Newton’s Balls – 48 – Prozaiczne sposoby do kroczenia naprzód

Z początku Courtney miał opory przed zostawianiem Tanka z bratem. Niespodziewanie jednak okazało się, że Marshall dobrze się z nim dogaduje, więc kiedy Courtney już wyjeżdżał z Chasem spod domu, żeby pojechać do centrum handlowego, nie obawiał się o Marshalla i psa, kiedy ci równocześnie wychodzili na długi spacer.
Teraz, kiedy już dojeżdżali na miejsce, myślał tylko o zakupach, które ich czekały i wspólnie spędzonym czasie ze swoim chłopakiem. Miał wrażenie, że dawno nie mieli chwili tylko dla siebie, nie licząc krótkich chwil przed pójściem spać. A wydawało mu się, że coraz bardziej lubił być z Chasem. Nawet jeśli chodziło tylko o wspólne oglądanie telewizji.
— Poza tym sklepem ze sportowymi gadżetami chcesz coś zobaczyć? — zapytał, gdy weszli przez przeszklone wejście, nad którym widniał wielki szyld „Grand Avenue”. Była to piętrowa galeria, teraz pełna ludzi, ale akurat to było im na rękę. Nawet jeśli nie wyglądali na parę, łatwo było po prostu pozostać niezauważonym w takim tłumie.
Chase odruchowo wzruszył ramionami. Był w zapinanej, czarnej bluzie z dużym kapturem i zielonymi szwami oraz kieszeniami. Do tego luźne spodnie i sportowe buty.
— Nie wiem. Możemy połazić, może jakieś przeceny będą.
— Ja liczę na jakieś rękawiczki skórzane… — odpowiedział Courtney, rozglądając się zaraz po wejściu do środka.
Kręte schody wiodły na piętro. Podłoga była biała, z czarnymi pasami, kremowe kolumny i łuki odpowiednio współgrały z żyrandolami i złotawymi poręczami, a nawet stoliczki w jednej z kawiarni usytuowanych na poziomie, na którym się znajdowali, nie gryzły się z resztą. Było przyjemnie, choć według kuratora muzyka była trochę za głośno puszczona. Chase’owi chyba to nie przeszkadzało, bo w ogóle nie zwrócił na to uwagi.
— To gdzie najpierw? — spytał, patrząc wyczekująco na swoją „dziewczynę”.
Mężczyzna zamyślił się, rozejrzał i wskazał na sklep po lewej.
— Niech będzie tutaj. — Zdecydował się na odzieżowy połączony z działem kosmetycznym. — Może znajdziemy też jakąś zabawkę dla Tanka dzisiaj — dodał do chłopaka, oglądając się na niego z lekkim uśmiechem i patrząc trochę w górę z racji wzrostu.
— Możemy też do TJMaxa iść jeszcze, nie? Może by były jakieś spodnie czy kurtka, to bym se kupił — zasugerował Chase, wchodząc do pierwszego z brzegu sklepu. Od razu w środku muzyka się zmienia, a ich otoczyły wieszaki z koszulkami i wystawione manekiny z męską oraz damską odzieżą.
— W porządku. Masz jeszcze jakąś kasę z tego, co dziadkowie ci dali? — dopytywał Courtney, już kierując się do męskiej części, żeby poszukać rękawiczek czy może czegoś jeszcze. Jakichś bokserek, skarpetek… Ostatnio sporo oddał Marshallowi, bo ten oczywiście z więzienia wiele nie przyniósł, a jeszcze nie zarobił na swoje ciuchy.
— Kilka dolców, ale mam jeszcze kasę ze złomowiska, więc może na coś styknie — wyjaśnił nastolatek, biorąc w dłonie jedną z koszulek, które rzuciły mu się w oczy. Obejrzał i uznał, że jednak nie jest to na tyle fajny produkt jak na cenę, jaką za niego chcieli.
Courtney w tym czasie przystanął przy wielkim koszu z przecenionymi skarpetkami, które były pakowane po kilka sztuk. Obejrzał się na Chase’a i rzucił z lekkim uśmiechem.
— Zasugerowałbym kupienie na spółę, bo dużo ich tu jest, ale masz sporo większe stopy ode mnie.
— No, proporcjonalne. — Chase zaśmiał się krótko, nie przejmując się tym, co mówi. Z kumplami też tak żartował, więc nie widział w tym nic złego. — A skończyły ci się w ogóle?
— Wiesz, kilka oddałem Marshallowi. On ma bardziej moje wymiary, a z więzienia przyszedł z dwiema parami.
— Coś ci jeszcze podwędza?
— Bieliznę, trochę podkoszulek i dwie pary spodni. Twierdzi, że odda, jak zarobi — wyjaśnił Courtney i westchnął z brakiem przekonania. — Czyli nieprędko — dodał i zdecydował się jednak wziąć skarpetki. Nie zaszkodzi mieć kilka par więcej.
