Newton’s Balls – 53 – Remonty, bukiety i świętowanie

Courtney na przemian pisał smsy do Chase’a, to przeglądał oferty w internecie dla swojego brata, który wolał spędzać czas na oglądaniu telewizji. Kiedy Chase już powiadomił go, że dotarli na miejsce, kurator całkiem skupił się na laptopie i co raz czytał na głos oferty Marshallowi. Kilka zapisał albo przesał maile w jego imieniu. Drukował też adresy i próbował zrobić wszystko, żeby jego brat nie miał wymówek w stylu „bo nigdzie nie ma żadnych ofert”.
— Marshall, czy ty mnie w ogóle słuchasz? — zapytał w pewnym momencie, kiedy czytał o pracy budowlanej na zachodniej granicy miasta i miał wrażenie, że brata nawet reklamy bardziej fascynują, mimo że na pewno już znał je na pamięć.
— Mhm — odmruknął mężczyzna, nie oderwawszy wzroku od telewizora.
Siedział na kanapie z Tankiem śpiącym u jego nóg. Odkąd to ten mężczyzna miał więcej czasu na spacery z nim, pies zaprzyjaźnił się z Marshallem. W jakiś sposób podobało się to Courtneyowi, bo co by nie mówić, teraz, kiedy wielkimi krokami zbliżała się zima, nie mógł zostawiać Tanka w ogrodzie, żeby ten mógł w dzień załatwiać tam swoje potrzeby. A cóż, on sam jak wyjeżdżał rano do pracy, tak wracał czasem dopiero wieczorem, dlatego Marshall przynajmniej do czegoś się przydawał.
— Więc dalej… Nie chcą dużych referencji, choć ważne jest doświadczenie w pracy z takimi maszynami, ale liczą się też praktyki. Mówiłeś, że miałeś w ramach doszkalania… — Courtney czytał dalej. — To daleko stąd, więc dobrze by było, gdybyś wynajął sobie gdzieś w okolicy mieszkanie, jeśli chciałbyś się tam zatrudnić na dłużej.
— Miałbym odpuścić domowe obiadki? — Mężczyzna zaśmiał się i w końcu odwrócił. — Courtney, nie ma szans. Będę dojeżdżał albo znajdziesz coś bliżej.
Gospodarz oderwał wzrok od ekranu laptopa i spojrzał na brata z niezadowoloną miną.
— Nie mogę segregować ofert ze względu na miejsce pracy… To najgłupsze kryterium doboru.
— Czemu?
— Bo miejsce zamieszkania i tak w końcu zmienisz… A są bardziej istotne rzeczy, jak warunki pracy, pensja…
Marshall pochylił się, zapewne po to, żeby pogłaskać psa, po czym wstał i podszedł do brata. Miał dresowe spodnie na tyłku, co było zdaniem Courtneya dużym postępem w porównaniu do tego, jak jeszcze niedawno chodził nago. Na szczęście było już chłodniej i zaczął się ubierać.
— Zmienię? Wyganiasz mnie? — spytał Marshall niewinnym tonem.
Kurator okręcił się na fotelu w jego stronę i spojrzał na niego z dołu ciężkim wzrokiem.
— Nie wyganiam cię, ale jesteś dorosłym facetem i do tego starszym ode mnie. Musisz się usamodzielnić. Bo… — uśmiechnął się lekko, wspominając słowa Jennifer — nie będzie „domowych obiadków”, jeśli nie zaczniesz dawać czegoś z siebie.
Marshall psyknął pod nosem, obejrzał się i nie znalazłszy niczego, na czym mógłby usiąść, przycupnął na brzegu biurka.
— Właśnie, jak już jesteśmy przy tym. Myślałem o tym, żeby wyremontować sobie twoją piwnicę. Bym se tam zrobił jakąś sypialnię, a do tego można siłkę by tam było zmontować, czy coś takiego.
Courtney milczał. Przez sekundę… dwie… dziesięć… i dopiero po dłuższym, wręcz głupim wpatrywaniu się w brata wydusił:
— Co…?
— No, myślałem, żeby nie zajmować już kanapy. A sprawdzałem ostatnio twoją piwnicę, ma podłączenia w większości, można tam na spokojnie jeszcze jeden pokój ogarnąć. A potem bym dorzucał się do mieszkania.
Wszystkie słowa, które wypowiedział, zaatakowały umysł Courtneya niczym podpalone strzały wystrzelone przez tysięczną armię bardzo brzydkich kreatur. To, co mówił Marshall, było oczywistym i jasnym dowodem na to, że nawet nie dopuszcza do siebie myśli wyprowadzki.
— Marshall, czy ty serio chcesz ze mną mieszkać do końca życia…? Co, jak będziesz chciał założyć rodzinę? Zostawisz mnie z wyremontowaną piwnicą, która w ogóle nie będzie mi potrzebna…?
— Do czegoś może ci się przyda. A mi na razie bardziej opłaca się ogarnięcie twojej piwnicy niż wynajem czegoś. — Starszy Corn wzruszył ramionami z całkowitą pewnością tego, co mówi i… ku niezadowoleniu Courtneya, z nieustępliwością.
— W porządku… Spróbuję inaczej. Seks mogę mieć nie tylko pod kołderką i nie zawsze tak cichy, jakbyś chciał. Jesteś pewien, że chcesz być na to narażony? — Courtney spróbował uderzyć w tę strunę, widząc, że całkowicie racjonalne argumenty odpadają, a Marshall próbuje wypełnić jego mieszkanie swoimi korzeniami.
Mężczyzna uniósł brwi z zaskoczeniem.
— Możesz być jeszcze głośniejszy?
