Project Dozen – 81 – Miłosne wybory Marka

— Hej, chłopcy.
Zamarli. Stali w progu z wielkimi oczami i głupimi minami, jakby to nie był Foster Craig, a przybysz z innej planety. Przez to Mark i Foster spojrzeli na siebie z lekką paniką, aż ten pierwszy nie wytrzymał i zwrócił się do syna:
— No powiedz coś, Sebastian!
Młody Moss w końcu spojrzał na ojca, zamiast gapić się jak sroka w gnat na szkolnego psychologa.
— Ale… — Nie udało mu się za wiele wydusić, bo był pewny, wierzył w to głęboko, że pan Craig był przyjacielem ojca… a nie jego facetem.
— Na spokojnie, Sebastian, wiem, że to zaskoczenie, ale przynajmniej wiesz, z kim twój tata się zadaje. — Foster spróbował trochę załagodzić sytuację.
— Mhm. Jest też tak, jak ci mówiłem — dodał Mark, stojąc pomiędzy nastolatkami a swoim partnerem. — To zaczęło się bardzo niedawno.
Francisco nie wtrącał się i tylko gapił na psychologa, wypowiadając bezgłośnie „wow”. Zdecydowanie pan Craig nie był kimś bardzo, bardzo out. Nie był też miśkiem. Ale chyba był na górze — te i inne myśli przepływały przez jego głowę.
— Niedawno? Wy… wy się chyba znacie od zawsze, jak tu pracujecie. — Sebastian nie wychodził z szoku i mówił zaskoczonym tonem, mimo że naprawdę lubił pana Craiga.
Mark odchrząknął, ale zanim odpowiedzieli, Francisco dodał swoje pytanie:
— A pan zawsze był gejem, panie Craig?
Foster uśmiechnął się już luźniej.
— Mhm. Zawsze. I od całkiem dawna byłem zakochany w tacie twojego chłopaka, Francisco. Ale dopiero ostatnio wyszło tak, że dał mi szansę, a ja mogłem to wyznać.
Argentyńczyk aż się zaczerwienił od emocji. „Zakochany”. Więc już chodziło o miłość. To było takie… romantycznie dojrzałe.
— A ja ostatnio czytałem — wtrącił Mark nerwowo — że najlepszy przyjaciel mężczyzny sprawia, że ten kwestionuje swoją seksualność. — Wskazał na siebie, zaśmiał się, po czym jęknął i spojrzał po wszystkich. — Czy możemy już jeść te burgery, zanim powiem coś jeszcze bardziej idiotycznego?
— Oczywiście, Mark — odpowiedział Foster i podszedł do niego. Podał mu Annie na ręce. — Zaprowadzisz chłopców do stołu? Zaraz wszystko przyniosę — poprosił.
Pamiętając, że Francisco mówił, jak lubi być blisko Sebastiana, dał mu zielone światło do zachowywania się luźno, samemu krótko całując Marka w policzek. Może Sebastian po tym będzie go unikał i bardziej się denerwował, ale wierzył w siłę entuzjazmu Latynosa.
Chłopcy poszli z Markiem do salonu, gdzie stół był już zastawiony. Był tam dzbanek z sokiem, obok butelka Coca-Coli. Były też talerze, bo Foster miał tylko przynieść tacę z burgerami i frytkami, które już kończyły się piec w piekarniku.
— Wybacz za to zaskoczenie. Spodziewałeś się kogoś zupełnie sobie nieznanego, co? — zagadał Mark syna, kiedy siadali, a on położył Annie na dywanie obok.
Francisco przysunął swoje krzesło trochę do chłopaka, ciesząc się, że dotykanie się nie było źle postrzegane. Skoro dorośli mogli, to oni chyba też. I miał nadzieję, że Mark nie zabije go spojrzeniem, jak wszyscy ojcowie w filmach amerykańskich zabijali chłopaków swoich córek.
— Przyznam, że tak — odparł Sebastian, zaglądając, czy psycholog już idzie. — I ten pies… Przez chwilę nie wiem, kogo się spodziewałem — jęknął, wyjawiając w sekrecie swoje obawy.
— Annie i Foster dziwnie wyglądają razem — przyznał Mark, siadając naprzeciwko, obok pustego krzesła przeznaczonego dla gospodarza. — Mam nadzieję, że ja z nim nie aż tak…
— Nie wiem — wyznał Sebastian. Ale zaraz dodał: — Przyzwyczaiłeś mnie, że zawsze jesteś sam, to tak jednak jest dziwniej.
— Zawsze sam… — powtórzył Mark i sięgnął po dzbanek. — Francisco, soku?
— Tak, dziękuję!
Mężczyzna nalał im sok, sobie także, po czym dodał do syna:
— Chyba trochę czasu zajmie nam przyzwyczajenie się do tego. I tobie, że ja mam partnera i mnie, że jesteś z chłopakiem. Ale… nie wiem, wydaje mi się, że ułatwi nam trochę to, że obaj w tę stronę próbujemy.
— Mhm… Chyba tak. Nie wydaje mi się to aż tak dziwne, jak mogłoby mi się wydawać. — odparł Sebastian, a do salonu wszedł Foster.
Niósł tacę z burgerami i frytkami. Frytki były razem w jednej misce, żeby można było dowolnie nabierać je sobie na talerze.
— I jak nastroje? — zagadnął gospodarz, kiedy już postawił wszystko przed nimi i życzył smacznego.
— Powoli przywykamy do nowej informacji — odezwał się Francisco, jakby cały stres już z niego zszedł, w przeciwieństwie do Mossów. — Ale duże burgery! Pan zawsze sam gotuje? Ja byłem pewien, że ma pan żonę, bo zawsze zdrowo pan wygląda.
Mówiąc, już wziął dla siebie amerykańskie jedzenie i spróbował chwycić tak, żeby nic mu nie wypadło.
— Staram się sam gotować, bo, jak widzisz, nie mam żony. A lubię dbać o siebie. Teraz przy okazji mam możliwość ugotowania czegoś komuś jeszcze, a nie tylko sobie — odpowiedział Foster, samemu nakładając sobie jednego burgera i frytki na talerz.
— A… to tak czasami jak się panowie spotykają, czy… — Francisco rozejrzał się i zerknął krótko na Sebastiana. — Bo jeszcze chyba nie mieszkają panowie razem…
Mark od razu poczuł większe ciepło na policzkach i powstrzymał się przed ugryzieniem burgera, żeby się nie zakrztusić.
— Nie. To jest bardzo świeże, Francisco. Na razie jestem u Fostera kilka dni.
— Och, czyli dom jest wolny. Do kiedy? — spytał Sebastian, pojadając na początku frytki, żeby nie znaleźć się w sytuacji, że nie może przez pełne usta wtrącić się do rozmowy.
Francisco też nabrał czujności, a Mark zaśmiał się krótko.
— Do piątku. W piątek wracam.
— Mhmmm… — odpowiedział Sebastian z lekkim rozbawieniem na ustach, po czym w końcu ugryzł bułkę. — Mmm… dobry — pochwalił, a Foster uśmiechnął się do niego.
— Dziękuję. Liczyłem na to, że taka kolacja bardziej wam przypasuje.
— Mam nadzieję, że docenisz, że jestem właśnie z Fosterem. — Mark zwrócił się do syna. — Nie tylko przez jego genialną kuchnię. Ale zmieniając temat… Francisco, ktoś od ciebie z rodziny wie, że jesteś… gejem?
Latynos oblizał usta z sosu i pokiwał głową, trochę skrępowany.
— Mój starszy brat. Dowiedział się całkiem przez przypadek. Mówiłem nawet o tym panu Craigowi.
Ten nabrał wody w usta. Na szczęście miał tam też już kęs burgera, więc nie musiał odpowiadać, tylko pokiwał głową na znak, że to prawda. Nadal było mu głupio, że jakoś nie przekazał tego Markowi. A ten dawał mu ostentacyjne sygnały, że wciąż uważa to za cios poniżej pasa. Tak jak teraz, kiedy spojrzał na niego ostro. Sebastianowi aż się to skojarzyło ze spojrzeniem, które ojciec mu rzucał, gdy sam coś nabroił. Było to zabawne w obserwacji.
