Project Dozen – 85 – Jako pary

Z jednej strony miło było skończyć zajęcia poniedziałkowe wcześniej, ale przez to Eric po wejściu do pokoju cały czas siedział przy książkach. Co prawda na łóżku Julesa i co prawda, co jakiś czas do niego mówiąc, ale i tak miał zeszyt na kolanach, podręcznik obok i skupiał się głównie na tym.
— Nie wiem, czy ci w końcu pisałem. Mają wpaść Francisco i Sebastian — rzucił Jules, kiedy wstał ze swojego łóżka, żeby wziąć sobie i Erikowi coś do picia. — Franio do mnie rano dzwonił.
— Tak? — Eric zerknął na niego i poprawił okulary, bo przez pochylanie głowy nad zeszytem, zsunęły mu się na koniec nosa. — Towarzysko czy mają jakiś interes?
— Chodzi o to, że odpadłem — wytłumaczył Foxy i wrócił na łóżko obok Erika. Cmoknął go w policzek. — Franio nawet mówił, że na mnie stawiał. Co za strata dla jego kudłatej główki.
Eric ściągnął brwi z zastanowieniem i przyjął sok w małej butelce.
— Nie na siebie albo Sebastiana? Obaj przecież w tym uczestniczą. Nie wydaje ci się to dziwne?
Jules jakby dopiero teraz to zauważył. Ściągnął brwi podobnie jak jego chłopak. A kiedy to zauważył, sięgnął do jego twarzy i zabrał mu okulary. Sam je założył.
— Hmmm. Jednak nie stałem się nagle mądrzejszy.
Szybko okulary zostały mu zabrane, a Eric zaśmiał się.
— Nie wygłupiaj się. Ale to naprawdę dziwne. Chyba że naprawdę uważali cię za czarnego konia. Ale w takim razie Francisco powinien się ucieszyć.
— Mhm, nie zabiorę im zwycięstwa. Ale wiesz… — Jules faktycznie się zadumał. — Nie wiem, jakie mieli zadania. Wiesz, zadania niektórych uczestników były widoczne. Sam zresztą je widziałeś, nawet nie będąc w projekcie.
— Tak. Każdy zresztą uważa, że to najbardziej szalony rok szkolny dotąd.
— I wiadomo, co kto czasami zrobił. Teraz Jude chociażby zgolił głowę. Widać, że nie zrobił tego dla popularności. — Jules zamyślił się. — Myślisz, że coś więcej może za tym stać?
— Myślę, że…
Eric urwał, bo rozległo się pukanie do drzwi. I żeby nie było wątpliwości, zza nich dobiegł ich krzyk Francisco: „Jules?! To my! Sebastian i Francisco!”.
— O wilku mowa. — Jules jeszcze cmoknął Erika, przerzucił swoje książki na drugie łóżko i poszedł otworzyć.
Za drzwiami stało dwóch chłopaków, których się spodziewał. Obaj wysocy i obaj całkiem przystojni. Ubrani w grube bluzy.
— Cześć — przywitali się, a zachęceni przez Julesa, weszli głębiej.
— Hej wam — rzucił Eric, wciąż siedzący na łóżku.
— Hej, Eric. Już nauka? — spytał Sebastian towarzysko, nim przeszli do rzeczy.
— Niestety tak. Ale siadajcie, nie zwracajcie na mnie uwagi — odpowiedział, zbierając książki z jednej połowy łóżka, żeby goście mogli zająć miejsca.
Sebastian rzeczywiście tam usiadł, a Francisco przysiadł na fotelu przy biurku.
— No i co, Jules? Czemu odpadłeś? — zapytał szybko, patrząc na Foxy’ego z rozterką w swoich brązowych oczach.
— Bo zadanie okazało się dla mnie za trudne. No i nie dopisało mi szczęście — wyjaśnił Jules prosto, opierając się pośladkami o blat biurka.
— Ale jakie miałeś to zadanie? — Sebastian zdążył spytać, nim Francisco się wtrącił. Oni obaj wiedzieli, jakie było, ale wydawało się proste. Łatwo było unikać przez miesiąc kogoś na korytarzu.
— Miałem nie odzywać się do pierwszej osoby, która się do mnie odezwie po przeczytaniu zadania. Niestety trafiło się tak, że to Eric pierwszy na mnie wpadł.
Wzrok całej trójki padł na chłopaka siedzącego na łóżku i udającego, że przepisuje coś z podręcznika. Ten uniósł na nich spojrzenie i uśmiechnął się przepraszająco.
— Tak wyszło.
— Fatalnie! — podsumował Francisco dramatycznie. — Ale mogłeś mu napisać, że nie możesz nic mówić.
— Napisałem. Ale jednak, Francisco, powiedz mi, czy ty dałbyś radę, jakbyś miał nie mówić do swojego drogiego przyjaciela przez cały miesiąc? — Jules specjalnie zwrócił się do Latynosa, który, jakby nie patrzeć, miał bardziej wybuchową osobowość.
Francisco najpierw się zamyślił, potem roześmiał i odpowiedział:
— Pewnie na dzień dobry powiedziałbym „chłopie, mamy problem” i byłoby posprzątane.
— Właśnie! — Sebastian aż się zaśmiał, bo wiedział, że dokładnie tak by to wyglądało. — Ile w ogóle wytrzymałeś?