Tym komentarzem wywołał rumieńce na twarzy Courtneya, który od razu i zupełnie odruchowo zakrył twarz dłonią.
— Marshall… — jęknął, zrezygnowany.
— No co? Myślisz, że cię nie słychać w salonie? Albo te naklejki? Jak będę miał pokój w piwnicy, będę na pewno mniej na to narażony niż na kanapie na środku domu.
Jego upór sprawiał, że Courtney naprawdę tracił nadzieję na uwolnienie się od Marshalla. Bez słowa więc wrócił spojrzeniem na ekran laptopa, zamknął czytane chwilę temu i odrzucone przez brata ogłoszenie i zaczął na głos czytać kolejne. Tonem formalnym, trochę takim, jakiego używał w pracy, ale z pobrzmiewającym w nim cieniem zrezygnowania.
Marshall zaśmiał się, patrząc na brata z lekkim pobłażaniem.
— Czyli co? Mam przyzwolenie, żeby robić tam remoncik? Masz jakieś życzenia? — spytał, jakby Courtney w ogóle nie wrócił do czytania ogłoszeń.
Jednocześnie ich „rozmowę” przerwał dzwonek do drzwi, więc kurator tylko rzucił mu krótkie spojrzenie, wskazał zapraszająco laptopa, żeby zajął się sprawdzaniem ofert pracy, a nie pytał o tak abstrakcyjne rzeczy i podążył do drzwi. Oczywiście Tank też zerwał się z kanapy, żeby razem z nim powitać gościa i zobaczyć, kim jest.
I jak wielu rzeczy Courtney mógł się spodziewać, kiedy otwierał, tak nie… ogromnego bukietu kwiatów. Konkretnie czerwonych róż.
— Pan Courtney Corn? — odezwał się kurier, wychylając się zza wielkiego bukietu.
Gospodarz popatrzył na kwiaty, a potem na Tanka, jakby to pies miał mu wyjaśnić, o co chodzi.
— Tak… Ale to chyba nie dla mnie?
— Na przekazie jest napisane, że dla pana. Adres się zgadza, personalia też. W kwiatach jest bilecik, może to coś wyjaśni. Odbiera pan? — spytał kurier, wyciągając jeszcze w jego stronę elektroniczny czytnik, żeby kurator mógł podpisać odbiór.
— Tak, oczywiście, nie fatygował się pan na darmo — przytaknął kurator i podpisał się na czytniku, nie mając pojęcia, co to wszystko znaczy. Odebrał wielki bukiet, który sam w sobie nie mógł mało kosztować i podziękował kurierowi. — Tank, do domu — dodał do psa, który chciał odprowadzić gościa do bramki w ogrodzie, a gdy pies posłuchał, zamknął za sobą drzwi.
Od razu, jeszcze nim wszedł głębiej do salonu, spojrzał na bilecik. „Rozpalmy to między nami jeszcze raz. Tęskniłem. Dustin” — mówił odręczny napis.
— Kto to? — Brzmiało za to burkliwe pytanie Marshalla, który niedawno uświadomił mu, że Dustin, jego były, jest w mieście.
— Kurier — odpowiedział Courtney, wciąż patrząc na liścik, całkowicie osłupiały.
Dustin… Wszystkiego się spodziewał, tylko nie tego, że Dustin jeszcze kiedyś spróbuje nawiązać z nim kontakt. Do tego w taki sposób! Co miało znaczyć „Rozpalmy to między nami jeszcze raz.”? Liczył na kolejny… nie związek, tylko raczej bzykanie się po kątach?
Zmiął w dłoni bilecik, wszedł do salonu i wcisnął kwiaty Marshallowi.
— Proszę, możesz jutro dać jakiejś kobiecie — mruknął i wyszedł do kuchni, by wyrzucić liścik, który wręcz palił go w dłoń.
Marshall ze szczerym osłupieniem patrzył na ogromny bukiet.
— Z taką ilością to bym się, kurwa, jej oświadczał — wydusił i wstał z kwiatami od laptopa. — Co to za róże?
— Czerwone — mruknął kurator, wrzucił liścik do kosza i oparłszy się o blat tyłkiem, odetchnął głęboko. W głowie przebijało mu się tylko „Co to, kurwa, ma znaczyć?!”. Nie dość, że Marshall pakował mu się do mieszkania, to jeszcze Dustin do głowy. I pewnie w swoich myślach do majtek.
— No, to widzę, kurwa, ale kto ci je wysłał? To wygląda jak oświadczyny albo jakiś palant myśli, że jesteś laską i chce cię zbajerować — fuknął Marshall, machając wielkim bukietem. Nie było to łatwe, bo kwiaty były naprawdę ciężkie, więc po chwili odłożył je na stół. — Ej, weź, nie odwalasz jakichś pojebanych akcji i nie flirtujesz z kolesiami na czatach, podając się za laskę?
— Co…? — Courtney popatrzył na niego ze ściągniętymi brwiami. — Nie, nie podaję się za laskę. Skąd ci to przyszło do głowy? Może jakbyś sobie czasem przypomniał, że masz brata, a nie siostrę, to byś przestał wymyślać idiotyzmy. Nie kręcę z nikim poza Chasem — dodał na koniec wrogo, starając się nie patrzeć na kwiaty. Wielki, czerwony bukiet od jego pierwszego faceta, który najpewniej obudził się po spotkaniu Marshalla. A co najgorsze, znał jego adres.
— To od kogo te badyle? Przecież nie od tego dzieciaka. — Marshall wyłożył swoje i wskazał wymownie na brata, żeby się tłumaczył.
— Od Dustina…
Marshall został z wyciągniętą ręką i rosnącym szokiem na twarzy. Chwilę tak trwał, aż nie przetarł twarzy dłonią.
