Project Dozen – 84 – Już tylko siódemka

Chciał teraz tylko mówić do swojego chłopaka i nadrabiać te stracone na milczeniu dni. Nie wyobrażali sobie seksu bez słów, bez jęków, więc ostatnio w ogóle się do siebie nie zbliżali. Teraz wreszcie mieli to zrobić i obaj byli napaleni.
— Skoro wszyscy są zajęci Super Bowl, to chyba mamy dzisiaj dużo prywatności… więc może zamiast kazać mi siebie rozbierać, zrób dla mnie mały striptiz — zasugerował Eric, chcąc to zobaczyć. Wiedział, że Jules to potrafi. Musiał tylko zmienić tę monotonną muzykę.
Foxy roześmiał się od razu i na chwilę zamknął twarz w dłoni.
— To cię nakręca, co? — Wstał i pocałował go w policzek. — Zmienisz muzykę? — spytał, dając wyraz temu, że czasami naprawdę myślą o tym samym.
— Tak, właśnie chciałem — odparł Eric i wstał z łóżka.
Pochylił się do laptopa i wyszukał na youtube składankę, która przyszła mu do głowy. Uśmiechnął się niewidocznie dla Julesa, kiedy popłynęły pierwsze nuty „High School Confidential” w wykonaniu Carole Pope. I rozbrzmiały pierwsze słowa „He’s a cool blond scheming trick. You want him so much”. Może Jules nie był blondynem, ale i tak Eric o nim pomyślał.
Muzyka grała dalej, a on jakby nigdy nic znów usiadł na łóżku. Jules za to znowu się śmiał. Czuł się, jakby w końcu wróciło do niego życie.
— Queer as Folk? Eric? Naprawdę? — Pamiętał dokładnie, gdzie pierwszy raz usłyszał tę piosenkę.
Stanął na środku pokoju i zwyczajnie nie mógł oderwać wzroku od swojego chłopaka.
— Dalej pamiętam, jak w pierwszej klasie zmusiłeś mnie do obejrzenia z tobą jednego odcinka — odparł wymownie Eric, rozbawiony tym podobnie jak Jules. Nie pamiętał tylko, za co to była kara, ale chyba wtedy o coś się założyli i przegrał. — Wiesz, że potem potajemnie obejrzałem ten sezon do końca? — dodał, poprawiając okulary i siadając wygodnie. Czekał na przedstawienie, które Jules miał mu zapewnić. I aż nie wierzył, że jeszcze pół godziny temu miał grobowy nastrój.
— Obejrzałeś? I mi nie powiedziałeś? Za to powinna być kara. Nie powinienem się przed tobą rozbierać — odparł Jules, ale i tak oblizał kusząco usta, po czym wsunął dłoń pod swoją koszulę.
Miał na sobie jeszcze granatową bluzę z białymi troczkami i seksownie dopasowane jeansy. Pomasował się po wysportowanym brzuchu i trochę pokazał go Erikowi. Ten zadziałał bardzo instynktownie i pierwotnie, bo od razu tam zerknął, a w jego nastoletnim mózgu przez chwilę dominowało tylko słowo „seks”. Może był trochę poważniejszy niż niektórzy uczniowie, ale wciąż był jeszcze niepełnoletnim chłopakiem, który teraz jedynie pragnął wziąć Foxy’ego.
— To było dawno. Zapomniałem ci o tym powiedzieć. I… — Znów spojrzał na twarz Julesa i dodał z lekko uniesioną brwią: — Wiem, że chcesz się przede mną rozebrać.
Jules zmarszczył nos, robiąc przy tym zabawną, niby urażoną minę.
— Nie jesteś czasem za mądry? — spytał oskarżycielsko i jeszcze zbliżył się do niego. Złapał go za dłoń i położył ją sobie na brzuchu. — Chcesz tego, co? — dopytał i zmierzył pożądliwie drugiego chłopaka.
A ten poruszył palcami, dotykając wyraźnie zarysowanych mięśni. Były seksowne. Takie twarde, a ciało szczupłe i gorące.
Uniósł wzrok w górę i odpowiedział już z lekkim rumieńcem.
— Pragnę cię, Jules, ale jak za chwilę nie pokażesz mi sutków i reszty tego, co masz pod koszulką, to obiecuję, że wrócę na ten Super Bowl.
Jules znowu się zaśmiał, po czym pochylił się i pocałował Erika. Z laptopa popłynęła trochę bardziej zmysłowa muzyka, przez co od razu zakręcił biodrami. Nie odsuwając się od swojego chłopaka, wyżej podciągnął kciukiem koszulkę. Przy tym poruszył seksownie brzuchem, rozluźniając i napinając mięśnie.
— Nie zrobiłbyś tego. Prędzej wziąłbyś mnie na biurku. Już jesteś napalony — odparł i popieścił palcami swój sutek, żeby Eric to widział.
I nie było co się oszukiwać. W spodniach Erika już rósł wzwód. Jules potrafił kusić w tak sensualny sposób, że nie sposób było się oprzeć.
— Im dłużej to robisz, tym bardziej — odparł chłopak, obserwując uważnie, jak Foxy sam się pieści w tak wrażliwe miejsce. — Dobrze ci, kiedy to robisz?
— Kiedy dotykam się po sutkach? Mmm, to całkiem przyjemne. Mam czasami od tego przyjemne dreszcze — odpowiedział Jules i jeszcze raz dotknął się po nich, aż w końcu odrzucił bluzę na bok.
Popatrzył na Erika. Złapał jego wzrok i sam zerknął na swoje spodnie. Rozpiął guzik tuż przed jego oczami i zaraz wsunął dłoń za bieliznę. Siedzący na łóżku nastolatek zwilżył wargi językiem, wpatrując się tam. Nie widział tego penisa prawie dwa tygodnie.
— Taki seksowny… — szepnął. Położył mu dłoń pomiędzy udami, na wrażliwym ciele między jądrami na rowkiem. Mocno pomasował go przez materiał.
Jules stęknął od razu.
— Stęskniłeś się za tym? — spytał i w końcu rozpiął suwak spodni.
Odsunął się zaraz od Erika, żeby w jeszcze bardziej seksowny sposób, bardziej kręcąc biodrami, pokazać mu swoją bieliznę. Ta jak zawsze dokładnie opinała jego ciało. Powoli sztywniejącego penisa i okrągłe pośladki. Wielu chłopaków w szkole ubierało się tak, że nie dało się ocenić, jaką mają figurę. A Jules zdecydowanie dbał o podkreślanie swoich atutów.
