Project Dozen – 86 – Walentynkowa zabawa

Sen Nakano potraktował bardzo poważnie to, że ma mieć na sobie coś różowego albo czerwonego. Może nawet za poważnie, bo właśnie szedł korytarzem w swoich różowych, wąskich spodniach, mając czerwoną koszulkę i czerwone trampki. Był widoczny na korytarzu nawet bardziej niż czupryna rudych włosów Noela. Ale nie tylko przez to zwracali uwagę innych. Sen nie wiadomo skąd sprosił do szkoły swoje dwie koleżanki. Nie byle jakie koleżanki. Jedna i druga wyglądały jak chodzące boginie. Obie szczupłe i długonogie, co podkreśliły szpilkami oraz krótkimi spódniczkami. I gdyby Noel też był dziewczyną, to całą trójką wyglądaliby jak aniołki Sena, bo jedna dziewczyna była brunetką, a druga jasną blondynką.
— To naprawdę męska szkoła. Czuję się jak na wybiegu — brunetka zagadała Sena, kiedy kolejnych dwóch chłopaków zderzyło się ze sobą, zapatrując się na nie.
Z początku Noel zastanawiał się, czy dla zgrywy nie przebrać się w kobiece ciuszki. Był ciekaw, jak wielu chłopaków pomyliłoby go z dziewczyną i próbowało poderwać. Ostatecznie jednak zrezygnował, bo i tak nie miał dziś tak wiele czasu na zabawę z racji bycia członkiem straży Patricka. Musiał o siódmej pójść zmienić jednego chłopaka w Kąciku Prawdy.
— Dziwisz się? Jesteś sto razy ładniejsza niż większość tych wszystkich dziewczyn — odparł, samemu popatrując po dziewczynach, które mijali. Sen się wykazał. Już chciał zatańczyć z którąś z jego towarzyszek.
— Och, Noel, jesteś słodziutki. Dam ci zniżkę w budce z pocałunkami — odparła ta sama dziewczyna z miłym dla ucha śmiechem.
Sen mówił do nich Trixie i Dixie. Wiadome było, że mają inne imiona, ale chyba same chciały być tak nazywane. A przynajmniej dzisiejszego wieczora.
— Trixie, nie możesz tak go faworyzować. Chociaż zgadzam się, jest słodziutki — dodała blondynka do koleżanki.
Sen poprosił je, żeby zasiliły budżet szkolnej rady, występując w budce z pocałunkami. Zgodziły się ponoć bez problemu.
Tymczasem całą czwórką doszli pod audytorium, w którym już zgromadziło się sporo uczniów ze swoimi towarzyszkami. Cała sala była zaciemniona przez nisko opuszczone rolety, ale samorząd postarał się o czerwone, migające światełka. Obecnie dodatkowo oświetlona była scena, na której występował Jude. Już z korytarza było słychać jego czysty głos, kiedy śpiewał jeden ze swoich znanych kawałków, a w tle za podkład robili koledzy z zespołu. Wiele par już bawiło się na parkiecie, pod ścianą DJ mający prowadzić zabawę przeglądał coś na swojej komórce, a nauczyciele pilnowali porządku.
— Sen! — Patrick od razu wypatrzył Azjatę. Sam był ubrany w całkiem schludny, choć mało formalny garnitur oraz czerwony krawat w serduszka. — Pamiętaj, że za dwie godziny zbieramy głosy na parę wieczoru. Przyjdź później po koszyczek.
— Przyjdę. Będę go później pilnował jak Cerber. Ale i tak nie wygrasz tego konkursu — odparł przewodniczącemu, nie mając nic złego na myśli. Po prostu się z nim drażnił.
A Patrick wzniósł oczy do nieba. Zabawnie było widzieć, że jest niższy od dwóch towarzyszek Sena.
— Nawet o tym nie marzę. Pamiętaj, za dwie godziny. A ty, Noel, masz Kącik Prawdy.
— Tak, tak, wiem, mości panie! — odpowiedział rudzielec i skłonił mu się dwornie. — A tymczasem, czy mogę mości pana poprosić do tańca?
Przewodniczący wykrzywił usta z powątpiewaniem.
— Noel, czy ty jeszcze jesteś normalny, czy towarzystwo Sena już za bardzo na ciebie zadziałało?
— Odmawiasz mu tańca? — Sen wstawił się za przyjacielem. — Myślisz, że na tej zabawie będą tylko damsko-męskie pary na parkiecie i twoich zabawach? Och, nie sądziłem, że ktoś taki jak ty będzie tak obawiał się dotknąć w ponętnym tańcu męskiej talii.
Patrick patrzył po nich, aż nie dowierzając. Do tego obie dziewczyny stojące przy Azjacie też wyglądały, jakby wyzywały go do pojedynku. Przez to chłopak nadął się i… burknął:
— Pieprzyć to. Sam będziesz tego żałował, Noel — odpowiedział do niego z wyzwaniem i pociągnął go za rękę na parkiet.
Rudzielec najpierw zrobił wielkie oczy, a potem roześmiał się. I ciągnięty przez Patricka, krzyknął jeszcze z uciechą przez ramię do Sena:
— Rób zdjęcia!
Trixie zagwizdała na palcach, za co dostała klepnięcie w bok przez swoją koleżankę. Wyglądały jak milion dolarów.
— Będę robił! — zawołał Sen, wyciągając z torebki jednej ze swoich koleżanek aparat Noela.
Kilka osób po drodze, widząc przewodniczącego tańczącego z chłopakiem, zaklaskało z uciechą. I nie tylko Sen robił zdjęcia. Cody, który zamierzał zrobić później duży artykuł w gazetce z zabawy, też cykał zdjęcia. Ale nikt nie rzucał żadnych głupich komentarzy. Wszyscy już teraz dobrze się bawili, mimo że zabawa dopiero się zaczynała. A Noel zamierzał rozkręcić ją jeszcze bardziej, bo nie pozwolił Patrickowi jedynie na bierne bujanie się obok, tylko kręcił się przy nim, obejmował go co raz i śmiał się radośnie z tego przedstawienia.
Temu wszystkiemu przyglądali się też już Trey z Harper.
— Chyba chłopcy jednak nie będą mieli problemów. — Dziewczyna zwróciła się do swojego chłopaka, mając na myśli Tomasa i Woody’ego. Ci zostali na chwilę z tyłu, bo Tomas łapał długi oddech na odwagę.
