Newton’s Balls – 52 – Kumpelskie wypady, lepsze i gorsze

Bar Bulldog 60 z zewnątrz wyglądał na uroczy domek w sąsiedztwie innych uroczych domków. Miał balkonik z białym płotkiem, spadzisty dach z czerwonymi dachówkami i małe okienka. Nad wejściem widniała neonowa kość z napisem „open”, na szybie zawieszony był plakat informujący klientów o odbywających się sesjach karaoke, a po lewej stronie znajdował się podest z wystawionymi na świeże powietrze stolikami. Ale nie tam teraz siedzieli Shane i Darren. Było zimno i wilgotno, więc zajęli miejsce w środku, przy drewnianym stoliku zaraz przy oknie. Ściany wnętrza pełne były półek z różnorodnymi alkoholami, plakatami mówiącymi o markach piwa, a nad barem wisiały nieduże lampy z wirującymi wiatrakami. Na szczęście było całkiem tłoczno. Na szczęście, bo Shane nie był pewien, czy czułby się całkiem luźno z Darrenem sam na sam.
Zamówili sobie po dużym kuflu piwa, a do tego miseczkę orzeszków.
— Na pewno nie chcesz jakiegoś burgera? — Darren zwrócił się do młodszego współpracownika, który podpierał się łokciem o blat stolika i popijał piwo.
— Nie no, spoko. Zrobiłem se do pracy nawet za dużo żarcia i nie dojadłem wszystkiego.
— Było dojeść. Zima idzie, trzeba trochę przytyć.
Shane prychnął pod nosem z rozbawieniem i pokręcił głową.
— Przytyć, jasne. Właśnie, kurwa, trzeba robić wszystko, żeby nie przytyć. Siłownia, te sprawy — stwierdził z pewnością w głosie. Chciał dobrze wyglądać i nawet jeśli nie miał problemów z wagą, wolał nie przesadzać z niezdrowym jedzeniem.
Jego rozmówca rozejrzał się po knajpce, podrapał po zarośniętym policzku i nonszalancko odchylił się na krześle do tyłu.
— Ty chyba i tak nie możesz ciężarów podnosić z tą łapą, nie?
Młodszy mechanik skrzywił się mimowolnie i spojrzał na swoją dłoń. Pozginał kilka razy palce. Dzisiaj jakoś mu to nie wadziło, ale zdarzało się, że nie mógł zbyt mocno zacisnąć palców.
— No, hantle odpadają. Kiedyś lubiłem bieganie, ale to bardziej na kondycję. A od kilku lat bardziej mam ciśnienie na siłowe rzeczy.
— Taaa, żeby nie ratować się spierdalaniem tylko przywaleniem napastnikowi? — zażartował Darren z niskim, specyficznym śmiechem, który nie zawsze był przyjemny dla ucha.
— Jakie podejście, kurwa! — Shane też odpowiedział śmiechem, mimo że coś w tym było. W końcu, kiedy swego czasu David go zostawił, faktycznie przestał biegać, a zaczął pakować. Żeby być silniejszym, bardziej pewnym siebie i mającym możliwość realnej obrony.
— No normalne, bycie facetem to niespierdalanie jak ciota, tylko postawienie się.
— No, ale bycie facetem to nie tylko mięśnie — Shane spróbował jednak trochę sprostować takie myślenie. A kiedy tak siedzieli w tym pełnym męskiej klienteli barze, pośród tubalnych śmiechów, stukania kufli i rozmów o sporcie, miał wrażenie, że właśnie to był dla Darrena obraz prawdziwej męskości. A on sam wcale tak nie uważał. Może podświadomie dążył do takiego wizerunku, ale był bardziej otwarty.
— No. Jeszcze trzeba umieć te mięśnie wykorzystać! — Mężczyzna znowu się roześmiał. Shane miał wrażenie, że rzadko kiedy odwraca od niego wzrok. Kilka razy nawet pochylił się do niego bliżej nad stołem i mówił do niego z naprawdę małej odległości. I, co było zaskoczeniem, po pracy przebrał się w granatową, zapinaną bluzę z bielusieńkimi troczkami i wnętrzem kaptura. Jakoś tak schludniej wyglądał. Musiał nawet użyć jakichś perfum, bo nie było od niego czuć tylko tego specyficznego zapachu męskiego potu, jaki każdy z nich po pracy w warsztacie rozsiewał.
— A pierdolisz. Bycie facetem to też… no, umiejętność radzenia sobie w życiu. Wiesz, by się umieć utrzymać, zadbać o siebie i rodzinę, podejmować decyzje… takie tam — skończył płasko Shane, bo idiotycznie się czuł, mówiąc takie rzeczy do starszego od siebie faceta, ale miał wrażenie, że Darren zawsze był ograniczony w tych sprawach.