— Za twoim głosem najbardziej, ale… za twoim ciałem też. Czasem lepiej niż tamto zadanie odbiera mowę. Szczególnie gdy to robisz.
Jules zamruczał. Lubił komplementy. Może każdy lubił, ale on miał słabość, kiedy wypowiadał je Eric.
— Mmm, a to też? — spytał i klepnął się w pośladek, żeby zaraz zdjąć koszulkę. Przy tym naprężył mięśnie pleców, żeby lepiej było widać, jak wąską ma talię w porównaniu do ramion.
Eric nie odpowiedział. Podziwiał go chwilę, sztywniejąc, aż w końcu wstał. Podszedł do niego i znalazłszy się naprawdę blisko, położył mu dłonie na nagich bokach. Delikatnie je pogłaskał i powiedział:
— Odwróć się.
Jules odwrócił się w jego ramionach i jeszcze sięgnął do skraju koszulki, żeby i ją ściągnąć. Teraz był tylko w bieliźnie i spodniach w kolanach.
— Hmmmm? Już nie możesz się doczekać?
Eric nie odpowiedział, tylko przytknął nos do jego karku, po czym pocałował go tam. Delikatnie, wręcz łaskocząco. A przy tym objął go w pasie, wsunął mu dłoń w bieliznę i lekko otarł się o jego pośladki.
— To była długa abstynencja — wyjaśnił tylko.
— Aż zastanawiam się, czemu ja cię nie przyłapałem nigdy na masturbacji.
Jules zakręcił biodrami, żeby poczuć pośladkami rosnący wzwód. Usłyszał za sobą niski pomruk, a przy tym poczuł, że dłoń w jego bieliźnie powoli go masuje. Eric miał wyczucie. Chociaż po tak długiej rozłące każdy dotyk był przyjemny.
— Nie wiem… Ale coraz bardziej podnieca mnie to, że jesteś coraz bardziej nagi — powiedział chłopak za jego plecami, wciąż obcałowujący jego szyję i ramiona. — Zsuń bieliznę i zdejmij ją — dodał, chcąc wyraźniej poczuć jego pośladki, gdy Jules będzie musiał się pochylić i przy tym się wypnie.
Foxy odwrócił do niego głowę i uśmiechnął się przebiegle. Wiedział, co Eric myśli, bo sam uważał to za całkiem seksowne. Pochylił się więc, jakby właśnie mieli się kochać na pieska. Zdjął najpierw spodnie i skarpetki, ocierając się w trakcie cały czas o Erika swoim tyłkiem. Dopiero po tym znowu się wyprostował i ponownie pochylił, żeby zdjąć bieliznę.
Jeśli przed chwilą czuł twardość w spodniach swojego chłopaka, to teraz jego penis wręcz dźgał go w nagie pośladki.
— Jesteś niepoprawny — wydusił Eric, obejmując go ciasno w pasie i dotykając.
Przemknął dłonią po jego brzuchu, w górę, aż dotarł do małych, różowych sutków. Ścisnął jednego z nich i już delikatniej potarł.
Jules znowu stęknął. To było elektryzujące.
— A ty? Lubisz się nimi bawić? — spytał, nawiązując do wcześniejszego pytania.
— Bardziej seksowne jest, kiedy ty to robisz. — Usłyszał tuż przy uchu.
Po tych słowach jednak Eric trochę się zawahał. Bo chciał coś zrobić, ale nie był pewien, czy… nie jest to zbyt obsceniczne. Ale sama myśl niemożliwie go podniecała, a i byłoby to ułatwieniem, bo nie musiałby odsuwać się już teraz.
Przełknął głośno ślinę, chwilę tylko wdychając zapach swojego chłopaka. A po tym powoli przesunął palce w górę, po szyi Julesa i… lekko odchylił mu nimi wargę.
— Rozluźnię cię… tylko muszę mieć mokro — wydusił.
Jules najpierw się uśmiechnął, po czym sam sięgnął do nadgarstka Erika. Przytrzymał jego rękę i złapał palec między wargi. Possał go chwilę.
— A nie chcesz, żeby zamiast palców twój penis był mokry?
— Mm… Chcę. Ale muszę cię najpierw rozluźnić — odparł Eric, nie chcąc mu sprawić bólu w trakcie stosunku.
— Musisz czy chcesz? Chcesz mnie trzymać i trochę mnie tam pomasować i posłuchać, jak stękam? — spytał jeszcze Jules, przez to milczenie nakręcony, żeby mówić. Dużo i sprośnie.
— Nie obrażę się, jeśli trochę postękasz — przyznał Eric… ale na razie nie dał mu nic powiedzieć, bo mocniej przycisnął go do siebie, a dwa palce wsunął mu do ust.
Jules jakby w odpowiedzi na to stęknął, ale zaraz objął jego palce wargami i zaczął się z nimi bawić jak z cukierkami. A przez to Eric podniecał się jeszcze bardziej i w trakcie tego wyuzdanego działania drugiego chłopaka, ocierał się o jego pośladki. Aż w końcu zabrał dłoń, odsunął się trochę, przytrzymał go za bok i pomasował jego rowek mokrymi palcami.
Jules westchnął i przygryzł wargę.
— Mmm… Jestem twój — zachęcił go, samemu sięgając do tyłu, żeby trochę czuć Erika. Jeszcze ubranego, ku jego niezadowoleniu.
Z drugiej strony podniecające było to, że sam był nagi, przy całkowicie ubranym chłopaku. Rzeczywiście był cały jego. A teraz jeszcze bardziej to poczuł, kiedy dwa śliskie palce najpierw pomasowały jego dziurkę, a następnie ostrożnie się w nią zagłębiły. Rozwarły ją i popieściły, żeby była gotowa po takim czasie znów przyjąć do siebie penisa Erika.
— Czuję — szepnął chłopak do jego ucha i pocałował go w szyję. — Jesteś tam ciasny i gorący.
— Mmm… Nie miałem nawet ochoty na samodzielną palcówkę. Tylko raz sobie strzepałem — wyjaśnił Jules, znowu dotykając się wolną dłonią po klatce piersiowej.
— Och… Czyli czekałeś na mnie.
To, co powiedział Jules, jeszcze bardziej nakręciło Erika na to, żeby go wziąć. Nie mógł jednak jeszcze się zdecydować, jak go chce. Czy na łóżku, czy może Jules oparłby się o biurko, a on mógłby patrzeć na jego nagie, rozgrzane ciało z góry. Każda opcja go kręciła, ale na razie i tak musiał skupić się na jego tyłku. Na tym ciasnym wnętrzu, które przez tyle czasu nie było dotykane. Cóż za okrucieństwo… Dlatego wsunął palce głębiej, a potem zaczął nimi sprawniej poruszać.