— Taa… Raczej nie — przyznał rozbawiony Trey.
Na razie stał z Harper przy parapecie, oglądając tańczące pary i kończącego swój występ Jude’a. Popijali bezalkoholowy poncz z plastikowych kubeczków i… wyglądali zdecydowanie na jednych z bardziej elegancko ubranych.
Większość uczniów ubrała się raczej luźno, choć na pewno bardziej szałowo niż w szkole. Ale mało kto założył koszulę. Harper za to wystroiła się pięknie, żeby pasować do swojego chłopaka. Miała wściekle czerwoną sukienkę, która seksownie przylegała do jej szczupłego ciała. Sięgała połowy ud. Trey z początku nie mógł oderwać od niej wzroku. Teraz powoli się przyzwyczajał. Tym bardziej, że jego dziewczyna nie wyglądała jak każda inna w takiej sukience, bo założyła do tego skórzane bransoletki oraz czarne szpilki z kolcami.
Chwilę komentowali to, co działo się na parkiecie, a potem wymienili kilka słów o DJ-u, który właśnie zastąpił Jude’a na scenie i po chwili puścił swoją składankę. Wtedy do Treya i Harper w końcu podszedł Woody ze swoim chłopakiem.
Tomas był zestresowany i spięty. I było to widać. Jednak walczył ze sobą i starał się zachowywać naturalnie. Ubrał się dzisiaj na Johnny’ego Bravo, jak to wyjaśnił pozostałej trójce. Miał obcisłe, jasne jeansy, które podkreślały jego pośladki. Do tego czarny podkoszulek z podwiniętymi rękawkami, a na włosach, jako opaska, spoczywały ciemne okulary. Jego różowym akcentem była przypinka na piersi z dużym serduszkiem.
— Oj… Jude już poszedł? — zagadał, z żalem patrząc na scenę. Ominął go jego występ.
— Mhm, ale jeszcze ma zaśpiewać. Chyba jak będzie ogłoszenie króla i królowej — odparła Harpar i puściła oczko Tomasowi. Uważała, że bardzo seksownie wyglądał. Woody też fajnie prezentował się w spodniach jej chłopaka. Nawet jeśli wolała je na Treyu.
— Mhm. I patrzcie, Sen tańczy teraz z Noelem, ale chwilę temu Patrick z nim tańczył. Nawet kilku innych chłopaków też tańczy razem, ale, stary, takie rzeczy jakie Noel wyprawiał… — Trey streścił im, co się działo.
— Poważnie…? — Tomas aż sam poszukał wzrokiem Noela i Sena.
Ci rzeczywiście tańczyli razem i byli zdecydowanie mniej powściągliwi niż inni chłopcy. Znajdowali się blisko siebie i nie bali się położyć sobie dłoni w pasie. To było… miłe w obserwacji.
— To może potem my też trochę potańczymy? — zagadał swojego chłopaka. — Ale może najpierw jakieś zabawy czy coś?
Woody skinął głową.
— Jasne. Spoko — zgodził się i stuknął w jego ramię swoim. — I może to tak nie w temacie, ale ciekawe, czy Jules z kimś przyjdzie. Widzieliście go? — zwrócił się do Harper i Treya.
— Chyba nie.
Rozejrzeli się mimo to, ale nie dostrzegli Foxa w tłumie. Ludzi było zbyt wielu. Tomas zobaczył za to Colina, który zaprosił jakąś koleżankę z klubu hobbitów. A z kadry pedagogicznej dojrzał nauczycielkę z matematyki rozmawiającą z panem Craigiem. Pewnie byli jeszcze inni, ale pomagali uczniom w przygotowaniu różnych zabaw w innych pomieszczeniach.
— O, jest Fox — rzucił po chwili Trey, wskazując kubeczkiem wejście do sali.
Ten faktyczni właśnie wszedł. Był, jak wszyscy, dobrze ubrany. Miał klasyczne, czarne spodnie i ładnie na nim leżącą, czerwoną koszulę. Była rozpięta pod szyją, więc szkolny „lis” wyglądał drapieżnie. Co ciekawe, nie był z kimś, kogo nikt nie znał.
U jego boku szedł Eric, który chyba też postawił dzisiaj na elegancję. I wyglądał naprawdę z klasą. Również czarne jak Jules spodnie, a do tego czarna, wąska koszula i mocno czerwona muszka. Z tymi swoimi prostokątnymi okularami i włosami lekko zaczesanymi na bok wyglądał szczupło i elegancko. Właśnie pokazywał swojemu współlokatorowi długi stół z napojami i przekąskami, po czym obaj podążyli w tamtym kierunku.
— Eric nie ma dziewczyny? — zapytał Trey bez szczególnej ciekawości. Dopił w międzyczasie swój poncz i odłożył kubeczek. Ale czekał, aż Harper skończy swój, zanim zaprosi ją do tańca.
— Nie wiem. Ale na pewno z nią nie przyszedł — odparł Woody, zaskoczony, że jednak Eric postanowił przyjść z Julesem. Myślał, że będą się bardziej wypierać, że są razem. Z drugiej strony, kilku chłopaków też właśnie stało gdzieś po kątach i gadało ze swoimi współlokatorami albo kolegami. A każdy wiedział, że Eric przyjaźni się z Julesem.
— Ale jeśli nie ma to… Trey. Chłopak wygląda jak naprawdę mokry sen kujonki — Harper zwróciła się do swojego partnera, nie przejmując się, że przy nim mówi o wdziękach innego chłopaka.
A Trey od razu objął ją w pasie i pocałował w policzek.
— To całe szczęście, że ty nie jesteś kujonką. Ale będziemy tu stać i obgadywać wszystkich, czy chcesz trochę potańczyć?
— Chcę potańczyć — odparła od razu i spojrzała jeszcze na Tomasa i Woody’ego. — A wy?
— Zaraz idziemy. Zjemy coś jeszcze — odpowiedział współlokator jej chłopaka, bo chciał jeszcze zagadać Foxa, nim zaczną zabawę, jeśli Tomas wyrazi też taką chęć. Był ciekaw, czy przyszedł tu z Erikiem jako chłopakiem czy przyjacielem.
