Project Dozen – 75 – Powoli wychodzić z szafy

Woody od razu po zakończeniu akademii napisał do Tomasa wiadomość, że koniecznie chce się z nim widzieć jeszcze tego samego dnia. I rzeczywiście spotkali się, ale nie rozmawiali dużo. W sumie głównie całowali się w sali muzycznej. Do niczego tam więcej nie doszło, bo nie było całkowitej pewności, że ktoś się tam nie zaplącze, a Tomas nie chciał jeszcze większej afery w szkole z powodu swojej orientacji, nawet po tym, jak odważył się na takie wystąpienie. Ustalili za to z Woodym, że kolejnego dnia, czyli dziś, spotkają się w mieście z Treyem i Harper na pizzy, żeby się zrelaksować, ale też na swój sposób uczcić odwagę Tomasa.
Siedzieli już w pizzerii, ciesząc się tym, jak w środku było ciepło. Bo, co by nie mówić, prognozy się sprawdzały i na zewnątrz było koszmarnie mroźnie. Dlatego nawet teraz, mimo że dobre dziesięć minut temu usiedli i złożyli zamówienie, Tomas wciąż miał mocno czerwone policzki i nos.
— Cholera, szkoda, że nie ma jak alko kupić, to byśmy to jakoś oblali — odezwał się Trey, gdy kelnerka przyniosła im szklanki i Coca-Colę.
¬— Nie przesadzaj, Trey — zganiła go Harper. Była tu najstarsza, ale chyba też przez to, że była dziewczyną, zachowywała się czasami najrozsądniej. — Będą jeszcze na to okazje, a teraz pizza powinna się nadać na świętowanie.
— Dobra pizza z masą dodatków — dodał Woody, bo faktycznie, co jak co, ale zamówili chyba najbardziej odjechaną pizzę z menu.
Tomas pokiwał głową, zgadzając się ze swoim chłopakiem. Czuł się dzisiaj jakoś tak… lekko. Nie spodziewał się wcześniej, że coming out przyniesie mu taką ulgę. Chociaż może to nie była kwestia samego wyjścia z szafy, a tego, że przy tym wszystkim miał niesamowite wsparcie. Szczególnie teraz, gdy Woody wyciągnął go na to spotkanie.
— Nom… Jest okej. I tak czad, że chcieliście się spotkać ze mną z takiej okazji — powiedział szczerze i pociągnął z rurki.
— No raczej, to spoko okazja. I w ogóle Trey mi wszystko opowiadał. To genialne, jak się zachowałeś. Najlepiej właśnie tak odpowiadać na zaczepki frajerów, którym coś nie halo — odpowiedziała Harper z pewnością w głosie.
— I cała akademia zgromadzona przez ciebie. Nieźle. Nawet Fox pewnie nie miał tak spektakularnego coming outu — dodał Woody, bo uważał w tej chwili, że jego chłopak naprawdę niesamowicie dzielnie się zachował.
Tomas zerknął na siedzącego obok chłopaka i uśmiechnął się do niego z podziękowaniem. Wciąż jednak nie czuł się na tyle swobodnie, żeby całować się publicznie, jak to chociażby chwilę temu zrobił Trey i Harper. Ta dwójka zdecydowanie czuła się ze sobą swobodnie, bo nie tylko trzymali się za ręce się i całowali, ale Tomas był pewien, że Harper klepnęła raz swojego chłopaka w tyłek.
— Ale to też była duża zasługa pana Mossa — musiał zauważyć. — Zachował się mega w porządku.
— Mhm, ale uważam, że jako dyrektor właśnie tak powinien się zachować. To nie kwestia tego, czy ktoś woli Demokratów czy Republikanów. To kwestia praw człowieka i tego, że nie można w szkole gnębić innego ucznia z powodu orientacji albo koloru skóry — dodał Woody w trochę poważniejszym tonie.
Trey stuknął pod stolikiem kumpla.
— Może na polityka pójdź? Nadałbyś się z takimi przemówieniami, bracie.
— Jules też — wtrącił Tomas. — On by chyba mógł całą kampanię przeciwko homofobii poprowadzić.
— Też widziałam ten film, który nagrał. Słodki był — dodała Harper. — Ale jedno mnie ciekawi. On tam mówił o swoim chłopaku, a wiemy, że Tommy nim nie jest. Ktoś wie, o kogo chodzi?
— No ja właśnie nie wiem, kurcze, ale myślałem w ogóle, że może jak się on zgodzi i ty, Woody, to byśmy się spotkali… Chciałbym mu powiedzieć, że jestem z tobą — dodał Tomas do swojego chłopaka.
A tymczasem Trey spojrzał szczenięco na dziewczynę.
— Jak to Jules jest słodki…?
— Jego filmik, młotku — odpowiedziała Harper od razu.
W tym czasie Woody odpowiedział swojemu chłopakowi:
— Spoko, nie mam z tym problemu. Mówiłem ci przecież.
— O… super. To zagadam go, czy chciałby ogarnąć jakieś spotkanie — ucieszył się Tomas.
Chciał coś jeszcze dodać, ale do ich stolika podeszła kelnerka z zamówieniem. Była nim największa możliwa pizza w lokalu, z mnóstwem składników i aromatycznymi przyprawami. Kobieta postawiła talerz na środku, a mniejsze cztery przed każdym z nich. Życzyła im smacznego i odeszła.
Dobrze było tu siedzieć, w cieple i przyjemnej atmosferze, choć gdy co raz któreś z nich zerkało za duże okno, przy którym siedzieli, przypominało sobie, że czeka ich jeszcze powrót do domu w tym mrozie. Śniegu może nie było tak wiele, ale niskie temperatury niestety doskwierały.
— Harper, a u was w szkole są jacyś otwarci geje? — zapytał Tomas, kładąc sobie na talerz kawałek pizzy.
