Project Dozen – 78 – Tygodniowe odwiedziny

Foster pił kolejną tego dnia kawę, chociaż wiedział, że nie powinien. Było to wręcz niewskazane przez to, jak się czuł. Podenerwowanie tym, że dziś Mark ma się do niego wprowadzić na tydzień, sięgało zenitu i doprowadzało do tego, że żadna kawa nie była mu potrzebna. Ale zamiast myśleć w ten sposób, pił już kolejną. Na uspokojenie postanowił przygotować muffiny. Zawsze lubił je za to, jak prosto się je robiło, a potem jak dobrze smakowały. I kiedy już czekał w kuchni, aż te się upieką, siedząc na wysokim stołeczku barowym, postanowił przeczytać w końcu najnowszą szkolną gazetkę. Miał to zrobić, kiedy tylko wyszła, ale ten tydzień był bardzo pracowity.
Cody Solt nie był już redaktorem gazetki, ale najwyraźniej powierzono mu napisanie artykułu o coming oucie Tomasa. Foster zauważył to od razu, bo najpierw spojrzał na podpis, a dopiero potem zabrał się za czytanie. Miał pewne obawy, bo zawsze, gdy chodziło o któregoś z rywali w eksperymencie szkolnym, wynikały jakieś problemy. Ale im dłużej czytał artykuł… tym bardziej był w szoku. Po pierwsze, pomijając niezwykłą poprawność językową Cody’ego, artykuł był napisany bardzo dojrzale jak na siedemnastolatka. Nie był to artykuł w konwencji newsu, który ma przyciągnąć głupim i szokującym nagłówkiem odbiorców i wyciągnąć wszystkie smaczki z osoby, której dotyczył. Zresztą o samym Tomasie Cody nie pisał tak wiele, jak można było się spodziewać. Podał jego coming out jedynie jako przykład sytuacji, w której niespodziewanie wychodzi na jaw czyjaś orientacja. Zasygnalizował jeszcze, jak bardzo jest to problematyczne w męskiej szkole. W dalszej części artykułu Cody pisał o tragicznych przypadkach, w których osoby przeżywały tragedię w konsekwencji negatywnego przyjęcia ich coming outu. A wszystko było napisane w naprawdę poruszający i dający do myślenia sposób.
Foster zauważył, że zwyczajnie się zaczytał i było to ciekawe spostrzeżenie. Chyba był to jeden z lepszych artykułów, jakie przeczytał ostatnimi czasy, nawet nie mając na uwadze tylko szkolnej gazetki. Musiał spytać Marka, czy też już zapoznał się z tym tekstem.
A w międzyczasie muffiny już się upiekły. Przekładał je na kratkę do wystygnięcia akurat w momencie, kiedy usłyszał dzwonek do drzwi. Annie, która dotąd była tuż obok niego, cichutko popędziła do przedpokoju. Foster udał się zaraz za nią. Otworzył drzwi i uśmiechnął się na widok Marka.
— Hej — przywitał się i zaraz zamknął drzwi, kiedy dyrektor wszedł, żeby nie nawiało do domu zimna.
Mark odstawił pod ścianę swoją małą walizkę i zanim zaczął się rozbierać z kurtki i szalika, wychylił się po pocałunek na powitanie.
— Co tu tak pachnie? — zapytał od razu.
Foster uśmiechnął się znowu. Ciepło mu się robiło, kiedy dzielił z tym mężczyzną takie małe gesty.
— Muffiny. Zrobiłem dla rozluźnienia.
— Mm, świetny pomysł. — Mark odwiesił swoje ubrania, zdjął buty i kucnął przy walizce. Szybko wyciągnął z niej małą kosmetyczkę, w której była maszynka do golenia, szczoteczka do zębów i dezodorant. Wstał z tym wszystkim i uśmiechnął się do Fostera ze śladowym skrępowaniem. — Mogę położyć na półce w łazience?
— Oczywiście. W ogóle tę walizkę całą możesz zanieść do sypialni. Mogę też ja. — Gospodarz sięgnął do uchwytu, żeby przenieść rzeczy kochanka do siebie.
— Okej, dzięki. To pójdę do łazienki, skorzystać — odparł Mark i jeszcze przywitał się z małą Annie, nim poszedł odnieść swoją kosmetyczkę.
Foster zamruczał potakująco i sam skierował się do swojej sypialni. Jednocześnie zastanawiał się, jak to będzie spać każdej nocy przez tydzień z Markiem w jednym łóżku, mieć jego bieliznę razem ze swoją w pralce, czy widzieć jego szczoteczkę do zębów rano, stojącą obok swojej w łazience. To było miłe i ciepłe uczucie.
Gdy wrócił do kuchni, żeby przełożyć ostatnie babeczki, Mark dołączył do niego, zatrzymał się na środku kuchni i potarł dłonią o dłoń.
— Mm… mogę zrobić sobie herbatę? — zapytał, nie potrafiąc jeszcze całkiem przywyknąć do tego, że ma tu żyć przez tydzień właściwie jak u siebie.
Foster niespecjalnie, ale wypomniał mu to.
— Wiesz, że nie musisz o nic pytać. Tydzień tu będziesz. Zamęczysz się, jak będziesz o wszystko pytał. Pokażę ci, co gdzie jest. — Foster odsunął się i podszedł do pierwszej szafki.
Pokazał, gdzie trzyma cukier, kawę i herbatę. Gdzie ma śmietankę do kawy, gdzie Mark ma szukać różnych garnków, kubków i innych narzędzi kuchennych. A gdy już skończył, na koniec tłumacząc, jak obsługuje się jego zmywarkę, Mark podszedł do niego, objął go w talii i pocałował w szczękę.
— Już wszystko wiem. Mam nadzieję, że nie będziesz miał ochoty wyrzucić mnie po dwóch dniach.
— A ja, że ty nie będziesz chciał zabrać rzeczy i wyjść — odparł Foster w podobnym tonie. Odpowiedział na pocałunek i dodał: — I jakbyś czegoś szukał, to pytaj. Zresztą, to będzie trening, na pewno coś wyjdzie.
— Mhm.
