Newton’s Balls – 54 – Bliższe i dalsze plany

Tank kręcił się wokół nóg Courtneya, kiedy ten przygotowywał obiad z myślą o powrocie Chase’a. Było to trochę męczące, bo gdzie by się nie przesunął – a to do lodówki po kolejne składniki, a to do szafki po nóż, czy do kuchenki – tam lazł za nim pies. Nawet nie skusiła go karma w misce, bo wyczuwał lepsze zapachy. Tym razem kurator przygotowywał tradycyjny stek, gruby i dobrze wysmażony, frytki własnoręcznie robione i kilka różnych sosów. Upiekł już też słodkie, miękkie bułeczki z nadzieniem truskawkowym. Miał dzisiaj wenę do gotowania, więc z tego korzystał. Pozwalało mu to zresztą nie myśleć o wczorajszym bukiecie od Dustina, o oświadczeniu Marshalla, że będzie remontował piwnicę i o wszystkim innym, co nie wywoływało w nim pozytywnych uczuć. Skupiał się tylko na tym, że zobaczy swojego chłopaka i spędzi z nim przyjemnie resztę niedzieli.
— Ej, jadę do sklepu. Potrzeba ci czegoś? — Marshall pojawił się w kuchni, dopełniając zasady, że jeśli coś się piekło, to w niej koncentrowało się życie domu.
Courtney stojący przy patelni i pilnujący mięsa, oczywiście w fartuszku, żeby nie zbrudzić czarnych jeansów i takiego samego bezrękawnika, obejrzał się na brata.
— Mógłbyś kupić kardamon? Zauważyłem dzisiaj, że mi się skończył.
— Co kupić? — Marshall spojrzał na brata krzywo, mając wcześniej najwyraźniej nadzieję na prostsze polecenie.
— Mielony kardamon. Będzie w miejscu, w którym są wszystkie przyprawy. Na pewno zauważysz. Możesz kupić też mleko truskawkowe. I nie rób miny jak mąż wysyłany przez żonę do drogerii — dodał Courtney z lekkim rozbawieniem i zabrał się za przewracanie steków na drugą stronę.
— Fajnie, że sam nazywasz się w tej chwili żoną — prychnął Marshall i zamiast wyjść, podszedł bliżej. — Dzieciak wraca, czy czymś sobie zasłużyłem na takie żarcie?
— A miałeś w tym tygodniu jakąś rozmowę kwalifikacyjną albo może odkurzyłeś mieszkanie? — odpowiedział Courtney, świadom, jak cudownie pachniał jego dzisiejszy wytwór. Już same bułeczki, ciepłe i leżące na szklanej paterze, kusiły.
— Nie, ale nie zalegam bezwładnie na kanapie. A i może się nie zasłużyłem, ale zasłużę i znowu dam wpierdol Dustinowi, jak się pojawi w moim zasięgu — odparł Marshall, uśmiechając się zaczepnie do brata. Stawał w jego obronie niczym w obronie siostry. Co z tego, że Courtney nie był jego siostrą a bratem? Czasami miało się wrażenie, że zaciera się to w jego mentalności.
— Dustin to moja sprawa. Daj z tym spokój. Lepiej się przysłużysz, zabierając Tanka na spacery i tak jak teraz, chodząc do sklepu.
— Twoja sprawa to ten dzieciak, Dustin to też moja sprawa. Kutas nie będzie mi, kurwa, wysyłał bratu kwiatów. I… kurwa, jak to się zwało? Weź mi napisz tę kolendrę czy co to było — prychnął Marshall, rozglądając się nagle za czymś do pisania po kuchni.
— Kardamon. Kolendrę mam. — Kurator westchnął i na chwilę zostawił patelnię, żeby sięgnąć do jednej z szufladek w kuchni. Wyciągnął blado zielone karteczki z rysunkami kartoników mleka czy jajek i napisał drukowanymi literami dwie rzeczy, o które prosił Marshalla. Podał mu karteczkę i wrócił do pilnowania mięsa. — Tylko nie kupuj za dużo piwa.
Mężczyzna zabrał kartkę i ruszył do drzwi.
— Nie kupię. I napisz mi, jak wpadniesz na pomysł jebania się w salonie! — jeszcze krzyknął, bo już był poza kuchnią.
Tank pobiegł za nim, by upewnić się, czy mężczyzna może nie chce zabrać go ze sobą, a gospodarz wręcz nie dowierzał, że Marshall mówi o jego seksie tak dziwnie… luźno. Nie usłyszał w tych słowach wrogiego tonu, jak gdy mówił o Dustinie. Sam nie wiedział, jak się do tego ustosunkować, bo nie mógł do końca uwierzyć, że Marshall go zaakceptował.
Porzucił jednak te myśli zaraz po tym, jak mężczyzna wyszedł. Przygotowywał dalej jedzenie, wiedząc, że Chase lada moment powinien być. Po chwili dostał nawet smsa, że już niedługo będzie i że „sorry”, bo były korki.
Zdążył w tym czasie wziąć prysznic i wypuścić Tanka na podwórko, żeby się wysikał, skoro Marshall nie zabrał go na spacer przed zakupami.
Kiedy już zaganiał go znowu do środka, usłyszał dźwięk rzucanego o płot roweru, a zaraz potem zza rogu jego domu ujrzał wychodzącego Chase’a. Nie liczył nawet, że się z nim przywita jako pierwszy, bo Tank stęsknił się bardziej. Po głośnym szczeniaku, merdaniu ogonem i pokładaniu się na nogi swojego opiekuna w efekcie skończył na rękach nastolatka. Dopiero wtedy ten z psem podszedł do Courtneya.
— Siama.
— Siema — odpowiedział, wpuścił go do środka i zamknął za nim drzwi. Widząc, że Tank zaborczo próbował pierwszy pocałować swojego pana, tylko uśmiechnął się i wycofał w głąb domu. — Jak skończycie okazywać sobie uczucia, chodź zjeść. Jesteś tak akurat, będzie jeszcze ciepłe.
— To dobrze, że się nie spóźniłem. Korki były w chuj. A też no nie mogłem, żeby mnie podwieźli, nie? — odparł Chase, postawił psa na podłodze i jeszcze otarł twarz z jego śliny, kiedy ten polizał go w końcu językiem w policzek.
— Nie ma problemu. Mam nadzieję, że nie było jakichś ekscesów i prowadziliście na trzeźwo? — zapytał Courtney, oglądając się na niego przed łukiem prowadzącym do kuchni.
— No, Raphi prowadził. Wczoraj była o to cała kłótnia, jak ci pisałem. A w samochodzie teraz jedyny eksces to ośmieszanie go przed jego dziewczyną. Chyba się wkurwił na nas, ale nie wysadził na szczęście w połowie drogi. — Chase zarechotał i poszedł za swoją „dziewczyną” tak jak Tank chodził za nią cały dzień.