— Okej, to do potem — powiedział Trey i pociągnął za rękę swoją dziewczynę. Był z niej dumny, bo inni często na nią patrzyli.
Tymczasem Tomas i Woody podążyli w stronę stołu z przekąskami, zwracając na siebie nie mniej spojrzeń. To, że Tomas był gejem, było już powszechnie wiadome. Miał przez to wiele nieprzyjemności, bo nie każdy dobrze to przyjął. Na jakiś czas nawet zrezygnował z zajęć na basenie. Ale teraz to nie on skupiał te spojrzenia, lecz Woody. Po drodze nawet zawołał do nich któryś z czarnoskórych chłopaków z drużyny koszykarskiej.
— Ej, Jolene, jak randka?
Woody przystanął i spojrzał na niego. Był z dwoma kumplami i jedną dziewczyną. Ewidentnie siostrą jednego z nich.
— Dzięki, dobrze. A wasza? — spytał z rozbawieniem na twarzy. Nie pojmował, jak ktoś sam umiał się tak pogrążać. Żartować z kogoś, samemu nie będąc na to na dość dobrej pozycji.
— Na pewno mniej siarowa — odparł chłopak i zaśmiał się, przybijając piątkę z kumplami.
Tomas ściągnął brwi i podszedł do nich z irytacją na twarzy. Kiedy już wiedział, że nie jest w tym sam, łatwiej było mu się stawiać. Poza tym sam był podobnej postury do tego chłopaka, więc nie bał się stanąć tuż przed nim i niemalże zetknąć się z nim klatką piersiową.
— Nie wiem, kto tu robi większą siarę, ale Woody przynajmniej nie musi się dzielić na trzy osoby siostrą kumpla — burknął. Aż sam siebie nie poznawał.
I niespodziewanie dostał w tym wsparcie od wspomnianej dziewczyny, która zaśmiała się i aż musiała zakryć usta dłonią. Kiedy jej brat na nią spojrzał, tylko spytała „no co?”.
Woody w międzyczasie podszedł do swojego chłopaka i położył mu dłoń na biodrze, obejmując go przez to w pasie.
— No, panowie, taka prawda.
Ci spojrzeli po sobie z krzywymi minami, jakby nie nadążali za tym, co się dzieje. Kilka osób wokół też spojrzało na całą scenę i wyraziło zaskoczenie minami czy słownie, kiedy dostrzegli rękę Woody’ego w pasie Tomasa. Było oczywiste, że wieści podążą dalej.
— Ja pierdolę… — burknął ten, który ich zaczepił i ignorując wszystkich, przecisnął się dalej. A po drodze rzucił kumplowi taką minę, jakby ten był wszystkiemu winien.
Ten był najwyraźniej bratem śmiejącej się dziewczyny. Rozłożył ramiona z wyrzutem i z „co się mnie czepiasz?!” na ustach, podążył za kumplem. Ostatni z chłopaków także się ulotnił, na pewno nie chcąc teraz wyskakiwać przed szereg.
Woody odprowadził ich spojrzeniem i poklepał Tomasa po boku.
— Jaki dzielny byłeś — rzucił do niego, nie chcąc przy okazji, żeby za poważnie to zabrzmiało. — Idziemy do Foxa?
— Mhm…
Odprowadzeni wieloma spojrzeniami w końcu znaleźli się przy stoliku. Tutaj kręciło się całkiem sporo uczniów, ale stół z jedzeniem był złożony z czterech ławek, więc nikt się nie przeciskał. Za dokładanie przekąsek odpowiedzialni byli niektórzy uczniowie z samorządu. Eric właśnie nakładał na dwa talerzyki trzymane przez Julesa po kawału torcika z serduszkami z białej czekolady na wierzchu.
— Hej, Jules, Eric — przywitał się z nimi Woody, zastanawiając się po jednym spojrzeniu na słodkości, czy jest też coś bez cukru.
Para obejrzała się na nich, a Eric od razu wyciągnął do niego dłoń.
— Hej. Jak się macie? — zapytał przyjaźnie.
— Okej, chociaż dość dziwnie jest zwracać na siebie uwagę — odparł Woody, kiedy podał dłoń Erikowi i jego współlokatorowi.
Stał przy tym blisko Tomasa. Doskonale czuł, jak za jego plecami rozprzestrzenia się informacja, że przyszedł tu z chłopakiem.
— Po tym jak Tommy został wyoutowany… nie jest to dziwne. — Jules uśmiechnął się jeszcze do swojego eks.
Ten odpowiedział tym samym i rozejrzał się. Był świadom, że wszyscy na nich patrzą, ale miał wrażenie, że teraz nie tylko na nich, ale też na Erika i Julesa.
— Nom. Jest dziwnie. A w ogóle to zajebiście wyglądacie. Czarno-czerwono tak — zauważył.
Eric zerknął na Julesa, na siebie i przytaknął. Pasowali do siebie.
— Choć Jules i tak zawsze we wszystkim lepiej wygląda — dodał szczerze to, co myślał. Uważał swojego chłopaka za przystojniejszego od siebie i co by nie mówić, był też lepiej zbudowany.
Woody dyskutowałby z tym, zresztą pewnie nie tylko on na tej sali. W końcu gusta były różne.
— A w ogóle, Jules, tak już między nami… połowa szkoły wie po twoim filmiku, że masz chłopaka.
— Mhm, do czego zmierzasz?
— Zabrałeś go dziś ze sobą? — spytał najdyskretniej, jak umiał.
Tomas zerknął na nich. Był ciekaw, w jakiej roli dzisiaj chcą być postrzegani.
— Zabrał — odpowiedział za Julesa Eric i cmoknął go w policzek, ale delikatnie i nie rzucając się w oczy, więc mało kto to zauważył. — Częstujecie się? Czy idziecie brać udział w jakichś zabawach?
Tomas spojrzał na ich ciastka, kiedy ci zaczęli jeść. Ale chyba sam jeszcze nie miał na nic ochoty.
— Nie wiem. Może pójdziemy zobaczyć, jakie w ogóle są zabawy. Wy też idziecie?
Jules cały czas patrzył na Erika. Chyba był bardziej zestresowany niż on tym, że Eric nie chciał dziś się ukrywać. Mieszało mu się już w głowie.
— Co? A tak, pójdziemy, ale jeszcze nie wiem na co. Pewnie na to z prawdą i wyzwaniem. Znamy się na tyle, że nie powinniśmy mieć problemów. A potem… zobaczymy.