— Są dwie laski. Ale co zabawne, nie są razem, chociaż na początku chyba wszyscy tak myśleli. Że jak dwie lesbijki, to że od razu razem. I jest jeszcze taki chłopaczek. Ale to nie jest pewniak, chociaż ani nigdy nie zaprzeczył, ani nie potwierdził. Ale nie znam go osobiście, więc nie wiem, nie pytałam.
— A jak z tolerancją? — dopytał Trey i wpakował do ust duży kawałek pizzy. Reszta też już jadła. Pizza była naprawdę dobra.
— Jako tako. Każdy się chyba już przyzwyczaił. Nie wiem, jakby było, gdyby ktoś był kompletnie nowy, ale tak jest spoko. Nie są jednak gwiazdami szkolnymi jak wasz Foxy.
Pozostała trójka co do tego nie miała wątpliwości. Foxy robił z siebie gwiazdę i w jakiś sposób już się nią stał. Nie tylko w szkolnej społeczności, ale i w internecie. Miał fanów właściwie na całym świecie. Może jeszcze nie jakoś niesamowicie dużo, ale na pewno był gdzieniegdzie rozpoznawalny.
— Mam nadzieję, że ja nie będę żadną gwiazdą — dodał Tomas z ciężkim westchnieniem.
— Na razie i tak będziesz, nie unikniesz tego — odparł Trey. — Nawet ja, gdy zwyczajnie zrobiłem sobie tatuaż, przez dobre kilka dni byłem głównym tematem w budzie.
— A niby to laski są takimi plotkarami. — Harper zaśmiała się, a Woody pokiwał głową.
— Ale u nas ostatnio w budzie te tematy się szybko zmieniają. Nie odbierz tego źle, Tommy, ale pewnie szybko im się znudzisz.
— Mam nadzieję! — ten odpowiedział ze śmiechem i wymaczał obgryziony brzeg pizzy w sosie pomidorowym.
— Mnie tylko jedna rzecz martwi — mruknął Trey, który już sięgał po kolejny kawałek. Może i był bardzo szczupły, ale apetyt miał duży. — Że coś ostatnio u nas w budzie wiele sekretów łatwo wychodzi na jaw. A każdy z nas jakiś ma. — Przy tym zerknął krótko na swoją dziewczynę. Zdecydowanie by nie chciał, żeby ktoś dowiedział się o strap-onie w jego pokoju.
Woody popatrzył po parze, domyślając się, o co mogło chodzić jego współlokatorowi. Nie mógł mu jednak powiedzieć, że nie powinien się martwić, bo nie był w grupie biorącej udział w projekcie, z której niemal każdy komuś chciał zaszkodzić. Miał problem moralny.
— No ale jak by o twoim miał się w ogóle ktokolwiek dowiedzieć? — spróbował w ten sposób uspokoić kumpla.
— A jak niby dowiedzieli się o Tommym? — dopytał sceptycznie Trey.
— A o jakim sekrecie mowa? — wtrącił się zaciekawiony Tomas. Nie wiedział, co takiego mógłby ukrywać Trey. Może tatuaż w… miejscu intymnym?
Ani Woody, ani Harper nie odpowiedzieli na pytanie blondyna. Ten pierwszy tylko dodał do swojego przyjaciela:
— Chociażby Jules, albo ta straż Patricka. Oni chodzą i śledzą ludzi po szkole, ale nie w ich pokojach, więc chyba tak na spokojnie.
Trey odetchnął ciężko i przeżuł powoli pizzę. Zerknął jeszcze swoimi niebieskimi oczami na dziewczynę siedzącą obok.
— Na pewno nie możemy tego u ciebie trzymać?
— Nie. Bo Woody nie ma z tym problemu, a jak moi rodzice to znajdą, to już nie będzie tak zabawnie — odparła z powagą, bo uważała, że trzymanie erotycznych zabawek przez Treya było rozsądniejsze. Zresztą, lubiła sobie wyobrażać, że czasami jej chłopak wyjmuje to z pudełka w środku nocy i dotyka tego sztywnego penisa albo nawet masturbuje się, wiedząc, że ten jest pod jego łóżkiem.
Chłopak nie był z tego rad, ale rozumiał swoją dziewczynę. Na początku myślał, że użyją tego raz, czy dwa i się pozbędą, bo im się znudzi, ale… zauważył, że bardzo jara go dominacja Harper i nie chciał z tego rezygnować.
— Okej. Niech będzie, łapię — mruknął.
Przez tę krótką, tajemniczą rozmowę Tomas, jako jedyny niewtajemniczony, aż się gotował z ciekawości. Ale wyglądało na to, że nikt mu nie zdradzi, o co chodzi.
— Ale ogólnie trzeba uważać — podsumował. — Patrick dużo wie, ale Cody w sumie się chyba trochę uspokoił…
— Chyba po tym, jak dojebał się do niego dyrektor, to trochę spuścił z tonu — zauważył Woody i jak kiedyś nie czytał gazetki szkolnej, tak teraz śledził dział, który prowadził jej były redaktor. Tak na wszelki wypadek.
— Chyba trochę tak. Teraz w numerze ma być wywiad z Judem o tej całej akcji. Ale chyba też robił jakieś zdjęcia na tej akademii ostatniej.
— Byle czymś znowu nie przyjebał … — mruknął Trey, po czym nagle spojrzał za okno i stęknął. — A jak się taka temperatura utrzyma, to najprędzej pojeżdżę na desce w kwietniu…
— Szkoda, że nic nie możesz porobić na auli. Macie ją naprawdę dużą. — Harper podchwyciła zmieniony temat.
I po chwili zaczęła się rozmowa o tym, kto jaki sport uprawiał i jak bardzo dziewczyna miała ochotę na basen, ale ostatnio nic nie było jej po drodze. Tomas wkręcił się w rozmowę, bo sam przecież był w kółku pływackim w szkole. Rozmawiali więc luźno na podobne tematy, a on cieszył się niesamowicie, że Woody wkręcił go w swoje towarzystwo. Byli bardzo… otwarci, tolerancyjni i wspierający. Właśnie tego mu trzeba było po ostatnich wybojach…

