Project Dozen – 73 – Odwaga

— Dzień dobry, drodzy uczniowie. Po tej lekcji, na przerwie, zapraszam wszystkich do audytorium. Zaś wszystkich nauczycieli bardzo przepraszam, jeśli uczniowie spóźnią się trochę na następną lekcję. Do zobaczenia.
Sebastian był zaciekawiony, o co mogło chodzić. Nie znał planów ojca, ale chciał dowiedzieć się, co ten wymyślił. Szybciej niż cała reszta uczniów. Dlatego pod blatem napisał mu wiadomość.
„Co to za nagłe zebranie? Chodzi o to, co wczoraj wyszło?”
Najwyraźniej jego ojciec mógł pisać, bo szybko otrzymał odpowiedź: „Tak. Tomas aż potrzebował pomocy Fostera, a na poprzedniej przerwie przyszedł do mnie trener z jego kółka pływackiego. Podobno chłopcy wyszli z wnioskiem, by wywalić go z drużyny, bo się nie będą przy nim rozbierać. Staram się o szybką reakcję.”
Sebastian spojrzał na nauczycielkę. Mówiła, zajęta tym, co chciała im przedstawić, więc odpisał ojcu.
„Jacy debile. Mam nadzieję, że trener się nie zgodził? Co w ogóle też mówił pan Craig?”
„Nie mógł za wiele. Chłopak się wstydzi, boi reakcji dzieciaków i rodziców. Foster mówił, że zrobi z nim kilka sesji, może będzie lepiej. Ale zobaczymy się na sali, muszę się tym zająć.”
„OK” — odpisał jeszcze Sebastian, nie chcąc ojcu za bardzo zawracać teraz głowy. Musiał na te kilka minut jeszcze skupić się na lekcji, nim razem z resztą uczniów dowie się, co jego ojciec, jako dyrektor szkoły, chce im przekazać.
Gdy rozbrzmiał dzwonek na przerwę, uczniowie chmarą ruszyli w stronę audytorium. Zbiegali z piętra po schodach, czy zbierali się z innych sal na parterze. Nikt w sumie nie wiedział za bardzo, o co chodzi, a każdy chciał się przekonać. Minęło więc dobre pięć minut przerwy, zanim wszyscy znaleźli się w audytorium. W tym Sebastian, szukający sobie jakiegoś wolnego miejsca. Nie miał nawet szans zobaczyć swojego chłopaka w tym tłumie. Dostrzegł za to Patricka, który próbował, jak przykładny przewodniczący, zapanować nad tłumem i właśnie odsuwał uczniów z przejścia, żeby i nauczyciele mogli wejść.
Sebastian postanowił do niego nie podchodzić, uznając, że złapie go w innych okolicznościach. Albo Julesa, którego musiał spytać, czy to on powiedział przewodniczącemu o Tomasie. Bo nie podobała mu się myśl, że sprzedałby też tajemnicę jego i Francisco. Mieli w końcu umowę.
Usiadł na jednym z wolnych miejsc na środku sali i zapatrzył się na scenę. Ta na razie była pusta, ale gdy tylko uczniowie przestali się przemieszczać, wreszcie pojawił się na niej Mark Moss. Jak zwykle ubrany schludnie, w koszulę, marynarkę i eleganckie spodnie. Wyglądał na poważnego. W dłoni miał mikrofon.
— Dzień dobry, moi drodzy! — przywitał się, przystając na środku, a na sali wreszcie zapadła cisza. — Wybaczcie, jeśli odciągam was na tej przerwie od drugiego śniadania czy przepisywania zadań domowych. Ale myślę, że nie miałem innego wyboru, żeby was wszystkich tu złapać i coś ważnego przekazać.
— Ciekawe, czy chodzi o Tomasa. — Woody, który jak zwykle zajął z Treyem jedne z bardziej oddalonych miejsc, szepnął do niego, żeby nie zwracać na siebie uwagi. Wszyscy byli zainteresowani tym, co dyrektor chciał powiedzieć.
— Osiemdziesiąt procent szansy, że tak — odmruknął Trey, siedząc luźno i nisko, z nogami rozłożonymi na boki, na ile pozwalała na to przestrzeń między rzędami foteli.
Tymczasem na scenie dyrektor kontynuował.
— Postaram się, żeby to nie zabrzmiało jak kazanie, choć z drugiej strony nie chcę tego wszystkiego ubierać w łagodne słowa, bo to, co niektórzy z was robią od wczoraj, sprawia, że wstyd mi za uczniów tej szkoły. — Tutaj zrobił pauzę i spojrzał po uczniach, którzy już doskonale wiedzieli, o co chodzi. — Oczywiście odnoszę się do tego, co wczoraj wynikło z… trudno nawet powiedzieć czego. Żartu, ogłoszenia…? Bo w tym momencie nie ma najmniejszego znaczenia, czy to, co pojawiło się na tych plakatach, było prawdziwe, czy nie. Chodzi o waszą reakcję.
Trey wychylił się do ucha Woody’ego i szepnął:
— Czaj. Wszyscy szukają wzrokiem Tommy’ego.
— No co ty? Sam go szukam — odparł szeptem Woody, rozglądając się teraz jeszcze uważniej, niż kiedy tu przyszli. Zamiast swojego chłopaka znalazł jednak stojącego pod ścianą auli, razem z innymi uczniami i swoim współlokatorem, Julesa.