— Niecałe dwa tygodnie. Nawet chyba mniej, ale było to jak rok — odparł Jules, nie brzmiąc na przygnębionego. — Zresztą, jaki jest wasz cel w projekcie? Naprawdę nie da się go samemu osiągnąć?
Francisco spojrzał na Sebastiana, bo tego nie ustalali. Jules był teraz poza eksperymentem, więc nie było powodów, dla których mieliby ukrywać swoją prawdziwą rolę.
— Możemy mu powiedzieć? — zapytał po hiszpańsku.
Sebastian uśmiechnął się do Julesa przepraszająco, kiedy ten spojrzał na nich pytająco. Ani on, ani Eric nie znali hiszpańskiego.
— Myślę, że tak. Już nie powinno to na nic wpłynąć — odparł swojemu chłopakowi.
Ten przytaknął i powiedział już po angielsku:
— Od początku nie byliśmy uczestnikami tego eksperymentu.
— Jak to nie? — wydusił Eric.
— Znaczy byliśmy, ale w inny sposób. Nie braliśmy w nim udziału jak Jules. — Sebastian trochę naprostował sytuację. — Jesteśmy wytypowani przez profesorów, żeby wewnętrznie kontrolować innych, czasami trochę zaognić sytuację. Chociaż one częściej same się zaogniały. Ale wcześniej wiedzieliśmy, jakie ktoś ma zadania.
— Och… Czyli nie jest was jednak dwunastka — zauważył Eric.
Sebastian i Francisco pokręcili głowami. Wiedzieli, że teraz spokojnie mogli o tym porozmawiać, skoro Jules odpadł.
— Ale, Jules, ty nie jesteś w ogóle rozczarowany — zauważył Francisco, nie mogąc tego zrozumieć.
— Jestem — zaprzeczył. — Ale… moja sytuacja była inna na początku roku — zaczął, nadal stojąc na środku przy biurku. — Nie wiedziałem, gdzie będę po szkole, w ogóle o tym nie myślałem. A do tego, cóż, to zadanie mnie przerosło. Do tego Cody mnie trochę zainspirował.
— W sensie? — dopytał zaciekawiony Sebastian. Cody też odpadł i też nie wyglądał na zawiedzionego tak jak Kevin.
— Cody’ego zmotywowała porażka — powiedział Eric, postanawiając jednak zignorować uczenie się na rzecz tej rozmowy. Była bardziej zajmująca niż zadania. — Jakby nagle postanowił, że udowodni wszystkim, że potrafi sobie poradzić. Że jest dobry w tym, co chce robić. Nawet twój tata był pod wrażeniem, skoro przywrócił mu częściowo funkcję.
— Noo… Tak. Ale co to ma do ciebie, Jules?
— To, że wiem, że sam sobie poradzę. Chciałem program w telewizji. Ale który z was ogląda teraz telewizję? Mam coraz więcej fanów, nawet powoli zaczynam na tym zarabiać. Jedyne, czego brakuje mi do poprawy jakości swojego kanału, to więcej czasu i jeszcze trochę oszczędności. Sam będę miał swój program, bez tego, że ktoś mi powie, co ma w nim być i jak mam go robić.
Po tej małej przemowie Eric uśmiechnął się delikatnie, dumny ze swojego chłopaka. Wierzył, że z takim podejściem Jules naprawdę to osiągnie. Francisco poczuł również podziw.
— Mój papa by powiedział, że to bardzo mądry sposób przyjęcia przegranej.
— Mhm, też myślę, że to dobre podejście — zgodził się z nim Sebastian. — Tylko, kurcze, to się cały koncept tego ich projektu zepsuje, jak więcej osób zacznie myśleć tak jak ty — zauważył, na co Jules wzruszył ramionami.
— Wiesz, to nadal jest kuszące, jeśli zadanie cię aż tak nie boli. I może jakby bardziej mi zależało, to bym się męczył, ale… jednak to nie było tego warte. Eric jest ważniejszy. Do tego, jakby kazali mi po tym sobie coś wytatuować, to dopiero bym się wściekł.
Eric zaśmiał się, widząc jego minę.
— To byłoby smutne.
— Chyba są na to gotowi — przyznał Francisco i w końcu wyciągnął rękę, żeby poklepać Julesa… po brzuchu. Bo ramię było za wysoko. — Brawo, chłopie! Jesteś zwycięskim przegranym! Chyba że nie będziesz miał własnego programu — dodał ze śmiechem.
— Będę miał. I zaproszę was do niego. Wystąpicie w nim bez koszulek. — Jules zaśmiał się i zabawnie poruszył brwiami. — Nawet mam kilka pomysłów na tytuł. „Związek na odległość — czy im się to uda?”
Od razu twarz Francisco zamieniła się w tę przypominającą smutnego szczeniaczka zostawionego pod drzwiami na zewnątrz, przy mocnej ulewie.
— Uda się…
Jules roześmiał się.
— Tak, zdecydowanie potrzebuję cię na kanale! Tylko czy te twoje słodkie miny nie ukradną serca moich widzów?
— Daruj mu już, Jules — rzucił Sebastian. Z małym przekonaniem, bo uważał to jednak za nieszkodliwe drażnienie się.
