Project Dozen – 77 – Jaki ojciec, taki syn

Zdjęcie przedstawiało dwóch chłopaków. Tego był pewien. A jednym z nich był jego syn.
Mark patrzył na swój telefon, nie oddychając. Jego ciało zastygło, jakby nie spoczywało na miękkich poduszkach, przykryte ciepłą kołdrą, lecz w drewnianej, twardej trumnie, której wieko ktoś zaraz opuści.
Nie dowierzał. Nigdy nie brał tego pod uwagę, a teraz, gdy wreszcie zostało mu to pokazane, nie mógł przekonać swojego mózgu, że to, co widzi, to rzeczywistość. Miał wręcz wrażenie, że śni. Że przypadkiem podczas rozmowy z Sebastianem zasnął i teraz oto śni, że jego syn wysyła mu zdjęcie z innym chłopakiem w jednoznacznej sytuacji.
Ale nie. Jego umysł myślał zbyt trzeźwo, żeby było to marą senną, a zdjęcie na telefonie nie znikało.
Przyjrzał się uważniej drugiej postaci. Był to zapewne równie młody jak Sebastian chłopak o ciemniejszej skórze. Jakby… latynoskiej. Ilu mieli w szkole Latynosów? Ilu z nich znał Sebastian i… z iloma z nich mógłby swobodnie leżeć na łóżku w swoim pokoju?
Francisco Moreno.
— Ha… — sapnął Mark, mrugając szybko.
W końcu wziął głęboki oddech, o który jego płuca wręcz zaczęły błagać. Sebastian był z Francisco. Od kiedy? Czy byli już parą, gdy spędzali razem kolację dziękczynną? Czy to dopiero się zaczęło?
Myśli w głowie Marka podążały w różnych kierunkach, a on starał się je gonić. Nie mógł uwierzyć w to, że kiedy sam zaczął próbować coś z mężczyzną, jego syn robił to samo. Czy to było genetyczne? Czy w ogóle było to możliwe? Czy Sebastian był gejem, czy biseksualistą?
Odłożył telefon na kolana i schował twarz w dłoniach. Nawet gdyby syn nie napisał mu, żeby nie reagował od razu, to i tak miałby te kilka minut zawieszenia. Nie mógł zrozumieć tego wszystkiego, a z drugiej strony… był tak cholernie szczęśliwy, że Sebastian mu zaufał.
W końcu sięgnął po komórkę i wystukał:
Mark Moss: Złapię cię gdzieś jutro. Dobranoc, synu.
Gdy i Sebastian się z nim pożegnał, Mark odłożył telefon na szafkę obok łóżka i tępo wpatrzył się w sufit. Syn właśnie zapewnił mu nieprzespaną noc…

