Project Dozen – 87 – Tajni agenci

Trey wyszedł z roztańczonego tłumu z Harper za rękę. Dobrze się bawili i miał nadzieję, że zostanie tak do końca wieczoru. Uśmiechnął się do niej i pocałował ją w policzek, gdy wychodzili z audytorium. Oni też chcieli spróbować wziąć udział w jakichś zabawach, które przez cały wieczór odbywały się w różnych salach.
— Jak tam, mała? Potrzymać ci te szpilki?
— Mogę na chwilę założyć. Ale możesz przynieść mi coś do picia — poprosiła, na chwilę przysiadając na ławeczce, żeby poprawić sukienkę i założyć buty. Musiała też odpocząć po tym szaleńczym tańcu.
Natańczyła się z Treyem długo, a raz została porwana przez tego radosnego Latynosa. Trey prawie zabił go wzrokiem, ale ona bawiła się genialnie. Teraz jednak uznali, że pójdą coś porobić i może znajdą Tomasa i Woody’ego, którzy gdzieś im zniknęli.
— Okej. To zaraz wracam — odparł jej chłopak i zniknął z powrotem w audytorium.
Tymczasem Harper doprowadzała się do porządku i obserwowała uczniów na korytarzu. Cały czas ktoś tędy przechodził. Było też głośno zarówno przez muzykę słyszaną z dużej sali, jak i rozmowy uczniów bawiących się w sąsiednich salkach. Z niektórych kolejki wystawały aż na korytarz. Między innymi z tej, w której postawiono budkę do robienia zdjęć. Gdy tylko uczniowie połapali się, że można zrobić je za darmo dzięki zebranym żetonom, tłumnie tam wchodzili. Czasami po kilka razy. Patrick, który pilnował budki, musiał mieć sporo roboty.
A w tym wszystkim w pewnym momencie oczom Harper ukazał się Woody. Co dziwne, wyszedł z jednej salki sam, bez Tomasa. Już chciała do niego krzyknąć i zawołać, ale ten wcale nie poszedł w jej stronę, do audytorium. Zamiast tego przecisnął się pomiędzy uczniami i podążył korytarzem dalej, mimo że tam nie było już żadnych zabaw. Uznała jednak, że może po prostu podążył do toalety.
— Co tam? — Przez zamyślenie o mało nie podskoczyła, kiedy Trey w ekspresowym tempie do niej wrócił. Podał jej sok w kubeczku.
— A nic. Gdzie idziemy? — spytała.
— Myślałem, żeby pójść do budki z pocałunkami — odpowiedział z udawanym przekonaniem, że właśnie naprawdę chce pocałować dziewczynę w budce. Zrobił przy tym czujne, zamyślone spojrzenie i lekko wydął wargi, jakby głęboko to rozważał.
Harper zauważyła to. Zmrużyła oczy i popatrzyła na swojego chłopaka uważnie.
— A wolisz brunetkę czy blondynkę? Ja chyba brunetkę — odparła, idąc w jego grę.
— A to spoko, ja blondynkę. Podzielimy się — podchwycił Trey z uśmiechem.
Harper także się roześmiała i w końcu oddała mu pusty kubeczek.
— Oczywiście, kochanie, a teraz chodź na te zgadywanki, czy co to tam jest. I mam nadzieję, że tam nie musisz całować żadnej blondynki ani blondyna.
Podążyli korytarzem do sali, w której odbywała się zabawa zaproponowana przez dziewczynę. Już nasłuchali się od niektórych uczniów, co gdzie było. Największą popularnością oczywiście cieszyła się budka z pocałunkami. Każdy też był ciekaw, kto wygra w konkursie na najlepszą parę.
Kiedy Harper i Trey weszli do sali, zobaczyli, jak na jej końcu… odgrywane są scenki. Jedna para właśnie próbowała przekazać coś drugiej. I oboje domyślili się tego, nawet nie musząc uprzednio czytać zasad zabawy, jakie były wywieszone tuż przy drzwiach. Zajrzeli jednak na nie. I mieli rację – chodziło o to, żeby pokazać hasło drugiej drużynie. Ta miała też motywację, żeby je zgadnąć, bo jeśli im się udało, to zarówno pokazujący, jak i zgadujący dostawali serduszko-żeton. Sytuacja się odwracała, po czym w zabawie brały udział kolejne dwie pary.
— Fajne. — Harper szturchnęła w bok Treya.
— Mhm. Trochę zależy od szczęścia pewnie, jakie hasło się wylosuje. Ale zobaczymy.