Mark wiedział, że na pewno tak będzie, ale już był podekscytowany wspólnym pomieszkiwaniem. Tymczasem podszedł do czajnika, żeby zagotować wodę i przygotować sobie herbatę. Był jak zawsze zmęczony po pracy, ale cieszył się, że już jest piątkowy wieczór i nie musi jutro wcześnie wstawać.
Foster w tym czasie wrócił na swój taborecik, który zajmował, nim Mark przyszedł.
— A w ogóle, czytałeś szkolną gazetkę z tego tygodnia?
— Ach, nie. Nie miałem jakoś czasu i ochoty, chociaż co chwilę ktoś mi ją podsuwał — odparł Mark, oglądając się na niego przez ramię, kiedy wrzucał do filiżanki torebkę herbaty.
— Solt napisał całkiem niezły artykuł. Możesz go naprawdę przeczytać. W sumie ja chwilę temu skończyłem.
— To Solt pisał o tym coming oucie? — Mark podszedł do niego. Skoro woda jeszcze się gotowała, zabrał ze stolika gazetę. — Dobra, to może zerknę…
— Mhm, byłem w sumie zaskoczony. I niby miałem pilnować go, nim gazeta wyjdzie… ale nie mam do czego się nawet przyczepić — odparł Foster, opierając się łokciami o blat i patrząc z dołu na Marka.
Ten zamyślił się i ze ściągniętymi brwiami zaczął czytać. Nie odpowiedział, bo tekst go pochłonął i nawet nie zarejestrował momentu, w którym woda przestała się gotować. Był w coraz większym szoku, że Cody Solt napisał coś takiego.
Foster widząc, że mężczyzna odpłynął tak jak on wcześniej, sam wstał, żeby zaparzyć mu herbatę. Po tym postawił parujący kubek przed Markiem i tylko patrzył na jego twarz.
Ten spojrzał na niego, potem na filiżankę i dopiero się zreflektował.
— Och, zapomniałem o herbacie. Dzięki. Przeniesiemy może do salonu? — zaproponował. — Już kończę.
— Mhm, skończ, zaniosę tam herbatę i muffiny. Dołącz do mnie.
Foster zabrał talerz z babeczkami i filiżankę Marka, po czym udał się do przestronnego pomieszczenia tuż obok. Był ciekaw, jak oceni ten tekst. Miał w końcu na pieńku z Soltem.
Poczekał na niego tylko chwilę. Mark miał zamyśloną i skupioną minę, kiedy usiadł obok niego i napił się herbaty. Trwał chwilę w milczeniu, aż w końcu powiedział:
— Ten artykuł był dobry.
— Wiem — odparł prosto Foster. Siedział z założonymi na piersi ramionami. Nogi miał wyciągnięte przed siebie i teraz lekko się uśmiechał.
Mark pokręcił głową, nie mogąc wyjść z szoku.
— Cholera, napisał to tak dobrze, że aż później sprawdzę, czy to nie jest jakiś plagiat. I w ogóle nie był wulgarny, ani szczególnie tendencyjny. Chyba nie doceniłem Solta.
— Możesz sprawdzić, ale wydaje mi się, że to jego tekst. Ma podobny styl do swojego, ale lepszy. Więcej czasu musiał spędzić nad tym tekstem. — Gospodarz zgodził się z tym osądem.
Mark oparł się o oparcie kanapy i zapatrzył przed siebie.
— Nawet nie wiedziałem, że tak potrafi. I obawiam się, że niektórzy uczniowie mogą tego nie docenić, bo artykuł jest bardzo dojrzały.
— Nawet nazwałbym to zwyczajnie nieprzeczytaniem, a nie niedocenieniem. Ale to dobry tekst. Powinien dalej tak pisać. W końcu chciał pisać dla prawdziwych gazet.
Mark wiedział, że naprawdę jest to świetny artykuł i aż mu to zgrzytało z wewnętrznym poczuciem, że Cody Solt to arogancki nastolatek, który nie zna granic dobrego smaku.
— Myślę, że można by nawet opublikować to gdzieś dalej… Sam nie wiem, chociażby na stronie naszej szkoły…
— Mogę go o to spytać, czy tego chce. I… — Foster zawahał się. — Pomówiłbym z nim, żeby bardziej się starał, to może rozważysz jego powrót na funkcję naczelnego redaktora. Ale tylko, jeśli faktycznie nie masz nic przeciwko tej opcji.
Mark najpierw wyglądał, jakby miał od razu zaprzeczyć, ale powstrzymał się przed wydaniem natychmiastowej, nieprzemyślanej opinii.
— Właściwie mógłby. Jeśli jego następne artykuły również byłyby na takim poziomie, mógłbym o tym pomyśleć.
— To pomówię z nim o tym. Nic mu nie obiecam, nie obawiaj się. — Foster uspokoił go krótkim gestem dłoni. — Ale chcę dać mu dodatkową motywację. Mam przeczucie, że wyciągnął lekcję z tego, co go spotkało.
— Z tego artykułu tak wynika. Jestem aż zaskoczony. Większość chłopaków, którzy dostali ode mnie nagany czy upomnienia, potem się raczej buntowało…
— Niestety jest to częste. Ale jemu chyba faktycznie zależy na tym marzeniu.
— I to jest cholerny znak, że żaden projekt nie jest do tego potrzebny. Wystarczy własna, ciężka praca — mruknął Mark, opierając się bokiem głowy o masywne ramię Fostera. Był coraz bardziej negatywnie nastawiony do eksperymentu.
— Może faktycznie im tak wyjdzie. Ale chcą mieć na to papier. — Foster westchnął głęboko. Sam czasami wiedział, jak ciężko było pomóc uczniowi, który miał problem, ale nie chciał poddać się testom. A często dopiero one mogły pokazać, że on, jako psycholog, ma jednak rację.
— Wiesz, że właśnie rozmawiamy o pracy…? — rzucił niespodziewanie Mark z lekkim uśmiechem i sięgnął po muffinkę.
— Mhm, to chyba już nam weszło w krew — przyznał mu rację Foster. Oparł ciężko głowę o oparcie kanapy i przymknął oczy. — Ale pomyśl, czasami lepiej o tym pomówić, niż tylko o tym myśleć.
