Project Dozen – 80 – Ktoś bardzo, bardzo out

Kolacja z Francisco i Sebastianem, zaplanowana na dzisiaj, na godzinę piątą, nie była jedynym niedzielnym utrapieniem Marka, które przyprawiało go o stres. Już z samego rana, gdy siedział w kuchni przy stoliku, popijając kawę zamiast jeść śniadanie, otworzył laptopa i spojrzał na skrzynkę mailową. Zobaczył tam anonimowy mail od któregoś z uczniów wraz załącznikami. Dotyczył on Kevina Blare’a i był na tyle poważny, że Mark aż zapomniał o stygnącej kawie.
Z każdym dniem coraz bardziej żałował, że zgodził się, aby ten eksperyment psychologiczny odbywał się w jego szkole. Wcześniej spory i problemy nigdy nie eskalowały aż tak bardzo. A teraz to było niemal na porządku dziennym. I wiedział, że będzie musiał zareagować w poniedziałek, bo teraz zrobiło się już zbyt poważnie.
Był świadom, że nie tylko on będzie wkurzony z powodu tego, co zrobił Kevin, ale także rodzice Colina, którzy na pewno będą wymagać od niego reakcji. I zamierzał im dać tę reakcję. Kevin nie był już w projekcie. Odpadł. A to sprawiało, że żadne głupie zasady wymyślone przez tych przeklętych profesorów nie wiązały mu rąk.
— Kurwa… — szepnął do siebie i w końcu sięgnął po kawę.
Prawie się nią zakrztusił, bo kiedy jego usta dotknęły brzegu kubka, na swoich ramionach poczuł ciepłe dłonie. Wciąż był tylko w bieliźnie, bo w mieszkaniu Fostera było bardzo ciepło.
Zakaszlał i obejrzał się za siebie. Uśmiechnął się bardzo słabo, bo myślami wciąż był przy mailu.
— Hej.
— Hej. — Foster pocałował go w policzek. — Co się stało? — spytał, od razu przechodząc do rzeczy.
A Mark uśmiechnął się krzywo, mając wrażenie, że mężczyzna przeskanował mu mózg w mgnieniu oka.
— Kevin Blare uderzył jednego ucznia w twarz. A do tego mam screeny jego rozmów z Patrickiem, w których wyraża się bardzo… niewłaściwie — mruknął, wracając spojrzeniem na ekran laptopa.
— Kevin już nie jest w projekcie… — zauważył Foster i pochylił się, żeby zobaczyć ekran. — I nie wygląda to dobrze. Colin nie był u pielęgniarki nawet? Nic o tym nie wiesz?
— Nie, autor maila nic nie napisał. Nie wiem — mruknął ponuro Mark.
— Zadzwonię do niej — odparł Foster i odsunął się, żeby pójść do sypialni po swój telefon. Był tylko we flanelowych spodniach od piżamy. Wydawał się spokojny mimo tego, co się działo.
Mark za to już wiedział, jak ukarze Kevina i że będzie to pierwsza sprawa w poniedziałek, którą załatwi. A tymczasem wyłączył laptopa, napił się jeszcze kawy i poszedł do łazienki, żeby wziąć prysznic i móc spróbować nie myśleć o tym dzisiaj, kiedy miał wolny dzień i ważne wydarzenie wieczorem.
Kiedy już był pod prysznicem, usłyszał pukanie do drzwi łazienki. Zaraz po tym te nieznacznie się uchyliły.
— Mogę? — spytał Foster, nie wchodząc bez zaproszenia, ale zerkając na nagie ciało Marka pod prysznicem.
Mężczyzna, przez to, że miał z Fosterem już coś… więcej niż tylko ręka i filmy pornograficzne, mył się bardzo dokładnie. A że akurat delikatnie obmywał się pomiędzy pośladkami, na głos swojego partnera o mało nie podskoczył.
— Oczywiście — odpowiedział głośno, żeby przekrzyczeć wodę i szybko cofnął dłoń od tyłka. — Chciałeś też się umyć?
Foster pokręcił głową i wszedł do środka. Usiadł na zamkniętej toalecie.
— Nie. Rozmawiałem z pielęgniarką. Nie było u niej Colina. Nie wiem, w jakim jest stanie, a że jego współlokatora nie ma w pokoju, bo pojechał, z tego co mi mówił, na weekend do rodziców, to nic nie wiem o jego stanie. Chciałem też spytać… czy może w związku z tym nie chcesz przełożyć tej kolacji?
Mark opłukał twarz, odwrócił trochę słuchawkę prysznica i pokręcił głową.
— Nie. Myślę nad dwiema opcjami. Jedna… żeby zadzwonić do Colina, chociaż wątpię, żeby powiedział mi prawdę o tym, jak się czuje. A druga, żeby poprosić Sebastiana, by do niego podszedł.
— Chyba lepiej będzie, jak Sebastian sprawdzi, jak się ma, ale… Na pewno jest okej? — Foster naciskał niby z troską, ale poza tym była w tym chyba całkiem nieźle skrywana obawa o to, że dziś syn Marka ma dowiedzieć się, że to właśnie z nim sypia jego ojciec.
