Newton’s Balls – 51 – Wieści zmieniające wszystko

Chase starał się zachowywać normalnie i myśleć o zwykłych rzeczach. Takich jak co dzień, czyli o seksie, zabawie, Tanku i innych psach. Chciał myśleć o koleżankach ze szkoły, o kumplach, o swojej dziewczynie… a nie o tym, gdzie jest Courtney i po co pojechał. To paskudne przeczucie, że dziś ma się przekonać o tym, że jego życie jest faktycznie skończone, nie dawało mu spokoju. Mecz kosza schrzanił więc zupełnie i przez to teraz miał okazję słuchać żartów i docinek kumpli, kiedy się z nimi żegnał.

Nawet nie wiedział, czy to dobrze, że dziś kończył zajęcia wcześniej niż oni. Przynajmniej na niektórych skupiałby się na uważaniu, czy nauczyciel nie widzi jego obijania się, a nie na myśleniu o pląsawicy Huntingtona.
Skrzywił się po raz kolejny, gdy wyszedł z budynku szkoły i zauważył ciemne chmury na niebie. Nie padało, ale zapowiadało się na to. No i było wybitnie ponuro.
Zarzucił na głowę kaptur bluzy, poprawił plecak i już miał się pokierować w stronę przystanku, gdy usłyszał wołanie. Najpierw je olał, ale w końcu rozpoznał w tym wołaniu nie tylko głos Philipa Newtona, ale i swoje imię.
— Chase!
Szybko obejrzał się, czy nikt poza nim tego nie słyszy.
— Kurwa… Zamknij się! — syknął na chłopaka, który biegł pokracznie w jego stronę i sam do niego szybko podszedł chodnikiem, żeby ten znowu nie zwracał na nich uwagi.
Większość uczniów co prawda kierowała się na parking, a nie na autobus, ale i tak istniało prawdopodobieństwo, że zobaczy go z Philipem ktoś, kto potem rozpowiedziałby to reszcie szkoły. Że prowadza się z jakimś wyrzutkiem szkolnym.
Młody Newton trochę zgasł, ale tylko na chwilę. Potem znowu się uśmiechnął i wbił w Chase’a spojrzenie swoich odrobinę wyłupiastych, zielonych oczu, które dzisiaj były podkreślone przez podobny kolor kurtki.
— Cześć — powiedział cicho, chwytając się kurczowo za troczki zwisające z kaptura kurtki. — Idziesz do domu?
— A ciebie co to obchodzi? — Wyższy nastolatek nie rozumiał. I nie był też w stanie pojąć, czemu Philip tak się w jego stosunku zachowywał. Jakby był jakimś jego zbawcą, a nie byłym prześladowcą. Choć mogło to mieć coś wspólnego z tym, o czym po chwili Philip wspomniał.
— No, tak z ciekawości pytam… I chciałem też zapytać, czy jakby co, dałbyś radę znowu mi zorganizować ten… wiesz… — ucichł na moment, rozejrzał się i stanął bliżej muru szkoły obrośniętego wilgotnym od porannych deszczy bluszczem — gaz pieprzowy.
Chase momentalnie ściągnął brwi.
— Przecież ostatnio dałem ci całe nowe opakowanie. Używałeś tego jako dezodorantu czy co, kurwa?
Philip zarumienił się po czubki uszu i zagapił na swoje buty.
— Użyłem go dwa razy… Ale na kimś. Wiesz, tych, co ostatnio mnie… źle traktowali. Raz, gdy chcieli mi zdjąć spodnie na parkingu. Potem chcieli mnie w odwecie utopić w muszli klozetowej. — Zaśmiał się histerycznie, ale kiedy spojrzał na Chase’a, wyglądał jakby czuł się swoim własnym bohaterem. — Ale wtedy też go miałem i wypsikałem im go prosto w twarze! To było cudowne!
— Ale aż tyle? — Chase nie mógł uwierzyć. Przecież cała jedna puszka gazu powinna wystarczyć na kilka razy. A nie na dwa. Wolał nie wyobrażać sobie jak ci, którzy go zaatakowali, mieli po tym problemy z wyglądaniem jak ludzie.
— Nie wiedziałem, ile tego użyć… A kilka razy spudłowałem. Może mi nie starczyć na następny raz. A oni… — tym razem Philip wyraźnie zadrżał, bardziej skulił się w sobie i wyglądał, jakby chciał wniknąć w mur, pod którym stał — no, oni chyba mi już nie odpuszczą…
— Dziwisz się? — prychnął Chase. Sam by chyba knuł zemstę po tym, jak ktoś dwa razy by go oślepił gazem. Było to błędne koło, jednak Philip sam się prosił.
