Project Dozen – 79 – Dręczyciel

Tomasa w ten weekend nie było. Pojechał wczoraj do domu, bo podobno Foster Craig poradził mu zacieśnianie więzi z rodzicami przed tym, jak powie im, że jest gejem. Colin nie za bardzo to rozumiał, ale coś musiało w tym być. Chociaż widział, że jego współlokator stresuje się nawet takim zwyczajnym wyjazdem do domu na weekend, jakby już teraz miał się przyznać. Myślał o tym nieustannie, a podsłuchane przez Colina rozmowy z rodzicami brzmiały w jego mniemaniu sztucznie.
Ale dzięki temu miał cały pokój dla siebie. To wróżyło ni mniej ni więcej jak porno i gry do późnych godzin nocnych. A przynajmniej tak myślał i miał nadzieję, bo swoją wolnością nie nacieszył się zbyt długo, kiedy nagle dostał informację o zadaniu w projekcie. Z jednej strony nie było mu to szczególnie w smak, bo miał już plany na ten piękny, wolny weekend. Z drugiej za to był podekscytowany, bo udział w eksperymencie szkolnym był nie tylko szansą na spełnienie marzenia, ale też niezłą zabawą. Niczym wypełnianie dziwnych, trudnych i nieprzewidywalnych misji w poruszającej rozgrywce. Do tego z realnymi rywalami. Jego poszukująca adrenaliny dusza gracza wpadała w stan ekscytacji, gdy tylko pager bzyczał.
Postanowił jak najszybciej się tym zająć i najpierw znaleźć kopertę z zadaniem. Okazało się, że tym razem znajdowała się ona w spłuczce w toalecie.
Usiadł na zamkniętym sedesie i od razu przeczytał treść. Czuł się, jakby siedział w tajnej komnacie albo ukrytej komórce w swojej gildii. Niektóre zadania miały bardzo mały zakres czasowy. Tym razem jednak okazało się, że miał na to cały weekend. A treść zadania brzmiała… „Zafarbuj ubrania przynajmniej dziesięciu uczniów”.
— I jak ja niby mam to zrobić? — stęknął z pretensją w głosie, kiedy to przeczytał.
Zafarbowanie jednego prania nie powinno być szczególnie trudne, ale dziesięciu… Każdy w końcu robił swoje własne pranie. On, na ten przykład, nie prał nigdy swojej bielizny z bielizną kogokolwiek innego. Co najwyżej współlokatorzy z pokoi wspólnie coś prali, ale i tak nie było to częste.
Wiedział, że to zadanie będzie problemem, dlatego czuł, że wcale tak długo sobie nie pogra, jak początkowo zamierzał. Wrócił do pokoju z kopertą i w pierwszej kolejności zaczął szukać w pokoju czegokolwiek, czym w ogóle mógłby zafarbować komuś ubranie.
Znalazł w jednej ze swoich szafek stary tusz do pióra. Był czerwony. Kupił go na jedną z sesji RPG, w której miał grać rolę czarownika piszącego ludzką krwią. Więc żeby dobrze się wczuć w sesję, swoją kartę postaci wypisał właśnie czerwonym atramentem. Potem okazało się, że fatalnie schodził z ubrań. Liczył więc, że jeśli doleje go do prania, to na pewno zafarbuje komuś ciuchy. Teraz pozostała tylko kwestia tego, jak ma aż dziesięciu osobom zniszczyć ubrania.
Nie mając pomysłu, szukał inspiracji w zawsze niezawodnym internecie. Czasami nie ogarniał, jak jego rodzice i całe ich pokolenie żyło bez Google. Gdzie niby zadawali pytania takie jak „co zrobić, gdy włosy łonowe nagle mi odpadły?” albo „jak uszyć Pikachu ze skarpetki?”? Ach, nie… Pokemonów nie było za ich czasów. Zdecydowanie Colin uważał własne pokolenie za bardziej czaderskie.
Przeglądał facebooka i forum na stronie szkoły, aż w pewnym momencie nawet przestał myśleć o swoim zadaniu i tylko surfował po internecie. I wtedy okazało się, że internet zawsze jest pomocny. Pod postem jednego z uczniów, który skarżył się na straż porządkową Patricka Brighta, rozwinęła się cała dyskusja wyśmiewająca jej członków. Hejterstwo było naturalnym zjawiskiem w internecie i nie zaskoczyło go, że nawet na oficjalnej stronie pojawiają się podłe komentarze. Przypomniał też sobie nagle, że od poniedziałku straż ma swoje nowe uniformy. Konkretnie kamizelki, które bardziej wyróżniały ją z tłumu zwykłych uczniów…