*

Jules przeglądał serwis informacyjny i wszystko to, co podawano, wcale go nie ogrzewało. Wręcz przeciwnie. Miał ochotę na ciepłe kakao i chwilę spokoju przy lekkiej komedii, żeby nie myśleć o mrozach i o tym, że w całym kraju zamarzło kilkoro ludzi. To nie była radosna wizja, tym bardziej kiedy internat i szkołę dzieliło tych kilkanaście metrów śniegu i wiatr, a nie ciepły, zabudowany korytarz.
— Coraz gorzej, hm? — odezwał się Eric, leżący na łóżku Julesa, na którym ten też siedział. Eric miał nogi przełożone przez ciało swojego chłopaka, a ten trzymał na jego udach laptopa.
Spędzali wspólnie leniwą sobotę, bo nie mieli żadnej perspektywy w postaci wyjazdu do miasta. Dyrektor zaalarmował do wszystkich, żeby nie opuszczali kampusu. Nie chciał słyszeć ani o masowych przeziębieniach, ani o odmrożeniach. Nie wspominając o czymś gorszym. Dlatego teraz wszyscy tkwili w swoich pokojach. Co dla jednych było koszmarem, dla innych całkiem miłą perspektywą.
— Niestety. Nie mam przez to nawet dobrego pomysłu na film. Wyobrażasz sobie? — odparł Jules z żałosnym jęknięciem i spojrzał na Erika. Uśmiechnął się do niego mimo swoich słów.
— Brak weny nie jest dobrym objawem… ale widzę, że i tak masz dobry humor — zauważył z rozbawieniem Eric.
W tym samym momencie Jules usłyszał dźwięk powiadomienia na swoim facebooku. Zmienił zakładkę, żeby wejść na portal i jednocześnie odpowiedział swojemu chłopakowi:
— Bo mnie grzejesz i nie możesz mi uciec. Oh, Tommy pisze — dodał, kiedy zobaczył, od kogo jest wiadomość.
— Tak? I co u niego? — zapytał Eric, odwracając wzrok od swojego telefonu na rzecz spojrzenia na twarz Julesa.
Ten tymczasem przeczytał treść.
Tomas Eng: Czołem, Jules :) Mówiłem, że ogarnę w wolnym czasie, czy jest jakieś szpiegowanie przez neta, pamiętasz? Co pytałeś.
Jules Fox: Siema. Super, i czego się dowiedziałeś?
— Pisze w sprawie tego, czy nam sprawdzają internet — wytłumaczył Erikowi. — Dobrze by było, gdyby miał dobre wieści.
— O — ten tylko tyle odparł, bo ciekaw był, co Tomas pisał.
Tomas Eng: U mnie na kompie i u Colina są właśnie jakieś podejrzane wychodzące i przychodzące połączenia. Wydaje mi się, że to mogą być ci psorzy. Jak chcesz, sprawdzę u ciebie na kompie też dla porównania. A myślisz, że u Erika by się dało? Bo by się porównało, czy u niego też są, czy tylko u nas.
Jules poczekał z odpowiedzią swojemu byłemu i zwrócił się do obecnego chłopaka.
— Tomas pisze, że… czekaj, przeczytam ci — odparł i jeszcze raz spojrzał na ekran, żeby Eric był w temacie. A kiedy skończył, ten odpowiedział:
— Okej. Spoko, możesz mu powiedzieć, że może ogarnąć też mojego kompa. Tylko nie wiem, czy chcesz mu zdradzić, że jestem wtajemniczony.
— Jak ufam mu, tak myślę, że nie chcę mu zdradzać. Czekaj, napiszę mu, że z tobą o tym pogadam i coś zaraz wymyślimy — odparł Jules i odwrócił się do komputera, żeby napisać.
Jules Fox: OK, to dobry pomysł. Pogadam z nim. Ale czy powinniśmy tu rozmawiać o tym w takim razie?
Tomas Eng: Zaszyfrowałem tę rozmowę, więc spoko. Jestem Kapitan Haker XD Ale daj znać, jak zapytasz. Mogę dzisiaj wpaść :)
Jules Fox: OK, to czekaj chwilę. Przez zakaz i tak tu tkwimy.
Po napisaniu zwrócił się do Erika:
— Dobra, na jakiej zasadzie mogłeś pozwolić mi i Tomasowi pobawić się w małego hakera na twoim komputerze? Na pewno nie za loda, potrzebujemy czegoś mniej prawdziwego.
— Może niech Tom stwierdzi, że sprawdza przyjacielsko, czy nie mamy jakiegoś wirusa? — zasugerował.
— Bo jakiś się pojawił ostatnio na necie. Hm, chyba wystarczy. Uwierzyłbyś w coś takiego? — spytał Jules, nim odpisał Tomasowi.
— Jasne. Jak on jest specem od komputerów, to chyba tak.
— Dobra, to tak mu napiszę.
Jules Fox: Powiedział, że się zgadza. Przyjedziesz do nas, żeby sprawdzić, czy nie mamy żadnego wirusa, jaki się ostatnio na necie pojawił. OK?
Tomas Eng: Spoko wodza! :D To będę za chwilę :D
— I jak? — zapytał Eric, zupełnie zapominając o telefonie. — Kiedy wpadnie?
