Project Dozen – 83 – Bez słów

Jules wracał już do internatu, kiedy dostał informację na pager, że w sali komputerowej czeka na niego kolejne zadanie. Nie miał na żadne dziś szczególnej ochoty, ale w końcu sam się do tego zgłosił. Znalazł więc siłę, żeby udać się właśnie w tym kierunku. Napisał jeszcze do Erika, że będzie chwilę później.
Zamiast pójść w stronę schodów, będąc na parterze, skręcił w prawo do sali komputerowej. Z ulgą zauważył, że była prawie pusta. Prawie, bo jeden nieznany mu chłopak siedział w rogu i przerabiał coś na dokumencie tekstowym. W sali była jedna drukarka, dla której tutaj wszyscy przychodzili. I to właśnie w niej miała być koperta.
Jak Jules z początku uważał, że to głupie, żeby w tak często używanym sprzęcie znajdowała się treść zadania, tak zrozumiał wszystko, kiedy na sprzęcie zauważył wielką kartkę z napisem „nieczynne”. To wiele wyjaśniało.
Bez obaw otworzył pokrywę, pod którą znalazł tusze, ale i kopertę. Dziwnie grubszą niż zwykle. Usiadł z nią przy jednym z komputerów i otworzył. W środku standardowo była kartka z treścią mówiącą, co ma zrobić oraz… plastikowe pudełeczko.
Zamiast najpierw spojrzeć na treść, zerknął z zaciekawieniem do pudełeczka. Tam zobaczył… mikrofon. Bardzo drobny, z dłuższym kabelkiem i włącznikiem. Szybko spojrzał na treść zadania i przeczytał: „Przez miesiąc od dziś nie mów nic do osoby, która pierwsza po przeczytaniu zadania coś do Ciebie powie. Włącz teraz mikrofon i noś go przy sobie.”
Jules skrzywił się. Co innego miał niby o tym myśleć? Jeśli odezwie się do niego teraz ten chłopak, który siedzi przy komputerze w rogu sali, nie będzie miał problemu, żeby go unikać i z nim nie rozmawiać. Ale jeśli teraz do sali wszedłby jakiś nauczyciel, miałby poważny problem.
Od razu przypiął mikrofonik. Długo się z tym męczył, bo nie chciał, żeby było go widać. A mimo że ten był malutki, to nie mógł go ot tak przyczepić na środku swojej koszulki z modnym nadrukiem.
Wreszcie włączył go i wstał, żeby zaczepić swoją ofiarę. Niestety ta akurat w tym samym momencie wstała od swojego komputera i wyszła z sali, a Jules stanął na środku i skrzywił się. Na szczęście żaden z nauczycieli nie miał powodu, żeby teraz być w internacie. Wyszedł więc spokojnie, choć ostrożnie, po czym rozejrzał się w poszukiwaniu innej ofiary. Przeszedł przez cały hol, kierując się do sklepiku połączonego z małym bufetem.
Nie zdążył tam jednak dojść, bo oto właśnie z windy po jego lewej stronie wyszedł Eric i na jego widok zawołał:
— O, hej, Jules. Nie miałeś być później?
Foxy od razu poznał jego głos i zaklął pod nosem. Nie mogło być gorzej. No po prostu nie mogło!
— Kurwa… — syknął, czując się jak w potrzasku.
Czemu nie napisał Erikowi, żeby zaczekał na niego w pokoju albo cokolwiek, nim zaczął szukać kogoś, z kim zamieni kilka słów? A teraz… teraz pierwszą osobą, która się do niego odezwała, był jego współlokator, przyjaciel i kochanek w jednym. Ten sam, który też nie powinien wiedzieć o projekcie. Szczęście dziś się od niego odwróciło.
Podszedł do swojego chłopaka i przytknął palec do ust, nakazując mu ciszę, a następnie zepchnął go bez słowa znowu do windy. Wcisnął przycisk, żeby wrócili do pokoju.
Eric spojrzał na niego bez zrozumienia, mimo że właśnie szedł do sklepiku, a w ręce miał portfel i klucze od pokoju. Był też w bluzie od Julesa, bo na korytarzach było chłodniej niż w pokojach.
— Co się dzieje…? — dopytał z szokiem, kiedy Jules wcisnął guzik odpowiadający ich piętru.
Jules znowu przytknął palec do ust. Miał nie mówić do osoby, która pierwsza się do niego odezwie. A odezwał się Eric. Przez miesiąc miałby nie wypowiedzieć do niego żadnego słowa? Ale… przecież w zadaniu nie było nic o tym, żeby nie mógł mu tego napisać albo jakoś inaczej przekazać. Był wściekły na tego dzieciaka, który wyszedł z sali komputerowej.
Widział, że jego chłopak jest skołowany, ale chyba po chwili domyślił się, że może chodzić o projekt. Albo że ktoś ich podsłuchuje. W każdym razie już nie naciskał i w milczeniu dojechał z Julesem na górę, po czym razem przeszli do swojego pokoju. Eric wciąż patrzył czujnie i pytająco na Foxy’ego, kiedy powoli odkładał portfel na swoje biurko i rozpinał bluzę.
Jules znowu przyłożył palec do ust, pokazując, że nie może mówić. Usiadł zaraz po tym przy biurku i wyciągnął zeszyt i długopis. Nadal nic głośno nie tłumacząc, zaczął pisać. A Eric mógł mu zerknąć przez ramię i przeczytać.
„To zadanie. Właśnie je dostałem. Mam nie mówić do osoby, która pierwsza się do mnie odezwie. Za koszulką mam mikrofon. Zgadnij, kto był pierwszy :/”
Eric o mało nie zaklął. Zamiast tego jego oczy otworzyły się szeroko, a on czuł, że popełnił duży błąd, decydując się na zejście do sklepiku.