Kiedy oni się ze sobą sprzeczali, Eric zamknął swój zeszyt i włożył go do podręcznika, żeby nie zgubić strony. Usiadł po turecku i wrócił do przerwanego tematu eksperymentu.
— Więc wy bierzecie w tym udział do samego końca, czy tego chcecie, czy nie. Nie uważacie, że to wszystko jest zbyt niebezpieczne? Skoro wiecie wcześniej o zadaniach, macie jakąś tam moc zapobiegnięcia nieszczęściom.
— Nie każde zadanie brzmi na niebezpieczne — odpowiedział od razu Sebastian. — To często jest wola reszty, że tak a nie inaczej interpretują zadania. Z tą tęczową flagą na szafce, akurat twojej, to jak mieliśmy przewidzieć, że zostanie tam powieszona? Mógł ją nakleić na jakiejkolwiek.
Francisco pokiwał głową na potwierdzenie, a Eric musiał się z tym zgodzić.
— Tak, wiem, nie mam wam tego za złe. Nie o to mi chodziło. Po prostu… myślę, że na waszym miejscu starałbym się być bliżej osób, które wykonują te zadania. Ale to tylko kwestia tego, że to byłoby takie moje poczucie obowiązku, żeby nic złego się nie stało. Chociaż tak naprawdę to ci organizatorzy powinni odpowiadać za bezpieczeństwo.
— Ale nie odpowiadają — wtrącił od razu Latynos z rozterką. — Ich tu w ogóle nie ma. Oni tylko chyba prawnie mają tę odpowiedzialność, no nie, Sebastian? Ale to już tak po tym, jak już coś złego się stanie.
— Mhm, z tego co wiem, pojawiają się co jakiś czas na kontroli u ojca, ale tak to prowadzą to z dystansu. A, Eric, co do trzymania się blisko, to nie jest takie proste. Tych, których znamy, tych się trzymamy. Ale jak nagle miałbym stać się ja, czy Francisco, kumplem Sena na przykład? On też wie, że w tym siedzę. Szukałby od razu podstępu. Ale czuję, o co ci chodzi, tylko że kompletnie inne zadanie dostaliśmy od organizatorów — wytłumaczył Sebastian, na ile umiał. Pierwszy raz rozmawiał o tym kimś poza Francisco.
Sytuacja była rzeczywiście trochę patowa. Nie byli od tego, żeby pilnować bezpieczeństwa, a jednak mieli jakąś możliwość, żeby zapobiec katastrofie. Ale chociażby ostatnie zadanie Tylera… Pozornie w ogóle nie było niebezpieczne. Miał zawiesić bieliznę na maszcie, więc zostawili to w spokoju. Żaden z nich nie pomyślał, że może wpuścić dymiącą racę do wentylacji. Na szczęście był to tylko dym, chociaż mogło być znacznie gorzej.
— Rozumiem. Tylko po prostu trudno się na to patrzy — mruknął Eric. — Wszystkie zadania wyglądają jak głupie żarty. Ale nie sądzę, żeby Tomas uważał wyoutowanie za głupi żart.
— Nikt tak nie myśli, ale on sam też zgłosił się do tego — wtrącił Jules. — Wiesz, że go lubię, ale lepiej, żeby to on został tak wyoutowany niż jakiś chłopak, który tak samo się tego boi, ale nawet nie wie, czym sobie na to zasłużył. A trochę tych stron regulaminu w tym było.
Pozostała trójka pokiwała głowami i przyznała mu rację. Na swój sposób Eric się cieszył, że Jules już nie bierze w tym udziału. Był bardziej bezpieczny. Ale już nie raz projekt pokazał, że nawet osoby nieuczestniczące dostają rykoszetem.
— Musimy po prostu dużo uważać — powiedział w końcu Francisco. — W tej turze mieli już zadanie Jude i Jules. Jeszcze sześć osób będzie miało zadania i nie wiemy kto pierwszy. Ale Jules… ty nie musisz wszystkiego nagrywać, bo to sprawia, że wszystko jest bardziej zaogniskowane. — A kiedy wszyscy spojrzeli na niego pytająco, ten dodał z burknięciem niezadowolenia: — Jak wtedy, kiedy mnie nakręciłeś, kiedy goły z ręcznikiem biegłem do szkoły.
Jules od razu się zaśmiał. Nie żałował tego.
— Od zawsze to robiłem, Franio. Nie mogłeś być wyjątkiem. A poza tym, nie wykorzystałem tego, więc czemu się stresujesz?
Latynos wcale nie wyglądał na uspokojonego tymi słowami. Nie odpowiedział jednak nic na słowa Julesa, tylko wstał i podszedł do swojego chłopaka. Położył mu dłoń na ramieniu i pomasował ponaglająco.
— Ale my już chyba będziemy wracać. Prawda, Sebastian?
— Hmm? Już? Okej, jeśli chcesz — zgodził się z Francisco, nie widząc powodu, żeby dłużej mieli tu siedzieć. — To jak coś, nadal jesteśmy w kontakcie. Jakby coś się działo, dajcie znać. A i w ogóle, słyszeliście już, że ojciec ogłosił walentynki?