— Rodzice nie? — dyrektor zapytał Francisco, nie odnosząc się do tego, co usłyszał o Fosterze.
— Nie, nie, i bardzo bym nie chciał, żeby teraz się dowiedzieli. Nie wiem, jak by zareagowali, bo mama chce wnuki.
— Raczej się ich nie doczeka z nieplanowanej wpadki — rzucił Sebastian z przekąsem, bo bawiło go to. On też nie będzie miał młodszego rodzeństwa, jeśli jego ojciec był w związku z facetem.
— To pan też nie ma żadnych dzieci? — zapytał Francisco Fostera.
— Nie. Mam tylko małą Annie, poznaliście ją już. — Foster wskazał na suczkę, która krążyła im pomiędzy nogami, ale głównie siedziała bok swojego pana
— Ale Foster nie ma nic przeciwko temu, że ja mam syna — powiedział Mark, powoli jedząc. — Zawsze… miałem wrażenie, że się lubicie — dodał z nadzieją, zerkając to na Sebastiana, to na swojego partnera.
— Mhm, pan Craig jest okej. Przecież jakby nie był, to wtedy na święta bym ci powiedział, że to słabe, żebyś go zapraszał. Wy już w ogóle wtedy… No wiesz? — spytał, popijając co chwilę sok między kęsami. Nie spieszył się, bo jedzenie było pyszne.
— Tak. I z tego co wiem, wy już też, więc to musiała być dla każdego cholernie trudna sytuacja — odparł rozbawiony Mark. Wtedy było dziwnie, a teraz… teraz po prostu go to bawiło.
Francisco chciał coś powiedzieć, ale chciał też zjeść frytkę. I zrobił obie rzeczy na raz, więc cudem można było zrozumieć jego angielski z pełnymi ustami.
— Jakbyśmy wtedy wiedzieli, to bym na pewno zatańczył z Sebastianem!
Syn dyrektora zaśmiał się i prawie przez to zadławił sokiem, który o mało nie popłynął mu nosem. Pamiętał, jak wtedy Francisco przyprawił go o mały zawał serca, kiedy zasugerował, żeby zatańczyli do jakiejś żywej piosenki, ale wybił mu to z głowy, bo niecodziennie by to wyglądało.
— Na pewno. Nie wątpię. Ale nawet teraz nie licz na to, że z tobą zatańczę. Nie, Francisco, nie, nie patrz tak na mnie.
— Ale przecież teraz wszyscy już o wszystkim wiemy! — naciskał ze śmiechem Latynos.
Mężczyźni, którzy siedzieli naprzeciwko, nie tylko widzieli, że ta dwójka naprawdę do siebie pasuje, ale i dziękowali losowi za to, że Francisco był taki swobodny i trochę tę atmosferę rozluźniał. Nieważne, że nieświadomie.
— Myślę, że nawet dla hetero pary krępujące jest tańczenie razem, kiedy w pomieszczeniu poza nią jest tylko dwójka innych ludzi. W tym rodzic — wtrącił Mark.
— Właśnie. — Sebastian próbował ratować się słowami ojca. — Chyba nie chciałbyś tańczyć ze mną przed swoimi rodzicami — próbował dotrzeć do rozsądku swojego chłopaka. Przez to na chwilę zapomniał o jedzeniu.
Wszyscy w napięciu czekali, kiedy Francisco analizował. Aż w końcu zrobił wielki gryz i zaburczał na potwierdzenie:
— Masz rację, chłopie. Patrzyliby dziwnie.
— Właśnie! — Sebastian ucieszył się z „odkrycia” swojego chłopaka. — Jedz więc, a nie myślisz, żeby szaleć.
Foster zaśmiał się z nich przyjaźnie.
— Cieszy mnie, że się dogadujecie. Z początku, muszę powiedzieć, że trochę się obawiałem, gdy do mnie przyszedłeś, Francisco, ale wszystko wyszło chyba dobrze.
— A ja chciałem podziękować za rozmowy u pana w gabinecie — dodał chłopak, którego burger znikał najszybciej, mimo że mówił najwięcej. — Na początku się bardzo tego… wstydziłem.
Mark po tych słowach aż zerknął na swojego syna. Chciałby z nim porozmawiać o tym, jak ten czuł się, gdy odkrył w sobie pociąg do innego chłopaka. Czy było mu ciężko, czy bał się tego… Nie wiedział tylko, czy jest to dobry temat na teraz. Chyba wolałby o tym pomówić w cztery oczy.
— Całkiem zrozumiałe. Niestety nie ma nadal pewności, że nie zostanie się odrzuconym tylko dlatego, że takie związki jeszcze nie są dobrze widziane przez wszystkich. Całkiem to rozumiem. Sam wiele lat bałem się powiedzieć Markowi, że cenię go bardziej niż przyjaciela — odpowiedział Foster, powoli kończąc jedzenie. Tak jak reszta.
— A co sprawiło, że pan powiedział? — zapytał prosto Francisco, najwyraźniej bardzo otwarcie do tego podchodząc i nie kłopocząc się tym, czy może coś wypada, czy nie.
Foster spojrzał od razu na Marka. Czuł, że musi jakoś skłamać, bo prawda raczej była niewygodna. Ale jak?
— To było ryzyko. Ze strony nas obu — odpowiedział za niego dyrektor. — Foster nie wiedział, jak zareaguję. Ja nie wiedziałem, co się dzieje. Ale… wszystko poszło w dobrym kierunku. Choć wtedy chyba nie zdawałem sobie sprawy, że poza pocałunkiem będzie to czymś więcej — dodał już ze słabym uśmiechem. Wciąż pamiętał, jak Foster niespodziewanie go pocałował, jak sam był wtedy w rozsypce i odpowiedział na to.
— To był w sumie dość duży przypadek. Była, że tak powiem, okazja, emocje i wydarzyło się więcej, niż myślałem — dodał Foster. — Mark zawsze wiele dla mnie znaczył, ale ukrywałem to przed nim, aż… można powiedzieć, że pękłem. — Zwracał się głównie do Francisco, bo z nim łatwiej było mu mówić, niż patrząc w oczy syna swojego faceta.
Przy tym poczuł nagle, jak pod stolikiem Mark delikatnie ściska jego udo w geście wsparcia i czułości.
— Ja bym tak nie umiał kilka lat — powiedział Francisco z podziwem, już tylko pojadając frytki. — Jeszcze jak mieszkam z Sebastianem, to w ogóle.
— Dodaj do tego hormony — wtrącił rozbawiony Mark.
— Francisco one się wylewają uszami. Tak samo jak energia. Aż od niej kipi. — Sebastian zaśmiał się ze swojego chłopaka. — Dziękuje, było super — podziękował zaraz za posiłek.
— Proszę bardzo. A to często kwestia charakteru.
Latynos trochę się tym speszył, szczególnie że rozmawiali teraz o nim, jakby wcale największą atrakcją tego wieczoru nie była orientacja seksualna obu Mossów.
— To Sebastian jest za bardzo spokojny, dlatego ja się taki wydaję — usprawiedliwił się i z uśmiechem pocałował swojego chłopaka w policzek.
Ten na to zarumienił się, jeszcze nieprzywykły do tego, że ojciec widzi go z chłopakiem. To było dziwne i nietypowe. Ale chyba nie tylko dla niego, ale i dla Marka, bo ten ukradkiem spojrzał na Fostera. Jakby szukał podobieństw między sobą a synem. Wiedział, że jeszcze minie trochę czasu, zanim przyzwyczają się do tej sytuacji.