Podeszli bliżej i poruszali się w kolejce całkiem sprawnie. Tym bardziej, że czekanie nie było nudne, bo oglądanie zmagań innych par stanowiło całkiem niezłą rozrywkę. Aż w końcu nadeszła ich kolej. Zabawę prowadził członek samorządu szkolnego, którego nikt za bardzo nie kojarzył. Ale chyba był w to nieźle zaangażowany, bo uśmiechał się do każdego, a sam ubrany był w czarny sweter z wielkim, różowym sercem na piersi.
— Dobry wieczór zakochanym parom! — powitał kolejne cztery osoby.
Poza Treyem i Harper była tu jeszcze para ewidentnych kujonów. Oboje mieli prostokątne okulary i grzeczne ubrania. Chłopak nawet miał wełnianą kamizelkę na swojej białej koszuli, a dziewczyna grube rajstopy w kratę i spódnicę ołówkową. Harper jednak ich doceniała, bo jeśli poza tym, jakie mieli kiepskie poczucie stylu, mieli też mnóstwo czasu na filmy i seriale, to mogli okazać się całkiem dobrzy w takich zabawach.
Pierwsze hasło przedstawiała para ich przeciwników. Na szczęście prowadzący podawał kategorię zadania. Miało być to powiedzenie. Trey i Harper skupili się więc maksymalnie, a para miała półtorej minuty na przedstawienie swojego hasła.
— Wysoko! — zawołał Trey, zapominając, że chodziło o całe powiedzenie, a nie tylko jedno słowo. Ale krzyknął pierwsze, co przyszło mu do głowy, kiedy i chłopak, i dziewczyna zaczęli skakać, jakby próbowali coś sięgnąć z góry.
Zaraz po tym dostał od nich sygnał, że idzie w dobrą stronę. Po tym oboje mocno postawili stopy na ziemi. Akcentowali jeszcze wskazaniami, że nie chodzi o marsz, tylko o stanie. Harper jednak wyglądała, jakby nie rozumiała, o co chodzi.
— No, stopy… — mruknęła, a kiedy nagle załapała, dodała: — Stać na ziemi? — spytała i zaraz zobaczyła, jak druga para kręci głowami.
I nie zdążyli zrobić nic więcej, bo nagle w klasie, jak i w całej szkole, rozległ się alarm. Wszyscy zastygli i zaczęli się rozglądać, jakby ktoś miał przybiec i powiedzieć im, co mają robić. Ale przy tym rozmawiali głośno i jeden pytał drugiego, co się dzieje.
— Poczekajcie… Może to tylko… Po prostu poczekajcie! — Prowadzący kalambury miotał się, ale w końcu zostawił wszystko i wybiegł z sali.
— Kurwa, co się dzieje? — mruknął Trey i złapał Harper za dłoń. — Chodź na korytarz.
Wybiegli jak reszta uczniów, żeby sprawdzić, o co chodzi. Nie było to normalne i na pewno nieplanowane.
— Wszyscy na zewnątrz! — Usłyszeli w końcu głos jednego z nauczycieli. Próbował przekrzyczeć alarm pożarowy.
— Kurwa. Może gdzieś się coś od świeczki zajęło — mruknął Trey, wiedząc, że w niektórych salach paliły się czerwone świeczki jako dopełnienie romantycznego klimatu.
Nie mieli za bardzo okazji do rozmowy i analizy, bo tłum zaczął ich pchać do wyjścia. Muzyka z audytorium ucichła, a wszyscy zaczęli stamtąd wychodzić. Usłyszeli jeszcze wołanie Marka Mossa, żeby wszyscy zgromadzili się na boisku.
— Ja pierdolę, ale kurtki są w sali biologicznej — rzucił ktoś za jego plecami. To właśnie w tej sali, tuż przy wyjściu, zrobiono dodatkową tymczasową szatnię.
Nie było czasu, żeby teraz po nie iść. Wszyscy więc wyszli na zimno, tak jak stali. I jedyną opcją było to, że niedaleko były budynki internatu. Trey nawet widział, jak niektórzy od razu tam idą, nie czekając, żeby zobaczyć, co się stało. Ewakuacja szkoły odbywała się całkiem sprawnie.
Trey uznał, że zostanie z większością uczniów na boisku. Ale że Harper nie miała wiele na ramionach, zdjął marynarkę od swojego garnituru i okrył nią dziewczynę.
— Ej, co się stało? Gdzie jest Woody? — Nagle pojawił się przy nich Tomas, również obejmujący się ramionami, bo i on był tylko w podkoszulce.
