Commission – Trylogia NU’EST Cz.3 – Słodki diabełek

Przed Wami ostatnia część z zamówienia dotyczącego zespołu NU’EST :D Tym razem mamy trzecią i ostatnią parkę. Jeżeli ktoś nie czytał poprzednich, a chciałby ogarnąć, to wszystkie są na podstronie Commissions. Miłego czytania!

*****

Rozdział 1 — Katastrofalny problem

Stolik był pełen słonych i słodkich przekąsek. Stały też szklanki, do których co raz ktoś nalewał soku. W tle cicho leciała muzyka. A słońce, które przebijało się przez szyby, wręcz znęcało się nad siedzącą w salonie piątką chłopaków, którzy zdecydowanie woleliby wyjść na zewnątrz, pospacerować, czerpać z tej pięknej pogody… a nie uczyć się.
— Poważnie… Wymiękam już — stęknął Aron, który miał wrażenie, że cyferki na kartce, na której widniało jakieś skomplikowane zadanie matematyczne, skaczą, hasają i robią wszystko, żeby nie mógł ich zapamiętać.
— Jesteśmy tu dopiero pół godziny, Aron — zauważył sceptycznie Ren.
— To i tak długo…
Aron leżał w pozycji, która wyglądała, jakby miał zaraz złamać sobie kręgosłup. Nie był w stanie usiedzieć spokojnie i tak po prostu się uczyć, więc w pewnym momencie spotkania rzucił sobie kilka poduszek na koc leżący na podłodze i próbował zakuwać w wygodnej pozycji. JR i Seol jeszcze siedzieli prosto na kanapie, a ten drugi próbował nauczyć czegoś swojego chłopaka. Matematyka chyba, poza nim samym, była dla reszty magią. Jeżeli chodziło o Rena, to on uczył się z kolei biologii i nawet nieźle mu to szło. Baekho za to próbował zarówno udawać, że się uczy, jak i smsować z nową, bardzo ładną koleżanką. Tak, żeby reszta tego nie widziała.
Ogólni rzecz biorąc, wielkimi krokami zbliżał się koniec roku. Co prawda zostało jeszcze półtorej miesiąca, ale i tak mieli na tyle wiele zaległości przez występy i konkursy muzyczne, że ich nauka trochę… podupadła. Jedynym szczęśliwcem był Seol, który radził sobie wręcz doskonale. Ale on przecież nie śpiewał i nie tańczył w zespole, więc miał trochę więcej wolnego czasu.
— Kurwa, kompletnie nie mogę skupić — mruknął JR, postukując ołówkiem o kolano. — Jak mam myśleć o tym pieprzonym sprawdzianie, kiedy zbliża się finał Gwiazdy?
— Spróbuj skupić się teraz, bo jak szybciej się nauczysz, to szybciej będziesz mógł myśleć o występie na finał — odparł Seol.
JR skrzywił się, bo może i to, co mówił jego chłopak, było logiczne, ale absolutnie niewykonalne. Mózg go zwyczajnie zdradzał.
— Ale jeśli szybko nic nie wymyślimy, to znowu będziemy kombinować na ostatnią chwilę.
— Co sprowadza się dokładnie do tego, co przed chwilą powiedziałem. Skup się na nauce, JR.
— Ale…
— Ale to takie dobre, angielskie piwo. A teraz się ucz.
Aron i Baekho zaśmiali się głośno, a JR wyglądał, jakby zjadł coś bardzo kwaśnego. Nie skomentował jednak trafnej riposty swojego chłopaka, tylko spróbował faktycznie skupić się na tej cholernej matematyce. Nie miał czasu na naukę! Nie zamierzał zresztą iść na żadne studia, ani mieć w życiu cokolwiek wspólnego z cyferkami. Chciał śpiewać.
Baekho również nie czuł, żeby to wszystko, czego się teraz uczył, było mu kiedyś potrzebne. Miał podobne marzenia jak JR, choć przy tym trochę mniej pewności siebie. Może wyglądał na takiego, który genialnie czuje się w swojej skórze i z reguły tak było, ale… nie był wcale taki pewien swojego talentu. Zwykle cała uwaga ich fanów była ukierunkowana na JR. On niewątpliwie miał przyszłość w tym, co kochał robić. Ren też był bardzo chwalony za swój delikatniejszy głos, a Aron genialnie się ruszał. Beakho za to czasami miał wrażenie, że jego po prostu uważano za… atrakcyjnego. Za bożyszcze, z którym wspaniale byłoby pójść do łóżka, czy z którym chciałoby się spędzić najbardziej szalony weekend w życiu. Ale przecież nie o to chodziło w byciu w zespole. Chciał, żeby doceniano jego głos, jego kreatywność, jego taniec… Czasami był zmęczony zwyczajną popularnością.
— Ej! Baekho, kurwa, mówię do ciebie dziesiąty raz! — zawołał Aron.
Chłopak otrząsnął się ze swoich myśli i spojrzał na pokracznie leżącego kumpla.
— Co?
— No co ci wyszło w zadaniu ósmym?
— Eee. Nic. Nie doszedłem tam jeszcze.
— A przy którym jesteś?
— W połowie… pierwszego?
Pozostali chłopcy skrzywili się i spojrzeli na niego z wyrzutem. Zupełnie jakby byli zirytowani, że on opiernicza się cały ten czas, kiedy oni wypruwali sobie żyły, żeby cokolwiek zostało im w głowach.
— Weeeź, ucz się, a nie myślisz o cyckach! — jęknął Aron.
— Wiesz, że będzie siara, jeśli będziesz jedynym z nas, który nie zaliczy tej klasy? — dodał wymownie Ren.
— No. Jak Aron zaliczy, a ty nie, to będzie mega wstyd — wtrącił JR.
— Ej! Co to miało znaczyć?! — oburzył się Aron, a reszta zaśmiała się w głos. Nawet Baekho.
— Dobra, dobra, już zakuwam. Ale też myślę o tym finale Gwiazdy — skłamał, żeby nie było, że roztkliwia się nad sobą. JR w końcu kilka minut temu też przyznał się, że o tym myśli.
Lider zespołu westchnął i sięgnął do stolika po słoną przekąskę. Uważał, że nie powinny tu być, kiedy się uczyli, bo zdecydowanie zbyt często każdy z nich sięgał po jedzenie, żeby uprzyjemnić sobie ten męczący czas. A nie chciał być gruby. Nawet jeśli zdecydowanie mu to nie groziło przez genetykę w rodzinie i dużo ruchu na scenie.
— Taa… Musimy coś dobrego wymyślić na ten finał — mruknął. — A Joon nam już nie pomoże, bo wyjeżdża do Japonii. Musimy sami ruszyć głową, ale na razie w mojej jest pustka.
— I to musi być coś zdecydowanie lepszego niż ostatnio — dodał Ren, choć uważał, że ostatni występ dla Gwiazdy wyszedł im genialnie. Wysoko sobie postawili poprzeczkę.
— A ostatnio było tak zajebiście mrocznie. — Aron podsunął się do swojego chłopaka i położył mu głowę na kolanach. Ren automatycznie pogłaskał go po włosach i przyznał mu rację.
— Myślicie, żeby trochę pójść w tym samym kierunku?
— Że też mrocznie? — zapytał Baekho. — Ja uważam, że to byłby raczej kiepski pomysł. Nie będą chcieli zobaczyć tego, co już widzieli. Musimy ich znowu czymś zaskoczyć. To musi być coś oryginalnego.
— Ale też nie możecie ich zanudzić — postanowił odezwać się Seol, który nie kłócił się już z nimi, że powinni rozwiązywać zadania matematyczne. Na chwilę zamknął podręcznik i spojrzał po nich. — To musi być coś żywego, żeby poderwało ich z siedzeń.
— Na finale też ma być publiczność, nie? — zapytał Aron, a JR pokiwał głową na potwierdzenie. — No właśnie. To dobrze by było, gdyby publika oszalała w trakcie naszego występu. Bo to też wpływa na opinię jury, co nie?
— Zdecydowanie — przyznał lider, pojadając słone ciasteczko i krusząc na swój zeszyt z matematyki. — Seol, myślisz, że mógłbyś nam napisać tekst?
— Eee… serio? Chcecie? — Seol aż zawstydził się przez tę propozycję i zarumieniał na policzkach, co w opinii jego chłopaka było niesamowicie urocze.
— Jasne. Jesteś w tym genialny.
— Okej… To mogę spróbować. Ale najpierw musicie wymyśleć, o czym to ma być i w jakim klimacie.
JR westchnął głęboko. Podobnie jak reszta. Na tę chwilę nikt nie miał pomysłu, a wskazówka, by występ był „żywy”, kompletnie nic im nie dawała.
Ostatecznie więc, po wymienieniu porozumiewawczych spojrzeń mówiących „nie, ja też nie mam pomysłu”, w milczeniu wrócili do zakuwania.

***

Kiedy inni się uczyli lub rozmyślali o finale Gwiazdy, Baekho zdecydował się postawić na rozrywkę. Musiał się rozluźnić, bo ostatnio było zdecydowanie zbyt wiele stresów, żeby mógł się na czymkolwiek skupić. A nie było nic lepszego niż przelizanie się z kimś seksownym. Jedyną ciekawostką było to, że w tym celu Baekho podążył do… klubu gejowskiego. I to nie pierwszy raz.
Nic nie mówił kumplom o swoich wypadach, bo z jakiegoś powodu wydawało mu się to nieistotne. Przecież z nikim się nie wiązał, a oni nigdy nie wykazywali zainteresowania dziewczynami, z którymi się spotykał. Dlaczego więc miałoby się coś zmienić, kiedy spotykał się z chłopakami? Poza tym sam podchodził do tego całkiem na luzie. Nie widział zbyt wiele różnic w tym, jak całowało się z chłopakiem, a jak z dziewczyną. Wiedział, że co innego mogło być już w zaliczaniu dalszych baz, ale tam jeszcze nigdy nie doszedł.
Po wejściu do klubu rozejrzał się luźno i wkroczył głębiej tanecznym krokiem. Lubił ten klimat. Miał wrażenie, że było tu zawsze bardzo… wesoło. Żywo, towarzysko i radośnie. Do tego zdecydowanym plusem takiego miejsca było to, że łatwiej było wyrwać chłopaka niż dziewczynę. Choć z tymi drugimi też nie miał szczególnego problemu, ale w ich przypadku trzeba było być bardziej ostrożnym.
Dziś światła migotały na granatowo. Muzyka wydawała się trochę cięższa niż zwykle, ale pasowało mu to. Nastrajało go to do polowania. Bo właśnie to teraz robił, kiedy tańczył w niezłym tłumie na parkiecie i szukał wzrokiem chłopaka w podobnym wieku. Jakoś nie podobała mu się koncepcja próbowania z kimś starszym. Nie chciał żadnego „tatusia”. Tak właściwie to wolał nawet młodszych od siebie chłopaków, ale tutaj ich nie było. Jakby nie patrzeć, trzeba było być pełnoletnią osobą.
Mimo to w oczy rzucił mu się po chwili pewien seksowny osobnik płci męskiej. Z przydługimi, ciemnymi włosami, mocnym makijażem i niezłym tyłkiem. Baekho się nie zawahał. Znał techniki podrywu i zamierzał je wykorzystać.
Kwadrans później całowali się już w toalecie. Było gorąco, a uczucie męskich, ale delikatnych dłoni na brzuchu, pod koszulką, wprawiało penisa Baekho w drżenie.
— Hej… Może chcesz loda? — szepnął mu do ucha nowo poznany chłopak.
A Baekho napiął się i popatrzył mu żywiej w oczy. Dotąd jeszcze żaden facet mu nie obciągał, a chodziły mity o tym, że lepiej loda zrobi chłopak niż dziewczyna. Teraz miałby ot tak odrzucić tę uprzejmą propozycję? Nie było mowy.
— Skoro nalegasz — odmruczał z uśmiechem.
Na twarzy nieznajomego zobaczył zadowolenie, więc chwilę później już zamknęli się w kabinie. Może toaleta nie była szczególnie romantycznym miejscem, jeśli chodziło o pierwszy lodzik w wykonaniu faceta, ale Baekho miał gdzieś romantyzm. Właśnie to lubił w facetach. Nie trzeba było wymyślać tych romantycznych pierdół, a za pytanie prosto z mostu „chcesz się lizać?” nie dostawało się w twarz.
Jeszcze nigdy dźwięk rozpinanego rozporka nie wydawał mu się tak seksowny. Aż sapnął, kiedy chłopak u jego stóp rozpiął mu spodnie. Gdy ich spojrzenia się spotkały, obaj się uśmiechnęli, a nieznajomy wydobył na wierzch już całkiem twardego penisa. Aż się roześmiał.
— Wow, jestem aż taki seksowny, że tak ci stanął? Czy może to pierwszy raz?
— A wyglądam, jakby to był mój pierwszy raz? — zapytał Baekho sceptycznie, nie mając zamiaru przyznawać się do tego, że… faktycznie to był jego pierwszy raz. To było poniżej jego poziomu, bo uważał siebie za kogoś doświadczonego w romansach.
— Mmm… Nie, wyglądasz na całkiem jurnego ogiera.
— Noo i tego się trzymajmy! — odparł ze śmiechem, po czym dla rozluźnienia przetrzepał włosy klęczącego chłopaka.
Ten puścił mu oczko, otworzył usta i… wziął jego penisa. A Baekho aż wytrzeszczył oczy, kiedy penis znikał… i znikał… i znikał… Aż cały znalazł się w gardle chłopaka. Chyba te plotki były prawdziwe…
— O niebiosa… — westchnął błogo, odchylił głowę na ściankę toalety i przymknął oczy, wczuwając się w gorąco i wilgoć na swoim kutasie.

***

Kolejny tydzień w szkole Baekho spędził na wypieraniu wszelkich obowiązków. Uznał, że najlepszym sposobem na przeżycie tej trudnej końcówki roku będzie niemyślenie o przykrościach. Dlatego zamiast rozwiązywać zadania, czytać podręcznik i zakuwać słówka, Baekho myślał nad zmianą odcieniu blond na swojej głowie. Ostatnio jakoś szczególnie podobał mu się kolor włosów u Rena, chociaż nie był pewien, czy pasowałby i jemu. Ale Ren sam w sobie na tyle głęboko interesował się modą i kosmetykami, że mógłby mu poradzić, jaką farbę wybrać.
Dlatego w czwartkowy wieczór, kiedy nie miał innych planów na życie, uznał, że zrobi Renowi odwiedziny-niespodzankę. Dla udobruchania kupił mu worek słodkości. Bo przecież Ren mógł tak samo jak inni normalni uczniowie zakuwać. On nie zamierzał.
Widok, który powitał go po otwarciu drzwi, od razu ucieszył jego serce. Lubił mamę Rena. Była ładna, młoda i sympatyczna. Gdyby nie była to matka jego kumpla, to pewnie by ją poderwał. Jakkolwiek wolał młodszych partnerów. Ale ona miała coś w sobie.
— O, dzień dobry, Baekho! Ren nic nie mówił, że wpadniesz.
— Ren nic nie wie — odpowiedział gość konspiracyjnie, z uśmiechem. A przy tym przytknął palec do ust.
— Aaach… No to szzz, wchodź na palcach.
Kobieta wpuściła go do przedsionku, a Baekho wszedł z zadowoleniem.
— To w ogóle miło, że go odwiedzasz. Powinien się ucieszyć — dodała.
— Tak…? — zdziwił się chłopak, zdejmując trampki, bo jakoś w to nie wierzył. Nie pamiętał, żeby Ren był fanem odwiedzin bez zapowiedzi.
— Oczywiście, nawet jeśli za dużo nie pogadacie. Jest w swoim pokoju. Trafisz, hm?
Baekho pokiwał głową, coraz mniej rozumiejąc. Wszedł głębiej do domu i podążył na piętro, gdzie znajdował się pokój Rena. Zapukał i wszedł z rozmachem.
— Tadaaam!
Jego kumpel… leżał na łóżku w piżamie i czytał książkę. Zrobił duże oczy na widok gościa i machnął mu. Podniósł się do pozycji siedzącej.
— No siema, co tam, jak tam? Mam dla ciebie słodycze.
Baekho wszedł głębiej, zamknąwszy za sobą drzwi i usiadł z rozmachem na skołtunionej pościeli. Wyglądało, jakby Ren spędził w łóżku cały dzień. A kiedy Baekho to przemyślał… rzeczywiście nie kojarzył, żeby widział dzisiaj Rena w szkole.
I tajemnica została wyjawiona, kiedy Ren spróbował odpowiedzieć:
— Dzi… ęki — zabrzmiało to właściwie jak wychrypiane przez męki dźwięki, które za nic nie przypominały delikatnego głosu Rena.
Baekho pobladł.
— Co ci jest?!
Ren tylko wykrzywił wargi i spojrzał na niego jak na debila. Bo bardzo dobrze było widać, co mu było. Stracił głos. Na ostatnie tygodnie przed finałem konkursu Gwiazdy, kiedy powinni już teraz zaczynać próby.
— Ja pierdolę — wydusił wyższy chłopak bardzo mało elokwentnie. — Pozostali wiedzą?
Ren pokręcił głową i spróbował wydusić „tylko Aron”, ale gardło tak go bolało, że jedynie się skrzywił. Na szczęście gość nie wywierał na nim presji mówienia, a rezolutnie wstał i przyniósł z biurka karteczki i długopis. Podał to wszystko kumplowi, a ten napisał swoją odpowiedź. Kiedy pokazał odpowiedź Baekho, ten sapnął głośno i przeszedł się po pokoju.
— Jak ty to zrobiłeś? — wydusił, a kiedy Ren wzruszył smutno ramionami, jeszcze bardziej się zatroskał. Byli udupieni. — Bierzesz jakieś antybiotyki?
Ren odpisał „TAK” i uniósł karteczkę.
— Długo to będzie trwać?
„Antybiotyki półtorej tygodnia. Potem będę dochodził do siebie.”
— Dobra. To mamy problem przez duże „P”. Nie możemy śpiewać w niepełnym składzie. Nie obejdzie się bez twojego głosu. Jest naszym kontrastem. Bez ciebie jesteśmy mdli — mówił z zaaferowaniem, zdając sobie sprawę z tego, że rzeczywiście Ren był w ich zespole cholernie ważnym elementem.
Ren tylko spuścił głowę i chwilę bawił się długopisem. Aron, gdy się dowiedział, zareagował bardzo podobnie do Baekho. Ale to nie ich reakcji się obawiał. Nie chciał zawieść ich lidera.
W końcu napisał na karteczce „trzeba powiedzieć JR” i pokazał to Baekho. A ten od razu się skrzywił. JR będzie podłamany. To było pewne. Zresztą, jak oni wszyscy. Chcieli razem wygrać konkurs, a teraz pod znakiem zapytania było nawet to, czy w ogóle wezmą udział w finale.
Wrócił wreszcie do łóżka i usiadł na skraju. Poklepał Rena po kolanie.
— Głowa do góry. Może cudownie ozdrowiejesz.
Sceptycznie spojrzenie Rena upewniło go w tym, jakie bzdury plecie.
— Sorry… Coś wymyślimy. JR na pewno nie będzie chciał się poddać. Powiesz mu ty, czy chcesz, żebym to zrobił?
Ren miał już swoją odpowiedź, bo szybko napisał: „JA”. Baekho więc zgodził się i jeszcze raz uścisnął jego ramię w pokrzepiającym geście. Rozumiał, co musiał czuć kumpel. Sam byłby załamany, nie mogąc wziąć udziału w dotychczas najważniejszym dla nich występie.
— To ja spadam, bo jeszcze się zarażę — zażartował gorzko. — Dochodź do zdrowia. Może odwiedzimy cię z resztą niedługo.
Odpowiedział mu uśmiech podzięki na twarzy schorowanego Rena. Baekho aż robiło się przykro, gdy na niego patrzył. Kto by pomyślał, że dzisiejszy dzień sprawi mu taką niespodziankę. Miał być przyjemnym obijaniem się, a teraz na pewno nie będzie mógł myśleć o przyjemnościach. Już teraz w głowie obijało mu się jedno pytanie: Co mają zrobić bez jednego członka w zespole?

***

Nieistotne było, że tego dnia do JR miał przyjechać jego młodszy brat. Nieistotne też było, że należało przygotować do tego mieszkanie, zrobić miejsce na jego rzeczy i zadbać o to, żeby Minhyun po długiej podróży mógł zjeść pożywny obiad. Nieistotne dla JR było, że powinien w tym wszystkim pomóc matce.
Teraz, ważniejsze od młodszego brata było to, że Ren nie mógł mówić.
— Nie wierzę! Nie wierzę, że to się dzieje właśnie teraz! — warknął ze złością, nie będąc w stanie usiedzieć w miejscu.
Chodził po pokoju tam i z powrotem. Pozostała trójka członków zespołu siedziała w ciszy, pogrążona w swojej żałobie. Matka JR próbowała kilka razy zainterweniować, kiedy wściekłość jej syna była słyszalna w całym domu, ale najwidoczniej muzyka była dla JR zbyt ważnym elementem życia, żeby związana z nią katastrofa nie działa na niego jak erupcja wulkanu. Był wściekły, choć nie personalnie na Rena, a na całą tę sytuację. Ren jednak czuł się winny, mimo że nie miał pojęcia, gdzie się tak załatwił. Ale to, że nie mógł mówić i że nie zapowiadało się na szybką poprawę, dołowało go dostatecznie. I pozostałych kolegów także.
— Nawet jeśli nagle znaleźlibyśmy kogoś z dobrym głosem, to nie mamy szans w kilka tygodni wyszkolić go na tyle, żeby dobrze z nami śpiewał! Żeby się zgrał, żeby wszedł w nasz tryb i nie spartolił nuty w najmniej odpowiednim momencie! — mówił dalej lider zespołu, uderzając pięścią w drzwi od swojej szafy, gdy obok niej przechodził.
— Poza tym nie wiem, jak mielibyśmy znaleźć kogoś z takim głosem jak Ren — dodał ponuro Aron.
— Wiem! — krzyknął JR, aż drugi chłopak drgnął i skulił się w sobie.
— JR… wszyscy wiemy, jak jest ciężko. Nie pogarszaj tego — mruknął w końcu Baekho, bujając się na krześle i chyba tylko cudem nie przewracając się. Nogi miał splecione w kostkach i zahaczone o kant biurka. Wyglądał na znudzonego, ale tak naprawdę po prostu był zrezygnowany.
— To znajdź mi rozwiązanie. Znajdź mi, kurwa, rozwiązanie, to się uspokoję. Bo na razie jedyne, co widzę, to oddanie zwycięstwa walkowerem, bo nie będziemy w stanie nawet wyjść na cholerną scenę.
— Bez przesady… Możemy zaśpiewać w takim składzie.
— Jasne, że możemy. Ale nie wygramy!
Baekho już nie miał argumentu. Ren za to chciałby coś dodać, przeprosić, ale nawet tego nie mógł zrobić, bo każda próba wypowiedzenia sylaby kończyła się piekącym bólem w gardle.
— Dobra… Nie ma co czekać. Musimy zrobić poszukiwania nowego członka zespołu. Chwilowego, bo nie rezygnujemy z ciebie, Ren — zaznaczył od razu JR, patrząc na smutnego blondyna.
Aron też zerknął na swojego chłopaka. Widząc jego minę, potarł go dłonią po ramieniu. Obaj siedzieli na łóżku lidera, przytuleni do siebie. Ren pokiwał głową, choć w środku już rodziła się obawa, że znajdą kogoś zbyt dobrego i on pójdzie w odstawkę. Ale… chyba nawet wolałby to, niż żeby z jego winy przyjaciele przegrali tak ważny dla nich konkurs.
— Czyli co? Robimy ogłoszenie, rozwieszamy je w szkole i będziemy robić przesłuchania? — dopytał Aron.
JR pokiwał głową, przy okazji stukając pięścią we wnętrze otwartej dłoni. Minę miał zaciętą. Nie zamierzał tak łatwo się poddać. To nie było w jego stylu.
— Tak. Musimy ustalić jakiś dzień na przesłuchania. Zgłoszenia niech wysyłają nam na pocztę. Wymyślmy jakiś formularz i…
Lider szkolnego zespołu muzycznego mówił dalej, już tworząc plan ratunkowy. Ustalili, że dobrze byłoby rozpowszechnić informację przez bloga Pajęczycy, powiadomić też wszystkich przez Facebooka i oblepić szkołę plakatami, jak tylko się dało. Obawiali się tylko, że na przesłuchania zgłosi się masa uczniów, którzy nie mają pojęcia o śpiewaniu i tańcu, a jedynie będą chcieli przeżyć swoją przygodę z najsławniejszymi uczniami w szkole.
Omawiali wszystko długo i z zaangażowaniem. Do czasu, aż nagle usłyszeli radosny głos matki JR. Ten od razu się spiął i skrzywił.
— Chyba przyjechał mój brat. Poczekajcie chwilę. Muszę się przywitać — powiedział, chociaż brzmiał, jakby nie miał na to szczególnej ochoty.
Pozostała trójka pokiwała głowami na zgodę, chociaż każdy z nich był ciekaw, jaki jest młodszy brat JR. Nigdy go nie widzieli, nawet na zdjęciach. JR za to nie był skory do opowieści. Więc gdy tylko lider ich zespołu wyszedł z pokoju, dyskretnie podeszli do drzwi, uchylili je i wyjrzeli na zewnątrz.
Zobaczyli długi przedpokój i mamę JR. Stała tyłem do nich i niestety zasłaniała osobnika, który właśnie wszedł do domu. Widzieli więc jeszcze tylko dwie duże torby i walizkę. JR stał zaraz obok, z rękami w kieszeniach.
— Pewnie jesteś zmęczony, kochanie? I głodny? — pytała ucieszona z przybycia młodszego syna kobieta.
— O jaaa, mamo, nie! Niczym mnie teraz nie karm! Tata kupił mi mnóstwo słodyczy na drogę i właściwie to tylko bym się napił wody. Najlepiej dwa litry na raz — odpowiedział jej wesoły głos kogoś o optymistycznym, żywiołowym usposobieniu.
Ren, Aron i Baekho spojrzeli po sobie jak zjawy. To miał być młodszy brat JR? Jego młodsza kopia? Spodziewali się głosu pozbawionego chęci do życia, mrukliwego albo co najwyżej absolutnie zbuntowanego. A oto siedemnastoletni brat JR już po pierwszych słowach wyglądał na jego przeciwieństwo.
— No tak, czego ja się mogłam po tacie spodziewać…? Ale na pewno jesteś trochę zmęczony. Chodź, zaniesiemy twoje rzeczy do nowego pokoju. JR, pomóż mu z tymi bagażami.
— Taa, taa…
— Ej, a ty co? Nie cieszysz się, że będzie komu wyjadać ci słodycze z lodówki i zajmować łazienkę? — zagadał ze śmiechem przybyły chłopak.
JR tylko coś odmruknął, a podglądająca wszystko trójka wreszcie mogła coś zobaczyć. JR odsunął się, żeby wziąć dwie torby, a Minhyun odwieszał kurtkę. Był zdecydowanie niższy od brata. Miał też pełniejszą twarz, choć drobniejszy podbródek. Kości policzkowe nie były tak dobrze zarysowane jak u lidera zespołu, ale przez to jego twarz wydawała się bardziej niewinna. No i ten uśmiech… Miał wąskie, delikatne wargi, które wcale szeroko się nie rozkładały w uśmiechu, a jednak były naprawdę… ładne. Do tego oczy mrużyły się szczerze. Jedyne, co go łączyło z bratem, to że mieli podobną fryzurę, choć JR miał mocniej wygolone boki.
— Ej, masz gości? — zapytał niespodziewanie Minhyun, kiedy dostrzegł trzy pary oczu wpatrujące się w niego przez szparę w drzwiach.
Chłopcy od razu odskoczyli i zatrzasnęli za sobą drzwi, a sekundę później usłyszeli śmiech przybyłego chłopaka. Następnie dobiegło do ich uszu natarczywe dopytywanie, czy są to członkowie zespołu JR. Brzmiał, jakby koniecznie chciał ich poznać. I najwyraźniej wymógł to na bracie. Okazało się to nawet ważniejsze niż zaniesienie do pokoju toreb, bo zwyczajnie wkroczył z bratem do pokoju.
— Okej… Poznajcie mojego brata. Minhyun, to jest Ren, ale nie może mówić, bo jest chory. To Aron, a to Baekho. — JR przedstawił ich wszystkich z małym entuzjazmem. Wyglądał, jakby już chciał się pozbyć młodszego brata i wrócić do poważnych spraw.
Ale Minhyun miał najwyraźniej inne plany i nie zamierzał jedynie się przywitać i odejść. Uścisnął każdemu z nich dłoń, a na koniec… zapatrzył się na Baekho. Ten był od niego wyższy, wyluzowany i teraz tak pewnie się uśmiechający. Aż drobne usta Minhyuna ułożyły się w malutkie „o”.
— Wow, hej…
— No hej. JR tak dużo ci o nas opowiadał? — dopytał Baekho, nie zwracając uwagi na jego szok. Wrócił razem z resztą kumpli na swoje wcześniejsze miejsca.
JR w tym czasie przysiadł na skraju szafki, a Minhyun żywo pokręcił głową.
— Nie. JR mi w ogóle nic nie mówi, nie gadamy za bardzo, ale śledzę was w internecie. I dużo czytam bloga tej dziewczyny z waszej strony. I byłem na waszym ostatnim występie.
— Co…?! A ty nam nic nie powiedziałeś?! — oburzył się Aron, patrząc na lidera.
Ten tylko wzruszył ramionami. Nie czuł wyrzutów sumienia.
— Czyli nieźle nas kojarzysz. Spoko, fajnie — wtrącił się Baekho, któremu w sumie chłopak był obojętny. Poza tym, że stanowił ciekawostkę jako młodszy brat ich lidera. — Będziesz chodził do naszej szkoły?
— Tak… — wydusił młodszy chłopak, wpatrując się w Baekho.
— Fajnie. Narobisz siary bratu.
Aron roześmiał się głośno, a JR pokazał kumplowi wulgarny gest, znaczący nie mniej, nie więcej jak „spierdalaj”. Minhyun za to uśmiechnął się jak mały diabełek i zatarł dłonie.
— Nie no, może nie siary, ale chyba mam jeszcze jakieś twoje stare zdjęcia, drogi braciszku…
JR od razu zrobił duże oczy i ruszył na niego, a Minhyun ze śmiechem wypadł z pokoju, żeby ratować swoje bagaże. Bo JR wyglądał, jakby zaraz miał mu je przetrząsnąć i powyrzucać wszystkie niewygodne dowody na to, jak koszmarnie kiedyś wyglądał. Nawet jeśli nie było to prawdą i każda jego fanka byłaby urzeczona zdjęciami małego JR.
— No… Będzie ciekawie — zauważył Baekho, patrząc z uśmieszkiem na drzwi i słysząc spieranie się tej dwójki.
Ren tylko się uśmiechał, bo skomentować nie mógł, ale Aron brechtał głośno, chyba pierwszy raz marząc o pójściu do szkoły. Chciał zobaczyć, jak szybko rozniesie się wieść o tym, że do szkoły zacznie chodzić młodsza kopia najpopularniejszego chłopaka.