Trochę bawiło to gospodarza. W pewnym momencie nawet zatrzymał się nagle, odwrócił i gdy Chase dosłownie na niego wpadł, cmoknął do w usta. Po tym uśmiechnął się do niego i wrócił do swojego zadania — przełożenia jedzenia na talerze.
— To dobrze, bo jeszcze musielibyśmy z Tankiem zrobić wyprawę po ciebie i szukać cię gdzieś na poboczu.
— Uuu, aż tak ambitnie? Nie liczyłbyś, że wrócę jak Lessi? — zażartował Chase i rozochocony przez tego całusa, klepnął mężczyznę w tyłek. — I gdzie Marshall?
— Na zakupach — wyjaśnił Courtney, uprzednio drgnąwszy przez ten gest. Panował jednak nad jedzeniem, które szybko, ale schludnie wylądowało na talerzach. — Nie wróci szybko, jeśli mu napiszę, że będziemy się pieprzyć — dodał, już przenosząc talerze na stolik. Była tam też sałatka i sok, więc mogli już usiąść.
— O, odstraszasz go? — Chase zainteresował się, cały czas podążając za mężczyzną krok w krok. I mimo że był przy nim, to nie zabrał od niego żadnego talerza, tylko obserwował. Na szczęście Courtney nie dopraszał się pomocy, bo już wszystkim się zajął.
— Siadaj — zachęcił, kiedy sztućce też znalazły się na stole i sam usiadł na jednym z krzeseł. — I tak, myślę, że mogę go odstraszyć w ten sposób, bo chyba będzie to nawet fair. Nie sądzę, by chciał to widzieć. — Zawahał się na moment i wykrzywił blado usta. — Już i tak słyszał.
Zaciekawiony Chase uniósł wyżej brwi.
— Słyszał? — spytał, ale jego wzrok i zainteresowanie konsekwentnie uciekały na talerz pełen jedzenia. Aż ślina zbierała mu się w ustach. — I wyjebiście to wygląda. Jak w knajpie normalnie.
— Mam nadzieję, że smakuje jeszcze lepiej. Mam nawet deser. — Kurator popatrywał na niego, ciesząc się tym, jak chłopak reaguje. Lubił sprawiać mu radość. — I tak, słyszał. Powątpiewał nawet, czy mogę głośniej… To mój brat, jednak trochę to zawstydzające — przyznał ciężko, samemu biorąc się do jedzenia.
Chase skrzywił się, bo nie w smak było mu, że Marshall ich słyszał, ale zabrał się za jedzenie.
— Mmm… ale soczyste — pochwalił i mruknął z pytaniem i pełnymi ustami: — A co na deser? I coś więcej mówił?
— Bułeczki z kremem truskawkowym. Takie miękkie, pulchne. A Marshall, jak to Marshall… Niedużo o tym rozmawiamy na szczęście, ale nie ma o to pretensji. To jest najważniejsze, bo swego czasu stanowczo twierdził, że nie mam prawa dawać dupy.
— Zajebiście dajesz dupy — odparł Chase od razu i przy tym uśmiechnął się zawadiacko. Nie zgadzał się z Marshallem, chociaż pewnie jak on, także wolałby o tym nie rozmawiać z kimkolwiek innym niż z Courtneyem.
Swoim komentarzem wywołał krótki śmiech mężczyzny, ale ten nie podjął tematu. Zamiast tego, nabijając na widelec kolejne frytki, zapytał:
— Opowiedz coś o wypadzie na mecz. Robiło wrażenie bycie tam na trybunach?
— Noo, takie w pytę! Zajebista atmosfera, wiesz, te krzyki ludzi i w ogóle aż czuć było te akcje. Nawet krew była na lodzie! Super, chłopaki też nieźle podjarani. Fajnie z nimi, lepiej niż tak samemu. A ty oglądałeś?
— Nie cały, bo szukałem Marshallowi trochę ogłoszeń o pracę. Ale co jakiś czas patrzyłem na relację w internecie. Dobry mecz, bardzo widowiskowy. Szkoda by było, gdybyś trafił na jakąś farsę, więc cieszę się, że się wam podobało — odpowiedział Courtney z zadowoleniem.
— No, klawo było. Miejscówki też dobre. Pały głupie tylko gadały, że powinienem częściej coś odwalać, jak za to mam mieć wejścia na mecz. — Chase zaśmiał się, mimo kawałka mięsa schowanego w policzku.
Tym razem kurator ściągnął odrobinę brwi i powstrzymał się przed zjedzeniem nabitych na widelec frytek.
— Pamiętaj, że to nagroda za dobre sprawowanie, a nie za rozbicie głowy Iana Newtona o szybę samochodową. Musisz być grzecznym chłopcem.
Chase od razu spochmurniał i przewrócił oczami.
— Wiem no. I nie mów do mnie jak do dziecka — fuknął i wbił mocniej widelec w mięso. — Mówiłem im też to samo.
— W porządku. Och, Chase, i pamiętaj, że za tydzień w niedzielę masz sześć, a nie trzy godziny w schronisku. Za to, że dzisiaj cię nie było — przypomniał mu Courtney i na chwilę położył mu dłoń na udzie, po czym ścisnął je delikatnie. Cieszyło go, że Chase rozsądnie podchodzi do sprawy, a nie gra chojraka i szuka kłopotów. Ważne dla niego było, żeby ten chłopak rozumiał, że to nie jest zabawa i, że musi się pilnować. Każdy wybryk mógłby go teraz wrzucić za kratki.
— Spoko, pamiętam — wymruczał chłopak, nadal pałaszując z zapałem. — Ale no… — przełknął, żeby wygodniej mu się mówiło — sam przyznaj. To jednak jebnięte trochę, że coś mam w nagrodę dopiero, jak zjebałem.
— Wiem, skarbie, ale nie możesz tak na to patrzeć. Jasne, da się to tak odebrać, ale mówiłem ci, że moja kuratela nad tobą to nie tylko pilnowanie, żebyś nic nie nabroił, ale też danie ci szansy na zrobienie czegoś z życiem. Pokazanie, że da się żyć uczciwie, a wtedy też przychodzą dobre rzeczy. Że nie trzeba tego brać bezprawnie. — Courtney mówił spokojnie, kończąc powoli posiłek i popatrując co raz na chłopaka. — Miałeś ciężki start w życiu, ale teraz dostałeś szansę. Mamy ze sobą dopiero piąty miesiąc, zostało jeszcze trochę do wakacji. Jak skończysz prace społeczne w schronisku, poszukam ci jakiejś furtki na czas po szkole. Kursy, dokształcenie, cokolwiek. To, co dostajesz, to nie tylko przyjemności, jak ten mecz, ale też jakiś sposób na ukierunkowanie się.