— Mmm, przyjemnie — pochwalił go Foxy i trochę się na nim wsparł. — A ty? Coś sam robiłeś? — Był ciekaw. Nawet sama wizja Erika, kiedy się dotyka, nakręcała go. Dowodem tego był jego penis, który drgnął. Chociaż na to drgnięcie miał wpływ także masaż, jaki fundował mu od środka współlokator.
— Też tylko raz. Gdy wyszedłeś wcześniej na lekcje — wyjaśnił Eric, czując się mile połechtany tym, że ten chłopak mu się oddawał. Jules zdecydowanie miał w sobie więcej pewności siebie, był od niego lepiej zbudowany i łatwiej radził sobie w kontaktach towarzyskich. A i tak teraz poddawał mu się, przekazywał mu kontrolę i pozwalał się tak pieścić. — Jules… może biurko? — zapytał po chwili, gdy już czuł, że palce w środku chłopaka mają trochę więcej miejsca. Aż chciał to zobaczyć.
Jules zaśmiał się.
— A jednak! — W końcu sam zasugerował, że tam skończą, choć powodem miało być napalenie Erika. — Chcesz już, czy jeszcze… ciebie nawilżyć?
— Myślę, że jak mnie nawilżysz, to będzie nam obu przyjemniej w twoim tyłku — odpowiedział Eric z lekkim uśmiechem, bo obaj wiedzieli, że po prostu chce, żeby Jules zrobił mu loda.
Po tym wyciągnął z niego palce, klepnął go w zgrabny pośladek i oparł się o swoje biurko. Uprzednio tylko przesunął na bok laptopa i zeszyt, żeby później jego chłopak miał na czym się położyć.
Jules zmierzył go spojrzeniem, a po tym spojrzał na siebie, całkiem nagiego.
— I co? Będziesz tak czekał kompletnie ubrany? Też chcę popatrzeć — rzucił, nie mając zamiaru jeszcze przystępować do działania, chociaż już pragnął posmakować jego penisa. Zerkał nawet na krocze Erika jak spragniony na wodę.
Eric spojrzał na siebie i w końcu postanowił pójść mu trochę na rękę. Jules tak rozkosznie robił wszystko, o co poprosił, że trudno było nie spełnić jego pragnienia. Odłożył więc na chwilę okulary, po czym zdjął przez głowę swoją cienką bluzkę z długim rękawem. Pod nią nie miał nic, więc znów założył okulary i uśmiechnął się zachęcająco do Foxy’ego. Wiedział, że nie jest umięśniony tak jak on, ale był szczupły i miał nadzieję, że mu się podoba.
— Tak jest lepiej?
— Spodnie, rozumiem, zostawiasz dla mnie — odparł Jules i w końcu podszedł do Erika.
Pogładził go po boku i pocałował, żeby zaraz uklęknąć przed nim i dobrać mu się do bielizny oraz schowanego tam penisa. Aż musiał mocniej pociągnąć spodnie, żeby te zsunęły się z twardego, wypychającego je członka. A tam zastała go seksowna niespodzianka, bo na bieliźnie, w miejscu, gdzie była główka, widniała wymowna, mokra plamka.
Eric sam to zauważył i przełknął głośno ślinę. Może to on grał tu teraz rolę dominującą, ale był już strasznie podniecony tym, jak seksowny i otwarty dla niego był drugi chłopak.
Jules popisowo się oblizał.
— Sam trochę też zadbałeś o nawilżenie — zauważył i nie zwlekając, pociągnął bieliznę w dół, żeby w końcu posmakować członka swojego chłopaka. I kiedy ten był już przed jego oczami, nie oglądał go zbyt długo, tylko objął wargami.
A Eric złapał się rękami skraju biurka i westchnął błogo. I nawet tu, w pokoju, mimo muzyki płynącej z laptopa, usłyszeli, że chyba wszyscy w pokoju wspólnym wydarli się z radości. Eric aż przez to się zaśmiał.
— To… zabrzmiało jak zbiorowy okrzyk aprobaty tego, co właśnie robisz — rzucił z rozbawieniem, bo dźwięk dotarł do nich w momencie, gdy Jules wziął go do ust. I tak, zdecydowanie było co chwalić.
Foxy nie odpowiedział, bo zamruczał na jego penisie. Possał go, pomlaskał i wziął jeszcze głębiej. Smakował mu. I to był jedyny powód, dla którego mógł się nie odzywać do Erika –wypełnienie ust jego kutasem.
Eric uważnie go obserwował zza swoich okularów. Jules właśnie klęczał zupełnie nago między jego nogami i oddawał mu swoje usta. Tylu internautów, fanów tego chłopaka, marzyło, żeby znaleźć się w tej sytuacji. I Eric wcale się im nie dziwił. Gdyby wiedzieli, jaki ich idol jest w łóżku, jeszcze bardziej by tego pragnęli.
— Tylko chwilę… Bo chcę już cię objąć — powiedział na wydechu, głaszcząc go po krótkich włosach.
— Mmm… — zgodził się Foxy.
Possał jeszcze chwilę penisa, nim w końcu wyjął go z ust. Trzymając u nasady, oblizał go, po czym spojrzał łakomie w górę, na twarz swojego chłopaka. Umiał kusić i miał nadzieję, że robi to.
Mimo że Eric nic nie powiedział, bo znów zabrakło mu słów, to penis w dłoni Julesa drgnął z wrażenia.
— Uwielbiam cię, mój lisku — wydusił w końcu chłopak, pochylił się i złapawszy Julesa po bokach twarzy, pocałował go mocno. Głęboko i namiętnie.
Jules odpowiedział na pocałunek, nie zastanawiając się, czy Erikowi będzie czy nie będzie przeszkadzać, że chwilę temu mu ssał. Teraz powoli się wyprostował i zaraz zamienił się z nim miejscami. Oparł się dłońmi o biurko i tak też pożegnał z jego ustami.