— Za chwilę. Więc na szybki numerek nie mamy czasu — odpowiedział Jules i wysłał całusa w powietrzu do Erika. Wiedział, że muszą wstać.
Ten westchnął cicho i zabrał nogi. Podniósł się z łóżka i odłożył telefon na biurko.
— Miło, że ci pomaga. I że nie ma dużych problemów teraz w szkole. Może jednak coming out nie musi być taki zły — rzucił luźno, choć sam mocno personalnie odbierał całą sytuację.
— Możesz go spytać, jak będzie, co o tym myśli — odparł niby niewinnie Jules. Nie naciskał zwykle i miał nadzieję, że teraz nie zostanie to tak odebrane.
— Mhm, zapytam — odparł Eric i obejrzał się na niego. — Ale mówiłeś, że Tomas bał się bardziej rodziców. Ja myślę, że… że chyba by mnie zaakceptowali — dodał ostrożnie.
Jules popatrzył czujniej na swojego chłopaka. Poczuł nagłą, lekką nerwowość.
— Tak?
— Mhm. Są dość… Sam nie wiem. Myślę, że by to jakoś przełknęli. Nigdy nie wypowiadali się w tym temacie negatywnie. Wiedzą też, że ty jesteś gejem — dodał Eric, opierając się pośladkami o biurko.
— Tak? A ja do tej pory ich nie poznałem? Zbrodnia na ludzkości! — Jules zaśmiał się, czując się spiętym w tej rozmowie. Nie chciał powiedzieć czegoś głupiego.
— Myślę, że możemy się kiedyś do mnie wybrać, tak jak pojechaliśmy do ciebie — zasugerował Eric. Byłoby to dla niego dość stresujące przeżycie, ale chyba chciałby powoli rodzinę w to wdrożyć. Na pewno, kiedy myślał o sobie w przyszłości, nie chciałby się wiecznie ukrywać.
Jules uśmiechnął się ciepło.
— Myślę, że nie jest to zły pomysł. Miło by było poznać rodziców najlepszego kumpla. I zobaczyć twoje rodzinne miasto. Może znajomych poznać? Jakbyś nie miał z tego problemów… — zaryzykował na koniec.
Eric westchnął ciężko i podszedł do niego. Pochylił się, podparł jedną ręką o pościel, a drugą złapał go za policzek i pocałował delikatnie.
— Chcę, żebyśmy byli otwartą parą. Naprawdę. Krok po kroku… I jak zaproszę cię do siebie, to postaram się to zrobić jako swojego chłopaka.
— Możesz to zrobić za drugim, czy trzecim razem. Na pierwszy raz możemy pojechać jako przyjaciele. Nie chcę cię do niczego zmuszać, Eric — odparł spokojnie Jules, cały czas patrząc w oczy swojego chłopaka. Były spokojne i takie ciepłe… A teraz Jules widział w nich dużo szczerości.
— Nie chodzi o to, że do czegoś mnie zmuszasz. Nawet jakbyś nie był taki otwarty, to nie chciałbym w życiu kłamstwa w tym względzie. Chcę wyjść z szafy, ale… chcę to zrobić jak najbardziej bezboleśnie. Nawet, jeśli to naiwne.
— Jeśli tak o tym mówisz, to musisz poczekać, aż skończymy szkołę. Bo coming out jest zawsze trudniejszy niż wejście w coś z już gotową definicją siebie.
— Może masz rację. Ale nie mówię tylko o szkole. Chciałbym powoli uświadamiać rodzinę.
Jules wychylił się i jeszcze raz go pocałował, nim usłyszeli pukanie do drzwi.
— Chyba Tomas. Ale, jeśli tylko będziesz chciał i czuł, że to odpowiedni moment… — dodał na zakończenie tego tematu.
Eric przytaknął i odsunął się. Poszedł otworzyć. Rzeczywiście za drzwiami był Tomas, który uśmiechnął się do niego na powitanie.
— Czołem, Eric.
— Cześć, Tom. Wchodź.
Wpuścił gościa, a ten uśmiechnął się szerzej do swojego eks. Miał ze sobą plecak na laptopa.
— Hej, Jules.
— Hej, Tommy. Masz sprzęt ze sobą, widzę.
— Nom. Będę potrzebował — odparł, zdejmując plecak. Podszedł bliżej, żeby uścisnąć rękę Julesa na powitanie, po czym wskazał jego biurko. — Mogę się rozłożyć?
W tym czasie Eric poszedł na swoje łóżko, uprzednio zabrawszy z biurka książki, żeby poudawać, że uczy się w trakcie.
— Jasne, nie krępuj się — odparł Jules, wstając, żeby popatrzeć Tomasowi przez ramię. — W ogóle, dzięki, że sprawdzisz nam te komputery. Nie wiedziałem nawet, że jest teraz jakiś nowy wirus.
— Nooo i ciężko go ogarnąć bez odpowiednich umiejętności — dodał poważnie Tomas, patrząc też na Erika, a przy tym wyciągał swojego laptopa na biurko. Położył go zaraz obok komputera Julesa.
