Newton’s Balls – 55 – Niczym pączek

Wiedział, gdzie ta woda wyląduje. W innej postaci na jego ciele… Kiedy tylko wyobraził to sobie, nie mógł powstrzymać się przed ujrzeniem kutasa Chase’a. Więc kiedy ten pił, sięgnął do jego spodni i zaczął mu je rozpinać. Chłopak tylko na chwilę przestał, żeby złapać oddech, ale zaraz po tym znowu przytknął gwint butelki do ust, by dalej napełniać wodą swój żołądek, a potem i pęcherz. Patrzył też w dół, na ile mógł, co robi kurator. Po rozpięciu mu spodni mężczyzna wsunął ciepłą dłoń w bieliznę i delikatnie ujął nią, wciąż na ślepo, cały członek.
— Olbrzymi… — szepnął i pocałował szyję chłopaka, powoli go dotykając.
Już czując, że ma pełny żołądek, Chase odsunął na moment butelkę od ust i odetchnął. Spojrzał na kuratora i przygryzł dolną wargę, żeby zaraz ją oblizać.
— W sam raz dla ciebie, przyznaj się — odparł, patrząc na jego wargi.
Te delikatnie się uśmiechnęły, potem Courtney odetchnął cicho i nie zamknął ich całkowicie.
— Idealny. Nie mogłem trafić na lepszego — przyznał i zamiast trzymać kontakt wzrokowy z Chasem, wręcz musiał zerknąć na jego krocze, bo właśnie wyciągnął penisa z bielizny. Momentalnie przełknął ślinę na jego widok.
Chase uśmiechnął się szerzej, słysząc ten charakterystyczny dźwięk.
— Na razie nie sikam, możesz go possać — zamruczał i znowu napił się z butelki.
Courtney odpowiedział krótkim spojrzeniem, a następnie pochylił się trochę do krocza. Dodatkowo obciągnął gumkę bielizny pod jądra chłopaka i dmuchnął kilka razy na to wielkie cudo. Podobało mu się. Jednak zanim wziął go do ust, sięgnął do wolnej dłoni nastolatka i… położył ją sobie na głowie. Dopiero potem objął wargami penisa, a językiem polizał dziureczkę na szczycie.
Chase zaburczał w szyjkę butelki i nieznacznie zacisnął palce na włosach mężczyzny. Podniecało go to, jak kierował i zachęcał go Courtney. Ale na razie pozwolił mu samemu pokosztować. A było co kosztować. Jego członek, którego nawet Roy mu zazdrościł, wypełniał usta kuratora lepiej niż gruby stek, którego niedawno w nich miał. To, czego teraz próbował, było jeszcze bardziej mięsiste, smaczne i ciepłe. Possał więc go jak lizaka i zamknął błogo powieki.
Chase odetchnął, czując, jak jego stan jest coraz bliższy wzwodu. I jak poranne sikanie w takim stanie było bardzo kłopotliwe, to przypuszczał, że po dzisiejszym dniu będzie mu się to dużo lepiej kojarzyć.
— Mmm… Najlepiej to robisz — zamruczał i trochę przycisnął głowę mężczyzny do swojego krocza. Chciał poczuć jego wargi i język na członku. Dodatkowo nawet poczuł, jak ten zostaje trochę przyciśnięty do podniebienia kuratora, gdy mężczyzna odruchowo naparł na niego językiem od spodu. Wydał przy tym specyficzny dźwięk i jego własny penis też zaczął przez to sztywnieć. Nie miał jak odpowiedzieć, więc zamiast tego zaczął ruszać głową w górę i w dół, biorąc ten wielki członek do połowy. Po reszcie ściekała jego ślina, niknąc w ciemnych włoskach.
Chase zawarczał nisko i nagle pociągnął Courtneya za włosy w górę.
— Klęknij na podłodze — wydyszał i puścił jego włosy, żeby przesunąć dużą, gorącą dłonią po jego twarzy. Przytrzymał ją jeszcze i pochylił się, żeby go pocałować.
Kurator odetchnął głośno i odpowiedział wilgotnym spojrzeniem. Wyciągnął głowę, liznął wargi swojego chłopaka, a potem bez słowa klęknął przed jego nogami. Swoimi wytatuowanymi rękami rozsunął mu nogi, usadowił się pomiędzy nimi i… patrząc mu prosto w oczy, całą szerokością języka przesunął po jego jądrach, przez trzon penisa i sam czubek.
Ciężki oddech wydobył się spomiędzy warg chłopaka, który opadł do tyłu na oparcie kanapy. Siedział z rozsuniętymi nogami, wygodnie usadowiony, z butelką w dłoni i patrzył, jak jego „dziewczyna” robi mu laskę. Jeszcze powinien lecieć jakiś mecz w telewizji za plecami Courtneya, a zamiast wody w butelce powinno być piwo i mógłby powiedzieć, że tworzą iście patologiczny obrazek.
— Jak to wszystko wychleję, to… — Chase pokręcił głową, bo nie miał pomysłu, co będzie.
— Wiesz już, gdzie chciałbyś mi tym wystrzelić? — zapytał Courtney i zaraz potem chwycił jego penisa, żeby następnie go possać. Ze smakiem i radością, że może go mieć. Widział wiele kutasów w swoim życiu, sporo kosztował, ale tego lubił wyjątkowo. Tak samo jak jego posiadacza.
— Na tyłek albo klatę… Wiesz… jak spust — odparł Chase już cięższym tonem. — I rozbierz się.
Courtneyowi podobało się, że Chase robi się coraz pewniejszy w seksie. Że już nie tylko zerka na niego pytająco za każdym razem, upewniając się, jak to ma wyglądać, ale że sam działa. Dawał mu więc zielone światło do takiego rozkręcania się i dlatego tak chętnie spełniał teraz jego wcześniejszą prośbę. Bynajmniej nie wypuścił z ust członka. Ssał go dalej, obsuwając spodnie i bieliznę w dół i dopiero gdy musiał je całkiem zsunąć ze stóp, oderwał się od genitaliów nastolatka.
Ten zlustrował go chciwym wzrokiem i napił się kolejnego łyka. Będzie pełny, ale czym więcej wypije, tym szybciej przeleci przez niego ta cała woda. Taką przynajmniej miał nadzieję.
— A teraz chodź tu. — Klepnął się w udo. Nie chciał, żeby Courtney tylko mu ssał, bo najpierw chciał się w nim zanurzyć, nim dojdzie, a mężczyzna był, co tu dużo nie mówić, zdolny w oralu.
Teraz uśmiechnął się do chłopaka lekko, podparł dłońmi o kanapę i uniósł się. Potem uklęknął nad nastolatkiem, pocałował go namiętnie i otarł się pośladkami o jego mokrego od śliny penisa.
