Across The Cursed Lands III – 33 – Schronienie dla kowala i sarenki

Eddie został sam w mieście. William, Jefferson, Nicholas i Maverick z samego rana wyruszyli dalej. Pożegnali się z nim krótko, dali mu pieniądze i pojechali. Nie czuł się przez to porzucony. Nawet na swój sposób poczuł ulgę. Nie lubił tłumów, a już cała ich piątka z pewnością go dla niego stanowiła. Dodatkowo nadal nie odpoczął w ciszy po Isaaku.
Teraz ponownie był we Frankfort i miał do tego całkiem niezły pretekst, żeby zawitać do mężczyzny, którego tu poznał. Dlatego podążył do niego piechotą po tym, jak nie widział go półtorej miesiąca.
W ramionach trzymał owiniętego w kocyk Clovera. Listopad zmierzał już ku końcowi i dni były chłodne. Choć dziś słońce wyszło zza chmur, więc przynajmniej grzało w plecy.
Zanim jego dotychczasowi towarzysze wyjechali, Maverick jeszcze raz obejrzał nóżkę sarenki i uznał, że goi się dobrze. Sam Clover okazywał już większe chęci do wydobycia się spomiędzy rąk Eddiego. Lecz to nie na sarence teraz skupiał się kowal, a na tym, dokąd zmierzał. Bo oto jego oczom ukazał się dom, który już raz widział. Był ciekaw, czy nadal w nim mieszka ten zgryźliwy i niemiły „przyjaciel” tego miłego i uroczego trapera.
Bez większych oporów wszedł na teren posesji i najpierw rozejrzał się, sprawdzając, czy gdzieś nie widać Malvina. Nie miał ochoty tłumaczyć się, co tu robi, przed kimkolwiek innym.
Ale zanim zdążył przejść kilka kroków, zza domu wybiegły dwa, wielkie, szczekające psy. Eddie aż zrobił duże oczy i szybko wycofał się z Cloverem z powrotem za ogrodzenie. Zatrzasnął furtkę akurat w momencie, kiedy psy do niej doskoczyły. A Clover znów zaczął nosowo pojękiwać w jego ramionach.
No tak, w końcu ostatnio sam ostrzegał mężczyznę, żeby bardziej pilnował posesji. Nie powinien się więc dziwić. Poczekał, aż psy przestaną szczekać i w międzyczasie trochę uspokoił sarenkę na swoim ręku. Wyglądała lepiej, niż kiedy zabrali ją z cyrku.
Niestety kolejną istotą, którą dojrzał na terenie domostwa, był… Gerry. Zdecydowanie nie była to twarz, którą chciał tu jako pierwszą ujrzeć. Znów te zaczerwienione od picia policzki i nos, siwa broda i chyba jeszcze większy bebech niż ostatnio. A gdy tylko mężczyzna ujrzał gościa z ganku i podszedł bliżej, Eddie dodatkowo zobaczył, że ten ma podbite oko.
— Malvin dzisiaj nie pracuje! — zawołał groźnie, najwyraźniej jeszcze nie poznając nowo przybyłego gościa.
— Nie przyszedłem tu w sprawie pracy tylko prywatnie. Zabierz psy — odpowiedział Eddie spokojnie, nie dając się zniechęcić. Był cierpliwy. Przetrwał Hamiltona, to tego grubasa też mógł przetrwać.
— Prywatnie… — prychnął Gerry, który wyglądał na będącego w jeszcze gorszym humorze niż ostatnio. I znowu miał brudne buty, spodnie i koszulę, której guziki cudem się trzymały.
Pochylił się jednak do psów, każdego z nich zdzielił po głowie, a gdy te się uspokoiły, otworzył furtkę.
— To nie było konieczne — mruknął Eddie i przytrzymał Clovera bliżej siebie, żeby psy nie zrobiły nagle czegoś niemądrego. Po tym dodał do mężczyzny: — Gdzie jest Malvin?
— Pewnie w stodole. Na hamaku, jak ostatnie pieprzone dwa dni — odburknął mężczyzna, ściągając brwi i patrząc na Eddiego, jakby zastanawiał się, skąd go kojarzy. — Powiedz mu, że poszedłem do baru, jeśli będzie go to interesować — dodał w końcu i zamiast zamknąć za Eddiem furtkę, sam przez nią przeszedł.
Na szczęście psy nie okazały agresji, tylko biegały wokół kowala, węszyły i machały ogonami. Musiały być tylko straszakami, bo Malvin zdecydowanie nie wychował je na agresywne zwierzęta. Eddie jednak nie pogłaskał ich, bo miał Clovera na ręku. Ten nawet z takimi psami nie chciał mieć nic wspólnego. Cicho beczał i chował się w ubranie Eddiego, który udał się w stronę stodoły, ciekaw, czemu właściciel tego domostwa tam śpi.
Idąc przez cały teren Malvina, podziwiał wszystkie zagrody. Widać było, że mężczyzna szykuje się na zimę, ponieważ wiele budek było ocieplonych, a niektóre zwierzęta wylegiwały się na grubych pledach. Dobrze było też obserwować ich pełne wody miski. Tak, to mógł być mały raj dla Clovera po tym, co przeżył w cyrku.
Drzwi do stodoły były lekko uchylone, a Eddie po zbliżeniu się do nich usłyszał uderzanie młotkiem. Zbyt wiele czasu spędził jako kowal, żeby nie rozpoznać tego dźwięku.
Uderzył kilka razy pięścią w ciężkie odrzwia i zajrzał do środka.
— Można? — spytał, mając nadzieję na pozytywną reakcję Malvina.
Co by nie myślał, bo na pewno nikomu nic nie mówił, chciał go znowu zobaczyć. Nie znali się długo. Jeden wieczór można by rzec. Ale uważał go za uroczego mężczyznę.
Trapera zobaczył siedzącego na wysypanej suchym sianem podłodze stodoły i przybijającego gruby koc do wnętrza drewnianego domku. Wokół niego walały się śruby i narzędzia. Po deskach przy suficie chodził jakiś kot, a dalej Eddie rzeczywiście dojrzał hamak, zaś na nim koce i poduszkę.
Ale to Malvin zwrócił jego największą uwagę. Jego przystojna, młoda twarz, te gładkie policzki i nagły, szczery uśmiech, który ją rozjaśnił. Oczy też ze skupionych okazały wyraz niedowierzania i radości, a mężczyzna, odziany w skórzaną kurtkę, wysokie buty i wytarte spodnie, od razu odrzucił narzędzia i podniósł się.
— Eddie…?! — zawołał, ruszając do niego.
— Hej, Malvin. — Eddie od razu też się do niego uśmiechnął.
Natychmiast zrobiło mu się milej, kiedy zobaczył ten ogień na jego twarzy. Wszedł do stodoły, nie spuszczając wzroku z mężczyzny. W tej chwili już w ogóle nie interesował go Gerry i to, że to Gerry był tu te półtora miesiąca, a nie on.
— Oj, masz ze sobą gościa — zauważył żywo mężczyzna, widząc, jak Clover wychyla pyszczek i mruga dużymi, smutnymi oczami. Zatrzymał się przy Eddiem i delikatnie pogłaskał zwierzątko między pokaźnymi uszami. — Jaki piękny bullik. Skąd go masz?
— Z cyrku. To dłuższa historia. Miał złamaną nóżkę. Pomyślałem o tym, że może będziesz mógł się nim zaopiekować, bo z tego co wiem, chyba już nie da rady się go wypuścić — odpowiedział Eddie i zrobił jeszcze pół kroku bliżej Malvina. Patrzył przy tym cały czas na jego twarz, kiedy ten głaskał Clovera.
Traper zauważył, że się zbliżył i zerknął mu w oczy. Wyraźnie przestał na chwilę oddychać. A potem odważył się wychylić i delikatnie go cmoknąć.
— Jak dobrze znów cię zobaczyć.
Eddie nie odpowiedział, tylko pochylił się do niego i wolną dłonią złapał go władczo za kark. Pocałował go, smakując jego usta zarówno z zewnątrz, jak i ich wnętrze.
— Ciebie także. Tylko czemu mieszkasz w stodole? — spytał swoim łagodnym tonem, od razu przechodząc do konkretów.