Były jasne i na pewno wchłoną cały atrament, który znalazł. Ubiorem zajmował się oczywiście Patrick, ale każda kamizelka należała do konkretnego ucznia. Więc jeśli udałoby mu się dostać do prania ich wszystkich, to na pewno miałby zaliczone zadanie. To go trochę podbudowało.
Nie miał innego wyboru, jak po prostu czatować przy pralni. I to na piętrze, na którym mieszkał Patrick. Zabrał więc swój tusz, ale także telefon, żeby przy tym wszystkim nie nudzić się za bardzo. Równie dobrze mógł czekać całą cholerną sobotę…
Poza telefonem wziął też Nintendo, żeby pograć w stare Pokemony. Zbierał się do tego już jakiś czas, a że teraz miał się nudzić, uznał, że wykorzysta to bardziej produktywnie. Udał się do szkolnej pralni z plecakiem oraz torbą na pranie, żeby nie rzucać się w oczy. Wiedział, że jak nie uda się ta mała zemsta na straży, to przynajmniej kilku uczniom zafarbuje ubrania i tak zdobędzie swoje punkty w projekcie.
Jakąś godzinę później siedział już w pralni na jednej z białych szafek i grał. W tym samym czasie jego pranie się prało, więc miał pretekst, żeby tu być i nie rzucać się za bardzo w oczy. Co raz ktoś krążył po korytarzu, chodził tam i z powrotem. Ktoś darł się głośno z pokoju wspólnego nieopodal. Aż dobre dwie godziny później, kiedy szafka nie była już taka wygodna jak na początku, Colin usłyszał znajome głosy.
— …on by się serio nadawał — mówił Kevin, wchodząc za Patrickiem do pralni.
Obaj spojrzeli krótko na Colina. Patrick szedł przodem, a za nim Kevin z reklamówką z… kamizelkami straży. Serce Colina podskoczyło.
— Wiem, ale pan dyrektor mówił, że taka liczba naszych członków, jaka jest, stanowczo wystarczy — odparł cierpliwie przewodniczący szkolnego samorządu.
Otworzył jedną z nieużywanych pralek. Te stały rzędem wzdłuż białej ściany, a nad nimi znajdowały się szafki z różnymi produktami do prania, takimi jak proszki, odplamiacze czy płyny do płukania. A każdy i tak sięgał po jeden uniwersalny proszek, nie mając pojęcia, co zrobić z pozostałymi. Zaś jedyną opcją, która była wykorzystywana w tych nowych, wielofunkcyjnych pralkach, był „miks”.
— To można kogoś wymienić. Jakby wiedzieli, że mają być skuteczni, bo wylecą, to by byli… no, bardziej skuteczni — tłumaczył Kevin, nie przejmując się obecnością Colina. Jakby w ogóle go tu nie było albo nie zasługiwał na jego uwagę.
Ten w zamian tylko spojrzał krótko na nich i wrócił do gry, żeby zostać tłem. Jak łotrzyk, który jest mistrzem w nierzucaniu się w oczy.
Patrick westchnął ciężko i zaczął przerzucać kamizelki z worka do bębna pralki.
— Muszę to przemyśleć. Nie mogę też zrobić z tego jakiegoś wyścigu szczurów, Kevin — mówił w międzyczasie. — Bo członkowie straży nagle zaczną karać kogo popadnie, żeby tylko mieć więcej notatek i doniesień.
— Nie kogo popadnie, tylko tych, którzy łamią regulamin. Nie tego chciałeś? — spytał czarnoskóry chłopak, nie pomagając mu, tylko stojąc nad nim jak kat.
A Patrick wywrócił oczami i zamknął drzwi od pralki. Sięgnął po proszek z półki i wsypał go do odpowiedniego pojemnika.
— Chciałem i chciałbym, żeby tak zostało. A kiedy zagrożę wszystkim, że bez sukcesów będą wyrzucani ze straży, to mogą przekroczyć granice — odpowiedział trzeźwo i włączył pralkę.
Colin uśmiechnął się zza swojej gry. Już wcześniej zabezpieczył dwie pralki, żeby te zafarbowały czyjeś ubrania. I teraz właśnie Patrick uruchomił jedną z nich. Tę, w której już znajdowała się mała torebeczka strunowa, przyklejona taśmą do góry bębna, żeby nie było jej widać. Kiedy pralka zacznie pracować, napełni się wodą, torebka na pewno nie wytrzyma ciśnienia, a atrament wyleje się z niej na ubrania. On zaś będzie tu czekał w razie sytuacji, w której trzeba byłoby zniszczyć więcej ciuchów. Nie zamierzał popełnić błędu i zafarbować rzeczy tylko dziewięciu osobom.