Chase zamruczał w jego usta i chwycił go wolną dłonią za pośladek. Ścisnął go tak samo mocno, jak zmarszczył nos. Podobało mu się to, co czuł.
— Postaw sobie, a ja popatrzę — rzucił, odchylając się do tyłu, na ile mógł i patrząc na klęczącego nad jego udami mężczyznę.
— Lubisz patrzeć? A sądziłem, że to moje pośladki lubisz tak, jak ja twojego penisa. — Courtney podjudzał go trochę do wyrażenia o nim opinii i równocześnie ujął swój członek. Miał owłosione krocze, bardziej niż Chase i trochę ciemniejsze włoski. Penisa mniejszego, ale teraz sukcesywnie sztywniejącego, gdy powoli się obmacywał.
— Mmmm… lubię. Ładnie się rumienisz, jak się podniecasz. — Chase przesunął wzrokiem po twarzy i szyi mężczyzny i dłużej zatrzymał się na jego sutkach. — I cycuszki masz słodkie! — Zaśmiał się, zerkając figlarnie w oczy Courtneya, który również krótko się zaśmiał i nawet sięgnął wolną dłonią do swojego sutka. Zerknął w oczy Chase’a i uszczypnął się.
— Hiszpana jednak nie będzie, to nawet nie jest miseczka A — odpowiedział żartobliwie i poruszył samym tyłeczkiem, ocierając się dziurką o członek chłopaka. Pozwoliło mu to szybciej zesztywnieć. Nie tylko na penisie, ale również brodawkach.
— Nie szkodzi. Fajnie się je ssie. — Chase zaśmiał się, przypominając sobie, jak je maltretował i jak przez to jego kurator genialnie reagował. — I ocieraj się tak, to zajebiste, kurwa, jest. Jakbyś się aż prosił.
Courtney zerknął za siebie, poocierał się, a potem wychylił się do ucha Chase’a i mruknął nisko:
— Bo proszę, byś już go we mnie zanurzył. Nie czujesz, jak mój tyłek tego chce?
Chase wciągnął głęboko powietrze i odwrócił twarz do mężczyzny. Stuknął go przez to w policzek nosem. A potem ich twarze znalazły się bardzo, bardzo blisko. Chase na moment zapomniał, co chciał powiedzieć. Wpatrzył się tylko w oczy Courtneya i objął go ramieniem z butelką w dłoni, za kark. Pocałował jego usta wyjątkowo niespiesznie. Czule, długo i nie odrywając od niego spojrzenia. Przez to sam kurator na moment znieruchomiał i odpowiedział łakomie na tę pieszczotę. Zmrużył trochę oczy, ale na tyle, by wciąż widzieć ciepły wzrok chłopaka. Dopiero potem delikatnie otarł się pośladkami o jego krocze i westchnął głębiej w miękkie wargi. To było takie przyjemne.
Chase jeszcze nie puszczał go, a nawet kiedy przerwał pocałunek, dość długo patrzył na jego twarz, trzymając go ramieniem za kark.
— To… też ci jest tak… dziwnie?
Mężczyzna pogłaskał go delikatnie po żebrach przez koszulkę i ledwie musnął jego wargi.
— Jak dziwnie? — spytał cicho.
— Nie wiem… tak… — Chase wzruszył ramionami, nadal patrząc bez żadnego oporu na twarz Courtneya. Nawet trochę go przyciągnął do siebie, aż ich nosy się zetknęły czubkami. — Okej? Dobrze?
— Mhm. Więcej niż dobrze, skarbie — odpowiedział kurator, delikatnie miziając go nosem i jak zwykle nie oponując na większą bliskość. — Bycie z tobą jest bardzo, bardzo przyjemne. Inne.
— Inne? Od? — Chase na moment pozwolił sobie zatracić się w tej małej rozmowie twarzą w twarz. Przesunął swoim nosem po policzku mężczyzny i musnął go wargami tuż pod okiem, kiedy uniósł głowę na chwilę.
— Od wszystkiego. Moja opieka nad tobą od opieki nad innymi. Mój seks z tobą inny od tego, jaki miałem. Mój związek z tobą cieplejszy niż to, co było dotąd — wszystko to Courtney wytłumaczył powoli, leniwie, nie spiesząc się mimo erekcji i wciąż delikatnie trąc pośladkami członek swojego chłopaka. — Cokolwiek byś o sobie nie myślał, Chase, jesteś naprawdę wyjątkowy.
Chase uśmiechnął się ciepło i przekręcił głowę, żeby pocałować mężczyznę. Nie umiał tak mówić jak on, ale liczył, że umie działać.
— Jesteś najlepszy — wyszeptał w wargi Courtneya, uśmiechając się czule i szczerze. Courtney i Tank byli najlepszymi istotami, jakie w życiu spotkał. Zresztą, bez niego nie miałby też Tanka, co stawiało go nawet na pierwszym miejscu.
Mężczyzna odpowiedział równie miękkim uśmiechem i z cichym mruknięciem pocałował go. Było mu tak inaczej ciepło, kiedy widział tego chłopaka tak spokojnego i zrelaksowanego. No i… czuł się przyjemniej i pewniej, gdy ten tak do niego mówił. Przez to nie chciał się od niego odsuwać. Dlatego też tylko przytulił się do niego klatką piersiową, wzmocnił pocałunek i sięgnąwszy za siebie na ślepo dłonią, zaczął wprowadzać w siebie jego penisa.
Chase zamruczał i ściągnął swój mały nos. To mu się podobało. Courtney był taki chętny, że czasami aż był pod wrażeniem. I czuł się pewniej, że nie tylko on chce. Ile to razy Gabriel, gdy kiedyś miał dziewczynę, marudził, że nie chce mu dawać codziennie. Albo Roy mówiący, że to cud, kiedy laska sama zaproponuje seks. A on? On miał przy sobie „dziewczynę”, która właśnie sama wsuwała w siebie jego penisa, brała go chętnie i zachęcała dodatkowo cichym pomrukiwaniem w jego wargi. Chase się zastanawiał, jak często udałoby im się to robić, gdyby mieli kilka dni wolnego, sam na sam. Och tak, dałby się wymęczyć Courtneyowi, aż by nie miał sił. Ustami, dłonią, dupcią, jakkolwiek. Ale chciałby robić to z nim do upadłego!
— Ciasny jesteś — zamruczał i dopił wodę z butelki. Potem ją zakręcił i odrzucił pustą na podłogę.
Zobaczywszy nową zabawkę, Tank od razu poderwał się i złapał ją w zęby.
— A ty śmiecisz — skarcił go gospodarz, po czym jęknął cicho, gdy wprowadzał w siebie kolejne centymetry. Był naprawdę pod wrażeniem rozmiaru Chase’a. — Uch… czekaj — dodał z mocno ściągniętymi brwiami, puścił szyję chłopaka i wygiąwszy się nieco, złapał po bokach swoje pośladki. Naciągnął je trochę na boki i opuścił się odrobinę niżej.