Uczniowie zbierali się coraz liczniej i spoglądali na okna szkoły, ale znikąd nie wydostawał się dym. Alarm jednak wciąż wył. Niedługo pewnie z miasta przyjedzie straż pożarna. Nawet jeśli okaże się, że to fałszywy alarm.
— Nie wiem. Nie był z tobą? — spytała Harper, tuląc się do swojego chłopaka. Było jej zimno.
Trey pocierał jej ręce i trzymał przy sobie, a gdy Tomas zaprzeczył, odpowiedział:
— Może się zgubił. Zobacz, ile tu, kurwa, ludzi.
Tomas z niepokojem przyznał mu rację. Woody tak niespodziewanie mu zniknął, że obawiał się teraz, czy coś się nie stało. A nie mógł go dostrzec w tłumie.
— Okej, uwaga! — Usłyszeli nagle głos Marka Mossa, który znalazł się przed boiskiem. — To wszystko może całkiem długo potrwać, więc niestety obawiam się, że musimy przerwać zabawę.
Gdy tłumnie rozległ się jęk zawodu, spróbował go ucieszyć. I w końcu udało mu się mówić dalej:
— Jest już dość późno i do końca zabawy została nam godzina, więc myślę, że nie ma czego żałować! Jeżeli chodzi o konkurs, na pewno samorząd ogłosi wyniki na stronie szkoły! Ale na razie proszę, żebyście wszyscy udali się do internatu! Dziewczyny, które u nas nocują, mogą spokojnie udać się do pokoi, a pozostałe niech poczekają w holach na parterze! Gdy przyjedzie straż, postaramy się dostarczyć wam wasze ubrania! Ale uwaga! Żadnego przemycania swoich partnerek do pokoi! Samorząd i dozorcy z internatów zajrzą do was później!
Harper nie wyglądała na zachwyconą. Popatrzyła na Treya.
— To ja może od razu pójdę do samochodu. Masz moje kluczyki i tak — zasugerowała, kiedy większość już ruszyła do budynków.
— TREY!
Chłopak nie zdążył odpowiedzieć swojej dziewczynie, bo zobaczyli przepychającego się przez resztę uczniów Woody’ego. Wyglądał na zdenerwowanego. Tomas za to na jego widok poczuł ulgę.
— Gdzie ty byłeś? — jęknął.
Trey też od razu odetchnął i skinął na niego.
— Wiesz, co się dzieje? Widziałeś jakiś dym?
— Nie. Byłem w kiblu. Prawie się oblałem, jak zaczął wyć alarm… — zdradził. — Ale słyszałem dyrektora. Co robicie? — spytał, patrząc głównie na dziewczynę, bo oni po prostu powinni wrócić do internatu.
— Masz swoje rzeczy wciąż w szkole — powiedział Trey do Harper. — Chodź, tam jest gdzie usiąść. Jest, coś jak, pokój wspólny na dole. Poczekamy z tobą.
— Okej… — zgodziła się, chociaż jej nastrój przez to wydarzenie opadł z bardzo dobrego na średni.
Woody popatrzył za przyjacielem i dziewczyną, czując się winny temu wszystkiemu. Właściwie to był winny, bo zepsuł im randkę. Ale nie tylko im, a także innym uczniom. I to była jedyna rzecz, która go jako tako pocieszała. Zawsze łatwiej było cierpieć w grupie, niż gdyby tylko oni mieli mieć nieudany wieczór. Przy tym jednak też miał zgryz, że na pewno dyrektorowi i innym pracownikom szkoły popsuł walentynki, jeszcze bardziej niż swojemu przyjacielowi.
Nie mieli teraz wyboru. Musieli po prostu udać się do internatu. W holu zbierało się całkiem sporo uczniów, bo większość dziewczyn wracała do Newcastle. Ci, którzy byli bez pary, po prostu poszli do swoich pokoi. Tomas i Woody postanowili zostać na dole dla towarzystwa. Zabawa walentynkowa była naprawdę genialna. Do czasu.
— To na pewno jest fałszywy alarm… — mruknął Mark do Fostera, kiedy obaj stali przed szkołą i czekali na straż.
Chwilę temu Mark poinformował Patricka i nauczycieli o tym, co mają robić. On za to musiał poczekać na straż i upewnić się, czy wszystko jest okej. Dlatego teraz marzł na zewnątrz.
— Projekt? — zasugerował Foster, samemu przypuszczając, że właśnie tak było.
Ktoś uruchomił alarm. W szkole, w której wszyscy byli zgromadzeni w jednym miejscu, nie powinno być to trudne. Konsekwencje pojawiały się dopiero, jeśli zostało się przyłapanym, ale jeśli miało się plan, a pewnie uczestnik projektu planował to wcześniej, to… tylko Mark miał więcej na głowie.