— O żesz kurwa… Co ta pizda chce? — spytał i ze zrezygnowaniem spojrzał na kwiaty.
— Pewnie seksu — mruknął Courtney, tym razem również zerkając na kwiaty. — Weź je jutro — powtórzył. — Może zaliczysz, a szkoda wyrzucać. A nie chcę, żeby Chase je zobaczył.
— No raczej. Jakby ktoś mojej lasce przysłał taką wiąchę, to bym się nieźle wkurwił — Marshall odparł i podszedł do kwiatów. — Weź coś na nie daj, żeby nie zdechły.
— Zajmę się tym — zapewnił Courtney, a potem popatrzył poważniej na brata. — I, Marshall, musisz coś zacząć robić poza wychodzeniem z Tankiem na spacer. Rozumiesz? Nie będę się dawał wykorzystywać. Jesteś moim bratem, ale proszę cię… sprzątaj przynajmniej ciuchy i śmieci po sobie, bo od jakiegoś czasu boli mnie patrzenie na mój stolik w salonie.
Marshall skrzywił się i usiadł przy stoliku kuchennym.
— Dlatego chcę ogarnąć ten remont. Do tego, jakby mi to poszło, to bym miał jakiś dowód, że umiem to robić. Ty też.
Courtney przez chwilę patrzył na niego w milczeniu, mając nadzieję, że to, co usłyszał w głosie brata jest autentyczne. Że ten chce jednak coś ze swoim życiem zrobić, a nie liczy na spędzenie tego czasu wygodnie, bo nadejdzie w końcu następna odsiadka.
— Obiecaj mi tylko, że nie pójdziesz znowu siedzieć… — powiedział w końcu.
Marshall skrzywił się od razu i spojrzał na wielki bukiet, leżący tuż obok. Odetchnął ciężej i znowu zerknął na brata. Był poważny, a jego oczy były z tych, które widziały już wiele.
— Za każdym razem to chyba robiłem. Może tym razem tego nie zrobię, co? I wyjdzie lepiej?
— Mhm. Może być — zgodził się Courtney i pokręcił karkiem, w którym chrupnęło kilka razy. — Jutro skończymy przeglądać oferty i może w przyszłym tygodniu będziesz miał jakieś rozmowy. Jak ręka? — zapytał, bo Marshall od jakiegoś czasu nie miał już opatrunku, jednak takie uszkodzenia mogły zostawiać po sobie ślady.
Mężczyzna spojrzał na dłoń.
— W miarę. Ujdzie. Ale nie mam szans najpierw ogarnąć se tu kąta?
— Nie. Musisz mieć z czego zapłacić za ten remont — tym razem Courtney odpowiedział z lekkim uśmiechem i zabrał się w końcu za kwiaty, żeby utrzymały się w dobrym stanie przynajmniej do jutra. I jak jeszcze kilka minut temu myślami był przy swoim chłopaku, który pewnie niedługo będzie głośno się darł, kibicując ulubionej drużynie, tak teraz w głowie miał tylko Dustina i Marshalla. I z dwojga złego w tym momencie jego brat wydawał mu się mniej nieprzyjemnym problemem.
— Ooo, robisz się despotyczny! — Marshall zaśmiał się, ale dość szybko spoważniał. — Ale nie masz zamiaru się z nim kontaktować?
Od razu zobaczył, jak Courtney kręci przecząco głową, nalewając do szklanego pseudo flakonu wody.
— Nie. Mówiłem ci, że jestem tylko z Chasem, a Dustin ewidentnie chce czegoś więcej niż wspominanie dawnych czasów.
— To co zrobisz, jak zamiast kwiatów pojawi się tu sam?
Kurator zatrzymał się na ułamek sekundy, a gdy wznowił czynność i włożył kwiatki do flakonu, odwrócił się do brata z rozłożonymi ramionami. Zdecydowanie nie wyglądał już jak tamten chłopak, którego dymał Dustin. Był mocniej zbudowany, wytatuowany, a do tego z zarostem na podbródku.
— Nie wiem, Marshall. Przecież nie analizuję takich sytuacji. Nie chcę, żeby się tu pojawiał. Tego możesz być pewien.
— To przemyśl to jednak trochę, żeby nie było takiej jazdy jak ze mną i tym twoim dzieciakiem. Bo może być chujowo, jak wpadnie na twojego… jak go w ogóle nazywasz w myślach? — Marshall spytał, opierając się ramieniem o oparcie krzesła, na którym siedział.
Courtney opuścił dłonie i sięgnął po mleko truskawkowe z lodówki, bo jakoś przez tę rozmowę i myśli zrobiło mu się sucho w gardle.
— Chase, mój chłopak, a mówię do niego tak, jak wcale nie musisz wiedzieć. Choć jeśli podsłuchałeś „Coney”, pewnie i moje określenia też — zauważył wymownie i nalał sobie zimnego napoju do wysokiej szklanki. Skoro i tak nie mieli już przeglądać ofert pracy, to nigdzie mu się nie spieszyło. Czekał go chyba wieczór przy telewizji z bratem.
— Nie, nie tego dzieciaka. Jak określasz Dustina? — sprostował Marshall, wyjaśniając o kogo mu chodziło.
— Och, Dustin… Hm… staram się o nim nie myśleć, ale na przemian „mój pierwszy”, „kumpel Marshalla” i „szmata, która mnie olała, bo wszystko wyszło”, kiedy mam zły dzień — Courtney wyjaśnił z uśmiechem bardzo delikatnego rozbawienia i w końcu usiadł na krześle przy stole obok brata, by spokojnie wypić mleko.
Marshall sięgnął po jego szklankę i wypił mu dwa łyki.
— Kumpel Marshalla. Jakbyś ty nie był z nim też blisko — zadrwił.