Chase stęknął i zagryzł dolną wargę, patrząc, a raczej pożerając wzrokiem mężczyznę.
— Tank ma zabawkę… a ja mam swoją — zamruczał i oderwał plecy od oparcia kanapy, łapiąc Courtneya w talii i całując jego klatkę piersiową, a także skubiąc jego sutki.
Ciało kuratora wygięło się, gdy ten odchylił mocno głowę do tyłu. Zamknął przy tym oczy, znowu złapał chłopaka jedną ręką za kark i zaczął powoli falować w górę i w dół. Płynnie, niespiesznie i niegwałtownie. Żeby na razie rozciągnąć i odpowiednio popieścić ścianki swojego wnętrza.
— Myślałem, że jestem czymś więcej niż zabawką — odpowiedział dopiero po chwili, a Chase zaśmiał się, skubiąc i nadal całując jego tors.
— Mmm… jesteś — przyznał i zerknął krótko i zaczepnie na twarz Courtneya. — Najlepszą zabawką, którą nie można się znudzić — zamruczał i przyciągnął głowę kuratora do swojej, żeby wpić się w jego usta z mocnym pocałunkiem. Smakowały mu truskawkami.
Mężczyzna zaburczał w proteście, ale bardziej na jego słowa niż czyny. Bo, och tak, podobało mu się to całowanie. Przyspieszył więc, żeby nagrodzić tym Chase’a i coraz żywiej podskakiwał na jego udach. Przy tym jego własny, sztywny penis podrygiwał przy każdym ruchu i co raz uderzał jego brzuch, to podbrzusze nastolatka. A ten poza rosnącą przyjemnością czuł, jak jego pęcherz robi się coraz bardziej pełny. Woda przepływała przez niego szybko.
— Nie musisz się hamować, wiesz? — mruknął Courtney w jego usta i sprowadził sobie jego dłonie na pośladki. — Pościskaj — poprosił i delikatnie pociągnął zębami wargę chłopaka.
Ten zawarczał i uśmiechnął się. W takich momentach uwielbiał tego faceta. Miał wręcz wrażenie, że ten czyta mu w myślach albo w jego potrzebach. Zależy, jak na to spojrzeć. Ścisnął w dłoniach pośladki Courtneya i aż zadrżał, czując, jakie są mięsiste. Lubił je. Bardzo.
— Masz tę dupkę taką, że jakbyś mnie ścisnął, to byś mi chuja zmiażdżył — zamruczał chrapliwie, patrząc na rumianą twarz nad swoją.
— To da się zmiażdżyć ten drąg? — odpowiedział Courtney z krótkim śmiechem. — Nie masz pojęcia, jak ja kocham twojego kutasa — wyburczał niskim głosem, drżąc z przyjemności.
— Ale, kurwa, słodzisz — zawarczał Chase i cmoknął go z rozpędu, aż zderzyli się na moment nosami. — Ale… jak myślisz? Wyjebiemy się, jak cię podniosę?
Mężczyzna od razu złapał go mocniej, jakby chłopak zamierzał to zrobić w tej sekundzie. Przez to nawet mocniej ścisnął jego członek, który był zanurzony w nim w całości.
— Zależy, czy dużo złomu przerzucasz w pracy…
— Dużo — odparł Chase hardo i mocniej chwycił mężczyznę za tyłek, przesuwając się przy tym na skraj kanapy. — Tylko też się, kurwa, trzymaj i nie złam mi kutasa — zagroził tak na wszelki wypadek, bo nie chciał stracić swojej chlubnej męskości.
Courtney zaklął w myślach i spiął się. Przy tym niemal sam zmiażdżył swojego penisa pomiędzy ich ciałami. Dobra, obawiał się, ale co by nie mówić, jeśli Chase był faktycznie na tyle silny, żeby go podnieść w ten sposób… to było to bardzo podniecające.
Chłopak przygotował się jeszcze, wziął głębszy oddech i poderwał się w górę. Tak, to było najtrudniejsze i najbardziej ryzykowne. Nie zachwiał się na szczęście, tylko trochę mocniej zaczerwienił, łapiąc mocno Courtneya pod tyłkiem. Cmoknął go w usta.
— Jakbym cię trochę opuścił, to byś był jak na palu! — Zaśmiał się w zduszony sposób, bo jednak napinał dużą część mięśni, żeby utrzymać ten gorący ciężar.
— Już się czuję, jakbym miał go aż w przełyku! — odpowiedział Courtney podobnym głosem, trzymając go mocno zarówno ramionami, jak i nogami. To było dziwne, bo Chase był od niego te dziesięć lat młodszy, a jednak trzymał go w ten sposób. Jakby on sam był… właśnie, jakąś dziewczyną.
Żeby tego było mało, Tank poderwał się z podłogi, zaszczekał i podszedł żwawo, chcąc obwąchać dwójkę swoich panów. Chłodny i mokry nos psa na pośladku sprawił, że kurator momentalnie drgnął.
— Tank, odejdź! — Chase pogonił psa i podciągnął mężczyznę trochę wyżej. Pies w tej chwili nie był idealnym dodatkiem do seksu, kiedy skakał na niego przednimi łapami, a teraz dodatkowo zaszczekał kilka razy, sprawiając, że stojąca dwójka musiała jeszcze bardziej uważać.
Gdy tylko się uspokoił, Courtney skubnął zębami płatek ucha swojego chłopaka i polizał go.
— Co teraz? Dzisiaj ty rządzisz, hm?
— Łazienka — odparł Chase krótko i udał się tam ze swoją „dziewczyną” nabitą na jego kutasa. Nakręcało go to niesamowicie. Chociaż mógłby już posadzić na czymś mężczyznę, bo nie był najlżejszy.
Podczas tej podróży do łazienki w głowie Courtneya momentalnie pojawiła się pewna wizja. On — nabity teraz na wielkiego, sztywnego i ciemnego penisa Chase’a. Nagi. Podniecony. Chłopak nie mniej. A w tym wszystkim Marshall — wchodzący z zakupami do domu i widzący ich w takim stanie. Sama myśl sprawiła, że kuratorowi zrobiło się nieprzyjemnie gorąco, więc robił wszystko, żeby nie tworzyć nastolatkowi problemów i kiedy zbliżyli się do drzwi łazienki, odetchnął z ulgą.
Chłopak jeszcze spojrzał na drzwi i myśląc akurat o Tanku, a nie o bracie kuratora, zamknął je. Musiał przez to wysunąć się z mężczyzny, ale i tak mieli zrobić coś ekstra, poza normalnym numerkiem.
— Prysznic? — spytał, kiedy już odwrócił się znowu do Courtneya, którego posadził na długim, chłodnym blacie obok umywalki.