— Tak? — Eric spojrzał na nich z większym zaciekawieniem. Musiało mieć to miejsce dzisiaj, bo nic o tym nie słyszeli.
Francisco od razu ożywił się tą wieścią, bo widział możliwość przekazania szczegółów.
— Si! Dzisiaj dopiero, ale już jest informacja na stronie szkoły i na tablicy ogłoszeń był plakat. Ale Patrick miał to wrzucić na stronę samorządu na facebooku. Może już to zrobił.
— Możecie potem zobaczyć, ale dla większości szkoły to dobra wiadomość, bo będzie można zaprosić dziewczyny. — Sebastian szczególnie spojrzał na Erika, kiedy to mówił. Dla niego samego to nie był żaden hit. I tak nie przyprowadziłby żadnej.
— Wspaniale — ten odpowiedział z uprzejmym uśmiechem.
Francisco pokiwał głową na zachętę, żeby Eric nie krępował się przyprowadzeniem swojej dziewczyny.
— To trzymajcie się, przyjaciele! — dodał i ruszył z Sebastianem do wyjścia.
— Mmm, do zobaczenia, Franio. Trzymaj się, Sebastian. — Jules pożegnał ich jeszcze, pomachawszy do nich dłonią. Do Francisco specjalnie zwrócił się w bardziej trochę słodki sposób. Lubił się z nim tak drażnić.
Zobaczył na koniec trochę mniej śmiały uśmiech Latynosa, a gdy zamknął drzwi za gośćmi, Eric zwrócił się do niego.
— Jak myślisz, Jules? Czy moja dziewczyna będzie chciała pójść ze mną na walentynki?
— Myślę, że tak. W końcu cię uwielbia. Czemu miałaby nie chcieć? — odpowiedział, od razu śmiejąc się w duchu z tej rozmowy.
— Sam nie wiem. Ale co powie na to… żeby zachowywać się na walentynkach zupełnie naturalnie? Jeśli samorząd i dyrektor szykują jakieś zabawy walentynkowe, chciałaby wziąć w nich ze mną udział? — zapytał Eric z napięciem.
Jules ściągnął brwi i wsunął dłonie do kieszeni.
— Co masz na myśli? Jak naturalnie?
Eric machinalnie sięgnął po długopis i podgryzł go kilka razy. Myślał nad czymś i chciał to przekazać Julesowi. Tak jak jego chłopak potrzebował ostatnio jego wsparcia i zapewnienia, że dobrze robi, tak i on potrzebował tego teraz.
— Jeśli będą jakieś zabawy… jak… nie wiem, doklejenie serduszka do ulubionego miejsca na ciele swojego chłopaka — zaczął ostrożnie — to chciałbym to zrobić, zachowując się, jakby to wszystko po prostu się działo. Bez mówienia wszystkim „jestem gejem”.
Jules najpierw uniósł wysoko brwi, po czym uśmiechnął się i podszedł do niego. Położył mu dłoń na ramieniu, a następnie klęknął nad nim. Pocałował go krótko.
— Okej. Masz to załatwione. Pójdziemy tam dobrze się bawić i nie myśleć, czy jest to już bycie parą, czy jeszcze dobra przyjaźń.
Poczuł dłonie na pasie i ujrzał delikatny uśmiech na twarzy swojego chłopaka, który wyraźnie poczuł ulgę po jego słowach.
— Będzie fajnie — odpowiedział z nadzieją i pomasował plecy Foxy’ego. — Cokolwiek wydarzy się potem.
— Mhm, jedyne co, to będziesz musiał mi powiedzieć, jak mam reagować, kiedy ktoś o coś spyta. Pewnie mało kto o cokolwiek spyta, w końcu to męska szkoła i nie będziemy jedynymi, którzy będą bez dziewczyny, a będą chcieli się dobrze bawić, ale cóż… mam reputację.
Eric musiał się zastanowić. Ktoś mógł przecież wprost zapytać, czy ze sobą chodzą.
— Chyba nie chcę już zaprzeczać…
Jules pocałował go. Trochę denerwował się tym, jak szybko Eric się do tego przekonuje, ale może wiązało się to z faktem, że Tomas w ogóle nie chciał się do tego przekonać.
— Okej, ale tylko, jak ktoś zapyta konkretnie.
— Mhm — zgodził się chłopak i odsunąwszy plecy od ściany, przytulił się do klatki piersiowej Julesa.
Ten objął go za szyję i trochę bardziej usiadł na jego kolanach, nie miażdżąc ich jednak.
— No już, już. Jesteś najdzielniejszy z najdzielniejszych.
Eric uśmiechnął się do siebie i zamruczał w podzięce za wsparcie. Miło mu było tak się przytulać. Im dłużej był z Julesem, tym bardziej wiedział, że chce, żeby to trwało. Wiedział, że w tym roku kończy dopiero osiemnaście lat i może teraz szaleją w nim hormony, ale z drugiej strony nigdy z nikim nie czuł się tak dobrze, jak z tym chłopakiem. A jeśli utwierdzał się w przekonaniu, żeby być z nim na poważnie… chciał, żeby powoli stawało się to bardziej oficjalne. Nawet jeśli nikomu nic do tego, z kim sypia.