— Nie bardzo… Ale przynajmniej mam spokój w odstępach czasu, kiedy leczą skutki działania gazu. — Philip znowu zaśmiał się krótko i obejrzał się to za plecy, na uczniów sporadycznie przekraczających mur szkoły, to na ruchliwą o tej porze ulicę. — To… dałbyś radę?
— Nie wiem. Wiesz, jakbyś nie zapomniał, mam kuratora — odparł Chase z krzywym uśmiechem. Nie chciało mu się. Miał własne problemy na głowie.
— Zapłacę więcej…?
— Ile więcej…? — spytał chłopak podejrzliwie.
— Um… Trzy razy tyle, co ostatnio? — Philip spojrzał na niego z nadzieją i… co by nie mówić, desperacją.
Chase skrzywił się. Cholera, kasa była mu potrzebna. Zawsze. Ale nie wiedział, czy pakowanie się w ten układ z Philipem jest dobry.
— Zobaczę. Naszykuj kasę, ale nic nie obiecuję.
— Okej! — Mimo tej przestrogi na twarzy Philipa wykwitł szeroki uśmiech. Chłopak nawet śmiesznie zabujał się z pięt na palce i z powrotem.
Akurat w momencie, w którym Chase poczuł w kieszeni wibracje komórki. Wciąż była wyciszona po lekcjach.
Spojrzał wrogo na Philipa.
— A teraz spadaj, ale już! Bo się rozmyślę! — syknął na niego, nie chcąc, żeby ten podsłuchał cokolwiek, kiedy będzie rozmawiał. Nieważne z kim, a już w szczególności z Courtneyem, jeśli to on dzwonił ze szpitala.
Jego rozmówca drgnął, jak porażony prądem i pokiwał głową żywiołowo.
— Dziękuję! — pisnął i odbiegł koślawo w przeciwnym kierunku.
A komórka w kieszeni Chase’a wciąż wibrowała. Chłopak odszedł kilka kroków i z ciężkim sercem wyjął ją z kieszeni. Kiedy zobaczył, kto dzwoni, chciał nie odbierać. Był to Courtney, co mogło oznaczać jedynie, że znał już jego wyniki, bo mało prawdopodobne było, że te nie nadeszły, że ktoś je zgubił, albo że cała sprawa z pląsawicą była zwyczajną pomyłką.
Znów miał to poczucie, że nie chce wiedzieć. Że niepotrzebnie dał się namówić Courtneyowi na te badania. Że łatwiej wypierać możliwość niż fakt.
I mimo tego wszystkiego i bólu w piersi z nerwów, odebrał.
— No…?
— Chase… — Usłyszał zachrypnięty głos swojego kuratora, w którym nie było dzisiaj tej zwyczajnej pewności, spokoju i cierpliwości. Była w nim za to masa emocji, kiedy wypowiadał kolejne słowa. — Jesteś zdrowy. Masz allele pośrednie, twoje potomstwo może być zagrożone, ale ty jesteś zdrowy. Huntington się nie rozwinie.
— O kurwa… — to było pierwsze, co wydobyło się z ust chłopaka. Potem poczuł, że nogi się pod nim uginają i, że siada na krawężniku chodnika, po którym przed chwilą szedł na autobus. — Zajebię cię…
— Tak? Bo ja mam ochotę cię objąć — odpowiedział Courtney z krótkim, zduszonym śmiechem. — Jesteś zdrowy, Chase — powtórzył. — Wszystko jest w porządku.
— Ja pierdolę… — nastolatek znowu przeklął. Oparł łokcie o kolana i wsparł czoło o dłoń. Drugą trzymał telefon przy uchu. Nie wiedział, co czuje. Radość, zdenerwowanie, ekscytację… Był już prawie pewien, że jest chory, a jednak… jednak mu się udało! Zaśmiał się krótko i histerycznie, po czym szybko spoważniał. — Chcę je zobaczyć — zawyrokował ostro, obawiając się, że może Courtney go oszukuje. Wątpił, ale chciał się przekonać na własne oczy. Był przy tym tak przejęty, że nawet nie zauważył, że zaczęło kropić.
— W porządku, ale teraz będę miał kilka spotkań z podopiecznymi i jedno w sądzie. Masz klucze, możesz wpaść do mnie i poczekać?
Chase’a na moment wcięło. Nie wiedział czemu, ale był przekonany, że kurator teraz będzie chciał się z nim zobaczyć, a nie… każe mu czekać.
— Nie możesz tego przełożyć?
— Wszystko już przełożyłem na popołudnie, żeby móc odebrać twoje wyniki. Teraz mam tylko czterdzieści pięć minut do spotkania — wytłumaczył Courtney wciąż z cieniem wielkich emocji w głosie. — Skończyłeś już lekcje?
— Tak — odparł nastolatek z wyraźnym niezadowoleniem i markotnością. A co, jeśli by wieści były złe? Też by pojechał na swoje spotkania?