Malvin zaśmiał się ze skrępowaniem i odsunął do tyłu swoje ciemne, pofalowane włosy.
— To dłuższa historia. Więc… jeśli każdy z nas ma co opowiadać, może napijemy się czegoś ciepłego w domu? Jesteś ze swoim towarzyszem Hamiltonem?
— Nie. Moi towarzysze pojechali na wschód. Zostaję w mieście, aż nic się nie zmieni. Mam tu kilka rzeczy do zrobienia — wyjaśnił, ale nie pozwolił Malvinowi się oddalić. Pogładził go po boku. Między ich ciałami nadal był mały Clover, który robił coraz większe oczy przez to, w jakim potrzasku z ciał się znalazł.
Traper nie odsuwał się i też nie walczył o swoją wolność. Wręcz przeciwnie. Wpatrywał się w oblicze kowala z gorącem napływającym przyjemnie do żołądka i klatki piersiowej.
— To… najlepsza wiadomość, jaką ostatnio usłyszałem — wydusił, a jego oczy uśmiechały się szczerze i niewinnie. Jak u dziecka.
Po tym sam wyciągnął dłoń do kowala i przesunął nią po jego silnej ręce, od przedramienia w górę. Natomiast Eddie ponownie pochylił się po pocałunek. Nadal pamiętał, jaki wtedy w tej alejce był ten mężczyzna i teraz… usłyszał, jak Clover nosowo beczy. Chyba nie czuł się komfortowo, zgniatany między ich ciałami. Kowal więc odsunął się niechętnie od trapera.
— Wybacz. Chyba muszę go posadzić gdzieś, gdzie nie zrobi sobie krzywdy, jeśli mamy kontynuować.
— Tak, tak! Na razie połóż go do tego domku.
Malvin szybko podszedł do konstrukcji, którą chwilę temu ocieplał. Postawił ją i poprawił w środku kocyk, a przy tym Eddie mógł go całego obejrzeć od tyłu. Malvin naprawdę był ładnie zbudowany. Smukły, a zarazem sprawny i silny.
— Chyba wiem, do której zagrody mógłby pójść. Musi mieszkać z innym osobnikiem, bo bulliki żyją stadnie.
— Może dlatego ma takie smutne oczy, bo jest sam — spostrzegł Eddie i podszedł z Cloverem do posłania, jakie szykował traper. — W ogóle… Malvin. Czy w twojej długiej historii tego, że tu śpisz, jest fragment z podbijaniem oka Gerry’emu?
Malvin zagryzł wargę i nie spojrzał na niego od razu, tylko poprawił sarenkę na posłaniu, kiedy kowal ją tam ułożył. Przy okazji zerknął na jej nóżkę. Ta była idealnie opatrzona przez Mavericka, więc na razie ją zostawił.
— Może w dużym skrócie… Gerry ze mną sypiał — powiedział na głos to, czego Eddie niestety się domyślał. — Ale po zbliżeniu z tobą, kiedy było naprawdę dobrze… chciałem, żeby znów było dobrze. Dwa dni temu to robiliśmy. Mówiłem mu, żeby spróbował mnie rozluźnić palcami. Tak jak ty — dodał szybko i zerknął na niego żywo. — Albo może czymś polał. Gerry jednak uznał, że zachowuję się jak… Nie będę powtarzał określeń, których użył. — Zaśmiał się. — I wsadził po swojemu. A ja jednak nie wytrzymałem i go uderzyłem.
Eddie cały się napiął, a jego twarz w tej chwili przypominała pysk złego niedźwiedzia.
— Dobrze zrobiłeś. Jeśli — westchnął ciężko — sypiasz z nim, to powinno to sprawiać przyjemność obu stronom. Nie rozumiem tylko, czemu ty śpisz w stodole, a nie on przed domem? — spytał, kucając naprzeciwko Malvina. Znów dzielił ich mały Clover.
Malvin uśmiechnął się z zażenowaniem i usiadł na podłodze.
— Po prostu wyszedłem po tym do stodoły. Nie chciałem wpadać w awanturę z nim. Nie jestem typem… osoby lubiącej konflikty. Źle się w nich czuję.
— Jesteś przez to jeszcze bardziej uroczy — odparł Eddie i sięgnął do twarzy Malvina swoją dużą i bardzo szorstką od ciężkiej pracy dłonią. Pogładził go po policzku.
Nie chciał wtrącać się w to, z kim Malvin żył, ale nie chciał też, żeby działa mu się krzywda. Miał do niego zbyt ciepłe uczucia.
Mężczyzna zaśmiał się i przechylił głowę, chowając policzek w jego dużej dłoni.
— Mm… Na pewno niczego się nie napijesz? Czy może od razu poznamy twojego bullika z nowym przyjacielem i dopiero powymieniamy się historiami?
— To zależy, czy możemy go tu zostawić? — spytał kowal i odgarnął mu włosy do tyłu. Sam długo nie miał nikogo, a gdy patrzył na Malvina… Mężczyzna był taki trochę bezbronny jak ten bullik. Czuł się wręcz w obowiązku zająć się nim.
— Jeżeli zamkniemy drzwi, to na pewno będzie bezpieczny. Możesz mu zostawić swoją kurtkę. Na pewno zna jej zapach, a bulliki bardzo przywiązują się do czegoś, co zapewnia im bezpieczeństwo. Powinien spokojnie leżeć — zapewnił traper, poddając się jego gestom wręcz łakomie.
Eddie pokiwał głową na znak zgody i wstał. Jego potężne ciało przez chwilo górowało nad Malvinem, który bez problemu przypomniał sobie, co ten skrywa w spodniach, w tym momencie będących na wysokości jego wzroku.
— W takim razie herbata? — spytał Eddie, zdejmując najpierw płaszcz, a potem kamizelkę. Włożył ją do Clovera, okrywając go nią.
Sarenka zabawnie zmrużyła powieki, jakby w wyrazie błogości. Przy tym mocno się skuliła, a jej duży nosek poruszył się.
— Herbata! — potwierdził Malvin, unosząc się z radością.
Kurtuazyjnie otworzył gościowi drzwi stodoły, potem zamknął je za sobą i obaj ruszyli w stronę domu.
Wszystko wyglądało tak samo, jak kiedy był ostatnio. Może z pominięciem tego, że więcej roślin było bez liści, a zwierzęta chętniej chowały się do ocieplonych przez ich właściciela schronów.
— Malvin, a przy okazji. Ktoś cię nachodził od czasu, kiedy tu byłem?
— Nie — odpowiedział od razu traper, wsuwając dłonie w kieszenie swojej kurtki, żeby je ogrzać. Pod szyją, jak zawsze, miał chustkę, lecz tym razem grubszą i lepiej go okalającą. — Na szczęście nikogo nie było. Ale na pewno, wchodząc, poznałeś moje psy, hm?
— Tak. Zapomniałem przy tym, że wspominałeś, że puścisz je luzem. Ale to dobre psy. Nie są szczególnie agresywne, a szczekają.
— Tak, a do tego są duże, więc odstraszają — dodał Malvin z zadowoleniem. Całą drogą pomiędzy zagrodami szedł blisko Eddiego. Wyglądał na swobodnego i naprawdę zadowolonego z tego, że go widzi. — I mówiłeś, że widziałeś podbite oko Gerry’ego… Czyli pewnie jest w domu. W razie czego możemy pójść z herbatą do stodoły — dodał trochę mniej pewnie.
— Poszedł do baru. Przynajmniej tak mnie poinformował, kiedy przyszedłem. Nie pamiętał mnie — odpowiedział Eddie, mając nadzieję, że mężczyzna szybko nie wróci. Nie chciał go widzieć.
Najwyraźniej Malvin miał takie same nadzieje, bo od razu uśmiechnął się szerzej.
— O, wspaniale! Będziemy mieli czas tylko dla siebie — powiedział, a ostatnie kroki do tylnego wejścia domu przebiegł.
Otworzył i zaprosił do środka gościa. Wierzchnie odzienie zawiesili na wieszakach, ponieważ w środku było ciepło dzięki żarzącym się węgielkom w kominku. Malvin, już w samej koszuli, którą miał niedbale wsuniętą do spodni, podążył do kuchni, żeby zaparzyć herbatę.
Eddie także rozebrał się z kurtki i kapelusza. Kamizelkę zostawił w stodole, więc teraz w koszuli i chuście pod szyją ruszył za gospodarzem.
