Bonus – Bardzo sentymentalne urodziny

Shane był podekscytowany tym, co miało nadejść w sobotę. Nie była to zwykła radość ze zbliżającego się weekendu, spowodowana jedynie tym, że w ciągu tygodnia nauczyciele znęcali się nad uczniami jak żołnierze nad swoimi jeńcami. Nadchodziły jego urodziny, a David po błaganiach zgodził się spędzić je razem z nim. Shane’a nie interesowało specjalnie to, że rodzice chcieli zjeść z nim wspólnie kolację w niedzielę z tej okazji i mama najpewniej zamówi jakiś tort. To było miłe, szczególnie że nietypowe dla jego rodziny, w której rodzice coraz bardziej się od siebie oddalali. Ale przez to wydawało mu się też sztuczne, dlatego myślał tylko o Davidzie.
Za pół godziny miał mieć trening z biegania jako przygotowanie do zbliżających się zawodów, ale wiedział, że David jeszcze był w szkole. Chciał z nim porozmawiać i może umówić się jakoś konkretniej na sobotę. Albo po prostu go zobaczyć.
Odkąd poznali się na imprezie u Treya, Shane czuł się naprawdę, jakby złapał Boga za nogi. David był… Sam czasami nawet nie umiał określić jaki, ale kompletnie zawrócił mu w głowie. Wydawał się taki dojrzały i zaznajomiony ze wszystkim. Do tego, jak się okazało, naprawdę znał się na dobrej muzyce, mimo że sam nie grał. To bardzo imponowało Shane’owi. Czuł, że mimo różnicy dwóch lat dobrze się z nim rozumie. A poza tym całym porozumieniem względem wielu rzeczy… była jeszcze chemia.
Po niedługim spacerze wzdłuż metalowych szafek znalazł starszego, poszukiwanego przez siebie ucznia na szkolnym korytarzu. Ten rozmawiał jak zwykle z grupą osób, wśród których było szczególnie dużo dziewczyn. Nie dziwiło go to, bo David był bardzo przystojny i zwykle znajdował się w czołówce nieoficjalnych rankingów na najbardziej seksownego chłopaka w szkole. Ale jednak czasami czuł trochę zazdrości, kiedy widział, jak ten swobodnie rozmawia z dziewczynami, na pewno doskonale wiedząc, że im się podoba. Na szczęście Shane był pewien, że David też nim się interesuje.
Nie chciał mu za bardzo przeszkadzać. Stanął więc pod automatem z napojami i pomachał do niego, przekazując tym samym, że może poczekać, aż ten skończy rozmowę. Zobaczył, jak niebieskie oczy starszego chłopaka zerkają na niego, ale zaraz to spojrzenie zostawia go samego. Bez żadnego wyjaśnienia, ile czasu znowu będzie musiał czekać, aż David skoncentruje się na nim.
Myślał, że mijają wieki, ale w końcu starszy nastolatek wstał i odszedł od grupy, z którą rozmawiał. Teraz Shane miał szansę, żeby podejść do niego i porozmawiać sam na sam. Zrobił to bez chwili wahania i zerkania na zegarek. David był ważniejszy niż bieganie.
— Siema — rzucił na powitanie. Hardo, jak przystało na nastolatka, który już chce być dorosły, ale i z uśmiechem zdradzającym, że cieszy się głupio z tego spotkania.
— Hej. Nie masz teraz zajęć? — spytał David, kiedy stanęli za rogiem, tuż przy oknach wychodzących na pokój nauczycielski. Prawie nikogo tam nie było, bo każdy unikał nauczycieli.
— Za chwilę bieganie. Myślałem, żeby się z tobą umówić jakoś konkretniej na sobotę. Gdzie chcesz się zobaczyć i co chcemy robić?
Shane oparł się ramieniem o ścianę i wręcz nie odrywał spojrzenia od starszego chłopaka. David ubierał się do szkoły elegancko. Zawsze miał schludną, dopasowaną koszulę, dzięki czemu widać było jego szczupłą budowę. Kręciło go to, mimo że sam wolał luźniejsze ubrania. Zresztą, te kręcące się włosy i tak odbierały mu powagę, którą wręcz emanował David.
— Myślałem, że możemy wybrać się nad jezioro… Ewentualnie, jeśli moi rodzice by gdzieś wyjechali, to u mnie posiedzieć — odpowiedział David, uśmiechając się lekko, przez co było widać jego dołeczki w policzkach. Patrzył nieznacznie z góry na Shane’a, lecz nie ze względu na wzrost, bo wcale wyższy nie był. Traktował go lekko i pobłażliwie, ale też coś go do niego ciągnęło. W specyficzny sposób rozluźniał się przy nim.
— Ooo, zajebiście. — Młodszy chłopak ucieszył się, bo sam fakt, że David zapraszał go do siebie, strasznie go nakręcał. Chciał się pieprzyć, a wiedział, że jeśli będą możliwości, David mu tego nie odmówi. Ale coś innego jeszcze przychodziło mu do głowy. — Ale wiesz…? Mam od niedawna… no… — Trochę się zamotał, bo nie chciał wyjść na kogoś, kto wymusza prezent. A do tego to, o czym myślał, było dość zawstydzające. — Takie trzy życzenia, jakie bym chciał spełnić na urodziny.
— Oh tak? — David wsunął dłonie w kieszenie spodni, zaciekawiony, co też Shane wymyślił.
Miał wrażenie, że ten czasem miał naprawdę fajne, oryginalne pomysły na spędzanie czasu. Mimo że sprawiał wrażenie chłopaka preferującego jako rozrywkę tylko filmy, gry i muzykę, tak o dziwo lubił też… spacery czy siedzenie przez pół dnia na molo nad jeziorem. To było na swój sposób urzekające.
— Żadnych niespodzianek? Masz to już wszystko spisane? — nieznacznie kpił sobie z niego.
Shane trochę się zagubił i zaczerwienił, ale i tak odpowiedział butnie:
— Weź… Każdy ma jakieś wymarzone wizje swoich urodzin… I nie zapisywałem nic. Ale mogę ci napisać smsem. Bo mówić tu nie będę. — Rozejrzał się i podgryzł wargę. — Bo jak ktoś usłyszy, to siara…
David zrobił jeszcze bardziej zaskoczoną minę.
— To coś czuję, że jednak jezioro odpada? — spytał, ciekaw, co wykiełkowało pod tą burzą włosów na głowie Shane’a.
— Jeśli ci się nie spodoba to, co wymyśliłem, to może być jezioro. Bo nie wiem… trochę takie z dupy te moje życzenia. — Shane już zaczął się usprawiedliwiać, wiedząc, że to wszystko, co miał teraz w głowie, brzmiało naprawdę idiotycznie. I nawet nie był pewien, czy nie powinien zrezygnować ze zdradzania tego.
— Hmm… Okej. — David chwilę mierzył go spojrzeniem, aż w końcu uległ. — To napisz mi to i zobaczymy, czy coś się uda, czy jednak się zagalopowałeś. A teraz idź biegać. Służy ci to.
— Heh, dzięki.
Shane spojrzał po sobie. Był wysoki i szczupły. Lubił swoje ciało, chociaż włosy uważał za zbyt infantylne. Ale cieszył się potwornie, że podobał się Davidowi. Chciałby go teraz pocałować na pożegnanie, ale wiedział, że nie może. Uśmiechnął się więc do niego tylko szeroko i powędrował na zajęcia sportowe.
David odprowadził go spojrzeniem. Pokręcił głową z rozbawieniem, widząc go takiego rozpromienionego i jakby wiecznie pełnego pozytywnych emocji. Jakby nic nie mogło go zrazić.
Jeszcze przez moment zastanawiał się, co chłopak mógł wymyślić, po czym sam udał się na swoje zajęcia.

***

Musiał przyznać przed sobą, że nie mógł się doczekać, kiedy w końcu Shane do niego napisze. Był ciekaw jego pomysłów na spędzenie idealnych urodzin. I chociaż trochę się tego obawiał, to jednak chciałby już wiedzieć. Ale chłopak napisał do niego dopiero późnym wieczorem, kiedy David już leżał w łóżku i przy świetle lampki nocnej czytał kolejną lekturę do szkoły. Oderwało go od niej bzyczenie komórki.
Sięgnął do telefonu i odczytał z zaciekawieniem wiadomość. I zaraz zaśmiał się do samego siebie. Tak, już był pewien, że nie spełni wszystkich marzeń urodzinowych tego chłopaka.
„Pierwsze życzenie to, żebyś… zlizał słodką śmietanę z mojego kutasa.”
Już sobie wyobraził, jakie wypieki musiał mieć Shane na twarzy, kiedy to pisał. A może nawet wzwód, bo przecież musiał to sobie wyobrazić. A temu chłopakowi bardzo szybko i sprawnie szło stawianie swojego całkiem dużego penisa. Jakby miał do niego włącznik. Pstryk i działał od razu. Nie narzekał. Było za co chwycić, kiedy mieli seks. I do tego widział, że mu się podoba.
„A drugie? I ile ich masz?” — odpisał, na razie nie przekazując mu, że ma na spełnienie tego marne szanse.
„Są trzy.” — odpowiedział mu Shane, a David odłożył na chwilę książkę i czekał w skupieniu na kolejną wiadomość.
„Drugie to… karaoke :D Jest fajna knajpka z karaoke, gdzie moglibyśmy pójść i wybrać jakieś zajebiste kawałki.”
„Przychodzi mi na myśl kilka, o których mogłeś pomyśleć. OK, a trzecie?” — spytał, jeszcze nie deklarując, że którekolwiek spełni. To, jak na razie, było najbardziej normalne, ale jednocześnie dość… sam nie wiedział. Słabe? Karaoke w dwie osoby wydawało mu się przygnębiające, chociaż w ogóle sama idea trochę dziecinna.
Czekał więc dalej, mając nadzieję, że ostatnie życzenie będzie mu w stu procentach odpowiadać. Ale niestety zawiódł się.
„Trzecie to piknik w jakimś mega romantycznym miejscu. Wiem, że lamerskie.”
Sam nie do końca wiedział, czego miał się spodziewać po Shanie. Był chłopakiem, a czasami zachowywał się, jakby był fanatycznie zakochaną w nim dziewczyną. I chyba, przed tym obrazem, ratowało go tylko pierwsze życzenie. Drugie trochę też, bo podkreślało, jak bardzo skupia się na muzyce.
„OK. Faktycznie nie dziwię się, że nie chciałeś tego powiedzieć w szkole.”
Lektura poszła w zapomnienie, bo teraz jedyne, nad czym myślał, to wszystkie trzy życzenia i świadomość, że niektórym musi odmówić.
„No. Mówiłem, trochę siarowe są. Jak ci jakieś nie pasi, to nie musi być :) Jezioro też jest spoko!” — odpisał od razu Shane.
David nie był idiotą. Wiedział, że ten chłopak naprawdę liczy na spełnienie któregoś ze swoich życzeń, a po prostu nie chce się wygłupić. Ale na szczęście to dawało mu pole manewru przy odmowie.
„Tak, jest. Ale jakbyśmy tam poszli, to pierwsze życzenie odpada. I w sumie też załatwia już trzecie.” — odpisał, myśląc, czy Shane się nie obrazi. Nie powinien. Nad jeziorem było przyjemnie, mogli być sami.
Kilka chwil wsłuchiwał się w ciszę panującą w domu. Rodzice już od dobrej godziny spali. Nie ganiali go wcześnie do łóżka, bo wiedzieli, że często wieczorami się uczył. Teraz zresztą też czytał lekturę, poza tym, że przy okazji flirtował ze swoim… można powiedzieć chłopakiem. Ale lepiej, żeby o tym nie wiedzieli.
Shane odpisał mu wreszcie i David wiedział, że ten jest trochę zawiedziony, ale na pewno też szczęśliwy, że w ogóle spotkają się w jego urodziny.
„Luz :D Mówię ci, jezioro jest okej.”
I jak już David chciał zapytać, o której godzinie w takim razie chce się nad nim spotkać, tak w końcu zawahał się. Były trzy życzenia. I miałby wszystkie zignorować? Sam nie wiedział.
Napisał polubownie według siebie: „To o której? I co ty na to, żebym wziął radio, ty weźmiesz jakąś muzykę i może zrobimy ognisko? Będzie prawie jak karaoke. Będziesz mógł pośpiewać.”
To był jakiś kompromis. Nie chciał całkiem ignorować Shane’a. Był fajnym, dobrym i słodkim chłopakiem. I mimo wszystko chciał, żeby dobrze spędził swoje urodziny, a to powinno mu się spodobać.
I nie mylił się. Shane odpisał znacznie bardziej entuzjastycznie: „Wow! Zajebisty pomysł! To już wiem, że jutro cały dzień po szkole będę myślał, jaką muzykę wziąć hehehe. Może spotkamy się o czwartej pod marketem przy jeziorze? Kupimy jedzenie i pójdziemy?”
„Musisz wracać na któraś godzinę?” — spytał David, nie wiedząc, czy to nie za wczesna pora. Wolał posiedzieć dłużej wieczorem, ale mógł się dostosować.
„Nie no, nie jakoś mega wcześnie. Starzy wiedzą, że spędzam urodziny ze znajomymi. Tak im powiedziałem.”
David zastanowił się, jak to rozwiązać. Jego rodzice nie powinni mieć problemów, żeby długo był poza domem. Dawali mu całkiem dużą swobodę.
„To może o piątej? I miejsce OK. Wezmę koc.”
Shane odpisał mu szybko, zgadzając się na takie plany. Podobały mu się i David czuł to w jego wiadomości. Nie mógł spełnić wszystkich życzeń, bo zrobiłby coś przeciwko sobie, ale taka mała rekompensata powinna pasować temu zabujanemu w nim chłopakowi. Sam też wiedział, że będzie się dobrze bawił, bo wspólne spędzanie czasu było relaksujące i miłe. Mógł przy Shanie trochę sobie odpuścić, być bardziej wyluzowanym i nie martwić się o każde zdanie, które zamierzał powiedzieć. O swoją pozycję i o swój image poważnego, zorganizowanego i wiedzącego dokąd zmierza młodego człowieka. Nie żałował wspólnie spędzonego czasu.
Ale teraz musiał skończyć lekturę. I jak na pewno myśli Shane’a będą krążyć całą noc po wspólnej sobocie, tak on musiał skupić się na nauce.