— Fizycznie. Z tobą się trzymał i nie raz to wy bardziej byliście jak bracia.
— Ale okazał się szmatą.
— A twój prawdziwy brat? Pedałem? Jak ty nazywasz mnie w myślach? — Courtney odwrócił trochę sytuację i ponad szklanką, z której popijał, patrzył w oczy Marshalla.
— Bratem — odparł od razu Marshall i znowu zabrał mu szklankę. Dopił do końca i wstał, żeby pójść po mleko. Tym razem jednak czekoladowe. — Pewnie jesteś rozczarowany. Czekałeś na jakieś pedały czy cioty. Ale jesteś moim bratem. Chociaż drzesz się czasami w seksie jak siostra.
— Tego ostatniego nie musiałeś dodawać — zwrócił mu uwagę, ale w jakiś sposób przyjemniej mu się zrobiło po tych słowach. Chciałby, żeby faktycznie były szczere. Byli w końcu rodziną, jedyną rodziną i chciał mieć z Marshallem jakieś… zdrowe stosunki.
— Nie mówiłbym, jakbyś nie dawał dupy — odparł Marshall porażająco prosto i dolał mleka do szklanki. Uznał, że kolejnej nie ma sensu brudzić, a nie brzydził się picia z tej samej z Courtneyem.
— A jeśli już jesteśmy na seksie, jak twoje podboje? — Kurator zmienił trochę temat, żeby nie mówić i nie myśleć już o sobie.
— Na razie bardzo spokojnie. Powiedziałbym, że aż za spokojnie. Ciężko coś puknąć, kiedy nie ma się gdzie. Twoja sypialnia odpada, a kanapa jest chujowa, jak istnieje ryzyko, że wpadniesz ty lub ten twój dzieciak.
— Wiesz, co mogłoby ci w tym pomóc? Własne mieszkanie — zasugerował z lekkim uśmiechem i wyciągnął dłoń po szklankę mleka. — Daj trochę, wypiłeś mi.
Marshall podsunął mu szklankę bliżej.
— Znowu mnie wypychasz, a dość już byłem z dala. Nie chcę się wyprowadzać. Trudno pojąć?
— Nie, rozumiem to — odpowiedział Courtney, bo wiedział, że stawiając się w sytuacji Marshalla takie życie faktycznie miało plusy. Zastanawiał się tylko, czy były to głównie pobudki materialne, czy w jakiś sposób Marshall lubił spędzać z nim czas. Choć mógł po prostu nie chcieć być sam. Kurator wiedział, że strach przed samotnością był jednym z najgorszych problemów dla ludzi wychodzących z więzienia. — Chcę tylko, żeby to działało między nami na równych zasadach. Kocham cię, Marshall, ale nie chcę się dawać wykorzystywać.
Mężczyzna najpierw mruknął potakująco, ale bardzo szybko też zaśmiał się pod nosem. Przechylił się do przodu, oparł o łokieć i spojrzał bardziej w twarz brata.
— Mmm… jakbyś nie był moim bratem, brzmiałoby to zajebiście pedalsko! — Zaśmiał się, ale nie dał mu czasu na odpowiedź, bo szturchnął go pięścią. — No, rozchmurz się.
Kurator pokręcił głową, napił się mleka i wstał.
— Pójdę z Tankiem na spacer, a po kolacji możemy coś obejrzeć. Nie będę szedł zbyt wcześnie dziś spać, bo będę czekał, aż mój chłopak wróci z meczu naładowany adrenaliną i testosteronem i napisze mi jak było, i jak bardzo ma chcicę, żeby mi powkładać — odpowiedział i przechodząc obok brata, poklepał go po ramieniu. — To brzmiało „zajebiście pedalsko”.
Marshall od razu skrzywił się… jednak zaskakująco teatralnie.
— O kurwa, jesteś pojebany! — Zarechotał. Był rozbawiony i trochę obrzydzony tym, co usłyszał. — Na gwiazdkę kupię ci, kurwa, wibrator. No jak nic!
— Nie, nie, ostatnie, czego chcę od własnego brata na święta to wibrator. — Courtney pokręcił palcem i wyszedł z kuchni, a już z przedsionku przy drzwiach, ubierając buty, dorzucił głośno: — I przygotuj się na to, że może Chase spędzi z nami święta!
Marshall się nie ruszył ze swojego miejsca, ale i tak zaskoczył Courtneya swoimi słowami.
— Ale kupię mu prezent dopiero, jak będzie moim szwagrem!
Kurator uniósł brwi i spojrzał w stronę łuku wiodącego do kuchni, jakby miał tam ujrzeć Marshalla. Nie ujrzał, ale aż się zastanowił, ile w tym było intencji, by powiedzieć coś „na odwal się”, a ile chęci Marshalla na pokazanie mu, że zaczyna go akceptować.
— To nie ma szans szybko nastać, ale zapamiętam! Tankowi chociaż coś kup! Tank nie pogardzi, co? Co, Tank? — Na koniec pochylił się do siedzącego przy drzwiach psa, który chyba tylko czekał na upewnienie się, czy też idzie, czy nie. A kiedy przekręcił głowę, wpatrując się w Courtneya i merdając ogonem jedynie w odpowiedzi na swoje imię, ten dodał: — No, spacerek! Chodź, poganiasz przed snem.
Pies szczeknął krótko, kręcąc się już przy drzwiach, a Marshall jeszcze krzyknął z kuchni:
— Kup piwo!
Cóż, zapowiadało się, że nieprędko zmieni się status tej dziwnej… rodziny. Courtney więc wcisnął do kieszeni kurtki portfel, klucze i telefon i, zabrawszy smycz, wyszedł z domu. Wręcz nie mógł uwierzyć, że jeszcze w czerwcu mieszkał tu zupełnie sam…