*

Śniadanie Marka Mossa stanowiły dwie kawy. Wypite pod rząd. Pierwsza wydawała mu się jakaś taka… niewystarczająca. Nie spał pół nocy i teraz czuł się jak wrak. Do tego było mu niedobrze z głodu, ale nie miał już czasu, żeby wracać do sklepu. Jechał już trasą z Newcastle do kampusu. Prowadził powoli, bo wciąż padał śniegi i było ślisko, a do tego nieprzyjemnie ciemnawo. A on i tak myślał non stop o tym, jak poprowadzić rozmowę z synem. Mimo strachu i obaw przed tym, że nie znajdzie słów, chciał go już zobaczyć.
Parking jak zawsze był zastawiony samochodami uczniów, ale jego miejsce czekało na niego. Zaparkował, zawiązał szalik pod szyją i wysiadł z samochodu. Było mu zimno mimo ciepłego płaszcza i grubego swetra, którym musiał niestety zastąpić marynarkę od garnituru.
Skulony, czując zimno na policzkach i nosie, ruszył w kierunku szkoły. Nieźle się zdziwił, kiedy zobaczył, że uczniowie zamiast w pośpiechu przemieszczać się między internatem a szkołą, przystają i patrzą na maszt z amerykańską flagą. A przynajmniej ta powinna tam wisieć, a nie… bielizna.
Aż zatrzymał się w swoim marszu, dostrzegłszy to. Ewidentnie nowa flaga była uszyta z bielizny, ale najbardziej w oczy rzucały się… czerwone stringi. Zaś chłopcy, którzy właśnie robili telefonami zdjęcia, śmiali się głośno i próbowali zgadnąć, czyje mogą być.
— Przeklęty projekt… — wymruczał Mark i pospiesznie ruszył do całej zgrai. — Hej, chłopcy! Zamiast się patrzeć i robić zdjęcia, moglibyście to zdjąć!
— Oh, pan dyrektor. — Jeden z nich zabłysnął intelektem na sam początek dnia.
— Ale jak? Toż to wysoko jest — dodał inny uczeń, a Mark widział, jak ci, którzy nie stali najbliżej, zwyczajnie się ewakuują, żeby nie zostać zaangażowanymi.
Pokręcił głową i sam stanął przy maszcie. Nie miał kluczy, które odblokowywały mechanizm, dzięki któremu można było spuścić flagę, ale najwyraźniej nie potrzebował go. Ktoś, kto zawiesił bieliznę, musiał go wyłamać i zabezpieczyć na koniec jakimiś pasami. Kucnął więc przy tym i rozciął je swoim scyzorykiem, który miał zawsze przy sobie. Gdy tylko to zrobił, linka puściła, a flaga z bielizny wylądowała na śniegu. Od razu kilku chłopaków ze śmiechem się do niej dorwało.
Najwyraźniej czyjaś bielizna była bardzo zabawna zarówno na górze, jak i na dole. Chociaż na dole stała się też bardzo pożądana, niczym trofeum, po które jednak za ciężko było sięgnąć z masztu. Ten, który złapał nową „flagę”, szybko też uciekł.
Mark już wiedział, że to musi być pierwsza rzecz, którą zrobi — powiadomi o tym pana Ramsona, żeby znów flaga amerykańska zawisła na maszcie.
Przez te zawirowania czas wolny znalazł dopiero po dziewiątej. I to tylko na kwadrans. Nie zamierzał prowadzić z synem rozmowy w pośpiechu. Nie, kiedy była tak istotna.
Siedział w swoim gabinecie, od kilku godzin starając się skupić na swojej pracy zamiast na tym, co wczoraj wynikło, ale było to niemal niemożliwe. Był wręcz zaskoczony, że nikt nic nie zauważył.
Sięgnął po telefon i napisał smsa do syna. „Hej. W porze lunchu możemy porozmawiać? Będziesz u siebie?”.
Bardzo szybko dostał odpowiedź. „Tak, w pokoju. Chcesz wpaść, czy przyjść do gabinetu?”
„Przyjdę do ciebie. Wolę porozmawiać w pokoju. Do zobaczenia za trzy godziny.”
„OK, do zobaczenia” — odpisał Sebastian, a Mark mógł tylko podejrzewać, o czym teraz myśli. Czy się obawia, czy zastanawia, jak wykręcić się z tego, co mu wysłał.
Myśli znów mu szalały, ale szybko zostały wyparte przez kolejne sprawy, które wynikły tego dnia. Wciągnął się w wir pracy i mimo że kilka razy któryś nauczyciel podsuwał mu dzisiejszy egzemplarz gazetki szkolnej, sugerując, że artykuł o coming oucie Tomasa jest bardzo interesujący, nie był w stanie zmusić się do przeczytania.
Był już całkiem pozbawiony spokoju i opanowania, gdy wreszcie nadeszła pora lunchu. Wychodząc ze szkoły, unikał wszystkich nauczycieli, żeby nie okazało się, że ktoś czegoś od niego chce. Ale każdy krok, który zbliżał do go pokoju Sebastiana, wydawał się jakby trudniejszy. Mimo to nie zwalniał, a wręcz przyspieszył na koniec. Na szczęście internat był o tej porze dość pusty, więc bez zbędnych spojrzeń osób trzecich zapukał do pokoju syna.
— Proszę! — Usłyszał ze środka i może sobie wmawiał, ale głos syna wydawał się bardziej sztuczny niż zwykle. Zresztą, nawet jakby tak było, to nie miał co się dziwić.
Kiedy otworzył drzwi, zobaczył, że Sebastian siedzi przy laptopie i teraz odwraca się do niego na obrotowym krześle, uśmiechając się na siłę.
— No hej — przywitał się.
W pokoju był bardzo duży porządek. Na łóżkach szczególnie.
Mark też się uśmiechnął i chyba udało mu się wykrztusić coś, co brzmiało podobnie do „cześć”.
— Zdecydowanie ogrzewanie dobrze wam działa — dodał z zachrypniętym śmiechem, choć nie był pewien, czy gorąco jest mu dlatego, że kaloryfery szły na pełnych obrotach, czy z nerwów.
Zdjął płaszcz i szalik, po czym odwiesił go obok ręcznika wiszącego na wieszaku. A Sebastian pokiwał głową.
— Mhm, no mówiłem, że nie zamarzam — odparł, czując, jak bardzo ta rozmowa jest sztuczna. Chyba jeszcze nigdy nie prowadził z ojcem tak drętwej gadki.
Mark też to czuł i stresował się przez to jeszcze bardziej. A gdy odwrócił się do syna i potarł dłonią o dłoń, aż jęknął cicho.
— Wybacz, kompletnie, cholera jasna, nie wiem, jak z tobą o tym pogadać — powiedział i w końcu podszedł do łóżka, żeby usiąść na skraju i być trochę bliżej syna. Spojrzał mu w oczy i uśmiechnął się krótko. — To był Francisco?
Chłopak przełknął ciężko ślinę. Sam trzymał dłonie między kolanami i właśnie gryzł usta z podenerwowania.
— Mhm. Nie pomyślałem, że tak szybko go poznasz.
— Doszedłem do tego drogą konkluzji… — odparł Mark i poczuł, że nie tak powinien to zacząć. Że szczegółowe pytania powinien zostawić na później, a najpierw… — Hej… — Wyciągnął rękę i wychyliwszy się mocno, położył synowi dłoń na kolanie. Ścisnął go. — Nic się dla mnie nie zmieniłeś. Kocham cię, Sebastian. Wszystko jest okej.