— W ogóle on planuje się wyprowadzić kiedyś? — spytał Chase, podążając dalej w głąb sklepu między wieszakami i regałami z ubraniami. Na tych ostatnich wszystko ułożone było ozdobnie, żeby sklep wyglądał na dobrze zaopatrzony.
Courtney podążał za nim, co raz zatrzymując się przy jakiejś półce, żeby przyjrzeć się temu, co przykuło jego wzrok.
— Na pewno chce to opóźnić jak najbardziej się da. Myślałem, że znalazłem mu dobrą pracę, ale gdy pojechał na rozmowę, okazało się, że pracuje tam Dustin. Jego niegdysiejszy przyjaciel i mój pierwszy — dodał jako wyjaśnienie, właśnie oglądając golfy na wieszakach. — To nie skończyłoby się dobrze, więc nawet nie mam mu za złe, że nie zdobył tej roboty.
Chase’a nieznaczne wmurowało, kiedy usłyszał nową wiadomość. Zatrzymał się przez to w połowie kroku, a koszulka w jego dłoni całkowicie straciła zainteresowanie nastolatka.
— A nie mówiłeś, że kolo gdzieś wyjechał i że nie wiesz, gdzie jest?
— Tak mi się wydawało. Najwyraźniej wrócił — głos mężczyzny wcale nie był radosny, kiedy to mówił, ale dało się w nim słyszeć zadumanie i niepewność. Nie patrzył przy tym na Chase’a, tylko wertował wieszaki z golfami.
— Najwyraźniej? — Chase podszedł bliżej kuratora, patrząc na niego, kiedy ten przeglądał ubrania.
Kurator uniósł na niego wzrok i odsunął się trochę, kiedy jakiś sporo starszy od nich mężczyzna chciał przejść do działu z męskimi apaszkami kawałek dalej.
— Tak przynajmniej twierdzi Marshall. Gadał z nim i chyba nic dobrego z tego nie wyszło.
Chase skrzywił się brzydko i bez słowa, ale kręcąc głową, przeszedł dalej. Żadnej fajnej bluzki nie wypatrzył, ale jego uwagę zwróciły dodatki. Paski, plecaki, portfele i tym podobne rzeczy, które zajmowały całą tylną ścianę sklepu.
Po chwili poczuł obok siebie obecność Courtneya, który też porzucił ciuchy i wciąż trzymając w jednej ręce skarpetki, rozglądał się po paskach.
— Spokojnie, jak Marshall w końcu się wyprowadzi, będę skłonny nawet kupić ci piwo, żeby to oblać.
Chase od razu zerknął na mężczyznę.
— A to nie jest wbrew twoim jakimś tam regułom? — zadrwił, bo plan, jaki przedstawił Courtney, mu się podobał.
— Przeciwko regułom bycia kuratorem. Nie słyszałem, żeby ktoś zabraniał dziewczynie kupowania piwa swojemu chłopakowi — odpowiedział Courtney mocno prześmiewczo i obszedł nastolatka do stoiska z parasolami.
— Kobieto, piwa przynieś! — zawołał za nim Chase z rozbawieniem, samemu darując sobie parasole na korzyść plecaków. Może powinien pomyśleć o jakimś nowym. Ten jego wyglądał, jakby miał się rozpaść. Ale czy będzie potrzebował jakiegoś po skończeniu szkoły? Nie wiedział, więc z tą decyzją postanowił poczekać, aż będzie naprawdę potrzebować tego zakupu.
— Bylebyś się nie zamienił w takiego stereotypowego samca. Wolę, kiedy jednak jesteś bardziej żywy i czasem wstajesz od fotela. — Niezrażony komentarzem Courtney uśmiechnął się do niego przez ramię. Dzisiaj rano dokładnie się ogolił, więc jego zarost na podbródku ładnie się prezentował. Był też mniej formalny niż zwykle w pracy, bo założył skórzaną kurtkę i szarą, cienką bluzkę z długim rękawem oraz znoszone jeansy.
— Żebym nie zalegał jak Marshall? — spytał Chase z daleka, nie przejmując się, o czym rozmawiają. Dopiero jakby ktoś dłużej się im przysłuchiwał, może zauważyłby pewne podteksty, ale nie z wyłapanych pojedynczych zdań.
— Tak, coś w tym guście. Ale tobie to chyba nie grozi. Masz dużo ruchu — stwierdził Courtney i w duchu zastanowił się, jak będzie rzeczywiście wyglądać przyszłość Chase’a. I czy w tej przyszłości będzie jakieś miejsce dla niego. Bo równie dobrze chłopak rzeczywiście mógł sobie znaleźć jakąś dziewczynę, która co wieczór będzie mu przynosić piwo do meczu. — Podoba ci się coś? — zmienił temat pod wpływem własnych rozważań.