— Prysznic — przytaknął Courtney, a Chase zobaczył, jak ten się dotyka. Po sztywnym członku, ściągając i naciągając napletek, jak i po sutku, który przy tym twardniał. Ale po sugestii podopiecznego zsunął się z blatu i idąc do kabiny prysznicowej, uśmiechnął się do siebie delikatnie i dotknął dziurki. — Powinieneś pracować w fabryce donutów. Już mam ją prawie tak otwartą jak pączek.
Nastolatek roześmiał się i wszedł pod prysznic z mężczyzną. Nie zamknął jednak drzwi, żeby nie było im ciasno i klaustrofobicznie.
— Pierdolnięty jesteś — skomentował i objął Courtneya jedną ręką od tyłu. Pocałował go w kark, a następnie w plecy i coraz niżej, i niżej. Potem nie będzie mógł, jak już wyleje na niego zawartość pęcherza.
— O tak… — Kurator obejrzał się na niego i oparł dłonie o kafelki, a dolne partie kręgosłupa delikatnie wygiął.
Chase uśmiechnął się do siebie, widząc i słysząc zadowolenie „swojej dziewczyny”.
— Brakuje ci tu jednak jeszcze lukru — zażartował i pocałował jeden z pośladków, które wcześniej miętosił, aż do czerwoności, a zaraz po tym ugryzł go mocno.
— Złota polewa nie wystarczy? — zapytał Courtney, gdy tylko stęknął po ugryzieniu. Zawsze dziwnie podniecało go, kiedy w pracy czuł skutki seksu. A już wiedział, że po dzisiejszym tak będzie. I kto powiedział, że poniedziałki muszą być złe?
— Mmm, myślę, że tobie nie wystarczy — odparł Chase i na moment rozchylił pośladki mężczyzny, żeby zobaczyć jego „donuta”. Wybitnie go to porównanie bawiło. — Ale na dziureczkę? — spytał jeszcze, prostując się i ocierając członkiem o rowek, a ustami zaczepiając ucho mężczyzny. Lubił to, że jest od niego wyższy, że nad nim dominuje. W jakiś sposób i Courtneya to podniecało. Gdy musiał lekko się wychylić, żeby go pocałować, gdy czuł jego wzrost, gdy chłopak obejmował go od tyłu. Lubił mu splatać ręce na szyi i patrzeć trochę w górę. To było dziwnie przyjemne.
— I pośladki… Może też być na klatę — zasugerował.
— To na dupcię — postanowił Chase, żeby już przesadnie nie kombinować. Chciał pocelować do lekko rozwartej dziurki mężczyzny. — Przytrzymaj pośladki i wypnij się — zarządził i jeszcze cmoknął go w policzek, nim trochę się odsunął od jego pleców, żeby było mu wygodniej i, żeby lepiej widzieć.
Kurator od razu stanął trochę dalej od ścianki, w rozkroku, a następnie pochylił się i jedną ręką oparł o kafelki, a drugą sięgnął za plecy i złapał się za pośladek. O tak, był podniecony. W tym momencie głównie postawą Chase’a, sytuacją, w której się znaleźli. On w specyficznie wyuzdanej pozycji, bez szemrania poddający się chwili i otwarty jak przed nikim. Chciał tego. Chciał być Chase’a, tak samo jak chciał, żeby Chase był jego. I jak nie mógł mu powiedzieć o tym, co do niego czuje, to przynajmniej erotycznie pogłębiał ten… związek. Robił z chłopakiem coraz więcej, doświadczał coraz więcej i miał wrażenie, że przez to też stają się sobie bliżsi.
Chase w tym czasie podziwiał uległą postawę tego mężczyzny i aż ciężko było mu uwierzyć w swoje szczęście.
— Zaraz będziesz jak drzewko! — Zaśmiał się, odnosząc do znaczenia terytorium przez chociażby Tanka. Rozluźnił się i trzymając swojego penisa nakierowanego na tyłek Courtneya, pozwolił, żeby mocna stróżka gorącego moczu trysnęła wprost na pośladki i rowek mężczyzny. O tak, to był naprawdę niezły widok, napawający niesamowitą świadomością władzy.
Courtney zadrżał na całym ciele, co było dla Chase’a najbardziej widoczne po jego pośladkach, bo tam właśnie patrzył. A te drgnęły seksownie, gdy mężczyzna tylko poczuł na nich mocz.
— Kurwa… — wydusił do siebie i puściwszy pośladek, złapał się za penisa. To, co zrobił Chase, wywołało w nim nagłą i intensywną ekstazę, a to sprawiło, że niespodziewanie nawet dla samego siebie, kiedy wciąż czuł strumień na ciele, po kilku ruchach na swoim członku nagle doszedł. Jęknął przy tym i upadł na jedno kolano, oddychając ciężko. Mocz przez to jeszcze polał mu się po plecach, bo nastolatek nie spodziewał się, że mężczyzna tak nagle zmieni swoje położenie.
— Ej! — przestraszył się, ale widząc, że Courtneyowi nie dzieje się krzywda, tylko odwrócił członek. Nie umiał ot tak przestać, a jeszcze trochę mu zostało. — Ja pierdolę, strzeliłeś?
Najpierw odpowiedział mu długi jęk, a potem dopiero bardziej zrozumiałe potwierdzenie.
— I to jak… — Głos kuratora był ochrypnięty, drżący. Mężczyzna znowu mocno zadrżał, jeszcze chwilę masując swoje krocze. — Cholera… mn…
Chase zaśmiał się krótko i z racji że już skończył sikać, puścił swojego penisa i sięgnął do mężczyzny. Złapał go pod pachami i podniósł.
— To gotuj się na dalej — rzucił i cmoknął go w policzek, a kurator od razu poczuł na swoich pośladkach członek. Sztywny i chętny na więcej zabawy.
Uśmiechnął się mimowolnie, wykręcił głowę i pokracznie chwyciwszy swojego chłopaka za kark, pocałował go namiętnie. Był rozpalony po nagłym i bardzo silnym orgazmie i miał ochotę podczas tego seksu lizać się i przytulać tak długo, jak tylko się da. Dodatkowo na ślepo odkręcił wodę, która momentalnie zrosiła z góry ich ciała. Nie zważał na to, że podłoga mogła się pochlapać przez uchylone drzwiczki kabiny.
Chase zadrżał, czując, jak dość chłodne krople uderzają w jego gorącą skórę. Ale przy tym skupił się na uderzeniu też w co innego samemu. A mianowicie w dziurkę Courtneya swoim kutasem. Namierzył i wbił w niego, prawie że podnosząc go na palce w górę.