Pochylił się nad Julesem, zabrał mu długopis i szybko napisał: „Jak długo?”.
Jules od razu spojrzał na współlokatora. Widać było jak na dłoni, że łamie mu się serce.
„Miesiąc.”
Eric zbladł. Odsunął się od biurka i usiadł ciężko na łóżku, nie wierząc, że do tego doszło. Przez miesiąc Jules miał nie powiedzieć do niego ani słowa? Już pomijał to, że zwyczajnie dużo rozmawiali. O wszystkim. Ale jak mieli się kochać bez słów? Nie tylko chciał, ale potrzebował go słyszeć. Jak mówi mu, czy jest mu dobrze, jak opowiada o tym, jak się czuje. Albo nawet głupie „jesteś słodki”…
Jules też był zwyczajnie smutny. Eric jeszcze mógłby w teorii coś do niego powiedzieć, ale on musiał być niemy przez miesiąc. A nie wyobrażał sobie, żeby mieli tylko do siebie pisać.
Westchnął, ale zaraz też złożył dłonie w kształt serca. Eric zacisnął usta i rozejrzał się bezradnie. Był wściekły na siebie, że w ogóle zjechał na dół.
Wstał i podszedł do swojego chłopaka, po czym w ciszy ujął go za policzek i pocałował. Nie chciał, żeby przez niego przegrał.
Jules złapał go za dłoń i oddał pocałunek. Potem odwrócił się znowu do kartki.
„Myślisz, że spróbujemy?”
Eric od razu pochylił się i odpisał: „Tak. To strasznie długo, ale przeżyjemy :) I przepraszam, że się odezwałem.”
Po tym zrobił smutną minę i pocałował go w policzek przepraszająco. Jules od razu pociągnął go i zmusił, żeby usiadł mu na kolanach. Objął go i o mało się nie odezwał. Westchnął więc głęboko i znowu sięgnął po długopis.
„Dobrze, że mogę do ciebie pisać. W zadaniu było, żeby nie mówić, więc liczę, że chodzi o używanie ust. Do czego innego mogę ich użyć.”
Najpierw Eric uśmiechnął się po tym komentarzu, ale po tym znów spochmurniał i przytulił się bokiem ciała do drugiego chłopaka. Nie miał pojęcia, jak to przeżyją. Czuł się, jakby Jules był po drugiej stronie szyby. Tylko jak w więzieniu nie można było się dotknąć, a tylko rozmawiać, to oni mieli na odwrót.
Wziął od niego zeszyt, położył na kolanie i napisał: „Seks bez słów… Myślisz, że jęki też się liczą?”.
Jules przygryzł dolną wargę. Zamyślił się i w końcu wzruszył ramionami na znak, że nie wie. Po chwili jednak znów ściągnął brwi i odchylił koszulkę. Pokazał Erikowi mikrofon.
„Nie przeszkadza ci, że usłyszą cmoknięcia?” — napisał na kartce.
— Nie — odpowiedział głośno Eric i znów go cmoknął.
Końcówkę zdania jednak już dopisał: „Przynajmniej tak mogę cię mieć. To trudne zadanie. Nie chcesz, żebym się przeniósł do innego pokoju dla bezpieczeństwa?”. Zapytał poważnie, bo wiedział, że w pewnym momencie, nawet jeśli by nie chcieli, mogą coś powiedzieć przez przypadek. Nie chciał mu utrudniać.
Jules pokręcił głową. Nie mógł być jeszcze dalej od Erika. Znowu go pocałował, po czym dopisał: „Nie wiem tylko, czy nie popełniliśmy błędu, że na mnie nie nakrzyczałeś, że do ciebie nic nie mówię. Jak publicznie to wyjaśnić?”
Na to Eric miał dobrą odpowiedź. Szybko zabrał zeszyt, przewrócił kartkę i moszcząc się na kolanach swojego chłopaka, odpisał.
„Możesz powiedzieć, że założyłeś się z kimś o to, że nie powiesz do mnie żadnego słowa. Takie rzeczy robi się w szkole. Że to jakieś wyzwanie. Co o tym myślisz?”
Na koniec zerknął na Foxy’ego pytająco, z zachęcającym uśmiechem, żeby go wesprzeć. Jules za to odpowiedział pocałunkiem. Eric był wspaniały. Kochał go teraz chyba jeszcze mocniej. Pokiwał więc głową i sam znowu sięgnął po zeszyt.
„To musisz to odegrać.”
Drugi chłopak trochę się speszył, bo nie czuł się dobrym aktorem. Jules zdecydowanie lepiej to robił… Przez to aż nerwowo zaczął gryźć końcówkę długopisu. Ale w końcu spróbował luźniej objąć za szyję drugiego chłopaka i rzucił ze zniechęceniem:
— To tak mega idiotyczne zakładać się o to, że nic do mnie nie powiesz! I to jeszcze na czas nieokreślony. Serio, Jules?
Jules w tym czasie uśmiechnął się do niego i odpisał:
„Super. Jesteś najlepszy. I naprawdę mi przykro.”
— Nie martw się. To idiotyczny zakład, ale trzymam za ciebie kciuki — odparł drugi chłopak i jeszcze raz lekko go przytulił, gdy odłożył zeszyt.
Po tym już zszedł z jego kolan, znów zapiął bluzę i zabrał z biurka portfel. Właściwie w tym wszystkim był pewien plus. Znali się z Julesem bardzo dobrze, a on wiedział, co ten lubi.
— Pójdę do sklepiku na dół, bo jestem głodny. Myślałem, że wezmę przekładane kanapki. Zabrać ci tę twoją z grillowanym kurczakiem?
Jules pokiwał głową i posłał mu całusa. Eric był najlepszy. I w sumie żałował, że nie mieli jakiejś przerwy w szkole. Wtedy niewidzenie się i niemówienie do siebie byłoby łatwiejsze. Na razie jednak musieli spróbować, tym bardziej, że Eric chciał mu pomóc. Choć nie dało się nie zauważyć, że on też jest tym zasmucony. Miał jednak nadzieję, że obaj to wytrzymają…