— W ogóle, skąd się znacie?
— Poznałem go w barze. Siedział sam, był nowy w mieście. A po alkoholu mówił więcej rzeczy, które odpowiednio odczytałem — wyjaśnił Malvin, już nastawiając wodę, żeby się gotowała.
Jego kuchnia była zagracona oraz pełna różnych mieszanek, ziół, suszonego mięsa i przetworów. Widać było, że Malvin tyle czasu spędzał na zajmowanie się zwierzętami i ich dobrobytem, że nie starczało mu go już na uporządkowanie własnego domostwa. To jednak, mimo tego zagracania, nie wyglądało na brudne i przesadnie zakurzone. Dlatego Eddie bez problemu zrobił sobie miejsce przy stole, z którego miał dobry widok na Malvina. Przy tym mógł z uwagą go słuchać.
— I sprosiłeś go do domu czy sam to zrobił?
Malvin obejrzał się na niego krótko, gdy już nasypał do dwóch kubków zioła. Po tym uchylił małe okienko nad szafką, które zaskrzypiało i odwrócił się do gościa.
— Przez kilka dni mieszkał w motelu, a potem zaproponowałem, żeby został u mnie. Miał być we Frankfort jeszcze dwa tygodnie. Ma duże ranczo z braćmi nieopodal Nashville. Tu załatwiał interesy, ale… zapuścił trochę korzenie. — Zaśmiał się na koniec, ale nie wyglądał, jakby ten temat był dla niego całkowicie komfortowy.
Eddie widział to, jednak chciał trochę poznać Malvina i zrozumieć, jak on podchodzi do Gerry’ego. Sam go nie lubił, chociaż tak naprawdę go nie znał.
— Najwyraźniej. Długo już tu jest?
— Hm… Przyjechał pod koniec sierpnia. Więc już będą trzy miesiące — odpowiedział Malvin z zaskoczeniem. Czas najwyraźniej przemknął mu między palcami. — Och, może zechcesz trochę miodu do herbaty? — dopytał szybko, przypominając sobie o wielkim słoju, po który właśnie sięgnął do szafki.
— Poproszę — odparł Eddie i sięgnął pod swoją koszulę. Nadal miał tam wygrany od Malvina kieł szakeldasta. Pomasował go między palcami, świadom, że traper akurat na niego nie patrzy. — Lubisz go choć trochę?
Spostrzegł zawahanie na twarzy gospodarza. I nie wróżyło to nic dobrego. Na dodatek, mężczyzna nie odpowiedział od razu, jakby zastanawiał się, jak odpowiedzieć. Jak wytłumaczyć się i nie zabrzmieć desperacko.
Zalał zioła i przykrył je spodkami. Oba kubki przeniósł na stolik, a potem jeszcze podszedł z łyżeczką i otwartym słojem miodu, uznając, że każdy z nich może samemu wedle uznania dodać go do naparu. Po tym usiadł obok Eddiego na krześle i zerknął mu w oczy z delikatnym uśmiechem.
— Mieszkam tu sam bardzo długo. W tym roku miałem wielkie szczęście, mogąc być blisko z tobą i… i z jeszcze jednym mężczyzną jakiś czas temu. Ale poza tym jestem tu dość samotny — powiedział z lekkim śmiechem. — Potrzebowałem poczuć trochę ciepła innej osoby. Jak ten twój bullik.
Eddie patrzył na niego długo, aż w końcu znowu sięgnął do kła.
— Nadal go mam. — Pokazał i uśmiechnął się. — I rozumiem, o czym mówisz. Także żyję samotnie w Kansas City. Ale też jestem samotnikiem, jakoś przywykłem do tego.
Malvin, którego spojrzenie zmiękło, kiedy ujrzał kieł, teraz popatrzył mu w oczy nieco żywiej. I wrócił do wcześniejszego tematu, bardziej się w niego angażując niż w rozmowę o Gerrym, który najwyraźniej wywoływał u niego negatywne emocje.
— Ale mówiłeś, że na razie tu zostajesz? Masz gdzie spać? Będziesz tu pracował?
Eddie sięgał po kubek ciepłej herbaty. Zaraz też posłodził ją łyżką miodu, który powąchał, nim zamoczył w naparze.
— Pięknie pachnie — zamruczał. — I tak, zostaję. Mam tu czekać na wieści od towarzyszy. Mam też pracę do wykonania. Nie wiem tylko gdzie, bo nocuję w gospodzie. Nie widziałem, żeby były tam szczególne warunki.
Jego gospodarz jakby dopiero przypomniał sobie o herbacie. Sam więc także dodał do niej miodu i napił się łyczek, który od razu rozgrzał cały jego przełyk. Po tym powiedział z zachętą i szczerą nadzieją:
— Ja mam bardzo duży teren, jak widziałeś. U mnie w stodole jest mnóstwo miejsca, więc będę bardzo szczęśliwy, gdy zgodzisz się przyjąć moją gościnę. I wcale się nie obrażę, jeśli akurat ty zapuścisz tu korzenie — dodał z dźwięcznym śmiechem, odnosząc się do rozmowy o Gerrym.
— Chcesz, żebym tu nocował? — spytał Eddie, żeby upewnić się, czy dobrze zrozumiał Malvina. Był przy tym ostrożniejszy, niż kiedy widzieli się ostatnim razem. Teraz bowiem nie mieli się rozstać za kilka godzin. Nie chciał niczego zepsuć. I pierwszy raz od lat zależało mu na czyjejś opinii o własnej osobie.
Malvin pokiwał głową i uśmiechnął się bardziej do swojego kubka niż do drugiego mężczyzny.
— Wiem, że bardzo szybko to proponuję… Ale nawet jeśli jakoś bym cię zniechęcił, wciąż możesz traktować mój dom jako gościnę tutejszego mieszkańca. Wiem, że pokoje w gospodzie są drogie, jeśli mieszka się tak dłużej.
Eddie musiał przyznać Malvinowi rację. W taki sposób mógł zaoszczędzić pieniądze na niezbędne narzędzia i materiały.
— Jeśli nie stanowiłoby to dla ciebie problemu, chętnie skorzystam z zaproszenia. Jesteś miłym towarzyszem, Malvinie Berry.
Taką odpowiedzią rozświetlił twarz mężczyzny uśmiechem. Ten wyglądał na naprawdę bardzo ucieszonego i szczęśliwego.
— Ale… kryją się za tym poważne konsekwencje — dodał niby poważnie i groźnie, choć jego oczy nieustannie się uśmiechały. — Będziesz skazany na pomoc mi przy ocieplaniu zagród. Zostało mi ich kilka, a to są już takie, do których przyda się więcej siły. Dach u Rogacza, do którego chciałem dołączyć twojego bullika, jest spróchniały. Pod śniegiem na pewno się zawali.
— Oczywiście. Z chęcią pomogę. Nie planuję być darmozjadem. Źle bym się z tym czuł — odpowiedział Eddie i znowu się napił, udając, że wcale w tej chwili nie miał na myśli Gerry’ego.
Mógł się założyć, że ten nie pomagał Malvinowi w jego pracach. Nie wyglądał na takiego. Sądząc po tym, co traper opowiadał o ich ostatniej żałosnej próbie seksu, mężczyzna nie wykazywał się nawet gramem empatii. A Malvin musiał naprawdę… desperacko potrzebować towarzysza. I jak z jednej strony Eddie nie mógł zrozumieć, jak ten chciał być z kimś takim jak Gerry, tak z drugiej… wcale się temu nie dziwił. Bo Malvin już na pierwszy rzut oka wydawał się być osobą lubiącą ludzi. Potrzebującą ich. Łaknącą jakiegokolwiek kontaktu.
— Opowiedz mi trochę o swojej znajdzie — odezwał się traper, wyrywając go z zamyślenia. — Ty go tak dobrze opatrzyłeś?
— Niestety nie, dlatego później to ty będziesz musiał zająć się jego nogą. Jeden z moich towarzyszy, którzy już pojechali, postanowił uwolnić zwierzęta w cyrku. Ten malec został sam w przyczepie, kiedy reszta uciekła — wyjaśnił, patrząc z ciekawością na trapera. Chciał go znów dotknąć. Siedział na wyciągnięcie ręki, przy prostopadłym do jego boku stołu.