— Myślę, że tak. Teraz to wszystko trochę potrwa… — mruknął mężczyzna, martwiąc się tym, że zabawa została przerwana w taki sposób. Widział, że uczniowie dobrze się bawią, więc tym bardziej było mu szkoda. A teraz myślał o tym, co zrobić z tym całym jedzeniem i napojami, które zostały. I o całej reszcie. W tym swoim zaplanowanym wieczorze u Fostera. Spojrzał więc na niego przepraszająco: — Nie chcę cię tu za długo trzymać. Może jednak przełożymy to na inny dzień, a ty wrócisz wcześniej?
— Spokojnie. — Foster położył mu rękę na ramieniu. — Nie sądzisz chyba, że cię tu zostawię i pojadę do domu? Jaki byłby ze mnie facet? — Zaśmiał się, naprawdę urzeczony troską Marka, ale nie wyobrażał sobie, żeby w tej chwili myśleć o swojej wygodzie.
Zresztą Mark doceniał samo to, że stał z nim na tym chłodzie przed szkołą i czekał. Przez to na twarzy dyrektora pojawił się pierwszy od włączenia się alarmu uśmiech.
— Dziękuję. Pocałowałbym cię teraz, gdyby na terenie szkoły nie było kamer i gdyby nie istniało ryzyko, że jakiś uczeń dostanie zadanie pod tytułem „obejrzyj nagrania z monitoringu” — dodał trochę prześmiewczo. Ale mówił to, co myślał. To był ten moment, kiedy naprawdę chętnie wtuliłby się w ramiona Fostera i pocałował go.
— Na nagraniach nie widać, że to mi mówisz, a już to czuję — odpowiedział psycholog i zaśmiał się krótko. — I to nie jest właściwy moment, ale chciałbyś może dziś u mnie nocować?
Dyrektor mimowolnie się uśmiechnął i odchrząknął.
— Bardzo chętnie.
— W takim razie tym bardziej na ciebie zaczekam — odparł Foster i potarł ramiona. Było zimno. — Pójdę do internatu znaleźć jakiś zapasowy koc — zasugerował, bo wiadome było, że jeszcze tu postoją. Chociaż słychać było już z oddali syreny strażackie. Strażacy jednak musieli sprawdzić cały budynek, a to mogło potrwać.
— Dobrze. Jeśli nie będzie mnie tutaj, to znajdziesz mnie w szkole.
— Okej. Nie przezięb się — dodał Foster i pospiesznie udał się do budynku. Chciał sprawdzić, czy uczniowie jeszcze się nie pozabijali, a do tego znaleźć Markowi coś do okrycia, póki nie odzyska kurtki.
Cała akcja trwała sporo czasu, ale najwyraźniej uczniowie mimo przerwania zabawy się nie nudzili. W pokojach wspólnych na parterze obu budynków internatu oglądali końcówkę jakiegoś romantycznego filmu. Było więc głośno, mimo że minęła godzina ciszy nocnej. A kiedy wreszcie straż odjechała i okazało się, że wszystko było fałszywym alarmem, wreszcie dziewczyny z Newcastle mogły odzyskać kurtki i wrócić do domów. Trey poszedł z Harper do jej samochodu, żeby ją odprowadzić. Mimo że niebo było ciemne, okolica rozświetlona była wieloma lampami z samochodów, które odjeżdżały z parkingu.
— Do dupy, że tak się skończyło — mruknął, kiedy już stanęli przed samochodem dziewczyny.
— No niestety, ale nic na to nie poradzisz — odparła już w lepszym nastroju niż z początku. Randka nie przebiegła tak, jak planowali. Nie mieli też czasu na chwilę sam na sam, ale w efekcie było to ciekawe przeżycie.
— Może nadrobimy w weekend — uznał Trey, po czym objął ją w talii i pocałował długo. — Mm… Seksownie ci w tej sukience.
— Tobie w garniturze, no ale … — Harper westchnęła, bo naprawdę miała ochotę na kilka chwil razem. Ale z racji, że szkoła została ewakuowana i wszyscy byli w internacie, stało się to niemożliwe. — Napiszę, gdy będę w domu. A ty napisz, jakby coś nowego było wiadomo.
— Spoko. To do spisania.
Chłopak pocałował ją jeszcze na koniec, niezadowolony, że już muszą się rozstać. Był nakręcony na dobry seks. Miał nadzieję, że to nadrobią, ale cieszył się, że Harper zrezygnowała dla niego z zabawy w swojej szkole i spędziła z nim ten wieczór.