*

Plan okazał się sukcesem. Przekonał się o tym nie tylko po sprawdzeniu prania, gdy pralka już przestała pracować. Również w jego Dzienniczku Projektu widać było, że zaliczył zadanie. Przeszedł do trzeciej tury i… jak się okazało, był ostatnią osobą z drugiej tury, która miała zadanie, bo na pager przyszła mu informacja, że została ona zakończona. I wyglądało na to, że na razie tylko dwójka uczestników spieprzyła sprawę. Kevin Blare i Cody Solt. Wciąż była ich dziesiątka, więc podejrzewał, że teraz poprzeczka będzie jeszcze wyżej.
Siedział w pokoju, delektując się swoim pięknym zwycięstwem, aż niespodziewanie drzwi zostały przez kogoś zamaszyście otwarte. Zanim tam spojrzał, przeszło mu przez myśl, że wrócił Tomas. W końcu kto inny wchodziłby tu bez pytania? Ale nie. Nie był to jego współlokator. To był Kevin, trzymający jedną, beżową kamizelkę, która teraz nosiła na sobie czerwone ślady, jakby ktoś owinął nią zwłoki martwego kota.
— Co to ma być?! — warknął na Colina, zatrzaskując za sobą drzwi.
Ten odruchowo cofnął się na swoim obrotowym fotelu. Nie był z tych, którzy stawali do walki. Wolał się wycofać.
— Ale… że co? Nie rozumiem — spytał, dobrze kłamiąc. Wcielanie się w magów i łotrzyków jednak czegoś uczyło.
— Nie jestem debilem, nerdzie. Jesteś w projekcie i akurat byłeś w pralni, kiedy zjebały się nasze kamizelki? I akurat, kiedy na pager Patricka przyszło info o końcu drugiej tury? Co, cwaniaku?
Kevin postąpił bliżej niego, złapał go za przód koszulki i dosłownie uniósł z fotela biurowego. Miał… dużo siły. Był też od Colina wyższy prawie o głowę. A chłopak w żaden sposób nie umiał się bić. Właściwie to nawet nigdy nie brał udziału w żadnej bójce, a nie wierzył, że ma jakiś naturalny, ukryty talent w tym względzie.
— Zostaw mnie! Nic ci do tego! Zresztą, już wyleciałeś…! I to nie moja sprawka! — próbował się bronić.
— Nie pierdol!
Kevin niespodziewanie puścił go, ale tylko po to, żeby uderzyć go pięścią w nos. Colin krzyknął, bo ból od razu rozlał się po całej jego twarzy, a z dziurek zaczęła płynąć krew. Czarnoskóry chłopak pociągnął mu koszulkę i wytarł nią krew, po czym pchnął go na łóżko i jeszcze rzucił na niego kamizelkę.
— Nie wiem, jak to zrobisz, ale masz to, kurwa, wyczyścić! — warknął na niego i wyszedł z pokoju.
Colin popatrzył za nim i pociągnął nosem. Od razu poczuł ból i skrzywił się. Piekło go w całym nosie, oczach i czole. Wytarł krew ramieniem i przeraził się, jak wiele jej było. Nie bacząc na konsekwencje, zatamował ją zafarbowaną kamizelką. I tak nie było szans na to, żeby wyczyścił je z atramentu, więc poza tym, że musiał jakoś się opatrzyć, musiał też zmierzyć się z konsekwencjami swojego wykonanego zadania.