Chłopak od razu spojrzał w oczy ojca i wziął głęboki oddech, szybko analizując jego wyraz twarzy i ton, żeby w efekcie z ulgą wypuścić powietrze z płuc. Uśmiechnął się już spokojniej.
— Dzięki. Nie wiedziałem, jak ci to w sumie powiedzieć…
— I w sumie nie powiedziałeś… — zauważył Mark ze śladowym wyrzutem, ale rozumiał, dlaczego Sebastian tak postąpił. — Ale dzięki, że się zdecydowałeś. To nie jest coś, co by zmieniło coś między nami.
Sebastian uśmiechnął się kątem ust. Trochę lepiej mu się robiło, czym dłużej rozmawiali.
— Bo to w sumie dość ciężko jeszcze przechodzi przez gardło. Po prostu… jesteśmy tylko my i chciałem, żebyś wiedział.
Mark uśmiechnął się do niego cieplej. Właśnie tak było. Mieli tylko siebie. Co prawda Sebastian wciąż miał dziadków od strony Lisy, on sam miał siostry, ale to nie była ta więź, którą mieli między sobą.
— Cieszę się, że już wiem. Nie chciałbym, żebyś udawał przede mną kogoś innego — powiedział i w końcu zabrał dłoń, żeby usiąść już prosto. — Ale… mogę trochę przejść do tej bardziej krępującej części? Jesteś gejem, czy lubisz też dziewczyny?
— Aaa… — Sebastian chciał spytać, czy to robi jakąś różnicę. To była pierwsza dość obronna myśl, jaka przyszła mu do głowy. — Znaczy… chyba to jest dość płynne. Po prostu… Francisco… — Nie skończył niczym sensowniejszym niż wzruszenie ramion. — Obaj próbujemy pierwszy raz — wydusił, nie patrząc szczególnie często na ojca, tylko zerkając.
Mark zacisnął wargi na chwilę, czując, że ta rozmowa jest trudna. Nie chciał stresować syna. Ale czy mogli przejść przez to łatwiej?
— Sebastian, a… — zaciął się. — A czy łatwiej ci będzie, jeśli powiem, że ja też próbuję pierwszy raz…?
Sebastian spojrzał na ojca, nie rozumiejąc.
— Ale co? Rozmawiać o tym? Wiesz… — prychnął. — Ja nikomu nie mówiłem.
— Nie… Mówię o tym, że też próbuję pierwszy raz z mężczyzną — wydusił Mark i sam z zażenowaniem ukrył twarz w dłoniach. — Jezu…
Jeżeli tak czuł się Sebastian, kiedy wysyłał mu zdjęcie, to Mark miał ochotę przytulić go ze współczucia. A żeby tego było mało, po tym, co powiedział w pokoju, zapadła taka cisza i na tak długo, że Mark słyszał, jak w jego żyłach płynie krew, a w ścianach prąd. Sebastian patrzył za to na ojca i… nie wiedział, co powiedzieć. Wyznał mu, że ma chłopaka, a na zdjęciu nawet pokazał, że nie całują się tylko i nie trzymają za dłonie. A w zamian usłyszał, że jego ojciec robi coś podobnego.
Mark w pewnym momencie był pewien, że słyszy też tykanie wskazówki swojego zegarka na nadgarstku. To było wręcz fizycznie męczące, więc w końcu odsunął dłonie od twarzy i spojrzał na syna. Ten siedział cały czas jak wmurowany i zwyczajnie się na niego gapił. Aż w końcu powiedział coś, za co sam miał ochotę się uderzyć w głowę.
— Ale nie z żadnym uczniem?
— Sebastian! — krzyknął Mark z oburzeniem.
Nastolatek aż odetchnął i złapał się za klatkę piersiową, jakby właśnie przeżył zawał.
— O Boże… bo tak powiedziałeś z tym, że ty też… — Starał się uspokoić i rozmawiać z ojcem… jak z ojcem. Nie było to łatwe, kiedy właśnie się dowiedział, że obaj mają kogoś. Płci męskiej. — Ale to… czekaj. Nie nadążam w ogóle. Jak to?
— Sam nie wiem. Stało się. Ciebie też mógłbym zapytać, jak to? Jesteś w stanie mi odpowiedzieć? — Mark odetchnął głęboko i potarł dłonią po swoich krótkich, ciemnych włosach. Czuł się jak postawiony w pełnym słońcu, na środku Sahary.
— Ale mama? Znaczy… Czy to… O Boże. Powiem to. — Sebastian także przeczesał włosy i odetchnął głęboko, żeby ułatwić sobie oddychanie. — To nie jest jakiś… kryzys związany z wiekiem? Wiem — uniósł dłoń — u mnie może być to młodzieńczy eksperyment, czekaj, daj mi skończyć, ale… Chyba nie wydaje mi się, chociaż nie mam nic do dziewczyn. To nie może być dziedziczne, co nie?
— Nie, nie wiem… To by było głupie, nie uważasz? Jak rodziliby się kolejni geje, gdyby ich ojcowie byli gejami? — mruknął Mark, aż w końcu pokręcił głową i wstał. Powoli przeszedł się po pokoju, aż znów spojrzał na syna. — A mama… Nie mówiłem ci dlatego, że po pierwsze to bardzo świeże… A po drugie… — tym razem trochę zachrypł i z trudem patrzył w oczy Sebastiana. — Nie chciałem, żebyś odebrał to jako zdradę mamy.
Chłopak znowu zrobił zaskoczoną minę. Zaraz też przygryzł policzek.
— Trochę to krępujące. Po tym, co powiedziałeś, jeszcze bardziej, ale sam mówiłem ci, żebyś sobie kogoś znalazł. Nie raz. Mama… no, mamy nie ma już z nami.
— Wiem, ale inny mężczyzna zamiast niej… Nigdy nie rozmawialiśmy o takiej potencjalnej opcji — dodał wymownie mężczyzna. — Okej… To… wracając do ciebie. Długo już jesteście razem?
Sebastian podrapał się po włosach.
— Te pytania zawsze są kiepskie, bo tak do końca ciężko to określić, ale coś tam się już działo we wrześniu — wydusił. I mówił chyba tylko dlatego, że był oszołomiony tym, co się dzieje i co mu powiedział ojciec.
Ten ściągnął brwi z zamyśleniem. Z jakiegoś powodu miał nadzieję, że to bardziej… świeża sprawa.
— Więc dłużej to trwa niż u mnie. Nikt poza mną nie wie? — dopytał, w końcu postanawiając znów usiąść na łóżku. — Francisco wie, że mi powiedziałeś?
Sebastian nie był pewien, jak podejść do tych pytań.
— Ee… Na pewno mogę ci powiedzieć, że nie mówiłem Francisco, że wysłałem ci to zdjęcie. Spał już. Ale czy ktoś wie… Znaczy, to dość dziwne. Bo on chyba na początku rozmawiał z panem Craigiem.
Mark zbladł. Wyglądał, jakby zobaczył ducha.
— Foster o was wiedział…?
— Co? Nie wiem. Francisco tylko do niego chodził. Wiem, bo wiesz… jest psychologiem szkolnym — trochę dogryzł ojcu, bo mówienie, że jego chłopak chodził po radę a propos swojej seksualności było dość krępujące.
— Foster wiedział… — powtórzył Mark jak echo i zaśmiał się z niedowierzaniem.
Sebastian znowu nie nadążał za ojcem.
— No… tak. Jest szkolnym psychologiem. Francisco z nim rozmawiał, ale z kim innym miałby? Wiem, że się przyjaźnicie… ale no, tato, chyba lepiej ode mnie to wiesz, nie?
— Oczywiście, że tak. — Mark spojrzał na niego szybko i uśmiechnął się krótko. To nie był czas na myślenie o Fosterze i o tym, jak go oszukiwał. — Dobrze się z tym czujesz? — zmienił więc temat. — Jest wam dobrze jako para?