Courtney westchnął po drugiej stronie telefonu, najwyraźniej odczytując z jego tonu to, co powinien.
— To poczekaj gdzieś obok szkoły, jak tam jesteś. Podjadę, pokażę ci wyniki i podwiozę cię do siebie. W porządku?
Chase chwilę myślał, gryząc własne usta.
— A nie mogę zaczekać w samochodzie? Długo tam gdzieś będziesz, gdzie jedziesz?
Nie był pewny, czemu właśnie o coś takiego spytał. W końcu… jaka była różnica, czy by czekał w domu mężczyzny, czy w jego samochodzie? Ale chyba potrzebował jego obecności. Chciał jej, mimo że wyniki były dobre. A może właśnie dlatego.
— Może mi trochę zejść. Ale jak nie będziesz się nudził, to możesz poczekać. Powiedz mi tylko, gdzie dokładnie jesteś?
— Szłem na autobus — odparł chłopak, wiedząc, że kurator domyśli się, gdzie w takim razie jest.
— Ze szkoły, tak? Poczekaj na przystanku, odbiorę cię stamtąd za jakieś… dziesięć minut.
— No spoko. To… ten, czekam — odpowiedział Chase i niespodziewanie zaśmiał się. Był zdrowy. Nie przypuszczał. Chociaż teraz groziło mu, że chory będzie, ale nie na chorobę genetyczną, a na przeziębienie, bo wciąż padał drobny deszcz, a on siedział jak sierota na chłodnym krawężniku.
— To do zobaczenia za chwilę, skarbie. — Usłyszał jeszcze miękki głos swojej „dziewczyny”, po czym Courtney się rozłączył.
Chase dopiero po tym spojrzał na telefon i zobaczył, jak na ekranie komórki rozpryskują się krople deszczu. Uniósł głowę, patrząc w ciemne chmury nad głową. Zmrużył mocno oczy, bo deszcz uderzał go wprost w twarz. Było ponuro i dziwnie ciężko, ale jemu… jemu było cudownie lżej.
Zaśmiał się cicho, po czym głośniej, ale bardzo krótko. W tych ciemnych chmurach, deszczu i chłodzie widział w tej chwili swój własny, prywatny promyk nadziei na lepsze jutro.
Courtney dobrze ocenił czas swojego przyjazdu, bo Chase wcale długo nie czekał na przystanku. Na szczęście uczniowie, którzy skończyli lekcje równo z nim, rozjechali się już do domów, bo autobus odjechał dosłownie przed momentem. I w końcu chłopak zobaczył czarnego Chryslera, który po chwili zatrzymał się na przystanku, a kierowca wychylił się i otworzył mu drzwi.
— Hej, wsiadaj! — zawołał do Chase’a.
Ten przebiegł szybko do samochodu i zatrzasnął za sobą drzwi, gdy tylko usiadł. Był mokry, ale nieprzemoczony, bo po kilku minutach od telefonu przeniósł się na przystanek autobusowy pod wiatę.
— Hej — rzucił do mężczyzny i uśmiechnął się, trzepiąc mokre włosy.
Courtney również szerzej się uśmiechnął, ale nie zwlekał i ruszył, żeby nie sterczeć pod przystankiem.
— Wyniki są w schowku, zobacz sobie. I zaraz się gdzieś na chwilę zatrzymam po buziaka, ale tu jest tłoczno.
— W chuj szkoda, że nie masz czasu na coś więcej niż buziaka! — Chase zarechotał i sięgnął do schowka, żeby zobaczyć te nieszczęsne wyniki badań.
Zobaczył tam jakieś dziwne liczby, coś o jakichś powtórzeniach CAG, których jeszcze bardziej nie rozumiał. Musiał więc zerknąć pytająco na kuratora, który widząc to, uśmiechnął się lekko.
— Sam musiałem w domu najpierw poczytać, jak wyglądają wyniki, żeby to lepiej zrozumieć. Liczba powtórzeń CAG pomiędzy 27 a 35 oznacza, że masz allele pośrednie. Mam neta w komórce, zobacz sobie. Wszystko jest tam wyjaśnione — zasugerował mężczyzna i gdy stanęli na światłach, podał mu swój telefon z kieszeni.
— Mogliby to, kurwa, pisać jak dla ludzi — burknął nastolatek i przewrócił oczami, ale zabrał telefon.
Mężczyzna przez to poczuł, jakie ten ma chłodne palce. Miał ochotę spleść z nim dłonie, przytulić się do niego, ale jeszcze kilka alejek… Chase zdążył rozszyfrować swoje wyniki w oparciu o informacje na stronie mówiącej o pląsawicy Huntingtona. Upewnił się w tym, co już powiedział mu kurator, a ten wreszcie zaparkował na samym końcu wielkiego parkingu przy nieodwiedzanym w taką pogodę parku. Byli sami.