***

David siedział w gabinecie w swoim i Shane’a domu. Wiedział, że jego facet zaraz się tu zjawi z informacją, że już czas skończyć pracę. Często to robił, bo Davida obowiązki pochłaniały w całości. Nadal miał to coś, co w młodości pozwalało mu na dobre stopie i zdobywanie wiedzy. Umiał skupić się na tym, co sobie zaplanował i nie przerywać, póki tego nie skończy. Miał na pewno dużo samodyscypliny. A to poskutkowało dobrą pracą w banku i wysokimi zarobkami. Pracował nad swoimi obowiązkami ze skupieniem i oddaniem.
Ale nie dziś. Dzisiaj myślał o tym, czy prezent, który zamówił dla Shane’a na urodziny, dojdzie na czas. Miał nadzieję, że mu się spodoba i będzie miał z niego dużo frajdy. Chciałby, żeby już dziś kurier go przywiózł, a nadal go nie było. A do urodzin jego faceta brakowało tylko jednego dnia…
Wspólne spędzanie szczególnych okazji było cudownym elementem w życiu w poważnym związku. Bo już nie mógł inaczej nazwać tego, co łączyło go z Shanem. Może w szkole zupełnie sobie tego nie wyobrażał, ale chyba zmiany, które w nich zaszły w przeciągu tych lat i ta walka o wspólne szczęście, doprowadziły do czegoś nierozerwalnego. Zamierzał zestarzeć się z Shanem i spędzać z nim każdą ważną dla nich obu chwilę. Uskrzydlało go to, uszczęśliwiało i sprawiało, że czuł się… kompletny. A do tego bycie w związku z mężczyzną, tym konkretnym mężczyzną, wyrywało go z jakichś ram. Nie chciał źle wspominać małżeństwa z Grace, ale wydawało mu się wtedy, że jest zamknięty w schemacie, zza którego nie może się wychylać. Z Shanem było inaczej. Mógł być sobą, mógł się wyluzować. I czasem być tym bardziej dominującym i dyktującym warunki partnerem, a czasem, kiedy tego potrzebował, poddać się i pozwolić swojemu kochankowi na zajęcie się nim oraz przejęcie sterów.
Dziwny dźwięk nagle zwrócił jego uwagę i oderwał myśli od tego, co przeżyli i tego, co jeszcze przed nimi. Uniósł głowę znad komputera i spojrzał na drzwi. Klamka podejrzanie ruszała się przez dłuższą chwilę, aż te powoli się otworzyły i do środka wszedł Shane z dwiema dużymi filiżankami z parującą kawą. Obie stały na spodkach, przez co najwyraźniej mężczyzna próbował otworzyć drzwi łokciem.
— Siema. Koniec roboty, teraz kawa z twoim ważniejszym niż praca facetem — rzucił na powitanie.
David uśmiechnął się do niego. Mógłby nastawiać zegarek na to, kiedy jego facet uznawał, że już dłużej nie powinien danego dnia pracować. Był pod tym względem kochany.
— Praca też jest ważna, ale tak, już kończę. Nie musiałeś jej aż tu przynosić — odpowiedział, wyłączając komputer.
— Niby. Ale w sumie masz wygodne te fotele i zajebiście seksownie wyglądasz na tle tej biblioteczki. — Zarechotał Shane.
Postawił obie filiżanki na niedużym, okrągłym stoliku przy ścianie. Po obu jego stronach stały niedawno kupione przez nich fotele. Pasowały do reszty gabinetu i rzeczywiście, Shane miał słabość do widoku Davida pijącego tu kawę i mającego za plecami regały z książkami. Wyglądał przez to poważniej. A do tego David nawet po domu chodził ubrany tak, jakby za chwilę miał wyjść na jakieś ważne spotkanie. Lubił to w nim, chociaż ciężko było mu pojąć, jak może być mu wygodnie w koszuli tyle godzin. Nic nie mówił na ten temat, lubiąc rozpinać mu te małe guziczki jeden po drugim.
— Dobrze wiedzieć, że książki służą mi jako tło. Chyba nie do tego powinny być przeznaczone, ale cóż… — Niewiele starszy mężczyzna podjechał na obrotowym fotelu po kawę. Od razu się jej napił. — Mocna i słodka. Coś planujesz na wieczór?
— Nie wiem. Nie myślałem — odparł prosto Shane, siadając na jednym z foteli.
On z kolei zupełnie tu nie pasował. W tych szerokich bojówkach, z ciemną koszulką z nadrukiem i pieszczochami na nadgarstkach. Ostatnio nosił je rzadko, ale gdy wychodził z domu na jakieś spotkanie z kumplami czy Lucy, zakładał je. A dzisiaj spotkał się z kuzynką, która przekazała mu prezent, bo jutro niestety nie mogła.
— W ogóle, dobrze, że jesteś starszy. Nie czuję się przez to teraz stary — rzucił z uśmieszkiem.
— Oh, to piętno zostawiasz mi? — spytał David z uśmiechem, nie mając Shane’owi za złe tych słów. Lubił się z nim czasem droczyć.
— Mhm. Ale spoko. Nie zacznę do ciebie w łóżku wołać „tatusiu”, gdy będziesz siwiał — dodał Shane ze śmiechem, najwyraźniej w dobrym humorze. Wyglądał, jakby miał sporo energii, ale i tak popijał z ochotą gorącą kawę. Która notabene też nie pasowała mu szczególnie, głównie przez spodeczek pod filiżanką. Z drugiej strony, kiedy znało się jego słabość do sentymentalnych rzeczy i nieustanne wspominanie, nawet takie „babcine” filiżanki mogły go jakoś dopełniać.
David skrzywił się.
— Nie, to nie jest seksowne. Ale, co ważniejsze… Muszę cię o coś spytać.
— No?
— Bo zamówiłem dla ciebie prezent, ale jeszcze nie dotarł. Będziesz bardzo zły, jeśli dam ci go dzień później? Albo jako osłodę coś innego?
Orzechowe oczy Shane’a trochę zmiękły i stały się przyjemnie ciepłe.
— Luz. Może być dzień później, może być nawet tydzień później. Najważniejsze to, kurwa, żebyś ty był jutro ze mną.
David odetchnął i uśmiechnął się. Ulżyło mu.
— Jesteś kochany. Oczywiście będę. Ale na pewno nic nie chcesz w ramach rekompensaty?
Shane westchnął głośno i odchylił głowę na oparcie fotela. Zapatrzył się na kremowy sufit i sam nie wiedział czemu, ale odpłynął myślami do tego, co było kiedyś. Do wszystkich swoich urodzin, które przeżył i które pamiętał. Te bez Davida były przybijające. Zwykle było to odbieranie telefonu od rodziny, dziękowanie za życzenia i piwo wypite samotnie lub z kumplami.
I w pewnej chwili przypomniał sobie urodziny, kiedy był jeszcze nastoletnim szczylem zakochanym w Davidzie po uszy. Przez to uśmiechnął się do siebie i znów zwrócił spojrzenie na swojego faceta.
— Pamiętasz moje urodziny w szkole? Kiedy poszliśmy nad jezioro i zamiast karaoke, to darłem mordę jak pojebany do radia, a ty się tylko śmiałeś?
David ściągnął brwi w zamyśleniu, siorbiąc kawę.
— Mhm… I było ognisko chyba. I nie pamiętam, ale chyba przyniosłem wtedy jakiś alkohol.
— No. Białe wino, American Groove. Z trębaczem na etykiecie.
Tym razem brwi starszego mężczyzny poszybowały w górę.
— Żebyś tak pamiętał prezydentów, to byłbyś prymusem.
Shane zaśmiał się i potarł dłonią po swoich krótkich włosach w geście zakłopotania. Napił się kawy i odstawił ją na chwilę na stoliczek.
— Ale nieważne. Wtedy na urodziny miałem trzy życzenia. Niby spełniłeś to o karaoke… Ale no, jeszcze były dwa. Romantyczny piknik w fajnym miejscu i zlizanie słodkiej śmietany z mojego kutasa — powiedział, patrząc prosto w niebieskie oczy Davida.
Mężczyzna wiedział, że przed tym, jak rzucił Shane’a, ten nigdy nie powiedziałby mu tego tak bezpośrednio i odważnie jak w tej chwili.
— Cóż… Pewnie ognisko z winem nad jeziorem można by było uznać za romantyczne. Nie wiem, czy za piknik… ale tak. Na pewno niczego wtedy nie zlizywałem.
Nozdrza Shane’a nieco się poruszyły, gdy odetchnął głębiej. Podniecałoby go zrobienie tego tutaj. Z Davidem tak elegancko ubranym i klęczącym u jego stóp.
— Chyba wtedy bardziej miałeś w głowie te pojebane postawy w stylu „jestem tu mężczyzną, nie będę robił kobiecych rzeczy”.
David znowu się zamyślił, napił kawy i w końcu skinął głową.
— Może tak. Chociaż… Hm, chyba tak. Ty też byłeś słodszym chłopaczkiem. Bardziej niewinnym. Trudniej było sobie wyobrazić, żebym ci robił laskę ze śmietanką na czubku.
Shane wywrócił oczami i wrócił do swojej kawy.
— Weź, kurwa… Byłem wysoki przynajmniej. Jakbym był hetero, to nic dziwnego by nie było, gdyby mi laska robiła loda ze śmietanką.
— Może — zgodził się z nim David. To na pewno nie był powód do kłótni. — Ale co? Chcesz nadal, żebym to zrobił, skoro do tego wróciłeś?
Mężczyzna na fotelu wzruszył ramionami. Ta wizja na pewno go kręciła. Lubił, kiedy David robił mu loda. Dobrze obciągał i sam czerpał z tego przyjemność, a to też było bardzo seksowne.
— No, byłoby spoko. Takie wiesz… spełnienie marzenia z dzieciństwa. — Zarechotał, wiedząc, że nie takie mają marzenia dzieci dmuchające w świeczkę na torcie.
— To musiałbyś skoczyć po śmietankę, czy ja mam iść?
David miał kompletnie inne podejście do tej sprawy po tych latach. Widać było jak na dłoni, jak ich życie się zmieniło. Do tego myślał nad tym romantycznym piknikiem i… chyba miał pewien pomysł. Ale na razie wolał to przemilczeć.
— O kurwa… Teraz? — Shane aż się w sobie zagotował. Zdecydowanie David kręcił go w tym gabinecie. — Skoczę — dodał szybko i znowu odłożył kawę.
Po tym pospiesznie wyszedł z gabinetu. Usłyszał za sobą ciepły śmiech swojego faceta, ale wiedział, że ten nie ma nic złego na myśli. Bardziej to znaczyło, że imponuje mu jego zapał.
Shane’owi za to imponowało to, jak zmienił się David. Wciąż był poważny, pewny siebie, ambitny i stanowczy, ale przy tym nabrał więcej… spokoju i zrozumienia. I jeszcze mnóstwa innych cech, które zdobywa się dopiero po przeżyciu większej ilości lat i zrozumieniu świata. A do tego wszystkiego nie myślał tylko o sobie. Myślał też szczególnie o swoim partnerze i o tym, że obaj zasługują na szczęście i robienie tego, czego pragną. Bez znaczenia, kto co o tym pomyśli.
David czekał, popijając powoli kawę, aż do pokoju wrócił Shane. Wyglądało na to, że w kuchni wymienił koszulkę na śmietankę, bo miał już nagą klatkę piersiową, na której odznaczały się drobne kolczyki w sutkach i tatuaże, które seksownie wyglądały na jego potężnym, umięśnionym ciele. A w dłoni trzymał puszkę ze śmietanką.
— Po drodze nawet się przygotowałeś — zauważył, już kończąc kawę.
Patrzył na kochanka, podziwiając jego ciało i to jak całościowo wyglądał. Pamiętał, że podobały mu się jego nogi, kiedy obaj byli nastolatkami, więc może od zawsze miał większą słabość do mięśni. Nie chciał analizować.
— Usiądziesz na fotelu?
Shane przytaknął i upadł ciężko na siedzenie. Śmietanę postawił na stoliku i uśmiechnął się groźnie do Davida, gdy rozpinał spodnie.
Jego ukochany odstawił filiżankę, wstał ze swojego miejsca i powoli podszedł do Shane’a. Jutrzejszego solenizanta. Pochylił się, oparł dłoń o oparcie fotela i z bliska spojrzał w te orzechowe, łagodne oczy. Powoli obniżył się jeszcze trochę i w końcu pocałował Shane’a. Nie musieli się spieszyć.
— Mmm… — zamruczał młodszy mężczyzna i położył mu na policzku swoją dużą dłoń.
Odpowiedział na pocałunek chętnie i z uczuciem. Jego ciepłe w kolorze tęczówki zniknęły z oczu Davida, bo przymknął przy tym powieki. David nie przestał jednak na nie patrzeć. Całował go jeszcze chwilę, dłonią powoli głaszcząc mu klatkę piersiową. Była mocno umięśniona i bardzo szeroka. A do tego on doskonale wiedział, gdzie dotknąć, żeby Shane’owi zrobiło się bardzo dobrze. Więc kiedy sięgnął do jego zakolczykowanego sutka i trochę go posmyrał, od razu poczuł, że młodszy mężczyzna drgnął i cicho sapnął w jego usta.
Shane zawsze miał czułe brodawki. Lubił to w nim. Było to ciekawym urozmaiceniem. I chyba nawet pamiętał, że lubił go po nich podszczypywać, kiedy byli młodsi.
— Są słodkie — wyszeptał w usta swojego dużego chłopaka i zaraz pocałował go w brodę, szyję i w końcu w jeden z sutków.
Miał wrażenie, że przez kolczyki były jeszcze bardziej wrażliwe. Shane reagował na te pieszczoty bardzo szybko. Wydawał się w takich momentach zupełnie niegroźny i całkowicie mu poddany. Tak jak teraz, gdy zacisnął obie dłonie na podłokietnikach tego skórzanego, ciemnego fotela i tym razem jeszcze głośniej stęknął.
— Mm… lubię, gdy mnie po nich liżesz — zakomunikował to, co David doskonale wiedział.
Miło obserwowało się przy tym jego wykwitające na policzkach rumieńce. A do tego naprawdę godne podziwu było to, że już takie drobne pieszczoty wywoływały u niego wzwód, do którego zaraz David miał zamiar się dobrać.
