Project Dozen – 82 – Poznanie partnerów

To był jeden z bardziej kretyńskich pomysłów, na jakie mógł wpaść. Ale na początku nie brzmiał w jego głowie tak źle. Ba, nawet całkiem nieźle jeździło się na deskorolce po parkingu w Newcastle, tuż obok kawiarenki. Nawet jeśli parking był oblodzony. Dopiero kiedy spadł z barierki prosto na rękę, zrozumiał, że to nie był świetny pomysł. I zamiast spotkania na gorącą czekoladę z Harper, skończyło się wizytą w szpitalu.
— Pieprzone poniedziałki — mruknął Trey, gdy wyszedł z gabinetu lekarskiego z… gipsem na lewej ręce.
Miał bardzo nietęgą minę, kiedy spojrzał na swoją dziewczynę, czekającą na korytarzu. Co gorsza, samochód Harper się zepsuł i musiał zadzwonić do Woody’ego z pytaniem, czy nie zapytałby kogoś ze szkoły, żeby po niego przyjechał.
— Raczej pieprzona głupota. Jak na to w ogóle wpadłeś? — spytała Harper, siedząc z założonymi rękoma w poczekalni. Nie wstała, kiedy go zobaczyła. Napędził jej nie lada strachu.
Trey wywrócił oczami z markotną miną. Dostał coś przeciwbólowego, ale i tak miał wrażenie, że wszystko mu pulsuje. Obok Harper leżała jego deska, kurtka i plecak.
— Nie ogarnąłem lodu na barierce — odmruknął i usiadł obok. Od razu zjechał nisko na siedzeniu i odchylił głowę na kark.
— No tak, w końcu w styczniu to taka dziwna rzecz, żeby gdzieś był lód. — Harpar nie odpuszczała, mimo że wiedziała, że jej chłopak musi źle się czuć i musi go boleć.
— Oż, nie kop — stęknął, przymykając oczy. Miał spieprzony humor na kolejne kilka dni. Cieszyło go jedynie to, że było zimno. I tak nie spędzał czasu na skateparku.
— Jakbym cię kopała, to zaraz byś miał złamaną też nogę. Coś ty, Trey, sobie myślał, serio? — Dziewczyna w końcu się do niego odwróciła i oparła dłonie na jego kolanie.
Chłopak uchylił powieki i zerknął na nią.
— Zabijałem czas, czekając… Sorry — dodał, prosząc o wybaczenie. Nawet wychylił się do niej i musnął ją w kącik ust.
— Coż… — Harper wydęła usta, nadal zła. Ale przynajmniej jej spojrzenie było bardziej miękkie. — Masz za swoje. Może cię to czegoś nauczy. Ale z tego co mi Woody mówił, to chyba nie bardzo jednak.
— Za dużo gadasz o mnie z Woodym — uznał Trey, po czym sięgnął do swojego plecaka, żeby wydobyć telefon. — A jak o nim mowa, zadzwonię do niego. Może by mógł pożyczyć samochód od kogoś.
— Może Tomas, on ma samochód, a Woody’emu nie odmówi. Co nie?
— Mhm, liczę na to — przyznał Trey i przyłożył telefon do ucha, gdy wybrał numer kumpla.
Był wściekły i na siebie, i na tamten lód. Do tego bolała go ręka, a widok szpitala mu nie pomagał. Co chwilę przechodził tędy lekarz czy pielęgniarka, a on… tylko przez obecność Harper nie panikował. Niby racjonalnie wiedział, że już nic innego mu tu nie będą robić, bo został opatrzony, ale… bał się lekarzy. Bał się szpitali. I najchętniej już by stąd wyszedł, bo te zimne, niebieskie kolory ścian i specyficzny zapach wywoływały ciarki w całym jego ciele. Pewnie też dlatego nigdy nie był w stanie oglądać horrorów z akcją w szpitalach.
— Hej, Trey, co tam? — Po kilku sygnałach usłyszał w słuchawce głos swojego współlokatora. — Nie miałeś być z Harp?
— Jestem z Harp. W szpitalu — odpowiedział grobowo i mrukliwie, wiedząc, że Woody jest bardziej świadom jego strachu wobec lekarzy niż jego dziewczyna. — Możesz mnie stąd zabrać?
— O kurna, coś se zrobił? — Woody od razu spytał, wiedząc, że za każdym razem, kiedy był z nim w szpitalu z jakimś skręceniem, ten nie trafiał tam przez przypadek. — I zaraz coś ogarnę. Harper nie ma auta?
— Akurat, kurwa, u mechanika. Mam złamaną rękę. Za chuja nie mam jak wrócić…
— Dobra, to czekaj tam. Spytam Tomasa i po was pojedziemy. Zadzwonię jak coś. Nie panikuj tylko — dodał jeszcze pokrzepiająco.
— Mhm — odmruknął Trey. Dodał „dzięki”, po czym się rozłączył.
Znów rozejrzał się po tym chłodnym wnętrzu. Po drugiej stronie korytarza zobaczył jakąś parę. Mężczyzna miał usztywnioną nogę, a jego towarzyszka udawała, że go słucha, bawiąc się telefonem. Chciał stąd wyjść. Tym bardziej, kiedy nagle z jednego z gabinetów wyszła pielęgniarka z jakimiś cholernymi rurkami w dłoni.
— Woody postara się podjechać. Nie chcesz wyjść na zewnątrz? Zapaliłbym — zaproponował z nadzieją i nieświadomie szczenięcym spojrzeniem.
— Będzie tam zimno — odpowiedziała Harper, ale niemal od razu wstała, bo widziała już coraz wyraźniej, że jej chłopak denerwował się, jakby dopiero mieli mu opatrywać tę rękę, a nie zrobili już tego.
— Spoko, jak coś, możemy wrócić — odparł Trey, mając nadzieję, że tego nie zrobią. Wolał marznąć, niż tu być.
Zarzucił kurtkę tylko na ramiona, a Harper wzięła jego plecak. Podążyli do windy, nie rozmawiając po drodze. Trey był spięty i nawet nie myślał o tym, że może się dziwnie zachowywać. Nie mógł się wyluzować w tym miejscu. Zjechali więc na dół w ciszy i podążyli przez hol do wyjścia na zewnątrz.
— Fajki mam w plecaku. Poszukasz?