— Z tym, że wiesz? — Sebastian uśmiechnął się bokiem ust. — Nie wiem jeszcze. Ale razem… całkiem fajnie. A tobie i… — zaciął się. Jak miał powiedzieć o chłopaku ojca? To była jakaś abstrakcja.
— Nam też jest dobrze — odpowiedział Mark z łagodnym uśmiechem. — Chyba zapomniałem, jak to jest być z kimś. Uczę się tego na nowo. Mam nadzieję, że nie ma mi tego za złe, ale jest bardzo cierpliwy. A u was, czuję, że to Francisco jest bardziej w gorącej wodzie kąpany.
— A u was ty? — spytał Sebastian z zaskoczeniem i szokiem. Nie wydawało mu się to nawet realne. — Ale… nie chcesz mówić, kto to?
Mark zawahał się. Nie chciał tego ukrywać. Nawet nie widział w tym sensu, teraz, kiedy obaj o sobie wiedzieli. Nie wiedział jednak, co myśli o tym Foster.
— Co powiesz na to, żebyśmy się spotkali we czwórkę? U mnie, na kolacji?
Sebastian pokiwał głową.
— Jeśli Francisco się zgodzi, to chyba byłoby okej.
— Super. Więc wtedy go poznasz. Dam ci znać, czy uda się w ten weekend — odparł Mark, po czym niespodziewanie się zaśmiał. — Ty i ja ze swoimi męskimi partnerami. Zdajesz sobie sprawę, że twoje ciotki by zemdlały na samą myśl?
Chłopak także się zaśmiał.
— A potem by cię udusiły! Ale wydaje mi się, że to dla ciebie dobrze. Nie, że facet, ale że ktoś. Widać mniej więcej, kiedy zaczęło wam się… schodzić pozytywniej.
— Co masz na myśli…?
— Och, to tak ciężko powiedzieć, ale… miałeś mniej wolnego czasu, ale przy tym miałeś jakby więcej energii. Jak teraz o tym myślę, to w sumie widać było, że masz nową ochotę na to wszystko.
Z jakiegoś powodu te słowa zawstydziły Marka. Zaczerwienił się trochę i zaśmiał ze skrępowaniem, które Sebastian rzadko widywał.
— Może masz trochę racji… No i nie jestem już taki chudy. Mam nadzieję, że to nam obu na dobre wyjdzie. I to, że wiemy o sobie, i że akceptujemy sami siebie. Ale pozwól, że nie będę drugi raz prowadził kazania, które wszystkim zapewniłem ostatnio, gdy Tomas Eng wyszedł z szafy. Ale miałem na myśli to, co mówiłem. Nie różnimy się niczym od innych ludzi.
Sebastian przewrócił oczami, uśmiechając się pod nosem.
— Teraz jeszcze bardziej z serca wydaje się to, co mówiłeś. Bardziej… ehem, osobiste — zauważył szczerze, ale zaraz dodał, żeby nie było dziwnie: — A czytałeś dzisiejszą gazetkę, jak już o nim mowa?
— Chyba sobie żartujesz. Cały ranek myślałem o tym, jak z tobą pogadać i co z tego wyniknie — prychnął Mark.
— Nie byłeś w tym sam. Zajebiście się spało, kiedy wysłało się ojcu zdjęcie… z chłopakiem — odparł Sebastian zgryźliwie, ale i śmiejąc się ze swojego nie najmądrzejszego pomysłu.
— A ja pierwszy raz pożałowałem, że nie posiadam pudru, żeby zakryć cienie pod oczami — zakpił Mark w podobnym tonie. Po tym dodał poważniej: — Wiesz, że masz się zbadać?
— Eeee… — to była pierwsza i jak na razie jedyna odpowiedź Sebastiana, który znowu spiął się podczas tej rozmowy.
— To tylko badanie krwi — mruknął Mark, widząc jego reakcję. — Chcę, żebyś był zdrowy.
Młody Moss coraz bardziej się krępował. Okej, to było niemal jak rozmowa o zabezpieczeniach.
— Znaczy… wiem, na czym to polega, tylko… my z nikim wcześniej…
Mężczyzna siedzący na łóżku sam czuł się koszmarnie, rozmawiając o tym. Ale jak uważał, że nie musi przypominać Sebastianowi, żeby używał gumek… no, przynajmniej na pewno jeśli chodziło o seks z dziewczyną, to czuł pełne prawo do dbania o jego zdrowie. Zresztą, do diabła, jeszcze rok temu przed zakończeniem semestru przyjechała do nich cała ekipa wolontariuszy, by przeprowadzić zajęcia o chorobach zakaźnych. I mówiła, jak to każdy, kto prowadzi życie seksualne, powinien zbadać się na obecność HIV. Bez wyjątków.
— Wiem, Sebastian, po prostu, proszę cię, zrób to — odmruknął.
Sebastian był w tej chwili w stanie zgodzić się wyjść w kąpielówkach na śnieg, żeby tylko przerwali ten temat.
— Okej, spoko. Spoko, zrobię. Tylko nie rób wykładu.
— Temat skończony — zgodził się Mark, po czym wstał i podszedł do niego. — Ale możesz się zmusić do jeszcze jednego, jakże żenującego dla ludzi w twoim głupim wieku czynu i mnie objąć?
Sebastian zaśmiał się, a raczej wybuchnął skrępowanym śmiechem i od razu zasłonił twarz dłońmi.
— Tatooo! — jęknął i potrząsnął głową. — Czasami jesteś za bardzo — stęknął, ale wstał i szybko objął ojca. Ścisnął go mocno, żeby zaraz puścić. — Po tej rozmowie to jest dziwniejsze. Aż się boję tej kolacji.
— A myślisz, że ja będę ostoją spokoju i duszą towarzystwa? — zapytał Mark sceptycznie, z uśmiechem w kąciku ust. — Ale myślę, że trzeba skruszyć pierwsze lody.
Sebastian pokiwał głową, nadal jednak będąc trochę przerażonym, ale i ciekawym, kim jest facet ojca. Chyba jeszcze do tego nie przywykł. Obaj mieli facetów? W jakim oni świecie żyli? Czy to w ogóle mogło być możliwe?
— Dobra… Ja wracam do pracy — uznał w końcu Mark, czując, że ta rozmowa poszła… lepiej, niż się spodziewał. Co prawda nie zakładał, że i sam się przyzna, ale liczyło się dla niego to, że między nim a Sebastianem było dobrze. Choć i tak myśl o tym, w jak… dalekim stadium jest Sebastian z Francisco, nie dawała mu spokoju. Miał nadzieję, że nie zostaje za bardzo w tyle.
Młody Moss zgodził się z nim znowu, kiwając głową.
— Okej, dobra myśl. Jak coś, jestem pod telefonem, ale… przetrawmy to. Ja muszę… dużo przetrawić, ale jest spoko — dodał, żeby ojciec nie musiał się martwić.
I dobrze zrobił, bo ten obejrzał się na niego uważnie, kiedy zakładał na siebie płaszcz i owijał szyję szalikiem.
— Cieszę się. To odezwę się do ciebie, gdy ustalę tę kolację. Ty dopytaj Francisco, czy się zgadza. I… mam nadzieję, że do zobaczenia w weekend — dodał i poklepał syna po ramieniu na pożegnanie.
— Mhm, do zobaczenia, tato. Powodzenia — dodał z uśmiechem na ustach, żeby trochę podtrzymać na duchu ojca… i siebie, bo naprawdę musiał to przemyśleć.
Mark odpowiedział mu uśmiechem, bardzo podobnym do jego. Zapiąwszy się szczelnie pod szyją, wyszedł z pokoju Sebastiana. Jedna rozmowa z głowy. A miał wrażenie, że poza kolacją czekała go jeszcze poważna rozmowa z Fosterem…