— Nie bardzo. Myślałem nad plecakiem, ale jeszcze mój się jakoś trzyma, nie ma więc parcia — odparł Chase i skinął brodą na Courtneya. — A tobie? Poza skarpetami? Czy idziemy do kasy?
— Na razie nic poza nimi, więc może być kasa — zdecydował Courtney i ruszył do niej.
Po drodze jeszcze zobaczył dwie koszulki leżące na podłodze, bo ktoś najwyraźniej zrzucił je z wieszaków i nie zawiesił z powrotem. Poprawił więc je, czując jakąś wewnętrzną potrzebę i dopiero stanął w trzyosobowej kolejce za starszym mężczyzną ze skórzanym portfelem do kupienia.
Chase stanął obok niego z dłońmi w kieszeniach bluzy.
— To gdzie teraz? TJMax czy masz inny pomysł? Boston Store?
— TJMax. Może znajdziesz tam coś dla siebie. Podobała mi się ta bordowa koszulka, którą wczoraj miałeś. Bardziej ci podkreślała ramiona. Może poszukałbyś czegoś w tym stylu? — zasugerował Courtney, powoli poruszając się do przodu i przy okazji wyciągając portfel z kieszeni kurtki.
— No, może. I może jakiś gryzak dla Tanka, nie? Ten ostatni wygląda jak po masakrze. Normanie jakby Jason z „Piątku trzynastego” go rozjebał! — Zaśmiał się.
— Ja bym powiedział, że bardziej jak Kruger, bo wyglądał jak po przejechaniu kilka razy pazurami… no, może nawet więcej niż kilka razy — podchwycił Courtney z uśmiechem. — Dobrze, że wykazuje agresję tylko do gumowych przedmiotów.
— Nie? Zajebiście go wychowałem! — Chase uśmiechnął się szeroko i na moment zamilkł, nim dodał coś jeszcze, bo akurat kasjerka zaprosiła Courtneya do kasy.
Ten więc zapłacił, dostał skarpetki w małej reklamówce i mógł wyjść z chłopakiem ze sklepu. Chętnie sam kupiłby mu coś przydatnego albo po prostu fajnego, ale podejrzewał, że ten mógłby mieć opory. Ostatnio przecież już się oferował, że coś kupi do domu, skoro chwilowo żeruje na nim i jada jego smakowitości.
— Praca w schronisku ci się jakoś przydaje do tego wychowywania Tanka? — zapytał, gdy znowu wyszli na korytarz pełen ludzi.
— Bardziej to, jak wychowywałem Tanka, przydaje mi się w schronisku. Zajebiście, wiesz, widzieć, jak dzięki tobie psy się fajniej zachowują. W ogóle, jeden taki pies, podobny do Tanka jest. Znaczy też taki mieszaniec, ale jest inny od niego, bo jest bardziej wycofany, trochę się zamyka przez to, że w klatce siedzi cały czas. Ma więc humory. — Zaśmiał się, jakby właśnie opowiedział niesamowicie zabawny żart, ale Courtney rozumiał, że chłopakowi po prostu przypomniał się jeden z takich „humorów”. — Ale… no, kurwa. — Mina nastolatka szybko znów się zmieniła na mniej zadowoloną. — Już dwa razy wrócił z adopcji. Siara straszna, nawet mimo że ludzie byli niby sprawdzani. A taki fajny pies. Cały czarny jest, nie?
Mężczyzna ściągnął brwi w zastanowieniu, chwilę tylko klucząc pomiędzy zakupowiczami.
— Wysyłałeś mi jego zdjęcie chyba?
— Możliwe — przytaknął Chase. — Zajebisty jest. Taki głupi czasem. — Zaśmiał się.
Ten komentarz od razu wywołał śmiech u Courtneya.
— Jeśli to ten, który mi wysyłałeś, to wygląda na młodego. Czemu wrócił z adopcji? — zainteresował się, próbując właśnie przejść pomiędzy zmierzającą w jednym kierunku grupą, żeby dostać się do TJMaxa.
— Nie wiem. Znaczy… niby bo pogryzł coś i że był agresywny. Ale przeszedł przez to dwa razy badania, wiesz, bo to niby niebezpieczna rasa, to przed adopcją sprawdzają, czy pies nie użre kogoś. I spoko se dawał grzebać w jedzeniu i w ogóle ma kontakty zajebiste z innymi psami. Więc tak trochę chujnia.
— Może była to tylko wymówka właścicieli. Szkoda psiaka. Ale takich jest wiele, Chase.
— No, uwierz mi, wiem — prychnął nastolatek. On to widział nawet bardziej niż Courtney. Co tydzień w końcu się z tym spotykał, ale jakoś… miał wyjątkowo dużo serca do tego konkretnego psa. To on był taki „wyjątkowy” w jego oczach.
Mężczyzna obejrzał się na niego, ale nie powiedział nic, dopóki bezpiecznie nie dotarli do sklepu. Tu było jakoś mniej ludzi niż na korytarzu i wydawało się ciszej, więc łatwiej się rozmawiało.