— Myślisz, że znowu nie przy… A, nie, jest tam. — Trey w końcu wskazał głową blond czuprynę kilka rzędów z przodu.
Dotąd nie było go widać, bo Tomas ewidentnie skulił się na siedzeniu. A Mark dalej mówił:
— Każdy z nas jest inny w jakiś sposób i żadna z osób trzecich nie ma prawa decydować, czy jakaś inność będzie mniej czy bardziej godna potępienia. To, jak reagują niektórzy z was, przyprawia o mdłości — nie przebierał w słowach. I najwyraźniej nie zamierzał też być subtelnym, bo… pojechał po nazwiskach. — Bill Lennox, Oliver Moore, Sam Spott… składaniem wniosku o wyrzucenie Tomasa ze szkoły ośmieszacie się.
Kilka osób na widowni się zaśmiało, a Trey aż cicho zagwizdał, słuchając, jak Mark Moss wymienia kolejnych uczniów. Musiał dobrze wiedzieć, którzy agresywnie odnosili się do wczorajszej plotki.
— Kurwa, bracie, jedzie po nich, jakby to wziął personalnie — szepnął do przyjaciela, a ten pokiwał głową.
— Brzmi na wkurzonego — potwierdził, patrząc przy tym cały czas na Tomasa, żeby upewnić się, czy ten ma już dość. Przy tym zobaczył, że jest obok niego jego współlokator. Właśnie mówił mu coś do ucha. Wyglądało więc na to, że rozmawiają. To już było dużym plusem.
— …mam nadzieję, że naprawdę zrozumiecie, że jeden wasz głupi dowcip, który dla was nic nie znaczy, może znaczyć piekło dla wyśmiewanej osoby. Tu czasem nie chodzi nawet o wasz światopogląd i poczucie smaku. Chodzi o zwykłą empatię, której bardzo wielu z was zabrakło wczoraj. Ale co bym nie mówił do was teraz, myślę, że już ktoś zrobił coś, co naprawdę świetnie to wszystko podsumowuje — powiedział Mark i sięgnął do kieszonki marynarki, z której wyciągnął pilot do projektora zawieszonego pod sufitem audytorium. Włączył go i obejrzał się za siebie na wielki, biały ekran. — Za pozwoleniem autora, posłuchajcie.
Mark odsunął się ze sceny, a na ekranie pojawił się filmik, który ich szkolny kolega i youtuber w jednym zamieścił na swoim kanale, a który Tomas widział dzisiejszego poranka. Nie tylko zresztą on. Film szybko rozprzestrzeniał się w sieci i już kilka tysięcy osób go widziało, mimo niewielu godzin, w trakcie których zawieszony był na Internecie. Część uczniów również go widziała, ale nie wszyscy, jak dało się usłyszeć. Mimo niektórych krzywych min, nikt nie odważył się skomentować głośno tego, co kazał im oglądać Mark Moss.
Po zakończeniu filmu Julesa Foxa nastała głucha cisza, a Mark spokojnie wyłączył projektor i znów zabrał głos.
— Mam nadzieję, że to trafi do wielu z was. Do mnie trafiło. I jeśli…
Mark nagle urwał, bo niespodziewanie Tomas podniósł się ze swojego fotela i ruszył do końca rzędu. Wiele osób obejrzało się na niego, aż w końcu chłopak… ruszył w stronę sceny.
— Okej… Jest coraz ciekawiej — szepnął Trey.
— Gdzie on idzie? — spytał Woody kumpla, jakby ten miał wiedzieć.
Reszta uczniów też najwyraźniej była zaskoczona, bo bardziej spodziewali się, że ten, tak jak wczoraj, będzie unikał wszelkich konfrontacji.
Co prawda Tomas niejednokrotnie występował na scenie i wtedy nie było widać po nim śladu tremy. Podobnie jak na małych produkcjach filmowych tworzonych w ich kółku. Ale teraz… teraz zdecydowanie wyglądał, jakby nie był zdolny wydusić słowa. A jednak poprosił dyrektora o mikrofon i gdy ten odsunął się na skraj, Tomas odetchnął i zaczął mówić do publiki.
— Em… Czołem. — Uniósł przy tym dłoń, a siedzący najbliżej sceny widzieli, że ma mocne wypieki. — Chciałem podziękować panu dyrektorowi. — Obejrzał się na mężczyznę, który słabo się uśmiechnął. — To naprawdę super, że pan tak zareagował. Bo… bo na pewno sporo nauczycieli wolałoby to olać. I też… dzięki, Jules. Normalnie jesteś tu jak jakiś superbohater. — Zaśmiał się krótko.
Ten nadal stał na swoim miejscu i tylko uśmiechnął się, unosząc dłoń w górę z kciukiem na znak, że go wspiera. Przy tym był bardzo zaciekawiony tym, co jego były chce powiedzieć. Jak chyba wszyscy uczniowie. Ci, którzy chcieli się śmiać, milczeli pod srogim wzrokiem dyrektora. Tomas więc miał chwilową swobodę, żeby przekazać… coś. Bo na razie nikt nie wiedział, co to będzie.