Chciał jeszcze poczuć, jak chłodny metal kolczyków ociepla się dzięki jego ustom i językowi. Chciał posmakować ciała swojego faceta i popatrzeć, jak ten wielki byczek reaguje na jego poczynania. Cholernie seksowne było to, jak Shane potrafił być naprawdę władczym facetem w łóżku, ale też potulnym barankiem.
Poluzował swoją koszulę w kołnierzyku i w końcu ostrożnie klęknął na jedno kolano między nogami Shane’a. Ten wciągnął powietrze głęboko do płuc, przez co wydawał się jeszcze większy. Jego spojrzenie było pełne pożądania, a umysł napompowany emocjami. Nie tylko przez to, że robili coś zbereźnego w gabinecie Davida, ale że robili coś, o czym marzył jako dzieciak.
— Mój seksowny przystojniak — zaburczał nisko i przesunął palcami po brązowych włosach Davida.
Ten spojrzał na jego dłoń, sięgnął do niej, po czym złapał i objął wargami jeden z jego palców. Z lubieżnym spojrzeniem possał go krótko. Kiedy go puścił, zaśmiał się figlarnie.
— Masz już chyba ciasno?
— Noo! — odpowiedział od razu Shane, coraz bardziej napalony, kiedy David tak się zachowywał. Gdyby nie wiedział, że ten zaraz mu obciągnie, pewnie przewaliłby go na podłogę i po prostu dobrał mu się do tyłka. — Jak tak czasem robisz… to nie da się inaczej. Jesteś aż… uch, za dobry.
— Bez przesady. Ale miło mi to słyszeć.
David uśmiechnął się bardziej bokiem ust, uwydatniając dołeczki w policzkach. Dobrał się do spodni kochanka, chcąc zobaczyć, jak jego kutas wyskakuje z ciasnych bokserek.
Shane go nie powstrzymywał i też tylko tam patrzył. Członek więc po chwili ukazał się ich oczom. Był duży, całkiem gruby i już sztywniejący. A jego właściciel bez słowa i bez odwracania spojrzenia od Davida sięgnął po śmietankę. Zatrząsł puszką i… wypsikał trochę na samą główkę.
David uśmiechnął się i oblizał. Trzymał członek i teraz oglądał go jak finezyjny deser w dobrej restauracji.
— Od razu na słodko — zamruczał i z początku tylko liznął końcem języka samą śmietankę.
A Shane zagryzł wargę i odruchowo poruszył biodrami. Chciał poczuć ten język na swoim penisie.
— Mmm… Będzie ci smakować — wyburczał. Wszystko poza Davidem przestało dla niego istnieć.
— Na pewno — odpowiedział pewnie mężczyzna i w końcu polizał trzon członka, bo śmietanka topniała i spływała w dół, jak rozpuszczający się lód po wafelku. A on nie chciał stracić niczego z tego lodzika.
— O kurwa — wydusił niemądrze Shane, obserwując go jak zaklęty przez najsilniejszy, miłosny czar.
David może był teraz na kolanach, ale tym, co robił, w pełni panował nad swoim kochankiem. Widział, że Shane podnieca się szybko, nawet szybciej niż zwykle. A do tego znów wypsikał śmietanę na członek. Tym razem na całą długość, jakby chciał, żeby David oblizał go znowu całego, od dołu aż do samego szczytu.
Klęczący mężczyzna znowu się zaśmiał.
— Ile kalorii! Zasłodzę się — zadrwił, oglądając, jak na penisie znajduje się coraz więcej bitej śmietany.
Zabawnie skojarzyło mu się to z wyjadaniem jej prosto z puszki. Nic o tym już nie powiedział, tylko znowu polizał penisa, starając się zlizać jak najwięcej bitej śmietany, ale i przy tym popieścić przyjemnie członek.
Ten sztywniał i rósł w jego oczach. To było bardzo, bardzo seksowne, a roztapiająca się śmietanka, szczególnie na czubku, dawała wrażenie, jakby penis już dochodził i ociekał z własnych soków. Na samą myśl przez plecy Davida przeszedł przyjemny dreszcz i poruszył trochę jego własnym penisem.
— Przyznaj, smakuje ci — zamruczał groźnie Shane, uśmiechając się do niego. Był rozgorączkowany.
— Jest nawet słodszy niż zwykle — odparł David z rozbawieniem i w końcu objął ustami czubek.
Zjadał z góry wszystko, co wypsikał na swoje genitalia Shane. Zaraz też possał główkę, żeby sprawdzić, czy nadal będzie czuł słodycz. Im dłużej ssał, tym mniej ją czuł. Ale za to na pierwszy plan wychodził smak samego penisa Shane’a, który też był całkiem apetyczny. Dobrze było go objąć wargami i poczuć jego gorąco. Nic dziwnego, że śmietana tak szybko się rozpuszczała.
— Kurwa… Nie zrobiłbyś tego za chuja te kilka lat temu, nie? — Shane zaśmiał się, choć był to mocno zduszony śmiech. Przez te widoki i doznania było mu gorąco.
David na chwilę puścił członek i teraz, nadal klęcząc przed swoim facetem, masturbował go dłonią. Oblizał usta.
— Chyba nie. Przynajmniej jeśli masz na myśli czasy, kiedy byliśmy w szkole. Obaj byliśmy inni. Ale teraz bardzo mi smakuje. Jest cholernie twardy — zamruczał i liznął samą dziureczkę. — Jeszcze trochę i strzeli, hm?
Miał rację. Członek wyglądał na pulsujący i gotowy do wystrzału, ale Shane chyba trochę się zawstydził tym pytaniem. Bo jakby nie patrzeć, David pieścił go stosunkowo krótko, a on już był tak rozgrzany. Ale chyba zawsze sentyment tak na niego działał. Tak jak muzyka. Shane miał wiele stymulantów poza samymi pieszczotami, które wyciągały go na szczyt.
— No… Trochę tak — przyznał z krótkim śmiechem.
David ucieszył się tą informacją.
— Lubię, gdy się mną jarasz — poinformował go i znowu liznął członek jak lizaka.
Po tym przysunął nos bliżej, jakby go wąchał i polizał też lekko wilgotne od resztek śmietanki jądra. I od razu usłyszał siarczyste i typowe dla Shane’a przekleństwo. Ten zdecydowanie nie oszczędzał języka i głośno wyrażał swoje rozpalenie. Nie położył dłoni na głowie Davida, bo wiedział, że w ferworze tych uczuć za mocno by go szarpnął za włosy.
Penis sztywniał, a kolejne ciarki przebiegały po ciele siedzącego mężczyzny, gdy David podskubywał go, lizał i ssał. Po kilku kolejnych chwilach cały był już mokry, włącznie z jądrami, a Shane jęknął nisko i napiął swoje masywne ciało.
— Mm… David… ja…
— Mhm… Wiem.
David uśmiechnął się, oglądając go takiego. Podniecało go to i czuł tego efekt także w swoich spodniach. Najpierw jednak chciał, żeby jego jutrzejszy solenizant doszedł pierwszy i dał mu posmakować swojego nasienia. Chociaż chodziło głównie o to, że w tej chwili czuł, że chce i musi pokazać mu swoje oddanie. A przy okazji było to nieźle kręcące.
Skupił się na jak najbardziej intensywnych pieszczotach. Poruszał głową i masował go dłonią. Z góry słyszał posapywanie i wreszcie na jego język, podniebienie i do gardła trysnęło nasienie. Penis był duży i gruby, więc nie miał go głęboko. A dzięki temu czuł smak spermy Shane’a bardzo dokładnie. Czuł też jej konsystencję. Połknął wszystko, co tylko trysnęło z kutasa jego ukochanego. Szczególnie gorące było w tym to, jak teraz Shane prężył się na jego fotelu, w jego gabinecie. Tak bardzo tu nie pasował, ale przez to wyglądał jak zakazany owoc.
— David… normalnie, kurwa, przez kutasa do serca. — Shane zarechotał, choć słabo, bo wciąż oddychał z trudem. Jego szeroka klata unosiła się i poszerzała, aż chciało się jej dotknąć. Poczuć te silne mięśnie. — Chodź na kolana — zachęcił szybko, pragnąc go pocałować.
Mężczyzna oblizał usta i oparł się dłonią o jego kolano, żeby łatwiej było mu wstać. I spełnił prośbę. Nie przejmując się, że ubrudzi spodnie wilgotnym członkiem, usiadł w rozkroku na udach swojego faceta. Sam pocałował go namiętnie, trochę przy tym pokładając się na nim.
Shane objął go w pasie i wsunął mu dłoń pod koszulę, na nagie plecy. Westchnął błogo, czując, jak gorące jest to ciało. I od razu przejął kontrolę nad pocałunkiem, nadając mu więcej ognia. Obmacywał swojego faceta, przy tym drugą ręką ściskając mu stanowczo pośladek.
David stęknął nisko i wyprężył się jak struna w jego ramionach. Z chęcią oddał pocałunek, ale też poczuł przy tym więcej żądzy. Nie pamiętał, kiedy ostatnio robili to w jego gabinecie. Zawsze Shane dla jego wygodny wybierał bardziej nadające się do tego miejsca, jak chociażby łóżko w sypialni czy kanapa w salonie. Ale teraz mogli zrobić mały wyjątek, który dodatkowo dodawał temu pikanterii. Trudno byłoby zresztą teraz się odsunąć i gdzieś przenosić. Shane na pewno nie miał takiego zamiaru, bo ściskał jego pośladki jak ciasto i rozpalał je. A potem wsunął dłonie pomiędzy ich ciała i zaczął rozpinać Davidowi koszulę z groźnym uśmieszkiem.
— Chcę, żebyś mnie ujeżdżał — powiedział przy tym.
David uśmiechnął się bokiem ust. Poczuł przyjemny ścisk w żołądku.
— Mmm… na moim fotelu? W moim gabinecie? — spytał, opierając dłonie o szerokie i silne ramiona Shane’a. Zakręcił przy tym pośladkami, ocierając swoje krocze o nagiego penisa kochanka. I poczuł, że ten nie jest wcale miękki, mimo że chwilę temu trysnął.
— Jesteś tu gospodarzem, więc wiesz… — odparł ze śmiechem Shane i rozpiął mu do końca koszulę.
Nie chciał mu jej zdejmować. Chciał go w niej widzieć, gdy David będzie na nim podskakiwał. To było bardzo seksowne w jego wyobraźni. Ale spodnie na pewno musiał mu zdjąć, więc szybko zabrał się do rozpinania paska, przy tym łapiąc jego usta w kolejnym, wręcz zwierzęcym pocałunku.
David nie odpowiedział, bo nawet nie miał jak. Tylko kiedy całowali się, a Shane pozbawił go w końcu spodni, udało mu się unieść trochę, żeby mógł mu je zsunąć chociaż z pośladków. O ciąg dalszy dopiero za chwilę zamierzał się martwić. Bo teraz jeszcze chciał popodszczypywać jego suteczki. A Shane, mimo że był teraz władczy i dominujący, pod wpływem takiej pieszczoty jęknął jak szczeniak i zacisnął mu mocno całe dłonie na pośladkach.
— Mm… tak… — poprosił o więcej, aż wiercąc się razem z Davidem na fotelu.
Mężczyzna więc wyprostował się trochę i już obiema dłońmi sięgnął do jego sutków. Ścisnął je, patrząc, jak kochanek na to reaguje. Jego członek od tego drgał. A Shane znów jęknął i zaczął go całować znacznie bardziej gorączkowo. Jego dłonie też jakby nie do końca wiedziały, gdzie sięgać, bo sięgały wszędzie i ściskały ciało Davida.
— Okej… To tym sobie, kurwa, załatwiłeś twardego, gotowego do nabicia się kutasa — rzucił ze śmiechem i klepnął go w tyłek. Całkiem mocno. — Wstawaj i zdejmuj gacie.
— Delikatny jak zawsze — skomentował David, ale zsunął się z jego ud, żeby zdjąć ciasne spodnie.
Nie ociągał się. I może nie wiedział, ile czasu tak wytrzymają, ale chciał już dalej. Czuł, że to będzie dłuższy seks, po tym jak już zrobił Shane’owi loda.
Kiedy się rozbierał, młodszy mężczyzna zjadał go spojrzeniem. Niczym pies patrzący na dużą porcję jedzenia. Chciał się z nim pieprzyć do upadłego i zmacać każdy skrawek jego ciała. Dlatego gdy tylko David znów nad nim stanął, już w samej koszuli, ściągnął go na kolana za nadgarstek, pocałował mocno i… za jego plecami wypsikał sobie na palce śmietanę.
— Sorry. Ona jest tłusta, nada się — zamruczał i bezceremonialnie pomasował jego zwieracz słodką, białą pianką.
David stęknął i obejrzał się za siebie.
— To teraz już załatwiłeś mi, żeby nie pić kawy z tą śmietanką. Teraz długo będzie mi się źle kojarzyć. — Westchnął, opierając się klatką piersiową o tors Shane’a. Pozwolił mu popieścić się po zwieraczu. Czuł, że ten zarówno masuje jego dziurkę, jak i plecy, bardzo przyjemnie i rozluźniająco.
— Niee… to bardzo miłe skojarzenie. Masz słodką dupcię — zamruczał mu Shane do ucha i skubnął je zębami.
A przy tym powoli zagłębił śliski palec w jego wnętrzu. Z ostrożnością i powściągliwością, nad którą David długo pracował, ale dzięki temu było to bardzo przyjemne. A mimo to czuł od swojego kochanka, że ten wciąż jest tym zwierzęcym sobą. Obaj przy sobie nauczyli się czegoś. David tego, że może być szczęśliwy, kiedy jest sobą, a nie tym, za kogo chce go widzieć społeczeństwo. Shane zaś, że czasami trzeba do pewnych rzeczy dochodzić powoli.
— Dobrze… mmm… — zamruczał starszy mężczyzna i znowu pocałował Shane’a, żeby już nie mówił nic zawstydzającego.