— Zawsze był dość spokojny i poukładany — powiedział. — Był bardzo bezproblemowym dzieckiem. Czasami mnie zastanawiało, czemu jest taki posłuszny.
— Tato — jęknął Sebastian, jakby właśnie ojciec mu coś zarzucił. I to takiego, czego trzeba było się wstydzić.
Foster uśmiechnął się dobrodusznie. Miło mu się obserwowało tę rodzinę. Czuł się zaszczycony, że w niej jest.
— Co „tato”? Mówię, jaki byłeś. I w ogóle… — Mark popatrzył na niego wymowniej — łatwiej by mi się przechodziło przez twój związek z Francisco, gdybyś wcześniej miał jakikolwiek inny. Nawet z dziewczyną.
Sebastian uśmiechnął się pod nosem. Trochę przebiegle.
— Może miałem, ale o nim nie wiedziałeś. — Zaśmiał się, mając nadzieję, że trochę sobie samemu chociaż poprawi humor i podbuduje się w tej krępującej sytuacji.
Mark zmrużył oczy i zerknął na swojego partnera.
— Foster, ty tu jesteś psychologiem. Kłamie czy nie?
Mężczyzna popatrzył to na Sebastiana, to na Marka. To było stawianie go w patowej sytuacji, ale postanowił nie zostawać dłużny Markowi.
— A odpowiedź na to pytanie trochę zrehabilituje mnie w twoich oczach?
Zanim Mark zdążył cokolwiek zrobić, czy odpowiedzieć, Francisco wydął wargi i zwrócił się do Sebastiana cicho, choć słyszalnie dla mężczyzn naprzeciwko:
— Co znaczy zrehabi… coś tam, coś tam?
— To znaczy, że naprawi, ale i uzdrowi. W tym momencie to, jak widzi tata pana Craiga. Ale nie wiem, o co chodzi — odpowiedział Sebastian cierpliwie i też z zaciekawieniem popatrując na mężczyzn.
Mark za to potarł udo Fostera pod stolikiem i odpowiedział:
— Zrehabilitujesz się czymś innym. Więc odpowiedzieć możesz, jak tylko chcesz.
Foster jeszcze zauważył, że Sebastian zrobił większe, zaskoczone oczy, ale zignorował to i odpowiedział:
— Myślę w takim razie, że kłamie. Ale, Mark, to, że twój związek był tak dawno, też nie ratuje cię za bardzo.
— A to nie był pan z nikim poza mamą Sebastiana? — zapytał Francisco, w duchu zastanawiając się gorączkowo, czy nie przesadza. Nie wiedział, na ile może sobie pozwolić. Ale miał nadzieję, że w razie czego ktoś go upomni.
Sebastian i Foster spojrzeli na dyrektora, trochę obawiając się, jak na to zareaguje, ale Mark, dostrzegłszy te miny, aż pokręcił głową z uśmiechem politowania.
— Właściwie nie. Przed mamą Sebastiana miałem tylko jakieś związki jako nastolatek. A wy moglibyście czasem nie zachowywać się, jakbym stracił żonę rok temu, a nie kilkanaście.
— Wiesz… — Sebastian zaśmiał się i napił, żeby dać sobie chwilę przerwy. — Czasami się tak zachowywałeś, to nie dziw się, że nas do tego jakoś przyzwyczaiłeś — wypomniał ojcu. — Ale okej, powiedz o tych swoich związkach przed mamą, bo tego chyba nie słyszałem.
Francisco też był ich ciekaw, bo z jakiegoś powodu uważał, że Mark i Sebastian byli do siebie podobni. Może więc wcześniejsze doświadczenia Marka Mossa jakoś odzwierciedlały jego chłopaka.
Szklanka z sokiem powędrowała do ust dyrektora, gdy ten zamyślił się nad tym, co im powiedzieć.
— Hm … Co mogę powiedzieć o wcześniejszych związkach? Nie było ich aż tak wiele. Pierwszy poważniejszy związek miałem dopiero w drugiej klasie w szkole średniej. Żeby było zabawnie, była to czarnoskóra dziewczyna. Była bardzo drobna z tego, co pamiętam.
— Czyli już wcześniej cię do tego ciągnęło? — spytał Sebastian, cały czas czując się, jakby chodził po jakiejś cienkiej granicy i wiedząc, że zaraz może przesadzić z tymi intymnymi pytaniami do swojego ojca. Bo jednak z rodzicami nie rozmawiało się aż tak o ich upodobaniach randkowych.
Mark zerknął krótko na Fostera.
— Nie wiem, czy to jakieś upodobanie do koloru skóry. Gdyby Foster był biały, też mogłoby coś z tego być.
— A ty lubisz wszystkich Latynosów? — wtrącił od razu Francisco, z napięciem patrząc na swojego chłopaka.
Ten od razu się zaśmiał.
— Co? Nie! Ty chyba nie lubisz wszystkich białych? — odpowiedział na jego pytanie trochę prześmiewczo. — Pytałem tak ojca, bo nigdy wcześniej nie słyszałem o jego wcześniejszych związkach — wyjaśnił, a w międzyczasie Foster zwrócił się do Marka.
— Nie wyobrażam sobie siebie jako białego.
Mark zlustrował go z góry na dół z uśmiechem.
— Ja też nie. Mogę włączyć radio? — zapytał po tym i uniósł się od stołu.
— Tak. Albo jakąś moją płytę. Może coś ci podpasuje — zachęcił go Foster i też wstał żeby pokazać mu, co gdzie leży.
W tym czasie Francisco odpowiedział swojemu chłopakowi:
— Ja nie lubię wszystkich białych, tylko ciebie. Ale mi się bardziej podobają… osoby z ciemnymi włosami niż jasnymi — dodał, nie wiedząc, czy już ma mówić o chłopakach, czy o chłopakach i dziewczynach. Nie wiedział, czy jest gejem.
— Czyli moje włosy są akurat — podsumował Moss i popatrzył, jak ojciec ze swoim facetem wybierają muzykę.
Obrazek był mu znany. Znał pana Craiga już długo, bo ten zawsze dobrze dogadywał się z ojcem, ale teraz chłopak wiedział, że poza dogadywaniem, ci też dzielili między sobą pewną intymność. To było oszałamiające.
Francisco dostrzegł jego spojrzenie i wychyliwszy się bliżej Sebastiana, wyznał:
— Chciałbym kiedyś, żeby moi rodzice tak jak twój papa też mogli na nas patrzeć. Akceptować. Albo żebyś poznał kiedyś Federico.
— Twojego brata? Chciałbym. Może chociaż jego, jeśli mówisz, że twoi rodzice mogliby tego nie zrozumieć. On nie ma żadnych powodów, żeby przyjechać do Stanów?
— Mówił kiedyś, że mnie może odwiedzi. Ma w Stanach znajomych przez to, że był kiedyś na wymianie, jak ja.
Tymczasem Mark kucał z Fosterem przy stereo i wybierał płytę. Obejrzał się krótko na syna i jego chłopaka, po czym zwrócił się cicho do psychologa.
— Co myślisz o nich razem?
Foster też spojrzał na nastolatków. Dawał im kredyt zaufania, ale był to nadal kredyt. Nie miał pewności co do tego, jak ten związek się potoczy. I tylko pocieszało go, że Sebastian wcześniej sobie znalazł chłopaka niż Mark znalazł jego, bo uznałby to za jakiś wpływ.
— Myślę, że się dogadują i że Sebastian dba o Francisco.
Mark przytaknął, bo też miał takie wrażenie. Cieszyło jego oczy to, że Sebastian wydawał się bardzo dojrzały i odpowiedzialny.
— Tak jak ty o mnie — szepnął, pocałował go w kącik ust i wskazał na płytę Steve’ego Wondera. — Może to?
Foster uśmiechnął się i zgodził się.
— Mhm, pasuje — odparł i wsunął płytę do odtwarzacza. Po chwili rozlegał się muzyka. — Zrobić nam coś do picia? Może kawy? — zasugerował, wstając. Nie chciał jeszcze kończyć tego wieczoru.