— W ogóle chciałem podziękować wielu osobom, które serio niespodziewanie przyszły z pomocą. Nawet, jak tą pomocą była zwyczajna akceptacja. Tylko, kur… Przepraszam. Tylko mega przykro było widzieć, jak wielu z was śmiało się z żartów innych tylko dlatego, że myśleliście, że śmianie się z tego jest fajniejsze niż akceptowanie kogoś. No… ja nie mogę, poważnie? Czy wy serio myślicie, że jesteście bardziej… „super”, kiedy zaśmiejecie się z nazwania kogoś lachociągiem, niż gdy powiecie, że to jest nie fair? — Gdy niektórzy uczniowie po tych słowach spojrzeli po sobie z konsternacją, Tomas odchrząknął i powiedział: — Ja może jeszcze nie jestem tak… „dumny”, jak mówił to Jules… Ale walczę z tym. I… No i to wszystko w sumie prawda. Jestem gejem. Dziękuję. Tyle chciałem powiedzieć.
Jules chyba był pierwszym, który zaczął klaskać. Albo ktoś z tamtej strony sali, ale sądząc po tym, jak ten był otwarty, to musiał być on. Zaraz też rozbrzmiało kilka innych oklasków. Woody nie zamierzał być w tyle. Zagwizdał na palcach i mocno klaskał, żeby nawet po chwili wstać i pokazać wszem i wobec, że uważa to wystąpienie za coś odważnego i zasługującego na owacje bardziej niż kretyńskie wyśmiewanie się z kogoś z powodu jego orientacji.
Trey poszedł w jego ślady i również głośno klaskał, stojąc obok swojego kumpla geja. Zauważył, że Mark Moss i niektórzy nauczyciele również to robili.
— No, bracie… Do ostatniej chwili byłem pewien, że stchórzy! — tym razem już zawołał do kumpla, bo musiał przekrzykiwać owacje.
Te robiły się coraz głośniejsze. Z tego co Woody widział ze swojego dalekiego od sceny miejsca, na stojąco też klaskał Sen Nakano i jego współlokator. Colin, który dopiero co wstawał, ale chyba uznał, że wypada to zrobić. Stał też Sebastian, syn dyrektora, któremu pewnie nawet nie wypadało zachować się inaczej niż ojciec. Chciałby jeszcze dojrzeć, czy może Jude wstał, ale zbyt wielu uczniów już stało, żeby dostrzec szczegóły. A Tomas… Tomas stał osłupiały na scenie i patrzył na tych wszystkich uczniów z szokiem i wzruszeniem na twarzy.
— Wow… Dzięki… — wydusił po chwili, choć i tak oklaski go zagłuszyły.
Mark uśmiechał się i jeszcze chwilę pozwolił uczniom na ten okaz akceptacji. Uważał, że w obliczu tego, jak przez kilkanaście ostatnich godzin Tomas, a pośrednio też inni krypto geje w szkole, doznawali głównie szyderstw, teraz mógł pozwolić na trochę swawoli w tym hałasie.
A gdy oklaski trochę ucichły, podszedł do Tomasa, uścisnął jego ramię i zwrócił się do uczniów.
— Ja też wam dziękuję. Cieszę się, że nie widzę tu tylko wyśmiewania, krzywych spojrzeń, ale właśnie to… Wsparcie. Pamiętajcie. Wszyscy jesteśmy ludźmi. A teraz na zajęcia. Już, już! — zawołał i uśmiechnął się do wszystkich na pożegnanie.
Nikt nie odmówił. Wszyscy zaczęli się zbierać, zarówno ci, którzy mamrotali pod nosami, że to chore, jak i ci, którzy klaskali i wpierali Tomasa w tym, jak zachował się w stosunku do oskarżeń, które na niego padły.
— Wiesz, że więcej niż jedna tajemnica została tu wydana? — Eric szepnął do ucha Julesa, idąc za nim bardzo mozolnie, bo trudno było przedostać się do drzwi. — Jeszcze ta, że masz chłopaka.
— Wyszło przy okazji. Byle nikt nie myślał, że jest nim Tomcio — odparł Jules, modulując lekko głos, jak zawsze kiedy nie byli na osobności.
— Mam nadzieję, że nikt tak nie pomyśli…
Eric chciałby dodać coś jeszcze, ale był pewien, że ktoś na pewno by to usłyszał. A to, co powiedział Jules w filmiku… ten krótki kawałek o miłości do niego… W jego uszach to właśnie to zdominowało całe przemówienie i nie mógł przestać o tym myśleć. A że nie mógł mu teraz odpowiedzieć, jedynie dyskretnie w tym tłumie musnął wnętrze jego dłoni.
Jules nie zareagował, bo nie miał ani jak, ani nie chciał, żeby coś się o nich wydało, ale jednocześnie zrobiło mu się miło. Chciał, żeby lekcje już się skończyły i żeby obaj z Erikiem wrócili do pokoju, cieszyć się tą ich własną indywidualnością.
Wiedział, że tego na pewno w najbliższym czasie zabraknie trochę Tomasowi, który przynajmniej na najbliższe dwa tygodnie będzie szkolną gwiazdą. Chyba że znowu wydarzy się coś szokującego…