Chase przygryzł widelec, patrząc na mężczyznę trochę spod byka.
— Jebłeś teraz — burknął, ale przyjął do wiadomości całą tę przemowę Courtneya. Chociaż jego zdaniem była niczym wyczytana z jakiejś książki czy internetowego poradnika.
— Nie „jebłem” teraz, tylko wiesz, że naprawdę chcę, żebyś miał coś więcej na koncie w życiu niż skończone liceum i kiepską pracę. Ale żeby nie nudzić cię po takim fajnym wypadzie… — Kurator uśmiechnął się delikatnie i uniósł się. Wziął swój talerz i zaniósł go do zmywarki. Chase i tak kończył jedzenie, więc czekając na ten moment, zabrał paterę z małymi bułeczkami z nadzieniem. — Pójdziemy do salonu zaraz? Przytuliłbym się do ciebie.
Chase mruknął na potwierdzenie, wycierając frytką talerz z soku, który wypłynął z mięsa.
— A i w ogóle, mówiłem, że chłopaki coś zmulali o tej pracy? I wiesz, co po szkole. I tak myślałem, że albo faktycznie będę dybał, aż Ash wykorkuje, żeby to przejąć, albo jeszcze raz będę pytał w schronisku.
— Ostatnio ci mówili, że jak coś, to masz pytać na zimę, hm? — Courtney przypomniał sobie, co Chase mu swego czasu opowiadał. Poczekał przy tym na niego w progu kuchni z paterą w rękach.
Chase mruknął na potwierdzenie, wstając z prawie z niemal wylizanym talerzem. Wstawił go byle jak do zmywarki.
— No niby, ale nie wiem, jakie to będzie. Wiesz, teraz jest fajnie, ale nie płacą mi, więc może dlatego to tak wygląda. A też nie wiem w sumie, jaka byłaby to praca… i w ogóle. Samo, kurwa, „nie wiem”. — Westchnął ciężko, nim zwalił się ciężko na kanapę w salonie. Nigdy jakoś nie przeszło mu przez myśl, że Marshall mógł tu kiedyś z kimś mieć seks albo chociażby sobie trzepać. Courtney bynajmniej nie miał ochoty go o tym uświadomić.
Postawił paterę na stoliku, po czym usiadł chłopakowi na kolanach bokiem. Pogłaskał go troskliwie po krótkich włosach i pocałował w czoło.
— Zapytaj ich, to wszystkiego się dowiesz. A jeśli tak lubisz pracę ze zwierzakami, możesz właśnie w tym kierunku czegoś poszukać. Myślę, że byłoby to dla ciebie lepsze niż praca na złomowisku.
Chase, nie widząc problemu, że starszy od niego facet siada mu na kolanach w ten sposób, objął go w pasie, a drugą dłoń położył mu na udzie.
— Myślisz? Ale wiesz, muszę też patrzeć tak, żeby… no, jak mi się zasiłek za ojca skończy, to jakoś żyć, nie?
— Dlatego, póki jeszcze się uczysz, masz czas, żeby wybadać teren. Najpierw zapytasz w schronisku, czy byłaby dla ciebie praca. Jeśli tak, zobaczysz, na jakich warunkach. Będziesz mógł wykalkulować, czy dasz radę na tym pociągnąć, a przy okazji poszukamy czegoś do dokształcenia się. Może jakaś pomoc w klinikach? Może coś w szkoleniu psów? Jest wiele opcji. Zaczniemy od schroniska — odpowiedział Courtney cierpliwie i pewnie, przytulając się do niego trochę bardziej. Lubił to.
Chase zauważył, że mężczyzna wierci mu się na kolanach, więc zaśmiał się krótko, chwycił go wyżej, na wysokości żeber i przycisnął do siebie. Pocałował krótko w policzek.
— Jesteś jak czarnuch. Byś wlazł na człowieka! — Zaśmiał się, pocierając ciało mężczyzny dłońmi.
— Jak czarnuch? — Courtney nie zrozumiał, ale bardzo ucieszył się, że chłopak tak go przyciągnął. Sam też od razu objął go obiema rękami za szyję i wykręciwszy się, przytulił się do niego klatką piersiową. Pocałował go za uchem.
Chłopak odchylił trochę głowę. Może Courtney nie był najlżejszy, ale lubił jego ciepło i zapach.
— Malinka od Coney? — zamruczał i dodał, wracając do tematu rozmowy: — I czarnuch to pies, mówiłem ci o nim. Cały czas nie ma imienia, to różnie na niego wołamy, a i tak najbardziej łapie „masz”.
Mężczyzna zaśmiał się krótko, po czym zassał delikatnie skórę chłopaka, by zrobić mu maleńką malinkę na szyi. Niech ma, a co. Pochwali się kumplom.
— To ten „głupi”, hm? — przypomniał sobie, jak Chase śmiał się ostatnio z zachowania psa. — Dalej nikt go nie chce?
— No nie… — Chase poddał się ustom mężczyzny. Malinka śmiesznie piekła. — A fajny jest. Też by ci się spodobał. Lubisz debili! — Zarechotał na koniec i zerknął w oczy swojej „dziewczyny”, która miała dość dziwny gust jego zdaniem.
Uchwyciwszy to spojrzenie, Courtney uśmiechnął się do niego i tym razem skubnął go w kącik ust.
— Nie powiedziałbym „debili”. Ale może w końcu ktoś go weźmie — spróbował pocieszyć chłopaka.
— A ten… — Chase wyraźnie się zawahał. — Ty byś nie chciał? Przecież lubisz psy.
Kurator odrobinę stężał.
— Mam Tanka…
— No… ee… ja mam Tanka — palnął Chase, lekko wcięty. To była prawa, że pies już mieszkał u Courtneya, ale… „mieszkał”, a nie że był jego. Nadal przecież, jakby się pokłócili i rozeszli, to zabrałby psa od razu ze sobą.
— Tak, ale pomieszkuje u mnie jeden pies. — Courtney wyjaśnił, co miał na myśli. — Dwa psy to już sporo… Tym bardziej, że Marshall wczoraj uznał, że wprowadzi się do mojej piwnicy — dodał z bladym, krzywym uśmiechem.
Zaskoczony nastolatek uniósł brwi.
— Eeee… chce tu mieszkać? — spytał, a temat psów zszedł od razu na dalszy plan.
— Tak, uznał, że wyremontuje sobie piwnicę — wytłumaczył Courtney i oparł czoło o ramię chłopaka. — I jeśli mowa o psach, to chyba to jest jedyne, w czym się spełnia w domu. Wyprowadza Tanka. Nie wiem, co myśleć o tym jego pomyśle.