*

Około ósmej wieczór już z każdego zeszła większość stresu. Odsunęli się od stołu, ale nie jedli już żadnego deseru, bo byli pełni po burgerach. Foster przyniósł z kuchni przysmaki dla Annie, bo Francisco chciał zobaczyć, czy suczka umie jakieś sztuczki. Siedział więc teraz na podłodze z psychologiem i bawili się z pieskiem. Tymczasem Mark usiadł obok syna na kanapie z drugą kawą. Zrobił to ostrożnie, bo jednak wciąż czuł skutki po porannym seksie z Fosterem.
— Przestało padać, ale nie wiem, czy nie chcecie może nocować dzisiaj w mieście? — zapytał.
— W sensie, że w domu? — spytał Sebastian, zastanawiając się, czy ojciec jest świadomy, jak to w takim razie wykorzystają.
— Tak. Mimo wszystko jest już ciemno i może być ślisko przez ten przeklęty śnieg — odparł Mark, popijając kawę. — Do jedzenia na śniadanie powinno coś być.
— W takim razie pojedziemy do ciebie — uznał Sebastian. Chwilę się wahał, nim spytał: — A w ogóle… myślałeś, co ktoś może o… was pomyśleć?
Spojrzenie dyrektora padło od razu na Fostera. Ten właśnie pokazywał Francisco, co zrobić, żeby Annie stanęła na tylnych łapkach i zamachała przednimi. Wydawał się przy tym spokojny.
— Szczerze mówiąc… Nie. — Uśmiechnął się słabo. — To jest tak świeże, że nie przyszło mi do głowy, że w ogóle ktoś mógłby się tego dowiedzieć. Jestem jego pracodawcą…
Sebastian przypomniał sobie nagle pytanie, jakie zadał ojcu. Czy ten nie umawia się z jakimś uczniem. Nie powiedział tego jednak znowu.
— To… to też sporo komplikuje. Ale to, że obaj jesteście facetami, też. I że jesteś dyrektorem. Myślisz, żeby kiedyś powiedzieć ciociom?
— Jeżeli zajdzie to dalej… — Mark spuścił na chwilę wzrok na własne dłonie i bez udziału mózgu potarł palec serdeczny w miejscu, w którym kiedyś miał obrączkę. — A chciałbym, żeby zaszło. Musiałbym powiedzieć. Nie wiem tylko, co by pomyślały.
— Wydaje mi się, że dziwne byłoby dla nich też to… że wiesz, też spotykam się z chłopakiem. Nadal wydaje mi się to dziwne, że… hm… obaj, i to w podobnym czasie. — Sebastian wskazał na siebie i ojca. Patrzyli przy tym, jak Francisco entuzjastycznie reaguje na sztuczki małej Annie.
— To bardzo dziwny zbieg okoliczności — przyznał Mark z krótkim śmiechem. — Ale póki nie jest to tak poważne, jak… może być w przyszłości, wolałbym nie wtajemniczać w to Rity i Tiny. Myślę, że musimy się z tym oswoić. Ale nie martw się, nie każę ci mówić do Fostera „tato” — dodał dla rozluźnienia.
Sebastian zaśmiał się, żeby ukryć tym swoje lekkie zniesmaczenie. Chyba nie umiałby tak zwrócić się do tego mężczyzny.
— Wolałbym nie. Nawet jakby to była kobieta, też nie mówiłbym do niej „mamo”. To już… już jestem na to za dorosły.
— Masz rację…
— Sebastian, patrz! — zawołał niespodziewanie Francisco.
Gdy starszy i młodszy Moss spojrzeli w jego kierunku, zobaczyli, jak ten unosi dłoń, pokazuje suczce przysmak, a potem woła „piątka!” z uniesioną dłonią. Annie od razu uderzyła łapką w jego rękę i dostała za to nagrodę.
Foster uśmiechnął się i spojrzał na Marka. Zwrócił się jednak do Francisco:
— Nie miałeś nigdy psa?
— Nie! A bardzo chciałem — odpowiedział Francisco ze szczerym wyszczerzem, drapiąc Annie za uszkiem. — Jakby pan kiedyś potrzebował, żebyśmy się Annie zajęli, to bardzo chętnie — dodał spontanicznie.
— Dziękuję. Może kiedy będzie wycieczka do Yellowstone — odparł Foster, ale zaraz sobie przypomniał: — Ale chwila… wy, chłopcy, chyba też jedziecie? — spytał, patrząc na Marka.
— Sebastian nigdy nie był, a to ostatni rok, więc myślę, że w tym roku byłoby fajnie — ten odpowiedział. — Francisco, ty byś chciał?
— Myślę, że tak… Jeśli rodzice będą mi mogli zapłacić.
— Myślę, że uda się to zrobić w ramach dofinansowania, skoro jesteś na wymianie — odpowiedział Foster i spojrzał na Marka. — Jak myślisz?
— Myślę, że tak. Raczej na pewno. A jest co zobaczyć — dodał mężczyzna. — Pokażę wam wstępny program wycieczki — zaoferował, unosząc się, żeby odłożyć filiżankę i pójść po swojego laptopa.
Francisco przez to wszystko zapomniał o suczce Fostera. Mężczyzna zabrał ją na ręce, bo ta domagała się pieszczot. Po chwili całą czwórką już rozmawiali o wyjeździe i o tym, co ciekawego jest w Parku Narodowym.
Gdy pół godziny później chłopcy zbierali się do domu, Mark i Foster stali już w przedpokoju. Dyrektor dał się objąć w pasie swojemu partnerowi w czasie, kiedy Francisco zapinał kurtkę.
— Bardzo dziękujemy za kolację! Burgery były super. Nie jadłem jeszcze takich bardzo mięsowych. — Zaśmiał się.
— Także dziękuję, było naprawdę dobre. Tata też nie może narzekać — dodał Sebastian, także się ubierając, ciekaw reakcji ojca. Tym bardziej, kiedy widział go tak asekuracyjnie objętego.
— I nie zamierzam — odpowiedział Mark z lekkim śmiechem, chętnie stojąc tak blisko drugiego mężczyzny. — Jedźcie ostrożnie jutro rano.
— Będziemy. Napiszę ci, jak dojdziemy do domu. — Sebastian jeszcze uścisnął dłoń ojca, na do widzenia i tak samo zrobił z dłonią Fostera. — Do zobaczenia, panie Craig.
— Do zobaczenia, Sebastian — ten odpowiedział spokojnie, nie dodając, że zajmie się jego tatą, bo uznał, że to może dwuznacznie zabrzmieć.
Francisco na do widzenia podrapał za uchem Annie i wyszedł z Sebastianem ze zdecydowanie większym spokojem ducha, niż kiedy tu jechali. A gdy tylko drzwi się za nimi zamknęły, Mark odetchnął głośno, okręcił się w miejscu i przytulił do Fostera.
— Jezu. Chyba wyszło okej.
Foster objął go w odpowiedzi w pasie. Pocałował go w usta i szepnął do ucha:
— Wyszło bardzo, bardzo dobrze. Świetnie, że chwilę sami porozmawialiście.
— Mhm. Wiem, że nie ma mi za złe, że coś z tobą próbuję, ani że jesteś mężczyzną. Jest wyrozumiały. A ja się naprawdę cieszę, że to jesteś ty — dodał Mark już ciszej, wpadając w lekką melancholię. Było mu bardzo miło.
Zaraz poczuł kolejny pocałunek przy swoim uchu.
— To dobrze. Bo ja też się cieszę, że się nie wycofałeś dla dobra Sebastiana. A dla swojego dobra… co powiesz na to, żebyśmy napili się jeszcze wina i obejrzeli coś wspólnie? Może tak jak ostatnio?
Na ustach Marka pojawił się uśmiech. Bardzo podobał mu się ten pomysł.
— Okej. Pomogę ci tylko najpierw posprzątać po kolacji.
— Dobrze. — Foster puścił mu oczko, nim wypuścił go z objęć. Mieli jeszcze dużo czasu dla siebie na takie czułostki.
Co prawda niedzielny wieczór się kończył, ale Mark miał zostać u niego do piątku. I na razie żaden z nich nie żałował, że się na to zdecydowali.