*

Foster Craig siedział w swoim gabinecie i uzupełniał dokumenty do testów, jakie musiał cyklicznie przeprowadzać z uczniami w ich szkole. Miał z tym na tyle dużo roboty, że lunch zjadł w gabinecie. Składał się na niego słodki rogalik i duża kawa. Był ciekaw, czy Mark, miał czas na jedzenie, ale nie miał nawet dłuższej chwili, żeby wymienić z nim kilka wiadomości, więc nie pisał.
Już prawie kończył swoją pracę, kiedy usłyszał pukanie do drzwi. Musiał przerwać, bo mógł to być jakiś uczeń, nagle potrzebujący pomocy. Mógł to być też Tomas Eng, z którym był na dzisiaj umówiony. Wciąż pracowali nad jego poczuciem własnej wartości w obliczu bycia gejem i nad tym, jak przekazać tę wieść jego rodzicom. Ale kiedy pozwolił gościowi wejść… okazał się nim być Mark. Mark nie w pełnym garniturze, jak zazwyczaj, lecz w bordowym, grubszym swetrze założonym na białą koszulę.
— Hej. Masz chwilę? — zapytał dyrektor z progu. I już teraz bystre oko Fostera dojrzało, że jest czymś poruszony.
— Tak, oczywiście. Proszę, wejdź — zachęcił go, żeby ten się nie krępował. Sam też uniósł się od biurka. W gabinecie było całkiem ciepło, dlatego był tylko w grubszej koszuli i cieplejszych spodniach.
Dyrektor zamknął za sobą drzwi i podszedł bliżej. Nie usiadł przed biurkiem, ani za bardzo nie zbliżył się do Fostera, a jedynie wsunął dłonie w kieszenie swoich eleganckich spodni.
— Jak ci mija dzień? — zapytał wstępnie z bardzo śladowym uśmiechem.
— Pracowicie. Ale chyba nie chcesz o tym rozmawiać. Widzę, że coś cię trapi — zauważył szkolny psycholog, wychodząc zza swojego biurka i opierając się o nie pośladkami.
Mark rozejrzał się po gabinecie i powoli podszedł do okna. Odwrócił się przodem do Fostera i zapytał:
— Dajesz jeszcze porady Francisco Moreno?
Foster spiął się bardziej, nie czując, żeby ta rozmowa jak na razie zaczynała się sympatycznie.
— Był u mnie w gabinecie, rozmawiałem z nim jako psycholog, ale nie wiem, czemu o niego pytasz.
Mark odwrócił wzrok od swojego partnera i spojrzał za okno.
— Bo dowiedziałem się, że Sebastian jest gejem.
Foster wziął głębszy oddech.
— Oh… Powiedział ci?
— Tak. Wczoraj wysłał mi swoje zdjęcie z Francisco, a dzisiaj rozmawialiśmy. Nie wyglądasz na zaskoczonego — zauważył Mark, potwierdzając swoje podejrzenia. Przez to od razu spochmurniał i zapatrzył się na biały puch na parkingu przed szkołą, który było widać z gabinetu.
Foster długo obawiał się tej rozmowy, ale nadal nie był na nią przygotowany.
— Mark, pamiętaj, że kiedy jestem tu z uczniami, nie mogę nikomu powiedzieć, o czym z nimi rozmawiam. A wiesz, że rozmawiałem z Francisco i jaki jest z niego chłopak.
— Mogłeś mi to powiedzieć inaczej… Nie wspominając o tym, że Francisco ci powiedział. Mogłeś powiedzieć, że się domyślasz, że może mój syn jest gejem… — jęknął Mark i w końcu na niego popatrzył. Nie miał mu za złe, że nie zdradził mu tajemnicy, która go obowiązywała, ale czuł się rozżalony tym, że Foster wiedział wcześniej coś o jego synu. I do tego coś bardzo, bardzo ważnego.
— Mark… — Foster nie ruszył się ze swojego miejsca, chociaż chciał go jakoś wesprzeć. Ale nie był teraz do tego odpowiednią osobą. — Nie było ku temu okazji. Zresztą, co ci będę się tłumaczył? Powiem szczerze, że obawiałem się, że jeśli dowiesz się wcześniej, to… — Odetchnął. — To się z tego wszystkiego wycofasz dlatego, że Sebastian też coś próbuje z innym chłopakiem.
Mark spojrzał na niego z niedowierzaniem.
— Wycofam…? Jak? W jaki sposób to, co robię z tobą, miałoby być zależne od Sebastiana? — wydusił, kompletnie nie rozumiejąc tego toku myślenia.
— To nie jest szczególnie często spotykane, żeby jednocześnie z własnym synem eksperymentować ze swoją seksualnością. — Foster westchnął, bo dla niego zachowawczość Marka była wystarczającym powodem, żeby ten zrezygnował ze swojego szczęścia tylko dlatego, że Sebastian ma w swoim życiu ważny okres.
Mark ściągnął brwi i… niespodziewanie podniósł głos.
— Przestań być tak asekuracyjny! Do cholery, Foster, jestem od ciebie starszy! Nie musisz mnie traktować jak jednego z dzieciaków, nad którymi tu pracujesz!
Foster od razu wycofał się w sobie. Jak się okazywało, chyba jednak było więcej powodów, dla których nie był z kimś, niż tylko jego zauroczenie Markiem.
— Nie traktuję cię… — mruknął. — Wybacz, że ci jakoś nie powiedziałem w takim razie.
Mark od razu się zaciął i zaniemówił. Chyba spodziewał się bardziej kontrargumentów niż wycofania. Trwał chwilę z rozchylonymi ustami, aż podszedł do mężczyzny i złapał go za policzki.
— Przepraszam. Nie powinienem tak wybuchać.
— Nie, miałeś rację. To w końcu chodziło o twojego syna. Ale… Mark, to była wiedza zdobyta przez to, co powiedział mi Francisco. Wcześniej w żaden sposób się nie domyślałem. Nie miałem też stu procentowej pewności. A ty… — Odsunął głowę i wsunął dłonie w kieszenie spodni. — Nadal wydaje mi się, że to niemożliwe, że ci to nie przejdzie. Może dlatego robię takie błędy.
Przez to, jak gorączkowo Foster zaczął się tłumaczyć, Mark poczuł się głupio. Krzyknął na niego i to dlatego, że ten dochował tajemnicy. A on po prostu… sam nie wiedział. Poczuł, jakby jego ojcowskie ego zostało dotknięte.
Wsunął dłonie w kieszenie Fostera i wyciągnął mu z nich ręce. Następnie położył je sobie na plecach.
— Powinienem wziąć na to poprawkę. Jestem świeżo po rozmowie z Sebastianem, wciąż nie jestem spokojny… Tak, tłumaczę się, wiem. Przepraszam, przesadziłem.
Foster pokiwał głową. Nie miał żalu do Marka. W końcu już od dawna myślał, jak naprawić tę sytuację, jak poinformować go, że wiedział więcej.
— Jak w ogóle poszło? — spytał, żeby na chwilę zmienić temat.