*

Dzień walentynek zaczął się od tego, że na pierwszych lekcjach specjalnie wytypowani kupidzi roznosili liściki miłosne. Te były zbierane cały tydzień, oczywiście w koncepcji żartu. Każdy chciał dostać i wysłać taką kartkę, ale może tylko z pięć procent naprawdę wyznawało tam swoje ciepłe uczucia do kolegi, reszta natomiast wysyłała sobie zdjęcia nagich dziewczyn albo rysunki penisów. Woody jednak nie dostał żadnej z tych rzeczy. Jego koperta, jak się okazało, zawierała zadanie z projektu. Otworzył ją ostrożnie w sali do trygonometrii. Inni też mieli swoje liściki, a chyba część była wysłana losowo od samorządu. Nie wnikał w to teraz, tylko przeczytał zadanie.
„Zadanie nr 3: Przerwij dzisiaj randkę swojego najlepszego przyjaciela.” – Tak brzmiało zadanie, a on nawet nie wierzył, żeby mógł oszukać profesorów. Musieli doskonale wiedzieć, kto jest jego najlepszym przyjacielem i że ten na dzisiejszą zabawę walentynkową zaprosił do szkoły Harper.
Wydało mu się to trochę ironiczne. Ostatnio pisał im, że nie uważa za etyczne, żeby mieszać zadania i projekt z takimi rzeczami, jak chociażby coming out Tomasa. A teraz dostał zadanie, które wybitnie było skierowane na niego. Musiał nad tym pomyśleć. Na szczęście był ranek, a wszystkie randki odbywały się wieczorem na imprezie walentynkowej.
Dyrektor wspólnie z samorządem zorganizował dobrą zabawę. Jude miał na wstępie zaśpiewać jeden ze swoich kawałków, a dalszą część imprezy miał poprowadzić jakiś młody DJ. Wszystko miało się odbywać w audytorium, ale tak samo jak na Halloween, również teraz w niektórych klasach wokół miały być zorganizowane zabawy. Tym razem zarówno straż Patricka, jak i członkowie samorządu mieli je prowadzić. Do tego oczywiście przekąski i zimne napoje. I obowiązkowy akcent czerwony lub różowy w ubraniu.
Ale tym, co najbardziej odróżniało Halloween od walentynek, był fakt, że tym razem dostali oficjalne odgórne przyzwolenie, żeby do szkoły przyszły zaproszone dziewczyny. Dla niektórych nawet zorganizowano kilka pokoi w internacie, ale tak, żeby nikt z uczniów się tam nie kręcił. Mogły tam zanocować tylko dziewczyny z daleka, które dostały zgodę od rodziców. Nie było ich więc wiele.
Co prawda w trakcie lekcji dużo się mówiło o dzisiejszej zabawie i o tym, że zajęcia pozalekcyjne były odwołane, żeby organizatorzy mieli czas na dekorację szkoły, ale i tak plan zajęć Woody’ego był na tyle wymagający, że ten skupiał się głównie na nauce. Aż podczas ostatnich swoich zajęć dostał zabawnego smsa od Tomasa. „Woody :D Czy pójdziesz ze mną na walentynki jako moja para? :D”
Aż zrobił minę świadczącą o tym, jak bardzo jest pod wrażeniem. Co z tego, że do telefonu i że Tomas tego nie widział? Był naprawdę pozytywnie zaskoczony, bo jeszcze niedawno jego chłopak tak bardzo bał się wyjść z szafy, a teraz chciał z nim iść na randkę przed całą szkołą. Nie miał nic przeciwko, chociaż czuł, że będzie musiał się przestawić. Bo do tej pory czuł się luźno ze swoją orientacją, ale na pewno nie manifestował jej tak jak Jules „Foxy” Fox. Odpisał mimo tego bez wahania.
„Chętnie. W końcu jedną imprezę będziemy mogli spędzić wspólnie :D”
Zanim zdążył rozbrzmieć dzwonek na koniec lekcji, otrzymał jeszcze wiadomość zwrotną od swojego chłopaka. „Czad! :D Odbiorę cię przed szóstą :*”
Uśmiechnął się pod nosem. Szybko się spakował i idąc do drzwi, napisał: „Możemy też się spotkać już o szóstej. Ale jak chcesz. To będę czekać.”
Podążył ze szkoły do internatu, jak sporo innych uczniów, którzy kończyli o tej porze. Przewodnim tematem, który słyszał po drodze z ich rozmów, były walentynki. I przechwalanie się tym, kto ma fajniejszą dziewczynę. To był moment, kiedy uczniowie mogli wreszcie pokazać swoje sympatie przed innymi. Dlatego wyglądało na to, że dziewczyn dzisiaj będzie w szkole bardzo wiele.
Drzwi do pokoju były otwarte, jak się okazało. A gdy wszedł do środka, aż się zatrzymał. Bo oto Trey miał na sobie spodnie od garnituru i zapinał właśnie śnieżnobiałą koszulę.
— Co do… — aż wypadło mu niekontrolowanie z ust na jego widok. Kompletnie go wcięło, kiedy patrzył na swojego współlokatora odstawionego jak na wesele.
Trey uniósł na niego spojrzenie i uśmiechnął się pod nosem. Dopiął ostatni guzik, potem sięgnął po wąski, czarny krawat leżący dotąd na łóżku i wyciągnął go do kumpla.