Mężczyzna krzyknął krótko i dosłownie wpadł na ściankę. Serce szalało mu w piersi, a członek po ostatnim spuście nie miał zamiaru zmięknąć.
— Tak, Chase, tak mnie bierz…! — wyburczał, marszcząc nos i brwi.
Chłopak uśmiechnął się z dumą. Nie był zmęczony, a wręcz nabuzowany energią, więc złapawszy mężczyznę w pasie, zaczął go posuwać tak mocno, jak mógł i tak mocno, jak miał ochotę. Tak, tak lubił. Kiedy czuł, jak Courtney pod nim się aż gotuje i jak bardzo jest jego. Taki obsikany, przywłaszczony i teraz brany.
Dymał go żwawo, a mężczyzna postękiwał głucho, zupełnie zamknąwszy oczy pod wpływem strumienia wody z prysznica. Miał ochotę robić to bez końca, bo każde wejście Chase’a wynosiło go na wyższy poziom przyjemności. Drżał, dyszał i oddawał mu się, czując, że po tym wszystkim zalegnie na pierwszej lepszej powierzchni poziomej, którą znajdzie. W tej chwili nieważne było zużycie wody, to jak hałasują, czy to, że Marshall mógł właśnie wrócić do domu. To wszystko schodziło na dalszy plan w stosunku do tego, co sobie dawali.
— Mmm… zaraz cię zalukruję od środka! — zasyczał Chase do ucha swojego kuratora i ugryzł je w płatek, przyciskając Courtneya do jeszcze niedawno zimnych kafelek.
— Tylko nie mów do mnie „pączuszku”… Hector tak mówił… Ja już wolę „Coney” — wystękał mężczyzna, każde słowo przerywając kolejnym dźwiękiem przyjemności. — Nawet „geju”… jest lepsze…
Chase prychnął krótko, bo na śmianie się nie miał dość powietrza w płucach.
— Moja… — stęknął mocniej i z warknięciem pchnął mężczyznę agresywnie w tyłek. — Moja zgejona… Coney! — wydyszał, łapiąc co chwilę powietrze ustami, a i tak prychając wodą. Przez nos nie mógł oddychać, bo kropelki zbierały mu się na jego czubku i wciągał je wraz z powietrzem.
Jego kurator też miał z tym problem i nie wierzył, jak dzisiaj z rana mogło mu być zimno. Teraz miał wrażenie bycia w saunie albo innej komorze pełnej ognia. A najcieplej było mu w tyłku, w który wchodził nastolatek. Tym bardziej, kiedy ten w nim doszedł, a Courtneya wypełniło białe nadzienie. Przez tę rozmowę o pączkach pomyślał o bułeczkach z kremem truskawkowym, które jedli. Był nadziany niczym ona, ale czymś zgoła lepszym. Tak, on może był niezłą „gospodynią”, ale Chase był genialnym samcem. I na tyle dobrze wyposażonym, że jego penis, który wciąż w nim drżał, doprowadził go szybko do drugiego orgazmu.
— O kurwa… — zasyczał Chase z przyjemności, kiedy poczuł, jak Courtney go ściska. — Ale z ciebie… ooh! — dodał, nie znajdując słowa. Imponowało mu to, że mężczyzna doszedł dwa razy i bardzo pochlebiało, że dzięki niemu. — Ale, kurwa, to lubisz — stwierdził i polizał go po mokrej od wody z deszczownicy szyi. Najchętniej by go pokąsał, ale wiedział, że nie może zostawiać śladów.
— Mhm… — Courtney tylko tyle wymamrotał, potem odsunął biodra, żeby wysunąć z siebie penisa i odwrócił się do chłopaka przodem. Czuł, że wciąż jest otwarty i bardzo podobał mu się ten stan. Tak samo jak rumiana twarz Chase’a i jego zadowolenie. Uśmiechnął się więc słabo i przytulił do niego, bo nie bardzo mógł ustać. — Jak ci się podobał złoty prysznic, mmm?
— Jakbym strzelał w ciebie mega ładunkiem! — Nastolatek zaśmiał się, objął mężczyznę mocno w talii i znowu przyparł do ściany, samemu stykając się z nim klatką piersiową. — I to celowanie w dziurkę, mmmm — zamruczał, całując go, a zaraz po tym sięgając znowu do jego ucha i do niego, szeptem dodając: — I jak, kurwa, od tego strzeliłeś.
Usłyszał przy tym wyraźnie, jak Courtney przełyka ślinę. Ten poczuł się trochę bardziej skrępowany tym, co zrobili i tym, jak na to zareagował, ale był to chyba naturalny wstyd. W końcu robili to pierwszy raz i było to jakieś odsłonięcie się.
— Więc chyba nie muszę dodawać, że mi też się podobało — odpowiedział równie cicho i pomasował szerokie plecy Chase’a.
— Aż mam ochotę sprawdzić, od czego jeszcze tak strzelisz — odparł Chase i zerknął zawadiacko w oczy mężczyzny. Przy okazji zsunął dłoń niżej z jego talii pasa i położył ją na tyłku. Środkowy palec wsunął na jego rowek, żeby opuszkiem dotknąć dziurki. Od razu wyczuł, jak bardzo jest otwarta, a do tego przy tym odrobina spermy wypłynęła z mężczyzny. Pośladki jednak ścisnęły jego palec, a Courtney mocniej go objął.
— Lubisz się nią bawić, co? Jak Tank zabawką — skomentował, oblizując wargi. Podobał mu się dotyk w tamtym miejscu, choć było to specyficzne, gdy już skończyli się kochać. — Chodź do łóżka — dodał szeptem.
— Bo jest fajniutka. — Nastolatek zaśmiał się i jeszcze cmoknął mężczyznę, nim zabrał dłoń i zakręcił wodę.
Wytarli się, wyszli z łazienki i dopiero teraz Courtney zauważył, że zostawili Tanka sam na sam z paterą pełną słodkich bułeczek na stoliku kawowym. I jak zawsze, gdy chodziło o zwierzęta i Chase’a, kurator był pod wrażeniem, że pies nie ukradł żadnej bułeczki. Bawił się tylko pustą butelką, którą dostał. Chłopak naprawdę nieźle go wyszkolił. Zabawnie przez głowę Courtneya przeszło, że prędzej Marshall by jakąś zwinął niż pies.
Pokręcił głową do swoich myśli i udał się za swoim chłopakiem do sypialni, zerkając co raz na jego bujającego się i uderzającego o uda penisa. Potem jednak zerknął na jego twarz i w te ciemne, brązowe oczy, przekonując się po raz kolejny, że nie tylko tego penisa w nim lubił. Czuł się jak nastolatek i miał nadzieję, że długo nic nie zakłóci tych przyjemnych, ciepłych emocji, jakie czuł, gdy myślał o tym chłopaku.