— Tak. Tak, jesteśmy na dzisiaj umówieni. Sam mówiłeś, żebym nie mieszał pracy z życiem prywatnym — zauważył dyrektor z ciężkim sercem, bo trudno było mu nie myśleć teraz o pracy, chociaż starał się. Przy tym w końcu zakręcił wodę i wyszedł spod prysznica. — Wybacz, mógłbyś mi podać ręcznik?
— Mhm.
Foster od razu wstał, żeby podać to, o co ten poprosił. Stał przy tym i nadal patrzył na niego, jakby chłonął swojego gościa i zapamiętywał, ile tylko się da. Przez to Mark aż się speszył i wycierając się, rzucił z krótkim śmiechem:
— Wyglądam jak David Beckham?
— Nie. — Foster pokręcił głową. — Nie podoba mi się szczególnie. Po prostu myślę o tej kolacji. I łamiąc swoje postanowienie, żeby ci nie zwalać wszystkiego na głowę, powiem, że jednak się denerwuję.
Mark westchnął ciężko i przewiązał ręcznik w biodrach. Po tych objął w pasie Fostera i pogłaskał go po plecach.
— Ja też… Mamy już wszystko na te burgery, czy musimy po coś jeszcze podjechać?
— Mamy wszystko. Nie chciałem zostawiać niczego na ostatnią chwilę — odparł Foster i pocałował dyrektora.
Ten westchnął głośniej i zacisnął palce na jego plecach. Myślał chwilę, po czym oblizał nerwowo wargi i zerknął w ciemne, ciepłe oczy przyjaciela.
— Więc może… skoro mamy chwilę czasu, a ja właśnie wyszedłem spod prysznica… potrenujemy trochę nasze… mieszczenie się? — zasugerował z napięciem w głosie.
Foster od razu odetchnął głębiej i zmierzył Marka spojrzeniem.
— Mmm… mhm, jeśli chcesz. Nawet całkiem… dawno to robiliśmy.
Mark pokiwał głową na potwierdzenie i powoli wsunął mu dłonie we flanelowe spodnie. Zahaczył kciukami o gumkę i pociągnął je w dół, wstrzymując oddech. Foster dla odmiany odetchnął głęboko. Jego krocze zostało wyeksponowane, a on poczuł, jak krew dosłownie spływa mu w dół.
— Mmm, Mark… — sapnął i zsunął do końca spodnie, żeby być nagi, jak jego gość. — Gdzie… chcesz?
Mark rozejrzał się. W łazience poza pralką, która przeszła mu przez myśl, była jeszcze długa szafka. Tam, z tego co już się dowiedział, Foster miał ręczniki i chemikalia. A że blat był dość szeroki, wydawało mu się to dobre na taki numerek.
— Może tam? I może spróbujemy tym razem od przodu? — zaproponował, mimowolnie wyobrażając sobie tego samczego faceta pomiędzy swoimi nogami. Jeśli chwilę temu miał czerwone policzki, to teraz jeszcze klatkę piersiową.
— Postaram się, żeby było ci wygodnie — odparł psycholog i objął dyrektora w pasie, żeby przesunąć go do szafki. Zaczynało się w nim gotować.
Mark po drodze zsunął ręcznik i w końcu usiadł już nagim tyłkiem na chłodnym, jasnym blacie. Uśmiechnął się lekko do Fostera i rozłożył nogi, żeby ten mógł być bliżej.
— Trudno o nią dbać? — zapytał, gdy położył dłoń na policzku mężczyzny. Kciukiem pomasował ciemny zarost, który okalał jego usta i sięgał na podbródek.
— Nie. To już wpadło w nawyk. Podoba ci się? — Foster pomasował dużymi, ciemnymi dłońmi uda dyrektora. Były szczuplejsze od jego, ale wydawały mu się dzięki temu bardziej seksowne. A ich kolor… Chyba trochę miał fetysz na białych facetów. Albo do tego konkretnego.
Do tego Mark musiał pokonać swój wstyd czy pewne opory, bo lekko zgiął nogi, a tym samym uniósł i potarł nimi o boki psychologa.
— Mhm, pasuje ci i dodatkowo łaskocze, gdy mnie całujesz, nie tylko w usta — odparł z uśmiechem.
— Tak? Tam też? — spytał Foster i po tym, jak szybko cmoknął Marka w usta, kolejne pocałunki już zaserwował mu na klatce piersiowej i brzuchu.
Ciało w tym miejscu zadrżało, a Mark znów się zaśmiał, bo przez to, że skupiał się na zaroście Fostera, miał wrażenie, że ten bardziej go łaskotał.
— Tam szczególnie! Więc nie całuj na bokach, mam łaskotki — ostrzegł.
— Zapamiętam. A potem wykorzystam — odpowiedział psycholog i zaraz jego usta znalazły się na udach Marka. Miał jego krocze tuż przed sobą. Aż się oblizał i nie pytając o pozwolenie, ujął w dłoń członek i polizał go.
— O Jezu! — sapnął Mark, wpatrując się w niego. Od razu zaczął szybciej oddychać. I przez to, że miał nogi w górze i teraz nie opierał ich o Fostera, złapał się pod kolanami, żeby łatwiej było mu je utrzymać.