*

Sebastian miał wrażenie, że dzisiejszy dzień jest niesamowicie długi. Dlatego cieszył się, że w końcu zje lunch w stołówce i może trochę nabierze dzięki temu siły. I kiedy już stał w kolejce po jedzenie, zobaczył przewodniczącego przy jednym ze stolików. Postanowił z nim porozmawiać i dowiedzieć się, czy to jego zasługą była aktualna sensacja szkolna.
Patrick nie zauważył go, gdy Sebastian do niego ruszył, bo jedząc, przy okazji przeglądał coś w telefonie leżącym na stoliku obok jego talerza. Sebastian więc nawet nie spytał, czy może się dosiąść, tylko zwyczajnie to zrobił.
— No hej — rzucił, kiedy już był obok niego. — Co tam patrzysz? Na nowe rzeczy o Tomasie?
Przewodniczący samorządu ściągnął brwi i zrobił groźną minę, która zabawnie wyglądała, bo w ustach miał właśnie kawałek brokuły. Schował telefon do kieszeni i odpowiedział:
— A co? Chcesz się dowiedzieć, czyje to było zadanie?
Sebastian wzruszył ramionami niby zlewczo. Wiedział, czyje było to zadanie, ale musiał ostrożnie to rozegrać.
— Masz tę swoją straż. Pasowałoby, że to wiesz. Albo Julesowi. Na kogo bardziej stawiasz?
— Fox? Żeby na siebie też nadawał? To bez sensu. Kto jak kto, ale myślałem, że ty takiej bzdury nie weźmiesz pod uwagę — prychnął Patrick i wrócił do sałatki.
— Jemu to obojętne, czy ktoś będzie o nim wiedział. Wszyscy o nim wiedzą, a chyba nie uważasz, że Tomas to jakaś poczwara, do której wstyd by mu było się przyznać — drążył Sebastian, jedząc jakby nigdy nic w miłym towarzystwie.
— Trudno mi ocenić. Nie znam gustu Foxa. Ale po co ci ta wiedza, Sebastian? Liczysz, czy jeszcze mam szanse odpaść w tej turze?
— Zawsze jest nadzieja. — Sebastian uśmiechnął się do niego. — Ale co? Nie masz tego od niego w takim razie? — spytał, mając nadzieję, że taki strzał Patrick potraktuje jako strzał w ciemno i że domyślił się z tej rozmowy, że to on wykonywał zadanie. Zresztą, chwilę temu niedosłownie, ale się wygadał.
A Patrick najwyraźniej uznał, że nie ma sensu walczyć z prawdą i uśmiechnął się sztucznie do Sebastiana.
— Nie, nie mam od Foxa informacji o Tomasie. Ciekawe, że jest gejem, swoją drogą. Czasem nie można się tego po kimś spodziewać. Ale ja mam swoje sposoby, jak widzisz, na pozyskanie nawet tak głęboko skrywanych sekretów…
— Czyli ta twoja straż — podsumował Sebastian te jego „sposoby”. — Od niej też masz tę plotę o Judzie? On chyba od początku roku ma jakieś szczęście co do swoich romansów.
— Sebastian, po co mam ci mówić o moich źródłach? Uwierz mi, że nie mam na to najmniejszej ochoty i jeśli chcesz się dowiedzieć, to na pewno nie takimi środkami. Wciąż jesteśmy rywalami. Ale możesz pogratulować ode mnie ojcu. Piękna przemowa — dodał, machnąwszy widelcem i znów nabił na niego kolejny kawałek warzywa.
Sebastian też jadł. I nie czuł się zgaszony tym, że nie uzyskał odpowiedzi.
— Zaskoczył mnie nią, ale dzięki. Przekażę mu. Chyba nie chce, żeby w szkole był jeszcze większy bałagan, niż już jest. Ty chyba też nie. Dlatego fajnie, że nie masz tego od Julesa — dodał, bo faktycznie cieszył się, że to nie jego i Francisco sprzymierzeniec wydał sekret Tomasa. W końcu mógłby następnym razem wydać i ich. To byłoby bardzo kłopotliwe.
— Jakie ma znaczenie, skąd to mam? Afera i tak była, chociaż moim zdaniem Tomasowi na dobre to wyjdzie. Fox nie narzeka na bycie out.
— Miałem na myśli, że to by było dość chamskie z jego strony. Sam musiał się wyoutować kiedyś. Na bank nawet teraz znajdują się debile, którzy spluną mu pod nogi. Nie wydaje mi się, żeby akurat w tej kwestii wydał kogoś ze swojej drużyny — odparł Sebastian, popijając sokiem posiłek, bo już prawie kończył.
— Mhm, też tak uważam. I ten jego film… cokolwiek robi dla swojej społeczności, jest godne podziwu. A Solt chyba zamierza coś na ten temat napisać. Widziałem, że na przemówieniu twojego ojca robił zdjęcia.
— Nie wiem, czy ojciec się z tego ucieszy. Nie kochają się szczególnie — odparł Sebastian i dopił swój napój, żeby zaraz wstać. — Ale dobra, to do zobaczenia. Nie mam co dłużej cię męczyć, jak i tak wygadałeś się z tego, co potrzebowałem.
— Cała przyjemność po mojej stronie — odparł sucho Patrick i znów wyciągnął swój telefon, ostentacyjnie dając do zrozumienia Mossowi, że też już nie chce ciągnąć tej rozmowy.
Sebastian nie zamierzał tego już komentować. Poszedł odłożyć talerze i udał się pod salę, gdzie miał mieć następną lekcję.