— Tak — odparła Harper i wykorzystała fakt, że są sami, żeby znaleźć papierosy. — W ogóle, już po wszystkim. Dziwnie się zachowujesz. Dali ci coś? — spytała i wsunęła paczkę papierosów do kieszeni swojej kurtki, a plecak zarzuciła na ramię.
— Prochy mi dali na ból. Może dlatego — odparł zlewczo, mając nadzieję, że Harper da temu wiarę. Nie zamierzał się przyznawać, że boi się szpitali. Ale po wyjściu z budynku i tak trochę przyspieszył, żeby mogli stanąć nieco dalej. Może za kontenerami przy latarni nie będą zauważalni.
— Mam nadzieję, że też powiedzieli ci, co potem możesz brać. Bo ty już miałeś rękę złamaną? — Harper szybko poszła za nim, zagadując lekko, widząc, że jej chłopak dziwnie się zachowuje.
Kiedy w końcu stanęli, odpaliła mu papierosa. Trey pochylił się przy tym do niej i zaciągnął. Po tym przejął papierosa w swoją zdrową dłoń i oparł się plecami o latarnię. Mieli widok na zaśnieżony parking i liczne samochody. Było zimno, choć nie tak jak tydzień temu. Na niebie nawet co raz widać było słońce, gdy to wychylało się zza chmur.
— Ta, raz złamaną tę rękę, raz nogę, ale poza tym tylko stłuczenia i dwa razy zwichnięty nadgarstek.
— To jak ty jeszcze chodzisz? — Harper zaśmiała się z niego, ale i też stanęła bliżej. Objęła go w talii ramieniem i przytuliła się. — Zimno jest.
Trey nie miał jak odpowiedzieć na objęcie, bo przytuliła się do jego lewej strony, a w prawej miał papierosa. Zaciągnął się mocno i pocałował ją czule w skroń.
— Jak chcesz wrócić, mogę wypalić sam.
— Nie zostawię cię tu. Pośliźniesz się i złamiesz sobie jeszcze nogę — odparła i mocniej go przytuliła, starając się nie sprawić mu bólu i nie dotknąć przypadkiem ręki w temblaku.
Trey uważał, że jest słodka i cieszył się, że jest tu z nim. Chciał już być albo u niej w pokoju w łóżku, albo u siebie w internacie.
— A ty kiedyś coś złamałaś? — zapytał, żeby nie myśleć o szpitalu.
— Mały palec u nogi. Oczywiście uderzyłam nim o szafkę w łazience. Najpierw pół dnia chodziłam z takim złamanym, nim nie spuchła mi noga i dopiero mi to opatrzyli w szpitalu.
Trey prychnął z rozbawieniem.
— Bo mały istnieje tylko po to, żeby szukać nim szafek po ciemku.
— Właśnie. Ale miałam wtedy nogę jak kaczka. Albo słoń. Nawet nie wiedziałam, że może tak spuchnąć — odpowiedziała dziewczyna i zaraz oboje usłyszeli dźwięk dzwonka Treya. Ten więc cmoknął ją jeszcze raz w policzek i szybko odebrał telefon.
— No?
— Okej, jadę z Tomasem po ciebie. Gdzie jesteś?
— Na parkingu przed szpitalem. Jak wjedziecie pierwszym wjazdem po lewej na teren szpitala, to my jesteśmy na tym małym parkingu od frontu.
— Na zewnątrz? Aż tak, Trey? Okej, dobra, będziemy zaraz. — Woody zaśmiał się do słuchawki.
Chłopak skrzywił się, ale nie odpowiedział nic w kontekście tego komentarza. Odmruknął tylko:
— Okej, to czekamy. Dzięki. — Rozłączył się i dopaliwszy papierosa, powiedział do swojej dziewczyny: — Woody jedzie z Tommym. Powinni być za kilka chwil.
— O spoko. Znowu podwójna randka. — Zaśmiała się i cmoknęła go w policzek. — W ogóle, co myślisz o Tomasie?
Trey zadumał się, w duchu zadowolony z narzuconego tematu. Był znacznie przyjemniejszy niż igły i rurki wprowadzane do ciała. Niż budzenie się w środku operacji przez kiepską narkozę…
— Trochę za bardzo się przejmuje wszystkim, ale z drugiej strony nie jest jakimś typowym zjebem. Trochę na plus, że jest nerdem, bo Woody też nie jest przeciętnym kolesiem. Więc lepiej, że jest z kimś też trochę innym.
— Też tak myślę. Ale cały czas też mam wrażenie, jakby on się nas bał. Mimo wszystko — odparła Harper, nadal tuląc się do Treya. Grzała się jego ciałem, bo nadal było zimno i wolałaby być w budynku, ale czuła, że jej chłopak bardzo nie chce tam wrócić.
— Wiesz, teraz podobno chodzi do naszego psychologa szkolnego. Może mu to pomoże. Po tym całym spotkaniu na sali gimnastycznej, które dyro ogarnął, nie ma jakichś homofobicznych jazd. Nie czepiają się go za bardzo, więc może wyluzuje. Woody go lubi, więc nie oceniam.
— Wieeem… — Harper westchnęła i pogładziła Treya po plecach. — Dobrzy z was kumple.
Chłopak uśmiechnął się lekko i przytaknął. Rozmawiali jeszcze chwilę o Woodym i Tomasie, aż ci pojawili się w polu widzenia. Od razu poznali błękitne Porsche Tomasa. Gdy zaparkowali, Trey i Harper powoli ruszyli w ich stronę, czując na twarzach powiew mroźnego i nieprzyjemnego wiatru. Dziewczyna nie rozumiała, dlaczego w ogóle Treyowi chciało się w taką pogodę jeździć na desce.
Woody wysiadł, żeby pomóc im wsiąść do niskiego samochodu. Głównie Treyowi, który nadal był obolały. W efekcie skończyło się to na tym, że Woody z Harper siedzieli z tyłu, na mniejszym siedzeniu, a Tomas i Trey z przodu.
— I jak żyjesz, Trey? — spytał Woody, kiedy już ruszyli.
Ten oparł głowę o podłokietnik, znacznie spokojniejszy, kiedy wyjechali z terenu szpitala.
— Ręka napierdala, ale poza tym okej.