— Biedactwo. Ale nie martw się o niego, zajmę się nim. Mam nadzieję, że polubi swojego nowego kolegę z zagrody, choć ten będzie trochę większy od niego. Ale to akurat czasem zdecydowanie jest zaletą — dodał na koniec, unosząc wzrok na Eddiego i patrząc na niego z rozbawieniem.
— A to będzie ten sam gatunek? — spytał kowal i po chwili zastanowienia pochylił się, chwycił nogę krzesła, na którym siedział Malvin, i przyciągnął go bliżej siebie. — Po herbacie pójdziemy do stodoły?
Mężczyzna najpierw sapnął z zaskoczeniem, ile Eddie miał siły. Bez żadnego problemu przesunął go razem z krzesłem!
Pokiwał szybko głową.
— Tak — wydusił i wychylił się do niego z zachętą do pocałunku.
Gerry go nie całował. Brał tylko, kiedy sam tego chciał. A Eddie był do tego od niego młodszy i przystojniejszy. Dlatego kiedy kowal pochylił się i pocałował jego usta, czuł się znowu jak w jakimś śnie.
— Powiesz mi coś o tym Rogaczu?
— Ach, Rogacz. — Malvin zaśmiał się, bo przez to, jak kowal podniecająco się z nim obchodził, aż zapomniał o jego pytaniu. Nie odsunął się jednak, żeby opowiadać dalej, tylko położył jedną dłoń na jego udzie i pomasował je. — Nie jest to bullik. Bullikom nie rosną poroża, nawet samcom. Ale mój Rogacz jest bardzo przyjaznym gatunkiem. Nawet w naturze można spotkać jego łączenie się z innymi, podobnymi gatunkami. Mam nadzieję, że twój bullik nie przestraszy się go, bo jest większy.
— Mhm. — Eddie pokiwał głową. — W ogóle, ma imię? Bo żeby było łatwiej, nazwaliśmy… nazwałem bullika Clover. Przez jego zielone oczy — wyjaśnił i spojrzał na dłoń Malvina na udzie. Czuł ciarki wspinające się wyżej i wyżej.
— Mojego imię to Rogacz — odparł Malvin ze śmiechem i ścisnął jego udo, przy tym cicho wzdychając. Może Eddie miał bardziej umięśnione ręce niż nogi, ale i tak mu się podobał. Nawet jego brzuch mu się podobał. Miał ochotę się do niego przytulić. — Mam za dużo zwierzaków, żeby wszystkim wymyślać imiona, ale Clover to bardzo ładne imię! Dobrze, że go uratowałeś przed zimą. Sam nie przetrwałby w śniegu, a żadne stado by go nie przyjęło — dodał to, co Eddie już słyszał od Mavericka.
Mężczyzna zaśmiał się.
— Mieliśmy nadzieję, że się nim zajmiesz. Inaczej wolałbym, żeby skończył w zupie, niż umierał gdzieś sam, nie mogąc się ruszyć przez tę nóżkę — dodał dość okrutnie, ale i realistycznie. Bo jeśli nie miałby szans na wolności, to nie chciał skazywać go na dalsze cierpienie.
Na twarzy Malvina zagościł smutny uśmiech, ale mężczyzna zgodził się z nim.
— U mnie będzie bezpieczny. A ty jesteś cudownym mężczyzną — dodał, podpierając się na jego udzie i wsuwając twarz pod jego brodę. Dotarł do niego bardzo mocny zapach Eddiego. Czuł też drapanie zarostu na swojej twarzy…
Przymknął oczy przez te wszystkie doznania. Zaraz po tym poczuł dużą i ciężką dłoń na plecach. Kowal naprawdę miał dłonie jak placki. Nadal pamiętał, że je tak nazwał. I pamiętał, jakie były silne. A teraz tak delikatnie głaskały go po plecach.
— Jesteś faktycznie jak taka sarenka — szepnął mu kowal do ucha i przyciągnął go jeszcze trochę bliżej siebie.
Zachęcony tym Malvin najpierw podsunął się na koniec swojego krzesła… a potem popatrzył na niego pytająco i przeniósł na jego kolano. Płuca wręcz przestały mu pracować, kiedy usadowił się na nim. Dotknął jego zarośniętego policzka i pocałował z pasją, mając nadzieję, że nie zostanie nazwany tak, jak dwa dni temu nazwał go Gerry za takie zachowanie.
Eddie nie powiedział ku uldze Malvina nic. Objął go za to w talii i znowu pocałował. Pomasował go też po dole pleców.
— Chcesz może już iść do tej stodoły?
— Mm… Tak — odparł Malvin, przytulając się do niego.
Bardzo mu się podobało to, jak Eddie wyglądał i bardzo chciał zobaczyć go nago. Poczuć jego ciepłą skórę, która na pewno rozgrzałaby go lepiej niż ta herbata.
Uniósł się z jego kolan i jeszcze podszedł do szafki, w której miał różne produkty. W tym oleje w słoiczkach. Zerknął przez ramię na Eddiego i zabrał jeden.
— Bardzo rozsądnie. Chodź — zachęcił go Eddie, nie chcąc, żeby Gerry tu wrócił i ich zobaczył. I nie czuł się winny, że namawia Malvina do zdrady. Widział, że ten zasługuje na coś lepszego. Może nawet od niego, ale o tym nie chciał myśleć.
Ponownie wyszli z domu i pokierowali się tą samą drogą między zagrodami do widocznej w oddali stodoły. Słońce wyszło zza chmur, więc i zwierzęta powychodziły z zagród. Niektóre szukały w ziemi robaków, inne wygrzewały się, a kilka małych kózek podskakiwało zabawnie. Ale to nie o nich myślała teraz dwójka mężczyzn. Eddie niemal całkowicie skupiał się na Malvinie, który zapomniał o założeniu kurtki i w samej koszuli szedł przodem, zaciskając dłoń na słoiku. Miał takie zgrabne nogi i tyłek, obecnie tak dobrze widoczny przez opięte spodnie. Kowal szedł za nim jak jakiś ochroniarz. Pilnował jego pleców, samemu wyglądając jak groźny zwierz. Spotęgował to wrażenie, kiedy weszli znowu do stodoły, a on zamknął jednym, silnym ruchem duże drzwi.
— Myślałeś o tym, co się wtedy wydarzyło? — spytał, podchodząc do Malvina.
— O nas? — ten zapytał, obracając się do niego przodem.
Clover wciąż leżał w ciepłym domku, choć obudziło go nagle wtargnięcie. Lecz gdy jego zielone ślepia ujrzały znanego mu mężczyznę, znów skulił się w wygodnej pozycji. Przez nierówne deski stodoły na jej ścianach wpadało tu trochę światła, dzięki czemu było widno. Dach z kolei był dobrze uszczelniony. Gdzieniegdzie stały pudła z jakimiś rzeczami, które Malvin potrzebował do zajmowania się zwierzętami. Były też siodła, uzdy, chwytaki do bezpiecznego unieruchamiania zwierząt i tak dalej. Stodoła była dobrze wyposażona, również w koce, które teraz mogły się im przydać.
— Mhm. Ja myślałem o tym, co możesz robić. Czy może będziesz to dobrze wspominał. — Eddie szedł spokojnie coraz bliżej Malvina. Chciał znowu zamknąć go w klatce między swoimi ramionami.
— Ja dużo myślałem! Och, Eddie, myślenie o tym, co robiliśmy, szybciej sprawiało, że sztywniałem, niż gdy robiłem to z Gerrym — odpowiedział żywo Malvin, trochę się cofając, żeby ostatecznie móc oprzeć się o szeroką, drewnianą kolumnę podtrzymującą strop. — Byłeś wtedy taki gorący i… i seksowny — dodał na wydechu, patrząc na niego zachłannie. A przy tym rozwiązał chustę spod szyi i odrzucił ją na bok.
Eddie uśmiechnął się pod nosem. Podobało mu się to, co słyszy. Zresztą, komu by się nie podobało?
— I znowu chcę być. Ale jest jedna sprawa odnośnie tego, że miałbym tu zostać.
— Mhm? — Malvin popatrzył mu w oczy z zaangażowaniem.