*

Foster czuł, że musi odpocząć od szkoły. Ale odpoczynek od niej nie znaczył odpoczynku od jej dyrektora. Umówił się z nim na coś, co chciał w głowie nazywać randką. Nie była to jednak randka, a wypad na zakupy w imię tego, że Mark powinien zdrowiej się odżywiać, tym bardziej kiedy codziennie był atakowany dużą dawką stresu. Doszedł do wniosku, że zadba chociaż o jego zdrową dietę i miał nadzieję, że zapewni mu towarzystwo. Czekał więc teraz na niego przed oddalonym trochę od Newcastle supermarketem. Stał na zewnątrz, bo Annie zabrał ze sobą, a suczka jeszcze załatwiała swoje potrzeby.
Co prawda otaczało go wiele śniegu, ale nie było tak zimno, jak mogłoby być o tej porze roku. Wiatr nie wiał, a nawet momentami słońce wychylało się zza chmur. Annie była zadowolona, że może trochę powęszyć po nowej okolicy. Aż wreszcie Foster zobaczył znajomy samochód i chwilę później na parkingu zatrzymał się Mark Moss. Wciąż był ubrany jak do pracy, oczywiście z dodatkiem płaszcza i szalika. Na widok czekającego mężczyzny uśmiechnął się, zamknął samochód i ruszył w jego kierunku.
— Hej. Wziąłeś towarzyszkę? — zagadał, przystając tuż przed nim.
— Mhm. Pomyślałem, że co ma siedzieć w domu, jak mogę zabrać ją w tym cudzie? — Czarnoskóry mężczyzna pokazał mu torbę na ramię. Ta miała wycięcie z jednej strony na głowę psa oraz usztywniany dół.
Mark przyjrzał się wyposażeniu Fostera, którego wcześniej nie widział.
— Specjalna torba dla psa? To chyba częściej zabierasz ją na zakupy, co? — dopytał, kucając, bo mała, biała suczka właśnie popędziła do niego, żeby się przywitać. Wyglądała zabawnie na tle równie białego śniegu.
— Staram się spędzać z nią dużo czasu, skoro do pracy nie mogę jej zabierać. Ma na zimowe spacery nawet kubraczek, ale nie myśl sobie nic dziwnego. To mały, kieszonkowy piesek — wytłumaczył się Foster i patrzył, jak jego suczka cieszy się na widok Marka. Sam chciał mu dać buziaka, tak jak ona właśnie starała się go liznąć po twarzy. — Możesz ją podnieść, to wejdziemy już do środka.
Mark zgodził się z nim i wziął suczkę na ręce. Otrzepał jej łapki po drodze do rozsuwanych wejściowych drzwi.
— Pakujemy ją do torby?
— Mhm, chyba że chcesz ją chwilę tak ponieść. Ale będzie się kręcić i pobrudzi ci ten płaszcz — odparł Foster i rozpiął ciemnozieloną kurtkę, kiedy tylko weszli na teren centrum handlowego. Przywitała ich tam klimatyzacja i spokojna muzyka.
Usadzili wygodnie małego pieska, którego na koniec Mark pogłaskał po pyszczku. Po tym wziął wózek i ruszył u boku Fostera wzdłuż półek. Rozglądał się, myśląc jednak trochę wciąż o tym, co dzisiaj zaszło w szkole. Czyli jak zwykle — za dużo myślał o pracy, nawet po jej godzinach.
— Mark? — Foster wyrwał go z tego zamyślenia, kiedy mężczyzna nie odzywał się do niego przez dobre pięć minut.
— Tak? — Mark spojrzał na niego, odrywając wzrok od półki z płatkami kukurydzianymi.
— O czym tak myślisz?
Dyrektor już otworzył usta, po czym uśmiechnął się przepraszająco.
— O pracy. Wybacz. Dzisiaj wiele się działo. Już się skupiam na tobie. Co dzisiaj jemy? — zapytał, żeby też wiedzieć, czego szukać po półkach.
— Myślałem, żeby zjeść owoce morza. Do tego świeże warzywa i zioła. Co ty na to? Krewetki może? — Foster pozwolił mu szybko zmienić temat, a przy okazji uważał, żeby suczka w torbie nie zbliżała swojego ciekawskiego noska do półek.
— Mmm, chętnie, jeśli tylko wiesz, jak je przyrządzić — odparł z ochotą Mark. — Może więc poszukamy też jakiegoś dobrego białego wina?
— Jestem jak najbardziej za — zgodził się z nim psycholog, ale na razie pokierował ich do działu, gdzie były owoce morza. — Ale i tak musisz mi powiedzieć, co myślisz o Tomasie. Wiem, że o tym mówiliśmy, ale nie przed twoim wystąpieniem.
Mark zerknął na niego uważniej i przytaknął. Szedł z wózkiem za Fosterem trochę jak mąż za żoną. Aż zaśmiał się cicho do tej myśli. I szybko spoważniał.
— Wybacz, to nie było odnośnie Tomasa. O nim wolałbym porozmawiać w domu. Teraz to… ja mam wózek, ty dowodzisz odnośnie obiadu, masz psa w torebce… przepraszam, to wybitnie stereotypowe i krzywdzące, ale skojarzenie z małżeństwem samo mnie zaatakowało.
Foster od razu rozjaśniał. Może i Mark się z tego śmiał, ale jemu zrobiło się przyjemniej. Małżeństwo… Chyba nawet we śnie by sobie tego nie wyśnił.
— Brzmi dobrze. Bo krzywdzące byłoby, jakbyś w ogóle takiego małżeństwa nie mógł sobie wyobrazić. A czy jest aż taka różnica w tym, że obaj jesteśmy mężczyznami?
Piwne oczy Marka zmrużyły się mocniej, gdy ten się uśmiechnął.
— Ja nie widzę w niej słabych punktów — odpowiedział i przystanął, gdy znaleźli się przy dużym dziale z różnymi owocami morza. Zostawił wybór Fosterowi, skoro ten miał jakiś zamysł dania na dzisiejszą kolację. — Ale chyba reakcja na dzisiejszy coming out Tomasa jakoś… natchnęła mnie nadzieją. Wielu uczniów wyraziło poparcie — powiedział, chociaż chwilę temu mówił, że wolałby o tym tu nie rozmawiać.
Foster pochylił się do lodówki i zabrał z niej dużą torbę krewetek tygrysich. Były świeże i było ich dużo. Jak lubił owoce morza, tak zawsze uważał, że nie da się najeść czterema krewetkami.
— To było w ogóle bardzo odważne z jego strony, że wyszedł i powiedział to przed całą szkołą. Dzięki temu może też zostawią go trochę w spokoju. Jules Fox w końcu sobie nieźle radzi.
