Bonus – Odkrycie nad jeziorem

— To psie szczyny!
Jess skrzywiła się po pierwszym łyku parszywego piwa, które podano im do stolika. Była bardzo młoda, ale piła z resztą, bo nikogo nie obchodziło, czy może i czy powinna. Jej brat także pił, a po jego minie widać było, że myśli to samo co siostra, chociaż nie wyraża tego tak dosadnie.
Siedzieli w jakiejś dziurze zabitej deskami, na zachód od Dallas. Nie było tu nic poza kaktusami i suchodrzewami. Piwo też było paskudne, a ludzie ponurzy i posępni. Ktoś tłumaczył im, że to wina ich obecnej sytuacji, ale doktor Show twierdził, że to tylko czcza wymówka.
Widzieli już na swojej drodze wiele innych miasteczek, w których mieszkańcy mimo panujących niepokojów potrafili zachować pogodę ducha. Chociaż tak… Jak w reszcie kraju robiło się nieprzyjemnie, a wojna wisiała w powietrzu, tak tutaj działo się wiele dodatkowych… problemów. Aż nie wiedzieli, co z tym zrobić, bo trudno było się rozdwoić. Dotąd zawsze przecież pracowali w grupie.
— Szczyny, ale niczym więcej nas tu nie ugoszczą — powiedział Maverick, siedząc obok Małego Nicka.
Adela poszła do wychodka, a Dżentelmen konwersował z barmanem przy barze. Palił przy tym swoje cygaro i wyglądał na może i spokojnego, ale i zafrasowanego. Nicholas zawsze podziwiał tego człowieka. Był naprawdę inteligentny i wiedział, co i kiedy zrobić. Do tego był lekarzem. Pałał się sztuką, która dla niego była kompletnie obca.
— Ciekawe, czy będziemy kiedyś dość bogaci, żeby pić prawdziwe cuda, a nie takie pomyje. — Najmłodsza dziewczyna nadal marudziła i przy tym jak zawsze zwracała na siebie uwagę. Była ładna, szczupła i nosiła spodnie. Przyciągała wzrok, do czasu aż jej brat nie mierzył podglądacza groźnym spojrzeniem i kładł dłonie na swoim rewolwerze.
— Myślałem, że nie robimy tego dla bogactwa, Jess — zauważył Maverick i uśmiechnął się do niej łagodnie. Sam uważał, że Jess była ładna… ale to ten młodzieniec, który siedział obok niego, był przyjemniejszym obrazkiem do oglądania. Chociaż nigdy nie powiedziałby tego na głos, nie chcąc stracić przyjaźni Małego Nicka.
Ten, odkąd dołączył z siostrą do ich grupy samozwańczych bohaterów, trzymał się właśnie z nim najbliżej. Byli zupełnie inni, a jednak dogadywali się. Młody mężczyzna naprawdę lubił słuchać, jak Maverick gra wieczorami na gitarze albo harmonijce.
— Może i nie, ale wypadałoby mieć jakiś standard, prawda? — Jess mówiła dalej, aż w końcu nie wróciła do nich starsza kobieta, zwana Wybuchową Ad.
— Co tam, dzieciaki?
— Ben cały czas gada z tym barmanem. Może dowie się już czegoś o tych mutacjach — wyjaśnił Maverick, kiedy kobieta w długiej, beżowej sukni usiadła na niskim stołeczku. — I nadal nie wiemy, jak rozwiązać sprawę z tym zastraszonym miasteczkiem.
— Chyba będziemy się musieli rozdzielić — uznała Adela z westchnieniem. W łazience musiała poprawić swój makijaż, który zawsze nosiła, gdy była w mieście. W dziczy aż tak nie dbała o swoją prezencję.
— Ja nie idę polować na pokręcone jaszczurki ze skrzydełkami! — Jess od razu uniosła ręce w obronnym geście. Jeszcze śniły jej się mutacje, jakie ostatnim razem zabijali. Były dziwne i obrzydliwe. Nienawidziła robactwa.
— To możesz iść z Ad i Benem, a ja pójdę z Maverickiem — zaproponował Nicholas. Uważał, że przynajmniej jeden rewolwerowiec powinien być na grupę.
Od razu pozostali spojrzeli na Mavericka z niemym pytaniem, czy się na to zgadza. Ten z jednej strony nie był pewien, bo wiedział, jak niektóre mutacje potrafiły być niebezpieczne. Nie chciałby, żeby temu chłopakowi coś się stało, a sam nie był aż tak świetnym strzelcem. Co prawda miał oko do strzelby, ale ona nie strzelała tak szybko jak rewolwery. Ale przecież już nie raz Nicholas udowodnił, że potrafi o siebie zadbać. A do tego wszystkiego… miłe było to, że Mały Nick chciał z nim jechać.
— Zobaczmy, co powie Ben — uznał w końcu.
— Dobrze. Możemy też jakoś inaczej się podzielić, jeśli nie chcesz ze mną jechać — odmruknął posępnie Mały Nick niższym, bardziej niezadowolonym głosem. Dżentelmen nie mógł nagle się pojawić i rozwiązać konfliktu, bo jeszcze dyskutował z barmanem.
— Spokojnie, chłopcy, każdy będzie miał szanse coś ustrzelić — wtrąciła Adela.
A w tym wszystkim Maverick spojrzał uważniej na Nicholasa i uśmiechnął się ciepło. Po tym wyciągnął rękę do tego dwudziestodwuletniego młodzieńca i ścisnął jego ramię.
— Chętnie się z tobą wybiorę, ale wolę, żebyśmy wszyscy to zatwierdzili.
Nicholas nadal był skrzywiony, ale pokiwał głową. Jessica rozmawiała przez chwilę z Adelą o tutejszych mężczyznach, aż w końcu do ich stolika dołączył Benjamin Show. Usiadł, poprawił swoją kamizelkę mocniej niż kiedyś opinającą mu się na brzuchu i dopiero się odezwał. Mówił spokojnie i nie ściszał głosu. Poza nimi w knajpie był barman oraz jeszcze jeden pijany i śpiący na stole miejscowy, a także dwójka starców marudząca o swoim życiu.
— Potwierdziły się pogłoski, że w okolicy jest niebezpieczna mutacja. Potwierdziły się też wieści o bandytach napadających na miasteczko na zachodzie. Wygląda na to, że bardzo liczą na naszą pomoc. Ale obie sprawy są w przeciwnych kierunkach, czyli…
— Musimy się rozdzielić — skończył za niego Maverick, opierając się wygodniej o oparcie. Cień kapelusza zasłaniał jego czoło i częściowo oczy. — My z Nickiem możemy się zająć mutacjami.
— Ty na pewno, to oczywiste. Nicholas? — Dżentelmen zwrócił się do najmłodszego chłopaka.
— Tak, tak, myślę, że to będzie rozsądne. Ty pojechałbyś z dziewczynami. Jess na pewno sobie poradzi — odpowiedział Mały Nick spokojnie, chociaż w duchu był podekscytowany. Dotąd nie miał okazji przebywać dłużej sam na sam z Maverickiem. Zawsze trzymali się grupą.
Benjamin Show chwilę to rozważał. Z manierą zakręcał wąsa i analizował cały ten plan. W tym czasie Jessica Orkenzy popijała piwo, jakby niezainteresowana rozmową. Aż wreszcie lekarz zgodził się na takie rozwiązanie.
— Niechaj będzie, moi drodzy. Po załatwieniu naszych zleceń spotkamy się w Dallas. Proszę, nie zwlekajcie zbyt długo z mutacjami. Ach… Zwierzaku, masz mapę. Wam bardziej się przyda, gdy będziecie podróżować po otwartym terenie — dodał, wyciągając z kieszeni pozwijaną mapę, którą musiał dostać od barmana, bo wcześniej jej nie miał. Zazwyczaj polegali na znakach drogowych i wędrówce słońca po niebie.
— Jeśli się zgubicie, to nie będzie już nasza wina! — Jess zaśmiała się i w końcu dopiła te szczyny, na które tak marudziła.
— Nie zgubimy się. Maverick jest dobrym traperem. Zna się na tym. — Nicholas odruchowo zaczął bronić mężczyznę.
Zawsze miał wrażenie, że jego siostra go nie lubiła. W przeciwieństwie do niego. A do tego Maverick za każdym razem uśmiechał się, kiedy mówił o nim miłe rzeczy. Tak przyjemnie mrużył przy tym oczy…
— Z siłami natury nie ma co walczyć. Dwa połączone surowce i mamy małe bum… Więc ja bym tak nie zawierzała w stu procentach własnym zdolnościom — dodała rozbawiona Adela. Po tym uniosła się i poprawiła suknię. — A jeśli już mówimy o bum… Potrzebuję kilku składników, skoro mamy postawić się zgrai podłych bandziorów. I pójdźcie wcześniej spać! Jutro w drogę! — dodała jak stara, dobra mamuśka, mimo że nie skończyła jeszcze dwudziestu lat. Ale chyba już teraz lubiła zachowywać się jak dojrzała, poważna kobieta.
Jessica zaśmiała się z tego, ale zgodziła się, że trochę snu im nie zaszkodzi. Umówili się, o której godzinie kto powinien wyjechać, dogadali szczegóły i w końcu wszyscy udali się na piętro. Poza Dżentelmenem, który został na kieliszek whisky.