— Taa, rodzinę. Masz faceta, to co za rodzinę? Dzieciaków mieć nie będziecie — wyszydził go mężczyzna, kręcąc głową i zaraz po tym napił się dużego łyka piwa, aż trochę piany zostało mu na górnej wardze.
— Mój facet ma! — Shane od razu się pochwalił, a uśmiech dumy wykwitł mu na ustach, jakby to on sam te dzieci spłodził. — Syna i córkę. Za miesiąc jedziemy z nimi do domku w górach na tydzień. Więc to też jest odpowiedzialność i dla mnie.
Darren uniósł wysoko brwi. Widać było po jego twarzy, że czuje się, jakby słuchał o kolonizacji Marsa albo o podróżach w przyszłość.
— Ja pierdolę… Ale paranoja.
Shane darował sobie tłumaczenie mu, że takie rzeczy nie dzieją się tylko na okładkach brukowców i rodziny gejowskie istnieją. Nie miał zamiaru wchodzić w ten temat, bo wiedział, że z Darrenem taka dyskusja mogła skończyć się tylko awanturą. Postanowił więc pokierować rozmowę na jakieś bardziej neutralne tory.
— I tak nie ogarniesz. To powiedz lepiej, czy ty gdzieś się nie wybierasz, albo nie wiem… czy jakieś sporty zimowe uprawiasz?
— Odśnieżanie — Darren zaśmiał się, a Shane mu zawtórował.
— To słuchaj, kurwa, ja ci mogę na zimę udostępnić realizację tego hobby. Cały ogródek będziemy mieć do odśnieżania!
— Spoko, jak się nie boisz, że przez okno będę widział, jak dajesz dupy swojemu facetowi. — Mężczyzna poruszył brwiami, śmiejąc się, aż specyficznie drżały mu ramiona.
— Jakbyś był, kurwa, na śniegu skupiony, to byś nic nie widział.
— Taa, bądź tu skupiony, jak się obok za ścianą jakieś jęki i stęki rozlegają. Ej, ale duży macie ten dom?
— Nie, taki w sam raz dla dwóch osób — przyznał Shane, sięgając po kolejne orzeszki, ale starał się je jeść z umiarem, bo nie było ich zbyt wiele. — Mamy salon, kuchnię osobno, dwie łazienki, sypialnię i gabinet. W piwnicy też jest trochę miejsca na graty. Jest spoko.
— I to ta twoja stabilizacja?
— No. Dom, partner i praca. Teraz byle do emerytury. — Shane zaśmiał się, w sumie dochodząc do wniosku, że faktycznie teraz… miał wszystko. A przynajmniej wszystko, czego było mu do szczęścia potrzeba. Kochał Davida, miał przyjaciół i znajomych, którzy go akceptowali, miał pewną pracę. Czego więcej mógł chcieć? No, może więcej koncertów. Ale ich ostatni pomysł na „czwartkowe wieczory koncertowe”, podczas których oglądali stare koncerty live, których jeszcze nie widzieli, był na ten moment idealną namiastką. Wczoraj na przykład znaleźli w często odwiedzanym przez nich klepie koncert Jimi’ego Hendrixa z 70 roku w Norman, którego żaden z nich dotąd nie widział.
— Ale to nuda straszna. Praca, dom, praca, dom. Ten sam dom i ten sam facet.
— Eee… no, a jaki inny facet, kurwa? A w domu mieszkamy, to co, mamy się co pół roku przeprowadzać? Zresztą mówiłem ci, że jedziemy w góry.
Darren wykrzywił usta i jakoś nagle wyglądał nieswojo. Bardziej się zakręcił na twardym krzesełku, ściętymi na koszmarnie krótko paznokciami mimowolnie podrapał po szorstkim blacie stolika i odwrócił wzrok od rozmówcy na rzecz obejrzenia się w stronę wejścia, którędy właśnie do baru wszedł kolejny klient przedstawiający całym sobą swoją fizyczną profesję budowlańca.
— No, ale jesteś pedał, nie? Słyszałem, że macie jakieś gejowskie wyjazdy, kurorty, spotkania, czaty…
Shane zgłupiał. Popatrzył na mężczyznę, zapominając o tym, że właśnie zamierzał jeszcze trochę podelektować się ciemnym piwem.
— Co…? Ale że jakie, kurwa, kurorty?
— Ja pierdolę, tępy jesteś? Tyś pedał, nie ja. Spotykacie się gdzieś, pieprzycie na zmianę, a potem wracacie do domów i nie ma sprawy, nie? — Darren przedstawił swoją teorię, w końcu wbijając w niego uparte spojrzenie, jakby zamierzał tym przekonać rozmówcę, że ma rację.