— Dobrze. Dopiero się rozkręcają, Sebastian nie jest w stanie jeszcze powiedzieć, czy dziewczyny go nie interesują. Pogadaliśmy… — opowiadał Mark, samemu obejmując Fostera i mając nadzieję, że ten nie ma mu za złe tego wybuchu. — Powiedziałem mu też, że i ja próbuję być z mężczyzną — dodał ciszej.
Tym razem Foster był mocniej zaskoczony, niż kiedy Mark mu obwieścił, że wie o swoim synu.
— Mówiłeś mu z kim?
— Nie. Nie wiedziałem, czy chcesz, żeby wiedział. Zaproponowałem mu wstępnie kolację we czwórkę, ale jeśli nie będziesz chciał, mogę to odwołać — zapewnił dyrektor.
Foster znowu poczuł się jak ten, który myśli gorzej i mniej przewidująco. Powinien być, do diabła, dobry w przewidywaniu i dawaniu dobrych rad. A wybitnie mu nie szło.
— A ty byś chciał, żebym poszedł na tę kolację?
Mark na chwilę spuścił wzrok na jego tors, a drugi mężczyzna poczuł, że jego dłonie drgnęły i mocniej ścisnęły mu koszulę.
— Myślę o tobie na tyle poważnie… że tak, bardzo bym chciał.
Foster odetchnął znowu ciężej.
— Jeśli tak mówisz. Nie sposób mi odmówić — odparł i wychylił głowę, żeby delikatnie pocałować Marka w usta. — Popełniam te błędy, bo mi zależy. Wiem, że za dużo o tym myślę.
— Wiem. I przez to jesteś słodki — dodał Mark już z uśmiechem i klepnął go w pośladek. Chciał, żeby Foster się rozluźnił.
Ten jednak napiął się i bardziej wyprostował. Popatrzył na Marka z pytaniem w zaskoczonych oczach.
— Słodki? — spytał i zaraz wypuścił duży haust powietrza. — Mark, ale wiesz, że jakbym o tym wiedział w inny sposób, to bym ci powiedział, prawda? Zresztą, to Francisco u mnie był.
— Wiem. Nie wracajmy do tego. Rozumiem twoje opory. Ja też nie powinienem tak reagować, bo to była twoja praca. — Mark pomasował jego plecy i lekko się przytulił. — Pamiętasz, jak myśleliśmy, żeby przetestować na, powiedzmy tydzień, moje pomieszkiwanie u ciebie? Myślisz, że moglibyśmy to połączyć i zaprosić Sebastiana z Francisco do ciebie na kolację…?
Foster także pomasował plecy dyrektora. Powoli się rozluźniał. Było to jak odpoczynek po długim maratonie, kiedy nie mógł dobrze odpocząć od kłamstwa.
— Myślisz? To nie za szybko? — spytał znowu, ujawniając swoją asekuracyjność.
A Mark, znów widząc, że musi go trochę rozluźnić, dodał z lekkim uśmiechem, zerkając w górę prosto w jego oczy:
— Mieliśmy dużo trenować niemiażdżenie twojego penisa moim tyłkiem… Chyba będzie łatwiej u ciebie.
Psycholog przełknął ciężko ślinę. Zrobiło mu się bardziej duszno.
— Mm… znaczy… — Zagotował się w sobie na samą myśl o tym, jak mieliby to trenować. — Chyba… byłoby łatwiej. Gotowałbym ci też. — Spróbował być chociaż szczątkowo zrównoważony.
Markowi też zrobiło się cieplej, ale nie tylko z podekscytowania seksem, ale też… przez to gotowanie. To było takie rodzinne i ciepłe.
— To może w piątek po pracy przyjadę? A chłopaków zaprosimy na niedzielę? — zaproponował i… podsunął się jeszcze odrobinę.
Od razu poczuł, jak dłoń Fostera znajduje się na jego pasie i go do siebie przyciska.
— Mm… chyba byłoby okej. Chociaż już trochę się denerwuję. Masz pomysł, co miałbym ugotować?
— Mielibyśmy. Pomogę ci. Może zrobimy domowe burgery? Francisco chyba lubi amerykańską kuchnię. I to chyba dość męskie żarcie — dodał Mark z lekkim rozbawieniem i lekko pociągnął zębami dolną wargę psychologa. Nie mógł się powstrzymać.
Ten znowu głęboko odetchnął.
— Przestań, bo nie puszczę cię już do pracy — ostrzegł, bo kiedy byli tak blisko, jego ciało szalało.
— Nie? — Mark poczuł nagłą ochotę, żeby się z nim trochę podrażnić.
Sięgnął za siebie i zsunął sobie jego dłoń niżej… na własny pośladek, a potem cmoknął go w mocną, szeroką szczękę. Foster od razu stęknął i zamknął oczy. Odchylił głowę do tyłu.
— Mark, naprawdę… — wydusił, starając się przypomnieć sobie ich sprzeczkę, żeby nie napalić się za bardzo.
Dyrektor był zarówno urzeczony tymi reakcjami, sam napalony, jak i uskrzydlony tym, jak działa na Fostera. To było bardzo, bardzo przyjemne.
— Już — szepnął i cmoknąwszy go, trochę się odsunął. — Więc w piątek przyjeżdżam na tydzień?
— Mhm… — Foster pokiwał głową. Zaraz też oblizał swoje pełne wargi. — Zastanawiam się tylko, czy nie powinieneś powiedzieć wcześniej Sebastianowi, gdzie ma przyjechać, żeby nie był jednak przesadnie zaskoczony. Żeby nie miał tak, jak ja ci załatwiłem.
— Tak sądzisz? Powiedzieć mu, że to ty?
— Albo chociaż wcześniej mu powiedź, gdzie ma przyjechać na kolację. Będzie to wskazówka, a może nie zostanie aż tak postawiony przed faktem, jak ty. Tak mi się wydaje, ale zrób, jak uważasz.
Mark przytaknął i pocałował go po raz ostatni. Uśmiechnął się jeszcze przepraszająco na koniec.
— Jeszcze raz przepraszam, że na ciebie krzyknąłem. To… zbyt wiele emocji na raz.
— Całkiem zrozumiałe. Nie przejmuj się tym. Trochę zasłużyłem, a za pocałunek mogę też porobić za worek treningowy — odparł Foster i potarł dłonią o jego bok, nim wrócił za swoje biurko. — O której wychodzisz do domu?
— Dzisiaj? Pewnie jakoś około piątej po południu.
Mark poprawił na sobie sweter, w którym było mu przyjemnie ciepło w te mroźne dni.
— To wieczorem postaram się zadzwonić. Trochę jeszcze porozmawiamy, jeśli będziesz chciał, o tym, co Sebastian mówił. Hm? — zaproponował Foster, chcąc być pomocnym.
Mark uśmiechnął się do niego z wdzięcznością.
— Dzięki. Chętnie. Będzie miło po prostu cię posłuchać — dodał ze śmiechem. — Do usłyszenia — pożegnał się, ruszając do drzwi.
— Do zobaczenia, Mark. Miłego dnia — odparł Foster swoim ciepłym, niskim głosem. Niemalże łóżkowym.
Przez to mężczyzna, który już stał w progu, aż się zatrzymał i dostał rumieńców. Przełknął ślinę i przytaknął. Wcale nie chciał wychodzić. Chciał pieprzyć się z Fosterem na tym cholernym biurku.
Ale musiał być poważnym, odpowiedzialnym panem dyrektorem, więc wyszedł z gabinetu swojego kochanka i spróbował przestać myśleć o jego ustach, tyłku, dłoniach i penisie.