***

Walter szedł przez korytarz z nosem w telefonie, gdy usiłował przekonać Alberta, że powinni zrobić parapetówę, skoro zamieszkali z Ridleyem na stałe. Co z tego, że nie w nowym domu? Ważne, że jest to jakiś nowy start. Oczywiście jego eks wcale nie uważał tego za dobry pomysł i uznał, że jeśli Walter chce zobaczyć, jak się zadomowili, to może wpaść na kawę.
Uniósł wzrok tylko na chwilę, żeby wcisnąć przycisk przywołujący windę i znowu zaczął stukać smsa. Gdy rozległo się piknięcie, wszedł do windy i już miał wcisnąć odpowiednie piętro, kiedy usłyszał „Poczekaj!” wypowiedziane znajomym głosem. Uniósł więc wzrok na korytarz i uśmiechnął się szeroko. Szybko zatrzymał drzwi windy, które już chciały go w niej zamknąć i kiedy Courtney Corn do niej dobiegł, dopiero wcisnął przycisk odpowiadający parterowi.
— Dzień dobry, Courtney! Lubię, gdy na siebie wpadamy w biurze, bo rzadko się to zdarza — powitał kuratora i uścisnął jego dłoń.
Ten odpowiedział tym samym, dzisiaj wyglądając podejrzanie podobnie do prawnika. Obaj ubrali czarne garnitury, choć prążki tego Walta były odrobinę jaśniejsze. Ale krawaty również były w podobnych odcieniach niebieskiego. Jednak to Courtney zawsze miał w sobie ten drapieżniejszy pierwiastek chociażby przez zarost lub metalowe kuleczki w uszach.
— Mam pracę w terenie, Walt, nie ma się czemu dziwić. Masz przerwę teraz?
— Tak, właśnie jechałem na dół, żeby kupić coś do jedzenia. Nie zdążyłem zjeść śniadania, bo coś mi się z budzikiem zepsuło i nie zadzwonił. — Prawnik westchnął ciężko. — Ty też? Dołączysz?
— Chętnie, choć mam tylko kwadrans. Czeka mnie wizyta w więzieniu, dali mi faceta, który ma wyjść niedługo na warunkowe — wyjaśnił Courtney, jak zwykle gdzieś się spiesząc. Cieszył się jednak, że nie zje lunchu w samotności.
Wymienili jeszcze kilka niezobowiązujących zdań na temat pracy, przechodząc przez hol do restauracji na parterze. Obaj jednak nie zamówili większego posiłku tylko przekąski i kawę. Jak zwykle o tej porze było tu całkiem tłoczno, ale udało im się znaleźć przyjemnie odosobniony kącik, zaraz przy specyficznej, kwiatowej konstrukcji, którą tworzyły rośliny oplatające pomalowane na zielono i splecione w kratkę rureczki.
Gdyby Walt nie wpadł na Courtneya, zapewne usiadłby gdzieś w środku sali, mając nadzieję na to, że któryś znajomy pracownik biurowca do niego dołączy, ale w takim wypadku miał już towarzysza. I do tego takiego, który miał za skrajem kołnierzyka malinkę. Mało widoczną, bo odsłaniającą się jedynie w momentach, kiedy inaczej się wyprostował i jego koszula się obciągała, ale jednak bystre spojrzenie Walta ją dostrzegło.
— Dalej jesteś ze swoim… młodym partnerem? — zagadał przyjaźnie, nie chcąc jednak zbyt głośno wyrażać się o podopiecznym kuratora, by nie narobić mu problemów.
Szare oczy mężczyzny podniosły się znad francuskiego rogalika z serem, a kącik jego ust delikatnie uniósł się w górę.
— Cały czas. Na razie nic się nie zmienia. Chase nie ma też za dużo problemów, jeśli chodzi o jego dozór. Jedyny, jaki mam, to przy raportach, kiedy muszę trochę wymyślać daty i przebieg spotkań — wyjaśnił zarówno z rozbawieniem, jak i lekkim niepokojem.
— Spójrz na to z innej strony. Masz go cały czas na oku, więc przynajmniej jednego podopiecznego masz za pewniaka — skomentował to Walt z uśmiechem, jak zwykle widząc same pozytywy. Mimo to w duchu trochę uważał całą sprawę za pokręconą i niebezpieczną. Bardziej mogącą zaszkodzić karierze niż jego bycie out. Nie chciał jednak mówić tego głośno, a i domyślał się, że Courtney jest tego świadom.
Ugryzł kawałek swojego kruchego, słodkiego lunchu i wskazał na szyję Courtneya.
— I chyba dobrze się wam wiedzie w sypialni, co? — dodał bezpośrednio, ze śmiechem.
Kurator odruchowo złapał się za szyję i pomasował.
— Naprawdę myślałem, że nie będzie jej widać… Cholera.
— Nie przejmuj się, to seksowne!
— Walt, przestań. — Courtney pokręcił głową z uśmiechem. Robiło mu się przyjemnie na skórze na samą myśl o tym, jak Chase robił mu ten czerwony, trochę piekący ślad. — Ale spełniam się, naprawdę, seks jest świetny. Sama zaleta w jego wieku, ale… — Oblizał wargę z okruszków i odrobinę pochylił się do swojego rozmówcy, żeby przypadkiem dwie starsze kobiety w garsonkach dwa stoliki dalej nie słyszały. Już oczami wyobraźni widział, jak robią wielkie oczy. — Jakiego on ma kutasa… — szepnął.
Walt mimowolnie się uśmiechnął i spróbował jeszcze trochę dociec. Kiedyś pieprzył się z Courtneyem, wiedział więc o jego upodobaniach i domyślił się, że musiało chodzić o rozmiar.
— Duży?
— Więcej. Wielki.
— Powodzi ci się! — Zaśmiał się i napił swojej podwójnej latte.
Kurator pokiwał głową na potwierdzenie, również wracając do swojego jedzenia.
— Bardzo. A twój mąż? Żadnych problemów? — zapytał uprzejmie.