— Nie chciałbym, żebyś sypiał z Gerrym, jeśli chciałbyś robić to ze mną — powiedział, wiedząc, że jak na te, w sumie, kilka godzin znajomości prosi o za dużo. Dodał więc: — Dlatego musisz o tym pomyśleć.
Ale Malvin nie miał się nad czym zastanawiać. Od razu energicznie pokręcił głową. Może wydawało się to naiwne i lekkomyślne, ale tylko z zewnątrz. On już od jakiegoś czasu czuł, że dusił się w tym, co miał z tamtym mężczyzną. Najpierw przez seks z Jeffersonem Blackiem, a potem przez dzień spędzony z Eddiem Hillem zauważył, że może być w tym coś więcej niż szybka, nie do końca komfortowa przyjemność. Że naprawdę może poczuć więź z drugą osobą, to porozumienie, przyciąganie i… czułość. A Eddie był dla niego najbardziej czułym mężczyzną, jakiego kiedykolwiek poznał.
— Będę sypiał tylko z tobą — powiedział twardo i poważnie. Bez uśmiechu, ale pewnie, żeby kowal wiedział, że to nie jest czcze gadanie. — Każę mu się wyprowadzić. Ty jesteś… czymś więcej. Nawet gdybyś tego nie powiedział, chciałbym tylko z tobą.
Eddie patrzył na niego poważnie, trzymając go blisko siebie, znowu w potrzasku między drewnem a swoim ciałem.
— Jeszcze wiele o mnie nie wiesz… ale na pewno nie sprawię ci bólu, jeśli nie będziesz tego chciał.
Malvin odetchnął nisko, spokojnie, aż w końcu objął go za szyję i przytulił się do jego dużego, ciepłego i silnego ciała. Uśmiechnął się i cmoknął go.
— To dobrze, bo jak trudno mi było uderzyć Gerry’ego, tak ciebie bym nie potrafił — odpowiedział z krótkim śmiechem… po czym zaczął się spod niego wydobywać. — Poczekaj.
Kiedy udało mu się uciec, zaczął szybko robić miejsce na prowizoryczne, miękkie posłanie. Chodził od sterty siana do koców i rozkładał je na niej. Wszystko robił tak żwawo i raptownie, jakby nie istniała siła, która byłaby w stanie odebrać mu tę energię.
Eddie tylko go oglądał z naturalnym dla siebie spokojem. Przynajmniej powierzchownym. Ponieważ kiedy widział, co ten młody mężczyzna robił, serce biło mu szybciej, a ciało było bardziej rozpalone.
Najwyraźniej Clover miał być świadkiem ich zbliżenia, bo teraz otworzył swoje ślepia i popatrywał na Malvina z równym zainteresowaniem co kowal. A posłanie już po chwili było gotowe. Było na nim miękko i ciepło, a gdy Malvin stanął przed nim i pozbył się butów, zerknął szybko na Eddiego.
— Może zrobimy to bez ubrań?
Ten nie odpowiedział, tylko podszedł do niego. Złapał go w talii i przyciągnął do swojego dużego ciała. Zaraz pocałował usta trapera, który poza tym poczuł, jak jego koszula wyciągana jest ze spodni, a zamiast niej wsuwają się tam palce.
Od razu sapnął głośno i podtrzymał się ramienia Eddiego, oglądając się za siebie. Ścisnął pośladki, czując prąd przemykający mu po całym ciele.
— Tak krótko cię znam, a naprawdę tęskniłem — rzucił ze zduszonym śmiechem, ponownie odwracając go niego głowę i całując mocno.
— Mam nadzieję, że resztę mnie też polubisz — odparł Eddie, wiedząc, że na razie ich znajomość skupiała się w dużej mierze na seksie. Ale teraz tego chciał i nie umiał okłamywać się, że jest inaczej. Dlatego jeszcze pomasował pośladek trapera, po czym sięgnął do jego paska, żeby rozpiąć spodnie.
Kiedy je zsuwał, Malvin rozwiązał mu chustę spod szyi, a potem zaczął rozpinać guziki koszuli. Chciał go zobaczyć. Chciał móc przytulić się do nagiego ciała. Nie przez ubranie.
— Ooch… to jest seksowne — powiedział, gdy już miał spodnie w kostkach, a jego oczom ukazała się klatka piersiowa Eddiego. Dzięki temu dostrzegł tam dość spore owłosienie. Od razu pochylił się i pocałował go w mostek.
Kowal westchnął. Malvin był uroczy.
— Mmm… — zamruczał nisko jak niedźwiedź i sam sięgnął do jego koszuli, żeby go rozebrać. Jego wielkie dłonie pogłaskały czule barki trapera i pozbawiły go kolejnej części odzienia.
Mężczyzna wyszedł z nogawek swoich spodni i już po chwili stał przed nim całkiem nago. Eddie pamiętał, że ostatni raz mieli w całości w ubraniach. A teraz widział, że skóra Malvina jest przyjemnie śniada i sprężysta. Na przedramionach miał ciemne włoski, na jednym nadgarstku sporo rzemieni, a jego brzuch był szczupły, lecz i nieco umięśniony. Sutki miał drobne i… sztywne. Tak samo jak penisa, który zabujał się lekko, kiedy się wyprostował. No i te nogi… Długie, szczupłe, ale o silnych mięśniach w udach.
— Teraz ty — powiedział Malvin z uśmiechem i już wypiekami na policzkach. Po tym zsunął mu rozpiętą koszulę z ramion.
— Jeśli nalegasz — odparł Eddie i całkiem zdjął górne odzienie, pokazując Malvinowi swoją szeroką klatkę piersiową.
Była potężna, ale chyba nie tak jak ramiona i ręce kowala. Traper nie miał co się dziwić, że ten tak bez problemu pokonał go na rękę. Ręce Eddiego były wielkie, przedramiona owłosione, a bicepsy widać było nawet bez najmniejszego ruchu ich właściciela. Zaraz po tym Eddie zdjął też buty i spodnie. Jego nogi nie były tak rozbudowane, ale pasowały mu. Tak samo jak jego trochę większy, wypukły brzuch, spod którego bez problemu było widać sporego, półsztywnego penisa.
Malvin zerknął tam i uśmiechnął się na ten widok. Wyciągnął dłoń i dotknął genitaliów kowala, po czym cmoknął go w usta. Słoiczek z olejem wcześniej postawił obok ich posłania, więc nie musieli już nigdzie iść. Mogli się po prostu dotykać i czerpać ze swojej bliskości. A tego traperowi bardzo brakowało.
— Połóżmy się — poprosił i sam ułożył się na plecach na kilku warstwach koców. Spojrzał z dołu na kowala.
Ten skorzystał z zaproszenia i po chwili Malvin był tak, jak lubił go najbardziej, czyli w potrzasku, na jego łasce. Kowal pocałował go dominująco i pomasował po nagim ciele. Seks bez ubrań był zdecydowanie bardziej namiętny, ale i… obnażający. Eddie miał nadzieję, że podoba się Malvinowi choć w połowie tak, jak ten podobał się jemu.
Mężczyzna pod nim może nie czytał mu w myślach, ale był tak owładnięty tym, co robili i tym, że Eddie tak niespodziewanie dzisiaj go odwiedził, że powiedział szczerze:
— Jesteś taki gorący i silny… Mh, Eddie, myślisz, że będziesz chciał spać ze mną… w jednym łóżku? Bo twoje ręce i… Och — wydusił, co raz odpowiadając na pocałunki i dotykając go po plecach i ramionach.
Eddie nie odpowiedział od razu. Złapał go za udo i położył sobie kolano i jego łydkę mężczyzny na swoim boku. Pocałował go mocno i złapawszy pod pośladki, uniósł trochę jego biodra z posłania.
— Mmm… Pomówimy o tym później. Teraz mówi mi, jak tego chcesz.
— Na pewno nie chcę odwracać się do ciebie plecami — odparł traper, okalając go nogą i ocierając nią o ciało mężczyzny. A kiedy przy tym poczuł penisa Eddiego na swoim kroczu, aż spojrzał w dół z zaskoczeniem. Odkrywał coraz więcej uroków seksu z drugim mężczyzną, bo choć robili to podobnie w tamtej alejce, to dopiero teraz dobrze czuł, jak przyjemnie może się o niego poocierać. — Mmm…