— No… to chyba lepsze niż kanapa, nie? Ale to jak wyremontuje, to się nie wyprowadzi. Nadal tylko seks pod jego nieobecność. — Chase skrzywił się przy ostatnich słowach. Wyglądało przez to, że to najbardziej mu wadzi.
— Właściwie nie, bo z piwnicy niewiele słychać, jest nawet nieźle wygłuszona. — Kurator wręcz uśmiechnął się po słowach Chase’a. Potem uniósł głowę, przemknął spojrzeniem po twarzy chłopaka i pogłaskał go kciukiem po skroni. — Chciałbym, żebyś to ty tak bardzo chciał się zatrzymać w tym domu.
Chase, jak do tej pory z twarzą pełną ekspresji, czy to pozytywnych, czy negatywnych, teraz patrzył na swojego kuratora i dziewczynę w jednym twarzą bez wyrazu. Bo nie wiedział w sumie, co powinien czuć. Spytał więc dość głupio, z niedowierzaniem tylko pobrzmiewającym w jego głosie:
— Serio?
Tank, który również był z nimi w salonie, podniósł głowę, leżąc na podłodze przy ich nogach i popatrzył na kuratora, jakby oczekiwał jego odpowiedzi. Sam mężczyzna za to uśmiechnął się blado, przypominając sobie, co powiedział Jennifer. O swoim głupim zakochaniu się w tym chłopaku. A potem pomyślał o kłótni z Marshallem o jego „tymczasowym” związku z Chasem. Poczuł się dziwnie ciężko.
— Mhm — odpowiedział więc tylko i znowu się do niego przytulił, wciągając przy tym powoli i głęboko powietrze.
Chase z początku nie był pewien, co robić. Na szczęście po raz kolejny zareagował instynktownie i objął mężczyznę. W ramionach, ciasno, przyciskając go do siebie. Pocałował go w głowę.
— To… to pomyślę, co będzie, jak już… no, będziesz tylko moją dziewczyną. Okej?
Przytulony do niego mężczyzna nagle rozchylił bardziej oczy i popatrzył w przestrzeń za plecami chłopaka. Czy Chase miał na myśli czas, kiedy już nie będzie jego kuratorem? Wtedy też chciał, by byli razem…? Był… w szoku.
— Chase… — szepnął.
— Hm? — zamruczał nastolatek, nie wybiegając myślami tak dalekosiężnie, jak robił to Courtney, ale… na razie było mu dobrze. Nie planował ani zrywać z Courtneyem, ani że będą na pewno razem. Wolał to odłożyć na później, podobnie jak wolał odłożyć myśl o tym, gdzie się podzieje, gdy będzie już mógł wynieść się od dziadków.
Nie usłyszał odpowiedzi od razu. Courtney najpierw chciał mu powiedzieć, że go kocha, ale nie był pewien, czy to dobry moment. Nie był pewien, czy w ogóle powinien. I bił się z myślami, bo chwila i nastrój wydawały mu się odpowiednie, ale wciąż sama sytuacja była dziwnie niewłaściwa.
W końcu więc zrezygnował i tylko odpowiedział cichym, niskim głosem do jego ucha:
— Co ty na to, by zrobić dziś coś niegrzecznego? Niegrzecznego jak pissing…?
Chase przełknął głośno ślinę. Na tyle, że mężczyzna to usłyszał.
— Ale, że coś jak… pissing… czy że pissing? — spytał z przejęciem, starając się odwrócić tak głowę, żeby sprawdzić, czy Courtney go nie wkręca.
Ten też spojrzał na jego twarz i delikatnie zwilżył wargi językiem. Nie widział obrzydzenia w oczach chłopaka, więc dalej w to szedł.
— Pissing. W łazience.
— Okej — wypalił Chase bez zastanowienia, a raczej bez głębszego zastanowienia. Chciał. I aż mu mocniej serce biło, a przemyślenia i głębsze myśli frunęły wysoko, ponad jego głowę, a może nawet dach domu. Nie, nie był filozofem, żeby rozważać za i przeciw.
Courtney uśmiechnął się z napięciem kumulującym mu się w podbrzuszu, a nastolatek poczuł wibracje w kieszeni. Ściągnął brwi, nie wiedząc, kto pisze, ale sięgnął do spodni.
— Mm… moment — dodał do Courtneya przepraszająco, że coś im przerywa.
Mężczyzna tylko skinął głową i zszedł z jego kolan, żeby ułatwić mu wyjęcie telefonu. Usiadł obok, sięgnął po jedną, słodką bułeczkę i ugryzł ją, już czując w ustach truskawkowy smak. W tym czasie Chase odczytał wiadomość od Shane’a Jarvisa.
„Siema. Lu pytała, czy na piwo się nie chcesz wybrać z nami? Mędzi, że tylko ze mną nudno XD Masz czas w tygodniu?”
Chłopak spojrzał na Courtneya jedzącego bułeczkę. Nie wiedział, czy ten by poparł wypad na piwo.
— Jak to było z tym piciem przeze mnie alko? — spytał, nim odpisał.
— Hm? — Mężczyzna ściągnął lekko brwi i oblizał wargę z różowego kremu. — Żebyś nie przesadzał. Pił tak, że wiesz, co się z tobą dzieje i kontrolował się. I przede wszystkim, by nikt niepowołany nie widział.
— Czyli jak coś, mogę iść z kimś ode mnie starszym, nie, na piwo? — spytał jeszcze dla pewności i tym pytaniem jakoś sprawił, że kurator się uśmiechnął. Przez sam fakt, że pytał go o zgodę i poparcie.
— Tak, starszym tak. To nawet lepiej, niż gdybyś pił tylko ze swoimi kumplami. — Wskazał bułeczką na telefon. — Ktoś cię zaprasza?
— Mhm… Taki… — Chase odetchnął, jakby łapał powietrze jak ryba. Nie wiedział, jak określić Shane’a. — Taki koleś z warsztatu, co zawoziłem od Asha tam części. I jego kuzynka to ty.
Szare, wąskie oczy Courtneya zmrużyły się w oznace braku zrozumienia.
— Słucham?
— No, ta laska, co ci mówiłem, wiesz… Poczekaj. — Chase nagle przerwał i odpisał Shane’owi. Courtney nie widział jednak, jak wystukuje na klawiaturze pytanie: „Zależy kiedy, ale byłoby spoko. A jak coś, mógłbym kogoś ze sobą zabrać?”. Kiedy skończył, dodał do Courtneya: — No, ta co udawała przed chłopakami ciebie. To Shane jest jej kuzynem. I chcą iść na piwo.
— Teraz pamiętam. Mówiłeś, że nazywa się Lucy, tak? — Courtney rzeczywiście przypomniał sobie i albo miał pamięć do imion, albo wyraźnie słuchał. Nie rozmawiali w końcu zbyt wiele o tej dziewczynie. — To wybierz się z nimi, jeśli są fajni — dodał z zachętą, wracając do jedzenia bułeczki.