Mężczyzna zgasił silnik na chwilę i nie czekając, aż jego chłopak zrobi cokolwiek, chociażby ponownie wsadzi kartkę do koperty, wychylił się do niego, chwycił go za kark i pocałował mocno.
Chase jęknął z pełnym zaskoczeniem. Spodziewał się małego buziaka na którychś światłach. W końcu mężczyzna się spieszył na jakieś tam spotkania, ale… tak było lepiej.
Oddał pocałunek, samemu łapiąc kuratora za przód ubrania. Dłoń, w której wciąż trzymał wyniki, położył mu na udzie i ścisnął, mnąc papier.
To nie był delikatny pocałunek. Byli w swoją stronę mocno pochyleni, ich języki wręcz toczyły walkę o dominację i przy tym wszystkim nie mogli się od siebie oderwać. Courtney zacisnął mocno powieki i stęknął po którejś sekundzie. Przytknął w końcu czoło do jego czoła i odetchnął głośno na jego wilgotne po tym inwazyjnym pocałunku wargi.
— Nawet nie wiesz, jaką poczułem ulgę, gdy to zobaczyłem…
— Że nie będziesz miał kolejnego problemu na głowie, czy że nie będzie cię posuwał jakiś upośledzony gnojek? — zażartował Chase gorzko. Patrzył przy tym w jego oczy i cieszył się z tej bliskości.
— Żadne z tych — zaprzeczył Courtney i pogłaskał go czule i delikatnie po policzku. — Że jesteś zdrowy, że nie będziesz musiał z tym walczyć i że uśmiechniesz się, gdy przekażę ci dobre wieści.
Chase faktycznie się uśmiechnął. Jeszcze miał wrażenie, że to sen i zaraz się obudzi w swojej zwyczajnej rzeczywistości, ale teraz… teraz chciał pozwolić temu trwać.
— Chcę się z tobą seksić… — wydyszał i znowu go pocałował, ale zaskakująco delikatnie. W sumie tylko musnął jego wargi swoimi. I może było wiele lepszych odpowiedzi na ten moment, ale czuł się tak lekko, że tylko tego brakowało mu do pełni szczęścia.
Jego kurator oblizał wargi, jakby po to, żeby zebrać z nich smak Chase’a, który ten chwilę temu na nich zostawił.
— Mam mało czasu… — odpowiedział, znowu nie mogąc się opanować i lekko przekręciwszy głowę, skubnął jego wargi kilka razy.
— Jak mało czasu? — spytał znowu nastolatek, lekko go całując, smakując jego wargi. A do tego przesuwał dłoń na udzie trochę wyżej.
Courtney mimowolnie jęknął i nie odpowiadał długą chwilę. Tylko całował go sporadycznie, myśląc, aż w końcu zaklął cicho, wręcz bezgłośnie, nim nagle odsunął się i szybko, wręcz gorączkowo rozpiął spodnie.
— Szybko, na tylnym siedzeniu — powiedział, a raczej wręcz warknął do Chase’a i wysiadł.
Zaskoczony chłopak spojrzał na niego większymi oczami. Nie zwlekał jednak, a sam też wyszedł, przesiadając się szybko na tył. Kiedy tylko obaj już się tam znaleźli, chwycił mocno głowę mężczyzny, przyciągnął do siebie i pocałował jego usta.
— Mmm… Courtney… — wyszeptał w nie i uśmiechnął się głupio i szeroko. Czuł coś niesamowitego w tej chwili. Coś, co umiałby tylko opisać jako rosnący w nim balon lekkiego powietrza.
Mężczyzna pokręcił głową z rozbawieniem na taką radość. Cieszyła i jego. Mógł całkowicie zapomnieć o scenariuszu zakładającym, że w tej chwili Chase mógł być świadom posiadania śmiertelnej choroby.
Sięgnął po jeszcze jeden głęboki pocałunek, a następnie przekręcił się i klęknął tyłem do chłopaka, ze spodniami i bielizną już w kolanach. Obejrzał się na niego i sięgnąwszy do własnego penisa, rzucił:
— To musi być szybki numerek.
— Da się zrobić — odparł Chase, najpierw obejmując mężczyznę i pochylając się nad nim. Ten poczuł, jak chwyta jego penisa i całuje w ramię. Dopiero po tym Chase wyswobodził swój członek, który ekscytacją dorównywał chłopakowi. Był sztywny i gotowy do tej szalonej akcji na tylnim siedzeniu.