— To super, że pomagasz. Jak w ogóle po coming oucie? — zagadał go nienachalnie Eric.
Gość wykrzywił usta i wzruszył ramionami.
— Spoko. Na razie moja rodzina nic nie wie, a w szkole jest nawet nieźle. Tylko dziwnie krępująco na zajęciach pływackich.
— Przywykną. Albo pokażę im, jak to jest, żeby było im krępująco — odpowiedział Jules i uśmiechnął się przy tym przebiegle. Bo jeśli Tomas czuł się skrępowany, on łatwo mógł sprawić, żeby inni tak się poczuli, a nie on.
Tomas roześmiał się i usiadł za biurkiem.
— No ty to potrafisz. W ogóle zimno jest, nie? Szkoda, że nie można się ruszyć z kampusu — dodał, już włączając oba komputery i przygotowując się do sprawdzenia laptopa Julesa. Do tego dostęp do komputera Erika da im możliwość potwierdzenia jego teorii, że faktycznie profesorowie ich infiltrują przez internet. Współlokatora Foxy’ego nie powinni, bo nie mieli do tego prawa. Oni natomiast podpisali zgody na udział w eksperymencie.
— A gdzieś planowałeś się wybrać? I planujesz powiedzieć rodzicom? — dopytał, skoro Eric zaczął temat.
— Nom, w końcu tak… — odmruknął Tomas, nie patrząc na nich, a na ekran laptopa Julesa. — Ale jeszcze nie wiem, jak to będzie wyglądało. Gadam o tym z panem Craigiem, bo będzie mi w tym pomagał — dodał już z lekkim zawstydzeniem.
— To bardzo dobrze. Prawidłowo z jego strony, bym nawet powiedział. — Jules poklepał Tomasa po plecach, cały czas stojąc za nim i patrząc to na niego, to na ekran, żeby ogarnąć, co ten robi na jego komputerze. Nie chciał, żeby zajrzał gdzieś, gdzie nie powinien. Na razie nie widział, żeby nawet wchodził na jego facebooka, czy pocztę. Zdecydowanie grzebał w sekcjach, których dotykał się w sumie jedynie informatyk czy programista.
— Nom, jest całkiem spoko. Może mnie staruszkowie nie wydziedziczą — odpowiedział Tomas z krótkim śmiechem, ale widać już było, że skupia się na czymś innym.
Eric przy okazji obserwował tę dwójkę i jakoś nie mógł sobie wyobrazić Tomasa i Julesa w intymnej sytuacji. A właściwie tylko na wyobraźni mógł polegać, bo gdy Jules chodził z Tomasem, to ten drugi jeszcze udawał heteryka i myślał, że on, Eric, nic nie wie o ich związku. Nigdy więc nie miał okazji, żeby zobaczyć, jak dyskretnie się dotykają, czy całują. Zresztą, nawet teraz Tomas nie wydawał mu się osobą, która pocałowałaby się ze swoim chłopakiem w miejscu publicznym. Przez to sam zaczął zastanawiać się nad sobą. Czy mógłby być taką osobą? Chciałby. Ale równocześnie nie chciał, żeby wszyscy się przy tym na niego patrzyli.
Westchnął i wrócił do przeglądania podręcznika, aż kilkanaście minut później usłyszał głos Tomasa.
— Widzisz, miałeś tego wirusa. — Ten wskazał coś Julesowi na jego laptopie. — Tu… te dane oznaczają, że coś ci buguje lapa z zewnątrz.
Jules nie był z tego powodu zadowolony, ale wiedział też, że nie mogą tego wyłączyć. A szkoda.
— To jak go wyłączyłeś, tak jak mówiłeś, że da się, kiedy rozmawialiśmy przez fejsa? — spytał, mając nadzieję, że Tomas zrozumie.
— To…. trudne do wytłumaczenia…. Trochę jak dodatkowe urządzenie zagłuszające. Colin mi trochę pomógł. Ale lepiej z tym nie kombinować — dodał Tomas poważnie, bo obawiał się, że gdy tylko profesorowie zauważą, że utrudniają im infiltrację, to wyrzucą ich z projektu. — Mogę teraz twój? — zwrócił się do Erika.
Ten uniósł na niego spojrzenie znad zeszytu, na którym już wkręcił się w odrabianie zadań.
— Mhm. Jules, możesz wklepać tam moje hasło? — zapytał, nie chcąc się ruszać z łóżka, bo był obłożony książkami.
— Jasne. Mam nadzieję, że u ciebie tego nie będzie. Nie wchodzisz przecież na takie porno stronki jak my. — Zaśmiał się i trącił Tomasa, jakoś mając ochotę w tej chwili trochę go zażenować.
I udało mu się, bo najwyraźniej Tomas jeszcze nie przywykł do tego, że może być otwarty przy kimś innym.
— Weź, Jules… — mruknął, zamykając laptopa swojego eks, żeby zrobić miejsce na drugi komputer. — Poza tym ty masz podobno chłopaka, to chyba już nie wchodzisz na porno, nie?