***

— Uuuu, yeah! — krzyknął Gabriel, unosząc wysoko ręce z zaciśniętymi pięściami i bez skrępowania darł się, idąc przez pustą ulicę z kumplami. — Mówiłem, że, kurwa, ten ostatni mu wyjdzie, mówiłem!
Mimo że najgłośniejszy, nie był jedynym, który tak się cieszył. Co prawda już gardło bolało go od wrzeszczenia, ale czy było to ważne, skoro ich drużyna wygrała? Mecz był niesamowity, a może po prostu taki im się wydawał, bo byli pierwszy raz na takim widowisku. Emocje nie opuściły ich od wejścia na stadion i teraz, kiedy już zmierzali do samochodu, żeby wrócić do motelu i napić się piwa, wyrażali głośno swoje zadowolenie.
— Staryyy, ale jak on go ominął! Normalnie myślałem, że mu szczenę rozerwie! — Roy trącił Gabriela w ramię, śmiejąc się i po chwili zainicjował akcję, o której mówił.
Kumpel także parsknął śmiechem. Był podekscytowany i niewiele było mu trzeba, żeby wybuchnąć od tego entuzjazmu.
— No! Albo jak się, kurwa, wtedy tak zderzyli. Aż poszła krew na lód! — dodał Chase, opisując jedno ze swoich mocniejszych wspomnień. — Zajebioza, kurwa.
— Trzeba będzie, chłopaki, poszukać na necie relacji. Wiecie, jakiś film z całego meczu. Zobaczymy to ujęcie z innej strony może i byłoby nieźle, jakbyśmy byli uchwyceni na kamerze — dodał swoje Raphael, szczerząc się do nich. Może i był najmniej rozentuzjazmowany, ale nie żałował. Liczyły się emocje na meczu.
— Klawo by było. I miejsca były naprawdę wyczesane — rzucił jeszcze Roy, spodziewając się, kiedy tu jechali, że będą gorsze.
Mecz był naprawdę udany. Do tego po wyjściu ze stadionu strzelili sobie fotkę i już Gabriel wrzucił ją na facebooka.
W końcu dotarli do samochodu i pojechali w kierunku motelu.
— Ja pierdolę… Początek sezonu, a takie emocje. Czaicie, jakby to było być na finale?! — Gabriel ekscytował się dalej, prowadząc i popatrując co raz na kumpli. — Weź ty, Chase, załatw jeszcze raz!
Zagadnięty nastolatek roześmiał się od razu.
— Jakbym miał na to wpływ. Do tego na finały są w chuj drogie bilety, pewnie na coś takiego by nikt nie poszedł.
— Ma rację — dodał Raphael.
— Kurwa… — Gabriel za to zgasł, ale tylko na chwilę. Potem znowu zaczął wspominać jakąś akcję, na której darli się wyjątkowo głośno.
Na tym zeszła im droga do motelu, a do pokoju z parkingu postarali się wejść cicho. Mieli się w końcu napić, więc nie chcieli zwracać na siebie uwagi. Ale już po zamknięciu za sobą drzwi, znowu się rozdarli.
— Ja pierdolę, ale bym teraz poruchał! — krzyknął Roy ze śmiechem, podążając szybko do lodówki.
— To dobrze, kurwa, że tu sami jesteśmy, bo jeszcze byś znowu molestował laski jak pojebany. — Chase zaśmiał się z uszczypliwym uśmieszkiem na twarzy.
— Nie wiem, czy tak dobrze, bo mu odwali z tej chcicy i któregoś z nas obmaca! — Gabriel zarechotał i wyciągnął mu z ręki jedno piwo.
— Niech se obmaca poduszkę — odparł Raphael z krzywą miną, patrząc na Roya trochę jak na potencjalne zagrożenie.
Ten nie był zadowolony, że stał się tematem żartu. Po rozdaniu piwa pokazał im wszystkim środkowy palec i otworzył butelkę.
— Pierdolcie się wszyscy. Ale beze mnie z tymi pedalskimi tekstami.
— Co? Każda laska dobra, czy to chuda, gruba, czy stara, a kolesie już fuj? Myślałem, Roy, że ty już nawet w drzewo wsadzasz. — Chase zaśmiał się, siadając na jednym z łóżek z piwem w ręku.
Zbierając się na mecz, zdążyli narobić tu niezłego bałaganu. Niby nie brali więcej niż bielizna na zmianę i ciuchy na drugi dzień, ale poza tym były gadżety na mecz, które częściowo zostały w pokoju i to bynajmniej nie w torbach. Łatwo dało się zauważyć, że pokój wynajmują chłopcy.
— Kurwa, już lepiej w kolesia niż w drzewo. Czaisz, że są ludzie, co się o drzewa ocierają? To się jakoś nazywa… — Roy zadumał się, przysiadając obok kumpla.
— Pojebanizm może — zasugerował Gabriel z głupim rechotem.
— Sam jesteś pojebanizm! — jego brat prychnął, ale nie uświadomił kolegów, jak naprawdę coś takiego się nazywa, żeby nie zostać wyzwanym od kujonów. Zresztą, do czego było im to potrzebne?
Wznieśli toast za udany mecz, napili się i przygasili górne światło, zostawiając włączone małe lampki, żeby nikogo zbytnio nie przyciągać do pokoju. Jakby każdy przechodzień był niczym ćma lecąca do światła i miał zobaczyć, że oto czwórka nieletnich pije alkohol.
— Kurwa… zajebiście by było kiedyś móc tak… wiecie, grać w jakiejś odjebanej drużynie, dla której tyle ludzisk lezie na mecz i drze mordy, wrzeszcząc twoje imię — Roy wpadł w zadumę, znowu wspominając dzisiejsze wydarzenie. Przy tym opierał się ramieniem o siedzącego obok, u wezgłowia łóżka, Chase’a.
— Chciałbyś grać profesjonalnie? Ale chyba nie w hokeja, nie? Bo nie grasz w hokeja — ten odparł trzeźwo. Sam nie uprawiał aż tak intensywnie żadnego sportu, żeby marzyć o byciu zawodowcem.