*

Jude, jak każdy, nie lubił poniedziałków. Ale jego poniedziałek był o tyle gorszy, że z samego rana dostał zadanie. Wstał jednak na tyle późno, że nad sposobem jego wykonania musiał rozmyślać przez wszystkie godziny, jakie spędził na zajęciach. Tych na jego szczęście było mało, dlatego już przed pierwszą po południu ruszył do swojego pokoju. Kiedy stał w windzie, przeglądał facebooka i zastanawiał się, jak podejść do zadania i wyjść z niego z twarzą.
Jego myśli w trakcie tego rozmyślania były dość mocno rozpraszane. Wiele się działo tego dnia. Już z samego rana po szkole rozeszła się plotka, że Kevin Blare został wyrzucony ze straży Patricka za przekroczenie uprawnień. A przynajmniej tak mówiono oficjalnie. Nieoficjalnie podobno był on twórcą złamanego nosa Colina. Samego Kevina widziano w szkole tylko przez chwilę, więc od razu rozeszła się kolejna wieść, że został zawieszony. Podobno pan Knopper wstawił się za nim u dyrektora, chcąc załagodzić karę i zwalić to na ostatnie trudne mecze, jakie toczyli przeciwko innej szkole, ale Mark Moss się nie ugiął.
Inną informacją, o której dowiedział się właściwie teraz, z facebooka, było przyznanie Cody’emu Soltowi funkcji zastępcy redaktora naczelnego w gazetce szkolnej. Oficjalna wiadomość pojawiła się na stronie samorządu szkolnego, a pod postem sam Cody napisał podziękowania dla Marka Mossa za częściowe przywrócenie funkcji. Obiecał starać się i pamiętać o etyce pisarskiej, żeby móc wrócić na swoje poprzednie stanowisko.
Jude nie uważał, żeby to był odpowiedni dla niego dzień, żeby cokolwiek robić w związku z zadaniem, jakie dostał, ale miał na jego wykonanie mało czasu. Nie dziwił się, bo było banalne. Prawdopodobnie tylko Woody Jolene mógłby mieć z jego wykonaniem problemy, ale nie był pewien. I przez to, że było tak proste, chciał je wykorzystać na swoją korzyść… ale z racji tego, jak wiele działo się dziś w szkole, czuł się zwyczajnie oszukany przez życie.
— Hej — przywitał się markotnie ze swoim współlokatorem, kiedy wszedł do pokoju.
— Heeej, Jude!
Izzy okręcił się w jego stronę na swoim obrotowym fotelu i uśmiechnął od ucha do ucha swoim bardzo szerokim uśmiechem. Też w poniedziałki kończył zajęcia wcześniej.
— Wiesz, że Kevina wyrzucili z naszej straży? Za to, że uderzył jakiegoś innego kolesia? Nie ogarniam, nie ogarniam.
Jude popatrzył na niego z brakiem przekonania i położył swój plecak na łóżku.
— Że mu złamał nos, czy że go wywalili? I serio jest zawieszony? — spytał odnośnie tego, czego dowiedział się w szkole.
— Mhmmm. Podobno spędził pół godziny u dyra. Może mu ciągnął i okazało się, że jest w tym zbyt kiepski, żeby go to uratowało — odparł z rozbawieniem Izzy, kręcąc się na boki i oglądając Jude’a.
Ten skrzywił się. Nigdy nie mógł pojąć, czemu Izzy zawsze rzucał pedalskimi tekstami, kiedy akurat tak wgapiał się w niego. Jakoś przywykł, ale nadal było to niezdrowe.
— Nie wiesz na ile? — spytał wiec, ignorując ten słaby żart.
— Chyba dwa tygodnie. A co u ciebie? Ktoś jeszcze drążył coś odnośnie naszego romansu?
— Nie, minęło szybciej niż wszystkie wcześniejsze ploty z tego roku. Chyba już nikt w nic nie wierzy. I dobrze. — Jude skrzywił się, ale zaraz dodał: — Ale będziesz miał okazję mi w czymś pomóc.
— O… W czym?
Izzy od razu wstał z fotela i potarł swoimi szczupłymi dłońmi o siebie. Przez to, że dzisiaj ubrany był w szary, obcisły golf, wyglądał jak pająk. Bardziej niż zwykle.
— Muszę zmienić image, tak drastycznie. Mimo że mało kto mówił o tej plotce, to jednak muszę jakoś się odbić od tego. Męska szkoła też nie pomaga… dlatego pomożesz mi dziś zgolić włosy — odpowiedział, chcąc zrobić z tego dodatkowo całe wydarzenie na facebooku. Tylko żałował, że ma dziś na nim konkurencję.
Na twarzy Izzy’ego odmalował się szok. Dokładnie taki, jaki można było zaobserwować na twarzy nastoletniej fanki młodego celebryty, która widzi jego zdjęcie z nową partnerką.
— Co?! — niemalże zapiszczał i wskazał na niego. — Masz genialne, krucze włosy! Farbujesz je tak starannie! Pasują ci, Jude, nie rób tego sobie!
Jude obawiał się właśnie takiej reakcji, dlatego już przygotował sobie na nią odpowiedź.
— I właśnie dlatego muszę to zrobić. Żeby wywołać właśnie taką reakcję, żeby mieć potem wsparcie, kiedy będą odrastać. Większe zainteresowanie, Izzy, większe zainteresowanie. Szokiem i zmianami je uzyskam, a nie ciągłym byciem idealnym.
— Kurwa… — Izzy przetarł twarz dłonią, jakby za moment miał podejść do ważnego egzaminu. — Ale… może zrobimy ci taką fotę przed i po? W takiej samej pozie, żeby było widać zmianę? Ooo, albo nakręcimy golenie włosów! Może by się nadało do nowego video? Byś rozgromił Foxa na youtube!
— Mogą być i foty, i filmik. Jestem całkiem za. Dlatego prosiłem cię o pomoc. Chcę, żeby to było coś. Żeby odświeżyło mój wizerunek. — Jude zachęcił Izzy’ego, żeby ten przy okazji odwalił za niego większość roboty.
Ten klasnął w dłonie i pokiwał głową z przekonaniem, jakby jego wcześniejsza obawa nagle zniknęła. Na jego twarzy odmalowało się oddanie sprawie.
— Dobra! To czekaj, ustawimy mój telefon na nagrywanie. Mam podstawkę, będzie dobrze widać. Masz jakąś maszynkę? Przebierzesz się jakoś?
— Myślę, żeby rozłożyć prześcieradło na łóżku, a potem zrobić to bez koszulki. Ale jest problem, bo nie mam maszynki. Masz pomysł, kto ma? — spytał Jude, sięgając po telefon, żeby obwieścić światu, że dziś stanie się coś przełomowego.