— Ach, no tak. — Jules odsunął się trochę od komputera Erika, żeby Tomas mógł go sprawdzić. — W końcu się wydało. Ale uwierz, porno można też z kimś oglądać. To całkiem nieźle nakręca. Ale spoko, już się zamykam. Ty się peszysz, Eric nie chce na pewno o tym słuchać.
— Mhm, masz rację — przyznał spokojnie Eric, jakby nigdy nic, popatrując przy tym na swoje podręczniki. Zdecydowanie wolał, żeby Jules skupiał się na nim, a nie na aktorach w filmach porno.
Tomas przy tym lekko się zaśmiał, a gdy przeniósł się już przed komputer współlokatora swojego byłego chłopaka, rzucił niespodziewanie:
— Właśnie, Jules, bo… bo mój chłopak też mi dał już pozwolenie, żeby was sobie przedstawić. A chyba fajnie by było.
Jules był zaskoczony i chyba cudem nie spojrzał na Erika. Odpowiedział w miarę spokojnie Tomasowi.
— Tak? Chcesz, żebym poznał twojego chłopaka?
— Nom. A ty byś chciał? — Zerknął na Foxy’ego krótko, ale przy okazji szybko stukał palcami po klawiaturze, szukając podejrzanych połączeń na laptopie Erika.
— Mógłbym. Chętnie nawet. Wiesz, że lubię poznawać nowych ludzi. — Jules uśmiechnął się szeroko. — Zobaczyłbym, co jest w nim lepszego niż we mnie — dodał, nadal mając ten swój nawyk, żeby delikatnie flirtować z każdym. Nawet ze swoim byłym.
Gdy Eric usłyszał ten specyficzny głos swojego chłopaka, odłożył podręcznik i wstał z łóżka.
— I jak tam, Tom? U mnie też jest ten wirus? — zapytał, stając za plecami Tomasa i równocześnie obok Julesa, który aż zanadto jego zdaniem pochylał się do gościa. Dlatego złapał go palcami za pasek spodni i pociągnął do tyłu, a gdy Jules cofnął się o pół kroku, Eric ścisnął ostrzegawczo jego pośladek.
Jules momentalnie spojrzał na Erika i chyba poczuł, jak serce mocniej uderza mu w piersi. Miał ochotę pocałować swojego chłopaka, mimo obecności gościa.
— Właśnie… Jest coś? Bo szkoda by było, żebyś marnował dzień u byłego, zamiast na igraszkach ze swoim obecnym chłopakiem. W ogóle zdradzisz mi jego imię teraz, czy jak się poznamy? — spytał, dopiero podczas ostatniego zdania zerkając na gościa.
— Będziesz miał niespodziankę — odpowiedział Tomas ze śmiechem, po czym okręcił się na fotelu, więc Eric szybko zabrał dłoń z tyłka swojego chłopaka. — I nic u ciebie nie ma. Jest czysto.
— Świetnie. Dzięki za sprawdzenie. — Eric uśmiechnął się do niego sympatycznie i odsunął, żeby Tomas mógł wstać i zapakować swój komputer.
— Cudownie. — Jules także się ucieszył. — Jak możemy ci się odwdzięczyć nasz… jak to mówiłeś „haker-kapitanie”? — spytał, starając się nie brzmieć, jakby sobie kpił. Zresztą, chyba właśnie ton jego głosu, kiedy Tomas zachowywał się nerdowsko, był jedną z wielu ości w ich związku.
— Weź się nie śmiej — odparł Tomas z krótkim śmiechem.
Eric wrócił do siebie na łóżko, a gość szybko się pakował, bo rzeczywiście liczył na odwiedziny u Woody’ego. Wiedział, że go zastanie, bo nikt nie wychodził dziś z internatu.
— I nic w zamian nie chcę. I tak super wyszło z tym twoim filmikiem…
— Podobał ci się? — jeszcze spytał Jules i przyglądał się Tomasowi, chociaż chciał już poprzyglądać się Erikowi. Najchętniej bez ubrań.
— Pytasz! Serio, taki był… no, myślę, że i do mnie, i do wszystkich w szafie, i też do homofobów. Był niczym normalnie mega ładunek ki dla mnie w tym czasie — odparł Tomas żartobliwie.
Eric zupełnie nie załapał, o co chodzi, ale że Tomas już zarzucił plecak na ramię, tylko powiedział:
— Życzę, żeby z rodzicami też tak dobrze poszło. I jeszcze raz dzięki.
— Spoko wodza. Polecam się. Trzymajcie się.
— Trzymaj się. Ucałuj swojego chłopaka ode mnie! — Jules także się pożegnał. Na swój własny, unikalny sposób. Nie puścił jednak oczka Tomasowi, żeby nie przesadzić. Chociaż wizja, że tylko zamyka drzwi, a Eric zachodzi go od tyłu i obłapia, żeby przypomnieć mu, czyj jest, wywoływała u niego szybsze bicie serca.