— No, nie gram, ale w kosza gramy, nie? Byłoby, kurwa, zajebiście… Cholera, wiecie jak niunie lecą na sportowców? — Roy zaśmiał się, co zostało podchwycone przez resztę kumpli, ale potem znowu spoważniał i popatrzył im w oczy. — Ale dobra… to tak szczerze… Jak widzicie swoją przyszłość?
— Żeś teraz przyjebał, Roy — prychnął Raphael, bo nagle, kiedy pomyślał o przyszłości, nie widział tego wszystkiego tak fajnie, jak aktualne przebywanie z kumplami. Po ich minach zresztą upewnił się, że oni myślą podobnie.
— Nie wiem, no… — Chase wzruszył ramionami. — A ty już plan emerytalny masz zaplanowany, że tak pytasz?
— Nie mam. Ale, kurwa, nie wiem też, co z życiem robić. Ty masz fuchę… i co, zostajesz w niej?
— No, nie wiem, jak Ash będzie chciał. Ale to nie są jakieś zajebiste pieniądze.
— To co chcesz robić? — Gabriel wskazał na niego puszką z łóżka naprzeciwko. Wciąż miał na twarzy namalowane barwy drużyny, której kibicowali, chociaż nieco rozmazane, bo pod wpływem emocji przetarł kilka razy twarz. — Ale tak, kurwa, serio. Gdzie się wyniesiesz od posranej rodziny?
Zapytany skrzywił się jeszcze bardziej.
— Nie wiem. Gdzieś. Jak będzie nawet jakiś socjal czy coś, to tam zamieszkam, aż może czegoś nie uzbieram. Nie wiem, nie bardzo miałem nutę, żeby o tym teraz myśleć. Wy macie jakieś plany?
— Mi się może uda zakręcić koło jakiejś bogatej mamuśki w sumie i nie będę musiał nic robić! — Roy roześmiał się głośno.
— Będziesz męską dziwką! — Gabriel od razu zauważył i zaczął się śmiać.
Przez to ponury temat szybko skończył się tak samo niespodziewanie, jak się zaczął. Tylko Chase nie do końca się rozchmurzył. Problem jego przyszłości ciążył nad nim, a teraz dopadł w momencie, kiedy nie był kompletnie na to przygotowany. Co miał zrobić po szkole, po osiągnięciu pełnoletności? Może jakby się wyprowadził, to udałoby mu się gdzieś zamieszkać za rentę za ojca. W tym czasie by przyoszczędził, pracując u Asha. Chociaż… nie chciał spędzić tam całego życia. Mógłby, jeśli Ash by to na niego przepisał, a sam kopnął w kalendarz, ale tak? Nie widziało mu się to. Praca w schronisku była przyjemniejsza, ale teraz była wolontariatem, a żeby tam zarabiać, po pierwsze ktoś musiałby w niego uwierzyć i zatrudnić, a po drugie czekałoby go wiele nauki.
Wolał o tym nie rozmawiać, a zamiast tego podchwycić rozważania kumpli, wyśmiać ich durne pomysły i poprzeć te, które miały sens. Minęło im na tym sporo czasu, a kiedy otworzyli kolejne puszki piwa, a Roy poszedł opróżnić pęcherz po poprzednim, na komórkę Chase’a doszedł sms od jego „dziewczyny”. Odczytał go, gdy bracia na chwilę się zagadali, sprzeczając o prowadzenie samochodu jutrzejszego dnia.
„Hej, jak mecz? Widziałem na necie, że wygrali :) Świętujecie?”
„Ta, jest spoko. Nie przeginamy, bez stresu. A jak u was?” — odpisał chłopak, w międzyczasie rzucając braciom uwagę, żeby się zdecydowali, bo ten, który poprowadzi, nie może przegiąć, żeby do jutra być trzeźwym.
„Tylko „jest spoko”? :( U nas OK, Marshall chyba śpi, Tank też.”
Chase skrzywił się lekko, zerknął na braci, ale ci wyrywali sobie puszki, kto ma nie pić, nie zwracając na niego uwagi. Mógł spokojnie odpisać.
„A bo wlazł na moment temat przyszłości. Ale tak to jest zajebiście. Aniołki się kłócą, Roy gada o zaliczaniu i jest klawo. Luźno ;)”
„W porządku. Cieszę się :) O meczu opowiesz mi, jak się zobaczymy. Wpadnij od razu do mnie :*”
„Też chcesz poświętować?”
„Czemu nie? Roy może gadać o zaliczeniu, a ty możesz zaliczać. Brzmi jak dobre świętowanie, hm?”
„Bardzo dobre. To wpadnę, Coney :*” — odpisał i od razu zablokował telefon, nim schował go do kieszeni.
— Coś ustaliliście? — zwrócił się do braci, zauważywszy, że ci już rozmawiają ze sobą spokojniej.
— Taa, ta pała prowadzi. — Gabriel wskazał na brata, który już znajdował się w pozycji bardziej leżącej, niż kiedy zaczęli pić. — Przynajmniej nie będzie, kurwa, odpływał myślami, smsując z Shirley, jak, kurwa, całą drogę tutaj.
— Za to wy, tępaki, będziecie musieli zamknąć jadaczki na kilka minut, jak będę do niej dzwonił z głośnomówiącego. I bez chujowych komentarzy, bo was zabiję — Raphael odparł z groźbą w głosie, nie wierząc, że kumple nie wtrącą mu się do rozmowy z dziewczyną.
Gabriel i Chase pokiwali głowami z powagą, a potem synchronicznie roześmiali się, upewniając najmłodszego chłopaka w tym, że nie ma na co liczyć. Zagłuszyli przy tym głośnie beknięcie Roya, wychodzącego z łazienki i znowu się napili. Gdy z kolei ten zaproponował przejrzenie na internecie w komórce relacji z meczu, już wiedzieli, że jeszcze długo nie zasną.