Mark zaśmiał się krótko i spojrzał na niego uważniej, powoli jedząc babeczkę.
— Tak, lepiej jest mówić o tym, co się myśli i czuje, żeby siebie samego nie niszczyć, prawda, panie psychologu? Dlatego pan tak długo ukrywał to, co do mnie czuje? — zapytał z przekąsem.
Foster prychnął i spojrzał na niego. Zaraz też rozprostował ręce i jedną objął Marka w ramionach.
— Nie byłem przygotowany na odmowę.
Dyrektor oparł się o niego i zjadł do końca babeczkę. Była słodka i kakaowa. Jak obejmująca go ręka Fostera.
— Dobrze, że się zdecydowałeś. Ale wciąż mi głupio, w jakich okolicznościach się to stało… — dodał trochę mniej pewnie. — Nie zwykłem rozklejać się tak otwarcie jak wtedy.
— Wiesz, że bez tego mogłoby nas tu teraz nie być. To w sumie takie szczęście w nieszczęściu, że jednak miałeś wtedy taki gorszy okres — pocieszył go Foster, trąc dłonią o jego ramię.
— I tak czuję się z tym niezręcznie… — mruknął Mark, wtulając się w niego bardziej. — A to, co teraz robisz, to coś, bez czego już bym nie mógł żyć — dodał z lekkim uśmiechem.
Foster też uśmiechnął się pod nosem.
— Masz na myśli muffinki? — zażartował, a Mark roześmiał się i wtulił twarz w jego pierś.
— Oczywiście, w pierwszej kolejności.
Czarnoskóry mężczyzna pochylił się do Marka i pocałował go w głowę.
— Mmm… Zmęczony?
— Standardowe piątkowe wyczerpanie. Nic gorszego.
Foster znowu go pocałował. Pogładził też mocniej bok Marka. Miło było mu mieć go obok siebie.
Dyrektor wczuł się w to i aż zapomniał, że przecież rozmawiali.
— Wiesz co? Mam zaskakująco dużo przyjemności z tego… jak jesteś większy — powiedział na głos swoją myśl.
— Jest się do czego przytulić i kogo pognieść? — spytał Foster i zaraz złapał go za brodę, żeby unieść jego głowę. Pocałował go bez ostrzeżenia.
W odpowiedzi Mark zacisnął mu dłoń na kolanie i oddał pocałunek. Pozwolił sobie go pogłębić i mocniej do niego przylgnąć. Foster miał rację. Bardzo dobrze było się do niego przytulić. W końcu szkolny psycholog naprawdę był potężnym mężczyzną o, chyba zawsze, ciepłych dłoniach i głosie.
— Chcesz coś ustalić, jak będziesz tu mieszkał? O której wstajesz do pracy?
— Z reguły o siódmej trzydzieści jestem w szkole. Ale wracam w różnych porach. Ty też jesteś przed ósmą w szkole, więc możemy razem wyjeżdżać.
— Ale razem chcesz jeździć do szkoły?
Mark już miał przytaknąć, po czym ściągnął brwi.
— No tak… Uczniowie mogliby to zauważyć.
— Niekoniecznie — odparł Foster, nie chcąc go martwić. — Uczniowie raczej rano nie kręcą się po parkingu.
— Na pewno nie na pół godziny przed lekcjami — dodał dyrektor z zamyśleniem i sięgnął po swoją filiżankę z herbatą. — Sam nie wiem. Co o tym myślisz?
— Można spróbować. A w razie czego nawet mieć jakieś wyjaśnienie albo po prostu zachowywać się, jakby to było nic. Wtedy jest się mniej podejrzanym i mniej widocznym.
Mark pokiwał głową i odstawił filiżankę. Rozejrzał się po wnętrzu salonu. Nie dużym, ale takim ciepłym. Jedyne, co było nieustannie martwiące, to zaspy śniegu za oknem.
— Gorąco u ciebie — rzucił w końcu i zaczął podciągać sweter, przez co koszula, którą miał pod spodem, podwinęła się i ukazała Fosterowi jego szczupły brzuch.
— Na zewnątrz jest dość zimno, więc nie wietrzę — wyjaśnił Foster, a spojrzenie jego ciemnych oczu uciekło na chwilę na nagi brzuch dyrektora. Nawet dostrzegł jego bieliznę, która nieco wystawała nad paskiem spodni.
Aż Mark uniósł się ze swetrem i rzucił przez ramię:
— Przebiorę się może, żeby nie pomiąć tego wszystkiego jeszcze bardziej.
— Masz jakieś dresy, czy dać ci coś luźnego? — spytał Foster od razu, odrywając plecy od oparcia.
— Mam koszulkę na pewno, ale spodni nie… Jakbyś miał coś, to byłoby miło — przyznał Mark, kierując się do sypialni.
Tam rzucił sweter na pufę przy komodzie i zaczął rozpinać koszulę. Foster poszedł za nim, kierując się od razu do swojej szafy, żeby dać gościowi ciepłe i wygodne spodnie.
— Mogę dać ci też koszulkę — zaproponował, wyjmując już jedną, którą sam bardzo lubił i chciał, żeby Mark też założył ją na siebie.
— O, dzięki. — Mężczyzna uśmiechnął się do niego i odłożył koszulę, po czym zaczął rozpinać spodnie. — Może w niej nie utonę.
— Nie, bez przesady. A nawet jeśli, będzie ci na pewno wygodnie — odparł Foster i położył ciuchy na łóżku, na którym sam zaraz usiadł i zapatrzył się na szczupłe ciało dyrektora.
Ten pozbył się spodni i podszedł do łóżka, żeby obejrzeć koszulkę, którą dostał. Była na pewno większa niż te, które zwykle nosił, ale nie było się co dziwić. Foster był mocno zbudowany.
— Przyznaj, że cię to kręci — rzucił do mężczyzny z rozbawieniem i zaczął ją zakładać.
Gospodarz zaśmiał się ze skrępowaniem i wcisnął dłonie w kieszenie swoich spodni.
— Chyba dałem się szybko rozszyfrować. Myślę o tym, jak będzie później ta koszulka pachnieć.