*****

Wpisy do Dzienniczków zrobili:

Tyler Page – 14.01
Sen Nakano – 14.01

13 thoughts on “Project Dozen – 77 – Jaki ojciec, taki syn

  1. Katka pisze:

    Mati, hahaha, zgadzam się, Sebastian w mega oryginalny sposób przekazał swoją wieść, ale na przyszłość mógłby się bardziej liczyć z sercem ojca XD Bo ten biedny o mało zawału nie dostał XD A co do rozmowy, to chyba nie dałoby się pogadać o tym w niekrępującej atmosferze, ale jak widzisz, było dobrze :D Na pewno wielu ludzi może im tego pozazdrościć. Ale może pomaga fakt, ze mają tylko siebie i jednak ten kontakt jest dość mocny. Hehe, fajnie, że się podobało. Kolacja też nie powinna Was zawieść :)

  2. Mati pisze:

    Pozwolę sobie skomentować tutaj też poprzedni rozdział. Pomysł z takim zadaniem był dość…zwykły :D Aż dziwne.
    Ale wolę pisać o czymś innym :D To był chyba najoryginalniejszy pomysł na coming out w historii :D Ciekaw jestem, jaką minę zrobił Mark :D
    A teraz ten rozdział. Podpisuję się pod wcześniejszymi komentarzami. Był GENIALNY. Ta rozmowa: z jednej strony taka krępująca (no woow Mati), z drugiej taka… Spokojna. Wreszcie się o sobie dowiedzieli. Nie muszą się ukrywać. Aż można pozazdrościć Sebastianowi. żeby każdy coming out był tak „pozytywny”, hehe :)
    I jeszcze ta wspólna kolacja, ekstra :D
    „Ale nie z żadnym uczniem?” – Sebastian wygrał wszystko :D hahaha
    Weny, weny i jeszcze raz weny :) Oby więcej tak świetnych rozdziałów :)

  3. Katka pisze:

    Luana, chyba tak, jak na taką szczerą rozmowę ojca z synem na trudny temat to całkiem nieźle sobie poradzili :) Ale zgadzam się, hehe, tworzą fajne pary :D Nie ma czego sie wstydzić na pewno XD „Wiadomo, że Craiga obowiązuje tajemnica i tak dalej, a dyrektor to rozumie, tylko wtedy myślał jako ojciec, a nie ktoś inny.” – właśnie tak, to było kluczowe. Na polu pracowniczych relacji na pewno rozumiał Fostera, ale to była zbyt osobista sytuacja, zeby patrzył na nią jak dyrektor szkoły. Ale Foster tez nie jest głupi. Zrozumiał to, więc chyba żaden z nich na dłuższą metę nie będzie miał drugiemu za złe takiego zachowania. „I podoba mi się to jak Mark jest napalony na swojego partnera. :D” – hehehe, Foster na pewno nie ma nic przeciwko XD Dzięki wielkie za komentarz i jak zawsze mamy zaciesz, że się podobało! :D Pozdrowionka :)

  4. Luana pisze:

    Jestem pod wrażeniem tego rozdziału. Też będzie jednym z moich ulubionych. Mark i Sebastian doskonale sobie poradzili w tej rozmowie. Cieszę się, że dyrektor zdradził synowi z kim się spotyka. Wierzę, że są w szoku, bo obaj skierowali swoje uczucia i pociąg fizyczny w stronę mężczyzn. Zdarza się. :D Obaj tworzą fajne pary i to jest najważniejsze. Teraz nie mogę doczekać się kolacji. :D
    Trochę rozumiem Marka, że poniosły go nerwy w stosunku do Fostera. Wiadomo, że Craiga obowiązuje tajemnica i tak dalej, a dyrektor to rozumie, tylko wtedy myślał jako ojciec, a nie ktoś inny. Mały zgrzyt/kłótnia itd. jeszcze nikomu w związku nie zaszkodziła, a można dzięki temu poznać się z innej strony. Poza tym widać, że związek Marka z Fosterem jest dojrzały. To dopiero początki, ale obaj idą w to całym sobą. Tydzień mieszkania razem, może się przedłużyć. :)) Całym sercem im kibicuję. I podoba mi się to jak Mark jest napalony na swojego partnera. :D
    Niech się im szczęści, a także Sebastianowi i Francisco, który pewnie bardzo przeżyje wiadomość, że ojciec jego chłopaka o nich wie. Już widzę te jego nerwy, rumieńce i niepewność. I jak tu nie mieć do niego słabości. :D
    Pozdrawiam, ściskam i do następnego razu. Weny życzę. :*

  5. Katka pisze:

    Rehab-e, hahaha, te słowa cieszą XD Takie przełomy u Mossów ostatnio, więc dla ich fanów to chyba fajna seria rozdziałów :) Cieszy nas dobry odbiór. Hehe, obaj chłopcy chyba będą mocno przerażeni. Zarówno samym faktem kolacji, jak i tym, kto jest chłopakiem ojca XD Hehe, i spoko, Mark i Foster to dobra… nieoczekiwana para. Bo przyznam, że nie miałyśmy pojęcia, że powstanie, kiedy pisałyśmy PD na początku XD wyszła przypadkiem. Nie mamy wyrzutów sumienia XD wazne, że są lubiani. A kolejny rozdział szybciej przyjdzie, niż się spodziewasz ;) Czas niestety leci nieubłaganie XD

  6. rehab-e pisze:

    NO DOBRA. OFICJALNIE UWIELBIAM TEN ROZDZIAŁ.
    Rozmowa Sebka z Markiem – najs
    Już nie mogę się doczekać tego wspólnego obiadu – wyobrażam sobie przerażenie Frania, gdy Sebastian mu o tym powie xDD Uch, czekam na to z niecierpliwością!
    Poza tym Mark i Foster są tacy… ech, mam słabość do starszych, nawet gdy okazują się gejami… To chyba niezbyt dobrze o mnie świadczy XD Ale reasumując, są moją trzecią ulubioną parą w tym opku (to nic, że jest ich tylko pięć, nieważne).
    Emocje opadły, spokój, cisza, a ja nie mam pojęcia jak wytrzymam do następnego rozdziału (który pewnie będzie o czymś innym, a ja będę płakać).
    Pozdrawiam!

  7. Katka pisze:

    Bebok, przed rodzinką Mossów jeszcze wiele rzeczy, więc będzie o czym czytać. Mam nadzieję, że nie zawiedziemy i będą emocje :D Co do Marka, to tak, jego wybuch był przykry, chociaż łatwy do przewidzenia, tak myślę. Poczuł się trochę zdradzony. Co innego, gdyby to nie dotyczyło go osobiście. Ale jednak chodziło o jego syna. Haha, bielizny też bym nie chciała tak stracić, chociaż na pewno gorzej by było, gdyby wszyscy wiedzieli, że jest moja XD

  8. Bebok pisze:

    Jakie życie byłoby piękne gdyby każdy rodzic tak reagował ^^ Ciekawe jak dalej się potoczą losy tej rodzinki :D Miło się czytało ten rozdział, choć inna reakcja Marka by mnie zaskoczyła. Jedyne co mnie nieco zasmuciło to wybuch dyrcia jak się dowiedział, że Foster zataił informację przed nim, powinien docenić profesjonalizm Craiga bo przecież nie mógł nic powiedzieć. No ale, nie było z tego większej kłótni więc tak czy siak jest miło ^^ Trzymam kciuki za tę kolację!
    Gatki Sena <3 W sumie… nie chciałabym stracić bielizny przez takie coś, lubię moje majtki, byłoby przykro zrobić z nich flagę xd

  9. Katka pisze:

    Omega, taaak, Ryan do tej dwójki by pasował, jeśli chodzi o upodobanie do ciemnej karnacji XD Takie wspólne high five by mogli sobie zrobić. Ale generalnie fajnie, że tak czekaliście na tę rozmowę, a teraz znów kolejna rzecz na którą można oczekiwac – poznanie Fostera przez chłopaków. Mogą mieć całkiem zabawne miny. A Noel i Sen, haha, oj tak, wiem, ze ich shippujesz. Ale spoko, oni tak trochę sami się o to proszą XD Fajna z nich parka. Nie pogardziłybyśmy jakimś fanfikiem z ich udziałem XD Dzięki za wenę! Jest zawsze bardzo potrzebna!