10 thoughts on “Newton’s Balls – 53 – Remonty, bukiety i świętowanie

  1. Katka pisze:

    Tigram, imię Courtneya skraca się jako Coney, to tak btw ;) A co do różnorodnych seksów – tak, tutaj jest tego troszeczkę. Courtney jest dośc wyzwolony pod tym względem, zaś Chase jest napalony na próbowanie wszystkiego. Więc na pewno jeszcze będą jakieś dziwności i urozmaicenia poza zwykłym ruchankiem :) Choc na pewno nie tak ostro jak u Jamesa i Walta, czy Masona i Josha, bo jednak Courtney nie lubi BDSM.
    A tatuaże… taaaak, to DUŻY plus. Tym bardziej, ze Courtney ma całe ręce wytatuowane. Sexy :)

  2. TigramIngrow pisze:

    Kat, ano podobuje się. Ja uwielbiam takie relacje zakazane, więc sama rozumiesz. No i jeszcze to, że Court proponuje pissing. Wow. SV jest zarąbiste pod względem różnorodności pieszczot, ale czuję, że pomysły w tym opowiadaniu mogą to przebić. Seks w parku? Był tylko lodzik w FDTS. Rynna się szlajała po publiczny toaletach i samochodach, więc tu jakoś mocno zdziwienia nie ma. Baaaardzo mnie ciekawi w jakim kierunku to pójdzie dalej. W końcu Chase to niewyżyty nastolatek. Ciekawa jestem co wymyśli.
    Wieszczę kieeeeeepskie zakończenie wątku z „dziewczyną”. Serio. Jak to dupnie to normalnie ręka, noga, mózg na ścianie. A jak się Ian dowie? Oooo…. nie chcę wiedzieć. Chase odtrąci Courta, Court będzie mocno cierpiał. To jest problem z nastolatkami. Niestety. No i to, że Chase nie identyfikuje się z tą orientacją. Takie mam wrażenie. Polubiłam Courta, mimo tego, że ma upodobania trochę jak James. Ale ma tatuaże. Jak mogłabym nie lubić osoby z tatuażem? No i dla mnie bomba, że to taka zamknięta relacja. Ciekawa jestem mocno ich kolejnych łóżkowych pomysłów, bo niestety ten z plasterkami był dla mnie trochę słaby.