— Rozmawiałem chwilę z Foxem, gdy prosiłem o zgodę na wyświetlenie filmu. Podobno rzeczywiście się znają. Nie chciałem wnikać, czy byli, czy są parą, ale Fox mówił, że wspiera Tomasa. Ale proszę cię, jakby mówił ci coś niepokojącego na spotkaniach, powiedz mi, jeśli będę mógł jakoś pomóc — poprosił go Mark, gdy ruszyli dalej, tym razem na dział z warzywami.
— Jeśli tylko nie będzie to niezgodne z tajemnicą zawodową, to dam znać. Obiecuję. — Foster uśmiechnął się do niego. — Na razie jednak chyba dałeś do zrozumienia, że nie życzysz sobie takich ataków w szkole.
— Tak, są niedopuszczalne.
Znaleźli się wreszcie przy dużym dziale z warzywami i owocami. Annie była grzeczna i nie przeszkadzała, za to przyciągała wzrok damskiej części klientów. Jedna dziewczyna nawet zapytała, czy może ją pogłaskać. A zwykle, gdy któreś orientowały się, że Mark i Foster robią zakupy razem, unosiły w lekkim zdziwieniu brwi. Nie na długo jednak, bo były skupione na oglądaniu pieska.
— Gdybyś był hetero, chyba spokojnie mógłbyś wykorzystać podryw na psa — skomentował Mark.
— Pewnie tak. Ale nie jestem. Zresztą, chyba wolałbym, żeby ta osoba spotykała się ze mną dla mnie, a nie dlatego, że mam psa — odparł Foster, biorąc kilka cytrusów, czosnek i zioła. Do tego jeszcze papryczki.
Mark potwierdził jego słowa mruknięciem, przy tym grzecznie jeżdżąc za nim z wózkiem, żeby Foster mógł wkładać tam zakupy.
— Jutro mam wizytę u okulisty — rzucił.
— Tak? — zapytał zaciekawiony psycholog. — Kontrolną?
— Właściwie to dawno nie byłem… A ostatnio mam wrażenie, że słabiej widzę — odmruknął Mark z cichym westchnieniem i wyciągnął rękę do truskawek. — Może weźmiemy na deser ze śmietaną?
— Możemy. Może poza truskawkami też winogrona i jeszcze jakieś owoce — zasugerował Foster i wybrał ładną kiść winogron, układając ją obok truskawek, które wziął Mark. — I… — zaśmiał się — możesz nieźle wyglądać w okularach.
— Ważniacko, śmiesznie, czy może seksownie? — dopytał odważnie Mark, choć przyciszył głos, gdy mówił ostatnie słowo. Uśmiechał się przy tym lekko.
— Mmm, chyba pierwsza i ostatnia opcja. Poważny pan dyrektor się z ciebie zrobi. Tylko fantazjować — odparł Foster także ciszej, żeby jednak nie być podsłuchanym. Właśnie obmacywał awokado, żeby wybrać dojrzałe.
Mark lekko się zarumienił i oblizał dolną wargę, przyglądając się mężczyźnie. Niesamowite było dla niego to flirtowanie. Czuł się taki młody przy Fosterze. Niczym nastolatek pierwszy raz świntuszący ze swoją dziewczyną.
— Przynajmniej kilka scen pojawiło się właśnie w mojej głowie — szepnął, mocniej ściskając rączkę wózka.
— Też w gabinecie? Powiedz, że też i nie jestem jedynym — odparł Foster w podobnym tonie i pogłaskał Annie po główce, kiedy już wybrał wszystkie warzywa i owoce. Ruszyli w stronę alkoholi.
— Mhm, między innymi — odpowiedział dyrektor ze śmiechem, a Foster obejrzał się na niego.
— To masz jakieś plany po kolacji?
— Właściwie to tak — odpowiedział Mark, idąc obok niego z wózkiem. Starał się nie mówić głośno, bo choć Annie była nieduża, to jednak co jakiś czas przyciągała wzrok zakupowiczów.
— Tak? — spytał psycholog i stanął przed półką z białymi winami. — Masz jakieś preferencje?
— Sam nie wiem… Może być coś, co też będzie pasować potem do deseru — zamruczał z zamyśleniem, przyglądając się etykietom. A przy tym cicho odpowiedział na pierwsze pytanie: — Też myślałem, trochę idąc śladami dzisiejszego dnia… żeby pogodzić się z tym, czego pragnę. Żebyś może dziś mnie… miał. Jeśli byś zechciał — dodał jeszcze ciszej.
Foster wszystko to słyszał i tylko brał głębsze oddechy, żeby nie nabawić się tu nastoletniej erekcji. Trzymał przy tym w żelaznym uścisku butelkę jednego z win.
— Możemy tego spróbować. — Pokazał ją Markowi. — I tego wina też.
Dyrektor zerknął mu w oczy i uśmiechnął się ledwie dostrzegalnie.
— Mhm — odparł krótko i zabrał od niego butelkę, żeby schować ją do wózka. A gdy tylko przy tym przypadkiem dotknął dłoni Fostera, miał wrażenie, jakby w spodniach zrobiło mu się goręcej.
Drugi mężczyzna nagle też zrobił się bardziej małomówny i spięty, jakby właśnie ustalili, że robią za pół godziny skok na bank, a nie mają do tego nawet broni, ani masek. I w takim skupieniu i lekkiej nerwowości udali się w stronę kas. Po drodze Foster jeszcze zapakował do koszyka kilka słodyczy, dwa rodzaje herbaty i kilka innych rzeczy, których nie potrzebował na już. Ich rozmowy też nagle ograniczyły się wyłącznie do „lubisz bardziej nachosy ostre czy serowe?” i tym podobnych.
Po wyjściu z marketu obaj z radością przywitali chłód. Mark wręcz zaciągnął się tym zimowym powietrzem, pomagając Fosterowi zapakować torby do bagażnika.
— To ja pojadę za tobą. Do zobaczenia już na miejscu — powiedział, gdy upchnęli ostatnią siatkę i zatrzasnęli drzwi bagażnika psychologa.
— Okej… dobra myśl — odparł Foster, mając pstro w głowie. Mark powodował w nim zachowania, jakich nawet by się w sobie nie doszukiwał, mając już tyle lat. Niemniej, chciał już być z Markiem w domu i chociaż go pocałować.
Pożegnali się i odpalili swoje samochody. To był definitywnie emocjonujący dzień pracy dla nich obu, ale wyglądało na to, że emocjom nie będzie końca. Przez całą drogę Mark myślał o tym, co chciał zrobić i zamiast obaw, czy mu się spodoba, czy nie, myślał tylko o tym, czy nie narobi sobie wstydu, gdy jakimś trafem okaże się, że ten czarny penis się w nim nie zmieści…