Nie było czasu na rozciąganie, a i z nawilżeniem mieli problem, więc musieli użyć śliny. Courtney stosował wszystkie znane sobie techniki na szybkie rozluźnienie, kiedy poczuł, jak czubek tego wielkiego sprzętu Chase’a przytyka się do jego otworka. Nawet dodatkowo jedną nogę odchylił na bok i do góry, już za krawędź fotela, żeby być szerzej otwartym. Co znacznie mu pomagało w rozluźnieniu się, to samo podniecenie tym, co robili. Szybki seks, z gorącym partnerem, cudownie obdarzonym, w miejscu publicznym to coś, co strasznie go jarało.
— Ej… Coney…? — spytał Chase, ale jednocześnie rozpraszał uwagę mężczyzny, bo trzymał go mocno za biodra i wsuwał się z oporem w jego ciasny tyłek.
— M… Mm…? — odmruczał, oddychając głęboko i zaciskając palce na krawędzi czarnego fotela.
— Wiesz… dzięki… — chłopak wydyszał mu w kark i delikatnie go pocałował. Delikatne jednak nie było dobicie biodrami, kiedy wcisnął się do końca.
— O kurwa! — Courtney najpierw krzyknął krótko i zacisnął mocno powieki, a jego tyłek zapulsował. — Za co mi… dziękujesz, hm? — dodał dopiero po chwili, wczuwając się w to cudowne, wręcz niesamowite rozciąganie. Jego własny penis od razu mocniej zesztywniał po tym ruchu chłopaka.
Do tego ten objął go i w efekcie zaczął pieścić w rytm ruchów własnych bioder.
— Za… mm… Ale jesteś ciasny — zaczął Chase, ale jeszcze podzielił się wrażeniami. — Dzięki… no, że jesteś…
Nie usłyszał szybkiej odpowiedzi, bo przez moment dobiegały go tylko ciężkie oddechy, gdy tak się bujali, a raczej gdy on się bujał i uderzał o pośladki kuratora. Temu zrobiło się bardzo przyjemnie i nagle przypomniał sobie, co powiedział dzisiaj Jennifer — że kocha Chase’a.
Uśmiechnął się mimowolnie, otarł wierzchem dłoni czoło i spróbował wykręcić się do tyłu.
— I pamiętaj, że jestem nie tylko z nakazu sądowego — powiedział. — Pocałuj mnie.
Chase zamruczał nisko, na chwilę zwolnił, złapał brodę mężczyzny i jego samego w talii, przyciskając go do siebie. Wykręcił mu głowę i pocałował w usta, w ogóle nie myśląc, a kierując się emocjami. Naprawdę chciał teraz być z tym mężczyzną i słyszeć oraz czuć, jak ten reaguje. Chciał być blisko niego.
Udało mu się nawet w tej pozycji odrobinę w nim poruszać, więc czuł całym sobą, jak mięśnie Courtneya się spinają, jak szybko ten oddycha i jak pod nim drży. A kiedy znowu się odchylił, żeby przyspieszyć i wchodzić głębiej, dodatkowo usłyszał dźwięki zdecydowanie świadczące o tym, że ten dwudziestosiedmioletni kurator lubi brać w tyłek.
— Tylko nie kończ… ou… we mnie…
— A… mm, gdzie? — spytał Chase, nie ograniczając się i biorąc z tego szybkiego seksu, ile tylko się dało. Czuł to wspaniałe zmęczenie, kiedy wsuwał się i pieścił mężczyznę szybko.
— Może być foootel… To skóra, szybko się… zmyje — odpowiedział Courtney z trudem, bo już cały drżał, bardzo bliski orgazmu. Wiedział, że ten nadejdzie lada moment, a każde głębokie dobicie kutasa nastolatka przybliżało go do tej chwili. Do tego mógł być z niego dumny, bo ten nie ograniczał się tylko do posuwania go w tyłek, a także dawał mu przyjemność ręką. Tak, Chase, kiedy nie myślał, był bardzo dobrym, naturalnym kochankiem.
— Mhm… — zamruczał nisko chłopak i jak wiedział, że może powstrzymać się przed skończeniem w kuratorze, tak, wiedziony potrzebą, zostawił duży i czerwony ślad ugryzienia na ramieniu Courtneya. Połączył to jeszcze z uszczypnięciem w sutek. Trochę przez to pomiął mężczyźnie koszulę, kiedy musiał przy tym wsunąć pod nią rękę, ale na szczęście marynarkę Courtney wcześniej odwiesił na przednie siedzenie.