Rozdział 2 — Ukryty talent

Wieść o tym, że w szkole jest młodszy brat JR, rozniosła się błyskawicznie. Do tego wzbogacona została plotkami. Niektóre mówiły, że Minhyun jest wyższy niż JR, a do tego jeszcze przystojniejszy. Inne, że jego ojcem był Amerykanin, więc jest mieszanką. Inne z kolei, że farbuje się na blond i nosi tylko i wyłącznie białe ciuchy. JR był tym wszystkim poirytowany, za to Minhyun wyglądał, jakby nie posiadał się z radości. Nawet specjalnie nie przyznawał się, że to on jest tym bratem, żeby tylko móc posłuchać tych wszystkich opowieści.
Ale gdy tylko dorwała go Pajęczyca, tajemnica o jego tożsamości poszła w zapomnienie. Dziewczyna z różową apaszką pod szyją i włączonym dyktafonem dopadła go na jednej przerwie i zaciągnęła jak kociaka do wolne salki. Była przy tym mało delikatna i zdeterminowana.
— Hej, Minhyum. Co słychać? Masz dla mnie chwilę? Wiedziałam, że masz — zaczęła na wstępie.
A chłopak zapatrzył się na nią niemądrze. Sam nie zdążył jeszcze za bardzo przerobić swojego mundurku, więc nieźle wtapiał się w tłum. Za to dziewczyna przed nim miała bardzo wiele dodatków, w tym kolorowe kokardki we włosach i delikatną biżuterię w kształcie lilii.
— Ee… Zaraz, znam twoją twarz — wydusił, mrugając szybko i próbując ją skojarzyć.
Pajęczyca uśmiechnęła się szerzej i wręcz despotycznie posadziła go na wolnym krześle. Sama dosunęła sobie drugie i usiadła naprzeciwko. Bardzo blisko. Trudno było powiedzieć, czy po to, żeby dyktafon dobrze nagrywał rozmowę, czy żeby mu się dokładniej przyjrzeć. Minhyun cieszył się, że nie siedzą w jakiejś małej komórce na miotły, tylko w dużej sali, bo jeszcze dostałby jakiegoś ataku paniki.
— A ja myślałam, że to twój brat i jego kumple są sławni — powiedziała ze śmiechem. — Może kojarzysz mnie z bloga. Więcej tam jest zdjęć zespołu, ale mam w zakładce „o mnie” swoje zdjęcie.
— Właśnie! — Minhyun pstryknął palcami i uśmiechnął się szeroko. Wyglądał na bardzo żywiołowego chłopaka. — Pajęczyca! Subskrybuję twojego bloga!
— Ooo, no proszę. Bardzo mi miło. To teraz nawet masz okazję na nim zaistnieć, jeśli tylko zgodzisz się na malutki wywiad i zdjęcie.
Minhyun nawet tego nie przemyślał, a od razu pokiwał żywo głową.
— Jasne! Chętnie. Czad.
— Świetnie. To powiedz mi…

***

— Nie wierzę…
Kiedy JR czytał wywiad na telefonie i patrzył na wyszczerzoną minę brata, Baekho i Aron śmiali się do rozpuku. Bo z każdą kolejną odpowiedzią Minhyuna przeczytaną przez JR, na jego twarzy wykwitał coraz większy wyraz niedowierzania.
— Jak on mógł powiedzieć, że tańczyłem w przebraniu krokodyla… — JR dalej nie dowierzał.
A Arona i Baekho zaatakowała kolejna salwa śmiechu. Ten pierwszy aż nie mógł oddychać i starał się uciszać JR, bo im więcej ten mówił, tym bardziej sam się śmiał. A to zaczynało być bolesne dla niego przepony.
— Poczekaj na te memy… — Rechotał Baekho, trzymając się za brzuch.
JR zmierzył go mściwym spojrzeniem i trzasnął otwartą dłonią przez głowę.
— Nawet nie próbuj, Baekho, bo będziesz na próbie ćwiczył wyciąganie głosu.
Kumpel tylko bardziej się zaśmiał. Całą trójką siedzieli przy długim stole ustawionym przed sceną w auli. Zaraz mieli zejść się pierwsze osoby, które wysłały zgłoszenia. Odzew był bardzo szybki, gdy tylko rozpowszechnili informacje o poszukiwaniach kolejnego członka zespołu. Ale JR wcale to nie cieszyło. Obawiał się, że uczniowie od czapy wysłali zgłoszenie, wcale nie oceniwszy swoich faktycznych szans. Ale lepiej było przesłuchać kilka osób, niż stać w miejscu i czekać na zbawienie.
Drzwi do sali otworzyły się bez pukania, a oni całą trójką spojrzeli w tamtym kierunku. Zamiast pierwszej osoby ze zgłoszeń przybył… Minhyun. Uśmiechnął się do nich radośnie, mimo że brat odpowiedział mu bardzo sceptycznym spojrzeniem.
— Co ty tu robisz? — mruknął.
— Przyszedłem z wami posłuchać — oznajmił chłopak, nawet nie pytając o to, czy może.
Przytargał do stolika kolejne krzesło i postawił je po stronie Baekho. Uśmiechnął się do niego radośnie. Ten odpowiedział krótkim uśmiechem, ale bardziej pełnym rozbawienia niż czystej sympatii.
— Chyba masz pluskwę, JR.
— Spierdalaj — mruknął lider. Ignorował obecność brata i udawał, że czyta zgłoszenie.
Było jeszcze pięć minut, zanim ktoś miał przyjść. Na stoliku poza wydrukowanymi zgłoszeniami stały kubki z kawą oraz telefon Arona, którym ten się bawił. Rena w ogóle nie było w szkole od kilku dni, bo desperacko próbował wyleczyć się w domu.
— To dzisiaj szukacie nowego członka zespołu? — zagadał niewinnie Minhyun, popatrując na Baekho. — Myślicie, że dzisiaj się ktoś na serio znajdzie?
Wysoki blondyn obok niego, który też dla zabicia czasu wyciągnął telefon, lekceważąco wzruszył ramionami.
— Pewnie nie. Żeby znaleźć prawdziwy talent, to trochę trzeba się naszukać. A nie chcemy kogoś przeciętnego, bo nie ma czasu go wyszkolić.
— A on musi też umieć tańczyć? Tak jak ty?
Baekho ściągnął brwi i spojrzał na niego pytająco.
— Tak jak ja?
— No… Ty genialnie tańczysz. Najlepiej z nich wszystkich — dodał prosto Minhyun, a Aron i JR spojrzeli na niego z pretensję.
Baekho za to uśmiechnął się pewniej. Nieczęsto słyszał takie słowa. Było o to trudno, kiedy znajdowało się u boku takich genialnych tancerzy jak pozostała trójka członków jego zespołu.
— Serio dokładnie śledzisz karierę brata, co? — odparł żartobliwie, czując się w duchu nieźle połechtanym.
Minhyun roześmiał się i beztrosko zabujał na krześle.
— Nie no, nie tylko jego. Was wszy… Uaaa!
Nie skończył, bo krzesło podjechało i o mało nie opadł razem z nim na plecy. O mało, bo Baekho wykazał się niezłym refleksem i niespodziewanie złapał go obiema dłońmi za szczupłe ramię. Dzięki temu, kiedy krzesło upadło, Minhyun zawisnął nad podłogą i uratował głowę przed stłuczeniem.
— Kurwa, co ty wyrabiasz?! — warknął JR.
A Minhyun zapatrzył się głupio na swojego bohatera. Wydusił ciche „dzię… ki”. Ale mina Baekho wcale nie była łagodna i zadowolona ze swojego refleksu. Podniósł Minhyuna, ale zaraz po tym warknął z brzydkim przekleństwem. Bo kiedy łapał chłopaka, musiał wypuścić z dłoni telefon, a ten upadł na podłogę. I okazało się, że szkiełko na wyświetlaczu pękło.
Minhyun zaczerwienił się i nie wiedział, co wydusić. Było mu głupio i wiedział, że to jego wina. A Baekho klął dalej, aż rzucił telefonem na ławkę i odsunął krzesło donośnie. Aż zaszurało na podłodze.
— Idę się odlać — burknął. — Pewnie pójdzie całe cholerne kieszonkowe.
— Przepraszam… — wydusił za nim Minhyun.
Ale Baekho nie zwrócił na niego najmniejszej uwagi. Wyszedł po prostu z sali. JR za to postukał się po czole, pokazując jednoznacznie młodszemu brat, że spartolił.
— O ja… — wydusił Minhyun, siadając powoli i patrząc ze smutną miną na drzwi, za którymi zniknął blondyn.
Miał nadzieję, że Baekho nie nienawidzi go za to… Ale przecież wymiana szkiełka w telefonie była niewygodna i czasochłonna! Wiedział to, bo chyba już ze dwa razy udało mu się zepsuć swój telefon.
Chciał za nim pobiec, ale JR przytrzymał go na miejscu, kiedy do sali wszedł pierwszy, zainteresowany udziałem w zespole chłopak.
— Siedź. Będziesz włączał muzykę — mruknął JR, a Minhyun tylko pokiwał niemrawo głową. Czuł się jak lama.

***

W szkole tak wiele się działo, że takie wieczory jak ten były bardzo uspokajające. Cisza za oknem, ciemności i wizja sobotniego poranka bez obowiązków. JR leżał w łóżku, już w piżamie. Na uszach miał duże słuchawki, na kolanach laptopa i właśnie oglądał nagrane przesłuchania. Przy okazji pisał do swojego chłopaka wszystkie spostrzeżenia, czując, że musi się nimi podzielić z kimś spoza zespołu. Baekho, Ren i Aron mieli swoją opinię jako „zawodowcy”. Seol za to, jako ich słuchacz, mógł powiedzieć coś więcej. A może po prostu JR lubił rozmawiać z nim na każdy temat i cieszył się, kiedy ten angażował się w ich problemy.
Wolał, kiedy w pokoju było ciemno i jedyne światło dawała lampka nocna. Do tego specyficznie świeciła, bo wyglądała, jakby była wypełniona czerwonym płynem, w którym pływały bąbelki.
Przez słuchawki na uszach nie usłyszał pukania do drzwi, ale zobaczył postać brata, gdy ten wślizgnął się do środka. Też już był w piżamie. Musiał umyć przed chwilą włosy, bo były wilgotne i sterczące w każdą stronę. A że piżamę miał czarno-czerwoną, zdaniem JR brakowało mu tylko diabelskich rogów na głowie i ogonka ze strzałką wychodzącego z tyłka, żeby w pełni wyglądać jak mały demon.
Ściągnął brwi pytająco i zsunął słuchawki na kark.
— Co chcesz?
Minhyun cicho zamknął za sobą drzwi i na bosaka podszedł do łóżka. Usiadł na samym końcu. Wyglądał na… skrępowanego. Zawsze wtedy specyficznie ściągał wargi i lekko je wydymał, przez co wyglądały jak drobny dzióbek. Nie patrzył też w oczy JR, tylko gdzieś na bok.
— Co robisz? — zapytał, co brzmiało jeszcze bardziej podejrzliwie w uszach jego brata.
— Oglądam przesłuchania… Co jest?
— Bo chciałem zapytać… No, czy ten… Czy Baekho już naprawił telefon?
JR zamrugał. To o co to chodziło? Aż nie potrafił od razu odpowiedzieć. A Minhyun wyczekiwał odpowiedzi z taką miną, jakby czekał na wyrok.
— Eee… nie mam pojęcia. Przedwczoraj mówił, że zostawił w serwisie, ale nie wiem, czy już ma ją z powrotem.
Minhyun skrzywił się i zaczął się bawić palcami.
— Bez sensu…
— No… Wiesz, to tylko szybka.
— Szybka, szybka, ale przeze mnie.
JR wywrócił oczami. Nie rozumiał, dlaczego jego brat miał aż takie wyrzuty sumienia. Czyżby aż tak podziwiał ich zespół? Nie wierzył.
— Jakbyś mi zbił szybkę, to nawet byś nie zapytał, czy już naprawiłem — mruknął sucho.
— Oj, ale to ty, to ty. Co mnie to obchodzi?
— No dzięki, kurna! — Wkurzył się i kopnął go stopą, bo tylko nią sięgał do uda brata. — Spadaj stąd!
— Ej, ale…! A mogę mu to jakoś… Nie wiem no, wynagrodzić? Jak myślisz? On coś lubi czy coś?
To było dla JR coraz mniej zrozumiałe. Nie ogarniał, dlaczego Minhyun tak się spinał. Nawet dobrze nie znał Baekho. Gadali może trzy razy!
— Nie mam pojęcia. Jemu zależy na dupach i imprezach.
— A… A jakoś bardziej na czymś?
— Nie wiem. Też się wkurza, że nie mamy czwartej osoby do zespołu.
A na twarzy chłopaka pojawił się wyraz nagłego zadowolenia. Uśmiechnął się szeroko i uniósł rękę, jakby nastąpiła eureka.
— Właśnie! To ja mogę być tą czwartą osobą! — zawołał.
Przez kilka sekund JR patrzył na niego w szoku… po czym roześmiał się głośno, psując tę wieczorną ciszę. Śmiał się i śmiał, aż w końcu nasunął słuchawki na uszy i wrócił spojrzeniem na ekran.
— Ej! Nie lekceważ mnie! — Minhyun, zirytowany takim podejściem, pchnął jego nogę. — Eeeej! Popatrz na mnie!
Rozbawiony JR pokręcił głową i znów zdjął słuchawki.
— Ty nie umiesz śpiewać.
— Umiem! — zarzekł się oburzony Minhyun.
— Jasne…
— Umiem!
— To zaśpiewaj coś.
I na twarzy młodszego chłopaka od razu wykwitł rumieniec. Pokręcił głową przecząco. Najwyraźniej było mu zbyt wstyd przed starszym bratem, żeby tak po prostu zacząć śpiewać.
JR chwilę czekał, aż znowu się uśmiechnął.
— Mówiłem. Nie umiesz.
— Umiem!
— Kurwa, jak zdarta płyta… To przyjdź we wtorek na kolejne przesłuchania.
— O! A żebyś wiedział, że przyjdę — zarzekł się i wstał z łóżka z miną, jakby właśnie dokonał wielkiego postanowienia i od tego dnia jego życie miało wyglądać zupełnie inaczej.
JR nie wierzył w to, co słyszał. Był pewien, że będzie to jedna, wielka porażka. Ale to był wybór Minhyuna. Jeśli chciał się zbłaźnić, to był jego wybór. Nie zamierzał bawić się w starszego brata odciągającego go od kłopotów. Mógł to robić, gdy byli młodsi. Teraz Minhyun miał siedemnaście lat i sam powinien odpowiadać za swoje poronione pomysły.
Obserwował, jak Minhyun wychodzi dziarsko z pokoju, po czym wrócił spojrzeniem na ekran. Nie spodziewał się wiele po swoim bracie, więc musiał przynajmniej przyjrzeć się osobom, które już przesłuchali. Może wśród nich był już jakiś ukryty talent, którego nie dostrzegł na żywo…

***

— Twój brat wie, że jesteś gejem…? Że jesteśmy razem? — zapytał Seol, kiedy szedł u boku swojego chłopaka w stronę auli.
Kolejny dzień przesłuchań. Kolejna nadzieja w sercach członków zespołu. Jeszcze przez weekend liczyli na to, że Ren cudownie ozdrowieje, ale jego regeneracja miała koszmarne tempo. Kazali nawet Aronowi trzymać się od niego z daleka z obawy przed zarażeniem. Wszyscy widzieli, jak trudne to jest dla nich obu, ale teraz najważniejszy był konkurs.
— Śledzi jak chora psychofanka bloga Pajęczycy. Jak myślisz? — odparł JR z krzywą miną.
Otworzył drzwi i weszli do środka. Był tam już Aron i Baekho. Ten pierwszy czytał gazetkę, zaś drugi bujał się na krześle i ewidentnie się nudził.
— O, jesteście!
Przywitali się i zajęli ostatnie dwa krzesełka przy długim stole.
— Ej, Baekho, naprawiłeś już swój telefon? — zapytał lider, kiedy sobie o tym przypomniał.
Zaskoczony blondyn uniósł brwi i aż spojrzał na swoją komórkę, która leżała teraz na stoliku.
— Ee… No. A co?
— Minhyun się tym jakoś dziwnie przejął.
— O… Tak? — Baekho wykrzywił wargi w lekkim podziwie. — Miło… No ale spoko, to tylko wyświetlacz. Mama zapłaciła.
JR tylko skinął głową, bo do sali bardzo szybko weszła pierwsza osoba. Przybrali więc na twarze profesjonalne miny i z nadzieją przysłuchiwali się kolejnym osobom. Nie było absolutnie żadnej, która powaliłaby ich na kolana lub która miałaby głos podobny do Rena. Może za bardzo skupiali się na tym, żeby znaleźć jego kopię. A przecież Ren był jedyny w swoim rodzaju.
Słuchali jednak uprzejmie i zapisywali swoje uwagi. Wszystko też nagrywali, żeby potem pokazać to Renowi i poprosić go o opinię. Aż pojawiła się osoba, której nikt się tu nie spodziewał.
— Hejka.
Aron, Seol, JR i Baekho mruknęli coś i nawet nie ogarnęli, kto wszedł. Odznaczali swoje oceny poprzedniej osoby na formularzu. Ale gdy unieśli wzrok, zastygli. Przed nimi stał Minhyun. Żeby tego było mało, nie był ubrany w mundurek. Miał białą kamizelkę na srebrne guziczki, która odsłaniała jego ramiona. Na nogi za to założył obcisłe, czarne spodnie wsunięte w wysokie buty. Nadgarstki wzbogacone zostały przez skórzane bransolety, zaś oczy miał podkreślone czarną kredką.
Przez myśl Baekho przeszło „on ma takie zgrabne nogi…?”. Wcześniej totalnie tego nie widział, bo spodnie od mundurków wcale nie podkreślały uroków. Zresztą, ledwo go poznał. Szczególnie że chłopak nie miał na twarzy swojego diabelskiego uśmieszku, lecz całkiem poważny wyraz.
— Jednak przyszedłeś… — mruknął JR ze zblazowaną miną.
— To tak na serio…? — zapytał Baekho, patrząc to na jednego, to na drugiego z braci. — To nie jakiś żart?
— Mnie nie pytaj — odparł lider, nie wierząc, że jego brat naprawdę się na to zdecydował. Zwrócił się jednak do niego. — Masz jakiś podkład?
Minhyun pokiwał głową żywo i podszedł do nich szybko. Miał w ręku płytę. Aron więc przyjął ją i wsunął do laptopa, który podłączony był do głośników w sali.
— To pierwszy utwór na tej liście — powiedział chłopak, wracając na swoje miejsce na środku sceny już z mikrofonem.
Wyglądał na zestresowanego, ale zdeterminowanego. To było aż dziwne do obserwowania, bo dotychczas wydawał się aż za bardzo wyluzowany i roześmiany.
— Dobra. To dajesz — rzucił Aron i wcisnął play.
Muzyka popłynęła. Początkowo była spokojna i wręcz leniwa. Wyglądało więc na to, że Mihyun chce zaśpiewać coś lekkiego, a nie drzeć mordę. Ale tak czy tak, żaden z czwórki siedzącej przy długim stole nie spodziewał się niczego szczególnego, bo przecież wiedzieliby, gdyby brat JR był utalentowany.
I jakże się zdziwili, kiedy ten zaczął śpiewać.
Kawałek był może delikatny i lekki, ale głos Minhyuna wydawał się mocny, poruszający wszystkim w tej wielkiej sali. Ba, gdyby teraz nie byli w pomieszczeniu w szkole, tylko gdzieś indziej. W pałacu na wielkim pustkowiu, w jakiejś magicznej krainie. Bo chyba właśnie taki był głos tego chłopaka — magiczny, hipnotyzujący. A do tego naprawdę… czysty. JR, który słuchał brata z niemalże rozdziawionymi ustami, nie dowierzał. Nie wiedział nic o tym, żeby Minhyun kiedykolwiek chodził na lekcje śpiewu. A teraz śpiewał tak, jakby był bardzo dobrze technicznie przygotowany. Nie fałszował, wyciągał głos wysoko, kiedy było trzeba.
— Nie wierzę… — wydusił Baekho, rozkładając ręce.
Był oczarowany tym śpiewem, a teraz widział po twarzy lidera, że ten też czegoś takiego się nie spodziewał. I dobrze. Bo gdyby wiedział o talencie brata i nic im nie powiedział, to chyba pourywałby mu wszystkie nogi.
— Ale czad… — dodał Aron.
JR nie odezwał się, bo po prostu był zbyt zszokowany. A Minhyun, jakkolwiek na co dzień był roztrzepanym, żywiołowym chłopakiem, tak teraz wydawał się bardzo… profesjonalny. Nie robił głupich min i wczuwał się w tekst, żeby też swoją postawą przekazać jego wydźwięk. To było niesamowite.
Gdy zapadła cisza po tym, jak muzyka się skończyła, cała czwórka siedziała za stołem z niedowierzaniem. Nawet Seol nie mógł tego ogarnąć. Nie mówił nic głośno, bo przecież nie był członkiem zespołu i nie do niego należała decyzja, ale miał nadzieję, że JR go weźmie. Bo przecież aż szkoda by było zmarnować taki talent.
— Ee… było aż tak źle…? — wydusił Minhyun, wciąż stojąc w miejscu i patrząc na nich teraz zdecydowanie stremowanym spojrzeniem. Jak jeszcze kilka sekund temu wczuwał się w swoją rolę, tak teraz przestępywał z nogi na nogę.
JR odchrząknął i doszedł do siebie. Nie chciał za bardzo okazywać zaskoczenia i poruszenia, żeby jego brat nie wyobrażał sobie za wiele.
— Od kiedy ty niby śpiewasz? — mruknął, ściągając groźnie brwi.
— E… Nie wiem, no… od zawsze trochę. W szkole byłem w chórku i w ogóle…
— Byłeś w chórku…?
— No…
Baekho nagle się roześmiał. Z jakiegoś powodu to wszystko wydawało mu się niesamowicie zabawne. Dwójka braci była genialnie utalentowana, a ten starszy nic nie wiedział o tym młodszym. Coś też czuł, że Minhyun nic nie mówił, obawiając się wyśmiania. Bo to JR miał lepszy głos, ale jemu wcale nie było do tego daleko.
— Dobra, dobra… To jest zajebiste, ale teraz tak serio. Ty chcesz być z nami w zespole? — zwrócił się do Minhyuna.
A ten od razu żywo pokiwał głową i wpatrzył się w niego jak w obrazek.
— Pragnę!
— Okej. A umiesz tańczyć?
— Eee… Nie.
I jak na życzenie, wszyscy trzej członkowie zespołu skrzywili się. No tak. Nie mogło być zbyt pięknie. Ale już dobry wokal był jakąś podstawą. Dzięki temu nie musieli pracować nad śpiewem, a jedynie należało skupić się choreografii.
— Weźcie, chłopaki, to się da jakoś obejść — odezwał się siedzący w środku Aron, popatrując na boki na swoich kumpli. — Jak umie śpiewać, to tylko z nim poćwiczymy. Każdy z nas może trochę w wolnym czasie, żeby jak najwięcej trenował. I powinniśmy wyrobić, co nie?
JR przytaknął ostrożnie, chociaż już był coraz bardziej zdecydowany. Nie miał pojęcia, jak to będzie być w zespole z własnym bratem. Obawiał się, że będzie więcej spięć i wcale tak swobodnie jak teraz nie będzie się czuł. Bo nie miał z Minhyunem zbyt dobrego kontaktu. Nie widywali się tak często jak każde inne, normalne rodzeństwo. Ale nie był na tyle głupi, żeby nie widzieć tego potencjału. Byłby skończonym idiotą, gdyby go odrzucił w takim momencie.
— Tak, to chyba da się obejść…
— Ja mam jutro wolne po szkole. Mogę z nim zacząć trochę ćwiczyć, zanim wymyślimy choreografię do piosenki — dodał Baekho.
A gdy oni tak rozmawiali, Minhyun stojący dalej gapił się na nich głupio. Jakby nie nadążał. Aż w końcu przerwał im w połowie zdania:
— To… chcecie mnie? — Brzmiał, jakby wręcz nie wierzył.
Cała trójka spojrzała na niego wymownie, a JR wywrócił oczami i odpowiedział:
— Tak. Chyba że przyszedłeś tylko nam zająć czas.
— Nie! Chcę, chcę z wami śpiewać! Wow! Ale serio czad…!
— Już, już, nie podniecaj się tak. Jutro poćwiczysz taniec z Baekho. I masz się starać, bo jeśli się okaże, że masz do tego lewą nogę, to będziesz sobie śpiewać do lustra. Bo nasze występy to nie tylko śpiew, ale i taniec. Dobry taniec. Rozumiemy się?
Minhyun skinął głową żywiołowo i niemalże wojskowo zakrzyknął:
— Tak jest!
A Baekho uśmiechnął się kątem ust.
— Jeszcze coś z niego będzie…