— Do zobaczenia.
Harper jeszcze puściła mu oczko i po chwili zostawiła go samego na parkingu, z którego wyjeżdżały już ostatnie samochody. Nie było to dobre pocieszenie, ale nie tylko on miał gorszy wieczór.
Poczekał, aż samochód Harper zniknie mu z oczu i w końcu powlókł się do internatu. W holu było już niemal pusto. Wszyscy podążyli do łazienek lub swoich pokoi. On więc zrobił to samo. Wjechał na swoje piętro i wszedł do pokoju. Od razu zaczął rozwiązywać krawat.
— Chujnia.
— Z numerku nici. — Woody powitał go zrozumieniem i krzywą miną na twarzy.
Siedział na swoim łóżku już tylko w bokserkach i współczuł kumplowi. Do tego czuł się winny. Ale nie mógł mu tego powiedzieć.
— A tak się, kurwa, odwaliłem — mruknął Trey i rzucił krawat na łóżko. — Tommy już u siebie?
— Tak. Tak jak wszyscy. Nauczyciele chodzą i sprawdzają pokoje. Już raz byli, ale że odprowadzałeś Harper, mają zajrzeć jeszcze raz — wyjaśnił Woody dość posępnie. Bolało go to, co uczynił kumplowi, ale nie było to coś nie do nadrobienia, dlatego nie zawahał się.
— Zajebiście — odparł Trey z przekąsem i pozbył się reszty swoich eleganckich ubrań. Już w samych bokserkach i czerwonych skarpetkach podszedł do łóżka Woody’ego i usiadł obok niego. — To nawet nie mogę zapalić.
— Niestety nie. Ale do momentu alarmu było spoko. Harper wyglądała bombowo.
— Ta… Tommy też niczego sobie.
— Ta… Ale niestety u nas też nic nie wyszło. Poza tym, że cała szkoła już wie, że z nim chodzę — odpowiedział Woody i oparł tył głowy o ścianę. Westchnął ciężej. — Czasami nie pojmuję, co to niektórym szkodzi.
— Nie próbuj. Nie pojmiesz. A mnie wkurwia to, co dzieje się w budzie od początku roku. Na początku jeszcze było to zabawne. Potem coraz mniej — powiedział Trey mrukliwie, przyjmując taką samą pozycję jak kumpel. Czekał, aż wreszcie ktoś sprawdzi ich pokój, żeby mógł pójść się umyć i potem zapalić.
I kiedy gapił się w sufit, poczuł, jak Woody klepie go w udo.
— Dlatego jesteś właśnie zajebistym przyjacielem. — Usłyszał od swojego współlokatora, a zraz po tym zobaczył, jak ten powala się na bok na poduszkę. — Trzeba w któryś weekend zabrać Tomasowi samochód i gdzieś się wybrać na jakąś wycieczkę.
— Wow, tak bez Tomasa? Puści cię tylko ze mną? — zapytał rozbawiony Trey.
— A myślisz, że nie? — Woody przekręcił się bardziej na plecy, żeby widzieć kumpla. — Harper cię puści?
— Ona na pewno. Nie jest o ciebie zazdrosna.
— Nie? — spytał Woody zaczepnie.
— Na bank nie…
I naraz usłyszeli pukanie do drzwi. Obaj spojrzeli w tamtą stronę, a Trey zawołał „proszę!” bez skrępowania, mimo że obaj byli w bieliźnie. Do pokoju weszła znana mu tylko z widzenia nauczycielka fizyki. Uśmiechnęła się do nich krótko.
— Już jesteście we dwóch, jak widzę. Wszystko w porządku?
— Tak, wszystko okej. Kiedy można będzie iść się myć? — spytał Woody, wiedząc, że obchód nadal trwa.
— Już możecie, spokojnie. A w szkole wszystko w porządku, to był tylko fałszywy alarm — dodała starsza, zawsze spokojna kobieta, która jednak bardzo dobrze tłumaczyła wszystkie zadania. Woody chodził do niej na zajęcia. I doskonale wiedział, że był to fałszywy alarm. — Dobranoc.
— Dobranoc — chłopcy odparli wspólnie.
Woody zastanawiał się, czy szkoła poniesie jakieś konsekwencje z tego powodu.
— To idziesz się myć? — spytał kumpla, gdy tylko drzwi się zamknęły.
— Taa, spadam.
Trey uniósł się i zabrał swój ręcznik, klapki i kosmetyczkę. Był w sumie zmęczony. Ale gdyby miał teraz pieprzyć się z Harper, to mógłby nawet dwa razy. Jednak projekt eksperymentalny miał dla niego inne plany. Dlatego mógł jedynie umyć się i pójść spać bez swojej dziewczyny.