*

Jules Fox nie zawsze robił filmiki. Nie zawsze też oglądał innych youtuberów w internecie. Czasami zwyczajnie oglądał seriale i profesjonalne filmy. Dziś właśnie oglądał stare odcinki „Gotowych na wszystko”. Nawet lubił ten serial, bo pozwalał się trochę pośmiać, ale i miał sporo czarnego humoru. Do tego akcja działa się w szczególnie słonecznej oprawie, co było dla nich w tym momencie marzeniem. Temperatury za oknem wciąż nie wzrastały.
— Coś jest w takim dbaniu z pietyzmem o swój ogródek — mruknął Eric, półleżąc z Julesem na jego łóżku, obejmując go za szyję i oglądając serial w dresach i ciepłych, grubych skarpetkach.
Jules, który miał laptopa na kolanach, a ręce Erika wokół siebie, spojrzał na niego zza swojego ramienia.
— Jest? — spytał, bo nie widział sensu w tym, żeby mieć coś poza równym, zielonym trawnikiem w przyszłości. Oczywiście jeśli miałby mieć dom, a nie mieszkać w mieście, co bardziej było w jego guście.
— Tak mi się wydaje… O ile oczywiście nie chodzi o zaimponowanie sąsiadom, a o dbanie o swój własny kawałek życia. Gdybyśmy kiedyś mieli przyjmować gości na sobotnim grillu, wolałbym, żeby działo się to w zadbanym ogrodzie, a nie takim przypominającym rupieciarnię — odpowiedział poważnie Eric.
— I pielęgnowałbyś tak swój ogródek jak one? — spytał Jules i potarł dłoń, która go trzymała.
Na ekranie komputera nadal działa się akcja, ale nie trzeba było stopować.
— Nie wiem. Zależy, czym bym się wtedy zajmował i czy miałbym czas. Myślisz, że byłby mój? — zapytał spokojnie, choć Jules oparty o jego klatkę piersiową miał wrażenie, że poczuł mocniejsze uderzenia serca w jego szczupłej klatce piersiowej. — Czy nasz?
I zanim zdołał odpowiedzieć, rozdzwoniła się jego komórka. Jules wyciągnął się po telefon. Spojrzał na wyświetlacz i pokazał Erikowi, kto dzwoni.
— Odbiorę — powiedział, zatrzymując serial, ale nim to zrobił, odparł swojemu chłopakowi: — Ogródek twój, dom nasz. — Puścił mu oczko i odebrał. — Siema, Tommy, co tam?
— No czołem. Jak tam? Przeszkadzam ci?
Eric był na tyle blisko, że słyszał, co mówi Tomas. Przy tym tylko przesuwał palcami po torsie swojego chłopaka, głaszcząc go powoli.
— Nie, oglądam serial. Co tam u ciebie? — zagadał Jules, polegując na torsie swojego obecnego chłopaka.
— Ooo, a jaki serial?
— „Gotowe na wszystko”.
— Ach… Szkoda. Ale miałem dzwonić, żeby zapytać, kiedy możemy poznać się z naszymi chłopakami — odparł Tomas z krótkim śmiechem, ale po tym jego głos spoważniał. — Ale właśnie pisał do mnie Colin. Bo… no, miał zadanie i je zaliczył, ale trzeba totalnie uważać teraz na Kevina…
— Hm? No, to już wiemy. Ale coś zrobił? — spytał Jules, będąc ostatnio mocno wyczulonym na tego nastolatka. Było w nim coś, czego nie lubił coraz bardziej i bardziej. I za każdym razem, gdy słyszał jego imię, wiązało się to ze złymi wieściami.
— Nom. Chyba się połapał, że Colin zrobił zadanie i przylazł z kamizelką… bo ogólne Colin miał ciuchy zafarbować. A Kevin wpadł do pokoju i mu przywalił w nos. Tak na chama wlazł, czaisz? Colin mi pokazał fotę. Ma nos wielkości smoczej kuli.
Eric, który to słyszał, aż zastygł i spojrzał uważniej na swojego chłopaka. To było już zbyt poważne!
Jules za to wziął głębszy oddech, czując nagły napływ irytacji. Naprawdę, nie mógł się tym razem mylić co do Kevina? Najwyraźniej nie. Temu chłopakowi przez projekt kompletnie odwaliło.
— Możesz mi to zdjęcie wysłać? — spytał od razu, bo kolekcja rzeczy na Kevina dzięki temu się powiększy.
— Eee… no, mogę. Ale nie wierzysz mi?
— Wierzę, wierzę. Chodzi o to, że koleś zaczyna mnie irytować. Myślę, żeby w końcu ktoś się dowiedział, co robi, a to, że pobił Colina, na pewno mu nie pomoże. Chcę mieć te zdjęcia, jeśli możesz mi je wysłać — wytłumaczył spokojnie, ale Eric czuł, że jest wkurzony. Nie bawił się już jego palcami tak beztrosko, jak kiedy oglądali serial.