*

Półtora tygodnia. Tak długi czas męczarni przeżyli na razie Jules i Eric, nie rozmawiając ze sobą. Może i Eric mógł coś mówić, ale trudno mu było, kiedy Jules nie mógł odpowiadać, więc w sumie sam niewiele się odzywał. I jak z początku mieli obawy, że będzie to nieprzyjemny czas… tak okazało się, że jest wręcz fatalny. Obaj byli zdołowani i smutni. Nawet dziś, w niedzielę wieczorem, kiedy wszyscy zbierali się w pokojach wspólnych na piętrach w internatach, żeby obejrzeć czterdziesty ósmy finał Super Bowl, odbywający się w tym roku na stadionie w New Jersey pomiędzy Seattle Seahawks a Denver Broncos.
— O, czołem! — Usłyszeli znajomy głos Tomasa, kiedy już usadowili się na pufach w jakimś dobrym miejscu na podłodze pokoju wspólnego. W środku było mnóstwo osób z ich piętra, bo każdy chciał zobaczyć mecz na dużym ekranie.
Przekąski, zimne napoje i hałas — to było to, co charakteryzowało w tym momencie to pomieszczenie. Tomas też niósł wielką miskę z popcornem, a Woody i Trey, którzy z nim byli, Coca-Colę i szklanki.
— Hej Tommy. Pełen energii, jak widzę — przywitał się z nim Jules, żałując w tym momencie, że nawet to nie na Tomasa wpadł po znalezieniu zadania. Tęsknił za Erikiem. Czuł się, jakby lizał lizaka przez szybę. Widział swojego chłopaka i w sumie tyle. Nie rozmawiali, nie mieli seksu… Był przybity obecną sytuacją.
— Hej — dodał Eric, witając się z nimi. Siedział po drugiej stronie Julesa i obracał w dłoniach butelkę z sokiem.
— Czołem, Eric. Em… Treya znasz? — zapytał Tomas, wskazując na trzeciego chłopaka, który im towarzyszył.
Ten, gdy uścisnął dłoń Erika, dodał do blondyna:
— Luz. Razem we trójkę chodzimy na nauki polityczne.
— Aaa, to spoko.
Eric uśmiechnął się lekko, ale zaraz musiał się przesunąć, bo ktoś z drugiej strony znów chciał przejść obok i znaleźć sobie miejsce. Było naprawdę tłocznie. Tomas od razu to zauważył:
— Kurna… Nie poszliśmy do wspólnego na górze, bo tam nie ma nawet gdzie palca włożyć. Tu jest trooochę lepiej, ale nie aż tak…
— Plusy i minusy wspólnego oglądania — podsumował Jules, w końcu jednak siadając na jednym z krzeseł. Czuł, że mecz jakoś go nie porwie. Nie był w nastroju, ale tak chociaż nie będą z Erikiem siedzieć w ciszy w pokoju.
— W ogóle kiepska pora roku dla nas na mecz. W lato by można przed szkołą coś zorganizować. — Woody westchnął, a przy okazji przypomniało mu się kino samochodowe, na którym był z Tomasem. Nawet to było teraz nie za bardzo możliwe. Każdy już marzył o wiośnie. Chociaż Trey nie tak bardzo, jak by mógł, bo wciąż miał rękę w gipsie.
— Dobra, poszukamy jakiegoś miejsca, zanim wszyscy nam wszystko zajmą? — zasugerował, bo wciąż stali. A nie chcieli siedzieć za Wielkim Tomem czy innym uczniem, którego potylicę będą podziwiać cały wieczór zamiast meczu.
— Powiedziałbym, że już wszystko zajęte. Ale możemy na podłodze usiąść na tych poduszkach z kanapy albo skądś przyniesiemy sobie krzesła — zasugerował Woody, bo na kanapach już naprawdę nie mieli gdzie usiąść. Wszystko było pozajmowane. I w takich momentach wspólny pokój robił się zaskakująco mały.
Dwójka jego towarzyszy zgodziła się i podążyła dalej. Jules i Eric odprowadzili ich wzrokiem, a ten drugi sięgnął do tabletu, który nosił ze sobą niemal non stop. Był mały, poręczny i zdecydowanie szybciej się na nim pisało niż w zeszycie.
— To okropne, że mogę cię słyszeć tylko wtedy, kiedy rozmawiasz z innymi — rzucił i podał tablet Julesowi, jakby ten chciał coś odpowiedzieć.
Jules przyjął go i napisał szybką odpowiedź.
„Wybacz. To może usiądziemy na podłodze z nimi? Chociaż tyle.”
Oddał Erikowi sprzęt. Nie podobało mu się to zadanie. Do tego chyba by umarł, gdyby nawet nie mógł do Erika pisać.
Ten przytaknął smutno i zabrał ich napoje. Już coraz mniej ludzi chodziło po pokoju, bo zaczął się wstęp. Hymn miała właśnie zaśpiewać Renee Fleming, a Eric i Jules zaczęli cicho podsuwać się do znajomej trójki uczniów.
Jules znalazł sobie miejsce, gdzie mógł oprzeć się plecami o ścianę. Gorzej przez to widział telewizor, ale nadal nie miał takiego nastroju, jaki powinien mieć. I jaki miał chociażby Woody czy Tomas, a nawet ich przyjaciel ze złamaną ręką.
— Tommy, dasz trochę popcornu? — poprosił, wołając przez Woody’ego, który był między nimi.
— Spoko, wzięliśmy jeszcze dwie miseczki — odparł Tomas. Przesypał z ich dużej miski trochę ziarenek do dwóch mniejszych. Jedną podał Treyowi, a drugą Julesowi siedzącemu z Erikiem. — Ej, a w ogóle, co wy tacy zdołowani?
Ich nastrój od razu rzucał się w oczy w obliczu ogólnej radości. Ostatnie reklamy przed meczem właśnie komentowano na różny sposób, inni już rozmawiali o potencjalnym wyniku, a gdzieś w oddali siedział nawet Jude rozmawiający z kimś o swojej łysinie. Temat jego włosów był nieustannie żywy przez ostatnie kilka dni i nawet przewyższał w sieci filmiki Julesa. Cóż, ten nie bardzo produkował się w sieci z racji braku weny.
— Mówiłem ci już, Tommy, to ten głupi internetowy zakład. Sprawdzamy, ile czasu da się nie rozmawiać z kimś, z kim spędza się najwięcej czasu w ciągu dnia — wyjaśnił Jules, wierząc, że ci, którzy powinni, na pewno zrozumieją, że nie jest to żaden zakład, a koszmarnie trudne zadanie.