— Cholera… Nie wiem… Chociaż… — Izzy zmrużył oczy i pstryknął kilka razy palcami. — Możliwe, że wiem. Skoczę go zapytać, a ty się szykuj — dodał i od razu ruszył do drzwi.
Czasami jego uwielbienie do Jude’a było irytujące i męczące, ale najwyraźniej potrafiło być też przydatne. Dlatego ten wykorzystywał je, na ile mógł i pozwalał na to czasami dziwne zachowanie. Uważał, że to część sławy, z którą musi żyć. Która jest czasami dobra, a czasami zła.
Kiedy tylko Izzy wyszedł załatwiać za niego część jego zadania do projektu, on uprzątnął pokój i rozłożył prześcieradło, żeby na nie wpadały jego włosy. Żałował ich. Uważał, jak jego współlokator, że lepiej mu w nich niż na łyso, ale zadanie mówiło wyraźnie, żeby je zgolił, więc… nie zamierzał przegrać przez włosy.
Zasunął rolety i spróbował zrobić dobre światło z lampek nocnych. Zdjął też koszulkę i był już gotowy. Izzy wrócił jakiś kwadrans później… z maszynką do golenia.
— Mam. Możemy oddać jutro. A ty… jesteś gotowy — zauważył, widząc Jude’a siedzącego półnago na łóżku. — Cholera. Będzie prawie jak w takich gejowskich pornosach. Kiedyś ktoś gdzieś wrzucił screeny z tych niemieckich. A ty masz akurat jasne oczy i w sumie naturalnie blond włosy — dodał ze śmiechem.
— Taa… — Jude od razu się skrzywił. Nie dał tym razem rady utrzymać stoickiej twarzy, kiedy to usłyszał. — Tak. Dlatego właśnie sam się zgolę, a ty będziesz pilnował nagrania. Będzie śmieszniej — zasugerował, błagając los, żeby Izzy przyjął to jako dobrą monetę.
Ten jednak skrzywił się i popatrzył na maszynkę, którą przyniósł.
— Jude… Nie dasz mi czynić honorów?
— Myślałem, że lepiej będzie wyglądać, jak sam to zrobię. Końcówkę możesz mi potem poprawić najwyżej. Nie myślisz, że będzie lepiej po mojemu? — spytał Jude, naprawdę mając nadzieję, że Izzy ustąpi.
Ten chwilę trzymał Jude’a w napięciu, po czym wyciągnął do niego rękę z maszynką. A gdy Jude ją złapał, nie puścił jej od razu, tylko powiedział poważnie:
— Wspomnisz o mnie w opisie do filmiku.
— Oczywiście — odpowiedział pewnie Jude, naprawdę zamierzając to zrobić. Izzy w końcu nadal był w straży i nadal z nim mieszkał. Nie mógł mu odmówić, a tym bardziej oszukać, bo źle by się to dla niego skończyło.
Chwilę jeszcze musiał patrzyć w to pełne pewności i zatwardziałości spojrzenie swojego psychicznego współlokatora, aż ten puścił maszynkę i szybko podszedł do swojego telefonu.
— Później zrobimy podkład muzyczny. Na razie… musisz się zajebiście wczuć. Powtórki z golenia włosów nie zrobimy — powiedział twardo, włączając aparat w telefonie.
— Wiem, wiem, trzeba będzie to też dobrze wszystko wyciąć — odparł Jude i poszedł włączyć maszynkę, żeby zobaczyć, jak działa. Już zaczynał się stresować. Głównie tym, że powtórki nie będzie i faktycznie straci tu włosy. Kiedy znowu usiadł przed kamerą spojrzał na Izzy’ego. — I jak mnie widać?
Ten poprawił telefon i uniósł kciuk do góry.
— Wyglądasz jak Jared Leto, tylko przystojniejszy. Zajebiście.
Jude także pokiwał głową, jeszcze zaraz przeczesał swoje włosy, żeby tak się z nimi pożegnać. To zadanie było proste, nie mógł tego przegrać.
— To w takim razie zaczynamy — zadecydował, już trzymając maszynkę, tak żeby nie było jej z początku widać w kadrze.
Jego współlokator uniósł całą dłoń, dając mu znać, że odlicza do włączenia kamery. Chował palce, a gdy zamknął pięść, telefon zaczął nagrywać. Izzy nic nie mówił, żeby było słychać tylko maszynkę.
Jude najpierw się przedstawił, powitał widzów, a następnie obwieścił im, że teraz stanie się coś przełomowego. Po tym włączył maszynkę i pokazał ją do kamerki internetowej. Poruszył zabawnie brwiami, wziął dwa głębsze oddechy i… przesunął ostrzami po samym środku swojej głowy. Włosy posypały się na jego ramiona.
Izzy stojący poza zasięgiem kamery zasłonił usta i obserwował to, co robi Jude, jakby ten właśnie stał nad krawędzią Wielkiego Kanionu. A im więcej włosów spadało na prześcieradło, tym dziwniej wyglądał Jude. Przyzwyczaił już wszystkich i siebie do tego, jak wygląda w czarnych włosach. Właściwie nie wszyscy nawet wiedzieli, że naturalnie były jasne. A teraz miał całkowicie się ich pozbyć. I przy tym naprawdę zabawnie wyglądał, kiedy już ogolił sobie sam środek głowy. Po chwili zaśmiał się, pomacał po łysym miejscu i zaczął ścinać resztę.
Gdy skończył, Izzy uniósł kciuk w górę, ale Jude jeszcze na koniec powiedział coś do kamery. Po tym jego współlokator wyłączył nagrywanie i odetchnął głośno.
— Ale mi serce teraz nakurwia… Ale chyba mam ci pomóc z tyłem, co nie?
— Tak, jak możesz, to jeszcze popraw mi to, żeby nie zostały mi jakieś zabłąkane włosy. — Jude otrzepał się ze swoich czarnych kosmyków. Teraz znowu miał być blondynem.
Nie ruszał się za bardzo, żeby nie narobić bałaganu i tylko czekał, aż Izzy pozbawi go pozostałych włosów. Szczególnie z tyłu głowy. Ten więc stanął nad nim i z pietyzmem doprowadzał swojego idola do perfekcji. Na koniec przesunął dłonią po jego gładkiej głowie i stęknął.
— Kurwa, szkoda tych twoich włosów…
— Za jakiś czas odrosną, a tak chociaż będzie trochę szumu wokół nich — odpowiedział Jude i sam jeszcze przesunął dłońmi po swojej łysej głowie. — Okej, to idę wziąć prysznic, cały jestem we włosach.
— Dobra, dobra. Idź. Jestem cholernie ciekaw, jak zrobisz filmik z podkładem! — odparł Izzy z entuzjazmem, oglądając go z pełnym oddaniem na twarzy.
Jude jeszcze odparł mu, że wyjdzie fajnie, że zaraz pomoże mu tu też ogarnąć, po czym zabrał rzeczy pod prysznic i wyszedł. Miał nadzieję, że zaliczą mu to zadanie, nawet jeśli zrobił z tego taki spektakl.