Foster wykorzystał to i pchnął Marka do tyłu. Nic za nim nie było poza ścianą, więc położył go prawie na plecach na szafce i zarzucił sobie jego nogi na ramiona, żeby mieć bardziej wyprostowaną pozycję, kiedy zaczął mu obciągać.
Dyrektor dzięki temu mógł się całkiem rozluźnić. Przymknął oczy i wczuł się w to, co robił mu Foster. Jak pobudzał go, lizał i poruszał głową, stawiając go do pionu. A on przy tym cicho wzdychał i mruczał, okazując to, jak mu dobrze.
Aż głośniej stęknął, kiedy czarnoskóry mężczyzna zsunął usta jeszcze niżej, podtrzymał sobie jego jądra i polizał go po dziurce między pośladkami. Jęknął głośno z zaskoczenia i omal się nie poderwał, tak jak za pierwszym razem, kiedy Foster mu to zrobił.
— Poważnie, powinieneś przed tym ostrzegać! — Zaśmiał się ze skrępowaniem. — Z jakimś hasłem „teraz idę w dół, kochanie” — żartował dalej, powoli uspokajając serce.
— Mówiłeś, że chcesz trenować — odpowiedział Foster i potarł nosem po wnętrzu ud Marka. Pachniał jeszcze prysznicem i był przyjemnie wilgotny. Znowu go polizał.
— Mhmm…
Dyrektor znów przymknął oczy i spróbował rozluźnić szparkę. Mieli drugi raz spróbować seksu, w którym on będzie pasywny. I miał nadzieję, że tym razem zmieści większą część penisa Fostera. Była nadzieja, bo te oralne pieszczoty sprawiały, że jego wejście coraz mniej protestowało na ingerencję, a on czuł się coraz bardziej rozluźniony.
Do tego pozycja może i była w miarę wygodna, ale przez to, jak wysoko był i jak jasno było w łazience, czuł się wyeksponowany. Foster za to korzystał z tego, pożerając nie tylko ustami jego tyłek, ale i spojrzeniem całe jego ciało.
Widział, że penis starszego mężczyzny sztywnieje, a jego szczupła klatka piersiowa unosi się głęboko. Czuł też na ramionach, że łydki Marka spinają się. A w pewnym momencie, gdy postanowił wsunąć język w dziureczkę, Mark nawet lekko zakleszczył mu udami głowę i jęknął cicho.
Foster stęknął, ale nie odsunął się. Popieścił językiem dziurkę, a dłońmi jego boki. Podobało mu się, że widzi czerwieniące się ciało dyrektora.
Ten w tym czasie powoli masował swojego penisa i czuł się coraz lepiej.
— Kolejny urok seksu z facetem… mh… Nie trzeba się przejmować stereotypami, że to facet ma przygotować kobietę do seksu…
— Mhm, możesz rozluźnić się na chwilę i myśleć tylko o moim zaroście, czy cię zaraz nie załaskocze — odparł Foster i jeszcze raz wpakował usta i w sumie całą twarz między pośladki Marka. Jego penis w tym czasie już stał sztywno, gotowy na więcej.
A tyłek Marka spinał się co raz, gdy mężczyzna faktycznie poczuł zarost Fostera. Bawiło go to, ale łaskoczące uczucie było całkiem przyjemne. Nie protestował więc, a jedynie poddawał się temu i już kilka minut później Foster miał przed sobą zaczerwienioną, mokrą i leciutko otwartą szparkę.
W końcu wyprostował się i pocałował dyrektora w klatkę piersiową.
— Myślisz, że już jest okej? — spytał i jeszcze otarł się swoim czarnym, gorącym i sztywnym penisem o jego uda.
Mark podparł się na łokciach i spojrzał w dół. Widział, jak duży jest sprzęt Fostera, jaki jest przy tym gruby i wiedział, że będzie go rozpierać.
— Chyba tak — wysapał.
Dzięki temu, że Foster był taki ciepły i opanowany, nie obawiał się go, mimo że był zamknięty pomiędzy nim a szafką. I mimo że leżał teraz pod nim rozłożony tak, jak jeszcze nigdy nie leżał pod żadnym mężczyzną ani kobietą.
— Pamiętaj, że jak coś będzie nie tak, to musisz mi mówić. Nie żartuję — dodał Foster i pocałował Marka raz w klatkę piersiową.
Po tym sięgnął do szafki pod sobą po oliwkę. Trzymał tam nie tylko chemikalia do czyszczenia, ale także zapasowe kosmetyki. Nasmarował dokładnie swojego penisa. Następnie poprawił sobie nogi dyrektora na ramionach i sięgnął do własnego członka, żeby nakierować go na jego tyłek. Widział w tej pozycji wszystko i aż kręciło mu się z tego powodu w głowie.
Mark zdołał tylko pokiwać głową, bo potem wpatrzył się w dół z takim skupieniem, jakby to on miał tu odgrywać całą kluczową rolę. A gdy poczuł, jak główka tego czarnego członka przeciska się przez jego wejście, mimowolnie sięgnął za siebie i położył dłoń na ścianie za głową.
— Oo… och… — wydyszał, czując, jak jest rozwierany. Ściągnął mocno brwi i zagryzł wargę.