Od razu zobaczył, że Woody i Tomas wymienili krótkie, szybkie spojrzenia. Tak, oni wiedzieli, o co chodzi i obaj uznali, że Jules ma tym razem koszmarnie pod górę. Nie mówić do przyjaciela już było trudno. Ale nie mówić do swojego chłopaka… Po minie Erika widzieli, że ten też przeżywa to z wielkim bólem i patrzy na Julesa tak, jakby ten go właśnie rzucił.
— Przesrane… — mruknął Tomas ze współczuciem.
— Niestety. Myślę tylko, że tobie i Colinowi łatwiej byłoby to znieść. W końcu pisanie nie jest zabronione. Nam to jednak niewiele…
— Szzzzzzz, już zaraz będzie hymn — ktoś uciszył Julesa, a ten nawet nie miał sił, żeby się spierać. Czuł się niemy.
Wszyscy ucichli i wpatrzyli się w duży ekran. Ktoś też wpadł na świetny pomysł, żeby zgasić wszystkie światła. Przez myśl Tomasa przeszło, że teraz wszyscy wyglądają jak małe pieski w „101 dalmatyńczykach”, oglądające swoją ulubioną kreskówkę.
Eric podobnie jak Jules nie był zaangażowany w Super Bowl tak jak reszta, ale wolał być tu z nim, niż w pokoju, w którym i tak nie mogli ze sobą rozmawiać. A teraz, w tych ciemnościach, siedząc niemal w ścisku, mógł przynajmniej położyć dłoń na dłoni Foxy’ego tuż przy swojej nodze i delikatnym muśnięciem palców przekazać mu, że za nim tęskni.
Próbowali, naprawdę próbowali ze sobą pisać. Jakoś dzielić się bliskością. Ale to nie było to samo. Brakowało tej spontaniczności, jak chociażby poranne „hej, przystojniaku”, czy cokolwiek, czego nie dało się napisać. Dlatego teraz, kiedy w przeciwieństwie do innych oglądali w ciszy Super Bowl, dzielili tylko fizyczną bliskość. Nie tak jak Woody i Tomas, którzy co chwilę wymieniali ze sobą jakieś uwagi.
Nawet samo wspólne śmianie się z czegoś, co dostrzegli na trybunach na boisku, było jak kolejna szpila wbijana w dwójkę, która tego też nie mogła zrobić. A im więcej czasu mijało i im bardziej wszyscy wydawali się wspólnie przeżywać tę rozrywkę, Julesowi i Erikowi coraz bardziej się odechciewało.
Aż w końcu ten drugi zabrał dłoń i odsunął się.
— Jules, ja jednak wrócę do pokoju — powiedział. — Okej? Zobaczymy się później. — Uśmiechnął się do niego blado i zanim Foxy zdołał coś zrobić, ten wstał i zaczął się przeciskać do wyjścia.
Jules popatrzył za nim tęsknie. Zrobiło mu się już kompletnie smutno, kiedy zobaczył wychodzącego z pokoju Erika. Oparł się ciężej o ścianę i przymknął oczy, nie chcąc nawet oglądać meczu. Czy faktycznie własny program by go w tej chwili uszczęśliwił? Jakoś wątpił. Miał w końcu swój kanał na youtube. I nie był pewien, czy telewizja nie ograniczałaby go za bardzo. Tak jak teraz ograniczało go to zadanie.
— Ej, gdzie Eric? — zagadał go Tomas, który w ferworze wielkiej rywalizacji zapomniał o całym świecie. Osobiście wolał pływanie, ale to nie znaczyło, że nie był fanem futbolu. Same emocje, które temu towarzyszyły, były genialne, ale… chyba nie udzielały się Julesowi.
— Poszedł do pokoju. Ale, ej… Tommy. — Jules westchnął i zbliżył się tak, żeby jako tako móc rozmawiać z byłym chłopakiem i nie przeszkadzać innym. — Myślisz, że Cody ma rację? Wiesz, że samemu można do tego wszystkiego dojść? Znowu jest w czołówce gazety i jest lepszy niż wcześniej.
Tomas zauważył, że Jules wpadł w jakiś dziwny i mało radosny nastrój, więc na chwilę odsunął się od Woody’ego i zbliżył do swojego eks.
— Nom… Wiesz, zależy, czego się pragnie. Ja wybrałem w projekcie zagranie na planie serialu Supernatural. — Zaśmiał się cicho. — I niby projekt by mi to ułatwił, ale myślę, że sam też, jakby się postarał, to mógłbym o to zawalczyć. Ale z Codym masz rację. W ogóle nie wygląda, jakby go ten projekt podciął, co nie?
— Właśnie nie. Dlatego myślę, czy to jest tego warte — odparł Jules znowu dość posępnie, po czym nagle pocałował Tomasa w policzek. — Dzięki, do później — rzucił i wstał, zostawiając swojego byłego z wielkimi oczami.
Woody aż wychylił się i zwrócił do blondyna:
— Co to, kurna, było?
Tomas zamrugał w szoku, samemu nie za bardzo nadążając.
— Eee… Nie mam pojęcia, ale to on mnie cmoknął — odparł szybko.
— Właśnie widziałem. — Woody nadal był zaskoczony. Widział, jak Jules wychodzi z pokoju, tak samo jak Eric wcześniej. Wszyscy dopiero teraz to zauważyli, bo przeszkadzało im przeciskanie się chłopaka. — Co mu powiedziałeś?
— Nie wiem… Pytał, czy to wszystko jest tego warte — odparł enigmatycznie Tomas, bo jednak Trey był zaraz obok. I nie był takim fanem futbolu, żeby nie słyszeć, o czym rozmawiają. — Ma jakiegoś doła ogólnie…
— To… tak wiele tłumaczy, czemu cię pocałował. — Woody westchnął i potarł swoją twarz w tym samym miejscu, gdzie Tomas dostał buziaka, pokazując, żeby to chociaż jakoś przetarł. Był zazdrosny. Miał prawo. — Pogadamy o tym później.
Chłopak zacisnął wargi i szybko się wytarł. Po tym mruknął cicho „ale nie martw się…”, a Trey prychnął z rozbawieniem, choć pewnie zachowałby się jeszcze gorzej niż Woody, gdyby ktoś pocałował tak Harper.
Na razie wrócili do oglądania meczu. A w tym czasie Jules wrócił do pokoju i nie wiedzieć czemu, zapukał, nim wszedł.
— Tak?! Proszę! — Usłyszał ze środka głos swojego chłopaka, jakby zaskoczonego, że ktoś chce go odwiedzić, gdy w telewizji leci mecz.
Jules wszedł do środka i od razu zamknął za sobą drzwi na zamek. Uśmiechnął się do Erika i znów bez słowa podszedł do niego.