Rozdział 3 — Zbyt wiele przeciw

W szkole już wszyscy byli świadomi, że Minhyun dołączy do zespołu. I w sumie nikt nie wiedział, jakim cudem tak szybko się to rozeszło. Ledwie wczoraj mieli przesłuchanie, a już dziś od rana w szkole krążyły o tym plotki. Aron podejrzewał, że to za sprawą szpiegów Pajęczycy, bo wydawało mu się, że ktoś długo siedział pod aulą, w której mieli przesłuchania. I na pewno nie po to, żeby ich pilnować.
Właściwie wszyscy byli pewni, że dziewczyna ma zastępy osób, które co raz donoszą jej o tym, co dzieje się u członków zespołu. Musiałaby się przecież sklonować, żeby wiedzieć to wszystko, co pojawiało się u niej na blogu. A przecież często znajdowały się jakieś fotki z wypadów chłopaków do miasta, informacje o ich postępach w nauce, czy o… kolorze bielizny. Nie było możliwości, żeby mogła to sama sprawdzić. Wyglądało więc na to, że miała też swoich szpiegów wśród męskiej części szkoły. Żeby tego było mało, zrobiła nawet małą aplikację, która informowała śledzących jej bloga czytelników o tym, gdzie w konkretnym momencie znajduje się jakiś członek zespołu. Było to zabawne, ale też kłopotliwe, kiedy przykładowo Aron i Ren wybierali się na randkę do cukierni, a tam po chwili znajdował się wianuszek ich fanek.
Tym razem tego pięknego przejawu postępu technologii miał doświadczyć… Minhyun. Był umówiony z Baekho na pierwszy trening tańca u niego w domu. I był tym tak strasznie podjarany, że nawet nie zauważył, jak grupka trzech pierwszoklasistek podąża za nim jak małe pieski za smakołykiem.
Szedł radośnie, z słuchawkami na uszach i rozmyślał o tym, że pierwszy raz został zaproszony do domu tego przystojniaka. Bo tak… Baekho był seksowny. Już na zdjęciach na blogu Pajęczycy swego czasu to zauważył, ale kiedy poznał go na żywo… Miał wrażenie, że nogi mu zmiękły. Chłopak był wysoki i miał ten specyficzny pazur, który sprawiał, że chciał zdjąć spodnie i wypiąć się do niego. I kompletnie nie zmieniało faktu to, że wciąż był prawiczkiem. Chciał go dotykać!
— Um… h… hej — wydusiła jedna z dziewcząt, która postąpiła kilka szybkich kroków i teraz z przyjaciółkami szła chodnikiem za Minhyunem.
Ale ten tego nie usłyszał. Głos był zbyt nieśmiały i cichy, a on zagubiony w muzyce i własnych myślach. Dziewczęta więc spojrzały po sobie z rozterką, ale w końcu jedna klepnęła go w ramię. I od razu odskoczyła, jakby chłopak miał odwrócić się i je pożreć.
Ale zamiast tego, młodszy brat raczej buntowniczego i poważniejszego lidera zespołu tylko uniósł pytająco brwi i spojrzał na każdą z dziewczyn ze zdziwieniem.
— Słucham…?
Dziewczyny spojrzały po sobie. Wyglądały wręcz uroczo. Wciąż w mundurkach szkolnych.
— Hej… Słyszałyśmy, że jesteś w zespole — odważyła się odezwać jedna z nich. Miała rozjaśnione włosy i różową apaszkę.
— No. Od wczoraj. I chyba już wie cała szkoła — odparł Minhyun ze śmiechem. Po tym wskazał drogę, którą szedł. — Ale jak coś chcecie, możemy pogadać, idąc? Bo trochę się spieszę…
— Tak, tak!
Wszystkie synchronicznie pokiwały głowami, z czego Minhyun aż się zaśmiał. Miał dzisiaj wybitnie dobry humor.
Ruszyli dalej w stronę domu Baekho, a on w końcu popatrzył na nie pytająco, bo te wciąż nic nie mówiły. Z drugiej strony… czuł się fajnie. Sława miała swoje plusy, a on w ten piękny, słoneczny dzień szedł sobie ulicą z trójką ślicznych dziewczyn. Pewnie wielu chłopaków z poprzedniej szkoły by mu tego zazdrościło.
— To… idziesz do Baekho, prawda? — zapytała ta sama dziewczyna.
Pozostałe dwie najwyraźniej zamierzały przyjąć taktykę pod tytułem „idziemy i słuchamy, a ty działasz”.
— Aha. Mamy razem potańczyć.
— Faaajnie. W ogóle… wreszcie nie będziecie samotni.
— Eee… w sensie? — Minhyun nie bardzo to zrozumiał.
— Bo… bo JR jest z Seolem, który często z nimi wychodzi. Razem krążą po parkach, chodzą na zakupy i Seol nawet pomaga im w doborze ubrań do występów. Ostatnio te srebrne paski to był jego pomysł! Tak samo jak te cudowne drugie śniadania, które czasem robi chłopakom. Chociaż Aron nie lubi ostrych rzeczy… — mówiła dalej, a przez myśli Minhyuna przemknęło słowo „psychofanka”.
— Okej… Ale o co chodzi z tą samotnością…?
— Bo od kiedy Aron jest z Renem, to tylko Baekho był sam i… i w sumie nam wszystkim bardzo go szkoda.
— Ale on chyba tak lubi…? Lubi imprezy i wolność — zauważył, bo nie tylko wyczytał o tym na blogu Pajęczycy, ale też sam trochę to zauważył. Zdecydowanie ten chłopak był wolnym ptakiem.
— T-tak… Ale to i tak jest smutne… Bo to taki fajny chłopak…
Z tym Minhyun musiał się zgodzić. Przechodząc przez ulicę z trójką dziewczyn, pokiwał więc żywo głową i wkręcił się w ten temat.
— Jest genialny! Bo wszyscy się jarają moim bratem, ale mi się bardziej podoba, jak Baekho tańczy! Jest taki seksowny… A JR to pała.
Dziewczyny roześmiały się, a sam Minhyun też odpowiedział uśmiechem.
— Nie jest! Jest fajny! — zaprzeczyła jedna z nich ze śmiechem. — Jest taki przystojny.
A Minhyun udał, że wymiotuje, co wywołało kolejną salwę śmiechu. Potem jednak pociągnął temat Baekho, wychwalając jego atrybuty i narzekając na niedocenienie. Był jego zdaniem najfajniejszym członkiem zespołu, dlatego tym bardziej się cieszył, że to właśnie do niego szedł.
Musiał pożegnać się z dziewczynami pod domem starszego chłopaka. Te jeszcze wymogły na nim autografy, co było dla niego wielkim wydarzeniem. Jeszcze nigdy nie rozdawał autografów!
Z coraz lepszym humorem zadzwonił do drzwi. Obejrzał się jeszcze i zauroczony zadbanym ogródkiem, poczuł się jak w jakiejś innej krainie, w której właśnie wkracza do magicznego domku, a tam czeka na niego czarodziej.
A kiedy Baekho mu otworzył… magia wcale nie przestała istnieć. W tych czarnych alladynkach i białym t-shircie z dużym nadrukiem Baekho wyglądał… fantastycznie. Liczne kolczyki, spokojna, wyluzowana poza i to spojrzenie…
— Hej… — wydusił gość.
— Siemanko. Wbijaj — odpowiedział gospodarz i przepuścił go w drzwiach, zostawiając rękę na futrynie.
Przez to Minhyun wszedł pod nią jak pod mostem, kuląc się trochę, a Baekho zamknął za nim drzwi.
— Jesteśmy sami jakby co — rzucił starszy chłopak.
A młodsza wersja lidera zespołu obejrzała się na niego dużymi oczami. Te po chwili się zmrużyły, a na ustach pojawił się lisi uśmieszek.
— Wow, czad. To się rozbieram.
Baekho zrobił głupią minę, zaskoczony takim odzewem, ale nic nie powiedział, kiedy jego młody gość się przebierał. Zdjął buty i odwiesił lekką kurtkę na wieszak. Dopiero teraz zauważył, że chłopak musiał się przebrać po lekcjach. Nie miał mundurka, ale przylegającą do ciała, cienką, czarną bluzkę z długim rękawem. Do tego wąskie, wygodne spodnie. Dzięki temu wszystkiemu widać było jego sylwetkę. I te przeklęte, zgrabne nogi.
Dopiero teraz Baekho połapał się, że patrzy na niego nie tak, jak powinien. A przecież to był brat jego kumpla! Nie mógł myśleć o przeleceniu go. Nie, nie, zdecydowanie nie był to dobry pomysł.
— To wchodź. Nie ma co tracić czasu. Przyniosę nam tylko coś do picia i możemy zaczynać.
Minhyun więc wszedł głębiej do mieszkania. Jak zauważył, Baekho zrobił specjalnie więcej miejsca w salonie. Meble były odsunięte pod ściany, a na niskim, kwadratowym stoliczku znajdowało się kilka płyt. Wyglądało to tak, jakby gospodarz przeglądał je i szukał czegoś odpowiedniego. Było też włączone radio, z którego już teraz leciała muzyka. Rockowa, ale niezbyt ciężka.
Zanim gość zdążył chociażby usiąść, do pokoju wszedł gospodarz z dwiema szklankami z mrożoną herbatą i listkiem mięty. Postawił je na stoliku i pochwalił:
— Dobrze się ubrałeś do tańczenia. Porozciągaj się trochę.
Po tym sam usiadł na obszernym fotelu i sięgnął po telefon. Minhyun chciał zrobić dobre wrażenie, więc nie zwlekał, tylko od razu stanął na środku w rozkroku i zaczął rozciągać mięśnie. I nie spuszczał przy tym spojrzenia z Baekho.
— Fajnie, że chciałeś mi pomóc — rzucił.
— Bez tego by się nie obeszło — odparł starszy chłopak, bawiąc się telefonem. — Dużo tańczymy w naszych występach. A jesteś niski, więc pewnie będziesz z przodu.
— Mhm… Będę ładnie machał tyłkiem do widowni. — Zaśmiał się Minhyun, a Baekho uniósł z rozbawieniem brwi.
— No zobaczymy, czy umiesz.
A Minhyun obrócił się w miejscu i zakręcił tyłkiem bardziej komicznie niż seksownie, co tylko wywołało uśmiech na twarzy gospodarza. Ale nie skomentował tego, tylko poczekał, aż jego dzisiejszy adept dobrze się rozciągnie. Dał mu na to jakieś pięć minut, po których w końcu wstał i zmienił muzykę.
— Dobra. Czyli nic nigdy nie tańczyłeś? — zapytał, kiedy przed nim stanął.
— Tylko tyle co na zabawach w szkole — odparł Minhyun ze śmiechem, chociaż już teraz poczuł, że jest mu duszniej, kiedy Baekho był tak blisko.
— No dobra… To będziesz miał przyspieszony kurs, bo nie mamy czasu.
Starszy nastolatek położył mu dłonie na biodrach, chcąc jakoś przekonać go, żeby nie stał tak sztywno i rozluźnił mięśnie. W tańcu chodziło o płynność. Nie mógł wykonywać sztywnych, mechanicznych ruchów, bo od razu widz to zauważy. Spróbował więc przekonać go do tego, żeby pozwolił swojemu ciału popłynąć. Pokazał mu kilka prostszych ruchów, aż przeszli do etapu, kiedy stali naprzeciwko siebie i mieli wykonywać wszystko synchronicznie.
Nie obyło się od poprawek. Minhyun co raz czuł na swoim ciele dłonie Baekho, kiedy ten poprawiał mu rękę czy nogę. Serce wręcz mu stanęło, kiedy blondyn wsunął nogę pomiędzy jego i rozszerzył je, by stał w większym rozkroku. Niecne myśli zaatakowały młody umysł Minhyuna, a on po pewnym był pewien czasie, że było widać namiocik w jego spodniach… To było na tyle krępujące, że zupełnie nie mógł skupić się na tym, co ma robić. Mylił się co chwilę, a przy tym był coraz czerwieńszy ze wstydu.
— Kurwa, nie tak! — jęknął Baekho, kiedy nogi Minhyuna kompletnie się poplątały i o mało się nie wywrócił. — Przecież najpierw idzie lewa.
— Prze… przeprasza…
— No w porządku, ale, kurna, na początku dobrze ci szło… Co się sta…
Baekho nie skończył, bo zobaczył problem, który prawdopodobnie był źródłem takiego braku synchronizacji kończyn u jego adepta. Aż nie wiedział, co powiedzieć. JR leciał na Seola. A teraz i jego młodszy braciszek jarał się innym facetem? Do tego… nim?!
O nie, nie, nie… Nie ma szans, pomyślał. Nie zamierzał dymać brata kumpla, nawet jeśli ten miał fajny tyłek i ładne nogi. To by rozwaliło kodeks kumpelski. Poza tym Minhyun wyglądał, jakby nigdy w życiu z nikim się nie całował, a co dopiero uprawiał seks. Seks z prawiczkiem, a do tego bratem z kumpla… Nie, zdecydowanie nie powinien nawet tego rozważać.
— Do… dobra — wydusił w końcu i na siłę przybrał na twarz poważny i surowy wyraz. Nie mógł ulec. — Zapierniczaj do łazienki, zrób, co musisz zrobić i wracaj tu w formie sprzed godziny!
Minhyun wytrzeszczył oczy, ale pokiwał szybko głową. Był zbyt zażenowany tym, co się stało, żeby cokolwiek wydukać. Po prostu wybiegł z salonu, nie mając pojęcia, gdzie jest łazienka. A kiedy Baekho usłyszał, jak ten trzaska wszystkimi drzwiami po drodze, tylko zakrył twarz dłonią w wyrazie politowania.
A wydawało mu się, że to będzie proste…

***

Kiedy inni członkowie zespołu przeglądali nagrania swoich rywali, które ci zamieszczali albo na youtube, albo na stronach swoich szkół, Baekho potrzebował relaksu. A co było większym relaksem niż przyjemnie spędzony czas z jakąś ładną dziewczyną albo seksownym chłopaczkiem? Dlatego starając się nie myśleć o konkursie Gwiazdy, szukał wzrokiem jakiegoś ładnego kąska.
Co prawda polowanie w szkole nie sprawiało aż takiej frajdy jak polowanie w klubach. Bo przecież w szkole i tak wszyscy go znali i poddawali się jego urokowi tak chętnie, że czasem aż trudno było mu się odpędzić od zainteresowanych. W klubach za to, kiedy był zupełnie incognito, musiał się bardziej postarać. To dawało niezłą adrenalinę. Chociaż chyba dzisiaj nie miał na to nastroju. Nie chciał się męczyć, a po prostu trochę poflirtować.
— Ooo, nasi wygrali? — zagadał pogodnie na jednej z dłuższych przerw, kiedy to stanął za pewną dziewczyną wpatrującą się w tablicę ogłoszeń.
Jak zawsze na korytarzu panował rumor. Było głośno, więc i on mówił wyraźnie, żeby był usłyszanym. I tak jak dziewczyna, spojrzał na spore ogłoszenie, na którym widniała informacja, że ich szkolna drużyna koszykarska wygrała kolejny mecz w międzyszkolnych mistrzostwach i przeszła do kolejnego etapu.
Zagadana dziewczyna obejrzała się na niego, a kiedy ujrzała, kto do niej mówi, aż zaniemówiła. Nawet rozejrzała się na boki, jakby upewniała się, czy to do niej były skierowane te słowa.
Gdy Baekho odwrócił spojrzenie od ogłoszenia i spojrzał na nią przyjaźnie, zreflektowała się.
— O… Tak. Wczoraj był mecz. Nawet oglądałam…
— Ooo, naprawdę? Nie wyglądasz na fankę koszykówki. Ale super, wspierałaś chłopaków?
— Mhm… — Dziewczyna uśmiechnęła się nieśmiało. Wyglądała na grzeczną uczennicę. W żaden, nawet najmniejszy sposób nie przerobiła swojego mundurka, a we włosach też nie miała żadnych ozdób. Prosta grzywka i kucyk. I może wyglądała dość nudno, ale buzię miała całkiem ładną. — Jestem z samorządu i… no, właściwie staram się wspierać każdą naszą szkolną grupę, kiedy tylko mogę.
Po tych słowach młody Koreańczyk od razu się rozjaśnił. Stanął bliżej ściany, oparł się o nią biodrem nonszalancko i skinął na dziewczynę.
— To nas też dopingujesz?
— Was…? To… ty gdzieś należysz? — Swoje zaskoczenie zagrała tak dobrze, że chłopak nawet dał się nabrać. Dopiero po kilku sekundach zawieszenia roześmiał się. Podobała mu się.
— No wiesz… w takiej powolutku i cichutko rozwijającej się grupie tancerzy i wokalistów… Wiesz, robimy, co możemy.
— Oooch… To miło słyszeć — odpowiedziała z lekkim śmiechem. — Dajcie znać, gdy coś wygracie.
Baekho znów się roześmiał. Miała pazur, choć nie wyglądała na taką. Chyba miał ochotę zobaczyć, gdzie jeszcze potrafiła zaskoczyć.
— Ale skoro tak bardzo znasz się na tych wszystkich grupach, obserwujesz ich sukcesy, to może… wiesz, miałabyś kilka wskazówek? Moglibyśmy się spotkać i…
— Ooo, Baekho! — naraz rozległ się okrzyk.
Dwójka stojąca przy tablicy ogłoszeń od razu się obejrzała. W ich stronę szedł Minhyun z szerokim uśmiechem. Stanął przy starszym chłopaku tak, że niemal zasłonił sobą dziewczynę, z którą ten rozmawiał. Jakby chciał się jej pozbyć.
— Hej. Masz czas?
Baekho ściągnął brwi, bo poczuł nagły przypływ irytacji. Właśnie zarywał całkiem fajną dziewczynę, aż nagle pojawił się ten mały diabeł. Ten, który podczas ostatniej próby dostał przy nim wzwodu. I panoszył się teraz jak mała szarańcza.
— Nie. Robię coś — odparł chłodno.
— Weź… To serio mega ważne. Mam wieści od JR — naciskał Minhyun.
— To może ja… — zaczęła dziewczyna, ale Baekho od razu ją powstrzymał. Wręcz gorączkowo złapał ją za ramię, a Minhyuna przesunął na bok.
— Nie, spoko. To nie może być aż tak wa…
— Ale jest, naprawdę. Musimy się spotkać i pogadać — przerwał mu chłopak.
Po tych słowach dziewczyna od razu odsunęła się i uśmiechnęła krótko do starszego z członków zespołu.
— Widzę, że to jakaś nagląca sprawa. Nie przeszkadzajcie sobie — powiedziała i zanim blondyn zdążył ją powstrzymać, odwróciła się na pięcie i odeszła.
A w Baekho zawrzało. Minhyun wkroczył w najgorszym możliwym momencie. Zepsuł mu podryw i do tego kompletnie nie słuchał, co się do niego mówi. Przecież powiedział, że nie ma czasu, a sprawa nie mogła być tak istotna, żeby nic się nie stało, gdyby poczekał z tym dziesięć minut.
Do tego wszystkiego młodszy brat JR obejrzał się za dziewczyną z satysfakcją i wręcz niewinnie uśmiechnął się do Baekho.
— To… — zaczął, ale starszy chłopak pchnął go w ramię z irytacją.
— Jak mówię, że nie mam czasu, to, kurwa, nie mam czasu! — syknął na niego. — I widzę, że od dwóch dni co chwilę za mną łazisz. Przestań! Bo zaczynam się, kurwa, czuć, jakbym miał psa obronnego. Do tego takiego, który wygląda jak jebany szczeniak.
Po tych słowach zostawił oniemiałego Minhyuna pod tablicą i ze złym humorem podążył pod swoją salę. Jeśli jeszcze raz zobaczy tego chłopaka za swoimi plecami, kiedy będzie szedł korytarzem, stał w kolejce na stołówce, czy odlewał się w łazience, to mu chyba przywali. I nie obchodziło go, co o tym będzie sądził JR…

***

Minhyun wciąż pamiętał złość Baekho. Chodziła za nim jak powtarzający się koszmar. Bo przecież cały czas starał się, żeby ten seksowny chłopak go polubił, a wyglądało na to, że jego działania mają odwrotny skutek. Że nie tylko nie zyskiwał jego sympatii, ale irytował go swoim prześladowaniem. Ale nie potrafił inaczej! Chciał spędzać z nim czas, rozmawiać o pierdołach i gapić się na niego.
Postanowił bardziej wybadać teren. Musiał dowiedzieć się czegoś o Baekho, a kto będzie więcej o nim wiedział niż jego kumple?
Dobrze wiedział, kiedy są próby, ale też wiedział, że Aron i Ren lubią spędzać czas w salce, w której zwykle trenowali. Nawet kiedy nie był na to czas. Podejrzewał, co tam robią, ale wcale nie powstrzymało go to przed wtargnięciem do środka i powitaniem się z szerokim uśmiechem.
Ren, który siedział na kolanach Arona, momentalnie podskoczył i pisnął. Aron za to zrobił głupią minę osoby, która już przygotowuje się do tłumaczenia nauczycielowi, dlaczego obściskuje się ze swoim chłopakiem w szkole. Kiedy obaj zobaczyli, kim jest intruz, ich miny zrzedły.
— Może nauczyłbyś się pukać, Minhyun? — wychrypiał Ren.
Brzmiał już lepiej, no i był w stanie cokolwiek wydusić. Nawet czuł się na tyle dobrze, żeby zrobić groźną minę. Wciąż jednak nie był w stanie mówić więcej niż kilka zdań na godzinę.
— Oj tam, oj tam — młodszy Koreańczyk zbył ich wyrzuty i zamknąwszy za sobą drzwi, wszedł głębiej.
Zachowywał się wręcz bezczelnie luźno, kiedy tak podreptał do krzesła i usiadł na nim na opak. Miał minę radosnego diabełka.
— Nie ma teraz próby — zauważył Aron, nie rozumiejąc tego wtargnięcia.
— Ano. Wiem.
— Okej… To co tu robisz?
— Wpadłem was o coś zapytać w sumie.
Ren i Aron spojrzeli po sobie. Już widzieli, że nici z ich czułostek i tę przerwę jednak stracą na rozmowie z bratem lidera. Ren więc zrezygnował z kolan swojego chłopaka i usiadł obok na krzesełku. Tuż przy stojaku z keyboardem.
— O co? Jakieś wskazówki odnośnie występu? — zapytał Aron.
Wciąż miał czerwone wargi. Musieli bardzo intensywnie się całować mimo zastrzeżeń JR, żeby tego nie robili, bo jeszcze infekcja Rena przeniesie się na jego chłopaka. Lider zespołu na pewno nie byłby zadowolony, gdyby o tym wiedział.
— Nie… Właściwie chodzi mi o Baekho — zaczął Minhyun, coraz bardziej tracąc swoją swobodę. Stresował się i nie chciał, żeby go wyśmiali.
— O Baekho…?
— Mhm. Chciałem zapytać, jaki on jest.
Ren i Aron spojrzeli po sobie z coraz bardziej ogłupiałymi minami.
— To znaczy… W jakim sensie? Poznałeś go przecież — zauważył Ren.
— Tak… Ale chodzi mi o to… co lubi. Co mogłoby mu zaimponować… I w ogóle — skończył płasko, czując, że się czerwieni.
I jak jeszcze przez chwilę na twarzach jego rozmówców widniał brak zrozumienia, tak po kilku sekundach obaj zaskoczyli. I chyba sami nie wiedzieli, jak zareagować. Aron w końcu się zaśmiał, a Ren zapytał z zaskoczeniem:
— Baekho ci się podoba?
Ciemne oczy Minhyuna przewierciły brechtającego się Arona na wylot, ale nic nie powiedział. Jedynie z wypiekami na policzkach pokiwał głową twierdząco.
— No to się porobiło — podsumował zachrypnięty blondyn. Potarł się po szyi i dodał z przepraszającym uśmiechem: — Ale raczej nie masz na co liczyć, Minhyun.
— Czemu…?
— Baekho lubi imprezki i wolność — wtrącił się w końcu Aron, wciąż z uśmiechem rozbawienia na twarzy. Wstał i podszedł swojego rzuconego pod ścianę plecaka, żeby wyciągnąć sobie sok. — To jest wolna dusza i nigdy nie da się uziemić. Ile razy nas wszystkich wyśmiewał, że jesteśmy uwięzieni, to nawet nie da się zliczyć.
— Ale nawet jeśli on tak mówi, to przecież człowiek nie jest do końca panem swojego losu. Zawsze może się stać coś, co zmieni całkowicie jego podejście! A miłość nie wybiera i przeznaczenie może… — Urwał nagle, kiedy zdał sobie sprawę, że zaczął mówić o krępująco… romantycznych rzeczach. Nie chciał tak brzmieć, choć z drugiej strony właśnie tak widział świat. Jako coś, w czym ludzie tylko próbują żyć pod własną kontrolą, a i tak gdzieś tam jest jakiś zapisany dla nich los. I cokolwiek by nie robili, to podążą właśnie tą wyznaczoną ścieżką.
Aron trochę spoważniał, chociaż wciąż nie wyglądał, jakby wierzył, że ten niepozorny chłopak byłby w stanie usidlić Baekho. Ren za to uznał, że nie ma co burzyć marzeń najwyraźniej zauroczonego Minhyuna. Uśmiechnął się więc tylko blado.
— To próbuj. Ale musisz być przygotowany, że to może być trudna droga.
Minhyun westchnął ciężko. Ta rozmowa wcale mu nie pomogła. Wręcz przeciwnie. Bo wyglądało na to, że ludzie, którzy najlepiej znali jego obiekt westchnień, nie wierzyli w to, w co on chciał wierzyć. Ale bynajmniej nie zamierzał się poddawać. Czuł się po prostu podminowany, ale zauroczenie tym nastolatkiem było tak duże, że nawet nie potrafiłby się powstrzymać przed byciem blisko. A może w końcu Baekho go doceni…

Rozdział 4 — Nie pieprz mojego brata!