***

Maverick ponownie rozłożył mapę, siedząc w siodle. Trochę nim bujało, chociaż czuć już było, że koń nie ma dużo siły. Westchnął. Gdzie ten cholerny wodopój?! Według mapy Showa, a raczej barmana, który dał ją lekarzowi, musieli być blisko. Sam by się czegoś napił. Swój ostatni pełny bukłak oddał rumakowi.
Powstrzymał się przed przekleństwem, złożył mapę i schował ją za pas. Po tym zeskoczył z konia i chwycił go za uzdę, dalej prowadząc go w ten sposób. Nie chciał go męczyć.
Spojrzał w niebo i zmrużył mocno oczy. Nasunął kapelusz bardziej na czoło, kiedy słońce go poraziło. Do tego miał na sobie brązowe rękawice, koszulę wsuniętą w luźne spodnie i buty z ostrogami.
Kilka metrów za nim szedł jego młody towarzysz. Przełykał co jakiś czas ślinę w ustach, mimo że i tak miał wrażenie, że jej tam nie ma. Jego łaciaty koń wyglądał na tak samo zmęczonego jak on. Nicholas rozpiął kolejny guzik koszuli. Kamizelkę już dawno zdjął.
Przeklęte zadupie. Maverick ponownie wyostrzył wzrok, usiłując dopatrzeć gdzieś na horyzoncie wodę. Nic. Pokrzepiająco poklepał konia po szyi i spojrzał za plecy.
— Wytrzymujesz? — wychrypiał.
— Ummm… no — mruknął postawny młodzieniec.
Miał szerokie ramiona i duże dłonie. Widać było po nim, że ma mocną budowę kości, mimo że jeszcze nie obrosły one do końca silnymi mięśniami. Z drugiej strony, i tak był lepiej zbudowany niż nie jeden chłopak w jego wieku.
Maverick aż zawiesił na nim wzrok. Potem jednak skarcił się w duchu. O wodzie myśl, nie o nim, głupcze — mówił sobie i skinąwszy głową, znowu popatrzył przed siebie. Szedł dość żwawo, ale głównie dlatego, żeby szybciej dojść do wody niż dlatego, że był pełen sił. Nie był. Miał ochotę paść plackiem i zdechnąć. Albo pocałować Nicholasa. Jedno z dwojga.
Mały Nick spojrzał na jego plecy, a potem na konia.
— Umrzemy, koniku, umrzemy — wymamrotał do niego i nieznacznie przyspieszył.
Sam był koszmarny, jeśli chodzi o orientację w terenie. Walka, dyplomacja, biurokracja — tak. Ale nie pustkowia.
Dopiero po długim marszu, kiedy już myśleli, że rzeczywiście uschną na tym słońcu, Maverick zmarszczył brwi i wytężył wzrok. Wydawało mu się. Nie… chyba nie.
— Woda! — zawołał i mocno pociągnął konia za uzdę, przyspieszając. — Nick, widzę, jezioro!
Nicholas aż westchnął ciężej. Nie, żeby chciał tu umrzeć, nim spełni swoje erotyczne fantazje, ale średnio wierzył, że znaleźli wodę, a nie fatamorganę.
Jednak kiedy zbliżali się do celu, okazało się, że rzeczywiście jest to jezioro, które oznaczono na mapie. Konie szybko zaczęły chłeptać, tak samo jak mężczyzna, który padł na kolana przed jeziorkiem i pochylił się, pijąc zachłannie. Pomoczył przy tym koszulę.
Nie był jedyny. Jego towarzysz zwalił się na kolana obok niego, dosłownie wsadzając całą twarz do wody i pijąc, jakby od tego zależało jego życie. Co właściwie było prawdą.
Kiedy już poczuł, jak zaczyna się dusić, a jego brzuch aż boleć od nagłego zapełnienia tak dużą ilością wody, wyprostował się gwałtownie. Jego mokre włosy chlusnęły na plecy. Przeczesał je brudnymi dłońmi, po czym spojrzał ciemnymi oczami z szerokim uśmiechem na starszego mężczyznę. Ten też się uśmiechnął i usiadł ciężko, zrzucając z głowy kapelusz. Odetchnął, a woda spływała mu po zarośniętym podbródku.
— Żyjemy.
Nicholas pokiwał głową energicznie i ponownie zanurzył twarz w wodzie, energicznie myjąc ją dłońmi. Kiedy się wyprostował, zgarnął do tyłu przydługie włosy. Musiał je obciąć, ale te strasznie szybko mu rosły. A może w ogóle ogolić się na łyso? Nie, tak bym sobie tylko czaszkę spalił.
— Dzięki tobie. Och, mój wybawca! — zażartował, rozsiadając się wygodnie przy wodzie. Nie chciało mu się już w ogóle ruszać.
— A żebyś wiedział — podchwycił mężczyzna z lekkim uśmiechem. Patrzył na niego spokojnie. — Szczęście, że jedzenie jest.
— Mhm, jest. Konie są, jedzenie jest, woda jest i ty też jesteś. Czego więcej można chcieć? — Zaśmiał się ciepło.
Maverick spojrzał mu w oczy czujniej. Nie wiedział, czy to jego wyobraźnia szalała, czy te słowa naprawdę miały głębsze znaczenie.
— Tak mnie lubisz? — spytał więc dla zbadania terenu, uśmiechając się.
Nicholas nie tracił humoru na twarzy.
— A powinienem nie lubić? — odbił piłeczkę i przełknął ślinę, nie widząc, czy nie powiedział przed chwilą za dużo. A co jak sobie coś dziwnego pomyśli? Chyba spłonąłby ze wstydu.
— Nie. Nie chcę podróżować z wrogiem — odparł defensywnie mężczyzna.
Nicholas uśmiechnął się głupio, ale szybko dotknął wierzchem dłoni swoich ust, żeby chociaż trochę stłumić tę idiotyczną reakcję.
— To ja na pewno nie jestem twoim wrogiem — zapewnił, po czym szybko wypalił pierwszą rzecz, jaka przyszła mu do głowy, aby zmienić temat: — Wykąpiemy się?
Maverick zamrugał głupio oczami.
— Że razem?
Z twarzy Nicholasa od razu spłynął uśmiech.
— Ee… no. Jest tu tylko jedno jezioro… ale no… chyba… no, jak nie chcesz… — mruknął, tracąc animusz.
Maverick oblizał nerwowo usta, ale wreszcie przybrał na twarz łagodny uśmiech i wstał, patrząc z góry na chłopaka.
— No. To wstawaj.
Nicholas zamrugał, ale wstał pospiesznie i szybko zaczął się rozbierać, choć czuł się bardzo podenerwowany. Tym bardziej, że mężczyzna przyglądał mu się kątem oka, kiedy pozbywał się swojej koszuli, ukazując swoje mocno opalone ciało. Po zdjęciu spodni i bielizny ukazały się ciemne włoski biegnące w dół pępka aż do krocza.
Maverick w końcu też zdjął rękawice i całe swoje odzienie, po czym zaniósł wszystko do konia, żeby przewiesić je przez siodło. Nicholas gapił się na jego plecy, pośladki i uda z otwartymi ustami i spodniami w kolanach. Musiał przyznać, że zaczynał wątpić w swój genialny plan wspólnej kąpieli. Przecież jeśli się podnieci, to Maverick może coś sobie o nim pomyśleć.
Szybko rozebrał się do końca. Rzucił ciuchy na kawałek trawy i wbiegł do wody, żeby ochłonąć.
Dopiero po chwili usłyszał pluskanie wody, kiedy mężczyzna powoli do niej wszedł, leniwie zanurzając ciało. Usiadł w wodzie tak, że sięgała mu do sutków i uśmiechnął się do chłopaka. Ten stał kawałek od niego, czując, jak jego skóra odżywa po tych dniach spędzonych w słońcu.
Jezioro było może niewielkie, ale cudownie orzeźwiające. Woda była chłodna, ale nie na tyle, żeby przez ciało przechodziły nieprzyjemne dreszcze. Słońce odpowiednio ją nagrzewało, a teraz dodatkowo promienie pięknie odbijały się o od tafli.
— Dobrze, co? — Zaśmiał się, obmywając swoją klatkę piersiową i ramiona. Były szerokie, a między sutkami na piersi pokazywały się ciemne, lekko kręcone włosy. Młodzieniec nie miał tak ciemnej karnacji jak jego starszy towarzysz, ale miał za to sporo włosów na ramionach, nogach i nawet na umięśnionym brzuchu.
— Mhmmm — zamruczał Maverick, przymykając oczy i skrzętnie ukrywając, jak bardzo podoba mu się to, co widzi.
Nicholas oblizał usta, uśmiechając się. Sam nie wiedział, po co to robi, ale podszedł bliżej kompana.
— Naprawdę moglibyśmy z jeden dzień tu zostać.
— Tak. Zostańmy — odparł od razu Maverick. Był zmęczony, chciał odpoczynku. Aż spojrzał mu żywiej w oczy.
Nicholas uśmiechnął się od razu całą twarzą.
— Cudownie. Bardzo się cieszę, Maverick.
Mężczyzna uśmiechnął się i zanim zdążył pomyśleć, wyciągnął dłoń i poklepał go po brzuchu.
— Miło mi. Ja też.
Nicholas spojrzał na rękę z napięciem, po czym zrobił jeszcze jeden krok w jego stronę. Czuł, jak skacze mu ciśnienie. A Maverick zastygł momentalnie, unosząc wzrok na jego twarz i czekając w napięciu. Nicholas przełknął ślinę. Otworzył usta, po czym je zamknął.
— Nie chcę, żebyś uważał mnie za jakiegoś dziwaka.
Maverick zdobył się tylko na spojrzenie pod tytułem „Dziwaka…?”, bo nie chciał zrobić czegoś głupiego. Może opatrznie go rozumiał. Ale Nicholas na widok jego miny przygryzł dolną wargą i odsunął się, machnąwszy ręką.
— Nie, nic, tak no… — zaplątał się, cofając się w głąb jeziora.
Przez głowę Mavericka przeszło w jednej sekundzie miliard myśli. Nie chcąc zaprzepaścić jedynej szansy, jaka mogła się pojawić, wstał szybko i załapał młodzieńca za nadgarstek, odwracając go z impetem do siebie.
— Czekaj! — powiedział nerwowo.
Nicholas spojrzał na niego spod groźnie zmarszczonych brwi.
— Co? — burknął, zły na siebie o całą tę sytuację.
Teraz to Maverick nie był pewien, czy dobrze robi. Rozluźnił uścisk na jego nadgarstku, mając wrażenie, że zachował się zbyt impulsywnie.
— Chciałeś coś… zrobić — wydusił, a Nicholas skrzywił się boleśnie.
— Może… No i co z tego?
Kiedy tylko skończył wypowiadać ostatnie słowo, poczuł na ustach ciepłe, lekko wilgotne usta Mavericka, który dodatkowo objął go w pasie. Dłonie mu drżały, a serce tłukło się w piersi jak oszalałe. Ale zrobił to. Zrobił, bo już dłużej nie mógł się powstrzymać, a obecne zachowanie kompana było chyba jedyną szansą na to, że… że może.
Nicholas, przestraszony tym i zaskoczony, odruchowo złapał go mocno za ramię i odepchnął od siebie. Zamrugał, patrząc na niego z otwartymi ustami. A Maverick, czując odepchnięcie, cały zaczerwienił się na policzkach. Źle? Jak bardzo źle? Dostanę w pysk?
Mały Nick kilka razy otworzył i zamknął usta, zupełnie ogłupiały.
— To… — wydusił w końcu, nadal nie wiedząc, co ma ze sobą zrobić. Może Maverick go sprawdzał.
Mężczyzna powoli cofnął dłonie. Nagle poczuł się głupio, stojąc przy nim nago. Oblizał usta i popatrzył mu w oczy wzrokiem, który wręcz błagał, żeby mu powiedział, czy właśnie nie zrobił czegoś bardzo głupiego.
Nicholas spojrzał na jego dłoń, która jeszcze przed chwilą go trzymała, a następnie na swoją, zaciśniętą kurczowo na jego ramieniu. Cofnął ją momentalnie i od razu zdał sobie sprawę, że teraz już nie ma zupełnie co z nim zrobić.
— To… Nie chciałem, żebyś sobie coś o mnie dziwnego pomyślał — mruknął pod nosem, patrząc mu jednak twardo w oczy.
Mężczyzna niczego nie rozumiał. Zmarszczył brwi i przełknął ciężko ślinę.
— Czyli… tak, czy nie? — nie umiał inaczej zapytać. Czuł się skonfundowany i odsłonięty.
A młodszy mężczyzna wcale mu nie pomagał. Zmarszczył tylko brwi, przybierając znowu poważniejszą pozę.
— Ale co, że tak, a co, że nie?
— …lubisz mężczyzn? — spytał wreszcie Maverick z westchnieniem, gotowy się wycofać.
Oczy Nicholasa były szeroko otwarte. Wyglądał na niemalże oburzonego tym pytaniem.
— Nie! — fuknął, ale tym razem szybko zreflektował i chwycił znowu Mavericka za ramię. — Znaczy… nie, ale lubię ciebie — dodał już ciszej i mniej pewnie.
Mężczyzna aż odetchnął i uśmiechnął się nawet. Ulga zlała jego ciało, które przez kilkadziesiąt ostatnich sekund znajdowało się we wręcz bolesnym napięciu.
Ponownie skierował dłonie do pasa Małego Nicka, obejmując go lekko, ale na tyle, żeby nie stykali się penisami.
— Dobrze.
Jego kompan nadal wyglądał poważnie i twardo, chociaż wyraźne iskierki zagubienia widoczne były w jego oczach.
— Dobrze? — dopytał jeszcze, z jedną dłonią na jego ramieniu.
Maverick tylko skinął głową i ponownie wyciągnął do niego głowę. Zatrzymał jednak usta przed jego wargami i spojrzał mu w oczy. Był bardziej rozluźniony, kiedy już wiedział. A teraz zobaczył jeszcze wyczekujące spojrzenie tego dużego młodzieńca.
— No… — rzucił Nicholas, niemalże ponaglając. Nie miał zamiaru tyle czekać. Było mu od tego aż niedobrze.
Mężczyzna uśmiechnął się i złapał jego usta w pocałunku, tym razem wsuwając w nie koniuszek języka. Dłonie mocniej zacisnął na jego bokach, czując szybsze bicie serca.
Chłopak westchnął ciężko w jego usta, a Zwierzak poczuł, jak jego palce zaciskają mu się na ramionach. Och tak. Jest silny. Odetchnął i pogłębił pocałunek, wsuwając mu jedną dłoń we włosy od tyłu.
Nicholas złapał go za to za kark i przycisnął do siebie, niemalże władczo. Jego dłonie były duże i gorące, mimo kąpieli w chłodnej wodzie. Przekręcił do tego głowę, oddając pocałunek. Od razu poczuł, jak Maverick przylega do niego ciasno swoim ciałem. Widocznie nie miał zamiaru teraz rezygnować, a wręcz chciał go bardziej poczuć, bo przesuwał mu wolną dłonią po plecach, z lubością wyczuwając mięśnie. Nicholas tym razem jednak zareagował mniej ochoczo i odsunął się biodrami do tyłu.
— Nie, chyba… nie — warknął, mimo że nie chciał w tej chwili być niemiły dla starszego mężczyzny.
— Dlaczego…?
Nicholas wykrzywił wargi, niezadowolony z pytania.
— Bo nie. To krępujące — odwarczał, puszczając jego kark i sięgając do swojego krocza. Zasłonił je, na ile mógł.
Maverick popatrzył w tamtym kierunku i zaśmiał się cicho. Zbliżył się do niego ponownie i położył dłoń na jego dłoni.
— Nie. To seksowne.
Nicholas miał wciąż połowicznie wrogi wyraz twarzy, ale też częściowo niepewny. Nie zaprotestował.
— Puścisz? — spytał mężczyzna, zsuwając dłoń trochę w dół, aż dotknął palcami od dołu jego jąder.
Nicholas momentalnie poczerwieniał na twarzy. Czuł przy tym, jak coś ściska go w żołądku.
— Jesteś pewien?
Maverick przytaknął i poruszył palcami, masując jego jądra samymi opuszkami. Patrzył mu przy tym w oczy, czując podniecenie. Nicholas za to skrzywił się, zagryzając dolną wargę, ale w końcu cofnął dłoń od swojego krocza. Jego penis, uwolniony z uścisku, unosił się w idealnym poziomie do tafli wody, pod którą się znajdował.
Mężczyzna spojrzał tam i trochę się zaczerwienił. Sam był podniecony, ale nie w pełnym wzwodzie. Starał się hamować. Ale to, co widział na dole, wywołało sensacje w jego ciele. Trudno był oderwać od tego wzrok. A teraz mógł to zrobić. Bo przecież dotąd było to zakazane. Mógłby za to zawisnąć.