Usłyszał zza pleców głośniejszy oddech, poczuł na kości ogonowej palce, a te po chwili przemknęły po całym jego kręgosłupie, łaskocząc go. Aż w końcu Eric nacisnął na jego kark, sugerując, żeby położył się na blacie i wypiął. Mając już tę seksowną dupcię przed sobą, przytknął swojego mokrego penisa do dziurki. Gdy kilka razy ponaciskał i odsunął się, zobaczył, jak ta się otwiera i zamyka. To było cholernie pobudzające. Zupełnie jakby z nim rozmawiała i pytała „czemu jeszcze mnie nie nakarmiłeś?”. Eric aż się zarumienił do tej głupiej myśli i żeby dłużej tego nie rozważać, po prostu zaczął się wsuwać.
Jules ułożył się w tym czasie na biurku i wziął głęboki oddech, żeby przygotować się na meritum ich utęsknionego seksu. Tak dawno go nie mieli, a tak obaj bardzo go potrzebowali. Starał się więc nie zaciskać i z każdym milimetrem, jaki się w niego wsuwał, było mu lepiej i lepiej.
— Och, Eric. Tak dobrze.
— Tak? Przyjemnie ci? — upewnił się. Nie chciał przesadzić, ale na razie rzeczywiście nie czuł, żeby Jules się zaciskał. Sunął więc dalej, obserwując, jak jego penis znika w tym gorącym schronieniu. — Zaraz cię obejmę.
— Mhm, dobrze. Możesz poruszać się już teraz. Pó… och, za chwilę wsuniesz się do… och, końca — odpowiedział Jules, chcąc poczuć ten przyjemny ruch, żeby całkiem ogarnęła go świadomość, że jest pieprzony.
I już po chwili, leżąc niemal poddańczo na tym blacie, poczuł, jak jego tyłek jest posuwany. Jak penis Erika wchodzi w niego płynnie, nabierając nieco szybszego tempa. Przy tym dłonie chłopaka uciskały mu pośladki, jakby teraz Eric to je sobie szczególnie upodobał. I taka była prawda, bo całkowicie pochłonął go widok pośladków obejmujących mu penisa i tak seksownie drżących, gdy kolejnymi ruchami próbował spenetrować je jeszcze głębiej.
A Jules wiedząc, że za drzwiami jest niezły hałas, że są sami tu zamknięci, pozwalał sobie na głośniejsze westchnienia i jęki. Był przyjemnie rozpierany i brany.
— Mmm… Eric.
— Mój Foxy — wymruczał chłopak za nim i gdy wreszcie udało mu się połączyć swoje biodra z jego pośladkami, pochylił się. Pocałował Julesa w ramię i pogłaskał po boku, czując, że ten jest naprawdę rozgrzany. — Jeszcze trochę… jeszcze jęknij dla mnie — zachęcił łagodnie i poruszywszy tylko biodrami, docisnął je do niego znowu.
— Mmm… Lubisz tego słuchać — stwierdził Jules. Zakręcił biodrami i po chwili faktycznie jęknął. — Mmm, gorący jesteś — dodał i oparł się stabilniej na zgiętej ręce o biurko.
Eric pogłaskał go po spinających się co jakiś czas plecach. Zdecydowanie w szkole nie padały takie wyzwiska jak „zniewieściały”, „ciotowaty”, czy „babski”, jeśli chodzi o Julesa. Był na to zbyt… męski. Miał szerokie barki, wyraźne bicepsy i umięśnioną klatkę piersiową. A Eric teraz mógł go podziwiać, prężącego się pod nim i czerpiącego rozkosz z tego, jak wsuwał mu penisa w tyłek. Podniecało go to niesamowicie.
— A ty drżysz — wydyszał, trochę się prostując i przyspieszając.
— Ooooch! — Jules tylko tak odpowiedział na to spostrzeżenie. Jego nogi jeszcze mocniej się spięły, a do tego zacisnął pięści. Ogarniało go coraz większe gorąco, mimo że był nago. Aż płonął. — Eric… och…
Erikowi nagle przypomniało się pytanie Julesa, czy chce być jego chłopakiem po szkole. Zdecydowanie chciał. Teraz, gdy patrzył na niego, wiedząc, że może go objąć, że może go słuchać, że może z nim być, nie wyobrażał sobie, co by było, gdyby nie mógł tego robić.
Znów pochylił się nisko nad drugim ciałem i objął je. I w tej pozycji posuwał Julesa, chcąc, żeby przeżyli finisz jak najbliżej siebie. A czuł, że zarówno sam jest już bliski spuszczenia się w tyłek Julesa, jak i ten już coraz mniej się kontroluje.
Jules odwrócił do niego głowę i westchnął głośno. Podobało mu się to, co robił z nim Eric. Chciał więcej i więcej. Ale jednocześnie wiedział, że niedługo, za chwilę, opryska biurko swoją spermą.
— Mmm… Eric. Będziesz miał… plamy na… och…
— Nieważne… A… mogę w tobie? Zaraz dojdę — odparł na wydechu drugi chłopak, mocno zaciskając palce na jego ramieniu i biodrze, za które go trzymał w trakcie coraz mocniejszych pchnięć.
— Mhm… tak. I tak… och, nie idziemy… nigdzie. — Foxy łapał coraz częściej głębokie oddechy. Przy tym zacisnął mocniej pięść i przytknął ją do ust, żeby nie być za głośno. I mimo że chciał poczuć Erika wcześniej, sam jednak doszedł pierwszy.
Ścisnął przy tym penisa w sobie, a Eric otworzył szerzej usta w niemym okrzyku. Zdecydowanie nie zamierzał już nigdzie wychodzić. Marzył tylko o tym, żeby po seksie położyć się z Julesem i odpoczywać cały wieczór.
Przytknął twarz do jego karku, wciągnął zapach i po kilku kolejnych pchnięciach sam też doszedł. Całe jego ciało ogarnęła rozkosz, od palców u stóp, aż po policzki. Jego jęk zagłuszył kolejny okrzyk z pokoju wspólnego.
Naprawę błogosławieństwem dla nich dziś był ten mecz. Każdy był zajęty sobą, a oni mogli trochę dać się ponieść. Poupajać w rozkoszy tą słodką w tej chwili przegraną Julesa. Ale to, co teraz przeżyli i co mieli zamiar przeżywać jak najczęściej się dało w najbliższych tygodniach, w których musieliby milczeń, nieźle rekompensowało smutek porażki. Do tego Jules Fox, poza słodyczą orgazmu i ciepłem spermy Erika, czuł też nadzieję, że z nim faktycznie sobie poradzi i sam spełni wszystkie swoje marzenia.