Chase za to szybko zobaczył odpowiedź od mechanika. „Luz, jak to ktoś spoko. I może być czwartek albo piątek wieczór?”
„Zaraz ci powiem” — Chase szybko odpisał, po czym spojrzał na Courtneya i przełknął ślinę. Nagle poczuł niepewność co do swojego pomysłu.
— A… ten. Ty nie chciałbyś pójść z nami?
Całkowicie zaskoczył tym pytaniem swojego kuratora. Chwilę panowała między nimi cisza i jedynie słychać było pochrapywanie Tanka, który chwilę temu zapadł w drzemkę.
— Chcesz, żebym z wami poszedł…? Jako kto? — mężczyzna zapytał w końcu, bo nie miał pojęcia, jak Chase to widzi.
— No… ee… — Najwyraźniej chłopak nie obmyślił tego planu całkowicie, a raczej w najmniejszym stopniu, w jakim się dało. Po prostu zapragnął gdzieś wyjść z Courtneyem, a nie spędzać z nim czas głównie w domu.
Widząc, że Chase się zaplątał, Courtney otrzepał dłoń z okruszków o kolano i popatrzył na niego uważniej, ale bardziej miękko.
— Chciałbym, bardzo chętnie. Ale nigdzie razem nie wychodziliśmy jako para, dlatego o to pytam. Jak byś się czuł.
— Znaczy… myślałem… bo Lu wie… ale no Shane nie, a mówiłem mu, że no, mam laskę… I… — Chase wzruszył na koniec ramionami, sam nie wiedząc, co ma począć. Bo z jednej strony chciał iść z Courtneyem na to piwo. Poczuć się starszy dzięki temu i jakoś bardziej równy mężczyźnie, ale nie był wcale pewien, czy chce iść z nim jako para. Chociaż nią byli. Gubił się.
Mężczyzna pogłaskał go po udzie powoli.
— Jeżeli Lucy wie, może jej kuzyn też. Może nie będzie miał z tym żadnego problemu? Zapytaj jej — zasugerował, nie mając pojęcia, że Shane jest gejem i właśnie o to się martwiąc. Że Chase może się poczuć dziwnie przy innym heteryku, biorąc go jako swoją „dziewczynę”.
— Nie wiem, no, mówiłem jej, żeby nie mówić, ale to laska. A Shane nie powinien mieć raczej zgrzytu, no, chyba że o to, że kłamałem — mruknął Chase gorzko, opierając się o oparcie kanapy i trochę zjeżdżając w dół.
Napisał smsa do Lucy. „Ej, bo chcecie iść na to piwo, nie? Ale ty mówiłaś Shane’owi o mojej „dziewczynie”?”
— Jak chcesz, Chase, ale jeśli chciałbyś, a oni nie mieliby nic przeciwko… byłoby miło wyjść gdzieś z tobą — powiedział Courtney, przygryzając odruchowo wnętrze policzka.
Tymczasem chłopak dostał odpowiedź od Lucy: „Ee, no wiesz, wyszło jakoś samo. Ale Shane ma Davida, to czai bazę, nie? Nie ma wątów.”
Chase mimo dobrych wieści i tak się skrzywił.
— Wie — mruknął, mocno ściągając swój malutki nos. Po tym zakręcił nim i odpisał Lucy: „To… co myślisz, żebym ją zabrał?”.
„Zabierz!” — dziewczyna odpisała momentalnie, a dopiero potem dodała coś jeszcze: — „Będzie czad :D Poznam, kim byłam hahaha :D”.
Chase zerknął krótko na Courtneya, który siedział, jadł i czekał. Czuł się dziwnie zdenerwowany. Odpisał znowu Lucy: „Dobra, to spytam, czy może. I w ogóle jak zareagował, jak wygadałaś?” — spytał i znowu spojrzał na Courtneya.
— Możesz w czwartek czy piątek wieczorem?
— Bardziej w piątek. Nie będę miał nic do przygotowania na następny dzień.
— No okej — przytaknął Chase i wybrał rozmowę z Shanem. Odpisał: „Jest spoko. I bardziej piątek. I gdzie?”.
Niemal równocześnie przyszły do niego wiadomości od Lucy i Shane’a. Pierwsza od dziewczyny — „Zdziwił się, bo nie wyczuł, że lubisz kolesi. Ale potem pytał, jaki masz gust, ale nie wiem, to nie mówiłam xD”. Kolejny sms od mechanika za to brzmiał — „Wyślę ci adres baru, jak sprawdzę na necie. To piątek 7 wieczór, OK?”.
Chase zamiast odpisać, spytał Courtneya, czy jemu też pasuje taka godzina. Zresztą, jeśli mieli jechać razem, to na miejsce zapewne też razem by się udali. Ten zapewnił, że może być, w duchu zaskoczony, że w ogóle Chase chciał na to pójść. Że miał z nim się wybrać jako para, którą tak naprawdę byli tylko w momentach, kiedy zamykali się w czterech ścianach domu. No, ewentualnie chowali za krzakami w parku czy w samochodzie. Był ciekaw, jak to przebiegnie.
Chase odpisał Shane’owi, że im pasuje, że będzie, po czym napisał od razu też Lucy: „OK, będziemy. Ale nie wygaduj mu. Nadal nie wiem, czy to dobry pomysł.” Podzielił się z nią swoim obawami, po czym zablokował komórkę, rzucił ją na bok kanapy i odwrócił się do Courtneya. Błyskawicznie chwycił go za brodę i mocno pocałował.
— Nadal nie wiem, czy to dobry pomysł — powtórzył to samo, co napisał przed sekundą.
— Nie martw się. Lucy i tak o tobie wiedziała i jak widzisz, nikt poza jej kuzynem się nie dowiedział. I chyba nie będziemy się publicznie obściskiwać, więc dla osób postronnych może to wyglądać na wypad kolegów — odpowiedział Courtney pewnie, samemu równocześnie zastanawiając się, kiedy ostatnio był gdzieś z kimś w roli pary. Dawno. Bardzo dawno. — I daj jeszcze jednego takiego całusa, bo był bardzo słodki — dodał z lekkim uśmiechem, popatrując w te jego niepewne teraz, ale słodkie, brązowe oczy.
Chase wymusił słaby uśmiech i pocałował mężczyznę. Po tym objął go i sięgnął głową do bułeczki w jego dłoni. Ugryzł kawałek z jego ręki.
— Mm… i… — zaczął, ale po tym westchnął. Odchylił głowę na oparcie i gapił się w sufit, kiedy żuł. — Ciekawe, gdzie chcą iść. Byle Shane nie przegiął, bo on jest taki rockowy trochę.