Objął dłonią członek i delikatnie pocałował w usta młodego mężczyznę. Mógł sobie to tłumaczyć zarówno faktem, że woda trochę unosiła penisa Nicholasa, a także tym, że ten był od niego sporo młodszy, więc i wiek miał tu duże znaczenie. Nie przeszkadzało mu to. Mimo różnicy wieku, młodzieniec bardzo mu się podobał. Poruszył więc powoli palcami po jego członku, oczekując na jakąś reakcję.
Nicholas odetchnął głośno i szybko zatkał sobie usta dłonią. Gapił się swoimi ciemnymi oczami na dłoń mężczyzny, nie wierząc, że ten go dotyka. To musiała być fatamorgana… albo inna halucynacja. Na pewno zemdlałem od tego słońca i to mi się śni.
Maverick pchnął go w stronę brzegu, wciąż go pieszcząc i poddając się chwili. Nie wiedział, co ma mówić, dlatego wolał tylko używać języka ciała. Nicholas nie był zbyt przekonany do tego, co się działo, ale dał się poprowadzić na brzeg. W końcu komu jak komu, ale Maverickowi ufał.
Poczuł nacisk na ramię, kiedy byli już na płyciźnie. Mężczyzna prosił go tym gestem, żeby usiadł. Ale Nicholas spojrzał na niego pytająco.
— Ee… Co chcesz zrobić? — wydukał, czując się rozerwany pomiędzy tym, co chciał, a tym, co powinien robić.
— Będzie wygodniej? — Maverick odetchnął, nie chcąc, żeby Nicholas oponował.
Ten skinął głową, ale siadając, chwycił go za łokieć i pociągnął mocno do siebie, tak że mężczyzna niemalże na niego wpadł. Kiedy oparł się ręką za jego plecami, Nicholas poczuł jego nieco sztywnego penisa na udzie.
Mężczyzna uśmiechnął się i pocałował go w usta. Widział, że ten jurny młodzieniec jest zagubiony, kiedy tak patrzył to na niego, to na jego krocze.
W końcu Nicholas przełknął głośno ślinę i sam sięgnął między nogi mężczyzny, łapiąc członek. A Maverick westchnął i wypiął biodra do ręki, usta zsuwając na jego szyję. Podobało mu się to, jaki był duży. Usłyszał nisko westchnienie, które wzbudzało ciarki w jego ciele. Było takie samcze i przyjemne dla ucha. Wibrujące podnieceniem i żądzą, czyli czymś, co teraz i jego stawiało do pionu.
Nicholas eksperymentalnie przesunął dłonią po penisie swojego kompana. Nigdy w życiu nie miał żadnego w ręku, poza swoim. Ale to przecież się nie liczyło. Do tego miał Mavericka nad sobą, a to wywoływało w nim skrajne uczucia.
— Nick… Myślałeś o tym kiedyś? — zapytał Zwierzak. Bardzo ostrożnie i powoli falował biodrami i wsuwał się w jego rękę.
— Za często… — Młodszy mężczyzna westchnął. Przez to, co widział i co się działo, zapomniał o tym, żeby myśleć, zanim się coś powie. Miał mocne wypieki na twarzy i tym razem nie były one wywołane słońcem.
— Tak jak ja… Nie sądziłem, że kiedyś pozwolisz się tak dotknąć — szepnął Maverick prosto do jego ucha i delikatnie go za nim pocałował.
Nicholas stęknął i odwrócił głowę do jego twarzy.
— Ale czy to… czy tak… Czy to odpowiednie?
Ujrzał zawahanie na twarzy starszego mężczyzny. Jego piwne oczy były piękne, łagodne, ale teraz… zafrasowane.
— Obawiam się, że wielu uznałoby, że nie. Widziałem kiedyś, co uczyniono takim mężczyznom. Ale mimo to… — spojrzał po ciele rosłego młodzieńca i uniósłszy się na ręce, przemknął dłonią po jego torsie — trudno mi o tobie myśleć inaczej.
Nicholas jeszcze bardziej pokrył się rumieńcem. Widać było, że jest skrępowany.
— To więc… musiałaby być nasza tajemnica, prawda? Bo ja… ja bardzo cię podziwiam, Maverick.
A ten odetchnął nisko i pochyliwszy się, pocałował młodzieńca. Kiedy już raz go skosztował, trudno było się powstrzymać. Wiele razy o tym myślał i wiele razy pragnął być blisko. Poczuć na dłoniach to, jak silne ciało miał ten chłopak. Móc dotknąć go inaczej niż przyjacielsko. Popieścić jego skórę i dać mu przyjemność.
— Tak, to musi być tajemnica. Choć, Nick… Sam nigdy tego nie robiłem, ale pragnę się z tobą kochać — wyznał Maverick szczerze, patrząc mu w oczy z wręcz prostotą we własnych.
Z oczu Nicholasa za to biło napięcie. Wodził po twarzy mężczyzny wzrokiem, upewniając się, czy to nie są jakieś zwidy, czy na pewno to się dzieje. Bo przecież… myślał o tym tyle czasu! Kiedy nawet proponował, że razem pojada na to polowanie, chciał po prostu pobyć z Maverickiem sam. Może mieć okazję siedzieć obok niego przy ogniu, zerknąć mu w oczy, kiedy ten odwróci się do niego…
— Pocałujmy się jeszcze raz.
A Maverick uśmiechnął się delikatnie i przesunął się tak, żeby położyć się na brzegu tuż obok chłopaka. Tak wygodniej było mu sięgnąć do jego twarzy, ująć ją za policzek i pocałować. Z początku subtelnie, ale potem już mocniej i namiętniej.
Znowu usłyszał, jak Nicholas stęka w jego usta i jak w końcu dotyka jego ramienia.
— Może… może wyjdziemy na trawę? — spytał, kiedy ich usta się od siebie odsunęły, a młody chłopak już miał po prostu pełen wzwód. Nie było co się okłamywać. Jedynie nie chciał, żeby ktokolwiek to widział.
Trawa, która ich otaczała, była wyblakła i sucha. Mogła być przez to twarda. Maverick nie wiedział, jak powinien postąpić. Czy jednak nie powinni teraz… ulżyć sobie, lecz kochać się w innych warunkach. Bo wiedział, że obaj tego pragnęli, ale nie chciał, żeby mieli z tego złe wspomnienia.
— Możemy… Masz w jukach jakiś grubszy koc, czy…? Och, Nick. Nie myślę przy tobie zbyt trzeźwo.
— Możemy zostać też tu… i… — Nicholas zerknął w dół na krocze starszego od siebie mężczyzny. Ostrożnie sięgnął do niego dłonią. Kiedy znów dotknął sztywnego penisa, aż stęknął i przygryzł usta. — Jest… taki ładny.
Kilka sekund mógł po prostu delektować się tym, co czuje, bo Maverick mrużył oczy z przyjemności przez ten dotyk. Aż w końcu położył dłoń na dłoni chłopaka, zatrzymując go. I spojrzawszy mu w oczy z bliska, zapytał:
— Nick… Chcemy to zrobić tutaj? Czy… czy poczekamy, żeby było lepiej… wygodniej?
— Och… — Młodzieniec prawie że poczuł się zbesztany tym pytaniem. Wyprostował się i zabrał dłoń. — Ja… Zróbmy tak jak uważasz, hm? — spytał, mruknięciem na koniec chcąc dodać sobie animuszu.
Maverickowi ciekawie się to oglądało. Mały Nick był całkiem pewnym siebie mężczyzną. Umiał przywalić komu trzeba, też powstrzymać się, kiedy sytuacja tego wymagała. Ale przy nim zawsze był jakiś… cieplejszy. Może też dlatego się w nim zakochał. To było niesamowicie przyjemne, kiedy Nicholas tak zabiegał o jego uwagę i akceptację. A do tego sam fakt, że potrafił być taki troskliwy, uległy, ale i przy tym żywiołowy, wzbudzał w Mavericku szybsze bicie serca.
Ale zamiast odsunąć się tak, jak zrobił to Mały Nick, sięgnął do jego dłoni i położył ją sobie z powrotem na kroczu. Sam też sięgnął do sztywnego penisa młodzieńca i powoli przesunął po nim dłonią. Miał nadzieję, że przyjemnie.
— Tak zrobimy, ale… Ale teraz chciałbym pierwszy raz ujrzeć na twojej twarzy rozkosz — powiedział cicho.
Nicholas nabrał duży haust powietrza w swoją szeroką klatkę piersiową.
— O Boże… — jęknął.
Nadal mocząc się w tym jeziorze oraz nie czując chłodu wody, przesunął się do Mavericka. Pocałował go, zerknąwszy mu w oczy z niemym pytaniem, czy może. Było to dla niego takie nowe… Takie nieznane, ale też bardzo, bardzo pożądane. Ale widział, że i drugi mężczyzna tego pragnie. Że teraz nie istnieją dla niego żadne mutacje, których poszukiwali, a których wcale w tej okolicy nie było. Nie istniały też dla niego w tym momencie losy pozostałej trójki ich towarzyszy. Skupiał się tylko na tym, co robi z tym chłopakiem, jak jest mu dobrze z ciepłem jego warg na własnych.
Ale chciał więcej. Więc kiedy masturbował go ostrożnie, ale i z ochotą, wysunął język i posmakował wnętrza ust Nicholasa.
Myślał o tym, kiedy leżał samotnie, przy ognisku, widząc, jak po drugiej stronie śpi młody Nicholas, też otulony tylko w swój pled. Pragnął wtedy poczuć jego ramiona na swoim ciele i własnymi objąć jego. Chciał oddychać tym samym powietrzem co on, z bliska. Czuć ciepło, jakie ten zawsze roztaczał.
— Mav… Maverick. — Nicholas stęknął, poruszając biodrami. Patrzył z napięciem i uczuciem w oczach na mężczyznę.
Ten też nie spuszczał z niego spojrzenia i chłonął to wszystko, co właśnie widział. Tę przyjemność, to rozedrganie i pragnienie bycia blisko. Właśnie to pragnął widzieć na twarzy tego chłopaka.
— To cudowne… móc tak być z tobą… Nick — wydusił, co raz łapiąc jego usta w pocałunkach i szybko poruszając ręką po tym naprawdę dużym penisie, co dodawało temu jeszcze więcej pikanterii. Nicholas też go pieścił, ale co raz drętwiał, kiedy dreszcz przechodził przez jego ciało.
— Mav… ja… powiedz. Ty też o tym tak długo myślałeś?
— Tak… Nawet nie wiesz, od jak dawna. Chyba od pierwszego uśmiechu, który zobaczyłem na twojej twarzy — odparł Maverick z krótkim, cichym śmiechem. Bo taka była prawda. Nicholas podobał mu się od dawna. Zaś ta sympatia, a potem… coś głębszego, powiększała się, gdy poznawał go coraz lepiej. I najwyraźniej obaj to tłumili.
Mały Nick stęknął nisko i zamiast odpowiedzieć, znowu wychylił się po pocałunek.
— Są… słodsze, niż myślałem… — Westchnął, bo wyobrażał sobie zawsze, że usta Mavericka będą smakować inaczej. Bardziej gorzko, bardziej jak dym. Zamiast tego były jak słodkie, świeże mięso. Do tego cieplejsze i soczyste. Ugryzł dolną wargę, nadal masturbując trapera. — Ja prawie… Och…
Maverick uśmiechnął się i spojrzał w dół. Podniecało go to, co widzi. Nie tylko dlatego, że pierwszy raz widział, jak robi to innemu mężczyźnie. Ale i dlatego, że był to penis Nicholasa. Soczysty i duży… Teraz taki ciepły i pulsujący. A Maverick sapnął głośniej, kiedy nagle wystrzeliła z niego sperma i skropiła jego podbrzusze.
Szybko popatrzył na twarz młodzieńca, chcąc zobaczyć jego reakcję. Ten mrużył oczy, ale przy tym starał się patrzeć na Mavericka. Jego brwi były mocno ściągnięte i wykrzywione w przyjemności, a usta otwarte w długim stęknięciu.
— Ooo… och, o kurwa mać… — zaklął, prawie tracąc oddech. Zaraz jednak przyssał się do ust Zwierzaka i wznowił ruchy własnej dłoni na jego penisie.
Już sam widok przeżywanej rozkoszy u tego młodego mężczyzny wzbudził w Mavericku większą żądzę. A teraz, kiedy poczuł to szybkie i przyjemne pieszczenie, jęknął nisko i przytrzymał się Nicholasa za kark. Przytknął czoło do jego czoła i zacisnął powieki. I wystarczyło kilka chwil, a i on doszedł, czując, jak w całym ciele go mrowi i że jest to najprzyjemniejsze uczucie, jakie dotąd czuł. A przecież… jeszcze tyle mogło być przed nimi. Wreszcie niemal przypadkiem przez swoje potknięcia odkryli, że oboje myślą o sobie nawet cieplej niż rodzeństwo Orkenzy.
— Mav… o Boże… — stęknął Nicholas, całując go bez opamiętania. — Co teraz?
Mężczyzna zaśmiał się krótko, poddając się tym gorączkowym pocałunkom.
— Teraz… teraz musimy odpocząć, a jutro znaleźć jakieś miasto i wygodną gospodę. I… zanim podążymy do Dallas, potrzebuję cię, Nick… Na przynajmniej jedną noc tylko z tobą.
— Nigdzie w okolicy nie było żadnych mutacji. Chyba możemy… na trochę sobie pozwolić. Skoro obaj jesteśmy… tacy.
Maverick pokiwał głową i odsunął mu włosy z czoła.
— Tak… Myślę, że możemy. Może był to fałszywy alarm, ale coś dobrego z tego wyszło. — Uśmiechnął się delikatnie.
Nie miał pojęcia, jak teraz będzie wyglądało ich wspólne działanie z innymi członkami Boosy, ale cieszył się, że to zrobili. Że otworzyli się mimo strachu. Bo ten na pewno towarzyszył im obu. Jak mówił Maverick, jeśli pomyliliby się wobec siebie, to nie wiadomo co by się stało. Takich jak oni mogła spotkać straszna kara.
— Mhm. Naprawdę, Mav, nie myślałem, że ty też. I że w ogóle to możliwe.
— I że to takie dobre, kiedy już udało się ciebie dotknąć — dodał Zwierzak. Bo jego marzenia i fantazje nie były nawet w połowie tak cudowne jak faktyczny dotyk i rozkosz zaznana przy chłopaku, o którym myślał dniami i nocami. — Chodź. Zrobimy obozowisko — zaproponował w końcu i niechętnie się odsunął.
Nicholas zgodził się skinieniem głowy. Wstał z płycizny i jeszcze tylko na chwilę wszedł głębiej do wody, żeby się płukać.
— Dobrze. Ale w ogóle… Może to za szybko, ale… będę mógł cię całować, gdy będziemy sami?
Maverick obejrzał się na niego i uśmiechnął się. Nagi, ze swoją śniadą skórą, teraz tak wilgotną i odbijającą promienie słońca, w oczach Małego Nicka wyglądał niesamowicie pociągająco.
— Mm… Oczywiście, Nick. Marzę o tym.
Młodzieniec wyraźnie przełknął ślinę. Szybko wyszedł z wody i podszedł do mężczyzny. Dotknął jego boku.
— A… to też będę mógł robić? — spytał, przesuwając dłonią po jego ciele. Czuł się jak złoczyńca, który wszedł do niestrzeżonego banku i teraz mógł dotknąć oraz zabrać sobie każdą sztabkę złota, która tam była.
Poczuł pod dłonią gorąco ciała, od którego chyba się uzależni. A do tego jego właściciel odpowiadał tak chętnie… tak jak teraz, gdy sam położył mu dłoń nisko na plecach i wychylił się do pocałunku.
— Gdy będziemy sami, możesz dotykać mnie tak, jak pragniesz — zapewnił cicho w jego wargi.
Nicholas westchnął i znów pocałował usta, które jeszcze tego ranka były dla niego zakazane i tak odlegle, mimo że na wyciągniecie ręki. Właśnie skradł największy diament z najlepszego sejfu, robiąc to w najbardziej nieudolny sposób. Ale teraz Maverick… był już w jego rękach.
— Chcę jeszcze bliżej cię poznać. Skoro już mogę cię trzymać… — wymruczał, biorąc głęboki oddech.
A Zwierzak zaśmiał się lekko.
— Jesteśmy młodzi, Nick. Jeszcze wiele przed nami. Na pewno poznamy każdy skrawek siebie. I cieleśnie, i to co chowamy głębiej — zapewnił mężczyzna, bo to wydarzenie w jeziorze… ten pocałunek i to, co było potem, napawało go wielką nadzieją. Bo nawet jeśli kiedyś myślał, żeby powiedzieć Nicholasowi o swoich uczuciach, to na pewno nie w taki sposób. Najwidoczniej dla nich plan był już spisany, ale przez kogoś innego niż oni. Pozostawało im cieszyć się tym, bo wcześniej żaden z nich nie planował tej nocy spać razem na jednym posłaniu, a na to się właśnie zapowiadało.