*

W sobotę po walentynkach było dużo sprzątania, zarówno w szkole, jak i w obu budynkach internatu. Molly wiedziała, że będzie ciężko, ale wiedziała też, że dostanie dodatkową zapłatę. Dziewczyny, które nocowały w internacie, oczywiście zostawiły po sobie bałagan. Szkoła też była jednym wielkim chaosem, bo wczoraj uczniowie zostawili wszystko tak, jak było. I wyszli. Na szczęście teraz, o dziesiątej rano w sobotę było jeszcze cicho i spokojnie. Uczniowie w większości spali bądź dopiero się budzili, a Molly właśnie skończyła sprzątanie swojego piętra. Zaraz miała pójść do szkoły, pomóc tam sprzątającym, ale postanowiła jeszcze podejść do sklepiku w internacie i kupić sobie na zwiększenie sił Snickersa. Umyła więc ręce i zostawiła swój wózek w magazynku, a następnie już tylko w swoim niebiesko-białym fartuszku i grubych, białych rajstopach podążyła do sklepiku.
Zastała tam Trevora. On chyba zawsze tam był i czasami z koleżankami śmiała się, że tam mieszka. Ale poza tym wszyscy go lubili. Pomagał nie raz, kiedy trzeba było u niego w lodówce coś przechować. Do tego sama jego obecność, nawet w dni takie jak dziś w szkole, pozytywnie wpływała na wszystkich.
— Hej, Molly — przywitał się z nią, kiedy ją zobaczył. Ustawiał na półkach napoje, które nie zostały otwarte podczas imprezy.
— Hej, Trevor — odpowiedziała z przyjemnym uśmiechem. Byli w podobnym wieku, choć nigdy o to nie pytała. Koleżanka powiedziała jej, że Trevor ma trzydzieści dwa lata, więc był tylko dwa lata starszy od niej. — Będziesz sprzedawać pozostałości? — zapytała, bez skrępowania wchodząc za ladę.
Wszyscy tak robili. To znaczy wszyscy z personelu sprzątającego i dozorcy. Tam Trevor miał małe krzesełko i dobrze było spędzić przerwę na pogaduchach, przy ciepłej kawie z ekspresu.
— Z rozliczenia im to odejmę. Co mieliby z tym zrobić w innym razie? — zagadał mężczyzna i na chwilę zostawił pracę. I zgodnie z przypuszczeniami kobiety spytał: — Chcesz kawy?
— O, dziękuję, chętnie — odpowiadała, przysiadając na krzesełku. Wyciągnęła też z kieszonki w fartuszku trochę drobnych. Żałowała tylko, że nie może rozpuścić włosów, bo te były bardzo długie i przeszkadzały jej w pracy, dlatego spinała je w niedbały kok na czubku głowy. — I Snickersa, jeśli możesz.
— Jasne. W ogóle jak idzie sprzątanie? — spytał, już parząc jej kawę. Podał jej przy okazji batona.
Ona dała mu pieniądze i od razu otworzyła Snickersa.
— Dobrze, ale dzisiaj dłużej schodzi. Zaczęłam jakoś po szóstej, a dopiero skończyłam. Zaraz idę do szkoły. Muszę…
Urwała nagle, bo do sklepiku ktoś wszedł. Mianowicie dwójka uczniów, którzy musieli już się obudzić, a do tego spostrzec, że mają puste szafki i lodówki w kuchni na piętrze. Poczekała więc, aż zrobią swoje zakupy. Obserwowała przy tym Trevora. Głównie jego pośladki. Miała na nie dobry widok ze swojego krzesełka za ladą obok półek z chipsami. A gdy tylko chłopcy zniknęli, pociągnęła myśl.
— Muszę podłożyć… to od pana Clarka, tak? Masz?
— Mhm. Mam, mam. Będziesz musiała sobie tylko zrobić wycieczkę znowu po szkole, bo trzeba podłożyć to w sali biologicznej. Pod akwarium — mruknął i podał jej kawę. Posłodzona i z mleczkiem. — Jest tam jak to wsunąć? Przecież nie będziesz podnosić akwarium?
Molly zatroskała się. Napiła się łyka kawy i spróbowała sobie przypomnieć, czy kiedyś musiała przesuwać akwarium. Ale z tego co pamiętała, nie było bardzo ciężkie.