— A co w ogóle zrobiłeś? — zapytał Tomas, krótko na niego zerkając. Był zaskoczony, kiedy Woody poprosił o pomoc i powiedział, że prawdopodobnie Trey złamał rękę na desce. Ale przecież był śnieg!
— Jeździłem po parkingu na desce — odmruknął nastolatek. — Barierka była oblodzona.
— Och… Nie spodziewałbym się tego w styczniu — rzucił Tomas z rozbrajającym uśmiechem, a Trey skrzywił się.
— Mówiłam mu to samo. — Harper zaśmiała się z tylnego siedzenia. — Bo jak to tak, żeby w styczniu był śnieg. Ja czasami, Trey, nie wiem, jak ty mogłeś tak na północy kraju się urodzić.
— Właśnie. Tobie Los Angeles bardziej by pasowało. Albo Nowy Orlean… o, albo Miami. Ale i tak najbardziej chyba LA — dodał Woody.
Trey przemyślał to i przytaknął.
— Racja. Może po szkole spróbuję tam znaleźć robotę. Ale ty, Harp, lubisz Newcastle, nie?
— Mhm, ale to nie znaczy, że muszę tu zostać całe życie — odparła i popatrzyła na pozostałych chłopaków. — A wy?
Tomas zerknął w lusterku na swojego chłopaka.
— Ja chyba będę próbował aplikować do jakiejś szkoły filmowej…
— A myślałeś gdzie?
— Zbieram na razie ulotki z różnych miejsc. Będę dopiero decydował, bo myślałem, żeby jeszcze z rodzicami to lepiej obgadać, ale w święta nie było na to czasu za bardzo. Ale mamy wszyscy jeszcze jeden rok. Ty musisz teraz decydować, nie? — zagadał dziewczynę.
— Mhm, ale pewnie na razie zostanę tutaj albo gdzieś blisko. Muszę zacząć jakąś pracę i może jak odłożę, to coś się wymyśli — odpowiedziała, nie chcąc za bardzo jednak myśleć o przyszłości.
Trey wyciągnął do niej zdrową rękę pomiędzy fotelem a drzwiami.
— Mmmmm… nie zostawisz mnie?
— Na razie nie, a potem się zobaczy — odpowiedziała z przebiegłym uśmieszkiem.
Trey westchnął teatralnie i opuścił dłoń.
— Rękę złamałem, zmusili mnie do siedzenia w szpitalu, a do tego jeszcze moja dziewczyna mnie nie chce. Co za typowy poniedziałek.
— Jak cię nie chcę, jak chcę? Tylko nie wychodzę za ciebie za mąż, Trey, nie rozpędzaj się — odparła Harper i sięgnęła do niego, żeby go pogłaskać i pocieszyć.
Ten od razu zmrużył oczy jak kociak i nadstawił się jej, na co Tomas zaśmiał się głośno. Wyjechali już z miasta i teraz kierowali się w stronę kampusu. Nie było szczególnie późno, ale już ciemniało.
— Widzieliście, że Jude zgolił włosy? — zagadał, ciekaw ich opinii. Oglądał jego filmik akurat przed tym, jak Woody do niego zadzwonił.
— Nie. Po co? — spytał Woody, pochylając się na siedzeniu do przodu, żeby objąć fotel, a przy tym też lekko złapać boki Tomasa. — I jak wygląda?
— Dziwnie… Lepiej mu było z włosami, ale zrobił całkiem fajne video do tego. Tak trochę mrocznie. Jest tam w podkładzie ten jego kawałek „Wild”. Teraz może mu zaczną odrastać blond.
Trey ściągnął brwi i spojrzał na niego.
— Jude jest blondynem?
— Nom… A teraz będzie normalnie przechodził transformację jak Super Sayanin.
— On się chyba farbował. Wiesz, żeby wyglądać właśnie mroczniej — wyjaśnił Woody, uważając, że to trochę głupie.
— Matko, ilu kolesi u was w szkole przejmuje się wyglądem? U nas chyba żaden, to dramat — Harper weszła w temat.
— Dzięki temu zwróciłaś na mnie uwagę — dodał Trey. — A wam przez to nie trudniej być gejami w budzie? — dopytał kumpla i jego chłopaka.
— Ale że przez co? — Woody nie załapał.
— Przez to, że u nas w budzie faceci wyglądają spoko, a w innych mają to w dupie.
— Ale że z czym trudniej? To chyba lepiej jest patrzeć na zadbane laski niż na takie, które mają wszystko w poważaniu — odparł Woody, nadal jednak nie będąc pewnym, czy mówią o tym samym.
— Ale trudniej ukryć namiocik, kiedy się na nie gapi. A sorry, bracie, w męskiej szkole, gdzie masz większość hetero kolesi, nie każdy może być dumny z tego, że staje ci na jego widok.
— A, to prawda — wtrącił Tomas. — Kiedy byłem z Julesem i bardziej chyba mi… no, hormony szalały, to stawał mi co chwilę.
— W ogóle, to jak u was było? — spytała Harper i położyła dłoń na udzie Woody’ego. — Sorry, to ciekawość. Ale oni wydają mi się mega inni. Widziałam te filmiki Foxa. Jest mega otwarty.
Tomas trochę się zawstydził, ale odpowiedział:
— No ja ogólnie właśnie dlatego do niego uderzyłem, bo wiedziałem, że jest na pewno gejem. Więc był dość bezpieczny.
— Ale właśnie, w sumie jestem ciekaw. Przez internet go zagadałeś czy tak na żywo? — Woody wykorzystał ten temat, bo jakoś wcześniej za wiele o tym nie mówili.
Wciąż byli na drodze, bo Tomas nie jechał szybko przez kiepską pogodę. Trey spokojnie odpoczywał na przednim siedzeniu, czując, że proszki przeciwbólowe działają. W sumie w samochodzie było tak przyjemnie ciepło, że nie chciało mu się wychodzić. Mógłby tak dojechać do samego Nowego Jorku.
— Na żywo. On w sumie zawsze z Erikiem mieszkał, ale kiedyś tam wiedziałem, że jedzie na wycieczkę szkolną. I poszedłem do Julesa do pokoju — wyjaśnił Tomas. — Zapytałem, czy chce się gdzieś… wybrać.
— I co on na to? — spytała Harper, podekscytowana tym, jaki temat nagle się pojawił.