Nie było problemów, kiedy mama JR wyjeżdżała na jakieś pracownicze wyjazdy i zostawał sam w domu. Z reguły wtedy słuchał muzyki do późnych godzin, śpiewał lub przygrywał na gitarze. Ale teraz, kiedy mieszkał z Minhyunem, było zupełnie inaczej. Młodszy brat wymógł na nim zrobienie… domówki. Z początku JR był temu kompletnie przeciwny, bo nie miał teraz głowy do żadnych zabaw, kiedy wypruwał sobie żyły, nie chcąc zbłaźnić się na finale konkursu. Ale kiedy Minhyun poszukał wsparcia u innych członków zespołu i ci uznali, że to świetny pomysł na zrelaksowanie się w tym trudnym dla nich czasie, uległ.
— Wstawiam napoje do lodówki! — zawołał Minhyun z kuchni, kiedy wrócili z bratem z dużych zakupów.
— Okej!
JR w tym czasie poszedł do salonu, żeby jako tako rozłożyć wszystkie przekąski. Goście mieli niebawem być, a on w duchu liczył, że każdy coś przyniesie. To, że udostępniali dom, to jedno, ale nie zamierzał wydawać na wszystkich pieniędzy. Tym bardziej, że miało przyjść sporo ludzi. Więcej niż się spodziewał. Znacznie więcej. Z początku planował zaprosić tylko kumpli z zespołu i trójkę bliższych znajomych, ale wyglądało na to, że Minhyun za jego plecami sprosił dodatkowych gości.
Naraz rozległ się dźwięk dzwonka. I jak JR najpierw o mało nie dostał zawału, bo przecież jeszcze nie było szóstej, tak przypomniał sobie, że Seol miał wpaść wcześniej.
— Otworzę! — zawołał i poszedł do drzwi.
A tymczasem Minhyun układał butelki w lodówce. Dyskretnie tylko wyjrzał do przedpokoju, żeby zobaczyć, jak jego starszy brat łapie w pasie swojego chłopaka i całuje go czule na powitanie. Jakkolwiek widok całującego się brata przyprawiał Minhyuna o zwrot zjedzonego niedawno batonika, tak sam widok takiej sceny wzbudził w nim zazdrość. Też chciał przeżyć coś takiego.
Był podekscytowany jeszcze jednym faktem. Ktoś miał przynieść alkohol. Chociaż sam nie powinien pić i raczej nie zamierzał zbyt wiele, bo przecież mama by go zabiła, gdyby jakimś cudem wyszło potem, że pił. Ale chciał skosztować, a przede wszystkim chciał zobaczyć, jak to jest być na imprezie, na której jest więcej uczniów ze starszych roczników. Mówił JR, że w swojej wcześniejszej szkole sporo imprezował, ale to wcale nie była prawda. Nawet jeśli miał reputację żywiołowej duszy towarzystwa, to jednak nie zdarzało mu się bywać na wielu imprezach. Czuł, że teraz ma ku temu okazję.
Przed samą imprezą przebrał się w ładniejsze ciuchy, bo przecież miała się pojawić jedna osoba, na której zdaniu szczególnie mu zależało. A że zauważył już, jak Baekho uważniej ogląda jego nogi, specjalnie ubrał bardziej obcisłe, czarne spodnie. Założył też białą, luźną podkoszulkę, która była na tyle krótka, że kończyła się niemal na wysokości pępka. A to sprawiało, że doskonale widać było jego wąskie biodra, okrągłe pośladki i uda.
— Wreszcie impreza w twojej chacie! Kiedy ostatnio jakaś była? Czekaj… w pierwszej klasie? — zagadał ze śmiechem Aron, kiedy JR otworzył jemu i trójce innych chłopaków.
— Jestem zajętym człowiekiem, Aron — odparł gospodarz i wpuścił ich do środka.
W domu było już trochę ludzi, bo Aron z kumplami był jednym z ostatnich. Było kilka dziewczyn, które właśnie wybierały muzykę. Inni po ogólnej zgodzie, że wszyscy mają ochotę na zagraniczne jedzenie, wybierali właśnie pizzę na dowóz. JR starał się jako tako wszystko ogarnąć, ale Seol zasugerował mu, żeby jedynie pilnował, czy nikt nie chce niczego spalić. Bo i tak impreza potoczy się swoim trybem i próba zapanowania nad tym wszystkim byłaby zwyczajną stratą czasu.
— Hej, Minhyun, otwórz! — zawołał JR z kuchni, kiedy usłyszał dźwięk dzwonka. Nie mógł sam tego zrobić, bo dziewczyny poprosiły go o herbatę. Jakby, cholera, nie było nic do picia…
Minhyun popędził do drzwi, mając nadzieję, że stoi za nimi osoba, na którą najbardziej czekał. Bo jeżeli dobrze wiedział, to chyba tylko Baekho jeszcze nie było.
I rzeczywiście. Ujrzał jego twarz po otwarciu drzwi. Momentalnie się uśmiechnął. A jak gość najpierw wyglądał na zaskoczonego, potem zirytowanego… tak ostatecznie po prostu go zlustrował. Chyba nawet nie panował nad tym tak, jak myślał, że panuje. A Minhyun poczuł się dumny z siebie. Baekho musiało się spodobać to, jak się ubrał.
— Hej! — zawołał młodszy chłopak, wyrywając gościa z chwilowego zawieszenia.
— Hej — odmruknął blondyn i wszedł do środka. — Kurwa, wszyscy już są? — dopytał, słysząc głośne rozmowy.
— Noo, już chyba tak. Wbijaj, wbijaj. Zamawiamy pizzę.
— Ooo! To ja muszę zweryfikować, czy aby nie wezmę czegoś, co będzie smakować jak szmata do podłogi — dodał Baekho z większym entuzjazmem i szybko się rozebrał. Po czym zwyczajnie przepchnął się obok Minhyuna i podążył do salonu.
Chłopak najpierw zgasł na sekundę, ale potem podążył za nim jak pies, żeby móc się na niego pogapić i samemu poświecić przed nim swoim ciałem.
Dźwięk entuzjazmu na widok Baekho, który rozległ się niespodziewanie w salonie. Wiedział, że Baekho jest tu jednym z bardziej lubiących imprezy chłopakiem, ale i tak nie spodziewał się aż takiej radości. Ale szybko się przekonał, że coś w tym było. Bo jak z początku jeszcze impreza nie wyglądała na w pełni luźną, tak z czasem, dzięki Baekho, ludzie się rozluźniali. Chłopak miał w sobie coś, co sprawiało, że porzucało się wszelkie hamulce i po prostu było sobą. Nawet porwał kilka dziewczyn do tańca i rozruszał atmosferę. A to wszystko sprawiało, że Minhyun czuł się jeszcze bardziej zauroczony.
Kiedy pizza znikała, a za oknem było już zupełnie ciemno, ktoś otworzył alkohol. Właściwie to Minhyun nawet nie ogarnął, kto go przyniósł i gdzie stał do tej pory. Ale był chłodny, więc ktoś musiał przemycić go do lodówki. Imponowało mu, że JR w ogóle nie wykazywał oporów przed piciem. Wyglądało na to, że nie było to rzadkością. Ależ mu zazdrościł! A Baekho wyglądał z piwem w dłoni cholernie seksownie. Brakowało jeszcze tylko nonszalanckiego popalania papierosa.
— Chodź zatańczyć! — powiedział impulsywnie, pochylając się do blondyna, który do tej pory popijał i rozmawiał z dwójką chłopaków na temat jakiegoś filmu.
Teraz starszy chłopak spojrzał w górę i uniósł brwi. Nie wyglądał jednak na zirytowanego, a bardziej rozbawionego. Alkohol i atmosfera musiały go rozluźnić i sprawić, że chwilowo zapomniał o swoim denerwującym stalkerze. Obejrzał się jeszcze na rozmówców, a gdy ci wzruszyli ramionami, wstał i chwycił Minhyuna za rękę.
— Nie wiesz, z kim stajesz w szranki — powiedział do niego i jednym mocniejszym szarpnięciem zakręcił nim wokół własnej osi.
Młodszy chłopak roześmiał się i wpadł w jego ramiona. Jego oczy iskrzyły z radości, a on czuł, jak endorfiny płyną w jego żyłach. Wpadł w żywy rytm, starając się trochę zaszpanować tym, czego dotychczas nauczył go Baekho. I nie miał pojęcia, czy była to zasługa atmosfery, alkoholu czy dobrej muzyki, ale tańczyło mu się wspaniale. Wyglądało na to, że Baekho też się wkręcił, bo śmiał się i co chwilę łapał Minhyuna w pasie, przyciskał do siebie i kręcił się z nim w kółko.
Kilka par dołączyło się do nich, aż w końcu już bez sił padli na kanapę. Baekho prychnął i pstryknął go w policzek.
— Jesteś czerwony jak truskawka — powiedział i sięgnął po czyjś porzucony brzeg pizzy.
— Zmęczyłeś mnie!
— Oooj… biedna truskaweczka bez kondycji — zadrwił sobie starszy chłopak i ugryzł ciasto.
Minhyun mimowolnie zapatrzył się na jego wargi.
— Muszę po prostu więcej trenować. A ty nie chcesz — dodał ze smutną minką. Dobrze graną smutną minką, która perfidnie miała wzbudzić litość.
Ale Baekho na to się nie nabrał. Jedynie wykrzywił wargi, po czym podsunął się bliżej i wychyliwszy się do jego ucha, powiedział półgłosem:
— Bo staje ci przy mnie, a ja ci już mówiłem… Nie przelecę brata mojego kumpla.
Serce w klatce piersiowej Minhyuna mocniej zabiło. Gdy tylko Baekho wypowiedział słowo „przelecę”, w jego głowie pojawił się obraz, jak faktycznie to robi. Zrobiło mu się gorąco.
Rozejrzał się gorączkowo, chcąc upewnić się, że nikt ich nie obserwuje. Bo obawiał się, że jeszcze tylko chwila, a mu stanie. A nie chciał, żeby ktoś to dostrzegł. Tym bardziej Baekho, skoro ostatnio źle na to zareagował. Na szczęście zauważył jedynie, że JR, idąc do kuchni, rzuca im krótkie, czujne spojrzenie, ale po tym zniknął im z oczu.
Popatrzył znowu na starszego chłopaka i oblizał swoje drobne, ale soczyste wargi.
— Szkoda… — szepnął.
I może był naiwny, ale miał wrażenie, że na twarzy Baekho ujrzał większe napięcie. I ta ciężka atmosfera trwała pomiędzy nimi kilka sekund, nim w końcu blondyn wstał i porwawszy puszkę z piwem, ruszył do znajomych okupujących parapet po drugiej stronie pomieszczenia.
Minhyun westchnął ciężko, patrząc za nim tęsknie. Czuł się przy nim taki uskrzydlony, a równocześnie zahamowany przez to, że Baekho go nie chciał. Że tylko patrzył, zjadał go wzrokiem, a mimo to nie sięgał po niego. A przecież oddawał mu się jak na tacy…
— Hej… Co masz taką minę? — zagadał go chłopak, którego Minhyun nie znał, ale chyba przyszedł z Renem. Przedstawił się jako Sang.
— Hm? Ach, nie, nic. Tak się tylko zamyśliłem…
Zaraz za Sangiem znalazł się przy nim Ren. On już lepiej wiedział, o co chodzi, ale nie zamierzał mówić nic na głos. Tym bardziej, że chwilę temu rozmawiał z JR, który zaczynał mieć jakieś podejrzenia. Nie dziwił się, bo chyba tylko ślepiec nie zauważyłby, jak Minhyun wodzi wzrokiem za Baekho.
Zaczęli niezobowiązujący temat dotyczący zanieczyszczonego środowiska w różnych miastach na świecie, a po chwili zebrało się wokół nich więcej ludzi. Pojawiło się też więcej przekąsek i napoi. Tych bezalkoholowych, jak i procentowych.
Im dłużej trwała impreza, tym bardziej wszyscy tracili poczucie czasu. Tańczyli, rozmawiali, a ktoś przyniósł jakąś planszówkę, przy której było mnóstwo zabawy. Nawet JR przestał przejmować się tym, że po całym domu krzątają się ludzie.
Ale już bliżej drugiej w nocy niektórzy się ulotnili. Trudno było nawet powiedzieć kto i kiedy, bo po prostu znikali. Minhyun, lekko podchmielony, kompletnie nic nie zauważał, bo po prostu bawił się na całego. W pewnym momencie imprezy doszedł do wniosku, że nie będzie się dobrze bawił, jeśli cały czas będzie próbował zdobyć zainteresowanie Baekho, który ewidentnie bawił się w swoim rytmie i cały czas otaczali go inni ludzie. Wkręcił się więc w inne towarzystwo i po prostu czerpał jak najwięcej z tej dobrej zabawy.
Aż coś zmieniło się, gdy w domu był już tylko JR, jego dwójka kumpli, jedna dziewczyna, Seol i Baekho. Większość umierała i przysypiała tu i tam. A Minhyun, który poszedł do swojego pokoju po jakąś piżamę, nagle poczuł, jak ktoś obejmuje go od tyłu. Obejrzał się z zaskoczeniem i zastygł, bo… był to Baekho.
— Hej…? — wydusił, nie wiedząc, jak zareagować. Stał przy otwartej szafie, z ręką już w szufladzie z piżamami.
Blondyn za jego plecami był gorący jak piec. A do tego czuć było od niego alkohol. Minhyun zresztą jeszcze niedawno widział, że ten zataczał się trochę. Chyba był jednym z tych, którzy wypili najwięcej. A teraz… teraz przesuwał nosem po jego szyi, wciągał jego zapach i mruczał nisko.
— Dobrze się bawiłeś? — zapytał przepitym głosem.
— Bardzo — odparł młodszy chłopak automatycznie, wciąż nie wiedząc, czy powinien jakoś zareagować.
Jeśli zrobiłby coś złego i spłoszył Baekho, to chyba nie wybaczyłby sobie do końca życia. Ale sam trochę wypił i nie czuł się jak człowiek trzeźwo myślący. To przeszkadzało mu w podjęciu jakiejkolwiek sensownej decyzji. Bo na pewno rozsądne nie było sięgnięcie do dłoni Baekho i… zsunięcie jej niżej, z brzucha na krocze.
O dziwo okazało się, że nie było to błędem. Dłoń od razu lekko ścisnęła jego krocze, a Minhyun sapnął głośno. Co gorsza… tempo było szybkie, bo dłoń od razu rozpięła mu te jego wąskie spodnie i wsunęła się do środka. A Minhyun miał wrażenie, że wybuchnie, bo jeszcze nigdy nikt nie trzymał jego penisa. Zesztywniał chyba w dziesięć sekund, zmiękły mu kolana, a on zamarzył o pozycji poziomej.
— Baekho… — wyjąkał.
— Mm… Jesteś słodki — zamruczał mu seksownie do ucha starszy Koreańczyk i polizał je, a wszystkie włoski stanęły Minhyunowi na ciele.
— Och…
Odwrócił się w ramionach wyższego nastolatka i popatrzył na jego oczy szklistym spojrzeniem. A kiedy Baekho odpowiedział na nie, chwilę między nimi było tak duże napięcie, że żaden z nich nie wiedział, co się dalej stanie. Czy odsuną się od siebie, czy udadzą, że nic się nie stało… Ale w tym momencie żaden z nich tego nie chciał.
Baekho cofnął się o krok, ale tylko po to, żeby zamknąć drzwi. Po tym doszedł szybko do Minhyuna i zdjął mu przez głowę koszulkę. Od razu pochylił się i pocałował go w sutek, a chłopak stęknął nieopanowanie.
Nie mógł uwierzyć, że to się działo! Że Baekho sam do niego przyszedł, że go objął i że… chyba chciał więcej. Bo co innego mogło oznaczać to, że jego ręce zaczęły zsuwać mu w dół spodnie wraz z majtkami? A potem, gdy ubranie było już w kostkach Minhyuna, zaczął obcałowywać jego klatkę piersiową i brzuch. Przy tym upadł na kolana.
Minhyunowi zabrało języka w gębie. Miał właśnie przed sobą Baekho. Na kolanach, obcałowującego jego brzuch. A żeby tylko brzuch! Niespodziewanie ten seksowny, pewny siebie chłopak, o którym marzyła każda dziewczyna w szkole… oblizał jego penisa.
— Ty… Teraz… To… Ja… — wydukał, nie mając pojęcia, jak reagować, chociaż jego członek wiedział bardzo dobrze.
Stawał, twardniał, a przecież Baekho tylko go lizał. Minhyun zarówno panikował, że tak szybko się podnieca, jak i chłonął to, co widzi i czuje. Miał nadzieję, że nie jest to jakaś alkoholowa mara i dzieje się to naprawdę.
Ale przecież to gorąco języka było tak prawdziwie wyczuwalne. A te przymknięte oczy Baekho, gdy go lizał. To zapomnienie na jego twarzy, ta… niemalże pasja i ochota, z jaką to robił… Aż wreszcie ujął członek w dłoń i po prostu wsunął go sobie do ust.
— Nnnn! — Minhyun jęknął głośniej, niż zamierzał.
Złapał się ramion Baekho i spróbował ustać na nogach. Jeszcze przenigdy nie czuł tak sensacyjnych doznań. I zupełnie się zapomniał, bo wystarczyło kilka ruchów głową, żeby niedoświadczony chłopak wystrzelił w gardło starszego nastolatka.
Baekho krótko charknął, co wystraszyło chłopaka. Mimo że przez jego ciało przechodziły spazmy przyjemności, patrzył na klęczącego Koreańczyka z nadzieją, że ten zaraz nie wstanie i nie uderzy go za to, że doszedł mu w usta.
Ale ten wcale tego nie zrobił. Jedynie wytarł usta i uniósł się. A kiedy spojrzał w oczy Minhyuna, ten poczuł się jak złapany w jakiś przeklęty czar. Teraz mógłby oddać mu się cały…
— Chodź na łóżko — powiedział cicho Baekho i pocałował go. Delikatnie, niespiesznie, jakby wcale w jego oczach nie było widać upojenia i żądzy.
Znaleźli się na łóżku bardzo szybko. Minhyun był już nagi, kiedy Baekho rzucił go na plecy. Sam rozebrał się, patrząc z góry na chłopaka, a potem, już nagi, zwyczajnie ulokował się pomiędzy jego nogami. I znów dał wyraz temu, jak podobają mu się nogi Minhyuna bo położył mu dłonie na udach, pomasował je i sapnął.
— Jesteś dzisiaj mój — powiedział, pochylił się i dociskając jego nogi do swoich bioder, pocałował go w szyję.
A Minhyun wyprężył się, upojony tą chwilą. Czuł na swoim podbrzuszu penisa Baekho i sprawiało to, że jego mózg już zupełnie pozbył się myśli o rzeczywistości poza tym pokojem. Było tylko tu i teraz, a on chciał, żeby ten penis był w nim.
— Mogę być… twój zawsze — wydusił.
Ale Baekho w żaden sposób na to nie odpowiedział. Po prostu cieszył się tym ciałem, które może dotykać i pieścić. I słuchać, jak Minhyun na to reaguje. Jak stęka, gdy podgryza mu sutki. Jak mocniej ściska mu ramiona, gdy sięga w dół i masturbuje jego wilgotnego po obciąganiu penisa.
Z jakiegoś powodu Minhyun żałował, że nie robią tego w ciemnościach. Że światło w pokoju jest zapalone. Dzięki temu lepiej widział Baekho, ale z drugiej pragnął czegoś bardziej intymnego. Choć takie myśli znajdowały się bardzo głęboko w jego podświadomości, bo teraz myślał o czymś zupełnie innym. Teraz chciał być tak blisko, jak to możliwe i chyba nawet jeśli chłopak nad nim pozwoliłby mu teraz wstać i zgasić światło, to nie potrafiłby się od niego odkleić.
— Nie możesz się zaciskać… — po długich pieszczotach Baekho wymruczał mu do ucha trochę pijacko. Ale chyba najbardziej miłe było w tym to, że mimo swojego stanu wciąż dbał o jego komfort. — Bo będzie bolało.
Minhyun wymruczał coś na potwierdzenie i spróbował nie zaciskać szparki, kiedy poczuł na niej palce drugiego Koreańczyka. Były takie mrowiące, takie… przyjemne. A jego chyba wspomagał alkohol, bo rzeczywiście nie ścisnął się kurczowo, kiedy palec wcisnął się do niej. Wywołało to od razu cichy jęk z jego ust, bo uczucie było tak niespodziewane, że trudno było inaczej zareagować. Kiedyś próbował wsadzać sobie palce, ale to było jednak tak bardzo… inne, gdy robiła to druga osoba.
— Już, już… Jesteś dzielny — pochwalił go Baekho, który ani na chwilę nie odsuwał ust od ciała Minhyuna.
Ten pomyślał, że Baekho po prostu musiał lubić się całować. Lubić zbierać doznania wargami. Badać nimi ciało. I, cholera, był w tym genialny. Pieścił go nimi, uwrażliwiał jego sutki i zostawiał mu malinki na szyi.
Palec był coraz głębiej. Minhyun czuł, jak mości się w jego wnętrzu, jak szuka sobie miejsca. A gdy chłopakowi było już dobrze z jednym palcem i przywyknął do niego, pojawił się tam drugi. Ten nie tylko mocniej go rozparł, ale przy tym oba odnalazły jakiś wrażliwy punkt.
— Oo… och! — wydusił Minhyun z zaskoczeniem.
A Baekho od razu podniósł głowę i spojrzał na jego twarz. Bo było na co patrzeć. Rumieńce na policzkach chłopaka były intensywne, a sama skóra na nich gorąca. Do tego rozchylone usta, które zawsze pragnęło się pocałować. I tym razem Baekho się nie opanował. Wciąż trzymając palce w jego tyłku, wolną dłonią chwycił go pod kark i pocałował go namiętnie.
Jeżeli było to możliwe, to Minhyun właśnie poczuł się jak wrzucony do wulkanu. Nogami ścisnął biodra starszego nastolatka i odpowiedział na tę cudowną, najwspanialszą pieszczotę. Gdyby tylko czas mógł stanąć, właśnie kazałby mu się nie ruszać. Było mu nieziemsko. Język Baekho był taki sprawny, jego wargi słodkie i namiętne, zaś palce pieściły go w środku umiejętnie i przyjemnie.
Nie miał pojęcia, jak będzie z penisem w środku, ale już go pragnął. Już chciał mu się oddać. Być jego.
— Baekho… proszę… — wyszeptał w jego wargi — weź mnie.
Wyraźnie zobaczył, jak twarz starszego chłopaka drgnęła. Poczuł nawet na swoim podbródku gwałtowniej wypuszczone powietrze. Wiedział, że Baekho też tego chce.
Palce powoli wyszły z jego dziurki, która od razu się zamknęła. Jakby jeszcze nienauczona, że teraz dostanie więcej. Że to wcale nie jest koniec i powinna już szykować się na coś grubszego. Minhyun chciałby, żeby się tego nauczyła, ale nie miał pojęcia, co się stanie kolejnego dnia. Chyba wolał teraz o tym nie myśleć.
Pomógł mu w tym penis Baekho, który delikatnie na niego naparł. Starszy chłopak przy tym wyprostował się trochę, żeby kontrolować to, co robi, chociaż wciąż wyglądał na nieźle wstawionego. Nie panował nad sobą do końca, bo pierwsze wejście było aż nazbyt gwałtowne dla kogoś, kto nigdy nie uprawiał seksu analnego.
— Aaa…! Boli — jęknął Minhyun, łapiąc ramion blondyna ze strachem.
Jego napięte ciało od razu potwierdziło ten okrzyk, a dziurka wręcz miażdżąco zacisnęła się na części penisa, która już była w środku. Na szczęście Baekho się pohamował. Popatrzył uważniej na leżącego chłopaka i pochylił się do pocałunku.
— Sorry… — mruknął i pogłaskał go kciukiem po policzku.
Przez tak czuły gest i sam łagodny głos Minhyun się rozluźnił. Poczuł się pewniej, kiedy spostrzegł, że mimo tej gorączki, która ogarnęła ich obu, Baekho stara się o niego zadbać. Uśmiechnął się więc delikatnie i wziął głębszy oddech.
— Przepraszam, że… że tak nie współpracuję… — wydusił.
Ale Baekho tylko pokręcił głową i znów pogłaskał go po twarzy.
— Zrobimy to powoli.
Minhyun pokiwał głową, uradowany tym zapewnieniem. Chyba nawet trochę ucieszył się z tej krótkiej przerwy, bo przez masaż palcami i pocałunki o mało znowu nie doszedł. A chciał jednak dłużej wytrzymać. I teraz istniała na to szansa.
Właściwie to… nigdy nie wyobrażał sobie swojego pierwszego razu. I na pewno jeśli już, to był pewien, że nie przeżyje go z pijanym chłopakiem. Ale wcale nie umniejszało to magii tej chwili. Może i za drzwiami w innych pokojach spali imprezowicze. Może nie mieli świec i długiej kąpieli przed stosunkiem. Może to wszystko było nieprzemyślane. Ale i tak nic nie działo się na szybko. Nie był to błyskawiczny numerek bez uczuć. Całowali się w trakcie, a teraz, kiedy Baekho powoli go rozpierał, dając mu się rozluźnić, co jakiś czas skubał go po szyi i głaskał jego ciało.
Aż wreszcie, po długich minutach, cały penis był w dziewiczym wnętrzu Minhyuna. Ten miał wrażenie, jakby miał go w gardle, bo aż nie mógł oddychać. Czuł się nabity. Przepełniony. Ale jakże słodko przepełniony…!
— To jest takie… och… takie…
— Mm…? — wymruczał Baekho, podpierając się łokciami z boków głowy chłopaka i powoli falując biodrami.
— Przy… jemne…
Wargi blondyna ułożyły się w uśmiechu. A jego biodra powoli, z każdą sekundą przyspieszały. Penis wchodził w tyłek leżącego chłopaka, pieścił się jego ściankami i dawał niezapomniane doznania. Nogi Minhyuna drżały, a on sam uśmiechał się w duchu ze szczęścia, gdy Baekho okazywał im uwagę i dotykał go. Obmacywał wręcz, jakby chciał je wypieścić, zostawić na nich ślady swoich palców.
Gdy brwi Baekho się zmarszczyły, a on oddychał coraz mniej równo, Minhyun już wiedział, że zbliża się do końca. I jak z jednej strony nie chciał tego, bo cała ta przejażdżka była fantastyczna, tak z drugiej cieszył się, bo i on sam był już sztywny i wiedział, że zaraz wystrzeli. Objął więc mocno chłopaka za szyję i kilka razy głośniej jęknął. Aż nagle trysnął i mimowolnie ścisnął w sobie napompowany krwią członek.
Gdzieś w ferworze uczuć i doznań, które go ogarnęły, usłyszał sapnięcie z góry. Baekho wyraźnie przyspieszył i kilka sekund później spuścił się w jego tyłku. Minhyun nie miał nic przeciwko. Nie brzydził się tego, tak samo jak nie brzydził się pocałunków po seksie oralnym. Po prostu chciał być jak najbliżej.
— Mh… — wydusił, gdy pocałunki po seksie się skończyły, a on nie wiedział, co powiedzieć.
Ale Baekho mu w tym nie pomógł. Cmoknął go jeszcze raz i zsunął się z niego na bok. Przekręcił się i… zamknął oczy. Nie powiedział nic, nie skomentował tego, co zrobili. Minhyun nie wiedział, jak to odczytać. Czy jako odrzucenie, czy po prostu… potrzebę odpoczynku. Jeśli to pierwsze… to już bał się poranka. Zaś to drugie bardzo dobrze rozumiał. Sam był padnięty.
Spróbował się unieść, ale okazało się to bardzo trudne. Miał takie… dziwne i krępujące wrażenie, jakby nadal miał w sobie penisa. Wstydził się tej myśli, a równocześnie kręciła go ona.
Udało mu się jakimś cudem dojść do włącznika i zgasić światło w pokoju. Zupełnie zignorował potrzebę kąpieli i fakt, że zanim to się zaczęło, sięgał po piżamę. Po prostu wszedł na łóżko, przykrył siebie i Baekho, a następnie zamknął oczy. Choć wcale nie był pewien, czy szybko zaśnie. Bo gdyby jego serce mogło latać, to właśnie odfrunęłoby z radości.
Miał seks z Baekho. I już chciał więcej.