— No nie. Co ty, kurwa, z choinki spadłeś? No, są tacy, ale nie wszyscy. Ja mam normalny, kurwa, monochroniczny związek — wyjaśnił Shane z cieniem oburzenia w głosie, nawet nie zauważając, że totalnie pomylił słowo, jakim chciał określić swój i Davida brak rozwiązłości.
Darren skrzywił się i bezczelnie zagarnął resztę słonej przekąski.
— Jak se tam chcesz. Ale kiedyś miałem wolny związek z laską i było zajebiście. Człowiek się nudzi z jedną osobą. Się wypalisz, chłopie, szybciej niż myślisz.
— A pierdolisz.
— Chciałbyś, co? — Mężczyzna zaśmiał się krótko i stuknął go nogą pod stołem. W sumie Shane miał wrażenie, że nie raz, a wcześniejsze bynajmniej nie były tylko stuknięciami. — Ale mówię serio, to nawet zdrowiej. Bo wiesz… frustracja seksualna to nic dobrego dla związku. Człowiek chodzi jak struty, wkurwia się na wszystko. A tak? Tak przynajmniej się wyluzuje, a potem ma większą ochotę na tę swoją połówkę.
I tym razem Shane nie podarował mu sceptycznego spojrzenia. Miał wrażenie, że Darren pieprzy jak połamany, bo struty i wkurwiony to by był, gdyby David się puszczał.
— Ta… jasne… — mruknął, nie chcąc wdawać się w dyskusję. Zamiast tego więc, żeby mieć czas wymyślić coś na zmianę tematu, dopił na raz ostatnie dwa łyki piwa i uniósł się. — Idę zamówić jeszcze jedno. Chcesz też?
— Pewnie! Ale powiedz, by do rachunku dopisali, bo ja dzisiaj płacę, pamiętaj.
Shane uśmiechnął się lekko i przytaknął. Skoro Darren zmienił zdanie od ostatniego razu, to on nie miał nic przeciwko.
— No, spoko, jak chcesz. — Po tych słowach poszedł z pustym kuflem do baru i tam głęboko odetchnął. Nie było tak luźno, jak kiedyś, gdy jeszcze nie był out i rozmowy przy piwie były całkowicie niezobowiązujące. Ale w sumie czuł się nieswojo tylko przy Darrenie. Reszta kumpli zachowywała się, jakby jego orientacja niczego nie zmieniała. Za to ten konkretny mężczyzna zdecydowanie miał do niego inne podejście. Shane nie mógł jeszcze rozszyfrować, jak bardzo inne i na czym to polegało, ale nie było to w pełni komfortowe. Liczył, że kolejny kufel piwa pozwoli mu chociaż na moment się wyluzować, więc tym razem wziął trochę mocniejsze, a Darrenowi takie samo, jakie ten wcześniej zamówił. Z nimi wrócił do stolika, przy którym spędzili na podobnych rozmowach jeszcze niemal godzinę.
Mimo że wcale nie zrobiło się specjalnie późno, odkąd zawinęli do Bulldog 60, przez gęste zachmurzenie okolica była ponura i ciemna. Nie pomagały ładnie urządzone ogródki i zadbane domki. A Shane już tylko marzył o tym, żeby być w domu, zjeść coś dobrego, posiedzieć w spokoju z Davidem i posłuchać, jak minął mu dzień.
Jako że Darren mieszkał w zupełnie innej dzielnicy, musieli rozejść się już na rogu baru. Shane nasunął mocniej na głowę kaptur kurtki i wyciągnął dłoń do Darrena, który też zakutał się w swoją bluzę.
— To do poniedziałku, nie? Dzięki za piwo.
— Nie ma sprawy. Liczę, że to powtórzymy — odpowiedział mężczyzna z szerokim uśmiechem i nie tylko uścisnął dłoń Shane’a, ale i… przyciągnął go do siebie i objął krótko.
Z zaskoczenia Shane wręcz wstrzymał powietrze w płucach. Poczuł się podejrzanie nieswojo, gdy przez te dwie sekundy czuł przy sobie gorąco całkiem wielkiego faceta i jego ciężki zapach, którego nawet deszcz nie rozmył.
— No, okej — wydusił, a Darren wreszcie go puścił i już odchodząc, zrobił pierwsze dwa kroki tyłem.
— Na razie!
Shane uniósł dłoń i skinął mu głową, a gdy tylko Darren się odwrócił, sam zrobił to samo.
— Ja pierdolę… — mruknął do siebie, skulił mocno głowę, by nie padało mu na twarz i przyspieszył kroku, brodząc po szybko tworzących się kałużach. Zadrżał i nie miało to nic wspólnego z chłodem powietrza.