— Umiesz wiązać krawaty?
— Nie… Ale internety chyba umieją — odparł, nadal nie wierząc w to, co widzi. — Co ty w ogóle odwalasz?
— Harp kazała mi założyć garniak. Mówiła, że chce mnie „wyruchać na bogato”. Nie mam nic przeciwko.
Trey rzucił krawat na łóżko, po czym podszedł do swojego laptopa, żeby włączyć go i poszukać tam informacji, jak zawiązać tę męską ozdobę.
— „Wyruchać na bogato”? — powtórzył Woody, czując się trochę winny, że im to popsuje. — Ale, jak rozumiem, już ustaliliście wszystko na wieczór? Na przykład gdzie to zrobicie?
— Jeszcze nie do końca. Albo wrócimy do pokoju wcześniej, zanim skończy się zabawa, albo w jej samochodzie — mówił Trey, już wpisując na youtube hasło „wiązanie krawata”.
— Ciężko „wyruchać na bogato” w samochodzie. Ale okej, daj mi tylko znać, jakbyś się miał zbierać, bo jednak wolałbym wiedzieć, gdybyście wybrali łóżko — odparł Woody i wziął krawat od Treya. Odwalił się i to nieźle. — Nie widziałem w ogóle tego garnituru. Miałeś go tu cały czas?
— Aha. Ale nie nosiłem. Matka mi kazała mieć, jakby dyrektor kopnął w kalendarz i nagle trzeba było się odwalić na pogrzeb — odparł chłopak i stanął prosto przed kumplem.
Co by nie mówić… garnitur na Treyu wyglądał dobrze. Chłopak był szczupły, a garnitur dobrze dopasowany. Jeszcze bardziej go wyszczuplał, a przy tym jego fryzura i kolczyki dodawały mu drapieżności.
— Mam nadzieję, że twoja matka tak tego nie ujęła. — Woody skrzywił się, nie rozumiejąc, jak ewentualny pogrzeb miał być czymś, co warunkowało posiadanie w internacie garnituru. — Tu chyba jest tak obrazkowo pokazane, jak zawiązać. Włącz, to ci pomogę.
Trey wcisnął play, mając nadzieję, że Woody rzeczywiście da radę.
— Masz coś czerwonego pożyczyć?
— Nie bardzo. Pewnie czerwone bokserki się nie liczą, co?
Woody obejrzał pierwszy kawałek filmu, po czym stanął przed Treyem, żeby spróbować to powtórzyć.
— Nie wiem. Wolałbym skarpetki. Jak nie, to będę musiał zmienić sznurówki w butach do garnituru, bo mam czerwone w trampkach.
— Spróbuję z tym krawatem i zobaczę na skarpetki — odparł Woody trochę na odczepnego, bo był mocno skupiony na wiązaniu krawata. Szło mu marnie, ale z każdym kolejnym podejściem trochę lepiej.
Trey mu nie przeszkadzał. Stał prosto, dawał się obsługiwać i… chyba już udzielał mu się klimat imprezy, która dopiero miała się rozpocząć, bo nagle pochylił się, złapał za podbródek Woody’ego i krótko go pocałował.
— To z miłości, bracie. Żebyś o mnie też dzisiaj trochę myślał — rzucił dla zgrywy.
Woody popatrzył na niego w szoku.
— Ten krawat będzie mnie nachodził jeszcze w koszmarach, bardziej niż ty — powiedział i w końcu jako tako go zawiązał. — Ale w ogóle, Tommy zaprosił mnie na randkę. Jestem pod niezłym wrażeniem.
Trey uniósł brwi z podziwem. Podszedł do szafy, na której mieli wąskie lustro, chcąc się obejrzeć.
— Nieźle. Szacun dla niego. Ale on już nie ma się co spinać. Już każdy wie. A ty jak się z tym czujesz? — zapytał, a Woody wzruszył ramionami.
— Chyba niewiele się zmieniło. Jedyne w sumie czego się obawiam, że to będzie jakaś moja próba zwrócenia na siebie uwagi przez to, że Tomas jeszcze jest w centrum zainteresowania. A tak to… — Znów wykonał zlewczy gest.
Trey jednak obejrzał się na niego z większą uwagą. Wsunął dłonie w kieszenie spodni garniturowych. Wyglądał teraz naprawdę… seksownie poważnie.
— Serio jesteś z tym taki spoko, jak mówisz? Bo wiem, bracie, że nie chowasz się jakoś, ale nikt nawet nie pytał. Teraz już na bank wszyscy się dowiedzą.
Woody usiadł, a raczej przysiadł na biurku. Zastopował kolejne filmy z wiązaniem krawatu.
— Chyba tak. Wiesz, mam trochę w poważaniu opinie innych. Zresztą, nie mówiłem wam, ale po tym wszystkim gadałem o tym z mamą. Nie była zaskoczona.
— Co…? — Trey ściągnął brwi i podszedł do niego bliżej. — Czemu mi nie powiedziałeś?
Woody wywrócił oczami.
— Bo mówiłem już kilkanaście razy, że naprawdę nie uważam tego za jakiś mega temat. Zresztą, byłeś wtedy u Harper, a potem nie było kiedy — odparł, naprawdę nie zatajając tego przed przyjacielem. To był w sumie dowód na to, że nie jest to dla niego nic stresującego. Był gejem i była to tylko sprawa jego i jego partnera. Nie stosował tego jako swój jako wyznacznik siebie jak Fox, ale też nie wstydził się tego w żaden sposób. I wolał, żeby każdy tak do tego podchodził.