— Na szczęście nie musimy. Podasz mi tę oliwkę? — spytał Eddie, wiedząc, jak ją wykorzystać. Jednocześnie pochylił się i skubnął szyję Malvina. Wcześniej nie wierzył, że znajdzie tak pozytywny aspekt swojego wyjazdu z Kansas City.
Znowu zamruczał i potarł penisem o penisa młodszego mężczyzny. Ten był przed nim podniecająco rozłożony. I zupełnie z nim nie walczył. Pragnął go, oddawał mu się i chciał, żeby on go dotykał. Całował. Posiadł.
— Mhm, proszę — wydusił mężczyzna, podał słoik kowalowi, kiedy udało mu się do niego sięgnąć.
Ten wyprostował się i odkręcił go. Następnie wylał sobie trochę na dłoń i klęcząc między nogami Malvina, bez pytania o zgodę chwycił jego penisa. Objął śliską, gorącą dłonią i zaczął masturbować.
— Oo…!
Traper niemal podrygnął i złapał się obiema dłońmi koca. Ścisnął go w nich, ściągnął brwi i jęknął znów. Po chwili wygiął kręgosłup i zaczął powoli falować biodrami. Wsuwał się i wysuwał z jego śliskiej dłoni, która musiała mu dawać dużo przyjemnych doznań.
Eddie uśmiechnął się łagodnie na ten widok.
— Jest pan seksowny, panie Berry — pochwalił, naprawdę tak myśląc.
Puścił na chwilę penisa Malvina, żeby przesunąć dłonią po jego klatce piersiowej i brzuchu. Chciał trochę ją też natłuścić. A Malvin znów się do tego wygiął, chłonąc każde nowe doznanie, jakby naprawdę wszystko, co robił mu Eddie, było dla niego pierwszym razem. Z jednej strony smutne było, że żaden inny mężczyzna tak o niego nie zadbał, lecz z drugiej… teraz sam mógł dać mu to wszystko.
— A pan, panie Hill… gorący jak płonący upioryt — wydyszał, co raz unosząc biodra z śliskim, sztywnym i twardym penisem.
Eddie znów się uśmiechnął. Oparł się dłonią obok jego głowy i patrząc mu w oczy, pochylił się i pocałował go. Mocno i namiętnie. Chciał, żeby ten mężczyzna należał do niego.
— Spokojnie — szepnął, wisząc nad nim z bardzo bliska.
Malvin czuł jego ciało na sobie, ale teraz i jego dłoń między pośladkami. Odruchowo drgnął. Jak pies, który myśli, że najpierw dostanie lanie, a dopiero potem jedzenie. Był przyzwyczajony do tego, że najpierw boli, a przyjemne doznania przychodzą później. Jednak ten spokój, którym emanował Eddie, sprawił, że poczuł się całkowicie bezpiecznie.
Uśmiechnął się lekko, zachęcająco i zadarł nogi trochę mocniej, aby otworzyć się na niego. Za to kowal pomasował go pomiędzy pośladkami śliskim palcem. Ostrożnie, z wyczuciem, nie spiesząc się szczególnie do tego, żeby od razu mu wsunąć. To było niepodważalnie relaksujące i uspakajające. Tym bardziej, kiedy Malvin widział, że penis Eddiego nie był z tych małych, a raczej trochę powyżej średniej. Pamiętał go zresztą dobrze i były to bardzo miłe wspomnienia.
— Jesteś taki duży, a taki delikatny — wydusił, poddając mu się i odbierając ten masaż palcami, jakby to już był najlepszy moment w czasie seksu. Wręcz nie wierzył, że palce są w stanie tak przyjemnie pieścić odbyt.
— Robiłeś to sobie kiedyś sam? — spytał Eddie i wylał jeszcze więcej oliwki na swoją dłoń, nim wsunął ostrożnie jeden palec w jego tyłek. Taki ciepły.
A Malvin od razu stęknął i pokręcił głową.
— Nie… Nigdy — przyznał i złapawszy się pod jedno kolano, trochę odchylił nogę. — Mam nieduże doświadczenie z cielesnością — dodał z rozbawieniem względem samego siebie.
— Chętnie bym zobaczył, jak sam tego kiedyś próbujesz — przyznał Eddie i znowu go pocałował. Wsunął w niego kolejny palec, żeby go poszerzyć. Był przy tym ostrożny, ale i spragniony.
A otworek Malvina w ogóle z nim nie walczył. Może i mężczyzna nie miał wiele odpowiedniego seksu, lecz prawdopodobnie ten niekomfortowy sprawił, że sam szybko starał się dostosowywać do partnera. Musiał wiedzieć, że zaciskanie się sprawi mu ból, ponieważ teraz kowal z przyjemnością poczuł, jak dziurka delikatnie się rozluźnia, gdy zagłębiał w niej palec, pulsuje na tych dwóch, które miała w sobie. A Malvin niemal zaskamlał w usta Eddiego z euforią przez to, jak bardzo było to przyjemne.
Aż nagle kowal poczuł, jak ten gwałtownie łapie go za ramię, zadziera kark, a potem z jego ust wydobywa się szybkie:
— Tam, tam!
— Tu lubisz? — spytał Eddie, chociaż doskonale słyszał.
Pomasował to samo miejsce w jego tyłku i pocałował go. Cały czas był bardzo blisko. Nie chciał go puszczać spod siebie.
— O tak, tu, tu, tu — odparł od razu Malvin, przytrzymując się go i ściskając mocno nogami, jakby już przechodziły przez jego ciało kompulsywne dreszcze. — Wszyscy… kowale mają takie… sprawne ręce? — dopytał ze śmiechem, z trudem oddychając. Cały czas patrzył na twarz Eddiego, jakby to sprawiało mu mnóstwo przyjemności.
— Nie wiem, ale załóżmy, że nie — odpowiedział mężczyzna i znowu go pocałował. Jeszcze zakręcił w nim palcami, lecz chyba był zbyt niecierpliwy, żeby bardziej zwlekać. — Oddychaj teraz głęboko — poprosił, nawilżając swojego penisa, by się wsunąć.
Malvin od razu spełnił polecenie i spróbował całkowicie rozluźnić swoje ciało. Dodatkowo jedną dłonią sięgnął w dół, złapał swoje jądra i członek, po czym pociągnął je trochę w górę, aby Eddie dobrze widział, co robi. Clover też dobrze widział, bo nawet spróbował wydobyć się przednimi łapkami z domku i wyciągał główkę, poruszając swoim mokrym noskiem. Na pewno miał teraz dobry widok na szerokie plecy Eddiego, który właśnie chwytał swojego twardego penisa i powoli wsuwał go w wilgotne od oliwki, rozmasowane wejście Malvina. Widział, jak nogi mężczyzny obejmują kowala, jak drżą… A do tego słyszał, jak ten wydaje długie, błogie jęknięcie. Sam przez to zaniepokoił się i cicho jęknął przez swój zwierzęcy pyszczek. Malvin aż spojrzał w jego stronę i zaśmiał się, gdy zobaczył, że zielone oczy wpatrują się w nich. Przez ten śmiech ścisnął penisa w sobie i znów stęknął.
Z tej przyjemności wręcz chwilowo zebrała mu się na oczach wilgoć.
— Eddie… — szepnął, czując, że ten cały czas prze dalej. — Nie ma… nic lepszego niż seks z tobą.
— Jeszcze nie spróbowaliśmy… mmm, wszystkiego — odparł na to kowal i wreszcie dobił się do końca. Chciał chociaż na chwilę być w całości przez niego objętym.
Po tym wysunął się trochę, żeby popieścić czubkiem penisa to miejsce, które dotykał palcami. Cały czas pochylał się nad Malvinem, zamykając go w swoich ramionach. Ten odpowiadał na to objęcie, trzymając się go zarówno nogami w pasie, jak i rękami za szyję.
— Robienie tego… nago… od przodu… ślisko i przyjemnie… z takim przystojnym kowalem… Jeśli jest coś jeszcze lepszego… to jestem w stanie oddać ci swoją duszę — wydyszał Malvin, zaciskając powieki i dysząc pod nim z trudem. Był owładnięty tym, co się z nim działo.