— Fajnie. — Woody stuknął Tomasa. — To nie przeszkadzamy. Ja jeszcze coś wezmę na wynos i idziemy na przeszpiegi.
— Jasne. Gdybyście potem potrzebowali jakiejś pary do wspólnej zabawy, to dajcie znać — dodał Tomas, bo wiedział, że były też zabawy polegające na rywalizacji dwóch par.
Eric i Jules podziękowali za propozycję, a Woody i Tomas poszli dalej, żeby pogadać z innymi uczniami i może chwilę potańczyć. Tymczasem Eric wziął głęboki wdech i wrócił do swojego ciasta.
— Będziesz coś dziś kręcił?
— Nie brałem kamery. Najwyżej, jakby coś się nagle działo, to mam telefon. A czemu pytasz?
— Bo ostatnio rzadziej masz ją przy sobie. W zeszłym roku nie rozstawałeś się z nią — zauważył Eric, powoli kończąc ciasto.
Muzyka puszczana przez DJ-a, jak na razie, była dość skoczna i przyjemna, mimo że kawałki były zdecydowanie o miłości. Ale na szczęście nie wiało od nich nudą i przesadnym romantyzmem, więc faktycznie można było potańczyć. Nawet pan Craig na chwilę wylądował na parkiecie z panią od matematyki, co zostało radośnie obklaskane przez niektórych uczniów.
— Bo mam więcej filmów, gdzie się mądrzę do kamery, niż gdzie pokazuję, co robię. Bo zwykle mało jednak robię tego, co kogoś szczególnie interesuje. — Jules jadł powoli. Trochę odsunął się od stolika, bo kolejni uczniowie szli coś zjeść.
Przeszli się wzdłuż sali, potem wyrzucili swoje talerzyki i w końcu wyszli na korytarz, żeby zobaczyć, co się tam dzieje. Najwyraźniej samorząd i USP zaczynali rozkładać stoiska z zabawami w różnych salach. Jedno już było otwarte i chyba cieszyło się popularnością, bo była niemała kolejka, a z sali słychać było śmiechy.
— Zobaczymy? — zaproponował Eric.
— Możemy — zgodził się Jules, ale jeszcze na chwilę zatrzymał chłopaka. — Ale… Eric. Myślę o tym, co zrobiłeś przed Woodym i Tomasem. Jesteś tego pewien?
— Im częściej pytasz, tym coraz mniej — odpowiedział jego towarzysz z krótkim śmiechem, rozglądając się. Był trochę zestresowany, ale chciał to zrobić. Wiedział, że nawet jeśli będzie czekał dwa miesiące, to stres się nie zmniejszy. — To przecież nie jest nic złego… prawda?
— Nie, oczywiście, że nie — odparł Jules i wsunął dłonie do kieszeni spodni. Stali na środku korytarza. Co jakiś czas ktoś przechodził obok. Nie było to miejsce do rozmów, a jednak mówili tu o tym. — Po prostu się o ciebie martwię. To chyba nic dziwnego?
— Nie, to słodkie. Ale już podjąłem decyzję, Jules. Teraz możesz być w tym ze mną, wspierać mnie. Jeśli oczywiście chcesz, żeby… żeby było wiadome, że jestem twoim chłopakiem — dodał Eric, któremu przez chwilę przez myśl przeszło, że Jules mógłby się go z jakiegoś powodu wstydzić. Ale szybko doszedł do wniosku, że jego chłopak nie był taki.
Jules odetchnął głęboko i pokiwał głową. Musiał być silny dla Erika. Chociaż nadal pamiętał, jak na jego przyjacielu odbiła się afera z początku roku. Nie chciał go znów takiego widzieć. Dlatego panikował.
— Okej. Masz całkowitą rację. Idziemy do kolejki?
— Tak.
Zdecydowanym krokiem weszli do klasy, w której odbywała się zabawa. I jakby nigdy nic stanęli na końcu kolejki. Tutaj też postarano się o dobrą oprawę. Rolety były zasunięte, a światło stanowiły zrobione przez kogoś czerwone lampiony z wyciętymi bibułkami w kształcie serc. Z karniszy zwisały serduszkowe balony, a na środku zbudowany został nieduży namiot, do którego wchodziły pary.
Po odczekaniu kilku minut wreszcie nadeszła pora Erika i Julesa. Chłopak ze straży Patricka, który ich zobaczył, w żaden sposób tego nie skomentował. Poprosił ich, żeby usiedli naprzeciwko siebie przy stole, który był w namiocie. Na środku postawiony został mały parawanik, żeby bawiący się nie zobaczyli tego, co robi druga osoba.
— Okej, Jules. Na swoim czerwonym serduszku napisz, jaką cechę charakteru najbardziej lubisz w Eriku — wyjaśnił prowadzący, który siedział przy jednej z krawędzi stołu, mając po swoich stronach dwóch chłopaków. Każdemu z nich podał dwie kartki wycięte w kształt serc. Jedna była czerwona, druga różowa. Miał stos takich w pudełku obok siebie. — Eric, ty napisz na takim samym serduszku, za co myślisz, że Jules lubi cię najbardziej. Rozumiecie? To samo z różowym serduszkiem, ale tam piszecie o Julesie.
— Tylko jedną cechę? — spytał Jules z rozbawieniem i zaraz spojrzał na swojego współlokatora przenikliwie. — Hmmm.
Po tym pochylił się nad karteczkami. Co najbardziej lubił w Eriku? Było tego wiele. Uwielbiał, jaki ten jest ułożony. Jaki jest spokojny i skupiony nad tym, co musi zrobić. Lubił jego konsekwencję, altruizm i szczerość. Tych cech było naprawdę wiele. Wybrał w końcu jedną. Może było to związane z tym, o czym rozmawiali i jaki mieli teraz nastrój, ale napisał „wrażliwość” na kartce. Co do siebie, nie wiedział, co mógł lubić w nim Eric. Napisał więc mało skromnie „pewność siebie”.