Foster od razu się zatrzymał i pomasował go dłonią po boku.
— Już… spokojnie. Oddychaj. Czujesz, że jest za dużo?
— Mm… — Mark pokręcił głową i wziął głęboki wdech. — Ale nie udałoby się… gdybym miał nogi na twoich biodrach? Ciężko się tak złożyć… I będziesz trochę bliżej — wytłumaczył ze słabym uśmiechem. Relaksowało go to, kiedy czuł na sobie Fostera.
— Możemy spróbować. — Foster zgodził się i cofnął biodra, żeby wysunąć się i dopiero zmienić pozycję.
Sięgnął też po ręcznik z szafki i położył go pod nerki Marka, żeby jednak było mu jako tako wygodnie na tym blacie. Przez to mężczyzna aż się do niego uśmiechnął i cmoknął go, gdy tylko nadarzyła się okazja.
— Jesteś uroczy… I spokojnie, możesz wsunąć kolejne centymetry — dodał na wydechu, mocno zachrypniętym z nerwów głosem. A że wiedział, że Foster to wyczuje i znów będzie się wahał, dodał dla rozluźnienia: — Wiem, że tego chcesz, kotku.
Foster aż spojrzał na niego z zaskoczeniem i uśmiechnął się na to określenie. Trochę go uskrzydliło, bo jeśli Mark miał ochotę tak mówić, to znaczyło, że nie było źle.
— Nawet nie wiesz jak bardzo… ptaszyno. — Zaśmiał się i trzymając nogi Marka wokół swoich bioder, powoli wsunął się głębiej.
Mężczyzna znów jęknął, ale starał się nie brzmieć, jakby go bolało. Bo nie czuł bólu, a jedynie mocne rozpieranie. Trochę na siłę, bo nie mogło być inaczej przy takich rozmiarach Fostera, ale było mu… dobrze.
— Mm… I jak się czujesz? — zapytał, starając się spinać tylko mięśnie nóg, ale przez to te mocno mu drżały. — Wciąż… tak ciasno? — Przy tym objął Fostera za szyję i nerwowo pomasował jego kark.
— Mhm, bardzo ciasno i bardzo gorąco. Dlatego mam nadzieję, że nic cię za bardzo nie boli? — Foster znowu spytał z obawą o dobro partnera.
Ostrożnie wsunął się, potem wysunął i dodał trochę nawilżenia.
— Nie, jest mi dobrze. Podoba mi się to, że… widzę twoją twarz, kiedy to robisz — odparł dyrektor, co któreś słowo biorąc głębszy wdech. Był cały czerwony i… napalony. I mimo swoich słów, miał bardziej zamglone spojrzenie, jakby jednak nie mógł go w pełni skupić na drugim mężczyźnie.
A ten pocałował go czule w policzek i znowu ostrożnie poruszył się w nim, biorąc go na tej szafce w łazience. To było ekscytujące. Jakby mieli po dwadzieścia lat i wszystko robili już i natychmiast.
— Mi też. I jesteś w środku… oh…
Tym razem Mark już tylko jęknął cicho, bo trudno było mu cokolwiek powiedzieć. Jedynie zadarł mocniej nogi i objął ciaśniej Fostera, czując bardzo wyraźnie to, co ten robi mu na dole. Jak ten penis go penetruje, jak porusza każdym milimetrem jego wrażliwych ścianek. Jak zwyczajnie jego tyłek jest rozpychany i pieprzony na tej szafce. Było mu z tym dobrze, gorąco, a on aż zacisnął powieki i wczuwał się w to, pojękując.
Foster też stękał nisko i całował go, gdzie mógł i kiedy tylko mógł. Mimo chłodnego blatu Mark czuł się rozpalony, a przede wszystkim bardzo, bardzo chciany. Bo gospodarz ewidentnie go pragnął i chciał dopieścić jak najlepiej. Dlatego nadal ostrożnie zachowywał się w seksie i nie był zbyt agresywny, ani też nadmiernie przytłaczający. Mieli czas, żeby potrenować.
— Mmm! Je… jesteś wielki…! — wyjąkał Mark, obejmując go ciasno ramionami za szyję i wciskając twarz w jego ciało. Gotował się i czuł całym sobą każde pchnięcie bioder tego postawnego mężczyzny. — O… o… ou…
— Mmm, w przyszłości spróbujemy, żebyś ty sam kontrolował tempo — odparł Foster. Kolejny raz zatrzymał swoje ciało, czekając, aż Mark się rozluźni.
Ten oddychał chwilę głęboko. Z racji tego, że Foster trochę się odsunął, sięgnął w dół pomiędzy ich ciałami i wymacał swoją szparkę. Czuł, jak ciało tam jest naciągnięte i jak okala desperacko zagłębiony w nim członek. Pomasował się tam naokoło.
— Jest mi dobrze… — powiedział i zerknąwszy na twarz Fostera, uśmiechnął się słabo, ale szczerze.
— Bardzo mnie to cieszy. Bo chcę, żeby było ci dobrze. Tak… i ze mną — odpowiedział Foster i od razu uśmiechnął się ciepło. Ostrożnie odchylił się do tyłu, żeby widzieć swojego penisa i palce Marka, po czym nie odwracając wzroku, zaczął się poruszać.
