Eric robi coraz większe kroki do przodu. Jest kochany <3
    Pozdrawiam!

  3. Katka pisze:

    Luana, meeega fajnie, że udało nam się Cię zaskoczyć! Chyba na najprostsze rozwiązania człowiek najpóźniej wpada, więc no… chyba wyszło dobrze XD A taka służba szkolna ma wejścia praktycznie wszędzie. No i Woody tak, zdecydowanie sobie dobrze poradził z zadaniem :) Nie musi mieć aż takich wyrzutów sumienia. A co do Tomcia na dole, haha, to na pewno Woody nie będzie narzekał, że zawsze jest na górze, ale na pewno seks poszedł na tyle dobrze, że nie będzie też narzekał, że jest zawsze na dole XD Tomas jest na tak :) A Patrick… no cóż, czeka go trochę kombinowania :D Dzięki za komentarz! Mam nadzieję, że sprzątanie nie było mega męczące!

  4. Luana pisze:

    Przeczytałam teraz oba rozdziały. Komentarz do poprzedniego.
    Myślałam o każdej osobie, która może podkładać koperty. Myślałam o nauczycielu, uczniu, ale w ogóle nie przyszło mi do głowy, że to może być ktoś kto w szkole sprząta itp. A przecież to takie jasne. Taka osoba ma wszędzie dostęp. Pięknie Wam się udało z ukryciem tej tajemnicy. Zaskoczyłyście mnie i jak widziałam to nie tylko mnie.
    A Woody doskonale sobie poradził z zadaniem. Jak cierpieć to grupie. :)

    No, Tomas końcu otworzył swoją fortecę. Spodobał mu się Woody jako top. Jeszcze Woody będzie narzekać, że zawsze jest na górze. Ale fajnie, że Tomas się otworzył i wierzę, że to ich jeszcze bardziej do siebie zbliżyło. :)
    Patrick powołał straż i teraz będzie musiał się ukryć przed swoimi ludźmi. Hahahaha. O ile łatwiej by mu było gdyby nie jego grupa. Ciekawe jak rozwiąże problem.
    Pozdrawiam i lecę dalej sprzątać.

  5. Shivunia pisze:

    Noe >> Nerdowskie teksty sa najlepsze! Zawsze umieją mnie rozbawić. I fajnie że sprawdził się w roli pasywa :D „A teraz Patrick bd miał niezły problem” dum dum dum

    O. >> Mooooże, może. Wszystko jest możliwe. Ale blokada pokonana więc teraz mogą trochę posprawdzać co im się naprawdę podoba :D Zresztą, jak się by postarali to pewnie nawet taką nie do przeskoczenia by się dało pokonać ;)

  6. O. pisze:

    Jeszcze się okaże, że Tommy to tak polubi że tylko będzie się oddawać xD ale dobrze ze to była blokada zwiazana z outem a nie taka do nieprzeskoczenia xd

  7. Noe pisze:

    Uwielbiam nerdowskie teksty thomasa. Był zajebisty jako bottom. Cieszę się że Jules nie żałuję odpadniecia z projektu. A teraz Patrick bd miał niezły problem 😁

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s