Eric też miał problem, bo w Julesie lubił bardzo wiele. Z jednej strony przyszła mu do głowy zmysłowość. W jego oczach Jules zawsze zachowywał się tak, jakby całym sobą kusił go do złego. Pomyślał też o jego troskliwości i najpierw chciał właśnie to napisać. Jules martwił się o niego nieustannie, dbał o niego w łóżku i w życiu codziennym. Ale ostatecznie skupił się na cechach, które przyciągały go do Julesa jeszcze zanim zaczęli być parą. Były dwie takie cechy. Z jednej strony pasja, z jaką jego chłopak do wszystkiego podchodził. Dawał z siebie wszystko i nie ustępował, ale Eric nie bardzo wiedział, jak nazwać tę cechę. Druga za to była bardzo prosta. Właściwie to rzuciła mu się ona w oczy i wywołała podziw, kiedy tylko poznał Julesa. Napisał więc na różowym serduszku „odwaga”. Co do siebie, wydawało mu się, że Jules lubił w nim opanowanie i spokój, dlatego to drugie napisał na czerwonym serduszku.
— Już? — upewnił się prowadzący zabawę chłopak. Kiedy obaj przytaknęli, poinstruował: — Wymieńcie się teraz kartkami. Przeczytajcie, co na nich macie.
Jules wymienił się z Erikiem swoimi serduszkami. Od razu się zaśmiał, kiedy przeczytał, co napisali.
— Czyli odwaga? No proszę, to całkiem podobnie do tego, co myślałem. Tylko wyszedł ze mnie jednak zarozumialec przy tym — zauważył, uśmiechając się do Erika. Do prowadzącego dodał: — Nic nie wygrywamy w takim razie?
— Nie, ale tutaj macie żeton. — Chłopak od razu sięgnął do drugiego koszyczka, który miał za swoim krzesłem. Podał im wydrukowany na grubym papierze żetonik w kształcie, oczywiście, serduszka. — Jeżeli weźmiecie udział w jeszcze czterech zabawach i zbierzecie pięć, będziecie mogli zrobić sobie za darmo wspólne zdjęcie w budce.
Eric nie bardzo go przy tym wszystkim słuchał, bo zapatrzył się na to, co napisał o nim Jules. Wrażliwość. Było mu jakoś tak cieplej przez to.
— Spoko. Fajnie. Dzięki. Zabieramy kartki. — Jules pierwszy wstał, zabierając karteczki, jakie napisali o sobie. Nie chciał przedłużać, bo wiedział, że niestety nie tylko oni stali w kolejce.
Wyszli z namiotu i zaraz kolejna para weszła do środka. Dopiero na korytarzu zagadał Erika.
— I jak? Szukamy pozostałych serduszek? — spytał.
— Mhm, możemy poszukać — zgodził się Eric, podążając z nim dalej.
Uczniowie już migrowali z sali do sali, bo każdy chciał się zabawić i zaimponować swojej towarzyszce. Nawet osoby, które przyszły same, dobrze się bawiły. Jules i Eric minęli dyrektora, który dzisiaj miał w marynarce wsuniętą czerwoną poszetkę. I chyba nie był przy tym świadom, że jego syn także ma taki akcent w swojej kieszonce. Sebastian jednak wybrał bardziej sportowy styl elegancji. Miał na sobie jeansy i szarą marynarkę na czarnej koszulce. Stał teraz nad Francisco i patrzył, jak ten napełnia policzki babeczką z różowym lukrem.
— Nie wierzę, że Sen ma takie dziewczyny! — powiedział Francisco zaraz po tym, nie przejmując się, że mówi niewyraźnie.
Azjata i jego towarzyszki robili furorę na tym walentynkowym balu. Chyba nawet większą niż Woody i Tomas, którzy ewidentnie byli parą. Wiele też się mówiło o Eriku i Julesie, chociaż to wciąż nie było potwierdzone. Co prawda ci uczestniczyli w zabawach dla par, ale nikt nie przyłapał ich na pocałunku w usta czy wspólnym tańcu, więc na razie po prostu głośno spekulowano. Ale już chyba połowa chłopaków bez par próbowała poprosić do tańca którąś z dziewczyn, z którymi przyszedł Sen. Tym bardziej, że te chętnie się zgadzały, ale później i tak wracały do Azjaty.
— Zazdrościsz mu? Możesz którąś poprosić do tańca. Zresztą, nieźle się ruszasz. Będziesz pewnie tańczył, hm?
— Mhm. Chciałbym. Ty też potańczysz? — zapytał Francisco. Jego muzyka aż rwała do tańca, ale nie chciał zostawiać Sebastiana samego.
— Mogę. Ale nie jestem w tym najlepszy — przyznał Moss. Nie czuł się w tym tak pewnie jak jego latynoski chłopak.
Ten zaśmiał się i poklepał go po plecach. Muffinkę zjadł, a raczej połknął, błyskawicznie.
— Przy dobrej muzyce każdy jest w tym najlepszy — odpowiedział z pewnością w głosie. — Ja może zatańczę z… mmm… nie wiem… Ale może po prostu pójdę i się poruszam, a ty, jak tylko będziesz chciał, to do mnie dołączysz? Proszę? — dodał z uśmiechem.
Widać było, że cieszy się z tej zabawy. Jak z każdej zresztą. Zupełnie nie dotyczyły go obawy, skrępowanie i wszystkie inne hamujące odczucia, jeśli chodziło o spędzanie czasu na takich wydarzeniach. Tak jak na Super Bowl wkręcił się i darł się jak szalony, tak i teraz zamierzał spędzić ten czas radośnie.
— Jasne — odparł Sebastian, samemu postanawiając się skusić na coś do zjedzenia i użyć tego za wymówkę, żeby chwilę z daleka popatrzeć na swojego tańczącego chłopaka. I… na pana Craiga, tańczącego właśnie z jedną z dziewczyn, które zaprosił Sen. Wydawał się tym skrępowany.
Zapatrzył się na to wszystko i nawet nie zauważył, jak podszedł do niego ojciec z kubeczkiem ponczu w dłoni. Ten przystanął tuż obok, oparł się o stolik pośladkami i popatrzył w tym samym kierunku.
— Aż mam ochotę go uratować — powiedział, widząc minę Fostera.
Sebastian spojrzał na ojca i zaśmiał się pod nosem.
— Cóż… nie każdy by powiedział, że jest przed czym ratować — zauważył fakt, że wiele uczniów patrzyło na psychologa zazdrośnie. — Wszystko okej na razie?