8 thoughts on “Project Dozen – 81 – Miłosne wybory Marka

  1. Katka pisze:

    Rehab-e, tak, masz rację, Franio sie bardzo mocno zaangażował i już myśli o tym poważnie. Na pewno podświadomie zazdrości Markowi, bo wie, że ten już może sam w pełni decydować o swoim życiu, ma możliwości, żeby być z kim chce itd. A oni wciąż jako nastolatki nie mają takiej mocy. No ale jak się chce, to się da, więc może coś z Sebcią wymyślą XD Co do oswojenia się – na pewno troche minie, bo to trochę jak stres przy poznawaniu nowej osoby – trzeba się nauczyć kontaktów w takiej konkretnej płaszczyźnie. Ale swoboda z czasem przyjdzie :)

  2. rehab-e pisze:

    Nareszcie! Reakcja chłopców wspaniała <3 I Franio jest po prostu moim mistrzem. Jego bezpośredniość i otwartość są niesamowite.
    "Argentyńczyk aż się zaczerwienił od emocji. „Zakochany”. Więc już chodziło o miłość. To było takie… romantycznie dojrzałe." – uwielbiam ten cytat. Widać, że Franio też się mocno zaangażował i choć nie myśli jeszcze o swoim związku z Sebkiem jak o jakiejś wielkiej miłości, to podświadomie pewnie trochę zazdrości Markowi. Ach, rozpływam się nad tym rozdziałem.
    Sam Mark, jego otwarte podejście do sprawy i ta widoczna swoboda przy Fosterze też była super. To się Sebastian zdziwił…
    Pewnie teraz minie trochę czasu, zanim wszyscy oswoją się z nową sytuacją, ale jak dla mnie wszystko jest na dobrej drodze, by tworzyli szczęśliwą, gejowską rodzinkę :P
    Pozdrawiam!