13 thoughts on “Project Dozen – 73 – Odwaga

  1. Katka pisze:

    Tigram, noooo, postarali się wszyscy :) Tomcio też dzielny :D Jest czym się wzruszac. Same jesteśmy dumne z naszych dzieci XD

  2. Katka pisze:

    MoNoMu, masz rację, pewnie media by wyniuchały i by była wieeelka afera. Tomas na pewno by się nie ukrył z tym, że jest gejem, przed rodzicami. To by mógł być dla niego duży szok… Ale też fajne spostrzeżenie odnośnie Julesa. Takie coś na pewno by mu dało prostą drogę do sławy. Teraz pytanie, czy dobrze by tę niespodziankę od losu wykorzystał. Na razie będzie Was czekać w następnym rozdziale więcej Dyrciów i Fosterów, ale na Frania też przyjdzie czas :D Pozdrowionka :)

  3. MoNoMu pisze:

    Gdyby to było naprawdę, to pewnie już by to wyniuchały media. Wozy transmisyjne obtoczyłyby szkołę, a na coś takiego biedny Tomek pewnie nie znalazłby odwagi. Media konserwatywne mówiłyby o homopromagandzie i demoralizacji młodzieży, a liberalne… hmm, pewnie Foxy stałby się sławny i spełniłoby się jego marzenie :)
    Tomek odwalił kawał dobrej roboty i ciekawa jestem, jak odniesie się do tego Woody. Przecież właśnie został chłopakiem najsławniejszego (prawie) geja w szkole.
    Był Dyrcio i Foster, to się cieszę. Ten biały piesek jest taki oczywisty :)
    Ale dalej czekam na Franię :(
    Pozdrowienia!

  4. Katka pisze:

    Mati, zaskoczył wszystkich i to bardzo pozytywnie :D Teraz na pewno Woody będzie z niego bardzo dumny. Dotąd chyba nie spodziewał się, że Tomas da radę. Ale tak, z Markiem pewnie by tak łatwo nie przeszło… Chyba wielu by się mogło zbuntować, nie wspominając już o co bardziej konserwatywnych rodzicach…

  5. Mati pisze:

    Wooow, Tommy, tego się po Tobie nie spodziewałem :) Zaskoczył chyba wszystkich tym wystąpieniem. I super, że tak zareagowali. Da to takiej otuchy nie tylko jemu, ale wszystkim.
    No i Mark tym zachowaniem, całym „apelem” i w ogóle jakby pokazywał, że chce się ujawnić. To byłoby strasznie ciekawe. I Sebastian by się dowiedział, i uczniowie dowiedzieliby się, że ich dyrcio woli mężczyzn. Tylko z tego mogłyby być też spore problemy. Skoro chcieli wyrzucić Tommy’ego z drużyny, a okazałoby się, że dyrektor męskiej szkoły jest gejem… To wyglądałoby dziwnie, w ich oczach.

  6. Katka pisze:

    Kamaija, ooo, to już by była niespodzianka, gdyby to Mark na tej stronie się wyoutował! Nawet o takim prawdopodobieństwie nie pomyślałam, ale podoba mi się XD Szczeny by opadły wszystkim uczniom i sam Tomas na pewno miałby problem z głowy, bo wszyscy by byli skupieni na dyrektorze XD Hahaha i PIĘKNY wierszyk! Baaaardzo nam się podoba XD A Mark i pewnie ma facepalm, ale się nie przejmuj XD Pozdrawiamy :)

    Rehab-e, gdzie się podział tamten Tommy – zniknął :D Nasz drogi blondasek się rozwija i nabiera pewności i na pewno duża zasługa w tym jest wszystkich wokół, którzy go akceptują :) Hehe, widzę że miałaś podobną myśl odnośnie dyrcia jak Kamaija :D To by było słodkie, jakby też wtedy wyszedł z szafy, ale pewnie miałby duży problem przy tym. A co do Sebcia i Frania – taaak, wiem, mniej ich ostatnio, ale to dlatego, ze akcja skupiała się na ‘dramacie’ Tomasa. Teraz na pewno będzie starszy Moss i pan psycholog. Ale na młodych szczurków też przyjdzie czas! Też ciepło pozdrawiamy! :)

  7. rehab-e pisze:

    Tego to się nie spodziewałam! Gdzie się podział Tommy, który robi w gacie na samą myśl o przyznaniu się przed innymi, że jest homo? Naprawdę mnie zaskoczył i jestem pod wrażeniem. Brawo, stary!
    Dyrcio jak zwykle nie zawiódł – lubię go i czekam na następny rozdział z nim i Fosterem. Przez chwilę nawet myślałam, że Markowi odwali i sam się przyzna, że ma faceta, lel.
    Ogółem to wszystko super, rozdział mi się baaaardzo podobał, ale teraz poproszę więcej Sebastiana i Frania, ok? XDD
    Pozdrawiam!