A Eddie nie odpuszczał mu. Jedną ręką złapał go za kark, drugą za udo, coraz mocniej i głębiej go biorąc. Czuli swoje ciała i ich ciepło. Kowal zdecydowanie chciał wyciągnąć z Malvina jak najwięcej i jak najbardziej nadrobić czas, kiedy nie miał okazji tak brać tego mężczyzny. A dzięki temu, że byli sami w stodole, na bezpiecznym terenie, mógł słuchać, jak mężczyzna pod nim stęka. Jak dyszy na jego szyję, jak okazuje to, jak jest mu dobrze. A przy tym czuł ciasne ścianki jego tyłka, jego dłonie przyjemnie uciskające mu plecy i tego twardego penisa, który ocierał się o jego całkiem okazały brzuch.
— To… to nie potrwa… długo… Jesteś taki dobry — wyjąkał Malvin do jego ucha, po czym znów głośniej stęknął i ugryzł go w płatek.
Eddie stęknął nisko. To było bardzo przyjemne. Tym bardziej po długim czasie, kiedy nic z nikim nie robił.
— Mmm… spokojnie. Możesz dojść, kiedy chcesz — zapewnił go i z niskim stęknięciem mocniej wbił się w niego, żeby nie zostać aż tak w tyle.
A Malvin wziął sobie jego słowa do serca. Bo naprawdę nie potrafił zapanować nad tym, co się z nim działo. Gdy mężczyzna tak pewnie go trzymał, tak go sobą przytłaczał, a równocześnie nie dawał mu zagrożenia, lecz przeciwnie. Zapewniał mu tylko i wyłącznie przyjemność. Reagował na to, co sam okazywał. To była naprawdę rozkosz dla obu stron. Taką, jakiej zawsze pragnął. A do tego ten gruby, duży penis… Wciskał się w jego wejście tak dobrze, napełniał go i pocierał jego wrażliwe ścianki.
Było niesamowicie, dlatego na koniec Malvin wcisnął twarz w szyję starszego mężczyzny, go tam ugryzł, ale dodatkowo głośniej jęknął i doszedł na brzuch kowala. A przez kolejne ruchy Eddiego sperma rozsmarowała się na ich skórze i dawała ciekawe wrażenie dla Malvina. Kowal wsuwał się w niego i mruczał nad nim nisko, kiedy wykorzystywał jego ciepły tyłek i nerwowe ściskanie. Sam jeszcze nie doszedł, ale kiedy patrzył na trapera i czuł jego penisa na brzuchu… a do tego słyszał, jak ten postękuje, sam był coraz bliżej.
W tym wszystkim wciąż był Clover, który już z przednimi nóżkami poza domkiem i główką ułożoną na deskach stodoły, obserwował ich, jakby ze zdumieniem i ciekawością. Ale Malvin kompletnie nie zwracał na niego uwagi. Był rozpalony, zdyszany i teraz z olbrzymią przyjemnością patrzył na twarz mężczyzny, który wciąż go pieprzył. Na jego ściągnięte brwi, bujną brodę i te wciąż ciepłe oczy.
— Dobrze ci we mnie…? — wysapał.
— Mhm, bardzo… zaraz dojdę… mm… — Eddie stęknął. — Gdzie? — spytał, nie chcąc, żeby Malvin później czuł się niekomfortowo.
— Możesz… w środku. Chcę cię trzymać do samego końca — odpowiedział młodszy mężczyzna, jeszcze lekko drżąc i poddając mu się bez sprzeciwu. Miło było mu być tak obejmowanym.
— Mmm… Gorąco. Będziesz miał mnie… oh, w sobie — sapnął Eddie i jeszcze mocniej przycisnął go do siebie.
Malvin doskonale czuł jego włosy na klatce piersiowej i jego brzuch. Czuł także te ramiona, które ściskały go. Po chwili do tego wszystkiego dołączyło gorąco, kiedy kowal doszedł w jego tyłku. To było jak zwieńczenie tego spełnienia. Tego zbliżenia, które było dla nich jak powitanie po długiej rozłące. Malvin bardzo się cieszył, że Eddie postanowił go odwiedzić i że to właśnie tutaj musiał załatwić swoje sprawy. Mógłby tak zostać.
— Tak dobrze znów pana widzieć… panie Hill — zamruczał błogo.
— Pana także, panie Berry — odpowiedział i pocałował go w usta.
Nie odsunął się wiele, tylko pozwolił mu postawić stopy na ziemi. I kiedy znowu się całowali, Eddie kątem oka zauważył coś dziwnego. Kiedy więc uniósł głowę, ujrzał, że tuż obok nich, na swoich chudych nóżkach, odciążając tę zabandażowaną, stoi mały bullik. I patrzy.
Malvin aż pokrył się rumieńcem. Po tym zaśmiał się i ścisnął mocniej boki Eddiego.
— Mamy małego podglądacza… Może też już myśli o reprodukcji — rzucił z rozbawieniem, a sarenka cichutko zabeczała.
Eddie także się zaśmiał i ostrożnie uniósł, żeby nie przygniatać Malvina.
— Myślisz, że jakaś samiczka będzie go chciała?
— Obawiam się, że na razie będzie musiał przebywać z innym samcem, bo Rogacz to pan. Ale może kiedyś znajdzie się i samiczka.
— Byle ten Rogacz go nie przestraszył. — Eddie martwił się o swojego małego podopiecznego, który właśnie podkuśtykał, aby powąchać włosy Malvina.
Ten był zbyt zmęczony, żeby się podnieść i ubrać. Lecz ostrożnie wyciągnął dłoń i palcami delikatnie pogłaskał zwierzę po futrze na torsie. Clover trochę się speszył, ale kiedy zobaczył, że mężczyzna nie robi mu krzywdy, zrobił jeszcze jeden krok i ponownie go powąchał.
Eddie patrzył na to, obecnie już klęcząc między nogami Malvina. Podpierał tyłek na piętach. Swojego penisa ostrożnie przy tym wysunął i patrzył zarówno na rozgrzane ciało przed sobą, jak i na to, jak traper bez trudu zdobywa zaufanie małego Clo.
— Lubi cię.
— A wyglądał na takiego nieśmiałego — odparł rozbawiony traper, wciąż delikatnie muskając miękkie futerko Clovera, którego przednie nóżki drżały z wysiłku.
Sam mężczyzna nie za bardzo się ruszał. Leżał tylko na plecach z wciąż rozłożonymi nogami i wilgocią pomiędzy nimi. Na torsie i brzuchu zresztą też był śliski, lecz jego twarz wyrażała rozluźnienie i spokój.
— Może lubi takich mężczyzn jak ty. — Eddie zaśmiał się i pogłaskał jego uda, rozsmarowując przy tym na nich trochę wilgoci.
Clover w końcu nie dał rady i położył się tam, gdzie stał, kuląc swoje chude nóżki pod sobą. Widząc to, Malvin delikatnie przesunął kciukiem nad jego oczami. Kilka razy, uspokajająco, aż Clover zmrużył błogo powieki. Po tym traper odwrócił głowę do Eddiego i ostrożnie podniósł się do siadu. Wyciągnął głowę i pocałował kowala delikatnie.
— A ty?
— Najbardziej. Lubię twój entuzjazm — odpowiedział Eddie i złapał go mocno swoją dużą dłonią za kark. Pocałował go, aż przechylając do tyłu. Potem uśmiechnął się do niego dominująco.
Malvin od razu się zaśmiał i na nowo nabrał kolorów na policzkach. Także go przytrzymał i odpowiedział:
— A ja to, co właśnie zrobiłeś. Jesteś tak… seksownie męski — skomentował ze śmiechem, ciesząc się każdą sekundą tej wspólnej chwili.
— To dobrze. Chcesz może za niedługo to powtórzyć? Po tym jak zajmiemy się Clo? — spytał Eddie i jeszcze raz dominująco go pocałował.
— Bardzo chętnie — odpowiedział młodszy mężczyzna, po każdym pocałunku zlizując z warg smak kowala.
Wreszcie sięgnął do swoich porzuconych spodni, żeby się ubrać i móc przedstawić sobie dwójkę parzystokopytnych, które od dzisiaj miały dzielić wspólną zagrodę.