*

Sebastian nigdy nie był wielkim fanem futbolu. Oglądał mecze tak naprawdę tylko wtedy, kiedy oglądali je wszyscy. Tym razem jednak okazało się, że Francisco bardzo łatwo zarazić sportowym duchem. Sebastian przypuszczał, że wiąże się to z kulturą piłki nożnej, jaka panuje w Ameryce Południowej. Francisco więc hucznie świętował całe Super Bowl, a młody Moss robił to razem z nim. Nie kibicowali żadnej drużynie. Ich sportowy duch przenosił się z jednych na drugich. Siedzieli we wspólnej sali długo, razem z resztą uczniów, przez co wstawanie w poniedziałek rano było bardzo ciężkie.
— Francisco, wstawaj! Dziś nie mamy wolnego dnia. — Sebastian rzucił poduszką w swojego chłopaka, kiedy już włączał komputer, żeby sprawdzić, czy coś ich ominęło.
— Był Super Bowl. Na pewno przysługuje nam kilka minut spóźnienia — odmruczał Latynos, zabierając poduszkę, którą oberwał. Przytulił się do niej.
— Masz zajęcia już na pierwszej lekcji. Nie pójdę na nie za ciebie. Wstawaj! — Sebastian westchnął, samemu mogąc jeszcze leżeć, bo miał więcej czasu niż jego chłopak. Zamiast tego siedział przy biurku, przeglądał facebooka i zaraz miał sprawdzić, czy nie dostali żadnego maila od profesorów.
— Noooo! — jęknął Francisco po hiszpańsku i wtulił się mocniej w poduszkę, żeby uniknąć rzeczywistości, która chciała go ściągnąć z łóżka.
A Sebastian, który właśnie otworzył pocztę, ujrzał wiadomość od organizatorów eksperymentu. Zajrzał do niej szybko i aż go na moment wcięło.
— Kurwa… — zaklął, kiedy przeczytał treść. — Francisco, wstawaj. Jules odpadł z projektu. — Od razu przeszedł do rzeczy. Jeśli to nie ściągnie jego chłopaka z łóżka, to już nie miał pojęcia co by to mogło być.
Ale podziałało niczym oblanie wiadrem zimnej wody. Francisco wyskoczył jak poparzony, potknął się o pościel, w którą się zamotał, podniósł się z podłogi i dopadł do swojego chłopaka. Wciąż nago, bo nawet nie założył bokserek do snu.
— Co?! Jak to?! Jules odpadł?! Jak to?!
— Jest tylko mail od prowadzących, że nie wykonał zadania i został wyeliminowany z konkurencji. Została już tylko siódemka. Nie pisali, jak do tego doszło. A myślałem, że ma łatwe zadanie — odparł Sebastian, zakładając ręce na klatce piersiowej i patrząc na monitor z niesmakiem.
— Ale Jules był bardzo zdeterminowany, żeby wygrać! — zawołał Francisco i jęknął. Kibicował mu. — Może do niego zadzwonię? Może to pomyłka?
— Sam bym na niego stawiał. — Sebastian zgodził się ze swoim chłopakiem. Kto jak kto, ale nie przypuszczał, że to właśnie Jules odpadnie. — Możesz do niego zadzwonić. Po zajęciach może by miał czas pogadać o tym?
— Si, si.
Francisco szybko dotarł do swojej komórki, która leżała gdzieś pod poduszką. I wciąż nago, chodząc po pokoju żwawo, przyłożył telefon do ucha w oczekiwaniu. Po chwili usłyszał głos Foxa.
— No witam, amigo. Co cię do mnie sprowadza? — Brzmiał na rozbudzonego i chyba nie był w najgorszym humorze.
— Podobno wypadłeś z projektu!
Przez chwilę było słychać ciszę w słuchawce.
— I dlatego mój gorącokrwisty przyjacielu dzwonisz do mnie tak z rana? Już pisali o tym wszystkim?
— Eee… — Francisco spojrzał na Sebastiana, samemu wciąż stojąc nago na środku pokoju. — Zobaczymy się po lekcjach? — zmienił temat od razu.
— Chcecie o tym pogadać? — spytał Jules całkiem spokojnie, a Sebastian patrzył na Francisco, nie wiedząc, co się dzieje, że jego chłopak tak się zmieszał.
— Si, si, przegrałeś! Byłeś moim faworytem. Możemy przyjść z Sebastianem po lekcjach?
— Mhm. Jasne. Jeśli tylko macie ochotę. Kończę zaraz przed lunchem. Zjem i będę w internacie. Pasuje wam?