— Był zaskoczony. Mocno ze mną flirtował — odparł chłopak ze śmiechem. — No i zgodził się, ale już zanim wyszedłem, to pierwszy raz się całowaliśmy. Woody, chcesz o tym słuchać w ogóle? — dopytał szybko.
— To już było. Do tego ja cię teraz mam, a Jules też kogoś ma, co nie? Nie ma problemu. Jestem ciekaw ciebie, więc mogę słuchać — odpowiedział zagadnięty chłopak i pogładził bok Tomasa.
Ten uśmiechnął się do niego w lusterku.
— Mmm, spoko. Ogólnie Jules był spoko, ale chyba trochę się… ten, nudziliśmy w swoim towarzystwie potem. Ale w ogóle musimy ogarnąć wspólne spotkanie z jego chłopakiem. On nie wie, że jestem z tobą, a ja nie wiem, z kim on jest, więc będzie ciekawie, co nie?
— Może być interesująco. Myślisz, że jaki ten chłopak może być? Z nas wszystkich znasz Julesa najlepiej. — Woody pytał dalej i już widział, że niedługo będą skręcać pod szkołę.
— Nie wiem. Mi się wydaje, że on chyba musi mieć jakiegoś ogarniętego kolesia. Ja nie byłem ogarnięty — dodał ze śmiechem. — Ale chyba na dłużej taki powinien być.
— Ogarnięty… — powtórzył Trey, myśląc o Julesie. — Nie znam Foxa za dobrze, ale on chyba musi być z kimś out, skoro sam taki jest.
— Niby… Ale jakby był z kimś out, to byśmy wiedzieli, kto to…
Dywagowali dalej, aż w końcu zaparkowali na kampusie. Nie dziwiło ich, że na zewnątrz nie było ani jednego ucznia. Było chłodno, a do tego w poniedziałek każdy odrabiał zadania na następny dzień. I tylko Trey mógł wpaść na pomysł, żeby w taką pogodę jeździć na desce.
Przeszli przez pusty parking aż do internatu, by po chwili dostać się na swoje piętro, do pokoju chłopaków. Po drodze jeszcze wymienili kilka uwag odnośnie tego, kto w ich szkole może być gejem.
— A ten rudy współlokator Sena? — spytał Woody, nadal trwając w temacie, kiedy już siadał na swoim łóżku, a Harper męczyła się z kurtką Treya.
— Wszyscy myślą, że jest gejem, ale on chyba zawsze mówił, że nie — odpowiedział Tomas, przysiadając na skraju materaca, obok Woody’ego.
Trey podziękował dziewczynie za rozebranie go i mozolnie podszedł do łóżka. Nie zamierzał jeszcze martwić rodziców tym, co sobie zrobił.
— Sen też jest dziwny. Może się ze sobą bzykają.
— Może. Ale obaj wydają mi się strasznie aseksualni — skomentował Woody i ułożył się na boku, na swoim łóżku. Miał nową, czerwono-zieloną pościel w kratę, która jakoś cholernie mu się podobała. — Ale ten, jak on się nazywa, Tommy? On chodzi z tobą na kółko filmowe. Ma takie krótkie włosy i taką szczękę. — Pokazał blondynowi szerszy niż swój kształt szczęki. — On nie jest gejem? — spytał, a zanim Tomas odpowiedział, usłyszeli jego dzwonek telefonu,
— W sensie Robbie? On jest chyba tylko po prostu dziwny — odmruknął i sięgnął po telefon do kieszeni. — O, Jules… — rzucił z zaskoczeniem, po czym szybko odebrał: — Czołem, co tam?
— Hej, Tommy! Jak żyjesz w ten uroczy poniedziałek? Widziałeś Jude’a? — Jules zagadał na wstępie, a Woody położył się wygodniej.
Harper i Trey też już zajmowali drugie łóżko, a dziewczyna próbowała podpisać się na gipsie swojego nierozsądnego chłopaka. Miała na kolanach kolorowe podkreślacze, które Woody specjalnie kupił kumplowi do zakuwania matematyki.
— Noo, widziałem! Wygląda teraz jak jakiś azjatycki mistrz walki. Oni zawsze łysi byli. A ty słyszałeś o Kevinie?
— Że go zawiesili?
— Nooo. Niezła jazda. I dobrze, bo Colin wygląda teraz, jakby dostał w pysk od Rzeczy. Wiesz… Ben Grimm, z Fantastycznej Czwórki. Ale nieważne. Kevinowi się należało. Nawet na mnie dziwnie patrzył od czasu coming outu.
— Ja jestem z tego bardzo zadowolony. W ogóle, jeśli chcesz o tym więcej pogadać i twój chłopak ma czas, możesz do mnie z nim do pokoju wpaść — zaproponował Jules coś, o czym już mówili kilka razy, ale nigdy nie było konkretnego terminu.
— O… — Tomas szybko zerknął na leżącego Woody’ego. — A ty jesteś teraz ze swoim?
— Tak i rozmawialiśmy właśnie o tym spotkaniu. Pomyślałem, że dziś jest na tyle szalony dzień, że będzie to akurat jego zwieńczenie.
— To poczekaj chwilę — odparł i szybko zasłonił telefon dłonią. Zwrócił się do Woody’ego: — Jules zaprasza do siebie. Pyta, czy mamy czas, bo on też jest ze swoim chłopakiem. Spotkamy się z nim?
— Możemy — odparł od razu Woody i spojrzał na Treya. — Możemy iść? Czy potrzymać cię za rączkę? — spytał go, na co najpierw uzyskał odpowiedź Harper w postaci śmiechu.
Trey, polegujący na łóżku, z miną nieszczęśnika wyciągnął do niego rękę.
— Nie zostawiaj mnie!
Woody więc wstał i chwycił go za dłoń.
— Okej, Tommy, nie mogę jednak iść. Muszę go trzymać. — Zaśmiał się.
Trey spojrzał na Tomasa przepraszająco, po czym przytknął do policzka dłoń swojego kumpla.
— Wybacz, Tommy — dodał do blondyna, a ten wydął wargi ze smutkiem.
— Okej, Jules, wygląda na to, że będziemy mieć trójkącik — powiedział z rozbawieniem do telefonu.
— Co? — spytał zaskoczony Foxy, ale zaraz dodał: — Z kim trójkąt? Aua…— jęknął do telefonu chyba przez swojego chłopaka. — Tomas, co tam się dzieje?