Shane na to poszedł, bo pocałunki były słodkie, seksowne i napalające. Była to ta trochę bardziej leniwa i spokojna część, bo nie chciał mu sprawić bólu, a dobrze przygotować do przyjęcia jego dużego penisa. Smakował jego język, wargi i wpatrywał się z miłością i pożądaniem w jego oczy. Aż mógł wsadzić kolejne dwa palce i już nimi dać mu trochę więcej przyjemności. Wsunął je znacznie głębiej i pomasował, zginając je w środku dupci ukochanego. Ten stęknął nisko i objął ciaśniej kark Shane’a. Było mu już gorąco w koszuli, którą nadal miał na ramionach.
— Mam… mam jej nie zdejmować, hm? — spytał, ocierając się swoim członkiem o członek kochanka.
Oba rozgrzewały się i pobudzały, co w oczach Shane’a było cholernie seksowne. Tak samo jak David w tych swoich eleganckich ubraniach. Więc od razu kategorycznie zabronił mu zdejmowania koszuli.
— Nawet o tym nie myśl. Wyglądasz w niej jak mój mokry sen — wydyszał i pożarł jego usta w krótkim, ale gorącym pocałunku. Już wiedział, że potem sam zaniesie do prania tę koszulę. I jeszcze po drodze nie raz zagłębi w niej nos.
— Och… no tak. Jeszcze… Och, tutaj — wydusił David i zakręcił mocniej biodrami, czując w odpowiednim miejscu palce kochanka. Zaraz też się zaśmiał, zapominając, co chciał na samym początku powiedzieć.
Shane uśmiechnął się do niego z satysfakcją i pomasował go mocniej i intensywniej właśnie „tutaj”. Z żądzą w oczach obserwował te szczere reakcje Davida. Ten w końcu znowu skupił się na tyle, żeby pocałować kochanka i poza biernym trzymaniem go za ramiona zaczął go pieścić po sutkach. Był rozpalony, a chciał, żeby Shane też taki był.
Znał dobrze jego ciało. Znał jego upodobania, wrażliwe miejsca i nawet słowa, które sprawiały, że ten bardziej sztywniał. Umiał więc sprawić, że ten po kilku minutach znowu dźgał go w pośladki twardym jak skała penisem. A że jego tyłek był już nieźle rozluźniony palcami, siedzący na fotelu mężczyzna w końcu pociągnął go zębami za dolną wargę i zapytał:
— Już mogę ci wsadzić?
David oblizał usta. Chwilę kręcił się na jego udach i w końcu skinął głową.
— Mhm. Przytrzymaj go — zaproponował, unosząc się wyżej na kolanach.
Shane dosłownie zjadał go spojrzeniem. David wciąż był szczupły i seksowny. Do tego przystojny, z tymi widocznymi kośćmi policzkowymi, niebieskimi oczami i dobrze przystrzyżonymi włosami. A kiedy tak klęknął, żeby przygotować się do wzięcia go w siebie… Shane miał ochotę jęknąć ze szczęścia. Zamiast tego przesunął kilka razy dłonią po swoim penisie, żeby nawilżyć go resztkami śmietany i przytrzymał go w pionie, jak gotowy do nabicia pal.
David jeszcze raz pocałował swojego ukochanego, po czym ostrożnie dopasował się do jego członka i powoli zaczął brać w siebie. Było mu go dużo, czuł przyjemne rozpieranie i to, jaki Shane jest gorący. Uśmiechnął się do niego.
— Mmm, dawno nie mieliśmy… takiej pozycji.
Obaj wiedzieli, co było powodem. Pozycja na jeźdźca wymagała od Davida ruszania nogami. Szczególnie kolanami. A przecież jedno z nich miał po wypadku uszkodzone i nadal był w trakcie rehabilitacji.
— Jest zakurwiście seksowna… Ale będę ci pomagać — dodał pewnie, łapiąc go za pośladki, mocno i stabilnie.
Taki David jarał go jak cholera. Pragnący go na tyle, że sam brał go w tyłek i ruszał się dla przyjemności ich obu. Ale nie zamierzał pozwolić mu się przeforsować. I miał na tyle dużo siły, żeby unosić go za biodra czy tyłek i tym samym sprawić, że mężczyzna będzie mógł włożyć w to mniej wysiłku.
— Jesteś słodki, ale poradzę sobie — odparł David i jeszcze raz go pocałował, nim trochę się odchylił i oparł jedną dłoń o jego kolano. Po tym opadł na jego penisa. Od razu cały zadrżał. Czuł się taki jego pełny i rozpalony. Zrobiło mu się lepiej i zarówno bardzo specyficznie. Jakby miał zaraz odlecieć w pozytywny sposób. — Mmm… Och, jest tak głęboko.
Jego byczek też to czuł. Ta pozycja sprawiała, że penis wchodził bardzo, bardzo głęboko, bo David ciężarem swojego ciała jeszcze dociskał pośladki do bioder kochanka. A że ten miał spore przyrodzenie, to starszy mężczyzna był nim dosłownie wypchany. Prostata została dociśnięta, a zwieracz rozwarł się szeroko.
— Kurwa… A jeszcze go tak ściskasz… — wywarczał Shane, masując mu tyłek.
David uśmiechnął się do niego, czując się dumny z siebie. Może i jego nastoletnie ja spaliłoby się z zażenowania, wiedząc, co robi, ale obecny on po prostu czerpał z tego przyjemność.
— I pościskam jeszcze, ale strzep mi trochę.
— Okej.
Shane od razu zabrał się do spełnienia tego polecenia. Pocałował przy tym Davida z czułością, ale i pożądaniem, równocześnie łapiąc jego członek. Miał duże dłonie, które mogły sprawić Davidowi multum przyjemności. Tak jak teraz, gdy powoli zaczął go masturbować, masować i usztywniać. A do tego co jakiś czas sięgać palcami jeszcze niżej, pod jądra, żeby i tam go popieścić.
David korzystał z tego i dodatkowo rozluźniał się i przyzwyczajał do wielkości penisa, który był w jego tyłku. Chwilę to trwało, aż w końcu się poruszył. Wsunął swojego penisa w obejmującą go dłoń, a tyłkiem popieścił kutasa Shane’a.
Z gardła młodszego mężczyzny wydobył się niski pomruk rozkoszy, a on sam uśmiechnął się do ukochanego. To nasuwanie tego ciasnego tyłka było jak najlepsza rozkosz. Taki gorący i śliski… Żeby tego było mało, z każdym ruchem David robił tak seksowną minę, że Shane żałował tylko jednego — tego, że David za nic w świecie nie pozwoliłby mu zrobić zdjęcia jego twarzy w trakcie stosunku i trzymać go w albumie z pamiątkami. Zawsze mówił, że Shane miałby poważne problemy, nawet jakby przyłapał go na tym, że masturbuje się do jego zdjęć. W końcu miał jego. Nie chciał, żeby żył wspomnieniami. Albo, co gorsza, zatracał się w nich i tylko pragnął je zdobywać.
— Mmm… chyba… polubię ten fotel jeszcze bardziej — rzucił David i oparł się obiema dłońmi o kolana Shane’a za swoimi placami. Pomagając sobie nogami, ale głównie pracując mięśniami brzucha, poruszał się płytko, ale płynnie na kutasie swojego faceta.
Nie potrzebowali niczego więcej. Prostata Davida była w ten sposób przyjemnie pieszczona, a penis Shane’a, ściskany tym ciasnym tyłkiem, twardniał i pulsował. Do tego przez to lekkie odchylenie starszego mężczyzny Shane miał wspaniały widok na całe jego ciało. Obserwował zachłannie, jak jego brzuch się spina, a przy tym jak penis buja się, skierowany wysoko w górę. Z dreszczem podekscytowania wyobraził sobie, jak strzela niczym mleczna fontanna.
— Ja pierdolę… Jak mokry, kurwa, sen — wywarczał i znów ujął penisa partnera, żeby zrobić mu dobrze w trakcie tej gorącej przejażdżki.
David nie odpowiedział niczym innym jak niskim stęknięciem. Tego potrzebował. Takiego dopieszczenia, żeby całkiem zapomnieć o wszystkim, móc odpłynąć i skupić się na czystej przyjemności.
— Mmm… Oh… Aż szkoda, że zaraz dojdę.
— Dla mnie… to nie problem… Zawsze jesteś kurewsko seksowny, gdy stękasz z rozkoszy od mojego chuja — odpowiedział nisko Shane, marszcząc nos i wyglądając jak groźne bydle.
Sam był po obciąganiu, więc jeszcze trochę mu brakowało, ale David tak go kręcił, że też mógłby dojść całkiem szybko. Ale zanim to nastanie, chciał jeszcze pokosztować trochę ciała Davida. Więc pieszcząc go jedną ręką z przodu, drugą znów złapał jego pośladek i pouciskał mocno, na pewno zostawiając czerwone ślady.
David czując jego dłonie w takim miejscu, uśmiechnął się i w końcu wyprostował, po czym oparł o jego ramiona zamiast o kolana.
— Mm… Możesz jednak trochę też popracować — zachęcił, żeby Shane trochę pod nim popodskakiwał i powbijał się w niego.
— Się robi! — odparł młodszy mężczyzna z drapieżnym uśmiechem.
Chwycił obiema dłońmi pośladki Davida, uniósł je trochę wyżej i zaczął wypychać biodra. Najpierw powoli, żeby wyczuć kąt, a potem już coraz szybciej i mocniej. David czuł, jak penis wręcz uderza w jego ścianki, jak dociska je i chyba jeszcze urósł. Shane na pewno był gotów już niebawem wystrzelić, ale też był zdecydowany dać mu dobre rżnięcie na fotelu. Bo nie ustawał i wręcz spijał każdy jęk Davida pocałunkiem.
Aż w końcu usłyszał, że kochanek jest na skraju. Trzymał go mocno za kark i przyciskał twarz do jego. Oddychali niemalże swoimi oddechami. David był rozpalony, drżący, aż poczuł ulgę i rozkosz, kiedy doszedł z głośnym stęknięciem na klatkę piersiową i brzuch Shane’a. Nie obawiał się tego, że ten pomyśli sobie coś złego. Wiedział, że to lubi. Za długo się już znali.
Shane zaburczał z rozkoszy, jakby samo to, że widzi spełnienie Davida, wpompowało do jego penisa jeszcze więcej krwi. Pocałował go gorączkowo i przytrzymał pewniej, bo poczuł, że jego kochanek stracił na chwilę panowanie nad swoim ciałem.
— Jeszcze chwilę mnie całuj — wyburczał prosząco w jego wargi, bo sam wciąż się w nim poruszał i czerpał z tej gorącej ciasnoty.
David drżał, ściskał mięśnie i łapał z trudem oddech, więc prośba o pocałunki wydawała mu się w tej chwili i tak dość trudna do spełnienia. Mimo to sięgnął do ust Shane’a i zetknął z nim wargi. Można było nazwać to pocałunkiem albo chociaż muśnięciem. Shane nie miał nic przeciwko temu. Lizał i skubał jego wargi przy rytmicznych pchnięciach. Czuł gorąco bijące od Davida i miał go ochotę przycisnąć do siebie całymi swoimi siłami. Ale że tych sił miał aż za dużo, trzymał go jedynie i nadal posuwał w tej pozycji. Aż i jego ta ciasnota oraz wszystkie dodatkowe pieszczoty poprowadziły do końca. Mógł wreszcie napełnić tyłek Davida i wydać przy tym z siebie niski, pełen zadowolenia jęk.
David, czując to i słysząc, uśmiechnął się i już zupełnie opadł całym ciałem na szeroką klatkę piersiową swojego faceta. Był wymęczony i pełny. Był też wypieszczony i czuł, że jest mocno kochany. Bo Shane nawet kiedy doszedł, lekko i przyjemnie gładził go po plecach. To było cholernie miłe i wiedział, że zapamięta ten seks naprawdę dobrze.
— Jestem takim szczęściarzem… To było bardziej zajebiste niż trzypiętrowy tort z czekoladą i owocami — zażartował Shane, zagarniając to ukochane ciało i czując, że koszula Davida aż lepi mu się do pleców.
— Mmm… Dla ciebie. Pamiętaj o gościach. Lucy pewnie będzie wolała tort — odpowiedział David, nadal tuląc się do kochanka i zwyczajnie siedząc na jego penisie. Nie spieszyło mu się do zmiany pozycji, chociaż robiło mu się z każdą chwilą chłodniej niż w czasie seksu.
— To niech se kupi — odparł Shane, choć wiedział, że za tydzień, gdy już kuzynka będzie mogła wpaść, zrobią już trochę spóźnioną, urodzinową posiadówę z tortem. — W ogóle ta śmietana… — Zaśmiał się nagle. — Kurwa, miałem pojebane życzenia jako dzieciak, nie?
— Trochę — przyznał David zmęczonym głosem. Przytknął nos do szyi Shane’a i zamknął oczy na chwilę, nadal na nim leżąc. — Było chociaż słodko, więc jest jakiś plus — zamruczał, nie myśląc za wiele w tej chwili. Ani o życzeniach Shane’a, ani o spóźniającym się prezencie. Musiał odetchnąć.
Drugi mężczyzna uśmiechnął się tylko i znów go pomasował. Czuł, że David jest wyczerpany i w jakiś sposób był dumny z siebie, że doprowadził go do tak rozleniwionego stanu.
— Chodź, weźmiemy prysznic. A potem pooglądamy coś wspólnie w telewizji — postanowił i ująwszy Davida pod pośladkami, bez problemu dźwignął go w górę.
Trochę przy tym stęknął, ale stanął na równe nogi. Przy tym penis wysunął się z dziurki Davida, a Shane poprawił sobie mężczyznę w pasie i ruszył z nim do łazienki. Lubił chwalić się swoją siłą, nawet jeśli było to lamerskie. David czasami nawet z tego powodu śmiał się z niego, ale zawsze na końcu pozwalał mu na to, uważając za niegroźne. Oczywiście zależnie od sytuacji, ale starał się czasami wychować sobie Shane’a na kogoś w miarę typowego, żeby zachowywał się na swój wiek, ale żeby nadal nie zatracił tego, co było w nim najbardziej urzekające.