***

Nicholas Orkenzy nadal trochę nie wierzył w to, co wydarzyło się nad jeziorem. Dlatego od rana, od kiedy obudził się obok Mavericka, zerkał na niego, gdy tylko nadarzyła się okazja. Obserwował go i upewniał się, czy się uśmiechnie, kiedy zauważy jego wzrok na sobie. I na wszystkich bogów, jakich ludzkość sobie wymyśliła, mężczyzna odpowiadał uśmiechem. Nicholasowi gęba szczerzyła się jak głupiemu. Bo jak mógł inaczej, kiedy nagle, w ciągu jednego dnia, jego fantazje stały się rzeczywistością? Teraz nie tylko mógł podziwiać Zwierzaka, ale i robić to na jego oczach, a nawet móc go pocałować. Był przez to pełen energii, kiedy wyruszali do miasta, nie spotkawszy żadnej mutacji, która ponoć terroryzowała okolicę.
— Myślę, że nawet jeśli była tu jakaś mutacja, to mogła migrować. Zmienia się pora roku, więc pewnie zmieniła miejsce pobytu — powiedział Maverick swoim spokojnym głosem, prowadząc konia u boku wierzchowca Nicholasa.
— Może… — odpowiedział młodzieniec, nie skupiając się tak na temacie rozmowy, jak na mężczyźnie, który mówił. — Więc nasza podroż tu była trochę nadaremno. Jak myślisz, jak poszło reszcie?
— Myślę, że tamto zagrożenie było bardziej prawdopodobne. Pewnie trafili na tamtych rabusiów i już świętują. To my kluczymy tu jak ślepcy — odmruknął Maverick trochę niezadowolonym głosem, ale i tak zerknął na Nicholasa w taki sposób, który mówił, że nie żałuje tego wyjazdu. Nawet uśmiechnął się do niego. Chyba już setny raz dzisiaj. Nicholas zdecydowanie chciał, żeby już zawsze się tak do niego uśmiechał.
— W twoim towarzystwie całkiem nieźle się kluczy — odparł, nie mogąc bardziej się przy nim skupić. A podczas śledzenia niebezpiecznego zwierzęcia powinien jednak to robić, bo mógł przypłacić to życiem.
Maverick zaśmiał się lekko. Po tym spojrzał na horyzont, który się przed nimi rozciągał. Kilka godzin temu minęli znak, który mówił, że mają jeszcze kawałek do najbliższego miasta. Przynajmniej wiedzieli, że jadą w dobrym kierunku. Od razu sprawdzili ten punkt z mapą, którą dostali od Showa. Wszystko się zgadzało. Ale na razie mieli przed sobą jedno wielkie nic. Pustkowia, coraz wyższą trawę i błękitne niebo. A także… dziwny zarys sylwetki w oddali.
— Nick… Trzymaj ręce blisko broni.
Młody strzelec zmrużył oczy i popatrzył w kierunku, w którym patrzył Maverick.
— Myślisz, że to to? — spytał, kładąc dłoń na kolbie rewolweru. W razie czego miał jeszcze strzelbę. Mocniej chwycił lejce swojego konia, żeby nie spaść z siodła, jeśli ten by się przestraszył.
— Możliwe. To na pewno nie jest człowiek ani wóz.
Zwolnili i obserwowali sylwetkę. Stała pod słońce, więc nawet nie widzieli koloru, ale im bliżej byli, tym bardziej kształt wskazywał na coś… zwierzęcego. Okazało się też bardzo duże. Przez to wzmogli czujność, a Maverick w końcu nabił swoją strzelbę i trzymał ją przy sobie.
Zwierzę w pewnym momencie uniosło łeb i… popatrzyło leniwym spojrzeniem na dwóch jeźdźców, nic nie robiąc sobie z tego, że ci są blisko, coraz bliżej. Znowu skubało trawę, tylko ruszając uszami i krótkim ogonem, podobnym do ogona niedźwiedzia. Zresztą, cały stwór był podobny do niedźwiedzia, tylko że większy. Wzrostem dorównywał bizonowi, tak jak on miał rogi i tak samo pasł się trawą. Łapy jednak miał niedźwiedzie, pysk podobny do obu tych zwierząt, chociaż dokładnie trudno było określić, bo był opuszczony w świeżą kępę trawy. Kolor gęstego futra był ciemnobrązowy, a samo zwierzę, choć wielkie, było niegroźne. Maverick wiedział to, bo kojarzył tę mutację. Często ludzie wystrzeliwali je zwyczajnie ze strachu. Zwierzę było olbrzymie i wyglądało przerażająco, nawet kiedy przeżuwało trawę.
— Och… Jeśli to tego bali się mieszkańcy, to powinni zostać kiedyś doinformowani przez jakiegoś znawcę — powiedział Maverick, zatrzymując swojego rumaka nieopodal mutacji.
Ta nie broniła się, nie zachowywała się, jakby w ogóle znała strach, a przez to też nie była agresywna z jego powodu.
— To jest to, z czego tak często robią futra? — spytał Nicholas, nie zsiadając z konia i pilnując zwierzęcia, kiedy Zwierzak do niego podchodził.
— Tak. Są bardzo ciepłe. Ta mutacja jest zabijana zarówno ze strachu, jak i dla zysku. Pewnie niebawem przez to wyginie — dodał smutniej mężczyzna.
Gdy zeskoczył z konia, powoli zbliżył się do zwierzęcia, chcąc przyjrzeć mu się z bliska. Zawsze lubił tę mutację, bo wydawała mu się taka… ciepła. Łagodna i duża. Jak Nicholas. Ten jednak był chyba mniej ufny niż te zwierzęta.
Stwór podniósł łeb, poruszył nozdrzami i podszedł na swoich grubych łapach do człowieka, chcąc go obwąchać.
— Musisz do tego tak blisko podchodzić?
— Nie uważasz, że jest słodki? — zapytał Maverick, nie oglądając się jednak, żeby nie tracić kontaktu wzrokowego ze zwierzęciem. To na tym polegało zaufanie i zapewnienie, że nie jest zagrożeniem.
A kiedy zwierzę zaczęło przemykać mokrym nosem po jego ramieniu, uśmiechnął się delikatnie. Po chwili sam wyciągnął rękę, żeby wsunąć palce w przyjemnie ciepłe i miękkie futro. Naprawdę lubił te zwierzęta. Gdyby tylko mógł, chciałby jednego takiego dla siebie. Nie chciał, żeby ten był zabijany.
— Dobra, jak chcesz, ale nie przesadzaj! — Nicholas znowu zawołał, oglądając całą scenę z siodła swojego wierzchowca.
Wolał znane sobie zwierzęta, a nie te mutacje. Nie rozumiał, skąd się wzięły. Nie umiał im zaufać tak jak Maverick.
Wyglądało na to, że nie tylko człowiek ufał zwierzęciu, ale i odwrotnie. Obaj byli siebie ciekawi i oglądali się z uwagą. Maverick nawet pochylił się i zerwał dużą garść trawy, po czym podał ją do pyska zwierzęcia. Obserwowanie, jak ten przeżuwa jedzenie i oblizuje się całkiem długim językiem, było przyjemne dla jego oczu.
— Będziemy musieli powiedzieć, że znaleźliśmy mutację, ale że nie ma potrzeby jej likwidować — powiedział przez ramię do Nicholasa.
— Wiesz, że i tak w takim razie ją ustrzelą, jeśli dowiedzą się, że to jest niegroźne? Jeśli ktokolwiek widział, jakie to bydle ma futro, to każdy będzie je chciał.
Maverick nie odpowiedział. Patrzył tylko na zwierzę i cieszył się jego widokiem. Był pewien, że samiec nie miał jeszcze dwóch lat. Był młody i choć urósł już do swoich maksymalnie osiąganych rozmiarów, to na pewno jeszcze miał wiele życia przed sobą. Ale czy będzie mógł je przeżyć… na to były nikłe szanse.
Wycofał się powoli i dosiadł swojego rumaka.
— Dlatego coraz mniej lubię ludzi, których ratujemy — powiedział cicho, jakby bardziej do siebie. I ruszył.
Nicholas popatrzył najpierw na niego, po czym na zwierzę. Skrzywił się, bo w sumie rozumiał, czemu ludzie chcieli tych skór, ale też było mu przykro, kiedy widział niezadowolenie na twarzy Zwierzaka.
— Nie nauczyłby się uciekać od ludzi?
— Nie wiem… Może po jakimś czasie, ale musiałby ujrzeć to u innych zwierząt lub sam przeżyć pierwsze starcie z człowiekiem — odmruknął Maverick. Jak jeszcze przy zwierzęciu był taki spokojny i zadowolony, tak teraz ewidentnie popadł w ponury nastrój. Było mu smutno.
— Więc albo spróbujemy go nastraszyć teraz, albo opowiedzmy ludziom jakieś kłamstwo. Nie widzę innego sposobu, jeśli chcesz, żeby ten stwór przeżył. — Nick mówił, patrząc, jak znowu ten niedźwiedź z rogami o wielkości samca bizona, pojada spokojnie trawę.
Maverick zacisnął szczękę, ale nie obejrzał się na zwierzę. Wyglądał bardzo poważnie. Nie miał tak typowego sobie, łagodnego oblicza i spokojnego spojrzenia. Jego twarz, wzbogacona w krótki zarost, wyglądała na pełną wyrzutu wobec gatunku ludzkiego.
— Strzel w jego stronę — wydusił w końcu, nie przestając oddalać się powolnym stępem.
Nicholas uniósł brew w pytającej minie, ale po chwili zawrócił swojego konia i wyciągnął rewolwer. Gwizdnął jeszcze na palcach, aby zwrócić na siebie uwagę zwierzęcia.
— Draśnij go — dodał Maverick. — Musi wiedzieć, co oznacza wystrzał.
Nicholas mruknął, że rozumie, po czym przymierzył się do strzału. Musiał być bardzo precyzyjny. Jeśli kula poleci za wysoko, nic nie uzyskają. Jeśli za nisko, zwierzę może zbyt mocno ucierpieć. A za to Maverick byłby na niego zły. Nie chciał tego, więc dopiero kiedy był pewien, że jest dobrze, nacisnął spust.
Maverick tylko przymknął oczy, ale nie zatrzymał konia. Usłyszał tylko dźwięk bólu, który wydało zwierzę. Nie obejrzał się, bo ufał Nicholasowi. Wiedział, że odpowiednio trafił.
— Dobrze… Jedźmy do miasta.
Nicholas za to patrzył, jak zwierzę się miota, jak wyję z bólu i tylko ostatni raz się na niego ogląda, nim w szybkich podskokach oddala się. Młody mężczyzna jeszcze raz strzelił w powietrze, żeby upewnić się, czy ten dźwięk źle skojarzył się samcowi. Miał rację. Potężny zwierz jeszcze przyspieszył, już się nie oglądając. Nicholas za to obejrzał się za Maverickiem, który oddalał się od niego. Popędził więc konia, chcąc się z nim zrównać.
— Tak pewnie będzie dla niego lepiej — spróbował ostrożnie, widząc jego minę.
Maverick pokiwał głową na potwierdzenie, po czym zbliżył konia do Nicholasa, aż niemal zetknęli się strzemionami. Wychylił się do niego i westchnął ciężko.
— Pocałuj mnie.
Nick zaczerwienił się od razu, ale szybko pokiwał głową.
— Mhm… Już, już… — Westchnął, cały podekscytowany.
Wychylił się do ust mężczyzny. Smakowały równie niesamowicie jak wczoraj. A Maverick odpowiedział na pocałunek czule i delikatnie. Na koniec sapnął cicho i uśmiechnął się słabo.
— Już mi lepiej.
— Nic mu nie będzie. To duże zwierzę — dodał jeszcze Nicholas i musnął palcami dłoń Mavericka. Gdy już wiedział, że ten źle nie zareaguje po takim dotyku, to nie mógł się powstrzymać.
Mężczyzna przytaknął i spojrzał w stronę horyzontu. Miał nadzieję, że niebawem dotrą do miasta, choć na samą myśl o ludziach, którzy tam mieszkali i którzy zabijali takie zwierzęta jak ten samiec, odechciewało mu się noclegu w wygodnym łóżku. Choć… wiedział, że istniała nadzieja, że skończy w łóżku z Nicholasem. I to już bardziej go cieszyło.