— Nic, nic, żartuję — odparł blondyn ze śmiechem. — Będziemy za chwilę, okej?
— Oo… Okej — odparł niepewnie jego rozmówca, a Tomas obserwował, jak Harper próbuje uwolnić dłoń swojego chłopaka z dłoni Woody’ego. A ten razem z Treyem udają rozdzielanych kochanków.
— A co jak sobie nie poradzisz? Umrzesz sam! — Woody śmiał się, nadal trzymając kumpla.
— Więc musisz ze mną zostać! Mimo wszystko! — odkrzyknął Trey, mocno odpowiadając na uścisk, mimo że Harper próbowała ich rozłączyć. A gdy posunęła się do ostatecznego kroku i zaczęła go łaskotać, Trey puścił Woody’ego i krzyknął z bólem: — Nieee!
Tomas tymczasem rozłączył się z Julesem i rzucił do swojego chłopaka:
— Możemy spadać.
Ten nadal się śmiał, ale pokiwał Tomasowi głową.
— Okej, dobra, to serio spadamy. Jakbyś sobie, Harper, jednak z nim nie radziła, to zadzwoń — uprzedził ją, za co ta podziękowała. Chłopak dodał do Tomasa: — Coś brać poza telefonem?
— Chyba nie.
Tomas też wstał i poklepał się po ciele, by upewnić się, czy ma w kieszeni kluczyki od samochodu, klucz do pokoju, telefon i portfel. Wszystko mieściło się w jeansach i jego niebieskiej, obcisłej bluzie.
— To na razie. Miłej gejowskiej imprezy — rzucił za nimi Trey, już ściągając Harper do siebie, chcąc, żeby się z nim położyła. — Później wpadnij, Tommy, podpisać się na gipsie.
— Ooo, spoko wodza. Wpadnę. To narka.
Zobaczyli jeszcze, jak dziewczyna cmoka Treya w czoło. A gdy wyszli, Woody odezwał się do chłopaka już na korytarzu, nie zwracając uwagi na to, że niektórzy się za nimi oglądali. Wciąż byli na językach.
— To akurat nam dziś temat podpasował na to spotkanie. Dowiemy się, kim jest ten chłopak Julesa.
— To chyba musi być ktoś ze szkoły! — odparł z podekscytowaniem Tomas.
— Też tak myślę, ale ciekawe kto. Mam nadzieję, że nie jakiś nauczyciel. Chyba nie byłby do tego zdolny? — spytał Woody, gdy schodzili po schodach piętro niżej.
— Nie, chyba nie. U nas w szkole chyba tylko Knopper jest homo, tak w ogóle. A kiedyś gadałem o nim z Julesem i mu się nie podobał. — Tomas mówił dalej, ale rozmowa była krótka, bo pokój Julesa znajdował się dokładnie piętro niżej pod pokojem Woody’ego.
Po chwili więc zapukali i czekali w napięciu. Otworzył im Jules.
— Hej. — Uśmiechnął się na widok Tomasa. Zaraz też spojrzał na jego towarzysza, a uśmiech w ogóle nie zszedł mu z twarzy. Wręcz przeciwnie. Rozszerzył się z podekscytowania i zadowolenia. — O, Woody. Wchodźcie.
— Hej — odpowiedział Woody i puścił przodem Tomasa.
— Noo, zaskoczony, że to on? — zagadał Tomas z uśmiechem i sam zastygł, kiedy za plecami Julesa był… Eric.
Nie mogło być mowy, że był tu tylko dlatego, że był współlokatorem Julesa. Bo od razu podniósł się i podszedł do nich, żeby się przywitać, jakby był gotowy na to spotkanie i wiedział, w jakiej roli wstępuje.
— Cześć, Tomas — przywitał się z chłopakiem, z którym nie miał wiele do czynienia, po czym podał dłoń Woody’emu. Z nim chodził na nauki polityczne.
— Hej, Eric — odparł Woody na powitanie. — Nie jesteś czasem współlokatorem Julesa? — spytał, żeby rozwiać wszelkie wątpliwości.
— Też — odparł za niego Fox.
— Czyli jednak ta plota na początku roku była na serio? — zapytał zaskoczony Tomas, gdy już zamknęli za sobą drzwi.
— Właściwie nie. Jestem z Julesem od niedawna — wyjaśnił Eric i potarł dłonią o dłoń. — Napijecie się czegoś? Mamy mrożoną herbatę.
— Chętnie — odpowiedział Woody, a Jules wskazał im pościelone łóżko, sugerując, żeby na nim usiedli. — Ale to chyba ta plota jakoś… no, nie wpłynęła na was? Bo to w sumie niezły zbieg okoliczności — mówił. Był zaskoczony, że to Eric. Nawet nie brał go pod uwagę, myśląc o chłopaku Julesa. Ten w końcu zawsze był mu bliski i nawet teraz, gdy stali obok siebie, wydawało się, jakby nic między nimi nie było.
— Trochę tak. Zacząłem o nim myśleć bardziej… w taki sposób — wyjaśnił Eric i cmoknął Julesa w policzek, kiedy obok niego przechodził.
Wyciągnął z szafki plastikowe kubeczki, których zawsze mieli zapas. A chwilę wcześniej wrócił z kuchni na piętrze z herbatą z lodówki. Zaczął ją więc nalewać do czterech kubeczków.
— Czad. W życiu bym nie powiedział — dodał Tomas, siadając obok swojego chłopaka.
Ten dopiero po tym pocałunku zaczął jakoś w to wierzyć. Bo w końcu czy Eric nie zgodziłby się udawać chłopaka Julesa tylko po to, żeby ten dowiedział się, z kim Tomas chodzi i żeby nie wykorzystać tego do zadania?
— Ja też bym nie przypuszczał jeszcze rok temu. Ale teraz Eric jest ze mną i nie planujemy tego zmieniać. — Jules uśmiechnął się do swojego chłopaka, po czym dodał do gości: — A wy?
— My… — Tomas zerknął na Woody’ego i rozjaśnił się. — Jakoś samo to poszło. Tak wiesz… tradycyjnie. Najpierw randka i tak dalej. — Zaśmiał się, po czym dodał „dzięki”, kiedy Eric podał im kubeczki z herbatą.