— Nie, wszystko w porządku. Mamy swoją uroczą rutynę, Jimmy dalej pracuje w szkole. Planujemy jakiś wypad na weekend za miasto. Staram się mu sugerować takie rzeczy, coś kombinować, bo chciałbym, żeby zobaczył więcej miejsc. Lubi podróże i czasem aż szkoda mi patrzeć na niego, jak tylko ogląda National Geographic, zamiast samemu zwiedzać.
Courtney pokiwał głową na potwierdzenie, uważając, że Walt bardzo dobrze robi. Rutyna była czasem przyjemna, ale wiedział, że człowiek potrzebuje więcej aktywności. Dlatego sam starał się swoim podopiecznym znajdować coraz to nowsze zajęcia, żeby poznawali życie i zdobywali doświadczenia.
— Tym bardziej jak jest geografem. Potem z podróży może dzieciakom coś do pokazania przywozić.
— Prawda? — Walt wskazał go dłonią. — Może pojedziemy gdzieś na południe na święta tym razem.
— Mmm… Będzie wam cieplej. Ja nie znoszę chłodu. — Courtney westchnął ciężko na samą myśl o zimie. Naprawdę tego nie lubił. Czerwonego i zimnego nosa i policzków, gdy szło się przez zawieję do domu, zdrętwiałych palców i brodzenia przez śnieg. Marzył wtedy o ciepłej kołdrze i telewizji. W zimę naprawdę nie znosił tego, że tyle pracuje w terenie.
— Zima ma swój urok, ale jeszcze nigdy nie byłem na święta tam, gdzie nie ma wtedy śniegu. — Walt zaśmiał się, a potem nagle sobie coś przypomniał, więc przed wzięciem kolejnego kęsa szybko dodał: — Courtney, w ogóle zapomniałem ci ostatnio napisać. Ten kociak, który został jako jedyny, znalazł wreszcie dom!
Ta wieść od razu ucieszyła kuratora i wypchnęła z jego myśli wizję nieodśnieżonego chodnika przed domem. Zrobił większe oczy i uśmiechnął się.
— Mówisz? Świetnie słyszeć. Chase się ucieszy, zaraz mu napiszę. Kto go wziął?
— Facet mojego eks znalazł mu dom. Jakaś dziewczyna pracująca w piekarni. Okazała się bardzo miła, gdy przyszła odebrać kociaka. Młoda, samotna, ale już kiedyś miała koty, więc wie, jak się nimi opiekować. Wzięła go tydzień temu.
Kurator pokiwał głową, ciesząc się, że będzie mógł przekazać swojemu chłopakowi dobre wieści. Wiedział, że ten zawsze miał radochę, gdy któremuś ze zwierzaków się udawało.
— Świetnie. Naprawdę. Chase się strasznie wdrożył w to schronisko, cały czas mówi coś o jakichś nowych zwierzakach. Próbuje mi wcisnąć jeszcze jednego psa — wyjaśnił z westchnieniem, odchylając się na krześle z filiżanką kawy w dłoni. W jego przypadku z mlekiem sojowym. — Myślę nad tym, czy by go w tym kierunku bardziej nie wypchnąć.
— Mówisz o pracy?
— Mhm.
— Spróbuj, jeśli mu się to podoba. Wiesz, jak dużo opcji jest, jeśli chodzi o zwierzęta? — Walt podjął temat, bo mimo że sam nie miał zwierząt i nie ciągnęło go to tego, to coś o tym wiedział. Chociażby przez to, że James oglądał wiele programów o zwierzętach. — Schroniska, weterynaria, treserzy, hodowla, a nawet jest ten patrol, który zajmuje się takimi sprawami, jak… hm, wiesz, porzucone psy, zaniedbywanie, maltretowanie… James coś takiego ostatnio oglądał.
Ta informacja wzbudziła w Courtneyu większe zainteresowanie. Miał wrażenie, że dla Chase’a właśnie najważniejsze jest dobro tych zwierzaków i jak jeszcze jakiś czas temu myślał o tresurze, bo co jak co, ale chłopak dobrze wytrenował Tanka, to jednak miał wrażenie, że więcej satysfakcji miałby z ratowania zwierząt niż uczenia ich sztuczek. I jak schronisko już dawało takie pole do popisu, to jednak to ostatnie, co powiedział Walt, wyglądało na jeszcze lepszą opcją.
— Nie wiesz, jakie trzeba mieć do tego kwalifikacje? — zapytał.
— Nie, niestety. Ale łatwo się dowiesz, jak nie w internecie, to na pewno przez kontakt z jakimś pracownikiem, który w tym siedzi — zapewnił go Walt, a i wiedział, że Courtney w swojej pracy w dużej mierze działał na zasadzie wyszukiwania informacji o różnych miejscach, by potem coś załatwić swoim podopiecznym, więc nie obawiał się, że ten nie dojdzie do tego, co chciał wiedzieć.
— Mhm. Popatrzę na to, może by mu się spodobało — odpowiedział kurator z zamyśleniem, a potem podwinął rękaw marynarki i spojrzał na swojego Tissota. — Już jestem spóźniony. Wybacz, Walt, muszę znikać. Zobaczymy się pewnie jeszcze w pracy — dodał do mężczyzny, uśmiechając się do niego lekko i dopijając szybko kawę.
— Tylko odpocznij kiedyś! Wiecznie gdzieś biegasz!
— To tylko w pracy i na bieżni. W domu leniuchuję — uspokoił go Courtney, chociaż w myślach dodał „chyba że akurat gotuję, pieprzę się albo szukam bratu pracy”. Uniósł się przy tym, zostawił na stoliku banknot i skinął prawnikowi. — Do zobaczenia.
— Mhm, mam nadzieję, że szybkiego! Miło było cię spotkać.
— Ciebie również. Na razie. — Kurator uśmiechnął się jeszcze i szybkim krokiem wyszedł z restauracji. Spieszył się, ale jeszcze po drodze udało mu się sięgnąć do telefonu i napisać swojemu chłopakowi, że uratowane przez niego na złomowisku kociaki znalazły dom. Co do jednego.
To był dobry znak i miał nadzieję, że reszta wtorku również minie mu przyjemnie. Chociaż samo pojawienie się Walta było dobrym znakiem. Czasem miał wrażenie, że ten mężczyzna jest chodzącą, czterolistną koniczynką…