— Oczywiście. Pasuje nam. Zobaczymy się po południu — zapewnił Francisco i spojrzał porozumiewawczo na swojego chłopaka. Obaj mieli wtedy czas.
— Dobrze, w takim razie do zobaczenia, kociaki. Idę się trochę popocić.
Francisco zrobił zaniepokojoną minę, bo nie wiedział, co Jules miał na myśli, a umysł od razu podpowiedział mu, że idzie się z kimś kochać. Szybko jednak wyrzucił to z głowy i pożegnał się. A po tym podszedł do Sebastiana i usiadł mu bez pardonu okrakiem na kolanach. Aż dotknął jądrami jego krocza i liczył, że Sebastian przez to pozwoli mu się trochę polenić i spóźnić na zajęcia.
— Zobaczymy się z nim po lekcjach. Ale wcale nie brzmiał na smutnego — powiedział z zamyśleniem.
— Może nie może. Pytanie, gdzie był. Bo jak w pokoju, to dziwne, że nie mówił szczerze, ale może wyszedł wcześniej — zasugerował Sebastian.
Popatrzył na Francisco, starając się nie robić tego zbyt intensywnie, żeby nie podniecić się tym, jakiego ma seksownego chłopaka na kolanach. Nagiego, śniadego i szczupłego. A do tego teraz głaszczącego go po karku i tak słodko na niego patrzącego.
— Nie wiem, gdzie był. Ale w szkole zawsze jest głośno, a u niego było cicho. Może ktoś u niego nocował? Ten jego chłopak? Bo mówił, że zaraz idzie się pocić — dodał wymownie.
— Nie wiem, czy Eric by gdzieś był poza pokojem. A pocić… Nie wiem, nie chcę wiedzieć. Ty powinieneś za to się zbierać z moich kolan. Masz zajęcia. — Sebastian powstrzymał się i zabrał dłonie z bioder Latynosa. Chociaż było to zaskakująco trudne.
A ten jęknął z bólem. Miał nadzieję, że Sebastian o tym zapomni przez to, jak go kusił.
— Wiem, wiem… — Wstał z westchnieniem i zaczął szukać swoich ubrań, ale za karę wypinał pośladki do swojego chłopaka, kiedy tylko mógł.
A ten gapił się na nie, zapominając o tym, jak się mówi. Nie mógł oderwać od niego wzroku. I tylko zbawienne było dla niego to, że to Francisco musiał być szybciej na zajęciach niż on. Musiał więc w końcu założyć na siebie ubranie. I to sporo ubrań, bo wciąż było zimno. Ale dzięki temu samokontrola Sebastiana, przed chwilą tak naruszana, została zabezpieczona.
— To ja idę na zajęcia — powiedział Francisco, ale i tak jeszcze wrócił do niego i pocałował z pasją.
— Mmmm, do zobaczenia. Spiszemy się jeszcze, jak będziemy iść do Foxa — odpowiedział Sebastian i puścił mu oczko.

*****

Wpis do dzienniczka powstał u:

Jules Fox – 2.02

10 thoughts on “Project Dozen – 84 – Już tylko siódemka

  1. Shivunia pisze:

    Rehab-e, smutek, kiedy faworyci odpadają, tym bardziej, że Jules miał całkiem realne szanse na wygraną. Miał pewien rodzaj… władzy. Ale może to dobrze, że zrezygnował, bo jednak projekt jest dość pozbawiony moralności XD Że tak to ujmę. Ważne, że wybrał lepszą wartość. Dzięki za komentarz i też pozdrawiamy!

  2. rehab-e pisze:

    Franio i Sebastian też zaskoczeni tym, że Jules odpadł… Nic dziwnego. Teraz czuję jeszcze większą więź z nimi, bo odpadł nasz faworyt :( Nadal tego nie przebolałam.
    Eric i Jules są oczywiście cudowni razem, a wpis Julesa w dzienniczku (przyznaje, nie zawsze je czytam) bardzo mi się podobał. Cieszę się, że podjął taką, a nie inną decyzję, bo w głowie wciąż mam fanfic do tego opka (ktoś, coś, to był chyba konkurs, nie pamiętam), w którym Jules wybrał projekt zamiast swojego chłopaka…
    Czekam na więcej.
    Pozdrawiam ;>

  3. Katka pisze:

    Luana, haha, Eric ma taką presję z otoczenia z tym byciem na dole, że po prostu musi się poddać w końcu XD Nie ma szans, żeby było inaczej XD I na pewno Jules mu nie odpuści. Choć tak jak piszesz, mocno ostrożny jest w tym przypadku. W sumie trochę jak Foster w stosunku do Marka. Dzieki za komentarz! :D