    Kyna, haha, wyścigi chyba nie, ale cóż, to się chyba samo nasunęło Markowi. Jednak jako dojrzalszy człowiek czuje, że powinien być bardziej do przodu w takich sprawach XD Co do Fostera to się zgadzam, ze jest za bardzo asekuracyjny. Nie dziwię się, że to może drażnić, ale równocześnie wydaje mi się, że jest to dość dobrze wytłumaczone Ale chyba Foster potrzebuje więcej czasu, żeby przekonać się do tego, ze jego mokre marzenie faktycznie jest dostępne XD Tobie też udanego poniedziałku i całego tygodnia!

    Fumishi, spoko, Mossowi to chyba takie gwiazdy PD XD Ale dobrze, że innych też lubisz i Twoja uwaga nie jest skupiona tylko na tych dwóch parach. Z tego co pamiętam, w następnym rozdziale kolacji jeszcze niestety nie będzie. Ale czasem lepiej dłużej poczekać i nabrać smaka XD Dzięki za komentarz i także pozdrawiamy!

    O., z tą genetyką i dziedziczeniem to wciąż tylko gdybanie. Ciekawe, czy kiedyś ktoś znajdzie jakieś dowody czy fakty na to, że coś takiego się dziedziczy. My wolimy nie spekulować, ale nie ma się co dziwić takiej myśli u Mossów, hehe. To dość zaskakujące, że obaj lubią facetów. Ale wciąż pamiętam pewnych bliźniaków (całkiem sexy) z youtube’a, którzy byli gejami. Widziałam tylko jeden ich filmik, w którym dokonywali coming outu przed tatą zdaje się. Mega urocze i równie mega zaskakujące, że bracia bliźniacy lubią obaj facetów. A co do słowa biseksualista, to myślę, że jest równie poprawne jak homoseksualista czy transwestyta.
    Boże… Franio spalona rybka… XD Nie wiem, co Ty bierzesz w tej pracy, ale podziel się XD

  10. O. pisze:

    Może tj na pewno homoseksualizm nie jest genetyczny (w sensie dziedziczenia), ale można odziedziczyć pewne preferencje? Niektórzy mówią, że wszyscy jesteśmy biseksualni, ale niektórym brakuje odwagi czy ciekawości by to sprawdzić?
    I możecie mnie z błędu wyprowadzić? W sensie zawsze myślałam że zwrot „jest biseksualistą” jest bardziej w mowie potocznej i ogólnie jest błędem i powinno być „jest biseksualny”, obie formy są poprawne tak? xD tiaa pracuj z książkami i nie wiedz takich rzeczy xd cała ja ;)
    Franio pewnie będzie robił rybkę i to spaloną gdy dowie się, że mówił o swoich uczuciach chłpakowi ojca swojego chłopaka xD (będzie robić usta w „o” z rumieńcami na twarzy xd)
    Myślałam, że Mark trochę dłużej się pogniewa na Fostera, ale jakże złym na czekoladę można być?

  11. fumishi pisze:

    Jeju, ten rozdział i poprzedni, to chyba moje ulubione. Mogłabym w sumie czytać tylko o tych dwóch parach (ale innych też oczywiście lubię!). <3 Jestem ciekawa reakcji Francisco i Sebastiana, jak zobaczy, że wybrankiem Marka jest Foster. :D Mam nadzieję, że w kolejnym rozdziale już będzie ta kolacja, ale pewnie nie… :c No i Mossowie, to serio lubują się w ciemniejszych karnacjach, hehe. :D
    Pozdrawiam i weny życzę. :)

  12. Kyna pisze:

    „Choć i tak myśl o tym, w jak… dalekim stadium jest Sebastian z Francisco, nie dawała mu spokoju. Miał nadzieję, że nie zostaje za bardzo w tyle.”
    To są jakieś wyścigi czy co? haha :)
    Było krępująco, ale za to jak pozytywnie! :D Teraz wiedzą wszyscy <3 A niedługo kolejne zaskoczenie kim jest wybranek ojca… Jak to brzmi.
    Jeśli mam być całkowicie szczera – Foster z tą swoją niepewnością zaczyna mnie irytować. A niby taki pewny siebie facet i tak dalej… Nosz widzi przecież, że szefuńcio go chce. Według mnie teraz ufawniają się ukryte kompleksy Fostera… Jak to brzmi xD
    Pozdrawiam serdecznie, weny, czasu i tego tam :) Dobrego dnia!

  13. Omega pisze:

    „Nie mógł uwierzyć w to, że kiedy sam zaczął próbować coś z mężczyzną, jego syn robił to samo. Czy to było genetyczne?” – Zastanawiałam się nad tym samym odkąd obie parki miały swoje początki xD Obaj lubią facetów i nieco ciemniejszą karnację (można by było Ryana tu jeszcze dopisać ze względu, że uwielbia jedyną w swoim rodzaju mleczną czekoladę xD). Jeszcze została reakcja na to, iż facetem dyrektora jest psycholog, choć w tym przypadku bardziej ciekawi mnie reakcja Francisco, bo jakby nie patrzeć facet ojca jego chłopaka wiedział o wszystkim.
    Tyler odwalił kawał dobrej roboty z tą flagą i na szczęście nikt nie ucierpiał na tym (choć wątpię aby Sen odzyskał swoje czerwone stringi) *w tym momencie zajrzała do dzienniczków* Kocham to ♥ Sen i Noel może i są dziwakami, którzy urwali się z innej planety i noszą niecodzienną bieliznę (w sumie śmiałabym się gdyby stringi należały do rudzielca, a te niewinne majciochy w kwiatki do Sena xD), ale i tak ich shippuję xD Serio chciałabym jakieś rozdziały z nimi, bo jak już kiedyś pisałam kocham rudzielców i szaleńców ♥ Ale cóż… Sen kupi bardziej seksowną bieliznę i prawdopodobnie jakoś się odpłaci za stratę czerwonego cuda wrzynającego się w tyłek, więc chyba będzie się działo :3
    Dużo weny wam życzę :3

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s