10 thoughts on “Across The Cursed Lands III – 33 – Schronienie dla kowala i sarenki

  1. kan pisze:

    Będzie jeszcze więcej Malvina i Eddiego? :D Oby, świetna para, już bardziej ich lubię niż Zwierzaka i Nicka :P

  2. Katka pisze:

    C., tak, z Malvinem to w dużej mierze kwestia potrzeby. On właściwie nie miał szans na nic kompletnie z kimkolwiek i to przez kilka lat. Więc kiedy pojawił się taki chętny osobnik, to sięgał bez wahania. Na szczęście los zesłał mu kogoś bardziej czułego i opiekuńczego :) Faaaaaaaaaaaajnie, że się podobało! :D

  3. C. pisze:

    Jak pierwotnie miało się wrażenie, że Malvin jest „łatwy” tak teraz uważam, że nie należy tak go określać. Jest zdesperowany potrzebą bliskości, a bycie z Gerrym pokazuje tego skrajny stopień. Bardzo za to lubię go z Eddim, dlatego cieszę się, że ponownie się spotkali! Przyjemny rozdział, w wielu miejscach uroczy. Jak ta sarenka ;3.
    Weny!

  4. Katka pisze:

    Kasia, jakże okrutnie oceniasz Malvina! XD Trochę desperacji i niedowartościowania na pewno jest w jego zachowaniu. Może Eddie to zmieni, jak pokaże mu, że można inaczej :) Ale zgadzam się generalnie – Gerry jest fuj. Dzięki za komentarz! :D Pozdrowionka!

  5. Kasia pisze:

    Puszczalski ten Malvin – zdążyłam już tym zapomnieć, ale żeby z kimś takim jak Gerry… fuj. Dobrze że to nie zniechęciło Eddiego bo w sumie to trochę żal tej małej dajki – oprócz skłonności do rozkĺadania nóg (czy może raczej nadstawiania tyłka) to dobry człowiek tylko chyba mocno niedowartościowany . Rzeczywiście Eddie mógłby zostać i mu pomóc, zresztą chyba taki ma plan :)
    Dziękuję bardzo i oczywiście pozdrawiam :)

  6. Katka pisze:

    Tigram, Malvin i Ridley? Ciekawe skojarzenie. Nigdy na to w ten sposób nie patrzyłam. Cieszę się, że rozdział się spodobał. Takie „ciepłe” rozdziały powinny wychodzić całą jesień i zimę XD

    Luana, pięknie zauważyłaś, że Malvin po prostu mega potrzebuje ciepła drugiej osoby, zarówno w łóżku, w sercu, jak i w całym gospodarstwie. Sam wiele na siebie bierze, zajmując się tym wszystkim i trochę był w tym samotny. Gerry kompletnie mu nie ułatwiał i nie pomagał. I jak widać, Malvin w swojej naiwności myślał że będzie z nim dobrze, a potem wyszło… jak wyszło. Dlatego Eddie pojawił się w idealnym momencie i chyba jest takim kimś, kto może zapewnić naszemu traperowi tego, co ten potrzebuje. W ogóle fajnie, że Malvina lubiłaś od samego początku! To rzadkie, haha. Bo jednak przez Malvina był spór u naszej głównej parki, ale tak jak piszesz, on nie miał na to wpływu, bo był wszystkiego nieświadom. „Eddie nie jest taki grzeczny jeżeli chodzi o sprawy łóżkowe” – hehehe, a taki spokojny, zrównoważony mężczyzna XD

  7. Luana pisze:

    Zapomniałam napisać, że po tym seksie widać, że Eddie nie jest taki grzeczny jeżeli chodzi o sprawy łóżkowe. Fajnie. :)

  8. Luana pisze:

    Po tym rozdziale szczególnie widać jaki Malvin jest samotny. Jak bardzo potrzebuje czułości, bliskości, opieki. To jak się tulił do Eddiego, jak chłonął tego mężczyznę całym sobą było piękne. Mam nadzieję, że Eddie z nim zostanie i to nie tylko na kilka dni, tygodni. Doskonale się uzupełniają. Do tego Malvin potrzebuje nie tylko dobrego mężczyzny, ale i kogoś kto mu pomoże z zagrodami, domem. Malvina lubiłam od samego początku. Nigdy nie byłam na niego zła, że miał seks z Jeffem, bo przecież nie wiedział, że Ranger z kimś jest. A teraz lubię go jeszcze bardziej. Mam nadzieję, że pozbędą się tego nieczułego pijaka, który nie umie zająć się kochankiem, a do tego wykorzystuje go w różnoraki sposób. Po tym z kim był Malvin widać jak usilnie kogoś potrzebuje. Ma teraz Eddiego i niech tak zostanie. :)
    Potwierdzam słowa Tigramingrow, że rozdział relaksujący, czuły, pełen ciepła i dodam, że bardzo, ale to bardzo gorący w pewnym momencie. Ale jeżeli chodzi o Jeffa to staram się być optymistką. :)
    Pozdrawiam. :)

  9. TigramIngrow pisze:

    ” jest spruchniały”
    Czy tylko mi Malvin kojarzy się z Ridleyem? Rozdział bardzo relaksujacy, czuły i pełen ciepła. :3 Akurat w sam raz przed śmiercią Jeffa :(

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s