Jego kumpel jednak nie wyglądał na w pełni przekonanego. Patrzył na niego sondująco, aż w końcu pokręcił głową z kwaśną miną.
— Nie wierzę, że bardziej się tym przejmuję niż ty, bracie. Ale spoko. Jak tak, to okej. Mam nadzieję, że żadnych jaj nie będzie dzisiaj przez tę randkę. A teraz bądź wdzięczny za moje martwienie się i poszukaj tych skarpetek dla mnie.
Woody zaśmiał się i podszedł do szuflady z bielizną.
— Bo, Trey, co ja mam ci powiedzieć? Zadzwoniłem do mamy, żeby pogadać. Pytała, co tam w szkole, to opowiedziałem jej o całej tej akcji z Tomasem. I od słowa do słowa spytała, czy to mój chłopak. To co miałem zaprzeczać? Najwidoczniej już wcześniej miała… O są. Tylko w gwiazdki. Będą okej? — zmienił temat w połowie zdania.
— Pokaż. — Trey podszedł do niego i spojrzał na skarpetki. Były nad kostkę, więc w razie czego, gdyby ktoś się czepiał, że nie ma nic czerwonego, mógł unieść nogawkę. — Spoko, stykną. Ty coś masz?
— Jeszcze nie mam pojęcia, co założyć. Coś pan poradzi, panie elegant? — spytał Woody, oddając mu skarpetki i siadając na podłodze.
— Nie wiem. Fajnie ci w tej pomarańczowo-szarej, luźnej koszuli — odparł Trey, samemu zajmując jego łóżko, żeby założyć podarowane skarpetki.
— Okej, a co do tego czerwonego albo różowego? Trochę konkretów, Trey, nie mam wizji. Harper ci twoją zapewniła, teraz ty musisz mi pomóc.
— Ubierz czerwone trampki albo czerwony pasek. A jak nie, to zapytam Harp, czy pożyczy ci swoje stringi — odpowiedział zaczepnie kumpel. — Poza tym, co ja jestem? Twoja kochanka?
— Mhm — odparł Woody z pewnością i poszedł poszukać czerwonych trampek. — Dałeś mi całusa. A pomysł z butami dobry. Wezmę od ciebie któreś wąskie, pedalskie rurki i będzie dobrze.
— Sam jesteś pedalski. A nie, czekaj. Faktycznie jesteś — odparł Trey z wrednym uśmieszkiem i bez pardonu położył się na plecach na jego łóżku. Jakby nie patrzeć, do samej zabawy mieli jeszcze sporo czasu.
— Dlatego muszę uzupełnić się twoimi spodniami — odciął się łagodnie jego kumpel i zajrzał do szafy Treya, żeby wybrać sobie, w co się ubierze. — A i zdejmij może chociaż marynarkę, bo Harper będzie ruchać cię na bogato i spocono.
Trey pokręcił głową, ale rozebrał się z marynarki i znowu się położył.
— Wy się będziecie dziś z Tommym bzykać? Przelecisz go w końcu? — rzucił po chwili, kiedy Woody już wyciągał spodnie, żeby zobaczyć, czy pasują.
— Nie wiem. Jeśli będzie chciał — odparł Woody i nie krępując się kumplem, zsunął swoje spodnie, żeby przymierzyć jego. Dużo węższe. Ale na pewno jego pośladki i uda będą w nich lepiej widoczne.
Gdy wciągnął spodnie na tyłek, Trey obejrzał go z góry na dół i pokiwał głową.
— Jak się do niego w nich wypniesz, to nawet mu do głowy nie wpadnie, że można inaczej. A tak poważnie, to nie powinieneś czekać, aż sam zaproponuje. Bądź mężczyzną!
Woody spojrzał na kumpla ze zblazowaną miną. Pokazał mu środkowy palec.
— Proponuję. Ale nic na siłę. Chyba że Harper cię wzięła na silę… A nie, czekaj, nie. Wszystko zaplanowaliście włącznie z konsultacjami ze mną.
— Wiesz… mogę się pokonsultować z Tommym i poopowiadać mu, że to wcale nie takie złe i niemęskie — odparł Trey nonszalancko, zakładając ręce pod głowę. Nawet jeśli na serio nie powiedziałby Tomasowi, że sam bierze w dupę.
Woody to wiedział, ale i tak wskazał go dłonią.
— Ooo, bracie, to genialny pomysł. Powiedz mu, jak zajebiście jest, kiedy twoja laska ci wsadza. Jak mu zazdrościsz, że może mieć prawdziwego w sobie.
— Poczekaj, bo coś tu dla ciebie miałem…
Trey zaczął się rozglądać, po czym chwycił poduszkę i rzucił nią przez długość pokoju prosto w kumpla. Ten oberwał w twarz, ale zaraz się roześmiał. Odrzucił poduszkę Treyowi.
— Oj, ale i tak uważam, że to genialny pomysł. Ale ponaciskam go, byle nie spanikował.
— Spoko. Trzymam za słowo.
Trey już tylko podłożył sobie poduszkę pod głowę i patrzył, jak Woody dalej się przebiera. Choć jego myśli już podążały do Harper, jej pięknych piersi, cudownych ust, ciasnego wnętrza i cóż… strap-ona. Jego też lubił. I tylko niepokojące było, że chłopak jego kumpla mniej bierze w tyłek niż on.