***

Poranek po imprezie był dla większości osób bolesny, co wcale nie było zaskoczeniem. Ci, którzy więcej wypili, najchętniej zostaliby w łóżku na cały dzień. Ale trzeba było się zebrać do domu, zaś JR, jako gospodarz, musiał wstać wcześniej i jakoś tych ludzi ogarnąć. Zrobił kawę jednej dziewczynie i chwilę pogadał z chłopakami w kuchni. Rozmowa jednak się nie kleiła, bo wszyscy byli zmuleni.
Podziękowali za imprezę i powoli zaczęli się zmywać. JR uznał, że też powinien doprowadzić się do jakiegoś stanu używalności, więc wciąż w samych bokserkach wyszedł z kuchni i akurat zauważył, jak Minhyun wychodzi ze swojego pokoju. Był tak zaspany, że nawet nie zauważył swojego starszego brata i po prostu przemknął do łazienki. Nie spostrzegłszy przy tym, że jest… nagi.
JR zrobił duże oczy, ale uznał, że po prostu musi się przyzwyczaić do dziwnych nawyków swojego brata. Poszedł więc dalej, zamierzając dojść do swojej sypialni i ubrać się… ale gdy mijał pokój Minhyuna, zobaczył w środku Baekho. Śpiącego na jego łóżku. I też nagiego.
Zbladł, a jego mózg na chwilę totalnie się wyłączył. Patrzył na ten obrazek w szoku, a potem obejrzał się za siebie, gdzie akurat zamykały się drzwi do łazienki.
— Co to, kurwa, ma znaczyć?! — wybuchnął niespodziewanie i wparował do pokoju Minhyuna.
Szarpnął pościelą z śpiącego kumpla, a ten powoli otworzył oczy. Zmarszczył boleśnie brwi, co mogło świadczyć jedynie o tym, że takie głośne dźwięki wwiercają się w jego obolałą głowę jak śrubki.
— Co…? — wychrypiał.
Ale JR nie miał cierpliwości ani litości, żeby czekać, aż Baekho wróci do rzeczywistości. Wyciągnął stopę i kopnął go w nogę.
— Wstawaj! Co wyście tu we dwójkę robili?!
Usłyszał, że drzwi do łazienki znów się otwierają, a jego brat wpada do pokoju. Ale nie interesowało go to teraz. Nawet się nie obejrzał. Patrzył tylko na Baekho, który zbierał się z łóżka i obrzucał go wrogim spojrzeniem.
— Kurwa… Uspokój się.
— Pieprzyłeś mojego brata?!
Baekho skrzywił się, ale nawet nie spojrzał na młodszego z braci. Sięgnął za to po swoje spodnie leżące na podłodze i zaczął wsuwać je na nogi.
— Pojebało cię. Nikogo nie pieprzyłem — powiedział przy tym zamulonym, zachrypniętym głosem.
A Minhyun stojący w progu z rozdziawionymi ustami, już z bielizną na sobie, drgnął. Niemożliwe było, żeby Baekho nie pamiętał wczorajszej nocy.
— Naprawdę myślisz, że w to uwierzę? — zapytał JR z irytacją.
— Tak. Naprawdę myślę, że uwierzysz, bo właśnie tak było. Nikogo, kurwa, wczoraj nie pieprzyłem — mówił Baekho, ubierając się apatycznie. — Uchlałem się w trupa i znalazłem pierwsze lepsze wygodne łóżko. Wszyscy, kurwa, zajęliście salon i twój pokój, geniuszu.
Twarz JR wciąż nie wyrażała pełnego przekonania, chociaż i tak było widać na niej zawahanie. Obejrzał się nawet na swojego brata, a ten, mimo że coś boleśnie ściskało go w klatce piersiowej, pokiwał żywo głową.
— Tak było. Mam dwuosobowe łóżko, to co miałem na nim sam spać, jak Baekho szukał miejsca?
JR znów popatrzył na kumpla, który właśnie zakładał przez głowę koszulkę. Chwilę analizował jego stan, aż w końcu stanął tuż przy nim i wycedził:
— Nie pieprz mojego brata.
Baekho tylko odpowiedział zirytowanym spojrzeniem i w milczeniu poczekał, aż lider odpuści. A kiedy ten wyszedł z pokoju, sam zabrał z podłogi jeszcze swoją bieliznę i ruszył do korytarza. Musiał minąć przy tym Minhyuna, który patrzył na niego z napięciem i nadzieją, że coś powie. Że skieruje jakieś słowa tylko do jego uszu. Że coś obieca, czy o coś zapyta. Ale Baekho nawet na niego nie popatrzył. I po prostu wyszedł.

***

Był świadom, że to popełnił błąd. Jadąc do domu, myślał o tym, co wczoraj zrobił. I jak jego ciało było w siódmym niebie, tak umysł mówił, że spierdolił.
Oparł się czołem o szybę w autobusie i skrzywił się. Nie dość, że męczył go kac poalkoholowy, to jeszcze moralny. Ale tak naprawdę nie spodziewał się, że Minhyun w łóżku będzie taki gorący. Taki… oddany. Wciąż pobrzmiewały mu w głowie jego słowa…
Mogę być twój… na zawsze.
Nawet gdy wcześniej zdradziecko wyobrażał sobie, jaki ten chłopak może być podczas spełnienia, to nie odbijało się to nawet w pięciu procentach na tym, jaki gorący był naprawdę. Jego rumieńce i jęki rozpalały go. Baekho nawet uznał, że potrafiłby dojść, gdyby tylko siedział na krześle i oglądał, jak ten chłopak się masturbuje. Jak dotyka się po sutkach, penisie, jądrach i pośladkach… I robi sobie dobrze na jego oczach. Patrząc na niego i uśmiechając się.
Zaklął pod nosem, bo wiedział, że nie powinien o tym myśleć. Z wielką nadzieją liczył na to, że Minhyun odbierze ich seks jako jednorazową przygodę. Jako przysługę, którą mu wyświadczył w obliczu tego, jak długi czas się za nim uganiał. Przecież im obu wczoraj było dobrze, więc nie powinien mieć pretensji. Nie powiedział przecież, że będą to robić częściej. Nic nie obiecał. Po prostu… dali sobie rozkosz.
Był świadom, że z dziewicami w takim wypadku było różnie. Między innymi dlatego nie pakował się w takie problemy. Ale chyba po prostu wczoraj uległ urokowi tego chłopaka. Miał tylko nadzieję, że więcej komplikacji z tego nie będzie.

Rozdział 5 — On musi zostać

W poniedziałek po sobotniej imprezie Minhyun widział Baekho na korytarzu, ale ten nic do niego nie powiedział. Nie zgadał. O nic się nie zapytał. Jedynie skinął mu głową na jego nieśmiałe „cześć”. Minhyun nie wiedział, co powinien zrobić. A sam fakt, że nie wiedział, co myślał o tym wszystkim starszy chłopak, sprawiało, że panikował. W jego głowie pojawiło się mnóstwo scenariuszy i wersji. Zaczynając od tego, że Baekho chce o wszystkim zapomnieć i udać, że nic się nie stało, a skończywszy na tym, że tak go to brzydziło, że nawet nie chce na niego patrzeć.
Kilka razy zawahał się, czy do niego nie napisać. Ale kiedy już trzymał telefon w dłoni i próbował coś wystukać, kompletnie nie miał pojęcia, co by to mogło być. Jak miałby nawiązać do seksu? Nawet myślał o tym, żeby zaprosić go na randkę, ale już czuł, że zostałby za to wyśmiany.
Aż nadszedł dzień, kiedy Baekho musiał się z nim skonfrontować. We wtorek po lekcjach mieli próbę. Każdy zachowywał się całkiem luźno. Przyszedł nawet Ren, któremu coraz bardziej się poprawiało. Ale wciąż z nimi nie śpiewał, a jedynie pracował nad udoskonaleniem muzyki i układu, a także myślał nad strojami, w których mogliby występować. Tekst piosenki już mieli. Seol napisał im genialną historię. Bo właśnie tak wyglądała piosenka. Była magiczną opowieścią z mrocznymi elementami. Jakby ktoś spacerował po krainach, które bardzo różniły się od siebie. Była jedna wspólna linia melodyczna, ale rytm się zmieniał i miał swoje mocniejsze kawałki. Wszystko wyglądało bardzo zachęcająco.
— To co? Na rozgrzewkę spróbujemy wykonać całość? — zaproponował lider zespołu, kiedy już całą piątką byli w sali, a Ren skończył podłączać laptopa z muzyką. — Nie stopujemy. Nie przejmujcie się wpadkami. Będziemy ćwiczyć potem każdy fragment osobno. Pasuje?
— Mhm.
— Tak, spoko.
Wszyscy się zgodzili i ustawili na parkiecie. JR nie był już tak cięty na Baekho, bo widział, że ten zupełnie ignoruje jego brata. Zaś sam Minhyun spojrzał na blondyna z nadzieją, że złapie jego wzrok. Ale ten nawet nie przekręcił głowy, mimo że na pewno wyczuł na sobie to spojrzenie. Po prostu przybrał swoją startową pozycję. Minhyun więc z rezygnacją zrobił to samo.
Zaczęli układ. Każdy dawał z siebie wszystko, bo przecież do finału zostało półtorej tygodnia. Mieli więc ćwiczyć niemal codziennie, a JR każdemu sto razy powtarzał, żeby nie narażał się na żadne niebezpieczne warunki atmosferyczne, bo wykastruje każdego, kto rozchoruje się przed występem.
Próba przebiegała całkiem dobrze. Ćwiczyli refren wiele razy, bo to on był najbardziej żywy. Musieli być dobrze zgrani i panować nad oddechem, bo przy tańcu wciąż musieli czysto śpiewać. A JR nie miał dziś dla nich litości. Próba trwała prawie trzy godziny, zaś pod koniec każdy z nich był wyczerpany.
Zbierali się i ogarniali, a Minhyun podszedł do siedzącego pod ścianą Baekho i wskazał na jego butelkę z wodą.
— Mogę łyka…? — zapytał, dysząc głośno.
Blondyn skinął głową i rzucił mu butelkę. Po tym sięgnął po telefon, znów ignorując obecność Minhyuna.
— Dzięki — ten mruknął niemalże apatycznie i napił się. — Em… a ten… Co robisz teraz po próbie?
— Hm? Idę do domu. Od zajebania zadań jest — odparł Baekho lekkim głosem. Jakby nic się nie stało. Jakby byli po prostu kumplami z zespołu, którzy nigdy nie mieli bliższych kontaktów. A już na pewno nie uprawiali seksu w zeszłą sobotę.
— O… Beznadziejnie. Ja nie mam tak dużo.
— No to fuksiarz z siebie — odparł starszy chłopak ze śmiechem i wstał. Wskazał na butelkę i zapytał: — Skończyłeś?
— Co? A, to… tak, już. Dzięki. — Minhyun uśmiechnął się blado i oddał mu wodę. A gdy Baekho już chciał go minąć, nagle coś go tknęło i wyszeptał: — To był mój pierwszy raz.
A starszy chłopak zastygł. Zatrzymał się i spojrzał na twarz chłopaka wreszcie innym spojrzeniem. Nie obojętnie, nie z irytacją. Ściągnął jednak brwi w konsternacji i oblizał wargi. Wyglądał na… zmieszanego. Otworzył nawet usta, żeby coś powiedzieć, ale nic nie wydobyło się z jego ust. Po prostu zarzucił plecak na ramię i podszedł do JR i Arona, żeby wymienić z nimi kilka słów o występie.
Minhyun za to skrzywił się i też wrócił się po swój plecak. Nie miał pojęcia, co robić. Czuł się jak człowiek stojący na rozdrożu, gdzie jedna z dróżek prowadziła do słodkiej krainy, a druga do piekła. I nie miał pojęcia, która jest która.

***

Na blogu Pajęczycy już było widać post z zaproszeniem na finał konkursu Gwiazdy. Co prawda trzeba było pojechać kawałek od miasta, ale wciąż wyglądało na to, że byli chętni, by pokonać odległość i na żywo zobaczyć zespół. Widniał tam ramowy plan finału, co było dla członków zespołu zaskoczeniem, bo w sumie dostali go całkiem prywatnie od organizatorów, a nie byli pewni, czy jest to już gdzieś oficjalnie opublikowane. Ale to była Pajęczyca. Ona miała szpiegów wszędzie.
Sam pomysł na występ udało się jednak utrzymać w tajemnicy. Nikt nie wiedział, jak to będzie wyglądało. A właściwie to nawet sami członkowie zespołu do samego końca nie byli pewni, czy nagle nie pojawi się pewna… kluczowa zmiana. Bo oto pewnego dnia Ren odzyskał głos.
— Okej… i nie masz już kompletnie żadnych — podkreślił Baekho — problemów, żeby wyciągać wysokie dźwięki?
Spotkali się na prośbę JR przy boisku szkolnym na jednej z dłuższych przerw. Było dziś szczególnie ciepło, więc ludzi zgromadziło się tu mnóstwo. JR, Baekho, Aron i Ren za to znaleźli sobie kącik na trybunach.
— Nie mam. Właściwie już od dwóch dni całkiem dobrze mówię, ale dzisiaj upewniłem się, że nie mam problemów ze śpiewaniem — potwierdził Ren.
Wszyscy spojrzeli po sobie, bo teraz byli w kropce. Finał był za równy tydzień. A do tego czasu Ren nie ćwiczył z nimi występu. Co prawda bywał na próbach, znał tekst i układ, ale to nie zmieniało faktu, że nie miał tego wyćwiczonego.
— Dobra… — w końcu odezwał się JR. — Myślisz, że dałbyś radę w tydzień to ogarnąć? Jakbyśmy codziennie robili próby?
— Na pewno da radę! — zawołał Aron, trzymając dłoń na udzie Rena i masując go po nim. Chciałby z nim zaśpiewać. Śpiewanie bez Rena nie było tym samym, nawet jeśli Minhyun był w tym dobry.
— Pytałem Rena, Aron. Ren ma swój mózg.
Wszystkie pary oczu spojrzały na blondyna, który rozłożył ramiona wymownie.
— Dam z siebie wszystko.
JR uśmiechnął się.
— No to ustalone. Wracasz do zespołu!
Kiedy Aron zawołał z uciechą, a Ren uśmiechnął się szczerze, Baekho w końcu wtrącił się poważnie:
— A co z Minhyunem?
I znów zapadła cisza. A przynajmniej pomiędzy nimi, bo na boisku i na ławkach na trybunach było głośniej niż na lotnisku.
— Hm… Wiesz, mamy Rena. W sumie Minhyun nie jest już potrzebny — rzucił JR.
— Aha. Dałeś mu nadzieje, ciągałeś go po próbach i teraz jest niepotrzebny? — wzburzył się Baekho. Jego poza była już bardziej napięta, a mina wyrażała irytację i złość.
— Ej… wyluzuj. Mówię tylko, że mamy Rena na jego miejscu…
— Mówisz tylko, że jak skurwysyn każesz mu spierdalać po tym, jak starał się te kilka tygodni i próbował wam wszystkim zaimponować.
JR był zaskoczony tym wybuchem, ale chyba też nie potrafił podejść spokojnie do osoby, która tak ewidentnie go atakowała. Bo sam też przybrał bardziej ofensywną pozę.
— Weź się, kurwa, uspokój. Dobrze wiesz, że jesteśmy w takim składzie już od dawna i to ten skład Gwiazda zakwalifikowała do finału!
— Aaa, no tak. Zajebiste podejście. Ale szkoda, że nie powiedziałeś tego bratu na samym początku, kiedy ściągnąłeś go na próby — warknął Baekho i wstał z ławki. Z irytacją szarpnął swój plecak, a na koniec jeszcze zwrócił się do JR: — Jak go wywalisz, to ja też odchodzę. A… i tak. Pieprzyłem go.
Po czym ruszył w stronę szkoły, zostawiając całą trójkę z szokiem na twarzy. Aron wydusił głuche „co…?”, Ren po prostu zaniemówił, a JR poczerwieniał. Więc jednak Baekho pieprzył Minhyuna! Gdyby tylko miał coś pod ręką, to rzuciłby za nim, celując w jego głowę.
— Skurwysyn i zdrajca! — warknął, chcąc się podnieść, ale Ren szarpnął go za rękaw z powrotem w dół.
— Poczekaj. Baekho przereagował, ale myślę, że możemy to rozwiązać kompromisem. Wyrzucenie Minhyuna i wrzucenie mnie na jego miejsce jest ryzykowne. Jak mówiłem, dam z siebie wszystko na próbach, ale to wciąż tylko tydzień.
— Okej… Ale co sugerujesz? — dopytał wciąż rozsierdzony JR, który czuł się w rozterce, bo nie wiedział, czy bardziej teraz myśleć o konkursie, czy o tym, że Baekho wsuwał swojego śmierdzącego kutasa w dupę jego brata.
— Że obaj będziemy na tej pozycji. Będziemy śpiewać swoje kwestie w duecie. Ma taki głos, że spokojnie zgra się ze mną. A przy okazji będzie wsparciem.
Aron pokiwał żywo głową i poklepał swojego chłopaka po kolanie.
— To brzmi logicznie. Może jakaś ewentualna wpadka Rena nie będzie wtedy słyszalna tak bardzo.
JR wciąż nie był przekonany i było to widać po jego minie. Ale ostatecznie przystał na taką propozycję, bo właściwie zabezpieczała ona wszystkich. Baekho nie odejdzie z zespołu, Minhyun nie poczuje się skrzywdzony, a Ren będzie miał spokojniejsze serce, że wszystko zostanie na jego barkach.
— Niech będzie. Ktoś chce powiedzieć o tym Baekho? Bo jak ja teraz zobaczę jego mordę, to mu przywalę — burknął ponuro.
Aron roześmiał się wesoło i wstał.
— Polecę za nim. A ty nie spinaj dupy, JR. Nie jesteś pierwszym bratem, którego rodzeństwo zostało rozdziewiczone przez kumpla.
JR skrzywił się i pokazał mu środkowy palec. A chłopak tylko zaśmiał się i pobiegł za kolejnym kłopotliwym członkiem ich zespołu.