  8. kamaija pisze:

    Nie wiem dlaczego ale przyszło mi do głowy, że to nie nasz Tommy, ale sam dyrektor przyzna się do związku z mężczyzną, żeby nie być gołosłownym mówiąc o tolerancji i akceptacji samego siebie.

    Brawo Blondasku. Twój chłopak na pewno będzie z Ciebie dumny. A homofobiczna „reszta” nie da Ci żyć i będzie się starała, żeby nikt jej nie złapał. Ale cóż poradzić, że żyjemy w takich realiach.

    Mark i Foster zakochana para
    Robią zakupy, fajna to zabawa
    Po kolacji sytej pod pierzynę wskoczą
    Swoją pomysłowością jeszcze nas zaskoczą.

    Czekam na to dziewczyny ! <3

  9. Katka pisze:

    Omega, zdecydowanie jest z czego być dumnym :D I wygląda na to, że filmik Julesa zrobił swoje – może nie zmienił myślenia tych przeciwko, ale wsparł Tomasa w przyznaniu się do tego, kim jest. I masz rację, Mark też odwalił kawał dobrej roboty. Gdyby nie to całe przemówienie, to Tomcio by nie wyszedł z szafy :) Bardzo się cieszymy, że rozdział Ci się podobał! :) Oby takich podobających się jak najwięcej.

    Luana, ze wsparciem na pewno da sobie radę :) A co do zakupów – zgadzaaam się. To już takie bliższe długiemu związkowi. Takie prozaiczne czynności chyba zawsze właśnie najbardziej dopełniają związek. Widać więc, że idzie między nimi już mocno do przodu. „Czy będzie tak, że nagle czyjeś dobro będzie ważniejsze niż własne ja, marzenia, nagroda. Czy będzie tak, że nagle czyjeś dobro będzie ważniejsze niż własne ja, marzenia, nagroda.” – niestety wszystko jest możliwe… Ludzie wiele mogą zrobić, żeby osiągnąć to, czego pragnę. Za wszelką cenę, bez względu na to, że druga osoba ucierpi. Smutne, ale prawdziwe. Ale, ale, zobaczymy jak to będzie u naszych chłopaków :)

    O., haha, tak, zdecydowanie serca zdrowe XD Poza tym może i mamy tu młodszych bohaterów, ale panowie też nie są jacyś mega starzy. Całe życie przed nimi :D Hehe, no i masz rację, tyle dobrych uczynków. Wśród całego chaosu znalazło się coś dobrego :)

  10. O. pisze:

    Nie ma to jak długa młodość! Dobrze, że serca zdrowe bo jeszcze by w stanie przedzawałowym nockę w szpitalu spędzili a nie na próbowanie siebie w nowej konfiguracji xD Ciekawe czy im to spasuje xD
    I normalnie brawa do Julesa! Dzięki niemu Tomas pokonał lęk, Dyrcio też w sobie coś przełamał, Ericowi ciepło na sercu się zrobiło xD Tyle dobrych uczynków, że jakaś nagroda by się w zamian przydała xD

  11. Luana pisze:

    Dla Tomasa wielkie gratulacje za odwagę. Bardzo dobrze postąpił. I niech nosi głowę wysoko uniesioną, a nie chowa się i kuli. Da sobie radę. Tym bardziej, że ma wsparcie. Nie wspominam nic o tych, którzy złożyli prośbę o usunięcie go ze szkoły, bo nasuwa się parę niecenzuralnych słów.
    Lubię takie sceny jak robienie wspólnych zakupów. To już taka para para. Jak małżeństwo. Kto wie, może i do ślubu dojdzie. No, bo czemu nie. Mogą, darzą się uczuciem i nic nie stoi na przeszkodzie. A Sebastian… Byłby hipokrytą gdyby się sprzeciwił. I tak, czekam na dalszy ciąg Mark/Foster. :D
    Tak zastanawia mnie ten cały projekt. Jak daleko to wszystko się posunie i jak daleko każdy z uczestników posunie się, byle tylko zdobyć to czego pragnie. Czy będzie tak, że nagle czyjeś dobro będzie ważniejsze niż własne ja, marzenia, nagroda.
    Pozdrawiam :)

  12. Omega pisze:

    Tommy, jestem z ciebie naprawdę dumna ♥ Jezu… Ile odwagi musiało go to kosztować, ale dobrze, że nie jest w tym sam i dostał spore wsparcie. Tommy został drugim jawnym gejem w tej szkole, więc liczę na to, że sobie z tym poradzi i nie da się złamać przez durne komentarze :)
    Ogromny plus dla dyrektora, bo w większości podobnych przypadków wygląda to pewnie tak, jak opisał to Tomas: „na pewno sporo nauczycieli wolałoby to olać”. Cieszę się, że Mark nie owijał w bawełnę i wymienił najgłośniejszych w tej sprawie z nazwiska, bo prośba o usunięcie Tommy’ego ze szkoły serio była przegięciem…
    Rozdział mi się naprawdę bardzo podoba i jak zwykle życzę wam dużo weny i nowych pomysłów :3

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s