— Miło. Mnie Jules nie zaprosił na randkę — ten powiedział z rozbawionym uśmiechem do swojego chłopaka, ale kiedy usiadł obok niego z kubeczkiem, objął go w pasie i pogłaskał po boku czule.
— Chyba dlatego, że nie jesteś out. Myśleliśmy z Tomasem, że jednak będzie to ktoś… bardziej otwarty. — Woody spróbował więcej się dowiedzieć, jednocześnie starając się nie brzmieć nieuprzejmie.
Przy okazji rozglądał się po pokoju. I zaskoczyło go, że ten nie wyglądał jakoś szczególnie… tęczowo. Co prawda do kubka z długopisami na biurku zatknięta była flaga tęczowa, ale to tyle. Część Julesa była bardziej… sportowa niż tęczowa. Zobaczył karimatę w rogu, ciężarki leżące za łóżkiem, skakankę i kilka płyt z ćwiczeniami. Z kolei część Erika była bardzo… posprzątana. Ład i porządek to pierwsze słowa, które przychodziły mu na myśl, gdy tam patrzył. Idealnie pościelone łóżko, książki równiutko ustawione, a na biurku rzeczy ułożone tak, żeby wszystko było niemal pod kątem prosty w stosunku do siebie. Eric nawet siedział szczególnie prosto, jakby całe życie ktoś mu mówił, żeby się nie garbił.
— Niestety nie jestem jeszcze out — powiedział współlokator Julesa. — Ale może uda mi się kiedyś przemóc. Ty też nie jesteś, prawda?
— Nie mówię o tym wszystkim, ale mój współlokator o tym wie. Dziś zresztą złamał sobie rękę. To dlatego, kiedy Jules dzwonił, było takie zamieszanie. Znajomi ze szkoły jego dziewczyny też wiedzą. Nikt nie pyta, to nie informuję, może tak to ujmę — wyjaśnił Woody. Siedział obok Tomasa i trochę nietypowo się czuł, gadając ze szkolnym gwiazdorem i byłym Tomasa, ale Eric zawsze był sympatyczny.
— Teraz mogą zacząć pytać, od kiedy często przebywasz z Tommym — zauważył Eric.
Tomas zerknął na swojego chłopaka i uśmiechnął się do niego lekko.
— Nom, ale Woody w sumie super mnie wspiera. Jules pewnie ciebie też by wsparł, gdybyś się zdecydował na coming out.
Eric odetchnął ciężko i znów pomasował bok swojego chłopaka, cały czas go obejmując.
— Wiem, że tak. Na razie wiedzą o nas jego rodzice. Może zajdzie to trochę dalej do końca roku.
— Na spokojnie, nic nie musisz. Mówiłem ci to już. Tommy’ego faktycznie trochę o to męczyłem, ale musi przyznać, że mogło być gorzej. — Jules zabrał w końcu głos, chcąc znowu bronić Erika. Nie chciał, żeby ten czuł się osaczony.
— Wiem, ale i tak czuję, że powinienem. Bez względu na to, co mówisz. Tym bardziej, że czuję się coraz bardziej gejem.
— Kurde, ale poważnie, nie powiedziałbym, Jules, że będziesz z taką osobą — dodał Tomas z nieustającym zaskoczeniem. — Znaczy no… w sumie myślałem, że skończysz z kimś poważniejszym niż ja, ale i tak.
— Moja nieodparta ciekawość nie pozwala mi nie zadać tego pytania. — Jules zaczął i pochylił się do Tomasa, mrużąc zabawnie oczy. — Jak rozumiesz „taką osobę”?
Blondyn spojrzał na Erika, który też czekał na reakcję.
— Ee… Nie wiem w sumie, jak to powiedzieć, bo my się nie znamy. Ale zawsze, jak mówiłeś o Eriku, to że on jest taki porządny, spokojny i że się przy nim wyciszasz. A myślałem, że wolisz szalony tryb życia z reguły.
— Z reguły. Sam wiem, że ty jesteś nerdem, ale też masz lepsze i poważniejsze momenty — odparł Jules i spojrzał na Woody’ego, szukając poparcia.
— W sumie. Chociaż czasami Tomas umie w… ehem… „idealnym” momencie powiedzieć coś o jakiejś postaci z komiksu czy filmu.
— Oj tam, oj tam… — Ten wywrócił oczami, a widząc, że Eric i Jules są wobec siebie otwarci, sam położył swoją dłoń na dłoni Woody’ego, spoczywającej na materacu. — Każdy się różnie zachowuje w różnych sytuacjach. Na socjologii o tym mieliśmy. Te role społeczne i tak dalej.
Eric pokiwał głową, przyznając mu rację.
— Tak, zdecydowanie. Jules też nie zawsze jest taki, jak na filmikach — dodał bardziej do Woody’ego, który go tak dobrze nie znał. — W codziennym życiu potrafi się zachowywać tak, żeby nie dało się od razu poznać, że woli chłopców.
— Ma się ten talent! — Jules zaśmiał się, nie dodając już, że to i tak nie była nikogo sprawa, żeby poznawać, czy nie poznawać, jaką płeć woli. Darował sobie jednak. — Ale w ogóle, Tom, nadal swoim rodzicom nie mówiłeś?
— Nom, jeszcze nie. Pan Craig mi mówił, że możemy zorganizować takie spotkanie w szkole, żeby w jego obecności o tym im powiedzieć. Ale mówił, żebym to przemyślał, czy jednak nie wolę sam na sam z nimi. Dalej o tym myślę… — Skrzywił się, po czym zapytał Erika: — A twoi rodzice wiedzą?
Ten pokręcił głową i napił się swojej herbaty, żeby nie odpowiadać od razu.
— Nie, ale też chciałbym im o tym powiedzieć. Tylko na razie mój tata żyje Super Bowlem. Więc myślę, że nie będę mu tego psuć i powiem dopiero w lutym.
— Wow… to i tak szybko.
— Mhm. I dobrze, że nam… — Jules podkreślił to słowo, zaskoczony, że tak późno się o tym dowiaduje, i to przy Tomasie i jego chłopaku — o tym mówisz.
Woody oglądał przy tym Julesa i Tomasa na zmianę. Ci byli swego czasu ze sobą i nadal jakoś nie umiał sobie wyobrazić tego związku. Już faktycznie Eric, wieczny przyjaciel Julesa, bardziej do niego pasował. Ponoć od przyjaźni do miłości nie jest daleko.