*****

Wpis do dzienniczka zrobił:

Francisco Moreno – 2.03

4 thoughts on “Project Dozen – 85 – Jako pary

  1. Katka pisze:

    Kaczuch_A, spoooko, fajnie, że czytasz i odzywasz się od czasu do czasu! Doceniamy! :D No i fajowo, że podobał Ci się rozdział. Coming outy się szykują dwa, ale to może lepiej dla chłopaków. Bo dzięki temu nie będzie to może takie skupienie uwagi tylko na sobie, tylko jakoś to się po kościach rozejdzie. Zobaczymy. Hehe, a całus… taki kumpelski XD Ale w sumie i tak uroczy, haha. Dzięki za komentarz! :)

    Noe, kto podkłada zadania, to się chyba w sumie niebawem wyjaśni :) Więc ta ciekawostka zostanie odkryta. Ale fajnie, ze to nurtuje. A Tommy na dole… och, och, Woody już by chciał na pewno. Tomas mniej, haha, ale może się do tego przekona XD A co do Treya, to na pewno coś tam w sobie ma, że dałby radę sie przebzykać z chłopakiem. To pewne. Ale ma swoją dziewczynę wiec niech nie szaleje XD

    O., Jules i Eric na pewno się tym stresują, że pojawią się tacy, co się czepiają. Ale chyba nawet jakieś drobne spięcia mogą być warte wyjścia z szafy. Zobaczymy. Zależy, jak to się potoczy. Fajnie, że wpis Frania Ci się podobał :D On potrafi być taki wzniosły czasami XD A skąd mają wiedzieć, czy Woody popsuł? Wiesz, kamery są w całej szkole, jakby nie patrzeć. A może mają jeszcze jakieś swoje wtyki…? :>

  2. O. pisze:

    Aww!! Podoba mi się podejście Erica! Aż jestem ciekawa czy wyjdzie im to tak bez spiny, czy jednak znajdą się tacy co się poczepiają xD
    Franio jaki piękny wpis do dziennika! <3 choć już prawie się zaczęłam martwić, że tak napisze że psorkowie nabiorą podejrzeń co do tajemnicy projektu xD
    Właśnie. Franio i Sebastian mało jednak ingerują w działania innych. A przecież przy akcji o Hiv'ie pokazali że nie muszą być blisko uczestników xD
    A Woody może jakoś delikatnie popsuć randkę. Co ogl dziwne jest w sensie nie ma kamerki by nagrać zajście xd skąd mają wiedzieć że on to zrobił? :p jest jeszcze ktoś w projekcie o kim nikt nie wie? :p

  3. Noe pisze:

    Nadal nurtuje mnie pytanie- kto podkłada zadania? Ale nareszcie nasze pary idą oficjalnie razem, Trey jak zwykle genialny mmm….ten całus 😍i może wreszcie Tommy będzie na dole. Czasem wydaje mi się że Trey jest trochę homoseksualny nr.1 lub 2 w skali kinseya. I jeszcze w garniturku mrrrr. 😆

  4. kaczuch_A pisze:

    Noooo nieźle nie spodziewałam się tego xD W sensie Seba i Franek, że takie z nich szpiegi magia~! Miałam taki zaskok jak to czytałam. Mały zwrot akcji, bardzo niespodziewany, wielkie gratulacje. Cieszę się, że Foxy wierzy w swoje umiejętności i że dojdzie sam do swoich celów to cholernie motywujące. Zaskoczyło mnie to, że Eric zgodził się na ten mały coming out, tak samo Tomas z propozycją swojej randki. Za dużo zaskoków miałam w tym rozdziale, a tu jeszcze Trey w koszuli, w ogóle nie wyobrażam sobie żeby Woody miał przerwać jego igraszaki z Harper i jeszcze ten całus xD

    Śledzę Was dzielnie, ale ostatnia prosta na studiach jakoś zabiera cały mój czas i nawet nie mam chwili by wysmarować komentarz, ale będę się starać i się poprawię o!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s