Niestety, gdy drzwi za Tomasem się zamknęły, nie poczuł za sobą swojego chłopaka. Ba, nawet nie usłyszał od niego żadnego słowa. Zobaczył tylko, jak Eric ze skupieniem w oczach widocznym za szkłami prostokątnych okularów, spokojnie czyta coś w podręczniku. Jakby w ogóle go tu nie było.
Westchnął z żalem. Przeliczył się, ale nie zamierzał z tego powodu tracić dobrego nastroju. Podszedł do Erika, usiadł obok niego na łóżku i pocałował go w policzek, dłoń od razu kładąc na jego udzie.
— Czyli twojego komputera nie infiltrują. To dobre wieści… — zamruczał, jakby mówił całkiem o czymś innym. Bardziej erotycznym.
Eric jednak dalej udawał, że skupia się na książce, bo jedynie mruknął „mm” i czytał dalej. Jules więc jeszcze raz go pocałował. Jego dłoń też przesunęła się po udzie Erika.
— Brak kamer. Nikt nie podejrzewa, że jesteś w to zamieszany i że jesteś tym moim tajemniczym chłopakiem — mówił dalej, teraz obcałowując już szyję swojego współlokatora, a ten delikatnie odchylił głowę, co mogło być zarówno wyrazem odsłonięcia dla niego szyi, jak i zwykłym, przypadkowym gestem.
— Mhm. To bardzo dobrze — odpowiedział spokojnie i przewrócił kolejną kartkę w podręczniku.
Jules spojrzał na niego, lekko ściągając brwi. Poczuł małe ukłucie niepokoju w krzyżu, ale nie przestał. Znowu pocałował szyję Erika, a jego dłoń wsunęła się pod jego bluzkę.
— Myślę teraz jeszcze o dwóch rzeczach.
— Mhm? — zapytał Eric i jedynie poprawił okulary. Nawet nie spojrzał w dół, na jego dłoń.
— O tym, że jeszcze nie oglądaliśmy wspólnie żadnego porno i o tym… że kiedyś będę mógł też przedstawić cię przyjaciołom i całemu światu jako swojego chłopaka.
Wydawało mu się, że dojrzał, jak Eric wyraźniej przełyka ślinę. Chwilę jednak tkwił w niepewności, bo współlokator cały czas patrzył na podręcznik. Ale ten w końcu został odłożony, a chłopak wreszcie spojrzał na niego, położył mu dłoń na policzku i delikatnie pocałował.
— Obiecuję, że kiedyś pojawię się na twoim filmiku jako twój chłopak — szepnął w jego wargi.
Jules chętnie oddał pocałunek. Przy tym żywiej pomasował brzuch Erika pod jego koszulką. Podobało mu się to, co usłyszał i miał też nadzieję, że trochę ten pocałunek był ugodą, że między nimi jest znowu dobrze. Bo zdążył zauważyć, że jego chłopak specjalnie go ignorował. Trenował go. I tylko ciekawiło Foxa, czy Eric robił to z pełną tego świadomością.
Na szczęście teraz poczuł znów ten ciepły dotyk i nie chodziło tylko o temperaturę jego dłoni i ust. Widział w spojrzeniu swojego chłopaka, że ten znów chce być przy nim. Odpowiadał na pocałunek czule i pozwalał się dotykać. A Jules chciał go dotykać. Całować go dalej namiętnie, żeby teraz jego chłopak musiał chować usta i ich zaczerwienienie, jakby ktoś chciał wejść do ich pokoju z odwiedzinami.
— Jesteś najlepszy.
Tego właśnie chciał słuchać Eric. Chciał wiedzieć, że Jules skupiał się na nim i to jego pożąda, mimo że flirtował ze wszystkimi wokół. Pocałował go więc czule w nagrodę, po czym… wstał z łóżka i bez słowa podszedł do drzwi. Następnie przekręcił zamek, odwrócił się do Julesa, odłożył okulary na szafkę i zdjął koszulkę.
— Chyba już nie będziesz miał żadnych gości? — zapytał z lekkim uśmiechem.
Drugi chłopak oblizał usta. Zmierzył spojrzeniem swojego współlokatora. Naprawdę się cieszył, że nie mieli kamer ani podsłuchów w pokoju.
— Na pewno nie — odparł na wydechu i położył się na boku na łóżku, na którym wcześniej siedzieli.
Na szczęście Eric wrócił do niego, choć niespiesznie, wręcz leniwie, jakby już z odległości go podziwiał i obmacywał spojrzeniem. A gdy znalazł się przy łóżku, odsunął tylko z pościeli książki, po czym pochylił się i podparłszy ręką na materacu, pocałował Julesa.
— To zdejmij spodnie — szepnął mu do ucha.
— Co tylko sobie życzysz… Chociaż… mógłbyś się obsłużyć — zasugerował Jules i znowu oblizał usta.
Eric zamruczał nisko i pocałował go pod uchem. I już nic więcej nie dodał, a jedynie zaczął go sobie odpakowywać, by spędzić z nim ten sobotni, leniwy dzień… bardzo gorąco, mimo mroźnych temperatur panujących za oknem.