— Okej… To wyślę ci je zaraz przez fejsa. Ale pamiętam, że mówiłeś, że i ciebie się czepia, to chciałem cię uprzedzić. Bo on jest serio jakiś cho… Tak, zaraz wyjdę z nimi na spacer, mamo! Sorry — Tomas dodał już do telefonu. — Jestem w domu.
— Wiem, że jest chory. Ale poradzę sobie z nim. Ty też uważaj — odparł Jules, zadowolony z troski byłego, samemu też nie chcąc, żeby jemu coś się stało. — Ale to przy okazji powiedz mi, jak rodzice?
— Aa… spoko. Na razie nic nie wiedzą, więc nie mają o co truć — wyjaśnił jego rozmówca ze śmiechem. — Mamy dwa nowe szczeniaki w ogóle. Jeden prawie jak młodsza kopia twojego Ace. Tylko to suczka.
— Tak? Szkoda, że nie mogę jej zobaczyć! Musi być śliczna.
— Noo, jest mega zajebista. Zrobię ci foty potem.
— Super. A rodzicom dawaj jakieś małe sygnały, żeby ich przyzwyczaić — poradził mu Jules, mając nadzieję, że Tomas naprawdę jakoś dobrze przeżyje ujawnienie się przed rodzicami.
— No, będę się starać. Nie wiem, pan Craig mówił, że… Oż, no idę, mamo! Kurna, sorry, ale muszę już kończyć. To miłej soboty i do zo w poniedziałek w szkole.
— Jasne. Jak będziesz chciał, to dzwoń. I wyślij mi te zdjęcia. Ugadamy się jeszcze odnośnie tego spotkania w czwórkę — dodał szybko, żeby nie przedłużać.
— Spoko wodza. To zaraz prześlę, bo mam to na komórce. Na razie! — Tomas pożegnał się i rozłączył.
Eric wreszcie mógł się odezwać. Zapytał więc z niepokojem:
— Kevin kogoś uderzył?
— Ta… — Jules odłożył na bok telefon i oparł się tyłem głowy o swojego chłopaka. — Colin, który mieszka z Tomasem, miał zadanie. Podpadł straży Patricka, z tego co zrozumiałem, a Kevin za to rozwalił mu nos. Tommy ma mi wysłać zdjęcia. Mam już typa dość. Przesadza.
— Już dawno zaczął przesadzać, a teraz jest coraz gorzej… Może… — Eric urwał, bo rozległ się dźwięk dochodzącej wiadomości na facebooku. — O, pokaż to zdjęcie.
Jules sięgnął znowu po telefon, żeby odczytać wiadomość i zobaczyć fotografię od swojego byłego. Na pierwszej z nich widać było twarz Colina z chusteczką przy nosie. Była cała czerwona od krwi. Na kolejnej już był chłopak bez chusteczki, ale ze strugą krwi płynącą nad górną wargą. Nos był czerwony i spuchnięty.
— Boże… — wydusił Eric. — I to wszystko za to ubranie? Colin powinien to zgłosić do dyrektora.
Jules nie odpowiedział, bo pisał słowa Erika do Tomasa. Chciał wiedzieć, czy ten to zrobił albo chociaż zamierzał.
Chwilę czekali na odpowiedź, ale Tomas szybko odpisał. Najwyraźniej nawet na spacerze z psami nie odstępował od telefonu.
Tomas Eng: Colin nie będzie zgłaszał, bo uważa, że dyro to podciągnie pod projekt i nic nie zrobi :/
— Cóż… — Jules westchnął ciężko. — Coś w tym jestem, ale i tak uważam, że powinien to zgłosić — mruknął i napisał to Tomasowi. — A my w międzyczasie sami na niego doniesiemy.
— Dobrze byłoby mieć coś niezwiązanego z waszym projektem, ale i tak uważam, że jest to coś, w czym dyrektor powinien zareagować. Może napiszmy mu maila? Na stronie szkoły jest adres — podpowiedział Eric, bo już raz pisał do dyrektora Mossa, kiedy w zeszłym roku musiał spędzić trochę czasu w szpitalu po tym, jak odwodnił się przez głupią grypę żołądkową.
— Jasne. Tylko założyłbym sobie nowy adres, żeby jednak był to bardziej anonim, a nie tak bezpośrednio, że ode mnie — odparł drugi chłopak.
Wyłączył serial i przyciągnął laptopa. Były ważniejszej rzeczy niż „Gotowe na wszystko”. Jeśli Kevin tak się zachowywał, to w końcu mógł oberwać ktoś spoza projektu, kto nie jest niczemu winien. Musiał więc powiadomić dyrektora, że jeden z uczniów nie powinien być członkiem straży porządkowej.
Eric potwierdził jego pomysł mruknięciem i podniósł się trochę, żeby bardziej siedzieć niż leżeć. Dzięki temu i Julesowi było wygodniej, a Eric mógł go bardziej objąć i pocałował przy uchu.
— Będziesz anonimowym bohaterem — powiedział z lekkim uśmiechem, żeby trochę go rozluźnić. — O ile dyrektor Moss weźmie to pod uwagę.
— Zobaczymy. Nie dowiemy się, jak nie spróbujemy — uznał Jules i odchylił na chwilę szyję na bok. — Jeszcze raz pocałuj — poprosił, zakładając już nowy adres mailowy.