— Oooch!
Mark od razu odchylił głowę na kark, ale nie cofnął dłoni. Nawet lekko wychylił palce, żeby poczuć, jak ten członek w niego wchodzi, jak go posuwa. A kiedy odkrył, że jest to… bardzo stymulujące uczucie, aż zerknął na twarz Fostera i spróbował objąć tę część jego penisa, której mężczyzna w niego nie wsuwał.
— O Jezu… kontynuuj — wydyszał, patrząc tam i czując zarówno tyłkiem, jak członek go penetruje, jak i dłonią, jak pulsuje i jaki jest twardy.
Foster spojrzał na niego, by upewnić się, czy na pewno. Ale że Mark wydawał się całkiem pochłonięty tym seksem, znowu mocniej się wysunął, żeby ten poczuł na placach wilgoć, po czym znów się wsunął, wpychając w niego kolejne centymetry. Mark czuł je i jakoś wydało się ich więcej.
Wypełnienie tym penisem było tak bardzo intensywne, że dyrektor nawet jakby chciał, to nie potrafiłby być cicho. Pojękiwał co chwilę, aż zsunął palce z penisa Fostera, żeby przez chwilę pomasować się pomiędzy odbytem a jądrami. Następnie już tylko złapał swój członek i polegując na tej szafce, dawał się pieprzyć. Odpływał z każdą chwilą coraz bardziej.
Foster miał nadzieję, że nie wymęczy go za bardzo i ten nie będzie obolały na kolacji. Więc na razie tylko pieścił tego mężczyznę, stękał i pożerał go spojrzeniem, nie wierząc, ile ma szczęścia, mając go w swoich ramionach.
— Mmm! — Mark w pewnym momencie jęknął i zasłonił twarz przedramieniem, a druga jego ręka zaczęła szybciej pracować nad penisem. To mogło znaczyć jedynie to, że za chwilę dojdzie.
Foster pochylił się do jego twarzy i spróbował odsunąć z niej ramię. Potarł o jego twarz swoją, drapiąc go i systematycznie się w niego przy tym wsuwając, aż w końcu poczuł na swoim brzuchu, jak z penisa pod nim tryska sperma.
— Ummm… Mark… — wydyszał, całkiem nim urzeczony.
Dyrektor zdołał tylko stęknąć w odpowiedzi i objąć go ciasno, bo wciąż jego ciało spinało się, jakby chciało podrygnąć z radości na to, co czuje. Orgazm był dobry i mocny, a Mark dyszał głośno z twarzą wciśniętą w szyję Fostera, który już także był bliski końca. A to, jak to upragnione przez niego ciało, pod nim reagowało, doprowadzało go do skrajnej euforii.
Poruszył się jeszcze kilka razy, aż w końcu wysunął się z niego i skończył ręką, tryskając nasieniem na szafkę, na której mieli seks. Nie odsunął się przy tym od dyrektora. Trudno by mu było, bo ten wciąż go obejmował i uspokajał się. Po tym mruknął coś błogo i przesunął nosem po jego ciemnej bródce.
— Łazienka zaliczona… — wydusił cicho.
— Jedna… szafka — odparł Foster, po seksie nabierając trochę więcej pewności. Ale było tak dobrze. Mark był lepszy, niż kiedykolwiek sobie wymarzył.
— Och… Masz rację. Musisz mnie jeszcze wziąć pod prysznicem i w wannie — odparł z rozbawieniem, chociaż wciąż słabo. — Ale może dla urozmaicenia ja ciebie przy umywalce?
— Tak… Oh, może być. Bym widział cię w lustrze za sobą. — Foster stęknął i przygryzł dolną wargę. — Ale chcesz teraz jeszcze raz prysznic? Tym razem ze mną?
— Chętnie. Jak uda mi się stąd zsunąć — dodał ze śmiechem. Był wymęczony, a jego dziurka na pewno otwarta.
— Obejmij mnie mocno, to ci pomogę.
Dyrektor oplótł go ramionami za szyję, czując, jaki Foster jest seksownie spocony. Podobało mu się to. I spodobała mu się też wizja miny tego mężczyzny, gdy równie wilgotny i zmęczony jak teraz, pieprzyłby go i patrzył na niego z góry ze zmarszczonym nosem i pożądliwym spojrzeniem. Ale wiedział, że do tego jego tyłek musiał przywyknąć.
— Okej, powoli — poprosił, przy okazji spuszczając nogi w dół.
Foster szybko objął go w pasie jedną ręką, drugą łapiąc pod tyłek. Najchętniej zaniósłby go do sypialni i wziął jeszcze raz, ale zamiast tego ostrożnie postawił go na kafelkach.
— Chodź, musimy się odświeżyć i przygotować mięso.
— A ja muszę jeszcze poprosić Sebastiana, żeby podszedł do Colina — odparł Mark i pocałował mężczyznę w policzek, po czym już o własnych siłach ruszył pod prysznic.
Czuł się specyficznie, ale seks był za każdym razem coraz lepszy. Już teraz czuł się, jakby przeżywał swoją drugą młodość. Jakkolwiek w oklepany sposób by to nie brzmiało.