***

— Masz wielkie szczęście, Shane — mówił Walter, który zadzwonił do niego z życzeniami. Były całkiem przemyślane, a solenizant czuł, że Walt mówi je do niego, myśląc o tym, czego naprawdę pragnie, a nie odwala formułkę. — Nawet jeszcze nie masz trzydziestki, a masz stałą pracę, stałego partnera i własny dom!
Shane uśmiechnął się do siebie, zdając sobie sprawę, że naprawdę był cholernym szczęściarzem. W życiu w tym momencie nie brakowało mu właściwie niczego. Czuł stabilizację i szczęście w związku. A kiedy tylko ogarnął spojrzeniem salon, aż westchnął w duchu.
— Noo… mam w sumie zajebiste życie.
— Dokładnie tak. I to w sumie wspaniałe, że z takim podejściem przeżywasz te urodziny, nie uważasz? — mówił Walter radośnie. — Zwykle w takim dniu rozważa się swoje życie i wiele osób zamiast świętować, zlicza wszystkie złe decyzje i ostatecznie wychodzi na minus.
— No wiesz… Też mam jakieś tam chujowe decyzje na koncie. Ale teraz jest tak zajebiście, że nawet o tym nie myślę.
— Mmm, wspaniale. To mówisz, że mamy wpaść dopiero za tydzień?
— Tak, bo wtedy Lucy wraca z tego swojego szkolenia, to lepiej zrobić raz większą posiadówę.
— Oczywiście. Jak uważasz. Jeszcze raz wszystkiego dobrego, Shane. I koniecznie pozdrów ode mnie Davida.
— Jasne. Dzięki. Narka.
Shane rozłączył się i rzucił telefon na kanapę. Wyciągnął ręce do góry i rozciągnął się. Miał na sobie przepocony, szary bezrękawnik i krótkie spodenki. A obok niego na macie spoczywały dwa spore ciężarki. Może nie powinien forsować ręki, która w wypadku trochę mu się uszkodziła, ale nie chciał sprawić, żeby całkowicie mu osłabła. Ćwiczył więc. Już był po kilku seryjkach brzuszków i przysiadów. Czasami trenował w domu, kiedy nie chciało mu się iść na siłownię albo do powrotu Davida z pracy było niewiele czasu. A dzisiaj miał wrócić wcześniej, żeby razem z nim spędzić urodziny. Shane nawet wziął sobie wolne w pracy z tego powodu. I od rana odbierał telefony od znajomych i rodziny.
Znowu nie udało mu się wrócić do ćwiczeń, bo jego telefon oznajmił, że przyszła wiadomość. Kiedy pożałował, że rzucił go tak daleko, uniósł się i odczytał ją. Okazało się, że jest od jego ciotki z Miami.
„Hej, przystojniaku! Jak urodziny? Masz chwilę, żeby wejść na Skype’a? Czy o której mogę zadzwonić?”
Uśmiechnął się automatycznie. Emma była jedną z jego ulubionych krewnych. Zawsze była najbardziej spoko i zupełnie nie przypominała swojej siostry, czyli matki Shane’a. Ten żałował, że za młodu wyprowadziła się na Florydę, bo dobrze byłoby mieć ją blisko.
Odpisał od razu: „Mogę wejść :D Daj mi 15 minut, bo muszę włączyć kompa”.
Zaraz dostał krótką odpowiedź: „OK, czekamy”. Zebrał więc na szybko matę z podłogi, odsunął na bok ciężarki i udał się po komputer. Z butelką wody w ręce czekał, aż ten się włączy. Otarł jeszcze przedramieniem spocone czoło i wreszcie włączył Skype’a. Dawno tak nie rozmawiał z ciotką, więc był ciekaw, czy zmieniła fryzurę. Często to robiła. A gdy ujrzał jej twarz po odebraniu połączenia, uśmiechnął się szeroko.
— Siema! — zawołał, odkładając szybko butelkę.
— Hej! Ale dobrze cię widzieć! Słyszysz mnie? — spytała, jeszcze przekręcając kamerkę, żeby lepiej było ją widać.
Odsunęła się po chwili, więc nie było widać tylko jej nosa i ust, ale także całą górę ciała wraz z faktycznie inną fryzurą niż ta, z którą ostatnio widział ją Shane. Miała trochę dłuższe włosy, ale mocno asymetryczne. Z jednaj strony długie, z drugiej, nad uchem, wygolone prawie całkiem. Nadal były jednak ciemne, wręcz czarne. Przez tę fryzurę wyglądała dość młodo, chociaż kurze łapki przy oczach zdradzały jej wiek. Nadrabiała pogodną miną i ciemnym makijażem.
— Tak, dobrze — odpowiedział od razu, obserwując ją uważnie i z radością. Miło mu było, że zadzwoniła. — Ej, ale gdzie ty jesteś? Nie miałaś drewnianych ścian w domu — zauważył od razu. I już zaczął się niepokoić, że znów zmieniła partnera. Wiedział, że jego ciotce trudno było się ustatkować, ale gdy poznał jej ostatniego faceta, ten wydawał się całkiem w porządku.
— Nie! — Emma zaśmiała się do kamerki z szerokim uśmiechem. — Nadal jestem z tym samym capem co ostatnio. To już aż za długo trwa — zażartowała, a Shane usłyszał z głośników poirytowane „Hej! Wszystko słyszę!”.
Od razu się roześmiał, ale też poczuł ulgę.
— No i dobrze. Przyzwyczajaj się — prychnął. — To gdzie jesteście?
— W wynajętym domku nad jeziorem Apopka. To blisko w sumie, bo zaraz obok Orlando, więc nie jest to jakaś wielka wycieczka. W domu robię mały remont, więc ze znajomymi wybraliśmy się przy okazji na wyjazd. Na ryby. Łapiesz? Nieźle już się starzejemy. — Zaśmiała się przyjaźnie.
Shane wyobraził to sobie i poczuł się trochę głupio, bo chyba też chciałby wybrać się na ryby z Davidem. To by mogło być całkiem przyjemne. Zrobić sobie taki mały kemping w naturze…
— Wow, czad. Ale tam chyba, kurwa, macie też aligatory. Nie jest niebezpiecznie, tak siedzieć se radośnie nad wodą i łowić?
— Nie polecam moczyć nóg w wodzie. Bo rzeczywiście są aligatory. Już widzieliśmy dwa. Jeden był na ścieżce rowerowej. Kumpel Jasona widział. — Emma podłapała temat. — W ogóle Jason też ze mną jest. Pamiętasz jeszcze tego patyczaka? — spytała, uśmiechając się do komputera. Widać było, że jest zadowolona z tej rozmowy. Lubiła swojego siostrzeńca, nawet gdy był zbuntowanym nastolatkiem.
Shane’owi wyrwało się krótkie „o kurwa”. Pamiętał Jasona. Zrobił mu tatuaż, który był jego ulubionym ze wszystkich trzech, jakie miał na swoim masywnym ciele. Ale nie widział tego tatuażysty chyba z… osiem lat.
— Jasne, że pamiętam! — odpowiedział szybko. Jakby to David powiedział, miał idealną pamięć wsteczną. Jak emeryt. — Jest tam gdzieś? Zawołasz go?
Emma zaśmiała się.
— Tak, jest. Poczekaj chwilę, muszę po niego pójść — odparła, puściła mu oczko i wstała od komputera, zostawiając Shane’owi widok na wnętrze pokoju.
Ściany były drewniane. Widział kamienną obudowę kominka i jakieś poroża na ścianach. I kiedy tak czekał, zobaczył też, jak przez pokój przechodzi jakiś chudy mężczyzna wyglądający jak rockman, tylko w zbyt eleganckich ciuchach jak na takiego. Miał bródkę, długie włosy do ramion, ale więcej nie zdążył zauważyć, bo szybko zniknął za obiektywem.
Słyszał też jakieś stłumione rozmowy, najpewniej gdzieś z dalszego kąta pokoju. Chyba Sam, facet Emmy, rozmawiał z kimś o nosowym, głębokim głosie.
— … przejechać. Można zrobić niezłą trasę, a mówiłem wam, że te rowery mają dobre, grube opony.
— Chce ci się w takim słońcu?
— Mamy prysznic, Sam. Możemy się umyć, gdy się spocimy. Nikomu z was się, kurwa, serio nie chce ruszać? — Shane ledwo zrozumiał mrukliwe, ciche słowa.
— Tylko ty masz co gubić. — Tym razem usłyszał znajomy głos, który po chwili dodał już do niego: — Hej, Shane. — Twarz Jasona Rebela pojawiła się na ekranie laptopa. — Ale widać po tobie, ile lat minęło — zachrypiał i usiadł przed stolikiem. Emma pojawiła się po sekundzie za jego ramieniem.
A Shane zamrugał. Po Jasonie też widać było zmiany, choć wciąż był tym wysokim, chudym, wydziaranym facetem. On sam za to na pewno zmienił się w jego oczach. Był mocniej zbudowany i wyglądał już jak facet, a nie zbuntowany nastolatek.
— Ja pierdolę, Jason — wydusił z szokiem. — Ale zajebiście cię widzieć. W ogóle, kurwa, myślałem, że wiesz, zostaniesz raczej jednorazowo spotkanym kolesiem.
— Niestety znam twoją ciotkę. Tak łatwo ode mnie nie uciekniesz. Jak tam tatuaż? — spytał mężczyzna niezobowiązująco. W końcu nie byli jakimiś kumplami do grobowej deski, więc wybrał najbardziej neutralne pytanie.
Shane to wiedział i zdawał sobie sprawę, że sam podchodził do ludzi z większym zaangażowaniem, niż było to normalne. David zawsze starał się mu to uzmysłowić, bo czasami było to przytłaczające, a Shane z czasem faktycznie zaczął to dostrzegać. Nie chciał, żeby Jason wziął go za jakiegoś maniaka, ale… naprawdę miło wspominał tę krótką znajomość. Przesiadywanie w studiu Fire Dragon podczas wypadu do Miami było przyjemną odskocznią od ówczesnych negatywnych myśli i problemów. No i miał pamiątkę w postaci genialnego tatuażu.
— Trzyma się. Jest zajebisty — odpowiedział, zdejmując przy okazji swój bezrękawnik.
Emma stojąca za plecami Jasona aż zagwizdała. Muskulatura Shane’a robiła wrażenie. Wielkie bicepsy, twarda pierś i… małe, srebrne kółeczka na sutkach.
— Może kiedyś wpadnę na poprawkę — dodał.
— Spoko, zapraszam. Dobrze, że za bardzo się nie rozciągnął. Nieźle się przypakowałeś, młody. — Jason zaśmiał się, chociaż było widać, że zawahał się przy tym „młody”. — Ach, i wszystkiego najlepszego. Em mówiła, że masz dziś swoje święto. Szykuje się jakaś zabawa?
— Dopiero za tydzień. Dzisiaj sam na sam z Davidem.
— Davidem…? — Jason ściągnął brwi, jakby coś dziwnego mu zaświtało w głowie, ale kompletnie nie mógł zidentyfikować tego nikłego wspomnienia.
Shane przypomniał sobie, że przy odwiedzinach u ciotki był wciąż w swojej osobistej żałobie po byciu porzuconym. Opowiadał nawet Jasonowi o Davidzie, przy okazji mówiąc, że już nigdy w nikim innym się nie zakocha. Że prawdziwa miłość jest tylko jedna. I jak nastolatki często miały tendencje do dramatyzowania i wysnuwania bzdurnych teorii… tak tamten osiemnastoletni Shane zdecydowanie miał rację.
— No… Zeszliśmy się po latach. Mieszkamy razem.
— Tak, Jay, to ten sam koleś, co wtedy Shane tak z jego powodu był dramatyczny i negatywny do wszystkiego — podpowiedziała Emma Jasonowi, a ten zrobił zaciekawioną minę i w końcu pokiwał głową.
— Okej. Czyli nie było co wtedy tak rozpaczać.
— No. Niby. A ten… jak u was? Jest tam z wami jakiś twój facet?
— Jesteśmy tylko w piątkę. Emma, jej facet, ja i mój kumpel z facetem. Mój nie był zainteresowany. — Tatuażysta na koniec westchnął, jakby nie rozumiał czemu, choć przy tym jednak doskonale wiedział czemu.
— To musi ci być tam zajebiście samotnie, kiedy oni ze sobą śpią — odparł Shane z rechotem. — Ej, ale o tobie Charlie i Katy mówili jak o smoku — dodał szybko, mimo że było to lata temu. Zupełnie nie stanowiło dla niego problemu pamiętanie o takich szczegółach. — To jak macie tam aligatory, to może znajdziesz jakiegoś seksownego gada dla siebie.
Emma parsknęła śmiechem z tego głupiego żartu. Aż poklepała Jasona po ramieniu.
— Co jest? — Shane usłyszał ten sam nosowy głos co wcześniej.
— Mój siostrzeniec zasugerował naszemu smoczkowi szukanie swojego plus jeden w mokradłach.
— To ma sens — odparł niewidoczny mężczyzna prześmiewczo.
— A może ty już idź na ten rower, co? — odpowiedział Jason do tego kogoś za kamerą.
Znowu Shane zobaczył, jak jego ciotka śmieje się, a po chwili z drugiej strony kamery ujrzał Sama, jej faceta. Mężczyzna był bez koszulki. Musieli mieć tam naprawdę gorąco. I od razu rozpoznał jego owłosione, spore ciało. Kiedyś wydawało mu się to nawet pociągające, chociaż zdecydowanie wolał swojego szczupłego, mniej włochatego Davida.