  3. Katka pisze:

    Tigram, nadrobienia długo Ci nie zajęło XD mam nadzieję, że się podobało. A czy za rok będzie zakończenie to nie wiem bo to długie opko ale istnieje nadzieja :)

  4. Shivunia pisze:

    reheb-e >> Marshall… cóż. Rodziny się nie wybiera jak to mawiają i to akurat działa w przypadku obu Cornów. Mogę się założyć że my tak psioczymy na Marshalla a wiele osób by żałowała go, że musi mieszkać z „takim” bratem. Argument, że „musi” jest oczywiście bardzo słaby, ale wiesz o co chodzi ;) A tak serio, Marshall naprawdę kocha swojego brata. To jego jedyna rodzina. Co innego z ich lubieniem a już jakiś tam konkretnych cech na pewno nawet nienawidzi. Ale… cóż. Stara się. W końcu. Najwyższy czas. Nie ma tyle czasu co Chase.
    Dustina nawet nie ma co komentować. Płakałam ze śmiechu jak pisałyśmy ten jego tekst XD A kumple. Cóż, ich dialogi też doprowadzają mnie do łez. Śmiechu XD
    Pozdrowionka cieplutkie :)

  5. rehab-e pisze:

    Się porobiło. Marshall jak nie Marshall… Jakiś taki miły (jak na niego), tu sobie żartuje ze związku brata, tu coś mówi o remoncie i ogarnięciu się… Ta, ale ciekawe jak to faktycznie wyjdzie, bo ja tam mu jakoś za bardzo nie wierze.
    Ale to i tak nie było najbardziej zaskakujące.
    Dustin? Bukiet czerwonych róż? WTF?! Czy to nie on mówił Marshallowi, że Courtney go już nie interesuje (czy jakoś tak)? O co mu znowu chodzi? To nie ma sensu! xDD Jedno jest pewne – jak Chase się dowie, to dostanie szału.
    I w ogóle treść tego liściku… „Rozpalmy to między nami jeszcze raz.” Hahhahahahahahahahhahahahaha, to tak romantycznie żałosne xDD
    No a kumple Chase’a nadal doprowadzają mnie do szału, żadnych zmian :D
    Pozdrawiam ;)

  6. Katka pisze:

    Kasia, hahaha, tak, Marshall i Chase na pewno by chętnie wytłumaczyli Dustinowi co i jak XD Ale co się kryje za bukietem – kiedyś na pewno się dowiecie. Dustin jakiś cel w końcu musiał w tym mieć. Na razie na szczęście wszystko zależy od Courtneya, a on nie wygląda, jakby spieszył się znów spotkać ze swoim pierwszym. Ale zobaczymy, czy coś tego nie zmieni…
    Co do Marshalla – to tak, jest trochę wrzodem i straszne, że nie chce się wynieść, ale… może jednak coś dobrego z tego będzie? A kumple Chase’a są czasami rozbrajający XD Zawsze mamy fun, kiedy ich piszemy XD
    Bardzo dziękujemy za komentarz! Cieszy nas, że się podobało w ten jakże cudowny poniedziałek. Ja dziś cały dzień przysypiam na stojąco…

    O., może to być tylko poczucie. Trudno powiedzieć, okaże się po tym, jak dalej się Marshall będzie zachowywał. A Courtney po prostu, cóż, ma dużo wiary w ludzi XD

    Kaczuch_A, taaak, Courtney potrafi być miękki, jeśli chodzi o odmawianie komukolwiek. Daje sobie włazić na głowę i daje się wykorzystywać. Mogę jedynie powiedzieć, że on chyba jednak chce być komuś potrzebny i dobrze się z tym czuje… ale równocześnie jest wkurwiony, kiedy ktoś go nie szanuje. Hm, trochę masochizm lub taka emocjonalna hipokryzja z niego wychodzi XD Nie mam co go bronić, chociaż kocham go, bo to moje dziecko XD A co do Chase’a, to tak, jest taki „fajny i cool”, haha, fajne określenia XD Chociaż dodałabym jeszcze „debil” do tego wszystkiego. Ale taki słodki debil. Drama z Dustinem na pewno jakaś będzie. Nie pojawił się na darmo… :D

  7. kaczuch_A pisze:

    Kukurydz mnie zirytował w tym rozdziale, nosz cholera, że się własnemu bratu nie potrafi postawić. Wychodzą z niego takie ciepłe kluchy i nierozgarnięcie życiowe, brat, bratem, ale Marshall nie jest najlepszym braciszkiem pod słońcem, a Kukurydz po prostu nie ma jaj żeby go wyrzucić. Chase jak na szczyla jest taki fajny i cool, Tanka kocham ponad życie, ale Corn potrafi mnie podirytować. Ciekawa jestem co będzie za drama z Dustinem~!

    Weny, duuużo~!

  8. O. pisze:

    Czyżby się nam trójkąt emocjonalny zapowiadał? ;D
    Niby Corn czuje, że coś ugrał z bratem, ale mam wrażenie że to tylko poczucie a nie prawda xD

  9. Kasia pisze:

    Dustin i kwiaty? Ciekawe skąd to nagłe zainteresowanie? Mam cichą nadzieję że Chase się o tym dowie 😆I razem z Marshallem wytłumaczą temu Panu dlaczego to jest zły pomysł :) Ha ale mam nastrój w ten poniedziałkowy poranek :) tak bardzo się cieszę że znowu trzeba do roboty zasuwać 😉
    Marshall już zaakceptował chłopaka Courtneya i nawet sobie żartuje na ich temat,no no kto by pomyślał? Trochę przechlapane że chce zostać na dłużej u brata ale skoro się dogadują to może nie będzie tak źle :)
    Kumple Chasea znowu rozłożyli mnie na łopatki – lepiej w kolesia niż w drzewo, albo Pojebanizm haha 😂Uwielbiam te ich gadki 😃 Bardzo fajny rozdział, dzięki dziewczyny i pozdrawiam 😀

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s