***

Zameldowali się, zostawili konie obsłudze hotelu i po ciepłym posiłku i napiciu się czegoś innego niż woda udali do pokoju, który wynajęli. Oczywiście były w nim dwa łóżka, bo inaczej nie byłoby jak. Nie dość, że zwróciliby na siebie uwagę, to jeszcze jedyny pokój z większym łóżkiem został zajęty przez parę podróżnych kupców. Małżeństwo z dziećmi jeździło wozem i teraz chyba odreagowywało trudy podróży, bo nawet kiedy Maverick i Nicholas szli do swojego pokoju, już słyszeli ich odgłosy zza drzwi. Ale sami byli już odświeżeni, bo można było skorzystać z łaźni. W lnianych, białych koszulach krzątali się po pokoju. Nie był najwyższej jakości, bo z reguły oszczędzali na gospodach. Tak naprawdę zażywali prawdziwego, relaksującego odpoczynku jedynie na ranczu Mavericka czy w domu Benjamina. Byli jednak na tyle przyzwyczajeni do ciągłej podróży, że nawet tak kiepsko wyposażony pokój im wystarczał.
Maverick upewniał się, czy mają dość zapasów na podróż do Dallas, zaś Nicholas czyścił broń. Żaden z nich nie wspominał o tym, czego obaj pragnęli i co ustalili przy jeziorze. Że będą bliżej, gdy tylko pojawią ku temu dogodne warunki. Takie jak teraz. Ale kiedy te już nastały, znowu pojawiła się pomiędzy nimi pewna nerwowość. Ten niepokój, czy jednak druga strona też tego chce, chociaż w końcu powiedzieli, że tego pragną. Wynikało to najpewniej z nadmiernej troski o drugą osobę, ale i tak przez to tylko łapali co raz swoje spojrzenia, nie mówili i zachowywali się, jakby jednak ta noc miała minąć w spokoju na osobnych łóżkach.
— Z rana musimy uzupełnić zapas jedzenia. Nie wystarczy nam tego na cztery dni drogi, które nas czekają — odezwał się w końcu Maverick, gdy zawiązał z powrotem juki.
— Mhm… — odmruknął Nicholas potakująco i już otwierał usta, kiedy znowu oboje usłyszeli jęki z sąsiedniego pokoju. Młody mężczyzna skrzywił się i przeczesał palcami włosy. Odłożył złożoną broń na stolik. — Znowu zaczynają… A… a… Mav? A my?
Mężczyzna napiął się i jak już miał ruszyć do łóżka, tak zastygł i spojrzał na siedzącego przy broni młodego mężczyznę. Pożądał go jak nikogo na ten ziemi. Uskrzydlało go to, że Nicholas chciał tego samego… ale miał nadzieję, że nie zmieni zdania, kiedy przejdą do… stosunku. Bo nie był pewien, jak Nicholas na to zareaguje.
— A my… — Zaciął się i spojrzał na dwa wąskie łóżka. — Może spróbujemy je zsunąć…?
— Jeśli myślisz, że będzie tak wygodniej.
Nicholas od razu wstał, żeby spróbować zsunąć oba łóżka. Faktycznie na jednym mogliby się nie zmieścić.
Wspólnie udało im się przysunąć do siebie meble. Zaściełali je odpowiednio beżową, choć już mocno spraną pościelą i… znów znaleźli się w momencie, w którym trzeba było podjąć decyzję. Popatrzyli po sobie przez całą szerokość łóżka, aż w końcu Maverick zamknął twarz w dłoni i uśmiechnął się.
— To zabawne, że tyle na to czekałem, a teraz odwlekamy ten moment…
Po tych słowach obszedł łóżku, stanął przed Nicholasem i położywszy mu dłoń w pasie, wychylił się po pocałunek. Nicholas przełknął jeszcze ślinę, ale zaraz po tym sam ochoczo oddał pieszczotę. Objął Mavericka za kark i kosztował jego ust, kiedy place zagłębił mu we włosach. Były przy tym takie miękkie…
— Mmmm… — stęknął, bo wrażenie było oszałamiające. Jakby mógł, to by się w tym zatopił. — Nie chcę… cię rozczarować.
— Ja ciebie też nie. Ale to będzie nasz pierwszy raz… Jeśli coś pójdzie nie tak, to nie martw się. Będzie lepiej — powiedział i pomasował go dłonią po boku. Tak dobrze było je czuć, kiedy od ciała dzielił go jedynie lekki materiał koszuli.
— I do tego… dobrze, że nie jesteśmy kobietami. — Nick zaśmiał się i znowu go pocałował. Uczucie zarostu na wargach było elektryzujące. Oblizał się więc, żeby sprawdzić, czy dzięki temu to widmo ust Mavericka zniknie. Nie znikało, ale miał ochotę na jeszcze więcej. — Naprawdę… długo o tym myślałem.
Maverick uśmiechnął się i powoli sięgnął do jego koszuli. Zaczął rozwiązywać białe sznureczki, chcąc pozbyć się odzienia Nicholasa. Chciał znów ujrzeć jego nagie ciało i móc zakosztować go dotykiem.
— Wiesz… — zaczął, ale znów nie wiedział, jak skończyć. A przecież był starszy. — Słyszałeś, jak mężczyźni to robią…?
Nicholas nabrał więcej kolorów na twarzy. Odchrząknął i wydusił odpowiedź:
— Kiedy… zacząłem o tobie tak myśleć, to podsłuchałem to i owo. Nie wiem jednak czy dość. A ty?
Starszy mężczyzna też nie wyglądał na czującego się luźno w tej rozmowie. Zamilkł na chwilę, w której zdjął mu całkiem koszulę. Teraz Nicholas był tylko w spodniach do snu.
— Bardziej… to sobie wyobrażałem, niż o tym słuchałem. Nie wiem, czy kiedy jeden mężczyzna ma w sobie… innego mężczyznę, to czy jest mu dobrze. Słyszałeś coś o tym? — dopytał, zerkając mu w oczy z napięciem.
Nicholas pokręcił głową.
— Tylko tyle, że wiem, że to… możliwe. Ale nie wiem, czy powinniśmy wierzyć dziwkom. — Zaśmiał się nerwowo i spuścił na chwilę wzrok z twarzy Mavericka, aby go zlustrować. Przesunął dłonią po jego klatce piersiowej. — Już jest mi gorąco… I nadal myślę, że śnię.
— Cieszę się, że to nie jest sen — odparł Zwierzak i w końcu odsunął się na pół kroku, żeby i samemu się rozebrać. Przy tym zerknął na łóżko. — Zobaczymy, czy dziwki mówiły prawdę.
— A nawet jeśli kłamały, to i tak będę przeszczęśliwy, jeśli będę mógł cię codziennie tak całować — odparł Nicholas.
Widząc, że Maverick rozbiera się dla niego, sam też zdjął spodnie. Odłożył je gdzieś na bok, po czym rzucił się na łóżko na plecy. Jego penis już był pobudzony, a jego ciało lekko zarumienione.
— Chodź już do mnie. Chcę dalej z tobą śnić.
Na takie romantyczne zaproszenie nie dało się zaoponować. Maverick marzył o bliskości. O dotyku. A teraz okazywało się, że i… sercem Nicholas go pragnął. Tak samo jak on jego.
Nago wszedł na łóżko i położył się z boku chłopaka. Przesunął dłonią po jego brzuchu i klatce piersiowej. Wychylił się też i pocałował go w szyję, przy tym drapiąc swoim zarostem.
— Pachniesz tak dobrze, Nick…
— Mmmm… Wiesz, że nie masz wcale takiego czujnego snu, jak myślisz? — zapytał młody mężczyzna na wydechu, kiedy cały zadrżał od pocałunku.
A piwne oczy Mavericka spojrzały na niego w napięciu.
— Co masz na myśli? — spytał, a jego palce zatrzymały się tuż nad penisem Małego Nicka, na jego podbrzuszu.
— Że też dobrze pachniesz i wiem to już… z wcześniej — wyjaśnił Nicholas, przygryzając wargi, żeby zaraz nimi pocałować usta mężczyzny. Żeby ten nie miał za dużo czasu na myślenie o tym, co jego młody kompan robił, kiedy spał.
— Och, Nick… Gdybym tylko wiedział, że się do mnie zbliżasz… — Maverick sapnął głośniej, czując podniecenie na samą myśl, jak Nicholas przytyka do niego nos, gdy śpi.
Nie mogąc powstrzymać swojego pożądania, przycisnął biodro chłopaka do siebie i pocałował go namiętnie. A zetknięcie ich penisów wzbudziło w nim jeszcze większą chęć, by już stopić się w gorączkowych pieszczotach.
Nicholas sapnął głośno. Głośniej niż chciał, ale miał nadzieję, że nikt tego nie usłyszy. Objął Mavericka za szyję i oddał pocałunek, myśląc jednak dużo intensywniej o tym drugim miejscu, w którym ich ciała się stykały. W życiu nie czuł czegoś takiego i aż było mu duszno, kiedy tego teraz doświadczał.
— Mmmm… Jak… jak chcesz to zrobić? — wydusił po kolejnych długich i namiętnych pocałunkach.
— Mm…
Maverick sam nie wiedział, jak powinien na to odpowiedzieć, bo był świadom, że pierwszy seks będzie przetestowaniem możliwości ich ciał. Sprawdzeniem, czy tak się w ogóle da, czy to działa i czy jest przyjemne dla obu stron.
Dając sobie czas, przesunął dłonią po mocno zbudowanym ciele Nicholasa. Poczuł pod palcami zagłębienia pomiędzy jego mięśniami. Podniecała go ta siła.
— A gdy już słyszałeś to i owo o stosunku dwóch mężczyzn… wyobrażałeś to sobie jakoś? — zapytał w końcu.
Nicholas spiął się i trochę się zawstydził. Nadal wyglądał na zdenerwowanego, ale bardziej podnieconego.
— Aaa… myślisz, że mógłbyś mi zaufać? — spytał, bo powiedzenie na głos tego wszystkiego, o czym myślał, było chyba zbyt wielkim wyzwaniem. Jeszcze nie przyzwyczaił się do tego tematu na tyle, żeby swobodnie o tym rozmawiać.
— Mhm. Myślę, że tak. — Maverick uśmiechnął się lekko.
— W takim razie… — Nerwowo przełknął ślinę. — W takim razie może trochę przesuń się jeszcze wyżej, żebym coś sprawdził? — spytał zamiast zasugerować w prostu, bo jeszcze nie wiedział, jak dobry bądź zły jest to pomysł.
Starszy mężczyzna, który też nie wiedział, co Nicholas kombinuje, trochę się zestresował. Ale istniała szansa, że młody mężczyzna wiedział więcej o takim stosunku niż on, dlatego spełnił jego prośbę i czekał. Na szczęście niedługo, bo kiedy tylko przesunął się wyżej nad tym rosłym młodzieńcem, zaraz poczuł jego dłonie na swoich pośladkach. Te objęły je i zaraz ścisnęły, masując je z przyjemnością. Rozgrzewały ciało, które jednak odruchowo się spinało. A spięło się jeszcze bardziej, kiedy Nicholas wsunął palec między jego pośladki i dotknął opuszkiem zwieracza.
Maverick sapnął głośno i poczuł gorąco na twarzy. Policzki paliły go, mimo że przecież wiedział, że właśnie na tym polega seks dwóch mężczyzn. Innej dziurki na dole nie miał.
— Ufam ci — powiedział na wydechu, pochylając się i cmokając wargi Nicholasa. A przy tym uklęknął nad jego biodrami nieco szerzej.
Jego młody kochanek z ochotą odpowiedział na pocałunek. Zaraz też jego palec mocniej potarł zwieracz, żeby w końcu ostrożnie głębiej się wsunąć. Był podekscytowany, niemalże drżał na myśl o tym, co robi. Bo czy nie byli teraz w bardzo, bardzo intymnej sytuacji? Pozwalając sobie nawzajem na taki dotyk?
Czuł, że szparka ściska go kurczowo. Nie miał tam wiele miejsca, a i słyszał z góry, że Maverick ciężej oddycha. Ale nie przestawał go całować i dotykać. Wiedział, że kobietom czasem w ten sposób rozwierało się wejście, żeby zmieściły penisa. Może więc Nicholas miał rację, robiąc to. Przecież… skoro palec tak trudno wszedł, to penis na pewno od razu by się nie zmieścił.
— Mhh… — sapnął przez nos, gdy palec mocniej się poruszył. A on przytknął czoło do czoła Nicholasa i oblizał wargi.
— W rumieńcach ci jeszcze lepiej — wydyszał Mały Nick i rozmasowywał to ciepłe ciało okalające jego palce.
Druga dłonią cały czas masował pośladki i kręgosłup Zwierzaka. Kiedy mięśnie grały mu pod palcami, aż przechodziły mu po ciele dreszcze przyjemności. Był tak blisko tego mężczyzny… Nie mógł oderwać od niego wzroku.
Maverick uśmiechnął się przez ten komplement. Wziął też głębszy oddech, a kiedy dzięki temu rozluźnił się, od razu spostrzegł, że jest znacznie lepiej.
— Och… Spróbuję cię nie ściskać — powiedział cicho, stykając się z nim policzkiem i całując go delikatnie przy uchu. — Wybacz, że… tak powoli.