Eric uśmiechnął się i najpierw przesunął nosem po jego szyi, nim pocałował ją kilka razy. Na koniec, kiedy Jules wpisywał hasło, niecnie skubnął go zębami.
— Mmm… Bo jeszcze mi zostawisz tam ślady. — Foxy zaśmiał się, ale nie wyprostował głowy. Właśnie zaczął pisać maila do dyrektora, skupiając się na formie i treści swojego maila. Nie chciał, żeby całość brzmiała jak oskarżenia wyssane z palca.
— Wybacz — odmruczał Eric, już tylko go całując i popatrując przy tym, co Jules pisze. — Mam nadzieję, że coś z nim zrobią. Czasem aż się obawiam, czy i tobie nie przywali.
— Nie mówiłem, że musisz przestawać. Ale jeśli by mi przywalił, to byś mnie bronił? — Jules zaśmiał się, chociaż wolał, żeby Eric się nie angażował. Sam by się pewnie pobił z Kevinem, nawet jeśli ten nie był jakiś szczególnie mały.
— Oczywiście, że bym cię bronił, chociaż i tak jesteś lepszy w sporcie ode mnie — zauważył Eric, głaszcząc go powoli po klatce piersiowej i znów cmokając w szyję. — Ale ładnie dzisiaj pachniesz.
— Podoba ci się? — spytał Jules, zajmując się mailem i nie tracąc przy tym koncentracji. Chociaż robiło mu się cieplej od tego, jak pieścił go drugi chłopak.
— Mhm, bardzo. Smarowałeś się czymś? — zapytał niewinnie Eric i liznął go w delikatne miejsce za uchem.
— Oooch… — Jules stęknął i zaraz oblizał usta. — Nnn… nie, tylko mam nowy płyn pod prysznic. Ekologiczny… — Westchnął, kiedy znowu poczuł nos współlokatora na skórze.
A Eric nakręcony tym, jak reaguje jego chłopak, kontynuował. A nawet zaczął posuwać się dalej. Bo kiedy Jules już pisał ostatnie pozdrowienia w mailu, poczuł, że dłoń Erika… wsuwa mu się w bieliznę i ogarnia jego penisa.
— Eric… — stęknął Jules i obejrzał się na niego. Trudno było pisać do dyrektora o uczniu, który szerzy przemoc, w szczególności też grozi osobom homoseksualnym, a równocześnie mieć rosnącą erekcję. — Rozkręcasz się.
A chłopak za jego plecami, korzystając z tego, że Jules się odwrócił, skubnął zębami jego wargę.
— Czyli mam przestać? — zapytał i rozluźnił uścisk na członku, choć chwilę temu całkiem przyjemnie go masował.
— Nie pamiętam, żebym coś takiego mówił… A ty? — spytał Jules kokieteryjnie. — Powiedz mi tylko, od kiedy zacząłeś wykorzystywać każdą chwilę, żeby się do mnie dobrać, hm?
— Od kiedy okazało się, że mogę — odparł rozbawiony Eric, który znów ujął jego członek. Podobało mu się trzymanie go. Naprawdę podniecał się tym, że może dotykać tego penisa, czuć jego ciepło, kształt… I przy tym widzieć, że Jules czerpie z tego przyjemność.
— Och… och tak? — Jules stęknął i oblizał usta. Musiał tylko załączyć pliki i to wysłać.
— I byłoby naprawdę cudownie, gdybyś skończył pisać tego maila, bo już chcę cię rozebrać — szepnął mu do ucha Eric i kciukiem potarł czubek penisa, jakby się nim bawił.
Jules sapnął, ale nie odpowiedział, bo skupił się na sam koniec na komputerze. Wymagało to od niego mnóstwo wysiłku.
Kiedy wysłał maila, prawie drżącymi rękoma wyłączył laptopa, zatrzasnął i tylko przez litość dla sprzętu odłożył na podłogę, a nie odrzucił na koniec łóżka.
— Już!
I nawet się nie obejrzał, kiedy Eric wysunął się zza niego, pozwolił mu opaść na plecy i znalazł się nad nim. Po tym uśmiechnął się do niego lekko, zsunął mu grube skarpetki ze stóp, a następnie spodnie w dół.
— Tyłeczek do góry — poprosił, gdy cmoknął go w podbrzusze.
Jules od razu wykonał polecenie. Patrzył z napięciem i podnieceniem na swojego chłopaka i przyjaciela jednocześnie.
— Co mi chcesz zrobić?
Eric odpowiedział dopiero, kiedy całkiem go rozebrał. Przy tym podparł się z boku głowy swojego chłopaka i pocałował go delikatnie.
— Gdy odwrócisz się na brzuch i zamachasz swoją kitą, to sam się przekonasz — zamruczał z ognikami rozbawienia w oczach i tym razem pocałował go znacznie mocniej.
Miał ochotę spędzić całe to sobotnie popołudnie w tym łóżku, z tym chłopakiem i nie pozwolić mu się odsunąć, dopóki nie usłyszy jego słodkich jęków podczas spełnienia.