***

— Miałem poważne wątpliwości, czy ten rupieć dojedzie i nie rozkraczy się po drodze — Roy skomentował z tylnego siedzenia pickupa braci „aniołków”, kiedy minęli powitalny znak do Saint Louis.
O dziwo samochód dobrze się sprawował, mimo niesprzyjającej im pogody. Była już prawie połowa listopada, przelotnie padało, a z samego rana powitała ich nieprzyjemna mgła. Pickup jednak dawał radę, a oni mieli cudowne nastroje, bo oto jechali na swój pierwszy, prawdziwy mecz NHL.
— Boś strachliwa pała — podsumował siedzący za kółkiem Gabriel. — Ten rupieć może nie wygląda, ale to zajebista bestia jest.
— Bestia? — Roy prychnął i trącił Chase’a który siedział razem z nim z tyłu. — Słyszałeś to? Ktoś tu sobie rekompensuje kutasa swoją „bestią”. — Zaśmiał się, ale niespodziewanie obrona dla Gabriela przyszła z przedniego, prawego siedzenia.
— Lepiej się nie brechtaj, bo ty może i masz tę małą popierdółkę, ale Chase ma rower, więc tak mierząc, to też nie wypadasz zajebiście.
Roy skrzywił się, a Gabriel roześmiał głośno.
— Nooo, to ci przyjebał! A ja miałem hulajnogę, jak mały byłem! — dodał, cały czas się śmiejąc i przy okazji próbując ogarnąć, gdzie mają jechać, żeby znaleźć się pod motelem, w którym mieli nocować.
— No bardzo, kurwa, zabawne. Mogłeś przy tej hulajnodze zostać — odparł Roy dość dziecinnie.
— Ej, nie rozkręcajcie się, tylko drogi pilnujcie. Ten zjazd do tego hotelu miał być jakoś zaraz — Chase wybił ich z tej sprzeczki. Właśnie esemesował z Courtneyem, który pytał, jak im mija droga. Dodatkowo napisał mu jeszcze smsem numer motelu, w którym mieli nocować, żeby ewentualnie zadzwonili tam po wskazówki jazdy, gdyby się zgubili.
— No, rozglądajcie się — upomniał ich Raphael i zdjął nawet z głowy bejsbolówkę, żeby lepiej widzieć znaki przy drodze. — Musimy jeszcze ogarnąć, jak potem dojechać na mecz, więc nie ma co tracić czasu.
— I oby w pokoju była lodówka, bo te browce nam się zagotują… — mruknął Gabriel pod nosem, mając na myśli alkohol, który załatwił Roy i który mieli wypić po powrocie z meczu, niezależnie od wyniku.
— Chyba powinna być. No byłoby siarowo, jakby to były takie, kurwa, klitki. Najwyżej przy klimie się je postawi i ją podkręci — dodał Chase, kiedy nagle wpadł na ten pomysł.
— Chłodzenie piwa kli… O tam, po prawej, kierują na szóstkę! — Roy chciał skomentować, ale akurat zobaczył znak wskazujący, gdzie mieli jechać.
— Zajebiście — podsumował Gabriel, który miał wrażenie, że dawno minęli znak. Skręcił w tamtą stronę i dodał do swojego brata: — A ty, pało, nie zapomnij naładować tego jebanego aparatu. Kretyn zapomniał w domu — dodał przez ramię do kumpli informację, o której jeszcze nie zdążył ich powiadomić.
— No, to się przypilnuje. Czyli co? Dojazd, browce, aparat, coś jeszcze? — Raphael robił listę w głowie, nie reagując na komentarz odnośnie swojej osoby.
— No i jeszcze u mnie na komórze obczaimy, jak dojechać dokładnie na mecz — dodał Roy. — I może coś wszamiemy przed, nie? — dopytał, popatrując po każdym. Co prawda mieli od rodziców kanapki na drogę, Chase od kuratora, ale przecież musieli zjeść jakiś porządny obiad przed wieczornym widowiskiem, by mieć siły drzeć się i kibicować.
— No, można by chińskie coś zamówić. Tanio będzie i się najemy — zasugerował Chase, opierając się o siedzenie przed sobą. Zawsze lubił kubeczki, w jakich przywozili chińszczyznę. Do tego zawsze można było zamówić dodatkowy ryż czy makaron, żeby za mniej się jeszcze bardziej nażreć.