— Trochę mną, trochę tobą. Tak jak pościel po seksie? — rzucił Mark, zerkając na niego krótko, gdy już założył koszulkę. Zakrywała mu pośladki prawie w całości.
Starał się być bardziej otwarty w słowach. Może był dojrzałym, odpowiedzialnym mężczyzną, ale nigdy nie uważał siebie za kogoś szczególnie pruderyjnego. Dotąd jednak nie miał przed kim mówić w taki sposób, ale chciał być sobą. Chciał, żeby Foster, skoro go pragnął, znał go takiego, jaki naprawdę jest w związku z inną osobą.
Miał nadzieję, że nie jest to jakoś szczególnie niestosowne w uszach psychologa. I nim zdążył sięgnąć do spodni, Foster podszedł do niego i złapał go w talii. Pocałował go mocno, kosztując jego usta.
— Mmm… Cały dom mógłby tak pachnieć — wymruczał w jego usta, obejrzał je i zerknął pytająco w oczy Marka, nim zsunął dłoń w dół… aż do skraju swojej koszulki.
Starszy mężczyzna wciągnął powietrze głęboko i sam położył mu dłoń w pasie.
— Jeżeli tylko w każdym pokoju coś zrobimy… — odpowiedział na wydechu.
— Można… spróbować — odparł Foster i pocałował Marka tym razem w policzek. — Myślisz… że musisz zakładać spodnie? — spytał, szepcząc bezpośrednio do ucha gościa.
— Chyba jest u ciebie dość ciepło, żebym nie musiał. — Mark podsunął się jeszcze bliżej i pocałował go kilka razy wzdłuż szczęki, kończąc aż za uchem.
— To dobrze. Bo twoje nogi… — Czarnoskóry mężczyzna nie skończył, bo przygryzł dolną wargę, czując podniecenie budujące się w całym ciele.
Spojrzał na uda dyrektora. Takie jasne… Były oczywiście nieco owłosione i na szczęście nie przesadnie chude. Budowa ciała Marka podoba mu się, a te nogi… Żałował, że jeszcze nie kochali się w pozycji, w której mógłby się nimi objąć.
— Kręcą cię moje nogi? — dopytał Mark, uśmiechając się lekko. — Mi się podobają twoje ręce.
— To mógłbym cię nimi za nie chwycić — odparł Foster i przesunął opuszkami po zewnętrznych stronach ud Marka. — Ale najpierw może jeszcze kilka leniwych chwil w salonie?
Mark przytaknął i sięgnął w dół. Ujął go za dłonie po zewnętrznej stronie i przyciąwszy je do swojej twarzy, pocałował wnętrze każdej z nich. Po tym uśmiechnął się do Fostera i pociągnął go za rękę do salonu. Rzeczywiście… tylko w białych slipach i jego koszulce.
W salonie nadal czekały na nich muffiny i niedopita herbata.
— Przyniosę jeszcze coś do picia — zaproponował Foster i wyszedł, żeby zrobić grzane wino. Po drodze miał zamiar zabrać jeszcze koc i pod nim z Markiem obejrzeć jakiś film. I może poobmacywać go, niby po kryjomu. Był tym podekscytowany, jakby robił coś zakazanego.
Dobrą godzinę później już siedzieli z wyciągniętymi nogami, przy jednej lampce, okryci kocem i oglądający telewizję. Akurat puszczano „Pojutrze”, przez co bardziej doceniali fakt bycia w ciepłym pomieszczeniu. Aż za bardzo obrazy na filmie kojarzyły się z tym, co było za oknem, przez co Mark nie czuł się głupio, kiedy przytulał się bokiem ciała do drugiego mężczyzny. Ten też był szczęśliwy z tego, że jest im ciepło pod czerwonym, polarowym kocem z mężczyzną, który mu się podoba z jednej strony, z drugiej mając śpiącego pieska.
— Jeśli kiedyś by się coś takiego wydarzyło, to nie widzę się w grupie, która by przeżyła — rzucił Foster, ale była to tylko zmyłka taktyczna, żeby odwrócić uwagę Marka od jego dłoni. Bo tę położył na jego kolanie, kiedy już obaj wypili ciepłe, słodkie, czerwone wino z przyprawami. Przez nie Mark czuł nie tylko przyjemne ciepło w żołądku, ale miał… specyficzny humor.
— A wiesz, co ja myślę? Że twoje ciało stwierdziłoby, że musi się dostosować, zwiększyłoby porost twoich włosów i wyglądałbyś jak duży, puchaty miś — odpowiedział z krótkim śmiechem, lekko odchylając na bok nogę.
Foster aż popatrzył na niego z zaskoczeniem na twarzy, ale nie zabrał dłoni. Wręcz przeciwnie, przesunął ją trochę wyżej po udzie Marka.
— Jak miś? Chyba nie zdążyłbym w tak krótkim czasie wyglądać jak miś. Zresztą, włosy mi się mocno kręcą na całym ciele. Prędzej bym wyglądał jak wielka, czarna owca.
Mark znów się zaśmiał i cmoknął go w policzek, nim spojrzał na film.
— Wciąż to jest lepsze niż apokalipsa zombie — uznał w końcu, czując trochę większe rumieńce, nie tylko przez wino, ale przez to, że dłoń psychologa była coraz wyżej i… jakoś wywoływała u niego sensacje.
— Nigdy nie byłem fanem zombie. Nie rozumiem tego fenomenu. Tak samo jak wampirów. Są ostatnio strasznie pożądane. — Foster mówił spokojnie, jakby kompletnie nic nie robił pod kocem.
A jego dłoń bynajmniej nie była niewinna. Gładziła udo dyrektora, a czasami wsuwała się nawet między jedną a drugą nogę. W takich momentach Mark czuł nie tylko gorąco w całym ciele, ale i… lekkie drgania w swoim penisie. Miał nadzieję, że gdy Foster będzie to robił dalej, to nie poczuje w pewnym momencie jego erekcji.
— Chyba dziewczyny bardziej się tym interesują, bo nie słyszałem od Sebastiana o tym za dużo — odpowiedział Mark i wziął głębszy oddech.