8 thoughts on “Project Dozen – 79 – Dręczyciel

  1. TigramIngrow pisze:

    Seriously? To juz drugi raz, gdy odcinek kończy się tak obiecująco, a w następnym nie ma po tym śladu. Ja rozumiem, że nie zawsze wszystko musi być opisane, ale ja tam wyczuwałam rim, a Eric jest niesamowity i no…ech. Smutam.

  2. Shivunia pisze:

    Luana >> Dobrze, że powiedziałaś, że mu odwaliło. Bo to w sumie najbardziej właśnie przegrana go zmieniła. Co to z człowiekiem nie zrobi :( Smutne, bo teraz też nie jest w projekcie i nie ma nad sobą tej siatki ochronnej… dum dum dum, ciekawe co z tego wyniknie. Raczej nic dobrego, pytanie czy dla Kevina czy dla innych uczniów.
    Eriś faktycznie się rozkręca, ale nic nie mogę powiedzieć. W końcu to byłby spoiler

    reheb-a >> Kevin odpadł ale jednocześnie jest też w straży. Czyli czuje władzę, taką albo mniejszą. Cóż, psychikę człowieka, młodego człowieka teraz panowie profesorowie mogą sobie nieźle pobadać. Mają idealny element który na pewno zajmie im przynajmniej rozdział w ich opracowaniu. Kevin nawet nie wie ile dla nich robi ;p
    Marka też mnie szkoda. W ogóle ma niezły rok. WIELE się dzieje, że on go wytrzyma, to będzie dobrze :D Nie, no dzielny z niego dyrektor. Poradzi sobie :D
    A chłopakom trzeba zrobić chyba ankietę kto jest najlepszą parą, bo w PD zrobiło się ich DUŻO. Cieszy nas to, że trzymacie za nich kciuki.
    Także cieplutko pozdrawiamy :*

  3. rehab-e pisze:

    Kevin jest… (tutaj pojawia się jedno z wielu brzydkich określeń). Czaję, że jest sfrustrowany tym, że odpadł z Projektu, ale do cholery, on naprawdę jest szurnięty. I może im wszystkim narobić jeszcze wielu problemów :/
    Ciekawe co zrobi Mark w tej sprawie… Ogółem to szkoda mi go, bo przez ten Projekt ma same problemy, biedny ;<
    Eric – uwielbiam go <3 On i Jules są cudowni razem. I rozczula mnie to, jak planują swoją przyszłość. Najlepsi ^^ (zaraz po Franiu i Sebku, ofc.)
    Pozdrawiam!

  4. Luana pisze:

    Kevin powinien zostać oskarżony o napaść. Co się z tym chłopakiem porobiło. Przegrana sprawiła, że mu kompletnie odwaliło. On jest nieobliczalny i kto wie do czego może się posunąć. Teraz to było rozwalenie nosa (biedny Colin), a potem może być coś gorszego. Szkoda, że dyrektor ma tak związane ręce. Chociaż Kevin nie jest już w projekcie, więc niech się do tego profesorkowie nie wtrącają.
    Eric jest mryyy, mryyy. Niech się tam dobrze zajmie „kitą” swojego chłopaka. Coś czuję, że scena nie została opisana i obejdziemy się smakiem. :D
    Pozdrawiam. :)