7 thoughts on “Project Dozen – 75 – Powoli wychodzić z szafy

  1. Katka pisze:

    Luana, zawsze to lubię kiedy postać jest z początku nielubiana a potem nagle zyskuje w oczach. Albo kiedy zrobi coś za co wszyscy ja nienawidza a potem ma takie odkupienie. Super że Tomas trochę do siebie przekonuje :D hehe a w Eriku na pewno jeszcze drzemie wiele ciekawych cech XD każdy ma swoje drugie oblicze

  2. Luana pisze:

    Super, że Tomas chce przedstawić swojego chłopaka Julesowi. Ciekawi mnie jego reakcja na to kiedy dowie się o Ericu. W każdym razie jestem z niego dumna. I jak za nim nie przepadałam tak zyskuje u mnie coraz więcej. :)
    Zaborczość i Erica jest całkiem fajna, ale mam nadzieję, że ma swoje granice. Wiadomo jak takie rzeczy mogą się rozwinąć i wręcz stają się obsesją. No, ale kto by na samym początku pomyślał, że ten grzeczny chłopak ma w sobie taki ogień i Jules wyciągnie z niego inne cechy. :)
    Czekam na kolejny rozdział.
    Pozdrawiam i weny. :)

  3. Katka pisze:

    Rehab-e, hahaha wow Tommy nie drażni XD fajnie, cieszę się. Oby tak zostało! A co do Erika to aż w szoku jestem, że jest taki lubiany! :) bo to akurat była postać niezamierzona i sama powstała w trakcie pisania. Więc to taki mały niezamierzony sukces. Ale zazdrość urocza, zgadzam się XD też to lubię. Franio i Sebcio zdaje sie będą w następnym rozdziale :) pozdrowionka!

  4. rehab-e pisze:

    Kucze, Tommy w końcu przestał mnie drażnić. No nareszcie! xD Poza tym super, że chcę przedstawić Woody’ego Julesowi. W ogóle zastanawiam się, czy Jules też mu powie o Ericku, bo Tom na pewno będzie pytał…
    Eric jest cudowny <3 Jego zazdrość jest strasznie urocza, a to, że chce powiedzieć rodzicom i przedstawić Julesa znajomym jako swojego chłopaka… Uch, jedna z najlepszych postaci tego opowiadania :D
    I wciąż czekam na Frania z Sebkiem…
    Pozdrawiam!

  5. Katka pisze:

    Saki, tak, Woody jest dość bezpiecznym chłopakiem, że tak powiem. Nie ma obaw ze się będzie przed czymś bał więc spokojnie poznanie Julesa przejdzie. Co do Erika to tak, jest trochę odwazniejszy. Chyba udziela mu się pewność Julesa. A jeśli chodzi o Tomasa to tak, dzięki niemu wiadomo jak ich kontrolują ale wciąż nie wiemy jak są podkladane koperty. Kiedyś na pewno to wyjdzie. Bardzo dziękujemy za komentarz!

    Aeneryss, zgaaadzam się, ta trójka to fajne otwarte towarzystwo. Taki chill. Fajnie mieć takich kumpli. A zazdrość Erika… może sobie jakoś Julesa wychowa. Ale zobaczymy. Bo tak jak piszesz, Jules to raczej robi automatycznie więc jakas drama z tego może być… A Mossowie będą, spokojnie ;D

  6. Aeneryss pisze:

    Tommy w końcu zaczyna się zachowywać jak człowiek, jestem z niego dumna :3 Ogólnie cała paczka Harper-Trey-Woody jest taką grupką idealną pod kątem otwartości i tolerancji. Biedny Tommy, jedyny nie wtajemniczony w ich sekrety xD
    Eric zachowuje się zabawnie. Ta jego zaborczość jak na razie jest całkiem urocza ale czuję lekki niepokój, że to się rozwinie w zdecydowanie nieciekawy sposób. Foxy ma flirtowanie we krwi a jak Eric się będzie obrażał o każde słowo to mocno sam sobie skomplikuje życie :/
    Weny życzę i niecierpliwie czekam na kolejny rozdział (ze skrytą nadzieją, że będzie w nim więcej obu Mossów ^^)

  7. saki2709 pisze:

    Rozdział jak zwykle super. Tommy powoli, ale jednak oswaja się z tym, że wszyscy wokół wiedzą o jego orientacji. Fajnie, że Woody się zgodził, żeby ten przedstawił go Foxy’emu jako swojego chłopaka. Choć nie spodziewałam się, że będzie inaczej. W końcu nie raz powtarzał, że nie ma z tym problemu. Nie mogę się doczekać tego spotkania i jak zareaguje Jules. Ericowi się zazdrość włączyła, hehe XD Chyba mu się nie spodobało, jak Jules flirtuje z Tomasem. W ogóle fajnie, że Eric się powoli otwiera i chce powiedzieć swoim rodzicom o sobie i przedstawić im Julesa jako swojego chłopaka. Ciekawa jestem, czy zbierze się na odwagę i naprawdę to zrobi.
    Tommy, miszczu. Jesteś wielki. Dzięki tobie wiadomo, że psorkowie szpiegują uczestników projektu przez neta i tylko ich. Pozostali uczniowie są bezpieczni. Chyba że jest coś poza tym, co odkrył Tomas… W końcu nadal nie wiadomo, jak podrzucają koperty z zadaniami.
    W ogóle na miejscu Tomasa też bym była mega ciekawa, co ukrywa Trey. No, jak tak można gadać przy kimś o jakichś sekretach? Toż to jakieś tortury są. Ja nie lubię być jedyną niewtajemniczoną i myślę, że mało kto za tym przepada.
    Czekam z niecierpliwością na kolejny rozdział.
    Pozdrawiam i życzę weny

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s