— Hej, Shane. Wszystkiego najlepszego — wtrącił, kiedy Jason dalej dyskutował ze swoim znajomym.
— Dzięki, Sam — odparł Shane i założył z powrotem koszulkę, żeby nie świecić swoim gołym ciałem. Mimo że Sam to właśnie robił. — Zajebiście, że w ogóle dzwonicie. Tylko zazdrość, że fajniej spędzacie ten dzień niż ja, kurwa — dodał ze śmiechem. On prawdopodobnie spędzi czas w domu, chociaż fakt, że był z nim David, mocno to rekompensował.
— Weźcie sobie urlop i gdzieś pojedźcie. Ale bez żadnych wypadków. Dość, że sama prawie nie zeszłam, gdy się dowiedziałam o tamtym — dodała Emma groźnie.
Shane skrzywił się i uśmiechnął przepraszająco.
— Ta… Fuks, że mogę w ogóle urodziny świętować.
— Ale dobra, nie mówmy już o tym. To zły temat na takie święto. — Emma od razu machnęła ręką. — Wypijemy za ciebie wieczorem.
— Byle nie za dużo, Em. Jason znowu i tak nas w tym pokona, a ja będę nosił cię do łóżka — wtrącił Sam do tej rozmowy, patrząc na swoją kobietę z politowaniem.
Jason znowu śmiał się jak kruk, a Shane uśmiechnął się do siebie, obserwując ich. Miał wrażenie, że w tym roku jego urodziny są niczym powrót do przeszłości. Spełniał z Davidem swoje życzenia sprzed lat. A teraz widział faceta, który robił za jego niańkę i tatuażystę prawie dziesięć lat temu.
— Ale z małego toastu będę zadowolony — powiedział do nich. — Dzięki. Nie będę już zajmował czasu. Em, może wpadnę do ciebie z Davidem na zimę. Wiesz, on ma kolano zjebane i go boli na mrozie. To ten… to jakbyście chcieli, Jason, też się spotkać, to… no, byłoby spoko — dodał, wiedząc, że tylko dla niego byłoby to naprawdę emocjonujące spotkanie, a niekoniecznie dla osób, które ledwie go pamiętają. Nie chciał brzmieć za bardzo entuzjastycznie.
— Jasne! Dawno tu nie byłeś, a sporo się mogło dla ciebie zmienić. Trochę osób przybyło do poznania. — Emma zaśmiała się w pewnym stopniu z niego. Wiedziała najlepiej z obecnych wokół niej ludzi, jaki jest jej siostrzeniec.
— Czad. Będzie fajnie poznać nowych i zobaczyć dawnych znajomych — odparł Shane. — To owocnego łowienia i pedałowania — dodał z rechotem.
I ucieszył się, bo nie tylko on się po tym żarcie śmiał. Jason znowu zerknął gdzieś za to, co widział Shane na ekranie. Szare oczy mu się śmiały.
— Dzięki, Shane. — Emma jeszcze cmoknęła do siostrzeńca. — Jeszcze raz, kochany, wszystkiego najlepszego. Ściskamy cię wszyscy. Jedni cieplej, inni inaczej. — Zaśmiała się. — Miłego wieczoru z Davidem i naprawdę przyjedźcie do nas kiedyś. Spędzimy dobrze czas. A teraz trzymaj się zdrowy i tak uśmiechnięty cały czas.
Po takim pożegnaniu Shane nie potrafił się nie szczerzyć. Podziękował jeszcze raz za życzenia, zapewnił, że pojawią się na Florydzie i rzucił im ostatnie, długie spojrzenie, nim się rozłączył.
— Kurwa… — rzucił do siebie, opadając plecami na oparcie kanapy.
Może za bardzo emocjonował się wspomnieniami i wszystkim, co było z nimi związane, ale… naprawdę, mimo że nic wielkiego się nie wydarzyło w trakcie jego tegorocznych urodzin, już miał wrażenie, jakby lepszych nie miał. Do tego myśl, że faktycznie mógłby z Davidem pojechać do Miami, jakoś go nakręcała. Już planował w głowie, co by zobaczyli, gdzie by nie byli, kogo by nie spotkali… Bardzo go to uskrzydlało. I siedział tak, rozważając to wszystko w głowie, nim David nie wrócił z pracy.
— Hej! Jesteś? — zawołał, kiedy wchodził.
Shane od razu się podniósł. Zauważył, że nawet nie poszedł pod prysznic i nie przebrał się po ćwiczeniach, tylko siedział i marzył.
— Jestem! — odpowiedział, wychodząc na spotkanie partnera. Uśmiechnął się na sam jego widok. Miał po prostu zbyt dobry humor. A David w ubraniach po pracy prezentował się aż za gorąco. — Siema, przystojniaku.
— No siema — odpowiedział mężczyzna i podszedł do niego po buziaka. Kiedy już mu go dał, popatrzył na niego. — Ćwiczyłeś? Nie masz ochoty na prysznic?
— No, już idę. Bo Emma dzwoniła i zapomniałem — wytłumaczył. — Już idę, tylko odniosę ciężarki.
— Okej. Nie spiesz się. Może za chwilę się dołączę, tylko muszę zrobić sobie kawę. Dziś piłem tylko jedną. — David poskarżył się na swój los i udał się do kuchni. Ale jeszcze po drodze zawołał: — A co u Emmy?
— Łowi, kurwa, aligatory! — prychnął Shane. Wziął swoją sportową torbę, w której trzymał niektóre rzeczy, w tym ciężarki. Wkładając je do środka, dodał: — Wybrała się gdzieś z Samem i znajomymi do domku jakiegoś, bo ma remont.
— O, super. Ale nie przepadam za aligatorami. Chyba nie ucieszyłbym się, jakbym znalazł pod domem na trawniku takiego zamiast zaginionego kota. — David zaśmiał się i wrócił do salonu, gdy już nastawił wodę na kawę.
Shane właśnie zapinał torbę. Po tym zaczął zwijać matę.
— No, niby tak. Ale nie chciałbyś na zimę pojechać na trochę do Miami? — zapytał ze słabo skrywaną nadzieją w głosie. Szczególnie że przy tym zerknął na Davida w napięciu. — Ciotka zapraszała w sumie…
David wsunął dłonie do kieszeni swoich eleganckich spodni. Zastanawiał się. Tak naprawdę nigdy nie był w Miami, a zima w Wisconsin wcale nie była przyjazna urazowi jego kolana. Mógłby przynajmniej przez tydzień czy dwa odpocząć od bólu, będąc w cieplejszym rejonie kraju, a do tego zwiedzić miejsce, którego nie znał.
— Może… Czemu nie? Na zimę chyba wciąż jest tam ciepło, co nie? Moglibyśmy się wygrzać. Można byłoby to zorganizować, jeśli faktycznie twoja ciocia zaprasza i nie będzie to problemem, żebym też przyjechał. Tam zresztą u niej chyba ostatnio byłeś trochę przeze mnie, nie?
— Tylko trochę… — odmruknął Shane, odwracając spojrzenie. Zaczerwienił się. — Starzy też się rozwodzili i ogólnie chujoza była… Przydało mi się to — dodał, już unosząc się ze wszystkim. Torbę z ciężarkami trzymał w zdrowszej ręce, a matę w drugiej. — Odniosę na górę.
— Okej, to idź. Ja, jak zdążę wypić, to do ciebie zajrzę, a jak nie, to pójdę po tobie.
Shane zgodził się i poszedł odłożyć swoje rzeczy oraz wziąć prysznic. Zastanawiał się przy okazji, jakby to było, gdyby wtedy David go nie zostawił. Czy gdyby postanowili wciąż być razem, to czy teraz też byliby w takim samym punkcie. Bo miał wrażenie, że te wszystkie wydarzenia po drodze, przeszkody i problemy, z którymi musieli wspólnie sobie poradzić, umocniły ich związek i upewniły ich, że naprawdę pragną ze sobą być. A już pokonanie śmierci było tym najmocniejszym bodźcem, który sprawił, że cenili każdą wspólną chwilę jak największy skarb. Oczywiście gdyby tylko mógł, cofnąłby czas i uniknął tamtego wypadku. Bo potwornie bolało go serce, kiedy widział, jak David kuleje, a kolano mu doskwiera. A same wspomnienia ze szpitala… to dochodzenie do siebie, bolesna rekonwalescencja i obecna fobia przed jeżdżeniem były dla niego czymś bardzo trudnym. Ale równocześnie pielęgnował w pamięci wszystkie wspólne momenty z przeszłości, nawet te nieprzyjemne, bo każdy sprowadził ich do tego, gdzie byli teraz.
Na tych wszystkich myślach spędził pod prysznicem na tyle dużo czasu, że wreszcie dołączył do niego David. Nim nie opłukała go woda, jeszcze trochę pachniał kawą. Shane chciał jej posmakować, więc nie skończyło się na krótkim prysznicu. Jego starszy o dwa lata kochanek nie odmawiał mu. Może też trochę dlatego, że było to dziś jego święto, a może dlatego, że po męczącym dniu łaknął relaksu. Całując się, dotykając, zrobili sobie wspólnie dobrze w ciasnej kabinie pod strumieniem ciepłej wody. Aż w końcu musieli wyjść. Ale jak szybko Shane się przekonał, to jeszcze nie był koniec przyjemności na dziś.
— Przebierz się w coś wygodnego — rzucił do niego David, kiedy już szli w ręcznikach do sypialni.
— Znaczy… — Shane zrobił głupią minę i spojrzał na siebie. — Będziemy wychodzić?
— Tak, na chwilę. Ale załóż coś, żeby nie zmarznąć, bo nie wiem na ile — odparł starszy mężczyzna, samemu wyciągając z szafy czarne dresy. Może i powinien założyć coś innego, ale obawiał się, że zwyczajnie w czymś mniej elastycznym będzie mu niewygodnie. I zimno, gdy zajdzie słońce.
— O… okej. A gdzie? Niespodzianka? — zapytał Shane z rosnącym podekscytowaniem.
Rzucił ręcznik na łóżko… wciąż niepościelone, bo dzisiaj byczył się bardziej niż ustawa przewidywała. Idąc śladem swojego kochanka, też wyciągnął dres, podkoszulek i grubą bluzę.
— Mhm. Niespodzianka, więc nic ci więcej nie powiem.
David ubierał się na luzie. Wmawiał sobie, że nie tylko będzie im wygodniej, ale niespodzianka będzie większa, jeśli będzie tak wyglądał. Shane na pewno nie będzie się spodziewał tego, co przygotował. Miał przynajmniej nadzieję.
Przebrali się, a David zabrał jeszcze tajemniczą torbę. Shane nie miał pojęcia, co w niej jest, ale nie dopytywał, bo… lubił niespodzianki. I był bardzo pozytywnie zaskoczony, że David tak się wykazał.
Za sugestią kochanka wsiadł do samochodu. Zrobił to z napięciem, bo jak nie miał już wielkich problemów, gdy jechał na krótki dystans i znał cel podróży, tak teraz nie miał pojęcia, czy nie będą jechać dłużej. A tego bał się wręcz panicznie.
— A… to daleko? — zapytał, starając się brzmieć luźno, chociaż głos go zdradził.
— Spokojnie, to kawałek, ale nie bardzo daleko. Posłuchaj muzyki — zasugerował David, kiedy już jechali.
Nie odrywał dłoni od kierownicy, żeby kochanek się nie denerwował. Już wiele, wiele razy to przerabiał. Shane pilnował zapinania pasów, odpowiedniej odległości fotela od kierownicy. Wszystkich zapalonych świateł, wystarczającej ilości benzyny. Dopytywał, czy pedały dobrze chodzą, sam robił przegląd samochodu przynajmniej raz na miesiąc i dostawał zawału, gdy tylko David rozmawiał przez telefon, prowadząc, mimo że robił to na zestawie głośnomówiącym.
— Okej, to puszczę coś — odparł, uznając to za dobry plan. Szybko włączył radio i poszukał swojej ulubionej stacji.
David uśmiechnął się do niego. Nie skomentował tego, mając nadzieję, że kochankowi się spodoba.
— Coś jeszcze Emma mówiła? — spytał, żeby zająć czymś jego myśli. Oddalić je najbardziej od tego, że jechali samochodem.
— Mhm. — Shane wyprostował się, gdy poleciała rockowa muzyka. Usiadł prosto, oparł głowę o zagłówek i patrzył przed siebie. Jakby zamierzał zaraz krzyknąć „uważaj!”, jeśli jakiś samochód niespodziewanie zmieni swój pas. — Kazała cię pozdrowić.
Opowiadał dalej, wtrącając jeszcze coś o Jasonie. Mówił o tym, że ten zrobił mu tatuaż, jak się zmienił i że tylko szkoda, że Emma chyba nie planuje dzieci. A stres sprawił, że David nawet nie miał za bardzo czasu cokolwiek do tej rozmowy wtrącić. Słuchał jednak kochanka z zaciekawieniem, chociaż nie zapamiętywał wiele. Nie taki był tego cel. I prawie mu się nawet udało oderwać myśli Shane’a od wszystkiego wokół, aż w pewnym momencie dotarli pod opuszczony, fabryczny budynek na obrzeżach miasta. Kawałek dalej był las i jezioro. David zaparkował pod prostym budynkiem z cegły, nie przejmując się powybijanymi oknami. Było tu bardzo cicho.
— Chodź. I możesz zabrać tę torbę z bagażnika?
— Spoko — odparł Shane, wysiadając i rozglądając się.