— Ja słyszałem w szkole jakieś rozmowy. Ale też czasami oglądam seriale, a nie oglądałem tego jeszcze. Ty coś oglądasz? — spytał, bo w sumie faktycznie głównie rozmawiali o szkole. A chętnie obejrzałby z Markiem jakiś serial tak jak teraz, siedząc pod kocem. Pod którym właśnie masował wnętrze ud gościa, zastanawiając się, czy ten w końcu powie mu „nie”, bo był coraz bliżej jego bielizny.
— Mm… mhm. Oglądam powoli „Hannibala” i „Dextera” — odpowiedział Mark, nie protestując, bo czuł podekscytowanie przez ten atak pod kocem. Jedyne co zrobił, to napiął mięśnie na udzie, które ściskał drugi mężczyzna.
To, że na ekranie telewizora ludzkość właśnie wymierała, nie miało dla nich żadnego znaczenia. A bohaterzy, którym było teraz potwornie zimno, byli dla nich bardzo, bardzo odlegli, bo sami coraz bardziej się gotowali.
— I jak ci się podoba Will Graham? — spytał Foster i pocałował go w bok szyi. Chyba coraz mniej oglądał film, a coraz więcej Marka. Zastanawiał się już, czy będzie mógł mu strzepać pod kocem.
— Żaden z bohaterów mi się nie podoba fizycznie, ale podoba mi się przyciąganie pomiędzy Hannibalem i Willem. Widać to, że ich związek jest może oparty na czymś chorym i niezrozumiałym, nawet dla nich obu, ale na pewno łączy ich bardzo silna więź. Zawsze jak to oglądam, wbija mnie to w fotel — odpowiedział Mark, odsłaniając szyję i znów głębiej oddychając. — Mh…
— Mmm, to prawda. Ja zawsze mam dużo przemyśleń, kiedy to oglądam. Chcesz ze mną obejrzeć drugi sezon, gdy już wyjdzie? — spytał czarnoskóry mężczyzna i ugryzł lekko płatek ucha Marka. Jego dłoń już małym palcem dotykała slipów dyrektora.
A Mark… Mark na pewno nie był miękki.
— Tak, chcę — odpowiedział na wydechu, jakby zgadzał się na oddanie swojej ręki. Po tym przekręcił głowę i pocałował Fostera mocno.
Gospodarz od razu oddał pocałunek z głębokim westchnieniem.
— Mark… — udało mu się wydusić, kiedy spojrzał mu w oczy i z pytaniem w swoich położył dłoń na jego bieliźnie.
Moss już był rumiany i na pewno trudno byłoby mu w tym momencie powiedzieć „zabierz rękę”.
— To dobrze zapowiada nasze wspólne mieszkanie — powiedział trochę bez udziału mózgu i sam też sięgnął pod kocem do krocza Fostera, żeby zaraz wsunąć dłoń w jego bieliznę.
— Mmm… filmy i… seriale — odpowiedział Foster i pomasował swoją dużą dłonią krocze dyrektora. Wszystko bardzo pruderyjnie, pod kocykiem.
— Ochh… Nie wiem, czy będę w tym tak dobry jak ty — wydyszał Mark, samemu też próbując pobudzić go dłonią. Zupełnie inaczej było trzymać czyjegoś penisa niż własnego. Nie wiedział jeszcze, jak Foster lubi. Ale coś czuł, że ten instynktownie wiedział, jak jemu zrobić dobrze, bo dreszcze już teraz przebiegały go po całym ciele.
— Ważne, żebyś był.
Psycholog złapał czerwieniące się usta w swoje ciemne. Chciał je smakować, kiedy będzie wydobywać sztywnego penisa gościa z bielizny.
— Ale dobrze ci? — upewnił się Mark, siedząc bardzo blisko niego, czując go całym bokiem swojego ciała i pieszcząc go. A sam trochę bardziej wiercił się na swoim siedzeniu, bo Foster zdecydowanie… miał władzę w rękach.
— Bardzo… — Psycholog westchnął i już wcale nie patrząc na film, mocno pocałował Marka.
Czuł się uskrzydlony, kiedy był obok tego mężczyzny i mógł właśnie w taki sposób spędzać z nim czas. Trochę erotycznie, trochę romantycznie. Jego penis był zdecydowanie tego samego zdania co on.
Czuł w dłoni, że penis Marka jest coraz twardszy. A gdy spojrzał uważniej na jego twarz, zauważył, że mężczyzna co chwilę zaciska powieki, jakby skupiał się na tym, co nagle czuje. Spostrzegł nawet, że robi to szczególnie, kiedy zjeżdża dłonią niżej i dodatkowo pieści go pod jądrami.
— Mnn… Okej… mamy tam… saunę pod tym kocem — wydyszał dyrektor, wolną dłonią łapiąc go za skraj bluzki i ściskając mocno.
Foster poprawił się, siadając trochę bardziej na boku. Chciał mieć lepszy dostęp zarówno do ust Marka, jak i do jego penisa, którego właśnie delikatnie ściskał, żeby zaraz potrzeć żołądź i trochę go podrażnić.
— To przez wino. Na pewno.
Mark zaśmiał się na wydechu i też co raz całował Fostera. Było mu z tym bardzo, bardzo dobrze.
— Jezu, rób mi tak… — wymamrotał, samemu starając się nadążyć, ale miał wrażenie, że Foster jest w tym za dobry. Przez to nawet w pewnym momencie puścił jego członek i po prostu zacisnął mu dłoń na udzie.
A to było dla Fostera jak bardzo soczysty pocałunek. Stęknął i poczuł gorąco w piersi oraz satysfakcję, że udaje mu się robić tak dobrze temu mężczyźnie.
— Z przyjemnością — odparł i przesunął palcami delikatnie po trzonie i główce członka.
Przez to Mark wręcz przylgnął do jego ciała, jakby przy tej stymulacji potrzebował być jeszcze bliżej.
— Tak rób… Nie przyspieszaj, ja… ja zaraz dojdę — wydusił, a jego oddechy były bardzo urywane. Czuł gorąco w całym ciele, czuł, jak nieco poci się na plecach i był pewien, że koszulka gospodarza będzie nim bardzo wyraźnie pachnieć.