  5. Shivunia pisze:

    linerivaillen >> Bo Eriś zauważył że może, więc zaczyna korzystać ile tylko może. Zresztą, skądś jest ten mit o tym, że najbardziej gorące są nudne bibliotekarki XD A chłopak troszkę taką ułożoną bibliotekarką jest ;)

    Omega >> Co do Kevina to przyznam, że on sam nam się taki zrobił. Ja go pamiętam chyba jeszcze jak o nim myślałyśmy na samym początku, że będzie spoko. A potem zaczęło się i on sam faktycznie mam w trakcie pisania się zaczął się tak wkręcać. Można powiedzieć, że żyje własnym życiem, ale nie daje też żyć innym. Bo to czysta napaść była co zrobił Colinowi. Którego samego tak na marginesie też lubimy, bo jego brak życia przypomina nam nas same ;p
    Noel i Sen – oh, widzę jak wy ich kochacie. Nie obrazimy się za żadne fiki i arty z nimi. W końcu włosy Noela musi fajnie się rysować :P Ale co z nimi dalej będzie nie powiem, chociaż ostatnio pisałyśmy jedną scenę z nimi która powinna wam się podobać. Mamy nadzieje, ale nic nie zdradzam ;)
    Ściskamy i pozdrawiamy ciepło :*

    O. >> Jules na pewno coś wymyśli w swoim momencie…. albo Erick sam coś zasugeruje. W końcu zmienia się na lepsze, jak sama mówisz (chociaż „dobra zmiana” fatalnie mi się kojarzy)
    Moss, cóż ślepy nie jest ale dostał wiele ograniczeń na ten rok :( smutne

  6. linerivaillen pisze:

    A nie mówiłam, że z Erica jeszcze będzie top? Nie mówiłam? Mówiłam, i to jaki wyszedł. Mraśnie. Bo te ciepłe kluczy wcześniej to jakaś masakracja była ;)

  7. Omega pisze:

    Kevin… Zdecydowanie nie potrafi się pogodzić z przegraną i sprawia zbyt wiele problemów. Szkoda mi Colina, bo lubię go mimo faktu, że rzadko się pojawia. Mam nadzieję, że Tomasowi dobrze pójdzie rozmowa z rodzicami na temat swojej orientacji i że po prostu zbytnio dramatyzował z tym, że mogą się przez przypadek dowiedzieć. Wsparcie rodziny jest ważne, więc mam nadzieję, że wszystko przebiegnie pomyślnie. Eric pozytywnie mnie zaskakuje i chciałabym poczytać o tym co zrobi z „kitą” Foxy’ego :3 Mam nadzieję, że nie zostanie to pominięte w następnym rozdziale xD W ogóle mam niedobór rudych i psychicznych (Noela i Sena) i ciekawi mnie, czy kochany Japończyk kupił sobie kolejne czerwone stringi, czy wolał nieco bardziej stonowany kolor i poszedł bardziej w granat bądź czerń xD
    Podobają mi się tak kreatywnie wykonane zadania jakie na przykład miał Tyler, czy chociażby te, które dostawał Sen – czyli jak z pozoru nudnych i mało wymagających zadań zrobić niezłe zamieszanie :D (choć w zadaniu z tęczą wszystko się na szczęście skończyło dobrze, a na Lemoniadkę Dyrektor narzekać nie mógł xD). Colin wykonał zadanie świetnie i też by się ciekawie skończyło, gdyby nie Kevin i jego wkurzający sposób bycia i rozumienia świata… Lubię czarnych (chyba spory wpływ miał na to Lenny i miłość Ryana do czekoladek, która chyba na mnie przeszła xD), ale Kevina raczej nie polubię i mam nadzieję, że dyrektor będzie mógł jakoś zareagować. Wiem, że jakby się dowiedział, to na pewno by chciał, aby poniósł konsekwencje, ale nie mam pojęcia co z tym projektem, bo skoro Kevin wyleciał, to powinno być to już chyba potraktowane jako zwykła napaść .-.
    Dużo weny jak zwykle wam życzę ♥

  8. O. pisze:

    Oj Kevin narobi im jeszcze problemów. Moss może dodać dwa do dwóch, nie jest głupi. Ale profesorzy mają już jakąś informację, że nawet po opuszczeniu projektu człowiek nie potrafi odpuścić xD
    Aww!! Lubię dobrą zmianę Erica xD i och czyżby miał w planach zrobić to co myślę, że ma? A kiedy Jules się „upomni” o swoje topowanie? :p

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s