*

Określenie, że się denerwował, było niedopowiedzeniem. A wizje tego, do kogo jedzie, narastały Sebastianowi w głowie jedna za drugą. Niby ojciec dał mu adres wcześniej, ale postanowił jednak nie zachować się jak mały szpieg i dowiedzieć się dopiero na kolacji, z kim jego rodzic sypia. To samo w sobie było jakąś abstrakcyjną opcją. Miał po tylu latach, kiedy Mark był sam, poznać kogoś, z kim teraz próbował, a do tego ten ktoś był mężczyzną. A on jechał na to spotkanie z własnym chłopakiem. Brzmiało to tak abstrakcyjnie, że aż nie był pewny, czy w ogóle może się wydarzyć coś takiego, że ojciec i syn mają taką samą orientację. A jednak się stało. Czuł się jak jakiś wyjątek od reguły.
— Jak tam? — spytał, zerkając przelotnie na Francisco, kiedy już jechali na kolację. Musiał oderwać swój umysł od myśli, jakie mu się tam tworzyły.
— Stresuję się — odpowiedział Argentyńczyk, wcale mu nie pomagając. — A co, jak on będzie takim miśkiem? Wiesz, jak ci… no ci tacy specyficzni z filmów porno?
— Nie wiem. — Sebastian wzruszył ramionami. — Co wtedy? — spytał, ciekaw opinii Francisco.
— No nie wiem właśnie, co wtedy! — ten zakrzyknął, zdecydowanie nie siedząc spokojnie. Wziął głęboki oddech i wpatrzył się w zaśnieżone pustkowie wokół drogi, którą jechali. — Ja nie wiem, jak się przy takich trzeba zachowywać. Albo jak będzie taki bardzo, bardzo out? Jak Jules, tylko bardziej? Co wtedy, Sebastian?
— Wtedy to chociaż on nie będzie się stresował, że poznaje chłopaka syna jego chłopaka — odparł Sebastian, myśląc, jaki może mieć gust do facetów jego ojciec.
Patrząc po swojej matce, to wychodziło, że powinien umawiać się z kimś spokojnym, zadbanym, szczupłym i… w sumie podobnym do samego siebie, ale mniej nerwowym. Ale to były prawie same cechy charakteru. Obstawiał więc, że będzie to typowy, szczupły facet z lekką manierą. Bo jak inaczej jego ojciec miałby poznać, że jest gejem? Był ciekaw, na ile sprawdzi się jego podejrzenie.
Ale kiedy on zastanawiał się głównie nad facetem ojca, Francisco miał inny problem.
— Sebastian, a myślisz, że twój papa ma mi jakoś za złe, że ja jestem z tobą? Albo że przeze mnie taki jesteś? — zapytał niespodziewanie, odrywając wzrok od śniegu i wpatrując się w swojego przystojnego chłopaka.
Sebastian nie odpowiedział od razu. Musiał zebrać myśli.
— Wiesz… W sumie to martwiłbym się bardziej o to, gdyby był sam albo znalazł sobie jakąś kobietę. A tak połowa argumentów wypadła mu już z rękawa.
— Masz rację, chłopie — przytaknął od razu Latynos i z trwogą wpatrzył się w pierwsze budynki na skraju Newcastle. — Myślisz, że oni już uprawiali seks?
Sebastian skrzywił się od razu. Wyobrażenie sobie rodzica, który uprawia seks, zawsze jest dziwne. A kiedy przez większość życia przyzwyczajało się, że ten ma seks z kobietami, a teraz… z facetem… Sebastian chyba nie był na to przygotowany.
— Nie wiem… Nie wiem, czy nawet chcę wiedzieć. Po co ty chcesz wiedzieć?
— Nie wiem… Ciekaw jestem, czy by wolał być na dole, czy na górze — odparł zupełnie niewinnie i szczerze, jakby to było czymś równie typowym, jak zastanawianie się, co Mark przygotuje na kolację.
— Okej, Chico, nie. — Sebastian szybko pożałował swojego pytania. — Chyba nie jestem gotowy, żeby rozmawiać o tym, jak mój ojciec uprawia seks.
Latynos zacisnął wargi i wydusił po hiszpańsku „przepraszam”. A potem uśmiechnął się i wyciągnąwszy głowę, pocałował go mocno w policzek.
— Uwielbiam, gdy tak do mnie mówisz. — Zaśmiał się.
Sebastian zerknął na niego naprawdę krótko. Droga była paskudna. Musiał uważać, jak prowadzi.
— Chico? Aż tak to lubisz?
— Si. To uroczo brzmi w twoich ustach. O, a może twój papa jest z jakimś Latynosem — dywagował dalej Francisco.
Co raz zerkał na GPS, który był włączony na telefonie jego chłopaka. Wyglądało na to, że powinni być na miejscu w ciągu czterech minut.
— To by było nieźle zaskakujące — odparł Sebastian, patrząc po domach, które mijali. — Chyba zaraz będziemy? — Chciał się upewnić, czy dobrze pamiętał z mapy.
— Si, teraz musimy skręcić w prawo na skrzyżowaniu. I potem cały czas prosto…
Francisco starał się pomagać kierowcy, żeby ten mógł skupiać się na drodze. Mówił więc to, co widzi z GPS-a, aż wreszcie zobaczyli po numerku na budynku, że to jest ten, do którego mieli dotrzeć. Upewnił ich w tym samochód Marka, który stał na podjeździe.