Kurator stęknął głośniej, mając wrażenie, że nie tylko tyłek będzie go po tym bolał. Ale gdyby tego nie lubił, to by na pewno Chase’owi powiedział. Było jednak odwrotnie i te wszystkie pieszczoty sprawiły, że nagle chłopak poczuł w dłoni gwałtowniejsze podrygiwanie penisa, z którego chwilę później wytrysnęła sperma. Sam aż zadrżał, a balon lekkiego powietrza, jaki w nim był, nagle pękł. Nie pozostawił po sobie jednak pustki, a przyjemne uniesienie. Uniesienie, które razem z drżeniem ciała mężczyzny, jego ciepłem, tarciem spowodowało, że Chase w ostatniej chwili wysunął się i doszedł na pośladki kuratora, zamiast między nie. Jasna sperma odznaczyła się na nich seksownie, a jedna kropelka od razu skapnęła niżej, na udo mężczyzny, gdy pośladek zadrżał.
— Cholera… jaki orgazm… — Dodatkowo Chase usłyszał słowa kuratora wypowiedziane ciężkim i drżącym głosem, gdy ten na moment pochylił głowę, żeby oprzeć ją na przedramionach.
— No… zajebisty — podchwycił tę pochwałę i zamiast się odsunąć, złapał mężczyznę, unosząc go w górę, żeby go pocałować. — Chodź.
Courtney, na którego twarzy widać było wymęczenie tą szybką jazdą, podparłszy się o drzwi, wyprostował się trochę, odwrócił w stronę swojego chłopaka i pocałował go, rozchylając wargi dla jego języka. Chase z chęcią skorzystał i moment całował się z mężczyzną, aż nie przerwał i tylko go objął, przytulając.
— Dzięki… i no… mam nadzieję, że wymyślisz jakąś dobrą wymówkę spóźnienia — dodał na koniec, odsuwając się, żeby obaj mogli się ubrać, a kurator, jeszcze wytrzeć.
Postarali się zrobić to szybko, szczególnie kiedy Courtney zauważył godzinę na swoim zegarku. Potem podjechali kilka ulic dalej, zatrzymali się nieopodal pustego placu, na którym stały przyczepy kempingowe i gdzie kurator miał spotkać się z jednym ze swoich podopiecznych. I już nawet wysiadł, pożegnał się na te kilkanaście minut z Chasem i ruszył w stronę kampera, ale… szedł coraz wolniej, aż w końcu zawrócił. Nastolatek widział, jak krzywi się z każdym krokiem, jak przy tym czerwienieje i jak specyficznie stawia nogi. W końcu zbliżył się do samochodu, pochylił do otwartej szyby od strony Chase’a i powiedział:
— Mógłbyś mi w tym czasie… skoczyć do apteki? Nie przeżyję tego dnia bez czegoś na obtarcia.
— Och… Okej, spoko. Mijaliśmy chwilę temu jedną, to skoczę. Ale ten… coś konkretnego? Co powiedzieć? — spytał, już wysiadając, żeby przesiąść się na fotel kierowcy. Na spacery nie miał ochoty, tym bardziej, że jadąc autem mogło wydawać się to niedaleko, a na piechotę zabrałoby mu to wieki.
— Musi być to coś, co można stosować na miejsca intymne, ale jeśli nie chcesz w ten sposób poprosić, to powiedz, żeby było to coś możliwie jak najdelikatniejszego. Nawet możesz powołać się na słowa dziewczyny. — Courtney na koniec uśmiechnął się do niego lekko. Czasami dla nastolatków problemem było kupienie kondomów, a co dopiero kremu na obtarcia miejsc intymnych.
Chase nieznacznie się skrzywił, ale i tak przytaknął i usiadł za kierownicą samochodu swojego kuratora.
— No… dobra. Może nie będzie w chuj siary — mruknął, po czym zerknął na mężczyznę i sam lekko poczerwieniał. — Ale ten… nie jesteś zły czy coś?
Wywołał tym kolejny, delikatny uśmiech na twarzy swojej „dziewczyny”.
— Nie. I mam mózg, wiedziałem, czym to się skończy. Było świetnie — dodał, puścił mu oczko i ponownie, tym samym krzywym krokiem, ruszył w stronę kamperów.
Chase obejrzał się za nim i nawet nie myśląc o tym, uśmiechnął się do siebie. Po tym zamknął drzwi samochodu, odpalił go i ruszył w stronę apteki, którą wydawało mu się, że widział, kiedy tu jechali.
Jeśli rzeczywiście Courtney miał mieć dzisiaj sporo roboty, to będą musieli znowu zatrzymać się gdzieś na uboczu, żeby ten mógł przed następnym spotkaniem się wysmarować. Ale… chyba było warto. Przynajmniej mężczyzna będzie go czuł i o nim pamiętał, siedząc obok jakiegoś kolesia na warunkowym czy sędziego albo prokuratora w wypasionym, eleganckim biurze w sądzie.