— Och, i tak jest wspaniale. Nawet nie wiesz, jaki jesteś gorący! — jęknął młodzieniec i odwrócił głowę, żeby go pocałować.
Na tym skupił się przynajmniej przez minutę, aż w końcu głębiej wsunął palec, żeby zaraz spróbować dołożyć drugi. A Maverick ściągnął brwi i przycisnął twarz do jego szyi. Im więcej się działo, tym bardziej jego ciało płonęło. Przez tę pozycję Nicholas czuł, jak sztywny i twardy penis mężczyzny leży mu na brzuchu.
— I ty jesteś gorący… Mh… tak cię pragnę — wymruczał niewyraźnie, czując rozpieranie i otwieranie miejsca, które nigdy czegoś takiego nie czuło.
— Ale… nie boli cię? — Nicholas zatroszczył się o niego, kiedy wsuwał kolejny palec w dziurkę mężczyzny.
Maverick nie wiedział, jak powinien na to odpowiedzieć. Nie chciał kłamać, ale wcale nie był pewien, czy zdefiniowałby to uczucie jako ból.
Uniósł głowę i popatrzył z bliska w oczy Nicholasa.
— Jest mi… dziwnie. Trochę boli, kiedy się zaciskam, ale… jeśli będziemy jeszcze chwilę mnie rozluźniać, to powinno być lepiej — powiedział i znów cmoknął te słodkie wargi. — Bo przy tym to… przyjemne.
Nicholas uśmiechnął się od ucha do ucha. Obawiał się, że jakoś skrzywdzi mężczyznę, który tak mu się podobał i przy tym zrazi do kolejnych prób takiej bliskości.
— Jak dobrze. Bo… bo mi jest niesamowicie, kiedy tak na ciebie patrzę — wydusił i ostrożnie zakręcił palcami w tyłku trapera.
Czuł, że dziurka powoli się otwiera, choć z początku trochę się bał, że tak się nie stanie. Maverick ściskał go strasznie mocno, ale teraz powoli opór opadał. A do tego mężczyzna właśnie sięgnął pomiędzy ich ciała i dotknął jego penisa.
— Twardy — pochwalił z uśmiechem. Ale po tym trochę poważniej zerknął na rozpaloną twarz leżącego młodzieńca. — Nick… To jednak jest inaczej niż z kobietą. Nie jestem… mokry.
— Wiem, czuję. Możemy jednak użyć trochę śliny. I… i po prostu spróbować, a jak się nie uda… to tak jak nad jeziorem? Dłońmi? — zaproponował Mały Nick, patrząc na twarz mężczyzny trochę z nadzieją, a trochę z niepokojem.
Ale ten pokręcił głową i szybko go cmoknął.
— Spokojnie, spróbujemy. Skoro… palce wchodzą, to powinno się udać. Tylko ze śliną — dodał, bo jakkolwiek nie chciał tego utrudniać, to… nie chciał też bólu. Nie w takiej chwili, która przecież była bardzo szczególna. — Może teraz ja położę się na plecy?
Nicholas gorliwie przytaknął.
— Dobrze. Możesz. Możesz też… no, plecami do mnie. Nie wiem, czy nie będzie wygodniej. Ale będę gorzej cię widział — dodał jeszcze, powili ich obu unosząc. Był silnym, młodym mężczyzną.
— Możemy spróbować od tyłu. I… — Maverick ujął w dłonie jego twarz, po czym pocałował go czule. — Jeśli będzie dobrze, to wypróbujemy kiedyś inną pozycję.
Nicholas znowu pokiwał głową.
— Dobrze. Dobrze, tak, jestem za — zgodził się i ostrożnie wysunął palce z Mavericka.
Zaraz po tym obaj przekręcili się na bok, żeby znaleźć w nowej pozycji. I kiedy Zwierzak układał się na pościeli na brzuchu, jego młodszy towarzysz nie mógł oderwać od niego wzroku.
Ta śniada skóra, harmonijnie zbudowane ciało i twarde, wyćwiczone pośladki. Kiedy go dotknął, poczuł, że mężczyzna jest wilgotny i gorący. Musiał być nieźle rozpalony. A teraz, kiedy obejrzał się na Nicholasa, zachęcił go do działania uśmiechem. Nicholas myślał, że się przez to rozpłynie, a jego penis w zamian przejmie całą twardość jego ciała.
— Jesteś… po prostu piękny — wydusił, klęknął za jego pośladkami i pomasował zarówno je, jak i boki mężczyzny. A na koniec cmoknął go w kręgosłup.
Ciało na pościeli przyjemnie dla jego oczu wyprężyło się, zaś mężczyzna odpowiedział:
— Mmm… Jak dobrze jest słyszeć takie słowa, kiedy samemu myślało się o nich tyle czasu, a bało się wypowiedzieć je na głos.
— Twój potwór na swój sposób nas do siebie zbliżył — dodał jeszcze Nicholas.
Znowu dotknął palcami dziurki, żeby zaraz zebrać ślinę w ustach i nawilżyć nią wejście.
Nie usłyszał już odpowiedzi, bo Maverick skupił się na tym, co czuł na dole. Rozłożył nogi i czekał. A kiedy Nicholas chwycił swojego penisa i dotknął nim jego szparki, zastygł.
— Jakkolwiek nie będzie… musisz wiedzieć, że tego pragnę — wydusił, trzymając się mocno poduszki. — Że ciebie pragnę.
Nicholas uśmiechnął się szeroko. Jego młoda twarz wyglądała w tej chwili niemalże niewinnie. Miał mocne wypieki na krągłych policzkach, które były ostatnimi pozostałościami jego chłopięcości. Twarz coraz bardziej męska, ostra, teraz zwyczajnie była przepełniona po końce uszu szczęściem.
— Jesteś najlepszy Mav… — Westchnął i ostrożnie, najdelikatniej jak umiał, naparł główką penisa na zwieracz mężczyzny.
Poczuł ściśnięcie dopiero w momencie, w którym dziurka mocniej rozszerzyła się pod naporem jego szerokiej główki. Maverick jęknął i przycisnął twarz do poduszki. Ale wystarczyła chwila, żeby się rozluźnił i znów zaczął przyjmować w siebie członek. I poduszka zdecydowanie okazała się przeszkadzać, a nie pomagać, bo dusił się przez nią. Oderwał więc od niej twarz i sapnął głośno.
— Nnnn…
— Dobrze czy źle?
Nicholas zatrzymał się i pomasował bok Mavericka. Nie chciał, żeby było mu źle. Nie musieli w końcu tego tak robić, chociaż jak na razie jemu było aż duszno od gorąca i przyjemnych, nowych doznań.
— Nie wiem… Czy możliwe, że jest i tak, i tak? — Maverick zaśmiał się krótko i otarł z twarzy pot. Rozpierało go mocno, a on wiedział, że Nicholas ma przecież dużego penisa. — Możesz… poruszać się chwilę na tej głębokości? — zapytał, oglądając się na niego trochę z prośbą w oczach, trochę przepraszająco, że jeszcze w tej sekundzie nie da rady wziąć go dalej.
— Mhm, spróbuję — zgodził się Nicholas i poruszył biodrami, na ile mógł, ostrożnie bujając się w tyłku Mavericka. Sam nie wiedział, czy byłby w stanie w tej chwili być na jego miejscu. Podziwiał go i pożądał tak samo.
Dzięki temu powolnemu, płytkiemu poruszaniu się Maverick czuł się coraz bardziej rozluźniony. Jego dziurka otwierała się i przyjmowała tego słodkiego intruza, który chyba mimowolnie wchodził coraz głębiej. Bo przecież miał trochę więcej miejsca. A gdy sięgnął do pewnego punktu i docisnął go, Maverick jęknął głośniej, zacisnął palce na poduszce i rozchylił wargi.
— Och, Nicholas!
Młodzieniec od razu zatrzymał się jak zmrożony.
— Co? Co się dzieje? — spytał z troską, pochylając się do przodu, żeby móc zerknąć na twarz partnera, zarówno w podróży, jak i teraz w łóżku.
Maverick od razu odwrócił do niego głowę i pocałował go, skoro Nicholas był blisko.
— Jeszcze raz to zrób.
Młodszy mężczyzna sapnął, po czym gorliwie pokiwał głową.
— Tak… tak jest — zgodził się i odsunął, żeby skupić się całkiem na tyłku Mavericka.
Chciał ponownie spróbować wsunąć się tak jak ostatnim razem. A kiedy powtórzył ten ruch kilka razy, Maverick znów jęknął błogo. To mogło oznaczać tylko jedno.
— Nick… Jednak seks dwóch mężczyzn… może być… nm… dobry dla obu… stron…
— Naprawdę? — ten spytał z niedowierzaniem, ale i nadzieją. — Naprawdę to, co ci robię, jest dobre? — dopytywał z radością, niedowierzaniem i nadzieją.
Przyjrzał się nawet uważniej ciału Mavericka i rzeczywiście mówiło mu ono, że ten czuje się… rozpalony. Oddychał głęboko, jego skóra była przyjemnie ciepła i wilgotna, a te seksowne pośladki drżały.
— Tak. Tam… w środku jest takie miejsce… mm, że gdy się poruszasz, to przechodzą mnie dreszcze — wyjaśnił Maverick i znów spróbował na niego spojrzeć. — Więc… nie przestawaj. Dobrze mi.
Nicholas uśmiechnął się szeroko i w końcu wznowił ruchy biodrami. Przy tym z wielkim skupieniem przyglądał się Maverickowi, żeby wychwycić moment, kiedy ten czuje to gorąco w ciele, o którym mówił. Chciał móc serwować mu je raz za razem. Chciał, żeby mężczyźnie było jak najlepiej.
A kiedy już to wyczuł i ruszał się w stałym tempie, mógł obserwować, jak Zwierzak pod nim drży i stęka. Jak kurczowo zaciska palce na poduszce. Aż nadszedł moment, gdy nawet seksownie uniósł pośladki i… wypiął się do niego. Chyba nawet nie myśląc nad tym, co wyprawia.
Nicholasa aż trochę zatkało, ale szybko złapał go za biodra i przycisnął jego pośladki do swoich bioder. Pogładził mu też udo, czując niżej włosy pod palcami. Naprawdę miał seks z mężczyzną i zamiast go to wzdrygać, to przeszywało go to dreszczami przyjemności.
— Och, Maverick…!
— Mm… Je… jeszcze trochę… Jestem blisko — wydyszał mężczyzna, oddając mu się i czując całym skrawkiem swojego ciała to, co robił z nim Nicholas. W podbrzuszu go ściskało, w tyłku cudownie paliło, a z penisa już kapało na pościel.
Aż znowu drgnął mocniej, kiedy objęła go dłoń tego młodego mężczyzny. Była przyjemna i ciepła, a teraz jeszcze poruszyła się całkiem wprawnie, jakby Nicholas bardzo się nad tym skupiał. Zresztą, cokolwiek teraz chłopak by nie robił, byłoby genialnie. Byli blisko siebie, tak intymnie spleceni razem, że wrażenie było ogłupiające. Obaj tracili głowy dla tej cudownej chwili.
— Ja… ja też. Mav… Mavee… Ooch!
Nigdy nie przeżyli czegoś takiego. Fizyczna przyjemność mieszała się z psychiczną, kiedy rozkoszowali się tą intymnością i pewnością, że obaj tego pragną. A kiedy nadeszło apogeum i Nicholas spuścił się w tyłku Mavericka, ten po kilku sekundach też osiągnął rozkosz. Jęknął i opadł całym ciałem na pościel. Był wymęczony i ledwo łapał oddech.
— Nick… — jęknął. — Och, chodź do mnie. Obejmij mnie — wymamrotał, próbując się przekręcić.
Nie trzeba było tego dwa razy powtarzać młodszemu mężczyźnie. Ten przysunął się do Zwierzaka, objął go i ponownie pocałował.
— To było… lepsze niż myślałem! — Zaśmiał się z siebie, świadom, jak to brzmi. Grzali się obaj nawzajem i było to cudownym uczuciem. Jeszcze wrzał, a oczy aż mu błyszczały.
Maverick, już leżący na boku, przodem do Nicholasa, ścisnął go mocno i przytulił. Wciąż serce dudniło mu w piersi jak oszalałe, a on się czuł naprawdę… szczęśliwy.
— Ja też, Nick… Możemy być ze sobą na każdy możliwy sposób — powiedział z uśmiechem. Słabym, ale pełnym radości.
— To cudowne. — Nicholas nadal nie dowierzał, ale był przy tym uśmiechnięty od ucha do ucha.— Chociaż najbardziej chyba i tak na razie podoba mi się to, że mogę cię całować.
I od razu po tych słowach poczuł na ustach pocałunek. Maverick zamknął powieki i złączył z nim wargi z całym tym ciepłym uczuciem, które go wypełniało. Tyłek go pobolewał, ale po pierwszym razie nie dało się inaczej. A skoro rozkosz była tak dobra, to przecież z każdym kolejnym mogło być tylko lepiej.
— Mój Mały Nick — szepnął.
Ten zamruczał w jego usta. Był szczęśliwy i brzmiał na szczęśliwego. Gapił się w oczy Zwierzaka i wyglądał na zakochanego.
— Nie chcę cię puszczać.
— Nie puszczaj. Możemy tu zostać aż do rana.
— Trochę szkoda, że nie dłużej…
— Mówiłem ci, Nick. Jesteśmy młodzi. Jeszcze wiele przed nami.