Eric zerknął na swojego chłopaka i uśmiechnął się przepraszająco.
— Mówiłbyś, że to za szybko i że nie muszę tego robić. A ja wiem, że nie muszę, ale chcę.
— Bo nie chcę, żebyś się naginał. Tomas — Jules wskazał go — był cały czas w szafie, gdy ze sobą byliśmy. Nikt o nim nie wiedział. Chyba że ktoś na internecie. A ty nigdy… nic wcześniej, dlatego nie chcę, żebyś potem czegoś żałował.
Eric westchnął ciężko i ostatni raz potarł bok Julesa, nim zabrał dłoń. Obrócił w palcach swój kubeczek z resztkami herbaty.
— Może zmienimy temat? Zamiast mówić o mnie i o mojej świadomości bycia czy niebycia gejem?
Tomas pokiwał głową i rozejrzał się po pokoju.
— Jakbym wiedział wcześniej, Jules, że jesteście razem, to bym wcześniej sprawdził, czy nie ma u was podsłuchu.
— Jest okej. Dobrze, że już to wiemy. — Jules uśmiechnął się i spojrzał jeszcze na Erika. Miał nadzieję, że go nie speszy, ale położył dłoń na jego ramieniu i pocałował go. Ten wcześniej sam go cmoknął, ale jednak miał wrażenie, że tak jest inaczej.
— W ogóle macie niezły przywilej, że mieszkacie razem. — Woody trochę im tego zazdrościł, ale nie zamieniłby Treya jako współlokatora nawet na Tomasa. Przynajmniej nie teraz, kiedy jeszcze chodził do szkoły.
Eric, który tylko trochę się zarumienił, ale i uśmiechnął do Julesa po tym pocałunku, odpowiedział koledze z nauk politycznych:
— Właściwie od samego początku. To wygodne i nieźle się zgrywamy. Ty mieszkasz z Treyem Swiftem, tak? Też się przyjaźnicie.
— Na szczęście Trey nie jest homo, bo nie miałbym szans — zażartował Tomas. — Trey nawet mówi Woody’emu, że go kocha.
— Trey ma dziewczynę, jakbyście byli ciekawi i znamy się dość długo i dobrze, żeby wiedzieć, że nic z tego na pewno nie będzie — wyjaśnił Woody, bo jednak jakoś widział podobieństwo z historią Julesa i jego, jeśli tylko Trey byłby co najmniej bi.
— A chociaż próbowaliście się całować? — spytał Jules, naprawdę ciekaw odpowiedzi. On kiedyś nie myślał erotycznie o Eriku, dopóki ktoś mu nie uświadomił przypadkiem, że jest to możliwe. I już nie mógł przestać.
Tomas od razu spojrzał na Woody’ego z zaciekawieniem. I zanim ten odpowiedział, już poznał po jego minie. Przez to aż sam zastygł i czekał.
— To… dość osobiste pytanie, nie sądzisz, Jules? — spytał Woody, a w odpowiedzi otrzymał wzruszenie ramion. — Eh, okej. Kiedyś sprawdzaliśmy, a raczej Trey sprawdzał, czy jest jakaś różnica między całowaniem się z dziewczyną a chłopakiem i padło na to — westchnął — że jestem jedynym chłopakiem, który zgadza się robić za królika doświadczalnego. Stąd też wiem, że Tomas jest całkiem niezagrożony.
Tomas jednak ściągnął brwi i zagapił się na swoją herbatę z nieco naburmuszoną miną.
— Trey czasami jest aż za bardzo pro…
Eric uśmiechnął się i dopił swój chłodny napój.
— Lepsze to, niż żeby był przeciwko wam. Zawsze mogliście trafić na Kevina — dodał, wiedząc, że dzięki Julesowi ten chłopak był zawieszony i może przestanie się go czepiać na korytarzu. — Ale… Trey miał z tobą swój pierwszy, męsko-męski pocałunek. Całkiem romantycznie — dodał z lekkim rozbawieniem, przez co Tomas znowu się skrzywił.
Woody zauważył to, ale tylko pomasował kciukiem dłoń swojego chłopaka, odpowiadając Erikowi:
— O tobie chyba można to też powiedzieć, jeśli dobrze zrozumiałem. To też romantyczne, że z przyjaźni przeszliście w coś więcej i już wiesz, że nie tylko dziewczyny są seksowne.
— Bo Eric nie jest hetero, ani homo. Jak ty to nazwałeś w Sylwestra? — Jules zaśmiał się, starając się, żeby to spotkanie było całkiem luźne.
Eric złapał go za podbródek i cmoknął.
— Julesoseksualny.
Ten komentarz wybitnie rozbawił też Tomasa.
— Dobre!
— Mhm, fajne. Dobrze widzieć, że się tak dogadujecie. Przynajmniej będę miał mniej stresu, gdy Tommy będzie się spotykał z Julesem — dodał Woody, trochę odbijając piłeczkę Tomasowi.
Foxy uśmiechnął się.
— To tylko interesy, tylko interesy! — odparł poważnym tonem. — A określenie jest genialne. Zresztą sam Eric jest genialny. Że też taka afera może przynieść coś dobrego… Ten nos Colina też przyniósł zawieszenie Kevina. Tyle dobrego.
— Nom. Albo te plakaty nad kiblem i mój niechciany coming out — podchwycił Tomas.
Pozostali pokiwali głowami na potwierdzenie, a pociągnięcie tematu przyniosło kolejne analizy tego, co w tym roku działo się w szkole. Jules nie zdradził się z tym, że Eric wie o projekcie, ale miło było porozmawiać o tych wszystkich aferach, o wzbudzającej erekcję lemoniadzie czy koszmarnym artykule Cody’ego o matce Sebastiana Mossa. Działo się wiele i okazało się, że można było o tym wiele opowiadać, bo Woody i Tomas spędzili w pokoju Foxy’ego prawie dwie godziny. A Tomas był bardzo uradowany tym, że jego były chłopak znalazł sobie fajnego partnera. Chociaż… wciąż sam wolał swojego. Był dla niego idealny.