8 thoughts on “Newton’s Balls – 55 – Niczym pączek

  1. Katka pisze:

    Rebah-be, heheheh, dokładnie tak, porównania są czasem po to, żeby zabijać XD Mega zabawnie się je wymyśla! A w przypadku Chase’a i Courtneya to można poszaleć XD A co do Waltera… taaaaaaak, facet ma tyle szczęścia życiowego, że spokojnie mógłby się nim podzielić z tuzinem innych osób XD

  2. rehab-e pisze:

    „niczym pączek”
    Się zastanawiałam jaki pączek i się dowiedziałam… Te porównania mnie zabijają xDD Mam ochotę uderzyć otwartą dłonią w czoło, jak je czytam.
    A tak poza tym, to nie ma za bardzo o czym pisać. Rozdział przyjemny, Coney i Chase są razem totalnie uroczy… No i pissing był dziwny :P
    Ach, i Walter… „Czasem miał wrażenie, że ten mężczyzna jest chodzącą, czterolistną koniczynką…” Same.
    Pozdrowionka!

  3. TigramIngrow pisze:

    „On — nabity teraz na wielkiego, sztywnego i ciemnego penisa Chase’a. Nagi. Podniecony. Chłopak nie mniej. A w tym wszystkim Marshall ” – cały na biało.

  4. Katka pisze:

    Kasia, nom, też lubimy ich seks :D Jest taki pierwotny, gorący, a jednak równocześnie specyficznie czuły. A czy coś jeszcze wymyślą – na pewno :D A praca Chase’a – taaak, to takie do niego pasujące. Na pewno by mu się podobało, a do tego by się spełniał. Na pewno byłby z tego bardziej zadowolony. Dzięki i też pozdrawiamy! :D

    Noe, nooooo, Walter jest chodzącym szczęściem generalnie XD Nie pogardziłabym takim facetem. Hehehe, fajnie, że pissing Ci się podobał :) Fajnie jest próbować różnych rzeczy. Na pewno nie jest to nasz ostatni eksperyment :)

    Tigram, fajnie, że mimo małego zgryzu się jednak podobało. Na pewno nie będzie to ostatni pissing w naszym wykonaniu :)

  5. Noe pisze:

    Takie soł tru „Czasem miał wrażenie, że ten mężczyzna jest chodzącą, czterolistną koniczynką…” uwielbiam Waltera 😍chciałabym spotkanie ich wszystkich: David Shane Walter James Ridley Albert Courtney Chase. To byłoby cudowne. Cieszę się że wprowadzacie nowe smaczki w seksie. Pissing… tego jeszcze nie było. Oby więcej takic

  6. Kasia pisze:

    Fajny jest seks tej pary :) Courtney jest zawsze tak cudownie chętny😆 Ciekawe co jeszcze wymyślą ?
    Szkoda że Walt i James oddali tego ostatniego kota, może psa im wciśniecie ? A ten pomysł na pracę dla Chasea jest naprawdę fajny. Pomagałby zwierzętom i może trochę postraszył tych pseudo właścicieli :) To się powinno spodobać Chasowi 😃
    Dzięki dziewczyny, pozdrawiam serdecznie 😙

  7. TigramIngrow pisze:

    Gorące! Aczkolwiek troszkę mi brakowało opisu jak strumień moczu trafił w rozluźnioną dziureczkę czy coś w tym stylu. Reakcja Courtneya też niesamowita! I jak Chase potem się w niego gwałtownie wbił. Hot, hot. I uwielbiam jak dochodzi do spustu w tyłeczku, a potem wędrują tam palce.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s