Kiedy zatrzymali się zaraz za nim, Sebastian nie wysiadł od razu z samochodu. Popatrzył w napięciu na Francisco. Ten uśmiechnął się do niego i pocałował lekko.
— Będzie fajnie. To pomysł twojego papy, więc akceptuje cię. A… a myślisz, że mogę cię przy nim dotykać?
Sebastian wzruszył ramionami.
— Chyba tak, ale tak bez przegięć?
Wiedział, że będzie dziwnie i krępująco, ale nie chciał, żeby było jeszcze bardziej, jeśli Mark czy jego facet będą na nich dziwnie patrzeć.
Francisco pokiwał głową i pierwszy wysiadł z samochodu. Od razu zarzucił na głowę kaptur swojej kurtki z futerkiem. Powietrze, które wciągnął do płuc, było mroźne, a on już chciał nie tylko poznać faceta dyrektora, ale i zaznać ciepła. No i był głodny.
Sebastian poszedł za nim do drzwi, nadal z mocno bijącym sercem. Jego ojciec już wiedział, z kim się spotyka, a on właśnie miał się dowiedzieć, z kim to on był. Czuł się spięty.
Kiedy zadzwonili do drzwi, wręcz nie oddychali. Ale otworzył im Mark. Był ubrany w zwykłe jeansy i sweter, który dostał od jednej z sióstr na święta. Uśmiechnął się do syna i jego chłopaka sztywno, ale szczerze.
— Cześć, chłopcy. Wchodźcie.
— Hej, tato. — Sebastian wszedł pierwszy i też wymusił skrępowany uśmiech. — Francisco znasz, więc to chociaż sobie ułatwimy. — Zaśmiał się, zerkając na Argentyńczyka za plecami, który właśnie zamykał drzwi wejściowe.
— Tak, nie mam żadnego większego szoku. — Mark uścisnął syna i podał dłoń jego chłopakowi. A potem spojrzał po nich i zaśmiał się krótko. — Przynajmniej masz plus, że nie musisz się schylać po pocałunek, jak do dziewczyny, ze swoim wzrostem — dodał chyba tylko dlatego, że przez stres nie myślał, co mówi.
Jego komentarz jednak przypadł do gustu Francisco, który od razu zaśmiał się wesoło i stanął zaraz obok Sebastiana, by porównać wzrost.
— Nooo, Sebastian jest bardzo wysoki, ale ja trochę też.
— Akurat tak, też jesteś wysoki. Pewnie cieszysz się nawet, że Patrick jest taki niski, co? — Sebastian nie wiedział, po co wplątują w tę rozmowę Patricka. Chciał, żeby już wszystko się uspokoiło. I jego głowa, i serce.
Latynos roześmiał się i przyłożył dłoń do środka swojej klatki piersiowej.
— Taki jest — skomentował ze śmiechem. — W ogóle pachnie mięsem!
— Patrick pachnie mięsem…? — wydusił Mark, po czym dopiero się zorientował, o czym mówi chłopak. — Och, tutaj. Tak, będziemy mieli bardzo amerykańskie jedzenie. Zdejmijcie te kurtki, a ja pomogę jeszcze w kuchni.
— Jasne… — odparł Sebastian, nadal skrępowany całą sytuacją.
Rozbierając się, patrzył po schludnym, prostym przedpokoju. Męska kurtka, męskie buty i… mały, biały piesek, który właśnie do nich dobiegł. Wpatrzył się w gości, co raz wstając, żeby ich obwąchać.
Kiedy Mark zniknął, Francisco od razu poświęcił uwagę suczce. Dosłownie wcisnął Sebastianowi w ręce swoją kurtkę i kucnął przy piesku, żeby się z nim przywitać.
— Hola! Jakie małe, białe cudo! — Zaśmiał się, drapiąc Annie między uszami. A przy tym zerknął na swojego chłopaka z rozbawieniem. — Chyba to będzie opcja ktoś bardzo, bardzo out.
Sebastian patrzył na psa i trochę go zamurowało. Ten pies jakoś nie pasował mu do zwyczajnych prostych butów stojących w przedpokoju. Był zagubiony.
— E… no chyba… — Odwiesił szybko kurtki i zdjął buty. — Tato! — krzyknął, czując się jak siedmiolatek zostawiony samemu w kolejce do kasy, kiedy rodzic „tylko po coś skoczy” i nie ma go już zdecydowanie za długo.
— Już, już! — odkrzyknął Mark z kuchni, a kiedy obaj chłopcy już byli pozbyli się wierzchniego odzienia, wszedł do przedpokoju. — No, co tak stoicie? Chodźcie do salo… Albo najpierw do kuchni. Przedstawię was — dodał, będąc ewidentnie cały spięty. — Okej?
Francisco pokiwał głową na potwierdzenie, bo już był ciekaw, z kim spotyka się dyrektor. Sebastian też był jak struna. Nie umiał nawet sobie wyobrazić właściciela tego mieszkania. I mimowolnie zastanawiał się, co mama by sobie o tym kimś pomyślała.
Biały piesek pognał między ich nogami do kuchni. A kiedy i oni się tam znaleźli, zobaczyli… ich szkolnego psychologa, unoszącego suczkę na ręce i uśmiechającego się do nich jakby przepraszająco.
— Hej, chłopcy.