— Jednak fajnie, że widzisz w tych zwierzakach osobne istoty, a nie masę czekającą na zbawienie. Indywidualne podejście pomaga w większym staraniu się o działanie dla dobra konkretnej osoby. Tak, wiem, że brzmię, jakbym miał kij w tyłku, a uwierz, nie mam, co byś o mnie nie myślał — przy ostatniej uwadze uśmiechnął się lekko do chłopaka i pokierował najpierw do kosmetyków. Może by chociaż kupił jakiś olejek do wanny, żeby mogli się razem zrelaksować.
Chase rozejrzał się po sklepie, jeszcze zastanawiając się nad tym, co mężczyzna powiedział. Zrobiło się nagle specyficznie i poważnie. Nie taki miał zamiar, więc kiedy dołączył do Courtneya przy półce z ustawionymi pojedynczymi sztukami różnych perfum męskich, ale też i kobiecych, odparł:
— Wiem, że nie masz. Sprawdzałem ostatnio.
Mężczyzna zerknął mu w oczy i cudem pohamował się, żeby go nie cmoknąć.
— Mhm… Ale zostańmy teraz przy zakupach, a o wypełnianiu mojego tyłka pomyślimy w domu. Jakie lubisz zapachy? — zapytał, bo po prawej stronie miał olejki do kąpieli, a przed sobą mydła zapachowe i nie był pewien, co wybrać, żeby obaj byli zadowoleni.
Chase także na nie spojrzał.
— Nie wiem — opowiedział standardowo jak na siebie. Często, jak Courtney już zauważył, najpierw mówił to, a dopiero po chwili dodawał coś konkretniejszego. — Jakieś świeże, nie? A co?
— Myślę nad jakimś olejkiem. Coś bardziej pod zapach lasu, jakiś morski, kwiatowy…? — Courtney wyciągnął rękę do olejków i przeczytał z buteleczki. — Cytrusowe… Sam nie wiem, hm? Ja nie przepadam za tymi słodkimi zapachami, jak czekolada czy migdały.
— Może coś ciężkiego? Drzewne takie czy coś? Nie wiem, no, to co ty tam lubisz, nie? Jak sobie chcesz jakiś olejek kupić. Chociaż nie wiem, na co ci jakiś, poza tymi… — Nastolatek urwał i zerknął, czy nikogo obok nie ma. Nie było. — No, z sypialni.
— Te też dokupimy — stwierdził Courtney i wziął dwa olejki. O zapachu arganowym oraz „sosnowe orzeźwienie”. — A te chcę, byśmy mogli wziąć bardziej relaksującą kąpiel. I chodź tam, chyba widzę akcesoria dla zwierzaków — dodał, wskazując sektor ponad jego ramieniem.
Chase odwrócił głowę, żeby spojrzeć we wskazane miejsce, a potem zerknął na olejki w koszyku, który zabrali ze sobą.
— Oh… — wydusił mało mądrze.
— Będzie przyjemnie — zapewnił mężczyzna i podążył z nim pomiędzy półkami. — W domu u ciebie chyba macie tylko prysznic, hm?
— No, tylko. I to taki wiesz, z chujowo działającą słuchawką. — Chase uśmiechnął się krzywo, nie wspominając w ogóle dobrze całej nie najczystszej łazienki u swoich dziadków. Kiedyś nawet myślał, że złapał tam grzyba na stopie, ale okazało się, że paznokieć schodził mu, bo walnął się w palec i zapomniał o tym w pierwszej kolejności.
— To przynajmniej u mnie się trochę wymoczysz. Ja w dzieciństwie miałem wannę, ale małą, brudną i nie wspominam już o tym, że rzadko kiedy była ciepła woda — dodał Courtney trochę jako ciekawostkę, trochę skojarzenie, a trochę po to, żeby Chase wiedział, że nie tylko on ma styczność z takimi warunkami. Chciał mu czasem w ten sposób pokazać, że jest mu bliższy, a nie jest tylko urzędnikiem w garniturku, który nie rozumie, na czym jego podopieczny stoi. — Coś gumowego? — dodał odnośnie zabawek, przy których stanęli.
— Gumowe znowu zeżre. I jeszcze mu to stanie gdzieś i nie wysra. Ostatnio, jak się załatwiał, widziałem jakieś żółte plastiki w jego kupie. Oblecha. Weź może to. — Chase sięgnął po zabawkę wykonaną ze splecionego, grubego sznura. Do niego przyczepiona była rączka, dzięki której łatwiej było się szarpać z psem.
— Zaglądasz mu do kupy? — dopytał Courtney z rozbawieniem w oczach i wrzucił do koszyka sznurek. Poza nim jeszcze sięgnął do suchych przekąsek, które mogły posłużyć Chase’owi przy uczeniu psa sztuczek.