***

Do Dallas dojechali trzy dni później, czyli szybciej niż sądzili. Mimo to droga była mozolna, bo pogoda niespecjalnie im sprzyjała. Nieustannie wiał silny, chłodny wiatr. Ale wbrew temu… było im dobrze. Byli tylko w swoim towarzystwie. Mogli kierować wobec siebie czułe gesty i spojrzenia, dotykać się i całować do woli, a także razem spać przy ognisku.
Im bliżej miasta byli, tym bardziej zdawali sobie sprawę, że to może się skończyć. Że będą musieli się ukrywać. I jak uwielbiali Bena, Adelę i Jess, tak obawiali się utraty prywatności. To żadnego z nich nie pocieszało.
— Może nic nie zauważą — mruknął Nicholas, kiedy byli już bliżej centrum, gdzie mieli spotkać się w jednym z zajazdów. Reszta mogła już tam być.
— Zobaczymy — odparł Maverick spokojnie, choć spokojny się nie czuł.
Ale na pewno obaj chcieli już znaleźć się w ciepłym miejscu, więc nie zwlekali. Minęli aptekę, bank i kilka domów mieszkalnych. Ludzi na ulicach wielu nie było, bo pogoda nie zachęcała do spacerów. Co innego w gospodzie. Tam było aż nazbyt tłocznie i głośno.
Przedzierali się przez ludzi, żeby dotrzeć do baru, ale po drodze zobaczyli resztę kompanów. Nicholas prowadził, znajdując swoimi ramionami przejście nawet pomiędzy tymi mniej chętnymi, żeby iść puścić. Czasem trzeba było kogoś po prostu brutalnie podsunąć do jego stolika, bo odchylał się na skrzypiącym krześle i tarasował tym przejście.
— Witam, witam! Jak tam? — spytał, nim obejrzał się na Mavericka.
Dosiadł się do stołu, przy którym piła jego siostra, Adela i doktor Show.
— No wreszcie! Prawie tydzień tu na was, chłopaki, czekaliśmy. Aż zaczęliśmy się bać, że coś się wam stało — zawołała Adela.
A gdy Jess mało kobieco zagwizdała na kelnerkę, prosząc o dwa kufle pienistego piwa, Maverick rozpiął swój płaszcz i odpowiedział:
— Było blisko. Zbłądziliśmy w poszukiwaniu wody.
— Ty zbłądziłeś? — Adela wydawała się mocno zaskoczona.
Nicholas zauważył to i zaśmiał się. Przesunął się jeszcze kawałek, żeby Zwierzak mógł położyć na podłodze ich pełne juki.
— Tak, też nie przypuszczałem, że tego doświadczę. Nie chcę powtarzać.
— Przyznaję, że źle się z tym czuję — dodał Maverick ze śmiechem. A kiedy kelnerka do nich podeszła, przyjął od niej kufle i postawił jeden przed Nicholasem. — Na zdrowie. Bo… widzę, że wasza misja dobrze się skończyła?
— Tak. Okazało się, że może ich było więcej niż garstka, ale byli to jacyś chłopi z widłami, a nie prawdziwi przestępcy. Szybko ich nastraszyliśmy i zapuszkowaliśmy co ważniejszych. — Jess podzieliła się z nimi swoją opowieścią, a Show dodał:
— Przywódców było dwóch. Reszta chciała się tylko wzbogacić.
— A jak wasza misja? — zapytała Adela.
Nicholas i Maverick spojrzeli po sobie i jakoś tak mimowolnie się zarumienili. W ich wyprawie kluczowe było to, co zmieniło się między nimi, ale o tym nie chcieli mówić. Na szczęście te kilka sekund ciszy z ich strony zagłuszane było głośnymi rozmowami i przygrywaniem na gitarze jakiegoś słabej jakości grajka.
— Ta mutacja była niegroźna. Wygląda niepokojąco, ale jest nieszkodliwa. Nie unicestwiliśmy jej, ale mam nadzieję, że wystraszyliśmy na tyle, żeby nie zbliżała się do ludzi — powiedział Maverick i napił się swojego piwa.
— Przekazaliśmy też list, żeby mieszkańcy wiedzieli, że sprawa jest załatwiona i że zwierzę im nie zagraża. Sam go pisałem, więc powinni uwierzyć — dodał jeszcze Nicholas, bo wiedział, że musieli jeszcze musnąć to chociaż trochę formalnie. Ale tak naprawdę nie miał do tego głowy po tym, co się wydarzyło. — Wszystko pozytywnie załatwione. Mamy jakiś nowy cel, Ben? — zwrócił się do Showa, żeby zmienić temat.
— Właściwie to tak. Dobrze, że pytasz, Nicholasie — odpowiedział z uśmiechem najstarszy mężczyzna. — Czekaliśmy na wasz powrót, żeby razem pojechać.
— Cel znajduje się na trasie kolei w Kolorado — dodała Adela. — Ktoś napada pociągi z ładunkami. Więc czeka nas długa przejażdżka i wiele nocy przy ognisku.
— Jeśli jeszcze tę noc damy rade spędzić w łóżkach, to nie powinno być problemem? — spytał Nicholas, na koniec zerkając krotko na Mavericka.
Kiedy już zakosztował spania z nim na jednym posłaniu, czuł ból, że będzie musiał z tego zrezygnować. Ale obiecywał sobie, że da redę.
Adela zamrugała, zaskoczona tym pytaniem.
— Oczywiście. Jest już zbyt późno, żeby gdziekolwiek ruszać. Wyjedziemy z rana. Trzeba wam tylko, chłopcy, załatwić pokój. Chyba że wciśniecie się do naszych na podłogę i…
— Nie, chętnie weźmiemy osobny pokój — przerwał jej Maverick i wstał od stolika. — Pójdę zapytać, czy jest.
Wszyscy poczekali, aż odejdzie, aż w końcu Jess trąciła swoim kuflem w kufel brata.
— Ej, coś jest? — spytała z zaciekawieniem, a Nicholas poczuł, że wszyscy się na niego patrzą. Pokręcił głową.
— Nie, czemu tak myślisz?
— No… Jakoś nie mieliście problemu, że przyoszczędzić i spać na podłodze — dodała wymownie.
A Benjamin Show tylko spojrzał za Maverickiem ze skupieniem. Nic nie powiedział, za to zakręcił wąsem i z ciekawością czekał na odpowiedź Małego Nicka.
— Ostatnio noce były chłodne i nie spaliśmy dobrze. Łóżko byłoby miłe. — Młodzieniec starał się kręcić, na ile umiał. I przerażał go w sumie fakt, że nie idzie mu to tak źle, jak powinno, chociaż po minach kompanów nie widział pełnego przekonania.
A Mavericka nie było, żeby go wsparł. Nicholas widział ponad głowami tłumu i licznymi kapeluszami, że mężczyzna rozmawia z oberżystą, pochylony nad ladą.
— Eee… no dobra, dobra. Ale czemu ty się przy tym tak denerwujesz, Nick? — dopytała Adela z rozbawieniem.
— Oczywiście, że się denerwuję! Nagle wszyscy mnie wypytujecie, czemu chcę spać w łóżku, tak jak wy przez ostatnie kilka dni. Boję się, że zaczynam mutować, czy coś, że myślicie, że to coś dziwnego! — odpowiedział z prychnięciem, nie odwracając wzroku.
Jess ściągnęła brwi z zaskoczeniem, Adela obronnie uniosła ręce, zaś Ben tylko uśmiechnął się pod nosem. Temat co prawda zniknął, ale nie został zastąpiony następnym. Dlatego do czasu powrotu Mavericka trwała między nimi niezręczna cisza.
— Już jestem. Nick, mamy wspólny pokój na poddaszu — powiedział, siadając przy swoim piwie. A gdy zauważył miny pozostałych, zastygł z kuflem przy ustach. — Co jest?
— Właśnie zostałem wypytany, czemu po dniach spania na ziemi nie chcemy znowu na niej spać — mruknął posępnie Nicholas, z pretensją do reszty.
Maverick napił się w końcu.
— Myślę, że odpowiedź jest oczywista. Chcemy wyspać się na czymś wygodnym.
— Wiesz… Nie dziw się, Mav. Zwykle za to uważałeś też podłogę. Taka nagła zmiana… — Adela wzruszyła ramionami, a Show nadal tylko się przysłuchiwał.
Robiło się coraz bardziej krępująco. Zaś Nicholas i Maverick byli zaskoczeni, jak szybko przyszło im kłamać. Dopiero co spotkali się z kompanami, a już było niewygodnie. Chyba po prostu byli wszyscy zbyt blisko, żeby nikt nie zauważył ich osobliwego zachowania.
— Nie tylko kobiety zmieniają zdanie, Ad — powiedział nieco poważniej.
Te wzruszyła ramionami.
— W sumie nam obojętnie. Po prostu jesteśmy zaskoczeni — odparła, już chyba nie chcąc za bardzo wnikać. I tak nie uzyskałaby odpowiedzi, a jedynie zaogniła sytuację.
Jess też wyglądała na zobojętniałą, ale po jej oczach widać było, że jeszcze będzie nękać brata.
Wypili piwo, ale obaj byli na tyle zmęczeni podróżą, że odmówili drugiej kolejce, kiedy dziewczyny zasugerowały dłuższą posiadówę. Nicholas zabrał ich bagaże oraz klucz do pokoju i poszedł ze wszystkim na poddasze. Maverick za to postanowił zażyć kąpieli przed snem, skoro mieli na to możliwość. Jego młodszy towarzysz też był zadowolony, że spędzą kolejną noc razem. Jeszcze się sobą nie nasycili i sam czuł się tak, jakby to nigdy nie miało nastąpić.
Martwiło go, że wszyscy pytali, czy coś się wydarzyło. W końcu się wydarzyło, ale nie chcieli o tym mówić. Ze sobą też niechętnie poruszyli ten temat, kiedy obaj już byli umyci i na swoich łóżkach.
— Myślisz, że czegoś się domyślają? To aż niemożliwe — mruknął Nicholas, leżąc na boku i patrząc na Mavericka z tęsknotą.
Pokój był większy niż ten, w którym ostatnio spali, przez co czuł się jeszcze bardziej oddzielony od mężczyzny. Aż nie wierzył, że zatęskni za tamtą małą klitką, która jednak zapewniła im niesamowite wspomnienie o pierwszej, wspólnej nocy.
— Nie wiem. Za dobrze nas znają, żeby nie widzieć, że kręcimy — odpowiedział Zwierzak z zastanowieniem. Też leżał na boku na łóżku i patrzył na tego dużego młodzieńca, do którego teraz najchętniej by się przytulił. — Byłoby łatwiej, gdybyśmy wiedzieli, jak zareagowaliby na prawdę.
— Obawiam się, że Jess byłaby zniesmaczona. Ona czasami jest dziwna. — Nicholas marudził, bo naprawdę nie chciał tracić zarówno bliskości z Maverickiem, jak i zaufania oraz sympatii pozostałych towarzyszy.
— Zniesmaczenie jeszcze przeżyjemy. Byle Adela nie wysadziła nas w powietrze — zażartował słabo Maverick, nie chcąc myśleć negatywnie.
Nicholas zdążył tylko unieść kąciki ust, kiedy usłyszeli pukanie do drzwi. Spojrzeli po sobie, aż Maverick wstał z łóżka i w piżamie podszedł do drzwi. Po uchyleniu ich, zobaczył Showa, jeszcze w pełni ubranego.
— Ben? Nie śpisz? Podobno z rana wyruszamy — fuknął.
— Chciałem się upewnić, czy u was wszystko w porządku. Droga była długa, a wy obaj byliście zdani tylko na siebie. Postanowiłem więc sprawdzić, czy nadal dobrze się czujecie, jak mówiliście przy naszych paniach. — Dżentelmen uśmiechnął się do Mavericka i jeszcze skinął głową Nicholasowi, kiedy zobaczył go w głębi pokoju.
Zwierzak wpuścił gościa do środka i zamknął za nim drzwi. W pokoju było już przyjemnie ciemno, bo paliła się tylko lampka oliwna przy łóżku Mavericka. Oni zaś byli w swoich łóżkach, odświeżeni i gotowi do snu. Oficjalnie. Bo nieoficjalnie zapewne jeszcze planowali długo rozmawiać.
— Tak, wszystko jest dobrze. Jak widzisz, odpoczywamy.
— Och, dobrze, dobrze. Odpoczynek na pewno się wam przyda po tak długiej wspólnej drodze. — Show pokiwał głową, trzymając dłonie splecione za plecami. Wypychał przez to dosadniej brzuch i pierś. — Zresztą, rozumiem, nie musieliście się spieszyć. A bycie razem bez sióstr — puścił oczko do Nicholasa — czy innych, to taki głęboki wdech. Czyż nie? — tym razem zwrócił się do mavericka.
Ten miał wrażenie, że Ben nie mówi tego ot tak, byle tylko pogawędzić z nimi przed snem. Wcale nie wyglądało to niewinnie. Nie był tylko pewien… do czego to prowadzi i jakie zamiary ma lekarz.
— Jeszcze nigdy nie podróżowaliśmy tylko we dwójkę. Więc było trochę inaczej — przyznał, przysiadając na skraju swojego łóżka.
— Musiało być miło. — Doktor westchnął sobie, jakby wspominał coś miłego. — Ale nie przeszkadzam wam, moi drodzy. Miłej nocy. A jakby było do załatwienia coś jeszcze z jakimiś zwierzętami, to bądźcie spokojni… Na pewno będę po waszej stronie, żebyście jechali wspólnie. Dzikie zwierzęta, samotne spanie przy ogniu… Sami wiecie, że to nie moje klimaty. A wam to chyba przysłużyło. Nawet zatęskniliście za łóżkami. — Mówił, a Nicholas patrzył na niego, bojąc się zerknąć na Mavericka, bo miał nieodparte wrażenie, że Benjamin Show do czegoś pije. Ale o dziwno nie negatywnie. Chyba.
Maverick też nic nie powiedział. Tylko siedział, czując, że brakuje mu języka w ustach. A Ben tylko uśmiechnął się enigmatycznie i życzywszy im dobrej nocy, wyszedł z pokoju.
Mimo że drzwi się zamknęły, Nicholas i Maverick nie od razu zabrali głos. Musieli chyba jeszcze przetrawić to przez kilka sekund.
— Ben wie — powiedział w końcu Maverick.
Nicholas nie odpowiedział, tylko pokiwał głową. Był trochę przytłoczony tym, jak szybko zostali rozpracowani. Nie potrwało to nawet doby. Show był po prostu zbyt spostrzegawczy. Albo podejrzewał coś już wcześniej, zanim oni sami się o sobie dowiedzieli.
Zwierzak w końcu wstał i podszedł do łóżka Nicholasa. Pochylił się do niego i ująwszy go z boku twarzy, pocałował go czule.
— Nie wyda nas. Jest przyjacielem. A ja cieszę się, że możemy to dzielić.
Nicholas odpowiedział spojrzeniem. Najpierw zaniepokojonym, a na końcu pełnym ciepłych uczuć.
Pociągnął Mavericka do siebie.
— Ja też. Śpijmy razem. Chcę spać z tobą, kiedy tylko będę mógł. Nieważne, czy Ben wie, czy nie. Masz rację.
Maverick przytaknął i kiedy Nicholas zrobił mu miejsce, wszedł pod jego ciepłą pościel. Uśmiechnął się do niego i ułożył się wygodnie u jego boku. Chyba już nigdy nie będzie chciał spać samemu, kiedy mógł robić to z Nicholasem. Miał nadzieję, że czeka ich wiele takich wspólnych nocy. Że nigdy się sobą nie znudzą, że Nicholas będzie go pragnął tak, jak on go pragnie. Nieustannie i mocno…
Z tą myślą, jeszcze rozmawiając długo o wszystkim i o niczym, w końcu obaj zasnęli. Jeden wypad po dziką bestię prawie całkowicie zmienił ich świat. Jedyne czego nie wiedzieli… to że po raz kolejny to też mutacja zmieni ich życie.