Ten był zaskoczony jego widokiem. Aż odłożył na bok książkę, którą czytał. Siedział na łóżku w dresowych spodniach, z poduszkami podłożonymi pod plecy, a z jego laptopa płynęła spokojna muzyka.
— Co ty tu robisz? Jules, oglądaj beze mnie — poprosił, nie chcąc, żeby ten rezygnował z rozrywki. Przebywanie wspólnie, kiedy nie mogli rozmawiać, było nie tylko trudne, ale wręcz bolesne.
Jules jednak nie wyszedł z pokoju. Podszedł do łóżka i położył się na nim, głowę od razu kładąc na udach Erika. Ten nie był jego pierwszym chłopakiem, ale… nawet po rozstaniach za nikim tak nie tęsknił, jak teraz za nim, kiedy nie mogli „jedynie” rozmawiać. Do tego, Cody naprawdę zrobił coś niezwykłego i Jules w ciągu tych ostatnich dni zaczął się więcej zastanawiać nad tym, czy to wszystko jest warte tego, do czego samemu można dojść.
Usłyszał z góry bolesne westchnienie, a po chwili poczuł dłoń swojego chłopaka na włosach. Delikatnie go głaskała, masowała mu skórę głowy i pieściła go.
— Mogę ci jakoś poprawić humor?
Jules złapał jego dłoń i pocałował jej wnętrze. Eric był jego najlepszym przyjacielem, jak i najlepszym chłopakiem, jakiego miał.
Po tej chwili czułości sięgnął do jego telefonu, odblokował go i zaczął coś na nim pisać. Zaniepokojony Eric spojrzał na niego, wciąż głaszcząc boki jego głowy i krótkie włosy o trochę mysio-brązowym kolorze.
Jules w końcu pokazał mu telefon. Urocze było w Eriku to, że nie obawiał się mu go dać. Byli wobec siebie szczerzy.
„Wierzysz we mnie? Chcesz ze mną być też po szkole?”
Jego chłopak, coraz bardziej zmartwiony tym zachowaniem i nie bardzo rozumiejący cel, odpowiedział:
— Martwisz mnie, ale… kocham cię, Foxy. I myślę, że tak zostanie jeszcze długo, więc oczywiście, że chcę być z tobą po szkole. Już jestem pewien, że pójdę na Uniwersytet Kalifornijski, żeby tylko być blisko — dodał z lekkim uśmiechem.
„I myślisz, że mój kanał jest dobry? Że dobrze robię to, co robię?” — Jules napisał jeszcze jedną wiadomość, żeby być pewnym. Nie mógł przedyskutować tego z Erikiem, więc pytał jedynie. Potrzebował takiego mentalnego poklepania po plecach.
— Oczywiście… — odparł od razu jego chłopak. Pochylił się przy tym i pocałował go w czoło. Nie wyprostował się po tym całkowicie, tylko spojrzał w jego jasne oczy. — Jeśli liczba obserwujących i komentujących nie dowodzi ci tego dostatecznie, to jestem pewien, że z każdym miesiącem będziesz w tym coraz lepszy. Na początku szkoły prawie nikt o tobie nie wiedział, a teraz przynajmniej trzy razy w tygodniu dostajesz maile od nieznanych ludzi z pytaniami o treningi i motywację. Masz dużą siłę w tym, jak mówisz do ludzi… nawet jeśli robisz to często w teatralny sposób — dodał żartobliwie.
Jules uśmiechnął się i objął go jednym ramieniem za szyję. Robiło mu się ciepło w sercu, kiedy tego słuchał. Eric nie wątpił w niego, dlaczego więc sam miałby wątpić w siebie? Bał się, czy sobie poradzi… ale przecież Kalifornia była stanem możliwości, tak samo jak internet był takim miejscem.
— Kocham cię — powiedział całkiem świadom tego, co robi. Pocałował go przy tym czule.
Ale wargi Erika nie odpowiedziały na ten pocałunek. Chłopak otworzył szeroko oczy i wpatrzył się w niego. Aż nagle odsunął się szybko.
— Jules! Nic nie mów — powiedział szybko i położył dłoń na jego koszulce, pod którą był mikrofon.
Foxy uśmiechnął się i znowu złapał go za kark. Przyciągnął go do pocałunku, a drugą dłonią sięgnął po mikrofon.
— Wiem, co robię. Mogą się pieprzyć z tym swoim zadaniem. Jesteś ważniejszy. No i z tobą sam to wszystko zdobędę.
Serce chłopaka w okularach biło tak szybko, jakby to właśnie on przegrał jakiś ważny turniej. A wręcz melancholijna piosenka, która popłynęła z laptopa, wcale go nie uspokoiła. Patrzył na mikrofon, równocześnie czując się taki… doceniony. Dla niego Jules się poddał. Nie. Nie poddał się. Postanowił, że zawalczy własnymi siłami o spełnienie swojego marzenia, a nie sięgnie po nie w trywialny sposób.
Wzruszony tym Eric znów pochylił się do niego i pocałował go mocno, z dużym uczuciem.
— Zrobię, co tylko będę mógł, żeby ci w tym pomóc. I nie wątpię, że osiągniesz, co tylko będziesz chciał.
Jules zaśmiał się w jego usta, wydobywając spod koszulki mikrofon, żeby go w końcu wyłączyć.
— Z takim wsparciem mógłbym zostać prezydentem! — zawołał i w końcu wyłączył sprzęt. Rzucił go gdzieś na podłogę. — A teraz możemy się kochać.
— Ooch… Czyli od samego początku chodziło o jedno — odparł Eric niby z rozczarowaniem, przy tym w komicznym geście przesuwając okulary do nasady nosa.
— Kiedy robisz taką minę, mam ochotę odpowiedzieć, że tak — odparł Jules, czując cudowne uniesienie tylko dlatego, że w końcu mógł się podroczyć z Erikiem, powiedzieć mu, że go kocha i za kilka chwil poświntuszyć z nim w łóżku.
— I do tego sadysta… — Eric westchnął z rezygnacją, choć i tak wsunął mu dłoń pod koszulkę na brzuchu.
— Mmmmm, tak. Rozbierz mnie, Eric. — Jules od razu zapomniał o tej małej sprzeczce.
Chciał teraz tylko mówić do swojego chłopaka i nadrabiać te stracone na milczeniu dni. Nie wyobrażali sobie seksu bez słów, bez jęków, więc ostatnio w ogóle się do siebie nie zbliżali. Teraz wreszcie mieli to zrobić i obaj byli na to napaleni…