Foster, pamiętając, że Mark woli delikatniejsze pieszczoty, wykonał jego prośbę i nie przyspieszył. Niemalże łaskocząco posmyrał go jeszcze po żołędzi, po czym kilka razy przesunął dużą, gorącą dłonią po całym trzonku, żeby na koniec objąć jądra Marka i pomasować go pod nimi.
Przez to Mark podparł się o kanapę i nieco poderwał swoje ciało. Aż niespodziewanie wystrzelił, przy tym odchylając głowę na kark i wydając z siebie głośny, przeciągły jęk. Annie, która spała obok swojego pana, podniosła pyszczek z zaskoczeniem, zaś dyrektor miał na twarzy silne wypieki. Zawsze tak specyficznie rumieniał. Nie, jak niektórzy ludzie na całej twarzy, ale miał niemal okrągłe rumieńce na szczupłych policzkach. I zaraz w jeden z nich został soczyście pocałowany. Foster całował go niespiesznie, patrząc na niego z radością, jeszcze subtelnie dotykając jego penisa, aż nie wycisnął z niego ostatniej kropelki. Dopiero wtedy zabrał dłoń i oblizał palce.
Mark zapatrzył się na niego głupio i sapnął cicho.
— To, co teraz zrobiłeś, było cholernie seksowne — wydyszał z trudem. Miał drżący głos po tym, co przed chwilą czuł w całym ciele.
— Dla mnie też — odpowiedział Foster i sięgnął do dłoni Marka. Trochę się obawiał, ale i tak położył ją na swoim członku, cały czas przy tym patrząc na twarz dyrektora.
Ten odpowiedział na to intensywne spojrzenie i pocałował go mocno. A przy tym już poruszał dłonią po jego penisie, czując, jaki jest gruby i duży.
— A ty? Jak lubisz, hm? Nie będę w tym tak genialny, ale chcę zrobić ci jak najlepiej.
— Lubię, jak się zmienia tempo. Lubię też głównie na szczycie — odpowiedział czarnoskóry mężczyzna i jeszcze raz pocałował rozgrzane wargi Marka. Sam był bliski spełnienia, więc cokolwiek ten by teraz nie robił, wiedział, że będzie mu dobrze.
Mark jednak postarał się pójść za jego wskazówkami i pieścił go właśnie w ten sposób. Całował go też i był blisko. Jego własny penis przy tym spoczywał poza bielizną. Wiedział, że pobrudził koc.
— Jesteś cholernie seksowny, Foster — wysapał mu do ucha.
— Mmm… miło mi to słyszeć — odpowiedział psycholog i objął Marka za kark, żeby być blisko niego i stykać się z nim czołem, kiedy ten trzepał mu pod kocem w salonie.
Mark uśmiechnął się do niego, sam jeszcze rozgrzany po orgazmie. Co raz przyspieszał ruchy dłonią, to zwalniał, po czym znów mocniej pieścił sam czubek. Podobało mu się to, że czuje, jak ten gruby penis reaguje. I jako że swojego trzymał nie raz, nie dwa, to czuł wyraźną różnicę, że to nie jest jego członek. To było ekscytujące. Tak samo jak fakt, że sprawia komuś innemu przyjemność. Komuś takiemu jak Foster, kto z tak ciepłym uczuciem patrzy w jego oczy.
Gdy tylko poczuł, że z penisa wystrzela nasienie, od razu mocniej go popieścił i przy tym pocałował namiętnie drugiego mężczyznę. Wsunął mu język między wargi i przekręcił głowę, żeby pogłębić pieszczotę. Był wręcz dumny z siebie, że go do tego doprowadził.
— Mmm… jesteś najlepszy — wydusił Foster, kiedy w końcu miał szansę złapać oddech. Jego przemowa nie trwała jednak długo, bo zaraz sam pocałował Marka i pomasował go po plecach.
Mark na ślepo zdjął z nich koc, bo było mu potwornie gorąco, a i tak trzeba go było wrzucić do prania.
— Jestem… za każdym razem zaskoczony, jak intensywny mam z tobą orgazm — wyznał przytulając się do niego. — Naprawdę. Nie spodziewałem się tego. Bałem się, że seks nie będzie dobry. A jest… jest świetny — skończył może płasko, ale szczerze. I na koniec uśmiechnął się do mężczyzny.
Ten odpowiedział pocałunkiem. Soczystym i ciepłym.
— Cieszę się, że cię nie zawodzę. Oby dalej tak było.
Mark pokiwał głową i spojrzał na jego penisa. Leżał na spodniach Fostera, ciężki i wilgotny.
— On też mi się podoba. Więc… proszę cię, już nie miej żadnych myśli, że seks z facetem może mi się nie podobać. Że coś w tym wszystkim może mnie brzydzić. Spróbujmy być sobą. Bez obaw, co pomyślisz ty czy ja.
— Postaram się — zapewnił od razu i pocałował Marka w policzek. — Ale to może jeszcze mi trochę zająć. Okazuje się, że gorzej się przystosowuję niż ty, ale po prostu chcę być ostrożny — mówił to, co czuł i co myślał. Bo chyba seks, co by nie mówić, zbliżał ludzi i podobnie jak alkohol rozwiązywał mu język.
Mark pokiwał głową.
— Rozumiem. Mam nadzieję, że szybko do tego przywykniesz. — Pocałował go już delikatnie, a po tym zerknął na ekran telewizora. — Och… uratowali świat, kiedy dochodziliśmy.
Foster taż tam spojrzał. Zaśmiał się z tego.
— Na to wygląda. My za to uratowaliśmy trochę naszych nerwów i spuściliśmy sobie ciśnienie — zażartował i przyciągnął Marka do siebie. — Mam duży stres co do tej kolacji. Ale wierzę, że będzie dobrze.
— Ja też. Właściwie pewnie będzie wyglądać podobnie do naszej kolacji dziękczynnej. Tylko teraz będziemy świadomi tego, że każdy Moss ma faceta… — Mark aż nie mógł w to uwierzyć. Było to w tym momencie dla niego wręcz zabawne. Ale cieszył się, że ma Fostera u swojego boku. Miał nadzieję, że Sebastianowi jest równie dobrze z Francisco…