— Na razie tak — przyznał Mark, który odwrócił wzrok od Fostera i rozejrzał się po tańczących ludziach. — Dotychczas bez żadnych niespodzianek. Patrick panuje nad zabawami, a ja chyba nie zauważyłem, żeby ktoś przemycił alkohol. I spokojnie, nie musisz chuchać — dodał żartobliwie.
— To by było słabe, tato — odparł Sebastian, jedząc powoli i patrząc, jak Francisco genialnie czuje rytm. — W ogóle, macie jakieś plany na… no, na później?
Mark zerknął na niego szybko, jakby upewniał się, czy Sebastian naprawdę chce znać odpowiedź. Dał sobie jeszcze czas i napił się swojego ponczu.
— Foster zaprosił do siebie na symboliczną lampkę wina.
— Spoko. Ale w ogóle, dużo dziewczyn zostaje w kampusie? — spytał, jeszcze nie wiedząc, do czego może nawiązać w tej dziwnej rozmowie, którą sam wywołał swoją uwagą.
— Z zadeklarowanych osób jest osiemnaście dziewcząt. Znajdzie się dla nich miejsce, ale cieszę się, że więcej ich nie było. Pewnie by się nie zmie…
— Dobry wieczór — przerwało im nagle nadejście Cody’ego Solta.
Starszy i młodszy Moss spojrzeli na chłopaka, który dzisiaj chyba był bez pary. Miał za to na szyi zawieszony aparat, a w kieszonkę w jeansach wsunięty notesik i długopis. Sięgnął obok Mossów po jakieś ciasteczko.
— Dobry wieczór, Cody — odpowiedział Mark, obserwując go uważnie. Jego opinia o tym chłopaku ostatnio się zmieniła. Miał wrażenie, że ten naprawdę się stara. — Dobrze się bawisz?
— Tak, dziękuję. Chociaż nie spędzam dzisiaj czasu z żadną dziewczyną. Chcę zrobić dobry reportaż do gazetki. Czekam, aż będą wybory najlepszej pary. Już chyba można oddawać głosy.
— Ta, widziałem Sena. Chodzi i nęka o to ludzi. Masz jakieś pomysły, kto może wygrać? — spytał Sebastian, wtrącając się do tej rozmowy. Była raczej nieszkodliwa. Sam z drugiej strony nie wiedział, kto może wygrać. Można było głosować na każdego. A to mogło różnie się skończyć. Do tego para wieczoru nie musiała być ze sobą.
— Hm… — Cody zamyślił się nad ciastkiem, które podskubywał. Obserwował wszystkich, więc powinien dobrze ocenić sytuację. — Sam nie wiem. Sen i jego dziewczyny przyciągają dużo uwagi, ale trudno wybrać jedną z nich. Dużo zamieszania robi Eric i Jules. Chyba są parą. Ale ja zagłosowałem na Wielkiego Toma i jego dziewczynę. Wyglądają razem tak groteskowo, że nie mogłem sobie darować.
Mark nie bardzo wiedział, kto to „Wielki Tom”. Uczniowie mieli swoje ksywki, których on nie znał. Ale Sebastian wiedział, o kogo chodzi. I dałby głowę, że ta szczupła blondynka, która miała co najwyżej metr pięćdziesiąt, nie jest dziewczyną Wielkiego Toma. A jeśli jest… cóż, wolał nie wiedzieć, jak wygląda ich seks. Chyba że ten mięśniak miał naprawdę małego.
Spojrzał na Cody’ego z udawanym zaskoczeniem.
— Eric i Jules parą? Przecież ze sobą mieszkają, to pewnie przyszli razem. Jak zawsze. A na Toma to głupie głosować. On nie należy do najinteligentniejszych — dodał odnośnie wyboru, a kiedy ojciec spytał, o kim mowa, wskazał mu temat ich rozmowy.
— Ach, to ten chłopak, który kiedyś „umarł” — zauważył Mark z westchnieniem.
Cody spojrzał na dyrektora i uśmiechnął się krzywo bokiem ust.
— Dobrze, że wszystko się naprostowało. A ja tęsknię za czasami, kiedy w szkole było spokojnie — powiedział, popatrując teraz, jak dziewczyna Treya Swifta zdejmuje szpilki, żeby już na bosaka szaleć z nim na parkiecie. — Ale… miłej zabawy w takim razie — dodał i skinąwszy każdemu z Mossów, podążył na drugą stronę sali, żeby zrobić kilka zdjęć DJ-owi.
Sebastian odprowadził go spojrzeniem. Widział, jak przedziera się przez tłumek na parkiecie. Większość to były kółeczka chłopaków otaczających jakąś tańczącą dziewczynę. Kilka innych tańczyło sam na sam ze swoimi chłopakami. Na ławkach nie siedziała żadna kobieca, zaginiona dusza. Co innego mniej śmiali chłopcy.
— A ty? Pewnie też, co? Mniej zamieszania w szkole — zwrócił się do ojca.
Wiedział, że martwiło go wszystko, co związane było z eksperymentem szkolnym. Zresztą, samo poruszenie tego tematu odbiło się cieniem na twarzy Marka.
— Odliczam dni do końca roku, Sebastian… — odpowiedział ciężkim głosem i dopił do końca poncz. — Ale nie tylko projekt spędza mi sen z powiek. Idziesz na studia — dodał z lekkim uśmiechem, patrząc na syna.
Sebastian skrzywił się.
— Mhm, idę. — Nie chciał jednak za bardzo się na tym w tej chwili skupiać. — Nadal zbieram punkty, wiesz o tym. I teraz tylko jeszcze pytanie, gdzie konkretnie. Ale myślę, że bardziej ci chodzi o to, że w końcu będę dalej od ciebie, hm?
Mark uśmiechnął się smutno. Miał tylko Sebastiana. Do niedawna. Bo teraz też Foster skutecznie wypełniał jego czas wolny. Ale jednak Sebastian był jego synem i nic nie mógł poradzić na to, że trudno będzie mu się z nim rozstać na dłużej.
— Czasami jesteś za bardzo spostrzegawczy. — Odstawił kubeczek i odwrócił wzrok na tańczących ludzi. Na szczęście Foster już mógł zejść z parkietu, bo piosenka się skończyła i dziewczyna od Sena dała mu spokój.