Było tuż przed zachodem słońca, więc jeszcze widać było okolicę. Wyglądała na bardzo opustoszałą, choć ta dzikość zachęcała do biwakowania.
Zabrał torbę, przerzucił ją przez ramię i podążył za kochankiem w stronę budynku. Był coraz bardziej ciekaw. Czuł się jak podekscytowany dzieciak prowadzony przez kolegów do tajnej kryjówki.
David jednak nie wszedł do budynku. Ten był zamknięty na kłódki i łańcuchy. Obszedł go z prawej strony, aż stanęli pod schodami pożarowymi. Ściągnął je na dół dzięki lince, która była do nich przymocowana i wyglądała na całkiem nową. Uśmiechnął się tajemniczo do kochanka i pierwszy ruszył na górę, na, jak się okazało… dach.
— Kurwa, David, nie poznaję cię! — zawołał Shane ze śmiechem.
Był tuż za nim, zaskoczony tym wszystkim coraz bardziej. Nie dość, że David w dresach wyglądał specyficznie, to jeszcze zabrał go do miejsca zapomnianego przez ludzi i właśnie włamywał się z nim na dach. To było wręcz ekscytujące i dzikie.
— Taki był plan. Miała być to w końcu niespodzianka. Ale jak już będziemy na górze, złap mnie za dłoń i zamknij oczy. — Poprosił, kiedy zatrzymał się przed samym szczytem budynku. — Dasz radę?
— Okej — odparł młodszy mężczyzna.
Poprawił torbę, pokonał kilka ostatnich schodków i zanim wychylił się głową ponad krawędzią dachu, zamknął oczy. Na ślepo złapał rękę Davida i już z jego pomocą wszedł na samą górę. Jeszcze nic nie widział, ale już czuł mocniejszy powiew wiatru. Z nim jakby do niego doleciało wiele zapachów. Trochę lasu, trochę jeziora i trochę też rozgrzanego po całym dniu miasta. Dał się poprowadzić na ślepo jeszcze kilka kroków, aż David zatrzymał go.
— Już. Możesz otworzyć.
Shane aż zacisnął usta i oczy na chwilę, żeby zaraz je otworzyć i zobaczyć… widok na miasto, którego się nie spodziewał. Budynek był na tyle wysoki, żeby dało się widzieć kolejne domy, ulice i jeszcze dalej, wznoszące się w górę, centrum Milwaukee. To już było oszałamiające. Ale chyba jeszcze bardziej to, co miał pod nogami. Zobaczył gruby koc, a na nim dwie poduszki. Wokół stały też świece, a na środku koca był jeszcze wiklinowy, piknikowy koszyk. David właśnie zdejmował mu z ramienia torbę. I kiedy Shane to wszystko oglądał, mężczyzna postawił na kocu dwa małe głośniczki.
Zaniemówił. Absolutnie zaniemówił. Stał jak kołek, gapił się na to wszystko, jakby nie mógł uwierzyć, że to się dzieje. Że to nie jest sen. Że David wcale teraz nie spełnił ostatniego jego życzenia sprzed lat i nie zorganizował romantycznego pikniku. Nie, to było nawet coś więcej. Coś nie do opisania. Ten widok, te szczegóły, ta dbałość o niespodziankę…
— Kurwa… — wydusił i aż zamknął sobie usta dłonią. Czuł się jak szczeniak, bo chyba właśnie zapiekły go oczy, a on przez moment był nastoletnim Shanem z loczkami, zapatrzonym jak ślepiec w Davida.
Starszy mężczyzna zauważył to i zaśmiał się, ale zaraz uniósł się z klęczek i podszedł do niego.
— Tylko się drugi raz nie zakochaj.
Złapał jego dłoń i odsunął od warg, żeby móc go pocałować. Przekonał go do otwarcia ust i pogłębienia tej pieszczoty. Przez moment dzięki temu całowali się, a Shane mógł zebrać myśli. I dopiero po dłuższej chwili tej cudownej pieszczoty objął Davida w talii i zapatrzył się na jego przystojną twarz.
— Bardziej, niż już cię kocham, się nie da — wydyszał, wciąż poruszony.
— Wiedziałem. — David zaśmiał się i trochę się odsunął, ale nie tak, żeby stracić obejmującą go w pasie rękę. — I jak? Mam jeszcze coś, ale może najpierw napijemy się soku i wina. Dla ciebie mam wino, dla siebie sok winogronowy, żebyśmy nie musieli wzywać taksówki.
— Spoko… — Shane jeszcze raz pocałował go w policzek i przełknął z trudem ślinę. Spojrzał na miasto, potem na koc i świeczki… A potem skrzywił się przepraszająco i zapytał: — A mogę najpierw jebnąć nam zdjęcie?
David westchnął. Po tym odsunął się od niego i kucnął obok torby. Bez słowa wyciągnął z niej i podał Shane’owi… polaroid. Uśmiechnął się przy tym z politowaniem. Był przygotowany na to pytanie.
Shane aż zaśmiał się z tego i trochę też z siebie.
— Jesteś, kurwa, najlepszy. Albo to ja jestem prostym facetem — dodał i usiadł obok swojego kochanka. Podsunął się do niego i objął go w pasie. — Spróbujesz jakoś jebnąć nam obu?
— Spróbuję. Tylko nie chcesz pozapalać najpierw tych świeczek? Czy dopiero po zachodzie, żeby było tak, jak chciałeś, romantycznie? — spytał David, sadowiąc się wygodniej i sięgając po poduszkę. Dach był ciepły od słońca, koc też izolował, ale wszystko i tak było koszmarnie twarde. Poza poduszkami.
Shane więc poszedł za jego przykładem i uznał, że chce jedno zdjęcie już teraz, a potem, gdy zrobi się ciemno, kolejne. David więc spróbował jako tako ułożyć aparat, a gdy przytulili się do siebie, zrobił zdjęcie. Shane od razu po nim ujął mężczyznę pod brodę i pocałował mocno.
— Dobra, to… to otwieramy wino i sok, nie?
— Mhm. — David zgodził się i znowu sięgnął do torby, którą przynieśli ze sobą.
Kieliszki okazały się plastikowe, ale wierzył, że to nie zrazi Shane’a. Rozlał im napoje, po czym usiedli twarzami do zachodzącego słońca. Z głośników płynął balladowy kawałek Pink Floyd.
Romantyczny piknik chyba nie mógł być już bardziej romantyczny. I nawet jeśli te kilka lat temu David spełniłby jego życzenie, nie byłoby to tak dobre jak teraz. Dłuższą chwilę Shane nic nie mówił, tylko chłonął te wszystkie wrażenia i zapamiętywał każdy szczegół. Ten widok na las, na jezioro… Wsłuchiwał się w melodię i wczuwał w obecność ukochanego.
— W ogóle… czemu wtedy nie chciałeś spełnić tego życzenia? — zapytał w końcu. Bez pretensji. Był ciekaw.
— Bo chyba uważałem to za zbyt przereklamowane. Nie chciałem robić niczego, co nie byłoby wystarczająco fajne. Tak samo to karaoke… Nie wiem, chyba trochę się tego wstydziłem. Chociaż pewnie myślałeś, że nie miewam w ogóle takich uczuć. — David zaśmiał się lekko, odpowiadając i popijając sok.
— No, trochę tak. Ale też myślałem, że robisz to z dziewczynami, a ze mną wolisz bardziej męskie zajęcia — prychnął Shane. Sam popijał wino i siedział wygodnie na poduszce. Było mu ciepło w grubej bluzie. — Potem, jak odszedłeś, to w ogóle byłem pewien, że po prostu na tyle mnie wtedy nie lubiłeś, żeby takie rzeczy, kurwa, robić z zakochanym gówniarzem.
— Naprawdę wtedy cię lubiłem. Tylko… to, co do mnie czułeś, mocno mnie przerastało. Do tego chyba też przytłaczało. I widziałeś tylko mnie… To było dziwne. Nie usprawiedliwiam się, tylko nie chcę, żebyś myślał, że nic do ciebie nie czułem — wyjaśnił od razu David i pocałował kochanka w ramię. Przytulił się do niego. — A co do dziewczyn… Je łatwo było kupić czymś takim, nawet jeśli nie było to szczere. Więc to nie jest dobry wyznacznik tego, co chciałem, a czego nie chciałem z tobą robić.
Shane pomasował go swoją silną ręką po boku i pozwolił mu się bardziej na sobie oprzeć. Żaden z nich nie uważał się w tym związku za bardziej dominującego czy męskiego. Grali na równych zasadach, ale po prostu czasem przyjemnie się czuł, kiedy David się w niego wtulał i pozwalał tak się zagarnąć.
— Spoko. Łapię. W ogóle, kurwa, jak lubię te wspomnienia o budzie i to wszystko… to też wiem, że jak się jest takim głupim szczylem, to się ma we łbie mnóstwo tych debilnych myśli, co się powinno, a co nie. Co wygląda siarowo, a co okej. Więc ten… Nie oskarżam cię, David.
— Dzięki. — Starszy mężczyzna uśmiechnął się słabo, opierając już całkiem o jego bok. — Ale żeby nie było już dłużej tak ponuro w twoje urodziny, mam coś dla ciebie. Kurier w końcu się pojawił. Myślałem, że go obedrę ze skóry, ale mam to. Tylko oszczędź mi tekstów, że „nie trzeba było”. Chciałem, więc trzeba było — dodał poważnie i sięgnął do małego odtwarzacza, do którego były podłączone głośniki.
Zastopował muzykę i otworzył kieszeń na płyty. Wyjął tę, która była w środku i nie odkładając jej na koc, sięgnął jeszcze do torby po pudełko. Dopiero kiedy oba te elementy połączył, podał całość Shane’owi.
Solenizant popatrzył na mężczyznę pytająco, a potem przyjął pudełko. Po okładce poznał, co to był za album. Od razu zaświeciła mu się lampka w głowie, bo taką samą płytę sprzedał kiedyś za dużą kwotę, żeby dołożyć się do nowego mieszkania. Ale to nie było wszystko. Gdy otworzył pudełko, zobaczył na płycie… autografy. Swoją płytę też miał z autografami i był świadom, że to nie ta sama, ale sam fakt, że David gdzieś znalazł taką z podpisami… I wiedział, że to nie była podróbka, bo tyle razy gapił się na autografy na poprzedniej płycie, że zapamiętał, jak członkowie zespołu się podpisywali.
— Dobra… — wychrypiał w końcu. — Chyba jednak da się kochać cię bardziej.
— Takie małe zwieńczenie tego okresu, od kiedy pozbyłeś się tamtej dla nas. Oby dalej było tylko lepiej — powiedział David i pocałował go w policzek.
Patrzył z napięciem na ukochanego i miał nadzieję, że ten czuje podobne trzepotanie serca jak on. Gdyby tylko położył dłoń na jego klatce piersiowej, na pewno by to poczuł. Shane był urzeczony. Będzie wiele wspominał z tych urodzin, już był tego pewien.
Z namaszczeniem wyciągnął płytę z pudełka i znów włożył ją do odtwarzacza. Włączył muzykę i złapawszy Davida za bok twarzy, pocałował go mocno.
— Rozpieszczasz mnie, kurwa — wyburczał w jego usta.
— Mmm… ty mnie też, więc jesteśmy kwita — odpowiedział David, obejmując go za kark. — Ale nie martw się, jutro znów będę tym samym, zapracowanym, zapiętym pod szyję sobą — zażartował, oddając co chwilę kochankowi małe pocałunki i nie przejmując się, że ktoś ich zobaczy na tym wysokim, płaskim dachu, z którego widać było pięknie zachodzące nad miastem słońce.
— Zajebiście kręcisz mnie zapięty pod szyję ty — odmruczał groźnie Shane. — Bez tego „zapracowany”, ale chuj, zawsze mogę cię siłą wyciągnąć z gabinetu.
— Jak dobrze, że jest zamek w drzwiach. — David zaśmiał się i znowu go pocałował. — Patrz lepiej na słońce, bo zachodzi. Już masz ostatnie chwile ze mną w dresie. Po północy znów będę sobą. — Śmiał się, nie chcąc tak naprawdę się odsuwać. Wolał patrzeć w te orzechowe, ciepłe oczy, niż na piękne, czerwone słońce.
— Jak, kurwa, Kopciuszek! — Zarechotał Shane i zagarnął go bliżej siebie.
Zapatrzył się na pomarańczową poświatę na niebie. Milwaukee chyba nigdy nie wydawało mu się piękniejsze. Wiedział, że to wrażenie podbudowane jest emocjami, ale nie było to ważne. Czerpał z tego mnóstwo radości.
Po chwili próbowali z Davidem znaleźć dach swojego domu. Było to trudne, bo z tej odległości wszystko wydawało im się identyczne. Potem spróbowali odnaleźć inne znane im budynki, szkołę, apartament Walta i Jamesa czy warsztat, w którym pracował Shane. A gdy tylko zrobiło się na tyle ciemno, że było to już niemożliwe, odwrócili się w stronę jeziora i rozmawiali o wszystkim i o niczym.
Byli tu sami, było spokojnie i idealnie. David czuł się, jakby sok winogronowy uderzył mu do głowy, ale to zwyczajnie szczęście poprawiało mu nastrój w aż niezwykły sposób.
Liczyło się tu i teraz.