  3. Katka pisze:

    Luana, oj tak, duże uwielbienie do Frania od Ciebie bije. I bardzo dobrze :D To fajny chłopak, i tak jak mówisz, w dużej mierze udana kolacja jest zasługą Francisco. Są tacy ludzie, którzy po prostu emanują taką otwartością i wesołością, która od razu się udziela i dzięki którym atmosfera się zmienia na lepsze.
    Związek Marka i Fostera na pewno może zostać źle przyjęty. A do tego tutaj mamy męską szkołę, a wszyscy wiemy, że ludzie potrafią gejów negatywnie kategoryzować i mieć jakieś zryte przeświadczenie, że będą się dobierać do nastolatków/dzieci. Ale zobaczymy, może im się uda jakoś przez to przejść. Zobaczymy :)
    Co byłoby trudno zrobić Woody’emu? Mam wrażenie, ze na pewno coś bardzo podłego. On jednak jest na tyle bezkonfliktowy, że mógłby mieć duże opory przed mega dotkliwym zaszkodzeniem komuś. Ale nigdy nic nie wiadomo. Może w końcu pojawi się jakaś bariera i dla niego.
    Dzięki za komentarz i za pozdrowienia! Ciebie też ściskamy! :D

  4. Luana pisze:

    „Francisco przysunął swoje krzesło trochę do chłopaka, ciesząc się, że dotykanie się nie było źle postrzegane. Skoro dorośli mogli, to oni chyba też.” I za to kocham Frania. Za wszystko. Za to, że nie myśli tylko pyta, że nie umie wypowiedzieć jakichś słów, nie rozumie ich i pyta swojego chłopaka. Troszczy się o Sebastiana i na odwrót. Nie zwrócił nawet uwagi na to komu się zwierzał. Dla niego to jeszcze lepiej. Wszystko zostaje w rodzinie. :)
    Bardzo się cieszę, że kolacja im się udała, przebiegła w miłej atmosferze. W głównej mierze Francisco napięcie rozładował. To taki naturalnie zachowujący się chłopak, wesoły. I znów o nim. Pokazuje się tu moje uwielbienie dla niego. :D
    Co do związku Marka i Fostera to w przyszłości ludzie mogą na niego krzywo patrzeć. Bo tu przełożony, pracownik, do tego dwóch mężczyzn. Z drugiej jednak strony wiele razy zdarza się, że mąż czy żona jest szefem swojego małżonka/małżonki i jakoś to działa. Przecież miłość nie wybiera. A oni są taką fajną parą. Mam nadzieję, że nic tego nie zniszczy. Szkoda, że ta kolacja tak szybko minęła, bo nie tylko fajnie było to czułam się jakbym tam była.
    Ha, i to dyskretne pytanie czy dom Marka będzie wolny i do kiedy. :DD

    Jude dostał zadanie i jak wspomniane było o Woody’m to zastanawiałam się co takiego byłoby chłopakowi trudno zrobić. W sumie to jestem ciekawa co by wybrał. :D Ale cieszę się, że nie dostał tego zadania, bo jednak szkoda tych jego dredów.
    Izzy i to jego uwielbienie dla Jude’a. :DDDDD
    Kevin został zawieszony, ale jak go znam to może jeszcze jakiś numer wywinąć. Jest w nim tyle wściekłości i nienawiści, że w dalszym ciągu bym się go bała. Aczkolwiek może da spokój.

    Dzięki za rozdział i pozdrowionka przesyłam. :)

  5. Katka pisze:

    Damiann, dzięki, poprawione ;) Haha, a co do psów – jak kocham zwierzaki, szczególnie psy, to wiem, ze niektóre faktycznie są koszmarnie głupie XD Co w sumie potrafi też być urocze. No ale, co pies to inny, jak ludzie :)

    Omega, o tak, na pewno gdyby Woody miał ściąć włosy, to by smutno było XD Na pewno długo je hodował, o dredy jako tako też dobrze dba. Więc byłoby ryzyko, ze by oblał. Poza tym Woody bez dredów – aż trudno sobie wyobrazić XD „Mam wrażenie, że stanie się coś co zniszczy cały panujący spokój, ale nie mam pojęcia co to może być o.o” – haha, tak, jak jest za dobrze, to się wydaje, że zaraz coś się spierdzieli. Cóż, powiem tylko, że zanim będziemy mieć zakończenie PD, to jednak emocje jeszcze będą spore, chociaż nie dla wszystkich na pewno pozytywne… Ale to tylko tyle, co mogę zdradzić XD Dzięki za komentarz i te naprawdę miłe słowa! Bardzo nas cieszy takie uwielbienie do naszych marnych wypocin :)

    O., to na pewno był urok Frania XD Kolacja faktycznie przebiegła okej. Ale to chyba dobry znak na przyszłość – jest szansa, ze będzie między nimi bardzo okej i rodzinnie własnie ;) Chyba że coś złego po drodze wyniknie… dum, dum, dum…

  6. O. pisze:

    Franio ma odkryty talent! Albo i Annie nie mogła się oprzeć i jego urokowi i przekąsce, że przybiła piątkę xD Myślałam, że będzie jakaś większa drama? A tak to wszyscy na spokojnie to przyjęli, Franio też się nie przejął komu się zwierzał xD Może tak i lepiej, rodzinka zgrana musi być xD

  7. Omega pisze:

    Wow… mam wrażenie, że jakiś za dobrze wszystko idzie… U rodzinki wszystko się na razie układa, Colin prawie został przywrócony do swojej dawnej funkcji i dobrze, bo jakby nie patrzeć lubię go :3 Kevin został zawieszony i mam nadzieję że nic więcej nie odwali (a jak odwali to go ze szkoły mogą wyrzucić)… Tylko szkoda mi włosów Jude’a , choć dobrze, że takie zadanie serio nie wypadło Woody’emu, bo gdybym zapuszczała włosy na dredy i musiałabym je ściąć to chyba bym się załamała (oczywiście nie mówię o sytuacji, gdy sama bym zdecydowała o obcieciu ich)… Ale na szczęście to nie Woodrow je dostał, a Jude. Ale pomijając tę stratę u szkolnego idola… (Może w sumie wpłacić pieniądze na jakąś fundację walczącą z rakiem i udać że to nie było zadanie z projektu, a sposób na pokazanie wsparcia osobom cierpiącym przez tę chorobę).
    Mam wrażenie, że stanie się coś co zniszczy cały panujący spokój, ale nie mam pojęcia co to może być o.o
    Nie chce mi się setny raz pisać jak bardzo uwielbiam wasze opowiadania, ale cóż… xD po prostu to kocham, przepraszam za błędy jakie mogły się pojawić, ale jest noc, za chwilę się kładę i do tego piszę z telefonu, więc autokorekta mogła coś pozmieniać (choć liczę na jej wierność)
    Weny życzę :3

  8. damiannluntekurbus17 pisze:

    ,,— Co znaczy zrechabi… coś tam, coś tam?” Noo Franio jest bardzo uroczy. Na kazdym kroku ta slodycz sie wylewa z niego. Tylko nie wiem czemu raz zreHabilitowac napisalyscie, a raz zreCHabilitowac ;-;
    A z tym psem… Az pozazdroscilem, ze Annie przybila mu piatke… Mam do czynienia ze szpicem miniaturka i po prostu to jest tak durny pies, ze az szkoda meczyc paluchy by o nim pisac. Nawet jak karme sie trzyma w reku to ma to w dupie xD

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s