9 thoughts on “Project Dozen – 82 – Poznanie partnerów

  1. Katka pisze:

    Majonez, tak, ogarniałam to, bo nasza korektorka zauważyła to, ale stwierdziłam, że zostawimy to jako pewien „smaczek” na zasadzie: Tomas wie o podsłuchu, Jules wie o podsłuchu, Eric wie, że to był podsłuch. Tomas nie ogarnął, Jules, nie ogarnął, Eric nie ogarnął. Myśleli na tyle o innym temacie, że nawet się nie połapali, że Tomas coś chlapnął XD Jakby zapomnieli, że to miało być kłamstwo. Wiesz, to takie coś, jak coś powiesz, nie ogarniasz, że coś powiedziałaś i np. dopiero po kilku godzinach masz takie „o kurwa…” XD

  2. Majonez pisze:

    Chyba znalazłam niedopatrzenie XD Tommy przecież nie wie, że Eric wie o projekcie. A nagle wypalił z tym posłuchem. Przecież ‚udawał’ przed nim, że sprawdza czy nie ma wirusów na kompie XD

  3. Luana pisze:

    Katka, tak, chodzi tylko i wyłącznie o takie gejowskie. Dwóch facetów zostaje zmuszonych do małżeństwa z jakiegoś powodu (najciekawiej jest kiedy jeden z nich jest hetero), nienawidzą się itd. pełna drama a z czasem rodzi się miłość. :D

  4. Katka pisze:

    Luana, no geniuszem to Trey nie jest, że jeździł w zimę na desce. Ale chyba widac, że dotad nie nauczył się na swoich błędach, więc nie wiem, czy to zrobi kiedyś XD
    Jeśli chodzi o jego kontakty z Woodym, to też wolę to, ze są przyjaciółmi. Dzięki temu mają taki luźny, specyficzny kontakt, który by nie istniał, gdyby coś ze sobą próbowali.
    Uuu, ciekawa chętka naszła Cię na przymusowe małżeństwa. Bo rozumiem, ze chodzi o takie gejowskie, a nie że facet hajta się z laską, bo uważa, że będzie tak łatwiej? Podoba mi się ta opcja, więc nie mówię nie ;) Może kiedyś spróbujemy coś w tej konwencji stworzyć :)

    O., gejowski klub zdecydowanie powinien istnieć w szkole! A w nim Jules i Eric, Sebcio i Franio, Tomas i Woody, a do tego Trey jako wsparcie i Mark z Fosterem jako nadzorcy XD Taka gejowska sielanka. A Trey bi się nie stanie, chociaż on jest otwarty na eksperymenty, a to też ryzykowne XD

    Rehab-e, najwyraźniej Trey uznał, że jest ponad śnieg i lód XD Fajnie, że rozdzialik przyjemny :) o tej porze roku takie rozdzialiki są potrzebne XD Takie kocykowo-kakałkowe XD Eric na pewno chce się przyznać rodzicom, bo tak jak mówisz, coraz bardziej w to wchodzi. A to sprawia, że chce czuć się bezpiecznie z każdej stron i nie obawiać się o kłamstwa. Dzięki za komentarzyk :) Cieszy nas, że się podobało!

  5. rehab-e pisze:

    Ja naprawdę nie wiem, co Trey ma w głowie. Pomijając to, że zima jest najokropniejszą porą roku (a fe), to jeździć na desce? Ja to się na chodnikach ślizgam nawet bez deski, więc… xDD
    Fajnie, że Tomas dowiedział się, kim jest chłopak Julesa (i odwrotnie). Ogółem to taki przyjemny rozdział. I bardzo się cieszę, że Kevin został zawieszony! Aż bym chciała jakiś krótki fragmencik z jego perspektywy, żeby móc trochę poczytać o jego reakcji na tę wiadomość :D
    Najbardziej zaskakujące jest chyba to, że Eric naprawdę zamierza powiedzieć swoim rodzicom. Bardzo podoba mi się, jak mocno zaangażował się w ten związek <3
    Normalnie napisałabym, że czekam na Frania z Sebkiem, ale ostatnio było ich całkiem sporo, więc nie napiszę xD
    Pozdrawiam!

  6. O. pisze:

    Julesoseksualny – najpiękniejsze słowo w całym rozdziale! I wohoho, co chwilę poznają się kolejne parki, ciekawa jestem kiedy Franio z Sebciem do nich dołączą xD Wiecie jakiś klub w szkole mogliby założyć xD
    Nie ma to jak syndrom białego fartucha xD Harper ma już jak straszyć i szantażować Treya xD
    Po raz kolejny Woody myślał w danym kontekście o Trey’u, niech lepiej tak nie robi bo Trey jeszcze może się stać bi i co wtedy będzie?

  7. Luana pisze:

    Nie będę oryginalna, że powiem no jak to tak w zimie jeździć na desce? Zachowałabym się tak samo jak Harper. Też bym dokopała, a dopiero później przytulała. Dobrze, że nogi sobie nie złamał. Kiedyś też myślałam, że Woody i Trey pasowaliby do siebie jako para. Pamiętam ten ich pocałunek. Ale po tym jak dzisiaj się zachowywali, udając rozstających się kochanków, to cieszę się, że są tylko przyjaciółmi. Bo widać, że ta ich przyjaźń jest naprawdę głęboka i otwarta. Nie warto czegoś takiego psuć próbą związku czy czymś tam.
    Jak fajnie, że Jules i cała reszta nareszcie się spotkali we czwórkę i już każdy wie kto z kim jest. Jeszcze do tego brakuje Sebastiana z Franiem i byłaby niezła grupka z którą by można było się spotkać na luzie, pogadać o wszystkim. Do tego śmiało by można było dołączyć Treya i Harper. Różne charaktery, a zgrać by się ze sobą mogli.
    Dzięki za kolejny rozdział. :*

    Ps. Teraz tak poza tematem tego opowiadania. Mam ostatnio chętkę na teksty o przymusowych małżeństwach (ponowny głód wywołany niedawno przeczytanym tekstem Silencio). Jeżeli by Was kiedyś coś napadło, żeby o tym napisać to kolejny ołtarzyk bym Wam zbudowała. A wiem, że ten wątek ma dużą liczbę zwolenników. :D

    Pozdrawiam cieplutko. :)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s