— No, jak je zbieram w parku, to je widzę. Ty nie zbierasz po nim gówna?
Courtney tym razem ściągnął brwi.
— Chyba pod tym względem ty jesteś bardziej poprawny niż ja. Ja nie zbieram — przyznał, wręcz zaskoczony, że Chase to robi. Spodziewał się raczej z jakiegoś powodu, że ma gdzieś, że zanieczyszcza w ten sposób otoczenie.
— A potem takie gówna wyłażą ze śniegu albo ja muszę czyścić z nich opony roweru — skarcił mężczyznę Chase, po czym spojrzał na niego żywiej. — A w ogrodzie u siebie?
— Tam egoistycznie sprzątam. Tylko w parku nie. — Courtney uśmiechnął się lekko i podążył dalej do męskiej odzieży z nadzieją, że jego chłopak sobie coś znajdzie.
— A niby taki, kurwa, porządny. — Chase zaśmiał się pod nosem, trochę przy tym uszczypliwie.
— Dobrze wiesz, że nie zawsze jestem porządny… — Usłyszał odpowiedź wyrażoną niższym tonem głosu, który od razu mówił, jakie znaczenie miały te słowa.
— No, to jest akurat spoko. — Uśmiechnął się.
Przy okazji podszedł do wieszaków z koszulkami. Dalej były bluzy, swetry, a jeszcze dalej kurtki. Miał zamiar dojść aż tam, ale na razie skupił się na przeglądaniu koszulek. Courtney zauważył, że przy każdej sprawdzał najpierw, jak wygląda, potem cenę, a dopiero rozmiar. Sam przeglądał w tym czasie ubrania obok, ale co raz rzucał chłopakowi porady, gdy ten ewidentnie zastanawiał się nad kolorem. Zasugerował mu nawet przymierzenie jednej trochę poważniejszej bluzki, bo całkiem czarnej, prostej, z guziczkami przy szyi. Nie chciał go jakoś specjalnie zmieniać, bo podobał mu się taki, jakim był, ale i tak był ciekaw, jak wyglądałby w trochę innych ciuchach. Nawet jeśli miało się skończyć na przymierzeniu.
— Tylko nie bierz tych bezrękawników białych — dodał na koniec, gdy Chase już miał kilka koszulek, z którymi miał pójść do przymierzalni. Te, o których wspomniał, kojarzyły mu się z Dustinem, który często w takich chodził. A nie chciał mieć z nim skojarzeń, gdy będzie się dobierał do chłopaka.
— Czemu? Są spoko. — Nastolatek nie posłuchał jednak od razu. — No, chyba że te czarne, ale białe się też nadają pod coś.
— Lepiej weź czarne… Albo chociaż inny materiał. Jakieś cieńsze, hm?
Chase spojrzał na prostą koszulkę uszytą z materiału o ściągających się prążkach.
— No… okej. To poszukaj, ja idę już z tym. — Westchnął z rezygnacją i oddał mu koszulkę, której nie chciał Courtney.
Ten przytaknął i odprowadził go wzrokiem do przymierzalni, a potem skupił się na przejrzeniu regałów, żeby znaleźć mu coś odpowiedniego. Nie chciał, by zdecydował się na te, które mu właśnie oddał, bo teraz, kiedy na nie patrzył, mimowolnie przypomniał sobie, jak Dustin wyglądał, gdy wracał z koszenia trawy u siebie w ogrodzie, żeby go przelecieć w starej przyczepie swojego ojca. Albo kiedy w takiej właśnie, brudnej od ziemi czy smaru koszulce obłapiał go w piwnicy. Może i były to dobre chwile wtedy, bardzo ogniste i podniecające, ale wolał nie myśleć o tamtych czasach. Niosły za sobą coś gorzkiego i w tym momencie nieprzyjemnie przypominały mu, że Dustin jest bliżej niż wydawało mu się jeszcze niedawno. Nie chciał już przypominać sobie jego twarzy czy porównywać jej do tej, którą pamiętał. Wolał oddalić to od siebie i skupić się na tym, co miał teraz.
Przeszukał kilka wieszaków i regałów i trochę mu to zajęło, ale że Chase jeszcze nie wyszedł z przebieralni, podążył tam z wybranymi dla niego bezrękawnikami. Trochę cieńszymi niż te, które wcześniej chłopak wybrał i w szarych i kremowych kolorach. Minął parę kobiet dyskutujących przy lustrze nad doborem jeansów i pochylił się kilka razy, żeby rozpoznać buty Chase’a. Zobaczył je w jednej z ostatnich przymierzalni i zapukał do drzwi.
— To ja, mam jeszcze cztery bluzki dla ciebie.
Nastolatek od razu otworzył drzwi i wychylił się do mężczyzny z nagą klatką piersiową.