*****

Dziś wpis do dzienniczka zrobił:

Jude Wagner – 19.01

12 thoughts on “Project Dozen – 83 – Bez słów

  1. Katka pisze:

    Luana, „Dzięki temu będzie mieć jeszcze większą satysfakcję z sukcesów, które osiągnie.” – właśnie! To jest kluczowe! Znacznie lepiej się patrzy na swoje sukcesy, kiedy się wie, że samemu się o nie zawalczyło i samemu się je zdobyło. Więc jeśli mu się uda osiągnąć to, czego pragnie, to na pewno nie będzie żałował, że zrezygnował z projektu :) Dokonał na pewno dobrego wyboru :)

    Kaczuch_A, wow, wow, jakże my się cieszymy, kiedy udaje się zaskoczyć XD chyba Jules miał spooooro zwolenników, jeśli chodziło o wygraną w projekcie. A tu psikus. Ale fakt, miał predyspozycje, by zajść daleko w tym eksperymencie, ale… wygrała miłość XD Ale spoooko, już teraz mogę powiedzieć, że jego odpadnięcie wcale nie będzie oznaczało mniejszej ilości tekstu z nim ;) też ich lubimy, więc… no XD No i Mossów też całkiem sporo będzie, bo mamy dla nich pewien kluczowy punkt programu. Więc powinno być przyjemnie, skoro masz takie postaciowe priorytety, hehe.

  2. kaczuch_A pisze:

    Tak jak reszta osób śledzących Wasze opka jestem w szoku, obstawiałam lisa, że wygra cały projekt, kurde serio xD albo znajdzie się w ścisłej czołówce. Ale to co zrobił i w ogóle cała ta rozkmina, ze z Ericiem u boku może to sam osiągnąć, że chce z nim być po szkole to było piękne, takie dojrzałe z jego stroni i niesamowicie mi tym zaplusował, mam tylko na dzieje, że to nie oznacza, że ta parka się przestanie pojawiać w rozdziałach, albo będzie bardzo rzadko, bo tego bym nie chciała xD I jakoś mnie Jude wkurza i będzie się nieźle panoszyć jak się dowie, ze Jules nie wykonał zadania, mam nadzieję, że ten projekt nieźle mu nosa utrze. Jego wpis do dzienniczka jakoś nie był za przyjemny.