***

Im bardziej zbliżał się termin finału, tym bardziej Minhyun był podekscytowany. W pokoju nawet zrobił sobie mały kalendarz nad biurkiem, na którym skreślał kolejne dni. Może wciąż był przybity ignorancją ze strony Baekho, ale z drugiej strony euforia dotycząca wspólnego występu coraz bardziej go przepełniała.
Dotąd śpiewał z chłopakami tylko na próbach. Nie był z nimi na żadnej scenie, nie wiedział jeszcze, jak to jest, kiedy wszystkie oczy z widowni są zwrócone w jego kierunku. Chciał to poczuć, chciał, by po jego ciele płynęła adrenalina. Chciał przeżyć to wydarzenie z tymi chłopakami, z którymi tak cudownie mu się śpiewało i tańczyło.
Myślał o tym nieustannie, mimo że był w trakcie lekcji. Po wyjściu z jednej klasy zdał sobie sprawę, że nie miał pojęcia, jaki był dzisiaj temat na biologii.
Bujał w obłokach, gdy ze słodkimi bułeczkami maślanymi usiadł na korytarzu na ławce. Zaraz obok Nari, przyjaciółki Pajęczycy, która kochała się w Baekho i nigdy nie zdobyła się na odwagę, żeby mu o tym powiedzieć.
— O… Hej — zagadała go, też jedząc swoje drugie śniadanie.
Chłopak popatrzył na nią i zamrugał. W głowie od razu pojawiła mu się paniczna myśl, czy chodził z nią na jakieś zajęcia i powinien wiedzieć, kim jest, czy po prostu poznawała go jako członka zespołu muzycznego.
— Hej! — odpowiedział z przyjaznym uśmiechem, nie zdradzając się, że nie ma pojęcia o jej imieniu. — Chcesz jedną bułeczkę?
Wyciągnął do niej woreczek, a ona z zaskoczeniem na twarzy poczęstowała się.
— Dzięki. Uwielbiam je. A w ogóle… jestem Nari — przedstawiła się, rozwiewając jego wątpliwości.
— Cześć. Minhyun — odpowiedział i ugryzł słodki wypiek.
— Wiem. — Dziewczyna zaśmiała się i zrobiła to samo. — Jak się czujesz w zespole?
— Fantastycznie! Nie mogę się doczekać finału. Jedziesz nas pooglądać?
— Mhm. Mam już kupione bilety. Na pewno będę. Nie ominęłabym tego. Tym bardziej, że pierwszy raz zobaczę was w szóstkę. I cieszę się, że jednak cię nie wyrzucili!
Minhyun zamrugał z zaskoczeniem, a kilka okruszków z bułeczki upadło na jego czarne spodnie.
— Eee… to znaczy?
— No… bo podobno JR chciał, żebyś odszedł, skoro Ren wrócił do siebie.
Minhyun zbladł. Jak to JR chciał, żebym odszedł?!
— Co…?! Skąd wiesz?
— Od Pajęczycy. Mnie bardziej dziwi, że ty nie wiesz. Rozmawiali o tym na boisku dzisiaj. Podobno Ren całkiem do siebie doszedł i miał cię zastąpić, ale Baekho się wkurzył i dał ultimatum.
— Jakie?
— Że jak JR cię wyrzuci, to on też odchodzi.
Na to Minhyun już odpowiedzi nie miał. To było ostatnią rzeczą, jakie się spodziewał. Baekho dawał mu do zrozumienia, że mogą być kumplami, ale to wszystko. Że właściwie nie zależy mu na jego osobie. A teraz był gotów poświęcić swoją karierę w zespole, żeby tylko on nie wyleciał… To było tak niespodziewane! Minhyun poczuł, jak naraz poczerwieniał i zrobiło mu się duszniej.
Zareagował jak zawsze impulsywnie. Podskoczył na równe nogi i rzucił na kolana Nari resztę swoich bułeczek.
— Możesz wziąć wszystkie! — zawołał do niej i pobiegł.
Nie miał pojęcia, jaką lekcję miał teraz Baekho, ale chciał go zobaczyć. Chciał mu podziękować. Nawet jeśli w zamian miał tylko dostać pełne irytacji spojrzenie, to chciał wyrazić swoją wdzięczność. Bo to, co zrobił Baekho, było cholernie miłe.
Szukał go wszędzie. Zajrzał pod każdą klasę, był na stołówce i w toaletach, ale Baekho nigdzie nie było. Pytał nawet kilku uczniów, czy go nie widzieli, ale raczej nikt nie kojarzył. Aż wreszcie ktoś napomknął mu, że był przed chwilą przy szatniach, bo chyba skończył zajęcia. Oczy Minhyuna otworzyły się szeroko, a on bez słowa pobiegł w kierunku wyjścia ze szkoły.
I zobaczył go. Wszystko dzięki jego jasnym włosom, które rzucały się w oczy na tle innych uczniów. Baekho właśnie luzacko szedł przed siebie, z plecakiem zarzuconym na jedno ramię, ubrany w swoją skórzaną, czarną kurtkę. Skręcał za róg muru otaczającego szkołę, więc Minhyun szybko stracił go z oczu.
Pobiegł przed siebie, mając nadzieję, że jeszcze go dogoni. Nieważne, że za chwilę miał zajęcia. A kiedy zawołał go po imieniu już w biegu, Baekho obejrzał się na niego, zatrzymał się i uniósł brwi. Bo oto chłopak zatrzymał się przy nim, pochylił się i oparł dłońmi o kolana, zipiąc.
— A tobie co? — zdziwił się blondyn.
— Bie… bie… biegłem.
— No widzę. Było zadzwonić, jak coś chcesz. Masz mój numer.
O tym Minhyun nie pomyślał. Aż się zaciął, bo rzeczywiście to byłoby takie prostsze! Ale i tak cieszył się, że właśnie widzi jego twarz, a nie rozmawia z nim przez telefon.
Wreszcie się wyprostował i przetarł czoło rękawem mundurka.
— Zapomniałem o tym… I… I chciałem tylko chwilę pogadać — powiedział, patrząc prosto w oczy wyższego nastolatka.
— Okej… O czym? — Baekho nie zaskoczył go, kiedy zachował się dość defensywnie. Taki był od czasu imprezy. I najwyraźniej nic się nie zmieniło.
— Podobno dzięki tobie jestem dalej w zespole… Chciałem podziękować.
Po tych słowach ciekawie oglądało się, jak policzki Baekho… rumienieją. Z jakiegoś powodu musiało go to zawstydzić. Odwrócił wzrok w stronę przejeżdżających obok samochodów i burknął coś, co brzmiało jak „Taa… Spoko”. Minhyun przez tę reakcję aż szerzej się uśmiechnął i przestąpił z nogi na nogę.
— To naprawdę było miłe. Chociaż… trochę… no, trochę mi smutno, że JR chciał mnie wyrzucić — dodał już smutnym głosem i sam skierował spojrzenie na swoje buty, w duchu z napięciem czekając na reakcję. Był ciekaw, czy rozczuli taką zagrywką starszego chłopaka.
I udało się. Baekho od razu na niego popatrzył i klepnął go w ramię.
— Ej, głowa do góry. JR czasami trzeźwo nie myśli i po prostu trzeba mu na nowo wbić coś do głowy. Na bank nie uważa, że źle śpiewasz czy coś.
— Tak myślisz? A… a ty jak uważasz? — Minhyun w końcu popatrzył na niego z dobrze graną nadzieją w oczach. Trochę bawiła go ta rozmowa, a trochę… po prostu potrzebował usłyszeć coś miłego z ust chłopaka, który go rozdziewiczył, który cholernie mu się podobał i który od jakiegoś czasu się od niego odsuwał.
Baekho zaciął się i nawet zatrzymał się z ręką na jego ramieniu. Odchrząknął i szybko wcisnął obie dłonie do kieszeni kurtki.
— Jakbym uważał, że jesteś w tym chujowy, to bym nie cisnął, żebyś został.
— No… Tak. Naprawdę dziękuję, Baekho — dodał Minhyun, już nieco poważniejąc. A kiedy tak patrzył w oczy starszego chłopaka i widział ten dystans na jego twarzy… poczuł się nagle winny. Sam nie wiedział dlaczego. Ale dotarło do niego, że to wszystko mogła być jego wina. Że nie powinien był tak za nim gonić, kiedy Baekho specjalnie się od niego odpędzał. A może nawet przeleciał go z litości, żeby mieć go z głowy. — I… i przepraszam — szepnął.
— Co…? — Blondyn ściągnął brwi i rozejrzał się szybko.
Wciąż stali na środku chodnika, po którym chodziło wielu przechodnich. Szczególnie uczniowie, którzy skończyli zajęcia. Sama ulica była ruchliwa, bo znajdowała się w centrum miasta.
— Bo… bo mi głupio przez to, co robiłem. Nie dawałem ci spokoju. Musiało to być cholernie męczące. — Zaśmiał się ze skrępowaniem, bujając się na stopach w przód i w tył.
— Eee… nie no…
— No i pewnie przez to tak skończyła się impreza… Że no, że… pomyślałeś, że jak mnie przelecisz, to dam ci wreszcie spokój i…
— Ej, nie, to nie tak — przerwał mu speszony Baekho. Zagryzł wargę i znów się rozejrzał, jakby bał się, że wszyscy będą ich podsłuchiwać. Choć tutaj, przy szkole, było większe prawdopodobieństwo natknięcia się na szpiegów Pajęczycy niż gdziekolwiek indziej. — Nie o to chodziło… Serio mi się podobasz, Minhyun.
Młodszy brat lidera zespołu uniósł na niego spojrzenie dużych z zaskoczenia oczu. Jego miękkie, wydatne usta rozchyliły się, a Baekho mimowolnie na nie popatrzył. Odetchnął też głębiej.
— Nie zrobiłem tego z litości, jeśli o tym myślisz — burknął.
— Więc dlaczego…? I dlaczego po tym wszystkiego się wyparłeś?
— Bo, cholera, twoim bratem jest mój kumpel. Nie mogłem wtedy po prostu powiedzieć, że to zrobiliśmy.
— Wtedy…? To znaczy… Że już wie?
Baekho skrzywił się, ale przytaknął.
— Ta… Od dzisiaj.
— Och… To… czemu mu teraz powiedziałeś? Coś się zmieniło?
— Nie, to… Dobra, może i tak. Chciał cię wyjebać, więc trochę się pożarliśmy i mu powiedziałem. Ale, kurwa, nie mieliśmy gadać o JR — zirytował się. — Mówiłem, że nie zrobiłem tego z litości.
Minhyun pokiwał głową, bo dobrze mu się tego słuchało. Poczuł ulgę po tym, co powiedział Baekho. Zrobił to, bo mu się podobał. To brzmiało w jego głowie znacznie lepiej, ale przecież… i tak niczego to nie rozwiązywało. Ten chłopak i tak nie chciał z nim być, więc nie miało to większego znaczenia.
— Dzięki. Cieszę się — powiedział ze słabym uśmiechem. A po tym zaśmiał się gorzko. — Ale wiem, że i tak nie mam szans. Ren i Aron mówili, że z nikim się nie wiążesz i nie ma mowy, żebyś był z kimś takim jak ja. Ale… ale i tak cieszę się, że miałem swój pierwszy raz właśnie z tobą.
Po takiej przemowie Baekho nie miał pojęcia, co odpowiedzieć i było o bardzo dobrze widać na jego twarzy. Wyrażała wewnętrzne zmieszanie, a sam fakt, że brakowało mu języka w gębie, dobrze świadczył o tym, jak trudna była to dla niego chwila. Bo przecież zawsze miał w głowie całe spectrum odpowiedzi.
— Sorry… Nie wiedziałem wtedy, że nikogo nie miałeś.
— Nie masz za co przepraszać. Było mi cudownie — dodał Minhyun ze śmiechem, chociaż też był skrępowany. Rozmawianie o pierwszym seksie nie było łatwe. Szczególnie że Baekho nie chciał tego powtarzać. — Ale… To ja byłem kiepski?
— Co…? — wydusił starszy nastolatek.
— No bo… z jakiegoś powodu nie chcesz tego ciągnąć. I na pewno nie tylko przez JR, skoro dzisiaj mu powiedziałeś. Byłem beznadziejnie, co nie? — Zaśmiał się, patrząc mu w oczy niemalże jak szczeniak.
Ale nie spodziewał się, że Baekho nie odpowie słowami. Że pochyli się do niego nagle, złapie go za policzek i pocałuje. Mocno i namiętnie. I na pewno niedyskretnie. Uczniowie, którzy ich mijali, aż obejrzeli się na nich z wielkimi jak spodki oczami, a Baekho po prostu go całował. Nie przejmując się niczym innym.
— Nie. Byłeś genialny. Najlepszy — powiedział w końcu.
A Minhyun z trudem przełknął ślinę, wciąż czując na wargach smak warg starszego nastolatka.
— Naj… lepszy?
— Tak. I pamiętam wszystko. Każdy twój cholerny jęk.
— Przestań… — Minhyun odruchowo się wycofał, czerwieniejąc na twarzy.
Ale Baekho znów go do siebie przyciągnął i pocałował.
— Naprawdę byłeś najlepszy… Nie chcę, żebyś myślał, że uważałem inaczej.
Minhyun w końcu zerknął mu w oczy i uśmiechnął się delikatnie. Dziś… nie, właściwie już od dawna nie usłyszał czegoś tak miłego. Gorąco wypełniało jego klatkę piersiową.
— Dzięki… — wydusił.
I wciąż stali blisko siebie, oglądani przez innych uczniów i pewni, że jutro cała szkoła będzie o tym mówić. Zaś Baekho z zaskoczeniem spostrzegł, że nie chciał, żeby wszyscy mówili o tym jako o jego kolejnej zdobyczy. Kolejnym podrywie. Kolejnej przygodzie. Bo wcale tak nie postrzegał tego chłopaka. Nie był jego ofiarą, chwilową rozrywką. Przekonał się o tym, kiedy patrzył na jego młodzieńczą twarz, na jego śliczny uśmiech i zmrużone oczy. Nie chciał, żeby przez niego pojawił się w nich smutek. Chciał wręcz egoistycznie patrzeć, jak znajduje się tam radość z jego powodu. Jak to on ją wywołuje i jak Minhyun uśmiecha się tak tylko do niego.
— Tobie już dawno zaczęła się kolejna lekcja… A ja muszę spadać, więc… — zaczął, a kiedy młodszy chłopak już chciał się ze wstydem wycofać, Baekho zatrzymał go, łapiąc w pasie. Cmoknął jego wargi i dodał cicho: — Zadzwonię dziś do ciebie. Mam nadzieję, że masz czas na chłopaka.
— Na… na chłopaka? — wydusił Minhyun z niedowierzaniem.
Ale Baekho tylko przemknął spojrzeniem po jego twarzy, powtórzył, że zadzwoni i puściwszy go, podążył w stronę przystanku autobusowego. A Minhyun, do którego kompletnie nie dotarła informacja o lekcjach, stał i gapił się za nim. Biegnąc tu, nie spodziewał się, że właśnie tak zakończy się ta rozmowa. Przez to ledwo wierzył, że właśnie tak się stało. Baekho chciał, żeby był jego chłopakiem… A Minhyun nie marzył o niczym innym.

Rozdział 6 — Wspólny rytm

W dniu, którym miała odbyć się próba generalna, Minhyun był cholernie podekscytowany. Emocje wypełniały go całego, od palców u stóp, po koniuszki palców w dłoniach. Miał wrażenie, że zaraz oderwie się od podłogi i wzleci do góry. Albo wybuchnie. Wszystko się w nim mieszało i… nie miało nic wspólnego z jutrzejszym konkursem finałowym Gwiazdy.
Wspominał każdego smsa, którego wymienił z Baekho od tamtego dnia, kiedy ten… w tak oryginalny sposób oznajmił mu, że chce być jego chłopakiem. Wymienili jedynie kilka pocałunków w toalecie w szkole. Ale wszystko było tak bardzo pozytywne, że Minhyun nieustannie się uśmiechał. Baekho chciał z nim być. Chciał porzucić swoje miano wiecznego playboya. A Minhyun miał nadzieję, że żadnej katastrofy z tego nie będzie.
— Heja! — zawołał, wchodząc do dużej sali gimnastycznej, którą dyrektor udostępnił im na potrzeby próby.
W środku był już JR, który rozmawiał o czymś z Renem. Ren starał się jak mógł, żeby za nimi nadążyć i wszystkiego się nauczyć. Minhyun go podziwiał, bo właściwie dopiero od tygodnia widział, jaki ten chłopak jest w tańcu i śpiewie — tak na żywo. A do tego zobaczył, że naprawdę Renowi zależy na tym zespole. Może wcześniej po cichu marzyło mu się zajęcie jego miejsca, ale teraz widział, że zespół bez Rena nie byłby tym samym.
Aron właśnie podłączał laptopa pod głośniki, ale Baekho nigdzie nie było. A przynajmniej tak wydawało się z początku Minhyunowi. Bo niespodziewanie poczuł, jak ktoś obejmuje go od tyłu i całuje w szyję. Baekho musiał wejść zaraz za nim przez jeszcze niezamknięte drzwi.
Minhyun zastygł i poczuł się, jakby właśnie w nim wybuchło ognisko. Ale szybko też spojrzał na JR, kiedy wszyscy zastygli. To chyba było pierwsze, tak otwarte przypieczętowanie tego, że Baekho naprawdę wszedł w intymny kontakt z jego bratem.
— Siema — rzucił obejmujący młodszego chłopaka Baekho. Brzmiał na luźnego, ale słychać było w jego głosie wyzwanie.
Wszyscy byli ciekawi, jak zareaguje na to lider zespołu, dlatego ani Ren, ani Aron nie odważyli się pierwsi odpowiedzieć. A JR milczał przez kilka kolejnych sekund i tylko na nich patrzył. Aż w końcu…
— Siema — odpowiedział i wrócił do rozmowy z Renem.
Minhyun uśmiechnął się od ucha do ucha i okręcił się w ramionach wyższego Koreańczyka. Wspiął się na palce i pocałował go mocno, obejmując za szyję. A Baekho, świadom bycia obserwowanym, odpowiedział na ten pocałunek i pomasował chłopaka po plecach.
— No jak tam kondycja? Gotowy do próby? — zagadał.
— Zawsze!
— Zawsze? No nie jestem pewien, czy tak zawsze. Na pewno dałbym radę doprowadzić cię do takiego stanu, po którym nie mógłbyś tak żwawo tańczyć — odpowiedział z uśmieszkiem.
A Minhyun zaczerwienił się. Podziwiał w Baekho to, że zawsze wydawał się mieć odpowiedź na wszystko. Jakby po prostu wyciągał ją z rękawa. No i te słowa… Och, od ostatniego razu marzył o tym, żeby Baekho spełnił tę słodką groźbę.
— A co robisz dzisiaj po próbie? — palnął.
I nawet Baekho został tym zagięty. Zamrugał i zagapił się na niego, zaskoczony takim nagłym pytaniem. Po tym aż się zaśmiał i pokręcił głową. Pociągnął zębami dolną wargę Minhyuna i uśmiechnął się bokiem ust.
— Zabieram cię do siebie do domu, żeby się zabawić, zanim nie wrócą moi rodzice? — zamruczał.
A Minhyun bezmyślnie pokiwał głową. Serce biło mu szybko z podekscytowania. Przez tę sytuację aż zapomniał, gdzie są i po co tu są. Z zamroczenia wydobył ich dźwięk muzyki, którą puścił Aron. Baekho, całkowicie wyluzowany, puścił Minhyuna i zaklaskał, idąc w stronę pozostałych członków zespołu.
— No dobra, panowie, to zaczynamy? Próba generalna. Jak to spieprzycie, to każdy ma ode mnie kopniaka!
— Zapomniałeś, kto tu jest liderem? — wtrącił JR, rozciągając się, żeby nie nabawić się kontuzji w najmniej odpowiednim momencie.
— Po prostu wziąłem na siebie ciężar podnoszenia ducha zespołu.
— Oooch… to musi być cholernie męczące…
— Żebyś wiedział, JR, żebyś wiedział!
Aron zachichotał do pary z Minhyunem, a JR tylko obdarzył blondyna spojrzeniem pełnym politowania. Nie wyglądało jednak na to, żeby był jakoś szczególnie obrażony na to, że Baekho jest z jego bratem. Albo dużo o tym rozmawiał z Seolem i ten przekonał go, żeby się nie wkurzał, albo sam doszedł do wniosku, że skoro Minhyun wygląda na szczęśliwego, to nie ma po co robić bury.
Kilka minut później już ćwiczyli. Wszystko było dopracowane i teraz musieli podołać całemu występowi. Właściwie to chyba jeszcze nigdy nie mieli tak długiego kawałka. Był męczący fizycznie, a do tego momentami bardzo żywy, choć zmienny rytm pozwalał złapać oddech co jakiś czas.
Nie trenowali zbyt długo. Nie chcieli się przemęczyć, żeby móc jutro być w najlepszym stanie. Zresztą, mieli kawałek do przejechania, bo finał odbywał się w innym mieście. Musieli więc wstać z samego rana, a JR każdemu z nich, niczym mama, rozkazał wcześniej iść dziś spać.
— Ren ani razu się nie pomylił — odezwał się Minhyun, kiedy jechał autobusem z Baekho i zostały im dwa przystanki, żeby być na miejscu. — Może jutro też ogarnie.
— Taa, nieźle mu poszedł ten przyspieszony kurs. Założę się, że codziennie śpiewa to pod prysznicem, żeby zapamiętać cały tekst i już rodzinka bełta naszą piosenką.
— To w imieniu wyższego dobra — zażartował chłopak.
— Właśnie. Muszą przetrwać te tortury. A tak serio, to Ren ma zajebisty głos — powiedział Baekho poważniej.
Stał przy oknie, trzymając się uchwytu nad głową. W autobusie nie było miejsc siedzących, a za każdym razem, gdy pojazd ostrzej hamował, Minhyun wpadał na starszego nastolatka. Mniej czy bardziej specjalnie.
— No. Taki młodzieńczy i trochę nosowy, ale łagodny.
— Taa… Bez niego nie byłoby to samo.
Minhyun już miał zwyczajnie przytaknąć, ale coś w głosie Baekho wzbudziło jego czujność. Przyjrzał się uważniej jego twarzy, przeanalizował jej wyraz i zapytał:
— Ale nie zazdrościsz mu?
— Ee… Co?
— No… Wiesz, że ty też masz oryginalny głos i bez ciebie też nie byłoby to samo? Jest dojrzały, a równocześnie zaskakująco potrafisz wyciągnąć wysokie nuty. Wydaje mi się nawet, że masz w śpiewaniu największą dowolność z nas wszystkich i potrafisz odnaleźć się w każdym momencie.
Baekho zapatrzył się na niego głupio. Nie przyznał tego na głos, ale to były chyba jedne z najmilszych słów, jakie usłyszał od dawna. Co prawda jego fanki często pisały mu, jaki jest wspaniały, słodziły mu i tak dalej, ale to, co powiedział Minhyun, zabrzmiało tak szczerze, że aż nim poruszyło.
Nie przejmując się tym, że są w autobusie pełnym ludzi, wychylił się i pocałował czule młodszego chłopaka. Po tym mruknął „wysiadamy” i wyszedł bez dodatkowego wyjaśnienia.
W domu nikogo nie było, bo rodzice Baekho jeszcze pracowali. Gospodarz zaproponował, że przyniesie coś chłodnego do picia i poprosił gościa, żeby poszedł do jego pokoju. A kiedy Minhyun na chwilę zniknął mu z oczu, oparł się plecami o lodówkę i wziął głęboki wdech.
Wszystko to, co działo się pomiędzy nim a tym chłopakiem, było dla niego takie… świeże. Nigdy nie próbował być z kimś na dłużej, a właśnie pakował się w coś takiego z bratem JR. Nie wierzył, że do tego doszło, ale równocześnie czuł, że nie jest to po prostu eksperyment, że nie robi tego z litości czy dla zabawy. Już od dłuższego czasu widział w Minhyunie… to coś. Jego ciało przy nim szalało, mimo że tak bardzo tego nie okazywał. Do tego po prostu… chciał z nim przebywać. Czuł się wtedy doceniony, zauważony, a przy tym wszystkim chciał chłonąć miny chłopaka, słuchać jego słów i śmiać się z nim. Bo Minhyun był tak cholernie pozytywną osobą, że trudno było złapać przy nim doła.
Otrząsnął się i wyciągnął z lodówki mrożoną herbatę. Wraz z butelką i dwiema szklankami poszedł do swojego pokoju. Minhyun siedział na łóżku po turecku i czekał na niego. A Baekho, patrząc na niego, przekonał się, że go pragnie.
— Jesteś już spakowany na jutro? — zapytał, stawiając szklanki na biurku i nalewając do nich chłodny napój.
— Nieee… Jeszcze nie. Będę się wieczorem pakował. Ale nie wiem, czy brać coś do jedzenia. Pewnie nic nie przełknę przed występem — odparł Minhyun ze śmiechem, bujając się trochę do przodu i do tyłu.
— Tak? Tak reagujesz na stres?
— No… między innymi.
Baekho podszedł do niego i podał mu jedną szklankę. Z drugą usiadł na skraju materaca i napił się.
— Ja się cholernie stresuję przed samymi występami, ale potem, gdy już jestem na scenie, to mam pełen luz. Wiesz… to tak, jakby to było moje naturalne środowisko, więc przecież nic nie mogę spieprzyć.
— Mhm, chyba to rozumiem — przyznał Minhyun, popijając herbatę. — Kiedy się śpiewa, czuje się takie wyzwolenie.
— No właśnie. Więc nie masz się czym stresować, bo jesteś w tym dobry.
— No… Tak. Niby tak… Ale to nie śpiewem się stresuję… — powiedział ciszej chłopak, spuszczając wzrok na swoje stopy w szarych skarpetkach z małymi buźkami kotków.
— A czym…? — Baekho ściągnął brwi i odłożył szklankę na szafkę nocną, żeby bardziej skupić się na chłopaku.
— Tańcem… Zacząłem tańczyć dopiero z wami. Wcześniej tego nie robiłem i w tym jeszcze nie czuję się tak luźno — mruknął.
Baekho wykrzywił usta, bo mógł o zrozumieć. Minhyun od czasu do czasu popełniał jeszcze jakieś błędy, które mimo że drobne, mocno go stresowały i wybijały z rytmu.
— Pomyśl o tym, jako o synchronizacji z nami wszystkimi. Nie masz indywidualnego kawałka. Robimy to samo, albo wszyscy razem, albo w parach. Spróbuj wyczuć nasz rytm i dzięki temu w niego wpadniesz. To trochę jak w… — zaciął się, a Minhyun uniósł na niego spojrzenie.
— W…?
— W seksie — skończył Baekho i puścił mu oczko. — Też poruszamy się płynnie, w tym samym rytmie.
Minhyun przełknął ślinę z takim trudem, jakby jakiś olbrzym zaciskał mu swoją wielką dłoń na szyi. Po tym bez słowa odstawił szklankę obok tej gospodarza i… podsunął się do niego.
— To… to może potrenujemy to zgrywanie się w rytmie? — wyszeptał z napięciem, kładąc mu dłoń na udzie.
Na twarzy Baekho ujrzał uśmiech. A po chwili poczuł, jak starszy Koreańczyk naciska na jego ramię i zmusza go do opadnięcia na plecy.
— Tym razem zrobimy to tak, jak powinno być — odpowiedział niskim głosem, pochylając się nad chłopakiem. Wsunął mu całą dłoń pod cienką, białą koszulkę i dotknął nagiego brzucha.
Minhyun wyprężył się błogo.
— Chociaż… nasz pierwszy raz też był wspaniały…
— Poważnie?
Baekho był trochę zaskoczony, bo wydawało mu się, że spieprzył mocno tamten stosunek. Dobrał się do niego przecież pijany, niewiele mówiąc, a do tego psując wszystko na koniec swoją ignorancją.
— Tak. Było mi bardzo dobrze… Mogłem być z tobą tak blisko, a ty… a ty dbałeś o to, żebym dobrze się z tobą czuł. — Minhyun wyjaśnił to, jak patrzył na tamten stosunek. Bo mimo że był świadom jego wszystkich wad, tak naprawdę było to dla niego magicznym doznaniem.
Baekho zapatrzył się na jego twarz. Mógłby mu powiedzieć, ż nie powinien tak na to patrzeć. Że przecież tamtej nocy po prostu go wykorzystał. Ale po co miał psuć to, co teraz było między nimi? Obaj chcieli tego związku, chcieli spróbować… więc przeszłość nie miała znaczenia.
Podwinął mu bluzkę i pochyliwszy się, pocałował go w brzuch. Usłyszał z góry ciche westchnienie, które wzbudziło w nim chęć dalszych pieszczot. Cmokał więc i łaskotał wargami delikatną i gładką skórę. Podążał ustami wyżej i mocniej podwijał koszulkę leżącego Koreańczyka. A gdy delikatnie zassał różowy sutek, Minhyun jęknął już głośniej i złapał go za ramiona.
— Coraz lepiej, mm? — zamruczał Baekho, widząc doskonale, że spodnie na kroczu chłopaka są już mocniej wypchane.
— Nie da się… inaczej, gdy tak się do tego zabierasz.
Takie słowa bardzo mu się podobały. Nie ustawał więc w takim leniwym, powolnym budowaniu napięcia. A gdy już pozbawił Minhyuna koszulki, sam uniósł się na kolanach i zdjął swoją przez głowę. Na jego piersi wciąż wisiał naszyjnik z nieśmiertelnikiem, zaś nadgarstki wzbogacone były w skórzane, cienkie bransoletki. Nie zamierzał się ich pozbywać. Zbyt wiele czasu by stracił. A wolał poświęcić go na dobieranie się do tego seksownego, pokładającego się dla niego chłopaka.
— Zdejmij spodnie — zasugerował, samemu rozpinając swoje.
Już wcześniej zarumieniony Minhyun, jeszcze bardziej się zaczerwienił, kiedy zaczął spełniać tę prośbę. Był ciekaw, czy podoba się starszemu chłopakowi. Czy ten po ostatnim razie nie uznał go za mało atrakcyjnego. Nie wyglądało na to, ale i tak takie myśli atakowały jego umysł, kiedy pozbywał się bielizny i odkrywał swoje ciało.
— Uwielbiam twoje nogi — powiedział Baekho, kiedy obaj byli nadzy, a on klęczał pomiędzy udami chłopaka i wreszcie mógł ich dotknąć.
— Tak…?
— Są bardzo zgrabne. Tak jak twój tyłeczek — dodał z lekkim uśmieszkiem, chcąc go trochę rozluźnić.
Minhyun zaśmiał się z jego miny.
— Weź się tak nie uśmiechaj, bo wyglądasz jak perwers! Albo jakiś pedofil, który czai się na dzieci w krzakach.
Rozbawiony Baekho opadł do przodu, oparł się dłońmi po bokach głowy chłopaka i otarł się swoim sztywniejącym penisem o jego.
— Tak? To nie chcesz się pobawić w coś perwersyjnego, chłopaczku?
— Nieee, weź!
Minhyun śmiał się, równocześnie coraz bardziej się podniecając, bo takie ruchy, kiedy czuł twardego kutasa na swoim, wzmagały jego pożądanie.
— Nie? Na pewno? Ale nie musisz się bać starszych panów…
— Jesteś tylko dwa lata starszy!
Ale Baekho dalej szeptał mu jakieś zboczone, chore teksty do ucha, od których w oczach Minhyuna zbierały się łzy rozbawienia. Aż w końcu udało mu się uciszyć blondyna, kiedy objął go za kark i pocałował mocno i namiętnie.
Jak z początku ten pocałunek miał być krótki, zwyczajnie urywający ten chory, pedofilski temat, tak przerodził się w coś dłuższego. W gorączkową pieszczotę, która spajała ich ze sobą, kiedy ocierali się o siebie i kołysali się, jakby już teraz znaleźli ten wspólny rytm. Tę harmonię, w której ich ciała stawały się jednym.
Baekho musiał być przygotowany na ewentualność seksu, bo miał przy łóżku krem. Ten nadawał się do nawilżenia, więc Minhyun po długich pieszczotach poczuł wreszcie mokre palce starszego chłopaka pomiędzy swoimi pośladkami. Drgnął i ciaśniej objął Baekho, czując, jak ten na ślepo go nawilża. Jak przesuwa palcami mojego szparce, a potem powoli i ostrożnie wciska je głębiej.
— Wszystko okej? Jak się czujesz?
Minhyun uchylił zmrużone dotąd powieki i uśmiechnął się blado. Od jakiejś chwili oddychał już tylko przez usta, bo tylko tak miał wrażenie, że nie dusi się od tych wrażeń. Wyciągnął dłoń i dotknął nią piersi Baekho. Czuł, że ten też jest gorący i że go pragnie. Zresztą, czubek jego sztywnego penisa cały czas trącał go w udo czy podbrzusze.
— Dobrze. Nawet nie wiedziałem wcześniej, że to takie fajne.
— Fajne? — Baekho zaśmiał się i poruszył powoli dwoma palcami w tyłku młodszego chłopaka, jakby go nimi pieprzył.
— Noo… Takie przyjemne i w ogóle. No… to… to rozciąganie. — Minhyun trochę się speszył, bo wciąż trudno mu było o tym mówić na głos.
Ale im więcej mówił i im bardziej się rumienił, tym mocniej podniecony był Baekho. Zresztą, trudno mu było opanować się przed nagłym zadarciem mu nóg i gwałtownym wejściem w ten słodki tyłek. Wiedział, że musi uważać, ale czuł, że młodszy chłopak współpracuje. Że nie zaciska się. Trudno było powiedzieć, czy starał się tego nie robić, czy tak bardzo mu ufał, że poddawał mu się w taki sposób. Ale przyczyny nie były teraz istotne. Ważne było, że mogli bez stresu się dotykać, pieścić i zbliżać do najprzyjemniejszego momentu.
Gdy Baekho wysunął palce, Minhyun zatrzymał powietrze w płucach i popatrzył na niego żywiej. Widział, że penis starszego chłopaka jest już uniesiony i twardy. Do tego miał bardzo zdrowy kolor. Kusił, żeby go dotknąć…
— Mogę…? — wydusił Minhyun i podparł się na łokciu, żeby trochę się unieść i sięgnąć dłonią do krocza Baekho.
Ten zastygł i wyraźnie drgnął.
— Jasne.
Kiedy drobna dłoń Minhyuna ujęła jego członek, Baekho westchnął błogo. Genialnie było patrzeć, jak ten chłopak tak ostrożnie się z nim zapoznaje. Musiałby być ślepy, żeby nie widzieć, że to jego pierwszy raz. Że nigdy dotąd nie trzymał cudzego członka. Zresztą, uścisk był tak bardzo delikatny, jakby Minhyun bał się, że go skrzywdzi. Dlatego starszy chłopak położył dłoń na jego dłoni i trochę ją zacisnął.
— Przyjemnie?
Minhyun zerknął mu szybko w oczy i pokiwał głową. A potem sapnął cicho, kiedy Baekho poruszył ich dłońmi, dzięki czemu mógł poczuć, jak skóra na penisie się naciąga i jak ten pulsuje.
— O rany…
— Mmm… Wczuj się w to — zamruczał blondyn.
Minhyun znów odmruknął coś na zgodę i powoli masturbował drugiego nastolatka, czując, jak wszystko w nim buzuje. Nawet tak delikatna czynność wzbudzała w nim wielkie podniecenie.
— Okej… Chcesz go w sobie? — zapytał w końcu Baekho, kiedy już sam był na tyle sztywny, że bał się strzelenia od takiej stymulacji.
— Tak… — wydusił Minhyun zabierając rękę i ponownie opadając na plecy.
Baekho uśmiechnął się do niego i sugestywnie rozłożył mu nogi. Po tym sam się podsunął i ująwszy swojego penisa, przytknął go do dziurki Minhyuna.
— Nie zaciskaj się, żeby nie bolało — powiedział jeszcze.
Kiedy zobaczył, że leżący, nagi i rozgrzany chłopak wziął głęboki oddech, a jego ciało się rozluźniło, zaczął na niego napierać. Nie zaskoczyło go, że z początku Minhyun stawiał opór, ale przeczekał to. Potem było już łatwiej, kiedy dziurka nie zaciskała go kurczowo i panicznie, a on mógł się wsunąć niemal w całości. Och tak, kochanie się z dziewicą było cudowne, nawet jeśli Minhyun już oficjalnie przestał nią być. Ale wciąż smakował jak taka, bo był przyjemnie ciasny i gorący. A do tego… pojękiwał tak zachęcająco, że chciało się robić mu lepiej i lepiej.
— Wspólny rytm — wymruczał Baekho do jego ucha, kiedy pochylił się nisko i wreszcie posuwał go całą swoją długością.
— Oooch…! Och tak… czuję… harmonię! — wystękał Minhyun, obejmując go nogami w pasie, a ramionami za szyję.
Wczepił się w niego i odpowiadał na ruchy, rzeczywiście zaczynając czuć ten wspólny rytm. Kołysali się w tym samym tempie, przez co nawet ich oddech się zsynchronizował. Był nawet pewien, że ich serca biły równie szybko. I był to najwspanialszy trans, w jakim kiedykolwiek się znalazł.
Wchodzenie i wychodzenie penisa z jego tyłka wywoływało niemal za każdym razem jęk z jego gardła. Aż Baekho wyprostował się na rękach i popatrzył na niego w dół z pożądaniem.
— Kurwa… jaki ty jesteś… głośny — wydyszał z uśmiechem.
Minhyun zaśmiał się z trudem, bo bynajmniej przy rozmowie starszy nastolatek nie przestawał go pieprzyć.
— To… to wina… twojego… no…
— Kutasa? — podsunął mu rozbawiony Baekho.
— Właśnie…!
— To powiedz to na głos.
— C-co…? — Minhyun zawstydził się.
— Powiedz, że to zasługa mojego kutasa.
Baekho chciał to usłyszeć. Minhyun wydawał mu się cholernie niewinnym chłopakiem, ale równocześnie tkwił w nim jakiś pierwiastek diabelskiej przewrotności. I chciał ją wydobyć na wierzch, bo uważał ją za bardzo seksowną.
Chłopak jeszcze chwilę walczył ze sobą, ale gdy blondyn pospieszył go mocniejszym pchnięciem, krzyknął:
— Jęczę, bo to zasługa twojego cudownego kutasa!
Baekho najpierw cały zadrżał z żądzy, po czym roześmiał się i pocałował go z rozmachem.
— Ale nie musiałeś tak głośno… Teraz… mh… każdy sąsiad będzie wiedział.
Minhyun jęknął, zaczerwienił się i trzasnął go otwartą dłonią w klatkę piersiową.
— Potwór!
— Ale jak dobrze ci robi, mmm? — Baekho zamruczał mu do ucha i pościskał z lubością jego uda. Był bliski końca.
— Mhmm…
Jeszcze chwilę się bujali w tej idealnej harmonii, o której na pewno Minhyun będzie myślał jutro, kiedy całą piątką staną na scenie. I uważał, że to najlepsze skojarzenie, jakie mogło mu pomóc w występie.
Nie doszli w tej samej sekundzie, ale w krótkim odstępie czasu. Minhyun jeszcze nie zdążył dość do siebie po orgazmie, kiedy poczuł w sobie nasienie Baekho. Po tym ten opadł niżej, ale postarał się nie przycisnąć za bardzo swoim ciałem młodszego chłopaka. Obcałował za to jego rozgrzaną i czerwoną twarz. Miał wielką satysfakcję, kiedy widział, jak ten przeżywał rozkosz i że ta cała przyjemność dotarła do niego dzięki niemu.
— Jak się czujesz? Uskrzydlony przed jutrzejszym występem?
Minhyun zaśmiał się cicho i pogłaskał go po spoconych plecach. Nie mógł przestać się na niego patrzeć. Cudownie się czuł z myślą, że Baekho nie zostawi go następnego dnia. Że będzie jego. Tylko jego.
— Nie wiem, czy wygramy… ale na pewno dam z siebie wszystko, żebyśmy wykonali występ tak, jak wszyscy go widzimy!
— No i piękna deklaracja. Z takim podejściem na bank się nam uda. — Baekho przesunął dłonią po jego włosach.
— Tak jak jest w założeniu, zaczarujemy jury i widownię. Występ jest taki… fantastyczny. Jak nasz seks — dodał chłopak ze śmiechem.
Od razu wywołał tym szerszy uśmiech na twarzy wiszącego nad nim blondyna. Ten zamruczał nisko i obcałował wzdłuż całą jego szczękę.
— Nasz seks jest fantastyczny, cudowny i zapierający dech w piersiach…
— I gorący, otumaniający i rozkoszny…
— Rozgrzewający, przenoszący w inne miejsce, zdumiewający…
— Och tak — jęknął Minhyun teatralnie. — A do tego fenomenalny i zachwycający.
Baekho znów zaburczał i otarł się o niego, po czym z udawanym podnieceniem odpowiedział:
— Och, Minhyun, jara mnie twoja moc wymyślania synonimów…
Chłopak roześmiał się w głos i otarł się o niego udem.
— To wiesz, że nasz seks jest jeszcze…
I wymieniał dalej.