9 thoughts on “Project Dozen – 78 – Tygodniowe odwiedziny

  1. Katka pisze:

    Bebok, rozkręcają się, na szczęście XD Początki mieli bardzo ostrożne, ale już idzie im troszkę lepiej. Foster musi sobie wziąć do serca to, co powiedział mu Mark, żeby nie był tak asekuracyjny. Och, a tak, na pewno dla Frania też będzie to zonk, bo przecież sam opowiadał temu facetowi o tym, jak romansuje z synem jego faceta XD „Boże… tak btw, marzę żeby trafił mi się mąż, który będzie gotował mi obiadki i piekł muffinki” – hahaha oj tak XD

    Rehab-e, niestety kolacja nie tak od razu, ale spoko, doczekasz się jej raczej dość szybko. Wszystko u Mossów się teraz dzieje wartko. Ale fajnie, że tak czy inaczej rozdział nie zanudził :) Pozdrowionka!

  2. rehab-e pisze:

    Liczyłam na tę kolację w tym rozdziale, no ale ok… Poczekam jeszcze trochę.
    Ogółem rozdział milusi, bo Mark i Foster są cudowni razem. Nie mam pojęcia, o czym tu się mogę rozpisywać, bo po prostu są super i tyle.
    Cody napisał dobry tekst? Wow. Normalnie szok po jego ostatnich wybrykach. Nawet u mnie ma jakiś plus, choć nadal go nie lubię.
    Czekam na kolację.
    Pozdrowionka ;>