— Tak? Może nie przegnie, ale myślę, że zawsze można zasugerować inne miejsce lub się przenieść. To co, wpadniesz po szkole do mnie, poczekasz, aż wrócę z pracy i pojedziemy razem, w porządku?
— No, chyba tak. Ale to chyba nie samochodem?
— Oczywiście, że nie. Weźmiemy taksówkę albo Marshall nas podrzuci — uznał Courtney, głaszcząc go po udzie. — Smakuje ci?
Nastolatek mruknął na potwierdzenie i znowu się wyprostował, żeby pocałować mężczyznę.
— Smakujesz nadzieniem — stwierdził z lekkim uśmiechem, a w jego oczach nadal widać było niepewność, czy dobrze zrobił. Czy Shane czegoś nie odwali, czy będzie umiał się zachować i dochować przede wszystkim tajemnicy. I jak Lucy i jej kuzyn zareagują na jego „dziewczynę”…
— Mmm… — zamruczał Courtney w odpowiedzi i przymykając oczy, pocałował go kilka razy delikatnie w szczękę, a na koniec w czubek jego drobnego nosa, który bardzo lubi. — Nie martw się tyle, skarbie.
— Oj, bo jebłem jak debil i nie wiem czy dobrze — przyznał Chase z jęknięciem. Oparł głowę o ramię mężczyzny. Przez to wszystko na razie zapomniał o obiecanym pissingu w łazience.
— A co może pójść źle? Nic ci nie grozi, Chase, oni nie są z twojej szkoły, ani ze schroniska, a w warsztacie tego chłopaka byłeś tylko raz, tak? W razie czego można zwyczajnie wyjść — uznał mężczyzna logicznie, tym razem obejmując nastolatka ramieniem i głaszcząc powoli. — Myśl o plusach. Pierwszy raz napijesz się ze mną piwa.
Chase zaśmiał się od razu pod nosem.
— No. Pod tym względem Marshall ma lepiej — zadrwił i pogładził plecy mężczyzny, które objął. — Ale ciekawe, co powiedzą. I co powiesz o Lu albo o Shanie. W sumie to niezła jazda, że jest ktoś, że, no, mogę cię z nimi poznać. Ale tylko nie jebnij, gdzie pracujesz, co?
— Oczywiście, że nie. Miałbym spore kłopoty, gdyby to wyszło. Właściwie samo picie z tobą alkoholu sąd uznałby za bardzo, bardzo niesłuszne… — odpowiedział Courtney niskim, głosem, mimo że rzeczywiście to, co mówił, było prawdą. Nie mógł jednak opanować się przed podrażnieniem się z chłopakiem, rozluźnieniem i jego, i siebie, a dodatkowo połaskotaniem go po żebrach tak, jak to teraz zrobił.
Chase od razu wygiął się nienaturalnie, uciekając przez palcami.
— Aa! Przestań! — stęknął, prostując się szybko i zaraz po tym opadając na mężczyznę, żeby mu się zrewanżować. Nachalnie wsunął przy tym dłonie pod koszulkę kuratora, obłapiając go i łaskocząc po nagiej skórze.
— O Jezu! — ten krzyknął głośno, bo jeśli chodziło o łaskotki, to miał z nimi duży, duży problem. Zdecydowanie był na nie wrażliwy. I kiedy znowu krzyknął, mimowolnie głośno się śmiejąc i starając się obronić, Tank poderwał się z podłogi i zaczął ujadać, machając ogonem jak szalony.
Chase nie przestał z tego powodu, a pies uznał, że musi ratować krzyczącego. Nie zaatakował jednak Chase’a, a pomoc udzielił w postaci lizania po twarzy śmiejącego się Courtneya. Nastolatka to dodatkowo rozbawiło, chyba na równi z tym jak samo histeryczne śmianie się kuratora.
— Chase, Jezu, zostaw mnie…! — wydusił Courtney ze śmiechem, starając się złapać go za nadgarstki. — Bo naprawdę… Juuuuż! Bo cię obezwładnię, jak już raz zrobiłem!
— Nie dasz teraz rady! — odparł nastolatek. Śmiał się przy tym, przeginając i naginając cierpliwość mężczyzny. Łaskotał go najbardziej po żebrach, ale też po bokach i wyżej. Ogólnie, gdzie się tylko dało i gdzie Courtney reagował.
Tank przy tym jeszcze łaskotał go swoim mokrym językiem. Courtney już przez ten śmiech nie mógł oddychać, a do tego łzy zgromadziły mu się w kącikach oczu.
— Błagam juuuuuż…! — wydyszał, dodatkowo czując przez tę szarpaninę kropelki potu na skórze i wściekłe rumieńce na twarzy. — Chase! Tank, cholera, bierz go!
Pies na chwilę przestał lizać mężczyznę, ale bynajmniej nie rzucił się na chłopaka z zębami. Zaszczekał tylko głośno. Chase zaśmiał się przez to znowu i w końcu przestał łaskotać mężczyznę. Położył tylko dłonie na jego szybko unoszącej się klatce piersiowej i pochylił do jego ust. Pocałował go, ale nie lekko, żeby ten miał czas na oddech, tylko długo, wciskając mu język do ust i ssąc jego wargi. Nadal byli od niego lepsi w całowaniu, ale już było dobrze.
Courtney, który myślał, że już się udusi, zacisnął powieki i nie odpowiedział na pocałunek od razu. Dopiero po kilku głębokich oddechach przez nos rozchylił szerzej usta. Wciąż drżał po wysiłku i łaskotkach, a koszulkę miał pomiętą i mocno podwiniętą.
Objął chłopaka za szyję, a ten zamruczał w jego usta, nie przerywając jeszcze pocałunku. Nadal wisiał nad nim i korzystał z tego specyficznego rozpalenia mężczyzny.
— Nadal chcesz się pieprzyć w łazience? — spytał na wydechu, kiedy w końcu się uniósł.
Courtney odpowiedział skinieniem głowy, wciąż nie uspokajając oddechu. Dodatkowo nawet zdjął przez głowę koszulkę. Potem wstał, ale gestem zatrzymał Chase’a.
— Poczekaj — poprosił i wyszedł do kuchni. Wrócił stamtąd z butelką wody lekko gazowanej, prosto z lodówki. Uśmiechnął się do chłopaka i ponownie usiadł na kanapie.
Chase zaśmiał się i aż pokręcił głową z niedowierzaniem. On jak zwykle nie pomyślał zawczasu.
— Myślisz o wszystkim — rzucił, przyjmując butelkę i od razu ją odkręcając, żeby się napić. Kiedy to robił, patrzył na mężczyznę z niemym wyzwaniem, a ten, gdy usiadł obok niego, zahaczył zęby o dolną wargę i aż mu się gorąco robiło. Wiedział, gdzie ta woda wyląduje. W innej postaci na jego ciele…