— O spoko, pokaż. — Wyciągnął rękę, ale szybko ją zabrał, przypominając sobie o czymś. — O i możesz te odłożyć, bo jednak nie pasują.
— W porządku. I jakby co, pokręcę się trochę przy rękawiczkach. Może jakieś znajdę dla siebie. — Courtney wziął od niego niechciane ubrania i mimowolnie zerknął na jego tors.
— Możesz też mi powiedzieć, którą brać — Chase zaoferował mu jeszcze jedno wyjście i tylko trochę cofnął się w głąb przebieralni, żeby założyć przyniesione przez kuratora koszulki.
Mężczyzna obejrzał się wzdłuż długiego korytarzyka, po którego obu stronach znajdowały się przymierzalnie. Na samym końcu stał wieszak z ubraniami ułożonymi w całkiem sporym nieładzie i ogólnie w tej części sklepu było ciszej. Słychać jednak było dobrze muzykę płynącą z podwieszonych gdzieś w niewidocznym miejscu głośników.
W końcu przytaknął, wszedł do środka i zamknął za sobą drzwi.
— Nad którymi myślisz? — zapytał, opierając się plecami o ściankę, żeby dobrze widzieć chłopaka.
— Nad tamtymi — mruknął Chase i kiwnął głową w stronę dwóch koszulek. Pozostałościach tego, co początkowo wybrał, a nie oddał Courtneyowi. — Zaraz ci pokażę, ale zobaczę te — dodał, teraz już oglądając się w lustrze w tym, co przyniósł mężczyzna.
Ten obejrzał najpierw jego odbicie, potem plecy, a następnie przesunął dłońmi po jego ramionach i pasie, który był delikatnie opięty przez materiał. Nie wybierał takiego rozmiaru, jaki często zdarza się wybierać nastolatkom — żeby ciuchy wisiały. Chciał, żeby ubranie trochę opinało jego ciało, ale nie ściskało niewygodnie. Wyglądało na to, że odpowiednio ocenił rozmiary Chase’a.
— Bardzo ci do twarzy — pochwalił. — Są takie same, tylko w innych kolorach. Nie wiem, jaki wolisz, ale ten kremowy jest niezły. Widać, że się opaliłeś przez wakacje.
— No, ale jest chyba trochę mała, nie? — Chase spojrzał na mężczyznę przez ramię, a potem chyłkiem na jego dłoń, tak nisko na jego ciele. Było dziwnie przez to, że byli w miejscu publicznym.
— To wam się utarło, że nosicie worki. Zobacz, na długość sięga za pas, nie jest więc za długa. Trochę cię opina, bo jest w sam raz. I przynajmniej widać, co tam pod nią masz — wytłumaczył Courtney i cofnął się znowu pod ściankę, by chłopak mógł się dokładnie obejrzeć w lustrze.
— Sam nie wiem… dziwnie tak — mruknął i wzruszył ramionami. — Pomyślę — dodał i ściągnął koszulkę przez głowę, żeby zabrać się za przymierzanie kolejnych trzech.
Jego kurator go przy tym oglądał, dodawał swoje komentarze i starał się mu jakoś doradzić. Jego wzrok przy tym mimowolnie śledził każdy ruch chłopaka. Nie mógł pozostać obojętny wobec non stop rozbierającego się i ubierającego nastolatka. Lubił jego ciało.
— Najlepiej ci w niczym — skomentował z bladym uśmiechem, kiedy Chase zdjął ostatnią koszulkę i już miał założyć tę, w której przyszedł.
Chase spojrzał na mężczyznę w odbiciu lustra. Uśmiechnął się szeroko z zadowoleniem wypisanym na całej twarzy i nic nie powiedział. Ubrał się i sięgnął po swoją komórkę. Szybko coś na niej napisał bez słowa i zarzuciwszy sobie trzy koszulki na ramię, a pozostałe podając kuratorowi, wyszedł z przymierzalni.
— Te biorę, a te odłóż, a potem przeczytaj — rzucił, kiedy przechodzili obok wieszaka na zwroty z przymierzania.
Mężczyzna właśnie odwieszający rzeczy spojrzał za nim, a potem bez słowa zerknął na telefon. Mimowolnie się uśmiechnął, widząc napisane „Słodki jesteś <3 aż chce ci się coś zrobić nawet tu”. Poczuł dwa rodzaje ciepła w całym ciele. Jedno w reakcji na pierwsze zdanie i to serduszko, a drugie niżej, bardziej w podbrzuszu, gdy tylko zdradziecka wyobraźnia podpowiedziała mu, jak mogłoby to zrobienie czegoś wyglądać.
Podążył za chłopakiem, bo akurat dostrzegł, że rękawiczki są przy koszach przy kasie. Oddał mu komórkę z dopisanym „Mów mi tak dalej, a będę musiał poszukać takich „nie za małych” spodni w twoim stylu, bo mi stanie ;)”. Nie czekał na ujrzenie jego reakcji, tylko jakby nigdy nic zaczął przeglądać rękawiczki.