— Cóż, długo towarzyszyłeś mi w edukacji. Dlatego myślę, że nawet dla ciebie to będzie dobre, że pójdę na studia. Nie wiem tylko… — Sebastian zaciął się, bo jeden z uczniów za blisko przeszedł, kiedy rozmawiali. — No, co z Francisco.
Mark spojrzał na Latynosa, który świetnie bawił się na parkiecie i, nawet nie znając ludzi wokół, tańczył z nimi żywo.
— Francisco ma przed sobą jeszcze jeden rok szkoły. Myślę, że to dobrze. Jeśli wasz związek przetrwa przez ten czas, to może pomyśli o studiach w Stanach? A jeśli nie będzie go na to stać, to istnieje wiele innych możliwości. Mówił ci, co chce robić w życiu?
— Mhm, coś mówił. Ale sam też nie wiem na sto procent, co chcę robić w życiu. Znaczy wiesz… — Sebastian wzruszył ramionami. — Coś jeszcze może się zmienić — mówił, myśląc nad tym wszystkim na głos. — Ale w ogóle, wymianę na ten rok da się jeszcze przedłużyć?
— Musi się zorientować w swojej szkole, ale obawiam się, że nie.
A gdy tylko skończył mówić, dobiegł do nich ich temat rozmowy. Zanim coś powiedział, wychylił się do stolika, nalał sobie soku do kubeczka i wypił cały na raz.
— O Chryste! — odsapnął. — Sebastian, idziemy tańczyć! I dzień dobry, panie Moss!
Mark zaśmiał się mimowolnie.
— Dobry wieczór, Francisco. Dobrze się bawisz, jak widzę.
— Wspaniale!
— To mi nie pozostaje nic innego… — Sebastian westchnął teatralnie i zostawił talerzyk na reszcie brudnych. — To miłego wieczoru, tato, jakbyśmy już nie gadali — dodał do ojca i jeszcze poczochrał wilgotne włosy Francisco, nim sam poszedł na parkiet.
Mark uśmiechnął się do siebie blado i chwilę tylko patrzył, jak Sebastian razem z Francisco wchodzą w tańczący tłumek. Po tym postanowił zobaczyć, jak ma się zabawa w innych pokojach.

5 thoughts on “Project Dozen – 86 – Walentynkowa zabawa

  1. Shivunia pisze:

    Luana >> Noel w sukience pojawia się chyba w każdym komentarzy, musiał zrobić na was naprawdę dobre wrażenie. A raczej jego wizja, bo do niczego nie doszło. Jednak z tymi włosami zakładam że wyglądał by zjawiskowo. Chociaż też wg mnie rozpoznawalnie. W końcu to jego taki podpis niemalże.
    Patrick umie czasami zaskoczyć. W nieprzewidywanych momentach, ale umie. Co nas bardzo cieszy
    „Ericka coraz bardziej uwielbiam.” – cóż, ja też XD Na początku to wszystko były pomówienia. I poza głupimi plotkami nic z tego nie miał. A teraz cóż… ma Julesa. Jest nawet jak coś za co się pomęczyć. Może za tym własnie kryje się ta zmiana ;)
    Woody… oh, zobaczymy zobaczymy, nic nie zdradzam :P
    Pozdrawiamy cieplutko :*

  2. Luana pisze:

    Czytając rozdział czułam się jakbym była na tej zabawie walentynkowej. Noel w sukience… Moja wyobraźnia poszalała. W sumie pasowałoby mu to. Ciekawe czy zostałby wzięty za dziewczynę czy od razu by go rozpoznano.
    Patrick i taniec z chłopakiem, no nie spodziewałam się. Ale fajnie, że się zgodził. Duży plus mu za to. :)
    Ericka coraz bardziej uwielbiam. Po jego początkach nie spodziewałam się, że taki będzie. Pamiętam wtedy jak go oskarżono o bycie gejem itd. Jak chciał się wyprowadzać z pokoju. A po kilku miesiącach taka zmiana. Zdecydowanie na lepsze. Fajnie, że on i Jules uczestniczą w tych wszystkich zabawach w sumie przygotowanych dla par. Są razem, a i tak inni nie są niczego pewni.
    Cała reszta też dobrze sobie radzi. Przed Woody’m zadanie i ciekawa jestem co zrobi. :)
    Pozdrawiam.

  3. Shivunia pisze:

    Omega >> Dobry początek to podstawa :D Od razu zaczyna się chcieć i człowiek się wkręca więc jestem szczęśliwa, że miałaś banana na pysiu :D
    Noel to w ogóle taki ktoś kto wg mnie byłby naprawdę spoko znajomym. Wydaje mi się taki mega na luzie. I nie aż tak szurniety jak Sen. Który jednak ma te coś w sobie przez co własnie takie laski umie skołować. CZARY XD
    Woody ma to co mu trochę czasami zazdroszczę a mianowicie „miej wyjebane a będzie ci dane”. Bo dla niego, jak mówisz to pierwszy taki comingout, ale on mniej niż Tomcio się przejmuje tym wszystkim. Z drugiej strony, na pewno te zadanie go gryzie… ale nic więcej nie mogę powiedzieć bo będą spoilery XD
    Walentynki takie słodkie. No… w opowiadaniach jakieś takie wychodzą. Ja osobiście za nimi nie przepadam więc dobrze że mimo tego pozytywnie wyszły.
    Dziękujemy ♥

    Saki >> Co zrobi Woody to faktycznie dopiero się okaże. Nic nie mogę zdradzić, ale faktycznie na pewno ma dylemat. Zapewne tak samo jak Jules kiedy zgłaszał się do tego nie wpadł na pomysł jakie to może mieć konsekwencje. A teraz musi się z tym mierzyć. Pytanie z jakim skutkiem. Tego się dopiero dowiecie.
    Sen i Noel nadal widzę wzbudzają emocje. To się chwali im, bo nadal są jakimś wyśnionym marzeniem. Aż boje się myśleć co z nimi robicie w swoich głowach XD Na pewno nie ma w nich żadnych blondynek i brunetek na dodatek.
    Foster nie jest aż tak biedny. W końcu żyje, one go nie męczą aż tak… chyba XD W końcu tylko z tymi kobietami tańczy. A że jest miły to nie odmawia. Zresztą, Mark chyba nie był AŻ tak zazdrosny. Przeżyli to, nie mają po naście lat aby nie odchodzić od siebie na krok. Przez co myślę o tym jak Franio przeżyje koniec roku….