    Lubię tą parkę i stado Mossów i w sumie na tych postaciach w opku mi zależy i na nie najbardziej zwracam uwagę, nie mniej czytam, czekam co się pojawi dalej.

    Weny~!

  3. Luana pisze:

    Wzruszyłam się tym co zrobił Jules. Zrezygnował, bo Eric jest dla niego ważniejszy. A razem z nim może zdobyć to czego pragnie. Dzięki temu będzie mieć jeszcze większą satysfakcję z sukcesów, które osiągnie. Cieszę się, że zrozumiał co jest ważniejsze. Jestem z niego dumna. Z nich obu. :)
    Pozdrawiam cieplutko. :)

  4. Shivunia pisze:

    rehab-e >> Nasz misterny plan na razie działa :D Jesteśmy ogromnie wdzięczne za to, że to piszesz co piszesz, bo okazuje się że nie jesteśmy jeszcze tak skrajnie przewidywalne. Jeszcze nie znacie nas tak dobrze XD Na szczęście, bo dzięki temu jest rozrywka z czytania. Hura!
    Ale ta… widzę też że narobiliśmy Ci problemu z możliwościami do kibicowania. Cóż. Powiem tak, na pewno ktoś się znajdzie. Albo może ktoś okaże się czarnym koniem. A może w ogóle jeszcze wydarzy się cos o czym nie wiecie….. dum dum dum DUM (ok, ostatnio za często tego używam XD)
    Patrick nieźle sobie radzi. Może nie wyleci. Może jeszcze ktoś inny coś sprawi że w ogóle się porobi jeszcze dziwniej. A może możesz kibicowac Franiowi i Sebastianowi aby wyeliminowali tego kogo najbardziej nie lubisz. TYLE opcji.
    Dziękujemy za komentarz i pozdrawiamy :)

  5. rehab-e pisze:

    Dobra, tego się nie spodziewałam. Gdy myślałam o wygranej w projekcie, naprawdę stawiałam na Julesa. Ma przecież wszystkie cechy, które moim zdaniem powinien mieć zwycięzca – jest cwany, cholernie inteligentny i nie ma skrupułów, jeśli chodzi o rozprawienie się ze swoimi przeciwnikami. A tu coś takiego!
    Gdy tylko dostał zadanie, od razu wiedziałam, że trafi na Erica. I czułam, że to się nie uda. Trzeba jednak przyznać, że Jules pożegnał się z projektem w pięknym stylu i on z Eryczkiem strasznie mnie rozczulają.
    Teraz tylko już nie mam komu kibicować w projekcie xDD
    Naprawdę, nie ma ani jednej osoby, która robiłaby na mnie wrażenie. Nie lubię wszystkich uczestników, niektórzy są całkowicie w cieniu i nie mam o nich żadnego zdania, a niektórzy są po prostu żałośni (tak, Jude, o tobie mowa)…
    Gdyby jeszcze Franio z Sebastianem brali normalny udział w projekcie… xDD
    Jak żyć, jak żyć… Poza tym kibicowanie kibicowaniem, ale żaden z uczestników moim zdaniem nie zasługuje na zwycięstwo. No może Patrick jest inteligentny i całkiem cwany, ale coś czuje, że też wyleci… Się porobiło.
    Czekam na więcej niespodzianek, bo w końcu Wam się udało xDD
    Pozdrawiam!

  6. Shivunia pisze:

    Sora >> Zaskoczyliśmy was! To się cieszymy. Bo chyba faktycznie nikt nie obstawiał, że to Jules odpadnie. A raczej zrezygnuje. Bo z własnej woli postanowił ze już się nie będzie w to bawił, a nie, że mu się nie udało chociaż próbował.
    To co jest miedzy Julsem i Erickiem ma fajne podstawy, bo w końcu nim zaczęli coś tegoś ze sobą, to długo byli bardzo dobrymi przyjaciółmi. Więc w sumie tylko erotyka do tego doszła.
    Natomiast co do projektu, cóż, tu trzeba przyznać racje temu co napisała Omega. Bo nie wszyscy zapragnęli czegoś co sami mogli by zdobyć. Tu chodzi bardziej o to…. chwila czy to nie będzie spoiler? Heheheh, już nic nie pisze, Kat mnie zabije.

    O. >> Nie nazwała bym tego „od tak”. Długo się jednak męczył, ale jednak przewartościował swoje życie i doszedł do wniosku co jest dla niego ważniejsze. Zresztą z takim wsparciem to on może sięgnąć gwiazd :)

    Omega >> Uwielbiam twoje komentarze :D Naprawdę taka analiza postaci, wow. Co myślę mogę podpowiedzieć… to ze jeszcze was trochę zaskoczymy. Jak wydaje nam się ze udało się w przypadku zadania Julesa. Bo w sumie było to łatwe zadanie… gdyby nie potoczyło się tak źle. Bo w sumie ze Erick się pojawił to skomplikowało cała sprawę. Ale dzięki temu dowiedzieliśmy się co dla naszego liska jest ważniejsze.
    W ogole fajna rozkina odnośnie wszystkich postaci. To widać kto jeszcze został i kto do ciebie mówi. Podoba mi się to odnośnie Patricka. W końcu faktyczni za dobrze mu idzie. Coś musi się popsuć. A może i nie. Tomas i Woody. Tomcio ma niezłe wsparcie, a Woody, cóż, jest trochę takim cichym zawodnikiem. Podobnie jak Tyler. Bardzo fajnie analitycznie do nich podeszłaś, dobrze się to czytało, dzięki. :D