Rozdział 7 — Sięgnąć gwiazd

Przez pierwsze pół godziny niewiele mówili, jadąc autobusem. JR przysypiał na ramieniu Seola, Ren popijał kawę, a Baekho siedział z głową przytkniętą do szyby i słuchawkami w uszach. Ale po tym niedługim czasie zamuły i zaspania, każdy z nich się rozbudzał i coraz bardziej zdawał sobie sprawę z tego, gdzie jadą. Że na miejscu będzie mnóstwo zespołów z całego kraju, że każdy będzie walczył o to pierwsze miejsce. O możliwość wydania swojej płyty.
— Ej! — niespodziewanie wydarł się Aron, aż inni pasażerowie autobusu obejrzeli się na nich z zaskoczeniem.
Ren ściągnął brwi i trzepnął go w głowę, ale chłopak tylko jęknął i znów zwrócił na siebie uwagę.
— Oj, bo nagle pomyślałem o czymś, o czym chyba żaden z nas nie pomyślał — powiedział z wielką rozterką i szokiem na twarzy.
JR aż się zaniepokoił, bo nie przychodziło mu do głowy nic, czym mogłoby coś takiego być. Zabrali płytę z muzyką. Ba, wzięli nawet kilka kopii, na wszelki wypadek. Ich stroje do przebrania się na występ też spoczywały w torbie. Mieli także cały plan finału i adres miejsca, w którym miało się to odbyć.
— No dobra, o co chodzi? — zapytał, wychylając się do Arona i Rena. Siedział ze swoim chłopakiem tuż za nimi.
Baekho i Minhyun też obejrzeli się na nich. Oni z kolei musieli wykręcać się za oparcie siedzenia. Za oknem słońce dopiero co wychyliło się nad horyzontem i budynkami w oddali. Jechali dość szeroką drogą, omijając mniejsze miasteczka.
— A co, jak… — zaczął Aron, patrząc po ich twarzach z powagą — wygramy?
— Co…? — wydusił Ren.
— No co, jak wygramy?! Dostaniemy kontrakt na płytę, a nie mamy żadnego pomysłu na jakikolwiek album! Nawet nie wiemy, jak się będziemy nazywać, ani czy Minhyun z nami zostaje!
Po tych słowach najmłodszy chłopak trochę się zaczerwienił i zastygł. Nie powiedział jednak ani słowa. Za to Baekho trącił go w ramię, a potem skinął wrogo na Arona.
— Oczywiście, że zostaje — burknął.
Wszyscy spojrzeli na JR, który miał tutaj decydujący głos. Ale po trzech sekundach zawahania ten odpowiedział:
— Zostaje. Ale jaki mamy pomysł na album… Aron, po pierwsze nie jest powiedziane, że wygramy…
— Oj, ale może się tak stać. I co wtedy?
— Wtedy na pewno będziemy mieć dużo czasu, żeby popracować nad albumem — wtrącił się Ren i spokojnie napił się kawy z papierowego kubeczka, który trzymał dłońmi odzianymi w różowe rękawiczki bez palców. — To nie tak, że przychodzimy z nowym pomysłem, podpisujemy kontrakt i za miesiąc wychodzimy z tym do sklepów.
— Właśnie — dodał Baekho. — Zdążymy wszystko ogarnąć. Pewnie dadzą nam jeszcze fory przez to, że rok szkolny się kończy. Potem będzie trzeba poszukać jakiegoś dobrego studia i zacząć pracować nad albumem.
Inni pokiwali głowami na potwierdzenie. I mimo że żaden z nich tak naprawdę nie spodziewał się zwycięstwa w konkursie, w którym konkurencja była tak olbrzymia, to jednak po słowach Arona rozpoczęła się wielka dyskusja i morze pomysłów na temat potencjalnego albumu. Jaki mógłby mieć klimat, czy każdy miałby swoją solową piosenkę. Czy lepiej iść w coś mrocznego i mocnego, czy bardziej romantycznego. Zanim dojechali na miejsce, zdążyli nawet poszukać na internecie inspiracji do okładki na płytę.
A przecież jeszcze musieli wygrać…

***

Finał konkursu Gwiazdy odbywał się w wielkim budynku ze szklaną kopułą i olbrzymim holem. To tam gromadziły się zespoły, które w recepcji miały dostać swoje identyfikatory. Były też duże wozy telewizyjne, a chłopcy zostali już na wstępie porażeni tym całym rozmachem, kiedy członek jednej ze stacji do nich podszedł, zapytał o coś i wyciągnął do nich mikrofon. Wszyscy zrobili głupie miny, bo nawet nie zdążyli zdjąć kurtek ani ogarnąć, gdzie właściwie powinni iść. Minhyun nawet schował się za plecami Baekho, nie chcąc nic mówić. Na szczęście JR zachował zimną krew i odpowiedział na pytanie reportera. Po chwili jednak przeprosił, tłumacząc się, że muszą znaleźć się w recepcji.
— Myślałem, że to będzie… mniej publiczne — szepnął Seol do swojego chłopaka, gdy stanęli w krótkiej kolejce.
— Taa… Ale wiesz co? Jakoś… bardziej mnie to nastraja do walki — przyznał JR, rozglądając się.
Stalowo-szare ściany i kolumny podpierające to wysokie sklepienie. Wypastowana, marmurowa posadzka i niesamowicie długa, łukowo zbudowana lada recepcji. Za nią w odpowiednich odległościach stało kilka osób, które przyjmowały interesantów. Zobaczyli też, jak jeden ubrany w na pewno cholernie drogi garnitur mężczyzna wychodzi z dwudrzwiowych, dużych drzwi znajdujących się kawałek za recepcją i zagaduje jedną z kobiet. Ta pokiwała głowa, a jegomość wrócił do pomieszczenia.
— To ich producent. To z nim będziemy rozmawiać, jeśli wygramy konkurs — mruknął Baekho do Minhyuna, który właśnie przewieszał kurtkę przez swoją torbę.
Mimo że na zewnątrz dziś było chłodno, tutaj czuli się jak w piecu. Zapewne po prostu było tu za dużo ludzi.
— Tak? Wow… Wygląda strasznie. On jest w jury?
— Mhm.
Minhyun poczuł nagły przypływ stresu. Teraz, kiedy tu byli, konkurs był bardziej… namacalny. Ćwiczenie występu w szkole nie narzucało na niego żadnych ograniczeń. Był wśród swoich. A teraz… Teraz widział wszystkich rywali, zobaczył jednego członka komisji i znajdował się w miejscu, w którym za jakieś dwie godziny będzie występował, a wszyscy będą się na niego gapili.
Ledwie mógł zaczerpnąć powietrza. Wszystko nagle go przytłoczyło, a on złapał się bluzki Baekho, stając blisko i ścisnął ją. Wyższy chłopak popatrzył na niego ze ściągniętymi brwiami, po czym delikatnie się uśmiechnął. Objął go ramieniem, pochylił się do jego ucha i szepnął:
— Pamiętaj. Wspólny rytm.
Migdałowe oczy Minhyuna spojrzały na niego w górę.
— Mhm… — wydusił, czując się nieco lepiej, kiedy na niego patrzył. Kiedy czuł, że Baekho jest blisko i w sumie siedzą w tym razem. Więc albo wspólnie polegną, albo wspólnie zwyciężą. To było bardzo budujące.
Załatwienie wszystkich formalności o dziwo nie trwało długo. Może i wydawało się, że jest tu wiele zespołów, ale okazało się, że w niektórych po prostu było bardzo dużo członków, więc samych liderów nie był tak wielu.
Tym razem nie było długiego oczekiwania na swoją kolej, z brakiem świadomości, kiedy się wejdzie. Każdy miał swoją wyznaczoną godzinę. A w trakcie oczekiwania zaproszono ich wszystkich do dużego bufetu. Nie musieli nic płacić za posiłek i kawę, z czego bardzo chętnie skorzystali. Zjedzenie czegoś ciepłego po wczesnej pobudce było całkiem przyjemnym doznaniem.
Minhyun starał się za bardzo nie myśleć o tym, jakie niebawem czeka ich wyzwanie. Ale obecność konkurentów i wszechobecne rozmowy na temat samego konkursu nie pomagały mu w tym. Stresował się. Uspokajała go jednak dłoń Baekho, która co raz głaskała go po udzie pod stolikiem. Zresztą, Aron i Ren byli nie mniej dotykalscy, podobnie jak JR i Seol.
— Dobra, idziemy się przebrać — oznajmił JR w pewnym momencie, kiedy ich talerze i kubki były puste, a on zerknął na zegarek. — Mamy dwadzieścia minut do występu, a mówili, że można wcześniej pójść na scenę i się przygotować.
— Właśnie, a jeszcze musimy się pomalować — dodał Aron żywo, wstając z rozmachem.
— Aa… Ren, a pomożesz mi z makijażem? — zapytał szybko Minhyun, gdy wstali i ruszyli ze swoimi torbami w stronę wyjścia z bufetu.
Blondyn spojrzał na niego i uśmiechnął się.
— Jasne. Aronowi też będę pomagał. Zrobię z was bóstwa — odpowiedział ze śmiechem.
Minhyun był pod wrażeniem jego wyluzowania i swobody. Ren wyglądał, jakby w ogóle się nie stresował, czym sprawił, że sam poczuł się… mało profesjonalny. Może jeszcze zbyt krótko z nimi śpiewał, żeby czuć się w tym jak ryba w wodzie. Ale kiedy patrzył na pewno siebie JR, na niemogącego się doczekać występu Arona, na spokojnego Rena i nonszalanckiego Baekho… wiedział, że chce być częścią tego zespołu. Że chce z nimi zwyciężać. Jak nie dziś, to przy następnym konkursie. Byle parli do przodu.

***

Wielu uczniów ze szkoły przyjechało ich obejrzeć, nawet jeśli wiązało się to z niepójściem na zajęcia. Sami członkowie zespołu byli zwolnieni z zajęć, a dyrektor miał nadzieję, że przyniosą chlubę ich szkole.
Sala, na której mieli występować, była olbrzymia. Znacznie większa niż wszystkie, na jakich dotąd przyszło im występować. Kiedy wyszli na scenę, zobaczyli tylko długie rzędy krzeseł i dodatkowe balkoniki po bokach. Samych twarzy jednak dostrzec nie mogli, bo widownia była przyciemniona. To oni, jako ci stojący na scenie, byli dobrze widoczni. Światła reflektorów padały na ich sylwetki, chociaż były też nieduże lampki przy długim stole komisji. Komisja, która składała się z większej liczby członków niż jury, które dotąd ich obserwowało.
Tym razem sam początek stanowiła krótka rozmowa z komisją, która ewidentnie chciała ich poznać. Nie liczyło się tylko obejrzenie całego występu. Teraz istotne było, jacy byli. Kim byli. Co się dla nich liczyło i jak wiele byli skłonni poświęcić dla kariery muzycznej.
Najwięcej mówił JR. To on wiedział, jak ich dobrze zaprezentować i to on opowiadał o ich początkach. Dopiero później każdy z członków zespołu mógł dodać coś od siebie. Starali się uśmiechać, okazywać swobodę i wyluzowanie, bo przecież to też szalenie się liczyło. Musieli dobrze czuć się w swojej roli.
I było to wspaniałe. Minhyun mimo stresu, który go zjadał, był równocześnie nieziemsko podekscytowany. Teraz to na niego wszyscy patrzyli. Nie był widzem. Był gwiazdą. I uskrzydlało go to. Dlatego z uśmiechem na ustach odpowiadał na pytania komisji, aż wreszcie nadszedł moment, kiedy mieli zacząć.
— Dajcie z siebie wszystko. Wiem, że jesteście najlepsi — powiedział do nich cicho JR, kiedy skłonili się jury i ustawili w swoich pozycjach.
Cała czwórka skinęła mu głowami. A gdy oświetlenie się zmieniło i popłynęły pierwsze dźwięki muzyki… wszystko się zaczęło.
— Pasuje im ten granat.
Seol o mało nie dostał zawału, kiedy usłyszał głos tuż przy uchu. Dotąd był zapatrzony na to, co działo się na scenie. Miał dobrą miejscówkę i dobrze wszystko widział. Ale nie miał pojęcia, jakim cudem, siadając, nie zauważył, że ma miejsce obok Pajęczycy. Ta uśmiechała się do siebie uśmiechem dusigrosza. Seol zawsze się jej bał, bo uważał, że ta dziewczyna kompletnie nie posiada oporów i jest gotowa każdą plotkę wyciągnąć na światło internetu. Nawet jeśli w jakiś sposób członkowie zespołu jej ufali.
— N… no… Pasuje — przyznał.
Uważał, że stroje chłopaków są genialne. Wiedział też, że Ren, kiedy jeszcze był chory i nie było pewne, że wystąpi, zajmował się nimi w pocie czoła. Chciał się do czegoś przydać, a efekt jego pracy był powalający. Ren, Aron i Minhyun nosili stroje w kolorze ciemnego, lśniącego granatu wzbogacone w lekkie pióra na ramionach i łydkach. Z kolei JR i Baekho, jako najwyżsi z nich, odziani byli w złoto. Stroje miały wiele elementów, które przy gwałtowniejszych ruchach wydawały się trzepotać w powietrzu.
— Nie sądziłam, że pójdziecie w fantastykę — mówiła dalej Pajęczyca półszeptem, wychylając się do niego. Seola nieszczególnie dziwił aparat zawieszony na jej szyi. Zastanawiał się tylko, jakim cudem go tu wniosła. — Szczególnie tak ruchliwą. No, no, no… musieli dużo ćwiczyć, żeby mieć na tyle dobrą kondycję, żeby przy takim ruchu wciąż tak czysto śpiewać.
To było prawdą. Teraz, gdy Seol ich podziwiał, był pełen szacunku dla ich zdolności. Bo występ naprawdę był żywy. Przedstawiał całą, fantastyczną historię, w której tak wiele się działo, że widz miał wrażenie znalezienia się w zupełnie innej czasoprzestrzeni. Zresztą, tak chyba było przy każdym występie tego zespołu. I było to niewątpliwie ich największym atutem. Potrafili oczarować.
— Mhm. Dużo ćwiczą.
— Indywidualnie czy razem?
Seol ściągnął brwi i spojrzał na nią.
— Nie rozumiem…
— Och, kochany… Myślę, że bardzo dobrze rozumiesz, co mam na myśli. — Pajęczyca znów szerzej się uśmiechnęła.
A Seol poczuł, że się czerwieni. Tak, już teraz wiedział, co miała na myśli, mówiąc o trenowaniu kondycji. Ale że uważał, że to kompletnie nie jej sprawa, wychylił się i szepnął jej do ucha:
— JR i pozostali trenują tak, żeby móc brzmieć pięknie na scenie. Trenowanie czegoś innego ma inne cele. Cele pod kategorią „prywatność”.
Po tym usiadł znów prosto i wpatrzył się w scenę, ucinając temat. Nie zamierzał o tym rozmawiać, kiedy jego ukochany z przyjaciółmi dawał popis swojemu talentowi w najbardziej zniewalającej formie, jaką Seol dotychczas widział.
Pajęczyca odpuściła. Usłyszał tylko jej cichy chichot i komentarz:
— Mmm… Z pazurkiem.
Ale nie ciągnęła tematu i dołączyła się do milczącej obserwacji fantastycznego występu ich szkolnego zespołu muzycznego… który właśnie podbijał serca widzów i komisji.