    Kto zostanie parą balu… wiesz, że nic nie mogę zdradzić, ale mega podoba mi się ta rozkmina. Bo wiele jest opcji to na pewno. Każdy ma jakiś powód aby wygrać, ale też uczniowie mogą zrobić dla żartu. Dlatego własnie Tomas jako ostatnia gwiazda może mieć sporo szans aby zostać nawet królową balu. Nie wiem czy by się ucieszył, ale z Woodym u boku jakoś sobie poradzi. To co piszesz to taki wspólny wniosek, ze wsparcie jest bardzo, bardzo przydatne. Czy to Tomas czy Erick.
    Dziękujemy za taki śliczny komentarz ♥

  4. saki2709 pisze:

    Nie mogłam się doczekać tego rozdziału. W końcu Tommy i Woody oraz Jules i Eric mieli przyjść na zabawę jako pary. Myślałam, że w tym rozdziale rozwiąże się sprawa zadania Woody’ego, ale widać będę musiała jeszcze poczekać. Ale przerąbane ma z tym zadaniem. To w końcu jego najlepszy przyjaciel. Czy naprawdę będzie w stanie postawić na szali swoją przyjaźń na rzecz głupiego zadania, którego zaliczenie nie gwarantuje mu wygrania w tym całym projekcie? To głupie. Zastanawiam się, czy pójdzie w ślad Julesa i zrezygnuje, czy zepsuje randkę kumplowi, narażając swoją przyjaźń. Niby to tylko randka, ale dla Trey’a ta konkretna randka dużo znaczy.
    Aż bym chciała zobaczyć te harce Sena i Noela. Chociaż taniec Patricka z Noelem też byłby ciekawym widokiem XD Uwielbiam tych wariatów. Te koleżaneczki Sena rodem z wybiegu psują mi trochę widoki, ale cóż.. jakoś przeżyję, póki Sen nie zapomina o Noelu i z nim też się bawi. Tak się zastanawiam, czy rudzielec naprawdę byłby w stanie założyć kieckę na ten bal. To by było mocne XD
    Biedny Foster. Czemu te wszystkie kobiety uparły się, by z nim tańczyć?
    Zastanawiam się, kto zostanie parą balu. Pewnie ta para, która przyciągnie najwięcej uwagi. A tej całkiem sporo ściąga na siebie Tommy i Woody. Jules i Eric też zwracają na siebie uwagę chociażby przez to, że razem uczestniczą w zabawach. Chociaż Sen i jego koleżanki też przyciągają spojrzenia. Albo Noel i Sen (chociaż może to tylko ja bym rozważała oddanie na nich głosu) .Równie dobrze może to też być Trey i Harper. Opcji jest wiele i każda równie prawdopodobna. Może też wygrać ktoś, kto nawet mi do głowy nie przyjdzie.
    Tommy z Woodym u boku jest jakiś odważniejszy. Zaczyna nabierać pewności siebie, co jest zdecydowanie na plus. Teraz tylko czekać, aż otworzy się przed rodzicami.
    Eric jest bardziej śmiały, niż mogłabym przypuszczać. Ludzie już zaczęli gadać, choć sprawa nie do końca jest jasna. Zastanawiam się, czy zostanie z Julesem przyłapany na czymś jednoznacznym i ostatecznie wyda się, że naprawdę są razem, czy skończy się tylko na domysłach. I jak sobie z tym wszystkim poradzi Eric. Był załamany po tej całej aferze z flagą, ale wtedy był przekonany, że jest hetero i nie chciał, by ludzie myśleli inaczej i z niego drwili. Ale teraz jest inaczej. Pogodził się ze swoją seksualnością, szczerze kocha Julesa, a ryzyko, że zostanie zgnojony za bycie gejem jest niewielkie po wyoutowaniu Tomasa i filmiku Julesa. Także może nie ma się czego bać?
    Trochę mi smutno, jak myślę, że jeszcze kilka miesięcy i Francisco wróci do domu, zostawiając w Stanach Sebastiana. Związek na odległość może być bardzo ciężki. Ale prawdziwa miłość przetrwa wszystko. Jeśli Franio zdecyduje się na studia w Stanach, to czeka ich tylko (i aż) rok rozłąki, oczywiście zakładając, że będą w jednym mieście. Może uda im się coś wymyślić. Mają jeszcze trochę czasu na podjęcie decyzji co do przyszłości.
    Czekam z niecierpliwością na następny rozdział. Mam nadzieję, że będzie to kontynuacja zabawy.
    Pozdrawiam i życzę weny

  5. Omega pisze:

    Przez to, że zaczęłyście rozdział od mojej ukochanej parki, to do teraz mam wielkiego banana na twarzy xD (Gimme mooore~) W sumie naprawdę ciekawi mnie, ile osób mogłoby próbować poderwać Noela biorąc go za dziewczynę… Te całe aniołki Sena brzmią jak ciekawa opcja i w sumie chciałabym to zobaczyć, choć brunetka i blondynka są nieco zbędne w tym związku xD.
    Patrick pozytywnie mnie zaskoczył tym tańcem i to w sumie chyba tyle na jego temat, choć nadal się zastanawiam jak może odpaść z projektu…
    Bardzo dobrze, że mimo stresu i z pewnością wielu obaw, Tommy się nie wycofał no i że Woody go wspiera mimo że w sumie po raz pierwszy wszyscy będą wiedzieć o jego orientacji. Zostając przy Woodym, to ciekawi mnie czy zdecyduje się wykonać zadanie, bo jednak to straszne świństwo przerwać randkę najlepszemu kumplowi. Znaczy niby zależy to od tego jak to zrealizuje, bo takie zadanie można różnie zrozumieć, ale co mógłby zrobić, aby nie skończyło się to poważnym spięciem między nimi ani żeby nie zniszczyć też całej zabawy… Nie mam pojęcia jak się to potoczy o.o
    Ogólnie to w rozdziale było wszystko takie słodkie (nie tylko przez wszechobecne serduszka i czerwono różowe barwy, choć atmosfera walentynek z pewnością im się udziela), sielankowe i liczę na to, że mimo zadania podczas tego wydarzenia takie pozostanie :3
    Weny życzę ♥

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s