13 thoughts on “Newton’s Balls – 54 – Bliższe i dalsze plany

  1. Katka pisze:

    Rehab-e, co nie? takie zaangażowanie fajnie pokazuje, jak mocno w to idą. I super, że Chase potrafił Cię też zaskoczyć. Chyba sam siebie też tym zaskoczył XD No ale, ale, czasem dobrze mu wychodzą rzecz, nad którymi nie myśli, więc może to też jedna z tych dobrych. A może przeciwnie XD O tym w następnym rozdziale! XD A co do Dustina, to spoko. Na pewno nie pozwoli o sobie zapomnieć XD

  2. rehab-e pisze:

    Ich wzajemne zaangażowanie w ten związek jest rozczulające. Inicjatywa Chase’a dotycząca wspólnego wyjścia nie tylko Coney zaskoczyła. Nie spodziewałam się takiej propozycji, ale bardzo mnie ona cieszy. Aż nie mogę się doczekać konfrontacji z Shanem i jego reakcji!
    Chcę, żeby Chase dowiedział się o bukiecie od Dustina xDD Za bardzo lubię dramę i już nie mogę się doczekać jego reakcji. Na pewno będzie bezcenna :D
    Wizja tego, co może się zdarzyć w łazience, trochę mnie przeraża, tak szczerze XDD
    Pozdrowionka!