Chase spojrzał na swoją komórkę. Na razie nie wybierał się do płacenia, bo liczył, że może jeszcze coś im się trafi. Uśmiechnął się tylko durnowato do telefonu i schował go do kieszeni.
— W sumie, spodnie też możemy zobaczyć. Czy jakieś buty. O, może byś se coś do kuchni wyczaił? — zasugerował, a ślinianki na samą myśl mocniej zaczęły pracować.
— Mhm, myślałem o tym, ale póki jesteśmy na odzieży, chcę sobie kupić jakieś rękawiczki, bo nie mogłem starych znaleźć, gdy wyciągałem zimowe rzeczy — Courtney wyjaśnił, przerzucając pary w poszukiwaniu takich z cieplejszym podszyciem.
— No spoko. W ogóle, to jak ty spędzasz święta?
W odpowiedzi Chase ujrzał dość gorzki uśmiech i krótkie spojrzenie szarych oczu Courtneya.
— Jeśli Marshall akurat siedzi, to najpierw idę do niego na widzenie. Potem siedzę w kuchni, po południu wpadam do mojej psycholog z ciastem na kawę, a potem wracam do siebie i spędzam święta z telewizorem lub komputerem. W zeszłym roku w święta przechodziłem którąś część „Call of duty”. A ty? — zapytał mężczyzna z zaciekawieniem, przy okazji przymierzając jedną parę rękawiczek.
Chase dopiero zauważył swój błąd. Naiwnie spytał, ale teraz sam nie kwapił się do odpowiedzi na to samo pytanie.
— Podobnie. Widzę się z ojcem, a potem… no, w mieście sporo się dzieje wtedy, to się pałętam.
— Tak sądziłem — przyznał Courtney i zdjął rękawiczki, kiedy uznał, że pasują. Odwrócił się do Chase’a, chcąc oznajmić, że mogą iść dalej, ale zanim to zrobił, powiedział trochę poważniej: — Nawet nie wiesz, jak bym się cieszył, gdybyś tegoroczne święta chciał spędzić ze mną.
Nastolatek, którego spojrzenie prześlizgiwało się po ludziach w sklepie, po wystawionych rzeczach, bardzo szybko wróciło do rozmówcy, kiedy ten wypowiedział ostatnie zdanie.
— Marshall nie siedzi… — rzucił pierwsze, co przyszło mu do głowy. Było pokraczne, ale to, co usłyszał, go zaskoczyło.
— Mhm… Ale nie jest to przeszkodą, żebyś spędził ze mną święta. No… może jeszcze z Tankiem — dodał Courtney na koniec z lekkim uśmiechem. Przy tym wszystkim czuł się jakoś dziwnie… podekscytowany. Jakby wizja wspólnie spędzonych świąt z tym chłopakiem była jakimś dużym wydarzeniem, jakimś może nie tyle krokiem na przód, co czymś wyjątkowym, co bardzo chciał, żeby się ziściło. — To specyficzny czas… Wyjątkowy, a wiesz, że jesteś dla mnie kimś wyjątkowym — dodał na koniec, ale podarował sobie puszczenie mu oczka, żeby przypadkiem ktoś tego nie zobaczył.
Chłopak chyba pomyślał o tym samym, bo obejrzał się dyskretnie, czy ktoś nie jest za bardzo zainteresowany ich rozmową.
— E… to… pomyślę. Jeszcze trochę czasu jest, nie? Rękawiczki zimowe nie znaczą jeszcze, że jest grudzień. — Zaśmiał się, a kurator usłyszał w tym nieco nerwowości. Rozumiał to, bo domyślał się, że i dla Chase’a ta propozycja brzmi poważnie. Ale jakoś wolał, żeby chłopak myślał teraz o tym, a nie na przykład o wynikach badań, które miały być w przyszłym tygodniu, o problemach z nauką, zawaleniu pracą czy czymkolwiek innym. Mieli leniwe popołudnie, wspólnie spędzali czas i chciał, żeby było przyjemnie. Miał tylko nadzieję, że dla Chase’a myśl o wspólnie spędzonych świętach jest bardziej pozytywna niż negatywna i teraz nie czuje się tym jakoś nadmiernie przytłoczony, czy nie szuka jakiejś wymówki.
— Okej, wrócimy do tego tematu, jak nadejdzie grudzień. Chodź, popatrzymy na spodnie i buty. Może coś znajdziesz. Ja biorę rękawiczki.
— Mhm — zgodził się Chase i jako pierwszy ruszył między wieszaki z ubraniami. Jego myśli były zaprzątnięte wieloma rzeczami, ale skutecznie dekoncentrował się skupianiem uwagi na spodniach, jakie zaczął przeglądać. Nie chciał w tej chwili myśleć. Myślenie było zawsze kłopotliwe. Brak myślenia zresztą też, ale to zwykle wyłącznie w szkole.