Jego kumple żywo podchwycili ten pomysł i jeszcze chwilę wymieniali opinie na temat mięsa, które zamierzali wybrać. Nie zdążyli podjąć innego tematu, bo udało im się szybko dotrzeć do motelu. Zbudowany był w kształcie podkowy wokół sporego parkingu i przedstawiał sobą raczej niższą klasę. Nie marudzili, bo po pierwsze — miała być to tylko jedna noc, a i tak pewnie spać wiele nie będą. Po drugie — było za darmo. Zapłacili właściwie tylko za benzynę i bilet dodatkowej osoby, do tego podzielony na cztery.
— Ty, Chase, to ty załatwiasz z recepcją, bo to na ciebie, nie? My weźmiemy rzeczy — zasugerował Raphael, gdy wysiedli z pickupa.
— Spoko. To poczekajcie, dowiem się, gdzie mamy pokoje i zaraz wracam — odparł chłopak kumplowi, sięgając do plecaka po teczkę, w której miał wszystkie papiery związane z rezerwacją i wejściem później na stadion.
Courtney wszystko mu wytłumaczył, więc nie powinno być problemów. I tak rzeczywiście się stało. Młoda dziewczyna w recepcji była o wszystkim poinformowana, sprawdziła tylko jego dane, wzięła od niego podpis i przekazała mu kluczyk do pokoju z czterema pojedynczymi łóżkami.
— Proszę. Pokój jest na parterze, zaraz przy schodach wiodących na górę — poinformowała chłopaka z uśmiechem. Chyba się nudziła, bo za jej plecami, na stoliku Chase zobaczył stare karty poukładane w pasjansa. Nie wyglądało na to, żeby często goście tu zaglądali.
— Dzięki. A ten… — Nastolatek podrzucił kluczykiem w dłoni. — Znasz może jakąś chińską knajpę do polecenia, co by przywieźli tu żarcie?
— No, no, mam tu ulotki. — Jasnowłosa dziewczyna w ogrodniczkach założonych na bordowy golf pokiwała głową i sięgnęła pod wytartą ladę. Wyciągnęła pudełko z otwartym wieczkiem, postawiła na blacie i zaczęła przeglądać ulotki. — Tu mam dwie miejscówki, ale polecam… o tę, bo dają większe porcje i nie żałują mięsa — powiedziała, podając Chase’owi karteczki, a temu akurat zapikała w kieszeni komórka, oznajmiając nadejście smsa.
— O super, to se spisze numer, okej? — spytał chłopak, a dziewczyna mruknęła na zgodę i podała mu kartkę i długopis. Chase szybko spisał numer i podziękował.
— Miłego pobytu! — dziewczyna zawołała jeszcze za nim, a on odpowiedział szerokim uśmiechem.
— Dzięki! — odkrzyknął już w drzwiach i sięgnął wolną dłonią do kieszeni.
„Jak dojedziesz na miejsce, daj znać i już wam nie przeszkadzam :)” — głosiła treść wiadomości od Courtneya. A kiedy kumple spod pickupa zobaczyli, że wyszedł z recepcji, zawołali do niego przez cały parking:
— Który pokój, pało?!
Chase spojrzał na kluczyk i wielki brelok przy nim.
— Dwanaście! — krzyknął, idąc w ich stronę, a raczej przez chwilę idąc, bo zatrzymał się na parkingu i zlokalizował wzrokiem, gdzie znajduje się ich pokój i tam ruszył. Po drodze odpisał: „Jesteśmy już pod pokojem. I nie przeszkadzasz pyśku ;)”. Bawiło go, że kiedy pisał do Courtneya, często dodawał zdrobnienia, a nigdy nie powiedział mu tego na głos.
Zanim dotarł do pokoju, zdążył jeszcze przeczytać zwrotną wiadomość: „Cieszę się, że dotarliście :) Baw się dobrze, tęsknimy z Tankiem :*”.
— No otwieraaaaj! — zajęczał Gabriel, poprawiając torbę sportową na ramieniu. — Jeszcze się ktoś połapie, że mamy browary — dodał, mimo że jedyne, co mogłoby ich zdradzić, to dzwonienie butelek, bo piwo mieli schowane w plecaku Roya.
— Jak będziesz gadał, to na bank ktoś się połapie — prychnął Chase kpiąco i otworzył drzwi do pokoju.
Nie był on wielki, ale mieścił luźno cztery identyczne łóżka. Po obu stronach były ścianki oddzielające po dwa łóżka, ale i tak widać było z każdego to naprzeciwko. Ścianki nie dawały więc wiele poza ogrodzeniem pomieszczenia, na którego środku stał stolik. Tuż przy drzwiach był jeszcze wieszak, kredens, włącznik klimatyzacji i na szczęście lodówka.