***

Wyniki finału miały być ogłoszone dopiero o ósmej wieczór, kiedy to po wszystkich przesłuchaniach komisja mogła usiąść do obrad trwających przeszło dwie godziny. Może i Aron narzekał, że tak długo to ma trwać, ale JR całkiem dobrze to rozumiał. To już nie był etap, w którym rozważało się przepuszczenie dalej najlepszych zespołów i danie im kolejnej szansy. Teraz trzeba było wybrać kogoś, w kogo warto włożyć pieniądze i kto zagwarantuje sukces wytwórni.
— O rany, ale jestem spięty — jęknął Minhyun, kiedy wrócił z toalety do pokoju.
Nie było sensu wracać dziś wieczorem do miasta. Nie mieli pojęcia, czy coś się nie opóźni, więc na wszelki wypadek wynajęli sobie pokój w hotelu zaraz przy budynku, w którym odbywał się finał. Musieli jedynie przejść przez ulicę.
Teraz każdy z nich odpoczywał. Przebrali się już w wygodne, choć wciąż gustowne ubrania. Minhyun miał na sobie czarne alladynki i luźny bezrękawnik.
— To kładź się — rozkazał twardo Baekho, wstając z fotela, na którym siedział i bawił się komórką.
Pozostali spędzali czas równie bezproduktywnie, potrzebując odmóżdżyć się po tym stresującym wysiłku. Choć wciąż byli podenerwowani werdyktem. JR oglądał z Seolem na ekranie swojego telefonu relacje z finału w telewizji. Z kolei Aron i Ren objadali się ciastkami, leżąc na jednym z łóżek.
— Em… to znaczy?
Minhyun popatrzył bez zrozumienia na swojego chłopaka, który właśnie pocierał dłońmi o siebie, jakby chciał je rozgrzać.
— No kładź się. Rozmasuję cię — powiedział i wygładził pościel.
A Minhyun od razu uśmiechnął się szeroko i wskoczył na łóżko. Zdjął koszulkę przez głowę, po czym ułożył się na plecach. Baekho za to usiadł mu na udach, pochylił się i położył mu dłonie na ramionach.
Gdy zaczął masować leżącego chłopaka, ten stęknął i aż zrobił większe oczy.
— To wygląda… jakbyś się na tym znał.
— Bo się zajebiście zna! — zawołał do nich Aron, który nie zważał na to, że właśnie brudzi okruszkami po ciastku poduszkę. — Zrobił ostatnio jakiś kurs, ale mamy być cicho, bo by się wszystkie laski w kolejce ustawiały.
Baekho prychnął pod nosem, ale nie zdążył skomentować, bo Minhyun od razu zrobił groźną minę.
— Aha. Jasne. Już bym im pozwolił.
JR tylko krótko na nich zerknął, zaś Baekho roześmiał się i pochylił do ramienia swojego chłopaka. Cmoknął go w nie i wrócił do masowania. Lubił dotykać to ciało. Minhyun miał przyjemnie gładką skórę, ale nie był kościsty. Miał odpowiednio miękkie ciało, żeby miło się je uciskało. No i cieszyło go, że sprawia mu przyjemność swoimi dłońmi.
Gdy skończył, inni też próbowali wymóc na nim masaż, ale Baekho sam był na tyle zmęczony tym wszystkim, że po prostu padł na łóżko. Minhyun przytulił się do jego boku i spróbował przestać myśleć o czymkolwiek. Cieszył się, że już mieli występ za sobą. Teraz wszystko było w rękach przeznaczenia.
Przed ósmą wyszli z hotelu. Ogłoszenie wyników odbywało się na tej samej sali, na której występowali. Tym razem jednak nie było tu widowni. Miejsca zajmowali tylko członkowie zespołów, których i tak było całkiem sporo. Wszystko było transmitowane w telewizji. I to jury stanęło na scenie. Każdy z członków komisji był nienagannie ubrany. Prezentowali sobą klasę i profesjonalizm.
Na przód z mikrofonem wystąpił przewodniczący komisji — prezes wytwórni Gwiazda. Pozostali stali w odległości dwóch kroków za nim.
Gdy zaczął przemawiać, dziękując im wszystkim za udział i chwaląc każdy występ z osobna, Minhyun dyskretnie się rozejrzał. Wszyscy zajmujący miejsca na widowni wyglądali na spiętych. Niektórzy stukali nerwowo nogami, inni zagryzali wargi. Jeszcze inni wyglądali, jakby się modlili. On za to złapał dłoń siedzącego obok Baekho i ścisnął ją mocno. Starszy nastolatek spojrzał na niego i uśmiechnął się.
— Co będzie, to będzie. I tak jesteśmy najlepsi — szepnął.
— Jesteśmy — potwierdził Minhyun z pewnością w głosie.
I ponownie wpatrzyli się w komisję na scenie. Bo oto nadszedł czas ogłoszenia wyników. Niemal przestali oddychać. Chwila wydawał się ciągnąć w nieskończoność, a ich serca łomotały z prędkością tabunu pędzących, dzikich koni.
— Warunki i zasady będziemy ustalać już prywatnie. Ale to, o co teraz poproszę zwycięzców, to jedno: oddajcie się muzyce tak, jak dziś pokazaliście to nam na scenie. Jeżeli będzie w was taki ogień i pasja, sięgniecie gwiazd — mówił przewodniczący komisji.
Popatrzył na widownię… a potem skupił wzrok na zespole JR i podał ich nazwę jako zwycięzców finału konkursu Gwiazdy.
Rozległy się głośne oklaski, które były bardziej wyrazem szacunku i uznania, niż faktycznej radości, bo przecież klaskały zespoły, które z nimi przegrały. A JR, Minhyun, Baekho, Ren i Aron patrzyli na scenę jak oniemiali. Bo nawet jeśli wierzyli w swoje siły, jeśli wiedzieli, że są zdolni i wytrwali… to chyba żaden z nich tak na poważnie nie myślał, że uda im się zwyciężyć. Mieli nadzieje i marzenia… ale teraz to wszystko stało się rzeczywiste, a oni nie mieli pojęcia, jak zareagować.
— No chodź, chodźcie! Nie ma co siedzieć na widowni, kiedy wszyscy chcą was znowu zobaczyć! — zawołał do nich ze śmiechem przewodniczący.
— O kurwa… Chodźcie, chodźcie — wydusił Aron i trącił Rena, żeby wstał.
Zaczęli zbierać się w szoku i przeciskać do przodu. Chyba nawet zajęciem miejsc niemal na końcu sali podświadomie uznali, że nie dostąpią tego zaszczytu. Bo teraz mieli do przejścia niemal całą salę. W trakcie tej, wydawałoby się długiej, drogi cały czas słyszeli oklaski. Chyba jeszcze nie docierało do nich, że będą mogli wydać własną płytę. Że będą mogli zająć się oficjalnie i profesjonalnie tym, co kochają najbardziej — muzyką.
A co było w tym wszystkim najpiękniejsze… to że byli w tym razem. Więc gdy tylko otrzymali gratulacje i uścisk dłoni każdego członka komisji, rzucili się sobie w ramiona. Minhyun szalał ze szczęścia i śmiał się, kiedy ściskał Baekho.
— W tym roku zdobyłem szczęście! — zawołał ze śmiechem.
Każdy z nich cieszył się głośno i entuzjastycznie. Nie zważali na obiektywy kamer. Nawet nie zważali na komisję. Wymieniali uściski, radosne słowa i uśmiechy. Wiedzieli, że teraz czeka ich mnóstwo ciężkiej pracy. Pogodzenie działania na rzecz zespołu z nauką. Ale jeśli robiło się to, co się kochało, to przecież praca była samą przyjemnością.
Wiedzieli, że właśnie zaczną spełniać swoje marzenia.

Epilog

3 lata później…

Nie miał czasu. Ni cholery nie miał czasu przez ostatnie dwa pieprzone tygodnie. Wywiady, koncerty, imprezy, a do tego wszystkiego jeszcze przygotowywanie nowego albumu. Jakby nikt nie rozumiał, że mieli własne życie. Może i cały ten sajgon, pośpiech i życie w biegu mu się podobało, bo przecież o to walczyli. By być najbardziej rozpoznawanym zespołem w Korei. Ale dzisiaj był na tyle wyjątkowy dzień, że brakowało mu czasu dla siebie.
Dzisiaj były urodziny Minhyuna.
— Hej! Już lecę! — powiedział do telefonu na wydechu, idąc szybkim krokiem po szerokiej ulicy.
Schował komórkę z powrotem do kiszeni swojej czarnej, skórzanej kurtki i ruszył dalej. Na nosie miał wielkie, ciemne okulary, a na głowie modną baseballówkę zwróconą daszkiem do tyłu. Dzięki temu nie dało się od razu poznać jego twarzy, chociaż na pewno gdyby ktoś dokładniej mu się przyjrzał, mógłby rozpoznać w nim Baekho z NU’EST.
Prezent dla Minhyuna czekał na niego w sklepie, a on musiał być za kwadrans po drugiej stronie miasta. Nie miał zielonego pojęcia, jak się tam teleportuje. A telefon znowu zaczął mu dzwonić, ale tym razem nie był to JR, tylko Ren.
— Ja pierdolę. Czego?! — jęknął, odbierając go i o mało nie wpadając pod koła samochodów. Nawet nie spostrzegł, że wszyscy stoją przed przejściem na pieszych, na które on chciał z rozbiegu wejść.
— Gdzie jesteś? Zdążysz skoczyć po tort?
— Nie odebrałeś jeszcze tortu?! — wykrzyknął.
Ręce mu opadały. Planowali tę cholerną imprezę już dobry miesiąc, a wszystko oczywiście robili na ostatni moment.
— Kiedy miałem to zrobić? Mówiłem ci, że pewnie to przesłuchanie się przedłuży.
— A Aron?
— Aron sam się spóźni, bo jest na sesji zdjęciowej.
Baekho stęknął i spojrzał na zegarek.
— Spróbuję odebrać. Wyślij mi adres cukierni.
— Okej. Buźka!
Schował telefon i przebiegł przez ulicę, ignorując trąbienie samochodów. Miał gdzieś tamowanie ruchu i pretensje ludzi. Ważniejsze było, żeby niespodzianka dla Minhyuna się udała.
W dwie minuty udało mu się dobiec do sklepu po prezent dla chłopaka. Z wielkim, pluszowym, różowym słonikiem biegł do samochodu. Wszyscy się za nim oglądali, bo słonik naprawdę imponował swoimi rozmiarami. Był niczym ośmioletnie dziecko, które pokonało światowy rekord wagi ciała. Był więc gruby i radosny. Baekho zaś był pewien, że spodoba się jego chłopakowi, który ostatnio miał jakąś chorą fazę na słonie. Czasami totalnie go nie rozumiał.
Był pewien, że złamał przynajmniej trzy przepisy ruchu drogowego, w tym przekroczenie dozwolonej prędkości. Ale przecież musiał jeszcze odebrać tort. Dlatego gnał przez ulice ze swoim słoniowym towarzyszem na siedzeniu pasażera.
Gdy przejechał na skrzyżowaniu na czerwonym świetle, spojrzał wrogo na zapiętego pasami słonia i burknął:
— Nawet nie komentuj.
Kolejne siedem minut zajęło mu dojechanie do cukierni. Następne dwie, żeby zapłacić za tort. Był pod wrażeniem jego wysokości. Miał aż trzy piętra, ale przy tym był stosunkowo lekki, co go bardzo cieszyło. Minhyun nie lubił ciężkich kremów.
Nie miał pojęcia, w którym momencie zagiął czasoprzestrzeń, czy na jakiej ulicy był jakiś magiczny portal. Ale dojechał na miejsce na pół minuty przed umówionym spotkaniem. Wyjechał windą na samą górę kilkunastopiętrowego budynku, w którym mieścił się jego i Minhyuna apartament. Ale to nie do niego wszedł, lecz wyjechał na dach. Pod pachą miał słonia, a w drugiej ręce trzymał wielkie pudełko z tortem. Miał dziś wielkie szczęście, że nie wywrócił się z tym wszystkim po drodze.
— O, jest! — zawołał Aron z ulgą, kiedy Baekho wyszedł z windy na ogródek na dachu.
Z dachu widać było całą stolicę Korei Południowej. Widok był zniewalający, dlatego właśnie tutaj chcieli zrobić imprezę. Do tego było lato, więc ciepłe powietrze pieściło skórę, chociaż Baekho już niemal pocił się pod kurtką przez narzucone sobie tempo. Po błękitnym niebie płynęły białe chmury. Sama dach ogrodzony był szklanym płotkiem z marmurowymi kolumienkami, przy których stały duże, starannie obstrzyżone krzewy. Była też pokaźna altanka, długi stół, głośniki i sprzęt grający. A teraz całość została wzbogacona licznymi, kolorowymi balonikami.
— Pomóżcie mi postawić ten tort — powiedział szybko, podchodząc do kumpli.
Byli już wszyscy. JR, Seol, Aron i Ren. Brakowało tylko solenizanta, który miał się pojawić lada moment. Wyciągnęli tort z pudełka, a Baekho z ulgą zauważył, że Ren nie zapomniał o talerzach i widelczykach.
— Kupiłeś szampana? — zwrócił się do Arona, kiedy ostrożnie kładli biało-żółty tort na środku stolika.
— Mhm, jest w lodówce — potwierdził młody mężczyzna.
Rzeczywiście, obok niskich, wygodnych kanap w altance była mała lodówka, w której na pewno też znajdowały się już truskawki, do których Minhyun miał słabość.
Kiedy wszystko było przygotowane, usiedli ciężko na kanapach i odetchnęli. Pośpiech odbił się na każdym. Ale widać było, że znaleźli czas na przebranie się. Zwykle, gdy występowali, dawali wywiady, pojawiali się w telewizji, czy chodzili na sesje, musieli ubierać się w konkretny i specyficzny sposób odpowiadający ich image’owi. Teraz, mając to wymęczone od managerów i wszystkich innych ważnych osób wolne popołudnie i wieczór, mogli wreszcie być sobą.
JR siedział w swoich jasnoszarych, cienkich dresach i białej podkoszulce. Jak kiedyś ubierał się bardziej drapieżnie, tak ostatnio lubował się w wygodnych i luźnych ciuchach. Seol miał na sobie ciemne jeansy i cienką bluzkę z długim rękawem, które podwijał do łokci. Trochę mu się wyrosło od czasów szkoły, chociaż wciąż był niższy niż swój chłopak. Na nim nie ciążyły takie wymogi jak na członkach zespołu, chociaż stał się ich stałym tekściarzem.
Ren najmniej zmienił się od liceum. Wciąż miał słabość do dodatków stworzonych własnymi rękami. Trudno było go zobaczyć bez jakiegoś złotego czy różowego elementu. Teraz miał nawet na nogach masywne, różowe adidasy. Zaś Aron odsłaniał wiele części swojego ciała, szczególnie przez luzacki bezrękawnik, pod którym widać było jego sutki, gdy bardziej się pochylał.
— Kiedy on… — zaczął JR, ale zobaczyli, że wyświetlacz nad windą się zaświecił.
W napięciu patrzyli, jak cyferki się zmieniają, mówiąc, winda jedzie w górę. Nie mieli pojęcia, czy to Minhyun… ale okazało się, że tak, bo naraz winda zatrzymała się na samej górze, a oni już przez przeszklone drzwi ujrzeli jego postać.
Chłopak miał na sobie krótkie, błękitne spodenki, biały t-shirt z dziurami i granatowe trampki. Nie dość, że był najmłodszy z nich wszystkich, to jeszcze ubierał się tak, że jeszcze bardziej to podkreślał.
— Wreszcie! — Aron zaśmiał się i tak jak reszta wstał z kanapy.
Ruszyli naprzeciw Minhyunowi, który uśmiechnął się szeroko na ich widok. Musiał spodziewać się, że zaproszenie go o konkretnej godzinie na ten dach oznaczało tylko i wyłącznie to, że będzie miał swoją imprezę urodzinową. Ale i tak cieszył się, jakby wcale nie był tego świadom.
— Wszystkiego najlepszego! — zawołał Ren, podbiegając do niego i ściskając mocno.
— Wow, dzięki!
Minhyun odpowiadał na uściski, śmiał się i dziękował za wszystkie życzenia. Na sam koniec podszedł do niego Baekho, niosąc wielkiego, różowego słonia. Wyciągnął go do Minhyuna z uśmiechem.
— Wszystkiego najlepszego, truskaweczko — zamruczał, widząc rumieńce na jego policzkach.
— O rany… Zdobyłeś moje serce — wydusił Minhyun, przyjmując miękki, pluszowy prezent i ściskając go z całych sił.
— Kurwa, a myślałem, że zrobiłem to kilka lat temu w szkole.
— Teraz bardziej!
Aron pomyślał o tym, żeby szybko włączyć muzykę, zaś JR otworzył lodówkę i wyciągnął dwie butelki szampana. Kiedy Seol poustawiał kieliszki na stoliku, rozlali alkohol i usiedli w altance. Minhyun posadził po swojej prawej stronie słonia, po lewej mając Baekho. Wyglądał, jakby nie wiedział, do kogo bardziej chce się przytulać.
— To zdrowie naszego, wreszcie nienastolatniego, Minhyuna — powiedział JR, unosząc kieliszek i patrząc na brata, który jeszcze wczoraj był dziewiętnastolatkiem. Chociaż w jego oczach i tak zawsze będzie małym chłopczykiem.
— Wreszcie nie będziesz miał powodów, żeby mi docinać — zażartował Minhyun.
— Nie miej aż takich nadziei. Na pewno znajdzie coś innego — prychnął Baekho i stuknął w kieliszek Minhyuna swoim. — Wszystkiego najlepszego.
Uśmiech na twarzy tego chłopaka był dla niego niczym najlepszy prezent, mimo że to nie on miał teraz urodziny. Ale to nie było ważne. W takich momentach wydawało mu się, że wszyscy świętują swój dzień. A raczej swój wspólny dzień, bo od kiedy stali się sławni, nie mieli wielu takich chwil dla siebie. Musieli więc doceniać każdą z osobna.
— Jaki piękny tort… — wydusił Minhyun, gdy Baekho uniósł się, żeby go pokroić. — Ale, no… najlepsze w tym wszystkim i tak jest to, że wam wszystkim się udało tu przyjść. Nie tak, jak ostatnio, gdy JR miał urodziny.
Rzeczywiście, JR miał urodziny w najmniej odpowiednim momencie, kiedy promowali swój nowy album i każdy był czymś zajęty. Plusem jednak było to, że czuł się, jakby miał urodziny przez cały tydzień, bo codziennie ktoś inny mu składał spóźnione życzenia i dawał prezenty.
— Było z tym od chuja zapędu — rzucił Baekho, rozkładając duże kawałki puszystego tortu z cytrynową polewą i lekkim kremem w środku.
— Ale… nie macie jakichś problemów przez to, że tu jesteście? — dopytywał solenizant.
— Nie, wszystko jest okej. Wczoraj z JR wszystko załatwialiśmy, żeby dzisiaj mieć z głowy — powiedział Seol z uśmiechem.
— Aaa, bo wy mieliście ten nagrywany wywiad! — przypomniał sobie Aron, sięgając po widelczyk.
— Mhm. Mało gadania o muzyce, a więcej o naszym prywatnym życiu — mruknął niezadowolony lider zespołu.
Nie lubił tego. Wolał skupiać się na albumach, koncertach i wszystkim, co jest związane z muzyką. Ale był też świadom, że ich fani, których było mnóstwo nie tylko w Korei, ale i poza nią, interesują się też ich życiem prywatnym. Było mnóstwo fanpage’ów, na których ludzie opisywali ich niby ulubioną kawę czy dania. Dyskutowali o tym, co się dzieje pomiędzy nimi i ich partnerami, czy próbowali śledzić, dokąd udają się, gdy mają wolny dzień. Straszne było to, że naprawdę szpiedzy byli wszędzie, a JR, za każdym razem trafiając na coś takiego w internecie, tęsknił za Pajęczycą.
— O co tym razem cisnęli? — zapytał z zaciekawieniem Ren.
Już każdy miał swój kawałek tortu i właśnie go kosztował. Minhyun nie wtrącał się w rozmowę tylko dlatego, że delektował się tym, co czuł jego język. A Baekho uśmiechnął się pod nosem, widząc, że mu smakuje.
— Już wszystko wiedzą o naszych początkach przez Pajęczycę, więc pytali o plany na przyszłość. I o to, kto komu przynosi śniadanie do łóżka — mruknął JR ze zblazowaną miną, mimo że podczas wywiadu śmiał się i uśmiechał nieustannie.
— Co jest bardzo głupim pytaniem, bo żaden z nas tego nie robi — dodał Seol ze śmiechem. — Lubimy jeść razem na balkonie.
— Powiedzieliście to im? — spytał Aron.
— Chyba żartujesz — prychnął JR. — Jeszcze by się ustawili z lunetami w biurowcu naprzeciwko.
Pozostali roześmiali się, chociaż byli świadomi, że żart był trochę na serio. Istniało duże prawdopodobieństwo, że coś takiego by się stało. Paparazzi polowali na nich nieustannie.
— A wam wtrącali się do życia ostatnio? — spytał lider Rena, który jadł swój tort warstwami, wyjadając każdą po kolei.
— Chyba każdemu z nas się wtrącają. A ja tylko muszę hamować Arona, żeby przypadkiem nie zaczął wszystkim opowiadać o tym, gdzie ostatnio się kochaliśmy.
Jego chłopak zrobił urażoną minę, która wyglądała iście zabawnie, bo miał policzki pełne jedzenia. Ale prawdą było, że akurat Aron najlepiej z nich wszystkich czuł się w wywiadach. Kompletnie się nie stresował, rozmawiając z obcymi ludźmi, a z fanami miał genialny kontakt. Był otwarty i towarzyski, zaś jego uśmiech niemal zawsze wyglądał na szczery. Bardzo dobrze czuł się jako osoba rozpoznawana i tylko czasami kamuflował się na ulicach. Chyba właśnie dlatego zawsze się spóźniał, bo nieustannie był łapany przez fanów i fanki i proszony o wspólne zdjęcie.
— Nie mówię nikomu o naszym seksie…
Ren uśmiechnął się do niego słodko, wychylił się i cmoknął go w policzek.
— I bardzo dobrze. Bo gdybyś tylko zaczął, to baaaardzo byś cierpiał — powiedział melodyjnie.
A przez ciało Arona przeszły zimne dreszcze. Ren, kiedy chciał, to potrafił być przerażający.
— A jak jest u was? — zmienił szybko temat i zwrócił się do Baekho i Minhyuna.
— Hm… — Ten pierwszy ściągnął brwi i spojrzał na swojego chłopaka, który właśnie kroił sobie kolejny kawałek tortu. — U nas jest specyficznie. Jeszcze do niedawna Minhyun miał wiele obrończyń jego niewinności — zażartował. — Jest najmłodszy i mimo że tu i tam się mówi o tym, jakie to podniecające, że mam takiego niewinnego chłopaka, to nikt wprost nie zadaje nam intymnych pytań.
— Noo, chociaż jak rozmawiają z Baekho, to się pytają, czy to możliwe, że taki playboy jest z jedną osobą tak długo — dodał Minhyun z wyrzutem. A gdy usiadł znowu z talerzykiem z ciastem, wspomniał jeszcze coś, co od już przeszło pół roku działało mu na nerwy. — No i wszędzie w necie jest ten filmik z tego idiotycznego wywiadu, kiedy ten buc zapytał go, czy go zaspokaja ktoś taki jak ja.
Tym razem i Baekho spoważniał. Pamiętał tamten wywiad. Dziennikarz był wyjątkowo nietaktowny i sugerował, że wszyscy wiedzą, jak duże… doświadczenie ma w łóżku sam Baekho. Zaś na początku ich kariery nieopatrznie wyciekło, że był pierwszym Minhyuna, przez co dziennikarz zasugerował, że w takim razie ich życie erotyczne może być… niespójne. To był chyba jedyny raz, kiedy Baekho był na wizji nieuprzejmy i dotkliwie zgasił swojego rozmówcę.
— Od tamtego czasu to się nie zdarza — powiedział, obejmując ramieniem solenizanta, który od razu chętnie do niego przylgnął. Z policzkiem pełnym ciasta wyglądał w oczach blondyna iście uroczo. I podniecająco, bo miał ochotę wypchać mu ten policzek czymś zgoła innym. — Są ostrożni i chyba bardziej wypytują Arona niż nas.
— Macie spokój. Gdyby nie nacisk managera, to też bym im zasugerował, że nie powinni się wtrącać w nasze związki — zamarudził Ren. Popijał szampana i wzdychał cicho.
— No dobra, narzekamy na to wszystko, ale wiedzieliśmy, że tak będzie — wtrącił w końcu JR. — Kiedy staraliśmy się o wydanie pierwszej płyty, to wiedzieliśmy, jak działają inne zespoły. Że nigdy nie ma tylko muzyki i to wszystko jest jeszcze okraszone tym pierdolonym wchodzeniem komuś w buciorach do domu.
— Niby tak…
— No to tak szczerze… Żałujecie? — Spojrzał po nich wyczekująco.
Przez moment jedyne, co było słychać, to muzyka z głośników. Żaden z nich nic nie mówił, co wywołało pewne napięcie, bo wyglądało to tak, jakby zastanawiali się i analizowali, czy jednak w tej sławie nie było więcej minusów niż plusów.
Ale w końcu każdy z nich pokręcił przecząco głową.
— Ja nie. Robię to, co kocham. Jesteśmy w tym dobrzy i ludzie to doceniają. To się chyba nazywa spełnienie, panowie — pierwszy powiedział Baekho.
— Poza tym jesteśmy w tym razem — dodał od razu Minhyun. — Gdybyśmy nie poszli w muzykę, to pewnie byśmy się wszyscy rozdzielili. Albo ktoś poszedłby na studia, albo ktoś wyjechał i w ogóle.
— Minhyun ma rację — potwierdził Ren. — Robimy to, co kochamy i robimy to razem. Poza tym, mało jaki związek ze szkoły przeżywa, a my… Sami widzicie.
— Właśnie, kochanie! — Aron wychylił się i cmoknął go z rozmachem w policzek.
Minhyun zaśmiał się i szybko uniósł swój kieliszek.
— To co? To może tym razem zamiast za moje zdrowie, to wypijemy za to, że nam się udało? I żebyśmy pociągnęli tak jeszcze wiele lat?
Takiemu toastowi odmówić nie mogli. Szybko złapali swoje kieliszki, choć Aron musiał pospiesznie dolać sobie szampana, bo już zdążył go wypić. Wstali i z uśmiechami wypili za zespół, za przyjaźń, która ich łączyła i za cały wysiłek, który musieli włożyć w to, żeby teraz być w tym miejscu. Za szczęśliwe zakończenie i równocześnie początek tego, co jeszcze miało nadejść.

KONIEC

7 thoughts on “Commission – Trylogia NU’EST Cz.3 – Słodki diabełek

  1. Katka pisze:

    Luana, yey, bardzo fajnie, że ta część też Ci się podobała. Co do pierwszej, była fajna, taka chyba dość… klasyczna. Taka wiesz, niby schematyczna, bo mega uke i mega seme, hehe. A ta właśnie była takim swoistym zakończeniem, a skoro uważasz, że dobrze wypadło, to nas bardzo cieszy :D Osóbce zamawiającej też się podobało, więc jesteśmy spełnione XD Dziękujemy za komentarz! :D

  2. Luana pisze:

    Bardzo mi się podobało. Dla mnie pierwsza część jakoś jest najlepsza z tych trzech, bo mam do niej dużą słabość, ale druga i ta też były dobre. Damiann pisze o braku dramy. Owszem brakuje tego ale tylko troszkę. Ale nie jedna była. Po ich pierwszym razie Baekho odsunął się, odszedł. To zawsze coś. :) Do tego czas poświęcony Baekho za krótki? Nie zastanawiałam się nad tym. Było go trochę, jego obecnego partnera też. Poza tym to zakończenie historii i musieli się wszyscy pojawić.Część jest inna, ale nie jest gorsza. Jestem zadowolona z tego scenariusza i Waszego wykonania. Dla mnie to fajne zakończenie naprawdę fajnej historii. Całość to niezłe opowiadanie takiego typowego yaoi. Mogę powiedzieć, że ta część to taka wisienka na torcie. :)

  3. Katka pisze:

    Damiann, haha, może to jest jakiś sposób XD

    Luana, cieszy nas, że cieszysz się z ostatniej części :) Jest chyba mocno inna niż pozostałe dwie (jak Damiann pisał – mniej dramatu). Ale mam nadzieję, że Ci się spodoba :)

  4. Katka pisze:

    Damiann, ostatnia część trylogii była równocześnie zakończeniem wszystkiego, dlatego czas poświęcony Baekho nie był taki, jak pozostałym. Bo też chciałyśmy napisać coś o pozostałych członkach zespołu. A jeśli chodzi o objętość stronową, jest taka sama jak poprzednich części ;) Dram nie było, bo taki dostałyśmy scenariusz ;)

  5. damiannluntekurbus17 pisze:

    Czy tylko mi sie wydaje, ze czas poswiecony Baekho byl za krotki? ;/ Jakby wszyscy z zespolu mieli duzo wiecej, a ta dwojka miala go tak malo, ze nie zdazylem jakos ich poznac lepiej. Czuje niedosyt i mam wrazenie, ze do tej czesci przylozylyscie sie najmniej, mimo, ze tekst jest bardzo dlugi to tej akcji jakby… Nie bylo :(
    Moze zabraklo mi po prostu dram… Xd

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s