— Myślę, że sobie poradzę. Szafka, na której stoi, jest długa, więc przesunę je i podłożę… to.
I znów do sklepiku ktoś wszedł. Tym razem był to członek projektu, więc momentalnie się napięła. Cody Solt był ewidentnie zaspany i nie zauważył jej napięcia, kiedy podszedł do Trevora… wciąż w piżamie, ale już w swetrze.
— Dzień dobry. Poproszę… O. Są babeczki z wczoraj.
— Tak. Przerwali wam wczoraj zabawę, więc dziś możecie jeszcze złapać jej posmak —odpowiedział mężczyzna z uśmiechem.
Według Molly znacznie lepiej sobie radził ze stresem niż ona albo jakakolwiek inna dziewczyna, która też w tym brała udział. Był spokojny i jakby urodzony do tego, żeby być tajnym agentem. Tak sobie przynajmniej myślała, kiedy zachowywał się tak spokojnie, obsługując chłopaka, którego mieli pod obserwacją.
— To poproszę dwie te babeczki z lukrem i butelkę cytrynowej herbaty.
Kiedy Cody Solt płacił, Molly kończyła swojego Snickersa i popijała go kawą. Wiedziała, że Cody już odpadł. Wciąż pamiętała, że to ona podkładała kopertę z jego ostatnim zadaniem. Miała z tym trochę zabawy, bo profesorowie pozwolili jej wybrać samochód, za którego wycieraczką miała położyć kopertę. Później już tylko słyszała od innych, jak chłopak biegał po parkingu i szukał swojego zadania. To było zabawne. Może trochę wredne z jej strony, ale nie przejmowała się tym.
Trevor w tym czasie dał wszystko nastolatkowi i po chwili ten już odchodził z miną, jakby wciąż spał.
— Okej, to siedzisz, czy już ci dać? — spytał mężczyzna, patrząc na Molly ciepło swoimi brązowymi oczami.
— Już kończę kawę. Możesz przynieść — odpowiedziała ze słodkim uśmiechem. A przy tym myślała, czy gdyby zrzuciła z pięć kilo, to Trevor zaprosiłby ją na randkę. Był takim porządnym mężczyzną. Aż ją dziwiło, że zgodził się być jednym z pięciu tajnych agentów profesorów prowadzących eksperyment.
— Mhm — odpowiedział Trevor dość mało emocjonalnie i poszedł do kasy. Otworzył ją i po chwili już wręczał Molly przechowywany tam drobiazg, o którym nikt nie mógł się dowiedzieć. Przy tym uśmiechnął się do kobiety. — Jakbyś miała jakieś problemy, to się nie sil. Przyjdź do mnie. I też daj znać, kiedy już podłożysz.
— Oczywiście — odpowiedziała pewnie. Wiedziała, że Trevor jest tutaj pośrednikiem pomiędzy nimi a profesorami. Wszystko musiało być przez niego potwierdzone. A oni wszyscy… mieli całkiem przyjemne dla portfela dodatki do pensji.
Schowała kopertę pod fartuszek i wyrzuciła do kosza zarówno kubeczek po kawie, jak i opakowanie po batonie. Zostałaby jeszcze chwilę, porozmawiała z Trevorem, ale wiedziała, że praca czeka. Zarówno ta oficjalna, jak i nieoficjalna.
— To do zobaczenia potem — pożegnała się z nim, wychodząc zza lady.
— Do zobaczenia. Zajrzyj jeszcze, jak będziesz miała chwilę. Pewnie te babeczki wszystkie się nie sprzedadzą — odpowiedział jej Trevor, mając nadzieję, że jeszcze się zobaczą. Lubił swoją pracę. Teraz jeszcze bardziej. Dodatkowy dreszczyk emocji i obserwacja tego, o czym większość uczniów nie miała pojęcia, przynosiło wiele wrażeń i finansowych bonusów. Satysfakcja z pracy rosła. Molly całkowicie popierała to zdanie, więc z brakiem wyrzutów sumienia, za to z wewnętrznym podekscytowaniem, podążyła w stronę szkoły wypełnić swoje tajne zadanie.