7 thoughts on “Newton’s Balls – 48 – Prozaiczne sposoby do kroczenia naprzód

  1. Katka pisze:

    Bebok, oj tak, na pewno nie zdaje sobie sprawy z tego, jak bardzo wpadł, ale to w sumie całkiem urocze XD Chociaż fajnie by było też, gdyby zdał sobie z tego sprawę i spróbował to nazwać :) A co do Courtneya masz rację – stara się nie mieć zbyt wielkich nadziei, ale jednak jest to trudne, kiedy już mu się marzy dalsza wspólna przyszłość, hehe. Ale tak jak mówisz – po drodze wszystko może się wydarzyć… dum dum dum dum :)

  2. Bebok pisze:

    Przyjemny rozdział :) Mam wrażenie, że Chase jest bardziej zaangażowany w ten związek niż sobie zdaje z tego sprawę. Courtney przepadł xD Liczy na wiele choć niby stara się nie wybiegać za bardzo w przyszłość i nie wkręcić zbyt mocno bo chłopak może zmienić zdanie, ale generalnie zależy mu żeby coś z tego było. Fajnie jakby święta spędzili razem <3 Ale do tego czasu jeszcze wiele może się wydarzyć.
    Pozdrawiam ^^

  3. Katka pisze:

    Rehab-e, nooo, dobrze od czasu do czasu poczytać coś nudnego XD Akcja w NB na pewno jeszcze będzie, ale jakby nie patrzeć, to opowiadanie obyczajowe, więc potrzebne są takie scenki z życia wzięte :) Fajnie, że ci się podobało! A święta razem… Courtney bardzo by chciał, więc może się uda. Chase niech nad tym pomyśli… Na pewna jest to milsza wizja niż święta z dziadkami. Dzięki za komentarz! :D

    Kasia, haha, no jak widać, nie wszystkie lubią XD Ale to tylko świadczy o tym, że nie powinno się generalizować. Stereotypy są krzywdzące. Haha, i nie, Ryan i Lenny na zakupach nie bardzo XD Chyba że tak wiesz… do jednego sklepu by razem mogli pójść, jakby np. potrzebowali kupić nowe kąpielówki. Ale na pewno chodzenie po galerii tam i z powrotem odpada XD Dzięki też pozdrawiamy w ten (podobno) ostatni gorący weekend roku…

  4. Kasia pisze:

    Ha a mówi się że kobiety tak lubią zakupy… haha ja też ich nie znoszę, dzięki Bogu mamy internet 😀 Może geje lubią zakupy? Chociaż trudno mi sobie wyobrazić np Lennego pomykającego pomiędzy półkami, no chyba żeby go Rayan przymusił 😆 A co do naszych chłopców to przyjemny ten rozdział. Cieszy mnie podejście Courtneya do swojego byłego, Chase trochę zazdrosny :) No i bardzo liczę na te wspólne Święta :)
    Dziękuję i pozdrawiam 😘

  5. rehab-e pisze:

    Milusi rozdział. Lubię akcję, ale przyjemnie się czytało. Podoba mi się ta więź pomiędzy Chasem, a Courtney’em. I bardzo podoba mi się zaangażowanie Coney. Chase chyba czuje się trochę tym przytłoczony, ale tym lepiej xD Jestem pewna, że spędzą ze sobą te święta, na bank ;>
    Dustin… Ugh, samo wspomnienie o nim mnie drażni xD Ale reakcja Chase’a zacna. Tak trzymać :D
    Pozdrawiam!

  6. Katka pisze:

    Kyna, wiem, że czasami takie rozdziały mogą się wydawać zapychaczem, ale MEGA fajnie się je pisze XD I myślę, że też pokazują w jakiś sposób bliskość bohaterów. Więc fajnie, że spodobał Ci się taki prosty dzień z życia :D Haha, i high five, też nie cierpię zakupów, a jako ich zakupy pisało mi się dobrze XD Dzięki i też pozdrawiamy!

  7. Kyna pisze:

    Miło, swojsko, naturalnie. Taki po prostu dzień z życia. Podoba mi się :)
    Sama nie lubię zakupów, a tutaj poczułam się jakbym łaziła z nimi. Z jednej strony mnie to fascynowało, z drugiej irytowało haha
    Niech spędzą razem święta!
    Pozdrawiam serdecznie :) Weny <3

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s