  3. Bebok pisze:

    Tak bardzo liczyłam na tę kolację w tym rozdziale ;( No ale, poczekam cierpliwie xD
    Rozdział całkiem sympatyczny, oni ogólnie są kochani. Bardzo wyrozumiali względem siebie i troszkę przesadnie ostrożni od początku. Cieszy mnie, że się rozkręcają <3 Ciekawe jak będzie im się wspólnie mieszkało ;) No i ciekawe jak młodzież zareaguje na ich związek, w końcu nie tylko dla Sebastiana Foster będzie niespodzianką. Francisco też pewnie będzie w lekkim szoku ^^ No i punkt dla Solta.. nie przepadam za nim, ale skoro się postarał z tym artykułem to nich mu będzie…. plusik jest ;p

    Boże… tak btw, marzę żeby trafił mi się mąż, który będzie gotował mi obiadki i piekł muffinki <3

  4. Katka pisze:

    Saki, czy będzie jak u Rida i Alberta, to nie wiadomo, chociaż w sumie podobieństwo jest większe niż można by się spodziewać, bo tutaj też Mark i Foster pracują razem XD Aż nie zauważyłam tego do dzisiaj. No i fajnie, ze Cody zrehabilitował się nie tylko u Marka :D No bo jakby nie patrzeć, zasłużył na miłe słowo. Co do Sebcia i Marka to tak, teraz na pewno ich kontakty będą lżejsze. Może przez pewien czas będzie to dla nich obu krępujące, że mają facetów i obaj o tym wiedzą, ale na dłuższą metę to na pewno był dobry krok. „Ciekawe, kto go w tych seksownych gacioszkach będzie oglądał…” – hahaha, oczywiście, ze Noel. Bo jakoś jestem pewna, ze Sen nie ma skrupułów, żeby po pokoju w gaciach chodzić. Nawet takich XD

    Kamaija, właśnie tak, haha XD

    Luana, hehe, też ich lubimy :) Są całkiem słodcy jak na takich dojrzałych facetów. A czy się przedłuży… zobaczymy, ale chyba obaj dążą trochę do takich… permanentnych odwiedzin XD

    C., hehehe, leniwe rozdziały są jeszcze lepsze na jesienne wieczory. A to już niedługo (niestety XD). Ale fajnie, że się podobało :D Mark i Foster rules XD

    Damiann, mam smutne wrażenie, że u nas więcej jest takich leniwych rozdziałów niż takich z akcją XD chyba jesteśmy za dużymi fankami scenek z życia wziętych. Ale widzę, że mimo to ten rozdział sie dobrze czytało, co nas cieszy ;) jak będą zadania, to na pewno więcej się będzie działo. Ale współczuję nudnej imprezy ;)

  5. damiannluntekurbus17 pisze:

    A ja wrecz przeciwnie… Nie znosze leniwych rozdzialow xD
    Uwielbiam, gdy cos sie ciagle dzieje, tu ktos umarl, tam kogos zgwalcili, jeszcze dalej Tomas dal sie wyruchac.
    Ale jako ze to jedne z fajniejszych postaci to czytalo sie dobrze. Wszystko czyta sie dobrze, gdy jest sie na nudnej imprezie zareczynowej… XD

  6. C. pisze:

    Uwielbiam takie leniwe rozdziały, a szczególnie w wykonaniu tej parki :3. Jestem ciekawa jak minie ich caly tydzien wspolnego pomieszkiwania oraz obiad z synem… weny!

  7. Luana pisze:

    Oni są niesamowici i tacy kochani. Też sądzę, że ten tydzień się przedłuży na kolejne i kolejne. Fantastyczna para. A Cody mnie zaskoczył bardzo pozytywnie. :)

  8. saki2709 pisze:

    To był przyjemny i leniwy rozdział z dodatkiem małych, ale gorących pieszczot. Ciekawa jestem, czy to tygodniowe pomieszkiwanie Marka u Fostera nie przeciągnie się tak samo jak u Ridley’a i Alberta. Wszystko jest możliwe, a ja im życzę jak najlepiej. Nie mogę się doczekać tej kolacji. Zastanawiam się, jak zareagują Seba i Franio, jak się dowiedzą, że to Foster jest lubym dyrektora.
    W ogóle Cody mnie pozytywnie zaskoczył. Ma u mnie plus za ten artykuł. W sumie sama bym go przeczytała. Może jeszcze podskoczy w moim rankingu?

    Jeśli chodzi o rozmowę Sebastiana z ojcem, poszło lepiej, niż przypuszczałam, choć i tak było niezręcznie. Nie spodziewałam się, że Mark się przyzna, że też się umawia z facetem, ale to chyba wyjdzie im na dobre. Teraz, jak nie ma między nimi tajemnic, pomijając to, że Sebastian nie zna tożsamości kochanka ojca, ale to się wkrótce zmieni, nie będzie chyba między nimi takiej spiny, jak kiedy robili wszystko, żeby tylko ich sekret, że mają męskich kochanków się nie wydał.
    Jak wyszło, że Foster o wszystkim wiedział, przez chwilę było groźnie. Ale na szczęście wszystko dobrze się skończyło.
    Jeszcze co do Sena i jego gaci. Chłopak bardziej się przejął tym, że stracił swoją bieliznę, niż tym, że zawisła na maszcie. Ale i w tym potrafił znaleźć jakiś plus. Jest okazja, żeby sobie kupić nowe. Jak on to nazwał? Ładniejsze i seksowniejsze XD Ciekawe, kto go w tych seksownych gacioszkach będzie oglądał… Do głowy mi przychodzi jedynie Noel (nadal ich shippuję), ale kto go tam wie, co robi w wolnym czasie. I nawet docenił pracę Tylera XD Tak w ogóle padłam, czytając ten wpis.

    Czekam z niecierpliwością na kolejny rozdział.
    Pozdrawiam i życzę weny

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s