7 thoughts on “Newton’s Balls – 51 – Wieści zmieniające wszystko

  1. Shivunia pisze:

    Kasia >> Musiała być malutka zmiana tematu, aby jeszcze podnieść ciśnienie. Jesteśmy tańsze niż kawa ;) A jak jeszcze Philip trochę osłodził to juz w ogóle ciastko z kremem. Mniam mniam. Myślmy pozytywnie. O Philipie też, chociaż na pewno masz też racje że jest się o co martwić. On jest tym typem człowieka o którego powinno się martwić, niestety kiedy tak się dzieje, efekt też nie jest najlepszy, bo jednak chłopak nie umie sobie radzić przez taki płaszcz ochrony. No, ale to rozkmina na inny moment :P
    Chase faktycznie na szczęście jest zdrowy. Pewnie większość się domyślała, ale miałyśmy nadzieje że i tak dacie się trochę zaskoczyć ;) A jak nie tym to reakcjami na tą sytuację. Co też bardzo nas cieszy, ze się podobała. A o uczuciach chłopaka ciiii, bo jeszcze usłyszy i sie przestraszy XD
    Także dziękujemy za komentarz i ściskamy

    kaczuch_A >> Hehehehe, byłybyśmy złe, ale cóż, widać że jednak nadal umiemy chociaż trochę trzymać w napięciu i nie jesteśmy skrajnie przewidywalne. Ufff, z naszej strony ;)
    Dziękujemy za powrót do komentowania, to zawsze taki fajny namacalny ślad po waszej obecności, dlatego jestem wdzięczna że udało ci się wyklikać tych kilka słów :D Miłego nadrabiania i do następnego :*

    O. >> Hahaha Philip to taki chyba mały masochistą, skoro łasi się jak to nazwałaś do swojego byłego oprawcy. Ale cóż, Ian jest daleko, a Chase jest pod ręką. Niestety nie jest tak pod ręką jakby mógłby być i jakby Philip chciał… więc raczej Philip jak mówisz może mieć większe problemy niż już ma za stawianie się. No chyba, że ktoś podzieli losy Chase’a :P
    I nie wiem, nie wiem. Chase woli nie myśleć XD

    rehab-e >> Domyślałyśmy się, ze jednak trochę nas znacie, ale jeszcze zawsze ten cień niepewności, że jednak nam tym razem coś odwali mam nadzieje, ze pozostał. A nawet jeśli nie, to że przypuszczenie było korzystne ;)
    Noooo, on chce jego atencji. Nie przyzna się, ale chce, w końcu czyjejś. Ale tak jak zwykle i tak jak każdy już wie, on nie analizuje tego za bardzo. Więc płynie z prądem.
    Co do Philipa, kiedy przeczytałam twoje pytanie od razu w głowie pojawiło mi sie zdanie… chyba z jakiejś piosenki, albo z czegoś, nie pamiętam – „ She is Troublemaker”… czy jakoś tak. I tak, cóż, Philip to taka mała biedna istotka, ale ma talent aby nie tylko sprowadzać na siebie kłopoty, ale i na innych. Zresztą, to było nasze niecne zagranie aby dać im Newton na nazwisko, nawet jeśli chodziło o inne „kule” w tytule. Zresztą, to właśnie Philip był pierwszą kulką która popchnęła całe te zamieszanie w jakie teraz Chase jest wplatany. I jako, że jest częścią tej układanki, tego przekazywania sobie energii, czy to pozytywnej czy negatywnej, będzie czasami wyskakiwał jak Filip z konopi. W ogóle, wiele postaci ma tu takie zadanie. Pojawia się, cichnie i znowu odbija się czkawką. Taki mały dowód, że przed niektórymi rzeczami/osobami nie da się uciec…. Trochę filozoficznie mi wyszło ;p Ale ogólnie dużo tu jest właśnie takiego wzajemnego oddziaływania na siebie.
    Mam nadzieje, że nie zamotałam jeszcze bardziej.
    Ściskam i pozdrawiam