    Monomu >> Faktycznie, można powiedzieć że Foxy jest tu wygranym, bo wybrał coś ważniejszego niż pościg za czymś co nie uzyskał by swoją ciężką pracą. Niby marzenie, ale czy opłaca się je zyskać za wszelką cenę. Zresztą, w tym wieku i tak uzyskane, nie ma pewności czy to jest dokładnie to czego prawdę pragnął. Niemniej bardzo mnie cieszy, ze tak wiele osób w niego wierzyło że dotrwa do finałów. Ale też cieszy ze udało się zaskoczyć :D yeeey

  7. MoNoMu pisze:

    Łał, myślałam, że to Foxy będzie jednym z tych, którzy dotrą do finału, w końcu jest inteligenty i przebojowy. No ale zważył na szali, co dla niego ważniejsze. Potęga miłości :) Ktoś taki jak on rzeczywiście może sam osiągnąć, co tam sobie wymarzy i projekt mu do tego niepotrzebny. Dobrze, że to zauważył za nim dał się porządnie wciągnąć i nie zrobił czegoś głupiego/złego. Ten projekt wyzwala w ludziach np. Kevinie najgorsze instynkty. Więc właściwie Foxy jest tutaj wygranym.

  8. Omega pisze:

    Nie spodziewałam się takiego zadania, więc odkąd zaczęłam czytać, sądziłam, że Foxy dotrwa przynajmniej do końcówki projektu. Ale za to sposób, w jaki odpadł… to było przesłodkie ♥ Serio to musi być okropne uczucie, nie móc odezwać się do ukochanej osoby, gdy ta jest tak blisko, więc gdy zobaczyłam co musiałby zrobić (a właściwie czego nie może przez miesiąc), to czułam, że to może się nie udać. Ale cóż, posiadanie programu w TV dla Foxy’ego nie powinno być aż tak odległe, więc dałby radę sam swoje marzenie spełnić (podobnie jak Cody, który jest dobry w tym co robi i powinien sam osiągnąć swój cel).
    Choć nie do końca zgodzę się z tym, co napisała Sora – nie wydaje mi się, aby to było celem eksperymentów, bo jednak: „Dożywotni darmowy wstęp do Disney Landów” w rubryczce Sena nie jest chyba czymś, co mógłby osiągnąć własnymi siłami i wiarą :P
    W ogóle skoro mój kochany (w sumie większość waszych postaci jest przeze mnie kochana, więc ten… xD) Foxy oficjalnie odpadnie to muszę zmienić faworytów xD znaczy nadal obstawiam, że Sen dojdzie daleko w tym wszystkim i to się nie zmienia… (może wygra? :3)
    Colin sobie nieźle radzi (mimo złamanego nosa) – ale nadal nie sądzę, aby został zwycięzcą w projekcie. Choć gdyby zdobył tą wymarzoną pracę to miałby się świetnie i by zarabiał na tym, co robi na co dzień :P
    Łysy Jude – Nie mam o nim zdania, po prostu sobie jest i nie przepada za Foxym xD – również nie czuję, aby miał to wygrać.
    Patrick – Jest bystry i załatwił sobie tą całą straż, więc ma spore szanse, ale mam przeczucie, że sam sobie w pewnym momencie podstawi nogę, i odpadnie.
    Tomas – Aktualnie ma ogromne wsparcie – ze strony swojego chłopaka, współlokatora, swojego ex i chłopaka swojego ex, więc z pewnością jest pewniejszy siebie. Aktualnie sądzę, że dojdzie daleko, bo odkąd nie martwi się już o swoją orientację, nie powinno być zbyt wielu problemów xD
    Tyler od kreatywnego zastosowania stringów – Na razie idzie mu świetnie, ale osobiście bym nie chciała, aby wygrał w tym projekcie. Rzadko się pojawia (w końcu heteryk) i choć oczywiście życzę mu powodzenia z tymi jego podróżami, to nadal wolę, aby wygrał ktoś inny.
    Woody (ta zazdrość gdy Jules mu chłopaka cmoknął była po prostu wspaniała, i to: „pogadamy o tym później” awww ♥) – bardzo go lubię, radzi sobie bardzo dobrze, ale niestety nie wróżę mu finału – nie wiem w sumie czemu, ale mam takie przeczucie.

  9. O. pisze:

    Naprawdę?! Jules od tak zrezygnował?? Ale wow! Oby jednak tak jak myślał, dopiął swego bez pomocy innych tj projektu! No i miło by było, jakby im się ułożyło po szkole xD

  10. Sora pisze:

    A, i też zacząłem się zastanawiać, czy psorkowie nie dali mu tego zadania by z tym mikrofonem nie po podsłuchiwał mimochodem innych członków projektu… to też by nie było głupie, a dla chłopaków na pewno uciążliwe bo by nie mogli współpracować D

  11. Sora pisze:

    Spodziewałem się wszystkiego, ale nie tego, że Jules z własnej woli zrezygnuje, dopóki nie przeczytałem, jakie dostał zadanie. Od początku widać było, że to nie zwykła szkolna miłostka i jeśli jakieś zadanie miało by kolidować z jego miłością i Ericiem to… wybierze chłopaka i postanowi samemu do tego dojść :D Jestem dumny :D
    W sumie już od bardzo dawna, albo inaczej, od początku podejrzewam, że tu nie chodzi tylko o to by psorowie mogli sprawdzić ile oni są w stanie zrobić dla dostania czegoś w łatwy sposób, a o to, kiedy postanowią zdobyć to własnymi siłami i w siebie uwierzyć :D To o wiele bardziej satysfakcjonujące, ale i człowiek później bardziej to szanuje, kiedy musiał się samemu natrudzić by to zdobyć. A podane na tacy już tak nie cieszy XD

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s