Całą czwórką zawyli z uciechy. Roy zabrał się za przekładanie butelek do lodówki, Gabriel oznajmił, że „zajmuje odlewalnię”, do której wiodły jedne boczne drzwiczki, a Raphael usiadł przy jednym łóżku, żeby do kontaktu przy nim podpiąć aparat i „napisać Shirley, że dojechali”, co zapewne skończy się, jak ostatnio w ich przypadku, kilkuminutową wymianą smsów.
— Ej, zamówię żarcie, ale trza wykminić jakąś knajpę — rzucił Roy do pozostałej w pokoju dwójki, obracając do nich głowę znad lodówki.
— Wziąłem od laski z recepcji numer do jednej. Powiedziała, że mają tam spoko porcje. A tak chyba lepiej niż po necie szukać na chybił trafił. — Chase przypomniał sobie i wyciągnął numer zapisany na kartce, żeby podać go kumplowi.
— O, klawo. A ładna? — dodał od razu Roy z zaciekawieniem, z góry przyjmując, że po określeniu recepcjonistki „laska”, ta musi być młoda.
Raphael też popatrzył na niego z zaciekawieniem.
— Jakie cycki miała? — dopytał dodatkowo, podpinając aparat.
— Takie średniawe. Trochę małe, ale nie jakieś pieprzyki, chyba że se tam czego nawciskała — wyjaśnił Chase, powalając się na łóżko, które wybrał jako swoje. — Ale całkiem spoko laska. Tylko chyba jakaś inna, bo pasjansa układała.
— Eee… to jesteś pewien, że to laska, a nie jakaś stara krowa? — Roy prychnął i pomachał kartką. — Dobra, jakie życzenia?
— Wołowe z ryżem w słodko-kwaśnym! — Rozległ się krzyk Gabriela z ubikacji, a zaraz potem dźwięk spłuczki.
— Mogłeś, kurwa, najpierw wyjść! — odkrzyknął Raphael, także leżąc jak Chase na swoim łóżku.
— Ja po tajsku kurczaka. Albo jakiś makaron, co ci polecą — dodał do Roya, a młodszy z braci podchwycił.
— O właśnie, jakiś makaron weź z mięsem. Może być też jakiś słodko-kwaśny czy coś.
— Dobra, czyli w sumie jeden chuj. Cztery różne wezmę, to se będziemy podjadać, nie? — Roy uznał takie wyjście za najlepsze i w końcu wybrał numer knajpki.
Wszyscy czuli się podekscytowani nie tylko meczem, który miał się odbyć za kilka godzin, ale samym wyjazdem. Póki co poza miasto wspólnie wyjeżdżali tylko w ramach szkolnych wycieczek. A teraz nie dość, że pojechali nawet do innego stanu, to do tego bez żadnego dorosłego, który by im truł dupy.
— Boże, Shirley… — jęknął Raphael ze zrezygnowaniem, stukając coś do telefonu. — Myśli, że zaraz jakąś miejscową puknę… — prychnął do Chase’a.
— A nie pukniesz? — Ten zaśmiał się uszczypliwie, chociaż jemu nie było w głowie, żeby się puszczać. Przed wyjazdem miał seks z Courtneyem. Mężczyzna zrobił mu tak dobrą laskę, że myślał, że odleci. Uwielbiał jego wargi zaciskające się na nasadzie penisa, ich siłę i to jak mężczyzna ssał i bawił się jego napletkiem. A przy tym jak dawał sobą zawładnąć… Jak zerkał na niego, kiedy brał go w gardło. Żadna laska nie patrzyła na niego tak ładnie załzawionymi od dławienia się oczami.
Przez te myśli nawet nie usłyszał mruknięcia Raphaela, żeby sobie darował, bo on z Shirley jest szczęśliwy. Zresztą chłopak skupiony był na smsowaniu z nią, więc nie przejął się brakiem odzewu. W tym wszystkim Gabriel szukał swoich gadżetów do kibicowania w plecaku, a Roy… Roy bajerował dziewczynę, która musiała przyjmować zamówienia z chińskiej knajpki. Każdy był w stu procentach sobą i każdy czuł się doskonale w towarzystwie kumpli, którzy mimo przytyków i małych złośliwości bardzo dobrze się ze sobą rozumieli. I szykowali się na swój pierwszy mecz, który zamierzali jeszcze długo wspominać.