20 thoughts on “Bonus – Bardzo sentymentalne urodziny

  1. Katka pisze:

    Tess, tak, David to teraz dojrzały człowiek. Taki serio dojrzały :) Shane’owi się to podoba, hehe. Chyba ma do tego słabość. A Shane tak, zdecydowanie jest niereformowalny ale to chyba jego urok. Ale w 100% zgadzam się z tym że po tym jak im się na serio olozylo umieli za mało czasu by z tego szczęścia skorzystać… Wiec nadrabiaja :) a my staramy się im trochę pomóc XD

  2. Tess pisze:

    Ale mi się ciepluchno na serduchu zrobiło!~ Od tego banana na twarzy się chyba dzisiaj nie uwolnię, haha :D
    Podoba mi się fakt, że David tak bardzo się zmienił, widać że wydoroślał i do wszystkiego pochodzi dojrzale, ale też i w luźniejszy sposób. A Shane… Och, Shane! On jest po prostu niereformowalny, taki głupkowaty, naiwny, ale po prostu nie da się go nie kochać ;)
    Należały mu się takie cudowne urodziny i no… Po prostu cieszę się, że jest szczęśliwy, że oboje z Davidem są. Bo co mnie bolało najbardziej w NBTS, to to, że nie mogli się tak długo nacieszyć tym szczęśliwym czasem, że ledwo sytuacja im się ustabilizowała i bum! Koniec.
    Dlatego teraz tak bardzo cenię sobie te wszystkie rozdziały z Shanem i Davidem :D

    Pozdrawiam!

  3. Katka pisze:

    Jelis, haha, czyli idealna fuzja :D Jak jest rozdział z dwiema ulubionymi parami to jest super, a jak już dwa ulubione opka, to już w ogóle XD Bonus z wizytą Davida i Shane’a w Miami może kiedyś powstanie. Zobaczymy na co nas najdzie w przyszłości. Ale do tego czasu możecie dumać, jakby taki wypad wyglądał :D

    Justusia, wiesz, niektórzy wolą ostre ruchanko, inni gruchanie pod jemiołą XD Ja bym w sumie sama nie wiedziała, co mi się bardziej podobało. Shane się jarał jednym i drugim XD Ale co do szczerości to masz absolutną rację. Tutaj prosto z mostu idzie i chyba już obaj wiedzą, że lepiej w taki sposób. Nawet jak czasem jest to brutalne XD Hehe, dzięki za komentarz :D

    Ash, zdradzisz o czym? :)

  4. justusia7850 pisze:

    Czy ja jestem jedyną osobą, której bardziej podobał się seks niż ten romantyzm na końcu? Boże, chyba jestem za stara na takie akcje, nie, żeby to było złe. Było naprawdę miłe ze strony Davida…
    Tylko to ujeżdżanie na fotelu, i to mimo tego, że David wciąż jest nie do końca sprawny i to jego wcześniejsze obciąganie. Oh, zadowolenie mnie przepełnia.
    I te ich szczere rozmowy. Krótkie, bo krótkie, a jednak miały w sobie wszytko, co lubię. Opowiadanie bez kłamstw i ubierania w piękne słówka niewygodnej przeszlosci. Totalna, bezkompromisowa szczerość. Nie zrobiłbyś tego, prawda? – Nie. Uwielbiam Was ;)

  5. Jelis pisze:

    Ostatnio miałam powrót fazy na FDTS i taka niespodzianka 😍 w sumie moje dwa ulubione opowiadania to właśnie FDST i NBTS moje pierwsze ♡ i kiedy nie ma nic nowego na stronie to zawsze do nich wracam. Teraz chce bonus z wyjazdu Shane’a i Davida do najlepszej ekipy z Miami xd musze widzieć czy w przyszłości pocałowanie Alexa w miejscu publicznym będzie groziło nocą na kanapie 😂

  6. Katka pisze:

    Rehab-e, tak, jak jest w niektórych scenach nawet trochę romantyzmu, to trudno to przełknąć, a jakby nie patrzeć, to w przypadku tej dwójki romantyzmu jest bardzo wiele. Ale najwyraźniej w specyficzny sposób i dzięki temu jest to zjadliwe :D Co nas bardzo cieszy. Awww, ale słodko, bo haha nie tylko Shane jako taki jest sentymentalny, ale na pewno Ty też masz jakiś sentyment do tej historii, skoro była pierwszą przeczytaną przez Ciebie u nas na stronie. Co do FDTS, tak jak zawsze, haha, niestety musimy odpowiedzieć, że wciąż nie wiemy, kiedy nastąpi powrót, bo jednak dalej pisanie jest w fazie planowania, ale na pewno będziemy informować na bieżąco, gdy już coś będzie wiadomo. Ale fajnie, że ta krótka scena przyniosła za sobą kilka pytań. To zawsze pobudza ciekawość XD

    Damiann, to na swój sposób mega miłe, że czytasz tyle razy, haha, no i w sumie coś w tym jest, że za każdym razem widzi się kolejne szczegóły :D I nie mamy nic przeciwko temu informowaniu! :D

    Mati, widzę, że rozdział Ci się podobał :D Czyli dobrym pomysłem było wrzucenie tu scenki z paczką z FDTS, hehehe. No i tym bardziej, że czytałeś akurat scenę z Shanem w FDTS! Zabawne w sumie są takie zbiegi okoliczności XD Dzięki temu na pewno ciekawie Ci się czytało. A co do urodzin Shane’a, to David przeszedł samego siebie :D Shane będzie miał co wspominać. Dzięki za komentarz i wenę! Przyda się :D

  7. Mati pisze:

    Jaaaaasoooon!!!! Aaaaa!!!! Jak ja się za nim stęskniłem. Hahah, fajnie go znowu „widzieć”. Nawet w jednym bonusie. Najśmieszniejsze jest to, że ostatnio wziąłem się za czytanie FDTS od nowa i kilka dni temu właśnie czytałem ten rozdział z Jasonem i Shanem :D Ojej, aż mi się tak dziwnie fajnie zrobiło :D No i wreszcie, chociaż na moment i w małym stopniu, wróciło Studio :)
    Ale wracając do głównych bohaterów. To było takie słodkie. Od razu można było się domyślić, że tym razem solenizant dostanie swojego lodzika :D Ale ten wieczór na dachu, świece, płyta… Ach, słodko :) W ogóle fajnie znów o nich czytać:)
    No a na koniec życzę dużo dużo dużo weny :)

  8. damiannluntekurbus17 pisze:

    Ja zakladam, ze ta postac to Joe tez z FDTS, bo on tez mial dlugie wlosy B)))) Czytam bonus juz 3 raz i nie moge! Caly czas przyswajam nowe informacje i musze was o tym informowac… Wybaczcie xD

  9. rehab-e pisze:

    To było takie… urocze. Słodkie i urocze. I o ile zwykle nie znoszę takich scen, to te nie były mdłe, a po prostu przyjemne. David zmienił się całkowicie, dorósł, i całe szczęście, bo gdy był dzieciakiem, to był niezłym chujem xD
    Shane… Ja nie mogę z niego. On jest tak cholernie sentymentalny, że to aż przerażające. Ale uwielbiam ich razem, bo ich historia była pierwszą, jaką tu przeczytałam :P
    No i Jason! Nareszcie! Jak ja za nim tęsknię, o mamo. Właśnie – kiedy w końcu pojawi się FDTS? Proszę, proszę, proszę. I tak btw. gdzie Alex? Nie podoba mi się, że go tam nie było :( I co to za postać, co tam przemknęła Shane’owi? Tyle pytań… Chcę znać odpowiedzi xD
    Pozdrawiam!

  10. Katka pisze:

    Damiann, dokładnie tak. Przekonasz się gdy zaczniemy FDTS :D na razie wszystko jest ściśle tajne.

    MoNoMu, haha tak, to musiało się skończyć katastrofa. Ale obaj się mocno zmienili. Niby na ogół to po Shanie to bardziej widać ale jednak David też jest inny. I dobrze. Obaj kochają się takimi jakimi są teraz. Bardzo się cieszymy ze podobał Ci się bonus :D

    Kasia, sentyment do drugie imię Shane’a XD choć David stara się trochę walczyć z tym żeby jego facet nie żył tylko przeszłością. Ale jednak on to jakoś lubi. Och a ten smutek przy czytaniu i nich dość wytlumaczalny. Raz przezytego szoku sie nie zapomina a chyba ich wypadek był taka mała trauma dla czytelnika. Hehe no i smaczek w postaci pączki z FDTS. Tak, powoli przymierzamy się do poworotu do pisania. Mamy odnosnie tego sporo pomysłów :D i my dziękujemy za komentarz!

  11. Kasia pisze:

    Shane jest taki sentymentalny… Aż sama zaczynam tęsknić za beztroskimi czasami szkolnymi :) Fajna była ta wstawka z przeszłości. W ogóle jak czytam o tej parze to często, gęsto chce mi się płakać bo ciągle przypomina mi się ten ich wypadek i mimo tego że przecież wyszli z niego cało to jednak przez jakiś czas myślałam że nie i to uczucie zostało. Ale tym razem wzruszyłam się w radosny sposób na to co przygotował Dawid. To było taaakie romantyczne 😍I kupił płytę i och rany jak to widać że oni się kochają :)
    A jeszcze dorzuciłyście Jasona i jakąś tajemniczą postać :) Coś czuję że powoli szykujecie się na powrót FDTS z czego przeogromnie się cieszę 😃 Tylko dlaczego Alexa nie było na tych rybach?
    Super się czytało 😊 Bardzo dziękuję dziewczyny 😀

  12. MoNoMu pisze:

    Och, z Shane’a był taki słodki naiwniaczek :) Cieszył się z tego, że David oprócz dziewczyn jest zainteresowany też nim. To nie mogło się skończyć inaczej niż katastrofą. A David rzeczywiście przeszedł wielką metamorfozę charakteru. Typowy był z niego popularny cwaniaczek. Jak zwykle przy tej parze, czuć było true love. I jeszcze ten samczek w postaci pojawienia się bohaterów z FDTS. Super!

  13. Katka pisze:

    Damiann, w NB mają już zdaje się dwa lara więcej niż w NBTS. W kazdym razie haha spoko że dopiero teraz ogarnales ze to ten Shane XD lepiej późno niż wcale! A co do chłopców z FDTS to jeśli dalej są ze sobą to tak, będzie to już tyle czasu.

    O., też lubię to w postaciac jak się niby zmieniają a jednak łączy ich to samo. W ogóle jakoś tak fajnie sie pisze postacie już z dłuższym stażem. Tych dopiero zaczynajacych też ale po prostu jest inaczej. Co do postaci które się pojawiły w trakcie rozmowy to nic nie powiemy haha bo to taka wskazówka do własnych rozkmin. A ja nie wiedziałam ze 7 rok jest kryzysowy XD człowiek uczy się całe życie.

  14. O. pisze:

    Nie ma to jak spełnianie marzeń po tylu latach xd ale liczą się intencje xD
    Zawsze lubię czytać jak pary niby się zmieniają ale wciąż łączy ich to samo bądź coś mocniejszego przez co oni wydają się być wciąż tacy sami. Choć wolę Dawida który ssie Shanowi xD ale mimo tego (jak to wyszło pozornego) nie odwzajemniana w stopniu minimalnym uczuć młodszego Dawid też wiele rzeczy pamięta xD sentymentalizm Shana jest zaraźliwy? xD
    Walt jak zawsze kipi szczęściem <3 ale spodziewałam się telefonu Jamesa
    Czy te rude włosy długie to tego faceta co pojawił się na końcu FDTS? Czy źle go zapamiętałam? Co jest mozliwe xd
    Jak rowery to jest z nimi Rynna? <333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333 Rynna 4ever! <33333333 skoro jest mowa o 8miu latach to Jason z Alexem powinni być koło 7 roku razem? A ponoć się mówi że 7 rok jest kryzysowy :o A tu Alex na ryby nie chciał jechać :o

  15. damiannluntekurbus17 pisze:

    Chwila, moment.
    Ile mial lat Shane skoro w FDTS byl jeszcze mlody? W sensie byl dzieciakiem.
    I skoro minelo 8 lat, bo powiedzial, ze nie widzial Jasona 8 lat… To Jason z Alexem jest 8 lat i Rush z Charliem tez jest 8 lat? XD Dobrze mysle? Jezu, jakie to zagmatwane xD
    Dopiero sie dowiaduje, ze Shane to ten gowniak z FDTS! Matko… To chodzilo o Davida, to on go zostawil, dlatego byl taki smutny i sie cial! Az ciezko mi uwierzyc, ze to wlasnie ten Shane, bo naprawde sie zmienil. A ja ciagle mowilem – ,,kurde, szkida, ze nie bedzie juz nic o tym mlodym chlopaku” xD

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s