  3. Katka pisze:

    Kaczuch_A, biedny Courtney, zdobywa cięgi. Hehehe, a scenka w łazience może być spoko XD zaś co do Tanka, to oficjalnie oczywiście jest Chase’a, ale na pewno już traktuje mieszkanie Courtneya trochę jak swój dom :)

  4. kaczuch_A pisze:

    Boziu Chase chce się pokazać ze swoim facetem wśród ludzi, dojrzewa chłopak xD

    Corn zminusował sobie ostatnio u mnie przez to, że nie umie się Marshalla pozbyć, więc jakoś w tym rozdziale byłam na niego zła. I jakie dygresje czyim pies jest Tank (moje słodkie maleństwo)

    W sumie jestem ciekawa co się wydarzy w łazience xD

  5. Shivunia pisze:

    Sora >> Chase i rumieńce… hm, ciekawie to musi wyglądać. W sumie mógłby być słodki. Ale chyba też byłby hot z naturalnym talentem. Wszystko się okaże, czy będzie niegrzecznie czy nie ;) dum dum duuuum :D

  6. Sora pisze:

    No, to teraz nie mogę się doczekać, bo powoli robi się niegrzecznie… XD Ciekawi mnie jak Chase na to wszystko zareaguje XD wyjdzie naturalny talent, czy spłonie rumieńcem? hahaha, czekam z niecierpliwością D

  7. Shivunia pisze:

    Tigram >> Zaproponował go bo nie przemyślał tego dobrze. To jego wado/zaleta. Jego nie myślenie wychodzi na plus czasami. I taaa… ciekawe co z tego będzie jeśli się to wszystko wyda. Jesli wyda. Dum dum duuuum.

    Kasia >> Marshall jest 100% samcem XD I fajnie że ci się podoba ;) na pewno u wielu wzbudza mieszane uczucia, ale to ciekawy koleś. No i zabawne sceny z nim można robić. To na pewno, bo facet jest trochę przeciwieństwem swojej siost…. brata XD Cóż, zawsze lubiłam ich relacje nawet kiedy są złe. A teraz szykują się dla nich obu w dalszym planie te relacje.
    Mhm, ta dwójka jest ciekawa i może i starsza od Chase’a ale nie zawsze mentalnie więc może być ciekawie. „choć na razie mało świadomie” – to słowa klucz w przypadku Chase’a. Mało świadomie. On naprawdę czasami nie myśli ale to mu na plus wychodzi.
    Pozdrawiamy i jesteśmy grzeczne. Czasami czekanie osładza smak :D

    O. >> Hahaha taaa, wpadka może się bardzo łatwo zdarzyć. Nigdy się w końcu nie wie na kogo wpadnie kiedy będzie szło chodnikiem. I dla nich i dla was to takie wyczekiwanie – czy się popsuje czy jeszcze nie! DUM DUM DUM! To też odnosi się wyznań, nigdy nie wiadomo jak zareaguje druga strona.

    Roka >> Wszystko niedługo się okaże, ale cieszymy się ze zrobiłyśmy dzień. Tym bardziej kiedy ten jest taki brzydki i fuj i deszczowy. Ale opcja pijanego kuratora przy swoim podopiecznym…. oj Coney by miał NIEZŁE problemy jakby ktoś to zobaczył. Ale z jednej i drugiej opcji, miłosnej i pijanej, mogła by być niezła beka.

  8. Roka pisze:

    zrobiłyście mi dzień :) już nie mogę się doczekać wypadu na piwo :D ciekawe jak Courteney będzie się zachowywał :D może się upije i Chase będzie musiał go targać do domu :DDD zabawne by było gdyby po pijaku Kukurydza wyznała swoje uczucia

  9. O. pisze:

    Oj a świat jest taki mały xD choć nie wiem czy to dla nich na plus xd zawsze może zdarzyć się jakaś wpadka xD
    Jestem ciekawa jak Chase zareaguje na słowa Corna o miłości xd
    I nie ma to jak wena w łaskotaniu xD

  10. Kasia pisze:

    Karda.. co mam kupić? Hehe :) Typowy facet – po co komu inne przyprawy jak jest sól, pieprz no i ewentualnie czosnek 😅Marshall coraz bardziej mi się podoba i jeszcze chce dać w pysk Dustinowi 😆
    Spotkanie przy piwie też się nieźle zapowiada i Shane i Lucy raczej nie owijają w bawełnę więc będzie wesoło :) Poza tym to naprawdę słodkie że Chase sam pomyślał o wzięciu ze sobą Courtneya i jeszcze zakłada, choć na razie mało świadomie że będzie z Courtneyem po zakończeniu jego kurateli 💖😍
    Narobiłyście nam nadzieji na akcję w łazience i teraz karzecie czekać – niedobre dziewczynki 😉
    Super rozdział – dziękuję bardzo 😙

  11. TigramIngrow pisze:

    Ohoho… Już tak blisko. Już tuż tuż. No i słodko, że Chase proponuje wspólny wypad. Bardzo jestem ciekawa reakcji Shane’a. Ale będzie numer jak wyjdzie, że Shane’a zna Petersona, a Peterson Courtneya.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s