7 thoughts on “Newton’s Balls – 52 – Kumpelskie wypady, lepsze i gorsze

  1. Katka pisze:

    Marvolor, oooo, tak, lubimy długie komentarze! :D Dzięki za niego, bardzo, bardzo miło się czytało! A już co do treści… Darren w ogóle jest niezłym obiektem do eksperymentowania moim zdaniem XD On tak chyba nie bardzo ogarnia swoją seksualność, a przy tym zabawnie się zachowuje (nie raz sprzecznie), więc ciekawie się obserwuje. A ile Darren ma lat – nigdy nie ustalaliśmy, bo w sumie to nie było istotne dla fabuły. Po prostu starszy niż Shane koleś. Zakładam przedział 30-40 lat? Jakoś tak bym mu dała. „Ciekawa jestem kiedy David odwiedzi Shane’a w pracy :) Bo rozmawiali o tym kiedyś z tego co pamiętam. I jakby wtedy Darren na to zareagował O_O” – hahaha, tak, to mogłaby być PIĘKNA scena! No i widzę coraz większe zainteresowanie paringiem Marshall-Darren XD To mega, mega zabawna wizja. Czekam na fika! XD Sama chciałabym to zobaczyć, ale tak jak mówisz – jakby Marshall miał iść w tę stronę, to też go bardziej widze z kimś „kobiecym”. On po prostu musi być tym jedynym macho w związku.
    Kumple Chase’a… niby urytujący, chociaż my ich lubimy XD ale ja się absolutnie nie dziwię, że Wy nie bardzo, haha, bo to jednak takie półgłówki raczej (poza Raphaelem, który ma trochę mózgu). A kminienie, co by było, gdyby kumple się dowiedzieli, to dobra rzecz, bo cóż… kłamstwo ma krótkie nogi. istnieje duże prawdopodobieństwo, że to kiedyś wyjdzie. Ale zobaczymy, zobaczymy.
    Jeszcze raz dzięki za duży komentarz! Tak jakoś ostatnio ich mało, więc każdy jest na wagę złota XD

  2. marvolor pisze:

    Aż nie mogę przestać czytać tego fragmentu jak Shane rozstaje się z Darrenem. Po prostu mnie wcięło .. :D W ogóle ten drugi to tak się odstroił na piwo z kumplem jakby na randkę się umówili, nie? Mistrzostwo!! :D

  3. marvolor pisze:

    Haha :D Shane ma nie-tak-cichego krypto adoratora :D super. Znaczy dla Shane’a pewnie mniej bo nie wiadomo co Darrenowi odwali. Normalnie humory facet ma niezłe. Jakiś taki trochę dwubiegunowy jest :P Raz agresywny a znowu kiedy indziej jakiś taki lepki i tulaśny. Jakieś mizianie nogą pod stołem :D haha Naprawdę ciekawi mnie to czy robi to świadomie i naprawdę go zarywa bo mu się podoba. Ale wydaje mi się, że chyba raczej nie. Co jest jeszcze bardziej urocze :D Dla Shane’a i jego przestrzeni osobistej lepiej żeby sobie dał spokój ale lubię taki rozwój wydarzeń :) Nie lubię za to dramatycznych scen bo zawsze się upłaczę przy tym. :( Ile Darren ma właściwie lat? Bo wspomniane było tutaj, że jest starszy i większy od Shane’a a nie pamiętam czy w poprzednich rozdziałach było powiedziane. :|

    Ciekawa jestem kiedy David odwiedzi Shane’a w pracy :) Bo rozmawiali o tym kiedyś z tego co pamiętam. I jakby wtedy Darren na to zareagował O_O uwaaah Normalnie masakra jakaś! Super bo coś się dzieje i lubię takie momenty. Niekoniecznie chciałabym jakąś zdradę, bo w tej kwestii chyba akurat zgadzam się z naszym znajomym gadułą (czyt. Ryan) ale jakoś fajnie, że grono homoseksualistów w tym opowiadaniu się powiększa :) Im więcej tym lepiej :)

    Co do Marshalla :D haha Już mi to przez myśl przeszło, że może zmieni upodobania po tej jakże miłej ‚pomocy’ brata. Nadal nie mogę przestać się śmiać z jego reakcji na tą akcję z sutkami :D To był geniusz.. I Marshall z Darrenem.. Mrrrrr :P Mogło by być słodko.. Dwóch super-hetero facetów z kryzysem seksualności buahaha :D Jakoś nie widzę Darrena z drobnym chłopaczkiem, chyba dla niego lepszy ‚prawdziwy’ facet. Tym bardziej jak ma nieświadome zapędy :P Już bardziej Marshall mógłby się skusić na kogoś takiego trochę kobiecego, ale średnio lubię takie postaci, więc lepiej nie :D Aż się doczekać nie mogę co tam jeszcze wymyśliłyście :)

    Nie mogę się nie zgodzić z REHAB-E co do kumpli Chase’a. Wyjątkowo irytujących gówniarzy wybrałyście na grono jego znajomych :/ No ale jak tak musi być to cóż :P Chase sam w sobie ma jakieś tam przebłyski przyzwoitości. Chociaż z tą ‚dziewczyną’ potrafi dowalić – aż różne części ciała opadają :P Średnio mi się to podoba bo nie widzę tego jak może zapomnieć, że jest z facetem skoro ma jego penisa przed oczami :| Niby Courtney już to wytłumaczył jego zacofanym myśleniem i komfortem psychicznym, ale jakoś to do mnie nie przemawia.