10 thoughts on “Bonus – Odkrycie nad jeziorem

  1. TigramIngrow pisze:

    Whoa… A więc to tak wyglądało. Żadnej wiedzy! Zero doświadczenia. Jejciu, Nick był taki słodko niepewny, te pocałunki, ta bliskość, a jednocześnie strach. Kuuurcze… Jestem dopiero przy drugim sezonie i nie wiem jak się rozwiną ich relacje, ale to tak bardzo boli, że po takim pięknym początku, coś tak bardzo nie zagrało, że teraz każda rozmowa jest jak chodzenie po polu minowym. Naprawdę tu tak świetnie się dogadywali, Rick był wyrozumiały i taki spokojny, Nick pełen młodzieńczego entuzjazmu. A teraz? Teraz boją się okazywać swoje prawdziwe uczucia, martwiąc się o to jak są postrzegani przez siebie nawzajem. Tyle niedomówień, tyle kompleksów. Przecież bazując na tym bonusie, Nick za nic nie wypuscilby Ricka że swoich ramion. A przecież teraz boi się tego, jak postrzegany przez swojego partnera. Jeju… Mam nadzieję, że przede mną rozdziały, w których ich dystans ulegnie zmniejszeniu…? Tyle lat bycia że sobą. Chlip, chlip. Niech oni się nie zniechęcają!

  2. Shivunia pisze:

    O. >> Heheheh, może kiedyś. Coś jeszcze musimy zostawić wam, a nie wszystko podać na tacy. W końcu to czasami lepiej nabrać apetytu, niż zostać zawalonym masa pyszności ;P
    Jeziorka i potworki mają spore znaczenie dla chłopaków, faktycznie. Chyba ich to jakoś prześladuje hehehehe. Jedno at plus jedno niestety w złym znaczeniu (szczególnie dla Nicka)
    I morał… hahaha, noo, nieźle wymyśliłaś :P

    Kasia >> Bo Mav przejął rolę mężczyzny i prowodyra. Cóż, poczuł sie zobowiązany. Ale Nick też się wykazał kiedy już byli w łóżku. I taa… na czuja to było, ale się udało. Na szczęście mieli siebie i czas aby eksperymentować . W ogóle fajnie czytać kiedy mówicie, że się zmienili. Szczególnie Nicholas. To prawda i nie ma co ukrywać, ale zaręczam, że nadal umie coś niecoś ze słodkości z siebie wykrzesać. W końcu nadal jest tak samo zakochany w Mavie jak był te lata temu.
    Także dziękujemy za komentarz. Buziaczki :*

    Luana >> Chyba faktycznie najbardziej po Nicku widać płynące lata. I dziwić się, ze teraz nadal patrzy na Mavericka tak jakby nic się w nim nie zmieniło. To Mav ma trudniejsze zadanie, aby przywyknąć, do „nowego” Nicka. Cieszymy sie, ze się podobało. W końcu było tak własnie niezręcznie ;) Ale się udało. Uffff.
    I Ben to kawał mądrej głowy.
    Dziękujemy za komentarz :*

    Noe >> Jaaaaaaaaaakie pytanie. W sumie nie umiem odpowiedzieć na nie. Bo to kwestia własnej wyobraźni chyba. Nie robimy rankingów XD
    Bo panowie byli na maksa pozytywnie do siebie nastawieni. Dlatego też chcieli aby drugiej stronie było dobrze. To chyba już tak jest ja bardziej sie myśli o drugiej osobie niż o sobie.
    Dziękujemy za miłe słowa o realności. Staramy się :)

    kaczuch_A >> Dziękujemy za miłe słowa już na sam początek. I tak, jak mówisz, ostro ich pokiereszowało. Nie tylko fizycznie niestety. Lata mijają, oni się zmienili, ale nadal czuja do siebie to samo co wtedy. To przynajmniej ze strony Nicka mogę na 100% zapewnić. Zresztą, bardzo miło mi że bardziej go polubiłaś :D Z jego charakterkiem musi nie być to łatwe hehehe
    A Show, taaa, ma głowę na karku. Jeszcze nie jedno wam pokaże, ale to ciii… ja nic nie mówiłam :D
    Dziękujemy jeszcze raz :D Wenę zbieramy, teraz trzeba nam jeszcze czasowstrzymywacza :P

  3. O. pisze:

    Tym o to bonusem narobiłyście chętki na poznanie początku historii B.O.S.S.A xD To jak pokazanie ciastka, poczekanie aż ślinka nacieknie i zabranie ;D
    Ale bonus cudowny! Jezioro odgrywa ważną rolę w ich życiu, zawsze nad nim mają tą swoją prywatność i te domysły reszty! Super!
    Morał z tego taki, że jak chce się ukryć swój związek to trzeba spać na podłodze xD

  4. Kasia pisze:

    Czyli to Mav okazał się tym odważniejszym :) Razem rozkminili co i jak trzeba zrobić. Biedne chłopaki nie mieli internetu, teraz każdy gej w trzy sekundy może się doinformować a oni musieli dziwek słuchać 😆 Fajnie jak tak wszyscy młodsi byli, nawet Nick, który ostatnio strasznie mnie wkurza był słodziakiem w młodości. Show taki kumaty, dawno go nie było ale coraz większych nadziei nabieram że pomoże Willowi :) Romantyczny ten tekst, Nick i Mav najpierw się w sobie zakochali a potem przeszli do czynów, więc ten ich seks był taki z miłości 💖
    Dziękuję bardzo i ślę buziaki 😙

  5. Luana pisze:

    Jakie to fajne, że można było poczytać o ich początkach. O tej niezręczności, o tym, że to dla obu pierwszy raz. I to jest piękne. Widać, że oni od zawsze mieli tylko siebie. Widać też jak ich miłość się rodzi. I Nick taki inny, słodziak bym powiedziała kiedy jest taki niepewny w tych sprawach. Rozpłynęłam się. :)
    A do tego Ben jaki domyślny. Hehe. :D
    Dzięki za to cudo. :*

  6. Noe pisze:

    Mam pytanie 😆kto ma większego kutasa:lenny czy Chase (harley jest poza rankingiem) 😂
    Co do notki jak zwykle genialna😍uwielbiam te ich wzajemną troskę o siebie ❤ cieszę się że waszych opowiadaniach nie zawsze jest idealnie to sprawia że postaci są bardziej realne😻 po prostu KOCHAM

  7. kaczuch_A pisze:

    Super, piękny i cudowny bonus~!

    Mega, że mogłam poznać początki wielkiej miłości tej dwójki. W ogóle Nick był takim uroczym młodzieńcem, nieźle ich musiało pokiereszować, że tak się pozmieniali. Ale w tym bonusie mnie rozczulił. Tym samym bardziej go polubiłam. I szacun, że im się udało dojść co i jak między dwoma facetami xD Show to cholernie szczwany inteligent, że tak się od razu domyślił. Dzięki za bonus~!

    Weny~!

  8. Katka pisze:

    Tazkiel, oooch, bardzo mi się podoba to, co piszesz o wrażeniach przy czytaniu. Taka sielanka i spokój. Lubię, kiedy tekst oddziałuje w taki sposób. W ogóle masz rację, są tutaj bardzo ufni i otwarci na siebie (czego im brakowało we właściwym ATCL, kiedy jeszcze mieli ten swój kryzys). Widać, że wiele się zmieniło między nimi przez lata, ale też mam nadzieję, że widać to, jak wracają do tego stanu prawdziwego zaufania i wierności wobec uczuć partnera. „Zdecydowanie polecam wszystkim lekturę tego fika na poprawę nastroju w ten ponury, jesienny dzień.” – och tak, w takie koszmarnie brzydkie, jesienne dni nic lepszego nie ma na poprawę humoru jak właśnie taki przyjemny w odbiorze tekst. Bardzo się cieszę, że Ci się podobało :) Ach, i dzięki za wyłapanie błędu :) Poprawione.

    Dante, wieki Cię nie widziałam XD Jak miło, że zajrzałeś i w ogóle wow, wychodzi na to, że nawet czytasz XD Fajnie, że bonusik się miło czytało :) A co do właściwego ATCL, chciałabym wytłumaczyć ten zabieg, jaki jest obecnie w tekście. Tak jak mówisz, całość jest dobra dzięki intrydze i przygodzie. Zgadzam się. Niemniej, panowie naprawdę na długo musieli się ukryć, a „niestety” kiedy są w bezpiecznym miejscu, nie da się jednak wrzucać co raz jakichś mrożących krew w żyłach wydarzeń. Mogłybyśmy co prawda po prostu przewinąć tę sytuację i napisać „miesiąc później”, ale uznałyśmy, że skoro ATCL już powolutku dobiega końca, to właśnie ten spokojny moment jest idealną okazją do zajęcia się bardziej właśnie uczuciowym życiem bohaterów. W drodze nie ma jak dogłębnie tego poruszyć, więc chciałyśmy to wykorzystać właśnie na ranczu. O intrygę na pewno nie musisz się obawiać, bo czeka chłopaków dużo… hm, podnoszących ciśnienie wydarzeń. Chwilowy zastój został wykorzystany na „okruchy życia” XD Na pewno łatwiej by się to czytało w całości, jako książkę czy po prostu kilka rozdziałów na raz, no ale to minusy publikowania w sieci XD W ogóle dzięki za komentarz :D Fajnie, że się odezwałeś <3

  9. Dante pisze:

    Wracam po latach :D. A więc, ten bonusik mnie jara :D. Takie świeże to jest i przyjemnie się czyta o ich początkach, zwłaszcza że realia i czasy nie sprzyjały :). Miło był ich zobaczyć za młodu :D. A wracając do głównego nurtu opowieści, to mam wrażenie ze trochę za bardzo zeszło na obyczajówkę :). Siłą tego opowiadania było to, że związki były na drugim planie a na pierwszym intryga. teraz jest odwrotnie. No nic, wena dużo życzę.
    Ps. to jest mój ulubiony bonusik <3

  10. Tazkiel pisze:

    Czytając ten bonus przez cały czas miałam wrażenie, że wyleguję się gdzieś na pachnącej, ciepłej trawie w cudowny, letni dzień, kiedy niebo jest niesamowicie błękitne a kilka białych chmurek jedynie podkreśla jego cudowny, głęboki kolor. Skoro jednak Maverick i Nick są tak pozytywni, cudownie na siebie otwarci i głęboko w sobie zakochani, to chyba nic dziwnego, że takie właśnie wrażenie odniosłam :DD. Nie ma między nimi nic negatywnego, żadnych ciemnych myśli czy uczuć. Trochę niepewności nie dziwi, skoro to dla nich zupełnie nowa sytuacja, jednak bardzo odważnie kroczą nową ścieżką :D. Są tak bardzo słodcy i ufni wobec siebie i okazują swoje uczucia, nawet jeżeli początkowo są skrępowani. Naprawdę miło czytać, kiedy mówią do siebie „jesteś najlepszy, Mav”, „jesteś taki piękny”, „mój Mały Nick”; widać, że nie tylko siebie pragną, ale też bardzo się troszczą o siebie wzajemnie. Naprawdę bardzo pozytywny, cudowny i czuły fik, moje panie :DD. O ile czytając ATCL zawsze mam wrażenie, że gdzieś niedaleko czai się jakieś niebezpieczeństwo lub okropieństwo, to tutaj nie miałam tego wrażenia. Możliwe, że to z powodu młodej miłości, która tak wszystko rozjaśniła :DD. I wiem, że zabrzmiało to strasznie ckliwie i romantycznie, ale nie mogłam sobie odmówić :XD. Zdecydowanie polecam wszystkim lekturę tego fika na poprawę nastroju w ten ponury, jesienny dzień. Na pewno pomoże :DD. I jeszcze jedna refleksja : skoro Mav i Nick zaczynali swoją wspólną drogę w ten sposób, to mam nadzieję, że zawsze zdołają dojść do porozumienia, pomimo wszystkich trudności.
    Z innej beczki : rzucił mi się w oczy jeden błąd , a konkretnie to zdanie :”Młodzieniec wyraźnie przełknął skórę.” Jakieś ewidentne przekłamanie. Innych błędów nie szukałam, ten sam się znalazł :D.
    Niecierpliwie czekam na następne odcinki ATCL ( bonusami też nie pogardzę :)).
    Pozdrawiam, Tazkiel

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s