8 thoughts on “Project Dozen – 80 – Ktoś bardzo, bardzo out

  1. TigramIngrow pisze:

    Hihihihihi… Hihihihihi. Hihihihihi. Ale to dobre. Aż mi się śmiać z tej końcówki chce. I chyba wolałabym scenkę z Tomciem i Jolene niz z Fosterem i Markiem.

  2. Katka pisze:

    C., taaak, Mareczek wreszcie ma życie poza pracą i chyba coraz bardziej się o nie stara. A Foster bardzo dobrze mu w tym pomaga XD Nie tylko karmiąc go i tucząc, ale ogólnie o niego dbając. Oj, a mikro zawał u Sebcia jest bardzo prawdopodobny. Chyba nawet nie dopuszcza do głowy myśli, że to może być ktoś, kogo już zna. Pytanie, czy będzie mu to wadzić, czy przeciwnie, uzna to za plus. Haha i dzięki za życzenia weny i czasu – dobrze wiesz, że tego drugiego to nie mamy za wiele XD

  3. C. pisze:

    Rozdział niczym miód na moje serce. Bardzo podoba mi się przejęcie Marka wydarzeniami w szkole, ale też to, że mając partnera próbuje zachować trochę życia poza pracą. Poza tym super, że powoli staje się przełamać resztki niepewności w związku z życiem erotycznym.
    Franio za to jak zwykle rozbraja. Z jednej strony zaskoczyły i rozbawily mnie jego rozkminianie, z drugiej kto jak nie on mógł walnąć takim tekstem xD.
    Za to na koncu zabawne bylo to analizowanie przedpokoju i zestawienie piesek vs właściciel. Mam tylko nadzieje że Seb nie dostanie mikro zawalu :D. Weny i czasu!

  4. Katka pisze:

    Porebula, no widzisz, słodko się denerwowali, w ogóle scenki z życia wzięte itd. więc wcale nie taki stolec XD treść była :D A do tego, na tak wyczekujesz, niedaleko :)

    Rehab-e, „Francisco i jego pytania o łóżkowe sprawy Marka… No po prostu kocham go za to” – hehehe, co nie? XD ta jego bezpośredniość i prostota powalą. Biedny Sebastian XD tak musiał cierpieć jego mózg, kiedy sobie to wyobraził. Och, a co do zakończeń w kiepskich momentach to już chyba nas za dobrze znać, by być tym zaskoczną XD Ale już tylko 8 dni i będzie dalszy ciąg! :)

    O., właśnie! Wszystko zostaje w rodzinie! Nikt obcy nie wie o nim i Sebiu, bo przecież to tylko facet jego teścia XD „Nie sprawdzał nigdy pracowników ojca? xD” – podejrzewam, że nie jest takim stalkerem XD

    Luana, „Tak chłopak dba o życie seksualne ojca swojego chłopaka, że uśmiech sam wpływa na usta.” – hahaha, dokładnie! Kto powiedział, że tylko starsi mogą się martwić o młodszych XD Ach, no i fajniutko, że podobała się scenka z Fosterem i Markiem. Oni w ogóle są gorący. A niby najstarsza para tutaj i takie płomienie niby powinny istnieć pomiędzy tymi młodszymi. Ale przecież miłość i namiętność można przeżyć w każdym wieku :D Pozdrawiamy gorąco!

  5. Luana pisze:

    Zakończenie…. Brak słów. :D Czułam, że tak będzie.
    I jak tu nie można kochać Frania. Tak chłopak dba o życie seksualne ojca swojego chłopaka, że uśmiech sam wpływa na usta. Nie dziwię się jego ciekawości. :D
    Ciekawe co powie Sebastian na to kiedy zobaczy faceta swojego ojca po tym jak próbował odgadnąć z kim się Mark spotyka. Nie powiem, bo miał ciekawe te jego rozważania.

    Mark się coraz bardziej rozkręca. Powinni ochrzcić każde miejsce w mieszkaniu. Jestem jak najbardziej za. Scenka była bardzo gorąca. I podoba mi się to, że Foster tak dba, aby nie skrzywdzić Marka. Po tym też widać, że mu zależy. :D
    Pozdrawiam cieplutko. :)

  6. O. pisze:

    Franio to pewnie będzie przeżywać jak w ukropie, gdy uświadomi sobie, że zwierzał się facetowi ojca swojego chłopaka xD No ale jak to mówią – wszystko zostaje w rodzinie xD
    Sebastian nie wiedział, gdzie Foster mieszka? Nie sprawdzał nigdy pracowników ojca? xD

  7. rehab-e pisze:

    Jesteście okropne. Naprawdę. W takim momentach się po prostu NIE KOŃCZY.
    Tyle czekania i nic.
    Choć Mark i Foster są cudowni razem. I cieszę się, że Mark ukarze Kevina (aż się nie mogę doczekać), bo z tym kolesiem naprawdę jest coś nie tak.
    Francisco i jego pytania o łóżkowe sprawy Marka… No po prostu kocham go za to xDD
    Teraz tylko czekać na reakcję chłopców…
    TAK SIĘ NIE ROBI.
    .
    .
    .
    .
    Pozdrawiam ;>

  8. porebula pisze:

    Zabić czy zabić. CZEKAM TYLKE A TU CO? STOLEC. Ale slodko jak sie denerwowali iwgl xD w sumie to tyle #weridługokomentarz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s