    Również nie mogę się doczekać, aż kumple się dowiedzą. Z jednej strony wydaje mi się, że będzie siara i wyzwiska i koniec z przyjaźnią do deski grobowej, a z drugiej się zastanawiam czy może gdzieś w głębi to porządne chłopaki i jednak wykażą się tolerancją i kumpel będzie dla nich ważniejszy niż stereotypy i go zaakceptują. Ciężko powiedzieć, chociaż naiwna nie jestem, więc wiadomo co myślę.. Znając Chase’a to raczej nie otrząsnął by chamskich i krzywdzących komentarzy kumpli aż tak łatwo, więc zaczynam się martwić o przyszłość Courtney’a :( Poor guy.

    Ale się rozpisałam.. :D Ale akurat miałam natchnienie i uznałam, że skoro i tak nie komentuję regularnie to chociaż tak podziękuję za nowe rozdziały :) Nie mogę się doczekać następnych rozdziałów bo robi się coraz ciekawiej … :D

  4. Katka pisze:

    Kasia, bardzo dziwny podryw. A Darren chyba do tego nie zdaje sobie sprawy z tego, ze podrywał faceta. Albo jakoś inaczej to sobie tłumaczy, bo on przecież nie jest gejem XD Shane na pewno powinien mieć się na baczności i za bardzo mu nie ufać… Rozdział może był faktycznie krótki (ale tego nie wiem, bo nie zerkałam, ile ma stron (poprawiany jakiś czas temu). Ale oj, czasem krótsze, czasem dłuższe.

    Rehab-e, haha, dokładnie, szalony podryw. Biedny Shane, na pewno nie chciałabym być na jego miejscu. Wszystko jest w sumie zabawne z boku, ale to jednak trochę creepy XD ciekawe, czy Darren zdaje sobie sprawę, co też wyczynia, kiedy ogląda gejowskie porno…
    Haha, biedni kumple… Wiesz, oni po prostu muszą tacy być, żeby pokazać, w jakim to środowisku Chase się obraca. Dzięki za komentarz! :D

    Neo, haha, z jednej strony pragniesz ciągłej sielanki, a tu jednak chcesz, by kumple się dowiedzieli XD chyba że sielanka ma być tylko u Shane’a, ale u Chase’a może się sypać? XD Boże, ale para Darren i Marshall… to by było piękne! Jest tak abstrakcyjne, że aż nie mogę sobie tego wyobrazić XD Ale jak najbardziej ciekawe!

  5. Noe pisze:

    Boję się że darren coś jeszcze namiesza. Mam nadzieję że jednak sie ogarnie i nic nie zakłóci tej sielanki. Cały czas czekam aż kumple chace’a dowiedzą się o jego „dziewczynie”. I do tego zaczynam shipować darrena i Marshalla. No nic czekam na następny cudowny rozdział 😍😘❤

  6. rehab-e pisze:

    No no, dawno nie widziałam tak chorego podrywu. Brawo Darren!
    A teraz już tak serio… Shane może mieć naprawdę spory problem, bo z daleka widać, że to taki byczek, który nie potrafi sobie radzić z takimi zalotami. A teksty o ulżeniu sobie, gejowskich wyjazdach… Po prostu nie mogłam powstrzymać parsknięcia. Darren zdecydowanie za często siedzi w internetach.
    A co do wyjazdu Chase’a… Naprawdę nie lubię jego kumpli, serio. Drażnią mnie wszyscy i każdy z osobna. Także cieszę się, że jest ich tak mało w tym opowiadaniu :P
    Pozdrawiam!

  7. Kasia pisze:

    To wyglądało jak jakiś dziwny podryw ze strony Darrena. Piwo postawił, nogà go trącał i jeszcze te teksty o ulżeniu sobie. .. oj to się może kiepsko skończyć dla Shane’a. Mam nadzieję że wszystko opowie Dawidowi i ten go jakoś ostrzeże, bo jak nic Darren leci na Shane’a a ten chyba tego nie dostrzega.
    Chase z kolegami znowu, dawno ich nie było :) Śmieszne są te ich rozmowy. Ciekawe czy będą mieli jakiś przypał na tym wyjeździe ?
    Za krótki ten rozdział, mam jakiś niedosyt, może to przez moment w którym urwałyście ?
    Tak czy inaczej wielkie dzięki i pozdrawiam 😀

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s