    ErwinaSmith >> Dziękujemy! Staramy sie trzymać w napięciu, na ile nam się tylko udaje :) A co do reakcji, cóż, zawsze sobie przypominam jak to czytając własne teksty albo gadając o postaciach np. w miejscach publicznych szczerze się jak głupia do sera ;P Cóż, to zaraźliwe i nieuleczalne, ale jakie przyjemne :P
    Fajnie że z kolejnym naszym pisadłem się zapoznałaś. I oczywiście, ze się podobało i wywarło wrażenie . Do tego też tam trochę było Shane’a i Davida. Chyba wszystkie te opowiadania są z jednego worka, wiec w sumie fajnie chyba je się tak razem czyta. Historie się przeplatają, a związanie się z postaciami… cóż. Rozumiemy. Bardzo dobrze rozumiemy, ale też nas bardzo to cieszy :D
    Tak jak Chase’a przebywanie ze swoją kukurydzą ;p
    Dziękujemy za komentarz i ciepło ściskamy

  2. Kasia pisze:

    Miałam ochotę Was poddusić z lekka za tą zmianę tematu na początku rozdziału, ale Philip mnie rozczulił i mi przeszło :) Trochę się martwię o niego, ale wydaje mi się że nabrał trochę pewności siebie a to się liczy :)
    Oczywiście ulżyło mi że Chase jest zdrowy, w ogóle fajnie zareagował, no i jak ładnie to uczcili z Cornem. Miałam przez chwilę wrażenie że Courtney wykaże się większą dominacją i zaszokuje tym naszego nastolatka, no ale to chyba jeszcze nie ten moment. Ale naprawdę widać już że młody się zakochał :) Czekam na jego zaskok w tym temacie, to na pewno będzie ciekawe :)
    Bardzo pozytywny rozdział 😀 Dziękuję bardzo i pozdrawiam 😘

  3. kaczuch_A pisze:

    Uff…Ale mi ulżyło~! Już myślałam, że całkowicie biedakowi dołożycie. Zniknęłam na jakiś czas w komentarzach pod rozdziałami, ale wiedzcie, że jestem obecna i czytam. Nadrobię zaległości w komentarzach, a przynajmniej się postaram.

    Weny~!

  4. O. pisze:

    Philip powinien tęsknić za Ianem, a nie łasić się do Chase’a ! ;p Niemniej gaz pieprzowy kiedyś to będzie za mało, bo ktoś może uprzedzić go i np wykręcić mu rękę albo coś. Także Chase niech będzie miły i wymyśli dla niego coś nowego xD
    Oh Chase, teraz rozpiera cię duma a co będzie gdy kiedyś będziesz na miejscu Corna? xD

  5. rehab-e pisze:

    Przewidywałam, że Chase będzie zdrowy. Gdyby było inaczej, to byłaby za duża drama. Także … aż tak się nie zaskoczyłam xD
    Chase dalej jest uroczy i to słodkie jak lgnie do Coney. Nadal jednak martwię się tym brakiem świadomości z jego strony, no ale trudno.
    A teraz muszę zapytać o Philipa. On i Ian pojawili się na początku i faktycznie nakręcali akcję, gdy Chase dostał kuratora, a później u nich pracował. Później jednak zupełnie się nie pojawiali, raz czy dwa Philip zaczepił Chase’a w szkole i na tym koniec. Mamy 51 rozdział i nagle Philip wyskakuje jak królik z kapelusza…
    Dlatego zastanawiam się… co oni robią w tym opowiadaniu? xD
    Pozdrawiam!

  6. ErwinaSmith pisze:

    Jesteście boskie!
    Do słowa ‚zdrowy’ nie można było ‚wyczuć’ jak to będzie ze stanem zdrowia Chase’a.
    Co wy że mną robicie…
    Czytając wasze opowiadania łapie się na tym ,że moje reakcje nie do końca są normalne.

    Po NBTS przeczytałam I.O.I pisałam kiedyś ,że przeczytam i tak się stało.Bardzo ,bardzo mi się spodobało jakżeby inaczej.Tylko po przeczytaniu któregoś z waszych opowiadań brakuje mi słów ,bo jestem w wielkim szoku i trudno mi coś konstruktywnego napisać jak ledwo komentuje jak emocje opadną XDD

    Czasami popęd seksualny Chase’a i Courtney’a mnie przytłacza haha ale daje radę XDD

    Uwielbiam kuratora i jego podopiecznego jak na razie są tak super jak Shane i David (moje kochane chłopaki) :) jak się pojawiają i chociażby robią zakupy to łezka mi się w oku kręci XD

    Przeraża mnie to jak bardzo związałam się z tymi bohaterami :/

    Chase taki uroczyyyy no rozpływam sięXD
    On nie musi nic mówić widać po nim ,że kocha na zabój kuratora.No nie ma bata żeby było inaczej.

    Pozdrawiam.
    I no jesteście świetne ;)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s