  4. Luana pisze:

    Eric i Jules razem to miód na moje serce. Widzę, że nie tylko ja czekam na pierwszy raz Erica na dole. Na pewno Jules mu nie odpuści, ale też nie chce naciskać wiedząc, że to nie jest takie proste dla chłopaka. Najważniejsze, że Jules podjął bardzo dojrzałą decyzję. Czytałam jego wpis i popieram to co napisał.
    Gratuluję Sebastianowi siły w nierzuceniu się na Frania, kiedy ten usiadł na nim nago. :DD
    Dzięki za rozdział i pozdrawiam. :)

  5. Katka pisze:

    Tigram, Eric na dole na pewno będzie w końcu, ale póki co Jules się nie spieszy, żeby go o to cisnąć, a sam Eric też nie bardzo XD Chyba całkiem nieźle podpasowała mu rola aktywna :) Ale Eriś na dole to słodkie wyobrażenie i Jules na pewno chce go tak zobaczyć. A co do spisu Julesa – och, jakie te nastolatki potrafią być mądre XD

    MoNoMu, hahaha, złoty deszcz to tak wiesz, bonusowo dla urozmaicenia :) Ale na pewno ta forma zabawy u Julesa i Erika by nie przeszła XD Oj nie, to nie ich bajka. A Franio w ogóle jest bezoporowym chłopakiem XD a to wieeele ułatwia.

    O., hehehe, fajnie, że tak ich lubisz :D My też. Są uroczy i cieplutcy. I też trzymam za nich kciuki, żeby ich związek się dalej rozwijał. Grunt, żeby obaj tego chcieli. Ale na razie nie zapowiada się, żebym im się odwidziało. A Sebcio może wolec nie woli, żeby Franio sobie szedł, ale jednak dba o jego dobro, a nie własne pragnienia XD

    Saki, ooo, jak miło znów widzieć Twój komentarz! I to taki długi, nadrabiający poprzednie rozdziały :) Generalnie, jak czytam to, co piszesz o Julesie, to dochodzę do wniosku, ze PD to takie opowiadanie z morałem XD Że znacznie lepiej jest samemu sięgać po własne marzenia i cele niż iść drogą na skróty, bo ta może się okazać niemoralna, przynosząca nieszczęście i godząca w innych wokół. Czujemy się jak Disney XD Ale w sumie trochę też życie to weryfikuje. I tak jak piszesz, satysfakcja byłaby zupełnie inna. Osiąganie czegoś samemu wzmaga pewność co do własnych możliwości, własnej wartości i na pewno daje powera do sięgania po kolejne sukcesy. Jules na pewno to zauważył i zauważy jeszcze bardziej w przyszłości. Decyzję na pewno podjął dobrą.
    Kevin to taki czarny charakter tego opowiadania. Na pewno przebija Patricka, który potrafi dobrze zadziałać i z rozsądkiem. A nawet Sena, który też nieźle zaszkodził. Ale Kevin robi to z premedytacją, żeby się wyładować. I to na pewno nie jest fajne do obserwacji. Co do Noela… hm, hm, przyznam, że jakoś nie mogę sobie przypomnieć, jaki ma kolor oczu O.o wydaje mi się, że piwne. Włosy na pewno ma dłuuuugie, sięgające pasa, jeśli nie dalej. I nie są idealnie proste. Takie pofalowane i bujne. Taka ruda grzywa. Nie jest niski, jest szczupły i blady. Piegów jako tako na twarzy zdaje się nie ma, ale na ramionach czy klacie pewnie tak.
    Dzięki za komentaaarz :)

  6. saki2709 pisze:

    Jules pozornie miał łatwe zadanie. Ale tylko pozornie, bo to zależało od tego, na kogo trafi. A znając Was, od początku przeczuwałam, że to będzie Eric. W ogóle poprzedni rozdział był piękny i wzruszający. I jak myślałam, że daleko zajdzie w projekcie, a może nawet wygra, tak od samego początku, jak już się sprawdziły moje przewidywania, albo raczej czarne myśli, że trafi na Erica, czekałam na moment, jak Jules pomyśli sobie coś w stylu „mam tego dość” i powie swojemu chłopakowi „kocham cię”. Tak, to musiały być te słowa. Innych nie brałam pod uwagę. Cudnie to wszystko zrobiłyście. Aż mi się łezka w oku zakręciła. I to całe napięcie i frustracja spowodowane tym, że nie możesz powiedzieć nawet słowa do ukochanej osoby. Ale myślę, że dobrze zrobił, rezygnując. Bo niby mógł to dalej ciągnąć, ale po co? Wygrana i tak nie była pewna, a po drodze mógł stracić Erica. Zdolny z niego chłopak i jestem pewna, że sam jest w stanie wiele osiągnąć i spełnić swoje marzenia. Już teraz jest gwiazdą w Internecie, może nie na skalę globalną, ale ma wielu fanów i z pewnością w przyszłości ich przybędzie. No i będzie miał u boku swojego ukochanego chłopaka, który będzie go wspierał i pomoże, jak może osiągnąć jego cel. W ogóle to było takie piękne, jak Eric powiedział, że chce z nim być, jak skończą szkołę <3
    Seks był gorący. Eric się rozkręca.
    Wygląda na to, że Foxy nie żałuje swojej decyzji. Wydaje mi się, że wręcz przeciwnie. Tak jakby zrzucił z siebie jakiś ciężar. Ten projekt to tylko kłopoty i ranienie innych, by osiągnąć cel. Mądrze napisał Jules w swoim dzienniczku. Czy spełnienie marzeń jest warte tego bólu zadanego innym i przy okazji sobie? A jeśliby wygrał, czy w pełni potrafiłby się z tego cieszyć? Miałby satysfakcję ze świadomością, że jego marzenie spełniło się nie dlatego, że doszedł do tego własnymi siłami i dlatego że jest zdolny, tylko dlatego, że wygrał w jakimś głupim projekcie, w którym nie do końca wiadomo, o co chodzi? Pomijam tu Sena i jego życzenie. Ale oprócz niego i chyba Tylera, każdy myślał raczej o tym, by mieć jakiś dobry start. Nie pamiętam, co dokładnie sobie życzyli, ale Sen chyba jako jedyny nie mógłby spełnić swojego marzenia bez pomocy projektu. Tak w ogóle, do tej pory się zastanawiam, dlaczego Disneyland XD
    Mega zaskoczenie u szczurków, że Fox odpadł. W sumie się nie dziwię, w końcu był mocnym zawodnikiem. No i znali jego zadanie. Ale gdyby wiedzieli, kto, jak i dlaczego, to pewnie zaskoczenie byłoby mniejsze. Ale oni chyba wiedzą tylko, że Eric wie o projekcie. Nie mają pojęcia, co go łączy ze współlokatorem. Ciekawa jestem tego spotkania i z niecierpliwością czekam na kolejny rozdział. W ogóle jedno się wyjaśnia, ale pojawia się kolejna niewiadoma. Albo jak pojawia się wyczekiwania sytuacja, to zapowiada się kolejna. Przez to na każdy rozdział czekam z wielką niecierpliwością.
    Jeśli chodzi o poprzednie rozdziały, których nie skomentowałam przez swoje lenistwo, a które były mega, tak jak wszystkie inne…
    Kevin jest jedną z postaci, których naprawdę nienawidzę w Waszych opkach. On jest okropny. Jak on w ogóle śmiał uderzyć Colina? Ale dostało mu się za to. Brawo, Jules, należało mu się. Zdjęcia od Tommy'ego trochę pomogły, ale gdyby nie napisał tego maila do dyrektora, drań dalej by chodził bezkarny. Chociaż zawieszenie to i tak za mała kara dla takiego typa.
    Spotkanie u Fostera starszego i młodszego Mossa i ich męskich kochanków wyszło super. W ogóle najpierw te podejrzenia Frania i Seby, kim to może być kochanek ojca tego drugiego, a potem to zaskoczenie, że to Foster XD Ale wszystko wyszło dobrze, mimo że chyba każdy z nich denerwował się tym spotkaniem. Choć gdyby nie to, że Francisco jest, jaki jest, mogło być gorzej. Ale na szczęście był sobą i rozładował trochę tę ciężką atmosferę.
    Co do rozdziału, gdzie Tyler się uszkodził i musiał jechać do szpitala… gdzie on w ogóle miał mózg, jak postanowił zjeżdżać po oblodzonej barierce, czy co to tam było? Dobrze, że tylko na złamanej ręce się skończyło. Choć z tą fobią Treya to musiało być straszne przeżycie XD Ale cóż, sam sobie jest winny.
    Co do spotkania Woody'ego i Tomasa i Foxym i Ericiem, wyszło bardzo fajnie i ciekawie. No i dowiedzieliśmy się, że Eric w najbliższej przyszłości zamierza powiedzieć rodzicom o swoim związku z Julesem. Nawet wstępnie wyznaczył termin. Może nie konkretną datę, ale miesiąc to już coś. Ciekawa jestem, kiedy Tommy się na to odważy. A na tym zamieszaniu w pokoju tuż przed nim, kiedy Fox zadzwoni do Tomasa, prawie się ze śmiechu popłakałam XD Uwielbiam to, co jest między Woodym i Trey'em. Taka piękna męska przyjaźń.
    Nadal nie mogę się przyzwyczaić do tego, że Jude jest łysy XD Ale dobrze, że to zadanie nie trafiło na Woody'ego. Popłakałabym się, jakby zgolił swoje cudne dredy.

    To chyba tyle. Pewnie coś pominęłam, ale z moją sklerozą to i tak sukces, że tyle napisałam. Ech… Powinnam komentować na bieżąco… Muszę w końcu przezwyciężyć tego lenia.
    A tak nie na temat, możecie mi przypomnieć, jak wygląda Noel? Wiem, że jest rudy, ale z moją sklerozą niewiele więcej pamiętam. Chodzi głównie, ale nie tylko, o kolor oczu i czy i gdzie ma piegi. Wiem, że taka z dupy prośba, bo nawet dawno go nie było, ale chcę wiedzieć, jak go sobie wyobrażać.

    Czekam z niecierpliwością na kolejny rozdział.
    Pozdrawiam i życzę weny i czasu

  7. O. pisze:

    Awww Juric <3 serio jeśli miałabym wybierać ulubioną parkę to pierwszą myśl mam o nich xD (oczywiście z tego opowiadania bo tak to Rynna Forever<3)
    Mam nadzieję że ich związek nie rozejdzie się po kościach a faktycznie rozwinie dalej xD W sumie napisałam jak to widzę ale Wasze wizje są przyjemniejsze xD (piję do Katki komentarza, że "nie ładnie jest się rozstawać na tak długo" xd)
    Haha aż się dziwię Sebastianowi, że zamiast przyjemniej spędzić poranek to woli by Franio na zajęcia szedł :( ale Franio i tak weźmie to na co będzie mieć ochotę xD

  8. MoNoMu pisze:

    Dobrze, że zafundowałyście chłopakom coś normalnego, bo drugiego „złotego deszczu” (Była taka piosenka Bajmu, ha ha) moja umęczona dusza by nie zniosła. I zgadzam się z poprzedniczką, że już chyba nadeszła pora na Erica^^ Franio, jak widzę, nie ma żadnych oporów. Się rozwijają chłopaki. Bardzo przyjemny rozdział. Pozdrawiam :)

  9. TigramIngrow pisze:

    Piękne seksy :3 Aczkolwiek spodziewałam się innej konfiguracji? Ciekawa jestem Erica na dole. Mądry wpis dał Jules do dzienniczka. Podobają mi się te decyzje chłopaków, które świadczą o ich człowieczeństwie, a nie o ślepym parciu w jakąś stronę bo ktoś tak każe. I Franio siedzący nago okrakiem na Sebastianie… Patrzylabym.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s