5 thoughts on “Project Dozen – 87 – Tajni agenci

  1. Katka pisze:

    Noe, zdecydowanie byłoby więcej komplikacji. Myślę, że dzięki temu, ze są to pracownicy szkoły, to są oni bardziej bezstronni. A to przecież chodzi, żeby nikomu nie ułatwiać :) hahaha a co do FDTS, to nie wiem, ale wydaje mi się, że to Lenny w tej kwestii rządzi XD

    Omega, innym sposobem na przerwanie Treyowi randki mogło być obwiązanie go szarą taśmą i zostawienie w szkolnej toalecie, ale chyba tego Trey by mu nie wybaczył XD A jednak Woody jest całkiem myślącą jednostką, wiec udało mu się to zrobic bardziej bezboleśnie. „Nie wiem co miałam w głowie we wcześniejszych rozdziałach, że zastanawiając się: „kto jest podstawiony”, pominęłam kompletnie personel szkoły.” – hehehe, miło, że zaskoczyłyśmy :D Oczywiste, a jednak nie do końca, jak widać :) I wow, dziękujemy za miłe słowa! To jest bardzo potrzebne, kiedy spało się w weekend mniej, niż powinno się spać w ciągu jednej nocy, a zawalenie pracą zabija XD Czujemy się docenione, za co bardzo dziękujemy :)

    Sora, chyba profesorów w szkole by ktoś zauważył i nie byłoby już tak mało podejrzane XD Cóż, tacy ludzie jak oni mają możliwości zatrudnienia kogo chcą, chyba XD Nawet tak, żeby sam dyrektor nie wiedział. Co do tego, ze łatwiej w grupie znieść – miałam w sumie to potwierdzić dość lekko, ale naszła mnie myśl, że to jednak smutne, że człowiek się lepiej czuje, kiedy nie cierpi sam, a ktoś poza nim również XD Ale to chyba taka osłona przed poczuciem niesprawiedliwości.

    O., wlaaaśnie, obaj mogą narzekać. Woody na pewno miał trochę mniejsze wyrzuty sumienia dzięki takiemu rozwiązaniu. Zresztą, na bzykanko znajdzie się czas XD to nie jest nic, co im ucieknie, hehe.

  2. O. pisze:

    Nie myślałam, że Woody zepsuje kumplowi randkę, ale zrobił to w taki dość zaskakujący sposób – popsuł wszystkim i sobie samemu randki xD Także, obaj mogą narzekać, że nie zaliczyli xD O jeden wyrzut mniej xD
    Molly już raz zabawiła się z schowaniem zadania, a co jeśli ktoś zajdzie jej za skórę? Albo Trevor jej źle przekaże? ;D

  3. Sora pisze:

    I tak oto została rozwiązana zagadka pojawiających się kopert XD Chyba raz w tekście których z chłopaków zastanawiał się prześmiewczo czy to aby nie Ci profesorowie z projektu podkładają, ale widać, szkoła ma własnych tajnych agentów XD
    Powiem szczerze, że nawet nigdy nie zastanawiałem się chyba kto to podkłada, haha. Przyjąłem za fakt oczywisty, że te zadania się pojawiają, bo muszą się pojawić :D

    Szczerze… nie współczuję, Harper, że Woody zepsuł im bzykanko XD Chyba przez to, że cierpieli na tym nie tylko oni, a w grupie raźniej coś znieść, jeśli nie tylko ty tracisz XD Pewnie wiele par nie pobaraszkowało po, a miało w planach…. nadrobi się, tak jak pisało, to nie jest coś, czego nie można nadrobić :D

  4. Omega pisze:

    Czułam, że Woody będzie coś z alarmem majstrował. W sumie do głowy nie przychodził mi żaden inny pomysł na przerwanie randki mojej ulubionej hetero pary xD (wielka szkoda, że impreza została wcześniej zakończona, ale na szczęście to tylko godzina) – tak w ogóle, to ciekawi mnie kto zdobędzie tytuł króla i królowej – w sensie, czy będzie tam ktoś ze znanych nam postaci (może Sen i któraś z tych lasek? Choć osobiście wolałabym Noela jeśli Sen ma wygrać xD Czy jednak ktoś, kto po prostu jest w tej szkole, jak chociażby ten wielki Tom i jego niska dziewczyna? Cóż, zobaczy się za tydzień xD
    Nie wiem co miałam w głowie we wcześniejszych rozdziałach, że zastanawiając się: „kto jest podstawiony”, pominęłam kompletnie personel szkoły. Teraz jak to przeczytałam to wydaje się takie oczywiste, bo w końcu mogą wejść wszędzie i podkładać te zadania. Powiedzenie: „najciemniej jest pod latarnią” się tu bardzo sprawdza o.o
    Jak zwykle życzę wam dużo weny i chęci do dalszego pisania, bo naprawdę tworzycie cuda ♥ Nie chcę po raz setny pisać, że kocham was i te opowiadania, ale taka prawda xD (co nie zmienia faktu, że za często to piszę xD )

  5. Noe pisze:

    Cieszę się że tajnymi agentami nie są uczniowie bo wtedy byłoby jeszcze więcej komplikacji. Współczuję treyowi, kibicuje molly. Polubiłam ją. Mam nadzieję na parę scenek z jej udziałem. To tyle 😊kocham i wielbię❤
    Ps. Kto w fire dragon miał najlepszy kaloryferek?(tak mnie naszło na czytanie tego od nowa)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s